artykuły

różne kategorie


obecny TEMAT miesiąca


wszystkie artykuły

różne kategorie

Dlaczego mam inwestować.

Każdy, podejmując się jakiegoś działania, oczekuje konkretnych rezultatów. Pewnie i wy się zastanawialiście nad tym, co może wam dać, inwestowanie w siebie. Poszukajmy konkretnych powodów, dlaczego warto inwestować.

czytaj dalej

Odkryj to, co masz

Fakt, niektórzy potrafią inwestować wirtualne pieniądze, coś czego nie posiadają, ale my tak nie zrobimy. Zastanówmy się nad tym, co rzeczywiście mamy, aby móc to dobrze i mądrze zainwestować.

czytaj dalej

Kwadrans na ważne słowo.

Zatrzymując się już do dłuższego czasu na ważnych słowach, uświadomiłem sobie jak ważne i owocne jest to dla mojej codzienności. Dlatego uznałem, że spokojnie można do tego wykorzystać kwadrans z codziennego rytmu naszego życia.

czytaj dalej

Życiowy alfabet.

Każdy z nas czemuś, jakiejś konkretnej sprawie poświęca więcej czasu i swojej energii. Argumentem jest to, że pewne sprawy, są dla nas priorytetowe. Jesteśmy wstanie poświęcić im nawet całe swoje życie.

czytaj dalej

Pomiędzy słowami.

Nasza podróż wokół słów, ma swoje konkretne znaczenie – ćwiczy nas w świadomym budowaniu naszej codzienności, wokół konkretnego słowa. Słowo jest tylko zaproszeniem – reszta jest w naszych rękach.

czytaj dalej

62 dni dookoła świata.

Jak dokonać podróży wokół siebie? Postrzegając swoje życie z perspektywy słów, które są ważne, bo mówią o wartościach, ważnych pragnieniach, przeżyciach i celach. Zatem, życzę ci dobrej podróży.

czytaj dalej

Żyć we wspólnocie.

Ostatnia fascynacja nad którą chciałbym was zatrzymać i nieco nią was zarazić, to rzeczywistość Kościoła i wspólnoty. Czy dziś, z takimi opiniami jakie są, można jeszcze się zafascynować Kościołem?

czytaj dalej

Lekcja krzyża.

Myślę, że każdy z nas ma swoją historię spotkania z Bogiem, które to spotkanie zadecydowało o naszym życiu, o kolejnych przeżytych pięknych momentach w naszej fizycznej i duchowej codzienności. Masz przykład jakiejś osobistej lekcji wiary?

czytaj dalej

Miara miłości.

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do miłości – bliźniego, nieprzyjaciół, miłości wzajemnej, do miłosierdzia. Czym wyróżnia się ta chrześcijańska miłość?

czytaj dalej

On nam się daje.

Kluczowe w fascynacji, jakimś tematem jest spojrzenie na niego z właściwej strony. Z jakiej perspektywy ja spoglądam na Jezusa? Co sprawia, że wciąż Jezus jest moją fascynacją?

czytaj dalej

Spotkanie z Bogiem

Pierwszą i dla mnie największą fascynacją jest to, jak Bóg wychodzi ku człowiekowi. Cała historia biblijna usiana jest tyloma przykładami, ż ma się wrażenie, że Pismo Święte to historia jednego, wielkiego spotkania Boga z człowiekiem.

czytaj dalej

Dlaczego fascynacja

Do pewnych spraw dochodzimy przez lata. Uczymy się przez różne doświadczenia, które są obecne w naszym życiu. Niekiedy je odkrywamy i wykorzystujemy. Niekiedy przepadają, bo zajęliśmy się czymś innym.

czytaj dalej

Rozszerz perspektywy.

Niektóre rzeczy nas zamykają, pogrążają nas w jakimś temacie. Odsuwają nas od rzeczywistości i powinniśmy zrozumieć, że to dla nas jest toksyczne. A co powinna sprawić medytacja?

czytaj dalej

Duchowy fundament życia.

Chyba każdy tak ma, że realizując jakąś konkretną rzecz, spodziewamy się konkretnych owoców. Czy nie zależy nam na życiu? Warto naszemu życiu dać prawdziwy fundament.

czytaj dalej

Zaufaj (5) medytacja

Myśląc o tym obrazie mam w głowie wiele spraw, które wydawały mi się ważne w tym czasie. Ale może tak jest, że im człowiek starszy, im więcej przeżyje i zobaczy, jego priorytety się zmieniają i dojrzewa do konkretnych wyborów i określa bardziej konkretnie to czym chce żyć.

czytaj dalej

spojrzenie Miłosiernego (1) medytacja

Detalem są oczy. Choć nie są one najistotniejsze, nie wyrażają zasadniczej treści tego obrazu, to jednak od nich zacznę, bo wydaje mi się, że pierwszą ważną dla nas kwestią, której powinniśmy się uczyć, jest właśnie miłosierne spojrzenie.

czytaj dalej

Potrzeba medytacji.

Zastanawialiście się kiedyś nad uczynieniem w jakiejś kwestii kroku naprzód. Zaangażowanie się w coś, co was zbuduje, umocni i ubogaci. Może właśnie czas na taką decyzję – krok naprzód dzięki medytacji.

czytaj dalej

14. Miłość zwycięża.

Stacje Drogi krzyżowej ma różne zakończenie. Niekiedy jest jeszcze jedna stacja, XV podkreślająca Zmartwychwstanie Chrystusa. Złożenie w grobie, jest jednak wbrew pozorom bardzo dynamiczną stacją.

czytaj dalej

10. Miłość rozlewa się na wszystkich.

Wszystkie sceny coś w nas zostawiają, dotykają czułych miejsc i tematów, dla nas ważnych. Ta stacja ma jednak dodatkowe dla mnie działanie – zatrzymuje mnie na dłużej i przekonuje o miłości i do miłości.

czytaj dalej

9. Miłość dąży do spotkania.

Paradoks tej sceny to Cierpiący, który pociesza zrozpaczone. Czy nie jest tak, że osoby umierające bardzo często pocieszają wszystkich bliskich zgromadzonych wokół niego? Następuje ciekawa zmian ról.

czytaj dalej

8. Miłość promieniuje

Trudno mi zinterpretować właściwie tą scenę, bo w uszach brzmią mi słowa „przymusili go”. Jak zatem pozytywni podejść do tego momentu Drogi krzyżowej?

czytaj dalej

7. Miłość podnosi.

Krzyż jest symbolem nas – trudności, których doświadczamy w naszym życiu; jest znakiem cierpienia, które przeżywamy; jest symbolem grzechów, które czynimy. On dźwiga nas i nasze życie.

czytaj dalej

6. Połamany Król Miłości.

Są rzeczy bardzo i bardziej przerażając. Jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek w szyderstwie, w swoim wykrywaniu faktycznego obrazu, w pogardzie… A na ile stać człowieka na faktyczną miłość Poranionego.

czytaj dalej

5. Umiłowanie Prawdy.

Kontynuacja drogi prowadzi nas znów do tematu sądu. W ten sposób pogłębiamy temat ze stacji trzeciej i przyjrzyjmy się z innej strony sądowi Jezusa.

czytaj dalej

4. pokorna Miłość.

Życiowe próby? Jest ich tyle w naszej codzienności, że z czasem stają się powszednim towarzyszem naszej codzienności. Czy muszę jednak komuś coś udowadniać?

czytaj dalej

3. tylko Miłość

To czym się kierujemy w naszym życiu, decyduje często o tym, jak postępujemy, jak kształtujemy naszą codzienność- nasze wybory, decyzje i cele.

czytaj dalej

2. niezrozumienie Miłości

Nieświadomość z kim mamy do czynienia, może prowadzić do dziwnych działań. Możemy postępować nielogicznie. droga, która uczy nas kochać – a jednak niezrozumienie Miłości popchnęła Judasza do zdrady.

czytaj dalej

1. modlitwa uczy kochać

To scena początku tej szczególnej drogi. Gdy rozważam tą scenę, zwracam uwagę na trzy, moim zdaniem, ważne sprawy – modlitwa, strach, oczekiwanie.

czytaj dalej

Formowanie pojęć – mam prawo myśleć

Jako ludzie powinniśmy zajmować własne stanowisko w określonych sprawach i sytuacjach. By móc wyrazić swoje zdanie, powinniśmy najpierw uformować w sobie pojęcia, dzięki którym ukształtujemy swoje zdanie.

czytaj dalej

Poskładaj się w całość

Ważne byśmy w formacji spojrzeli na siebie i zadbali i doskonalenie swojej osobowości, byśmy pracowali nad charakterem, rozwijali w sobie zdolność empatii.

czytaj dalej

Stały wzrost

Każde powołanie stawia człowiekowi zadanie. Zadaniem tym jest życie w Chrystusie, czyli ciągły wysiłek i praca żeby stać się dzieckiem Bożym.

czytaj dalej

Błędy to nasze szczeble – wskazówki?

Formacja, rozwój swojego życia, to sprawa, która na pewno obiła wam się o uszy. Może nie jeden raz obraliście sobie jakiś cel, a później okazywało się, że zostaliście z niczym. Spójrzmy na ważne wskazówki, w których często popełniamy błędy. Coś nam w głowie niekiedy zaświta. A może by tak coś zmienić w swoim życiu? Może powinienem… A słyszałem o czymś ciekawym… Widziałem jak on to osiągnął – udało mu się. Motywacji może być wiele. Mogą być one bardzo ambitne, konieczne i w jakiś sposób też atrakcyjne. Jednak by coś zrobić, by coś zrealizować, przydałoby się na początek kilka wskazówek, może zasad, a może ostrzeżeń. Sami ocenicie, czym dla was będą poniższe punkty. SYSTEMATYCZNOŚĆ. Z podejmowaniem się jakiegoś działania bywa różnie. Niekiedy mamy nieprawdopodobny przypływ motywacji. Teraz, tutaj… – zaczynam, bo naszła mnie na to ochota. Oby jednak nie było jak z fajerwerkami – strzał, dużo huku, piękny rozbłysk, efekt woow i znów ciemność, wszystko wraca do tego, co było na początku. Systematyczne działanie ma za zadanie wprowadzić w nasze życie odpowiednie zwyczaje i nawyki. Jeśli coś chcesz zmienić w swoim życiu – bp. chcesz zrezygnować z czegoś, to przede wszystkim musisz oduczyć się pewnych nawyków, które wyrobiłeś sobie zapewne przez bardzo długi okres czasu. Jeśli natomiast chcesz do swojego życia, jednak coś wprowadzić – np. codzienną modlitwę lub lekturę Pisma Świętego, to najpierw musisz się nauczyć pewnych nawyków. Jeśli twoje „ambicje rozwojowe” zapalają się średnio raz na miesiąc, to powinieneś raczej spodziewać się tego, że trudno ci będzie zadbać o taką systematyczność i to, co zyskasz jednorazowo, przy nakładzie nawet wielkiego nakładu pracy, możesz niestety bardzo szybko utracić. Jednorazowa czynność,... czytaj dalej

Ale zbaw nas ode złego.

Ostatnia prośba Modlitwy Pańskiej jest przejmującym wezwaniem, pełnym zaufani względem Boga, który trzyma w swoim ręku, całe nasze życie. Zbaw nas od… można w różny sposób zakończyć to wezwanie. Na przykład: od nieszczęścia, od cierpienia, chorób, od różnych przykrych doświadczeń itp.  Można też rozumieć to wezwanie jako prośbę o wybawienie nas od szatana, od złego ducha, od bezpośredniego wpływu złego ducha. Przejawów zła jest bardzo wiele i chyba akurat z tego, to my doskonale zdajemy sobie sprawę.  Zbawienie już się dokonało w chwili śmierci Chrystusa na krzyżu. Jednak zły duch wciąż próbuje nas z tej drogi zbawienia sprowadzić na inne drogi. Kuszenie… wykorzystywanie naszych słabych stron, jest silnym narzędziem szatana. On, ojciec kłamstwa, nie poddaje się i przychodzi do nas z coraz to nowymi, silniejszymi narzędziami.  Sam sobie nie poradzę! Ostatnie słowa modlitwy to zaufanie. ufam, że Bóg wciąż jest blisko mnie, że jest gotów pomóc mi w każdym momencie mojego życia – „czy to gdy jestem na górze, czy też na dole”. Nigdy nie jest mną zmęczony, ani tym, aby mi przebaczyć. Wierzę, że On mnie wciąż zbawia, mimo tego, że jestem słaby, że upadam. Nasze życie jest bardzo konkretne, choć nie zawsze nam się udaje czynić wszystko dobrze. Dlatego potrzebujemy też pewności, że działanie szatana jest realne, że jest konkretne. Nie pozwólmy mu na to, by wykorzystał na nas, swoją broń – wzbudzenie wątpliwości, że on jest, że działa. Prosząc o wybawienie od złego, modlimy się o uwolnienie od wszelkiego zła, przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. W tej prośbie jest zawarta nadzieja – chcemy doświadczać pokoju, pragniemy wytrwać w oczekiwaniu na powrót Chrystusa. Pragniemy, by realizacja tego wezwania... czytaj dalej

I nie wódź nas na pokuszenie.

Może niektórzy wpatrując się w tą prośbę, mają w sobie pytanie – to Bóg nas kusi?zaraz jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że coś tutaj nie gra, że nasze myślenie idzie jednak w inną stronę. Nie ma ludzi bez grzechu, ale wśród tych wszystkich osób, jest mnóstwo takich, którzy walczą ze złem, które czynią, ale są też tacy i to spora część osób, która czuje, że jest bardzo uwikłana w jakimś grzechu i trudno im walczyć z nim, bo już do nich bardzo przylgnął. Ta prośba uczy nas prosić, byśmy moglu unikać grzechów, abyśmy nie byli prowadzeni na pokusę, przez którą wpadamy w grzech. Pokusy, których wokół nas jest pełno, to nic innego, jak próby, które mają na celu wystawić nas i nasze cnoty na działanie różnych czynników, poddać je w wątpliwość, przekonać nas do innego wyboru i działania.  Możemy wokół siebie rozeznać, że kuszeni możemy być przez własne ciało, przez szatana i przez świat. Przez ciało…, człowiek jest kuszony w dwojaki sposób. Najpierw – ciało popych do zła – szuka przyjemności czyli cielesnych często połączonych z grzechem. Często wybujałość cielesna prowadzi do zagłuszania świata duchowego. Później – kusi ciało, aby odwrócić od dobra.  Szatan… kusi, skłaniając człowieka do wyboru czegoś, co na początku ma pozory dobra, by nakłaniać nas do zmiany swoich postanowień. Czyli najpierw nas zwodzi i zwiedzionych trzyma w grzechu. Czyli doprowadzając nas do jakiegoś grzechu tak wiąże człowieka, by nie pozwolić mu podnieść się z grzechów. Świat… też kusi w dwojaki sposób – najpierw kusi przez zbytnie i nieumiarkowane pożądanie rzeczy doczesnych, a następnie przez lęk prześladowców i tyranów, czynników wydawałoby się silniejszych od nas,... czytaj dalej

I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

Każdy z nas przeżył zapewne lekcję miłosierdzia, ale czy we właściwym stopniu wykorzystujemy ten dar. Tutaj mamy do czynienia z darem, który nie jest jakąś teorią. To głęboka, realna tajemnica, którą powinniśmy wcielać i w nasze życie. Gdy wypowiadam te słowa, modlitwy Pańskiej, bardzo często odczuwam wewnętrzne, duchowe przynaglenie, aby dzielić się darem, który sam otrzymuję. Wzajemność, wydaje mi się intuicyjnie, być takim kluczem do przyjęcia i obdarowania kogoś przebaczeniem. To doświadczenie, które rodzi się pomiędzy Bogiem – udzielającym, a człowiekiem – przyjmującym, staje się źródłem tego, co w przedłużeniu, czynimy względem siebie nawzajem. Wydaje mi się, że miłosierdzie jest czymś, czego nie da się nauczyć, bo otrzymuje się je całkowicie bezinteresownie. Nie można zasłużyć sobie u Boga na przebaczenie. On pragnie je udzielać wszystkim, bez wyjątku. Przyjąć je może je jedynie ten, który gotów jest ten dar ponieść dalej w sobie. Przez grzech zaciągam dług, którego cena jest niepojęta, a jest ona obecna w Jezusie Chrystusie. Nie ma niczego po stronie zwykłego człowieka, czym mógłbym zapłacić swój dług. Tym mocniej powinniśmy nosić w sobie to przekonanie, że potrzebujemy Boga w każdej chwili naszego życia. On jest realnym, choć niedoścignionym wzorem. Powinno się w nas pojawić poczucie wdzięczność, bo otrzymujemy od Boga tak ogromny dar. Przebaczenie to „kolejne imię Boga”. Poznając przez to doświadczenie Jego miłosierdzie, odczuwamy jak ono w nas rośnie, kształtuje nas, wychowuje do nowych postaw. Skoro Bóg jest gotów zawsze ci wybaczyć, to czy przynajmniej ty nie powinieneś zastanowić się nad tym, czy i ty podejmujesz się chociażby próby, ofiarowania dalej, innym, dar miłosierdzia. Boża miłość, staje się bardzo silną częścią Bożego krwiobiegu, który przebiega przez każdą... czytaj dalej

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

Poszczególny prośby, które towarzyszy nam do tej pory to sprawy duchowe, które swój początek mają na ziemi, ale swój cel, doskonałość osiągają w życiu wiecznym. Prośba o „chleb” jest bardziej fizyczną prośbą, o dobra materialne, konieczne nam do przetrwania. Jeśli obiektywnie spojrzysz na swoje życie, na swoje codzienne działanie, myślę, że byłbyś w stanie bardzo szybko ustalić listę rzeczy, najbardziej koniecznych dla życia. Myślę, że jeśli każdy z nas zrobiłby taką listę, to pojawiłyby się bardzo indywidualne różnice, a być może i w niektórych kwestiach byłyby też obecne jakieś podobieństwa.  Prośba: „chleba naszego…” jest najpierw prośbą o zrozumienie CO JEST RZECZĄ KONIECZNĄ dla naszego życia. Ważne jest to, by faktycznie ustalić to wszystko, co może skrywać się za słowem KONIECZNE. Stąd prośba w modlitwie pańskiej jest nieco ukierunkowana poprzez słowo: „chleb”. Do życia potrzebujemy wielu rzeczy materialnych, ale gdy się rozejrzymy dookoła siebie, zobaczymy faktycznie, jak wiele rzeczy, które posiadamy są zbyteczne, przesadne… Dla mnie osobiście na początek wyłania się następujące znaczenie. Prośba ta, to uzmysłowienie sobie co jest rzeczywiście konieczne dla mnie do życia. Uświadamiając to sobie, zaczynam tak naprawdę oceniać co mi nie jest potrzebne i z tego rezygnuję. Ważne byśmy mieli w sobie taką umiejętność obiektywnej oceny, zanim zaczniemy o cokolwiek prosić. Ciekawy element który odkryłem podczas przeszukiwania różnych rozważań w tym temacie, które dotyczy tego wezwania, mówił o tym, że ta prośba… „tymi słowami Jezus nauczył nas unikać pięciu grzechów, które zwykło się popełniać przez pożądanie rzeczy doczesnych” Pierwszy grzech – nieumiarkowane pożądanie rzeczy, które przekraczają twój stan. Drugi grzech – niektórzy w zdobywaniu rzeczy codziennych czynią krzywdę innym. Trzeci grzech – zbytnia troska. Czwarty... czytaj dalej

Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi.

Temat łatwiej zrozumieć, gdy siebie ustawimy w odpowiednim momencie w czasie. To znaczy, co było wcześniej – człowiek, czy wola Boża? Skoro uzmysłowimy sobie, że właśnie wola Boża była pierwsza, że Jego plan był pierwszy, wówczas możemy zobaczyć, że nasze życie powinno być, nieustanną próbą zrozumienia Go, Jego woli i odniesienia jej do swojego życia. Oczywiście najpierw warto zastanowić się nad tym, co jest wolą Bożą. Nie możemy ograniczać jej tylko do trudnych sytuacji w naszym życiu, do większych lub mniejszych kataklizmów, które pojawiają się w naszej codzienności, bo „Bóg tak chce”. Byłoby to straszne wykrzywienie obrazu Boga i świadectwo o niezrozumieniu woli Bożej. Zrozumienie woli, odniesienie jej do własnego życia, to bardzo ważna kwestia, wręcz newralgiczna dla naszego życia. Konieczne jest to, byśmy zrozumieli, że wola Boża w żaden sposób nie zagraża, nie ogranicza naszej wolności. Boży plan względem każdego człowieka, zawarty jest w sercu Boga. On tego plany nam nie narzuca, pozostawia nam całkowitą wolność woli co do wyboru lub jej odrzucenia. Warto rozważyć w kontekście tej prośby słowa z listu Ef 1,4-7: 4 W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości 5 przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, 6 ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. 7 W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Można dostrzec, że plan pojawia się względem każdego z nas, zanim to my się w ogóle pojawiamy. Jesteśmy potrzebni, a wola Boża jest dla nas, najdoskonalszą wersją naszego życia. Wola Boga, która nas dotyczy i którą... czytaj dalej

Przyjdź królestwo Twoje.

Prośby, które zawarte są w modlitwie Pańskiej, streszczają znacznie szersze prawdy. Wydaje się, że wypowiadamy esencję prawdy. Musimy zatem skoncentrować swoją uwagę na tym wszystkim, co jest obecne za słowami, w tym również za „przyjdź królestwo Twoje”. Pewnie wielu sobie właśnie pomyśli: „ale czy to potrzebne do faktycznego zrozumienia słów”? To jest modlitwa, której uczy na Jezus, stąd nie doszukujmy się drugiego dna, ale starajmy się o najprostszy sposób przyjęcia sercem tego, co On do nas powiedział. Wyobraź sobie po ludzku, w jaki sposób mogłoby dziś funkcjonować w obecnym świecie Boże królestwo. Pobudźmy swoją wyobraźnię… Moje wyobrażenie o Jego królestwie, pewnie większość z nas to zrobi, budujemy w oparciu o obraz Raju i tego, co wiemy o nim z Pisma Świętego. Doskonałość Raju, zanim nastąpił pierwszy grzech, to nie jakieś fikcyjne, idealne wyobrażenie, ale to stan faktyczny, którego pragnął Bóg dla ludzi i którego nadal pragnie dla nas.  To, co nasuwa się samowolnie, jako pierwszy wniosek, to Jego królestwo jest bez jakiegokolwiek zła- grzechu. To, co sieje w obecnym świecie destrukcję, nie może przecież znaleźć się w Bożym królestwie. Chrystus zwyciężył grzech, a Jego śmierci i zmartwychwstanie już wtedy rozpoczęły panowanie Boga, czego owoce dziś doświadczamy i wciąż możemy przeżywać. Widzimy jednak jak silne jest zło, jak bardzo stara się wniknąć w nasze życie, przejąć je i w pełni kontrolować. Nasza wola, może być równie dobrze, furtką jak i też murem. Zatem możemy postawić twardą granicę i umacniać swój opór wobec zła. Jeśli obiektywnie ocenimy dzisiejszy świat, zauważymy jak daleko jeszcze nam do tego, by Jego panowanie naprawdę zaistniało wszędzie. Zatem prośba o to, by „przyszło Jego królestwo” jest... czytaj dalej

Święć się imię Twoje.

Chyba nie ma człowieka, który by czegoś nie świętował. Rozmaite okazje są wykorzystywane, aby coś świętować, przypominać, odkrywać wartość. Nie świętujemy bez jakiegoś znaczenia. Jeśli świętujemy rzeczywiście, wówczas nasze życie rzeczywiście będzie pielęgnować ważne rzeczy. To świętowanie ma podkreślić wagę drugiego człowieka. Czynimy to ze względu na drugą osobę, bo ta osoba jest dla mnie szczególnie ważna. Pomyśl teraz, jak to świętowanie przenieść na pole relacji Bóg i człowiek. Świętowanie rozpocznijmy od dotknięcia ŚWIĘTOŚCI Boga. To nie kwestia wyobrażenia sobie doskonałego Boga… to kwestia zrozumienia, że świętość Boga to nieustanne kochanie dobra. Można by było pomyśleć, że to co doskonałe, święte, nie będzie miało chęci przebywania, dotykania tego co grzeszne – w naszych oczach niedoskonałe… Ta świętość jest gotowa na dotknięcie każdej choroby naszego życia. Uznając zasadę, że Bóg jest święty, idziemy do zrozumienia, że On przewyższa wszystko. Ten szczególny sposób Jego bycia – świętość – tak bardzo zbliża nas nawzajem do siebie. Wiedząc o świętości, czując ją w Nim, wszechobecność Jego Osoby mimo wszystko sprawia, że mamy świadomość dystansu. On „doskonały”, ja nie! To sprawia, że nie traktujmy Go przedmiotowo, że nie wykorzystujemy Go do realizacji jakiś własnych, egoistycznych pragnień. On nie jest tylko moim sojusznikiem – On pragnie zbawić wszystkich. Świętość jest tak silna, że realnie staje się darem dla każdego człowieka. Dystans ukazuje też istniejące, konkretne granice. Odkrywając świętość Boga, odkrywamy w naturalny sposób, gdzie jest granica między tym, co święte, a tym, co grzeszne. Człowiek święcąc imię Boga, właśnie ze względu na Niego, nie przekracza pewnych granic, dba aby właśnie one nami kierowały i wyznaczały cel. Ta konkretna granica sprawia, że możemy powstrzymać się przed... czytaj dalej

Któryś jest w niebie.

Świat materialny sprowadza się do miejsc, czasu, kształtu… Skoro żyjemy w takich kategoriach, często to, co dzieje się w naszym życiu chcemy sprowadzić również do jakiś kategorii. Nie jest to groźne jeśli dotyczy spraw materialnych, gorzej ma się sprawa, gdy chcemy dosłownie to samo zrobić ze sprawami duchowymi.  Sprowadzając świat przyjaźni, miłości, wiary, Boga do kategorii czasu, miejsc i kształtów, czynimy sobie mimo wszystko krzywdę, ograniczając właściwą wartość tych spraw.  Wypowiadając słowa: „któryś jest w niebie” często interpretujemy je właśnie w znaczeniu powyższych kategorii. To biblijne znaczenie „w niebie” nie oznacza miejsca, lecz sposób istnienia, Jego majestat, a nie miejsce oddalenia, przebywania. To stwierdzenie jest dla nas zachętą do odkrywania Kim jest Ojciec, w jaki sposób jest On obecny w naszym życiu. Rozpoznawanie Jego działania, przyczynia się do tego, aby we właściwy sposób Go zrozumieć. On jest ponad wszystkim…. Bóg nie ulega ludzkim czynnikom, nie jest w żaden sposób ograniczony. Nie można Go sprowadzić do jednego miejsca, do jednej chwili, do jakiegoś kształtu – wyobrażenia. Śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie pokonały wszystkie ludzkie ograniczenia, przez co Bóg jest Ojcem wszystkich; wszyscy mogą z Nim rozmawiać; mogą Go odczuwać… możesz Go spotkać w każdym miejscu – w szczególny sposób w Kościele, w każdej osobie, w Słowie, Sakramentach… Chrystus łączy NIEBO z ZIEMIĄ – gdy przyszedł, otworzył nam niebo, ale Jego wniebowstąpienie sprawiło, że każdy z nas, może również iść drogą Jezusa.  Św. Tomasz mówi o trzech powodach wypowiadania tych słów: Pierwszym z nich jest: „przygotowanie modlącego się”. Przez kontemplowanie spraw niebiańskich, przez naśladowanie tych spraw, pojawia się w nas pragnienie tych rzeczy. Drugim powodem jest odkrycie jak łatwo jest Bogu... czytaj dalej

Ojcze nasz.

Pierwsze słowa… Modlitwa Pańska jest szczególną modlitwą, swoistym wyznaniem wiary. Lekcja, której udziela nam Jezus poprzez tą modlitwę, może wprowadzić nas w środek szczególnej relacji pomiędzy Bogiem, a człowiekiem. Spotkania z różnymi osobami, mają swoje szczególne zaplecze. Spotykamy się z kimś, bo pragniemy nawiązać z tą osobą jakąś więź, lub ją kontynuować. Im bliżej jesteśmy z kimś, tym mocniejszą tworzymy więź, tym mocniej jesteśmy wstanie dla niej się poświęcić. Wiedząc, co nas łączy z inną osobą, wiemy, jak mamy to budować, na co mamy zwrócić uwagę.  Trudno niekiedy określić początek relacji z jakąś osobą, bo to nie tylko kwestia czasu, czy jakiegoś miejsca. Po jakimś czasie, przychodzi moment na określenie tego, co się dzieje pomiędzy osobami. To właśnie z czasem osoby odkrywają, że się przyjaźnią, że się w sobie zakochali itd. Nikt w zasadzie, w początkach relacji z jakąś osobą, nie czyni takich założeń. To po prostu się dzieje, a my sobie to uświadamiamy i zaczynamy to jakoś nazywać. Od dziś zacznę wierzyć… tego typu stwierdzenie brzmi mało realnie. Wiążąc to z powyższymi myślami, wiara jest relacją z Bogiem, którą „tworzymy budując więź z Bogiem”. Brak wiary lub trudności z nią związane, mogą być właśnie połączone z tą kwestią – braku relacji lub słabości mojej więzi z Bogiem. Trudno wierzyć, nie mając odniesienia do Boga, nie mając z Nim więzi, nie mając doświadczenia spotkania z Bogiem. Pierwsze słowa modlitwy Pańskiej, mają niezwykła wagę. To słowo otwierające tak naprawdę najważniejszą kwestię. Relacja z Bogiem zaczyna się w Nim. On ma każdego z nas w swoim sercu. Moje zadanie, to spotkać się z Nim, by się odnaleźć w Jego sercu. Dla... czytaj dalej

Zdobądź przyszłość.

W każdej chwili naszego życia stoi przed nami szansa. Nasze podejście do ludzi, spraw, wartości, powinno być pełne szacunku. Stoi przed nami coś cennego… Nasze życie stawia nas w bardzo różnych miejscach i sytuacjach, konfrontuje nas z bardzo różnymi też osobami. Mamy często świadomość jak cenne jest dla nas to, co „stoi przed nami”. Z ogromną wrażliwością i odpowiedzialnością, stawiamy kolejny krok w przyszłość. Świadomość jak cenna jest dla nas przyszłość, jak cenna dla nas jest też teraźniejszości i to, co te chwile przynoszą w nasze życie, jak cenni są ludzie i nasze doświadczenia, jednych ten fakt może przytłoczyć, a innych zmobilizować do właściwego wykorzystywania swojego życia. Szacunek to wyczuwanie szczególnej wartości… Kiedy stoisz przed jakimś ważnym wydarzeniem, czujesz jak na twoich ramionach rośnie ciężar odpowiedzialności, ale masz też przeczucie jak wiele możesz dzięki tym doświadczeniom zyskać dla siebie. Właśnie ze względy na szacunek, ważne momenty wywołują we mnie dwie postawy – zatrzymanie i wyciszenie. Zdając sobie sprawę z powagi danej chwili – zatrzymuję się – ponieważ wiem, że pochylenie się nad daną sprawą, przeniknie moje wnętrze i pobudzi do refleksji. Znając wartość chwili, zawsze podchodzę do niej z ogromnym respektem. Wczuwając się w sytuacje ludzi, w kontekst różnych wydarzeń, człowiek nie tylko zyskuje wiedzę, ale nade wszystko ma okazję odkryć głębszy sens – szczególną wartość wszystkiego! To zatrzymanie najczęściej towarzyszy mi w codzienności, w trakcie „łowienia zdjęcia dnia”. Wiem jak istotny, wręcz decydujący jest to dla mnie moment i jak przenikając tą chwilę, zyskuję dla swojej przyszłości coś niezwykłego. Szczególnie ważne chwile, przed którymi staję całym swoim życiem, wywołują we mnie niezwykłe wyciszenie. Takimi charakterystycznymi momentami są np.... czytaj dalej

Konieczne postawy.

Czasami zapominamy o podstawowych zachowaniach, które powinny być obecne w normalnych sytuacjach, które mogą pokazać, przekonać kogoś, że go szanujemy. Najgorsza jest pułapka jakiegoś przeświadczenia. Jesteśmy tak czegoś pewni, że uznajemy to jako oczywistość, która jest ogólnie dostępna. To, co ja myślę, jak widzę pewne sprawy, wydaje mi się, że jest ogólnym sposobem, obecnym też u innych. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ takie właśnie zachowanie jest bardzo błędne. Gdy coś mi się wydaje, tak naprawdę nie mam pewności, czy ktoś mnie rozumie właśnie w ten sposób, jak ja to widzę. Postawy wyrażają znacznie więcej, dlatego by były we właściwy sposób zrozumiane, powinniśmy starać się, by z naszej strony były jak najbardziej czytelne. Wyrazistość postawy, wpływa na to, w jaki sposób inni będą mogli nas, naszą postawę, zinterpretować. postawy pokazują jak rzeczywiście pewne sprawy traktujemy. Pomyśl jakie postawy cię otaczają i jakie z nich są najbardziej dla ciebie czytelne. SŁUCHAJ, PATRZĄC. Może nam się wydawać to zestawienie dość dziwne: słuchaj, patrząc. Ale pomyśl, w jaki sposób, fizycznie, tak zewnętrznie mogę pokazać komuś, że go słucham? Zewnętrzna postawa, która może to ukazać, to właśnie patrzenie na osobę, gdy ona mówi do nas, albo gdy my mówimy do innej osoby, patrzymy właśnie w kierunku osób, do których coś wypowiadamy. To niby proste, by zwrócić się w stronę osoby, która do mnie mówi, by patrząc na nią okazać jej szacunek, że jest przez nas słuchana. Dziś wielu ludzi nie patrzy na drugich – wzrok spuszczony w dół, często w telefon, raczej utrudnia wyrażenie postawy np. szacunku poprzez słuchanie. Bez tego wzrokowego kontaktu, możemy często mówić, nie będą w ogóle słuchani. Patrząc na innych, gdy... czytaj dalej

Zacznij od siebie.

Jesteśmy bardzo wartościowi… Naszą wartość nie stanowi to, co posiadamy, ale to, że jesteśmy. Jeśli coś lub ktoś, próbują przekonać nas o czymś innym, to uważajmy na próby okłamania nas i pozbawienia nas szacunku. Niestety otoczeni jesteśmy warunkami, które próbują nas przekonać, że o naszej wartości stanowią różne względy. Jesteśmy podatni na te przekonania i wydaje nam się, że spełniają jakieś warunki, staniemy się „faktycznie wartościowi, szanowania”. Jeśli nie znamy swojej faktycznej wartości, jeśli nie wierzymy, że nie musimy spełniać żadnych warunków, ani spełniać czyichś oczekiwań, trudno nam będzie zrozumieć, że nie musimy szukać swojej wartości w czymś, w kimś, poza nami, na zewnątrz. Nasze poszukiwania powinniśmy skierować na nasze wnętrze, szukając w głąb siebie, tej faktycznej wartości. Mówiąc o naszej wartości, powinniśmy właśnie dotknąć tematu szacunku. Mając swoje zdanie, wybory i decyzje, próbując iść przez życie we właściwy sposób, dbamy o swoją wartość, o ukazywanie jej innym. Jeśli sami wiemy, co wyraża naszą wartość, zawsze łatwiej będzie nam pokazać innym, co powinni w nas szanować, akceptować. Jeśli poddamy się manipulacji, której zadaniem będzie „uzależnić” naszą wartość od kogoś, czegoś, wówczas trudno, aby inni nas rzeczywiście szanowali, skoro my sami siebie, nie szanujemy.  Co mam w sobie szanować? Warto, aby każdy z nas uświadomił sobie, co dla niego stanowi wartość, co czyni Ciebie wartościowym i szczególnym. Pewnie łatwiej jest nam patrzeć na innych i w ten sposób, szanując coś w innych, uświadomić sobie, co dla mnie jest ważne. Jakkolwiek podejdziesz do tego zadania, ważne jest to, byś był świadom tego, co w sobie szanujesz. Pierwszą sprawę, na którą zwróciłbym bezwzględnie uwagę, to fakt, że JESTEŚ… To bycie człowiekiem wymaga... czytaj dalej

Daj innym wolność.

Dziś „na każdym prawie rogu” mówi się o wolności, o prawach każdego człowieka. Kiedy jednak zejdziemy na poziom zwyczajnej codzienności, usłyszeć możemy tak wiele krytyki, ocen, opinii… Dziś, gdy słyszę różne ważne hasła, jak np. wolność, tolerancja, równouprawnienie itd. – najpierw zastanawiam się, czy osoby wypowiadające te ważne słowa, wiedzą rzeczywiście co one oznaczają. Mam często wrażenie, że ludzie wysługują się pojęciami, bardzo ważnymi dla wielu osób, dla osiągnięcia własnych korzyści, dla przepchnięcia jakiejś cichej ideologii, szemranego podtekstu. Ważne słowa przestają takimi być, w naszych oczach, w naszej codzienności. Nie przywołam tutaj żadnego konkretnego przykładu, bo nie chodzi mi o wskazanie winnych, a jedynie na tym, by ukazać problem. Wyświechtane słowa, pojęcia, tracą na wartości – nie przekonują, a nawet wywołują coraz częściej niepotrzebną agresję. Kolejna para słów, które chciałbym zestawić i zaproponować nad nimi refleksję to: SZACUNEK i WOLNOŚĆ. Każdy z nas, kieruje się jakimiś zasadami. Niekoniecznie są one dla wszystkich takie same. Różnice pomiędzy nimi, sprawiają, że każdy z nas może postępować w bardzo różny sposób, nawet gdy będzie chodziło o tą samą kwestię. To sprawia, że ocena czynów, nie jest tak oczywista, bo i motywy, i zasady, skoro są tak bardzo indywidualne, mogą wywołać bardzo różne reakcje. Stąd wniosek – że musimy zrozumieć innych, zrozumieć co dla nich oznaczają konkretne słowa.  Co dla Ciebie oznaczają słowa: szacunek, wolność? Jeśli wszyscy ustalimy, co faktycznie, obiektywnie oznaczają daje słowa, wówczas łatwiej będzie nam wcielić w życie dane słowa, postawy i wymagać od siebie wzajemnie ich realizacji.    (ważne słowa wg. młodych w szkole – nie wszystkie tutaj umieściłem)   Nie można narzucić nikomu własnego wyobrażenia. Jeśli moje poczucie wolności... czytaj dalej

Żyjemy obok siebie.

Tak wielu ludzi, tak wiele historii i doświadczeń. Wszystko to możemy odkryć, gdy będziemy współtworzyli historię życia z innymi. To jednak wymaga dwóch rzeczy: otwartości i szacunku. Jest wiele momentów, w których nasze historie się łączą, przecinają, stykają ze sobą. Spotkania, wspólne działanie, imprezy – to wszystko stanowi okazję do wzajemnego ubogacenia się. Jednak, czy jest w nas pragnienie poznawania innych, tworzenia z nimi własnej codzienności? Obserwuje młodych, w bardzo wielu sytuacjach i widzę jak tworzą mniejsze grupki, „szukają się nawzajem” i w ten sposób odkrywają przed sobą swoje życie, zainteresowania, pragnienia i cele. Mimo wielu zachowań bardzo egoistycznych, jest w nas coś, co nas w drugiej osobie przyciąga, prowokuje do budowania relacji z nią, ale i też wspólnych doświadczeń. Otwieramy się na siebie nawzajem, bo jest w nas pragnienie rozwijania własnej historii życia. Poznając historie innych osób, odkrywamy niezwykłe różnice, które panują pomiędzy nami. Niestety nie zawsze potrafimy zrozumieć, ani akceptować te różnice. Bywają sytuacje, ww których trudno nam zbudować jakąkolwiek więź z innymi, właśnie przez te różnice. Temat tego przemyślenia, ma swoje dwa oblicza – jedno z nich już rozumiemy, gdyż realnie tworzymy swoją historię życia razem z innymi osobami. Potrzebujemy zawsze kogoś bliskiego nam, kogoś obok nas, kto chciałby z nami współdzielić życie, albo przynajmniej jakąś jego część. Życie z tymi, którzy są obok nas wymaga od nas prawdziwego zaufania. Możemy zbudować coś cennego i ważnego, gdy będziemy się na siebie nawzajem faktycznie otwierali. Osoba obok ciebie, to odrębna historia. Każdy z nas, w jakiś sposób jest bardzo złożoną osobą. Często nie rozumiemy innych, bo nie wiemy co tak naprawdę do końca kryje się w każdy z nas. ... czytaj dalej

Łamanie schematów.

Niektórzy mają takie podejście do życia, które pozwala im zachować wieczną młodość. Jakie zachowania w sercu, w myśli, w działaniach, może pomóc nam, być wciąż duchowo młodymi? Codzienność dostarcza nam wielu ciekawych tematów do rozważań. Przyglądanie się swojemu życiu, codziennym obowiązkom, uczy nas wielu cennych informacji. Dowiadujemy się prawdy o sobie – co jest dla nas ważne, czym kieruje się nasze serce, jakie mamy wyobrażenia, perspektywy… Codzienność wpada w jakimś momencie w rutynę – schemat każdego dnia powtarza się i sprawia, że zaczynamy działać bezwiednie, jak roboty.  Może się coś w tym względzie zmienić? Nie we wszystkim musi być jakiś schemat, monotonia. Wiele rzecz możemy zmienić, zmieniając swój sposób myślenia. Codzienne, nawet te same obowiązki, nie muszą nas wrzucić w „czarną dziurę monotonii”. Zmiany powinny dokonywać się najpierw w nas, a jeśli est to możliwe, możemy te zmiany dokonywać również w sprawach, w które się angażujemy, w których uczestniczymy. Myśląc o tym, zastanawiałem się, kiedy następuje ten moment, kiedy nasze życie, staje się monotonią, rutyną? Nie jest to kwestia wieku, choć może nam się wydawać, że dorosłość jest początkiem takiego właśnie życia. Znów to powtarzam – to kwestia mentalności, w którą może wpaść człowiek, w każdym wieku, w każdym etapie swojego życia. Wydaje mi się, że największym ograniczeniem, zagrożeniem w naszym życiu jest właśnie monotonia. Pomyśl o swoim życiu, w jakim punkcie swojego życia jesteś? Czy wpadłeś w pułapkę monotonii?  Odbieramy sobie młodość, świeżość spojrzenia i działania, właśnie przez to, że poddajemy swoje życie monotonii, nieuzasadnionym schematom. Może, często robimy to w sposób nieświadomy, ale mimo wszystko, efekt tego, powinniśmy w końcu zobaczyć. Jeśli nie zareagujemy w odpowiedni sposób,... czytaj dalej

Stawiaj ważne pytania.

Zauważyliście może taką dziwną prawidłowość, że im ktoś staje się starszy, tym mniej zadaje pytań? Jesteśmy mądrzejsi, czy stwierdzamy, że i tak nikt nam na nie nie odpowie? Młodość to szczególny czas. To jest czas wielu wątpliwości, podejmowanych decyzji, zapadających wyborów. Młodość ma wiele pytań, które wynikają z ciekawości, która jest w każdym młodym człowieku. Pragnienie odkrywania świata, poznawania różnych „życiowych zjawisk”, przeżywanie różnych doświadczeń, mobilizuje każdego z nas do szukania. Bo pytania są symbolem naszego poszukiwania. Stawiając pytania, wiem, że jeszcze czegoś szukam, czegoś pragnę… Gdy przestanę stawiać pytania, tak naprawdę przestanę szukać. Warto się nad tym dłużej zatrzymać i zastanowić – czy jeszcze zadaje pytania? Jakie to są najczęściej pytania? Pytania są oznaką życia i zarówno tego zewnętrznego, jak i też tego wewnętrznego. To nie wstyd, że czegoś nie wiem, że czegoś nie rozumiem, że mam jakieś wątpliwości. To prowokuje do zdobywania wiedzy, do prób zrozumienia czegoś, do rozwiewania wątpliwości przez odnajdywanie w czymś pewności i przekonania. Płynące przez nas, przez nasze myśli, pytania, to jak krew płynąca prze nasze serce – jest symbolem życia. Pytania dotykają różnych kwestii z naszego życia, dlatego stawiając je w różnych chwilach naszego życia, przeżywamy w jakiś sposób te sprawy, wobec których stawiamy pytania. Pytania wymagają od nas cierpliwości, czasu i działania… Jeśli chcemy przeżyć jakąś konkretną sprawę, jeśli chcemy zbierać jej owoce, powinniśmy mądrze stawiać pytania. W życie nie chodzi o zaliczenie kolejnych sytuacji, o zdobycie jakiegoś doświadczenia, nie chodzi o to, by coś fizycznie zyskać – chodzi o to, by osiągnąć wewnętrzny pokój, odnajdując odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Historia o „bogatym młodzieńcu” (por. Mk 10,17-22), zatrzymała mnie w... czytaj dalej

Zasiać w sobie młodość.

Przygniatają nas różne sprawy… Trudno nam zmienić nasze myślenie i postępowanie. Wydaje nam się, że życie jest zbyt trudne, by żyć jakimiś wartościami. To wyraźny znak, by wprowadzić coś w swoje życie… Nasza codzienność, staje się niekiedy dla nas pułapką. W labiryncie codziennych spraw, docieramy do miejsca, gdzie nie ma przejścia. Nie ma w nas odwagi, ani chęci, aby zawrócić, by poszukać innej drogi, innych rozwiązań. Stan bardzo trudny, bardzo bolesny – ludzka bezradność. W tym momencie zróbmy odważny krok. Sięgnij po Pismo Święte i przeczytaj fragment z Ewangelii Jana 3,1-21. Zwróćmy szczególną uwagę na fragmenty (w. 2, 4, 5, 14-18) przyszedł do niego nocą Jeśli trwamy w rzeczywistości „nocy duszy”; jeśli nie jest to stan przez nas wybrany, prędzej czy później, pojawia się w nas pragnienie odnalezienia światła. Podobnie jak Nikodem, szukamy kogoś, kto mógłby nas wyprowadzić z tej ciemności. Pragniemy spotkać kogoś, kto zapali w nas światło nadziei. Sytuacja zapalenia w nas światła, wymaga od nas często takiego postępowania, którego może nie zrozumiemy w pierwszej chwili… Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swojej matki i narodzić się? Pytanie, które stawia Nikodem to pragnienie wyrwania się życiowej ciemności. Pozbawieni wewnętrznej młodości, bardzo szybko się „starzejemy”. Znika nasz optymizm, brakuje nam sił i chęci, a w swoim wnętrzu odczuwamy ogromną pustkę.  JAK MOŻE SIĘ CZŁOWIEK NARODZIĆ BĘDĄC STARCEM? JAK ZASIAĆ W SOBIE MŁODOŚĆ? Perspektywa zmienia się bardzo szybko, dorosłość wciąga i pochłania i niekiedy w przypływie jakiejś refleksji, pojawia się tęsknota za młodością, za jakimś jej elementem. Jak dorosły może stać się młodym – to bardzo podobne pytanie do tego Nikodemowego… Czy stać... czytaj dalej

Młodość, potraktuj ją poważnie.

Jesteśmy sceptyczni wobec młodości? Zależy to od naszych doświadczeń z młodymi… Czy brak wiedzy, doświadczenia i niekiedy ambicji, może uprawniać nas do tego, aby ich nie brać na poważnie? Pomyślałem o temacie młodości, w realiach szkoły. Entuzjam tego tematu, nie we wszystkich klasach był widoczny. To pokazuje, jak różni są młodzi, jak różne jest ich podejście do różnych kwestii. To prowokuje często do sceptycznego myślenia o młodych i takiego też ich traktowania. Zadałem im zadanie – by wypisali skojarzenia ze słowem: „młodość”. To, co mnie zaskoczyło, to fakt, że we wszystkich klasach, jako późniejszy efekt pracy, jako minus młodości, pojawiło się stwierdzenie: „nie traktują nas poważnie”. Warto najpierw zastanowić się nad tym, dlaczego pojawia się takie postępowanie. Młodość to dla wielu dorosłych synonim niedojrzałości, brak doświadczenia, brak odpowiedzialności. Dlatego nie traktowanie poważnie młodych, wynika bardziej z braku zaufania. Zaufanie zdobywa się… to znaczy, że swoją postawą trzeba sprawić, by rzeczywiście inne osoby, zaczęły traktować mnie poważnie. Innym, chyba dużo ważniejszym problemem jest to, że nie istnieje przestrzeń poważnych rozmów pomiędzy młodymi, a dorosłymi; nie istnieje relacja, partnerstwo i współpraca. Najpierw dorośli nie angażują młodych w ważne sprawy, a później, właśnie do nich, mają pretensje, że nie pomagają, że nie dają nic z siebie, że nie potrafią odnaleźć się w ważnych sprawach. Może to właśnie zdradza niezdolność dorosłych, która pokutuje nieumiejętnością radzenia sobie z różnymi sprawami, młodych ludzi. Każdy nabywa umiejętności z czasem…Stąd warto, mimo wszystko zaufać młodym, wprowadzać ich w ważne sprawy, aby przynajmniej uczyli się mieć swoją opinię i ją wyrażali. Nawet, gdy nie pomogą, angażując ich w ważne sprawy, dajemy im ważny znak – jesteście ważni, liczymy... czytaj dalej

Pokolenie pochylonych głów.

Dużo łatwiej jest kogoś zewnętrznie ocenić. Jednak taka postawa bywa często krzywdząca, bo nie do końca bywa prawdziwą. Starajmy się bardziej wzajemnie zrozumieć. Skoro dorośli twierdzą, że jeśli młodzi będą ich słuchać, to się wiele nauczą, to może idąc tym kluczem, wszyscy zacznijmy siebie nawzajem słuchać i się od siebie uczyć. Młodzi, choć bardzo inni, mogą nas jednak czegoś nauczyć, wskazać nam jakieś ważne informacje na swój temat, ale i też na temat swojego życia – co jest dla nich ważne. Spotkanie z młodymi, owocuje wzajemnym zrozumieniem, ale i też nowymi perspektywami dla życia innych osób, które w młodości, poszukują i odnajdują nowe nadzieje, nowe możliwości i cele. JESTEŚMY DLA SIEBIE NAWZAJEM DAREM – przynajmniej spróbujmy tak żyć, by tego spróbować doświadczyć. Młodość, to dla mnie pragnienie poznawania. Zatem niezależnie o wieku, budząc w sobie pragnienie poznawania, wchodzimy na szlak młodości duchowej. Poznawanie kogoś, poznawanie czegoś – to zawsze okazja poszerzenia obecnie posiadanych horyzontów, to często okazja do zyskania nowych perspektyw, które pojawiły się obecnie, a które umożliwiają osobisty rozwój – w szerokim zakresie tego pojęcia. Młodzi mogą wskazać nowe horyzonty, perspektywy, a dorośli swoim doświadczeniem, mogą tym młodym i ich możliwościom, nadać właściwy kierunek. Niezwykłe uzupełnienie, które może stać się elementem spajającym te różne pokolenia. Sytuacja idealna? Może takie jest to wyobrażenie, ale czy nie powinna to być jednak sytuacja normalna, naturalna? Trudność międzypokoleniowa, to moim zdaniem sytuacja, która ukazuje w każdym pokoleniu, brak cierpliwości. Kiedy idę chodnikiem do jakiegoś miejsca, dostrzegam prosty znak – widzę dorosłych, którzy niekiedy z racji wieku, dolegliwości… idą do celu, znacznie wolniej. Śpiesząc się gdzieś, muszę między nimi lawirować i to może skłonić... czytaj dalej

Szkoła myślenia.

Patrząc, jak każdy z nas, podatny jest na warunki panujące zarówno wokół nas, jak i w nas, zastanawiałem się, czy dziś, mamy okazję odnaleźć takiej miejsce, które mogłoby nam pomóc w analizowaniu, interpretowaniu i myśleniu. Młodzi ludzie wybrali się do kina. Chyba nie było planu, na co pójdą. Wszyscy wybrali się na film „Kler”. Po powrocie miałem okazję, od obecnej na tej wycieczce osoby, posłuchać kilku „refleksji młodego pokolenia”. Mój pierwszy i nie ostatni wniosek to – że ten film, dla tych młodych osób, stał się „źródłem kompetentnej wiedzy”. Tak jakby każdy film był rzetelnym źródłem, jak jakieś badania, wypowiedzi ekspertów, czy chociażby ogólnie, dostępne źródło, jakim jest wikipedia. Przeraziło mnie to, że młoda osoba potraktowała ten film, jako „dokument” – to, co tam jest przedstawione, jest ogólnie przyjętą i realizowaną prawdą… Pytania młodej osoby, w odniesieniu do filmu, nie brzmiały jako pragnienie weryfikacji, szukania prawdy, czy jakiekolwiek poszukiwanie. Zawieszony głos w pytaniu, brzmiał raczej jak pytanie retoryczne – tak jest wszędzie, ze wszystkimi… Pytanie, które bardziej było stwierdzeniem niż pytaniem. Nie wiem do końca, kto z tymi młodymi osobami pojechał. Wiem, że był tam wśród nich młody ksiądz, który wybrał, jako jedyny, zupełnie innym film – „bajkę”. To chyba zdenerwowało mnie bardziej niż cokolwiek innego. Zamiast im towarzyszyć, stawić czoła trudnościom, ewentualnie próbować wskazać problem. To on zwyczajnie ZWIAŁ. Zmarnowana okazja do stworzenia czegoś dobrego, pięknego, ważnego… Niczego nie tłumaczyłem tej młodej osobie, ekscytującej się po obejrzeniu filmu. Dlaczego? To nie był ten moment – czasami trzeba zakopać swoje pragnienia, by zainteresowana osoba, sam zrozumiała, że potrzebuje odpowiedzi, że potrzebuje człowieka, który coś wyjaśni. Ta sytuacja, w kontekście... czytaj dalej

Takiej młodości się boisz?

Przykład młodości, który jest daleki od dzisiejszych propozycji i wzorców. Jednak Jej przykład, nadal wielu osobom imponuje i inspiruje. Ucząc się od właściwych wzorców, człowiek może doświadczyć młodości, która dotknie jego sposobu myślenia, jak i też jego działania. Możemy bać się tego typu stanu, bo jest on wymagający, szczególnie dla naszej mentalności i podejścia do życia. Wielu dorosłych, spogląda na młodych z lekką dozą zazdrości, bo wydaje się im ,że nie mogą mieć już tego, co właśnie posiadają młodzi. Rozgoryczenie swoim wiekiem, może odebrać młodość ducha, która może być mobilizująca dla podejmowania konkretnych przemian w życiu. W jaki sposób, niezależnie do wieku, w chwili obecnej, rozbudzić w sobie młodość? Niektórzy mówią, że bycie z młodymi, odmładza… Wydaje mi się to jednak trudne do zrealizowania i mimo wszystko, w skuteczności mało prawdopodobne. Bóg jedynie może nas nieustannie duchowo odmładzać, dlatego warto abyśmy podjęli trud przyjęcia Jego woli, jako swojej własnej. WZÓR DLA MŁODYCH – WZÓR DLA WSZYSTKICH. Wielu ludzi ma jakiś sentyment do osoby, której chciałbym się przyjrzeć. Poprzez modlitwę, rozważania, bardzo często spoglądamy na Maryję. Jej historią chciałbym oprzeć na jednym momencie, na scenie Zwiastowania. (przeczytaj Łk 1,26-38). Bóg wybiera młodość… Jeśli nie dotyczy to faktycznie osób młodych, to działanie Boga odmładza duszę dotkniętej przez Niego osoby. Wielkie historie w Piśmie Świętym (Abraham, Mojżesz, Maryja…) opierają się na tym, że Bóg wprowadza w ich życie nowe tchnienie; odmładzając ich wewnętrznie, przemienia ich życie, nadając mu jakąś szczególne misję do wypełnienia. Bóg posłał do Maryi anioła, gdy ta miała dwanaście lat. Podwójna młodość, tym mocniej może być dla nas cenną wskazówką. Dla Boga nikt nie jest za stary, a na... czytaj dalej

Bóg powiedział…. a ja mogę się przydać.

Do czego i jak mogę się przydać? To może być kwestia, nad którą powinieneś szczególniej się zatrzymać i zastanowić. Pewnie nie jeden raz… Skoro Bóg ma plan… Skoro jestem potrzebny światu… tylko w jaki sposób te dwie sprawy mogą się połączyć i zaistnieć razem w moim życiu? Możemy zatrzymać się na poziomie rozpoznawania świata, który mnie otacza i tego, czego on pragnie. Czy moje życie może być spełnieniem próśb „świata”? Myślę, że wielu właśnie na takim schemacie zatrzymuje swoje życie. Jednak mnie i pewnie wielu z was, nie zadowala taki sposób życia, taki rodzaj funkcjonowania w dzisiejszym świecie. Dlaczego tak? Nie chcę by świat się mną posługiwał. Myślę, że każdy z nas ma w sobie coś wyjątkowego, co może zaoferować światu. Tylko, czy każdy ma odwagę takiego podejścia do życia? Dużo łatwiej jest pójść drogą prostych rozwiązań… Dużo trudniej jest postawić sobie, chociażby jedno wymaganie do zrealizowania i zaangażować swoje życie, by to wymaganie zrealizować. To, co odróżnia działanie Boga od funkcjonalności świata, to w pełni akceptowanie mojej wolności. Bóg proponuje, zaprasza… świat narzuca, szczuje, kusi propozycjami. Chociażby to, zachęca mnie do tego, by mimo wszystko postawić się światu, wybrać trudniejszą drogę, wiedząc, że mnie ona w żaden sposób nie zniewoli. Na czym polega zaproszenie Boga? Myślę, że każdy z nas, nie jeden raz odczuł obecność Boga w swoim życiu, która objawiła się tym, że Bóg w jakiś sposób do nas przemówił. Odczytaliśmy jakieś Słowo, które zostało bezpośrednio do nas skierowane. Bóg powiedział coś o nas, a naszym obecnym zadaniem jest poznanie „SŁOWA KTÓRE NAS OPISUJE”. To niezwykłe, że otwierając Pismo Święte, mogę tam odnaleźć siebie, odnaleźć Słowo o... czytaj dalej

Każdy potrzebuje planu…

Rozpoczęcie nowego miesiąca, szczególnie wrzesień, wymaga od wielu osób, nowego planu. Nowe podejście może bardzo wiele zmienić. Rozpoczynając jakieś zadania, zawsze zastanawiam się nad tym, „jaki plan przygotował dla mnie Bóg” w najbliższym czasie. Trochę to naiwne, bo wygląda to trochę tak, jakbym czekał na Boga, aż mnie czymś zaskoczy. Ja sobie poczekam, a Ty Panie Boże, przygotuj coś dla mnie. Może właśnie to zaskoczenie, to dla mnie oznaka mojego zaufania i gotowości, do przyjmowania Jego planu… Oczywiście inicjatywa nie leży tylko po stronie Boga, ale dotyczy również każdego z nas. To ja otrzymuję szczególny dar – wolność, która pozwala mi wybierać i decydować. Nie mogę zrzucać tej odpowiedzialności na nikogo, włącznie z Bogiem. Skoro Bóg ma plan… propozycję dla mojego życia, to mogę zgodzić się na nią lub nie. Tylko wtedy Jego plan będzie moim planem, gdy osobiście na to przystanę. W przeciwnym razie, rozpalać się będzie we mnie jedynie bunt, który będzie powstrzymywał mnie przed jakimkolwiek podjęciem próby zrozumienia tego planu i wdrożenia go w swoje życie. Wyraźny opór względem planu Boga, pojawia się najczęściej wtedy, gdy go nie próbujemy zrozumieć, gdy interpretujemy go jako coś nam narzuconego, przeciwnego nam, nie po naszej myśli. Wiele trudności z wiarą, związanych jest właśnie z takim rozumieniem Boga, który jest „obok nas”, „jako coś obcego”, nie złączonego z naszym życiem. Tworzenie różnego rodzaju „dystansów” sprawia, że nasza możliwość zrozumienia i przyjęcia planu Boga, coraz bardziej się oddala, a nam coraz trudniej jest przybliżyć się właściwego sensu. Planowanie różnych sytuacji naszego życia, ma być narzędziem, które będzie nas wspierało w dążeniu do celu. Doskonale to rozumiemy, że plan ma nam w... czytaj dalej

Jesteś potrzebny – jak mogę się przydać?

Każda chwila naszego życia jest wezwaniem do twórczego działania, inspiracją do tworzenia swojej drogi, a nie tylko wypełnieniem programu. Mam proste obrazy w swojej duszy, które mi wystarczą, które uzasadniają moją wiarę, moje działanie. Jedni potrzebują złożonych rzeczy – dowodów, innym wystarczają proste rozwiązania. Linia produkcyjna – taśmowa… Przygotowywany przedmiot przejeżdża przed pracownikami. Każdy z nich jest odpowiedzialny za wykonanie swojej części. Jeden składa… ktoś inny instaluje detale, ktoś inny maluje, jeszcze ktoś inny wkłada do kartonów, jeszcze ktoś inny wysyła paczki. Są też tacy, którzy tą paczką zamawiają i używają tego konkretnego przedmiotu. Może być tak wiele osób zaangażowanych w przygotowanie jednego prostego przedmiotu. Nikogo z tych osób, nie może zabraknąć. Każda osoba i jej praca, większa lub mniejsza, nie ważne, jest bardzo ważna. Każdy ma swój osobisty, bardzo ważny wkład w całość przygotowywania. Czy w realizacji życia, „planu Boga”, nie jest choć trochę podobnie? Każda osoba, jej zajęcie – powołanie, jest istotną częścią czegoś większego… Każdy jest potrzebny. Obraz zakładu, w jednej sprawie jest może słaby – w pracy, jedni zastępują innych. W życiu natomiast tak nie jest. Masz swoje miejsce, swoje zadanie, swoją niebywałą wartość i NIKT w niczym nie może cię zastąpić. Jesteś potrzebny! Czy wierzysz w SWOJĄ niebywałość, wyjątkowość, wartość?  Jaką miarą mierzysz swoją wartość? Co znaczysz? Młoda osoba odczuwała ogromną chęć pomagania innym osobom. Takich „w potrzebie” znalazła bardzo szybko. Spełnieniem życia było to, że może pomagać innym, służyć im. Dużo swojego czasu spędzała na udzielaniu pomocy. W pewnym jednak momencie, radość tego działani znikła, a w życiu zagościł smutek. Dlaczego? Zajęcia, codziennie osobiste obowiązki sprawiły, że było coraz mniej czasu na to,... czytaj dalej

Ostatni tydzień.

Szczególnie czas urlopów, wypoczynku – tzw. wakacje ma niezwykłe tempo. Wydaje się, że zwyczajna codzienność ma inne tempo, a czas wolny jeszcze inne. Ostatnia prosta wakacji i perspektywa nowego roku szkolnego to dobry czas na spoglądanie na temat „przyszłości”. Większość tygodnia, myśli moje biegły w przyszłość, prowokując do przemyślenia co dalej. Praca, szkoła, parafia, osobiste plany – tak wiele imion ma przyszłość każdego z nas. Myśląc o przyszłych zadaniach, człowiek jakby w teraźniejszości skacze na trampolinie w przyszłość. Planując różne obowiązki, człowiek troszczy się w teraźniejszości o swoją przyszłość. To nasza odpowiedzialność, ale i też próba zaprogramowania różnych detali życia w taki sposób, by „zapanować” nad różnymi ewentualnymi zdarzeniami. Wyobrazić sobie przyszłość… Dużo łatwiej jest nam pomyśleć o owocach – o tym, co uda nam się zrealizować i osiągnąć. Dużo trudniej myśli nam się o konieczności wprowadzania zmian, o nowych obowiązkach, których powinniśmy się podjąć. Ważne jest to, by była w nas żywa odpowiedzialność za swoją przyszłość. Przyszłość pewnie pod wieloma względami nas zaskoczy. Nie jest to do uniknięcia. Nie zaplanujemy wszystkiego, dlatego musi być w nas zdrowa otwartość, która sprawi, że w odpowiedni sposób przyjmiemy to, co przyniosą nam chwile w przyszłości. Nade wszystko musi być to otwartość na ludzi i na działanie Boga. Mój miniony tydzień był poszukiwaniem pomysłów wobec przyszłości. Już wiele różnych myśli przelałem na papier, wiele też pomysłów zostało zrealizowanych w różny sposób. Stąd coraz trudniej jest wymyślić coś nowego, czego jeszcze nie było. Przyszedł jednak powiew Ducha Świętego. A kiedy on wieje, zawsze pojawiają się ciekawe rzeczy. Moja propozycja była prosta – aby kto chce, umieścił swój ciekawy cytat. Kiedy już pojawiła się dość... czytaj dalej

Boży plan.

Czy twoje funkcjonowanie w świecie, realizacja swojego życia jest z góry zaplanowana? Może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wiele masz w tym temacie wolności. Głosowanie nad cytatami przyniosło konkretny wybór. Wybór padł na zdanie: „Człowiek został powołany na świat, a więc jest światu potrzebny…” Czytając ten cytat, skojarzyłem sobie to z bardzo ważną myślą, która stanowi pierwsze prawo życia duchowego, a które brzmi: BÓG KOCHA CIEBIE I MA DLA TWOJEGO ŻYCIA WSPANIAŁY PLAN. Te myśli się wzajemnie wypełniają i dają jednoznaczną pewność „że jesteśmy potrzebni”, w którą musimy sami uwierzyć. Te treści muszą wybrzmieć w naszych sercach, dotrzeć faktycznie do naszego codziennego rytmu życia. Dziś wielu ludzi, z tak bardzo złożoną codziennością, potrzebuje tego osobistego odkrycia, że „jesteśmy przez Boga kochani…” i że „jesteśmy powołani do życia”, że „jesteśmy potrzebni…” Wśród tylu bardzo smutnych niekiedy wiadomości, które do nas docierają, potrzebujemy światła pozytywnej myśli, która nas udźwignie z codziennego ciężaru obowiązków. Nie powinna to być myśl, która będzie tylko odskocznią dla nas, a raczej prawdą, którą będziemy odkrywać i przeżywać we właściwy sposób. BÓG NAS CHCE… nie ma na świecie człowieka, który by nie był chciany. Po ludzku możemy mieć nawet bardzo trudne doświadczenia, ale nie powinniśmy nigdy zwątpić w to, że Bóg nas chce. On nie ma żadnych ludzkich przywar, dlatego nie można Mu zarzucić egoizmu, czy innych niewłaściwych motywów działania. Pewnie wielu z nas musi odbyć długą drogę, by z postawy „wierzę w Boga” przejść do przekonania, że „wierzę Bogu”. To co On mówi i robi względem mnie, nie ma żadnego podtekstu – czyni to z całkowicie bezinteresowną miłością. Trudno nam jest niekiedy „zrozumieć Boga”, ponieważ... czytaj dalej

Odważnie w przyszłość. (dziewiąty tydzień – dziewiąta możliwość)

Wczoraj i dziś, buduje jutro. Nasze zatroskanie o przyszłość angażuje większość naszych sił. Wyobrażamy sobie to, co przyniesie przyszłość – bojąc się, innym razem będąc pełnymi radości. To nie ostatnia możliwość, którą można odnaleźć na mapie człowieka. Czas naszych rozważań skupił się na dziewięciu możliwościach, by wykorzystać czas dany nam przez życie, abyśmy czegoś się uchwycili, zastanowili nad tym, co mamy i co możemy jeszcze osiągnąć, rozwinąć w naszym życiu.  Przyszłość ma swoje tajemnice… Zapewne jeszcze nas czymś życie zaskoczy. Przyszłość przynosząc nowe historie, zadania, daje nam okazję do otwarcia się na nowe doświadczenia. To, co być może nas zaskoczy, jednocześnie może dać nam możliwość… Wciąż, dzięki przyszłości, możemy odkrywać w sobie nowe możliwości, szanse przeżycia inaczej kolejnych chwil naszego życia. Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię niemożliwe, dla nieśmiałych – niez­na­ne, myślący i walczący nazywa ją ideałem.  Naszą możliwość jest to, że mamy ogromny wpływ na budowanie naszej przyszłości. Uczestniczymy i tworzymy – to są szczególne możliwości, które daje nam nasza przyszłość. Możemy tworzyć swoją niezwykłą przyszłość, dzięki temu jaki będzie nasz pomysł na nią. Nasze nastawienie wobec przyszłości jest tym materiałem, którym ją budujemy. Mogą być w nas wątpliwości, strach, brak chęci – ale w ten sposób tworzymy raczej dystans i trudno abyśmy uchwycili coś dla siebie. Możemy obudzić w nas zaufanie, odwagę i zaangażowanie i wówczas będziemy bardziej rzeczywiście uczestniczyli w budowaniu i przeżywaniu swojej przyszłości. Nie odbierajmy sobie tej szansy na przyszłość, grzęznąc w teraźniejszości. Niech teraźniejszość będzie dla nas „trampoliną w przyszłość”; da nam możliwość uczynienia pewnego skoku w przyszłość. Teraźniejszość skoro jest początkiem przyszłości, powinna dać nam rzeczywisty wzrost – siłę do takiego wypełniania codzienności, by nieustannie przerzucać... czytaj dalej

Na nudę nie mogę narzekać.

Codzienność naprawdę mnie zaskakuje. Nie spodziewałem się, że ten tydzień przyniesie tyle przeróżnych zadań – kropek. Dzięki zajęciom nie mogę się nudzić. Mam taki styl życia, jest to niekiedy plusem, a niekiedy nie, który polega na otwarciu się na wszystkie wydarzenia. Nie planuję wszystkiego, sporo zajęć nie jest zależnych ode mnie. Moje plany, a faktyczna codzienność, to często dwie niezależne od siebie plany, które ostatecznie stają się moją przygodą. Stając wobec zadań, mogę narzekać, że tyle ich jest, że muszę się z czymś samemu zmagać. Mogę przyjąć każde zadanie jako dar i odkryć, jakie możliwości mi to daje. Jest sporo rzeczy, które mogą nas od tego odciągnąć i zaprzepaścić szanse, które rodzą się wraz z kolejnymi chwilami naszego życia. Ilość zadań może być dla nas zagrożeniem. Możemy. Chcieć jak najszybciej wypełnić obowiązki, by powrócić do tzw. „spokoju”. Przedzieranie się przez gąszcz zajęć, tylko po to, by dotrzeć do momenty wytchnienia, może nas pozbawić faktycznego zaangażowania. Ważne jest to jak przeżywam kolejną chwilę, czy chcę ją przyjąć, czy zwalczyć; być obojętnym, czy zaangażowanym… Tracimy często bardzo wiele sił w realizacji zadań, będąc później zmęczonymi tymi obowiązkami i pozbawionymi radości. Chcemy przeżyć różne sytuacje siłowo, zamiast angażować inne możliwości w sposób mądry. Możemy przegrać sami ze sobą przez to, że będziemy angażować nieodpowiednie siły w nieodpowiednie sprawy.  Ten tydzień pełen był wszystkiego. Sporo zajęć każdego dnia. Wiele razy musiałem się wysilać i głębiej angażować w różne sprawy. Trochę fizycznego i duchowego zmęczenia. Pomyślałem o dwóch sprawach, których mógłbym się uchwycić, by wytrać i we właściwy sposób wykorzystać jednak moją codzienność, taką jaka właśnie ona obecnie jest. Pierwsza sprawa – patrzeć na... czytaj dalej

Znaczenie codzienności. (ósmy tydzień – ósma możliwość)

„Wczoraj i jutro. Dwa słowa, którym codzienność codziennie nadaje inne znaczenie”. Codzienność jest niezwykłym darem, ale czy potrafimy tak na nią patrzeć?   Każdy z nas, to niezwykła historia zbudowana z codzienności. Dzięki naszej codzienności możemy i tworzymy bardzo często niezwykłe rzeczy. Od tego, w jaki sposób patrzymy na naszą codzienność, zależy w jaki sposób ją potraktujemy i wykorzystamy. Wiele razy, być może nawet za często, obserwujemy życie innych i je podziwiamy, coraz bardziej oddalając się w ten sposób od naszego życia – od naszej codzienności.   BY CODZIENNOŚĆ CODZIENNOŚCIĄ SIĘ NIE NUDZIŁA.   Mam takie swoje stwierdzenie: „to nie codzienność nasza jest nudna, ale my stajemy się w niej nudni”. Bagatelizujemy zbyt często potencjał naszej codzienności, przez co zbyt często nie odkrywamy prawdziwej głębi naszej codzienności. Każde wydarzenie ma wiele wersji realizacji – nie musimy rozwiązywać spraw zawsze w ten sam sposób. Jeśli będziemy rozgoryczeni wciąż swoją codziennością, nigdy jej nie odkryjemy, nigdy na serio nie zaczniemy jej realizować. Podoba mi się idea „kropek”. Życie jako połączenie kropek i tworzenie swojej codzienności, zobowiązuje do większej wrażliwości. Jeśli każde wydarzenie… symbolicznie oznaczymy kropką, to w rezultacie powstaje „linia codziennego życia”. Nasze doświadczenia łączą się w całość, tworząc właściwy sobie sens. Możesz czekać aż coś się wydarzy w twoim życiu, albo możesz też sam podjąć inicjatywę i brać udział w wydarzeniach, w których być może być nie uczestniczył, gdyby nie właśnie to pragnienie, głębszego uczestniczenia w życiu. Wdrażaj w życie swoje pomysły. Nie bój się swoich pomysłów i planów. Masz możliwość wykorzystać swoją codzienność, w swój, niebywały sposób. Twoja codzienność jest darem dla ciebie, ale to ty również jesteś darem... czytaj dalej

Impuls.

Można wpaść w pułapkę, by zapomnieć o swoim sercu. Działać, wypełniając wszystkie swoje obowiązki, nie zastanawiając się nad czymkolwiek. Bycie nieustannie aktywnym jest zadaniem trudnym, bardzo wymagającym. Jednak by w tej aktywności nie zatracić się, by nie zgubić swojego serca, trzeba wciąż na nowo przypominać sobie o głównej motywacji – „intencji” dnia, chwili… Możemy wypełniać swoje obowiązki, w najlepszy sposób, jednak nie angażując swojego serca. Technicznie zrobiliśmy wszystko jak należy, ale jednak utraciliśmy szansę głębszego życia – życia z sercem. Jeśli w jakimś momencie uświadomisz sobie, że nie angażujesz swojego serca w pełni, to nic straconego, zawsze możesz pobudzić swoje serce do aktywności.To jest ta szczególna możliwość „działania z sercem” – możemy jeszcze głębiej przeżyć chwilę, która ma obecnie miejsce. Mamy szansę zmienić wszystko. Każdy impuls serca, świadczy o jego życiu. Stąd naszą radość powinno wywołać każde poruszenie serca. W każdej sytuacji, najmniejsze drgnięcie serca może sprawić, że inaczej przeżyjemy swoją codzienność, że głębiej odkryjemy jakieś wydarzenia. Wydarzenia zewnętrznie mogą się nie za bardzo różnić, ale te przeżywane z sercem stają się dla nas głębsze, przez co stanowią dla nas większą wartość, a my jesteśmy w nie bardziej zaangażowani. Przygody tego tygodnia były bardzo różne. Niestety wiele razy zapominałem o „działaniu z sercem”, ale kilka razy jednak coś mi się udało. Spotkania zawsze są sprawą pierwszorzędną. W tym tygodniu miałem okazję do dwóch ważnych spotkań. Na jednym z nich miałem okazję dotknąć swojego serca, myśląc o swoim powołaniu – o początkach – decyzji i wyborze. W kontekście rozmowy o tym temacie, z inną osobą, mogłem działać z sercem i dotknąć czyjegoś serca… Inne spotkanie było już bardziej luźne, spacerowe. Ciekawy... czytaj dalej

Włóż w to serce. (siódmy tydzień – siódma możliwość)

Zauważyliście w swoim życiu taką prawidłowość, że wszystko to, w co „władasz swoje serce” jest inne, piękniejsze, a nawet głębsze, niż wtedy, gdy działasz bez tego przekonania? Wszystkie miejsca, sytuacje, więzi… wszystko co tworzysz w swoim życiu ma swoją szczególną wartość. Są rzeczy, w które angażujesz się z łatwością, są też takie, które wymagają od ciebie najpierw przekonania, a później ciężkiego pracy i osobistego wkładu. Podobne są też rezultaty – z jednych sytuacji są ogromne, a w innych albo jest ich bardzo mało, albo nie ma ich wcale. Przez wszystkie te sprawy przechodzisz cała swoją osobą – z doświadczeniami, rozumem, zdolnościami… W tych wszystkich sprawach, jest też obecne zawsze twoje serce – zaangażowane lub ograniczone. Ale jest, próbując jako możliwość życia, pchnąć nas we właściwym kierunku, odkrywając przed nami jeszcze większe możliwości. Samo stwierdzenie „włóż w to serce”, myślę, że wszystkim jest doskonale znane, ale co ono oznacza, jak się ma do naszego życia? Nasz stopień przekonania i zaangażowania świadczy o tym jaką wartość stanowi dla nas jakaś sprawa, rzecz, osoba… Gdy na czymś nam zależy, jesteśmy zaangażowani całym sobą, a serce jeszcze bardziej nas dopinguje. Gdy jakaś spraw jest dla nas nie ważna, wówczas jesteśmy jakby uśpieni, a nasze działanie jest minimalne. Często nasze codzienne działanie, uzależnione jest od naszego sposobu myślenie, toku rozumowania. Spekulujemy co mamy zrobić, jak mamy postąpić, czy warto w coś się angażować czy też nie… Im więcej różnych myśli, pytań, stwierdzeń, tym jeszcze więcej pojawia się spekulacji. Nasz rozum staje się coraz bardziej uwikłany, stąd droga z rozumu do serca, staje się niewyobrażalnie dalej i bardziej skomplikowana. A skoro droga jest tak trudna, to... czytaj dalej

Pozwól się znaleźć.

Pewnych spraw nie jesteśmy wstanie zaplanować, zaprogramować sobie tak swoją codzienność, by wszystko zależne było od nas. To nie jest żaden problem, dla tych, którzy spróbują to jakoś zrozumieć. Temat sumienia jest bardzo delikatny, bo wkraczamy na terytorium swojego życia, które jest bardzo wrażliwe – reaguje na wszelkie dobro, jak i też na każde zło. Sumienie – to działające – funkcjonuje właśnie w ten sposób, że reaguje! Reaguje na to wszystko, co dzieje się w naszym życiu. Jeśli każda chwila, którą przeżyjemy, symbolicznie określimy  za pomocą „kropki – punktu”, to kiedy spojrzymy np. Z perspektywy mijającego tygodnia, to my raczej zobaczymy linię ciągłą, niż punkty. Dlaczego? Ponieważ tyle jest tych różnych chwil, że wszystko zlewa nam się w jedną całość, tworząc linię. Trudno nam dostrzec szczegóły, jeśli spoglądamy na życie bardzo ogólnie. Zrób małe zadanie… Weź sobie kartkę, ołówek. Wypisz wszystkie dni tygodnia i spróbuj przy każdym dniu wypisać przynajmniej jedno wydarzenie, w którym uczyniłeś coś pozytywnego. Spójrz ile udało się punktów zobaczyć. Wydarzenia, które mają miejsce w naszym życiu, zapraszają nas do uczestnictwa w nich. Prowokują nas różnymi zadaniami, okazjami i darami. Od na zależy, czy w jakimś konkretnym wydarzeniu będziemy aktywni, czy też obojętni. Sytuacje próbują nas znaleźć i zaangażować. Jeśli pozwolimy się odnaleźć sytuacjom, różnym darom, wówczas zaistnieją okazje, by się odpowiednio zaangażować i z czegoś skorzystać, albo coś z siebie dać. Bóg „przechadza się po naszej codzienności” i stawia nam różne znaki, przypominające najpierw o swojej obecności, oraz o swoich zaproszeniach. Sumienie pozwala nam dostrzec te znaki, oraz w konkretny sposób na nie odpowiedzieć. Było kilka takich szczególnych, prostych okazji w moim, minionym, tygodniu, w... czytaj dalej

Wrażliwość. (szósty tydzień – szósta możliwość)

W różny sposób interpretujemy to, co dzieje się w nas, jak i też wokół nas. Nie tylko to świadczy o różnicach pomiędzy nami, ale nade wszystko o wrażliwości, którą każdy z nas w sobie posiada. Skąd wynika nasza wrażliwość? To zasadnicze pytanie, powinniśmy sobie postawić w najbliższym czasie i spróbować zrozumieć, co nam daje ta szczególna, kolejna odkrywana przez nas możliwość. Słowo „wrażliwość” nie oddaje do końca myśli wobec tego tygodnia. Chciałbym byśmy jednak przez pryzmat tego słowa, spojrzeli na sumienie i zastanowili się nad tym, jak tą możliwość wykorzystujemy; co możemy jeszcze uczynić w tym zakresie, by tą możliwość jeszcze lepiej wykorzystywać. Jak krótko i dość konkretnie scharakteryzować słowo „sumienie”? Pięknie to opisuje Katechizm Kościoła Katolickiego w pkt. 1713: „Sumienie jest najłatwiejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa”. To niezwykłe, że jest we mnie „miejsce”, w którym mogę być z Bogiem; miejsce w którym wpisane jest przez Boga prawo… którego człowiek powinien słuchać, zachowywać i nim się kierować. Sumienie jest też interesującą sprawą, dzięki temu, w jaki sposób w nas funkcjonuje – nakazuje pełnić dobro, a unikać zła; osądza konkretne wybory, aprobuje te, które są dobre i potępia te, które są złe; słuchając sumienia mogę usłyszeć Boga, który mówi.  Sumienie niczego nie wytyka, lecz przypomina! Gdy popełnimy jakieś zło, sumienie przypomina nam prawdę o dobru, przypomina również o przebaczeniu o które, w takiej sytuacji powinniśmy prosić, przypomina o dobru, które powinniśmy ciągle praktykować… Sumienie, jak już chyba widzicie, wymaga naszej wrażliwości. Od niej zależy, co uczynimy z naszym sumieniem – czy go posłuchamy i będziemy się nim kierować,... czytaj dalej

Usiądź przed podróżą.

Doskwierający upał, którego nie cierpię, w tym tygodniu mnie zatrzymał w domu. Poszukując chłodu, więcej siedziałem niż się ruszałem. Więc nogi w pewnem sensie donikąd mnie nie zaniosły. Panuje w niektórych kulturach pewien zwyczaj, którego symbolika mi się bardzo podoba i który w niektórych sytuacjach realizuję. Poszukując korzeni tej tradycji, znalazłem informację, że zwyczaj „siadania przed podróżą” najczęściej jest kojarzony z Rosją, choć można znaleźć też ten zwyczaj w Chinach. Ja zapamiętałem ten zwyczaj z tradycji żydowskiej, aczkolwiek bardzo mało znalazłem informacji na ten temat.  Tydzień upałów zmusił mnie do tego, aby „usiadł przed podróżą”, bym odkrył swoją możliwość „nóg” w innym znaczeniu, z innej perspektywy, niż to sobie zaplanowałem. Moja refleksja wyniknęła z cytowanej już myśli w artykule pt. „Gdzie mnie nogi poniosą”, a cytat brzmi: „LUDZIE JUŻ TACY SĄ: GDY IDĄ, PATRZĄ PRZED SIEBIE, A NIE POD NOGI.” Skupieni na celu, wyznaczamy sobie drogę – często najkrótszą, nie zwracając już później uwagi na drogę, którą przemierzamy. Bardziej przed siebie… niż pod nogi… Interesuje nas to, co osiągniemy, a w mniejszym stopniu to, w jaki sposób możemy to osiągnąć. Najlepszym rozwiązaniem byłoby patrzeć zarówno przed siebie, jak również spoglądać pod nogi, wówczas istniałaby szansa, że to, co najważniejsze, w żaden sposób nam nie umknie. Zwyczaj „siadania przed podróżą” ma różne wytłumaczenia: 1. Chwila, by zastanowić się, czy wszystko ze sobą zabraliśmy – znaczenie kontrolne 2. Chwila refleksji, bycie z innymi, przed rozstaniem, być może na dłuższy czas… – znaczenie emocjonalne 3. Chwila wzbudzenia w sobie dobrego nastawienia wobec podróży… – znaczenie przyszłościowe Może to banalne, ale dla nie droga nabiera innego, głębszego sensu przez ten gest. Jednym może pomóc,... czytaj dalej

Gdzie mnie nogi poniosą. (piąty tydzień – piąta możliwość)

Wiem, że to szczególny dar. Wśród chorych, których odwiedzam co miesiąc, wielu jest takich, którzy już od lat leżą i nie mogą się poruszać. Oni tęsknią za tym, by gdzieś pójść. Już kilkakrotnie to zauważyłem, że bardziej zaczynam doceniać coś, co widzę, że czegoś inni nie mają. A wcześniej nie zwracałem na to aż takiej uwagi. Może wielu ludzi docenia właśnie coś wtedy, gdy coś traci, lub wtedy gdy z czegoś już nie mogą korzystać.  Odwiedzając chorych z mojej parafii, zauważam, że większość z nich, nie opuszcza już swoich mieszkań od bardzo wielu lat. Co dla mnie, póki co, jest naprawdę jeszcze trudne do wyobrażenia. Ale kto wie, co mnie jeszcze w życiu spotka… Póki co, doceniam bardzo tą możliwość i jeśli to możliwe, staram się w odpowiedni sposób z niej korzystać. Widzę, że ta możliwość daje mi poczucie swobody i faktycznej wolności. W każdym momencie mogę wstać i iść… Wydaje się to dla wielu takie oczywiste, takie proste i normalne.  Jednak póki możesz to robić, a może tego nie doceniasz, to zwróć uwagę jaki wielki dar i możliwość posiadasz i w jaki sposób mógłbyś ewentualnie tę możliwość wykorzystywać. Wyjście z domu, pójście na spacer, podróżowanie, możliwość uczestniczenia w wielu sytuacjach, odwiedzenie kogoś… – możesz wstać i pójść, bez ograniczeń, a nie dla wszystkich jest to możliwość taka oczywista. Łatwo jest ulec różnym czynnikom, ograniczyć swoją wolność – swobodę. W tak prosty sposób możemy niekiedy pozbawić się możliwości, ograniczyć siebie, zawężać swój świat. Oczywiście można szukać innych rozwiązań; można stawiać czoła swoim ograniczeniom i posłużyć się innym rozwiązaniem. Dziś, nie muszę ruszać się wcale z domu, by zobaczyć co... czytaj dalej

Pod natchnieniem 

Stworzenie czegoś nowego, w sensie pomysłu, ma w moim przypadku różne fazy. Niekiedy jest mi łatwiej, a niekiedy trudniej. Trudno w sumie wyczuć jakąś zależność. Trzy etapy tego tygodnia – mądrość: intelekt, historia życia, pomysł do realizacji. To, w jaki sposób akcentujemy różne słowa, chociażby np. mądrość, rzutuje na to, w jaki sposób rozumiemy i wcielamy w życie to słowo. Skoro mądrość jest naszą, ludzką kolejną możliwością, to warto by było znów się zastanowić nad tym, jak ją rozwijać, jak rozszerzać tę perspektywę – możliwość. Zdobyta wiedza, powinna być użyta i służyć również innym. Przypomina mi się bardzo prosta sytuacja z minionego tygodnia. Błądziliśmy na szlaku, poszukując pewnego miejsca. Po dłuższej chwili i przejściu stosunkowo niedługiego odcinka drogi w przeciwnym kierunku, w końcu metodą prób i błędów, udało nam się odnaleźć to miejsce. Schodziliśmy już z góry, kiedy to na naszej drodze pojawiła się para osób, która dyskutuje ze sobą, stawiając sobie pytania – gdzie jest to, tamto miejsce… Najpierw myśl: „pewnie dojdą do tego, co będę się wtrącał”. Po chwili  pojawia się jednak we mnie pytanie: „a co, gdy też będą błądzili w poszukiwaniu tego, co ja już wiem, gdzie jest?” I odezwałem się do nich, tłumacząc, co, w jakim kierunki się znajduje. Dalszego dialogu już nie było. Dzięki całej tej sytuacji, trzy tory zostały zrealizowane dosłownie w jednym momencie, w jednej sytuacji. Jednak to, na co zwróciłem przede wszystkim uwagę, to „wewnętrzne natchnienie”, które popchnęło mnie do takiego, a nie innego zachowania. Warto być otwartym na takie właśnie momenty, w których pod wpływem „natchnienia”, podejmiemy decyzję o działaniu, które później okaże się najwłaściwszym. Mądrość nie musi pochodzić... czytaj dalej

Inna mądrość. (czwarty tydzień – czwarta możliwość)

Można ją zdobyć na różne sposoby. Większość swojego życia poświęcamy na zdobycie teorii, która w różny sposób przydaje się, bądź też nie, w naszym życiu. Jaka mądrość stanowi jednak szczególną naszą możliwość? Jest mądrość, którą rozwijamy przez całe życie. Jedni się jej poddają i próbują swoje życie ukształtować według jej zasad. Są tacy, którzy próbują ją w sobie zagłuszyć, by nie przypominała im o tym, że można jednak żyć inaczej.  Moją myśl kieruje ku tej mądrości, która daje mi możliwość dokonania właściwego wyboru; ku tej mądrości, która wspiera mnie przy rozróżnianiu co jest dobre, a co złe; ku tej mądrości, która sprawia, że moje życie to mocne poglądy, cele i kierunki życia. Ta mądrość która wypływa bardziej z serca; ta Boża intuicja, którą mamy, a której nie możemy przypisać tylko sobie.  MĄDROŚĆ POLEGA NA UMIEJĘTNYM WYBORZE NAJMNIEJSZEJ GŁUPOTY.  Otrzymałem ją, gdy odchodziłem z jednej z parafii. Mała książeczka, zrobiona domowym sposobem przez kilka osób. Pamiątka, która jest wciąż żywa i aktualna, najcenniejsza, bo są w niej spisane historie różnych osób. Żyjąc Ewangelią, tak na poważnie, zawsze znajdzie się sytuacja, w której słowa staną się konkretnym czynem.   „Boża mądrość – niecodzienna teoria” wprowadzona w życie, zawsze tworzy piękne historie – doświadczenia, które są najcenniejszym skarbem do zdobycia.  Pewnie każdy z was słysząc słowo „mądrość” ma różne skojarzenia. Sam jestem ciekaw jakie? Jakie skojarzenia byłyby najczęstsze… Wśród moich kilku skojarzeń, najczęściej odnoszę to właśnie słowo, do tematu doświadczeń, mądrości zdobytej życiem, poprzez konkretne historie z życia codziennego. To, co zdobywamy w życiu codziennym, przez prace, spotkania i rozmowy, przez nasze myśli i pragnienia – to doświadczenia, których nie zdobędziemy w... czytaj dalej

Nie bądź głuchy

Możesz wyłączyć wszystkie urządzenia w domu, a tak niczego nie usłyszysz, bo może się okazać, że hałas nie jest poza tobą, ale w twoim wnętrzu.  Gdy jestem w domu rodzinnym, śmieje się, że „idę się ukulturalnić” – to oznacza, że siadam w pokoju, włączam telewizor i przelatuje po kanałach, przeglądając co obecnie „jest na topie”. Mam świadomość, że jest to dla wielu zabieracz czasu, a przy okazji źródło wielu, bardzo negatywnych emocji. Cieszę się, że już od bardzo wielu lat, nie mam osobiście telewizora i tego, co ewentualnie istnieje wokół tego. Nie jest jednak łatwiej, choć wyraźniej widzę, gdzie tak naprawdę jest w moim życiu hałas.  Kiedy w minionym tygodniu stanąłem wobec zadania związanego z kolejna możliwością, jaką jest słuch – a więc to, co mogę w różny sposób usłyszeć, zdałem sobie sprawę z tego, że obecnie najwiecej hałasu jest w moim wnętrzu i coś z tym muszę zrobić.  Pierwsza rzecz, którą zrobiłem, to zminimalizowałem aktywność w internecie. Nie wstawiałem filmów, których przygotowanie zabiera sporo czasu; rzadko sięgałem po informacje w internecie i nie wdawałem się zbytnio w rozmowy przez telefon. Jednak musisz zdać sobie i ty sprawę z tego, że nie wystarczy czegoś nie robić, by sprawa była załatwiona; konieczny jest jednak krok – działanie, które będzie we właściwy sposób czymś w nas promieniowało.  Nie wystarczy, że wyłączysz telewizor, odłożysz telefon, wyciszysz dźwięk w komputerze. Niekiedy jesteś „zapchany” taką ilością informacji, dźwięków, uczuć, że konieczne jest wewnętrzne wyciszenie. Jak to osiągnąć? Oczywiście oprócz „wyłączenia i izolacji od elektroniki” musisz zacząć słuchać. By tak się stało, najpierw musisz samemu stać się pustym.  Warto zrzucić z siebie te różne sprawy, które nagromadziłeś w... czytaj dalej

Zasłuchani. (trzeci tydzień – trzecia możliwość)

Często można spotkać ludzi, szczególnie młodych, zasłuchanych… Słuchawki w uszach… Wyłączeni ze świata, włączeni w swój własny świat, tak jakby nie chcieli słuchać, ale jednak czegoś słuchali.  Trudno nawet sobie wyobrazić życie, funkcjonowanie, nie posiadając tej możliwości – słuchania świata, siebie i innych osób. Choć właśnie wkładając w uszy słuchawki, chcemy jakby uciec od zgiełku świata, to chyba jednak coś innego, choć nadal pewnie to ucieczka. Czy mimo wszystko, mamy powody, by coś zagłuszyć, by o czymś zapomnieć, by nie słysząc, nie musieć też czegoś widzieć. Pierwszy wniosek, który mi się nasuwa, a który może stanowić też pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, to skłonność do selektywnego słuchania. Niektórzy mają słuch selektywny – słyszą to, co chcą słyszeć. Selektywność wynika nie tylko z fizycznych ograniczeń słuchowych, bo takie też z czasem, z wiekiem się pojawiają, ale również z braku wrażliwości, która jest częstym ograniczeniem dla naszych naturalnych możliwości. Nasz opór może być spowodowany bardzo różnymi argumentami – warto by było się temu, szczególnie przyjrzeć. Zastanów się: jak reagujesz gdy ktoś cię o coś prosi; jak się czujesz, gdy ktoś cię chwali lub na ciebie krzyczy, wyzywa; jakie są twoje uczucia gdy panuje wokół ciebie całkowita cisza, a jak, gdy pełno wokół ciebie hałasu…? Spróbuj rozeznać te sprawy i szczerze ocenić. „Łatwiej się słucha tych ludzi, którzy żyją tym, co sami usłyszeli w Ewangelii” – to myśl abp Rysia, która jest zachętą do naszego rozważenia tematu, kolejnej naszej możliwości. Żyj tym, co usłyszysz! To mobilizuje do tego, by słuchając siebie, innych, rzeczywiście usłyszeć. Nie rozumiemy często różnych spraw, ponieważ nie słuchamy w taki właśnie sposób, by usłyszeć. Zbyt pobieżne traktowanie różnych spraw, sprawia,... czytaj dalej

Zobaczyłem cud.

Słyszysz o nich w kościele; niekiedy zastanawiasz się być może jakby to było, gdyby coś takiego ciebie spotkało. Może czujesz czym one są faktycznie, a może masz taką wrażliwość, by je dostrzec w swojej codzienności. Towarzyszył mi w minionym tygodniu, bardziej niż zwykłe fragment Pisma Świętego o którym wspomniałem w artykule „Zobaczyć do końca” – „Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach” (por. Mt 21,42; Mk 12,11; Ps 1118,23). Lubię widzieć fragment biblijny w konkretnym życiowem kontekście i zobaczyłem go w trzech bardzo różnych sytuacjach, w minionym tygodniu. Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie Świętym: Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Mt 21,42 Pierwszy raz zobaczyłem ten fragment w kontekście trudnej sytuacji, a mianowicie w trakcie pogrzebu. Człowiek buduje swoje życie aż następuje moment, w którym coś się kończy, ale i też zaczyna. Moment przejścia z teraźniejszości w wieczność jest Jego cudem, darem dla nas, który On sprawił, a jest cudem w naszych oczach. Zobaczyłem jak życie człowieka, które samo w sobie jest cudowną konstrukcją, ale i też tajemnicą kończy się i zaczyna coś nowego. Możemy w prosty sposób zmarnować, a nawet zniszczyć życie, jeśli nie będziemy pielęgnować w sobie świadomości, że nasze życie jest cudem, a my tworząc swoją codzienność możemy uczestniczyć w Bożym planie, w cudzie. Pełno jest w nas niepokoju i trudno nam jest rozstać się z ludzkim życiem, trudno oswoić się z odejściem. Musimy sięgnąć bardzo głęboko w siebie, by zobaczyć cud wieczności. Drugi moment, w którym zobaczyłem powyższy fragment biblijny to kontekst ślubów, dwóch różnych par. Zobaczyłem to, zastanawiając... czytaj dalej

Zobaczyć do końca (drugi tydzień – druga możliwość)

Pewnie w ostatnich dniach, wielu fanów piłki nożnej przyklejonych jest do fotela przed telewizorem. Ilu jest takich, którzy patrzą na to z boku, nie pałając tą samą ekscytacją?  Jedni to mają i mogą siedzieć i godzinami oglądać różne mecze i nigdy nie doświadczą nudy. Ale pewnie w wielu domach, już bez zapału, są bierni obserwatorzy, którzy nie widzę już tego samego. Nie tylko ta sytuacja z naszego życia, jest odbierana w bardzo różny sposób, przez różne osoby. Patrzymy, ale nie widzimy… Widzimy, ale nic z tym nie robimy… To nie kwestia wady wzroku lub posiadania dobrego wzroku sprawia, że coś widzimy lub nie. Musi w nas coś zaistnieć, zadziałać, abyśmy zareagowali na to, na co patrzymy. W pierwszą sobotę miesiąca, idąc do chorych z sakramentami, na jednej z ulic Gniezna, przygotowuje się młody człowiek. Układa sobie jakieś siedzisko, kładzie przed sobą kubek, zaczyna stroić gitarę. Niekiedy jestem przy nim, gdy już śpiewa jakąś piosenkę. Nie zatrzymuję się, niczego niestety nie wrzucam, ale zawsze spoglądamy na siebie i wymieniamy się uśmiechem, niekiedy pozdrowieniem. Wielu nawet go nie widzi, albo nie chce go zobaczyć, bo… Musieliby coś wrzucić? Moim uśmiechem się nie nakarmi, nie zapłaci rachunków, ale Go widzę i nie udaję, że jest mi obojętny. Okazuje się, że zobaczyć coś lub kogoś, wcale nie zawsze oznacza to samo. Oczy są dla nas ogromną możliwością – BY ZOBACZYĆ. Jednak nasz wzrok musimy połączyć z wrażliwością i odwagą i…, aby coś jednak uczynić. To, że coś widzimy, to jedna sprawa, ważna możliwość, ale okazuje się, że wzrok zawsze musi się z czymś połączyć, by zadziałać w odpowiedni sposób. Przyglądając się temu kolejnemu... czytaj dalej

Malarz i Pastor – nie przyzwyczajaj się.

By rozwijać swoje możliwości, trzeba stawiać czoła swoim wadom. Warto zastanowić się nad tym jaka cnota może poprowadzić nas do rozwoju. Stawiając czoła ograniczeniom, wadom, jeszcze bardziej poznasz swoje możliwości. Przyzwyczajenie… Pod jakimś filmem byłego Pastora, o Eucharystii, znalazłem komentarz: „jeszcze nikt mi tak nie wytłumaczył Eucharystii”. Po obejrzeniu filmu, z jakże ogromną pasją wyrażającego temat, pierwsze wrażenie jakie miałem, to właśnie odkrycie, jak może jakiś temat stać się powszedni i jak bardzo możemy się do pewnych spraw przyzwyczaić. Może właśnie to, co robisz, za co jesteś odpowiedzialny, jakie masz możliwości, stało się już na tyle powszednie, że nie dostrzegasz w tym niczego nadzwyczajnego, a przez to gasisz swoje faktyczne możliwości. Może to jakiś sposób na odkrywanie swoich możliwości, poprzez przeciwstawienie się monotonii, rutynie, powszedniości… Może obecnie jest ci trudno uwierzyć w to, że ty sam, twoje ciało, może być narzędziem niezwykłych możliwości. Spójrz może z innej perspektywy, może odkryj nową fascynację wobec tego, co robisz. Może spójrz na innych, poszukując inspiracji. Może odzyskaj swoje pierwotne motywacje dla swojego działania.    Mija pierwszy tydzień, naszego dziewięcio tygodniowego projektu: „możliwości”. Coś cię zatrzymało, zafascynowało? Co czynią bardziej świadomie twoje dłonie, jakie możliwości otworzyły się przed tobą w obecnym czasie? Przypatrywałeś się temu, co tworzą twoje dłonie, co tworzą inne osoby?   Przez kilka ostatnich dni, miałem okazję przypatrywać się malowaniu w domu moich rodziców; pracy rąk innej osoby, która ze starannością odświeżała ściany. Pewnie każdy, by mógł pomalować małe mieszkanie – nie byłaby to jakaś skomplikowana sprawa. Ale jednak – po coś są fachowcy. Ktoś ma tą umiejętność, może nawet jakieś wykształcenie w tym zakresie… Może nam się wydawać, że... czytaj dalej

Możliwości

Każdy je ma – czy to większe, czy mniejsze. Może nam się wydawać, że jesteśmy bardzo ograniczeni i że nie posiadamy możliwości. Spójrzmy zatem na ten temat możliwości i odkryjmy jakie posiadamy. Temat na ten czas musi być spokojny, ale jednak mimo wszystko ważny. Może nie wszyscy będą się cieszyć wolnym, wakacjami lub urlopem, ale jest coś ogólnie w powietrzu, że ten czas jest przez nas inaczej przeżywany niż pozostałe miesiące. Wszystkim, w jakiś sposób, udziela się jednak czas wakacji. Sam się niekiedy przyłapuję na użyciu stwierdzenia: „kiedyś, gdy będę mógł coś zrobić…”, które to stwierdzenie słyszę z ust innych osób. To stwierdzenie, ukazuje że dokonujemy pewnej oceny siebie, swoich możliwości i z powodu braku jakichś predyspozycji, odkładamy realizację kolejnego zadania. Czy musimy wszystkie „niemożliwe” sprawy, odkładać na kiedyś, na moment, w którym według nas, będziemy mieć właściwe możliwości? Czy dziś ich już nie mamy, tylko ich po prostu nie dostrzegamy? Każdy z nas, w większym, bądź mniejszym stopniu, ale powinien na pewno, wierzyć w to, że Bóg stworzył każdego z ogromną paletą możliwości. Spotykają mnie, co chwilę sytuacje, w których dostrzegam przeróżne możliwości ludzi. Właśnie gdy piszę ten artykuł, przypomniał mi się niedawno poznany starszy pan. To, co w nim przykuło moją uwagę, to jego zachowanie. Wydawałoby się niby zwyczajne, ale jedno coś w nim było, co mogło zainteresować. Elegancko ubrany, zachowanie dżentelmeńskie, uprzejmy, pomocny, słowa wyważone i stonowany, kulturalny; odnosił się do młodej osoby z ogromnym zatroskaniem. Dystyngowany pan, który ogólnie swoim zachowaniem był inny, niż na codzień spotykam osoby. Mnie ta osoba, swoim zachowaniem zatrzymała i zastanowiła. A dalsze myśli poszły w kierunku „9 możliwości”, które... czytaj dalej

DOBRZE GDY SĄ PUSTE. (pierwszy tydzień – pierwsza możliwość)

Większość naszych dzieł, stworzonych jest przy udziale naszych rąk. Trudno wyobrazić sobie uczynienie jakiegoś dobra, bez tego prostego, a jakże ważnego narzędzia. O czym świadczą twoje dłonie?  1 punkt na mapie człowieka Witając się z różnymi osobami, dotykając ich dłoni, mamy zapewne różne wrażenia. Czujemy jak niekiedy są zniszczone i szorstkie od pracy; innym razem delikatne i zadbane; innym razem bardzo małe, kruche należące do dzieci, lub kobiet. Tak przeróżne, świadczące o innych doświadczeniach, historiach. Dłonie są przedłużeniem ludzkich serc. Już tutaj możesz się zastanowić nad kondycją swoich rąk i co to faktycznie dla ciebie oznacza, o czym to świadczy. Oczywiście to może być bardzo subiektywne, gdyż stan dłoni nie musi być wcale świadectwem czegokolwiek. Może, ale nie musi… Wiecie pewnie o co mi chodzi. Może nie masz takich „rozkmin” i nigdy nie zatrzymywałeś się nad tematem rąk i ich możliwości. Może to nie jest jakiś mega temat twoim zdaniem, który by cię wciągnął, bo jesteś bardziej pragmatykiem niż filozofem i nie zastanawiasz się nad takimi sprawami, bo być może wydaje ci się to zwyczajnie bzdurą. Chciałbym cię jednak wciągnąć w ten temat, by przekonać cię o sile, którą posiadasz i którą, jeśli we właściwy sposób wykorzystasz, możesz sięgnąć wielkich rzeczy. Zanim przyjrzysz się swojemu życiu, poświęć znaczną część tego tygodnia, by poobserwować innych. Dosłownie i w przenośni. Spoglądaj na tych ludzi, którzy towarzyszą ci w tej właśnie chwili – co czynią ich ręce… To fascynujące, jak wielu ludzi, tak bardzo podobnych do siebie, w tak przeróżny sposób wykorzystują to niezwykłe narzędzie, jakim są ich ręce. Można zafascynować się prostymi sprawami. Może właśnie to jest ten moment i ta... czytaj dalej

Bóg i trudności.

Nie chciałbym byśmy ten temat, w naszym myśleniu sprowadzili tylko do twierdzenia: „jak trwoga to do Boga…” Może jest inny, właściwszy klucz do połączenia tych rzeczywistości. Warto własne cierpienie, trudności, które przeżywasz, odczytać w świetle osoby Jezusa. Trochę niezdarne jest twierdzenie, że trudność to „wola Boża”. Zbyt mało jasne może być wyjaśnienie, że wszelkie zło jest konsekwencją grzechu pierworodnego, a więc tego, co zrobili Adam i Ewa, z zakazanym owocem. Właśnie dlatego warto spojrzeć na trudności Jezusa, które On sam przeżywa i odnaleźć być może wskazówki wobec tego, co my moglibyśmy zrobić, kiedy przeżywamy jakąś trudność. Pierwsza rzecz, która będzie wymagać od nas chwili zastanowienia i działania, to postawienie sobie pytania: CZY JEZUS CIERPIAŁ? W jakich ewentualnie sytuacjach dostrzegasz Jego cierpienie? Na pierwsze pytanie wciąż odnajduje różne odpowiedzi, ale tak bardziej świadomie zacząłem się nad tym zastanawiać, gdy usłyszałem historię pewnej osoby, obecnie która oczekuje zakończenia procesu beatyfikacyjnego, w której to historii, zostało jej postawione pytanie: „jak sądzisz, w jakim momencie życia Chrystusa, cierpiał On najbardziej?” Ona wówczas odpowiedziała, że: „kiedy modli się w Ogrójcu”. Na to osoba, która zadała jej pytanie, powiedziała: „cierpiał najbardziej, gdy krzyczał na krzyżu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. To zdarzenie spowodowało w niej niezwykłą przemianę i wybór Chrystusa, jako „Opuszczonego”. To zdarzenie mnie zaciekawiło i próbowałem duchowo przetrawić wszystkie te sceny, w których wyraźne jest cierpienie Jezusa. Sceny, które nas najbardziej przekonują o cierpieniu, to na pewno scena modlitwy w Ogrójcu, oraz wszystko, co związane jest z krzyżem. Jednak, są też sceny innego typu, w których można domyślać się obecnego w Jezusie cierpienia, jak i również je zobaczyć. Na pewno są to... czytaj dalej

Ach te twoje problemy.

Często mimowolnie porównujemy swoje problemy z innymi osobami i na odwrót. Mamy wrażenie, że nasze problemy są trudniejsze, mniej zrozumiałe, zbyt trudne do udźwignięcia. Skąd się bierze takie nasze myślenie? Pierwsze wrażenie, które posiadamy, gdy doświadczamy jakiejś trudności, to kwestia ciężaru sytuacji. Mamy wrażenie, że to, czego doświadczamy osobiście jest trudniejsze, niż to, co ewentualnie przezywają inni, nawet, gdy dotyczy to takiej samej sytuacji. Przez to, że „ważymy” sytuacje, dlatego też często je oceniamy. Brak obiektywności w ocenie sytuacji, sprawia że pewne sytuacje bagatelizujemy, a inne znów uznajemy za przesadnie trudne. Jedna i druga postawa może prowadzić do różnych zagrożeń, które w konsekwencji mogą pogorszyć naszą sytuację. Każda trudność to ostrzeżenie, które w odpowiedni sposób powinniśmy mimo wszystko uwzględnić w swoim życiu. Odnosząc swoją codzienność, przeżywaną trudność do innych osób, raczej nie znajdziemy właściwego rozwiązania. My sami musimy stawić czoła trudnościom i szukać zarówno właściwych ocen, jak i też konkretnych rozwiązań. …nie jest tak źle, …mogłoby być gorzej, …dlaczego ja muszę to przeżywać – to jedne z wielu różnych możliwych reakcji wobec trudności. Widać w tych odpowiedziach niekiedy pozytywny, a niekiedy negatywny element naszych ocen. Nasz sposób myślenia i odczytywania świata, która nas otacza, ma ogromny wpływ na to, jak pewne rzeczy postrzegamy. Tak funkcjonujemy, jesteśmy stworzeni by bardziej postrzegać innych, niż siebie. W naturalny sposób możemy obejrzeć praktycznie całe swoje ciało, prócz twarzy (oczywiście bez lustra). Może dlatego, nie widząc swoich reakcji, łatwiej jest nam oceniać krytycznie innych, a siebie usprawiedliwiać. Stąd problemy innych zawsze oceniane z zewnątrz, będą widziane przez nas w zupełnie inny sposób, bardziej krytycznie. Względem siebie, skoro nie dostrzegamy siebie tak konkretnie, wówczas łatwiej... czytaj dalej

Trudność jak „skrzyżowanie”

Wobec wszelkich trudności, które przeżywam, bardzo często zadaje mnóstwo pytań. Ciekawi mnie dlaczego tak jest, że te sytuacje prowokują mnie do stawiania częściej pytań i szukania na nie odpowiedzi, niż normalne sytuacje. …masz wiele możliwości rozwiązań. Wszystko zależy od postawienia sobie właściwych pytań i od własnych chęci. Trudność, gdy się pojawia w naszym życiu, albo bardzo nas spowalnia, albo wręcz zatrzymuje nas, stawiając przed nami ścianę ograniczeń. Ten czas, gdy trudność najpierw pojawia się w naszym życiu, a później jakby zrasta się z naszym życiem codziennym, stanowi etap, w którym stawiamy często i bardzo wiele pytań. Początkowo, związane to jest często z nie akceptacją pewnych sytuacji, a później, gdy już się oswoimy w jakiś sposób, zaczynamy szukać zasadnych pytań, by we właściwy sposób przeżyć jakieś trudności. Zastanów się, ile razy przeżywane przez ciebie trudności skonstruowały jakieś konkretne pytania, które stały się dla ciebie, w jakiś sposób pomocne. Czy nie jest często tak, że właśnie te trudne sytuacje, zmuszają do stawiania pytań i do szukania na nie odpowiedzi? Pewnie jest wiele pytań, które by się w ogóle nie pojawiły w naszym życiu, gdyby nie właśnie te trudne sytuacje. Trudność – pytania – odpowiedzi… to proces kształtujący się w szczególnych momentach naszego życia, który w wielu przypadkach jest wręcz newralgiczny dla nas, dla naszego życia. Życiowe pytania, na rozdrożu dróg, jak na skrzyżowaniu, dają nam różne możliwości wyboru i decyzji. Trudność początkowo stawia nam problem, polegający na braku odpowiedniej wiedzy, pozwalającej nam objąć, przynajmniej rozumem, daną sytuację.  Poznając, zdobywając odpowiednią ilość wiedzy, człowiek wkracza na inny poziom przeżywania trudności. Dzięki temu, trudność nie jest sytuacją, którą chcemy tylko zwalczyć, ale patrzymy... czytaj dalej

Znaleźć coś pozytywnego.

Kiedy przeżywamy trudność, bardzo trudno jest nam zobaczyć coś pozytywnego. Samo może wydarzenie nie będzie może nigdy pozytywne, ale to do czego nas zaprowadzi już takie może być. Skoro coś jest trudnością, to wydaje mi się, że trudno znaleźć w tym coś pozytywnego. Jeśli jednak przeżyjemy jakąś trudność, i to zaprowadzi nas do jakiś konkretnych rezultatów, które będą już dobre dla nas, to wówczas można zobaczyć coś pozytywnego. Stąd, by doświadczyć czegoś pozytywnego, dobrego, musimy jakąś trudność mimo wszystko przyjąć i we właściwy sposób przeżyć. Myślę, że wielu może być przerażonych tym, że aby coś zyskać, muszę przeżyć jakąś trudność. Szukamy pewnie nie jeden raz sposobu na to, by coś zyskać bez przeżywania trudności, ofiary… Kilka dni temu, gdy pojawił się ten temat na stronie, pojawił się komentarz: „czy można pogodzić się z trudnościami”, na który jedna z osób odpisała: „nie można tylko trzeba…” Zastanawiam się wciąż nad tą kwestią, czy pojawiające się trudności w naszym życiu, musimy przyjmować, akceptować, czy możemy czasami, niektóre z nich odrzucić. Wszystko możemy, mamy całkowitą wolność, dlatego wybór należący do nas, jest naszą możliwością. Myślę, że każdy z nas, stając przed jakąś trudną sytuacją, ocenia jej walory – zastanawia się czy jej podoła, czy jest ona warta zaangażowania, czy nie wyrządzi osobie jakiejś szkody. Trudno jest jednoznacznie wyznaczyć które trudności należy przyjąć, a które należy odrzucić. Warto uczyć się spoglądać przez konkretną trudność, na swoją przyszłość… Sama trudność, jak już wspominałem, nie musi być pozytywna, ale jej przeżycie – przyjęcie, może sprawić, że coś pozytywnego uda nam się osiągnąć lub zrealizować. Wizja tego, co mogę otrzymać, przez przeżycie jakiejś trudności, zrozumienie – odkrycie okazji,... czytaj dalej

Źródło problemów.

Czy dałoby nam coś to, że obwinilibyśmy kogoś za swoje problemy? Czy zrzucenie na coś lub kogoś odpowiedzialności za nasze trudności uzdrowi sytuację? Co jest zatem źródłem tych spraw i co może nam dać świadomość tego? Nasze życie często chcemy sprowadzić do prostych rozwiązań. Rozwiązania te polegają na skrajnych ocenach i ogromnej krytyce. Krytykujemy ludzi, oceniamy sytuacje, licząc na to, że uda nam się w końcu coś w naszym życiu naprostować. Jednak krytycyzm, któremu ulegamy powoduje, że notorycznie czymś się denerwujemy, irytujemy. Wszystko, co złego nam się wydarza, oceniamy jako następstwo działania innych ludzi, zewnętrznych sytuacji. Próbujemy się oszukać, że wina leży tylko po stronie zewnętrznych czynników. Wiemy, że jest to nieprawdą, ale mimo wszystko wolimy się nadal oszukiwać. Kiedy w różnych kręgach rozmawiam o różnych trudnościach, bardzo często jako źródła trudności, problemów pada jedna odpowiedź, której też sam często używam – jest to kwestia rodziców – tego jak wychowują, których brak lub ich niedoskonałości są źródłem wszelkich trudności, młodych osób. Również mi udziela się taka odpowiedź, a sam wiem, że taka odpowiedź jest raczej sloganowym rozwiązaniem, pustą oceną, a nie realnym źródłem powodów naszych trudności. Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli wskazanie problemu, byłoby takie proste, to co dalej? Dlaczego trudności się nie zmniejszają? Rzucenie sloganu nie rozwiązuje trudności, stąd mimo wskazania źródła trudności, sprawy nie ulegają zmianie. Niestety powodów naszych trudności jest znacznie więcej, niż tylko jedno źródło. Wydaje nam się, że wskazanie jakiegoś źródła trudności, rozwiążę sprawę. Niestety tak nie jest, a samo wskazanie źródła, niczego jeszcze nie rozwiązuje. Oczywiście potrzebuje właściwej wiedzy na temat tego, co może być ewentualnie źródłem trudności, ale nade wszystko bardziej potrzebujemy sposobu... czytaj dalej

SUPEŁKI – metoda na problemy.

Supełki są symbolem zagmatwanych sytuacji w naszym życiu – które towarzyszą nam w codzienności i nie chcą nas niekiedy w żaden sposób opuścić. Jak rozsupłać swoje życiowe supełki? Inspiracją dla tego tematu w tym czasie, był obejrzany przeze mnie serial pt. „13 powodów”. Dość głośny i wywołujący przeróżne opinie w USA film z ważną myślą, strukturą spraw opisywanych przez poszczególne młode osoby, biorące udział w jednym wydarzeniu. Nie będę zdradzał fabuły filmu, bo wydaje mi się, że warto go obejrzeć, aby chociażby samemu wydać własną opinię. Sprawy trudne, nie zawsze takie muszą być. Sam fakt, że może spoglądałeś na czyjeś problemy z zewnątrz – tylko jako obserwator, pozwoliły ci sądzić, że sprawa wydaje się prosta do rozwiązania. Czasami wydaje się, że wszystkie problemy innych osób, z akcentem na „innych”, wydają się prostsze do rozwiązania, niż te, które my mamy. Skomplikowane stają się wówczas, gdy zaczynają dotyczyć nas osobiście. Mimo, że są to często takie same problemy, to łatwiej jest nam doradzać innym, niż samemu się do czegoś przekonać. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że wobec innych jesteśmy od czegoś bardziej wolni, a gdy sprawa dotyczy nas, to przede wszystkim brak wolności sprawia, że jesteśmy w konkretnej sprawie wręcz sparaliżowani. Życiowe supełki, mniejsze lub większe, towarzyszą nam w zasadzie każdego dnia. Trudności nie muszą oznaczać tylko „wiatru w oczy” – sytuacji nam przeciwnych. Może to być jakiegoś rodzaju wyzwanie wobec którego stoimy, w sensie spraw osobistych, szkolnych lub zawodowych. W stawianiu czoła swoim trudnościom, na pewno powinno nam zależeć na obiektywności – na zdrowym dystansie, który uspokoi nasze emocje, opanuje pragnienia i ambicje, i da nam właściwą siłę do działania. Trudności... czytaj dalej

Świat innej wrażliwości.

Każda osoba, która dotąd nam towarzyszyła, oprócz innych kolorów życia codziennego, wyróżniała się też inną wrażliwością. Każdy z nas, w jakimś sensie jest artystą w swoim życiu. Kolejny kolor, to jeszcze inna wrażliwość wobec codzienności. Nasza codzienność ma różne kolory. Odkrywamy je, dzięki naszej wrażliwości. Trochę tak jest, że tworząc nasze życie, jesteśmy artystami i kreatorami różnych wydarzeń. Wrażliwość sprawia, że z większą lub mniejszą intensywnością wpływamy na nasze życie. Rozwijając swoją wrażliwość, mam ogromny wpływ na „artyzm swojej codzienności”. My sami jesteśmy „arcydziełem w ręku Boga”, dlatego jest w nas naturalnie artyzm, który sprawia, że to, co my tworzymy, staje się szczególne i piękne. Bądźmy bardziej świadomi swojej „artystycznej duszy”, a bardziej sprawimy, że dzieła przez nas realizowane, również nabiorą ponadczasowej wartości.  Otrzymujemy szczególną wrażliwość duszy, która sprawia, że nie przechodzimy obojętnie wobec jakiegokolwiek piękna. Mamy ten szczególny przywilej, że możemy być twórcami swojej nieprzeciętnej codzienności. W kolejnym kolorze, świadectwie życia kolejnej osoby, dostrzeżemy zaproszenie również dla nas, byśmy w taki sposób, jaki możemy, stali się artystami w naszej codzienności.   Kiedy przyjęłam zadanie, które dotyczyło napisania tego artykułu, nie sądziłam, że tak długo będę z nim zwlekać. Zazwyczaj realizuję to, czego się podejmuję, w miarę szybko… Tu się tak nie stało – na ostatnią minutę… świetnie. Ale już teraz wiem – ten czas był mi potrzebny, żebym przekazała istotę swojego koloru. Może zacznę od początku. Zawodowo zajmuję się muzyką, chociaż mam wrażenie, że jest jej w moim życiu coraz mniej. Zawalam się papierkami, biurokracją, rzadko bawię się dźwiękiem. A szkoda. Chociaż na swoją pracę nie mogę narzekać. Przyjmijmy, że robię to, co lubię.  Prywatnie jestem żoną i... czytaj dalej

Być dla innych.

Jak nazwać postawę jednej osoby, która poświęca się na rzecz innych? Służba? Ofiara? Powołanie? Może szaleństwo?  Każdy z nas jest w pewnym sensie darem dla innych. Może to być jedna chwila, jedno wydarzenie – które z uwagą poświęcimy jakiejś osobie. Może to być świadome poświęcenie się na rzecz innych osób. W końcu może stać się to wręcz życiową misją – powołaniem – być dla innych. Nie trzeba być księdzem, ani zakonnicą, by być dla innych osób. Może właśnie, kiedy czyni to człowiek nie związany z powyższymi stanami, staje się to jeszcze piękniejszą służbą – symbolem daru z siebie dla innych. Opieka nad chorymi, starszymi, żyjącymi samotnie – może to być misja dla każdego. Jednak nie wszyscy mogą, chcą, być w ten sposób darem dla innych. Może właśnie z tego względu kolejny kolor życia, niby zwyczajny, ale jednak z jakiś konkretnych powodów szczególny, może być dla nas kolejną inspiracją. Mam ogromne zaufanie i wierzę w to, że każdy kolor, który przedstawiłem wam w majowym rozważaniu, odnieśliście w jaki sposób do swojego życia, swojej codzienności. Dzisiejszy kolor, to SŁUŻBA. Sam jestem ciekaw, do czego was to krótkie świadectwo zachęci. Patrząc na moje życie, mogę stwierdzić że ma ono wiele barw. Każdy spotkany człowiek, wnosi w nie swoje piękno, swój szczególny kolor, który ubogaca każdy dzień. Nieraz nie są to relacje łatwe, nieraz są łzy i ból i wszystko wydaje się szare. To te trudne chwile też są potrzebne i wbrew pozorom piękne, bo sprawiają, że dojrzewam w człowieczeństwie, w byciu bardziej „dla”. Z biegiem lat widzę, jak ja, osoba żyjąca samemu, mogę wnosić w ten świat wiele dobra. Moja praca jest ... czytaj dalej

Nie taki znowu czarny.

Są symboliczne skrajności związane z kolorem czarnym. Bo choć kojarzy nam się z czymś negatywnym – np. czarny charakter, to jednak ten kolor, najczęściej skojarzony z księżmi albo z kominiarzami, na widok których chwytamy się za guziki, by „złapać szczęście”. Czy zatem kolor czarny, to dalej negatywny kolor? Nie twierdzę, że jest to grupa ludzi, którą trzeba za wszelką cenę chronić, aczkolwiek chłopaki mają sporo ataków… Często hasło: ksiądz, to raczej negatywny temat. Zastanawia mnie to, dlaczego tak się negatywnie wypowiada na temat tych „czarnych” – czy rzeczywiście są tacy źli i nie ma wśród nich dobrych, górujących przykładów? Choć sporo jest w tym kręgu rzeczywiście „czarnych charakterów”, to wydaje mi się, że bez większego wysiłku, udałoby się każdemu z was, powiedzieć jednak coś pozytywnego o którymś z nich. Poniższa historia jednego z księży, w moim odczuciu, przejawia się często trudnymi kolorami życia. Zwróć jednak uwagę na pozytywne kolory w tej historii życia i pomyślcie o tym, co pozytywnego ukrywa się za słowem ksiądz i jego życiem. Być może ta historia pozwoli wam zobaczyć coś z innej perspektywy. Historia życia tej osoby, jak i też innych, które występują w majowym temacie, pozwalają nam zrozumieć bardzo ważną rzecz, a mianowicie – każdy kolor, jakąkolwiek historię opisuje, jest szczególnym darem, a człowiek który się nim posługuje, musi koniecznie to zrozumieć, aby wypełnić swoje życie w najlepszy sposób, jaki tylko jest to możliwe. Próbą tego miesiąca jest nie tylko przedstawienie kilku osób, nie tylko przybliżenie ich kolorów codzienności, ale nade wszystko to, by ZATRZYMAĆ SIĘ BY ZROZUMIEĆ DRUGĄ OSOBĘ, kimkolwiek ona jest.  Poznajmy zatem dziś kolejny kolor, księdza i jego codzienność… Pamiętam... czytaj dalej

Miejsca nas zmieniają.

Czy jest jakieś miejsce za którym tęsknisz, do którego chciałbyś powrócić? Przezywamy w różnych miejscach ciekawe historie, które wpływają na nas bardzo mocno. Niekiedy, jedno miejsce, jedna historia, ustawia całe nasze życie. Nasze życie jest przygodą. Niekiedy uczestniczymy w tym tylko, co przyniesie nam życie, a niekiedy sami stwarzamy różnego rodzaju okazje, które czynią z naszej codzienności rzeczywiście ciekawszą przygodę. Mamy takie pragnienie, by coś przeżyć, zobaczyć, poczuć. Nie wystarczy nam tylko to, by o czymś usłyszeć, czy zobaczyć jakiś filmowy reportaż. Chcemy na własnej skórze o czymś się przekonać, coś sobie też przy okazji udowodnić. To, w jaki sposób stwarzamy naszą codzienność, świadczy o naszych pragnieniach, umiejętnościach i charakterze. Miejsca ddo których wędrujemy, by coś przeżyć, uczą nas, naszego życia nowych doświadczeń. Odkrywamy dzięki takim miejscom, nie tylko to, kim jesteśmy, ale nade wszystko to, kim możemy być, kim możemy i powinniśmy się stać. Kolejny kolor życia, to „wolontariat na misjach”. Spójrzmy na tą przygodę życia. Może na nowo odkrywając swoje miejsce, swoje szanse na życie. Zawsze myślałam, że to ja mam marzenie aby pojechać na wolontariat. Dać innym siebie i swoją miłość, nieść radość i nadzieję. Jednak już po pierwszych dniach spędzonych w Kenii okazało się jakie to było mylne myślenie. To wcale nie było moim marzeniem, to było marzeniem tych których spotkałam.  O wyjeździe do Afryki tak całkiem na poważnie myślałam już od dłuższego czasu. Aż w końcu zapadła decyzja dokąd i kiedy pojadę. Nie jechałam z żadną organizacją, także wszystko musiałam pozałatwiać sama. Po roku przygotowań i załatwiana mnóstwa rzeczy z niedowierzaniem i lekkim strachem bo przecież wyjeżdżałam sama, znalazłam się w niewielkiej miejscowości w... czytaj dalej

Zamknięte, ale otwarte.

Patrząc na nie z boku, czasami ich życie nas zdumiewa, a innym razem przeraża. Pełne poświęcenia, z niezwykłą energią, zawsze widoczne i wyodrębniające się z tłumu. Z tego świata, ale czy na pewno? Pewnie wielu z nas, w najmłodszych latach, pierwszy kontakt z rzeczywistością Kościoła nie miało dzięki księdzu, a raczej dzięki siostrom zakonnym. Dziś temat modny, choć bardziej z tego powodu, że są często niedoceniane, czy przez niektórych nawet niewłaściwie traktowane, a nie ze względu na ich służbę Bogu. „Mrówki Boga” – dziwnie mi się jakoś skojarzyło, ale chyba to ze względu na ich działanie to porównanie staje się właściwe.  Zastanawiający jest temat powołania. W wyobraźni wielu ludzi bardzo ograniczony. Powołanie to nie tylko stan duchowny, zakonnik lub zakonnica. Powołanie to misja, którą swoim życie ma wypełniać człowiek. Tutaj swoje miejsce znajdzie każdy. Powołanie jest na pewno darem, bo różnorodność niepowtarzających się kolorów, wciąż mnie zdumiewa. To dar, który ma gdzieś swój początek; gdzieś konkretnie dojrzewa i gdzieś, w jakimś czasie, przychodzi moment rodzenia owoców. W różnych odcinkach czasu przychodzą też różne ciemności i nowe promienie. Poznajmy inny świat, inne kolory.   Dziś, czytając poniższy tekst, chciałbym cię zaprosić do świata kolorów Siostry Miłosierdzia.   Życie ma tyle barw, ile potrafisz w nim dostrzec. Każdy jest ważny, spełnia swoją określoną rolę- nadaje naszemu życiu niejako kierunek „ w kolorach życia” jest ukryte piękno naszego rozwoju, wzrastania, upadania, podnoszenia się i ciągłego odkrywania siebie na nowo. W moim życiu stopniowo w świetle Słowa Bożego mogę odkrywać mój dar bycia człowiekiem, kobietą, siostrą, nauczycielką, matką. Kiedy cofnę się nieco do przeszłości to przypomina mi się temat mojego wypracowania z 4... czytaj dalej

Strategia życia razem.

Małżeństwo przez wielu niestety jest traktowane jako niemodne. Młodzi patrzą na tę rzeczywistość z przymrużeniem oka. Czyżby nie mieli pięknych obrazów małżeństwa, właściwych wzorców? Może właśnie to jest ten problem? Poznajcie kolejny kolor życia.   Wybór sposobu życia jest dziś dla każdego człowieka nie lada trudnością. Co zdecydować; jaki wybór podjąć – dylematy wielu młodych osób konfrontują się z ich własnymi ideami, jak i też z osobami dorosłymi, które je otaczają. W wielu przypadkach trudno na kogoś liczyć, a szczególnie na pomoc w rozeznawaniu swojego życiowego powołania. Choć trudno rozeznać swoje życie i poddać je bardzo ograniczonej metodzie „plusów i minusów”, to jednak chciałbym was, właśnie w takie zadanie wciągnąć.  Zanim zaczniesz czytać dalej, weź do ręki kartkę, długopis i zrób tabelkę: po jednej stronie narysuj  „+” a po drugiej stronie „-„. Temat tabelki: moja przyszłość – być może małżeństwo. Wiem, że to banalny sposób, ale lepiej zacząć chociażby od słabych metod, niż nie myśleć wcale. Ufam, że zrobiłeś powyższe zadanie i właśnie trzymasz w dłoni, jakieś rezultaty swojej pracy – może jesteś przekonany, a może właśnie okazało się, że masz więcej minusów – wątpliwości, obaw, niż realnych planów do realizacji. Szukanie jest bardzo ważnym elementem dla naszej codzienności. Patrząc na życie innych, można bardzo wiele się nauczyć. Szukając wzorów, przykładów życia codziennego, być może odnajdziemy potrzebną nam odwagę, by we właściwy sposób zdecydować o swoim życiu. Zachęcam was byście poznali kolejny kolor życia, z perspektywy męża, ojca. Może to krótkie podsumowanie, stanie się i dla was jakąś inspiracją. Zawsze twierdzę, że żywe świadectwo daje znacznie więcej, niż jakakolwiek teoria. Ważne, abyśmy podejmując decyzję, wybór, czuli to jako zaproszenie,... czytaj dalej

Krok w przyszłość?

Powaga sytuacji, czy odpowiedzialność za przyszłość? Co sprawia, że atmosfera wokół egzaminu dojrzałości jest taka napięta? Spróbujmy w tym czasie szczególnym dla maturzystów poznać kolor życia jednej z takich osób.   Każdy z nas przeżywał w swoim życiu, jakieś pierwsze ważne i odpowiedzialne wydarzenie. Tych wydarzeń jest pewnie całe mnóstwo, wszystko zależy od tego, jak podchodzimy do życia, jakie ono jest i czego pragniemy tak faktycznie od swojego życia. Ci, którzy podchodzili do matury, z czasem mówią o tym wydarzeniu z charakterystycznym zmiękczeniem: „matura to bzdura – później dopiero się zaczyna!” Ciekawe, jak zmienni potrafimy być i jak ogromny wpływ mają na nas kolejne przeżywane przez nas historie. Oczywiście matura jest jednym z wielu poważnych wydarzeń w życiu człowieka, które mają wpływ na naszą przyszłość. Matura jednak mija, a życie zostaje. Czy zdajemy sobie sprawę, że ważne wydarzenia to kolejny krok w naszą przyszłość? Z perspektywy wielu dorosłych spotykam się z różnymi opiniami na temat młodych osób. Co faktycznie przemawia za tym, jacy oni są? Życie – codzienne historie, które tworzą poprzez swoje czyny i słowa. Zatem, to jacy są maturzyści zobaczymy faktycznie po egzaminach – w tym jakie podejmą dalsze decyzje i wybory.  Spójrzmy na jedną maturzystkę, która chce nam pokazać co w tych dniach dzieje się w jej życiu, jakie kolory dominują teraz i wokół wydarzeń związanych z egzaminem dojrzałości. Kolejna osoba, kolejna historia i kolejny kolor.   Pytając maturzystę o kolor przeważający w jego życiu, należy  liczyć się z faktem, że nie udzieli on żadnej sensownej odpowiedzi. Ciągły stres, lęk i niepokój o przyszłość powodują, że młoda osoba wskazuje zwykle te najciemniejsze kolory – czarny, szary…nie... czytaj dalej

„Dziennik z podróży” – czyli kolory życia.

Prosta, wydawałoby się historia o polskim fotografie, zainspirowała mnie do tematu i kolejnych artykułów. Jaka jest historia i kolor twojego życia? O co w tym temacie chodzi?   Film pt. „Dziennik z podróży” to opowieść o tajemnicach fotografii, o surowym procesie, ale taże o naturalnej i uniwersalnej potrzebie człowieka do tworzenia. Tadeusz, główna postać filmu, odczuwa proces starzenia się, niedomagania własnego ciała i umysłu. Jest to moment, w którym próbuje podsumować i poukładać wiele spraw. Odwiedza swoich przyjaciół, dawne miłości. Przygląda się swoim błędom. Zastanawia się, co doprowadziło go do tego, że jest sam. W kompanie podróży, młodym Michale (15 lat) zaczyna dopiero budzić się świadomość „tworzenia” siebie. Próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Wchodzi w dorosłość. Przysłuchuje się poważnym rozmowom. Wszystko to wpływa na jego życie. Podróż „dziadka z wnuczkiem” – prosta historia, mobilizująca do zatrzymania i refleksji. W filmie liczy się sama droda, rozumiana dosłownie i metaforycznie. Film uzmysłowił mi na nowo, że ważna jest tak podróż przez własne życie. Najlepiej, gdy taką przygodę przebędziemy wraz z Kimś, Mistrzem naszego życia. To On wskaże nam ważne punkty naszego życia, które pokolorowały naszą codzienność – życie, barwami których kompozycja jest naszą indywidualną charakterystyką.  Ta niezwykle prosta, filmowa podróż  przekonała mnie, że każdy z nas powinien odbyć fizyczną podróż, albo przynajmniej duchową, w głąb siebie, swoich przeżyć, doświadczeń, by odkryć kim jest się naprawdę. Tu nie chodzi o jakieś kwestie psychologiczne, a raczej o dotarcie do tego elementu, który został nam podarowany, nam i dla naszego życia. Każdy spotkany przez nas człowiek, to niebywała historia, którą poprzez różne relacje z tymi osobami, możemy poznawać i przyjmować jako dar dla... czytaj dalej

Nauczyć się innych?

Znasz i rozumiesz świat osób niepełnosprawnych? Ile razy ci się zdarzyło myśleć, że wiesz bardzo wiele o innych osobach, ale w innych sytuacjach przekonywałeś się, że sprawy dla ciebie wyglądają zupełnie inaczej, niż dla osób, z którymi jesteś?   Mamy różne myśli i wydaje nam się, że jesteśmy wstanie wyobrazić sobie jak funkcjonują w świecie osoby niepełnosprawne. Ale pewnie są kwestie, w których zadajesz sobie pytania: ciekawe jak to jest? Jak oni robią tą rzecz? Nasze wyobrażenia są niekiedy pomocą, ale czasami bywają powodem powiększającego się dystansu pomiędzy tym, jak my myślimy o jakiejś sprawie, a jak jest rzeczywiście; powiększamy dystans pomiędzy nami, a osobami niepełnosprawnymi. Czasami to, w jaki sposób myślimy, mówimy i postępujemy względem niepełnosprawnych, wytwarza niekiedy kolejne, niepotrzebne bariery. A jakie bariery ma, widzi, osoba niepełnosprawna? To słowa jednej z osób, która pomoże nam poznać swój kolor życia, kolor życia osoby niepełnosprawnej. W mojej niepełnosprawności największymi barierami są:  – bariery architektoniczne (progi, schody, brak poręczy, krzywe drogi itp.)  – brak sklepów w danym miejscu zamieszkania z obuwiem ortopedycznym (jakby po prostu w danym sklepie z obuwiem nie można było zrobić półki także dla niepełnosprawnych)  – bariery społeczne ( zakładanie, że osoba niepełnosprawna fizycznie jeśli już coś może zrobić, to raczej na siedząco.  Wiele razy spotykam się ze zdziwieniem, że zatańczę i do tego mam poczucie rytmu, że idę na plażę, że noszę sukienki i pokazuję nogi, że sprzątam, że ugotuję… Dziwna mentalność, że przy osobach chorych nie używa się słowa CHORY, NIEPEŁNOSPRAWNY, NIEWIDOMY. Przecież te słowa nie obrażają. Pozwalają nazwać pewien stan rzeczy. Pozwalają zobaczyć różnice – trzeba je czasami nazwać, powiedzieć głośno. Zdarzało mi się... czytaj dalej

Kwadrans – lekcje życia.

Twoja codzienność, nie jeden raz jest cudem. Pozostają w naszym życiu historie, które oddziaływały i nadal wpływają na nasze życie. Są to tzw. lekcje życia – historie poprzez które czegoś się dowiedzieliśmy, czegoś nauczyliśmy. Coś było ważne dla nas, w jakimś momencie naszego życia. Bardzo to przeżyliśmy. Historia życia potoczyła się dalej i o wielu sprawach może już zwyczajnie nie pamiętamy. A powinniśmy? Wszystkie historie, mające miejsce w naszym życiu, coś pozostawiły. Niektórym zawdzięczamy bardzo wiele, bo może np. kolejne sytuacje, które udało nam się wcielić w życie, mają swój początek może właśnie w innym wydarzeniu. Ważną rzeczą, którą powinniśmy wciąż odkrywać, to znaczenie kolejnych chwil naszej codzienności. Oczywiście nie sposób zapamiętać wszystkie wydarzenia, ale przynajmniej niektórym powinniśmy nadać szczególne miejsce – w jakiś sposób wyróżnić je spośród wszystkich. Przypominając sobie różne wydarzenia, zastanów się przez chwilę, którym mógłbyś nadać właśnie ten szczególny przydomek – „lekcja życia”. Są wydarzenia, które po prostu pamiętamy. Są obecne w naszych myślach z jakiegoś konkretnego powodu. Nie musimy wysilać się, by powrócić do tych historii i ze szczegółami je opisać. Dlaczego? Co jest właśnie powodem tego, że ta a nie inna historie szczególnie pamiętasz, często przypominasz, może o nich mówisz? Samo jednak wspomnienie – przywoływanie różnych zdarzeń, nie jest chyba wystarczającym powodem – jest coś głębszego, co stoi za tymi wydarzeniami i dlatego do nich powracamy. Co jest głębszym znaczeniem tych właśnie historii? Może to jest dobry powód, aby zrobić niekiedy taki właśnie „kwadrans – lekcji życia” i popatrzyć na historię swojego życia, dostrzegając te wydarzenia, które mogłyby nosić miano lekcji życia. Oczywiście te wydarzenia, często oceniane są z jakiegoś dystansu czasu, stąd patrzymy... czytaj dalej

Kwadrans z Biblią.

Są sprawy priorytetowe, które powinny przede wszystkim towarzyszyć nam w życiu. Świat chrześcijaństwa, który chcemy realizować, ale niekiedy nie wiem jak czynić postęp. Dialog z Bogiem wydaje się sprawą najważniejszą.   Często powracam do tematu Słowa, nie tylko z powodów osobistych, ale nade wszystko dlatego, że jest to realnie sprawa priorytetowa dla naszego życia, dla wiary. Pismo Święte pewnie każdy z nas ma w swoim domu, ale niekoniecznie potrafimy wygospodarować czas, jak i znaleźć motywacje, by rozpocząć zwyczaj codziennej lektury. Wydaje nam się, że skoro zaczniemy to robić, to powinniśmy tej czynności poświęcić nie wiadomo ile czasu. Zacznij od kwadransa, który usytuujesz w odpowiednim momencie dnia. Ma to być czas dla ciebie dogodny, ale nie dopuść jednak do sytuacji zniechęcenia, byś zbyt szybko nie zaczął się usprawiedliwić i szukać wymówki, aby z tego zwyczaju zrezygnować, lub się go w ogóle nie podjąć. Spróbuj postępować według konkretnych punktów: 1. Masz miejsce, czas, Pismo Św.? 2. Od czego chcesz zacząć? Nie ulegaj presji stwierdzeń, że któraś część ksiąg jest trudniejsza a inna łatwiejsza. (może warto sięgnąć do Liturgii Słowa z poszczególnych dni) 3. Czytając kolejne wersety – zwróć uwagę na to, że w tym momencie rozmawiasz z Bogiem. Stwórz atmosferę modlitwy, a nie klimat czytelni. 4. Nie chodzi o to być przeczytał dużo, ale o to, by twoje serce przy czymś się zatrzymało. Jeśli cię coś zatrzyma, nie śpiesz się, trwaj przy tym jak długo tylko chcesz. 5. Połącz te Słowa z jakimś wydarzeniem z twojej codzienności, aby ci łatwiej było ten fragment zapamiętać. 6. Spróbuj kontynuować ten kwadrans, zwracając uwagę na to, co ci pomaga, a co przeszkadza, by kolejne... czytaj dalej

Kwadrans Miłosierdzia.

Okazje niekiedy już są, ale warto się zastanowić jak je w ogóle wykorzystać. Niekiedy coś trwa zbyt długo, a nas nie stać na tak wiele czasu. Dlaczego nie szukać jakiejś alternatywy? Od godziny 15:00 następuje szczególny czas. Jest to godzina śmierci Chrystusa. Stąd z objawień Pana Jezusa wiemy, że to szczególny czas, który można wykorzystać, aby zjednoczyć się z cierpiącym Chrystusem. Godzina miłosierdzia to nade wszystko czas rozważania męki Chrystusa i wynagradzania Mu za nasze grzechy. Czas jest ważny, ale jak to niekiedy z nami bywa, nie mamy takiej możliwości, by codziennie poświęcić tyle czasu. Czy to jednak powód, by całkowicie sobie odpuścić i zrezygnować z tej pięknej praktyki? Nie rezygnuj, ale wykorzystaj tyle czasu ile możesz. Kwadrans miłosierdzia być może stanie się jakąś alternatywą, propozycją właśnie dla ciebie. Chodzi o zbliżanie swojego serca do serca Jezusa, by realizować tą szczególną rzecz, jaką jest możliwość zjednoczenia się z Chrystusem. Oczywiście nie musisz tego czasu poświęcać na koronkę do Miłosierdzia Bożego. Możesz ten czas poświęcić na coś innego, np. na to, by spojrzeć na mękę Chrystusa z perspektywy jakiegoś konkretnego wydarzenia, znaku… Może wystarczy jak na chwilę wejdziesz do kościoła, jeśli masz taką okazję, bo go mijasz. Może utkwij swój wzrok na krzyż, który wisi gdzieś w twoim pokoju, tak zwyczajnie bez słów… Miej świadomość, że ma to być czas, w którym pozwolisz Bogu na to, by cię dotknął miłosierdziem. Wystaw się na Jego działanie!... czytaj dalej

Boży kwadrans.

Czy masz czas, w którym zastanawiasz się nad życiem, przyszłością, nad zadaniami, które masz realizować? Może potrzebne jest ci właściwe źródło, które możesz właśnie odkryć. Miniony czas, dosłownie kilka sytuacji, sprawiły, że się zatrzymałem. Wciąż jakieś obowiązki, zadania do spełnienia, myśli do uczesania. Wszystko to mogło ze spokojem poczekać, potrzebowałem zatrzymania. Zauważyłem, że to, co mnie najczęściej zatrzymuje, tak oczywiście pozytywnie, to ludzie, których obecność w moim życiu zawdzięczam woli Bożej. Ich historie, doświadczenia, sprawiają, że człowiek odczuwa wewnętrzną potrzebę zwolnienia z życiem, albo całkowitego zatrzymania się. To nie kwestia szoku, uczuć, czy sentymentów. To temat, który dzięki nim się pojawia dociera mocniej niż kiedykolwiek do serca, umysłu i ma swoją chwilę, swój głos. Ostatnio, może właśnie z racji jakości wydarzeń, zwróciłem bardziej uwagę właśnie na to „zatrzymanie”. Nasuwa mi się tutaj pierwszy, bardzo ważny wniosek. Jeśli coś cię porusza, budzi w tobie jakąś myśl; zachęca do działania… broń Boże, nie odkładaj tego na bok, nie porzucaj, nie gaś. To „pierwsze poruszenie” to piękna motywacja, za którą warto pójść z całym swoim życiem. To, nazwane przeze mnie „zatrzymanie” to ważna cegiełka w budowie, którą w tym właśnie momencie możesz rozpocząć. Nie zaczynaj od NIE! TO, że obecnie czytasz moje przemyślenie, to dobry znak. Coś cię ciekawi. Czegoś szukasz. Ludzie, którzy zbyt często mówią NIE, mają w sobie właśnie brak ciekawości, brak głodu poszukiwania. Bywa, że zaczynamy rozważanie jakiś spraw w naszym życiu, od zbudowania fortecy wokół siebie. Wyłączenie się z zewnętrznych spraw bywa niekiedy ucieczką, a niekiedy ludzkim egoizmem. Zamknę oczy i sprawy nie ma.  Na dłuższą metę, nie da się tak żyć. Takim działaniem możemy odebrać sobie wiele szans,... czytaj dalej

5 palców x 3 minuty.

Ta metoda nie jest czymś nowym, ale jej znajomość znacznie ułatwia uporządkowanie np. Naszej modlitwy. Jak w życiu można ciekawie posłużyć się tą metodą? Papież Franciszek ma często w zwyczaju dzielić się prostymi, aczkolwiek bardzo skutecznymi i pomocnymi propozycjami. Jego metoda modlitwy przy pomocy pięciu palców jest tego konkretnym przykładem. Prześledźmy najpierw znaczenie – sens tej metody w ogromnym skrócie. 1. Kciuk – najbliższy nam palec. Stąd jego znaczenie, by myśleć i przejmować się losem najbliższych nam osób. Modlić się za tych, którzy są bliscy naszemu sercu, drodzy dla naszego życia. 2. Palec wskazujący – on wskazuje, posługujemy się nim, by coś wskazać, dlatego ma przypominać nam o tych, którzy coś w naszym życiu wskazują – nauczycieli, księży, bohaterów. Te osoby potrzebują naszej modlitwy, by mogły wskazywać nam właściwą drogę postępowania. 3. Palec środkowy – najdłuższy, najwyższy, powinien przypominać nam o naszych rządzących. To od nich zależy los naszego kraju i naszej osoby. Ci, którzy nami kierują szczególnie potrzebują Bożej mądrości. 4. Palec serdeczny – najsłabszy palec. Przypomina nam, by pamiętać o najsłabszych, chorych, błądzących, nie radzących sobie z problemami. Przypomina nam też, że powinniśmy modlić się za nasze rodziny, małżeństwa, bo na tym palcu najczęściej małżonkowie noszą obrączki. 5. Mały palec – najmniejszy ze wszystkich, tak mały jak my powinniśmy być wobec Boga i ludzi. „Ostatni będą pierwszymi…” To ten palec symbolizuje nas, nasze pragnienia, potrzeby. Ten palec zrozumiemy lepiej, gdy będziemy w modlitwie pamiętali o pozostałych czterech palcach. Schemat nie jest trudny do zapamiętania, wręcz przeciwnie, może stać się twórczy dla nas, jeśli postaramy się jeszcze bardziej uściślić, co może skrywać się za symbolem kolejnych palców. Możemy... czytaj dalej

14 dni do Wielkiego Piątku

Oczekując jakiś świąt, raczej myślimy o wypoczynku, niż o jakimś konkretnym zaangażowaniu. Choć tak wszyscy domyślają się, że i tak będzie trzeba znów sprzątać i gotować. A co by się stało gdybyśmy spróbowali w inny sposób przeżyć święta Triduum?   Jak każdego roku, zbliżające się święta wywołują lawinę myśli na temat tego, jak się przygotować, co zrobić, by ten czas wykorzystać we właściwy sposób, jak zrozumieć tę tajemnicę, by czerpać z niej konkretne owoce. Pewnie wielu z was pomyśli, że ma już wystarczającą ilość obowiązków, więc dołożenie jakiś kolejnych, to raczej już lekka przesada. Chciałbym jednak zaproponować coś duchowego, nie wymagającego aż tak bardzo nakładu czasu czy wysiłku, a obiecuję, że będzie to dla was na pewno zajęcie bardzo owocne. Propozycja na czas ostatnich 14 dni przed Wielkim Piątkiem. Pójdźmy drogą krzyżową – niech codzienną dynamikę dnia, wypełni kolejna stacja drogi krzyżowej.    Gdziekolwiek spotka cię godz. 15:00. Ustaw sobie najlepiej w komórce przypomnienie o tej godzinie. Wiemy, jak ważna i symboliczna ona jest. Zatrzymaj się dosłownie chwilę o tej godzinie na rozważeniu kolejnej stacji drogi krzyżowej. Szukaj inspiracji dla kolejnych chwil swojego życia. Postaraj się, uczynić tę stację swoim przewodnikiem w ciągu całego dnia. Dobrze by było, znaleźć wieczorem czas na zrobienie również podsumowania. Dobrze byście zwrócili uwagę na to, by rzeczywiście ta konkretna stacja, była odniesiona do waszej codzienności, do konkretnych sytuacji, które obecnie przeżywacie. Gdy zobaczycie tę stację w swoim życiu, wydaje mi się, że łatwiej będzie wam ją zrozumieć i przeżyć. Nie pozostawaj tylko na rozważaniu, ale pójdź głębiej i zobacz drogę krzyżową w swojej codzienności.   14 dni… Pozostało nam tyle właśnie do Wielkiego... czytaj dalej

Wielkopostny szlak.

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”… „Pamiętajcie, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”… Która z tych ścieżek zostanie ci zaproponowana na Wielki Post? A może odkryliście jeszcze inny drogowskaz? Oczywiście gorący czas dla mnie jest już jednak wcześniej, bo za nim ruszy tak naprawdę Wielki Post, to szukam i realizuje już zazwyczaj jakiś pomysł. Oczywiście miłe są niekiedy też zaskoczenia, dlatego pomyślałem sobie o tym, czym ewentualnie zaskoczy mnie, tym razem środa popielcowa i jaki drogowskaz zostanie mi podarowany – zadany.  Może warto by było, w duch takiego szczególnego zaufania, pójść za sugestią Bożego Ducha w tym szczególnym czasie. Już niebawem rozpocznie się czas wielkopostnego szlaku. Trwający czterdzieści dni czas, nie licząc niedziel, pełen jest różnych propozycji duchowych, które mają nas uwrażliwić na Boga oraz na nas samych. Drogi krzyżowe, Gorzkie żale, rekolekcje, brak zabaw – to wszystko dla jednych może być bardzo wymagające i trudne do zrealizowania, ale na pewno dla wszystkich ma być to czas odkrywania tajemnicy męki, śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Wielki Post jest szansą, dzięki której możemy spróbować wejść w tajemnicę. Możemy ją oczywiście, w jakimś szczególnym ujęciu odsłonić przed sobą i zatrzymać się nad tym, co Bóg nam w tym czasie podaruje. Charakter tego czasu, skłania nas do refleksji nad męką i śmiercią Chrystusa w perspektywie Zmartwychwstania. Możemy próbować zrozumieć jakieś osobiste sprawy, ale także możemy się zatrzymać nad jakimiś szczególnymi prawdami wiary, które zbliżą nas do Chrystusa i umocnią naszą z Nim przyjaźń. Droga Wielkiego Postu może prowadzić nas różnymi szlakami, ale cel wydaje się być oczywisty – wspiąć się z Chrystusem na Golgotę i mieć odwagę pójść dalej, by odkryć to,... czytaj dalej

Tajemnice mojego życia.

W Twojej codzienności pewnie też sporo się dzieje. Masz niekiedy wrażenie, że coś cię przerasta, że czegoś nie rozumiesz? Tajemnica zaprasza do głębszego świata, do odkrywania siebie z innej zupełnie strony. Mam kilka takich spraw, które mają miejsce w moim życiu, które są owiane atmosferą tajemnicy. Należą do tej rzeczywistości osoby, które niekiedy trudno mi jest zrozumieć, nie tylko z powodu wieku, czy poglądów, ale przede wszystkim z powodu nastawienia do różnych spraw. Są to też sprawy, w których często uczestniczę, a których też do końca nie rozumiem, bo są dla mnie tajemnicą. Nie będę skupiał się szczegółowo na jakiejś jednej, konkretnej osobie lub sprawie, ale chciałbym w was wzbudzić pytania, na które może sami spróbujecie sobie odpowiedzieć. Nazwę tę rzeczywistość „młodzi ludzie”. Spotykam ich najczęściej w szkole. Zastanawia mnie, dlaczego mimo wszystko mało jest w nich optymizmu. Wiecznie zmęczeni, po całonocnych „zadaniach”; przymuszenie do obecności w szkole, w pracy, na praktykach – raczej pragną od świata tylko jednego – świętego spokoju. Zadowolenie można przeważnie dostrzec wówczas, gdy nie muszą niczego robić. Oczywiście pewne sprawy mnie nie dziwią, ale zastanawiam się i jest to dla mnie tajemnicą, gdzie podziały się ambicje niektórych i ich optymizm. W wielu sytuacjach bardziej walczę z ich zniechęcenim niż z jakimiś poglądami, czy podejściem do spraw. Niekiedy aż do przesady, mocno stąpają po ziemi. Może życie, może trudności ich przygniatają? Może dlatego, że nie potrafią sobie z czymś poradzić, a przy okazji czegoś od siebie jeszcze wymagać? Jest to dla mnie wciąż tajemnicą, jak różni bywają ludzie, jak różne jest ich podejście do świata, do pracy, do Boga… Druga tajemnica dotyczy prostej sprawy. Mijając ludzi,... czytaj dalej

Bóg jest po mojej stronie.

Czy to czego pragnie dla Ciebie Bóg, jest też Twoim planem na życie? Ilu z nas traktuje wolę Bożą jako „intruza” burzącego nasze plany na codzienne życie. Zanim przejdę do rozważania, chcę cię zaprosić, abyś zastanowił się – jaka jest wola Boże względem twojej osoby. Czego pragnie od Ciebie i tylko od Ciebie Bóg, byś się tego podjął w życie. To kim jesteś, jacy jesteśmy, co robimy, czym się interesujemy – zdobywamy dzięki tworzeniu naszego życia dzień po dniu. Możemy jednak sobie pogdybać – co by było, gdybyśmy urodzili się np. w innym kraju, bardziej bogaci lub biedni, mając inne możliwości? Czy bylibyśmy tymi samymi osobami, jakimi jesteśmy? A czy to, jacy obecnie jesteśmy, jest prawdą, jest właściwą wersją mojego życia? Oczywiście powyższe pytania są raczej odpowiedzią wobec tego, co MY robimy ze swoim życiem – jak nim dysponujemy. Człowiek, który pragnie rozpoznać, jak a jest wola Boża, myślę że często może zadawać pytanie: co chciałby Jezus, bym w tym momencie uczynił. Nasz stosunek względem woli Bożej, może być trojaki. Pierwszy obraz to rozstaje dróg, gdzie jedna droga to jest Boża propozycja, a druga moim wyborem. Każda z tych dróg wiedzie w zupełnie innym, własnym kierunku. Drugi obraz to dwie, równoległe do siebie drogi. Biegną one w swojej bliskości, jednak widać, że choć prowadzą w jednym, tym samym kierunku, to są od siebie w dużym stopniu niezależne. Trzeci obraz to węzły dróg na autostradzie, które choć są bardzo zawiłe, to jednak łączą ze sobą wszystkie te drogi –  Bożą propozycję i mój plan. Powinniśmy użyć odpowiedniego narzędzia, jakim jest DAR ROZUMU, aby przeniknąć tajemnicę, jaką jest dla nas niekiedy... czytaj dalej

Życiowy cel.

Przychodzą w życiu takie momenty, w których zadajemy sobie pytanie – co dalej? Co mam robić w życiu? Odnosi się to względem niekiedy najbliższej chwili, a niekiedy względem dalekiej przyszłości. Nasza codzienność bywa tajemnicą. Z dnia na dzień odkrywamy różne tajniki naszej codzienności – zarówno te, dotyczące naszej osoby i naszego środowiska, jak i też osób biorących udział, w różnym stopniu, w naszym życiu. Dzięki różnym doświadczeniom, poznajemy siebie i odkrywamy np. na co nas rzeczywiście stać. Nie dokonuje się to jednorazowo, ale odsłaniamy kolejno, różne części naszego życia, niekiedy bardzo skomplikowanej układanki. Zastanawiałem się ostatnio, w odniesieniu do swojej osoby, kiedy tak naprawdę zakończy się ten proces odkrywania. Jeśli mam być szczery, to tak naprawdę, wolę opcję powolnego odkrywania tajemnicy swojego życia, powolnego odkrywania nowych szans i możliwości. Dlaczego tak? Dla mnie to okazja do lepszego przeżywania swojej codzienności i głębsze włączenie się w różnego rodzaju wydarzenia, które mają miejsce w mojej codzienności. Oczywiście pojawiają się momenty, w których stwierdzam: „Szkoda, że teraz to dopiero wiem; czemu to tak późno odkryłem itp.” W imię takiego rozumowania, dla mnie chwila tłumaczy chwilę, a więc, by rozpoznać co zrobić, czemu się oddać, potrzeba uważnego rozeznawania każdej chwili życia. Nadal oczywiście pozostaje dla mnie tajemnicą to, co będzie się działo np. za rok – co odkryję, co zrozumiem i w co będę wówczas zaangażowany. Ufam jednak, że podążając do tego punktu, będę coraz bardziej odkrywał tę chwilę i to, co w niej, z mojej strony będę realizował. Nasze predyspozycje również bardzo często odkrywamy w kontekście sytuacji, które przeżywamy. To właśnie niekiedy jakieś konkretne wydarzenie, mobilizuje do uruchomienia konkretnych zdolności, myśli i konkretnych... czytaj dalej

Dwa stosy.

Jakbyś miał ułożyć dwa stosy – jeden symbolizujący wszystkie wykorzystane dary, a drugi te stracone, zmarnowane, to który z tych stosów mógłby być w twoim przypadku największy? Bardzo podoba mi się krótka historia bł. Chiary Luce badano, dotyczące jednego wydarzenia z jej dzieciństwa. Jej mama widząc ile Chiara ma zabawek, powiedziała do niej, że byłoby dobrze, gdyby się nimi podzieliła z bardziej biednymi dziećmi. Początkowo Chiara nie była chętna, by to zrobić. Jednak po jakimś czasie z jej pokoju słyszalny był głos: „jedno dla mnie, jedno dla nich”. Zaciekawiona sytuacją mama weszła do pokoju i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła dwa stosy zabawek – stare po jednej stronie, a po drugiej drugiej stronie nowe zabawki. Mama przyniosła worki i widzi, jak Chiara pakuje nowe zabawki do worka. Zdziwiona, pyta Chiarę, czy jest tego pewna. Chiara odpowiedziała: „nie można tym dzieciom dać starych zabawek, trzeba właśnie dać te najlepsze, nowe”. Ułożenie takich stosów może udzielić nam różnych lekcji. Bo do zmarnowanych sytuacji mogą dołączyć również te, w których człowiek uczestniczył, a nie tylko te, których nie zauważył, czy nie chciało mu się w nie angażować. Choć nie możemy do pewnych spraw powrócić, czy podjąć się ich po raz kolejny, to nawet te zmarnowane dary, mogą jednak stać się jeszcze w jakiś sposób dla nas, na nowo, darem. Nie przekreślajmy zupełnie minionych, czy zmarnowanych okazji. To, co w wyniku jakiś sytuacji straciliśmy, też może nas czegoś nauczyć, a na pewno uwrażliwi nas na aktualne okazje, szanse do wykorzystania. Chyba, że kompletnie przekreślimy wszystko i postawimy wysoki mur wokół własnego życia. Możemy zawsze podzielić się zdobytym przez nas doświadczeniem z innymi, by innych... czytaj dalej

Dlaczego ja?

Na ile sytuacji, w twoim życiu się zgadzasz, a wobec jakich jesteś zbuntowany i zadajesz to pytanie: „dlaczego ja?” Może dlatego, że jakiegoś daru nie rozumiemy, trudno nam jest zrozumieć, że to w ogóle jest dar. Najtrudniejszy moment w codzienności? Kiedy pragnienia zderzają się z rzeczywistością i okazują się skrajnie różne. Czy oczekując od jakiejś sytuacji konkretnych, upragnionych przez ciebie efektów, w prosty sposób zgadzasz się na to, co faktycznie przyniesie twoja codzienność? Nie wiem jak często z taką sytuacją masz do czynienia, ale pewnie masz swoje doświadczenia z takimi sytuacjami. Młody człowiek rozpakowuje prezent, który otrzymał na wigilię. Widać po nim, że liczy na spełnienie się jego prośby. Jednak po otwarciu do końca prezentu, jego mina zrzedła i pojawiło się ogromne rozgoryczenie. Oczekiwania były inne, a rzeczywistość stała się jeszcze inna. I to, brzmiące bardzo dramatycznie pytanie: „dlaczego ja?” Ta sytuacja, może nie ma aż takiej wartości życiowej, ale i tak trudno przyjąć właśnie te sytuacje, które w jakimkolwiek stopniu są przeciwne naszym pragnieniom, oczekiwaniom. Może to nie jest jakieś dziwne, ale pytanie: „dlaczego ja?” pojawia się wobec tych zdarzeń, które są trudne, wymagające, oczekujące od nas jakiejś ofiary – poświęcenia. Nigdy to pytanie nie pada natomiast w sytuacjach, gdy nam się poszczęści, gdy coś otrzymujemy dobrego… Najwyraźniej, to co trudne w naszym życiu, nie rozumiemy jako dar, ale raczej jako karę. Przez taki sposób myślenia, sami czynimy sobie krzywdę, bo to, co trudne, czy wręcz bolesne, natychmiast wywołuje w nas bunt – sprzeciw. Taki punkt widzenia tych sytuacji sprawia, że nawet sobie nie wyobrażamy, że w tym, co trudne, możemy znaleźć coś pozytywnego, jakiś dar, który może nas... czytaj dalej

Dar codzienności – ciekawe lekcje.

Tak wiele się dzieje w naszym życiu, że często możemy przeoczyć ważne dla nas sprawy. Jak zatem rozumieć rytm życia codziennego, by odkryć że codzienność jest dla nas rzeczywiście darem? Święta, święta, uroczystości, wydarzenia, nowy rok – sporo ostatnio się działo. Wielu już pewnie o tym wszystkim zapomniało. Pomyślałem sobie, czy aby nie za wiele tego wszystkiego miało miejsce w naszym życiu, w tak krótkim czasie? Czy nie jest czasami taka kondensacja różnych spraw, że nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego po ludzku ogarnąć? Czy jestem w stanie przeżyć wszystko we właściwy sposób, skoro mam tak wiele rzeczy, w których uczestniczę? Co zrobić, by nie utracić tak cennych doświadczeń, które są obecne w moim codziennym życiu? Pierwsza spraw, którą zrobiłem, to skrótowe podsumowanie każdej ważnej rzeczy, która mi ostatnio towarzyszyła, a w związku z świętami były to następujące treści: – była adwentowa lekcja milczenia i czuwania – Pasterka – uczyła mnie wychodzenia ku Bogu i ludziom – św. Szczepan uczył mnie przyjmowania w imię Boga trudnych doświadczeń – św. Jan uczył mnie miłowania Boga – święci młodziankowie uczyli mnie niewinności – święta Rodzina – uczyła mnie mieć wciąż Jezusa pomiędzy – Bożej rodzicielki – była to dla mnie lekcja macierzyństwa – nowy rok – później odkryłem, stał się lekcją odwagi, stawiania nowych wymagań sobie i innym Lubię mieć poukładane w logiczną całość różne wydarzenia, bo wówczas łatwiej jest mi uchwycić to, co jest istotą jakiegoś wydarzenia. Pomyśl, czy w kontekście twojej codzienności, możesz zrobić również podobne podsumowanie i wyznaczyć sobie jakiejś punkty do realizacji, do osiągnięcia? Znając te rzeczy, bardziej wyraźnie będziesz widział, czego masz się uchwycić w twojej... czytaj dalej

Największy dar.

Ufam, że rozglądasz się w swoim życiu i dostrzegasz różne dary – te które są w tobie, te które istnieją wokół ciebie. Ich ilość jest zdumiewająca, ale jeśli byś miał stwierdzić, który jest dla ciebie najcenniejszy, to potrafiłbyś go wskazać? Za mną jest już jakaś historia życia. Przeżyłem wiele, bardzo różnych doświadczeń, które miały na mnie i mają nadal, ogromny wpływ. Jest też wiele rzeczy, które nie potrafię zrozumieć, ani nazwać, ponieważ nie wiem, co miałyby znaczyć te historie dla mnie. Często minione doświadczenia, poznajemy dzięki wydarzeniom, które mają miejsce w teraźniejszości i stają się one dla nas cennym darem – choć starym, to jednak nowym. To, co obecnie wydaje się być dla mnie najcenniejsze, nie musi być takie do samego końca mojego życia. Trochę to niekiedy przypomina stale aktualizującą się listę, ważnych  dla nas spraw. Tak jak priorytety zmieniają się nam pod wpływem wydarzeń, w których uczestniczymy, tak lista „największych darów” możemy aktualizować w kolejnych latach naszego życia, dzięki temu, co uda nam się przeżyć, odkryć. Ale niekiedy mamy taki szczególny dar, który czujemy, że jest dla nas najcenniejszy i że jego wartość nigdy nie ulegnie zmianie. Oczywiście trudno nam jest zrobić jedną listę, największych darów, bo czujemy, że zestawienie duchowych darów z fizycznymi – materialnymi, jakoś zbytnio nam nie pasuje. Same listy, tak naprawdę nie są ważne. Istotne jest to byśmy mieli świadomość istnienia tego najcenniejszego daru w naszym życiu. Myślę, że i ty zdajesz sobie sprawę z tego, że w bardzo prosty sposób można utracić dary, przede wszystkim z powodu strachu, by ich użyć. Oczywiście to nie dar jest kruchy, ale człowiek, który ma możliwość posługiwania się... czytaj dalej

Pakiet startowy.

Warto mieć coś na początek. Mamy w rzeczywistości duchowej taki właśnie pakiet startowy, który otrzymujemy w sakramencie Chrztu, jak i też później w sakramencie Bierzmowania. Co z nim zrobić w takim razie? Wydaje mi się, że każdy z nas ma swoje własne skojarzenia z darami. Jednym z wielu, które mam, jest właśnie skojarzenie z darami Ducha Świętego.  Trzy sakramenty: Chrzest, Bierzmowanie, Komunia Święta – to sakramenty wprowadzające – inicjacji chrześcijańskiej. Posiadanie ich sprawia, że pełniej możemy się angażować w swoje życie, odkrywać głębszy wymiar naszej codzienności – relacji, myśli i działań.  Dary, które otrzymujemy od Ducha Świętego są jakby „pakietem startowym”, który wprowadza nas w przygodę życia. Mamy te dary, ale czy zdajemy sobie sprawę z ich obecności, funkcji i możliwości? Zwróćmy uwagę na dwie szczególne funkcje darów: 1. Podtrzymują życie moralne chrześcijan 2. Dopełniają i udoskonalają cnoty tych, którzy je otrzymują Te dwie chociażby funkcje, podpowiadają mi, jak ważne jest to, aby współpracować z Duchem Świętym i Jego darami. Wiedząc co te dary mogą uczynić we mnie, dla mnie, ważne by było posiadać właściwe rozeznanie w tych darach – wiedzieć czego wymagają, do czego konkretnie nas zobowiązują. Kombinacja w łączeniu i posługiwaniu się darami, zbliża nas do Boga, do właściwej realizacji wiary, ale również prowadzi do zrozumienia sensu naszego życia, misji którą mam wypełniać, oraz do poznania i przyjęcia woli Bożej względem każdego z nas. Obecność darów, to nie kwestia zadań, które za nimi stoją, a raczej łaska, która spływa na każdego człowieka, który „dotknie przynajmniej tych darów”. Jeśli coś się w nas tli – jakaś myśl, pragnienie, jakiś cel, to dary obecne w nas, mogą podtrzymać życie... czytaj dalej

Promocja na dary.

Z życiem jest trochę jak z zakupami. Zamiast produktów, w koszyku wkładasz tam odkryte wokół siebie dary. Co znajdziesz w swoim koszyku? Obraz zakupów nie trzeba jakoś wam szczególnie przedstawiać. Idziemy by kupić to, czego najbardziej nam brakuje, co jest koniecznie dla przyrządzania różnych rzeczy. Koszyk z czasem się zapełnia, a my szczęśliwi wracamy do domu. Po powrocie do domu, zakupy odkładamy w odpowiednie miejsca i z czasem korzystamy z nich, w miarę potrzeby. W życiu codziennym otacza nas wiele darów, a przeżywając różne historie – doświadczenia, stajemy się ich posiadaczami. W innych sytuacjach sięgamy „w odpowiednie miejsce po nasze zakupy” i w jakiś konkretny sposób, zaczynamy posługiwać się naszymi darami, stwarzając nowe historie, nowe doświadczenia. Dary przechowujemy w różnych miejscach. Niektóre odkładane są w naszej pamięci i ubogacają naszą wiedzę i doświadczenie. Inne skrywamy w naszym sercu, pozwalając, by w nas promieniowały dobrymi uczuciami i emocjami. Inne jeszcze wkładamy w nasze dłonie, praktycznie zaraz po ich otrzymaniu, by wprowadzić je w czyn, starając się nimi posłużyć jak narzędziami, Właściwą postawą jest ta, kiedy dar rzeczywiście służy, czy to nam, czy innym. Nie ważne. Byleby tylko rzeczywiście działał, a nie pozostał gdzieś w niedostępnym miejscu lub został całkowicie zaprzepaszczony. Dary funkcjonują w nas tak długo, jak długo staramy się nimi rzeczywiście posługiwać. Kiedy ich nie wykorzystujemy, grozi nam, że je w jakiś sposób utracimy i trudno będzie na je w jakikolwiek sposób odzyskać. Dary to nie tylko przedmioty, nie tyko jakieś doświadczenia. Darem są dla nas spotkane osoby, wydarzenia w których uczestniczymy, obrazy z życia wzięte, które nas otaczają, słowa które ktoś do nas wypowie, chwila relaksu przy dobrym... czytaj dalej

Nadzieja – dobrym kierunkiem.

Każdy z nas ma złożone w sercu przez Boga szczęście. Nadzieja odpowiada dążeniu do tego szczęścia. Jaki kształt przybrało to ostatnio w moim życiu?  Zderzając się z codziennością, człowiek nabija sobie nie jeden raz ogromnego guza. Nie ma co udawać – bywa niekiedy bardzo ciężko i nie sposób poradzić sobie tak zwyczajnie, po ludzku. Poddać się? Bez przesady, to żaden sposób na przeżycie codzienności.  Kiedyś czytałem, że biegacze (szczególnie ci długodystansowi) trafiają na tzw. „ścianę”. Moment, w którym ciało odbiera całkowicie siły na to, by biec dalej. Potrzeba w tym momencie ogromnej walki ze swoimi myślami, aby biec dalej. Fizyczny, psychiczny, bunt całego organizmu, który wywołany jest pewnymi brakami substancji w organizmie (jak chcecie poznać więcej, proponuje przeczytać fachowe artykuły) uniemożliwia człowiekowi uczynienie kolejnego kroku. Myślę, że nie trzeba być biegaczem, by i w życiu trafić na podobą ścianę, która odbiera nam siły do realizacji różnych obowiązków, planów, życiowych celów. Tutaj właśnie wkracza na scenę nadzieja. Mając w sercu, złożone przez Boga szczęście, podpowiada nam ono, że mam iść dalej, że mam pokonać obecną trudność, by zrobić chociażby jeden krok, ale naprzód. Już kiedyś o tym wspominałem, ale o to by tutaj właśnie chodziło, używając szczęścia i nadziei – znudzony tym, co nie do końca było pozytywne w moim życiu, uczyniłem krok – próbę odkrywania i realizowania pozytywnych kierunków. Pojawia się tutaj ciekawy schemat pt. „składniki nadziei” PRAGNIENIE DOBRA NADPRZYRODZONEGO CZYLI BOGA Wielokrotnie zdziwieni jesteśmy naszymi osiągnięciami. Wybitne plany i cele, a rezultat mizerny. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ pragnienia, które posiadamy są bardzo ludzkie, a często bardzo przyziemne. Jeśli nie wznosimy się na wyżyny naszych możliwości to i osiągnięcia też nie sięgają daleko.... czytaj dalej

w butelce…

Odnalezienie przesłania swojego życia, niektórym zajmuje całe życie. Inni mają je na wyciągnięcie ręki, ale nie zdają sobie z tego sprawy. Jeszcze inni, realizują coś, ale nie do końca wiedzą, w czym tak naprawdę uczestniczą. Wiem, że wstęp jest dość enigmatyczny, jak zresztą cała moja przygoda z nadzieją. Jak to było z moim odkryciem nadziei. Wracam tak naprawdę pamięcią do dawnych lat, bo było to mniej więcej w 2003 roku. Zostałem wyświęcony i otrzymałem dekret na pierwszą parafię do Chodzieży. Pierwsza podróż życia – odkrywanie tajników życia kapłańskiego. Oczywiście, co jest też z tym związane – bycie z innymi osobami. Tak rozpoczęły się różne akcje z młodzieżą. Po dłuższym czasie, szczególnej współpracy i przeróżnych działań, pojawił się pomysł. Może warto, aby prowadzić coś w internecie – rozważać codziennie słowo i podawać innym krótką refleksję, jako codzienny kierunek. Jak nazwać ten kierunek działań, jak go realizować. Pojawił się wśród młodzieży temat, niestety nigdy nie zrealizowany – gazetki młodzieżowej. Pojawiła się okładka, pomysł na to, jak to zacząć, a co najważniejsze, pojawił się też szczególny – wspólnie ustalony nagłówek – tytuł gazetki, a była nią… NADZIEJA. Pomysł był super, ale chyba zbyt mało sił do tego, aby go zrealizować. Jednak cel spodobał mi się na tyle, że miałem już gotowy nagłówek dla swojej strony. Stąd pojawiła się Nadzieja, czyli la speranza. Oczywiście to nie jedyny motyw powstania strony. Na początku mojego kapłaństwa, stwierdziłem, że dobrze by było, nadać temat pobytowi w tej konkretnej parafii. Pierwszy pomysł, który pojawił się w mojej głowie, to były cnoty. Dlaczego nie skupiać się i nie mówić, jak najwięcej o nich, w poszczególnych parafiach, starając się... czytaj dalej

po prostu Nadzieja.

Ile razy słyszałeś, bądź sam używałeś tego słowa, w kontekście różnych sytuacji? Nadzieja – to słowo, które ma wiele oblicz. Czy znasz je? Kiedy czytam różne definicje słowa: nadzieja, zamiast odnajdywać odpowiedź i jakąś jasność, mam wrażenie, że temat coraz bardziej się zaciemnia. Wynika to chyba przede wszystkim z ludzkiego rozpatrywania tego tematu. Choć nadzieja wydaje się jedna, to jednak kwestia jej interpretowania, ogromnie wpływa na to, w jaki sposób jest ona przez nas realizowana. NADZIEJA JEST OCZEKIWANIEM CZEGOŚ WOBEC PRZYSZŁOŚCI. Każdy z nas powołując się na nadzieję, oczekuje czegoś od przyszłości. Jeśli jednak ujmiemy to z perspektywy ludzkiej, zakładamy tylko to, że chcielibyśmy, by coś się wydarzyło wobec naszej potrzeby.  Przeżywając ból, mamy nadzieję, że on minie – nie wiemy, że tak się stanie, jedynie mamy takie oczekiwanie. Zatem po ludzku, nadzieja jest oczekiwaniem lepszej przyszłości, której jednak nie jesteśmy pewni. Jeśli nasze oczekiwanie się spełni, wówczas mówimy o wypełnieniu naszej nadziei. Tylko, czy ona rzeczywiście była prawdziwa i wypełniła się? Ludzka nadzieja jest tylko pragnieniem, oczekiwaniem spełnienia się, naszych pragnień. Zatem grozi nam życie pustą nadzieją, za którą niczego nie ma – nadzieja bez pokrycia. Trochę okradamy się z prawdziwej nadziei, kiedy próbujemy żyć jej tylko namiastką.  Co się dzieje tak naprawdę, gdy żyjemy tylko ludzką nadzieją? W pierwszym rzędzie, niestety sami sobie nie wierzymy. Ile razy np. kupowaliście los w grze z dużą kumulacją i mieliście mieszane myśli – tym razem uda mi się – a za chwilę – ja nie mam szczęścia, pewnie mi się znów nie uda. I za chwilę pojawia się to stwierdzenie – mam nadzieję, że mi się jednak uda wygrać. Druga... czytaj dalej

Patrz dalej.

W życiu codziennym, zderzamy się z różnymi trudnościami. Próbujemy stawić im czoła i w jakiś sposób sobie poradzić. Czy nadzieja może nam w tym, w jakiś sposób pomóc? Kiedy dotyka nas trudne doświadczenie, bardzo często jest nam trudno zobaczyć coś więcej niż tylko tą trudność. Wydaje nam się, że ktoś zamknął nas w jakimś pokoju, z którego nie ma wyjścia. Pozbawieni perspektyw, jeszcze silniej odczuwamy przeżywaną trudność. Jeśli „pozwolimy”, by ta trudność urosła w naszym myśleniu do niewyobrażalnej wielkości, wówczas odczuwamy przeciążenie sytuacją – wciąż o niej myślimy, stale ją odczuwamy, a wszystko co dzieje się wokół nas, stale nam o tym przypomina. Wydaje nam się, jakby poza tą sprawą, nic innego nie istniało. Myślę, że bez przesady opisałem stan, który wielu z nas odczuło podczas dokonującego się w naszej codzienności, jakiegoś mniejszego lub większego dramatu. Nie ma gotowego rozwiązania, a jedynie początek od którego możemy pójść w bardzo różne strony. Właśnie moment przeżywanego dramatu, potrzebuje Nadziei. Staje się ona jak światło w ciemności. Nawet delikatny promień, stanowi już jakiś punkt odniesienia, jakiś dla nas początek. Nie przeżywam obecnie jakiś dramatów, ale doświadczam często sytuacji, które są mi przeciwne, burzą mój wewnętrzny porządek. I po ludzku wiedzę, jak łatwo wpaść w pułapkę – by zatrzymać się i grzebać w jakiejś sytuacji. Wówczas trudno jest zachować pokój i czekać na jakieś rozwiązanie. Nadzieja, w takiej sytuacji, staje się początkiem. Dla mnie pojawienie się nadziei to moment, w którym odpuszczam – zostawiam jakąś sytuację za sobą. Przestaje się nad nią zastanawiać, rozdrapywać i szukać ewentualnych powodów. To tak, jakbym idąc drogą, zostawił tę trudność, gdzieś przy drodze i postanowił iść dalej, bez zbędnego... czytaj dalej

Bliźni – spotkanie z Bogiem.

Jak człowiek może stać się dowodem na istnienie Boga? Jak nauka Jezusa o bliźnim, może sprawić, że na swojej drodze spotkamy Boga? Często przypominam sobie myśl biblijną: „gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich” i staram się żyć tymi słowami w sposób konkretny.  Nauka Jezusa prowadzi do spotkania z Bogiem, ale ta droga prowadzi przez kilka punktów, a jednym z nich jest właśnie BLIŹNI. „Byłem nagi… spragniony… głodny… chory… itd. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Czy w innym miejscu: „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” W zasadzie całą tą myśl, można by było przedstawić samymi fragmentami. Warto do nich sięgnąć – rozważyć. Jednak poszukajmy klucza, aby to wszystko zrozumieć i złożyć w jedną całość. Każdy człowiek jest ważny dla Boga, bo jesteśmy Jego umiłowanym stworzeniem. Dzięki bliźniemu, mogę odkrywać obecność Boga. By wcielić Słowo w czyn, Ewangelię w życie, potrzebujemy człowieka, wobec którego skierujemy nasze działanie. Wcielona miłość, musi mieć konkretny kierunek. Kochając bliźniego – nasza miłość nie zatrzymuje się tylko w tym punkcie, ale idzie dalej, odkrywając Boga. Bliźni, kimkolwiek jest, jest pomocą abyśmy mogli czynić dobro, przebaczać, pomagać, nawracać się… Dzięki bliźniemu mogę swoje życie skierować ku Bogu, Jemu oddać się całkowicie i odkryć Go również w drugim człowieku, nie tylko w sobie.  Po wspólnocie, Słowie, Eucharystii, dotarliśmy do momentu, gdzie przestrzenią, w której mogę znaleźć Boga jest każdy człowiek. To ciekawe, że skoro jest On we mnie, że jest w drugiej osobie, to powinienem Go odkrywać również POMIĘDZY NAMI. Widząc Boga w człowieku, pomaga mi to, zobaczyć w każdej osobie Boga. To zadanie jest dla... czytaj dalej

Pan z wami.

Była już wspólnota, Słowo… Kolejną przestrzenią, w której mogę odkryć obecnego Boga, jest Eucharystia. Zwracam uwagę na proste i szczególne sformułowanie, które istnieje w Eucharystii, które może nam pomóc odkryć, że On jest. Dziś jest jedno, bardzo ważne wydarzenie, które chrześcijanie opuszczają bardzo często. Jakie są powody takiego zachowania? Wydaje mi się, że jednym z wielu powodów, przez które, różne osoby nie chodzą na Eucharystię, to brak zrozumienia tego wydarzenia. Monotonia, powtarzalność, monolog księdza, brak dynamiki, nuda… – to wytłumaczenia, które można najczęściej usłyszeć w sprawie nie uczestnictwa we Mszy. Mają odwagę wyrazić swój sprzeciw, ale czy mają odwagę znaleźć chociażby jeden powód, aby w niej uczestniczyć i pójść samemu za tym argumentem. Ja mam dwa zasadnicze powody. Jednym z nich jest to, że mogę być blisko Boga, mogę Go słuchać i się Nim karmić. Kolejnym z nich jest fakt, że Eucharystia jest dla mnie jak latarnia – oświeca przeszłość, teraźniejszość i przyszłość i pomaga zrozumieć życie, ale również umożliwia mi stawiać sobie nowe cele do zrealizowania. Lubię ten jeden, szczególny element w Eucharystii, który jest u początku kolejnej części Mszy, jakby refren pomiędzy kolejnymi zwrotkami tego szczególnego wydarzenia. Mam na myśli tytuł tego artykułu: „Pan z wami”. Zwróciłeś uwagę na to zdanie? Wiesz ile razy i kiedy występuje? Pomyśl chwilę o tym, zanim przeczytasz dalej. Od samego początku Eucharystii, kapłan przypomina, albo ogłasza tę szczególną prawdę – że Bóg jest, że jest obecny w tym momencie. Niby takie proste zdanie, ale zawiera w sobie szczególną, ważną prawdę, która nieustannie powinna ożywiać naszą wiarę. To ciekawe, że tak krótkie sformułowanie, może nieść tak wiele pozytywnego ładunku. Każdy ważny punkt Eucharystii, rozpoczyna... czytaj dalej

Słowo stało się ciałem.

Co może wnieść w nasze życie rozważanie Słowa Bożego? Czy to okazja do spotkania z Bogiem, czy tylko kolejna możliwość zdobycia jakiejś wiedzy? „Słowo stało się ciałem i zamieszkało pomiędzy nami” – zostawiło namiot pomiędzy ludźmi – tak niektórzy dosłownie tłumaczą obecność Słowa, które stało się ciałem. Moment ten w konkretny sposób przedstawia nam obraz WCIELENIA. To, że Bóg w miłości postanowił dać nam swojego Syna, aby nas zbawił, dlatego stał się człowiekiem. Słowo, wydaje się być ważnym narzędziem, którym posługujemy się w zasadzie w każdej sytuacji. Wiemy, że transportuje ono wiele treści – prawdę, emocje, informacje. Każde wypowiedziane przeze mnie słowo jest moje, jest w symboliczny sposób mną. Czytając czyjąś książkę, list, wiadomość, mam do czynienia z kimś konkretnym, z osobą, która te słowa napisała. W przypadku Boga, to jeszcze więcej, to pewność, że Słowo to On, a czytanie Jego słów, to realne spotkanie z Bogiem. To niezwykłe, gdy w pierwszych wiekach chrześcijaństwa pomiędzy Słowem, a Eucharystią, stawiano znak równości – czyli czytanie Słowa, było jak spożycie Eucharystii. Jak przyjrzymy się temu jak Żydzi traktują Słowo, myślę, że będziemy mogli się od nich bardzo dużo nauczyć. Niezwykły szacunek, noszenie Słowa w trakcie modlitwy na czole i ręce, na wysokości serca… Zwoje traktowano z niezwykłą miłością – całowanie, przechowywanie za zasłoną itp. Dziś możemy, będąc w kościele tę niezwykłą tradycję – uroczyste wnoszenie Słowa, honorowe miejsce dla Słowa w czasie liturgii, całowanie przez kapłana po odczytaniu, błogosławienie Ewangeliarzem, osobne miejsce odczytywania – zwane ołtarzem Słowa… To zewnętrzne oznaki, a jest ich znacznie więcej. Jest też oczywiste, duchowe znaczenie – czytanie przed Wigilią, kierowanie się Słowem w swoim życiu codziennym. ... czytaj dalej

Uwierzę gdy zobaczę. 

Co daje nam żywe doświadczenie obecności Boga? Co przemawia za Jego obecnością? Chciałbym z wami przyjrzeć się kilku przestrzeniom, na łamach kilku artykułów, w których jako wierzący powinniśmy dostrzegać obecność Boga.  Pewnie kojarzysz tytuł z wydarzenia, w którym uczestniczyli Apostołowie, a w szczególności odnosiło się to do św. Tomasza. Jego prośba wydaje się być logiczna – „dopóki nie zobaczę i nie dotknę, nie uwierzę”. Gdy zmartwychwstały Chrystus znów przychodzi do uczniów, wywołuje Tomasza i każe mu wkładać swoją rękę w Jego rany. Gdy zobaczył, a w szczególności, gdy dotknął, wypowiedział piękne słowa, które dziś mogą pełnić doskonałą formę wyznania wiary: „Pan mój i Bóg mój”.  W kontekście tej historii, można dziś zastanawiać się jak i gdzie mogę zobaczyć Jezusa. Podobnie, jak w przypadku Tomasza, tak również w naszym przypadku potrzebna jest WIARA, jako kluczowa rzeczywistość, by móc dostrzec Jego obecność, jak i też ją przyjąć. Chciałbym w kolejnych artykułach, podkreślić kilka przestrzeni, w których wiara podpowiada nam, że Bóg jest obecny i czeka na nasze przyjęcie.  Pierwsza przestrzeń, bardzo ważna, bo jest fundamentem, na którym możemy zbudować nasze doświadczenie obecności Boga, jest WSPÓLNOTA.  „Gdzie dwaj, albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”. Wspólnota rodząca się pomiędzy osobami, dzięki jedności „stwarza Jego obecność”. Idąc logiką biblijnego fragmentu – tam, gdzie nie ma jedności, tam trudno zobaczyć, odczuć obecność Jezusa. Wspólnota – w tym również oczywiście Kościół – powinien chronić w sobie jedność, pomiędzy poszczególnymi osobami, by On mógł być pomiędzy nami.  Wspólnota stawia zatem konkretne zadanie – dążenie poprzez różne środki do tego, by rzeczywiście – konkretnie, realnie, Bóg mógł być pośrodku takiej wspólnoty. Jakie to... czytaj dalej

Oswoiłem lwa.

Oswajając coś, wydaje nam się, że to kontrolujemy, że  mamy nad czymś władzę. Kontrola nad swoim życiem, to jedno z wielu naszych pragnień. Czy Boga obecnego i działającego w naszej codzienności, też chcemy oswoić? Mam taką teorię, że „najprostsze rzeczy, są dla nas najtrudniejsze”. Kiedy postawię sobie pytanie: „czy Bóg jest?” pewnie bardzo wiele osób odpowie, że oczywiście, że tak; pewnie też wielu odpowie, że nie. Gdy jednak wnikniemy w głąb odpowiedzi i będziemy szukać jakiegoś wyjaśnienia – nagle to, co dla nas takie oczywiste, staje się trudne dlatego, że brakuje nam konkretnych argumentów. Przyjmujemy pewne rzeczy, jako oczywiste i nawet nie szukamy jakichkolwiek dalszych argumentów. Można łatwo wytrącić nam argumenty z ręki i sprawić, że staniemy bezradni, wobec nawet prostych pytań i sytuacji. Lata wiary wydają się być „oswajaniem lwa”, dostosowywaniem Boga do własnych potrzeb. Wydaje nam się, że jest On potrzebny tylko wtedy, gdy dochodzi do skrajnych sytuacji w naszym życiu, w których niestety nie mamy już kontroli nad sytuacją. W innych sytuacjach, radzimy sobie świetnie sami, bez niczyjej pomocy. Pojawia się w nas bardzo silne przekonanie o samokontroli nad wszystkim. Taka postawa w życiu człowieka, sprawia niestety, że coraz bardziej wyrzucamy Boga z przestrzeni naszego życia, aż do takiego momentu, w którym całkowicie o Nim zapominamy i przestajemy w Niego wierzyć. Dla tych, którym zależy na obecności Boga w ich życiu, oraz dla zagubionych, którzy pragną Go odszukać i na nowo Go poznać, jak i dla wątpiących w Jego działanie i realną obecność przy nas, polecam dwa szczególne zadania. Pierwszym z nich jest próba otwarcia maksymalnie swojego serca podczas Eucharystii, którą w najbliższym czasie przeżyjecie. Bóg tam jest,... czytaj dalej

Jesteś?

Chcielibyśmy wiele rzeczy udowodnić – również wiarę. Szukamy argumentów, które przekonają do czegoś inne osoby. Czy w kwestii wiary, możemy mieć jakieś argumenty? Po co to pytanie, skoro w Niego wierzę? Może, by rozwiać jakiekolwiek wątpliwości; może po to, by umocnić swoją wiarę; może dla innych, by dać wiarygodne świadectwo. Dobro, które sami otrzymamy, zawsze może posłużyć innym. Pomyśl, ile również dzięki wierze, możesz sam otrzymać i jak wiele możesz wówczas dać innym. Historie, które sami przeżywamy, mogą być ogromnym darem dla innych. Warto te osobiste historie wykorzystać, aby podarować je innym w postaci świadectwa, które wzmocni innych, coś im pokaże i zaproponuje. Chyba warto zacząć naszą wewnętrzną dyskusję od podjęcia się tematu dowodów na istnienie Boga, na przykład według tez, których autorem jest św. Tomasz z Akwinu. Jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy Poruszyciel. Jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza. Jeśli byty przygodne nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świecie i przemijają), musi istnieć byt konieczny. Jeśli rzeczy wykazują różną doskonałość, to istnieje byt najdoskonalszy. Jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porządek w działaniu bytów nieożywionych lub pozbawionych poznania świadczą o istnieniu Boga, kierującego światem nieożywionym. Warto oczywiście się rozejrzeć i poszukiwać jeszcze innych argumentów. Co mnie osobiście przekonuje? Pewnie, przynajmniej niektórzy są ciekawi, co ja osobiście na ten temat sądzę. Mnie osobiście przekonują cztery dowody. Pierwszym dowodem jest dowód chrystologiczny. Według chrześcijaństwa – historyczny Jezus Chrystus jest największym objawieniem istnienia Boga. To, Kim był i wszystko, co zrobił czy powiedział, zaświadcza o istnieniu Boga. Tutaj warto by było poszukać argumentów na istnienie historycznego Jezusa. Drugim dowodem dla mnie... czytaj dalej

Wierzę, ale… te wątpliwości.

To „ale” bywa często bardzo newralgiczne. Każdy przeżywa różne trudności w wierze. Niekiedy mamy wątpliwości i nie wiele nam potrzeba, by niestety przestać wierzyć. Wielu świętych mówiąc o swoim duchowym świecie, wiele razy wspomina o trudnościach, które przeżywali w swojej wierze. Określają to mianem „ciemności duchowych”. To czas bycia przy Bogu, w którym odczuwa się trudności w odkrywaniu właśnie tej obecności. Pojawia się niezwykły ciężar w realizowaniu relacji z Bogiem. Oczywiście to nie „przywilej” świętych, takie odczucia, lecz pewna wskazówka dla nas, jak możemy ewentualnie podobne sytuacje interpretować w naszym życiu. Myślę, że wielu ma podobne doświadczenia – sytuacje, o których wspomnę tym artykule, może nawet przeżyło je w swoim codziennym duchowym doświadczeniu. Chcę wspomnieć o trzech sytuacjach, które mogą się pojawić w naszym życiu duchowym. Trudno mi powiedzieć, czy kolejność jest właściwa, ale nie o to w tym chodzi, ale o odniesienie swojej sytuacji do tego, o czym wspomnę i o odnalezienie dla siebie ewentualnych wskazówek. To, o czym najczęściej słyszę, to doświadczenie właśnie wątpliwości w wierze. Ludzie mimo obecnej modlitwy, praktyki sakramentów – wiary, przeżywają wątpliwości  dotyczące różnych kwestii. Te wątpliwości to wynik często stawianych sobie pytań, na które niestety nie znajdujemy odpowiedzi, bo nie wiemy gdzie ich szukać. To wynik trochę słabej pamięci tego, co było podczas katechezy szkolnej. Czasami to po prostu kwestie, które być może nie były wprost poruszane, albo mimo wszystko są to treści zbyt trudne do samodzielnego rozwiązania. Wiara jednak wymaga wciąż aktualizacji wiedzy. Dlatego, mimo może niechęci, powinniśmy często sięgać do duchowych lektur – wręcz każdy z nas powinien przeczytać kanon duchowych lektur, które bardzo pomogły by każdemu wierzącemu (np. Ćwiczenia... czytaj dalej

Jak odkryłem Boga.

Czasami sytuacja, jakieś konkretne wydarzenie daje nam więcej dowodów, niż jakieś nawet najlepsze naukowe teorie. Pomyśl, ile i jakie sytuacje miały miejsce w twoim życiu, które pozwoliły ci odkryć Boga. Każdy z nas ma jakąś, przynajmniej sądzę jedną, historię w życiu, która nauczyła nas w jednej chwili znacznie więcej, niż to mogliśmy zrobić przez ileś lat życia. Historie różne, które dotyczą pewnie też różnych zdarzeń i uczące nas przeróżnych rzeczy. Historie, w których miałem okazję na nowo odkryć Pana Boga mam kilka. O niektórych już pisałem, opowiadałem. Tej jeszcze nie opowiadałem. Dość wczesne popołudnie. Nieco deszczowy dzień. Jadę do znajomego na imieninowe spotkanie. Zbliżam się do dość ostrego zakrętu – zwalniam. Z naprzeciwka widzę jadącą ciężarówkę, która ścina zakręt. Zjeżdżam bliżej pobocza. I nagle… Tego dnia tknęło mnie coś aby zabrać ze sobą „ręczny krzyż” – rozdawany kiedyś przy okazji roku duszpasterskiego. Położyłem go w samochodzie obok mnie, na miejscu pasażera. Spoglądałem na niego od czasu do czas, rozważając coś w głowie. Przypadek? Nie sądzę! Nagle… wpadam w poślizg. Próbuję manewrować kierownicą, hamować, ale nic z tego. Jest zbyt ślisko! Mój samochód jak kostka w ręku dziecka turlał się we wszystkie możliwe strony. Zatrzymałem się na boku samochodu, od strony kierowcy. Nic nie czuję, to chyba dobry znak, bo nic mnie nie boli. Jakoś udało mi się wysiąść z samochodu. Po dłuższym czasie przyjeżdżają znajomi. Widzę przerażenie w ich oczach. W  skrócie opowiadam im, że dziś pierwszy raz zabrałem ze sobą krzyż do samochodu. Z jeszcze większym przerażeniem, patrząc na mnie, wypowiadają dziwne słowa: „nie wiesz, że krzyż w samochodzie przynosi pecha?” Spojrzałem na siebie, pomyślałem o wypadku i... czytaj dalej

Właściwa pobożność kontra dewocja.

Czy przesadna pobożność może stanowić problem? Niestety spotykamy takich, którzy uważają, że mają monopol na Pana Boga. Ich wyobrażenie jest jedyne i słuszne, a wszyscy inni się mylą. Podczas rozmowy z jedną osobą o „niedoskonałościach chrześcijanina”, niespodziewanie ta osoba, zainsynuowała, że jedną z takich niedoskonałości jest „gorliwość”. Pierwsze co sobie pomyślałem, to: „nie zgadzam się, co ty gościu gadasz”. Nie powiedziałem tego głośno, ale rzuciłem temat na tapetę swoich rozważań. Co mi z tego wyszło? Zobaczymy, czy się z tym zgodzicie. Spotykasz na swojej drodze życia ludzi z pasją, zagorzałych zwolenników jakiś działań? Pewnie tak i jesteś pewnie niekiedy zafascynowany ich działaniem. Ale i w tej grupie osób, można niekiedy znaleźć takich ludzi – pasjonatów, którzy swoim zachowaniem bardziej przypominają niestety szaleńców, niż rzeczywistych fachowców. A w Kościele? Czy tam też spotkasz takich realnych pasjonatów – ludzi prawdziwie oddanych wierze i wspólnocie? Może tak, może nie! Istnieją w tym miejscu skrajne postawy – ludzie, którzy są minimalistami, robią tyle ile muszą i nic ponad to. Można by nazwać ich letnimi chrześcijanami. Są też tacy, którzy wydaje nam się, że chyba mieszkają już w kościele, bo są zawsze i we wszystkim biorą udział. I w tej grupie osób można często spotkać radykałów, skrajnych konserwatystów. Zagorzali katolicy, bardzo skrajni, często przyjmujący niestety postawę WOJOWNIKÓW. Walczą oni z postawami innych ludzi – krytykując, oceniając, stawiając często wymagania ponad normalne możliwości i siły. Mam niekiedy wrażenie, że do ich istnienia pasuje powiedzenie: „świętsi od Papieża”. Wydaje im się, że ich życiowym zadaniem jest oddzielić „zboże od plew” i robią to niekiedy bardzo radykalnie. Takie postawy nie są nowe, one już były obecne za... czytaj dalej

Nazywać zło złem, a nie fałszywą tolerancją.

Zło jest złem, nawet, gdy wszyscy i wszystko mówi nam, że jest dobre. Czy słowo tolerancja – nie nabrało zbytniego rozpędu i nie przeskoczyło właściwego sobie znaczenia?  Ufam, że ten temat rozciągnięcie na różne sprawy obecne wokół was, ale i też na to wszystko, co dzieje się w waszym wnętrzu. Przykazania, moralność – to kierunki, które podejmujemy w naszym życiu. To są jedynie narzędzia, którymi posługujemy się rozsądzając różne decyzje w naszym życiu. Dzięki różnym prawom, człowiek może orientować swoje życie i wyznaczać sobie nowe cele do osiągnięcia. Mając określone zasady, łatwiej człowiekowi jest zachować bezpieczeństwo przed nowymi sytuacjami – zagrożeniami, które coraz trudniej jest na pierwszy rzut oka, ocenić. Prawa, którymi kieruje się chrześcijanin, nigdy nie są krzywdą dla człowieka, a raczej właśnie, stanowią fundament pewnej stabilności, która w każdej sytuacji daje człowiekowi stały punkt odniesienia.  W wielu dyskusjach, krążących po sieci, zderzają się często opinie osób, które próbują innym narzucić pewien punkt widzenia, zmienić punkt widzenia chrześcijan, próbując ich ośmieszyć, utrwalić stereotyp, że chrześcijanie są konserwatywni, czy zacofani.  To, co najbardziej mnie śmieszy w tych dyskusjach, to próby udowodnienia, że jesteśmy nietolerancyjni. A metodą, którą się w tych dyskusjach posługują inne osoby, jest brak tolerancji wobec chrześcijaństwa. Jak, nie mając tolerancji, można wymagać od innych, aby właśnie oni mieli tolerancję względem takich zachowań.  Dyskusje prowadzą do przewartościowania pewnych zachowań, orientacji, punktów widzenia. Wszelkie wyjaśnienia nie prowadzą do uznania prawdy, nie prowadzą do zastanowienia się nad czymkolwiek, ale próbują wymusić aby człowiek zmienił swoje myślenie. Nawet, gdy zło nazwę dobrem, nie sprawia to, że wszystko się zmienia. Zło nadal nim pozostaje. Trudnością, którą mają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i... czytaj dalej

Kryzys tożsamości.

Sakramenty są jak wytyczona droga do celu. Można ją wykorzystać do ukształtowania tożsamości, osiągając coś bardzo ważnego. Mam prawo wybrać inną drogę, ale czy wówczas czegoś nie utracę? Na człowieka można spojrzeć z bardzo różnych perspektyw. Jesteśmy tak złożonymi istotami, że wciąż, nawet dla samych siebie pozostajemy tajemnicą. Możemy dzięki różnym perspektywom, zgłębiać płaszczyzny życia człowieka. W kościele idziemy drogą sakramentów, swoistą ścieżką życia – od urodzin: chrztu, przez pierwsze duchowe przygody – I Komunia Święta i Sakrament pojednania, przez odkrycie kim jesteśmy i po co żyjemy – Sakrament Bierzmowania, aż do bardzo głębokich decyzji – Małżeństwo lub Kapłaństwo. Towarzyszące nam trudne doświadczenia zderzają się ze szczególną łaską, płynącą z Sakramentu Namaszczenia Chorych. Docieramy do ostatniego momentu – śmierci, często otoczonego Bożym towarzyszeniem – przez udzielenie nam ważnych dla nas posług sakramentalnych. Duchowa ścieżka ma swój rytm, swoje góry i doliny, doświadczenia zdobyte poprzez współpracę z Bożą pomocą. Ten proces współpracowania, poprzez łaskę sakramentów wydaje się być bardzo logiczną całością. A jak ma się to do codziennego życia chrześcijanina?  Jak Ty traktujesz rzeczywistość sakramentów, jak je wykorzystujesz w swoim codziennym życiu? Oczywiście nie wszyscy, ale spora grupa chrześcijan, są jak łapacze promocji – wykorzystują, że coś dają i cieszą się chwile otrzymanym prezentem, a później szukają czegoś ciekawszego – praktyczniejszego i atrakcyjniejszego.  Znów zastanawia mnie kwestia, na ile świadomość konkretnego katolika, umożliwia mu właściwe wykorzystywanie daru – w postaci otrzymanego sakramentu. Inaczej sprawa się ma z sakramentami, które towarzyszą nam bardziej fizycznie w naszym życiu, jak np. Eucharystia, czy Sakrament pojednania, a inaczej ma się sprawa z tymi sakramentami, które mają nas do czegoś konkretnego uzdolnić, jak np. Chrzest, Bierzmowanie... czytaj dalej

Niepotrzebne mury

Albo nasze myśli są zbyt wysoko, albo nasze wyobrażenia zbyt idealistyczne, przez co „Schodząc na ziemię” trafiamy na mury, których żadną siłą nie jesteśmy w stanie rozbić. W świecie, w którym każdy z nas ma jakieś swoje miejsce, możemy odkrywać dwa hasła: SACRUM i PROFANUM. Te dwa pojęcia odpowiadają dwom, skrajnym rzeczywistościom. Każdy człowiek, w mniejszym lub większym stopniu ma wyczucie tych rzeczywistości. Ludzie mają w swoim życiu coś, co możemy nazwać ich świętością – jakaś wartość, stan, cel który unosi się ponad wszystkim. Ale każdy z nas, ma również określoną strefę profanum – grzeszną, a więc coś na co sobie nigdy nie pozwoli, granice, których nigdy nie przekroczy; praw, których nigdy nie złamie. Rozumienie tych pojęć ma ogromny wpływ na nasze życie codzienne, na wskazywanie również innych, nowych rzeczy jako świętych, albo w innym przypadku, jako grzesznych. Trudności pojawiają się wówczas, gdy sytuacje nie są tak przewidywalne i proste do oceny i zaczyna nam się mieszać, co faktycznie jest święte, a co grzeszne. Nagle pojawia się „skala szarości”, która utrudnia nam ocenę. Bo życie to nie tylko dwa bieguny – czarny lub biały. Same pojęcia: świętość i grzeszność, które próbujemy zdefiniować przez nasze doświadczenia życiowe, sprawiają nam niekiedy ogromny kłopot. Bo jeśli idealizujemy to, co skrywa się za pojęciem świętości to coraz trudniej będzie nam realizować samą świętość, jak i też trudnością będzie dla nas to, by do tego „zbioru pt. świętość” dołożyć cokolwiek nowego. W chrześcijaństwie pojawia się niekiedy trudność idealizowania pewnych pojęć, przez co sami wprowadzamy w nasze rozumowanie mury – bariery, które uniemożliwiają nam osiągnięcie jakiegoś stanu. Pojęcie „świętości” zostało przez niektórych chrześcijan sprowadzone do... czytaj dalej

Czego najczęściej nie robią chrześcijanie.

Towarzyszące chrześcijanom zwyczaje, pobożne praktyki, w różnym stopniu są przez nich realizowane. Spróbujmy sami sobie zadać pytanie: dlaczego brakuje nam sumienności w praktykowaniu wiary? Często stawiam młodym osobom pytanie: „Co znaczy być chrześcijaninem?” I od razy, jak lawina płyną odpowiedzi: „chodzić do kościoła”; „modlić się”; „pościć” itp. Nieco przewrotnie, zadaje im kolejne pytanie: „czy w takim razie ten, co nie chodzi do kościoła, nie modli się i nie pości, nie jest chrześcijaninem? Oczywiście w tym miejscu następuje ogromny sprzeciw. Często wiarę utożsamiamy z pobożnymi praktykami. Nie jest to oczywiście błędne, a jedynie ograniczone twierdzenie, które wymaga jednak ukonkretnienia. Bycie wierzącym, bycie chrześcijaninem, nie powinniśmy wiązać tylko z praktykami, aczkolwiek pojawia się w następstwie takiego myślenia brak jakiejś logiczności. Pobożne praktyki są pewnego rodzaju odzwierciedleniem naszego zaangażowania. Bo jeśli wierzę w Boga, to dlaczego miałbym nie chcieć z Nim być (np. Eucharystia); dlaczego miałbym nie chcieć z Nim rozmawiać (np. modlitwa osobista); dlaczego miałbym być niewdzięczny i nie mógłbym Mu czegoś ofiarować (np. post)? Nasze błędne myślenie i działanie, często ma jakiś swój początek. Często jest to jakiś punkt, w historii naszego życia, który wpływa na jakąś konkretną kwestię w naszym życiu. Tak też temat wiary, jeśli ma u podstaw jakieś błędy, wówczas wpływa to ogromnie na nasze wyobrażenie o Bogu, o tym jak mamy z Nim być, rozmawiać itp. Jeśli będziemy wiarę łączyli tylko z realizacją jakiś zadań, to myślę, że często pojawią się sytuacje, w których polegniemy. Przyzwyczajeni w życiu codziennym do realizacji nieustannie jakiś zadań, do takiego sposobu funkcjonowania, trudno będzie nam zrozumieć, że w relacji z Bogiem nie ma zasady: „coś za coś”. Nie możemy traktować... czytaj dalej

Do kościoła? Po co?

Pytanie, które notorycznie pojawia się w rozmowach, na temat wiary. Jeśli ci, co faktycznie nie chodzą do kościoła, zadają to pytanie – to może to kwestia poszukiwania. A co, gdy to pytanie zadaje ten, który jest w kościele, który czuje się tym znużony? Ci, którzy nie byli jeszcze w kościele, mogą nie wiedzieć, co tak naprawdę tracą. Natomiast ci, którzy chodzą do kościoła, już taką świadomość powinni mieć, ale czy mają? Można mówić o wielu niedoskonałościach chrześcijanina, w tym też o nieświadomości. Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: „ilu chrześcijan ma rzeczywiście świadomość, w czym uczestniczy?” Mogę jedynie dołożyć wszelkich możliwych starań, by ukazując prawdy wiary, robić to w sposób możliwy do zrozumienia i przyjęcia. Zależy mi jednak przede wszystkim na tym, aby odkrywane prawdy, przekładać rzeczywiście na konkrety zawarte w codzienności. Jednak, to każdy z nas powinien dołożyć wszelkich starań, by zgłębić to, w czym uczestniczy, by zyskać przez to, prawdziwe doświadczenie życia. Problem w wielu osobach tkwi w tym, że ich podejście zdradza, że chodzi o realizację jakiejś tradycji, a nie o to, by w pełni PRZEŻYĆ tą sytuację. W kontekście wielu spraw, ale nade wszystko względem tematu kościoła, powinniśmy powziąć kluczowe działanie. Pierwsza rzecz, która pomaga mi zrozumieć moje miejsce w kościele, jest moja mentalność i fakt, gdzie rzeczywiście jestem. Postawa człowieka, ma ogromny wpływ na to, jak postrzegamy świat i sytuacje wokół nas. Jeśli mentalnie jestem poza kościołem, obok niego, patrzę z konkretnego dystansu, który mnie oddala, a nie zbliża, to w jaki sposób mam odnaleźć jakiekolwiek przekonanie? Jeśli nie czuję się częścią kościoła, nawet najmniejszą, wciąż patrzę z boku, spoza tego obszaru,... czytaj dalej

Nie teoria, ale konkret – praktyka.

Dopóki jako człowiek będę więcej gadał niż robił, to niczego nie osiągnę. Czy nie jest to ucieczka w teorię, by uciec przed odpowiedzialnością za brak czynów? Śmieje się niekiedy z takiego (już historycznego) stwierdzenia: „jestem za, a nawet przeciw”. Ale właśnie to sformułowanie przybiera bardzo groźną postawę, również dziś, wśród nas wierzących. Ile jest takich spraw, którym mówimy tak… oczywiście… tak trzeba robić, tak powinno być. A później? Ta cała nasza teoria znika jak kamfora. Podam prosty przykład. Czy jako człowiek zgadzasz się, że każdy z nas powinien być chroniony od poczęcia aż do naturalnej śmierci – Twoja odpowiedz? (_______________) Czy każdy człowiek ma prawo do życia? Kiedy? To dlaczego, w tak mocno rozwiniętym świecie, w XXI wieku, wciąż jesteśmy obojętni, albo nieczuli w zaangażowanie się na rzecz głodujących? Albo ilu chrześcijan poddało się aborcji, ma ochotę na eutanazję? Nie ciągnę tych tematów… bo ilu ludzi, tyle zdań. A czy chrześcijaństwo nie mówi jasno? To niestety właśnie zderzenie tych, niekiedy skrajnych, przeciwnych sobie światów, wywołuje w nas niezwykłą burzę emocji – kiedy próbujemy odpowiedzieć na pytanie, a później kiedy żyjąc, dokonujemy konkretnego wyboru. Głód dotyka bardzo wielu ludzi i nie trzeba być ani wierzącym, ani tym bardziej niewierzącym, żeby stwierdzić – że coś jednak w tym świecie jest nie tak! Skoro w XXI wieku ludzi umierają z głodu, to wydaje się, że zamiast się rozwijać, to jesteśmy coraz bardziej w pewnych kwestiach uwstecznieni. A temat życia jest mimo wszystko traktowany bardzo luźno i niestety, dużo zależy od sytuacji, które mają zbyt konkretny niekiedy wpływ. W parafii, w której obecnie posługuje, jest taki dzień, w którym oprócz mszy jest też... czytaj dalej

Cisza

Jaki jest element twórczy w twoim życiu? Czy jest coś, dzięki czemu zyskujesz w swoim życiu właściwe kierunki? A może potrzebujesz czasu w ciszy, by dopiero coś odkryć? Rozważałem fragment o połowie ryb, mając na myśli temat powołania, o którym miałem mówić podczas kazania na Mszy św. Łatwo się patrzy na różne sceny biblijne, z naszej perspektywy. Wydają się nam prostsze do zrealizowania, bo mamy większą wiedzę. Jest jednak czynnik wspólny, pomiędzy  nami, a współcześnie żyjącymi ludźmi, którzy słuchali słów Jezusa. Mamy chęć do życia Słowem, ale brakuje nam odwagi, aby żyć Nim w sposób konkretny i wprowadzić Słowo w czyn. Skąd się bierze taka postawa? Przypominam sobie młodego człowieka, który starał się żyć Słowem każdego dnia. Pewnego dnia, dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami i historiami, dotyczącymi przebaczenia w naszym życiu. Dotarliśmy do wniosku – łatwo się o tym mówi, trudniej to odnieść i zrealizować wobec konkretnych sytuacji w naszym życiu. Może trudno nam niekiedy żyć konkretnie Słowem, bo mamy w sobie zbyt wiele podpowiedzi, które tak naprawdę odciągają nas od właściwego celu, zamiast przybliżać do niego. Znamy kierunek dla naszego działania, ale są w nas zbyt mocne sugestie, które sprawiają, że nie ma w nas zdecydowania, by wprowadzić w czyn konkretną postawę. Wynika z tego pewien wniosek – musimy zburzyć niepotrzebne mury sugestii. Tylko w ten sposób, oprócz kierunku, zdobędziemy przekonanie wobec wyboru, który mamy dokonać. Różne sceny biblijne stają się kolejnymi lekcjami, w których zdobywamy wiedzę, ale i też pozytywne kierunki. Możemy się kierować tymi wskazaniami, przyjmując je, jako swoje, jako swoje konkretne działanie. Możemy też dzięki nim poddać weryfikacji, postawy już przez nas realizowane. Zadaniem jakiejkolwiek refleksji... czytaj dalej

Szansa – pozytywny kierunek

Wśród wydarzeń, które mają miejsce w naszym życiu, są też takie, które możemy określić mianem: „szansa”. Co nią jest i co możemy z takimi wydarzeniami zrobić? Będę się zastanawiał nad tym w poniższym artykule. Szanse widzieć powinniśmy wszędzie, ale najłatwiej jest nam je zobaczyć w nowych wydarzeniach, które pojawiają się w naszej codzienności. Nowe sytuacje uruchamiają w nas często nowe możliwości. Ostatnio w ramach wywiadu dla TVP, otrzymałem kilka, ogólnych pytań, wokół których miał tworzyć się ten wywiad. Pytania może nie poruszały jakiś wybitnie nowych zagadnień, ale ich treść, bardziej wprowadzała nowe spojrzenie na jakieś sprawy. Pojawiło się np. pytanie: „Jak ksiądz zachęca ludzi do uczestniczenia w Eucharystii?” Szczerze? Uświadomiłem sobie, że moje działania np. „kierunek Niedziela” (rozważania fragmentu niedzielnej Ewangelii) ma taki właśnie charakter, choć wprost, na to, tak nie patrzyłem. Otworzyło to moje oczy na kwestię bardzo ważną, nad którą konkretnie powinienem się zastanowić. To nie kwestia jakiegoś kolejnego zadania, ale misja, która powinna być wykorzystywana jako szansa do wykorzystania. Uświadomienie sobie takiej, niby oczywistej sprawy – szansy, jest okazją do zbudowania konkretnego działania wokół jakiejś sprawy. Może niekiedy nieświadomie przechodzimy ponad jakimiś sprawami, a jakiś moment „wstrząsu”, uświadamia nam, że czymś powinniśmy się zająć, nad czymś konkretnym powinniśmy popracować. To, co ostatnie sytuacje mi uświadomiły, to fakt, że trzeba nie tylko w sobie samym rozpoznawać wiadomości na temat pracy, naszej osoby, zadań, których się podejmuję. Nowa sytuacja – szansa, wprowadza pewne pytania, które mogą skłonić nas do pracy nad nowymi zadaniami. Czasami, w rzeczywistości, w której żyjemy, takie pytania się w ogóle nie pojawiają, bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że takie kwestie istnieją, że... czytaj dalej

CHWILA i jej kierunki.

Pierwszym, wyraźnym elementem naszego życia jest chwila, która może pokierować naszym życie w przeróżne strony. Czy obecny kierunek, który wybrałeś, jest efektem chwili, którą przeżywasz? Ten moment, w którym obecnie trwasz, może cię zaprowadzić do różnych spraw. Wybierając to, co obecnie robisz, w jaki sposób będziesz myśleć, sprawia, że właśnie teraz orientujesz swoją chwilę – nadajesz jej jakiś konkretny kierunek. Chwila po chwili, w ten sposób tworzy się całe nasze życie, a więc to, jaki wybiorę obecnie kierunek, sprawia, że dokonuję też wyboru wobec mojej osoby, ale również decyduję o kształcie mojego życia. Chwila nie niesie ze sobą tylko zadań. Oprócz tego, w każdej chwili naszego życia, możemy odnaleźć drogowskazy – kierunki oraz inne narzędzie, które uzdolnią nas do pełnego zrealizowania chwili obecnej. Można to zrozumieć poprzez wyjaśnienie pewnej sytuacji. Pewnie każdemu z nas, spadło coś szklanego na „ziemię”. Uderzając o „ziemię”, dość, że szkło roztarzskuje się na bardzo wiele kawałków, to jeszcze każdy kawałek podąża w zupełnie inną stronę. Dla naszej wygody, najlepiej byłoby, gdyby szkło w ogóle się nie zbiło, albo przynajmniej, aby aż tak bardzo się nie rozsypywało. W rzeczywistości jest inaczej. Chwila natomiast, podobnie, składa się z bardzo wielu części, które – każda z nich, może nas poprowadzić w zupełnie inną stronę – w zupełnie inną sytuację, przeżycie, w inne zadanie. Nie możemy sprzeciwić się temu, że tak jest. Możemy rozeznać, która część chwili jest najważniejsza i tą część właśnie, powinniśmy podjąć w naszym życiu. Chwile naszego życia, zależne są też od innych zewnętrznych, takich jak np. nasze nastawienie, chęci, pragnienia. Możemy już tutaj polegnąć i nie przeżyć chwili we właściwy sposób. Wiele czynników, które... czytaj dalej

Zdobądź swój cel.

Czy zastanawiałeś się jak sięgnąć jakiegoś celu? Jeśli masz cel, zdajesz sobie sprawę jak bardzo potrzebujesz kierunków. Zatem podejmij działanie, by osiągnąć swój cel. Jakiś rok temu, zaproponowałem młodzieży uczestnictwo w grupie „pozytywny kierunek”, której celem było i jest, wprowadzenie więcej pozytywnego myślenia w ich życie. Projekt ten realizuje się z trudnością, bo wydaje mi się, że nie przywykliśmy do tego, aby skupiać się na tym, co pozytywne, nie myśląc o tym, co negatywne, a co nas również otacza. Nie skazuje tego projektu na niepowodzenie, raczej myślę o tym, jak go reaktywować, jak podejść do tego pomysłu w nowy, twórczy sposób, by wyciągnąć z niego, jak najwięcej owoców. Ciężko jest odciąć się od pesymizmu, ale jeśli przesadnie będziemy go pielęgnowali, postawimy niepotrzebnie akcent na te sprawy, które jeszcze bardziej będą rosły w naszych oczach, choć same w sobie, takie wielkie nie są. Jeśli choć trochę, uda nam się bardziej postawić akcent na czymś pozytywnym, to już dokona się w nas zmiana, zjawi się nowa perspektywa, dzięki której będziemy mogli odbić się od tego, co negatywne, by wznieść się w życiu na wyżyny i sięgnąć czegoś piękniejszego. Zatem potraktujmy najbliższy czas (miesiąc, tydzień, dzień – ile chcesz), jako możliwość wprowadzenia jakiś zmian w swoim życiu. Nie traktuj tego, jako wyzwania, a raczej jako próbę przemiany swojej mentalności i sposobu działania.  Od czego zatem zacząć. SPRAWDŹ SWÓJ WEWNĘTRZNY KOMPAS Wybór kierunku, zależy też od tego, co nosimy w sobie. Zależność ta wydaje się słuszna, bo trudno, by na zewnątrz działać wbrew temu, czym kierujemy się wewnątrz siebie. Stąd potrzebujemy wewnętrznego kompasu, który pomoże nam dokonać wyboru, właściwego kierunku. Warto byłoby zastanowić... czytaj dalej

Mapa codzienności.

Każdy chciałby zrozumieć sens wydarzeń, które mają miejsce w jego życiu. Kiedy poskładamy wszystkie nasze przeżycia, otrzymamy mapę codzienności. Jak ją lepiej wykorzystać? Myśląc o kierunkach, wciąż przed oczyma mam możliwości zawarte w moim życiu codziennym. Każdy z nas ,ma swoją, charakterystyczną przestrzeń – niebywałą codzienność, która pozwala pójść w wielu kierunkach. Możliwości, są szansą, dlatego warto w mądry sposób podjąć się tych możliwości, które umożliwiają nam wybór właściwego kierunku w naszym życiu. Kierunki to pewien wyznacznik dla naszego działania. Możemy je niestety przegapić i wówczas, obraz naszej codzienności, na trwałe się zmieni. Ilość kierunków, które pojawiają się, wraz z kolejnymi chwilami naszego dnia: wydarzeniami, osobami… sprawia, że nasza codzienność przypomina mapę, po której trudniej jest nam się przemieszczać, im więcej dróg mamy do wyboru. Pewnie każdy z nas chciałby mieć super instrukcję do mapy, którą posiada każdy z nas. Patrząc na naszą codzienność, możemy dostrzec, że każda chwila przynosi również jakiś drogowskaz. Potrzebujemy wrażliwości, ale nie tylko, która otworzy nas na obecne już w naszym życiu drogowskazy. Jeśli je zauważymy, to znacznie nam to ułatwi, budowanie naszej codzienności. Oprócz wszystkich chwil naszego życia, również każde wydarzenie staje się dla nas niezwykłym darem. Czy możesz, z całą stanowczością stwierdzić, że najwłaściwiej wykorzystujesz swoje życie? Włączam kolejny odcinek „Dr House” i dopiero obowiązek wypełnienia kolejnego zadania, mobilizuje mnie, by zamknąć laptopa i pomyśleć o czymś innym. Czy to ciekawy serial sprawia, że wyłączam się? Chyba nie tylko, mimo, że go obejrzałem już kilka razy. Może właśnie wygoda sprawia, że łatwiej jest wybrać opcję – nic nie robię, niż zająć się jakimś zadaniem, które nie jest jakoś, bardzo wymagające, ale jednak... czytaj dalej

Życiowy kierunek.

Czy myślisz o obecnym twoim życiu, jako o spełnieniu życiowego kierunku? Czy realizując swoje powołanie – misję codzienności, wybierasz właściwe działanie, by osiągnąć cel? Człowiek w końcu rozeznaje, jakie jest jego miejsce w świecie. Odkrywa swoje możliwości,; odczytuje też możliwości świata i buduje swoje miejsce. Staje się kimś. Przyjmując rolę, która wyrasta z jego osoby – w zależności ile ma lat, jakimi kieruje się wartościami, jakie cele są dla niego ważne, jakimi intencjami i pragnieniami się kieruje. Może w ty punkcie rozważania, warto zauważyć, że człowiek od samego początku swojego życia, aż do samego końca, boryka się z jednym podstawowym zadaniem – JAKI KIERUNEK OBRAĆ W ŻYCIU? Stać się „kimś” dzisiaj, to zasadniczo żaden problem. Możemy w zasadzie popróbować wszystkiego i w końcu odnaleźć swoje miejsce. Tylko, czy wybór kierunku, kończy zasadnicze zadanie życiowe? Młodzi ludzie cieszą się, że znajdują życiowego partnera, że układają sobie życie – mają pracę, dom, pieniądze… Czy to wszystko wystarczy, aby stwierdzić: zrealizowałem swój życiowy kierunek. Przecież kierunek – to jakaś droga, którą pokonując kiedyś, mogę odnaleźć swój cel i tam go zacząć realizować. Zatem, czy to kierunek – droga jest naszym życiowym celem, czy raczej to, co mogę znaleźć dzięki obranemu kierunkowi, dzięki drodze, którą pokonuję? Jeśli obieram jakieś powołanie, staję się KIMŚ, to aż, albo, tylko jedynie znajduje kierunek w tym momencie, dzięki któremu dokądś mogę zmierzać. Zastanawiając się nad wyborem życiowego kierunku, raczej bardziej powinniśmy zastanowić się nad tym, jak ten życiowy kierunek powinienem w swojej codzienności realizować. Zatem ważne jest to KIM się staję, ale chyba jeszcze ważniejsze jest to JAK, KIMŚ się staję. Wybór życiowego kierunku to nie tylko... czytaj dalej

Życie „offline”.

Czy mógłbyś nie korzystać ze swojego telefonu, komputera, tabletu, telewizora, przez tydzień lub dwa? Czy jesteś w stanie w ogóle wyobrazić sobie taki stan, jakim jest potocznie nazwany, stan offline? Czy można wyobrazić sobie życie bez takich dodatków jak telewizja, internet, z całym bogactwem social media? Myślę, że w tym miejscu, znajdzie się wielu takich, którzy nie odpowiedzą, bo po prostu nie mają takiego wyobrażenia. Po prostu nigdy nie byli offline. Trudno więc, nie mając takiej wyobraźni, stwierdzić czy jest to w ogóle możliwe. Może jednak coś się zdarzyło, że byliście przymuszeni do takiego trybu życia, choć przez moment. Wyjazd na wakacje. Wydawało mi się, że mam wszystko (w sensie komunikacji też) – roaming itp., więc nie muszę w żadnym stopniu bać się o dostęp do internetu. Jednak, było zupełnie inaczej. Roaming był, ale nie było internetu. Pojawia się w tym momencie pomysł, aby jeśli się nie uda uruchomić internetu to po prostu „z musu” będę miał kilkunastodniowe nowe doświadczenie „życia offline”. Internet w ostateczności się pojawił, ale chęć bycia bardziej offline była silniejsza, do tego stopnia, że postanowiłem spróbować. Już od samego początku, pojawiły się różnego rodzaju obserwacje. Jeśli nie masz dostępu do internetu to po prostu musisz się z tym pogodzić. Mając go, musisz jednak stawiać sobie różnego rodzaju wymagania. Ale po co? Jeśli nie masz takiej potrzeby, to żadna okazja się nie przyda. Oczywiście trudniejszą opcją jest ta, gdy coś posiadasz i w jakimś stopniu musisz z tego zrezygnować. W kontekście życia, rodzi to pewnie przemyślenia o „naturalnych hamulcach”, które każdy z nas musi posiadać, gdy zanim coś przyswoimy do naszego życia, powinniśmy wiedzieć, na ile... czytaj dalej

Na styku różnych mentalności.

Każda rozmowa ma jakieś swoje prawa i zasady. Boimy się różnic, a okazuje się, że wcale nie to jest główną przeszkodą we wzajemnym porozumiewaniu się. Każda mentalność stanowi charakterystykę indywidualnej osobowości. Patrząc na bardzo różne osoby, niekiedy trudne do wyobrażenia jest zetknięcie się różnych mentalności. Ciekawostką jest dla mnie to, że jedne skrajnie różniące się mentalności jednak się przyciągają, a inne, nie potrafią ze sobą współistnieć. Trudno jest wyznaczyć charakterystyczne elementy, które by na to miały jakiś konkretny wpływ. Na środku stoi stół, wokół niego zgromadzone wiele krzeseł, leżaków. Warunki idealne, aby siąść i spędzić ze sobą choć chwilę. Czego jeszcze brakuje? No właśnie: ludzi, którzy dość, że zajmą swe miejsce, to jeszcze spotkają się w tym jednym miejscu, w jednym czasie. Tutaj zasadniczo zaczyna się owa podróż. Siedzę w miejscu, z którego mam panoramę całego stołu i miejsc siedzących. Już od dłuższego czasu zajmuje swoje miejsce i jedyne co mogę zaobserwować to zmieniający się przede mną pejzaż. Jedne osoby przychodzą, inni odchodzą. Jedni przysiadają na chwilę. Biorą do ręki książkę, gazetę, telefon. Inni przyjdą, rzucą jakieś słowo – pytanie i tak chwilowo trwa dialog. Są momenty poważniejszych rozmów, nieco dłuższych. Jednak najmniej jest tych momentów, w których są wszyscy i oddających się wspólnej rozmowie. Czy to jest w ogóle możliwe? Zapewne, w waszych głowach pojawiły się prawdopodobne rozwiązania dla tej sytuacji. Pewnie wiele z nich jest godnych realizacji! Różne mentalności, które charakteryzują każdego z nas, wymagają przede wszystkim jednej rzeczy. Każda osoba, która może dołączyć do miejsca rozmów, musi przede wszystkim tego chcieć. CHCIEĆ – pragnienie, które może leżeć u podstaw spotkania i rozmowy. Niczego się nie osiągnie,... czytaj dalej

Dostępne środki.

Udostępniasz memy, wstawiasz kolejne zdjęcia z twoim udziałem, dzielisz się znalezionym ciekawym faktem, muzyką… Czy sam wiesz, co chcesz innym w ten sposób powiedzieć? Jest mało osób, które wykorzystują tylko jeden dostępny środek komunikacji. To fale mody decydują, co obecnie jest trendy i co konkretna osoba powinna wykorzystywać. Wyścig producentów – pomysłów sprawia, że co rusz na mobilnej arenie pojawia się kolejna aplikacja, zachęcająca swoimi możliwościami i przyciągająca kolejną rzeszę użytkowników. Pomyśl – z ilu aplikacji obecnie korzystasz? Nie jestem ekspertem, ani jakimś długoletnim użytkownikiem aplikacji społecznych, ale już ten czas nauczył mnie, że wybierając jedną rzecz, inna traci na swojej wartości. Trudno być mega pomysłowym wszędzie. Albo coś potrafisz robić i starasz się w to bardziej angażować, albo próbujesz „być wszędzie” i coś jednak traci na wartości. Dobrze jest być „znanym”, „rozpoznawalnym” przez to co robisz. Pojawia się w nas „zazdrość”, że czyjś pomysł się przyjął i angażuje innych. Wówczas zastanawia nas, co my robimy, że jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji. Skoro korzystamy z różnych środków komunikacji, to co próbujemy tak naprawdę ZAKOMUNIKOWAĆ INNYM? Dostępne środki, które posiadamy, pozwalają nma na bardzo wiele. Z jednej strony zastanawia mnie to, czy rozumiemy do czego może nam posłużyć konkretna rzecz; z drugiej strony zawsze prowokuje to o zastanowienia – czy wiem, jak chcę to wykorzystać? Dowolność użytkowania dostępnych „społecznościówek” sprawia, że każdy z nas może wyrazić siebie w taki sposób, jaki tylko chce. Skoro mam „tysiące znajomych” to w jaki sposób wyróżniam się swoją osobą:  zachowaniem, zaangażowaniem, pasjami itp.? Nie muszę powielać innych; kopiować czyiś pomysłów. Oczywiście mam prawo w coś się włączyć, do czego dołączyć… Jednak czy... czytaj dalej

Co masz na myśli.

Wiara jest językiem, dzięki któremu możemy coś zakomunikować. Jeśli sami wiemy, co chcemy realizować, to będzie nam dużo łatwiej wytłumaczyć to innym. Może spotykasz ludzi, którzy z ogromnym dystansem traktują temat wiary. Może nam należysz do przeciwników, zbuntowanych, wątpiących lub poszukujących wiary. Wyrażając swoje opinie, popieramy je swoimi argumentami, przeżytymi doświadczeniami lub odkryciami. Możemy spotkać się ze sprzeciwem, albo z niezrozumieniem. Brak jasności naszych argumentów stawia niekiedy przed nami pytanie innych osób: A CO MIAŁEŚ NA MYŚLI? Trudno byśmy wymagali, aby światy od siebie bardzo odległe, od razu się rozumiały i akceptowały. Nawet w ludzkich, potocznych sprawach, potrzebujemy czasu, a co dopiero gdy sprawę oprzemy o wartości, przekonania. Nie jest to łatwe, by w krótkim czasie, przekazać komuś swoje przekonania, doświadczenia… Jest wiele spraw, które trzeba najpierw zbudować (chociażby relacje), by później zacząć kogoś do czegoś przekonywać i coś ważnego wyjaśniać. Problem w porozumiewaniu się pomiędzy osobami leży w bardziej częstym braku akceptacji bycia razem. Jeśli nie pragnienia by „być razem – chociażby jakiś czas”, trudno by cokolwiek wspólnie zbudować. Wiara, którą możemy przekazać innym, jeszcze bardziej wymaga świadomego bycia „razem”. Sam, jako ksiądz mam takie trudne doświadczenie spotkania z ludźmi „wierzącymi inaczej”. W obrębie tej samej wiary mogą spotkać się osoby, którym trudno będzie się porozumieć. Pewnie zastanawiasz się dlaczego? Nie mam na myśli różnic tkwiących w np. charakterach, czy zainteresowaniach, ale bardziej problem leży w zupełnie innym rozumieniu wiary. Nie chodzi mi też o to, że ktoś jest liberalny, a ktoś inny konserwatywny, bo to samo w sobie jest trudne, ale chyba najtrudniej mi zaakceptować i w sobie samym, jak i też w innych osoba, rozdźwięk między... czytaj dalej

Oczy na uwięzi.

Wiara powinna być osobistym spotkaniem z Bogiem. Często jednak, staramy się wypełnić bardziej pobożne praktyki, niż Go rzeczywiście spotkać i rozpoznać. W Piśmie Świętym możemy odnaleźć prawdę, że Bóg troszczy się o każdego z nas. Jego działanie jest różne, bo uzależnione od sytuacji, w której znajduje się człowiek. Jedni Go poszukują – dlatego Jego działanie pozwala im Go odnaleźć; niektórzy błądzą i wątpią – dlatego wyciąga On do nich pomocną dłoń; jest też bardzo wielu „poranionych” – dlatego przynosi im ulgę w postaci uzdrowienia. Bóg nie boi się wkroczyć w historię człowieka, w każdą sytuację w jego życiu i go ratować. Mam wrażenie, że tak właśnie dzieje się, gdy obserwujemy scenę uczniów z Emaus, zagubionych zarówno na fizycznych drogach, jak i też w myślach, czy wewnętrznych odczuciach. Zbliża się do nich, choć jest przez nich nie rozpoznany. Wydaje się, że to ich „kondycja” sprawia, że mimo bliskości, nie mogą w Nim rozpoznać Chrystusa. Coś się z nimi dzieje, że ma miejsce taka sytuacja. Ciekawa w tej sytuacji jest opinia Ewangelisty: „lecz oni Go nie poznali, gdyż [oczy ich były niejako na uwięzi]. Co to za uwięzienie sprawia, że Go nie rozpoznają? Wydaje się, że jest kilka warunków. Pierwszym warunkiem jest ZGODA, której niestety im brakuje, bo obserwujemy ich kłócących się w czasie drogi, przez co nie potrafią odkryć prawdy.  Drugim elementem jest WYOBRAŻENIE, które jest w każdym z nich inne. Czasami wyobrażenia, które nosimy w sobie, dalekie są od prawdy. „A myśmy się spodziewali…” – czuć rozgoryczenie, czuć że ich myśli o Chrystusie są zupełnie inne niż faktyczny obraz Chrystusa. Oni chcieli przywódcy, który poprowadzi do walki, a patrzą na... czytaj dalej

Ponadczasowe zadanie – uwolnić oczy.

Wodzić za czymś wzrokiem – to raczej określenie sytuacji, w której tak bardzo nas coś zaabsorbowało, że nie widzimy niczego poza tym. Czy to są pojedyncze sytuacje? Oczy nie muszą być zniewolone przez jakieś sytuacje, rodzaj ocen, czy pragnienia, które mamy. Może nam brakować wyobraźni, a więc nie wiemy co mamy lub możemy zobaczyć. Czasami, gdy spoglądamy na jakiś dziecięcy obrazek, nie potrafimy go po prostu zrozumieć i potrzebujemy, by osoba, która go narysowała, wytłumaczyła nam, co rzeczywiście on przedstawia. Ta wyraźna podpowiedź może niekiedy pomóc nam zobaczyć to, czego do tej pory nie widzieliśmy. Bez tego klucza – interpretacji, możemy oglądać coś godzinami i nie zobaczymy tego, o co tak naprawdę chodzi. Myślę, że przykład tej sytuacji możemy przenieść na wiele innych spraw w naszym życiu codziennym. W innym artykule wysnułem taką myśl: „widzimy to, czego nie ma, a nie widzimy tego, co jest”. Dziś istnieje wiele wymyślnych środków, które zatrzymują na czymś ludzki wzrok. Choć „okładka” nie świadczy o całości, o treści np. książki, to jednak, właśnie ona przykuwa naszą pierwszą uwagę. Dziś liczy się, by coś było fajne, ładnie wyglądało, było niejako hipsterskie. Nie ważna jest cena, to że przepłacamy za jakieś rzeczy, najważniejsze jes to, by „cieszyło nasz wzrok”. Wizualizacja wielu przedmiotów przyciąga jakąś atrakcyjnością – formą, kolorystyką, elegancją, minimalizmem itp. Aż trudno w sumie byłoby wymienić to wszystko, co przyciąga nasz wzrok. Trochę jednak za bardzo to idzie w kierunku „złapania na haczyk jakiegoś klienta” niż na ukazaniu prawdy. Po sprawdzeniu jakiegoś przedmiotu, oceniamy czy to, co reklamuje jest prawdą, czy raczej blefem. I tak wiele razy wpadamy w pułapkę konsumpcjonizmu i nie potrafimy od... czytaj dalej

Dostrzec również dobro, w drugiej osobie.

Pomyśl o jakiejkolwiek osobie. Jakie pierwsze myśli pojawiły się na temat właśnie tego człowieka? Mam oczy, aby widzieć całą prawdę, ale niekiedy łatwiej jest widzieć to, co negatywne i na tym się skupić, niż wysilić się i dostrzec piękno w drugiej osobie, jakim jest obecne w niej dobro. Przyjęło się powiedzenie, że „najlepiej nam tam, gdzie nas nie ma”, a to chyba za sprawą trudności, które przeżywamy w miejscu, w którym obecnie się znajdujemy. Trudno nam się odciąć od przeciwności, od niepowodzeń, których doświadczamy, ale chyba powodem tego jest to, że „wciąż na nowo rozpalane jest ognisko pesymizmu”. Sytuację w naszym wnętrzu, można porównać do ogniska. Ogień zjawia się wówczas, gdy go rozpalamy poprzez dorzucanie drwa. Gaśnie, gdy już nie dorzucamy i przez to go nie rozpalamy. Kiedy staje przed nami jakaś osoba – albo ognisko jest w jakimś stopniu rozpalone, albo jest wygasłe. Od nas w tej sytuacji zależy, co stanie się z tym „wewnętrznym ogniskiem”. Jeśli patrzymy w negatywny sposób na człowieka, jeśli nosimy w sobie negatywne emocje, wówczas nasze ognisko staje się coraz większe. Czasami takich „ognisk” nosimy w sobie bardzo wiele, bo dotyczą one wielu kwestii: sytuacji czy osób. Jeśli nie będziemy rozbudzać w sobie jakiś myśli na temat, czy to sytuacji, czy osoby, wówczas jeśli nawet pojawi się coś negatywnego to szybko sobie z tym damy radę. To w sumie ciekawe, że szybciej dostrzegamy negatywne strony drugiej osoby, niż jej pozytywne strony. Dlaczego? Może jest w nas taka postawa, ponieważ roztaczamy wokół siebie pole ochronne, które ma sprzeciwiać się temu, co może wpłynąć na nas w negatywny sposób. Jednak warto zakodować w sobie pewną wiadomość... czytaj dalej

Nie wyrzucaj do kosza – zobacz możliwości dla życia.

Częstą trudnością, którą doświadczmy jest to, że patrzymy, ale nie widzimy. Jak to jest, że coś przegapiamy? Niekiedy człowiek po wielu latach odkrywa, że przegapił swoją okazję. Wydaje mu się, że gdyby wcześniej odkrył w sobie jakieś predyspozycje, albo gdyby wiedział o jakiś szansach, możliwościach, to byłoby mu znacznie łatwiej zobaczyć jak powinno wyglądać jego życie. A czy faktycznie jest już za późno? Oczywiście pewne decyzje już tak bardzo wpłynęło na kształt naszego życie, że pewnie byłoby trudno zmienić całkowicie swoje życie. Jednak na pewne sprawy nigdy nie jest za późno i skoro widzimy, że może coś powinniśmy zrobić, że gdzieś istnieje jakaś szansa dla nas, to dlaczego nie mielibyśmy spróbować Oczywiście ktoś może nie mieć odwagi, by coś takiego zrobić, ale myślę, że dużo częstszym problemem jest to, że nie widzimy, że coś możemy zrobić lub że coś wręcz powinniśmy uczynić. Myślę, że bylibyśmy wręcz przerażeni, gdybyśmy zobaczyli ile tak naprawdę szans zmarnowaliśmy, bo ich nie zauważyliśmy.  Różne warunki mogą, każdemu z nas pomóc w otwarciu oczu. Pierwszym takim warunkiem, który powinniśmy się starać w sobie rozwijać to WRAŻLIWOŚĆ. Nie sposób zobaczyć cokolwiek, jeśli nie będzie w nas w ogóle wrażliwości na jakąś sprawę. Nie dostrzeżemy np. jakiejś potrzeby bliskiej nam osoby, jeśli nie będzie w nas otwartości – a więc wrażliwości na inną osobę. Drugi warunek, który powinien nam towarzyszyć to OCENA. Jeśli poddawać będziemy ocenie nasze postępowanie, to będziemy mieć za każdym razem okazję, aby dostrzec to, czego nie powinniśmy robić, albo jakiego działania powinno być więcej. Trzeci warunek, który jest często naszym towarzyszem to docenienie WSPÓLNEGO DZIAŁANIA. To dzięki innym osobom możemy zrozumieć jakąś sytuacji,... czytaj dalej

Przestrzeń a relacje.

Na szczęście pomiędzy każdym człowiekiem istnieją większe lub mniejsze różnice. Nie stanowią one przeszkody, ale miejsce, w którym można podjąć jakąś dyskusję i szukać nowych wniosków. „Będziesz miłował Pana Boga swego… a bliźniego swego jak siebie samego”. Interpretacja tych słów, przez jedną osobę, pozwala mi, w spotkaniu z każdym człowiekiem odkrywać bliźniego jako DROGĘ DO BOGA. Powstaje dzięki temu szczególna droga: JA – BLIŹNI – BÓG. To obraz, który wywołuje we mnie poczucie istnienia szczególnej przestrzeni. Pomiędzy mną, a każdą osobą, i pomiędzy tą osobą, a Bogiem, pojawia się „czas i miejsce”, w którym rodzą się i rozwijają szczególne relacje. Trudno, krótko scharakteryzować te przestrzenie i tajemnicę, która jest tam obecna. Ważne jest to, aby odkryć jak ważne jest każdy człowiek w naszym życiu. Nie można stworzyć jakiegokolwiek piękna bez relacji. Czy to miłość, czy dobro, wiara, radość – ich prawdziwe źródło tkwi w prawdziwej relacji. Myślę, że wystarczy tego przekonywania, że i człowiek i relacje są bardzo potrzebne w naszym życiu. Każdy z nas to rozumie chyba. Poznając ludzi, rodzi się przestrzeń, która jest świadectwem istniejących i rozwijających się relacji, miejscem – laboratorium stwarzania różnych doświadczeń. Ta przestrzeń musi istnieć, by człowiek z innymi mógł zbudować relację, doświadczenia. Relacje zbudowane pomiędzy ludźmi, muszą tworzyć i szanować różne przestrzenie, zarówno te osobiste, jak i też te, które są obecne w innych osobach, czy pomiędzy nimi. Chciałbym zatrzymać się w tym rozważaniu na trzech, typowych przestrzeniach, z którymi każdy z nas ma do czynienia. Pierwsza przestrzeń, nosi nazwę – INDYWIDUALNOŚĆ (osobista przestrzeń). Różnice panujące pomiędzy nami są oznaką różnorodności, oraz indywidualności. Jednak to, co stanowi o różnicy pomiędzy poszczególnymi osobami,... czytaj dalej

Mam zasady. I co dalej?

Wielu ludzi nie potrafi docenić istniejących w ich życiu zasad, praw. Boją się, że w ten sposób ograniczają swoją wolność. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy zasady są potrzebne? Spotykając ludzi, nie odkrywam od razu zasad, którymi się kierują. Jednak im bardziej kogoś poznaję, to widzę, jakie to są zasady i w jaki sposób wpływają one na ich codzienne życie. Trochę szkoda, że zasady, którymi się kierujemy nie są aż tak wyraźne, byśmy w pierwszym kontakcie z jakąś osobą, mogli od razu je rozpoznać. Jednak cieszę się, że wiele osób, które znam, takie zasady mają i się nimi rzeczywiście kierują. Pewnie pozostaje wiele osób, którym trudno trzymać się jakiś zasad, choć jest to trudne do wyobrażenia. Wszyscy jesteśmy otoczeni jakimiś regułami, bo dotyczą one wszystkich spraw, którymi żyje człowiek. Zasady regulują w jakiejś mierze naszą codzienność – bo dotyczą zachowań, zwyczajów, mentalności oraz działania. Dziś trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek osobę, która nie byłaby uwarunkowana jakimiś  zasadami. Świat, który nas otacza, by funkcjonować prawidłowo, potrzebuje określonych zasad, którymi będziemy się kierowali. Bo te zasady, które nas obowiązują, mają za zadanie też nas chronić. Jednak to nie jedyny walor posiadania zasad. Po co człowiekowi jakiekolwiek „ramy”? Życie wymaga jasno określonych ram, by człowiek mógł wiedzieć jak ma funkcjonować w określonych miejscach i okolicznościach. Zasady torują drogę dla naszego działania, a przez to wiemy czego mamy się spodziewać, co powinniśmy od siebie wymagać i jakie zadania sobie wyznaczać. To właśnie dzięki świadomości jakie panują wokół nas zasady, możemy w znacznym stopniu ułatwić sobie funkcjonowanie w naszej codzienności. Zasady trzymają nas i nasze życie w określonej płaszczyźnie – niektórzy mówią tylko o pionie,... czytaj dalej

Ograniczoność słonia i lwa.

Czy dziś możliwe jest, by człowiek czuł się jak w klatce, zamknięty w ograniczeniach, zbudowanych przez jakieś zewnętrzne warunki, albo przez samego siebie? Wydaje mi się, że kiedyś już przytaczałem historie o słoniu, o lwie. Choć zupełnie inne historie, to jednak problem, który przedstawiają jest bardzo podobny. Zacznę od słonia. Wychowywane w niewoli są niezwykle „posłuszne”. Jeśli od małego przywiązuje się słonia do palika i uczy go zachowania jak psa na smyczy przy budzie, to kiedy nawet dorośnie, to zwyczaj ten tak bardzo się w nim zakoduje, że mimo swojej siły, którą mógłby wyrywać drzewa, to „posłuszeństwo” sprawia, że nawet mały palik do którego będzie przywiązany powstrzyma go od zerwania się i ucieczki. Druga historia o lwie jest dość ciekawa. Otóż w Zoo przeprowadzano remont wybiegu dla lwów. Dlatego wstawiono dość małą klatkę z betonowym podłożem. Lew codziennie obchodził swoją klatkę jakby badając, czy nie ma wyjścia. Po wielu miesiącach, remont w końcu dobiegł końca. Uśpiono lwa, zdjęto klatkę i czekano aż się wybudzi. Kiedy się zbudził, tak jak zawsze to robił, obszedł „klatkę”, której już nie było, nie opuszczając kwadratu klatki. Przyzwyczajenie było silniejsze. Pierwszy wniosek, który przyszedł mi do głowy, gdy spotkałem się z tymi historiami, to fakt, silnych wewnętrznych uwarunkowań, które są naszą przestrzenią ograniczenia. Otaczają nas różne osoby, wydarzenia, wszystko ma, nie ukrywajmy, ma ogromny wpływ na nas. Niekiedy ten wpływ może być tak silny i tak negatywny, że będzie to dla nas ograniczenie. To ograniczenie może być bardzo różne: opinia innych, kwestia tradycji i kultury, poglądy, sytuacja społeczna, pragnienia innych osób, czy nasze osobiste. Wszystko to, co wymieniłem i wiele innych spraw, może stanowić... czytaj dalej

Patrzę, ale nie widzę.

Czerwiec wypełniony jest wieloma ważnymi wydarzeniami. Mieliśmy już Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, była już Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Można zastanowić się – co jeszcze? Dzisiejszy dzień, wieńczy duchowy tryptyk czerwcowy. Czerwiec odsłania przed nami ważne tajemnice. Wydaje się, że każda powtarzalna uroczystość, ma coś wnosić w nasze życie. Z roku na rok, przywołujemy te same wydarzenia, te same treści, próbując przeżyć dany dzień w godny i świąteczny sposób. Wydaje mi się, że tej „powtarzalności” nie wykorzystujemy jednak do końca we właściwy sposób. Dlaczego tak się dzieje? Ostatnio cytowałem pewną myśl… „ludzie chcieliby być dobrzy, ale po prostu nie wiedzą co mają zrobić, żeby się takimi stać”. Podobnie ma się z różnymi wydarzeniami – może i jest pragnienie, by coś zrobić, ale nie wiadomo jak. To w teorii nie brzmi groźnie, ale w życiu codziennym staje się bardzo niebezpieczne. Możemy „nie wiedząc” stracić bardzo wiele. Może wydawać się nam, że nic się nie stało, że nic nie tracimy, ale na dłuższym odcinku czasu, możemy zaobserwować, jak zamazują się pewne tradycje, jak niewiele z nich się rozumie, jak urzędowo-zawodowo traktuje się pewne sprawy. „Powtarzalność” bez głębszego rozumienia, może spowodować, że w naszej mentalności coś skarłowacieje, aż w końcu całkowicie upadnie.  Dlaczego o tym piszę? Dziś staje na rynku, przed przygotowanym ołtarzem na Boże Ciało i podchodzi pewna osoba i delikatnie zwraca uwagę, by przesunąć delikatnie brzózki, by odsłonić napisy, które umieszczone są na „plakatach”. Ucieszyło mnie to zaangażowanie, bo warto czynić coś razem, wykorzystując inny punkt widzenia, innych osób. Jednak to, co było najważniejsze w tym „spotkaniu” z tą osobą, to jej słowa, które padły później: „bo ten napis, to zasadnicza treść... czytaj dalej

KIM JESTEM, A KIM MAM BYĆ.

Myśląc o naszym życiowym miejscu, powinniśmy mieć przed oczyma przestrzeń, w której realizuje się całe nasze życie, w którym wyrażamy siebie, w którym jesteśmy sobą. Miejsce to powinno odzwierciedlać nasze powołanie, plany, poglądy. Pewnie wielu z nas myśląc o swoim miejscu w świecie, o życiowej przestrzeni, szuka bardziej fizycznego miejsca, w którym jest szczęśliwy, bezpieczny, w którym doświadcza zadowolenia z osiągniętego celu. Tylko, czy takie miejsce to rzeczywiście jakiś punkt na mapie naszego fizycznego życia? Szukamy sensu naszego życia, konkretnego kształtu naszej codzienności, tak by całym sobą zaangażować się w to i poświęcić temu całe swoje życie. Wiedząc kim mam być, co mam robić w życiu, dużo łatwiej jest wykorzystywać swoją codzienność do realizacji swojego powołania – życiowej misji. Wiemy, że rzeczywistość pracy to jedna sprawa, nasze pasje to inna, a tworzenie rodziny, to jeszcze inna sprawa. Połączenie tych wszystkich spraw, jakimiś wspólnymi elementami, scala nasze życie i ułatwia funkcjonowanie. Jednak, do tej pory pisałem o tych miejscach, gdzie możemy realizować swoje życie, a nie możemy zapomnieć o miejscach, w których możemy siebie odnaleźć – odkryć kim jestem, a kim mam być. Ludzie rozpoznający swoje powołanie, oraz ci, którzy głębiej pragną uczestniczyć w duchowym wymiarze swojej codzienności, potrzebują i to chyba właśnie na pierwszym miejscu przede wszystkim – CISZY. To, co nas otacza ma wiele nam do zaproponowania. Jednak to, co krzyczy – co jest głośniejsze, lepiej się zareklamuje, wcale nie musi być lepsze. Dlatego przestrzeń ciszy jest odpowiednim miejscem dla rozpoznających. Tu nie chodzi tylko o wybór, takiej czy innej opcji, o decyzję, ale o rozpoznanie właściwego miejsca dla swojego życia. Pewnie, że dużo łatwiej jest iść za... czytaj dalej

W POSZUKIWANIU – fundamentalna przestrzeń.

Wiemy, że gdy znajdziemy swoje miejsce w świecie, odnajdziemy cel do realizacji, tzw. drogę życia. Nasza codzienność wówczas nabierze właściwego kierunku i rozpędu (tempa). Gdzie jest moje fundamentalne miejsce? Mam styczność z ludźmi w różnym wieku, stąd też różne moje obserwacje. Ludzie, w jakimkolwiek są wieku, szukają swojego miejsca. Co ciekawe, nawet dorośli wciąż szukają, co wydawałoby się trochę dziwne. Ale… Są też pozytywne strony poszukiwania. Człowiek poszukując aktualnego miejsce w świecie nie poddaje się stagnacji, nie gnuśnieje w swoich przekonaniach i działaniach. Można dostrzec pewnego rodzaju świeżość, która przenika taką poszukującą osobę. Spotkanie z Bogiem, choć może wydawać nam się takie samo, to jednak w przypadku naszej otwartości, sprawia, że poddajemy się przenikaniu Boga, który przychodzi z jakąś aktualną propozycją. Chciałbym wspomnieć o trzech zasadniczych miejscach, w których przebywamy, lub w których powinniśmy przebywać, by odnaleźć swoje miejsce. Pierwsze środowisko to DOM – RODZINA. To tutaj kształtują się nasze postawy, zdobywamy orientację na dobro, oceniając co jest też faktycznie złe. Oprócz zasad funkcjonowania w świecie, otrzymujemy coś znacznie głębszego – środowisko uczuć, wartości i tradycji. To miejsce to serce naszego życia. I tak jak serce pompuje krew w każdą, nawet najmniejszą cząstkę naszego organizmu, tka też przesiąkamy atmosferą domu z pozytywnymi elementami i niestety, jak są, również z negatywnymi. Potocznie używamy sformułowania: „wynieść coś z domu” – oznacza ono, że dom staje się miejscem kształtowania, nierozerwalną częścią naszego życia, odkrywania wartości, którymi się kierujemy. Nasze korzenie są w domu – w rodzinie, a my próbujemy sadzić życie w kolejnych nowych miejscach. Drugim ważnym środowiskiem są te wszystkie miejsca, w których się rozwijamy: szkoła, studia, praca, miejsca rozwoju naszych... czytaj dalej

MOJA PRZESTRZEŃ – gdzie jest moje miejsce.

Różnie się czujemy, w różnych miejscach. I niekoniecznie możemy powiedzieć, że wszędzie się dopasowujemy, że szubko odnajdujemy się w nowych sytuacjach. Jakie miejsce mogą wpłynąć na nasz faktyczny rozwój? Ostatnio zwróciłem uwagę, że w moim pokoju stoi zestaw do odtwarzania muzyki, ale jest on zupełnie nie podłączony. I tak już jest dwa lata… Przypomniało mi się, że w jakimś czasopiśmie czytałem, że niektóre osoby zostawiają jakieś rzeczy niedokończone, bo nie czują się do jakiegoś miejsca przywiązani i gotowi są z tego miejsca odejść. Cała ta sprawa dała mi powód do zastanowienia – czy mam swoją przestrzeń – miejsce będące moim życiem, miejscem realizacji siebie, swoich zamiłowań itp. Czasami jesteśmy skazani na jakąś przestrzeń. Kilka razy w ostatnim czasie uczestniczyłem w maturze jako członek komisji i miałem w sobie narastające przekonanie, że to nie moja przestrzeń. Ogromna zmiana, zarówno stylu mojego działania, realizacji zadań, monotonia były dla mnie wręcz niezapomnianym „challenge’m”.  Właśnie te maturalne sytuacje pokazały mi, jak bardzo trudne mogą być niektóre miejsca, a szczególnie te, które nie odpowiadają naszym zainteresowaniom. Oczywiście, do jednych miejsc można się dostosować, w jakiś sposób przekonać, a do innych jeszcze bardziej zrazić. Przestrzeń, w której się znajdujemy – w tym naszym osobistym miejscu, jest bardzo ważną kwestią, wymagającą od nas mądrych wyborów. Zwróćmy uwagę, że Jezus podróżując do Jerozolimy przybywa do różnych miejsc – pustynia, nad brzegiem rzeki, jeziora; na szczycie góry; miasta, wsie; na osobności, w tłumie… Ta różnorodność miejsc i sytuacji jest zwarta jednym wspólnym elementem – wypełnienie misji Jezusa. Miejsce – nasza przestrzeń – to wielowymiarowa rzeczywistość, w której odnajduje się nasze życie – codzienność, nasze wybory i decyzje, pomysły... czytaj dalej

Dokąd zmierzasz ze swoim działaniem?

Wszyscy wyczuwamy, że nie każde działanie ma taką wartość, jakiej byśmy się spodziewali. Jedno działanie jest stratą czasu, inne przynosi konkretne owoce. Jak zatem działać? Każdy w jakiś sposób pracuje i swoim działanie włącza się w coś znacznie większego. Ważne jest to, byśmy mieli świadomość, że poprzez nasze działanie uczestniczymy w szerszym dziele, w planie Boga. Może niektórzy nie znajdą motywacji w tym, że ich działanie jest jakąś cząstką innego działania; może dopadnie ich zniechęcenie, że to nie ich zasługa, osiągnąć jakiś cel. Po części każde nasze działanie pozwala nam osiągnąć jakiś cel, ale jednocześnie możemy sięgać dalej, idąc przez otwartą furtkę możliwości osiągnięcia jeszcze innych celów. Dzięki tym perspektywom, które możemy wykorzystywać pozwolimy, aby Bóg poprowadził nasze działanie.  Wielu z nas, rozpoznało swoje „miejsce w świecie” i wie jak wypełniać swoją życiową misję. Jest pewnie też wielu takich, którzy wciąż szukają odpowiedzi. Jedni i drudzy powinni dopingować się, by w wierze odkrywać odpowiedzi i kierunki wobec pytań i wątpliwości. Nasze działanie nie powinno być tylko reakcją na zaistniałą w danym momencie sytuację, ale wewnętrznym przekonaniem myśli i uczuć, zaangażowaniem wartości i wszystkich sił.  Możemy się zastanawiać, czy jakieś działanie powinno nas zawsze charakteryzować, czy powinno się budzić w odniesieniu do konkretnych sytuacji. Oczywiście przy tak ukształtowanym stwierdzeniu, odpowiedź wydaje się być jasna. Jednak choć życie jest bardziej skomplikowane, podobnych dylematów chyba w nim nie mamy. Kierujemy się instynktem i dlatego nasze działania, pojawiają się na zasadzie impulsu: AKCJA – REAKCJA. Emocje, uczucia, pragnienia – zastanawiam się nad tym, czym powinienem, czym kieruję się w życiu? Uczymy się różnych sytuacji, a wraz ze zdobytą wiedzą coraz jaśniej wiemy, jak... czytaj dalej

Maryjna konkretność działania.

W miesiącu maju i przy okazji 100 rocznicy objawień w Fatimie, wręcz trzeba wykorzystać okazję, by na nowo przyjrzeć się Maryi i w kontekście tematu tego miesiąca, zastanowić się, jak Ona realizowała „konkretne działanie”. Maryja jest przykładem ponadczasowym. To, co jest w Niej też szczególne, to fakt, że spoglądając na Nią, można za każdym razem odkrywać coś szczególnego – postawy, duchowe nastawienie, cele… Może to właśnie decyduje o Jej szczególnej roli w naszym życiu. Maryja w życiu wielu z nas zajmuje szczególne miejsce. Nasza osobista pobożność, bardzo mocno skoncentrowana jest na duchowości maryjnej. Z czego to wynika? Można doszukiwać się różnych powodów, ale myślę, że najwyraźniejszym i chyba najbardziej intuicyjnym jest modlitwa różańcowa. Może nie jest to najłatwiejsza modlitwa, ale chyba najszybciej wdrażana w nasze życie religijne. W jaki sposób zatem dzisiaj, każdy z nas może, powinien odczytywać obecność Maryi w swoim życiu? Postawa Maryi jest bardzo konkretna i świadczy o tym kilka scen. Już w pierwszej scenie – Zwiastowanie, możemy zobaczyć jakby dwie odsłony tego tematu. Pierwszą z nich jest rozmowa Maryi – jej pytanie skierowane do Anioła: „jakże się to stanie” (Łk 1,34). To wyraz gotowości do podjęcia się tego zadania, a postawione pytanie jest wyrazem chęci zrozumienia tego, w jaki sposób ma się w Niej wypełnić wola Boża. Pytanie jest oznaką jej konkretności – świadomego wypełniania woli Bożej. Żeby było mało, zaraz po zwiastowaniu pojawia się okazja do działania: „W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta” (Łk 1,39). Jej natychmiastowe działanie, wypływa z jej wewnętrznej postawy – Maryja była konkretna, dlatego Jej działanie jest też tak bardzo konkretne.... czytaj dalej

Potwierdzaj to kim jesteś.

Co jest prawdziwym świadectwem życia? Czy ukończenie szkoły potwierdza tylko świadectwo? Czy o dojrzałości świadczy tyko dowód osobisty, a o księdzu świadczy jego strój? Co jest prawdziwym potwierdzeniem dla tego, kim jesteśmy? Często w Internecie pojawiają się filmiki, ukazujące próby zachowań ludzi. Na przykład przy ulicy siada „udawany” bezdomny, a filmujący go ukazuje zachowania przechodniów, albo jakiś przechodzień wręcza znaczną sumę pieniędzy bezdomnemu o filmujący obserwuje, co ten człowiek zrobi faktycznie z pieniędzmi. Wszystkie te filmiki ukazują pozytywne zachowania bezdomnych. Trochę tak ustawiona jest fabuła tych filmów, jakbyśmy mieli być zdziwieni tym, że wśród tych osób, można znaleźć dobrych i uczciwych ludzi. Przecież to sprawa oczywista, że każdy człowiek ma w sobie dobro i wcale nie oznacza, że bezdomni nie mają w sobie dobra, uczciwości, bo są bezdomni. W tym znaczeniu trochę fabuła tych filmów mi nie odpowiada, bo rodzą wobec takich osób, niewłaściwą podejrzliwość. Obserwując ludzi, szukamy w ich czynach konkretnego potwierdzenia tego kim są. Czy człowiek staje się kimś innym przez to, jak postępuje? Czy rzeczywiście czyny człowieka, określają to kim jest?  Prawda jest bardziej złożona i trudno by było tak zwyczajnie ocenić człowieka przez pryzmat tylko słów, czy tylko czynów. Jednak nie nad tym mamy się zastanawiać obecnie – nad oceną, ale mamy pomyśleć o „konkretnym działaniu”. Człowiek ma w sobie różne pragnienia, myśli, które mają na niego ogromny wpływ. Często to, co jest wewnątrz człowieka jest źródłem – początkiem jego działania. Czyny powinny na zewnętrz potwierdzić to, co jest wewnątrz człowieka – wydobyć na wierzch całe dobro, które skrywa się w człowieku. Ostatnio mają kazanie na niedzielę biblijną, wspomniałem, że pięknym gestem byłoby w tym... czytaj dalej

Przestań gadać, zacznij działać.

Czy zastanawiałeś się, lub spróbowałeś – kierowa się Słowem Bożym każdego kolejnego dnia swojej codzienności? Czy jest to możliwe i jak mogłoby to faktycznie wyglądać. Jako ksiądz zmotywowany jestem do tego, aby każdego dnia rozważać Słowo Boże, jako też moje osobiste przygotowanie do dobrego przeżycia codziennej Eucharystii. Jest to też często pochylenie się nad Słowem, aby przygotować krótkie kazanie. Jednak ten codzienny zwyczaj wszedł mi już tak mocno w krew, że w sumie nawet trudno mi sobie wyobrazić kolejny dzień, bez rozważanego Słowa. Jest jednak klucz według którego staram się spojrzeć na konkretny fragment Pisma Świętego. Spoglądając pierwszy raz na dany fragment, szukam zasadniczej treści: słów, zdania, wokół którego moim zdaniem zbudowany jest to Słowo. Jeśli znajduję ten konkretny „środek” fragmentu – szukam najpierw prostych odniesień do jakiś wydarzeń z życia. Później staram się poznać głębszy sens danego fragmentu. Kończę rozważanie wyborem jednego, zasadniczego słowa, które w jakiś sposób przypominać mi będzie o zadaniach, które powinienem postarać się zrealizować. Osoby, które próbują codziennie rozważać Słowo Boże, bardzo szybko odkrywają to szczególne zaproszenie do wprowadzania słów w czyn. Zrozumienie Słowa, dla takiej osoby, staje się dużo prostsze, a to za sprawą wzrastania w szczególnej, odpowiedniej atmosferze. Klimat, który tworzy rozważane Słowo sprawia, że człowiek zyskuje szczególną wrażliwość i umiejętność zrozumienia głębszego sensu przekazu zawartego w Słowie. Jeszcze nie tak dawno, bo w Wielki Czwartek, już w zasadzie wcześniej rozważałem Słowo opisujące obmywanie nóg przez Jezusa. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego wewnętrznie odczuwam przynaglenie, aby spontanicznie w czasie Eucharystii wykonać ten gest. W myśli pojawił się temat tego miesiąca: konkretne działanie, który różnymi kanałami, drążył we mnie różne myśli. Ostatecznie realizując... czytaj dalej

Mam ci wierzyć, że jesteś Chrześcijaninem?

Kiedy powiedzą o tobie, że jesteś dobroduszny, pomocny, cierpliwy…? Wtedy, gdy tylko o tym będziesz mówił, czy wówczas, gdy te słowa widoczne będą w twoim życiu jako konkretne czyny? A co z wiarą? Czy wystarczy określić siebie, że „jestem wierzący”? Wiele razy próbujemy słowami wyjaśnić swoją postawę. Może potrzebujemy tego, gdyż nasze działanie nie jest zbyt wyraźne, by było na tyle wymowne, by nie trzeba było go tłumaczyć. Wiara potrzebuje nie tylko potwierdzenia, wyrażania się przez czyny, ale konkretnej jej realizacji w czynach. By nie sprowadzić wiary do deklaracji słownych, litanii słów na modlitwie, zapewnień i postanowień, potrzeba by nasza wiara wzrastała poprzez konkretne czyny w naszym naturalnym środowisku, jakim jest nasza codzienność. Kiedy osobom, które są w kościele zadaje pytanie, czy są wierzącymi, zdecydowana większość, pewnym głosem potwierdza, że nimi są. Jednak zadaje im kolejne pytanie – a jak dziś, do tego momentu, twoja wiara się wyrażała, przez jakie działanie? Wówczas niestety, albo już nie uprzedniej pewności i konkretności, albo pozostaje wypowiedziana standartowa odpowiedź – modlę się, chodzę do kościoła, staram się nie grzeszyć… Ograniczamy wiarę do kilku pobożnych praktyk, czyniąc ją nieco skostniałym działaniem, tradycją, niż rzeczywistym realizowaniem – życiem wiarą. Pomyśl o wierze jako o spotkaniu z Bogiem i chwili, w której z Nim rozmawiasz. Czy można to w jakikolwiek sposób ograniczyć? Czy jest sens? Czy pomiędzy kochającymi się ludźmi istnieją tylko obowiązki, tradycje do wypełnienia, czy raczej wyzwania, które nieustannie budzą w sercu każdego człowieka miłość? Kochając kogoś, wręcz szukamy sposobu, w jaki jeszcze sposób wyraźniej i konkretniej pokazać komuś miłość – to, że go kochamy. W wierze często sprowadzamy relację z Bogiem, do wypełnienia... czytaj dalej

Ja i Chrystus – co dzieje się pomiędzy nami.

Wiara jest osobistym sposobem rozmowy z Bogiem. Wiara łączy się z osobistym spotkaniem z Bogiem i budowaniu relacji. Jak wygląda nasza wiara i relacja z Bogiem? Gdy spotykamy się z historiami różnych wierzących osób, odkrywamy jak bardzo ważnym momentem w ich życiu było i jest, osobistego spotkanie z Bogiem, odkryciem Go, obecnego w ich życiu. Historia każdej osoby jest inna i już ten fakt jest zdumiewający, bo pokazuje jak indywidualnie Bóg wyszukuje drogi do ludzkiego serca. Te historie pokazują, jak bardzo osobiste bywa to doświadczenie spotkania Boga i człowieka. Bardzo często te momenty spotkania, stają się dla ludzi momentami ogromnych przemian; zwrotnymi momentami w ich działaniu, myśleniu, patrzeniu na świat. Dokonujące się zmiany w człowieku stają się osobistymi nawróceniami, które często bardzo skrajnie przemieniają człowieka. Człowiek, dzięki temu osobistemu spotkaniu, odkrywa swoją drogę postępowania za Chrystusem, Jego naśladowania. Wzrost pobożności wypływa z osobistego odkrycia Boga w swoim życiu, a nie tylko z ludzkiego pragnienia. To obecność Boga, wewnętrznie przemienia człowieka, wskazując mu w jaki sposób ma postępować. Wydarzenie – spotkanie z Bogiem, jest często duchowym doświadczeniem, ale w wielu przypadkach, jest też ono bardzo fizyczne. Niektóre z tych doświadczeń, są na tyle silne, że stają się źródłem dla całego życia. Powracając do tego momentu, człowiek odbudowuje w sobie poczucie bliskości Boga i tworzy, przy współpracy z Bogiem, kolejne historie. To szczególny dar Boga ofiarowany przede wszystkim po to, by nas umocnić w naszym życiu. Tak silnego spotkania nie jesteśmy wstanie uczynić sami. Możemy prowokować jedynie sytuacje, które otworzą nas na Boga, a więc pozwolą działać Bogu. To spotkanie nie musi wcale przybrać jakiejś spektakularnej formy. Może to być ciche... czytaj dalej

Zbudować relacje.

Bez jakiejkolwiek więzi, wciąż pozostajemy dla siebie anonimowi. Trudno, abyśmy się wówczas mogli zrozumieć i w jakiś sposób ze sobą współpracować. Czy widzisz sens relacji? Nie musimy się wielce zastanawiać i szukać odpowiedzi na pytanie: co szczególnego jest pomiędzy dwoma, bardzo zgranymi ze sobą osobami. Mamy głębokie przekonanie, że im silniejsze są mosty łączące dwoje osób, tym szczególniejsza istnieje pomiędzy nimi więź.  Budowanie relacji jest czymś fascynującym, ale i też tajemniczym. Nie sposób przewidzieć wszystkich elementów, które składają się na zbudowaną relację. Odkrywamy różne jej części, które wydają się dla nas ważne, w danym momencie. Odkrywanie więzi i ich budowanie jest niezwykłą przygodą.  Ile jest w nas dzisiaj chęci do budowania więzi, ile takich okazji ku temu, rzeczywiście wykorzystujemy? Nie chcę w tej refleksji zastanawiać się nad tym, jak tworzyć relacje, ale nad tym, co możemy dzięki nim osiągnąć, by w tych argumentach znaleźć przekonanie do budowania więzi. W jednym z mocniejszych, w tym względzie fragmentów biblijnych, odkryć możemy: „gdzie dwaj, labo trzej, zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”.  Jednym z rezultatów budowania więzi pomiędzy osobami jest JEDNOŚĆ. To szczególny rodzaj więzi. Ludzie łączą się pomiędzy sobą z różnych powodów. Im bardziej zacieśniają pomiędzy sobą relacje, tym silniejsza staje się jedność. Owocem tej jedności jest Jezus, to znaczy wszystkie te wartości, których jest On źródłem. Owocem zbudowanych więzi są wartości, które promieniują na nasze życie i innych osób, stają się źródłem dla budowania naszej codzienności. Kolejnym, myślę ważnym owocem więzi, jest budujące nas ZAUFANIE. Ludzie żyjący szczególną więzią, zdolni są do wielkich działań. A to, że możemy sobie ufać, pomaga w ich realizacji. Zaufanie jest tym... czytaj dalej

Ewangeliczny dialog.

Dotykają nas różne pokusy. Chcemy niekiedy zbyt intelektualnie, czy po ludzku traktować ważne tematy. Jednak bez właściwego źródła, my chrześcijanie, możemy stracić właściwy sobie smak. Patrząc na życie chrześcijanina, możemy niekiedy dostrzec szczególne postępowanie, które ich charakteryzuje. Ich korzenie stają się początkiem niebywałej siły, która zostaje dana każdemu wierzącemu, choć w różny sposób to wykorzystujemy.  Chrześcijanie powinni podtrzymywać pomiędzy sobą szczególnego ducha miłości. My sami nie dajemy świadectwa, ale nasze działanie przypomina i wskazuje na bardzo ważne wartości.  Warto, abyśmy z pełną świadomością powrócili do Ewangelii, aby w niej znaleźć siły do budowania mostów, które najpierw połączą nas z Bogiem, ale również połączą nas z każdą, spotkaną przez nas osobą. To duchowe połączenie, które powinno najpierw zrodzić się w sercu każdego człowieka, jako prawdziwe pragnienie, stanie się fundamentem relacji, które zaczniemy budować pomiędzy sobą. W dialogu potrzebny jest wspólny język – nie tylko wyrażający wspólne idee, wartości, ale język jednoczący ludzi. Ewangelia prześwietla nasze życie szczególnym światłem Słowa, które nas przemienia i staje się propozycją życia… Człowiek, który prawdziwie przyjmuje Ewangelię, nie wykorzystuje jej do walki, do zwalczania człowieka, czy piętnowania jakiegoś działania. Ewangelia przyjęta i przeżywana przez człowieka, staje się prawdziwym językiem dialogu. Ewangelia jest niezwykłym „nauczycielem”, ukazującym człowiekowi różne wartości, prawdę o życiu człowieka, którym możesz się stać dzięki przyjęciu tego szczególnego Orędzia. Dając komuś swoim życiem Ewangelię, dajemy człowiekowi przede wszystkim nadzieję. Ewangelie wychowują do życia Miłością, którą stawiają jako źródło dla całego ludzkiego życia – myśli, słów, działania… Miłość, która promieniuje z Ewangelii, staje się uniwersalnym światłem, które może towarzyszyć każdemu człowiekowi. Ewangeliczny dialog, charakteryzuje się niezwykłą pokorą wobec ludzi, bo wnosi świadomość ogromu daru,... czytaj dalej

Wielkopostny wyraz miłości.

Rozpoczął się czas, w którym podejmujemy się różnych postanowień – wyrzeczeń. Czemu one powinny służyć i czy w ogóle czemuś służą? Ostatnio na lekcji chłopacy dzielili się wrażeniami z jedzenia kebabów w środę popielcową. W innym miejscu toczyła się rozmowa o tym, że jedzą w piątek mięso, tłumacząc to tym, że: „nie może się przecież zmarnować”. Już chciałem w obu sytuacjach rozpocząć rozmowę na temat ćwiczenia i zdrowego jedzenia, diet, ale nie zrobiłem tego, bo i tak pewnie usłyszałbym wiele porad i wiele wspaniałych doświadczeń – abstrakcyjnych od tematu. Czy nie jest z nami tak, że dosłownie wszystko robimy na przekór? Mamy coś zrobić – to nam się nie chce; mamy czegoś nie jeść – to właśnie wtedy mamy największą na to ochotę. Podobnych paradoksów w naszym życiu jest bardzo dużo. Podobnie ma się niekiedy z wielkopostnymi znakami: modlitwą, postem i jałmużną. Najpierw powinniśmy zrozumieć sens tych wydarzeń, bo trudno by coś realizować bez podstawowej wiedzy. Odmawianie sobie słodkiego w wielkim poście jest dla niektórych naprawdę ogromnym poświęceniem – wyrzeczeniem. Nie zaprzeczam sensu jakichkolwiek postanowień, ale co się dzieje z tym naszym postanowieniem już po Wielkim Poście. Zostaje jakiś owoc – duchowa korzyść?  Niedawno na Eucharystii, poprosiłem o podniesienie ręki tych osób, które realizują jakieś postanowienie. Na tłum w kościele nie spodziewałem się jakiejś wielkiej liczby podniesionych dłoni, ale ilość jednak mnie zastanowiła. Podniosło rękę może zaledwie dziesięć osób. Co w proporcji całego kościoła i ludzi w nim obecnych, wydawało się smutną prawdą, kroplą w morzu. Towarzyszą nam różne postawy, a w nich różne pokusy. Może właśnie brak odpowiedniego przeżycia tego czasu, wynika z łatwości z jaką chcemy żyć,... czytaj dalej

W Twoje ręce powierzam ducha mojego

Rozpoczynający się czas może wiele nas nauczyć Podążając drogą krzyża, możemy spotkać Chrystusa, który pragnie nam coś pokazać. Zastanawiasz się co chce ci przekazać podczas tego Wielkiego Postu? Nasza wiara stanowi pewną wewnętrzną wrażliwość. Dzięki niej patrzymy na świat z jakiegoś, naszego, wybranego punktu widzenia. Dostrzegamy rzeczy inaczej. Choć denerwuje nas wiele spraw, a wiele też nie rozumiemy, to chcemy mieć ten swój punkt widzenia, który pozwoli nam iść przez świat po swojemu. Możesz stanąć w Wielkim Poście na wysokości zadania i odszukać jakiś konkretny punkt widzenia, postawę życia, rozwiązanie. Kultura dawania to jedna z wielu postaw, której możemy uczyć się w Wielkim Poście; punkt widzenia dzięki któremu dostrzeżemy znaczenie więcej niż tylko siebie i własne potrzeby. To zadanie, które potrzebuje wzorców. Zastanawiając się nad tematem: „kultura dawania” pomyślałem o dwóch fragmentach biblijnych, które mówią o samym dawaniu. Pierwszy fragment otwiera jakby treść Nowego Testamentu i towarzyszy w każdym wydarzeniu.  „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale życie wieczne miał” (J3,16) Bóg, który tak daleko posuwa się w kochaniu człowieka, że jest w stanie dać swojego Syna. „Dawanie” w kontekście tego fragmentu staje się niezwykłym wydarzeniem. Bóg nie tylko daje, ale daje to, co w Nim  jest najcenniejsze. Dzielenie się jest wyrazem miłości, a w Bogu ten dar przyjmuje najwyższą z możliwych postaci. „Bóg nie potrafi dawać mniej, niż wszystko.” Miłość osiąga swój szczyt, kiedy to Syn oddaje swoje życie za każdego z nas. To On staje się przykładem jak bardzo można dzielić się z innymi tym, co ma się w sobie. To właśnie Jezus przekracza wszelkie granice,... czytaj dalej

Podzielone serce.

Potocznie krąży powiedzenie, że wraz z miejscami i osobami, człowiek pozostawia w ważnych punktach swojego życia kawałek swojego serca. Czy to oznacza, że na końcu życia nie pozostaje człowiekowi zbyt wiele z jego serca? „Pozostawiasz tutaj kawałek swojego serca…” – usłyszałem te słowa od mojego pierwszego, już nie żyjącego proboszcza, kiedy żegnałem się z pierwszą parafią na mojej kapłańskiej drodze. To może dziwne, że pamiętam to doświadczenie po tylu latach. Pamiętam też dalsze myśli, które mi wówczas towarzyszyły: „skoro w każdym ważnym miejscu, w ważnym doświadczeniu mojego życia pozostawiam część swojego serca, to jak mogę w kolejnych sytuacjach w pełni się angażować.” Oczywiście powiedzenie: „zostawić kawałek swego serca” ma wymiar symboliczny, ale ja osobiście uważam, że jest w takiej postawie jednak zagrożenie. Człowiek angażując się w coś, angażuje swoje serce. Przez to, mimo wszystko, pozostawia gdzieś część swojego serca. Trudności nie byłoby żadnej, gdyby w kolejnej chwili, człowiek potrafiłyby również angażować swoje serce w pełni. Pozostawiając swoje serce, myślimy o tamtym wydarzeniu, osobie, o tym co było… Pozostajemy w przeszłości z naszym sercem, przez co w teraźniejszości jesteśmy jakby nieobecni.  Dlaczego tak ważne jest to, byśmy w każdej sytuacji angażowali się całym sercem i z całym sercem przechodzili w kolejne sytuacje?  Chodzi o to, by dawać w każdej sytuacji całe swoje serce. Jeśli w przeszłości pozostawiliśmy część naszego serca, wówczas w teraźniejszości nie obdarowujemy kolejnych osób całym swoim sercem. Mam zatrzymać się nad „kulturą dawania” w tych rozważaniach. Podzielone serce nie jest zdolne do dawania rzeczywiście drugiej osobie pełnego naszego zaangażowania. Dziele się z innymi, nie powinno ograniczać się do połowicznego zaangażowania naszego serca, do dawanie jakiejś części swojego... czytaj dalej

dzielić się – to żyć prawdziwie.

Dzielenie się to pewien mechanizm, który funkcjonuje w naszym życiu jeśli posiadamy odpowiednie cechy. Pewnie zastanawiasz się, jakie cechy mam na myśli. Każdego dnia mamy nie jedną okazję do tego, aby czymś się ubogacić. Spotkane osoby, wydarzenia w których uczestniczymy, praca którą wykonujemy, wszystko to wnosi w nasze życie coś cennego, jedynego w swoim rodzaju. Wiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wiele posiada, jak ogromne szczęście ich dotyka. Wielu jest też niestety takich, którzy nie dostrzegają faktycznej wartości dobra, które sami posiadają, a przez to nie odczuwają wartości dobra, którego doświadczają z zewnątrz. Dzielić się dobrem potrafi ten, kto zna wartość każdego dobrego gestu. Może właśnie dlatego najbardziej dziele się, jest rozpowszechnione wśród tych ludzi, którzy sami doświadczyli od innych jakiejkolwiek pomocy. Może poprzez empatię, człowiek jest w stanie podzielić się z innymi tym, co sam posiada. Obdarowywanie innych dobrem, leży w naszej naturze, ale niekiedy doświadczamy różnych przeszkód, które nam tę naturalność odbierają. Niestety staramy się być bardzo autonomiczni, dlatego chronimy to, co posiadamy, przez co stajemy się niezależni. Trudno podzielić się z kimś czymkolwiek, skoro istnieje w takiej osobie obawa utraty niezależności i tego, co posiada. Cechą, której w tej sytuacji brakuje to otwartość. Umiejętność dzielenie się, to nic innego jak otwarcie się na drugą osobę, na to, czego ona potrzebuje, ale również na to, co ta osoba pragnie nam dać. Wzajemność w dzieleniu się, nigdy nie czyni żadnej osoby uboższą, a wręcz przeciwnie, właśnie poprzez otwarcie na innych ludzi, zawsze stajemy się ubogaceni. Obudzenie w sobie wzajemności, otwiera w nas różnego rodzaju pokłady dobra, które nie funkcjonują, gdy jesteśmy sami i zamknięci. Wzajemność nie... czytaj dalej

Zrozumieć środowisko

Czy sprawy, które toczą się wokół mnie, wywołują we mnie osobisty sposób myślenia, działania, czy raczej dostosowuję się do panującej mody? Kiedy wychodzimy do ludzi, poznajemy nowe osoby, często poznajemy też kontekst życia tych osób, ich środowisko: zmartwienia, radości, cele itd. Wszystko, co otacza człowieka jest jego środowiskiem, które wpływa na człowieka, ale które samo w sobie jest też, w jakiejś części wytworem działania człowieka. Tylko wtedy, gdy poznajemy własne środowisko, rzeczywistość w której wzrastamy, możemy przyjąć jakąś konkretną postawę – sposób działania, myślenia. W przeciwnym razie, możemy czuć się nieswojo nawet w ramach własnej codzienności, możemy odczuwać mocniej, te wszystkie negatywne nastawienia. Problemem często nie są sami ludzi, ich zachowania, ale to środowisko, w którym taka osoba wzrasta. Dziś jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek, środowisko ma ogromny wpływ na nas, sterując niekiedy naszym życiem do tego stopnia, aż możemy niekiedy odczuć zniewolenie zewnętrznymi warunkami. W każdym wieku naszego życia, w zupełnie inny sposób postrzegamy środowisko, które nas otacza. Inaczej patrzy dziecko, jeszcze inaczej młody człowiek, a w zupełnie inny sposób patrzy osoba dorosła. To, co stanowi o różnicy patrzenia na świat, znajduje się w człowieku, jak i też w tempie zmieniających się spraw wokół niego. Przywykliśmy już do tego, że na każdym etapie życia, każdemu człowiekowi przypisane są jakby odpowiednie prawa – przywileje i zadania. To przyzwyczajenie jest tak silne, że gdy dostrzegamy jakieś nietypowe  dla konkretnego wieku zachowanie, od razu bardzo krytycznie je oceniamy. Dorosły zachowujący się jak dziecko, raczej nie wywołuje w nas powodów do zrozumienia. Zastanawiające jest też takie zachowanie dziecka, jakby było dorosłe, bo wówczas wydaje nam się to mało naturalne. Nawet takie samo działanie... czytaj dalej

BUNT – wewnętrzne rozdarcia.

Dojrzałe osądy wypływają z właściwie przyjętego okresu buntu. Obyśmy potrafili wykorzystać nasz wewnętrzny sprzeciw wobec zła, by obrać w życiu właściwy kierunek – postawę myślenia i działania. Pomiędzy tym, co dzieje się wokół nas, a tym co czujemy w naszym wnętrzu, często istnieje ogromna różnica, przepaść, sprawiająca nam ogromną trudność. W takiej sytuacji często toczymy wewnętrzną walkę, bo to, co czujemy wewnątrz sprawia, że odczuwamy bunt wobec zachować, sytuacji itp. Dziś spotykamy wielu rozdrażnionych ludzi. Prowokacji do takiego stanu rzeczy możemy odnaleźć bardzo wiele, dlatego tym łatwiej jest nas wyprowadzić z równowagi i sprawić, że będziemy kłębkiem nerwów. Dziś łatwiej jest znaleźć coś w nas, co nas może nie denerwuje, niż w informacjach, które docierają do nas z zewnątrz. Oczywiście możemy wpłynąć na to, jakie do nas docierają faktycznie informacje, oraz to, co się z nimi w nas dzieje. Możemy zaprogramować nasze myślenie, nasze działanie. W tym programowaniu może jednak pojawić się jakiś błąd: wybiórcze traktowanie świata wokół nas. Trudnością nie jest ocena pozytywnych i negatywnych sytuacji, problem tkwi w nas, aby zgodzić się z prawdą, że coś jest pozytywne, a coś innego negatywne. Sprawa bywa trudna, gdy ocena nie jest taka łatwa, gdy sytuacje nie są takie oczywiste, jednoznaczne. Skrajną trudnością jest taki moment, gdy to co oceniamy obiektywnie jest złe, a wewnętrznie oceniamy to jako pozytywne. Ludzie wiele rzeczy przyjmuje jako coś oczywistego. Nie podejmują się trudnych ocen jakiś sytuacji, ale przyjmują ogólną ocenę, sąd innych ludzi. Jeśli nie ma osobistego zrozumienia dla jakiejś sprawy, to trudno wówczas przyjąć jakiś sąd innych ludzi, jako swój własny. W takim momencie pojawia się bunt – wewnętrzne rozdarcie. Bunt to... czytaj dalej

Zajmij jakąś postawę.

W normalnej sytuacji, człowiek w jakiś sposób reaguje na zdarzenia. Jeśli z jego strony nie ma żadnej reakcji, wówczas można martwić się tym, że człowieka dosięgła obojętność.  Możecie pewnie sami przytoczyć sytuacje, w których mieliście okazję spotkać ludzi, których postawa była na tyle wyraźna, że wiedzieliście co konkretna osoba sądzi o jakimś wydarzeniu. Dziś takich postaw możemy niestety zobaczyć coraz mniej. Tych, których możemy najczęściej spotkać to tzw. szczekacze i narzekacze. Biadolą na obecną sytuację, sprzeciwiają się prawie wszystkiemu, ale gdy zapytasz ich, jakie mają oni swoje rozwiązanie, to najczęściej milczą. Wielu ludzi wzrasta w przekonaniu, że trzeba się czemuś przeciwstawić, być po prostu anty… Taka postawa jest walką z tym, co obecnie się dzieje, niezależnie od tego, co faktycznie się dzieje. Niektórzy tak po prostu mają, muszą walczyć; muszą się czemuś przeciwstawić; muszą po prostu być anty… Zostawiam ocenę takiej postawy wam. Sami się zastanówcie i odpowiedzcie sobie, czy przyjęcie takiej postawy jest w jakimkolwiek stopniu właściwe i owocne. Dla mnie, jedynym plusem takiej postawy, jest jakakolwiek reakcja, bo takich, którzy w ogóle nie reagują na to, co dzieje się wokół nich, jest niestety też coraz więcej. Nie wiem, czy zauważyliście, ale coraz bardziej kultowymi filmami, coraz częściej dziś produkowanymi są historie o „zombie”. Są to postaci na tyle kultowe, że stają się też inspiracją dla gier, do których często sięgają młodzi. Pojęcie „zombie” rozpowszechnił Wiliam Seabrook pod koniec lat 20 XX wieku. To pojęcie wywodzi się z kultury voodoo, w którym oznacza osobę silnie zniewoloną i ślepo lub nieświadomie wykonującą polecenia osoby kontrolującej ją, najczęściej będąc pod wpływem środków odurzających.  Czytając powyższe słowa nie masz czasami wrażenia,... czytaj dalej

Warto pomyśleć o początku.

Każda sprawa ma swój początek. Niekiedy trudno nam jest go określić. W naszym życiu pojawia się wiele rzeczy, które stają się początkiem dla innych spraw. Mając swój początek – źródło, możemy zbudować wiele pięknych rzeczy w naszej codzienności. Jest w nas wiele dobra, pięknych wspomnień, wydarzeń za którymi tęsknimy – czy uświadamiamy sobie niekiedy jaki jest ich początek, skąd się to wzięło w naszym życiu? Niekiedy myślami próbujemy cofnąć się w czasie, by odkryć gdzie był i jaki był początek danej sprawy. Nie zawsze jednak nam się to udaje. Warto jednak, na tyle na ile możemy zapamiętać te chwile – pamiętać o początkach, źródłach… Dlaczego ważne są początki. Dlaczego ważne jest to, by mieć swoje źródło. Musimy mieć świadomość, że korzystając z czegoś, prędzej czy później się to skończy i trudno byśmy udawali, że sami dla siebie jesteśmy „fabryką dobra”, bo przecież jeszcze nikt nie wymyślił „perpetuum mobile” – samo wystarczającego źródła dla jakiegoś urządzenia. Początek czegoś powinien mieć swoje źródło. Wówczas, gdy już coś realizujemy, możemy na nowo sięgnąć do źródła, odnowić w sobie coś i nadal tym żyć. Wielu ludzi nie ma dziś cierpliwości; wiele osób jest bardzo niespokojnych, wręcz drażliwych. Dlaczego tak jest? Ponieważ coś się w nich skończyło, zużyło i jeśli nie sięgną do źródła, to zwyczajnie pozostaną puści. Początek jakiejś inicjatywy – działania, jest znakiem naszego zaangażowania, chęci które wkładamy w realizację życia. Może świadomość, że TU i TERAZ mogę właśnie rozpocząć coś pięknego, niekiedy nieco uskrzydli nasze myślenie, postępowanie. Właśnie te momenty, początki, są chwilami, w których doświadczyliśmy czegoś niezwykłego, jakiegoś dobra, które popchnęło mnie do jakiegoś konkretnego działania. Jeśli wiemy co stało... czytaj dalej

Źródło dla mojego działania.

Czy kiedy zaczynasz coś realizować w swoim życiu, masz świadomość gdzie tkwi i jaki jest początek tego działania? Czy to w ogóle jest ważne? Obserwując zachowania ludzi, często doszukujemy się źródła dla takiego działania. Szczególnie dzieje się to wówczas, gdy mamy do czynienia ze złym zachowaniem lub działaniem. Jednak, gdy chodzi o dobro, to raczej przechodzimy ponad tym i tylko cieszymy się samym dobrem, nie zastanawiając się często nad tym, gdzie tkwi źródło takiego właśnie działania. Trochę to jednak dziwne, że szukamy tylko źródła zła, a na dobro zwracamy mniejszą uwagę. Może właśnie warto szukać w sobie, jak i też u innych, źródła dobrego działania, bo wówczas będziemy mieli szansę odkryć motywy, jak i też piękno różnych inspiracji dla takiego działania. Może dzięki takiemu działaniu, bardziej rozwinie się w nas system nagród, a nie kar; może będzie w nas wówczas więcej szacunku i wdzięczności, bo docenimy bardziej dobro, które nas otacza, jak i też to, które jest w nas. Można przyjąć od innych ich „początki”, to znaczy przyjąć to, co dla innych stało się źródłem jakiegoś działania, jakiegoś pomysłu, jakiegoś konkretnego rezultatu. Zastanawiając się nad tym tematem, sam w myśli odbyłem nie jedną wycieczkę po różnych historiach mojego życia, aby sięgnąć do początków, by odkryć te „miejsca”, które są dla mnie aktualnymi źródłami dla życia. Przeróżne historie zbiegały się często w czterech charakterystycznych dla mnie punktach, dlatego tylko o nich chciałbym coś więcej napisać, pomijając różne inne, których powtarzalność nie była tak częsta jak właśnie tych, które pragnę wam przedstawić. Pierwszym moim źródłem, do którego najczęściej sięgam, z którego czerpię, jest SŁOWO BOŻE (Pismo Święte). Widzę i doceniam ogromny... czytaj dalej

Daj mi pić.

Jeśli sięgniesz do Pisma Świętego i przeczytasz fragment J 4,5-19, znajdziesz tam podobne słowa. Dlaczego ta scena ma mną kierować? Ważne, abyśĶy w naszym życiu docenili spotkanie przy studni, przy źródle. Pewnie nie jeden raz odczuliście ogromne pragnienie. Po jakimś wysiłku pragnęliście się napić, a nie mieliście niczego pod ręką. Może szliście podczas niezwykle gorącego dnia i wydawało wam się, że nie da ci rady z powodu braku ochłodzenia, chociażby wodą. Nie tylko takie pragnienia odczuwamy w naszym życiu. Jest w nas wiele tęsknot, które wymagają byśmy udali się na spotkanie przy studni – źródle. To spotkanie przy źródle jest dla nas zasadnicze, bo właśnie ono buduje nas wewnętrznie, jak i staje się fundamentem dla budowania naszego życia. Potrzebujemy źródła, tego „czegoś” co będzie nam dostarczało właściwe elementy dla konstruowania naszego życia. Dla jednych źródłem będzie prawdziwy kontakt z Bogiem i wyznawanie konkretnej religii. Inni mogą odnaleźć swoje źródło w jakiejś idei lub filozofii. Dla innych jeszcze, źródłem może stać się zaspokojenie swoich ludzkich pragnień przez to, co posiadają, a więc jakąś fortunę. To może być w pewnym sensie problematyczne dla współczesnego człowieka, aby znaleźć to jedno, właściwe źródło dla swojego życia. Musimy być obiektywni i zrozumieć, że nasze źródło nie jest po to, by zaspokajać nasze zachcianki, pragnienia, ale po to, by stawiając nam wymagania, kształtować nas i pobudzać do osiągania jeszcze większego dobra. Źródło jest punktem wyjścia, a nie punktem do osiągnięcia. Dlatego poszukiwanie źródła wiąże się z poszukiwaniem „początku” dla swojego życia, dla różnych inicjatyw. Studnia przy której spotykamy Jezusa jest dla nas ratunkiem. Staje się dla nas punktem odniesienia, dzięki któremu wiemy gdzie się obecnie... czytaj dalej

Co o życiu mówi mi Auschwitz?

Są miejsca bardzo wymowne, które w różny sposób do nas przemawiają. Wracam do doświadczenia sprzed kilku lat, aby znów zastanowić się nad tym: KIM JEST CZŁOWIEK? Mój dziesięciodniowy pobyt w Oświęcimiu w 2008 roku, pamiętam doskonale. Tak jak inne, niekiedy ważne doświadczenia, z biegiem czasu ulatują, tak codziennie wizyty w obozach koncentracyjnych, chyba nigdy nie zapomnę. Piszą ten artykuł sam zadałem sobie pytanie: dlaczego nigdy wcześniej nie napisałem żadnego materiału związanego z tym miejscem? Dziś również trudno mi to uzasadnić, ale chyba po prostu dlatego, że nigdy dotąd nie był właściwy czas, a dziś w kontekście tematu, wydaje mi się, że nie mogę tego pominąć. Moja podróż do tego miejsca była odpowiedzią na osobiste pragnienie rozważania tematu duszpasterskiego: „Otoczmy troską życie”. Już przed wyjazdem niektóre osoby, ironizowały, że miejsce, które wybrałem do osobistych rozważań, raczej jest chyba mało związane z tym tematem. Moje jednak odczucie było zupełnie inne, miałem osobiste przynaglenie, aby udać się z tą sprawą właśnie do Auschwitz. Trudno, abym opisał wszystkie moje myśli – rozważania. Chcę ograniczyć się do czterech zasadniczych miejsc i refleksji. 1. Brama. „Ironia” tego miejsca – „praca czyni wolnym”, tak jakby ci, którzy wracają z pracy w innych miejscach obou, przechodząc przez tę bramę, mieliby mieć nadzieję, że ich praca kiedyś zaowocuje wolnością. Przechodząc przez tę bramę, uświadomiłem sobie, jak wiele mam praw, możliwości, których chyba nie do końca we właściwy sposób szanuję i wykorzystuję. Człowiek wolny przechodząc przez tę bramę, może pomyśleć o własnej godności, którą zaprzepaszcza przez swoje działanie. Jestem wolny, ale żyję tak, jakbym tej wolności nie posiadał? Czy niezbyt łatwo oddaje swoje prawa, przede wszystkim moją wolność? Dobrowolnie... czytaj dalej

Trudno być „dobrym człowiekiem”.

Każdy z nas jest inny i reprezentuje zupełnie inne podejście do życia. Czy w tej różnorodności jest jakiś wzór na to, by być dobrym człowiekiem? Kiedy słyszę hasła: „żyć dobrze” lub „być dobrym człowiekiem” albo „dobrze postępować” itp., mam zawsze wrażenie, że wymyślamy sobie jakieś teoretyczne hasła, które mają nas zmobilizować do stawiania sobie różnych celów do osiągnięcia. W tworzeniu teorii jesteśmy wręcz doskonali i chyba nic tak nam dobrze nie wychodzi, jak stwarzanie kolejnych teorii. Jednak one, w niektórych względach pomagają nam pewne rzeczy określić. Chociażby mówiąc „dobre życie” możemy wytyczyć taki rodzaj zachowań, które nie jedną osobę zainspirują do jeszcze piękniejszego postępowania. Jednak, czy można wszystkich ludzi mierzyć jedną miarą. I tutaj chyba pojawia się trudność rozstrzygnięcia, co faktycznie oznacza: „żyć dobrze”, „być dobrym człowiekiem” itd. Kiedy dorosła osoba, z perspektywy swojego życia spojrzy na młodego człowieka, to pewnie mogłaby znaleźć wiele powodów do krytyki. Jednak czas, możliwości, wiek tej młodej osoby różni się od dorosłej i ma do tego prawo. Trudno, aby komuś narzucać sposób życia. „Dobre życie” – może być dobrym przykładem dla innych; punktem wyjścia dla osobistego życia. JAKIE NASUWAJĄ SIĘ TOBIE MYŚLI , GDY SŁYSZYSZ HASŁO: „DOBRY CZŁOWIEK”? Częstej ocenie poddawane jest zachowanie człowieka i pewnie od tej rzeczywistości jest nam najłatwiej rozpocząć. Mimo różnorodności panujących w zachowaniu, myślę, że tym, co szczególnie wyróżnia i sprawia, że nazywamy ich dobrymi jest wszelka działalność na rzecz innych osób. Wszelka ofiarność, dobroduszność, a więc serce skierowane ku drugiemu człowiekowi, jest w opinii wszystkich traktowana jako dobra. Stąd takie zachowanie sprawia, że całego człowieka określamy jako „dobrego człowieka”. To jest jakby wyjście, a wszelkie działania wyłaniają... czytaj dalej

Dla nas stał się Człowiekiem.

Podoba mi się myśl Abrahama Szwajcera: „Przeznaczeniem człowieka jest być coraz bardziej człowiekiem”, która stała się inspiracją dla tego artykułu i dla moich tegorocznych adwentowych rozważań. „Łatwo stać się gorszym, niż się jest naprawdę (ks. J.Kaczkowski), ale o wiele trudniej stać się dużo lepszym człowiekiem, niż się nim było. Tak to już jest, że wystarczy jedno, nawet niewinne potknięcie, a może posypać się wszystko, a tak trudno jest odbudować to, co się przez swoje potknięcie utraciło. To nie złośliwość życia, ani kolejne z praw Murphy’ego. Po prostu dobro jest niebywale piękne i cenne, ale też niezwykle kruche. Mamy wiele do stracenia, dlatego powinniśmy zadbać o każdą część swojego życia. Co możemy powiedzieć o sobie, o swoim życiu… Pozostaje w nas wiele treści jeszcze nie odkrytych, bo jesteśmy rzeczywiście bardzo skomplikowani, a czasami trudno, bez odpowiednich narzędzi, zrozumieć samych siebie. Potrzebujemy odpowiedniego sposobu, by poznać siebie, by dzięki tej wiedzy móc pójść dalej i głębiej w swoje życie. Możemy pozostać na zewnątrz, egzystować jakoś w życiu, ale powinno nam zależeć na czymś więcej niż tylko na jakimś tam przeżyciu naszego życia, ale na w pełni uczestniczeniu w tym, co stanowi naszą codzienność. Tajemnica Wcielenia jest kluczem dla naszego życia. Fakt, że Jezus stał się człowiekiem staje się odpowiednim źródłem dla naszej wiary, później też dla prawdy o sobie samym; źródłem dla naszej codzienności. Pomocą może być dla nas przeglądanie się osobie Jezusa, jako człowieka, oczywiście nie zapominając, że jest Bogiem. Jego ludzkie życie jest dla nas szczególnym drogowskazem. Dla wielu świętych, to właśnie sceny z Jego życia, stawały się treścią ich życia, więzi z Bogiem i źródłem wiedzy. To dało... czytaj dalej

Rozbudzić w sobie kierunki.

Trafiasz na punkt w swoim życiu, z którego wydaje ci się, że albo nie ma innych dróg dalszego rozwoju, albo masz świadomość, że istnieją, ale to ty nie potrafisz ich znaleźć lub wyobrazić. Jeśli twój dzień, życie, przyjmują już jakiś stabilny kształt, niekiedy możesz nie mieć w sobie wystarczającej odwagi, albo wyobraźni, by zmienić coś w swoim życiu. Ten moment wcale nie musi oznaczać jakiejś katastrofy. To może być naturalna kolej rzeczy, w której poniekąd wezwany jesteś, aby wejść albo w życie (całościowo), albo w jakiejś konkretnej dziedzinie, na kolejny, wyższy poziom działania.  Rozwiązanie tej sprawy w jednych przypadkach będzie powodował, bardziej kosmetyczny zabieg – zmianę w życiu; w innych sytuacjach, może to być bardzo strategiczny moment i wybór. Musimy sobie uświadomić, że często naszym zadaniem jest zdobywanie wyższych poziomów, a więc wspinanie się na kolejne szczeble pewnych rzeczywistości. Oczywiście mamy możliwość pozostania na dotychczasowym poziomie, ale istnieje wówczas zagrożenie, że nie osiągniemy właściwego poziomu, a wewnątrz nas, pojawi się pewnego rodzaju rozdarcie, które przejawiać się będzie tym, że odczuwać będziemy ciężar niespełnionego zadania. Częstym naszym zachowaniem, w takich punktach granicznych, jest rezygnacja. Wydaje nam się, że nie ma rozwiązania, że jest to sytuacja patowa. Musimy mieć jednak przynajmniej świadomość, że to, że ja nie widzę kierunku dla dalszego działania, nie oznacza, że takiego kierunku nie ma. Bywa to często naszym usprawiedliwieniem, a nie stwierdzeniem faktu. Mając świadomość możliwości istnienia różnych kierunków, musimy mieć siłę, aby poszukiwać ich w kontekście jakiejś sytuacji. Mając tę szczególną łaskę – pragnienie poszukiwania dróg rozwiązań, rozwijajmy i zdobywajmy potrzebną nam mądrość. Rozwiązania – kierunki, możemy odnaleźć w sobie, ale możemy również znaleźć je... czytaj dalej

Gdzie muszę iść?

Czujemy niekiedy wewnętrzne przynaglenie, aby dokonać wewnętrznej – duchowej podróży. Oczywiście każdy z nas, ma inny punkt wyjścia, w zależności od osobistej sytuacji. Przeglądając Pismo Święte, możemy znaleźć „62” fragmenty biblijne, które wprost używają, w różnej formie, słowa „kierunek”. Nie będę wszystkich omawiał, bo wiele z nich w formie znaczenia są podobne, dlatego najistotniejszy jest klucz do poznania i zrozumienia tego słowa.  Słowo kierunek i jego znaczenie można pogrupować w następujący sposób: 1. kierunek dotyczący miejsc geograficznych: pustynia, morze, góra, wyżyny 2. pod czyimś kierunkiem 3. kierunek jako wybór. Te trzy charakterystyczne grupy, będą stanowić dalszą część mojego rozważania. Warto oczywiście mieć swój cel, który będziemy poszukiwali w tych różnych biblijnych propozycjach. Miejsca geograficzne, takie jak pustynia, morze, góra, wyżyny, mają swoje szczególne znaczenie. Symbolika tych miejsc jest bardzo różna, dlatego kierunki, które obiera się, by do nich dojść, stanowią przykład niekiedy bardzo skrajnych postaw człowieka. Nasze potrzeby, pragnienia, kierują nas w różne miejsca. Dzięki nim odkrywamy z jednej strony swoje ograniczenia i możemy je w jakiś sposób zmienić, a z drugiej strony odkrywamy możliwości, które możemy rozwijać dzięki właściwym kierunkom. Pustynia i góra były częstymi punktami, poniekąd duchowymi wyzwaniami, które stawiają przed człowiekiem nowe zadania, pozwalały człowiekowi na nowo odkryć siebie i pokierować swoim życiem w odpowiedni sposób. Morze symbolizowało gniew przeciwko Bogu, bo częste burze, sztormy, były oznaką nieprzyjaźni. Ale ten symbol w innych miejscach był oznaką Bożych epifanii – objawień (Jonasz, uczniowie na jeziorze, itp.) Wyżyny natomiast były częstym miejscem składania ofiar, niekiedy również bałwochwalczych. Dziś możemy również poszukiwać miejsc, które dadzą nam chwile duchowych wytchnień, odkryć i zmian. Potrzebujemy ich, choć często może wydawać nam... czytaj dalej

Którędy mam iść?

W chwili zwątpienia, bądź jakiejś duchowej lub fizycznej trudności, człowiek często zadaje sobie pytanie: „którędy mam iść?”. To pytanie jest kluczem dla naszego dalszego działania. Mając styczność z młodymi, pracując z nimi w szkole i w innych miejscach, patrzę na ich zachowanie, wsłuchuję się w ich poglądy, obserwuje rodzące się plany. W wielu przypadkach podziwiam ich ambicje, niezwykły zmysł wyczuwający właściwe życie. Niestety jest też bardzo wielu młodych ludzi, zagubionych w propozycjach, które ich otaczają i niechętnych do otrzymania wskazówek, propozycji. Ich świat jest bardzo specyficzny, ma się wrażenie, że w jakiś sposób bardzo ograniczony. Jedni i drudzy są w tym świecie, w różny sposób go wykorzystując, mając w sobie bardzo różne nastawienie. Młodzi mają bardzo różne akcenty życia. Jedni stawiają na rozwój i zwracają uwagę na wybór szkoły, zaangażowanie w dodatkowe zajęcia, rozwój swoich pasji. Inni są bardzo pragmatyczni i wystarczy im tylko to, co przyniesie codzienność. Bardziej im zależy na chwilowym szczęściu, które dotknie ich poprzez różne zdarzenia i pozwoli zaliczyć kolejną chwilę do udanych. Są jeszcze inni, nie zwracający uwagi na nic, potępiając wszystko, który zadowoleni są z tego, że udało się im jakoś zakombinować. Pewnie twoje życie to być może mieszanka tych opcji, albo jeszcze inna, odrębna perspektywa życia. Jednak, czy zastanawiasz się nad tym? Czy twoje życie – codzienność, odpowiada twoim pragnieniom wyboru właściwego kierunku życia? Młodzi i ich akcenty miały w nas rozbudzić świadomość istnienia różnych ścieżek życia. Te, które wymieniłem to być może bardzo skrajne przykłady, albo te nieliczne, wyraźne spośród wielu możliwości. Kiedy zachwieje się nam grunt pod nogami, kiedy upadnie jakiś sposób realizacji naszej codzienności, pierwszą rzeczą którą odkrywamy to... czytaj dalej

Kierunek: świętość, działanie, osobisty wkład…

Zastanawiam się nad priorytetowymi kierunkami w naszym życiu. Kierunek, który obieram w swoim życiu powinien mieć charakterystyczny kształt – coś, czym nie tylko się posługuję, ale również coś, co pragnę w życiu osiągnąć. Może nie wyznaczajmy sobie zbyt wielu kierunków, ale tylko tyle ile rzeczywiście jesteśmy wstanie udźwignąć. Nie przesadzajmy z naszą aktywnością, raczej pomyślmy bardziej o jakości tego, co już realizujemy. Czasami rozdrabniamy się i angażujemy w zbyt wiele spraw, przez co tracimy, bo nie angażujemy się w działanie we właściwy sposób. Czym zająć się w takim razie w naszej codzienności, by szczerze zaangażować się we właściwe kierunki? Najpierw, kierunki, które obierzemy w życiu muszą być przez nas szczerze wybrane. Wówczas tylko możemy rzeczywiście się zaangażować, jeśli jesteśmy przekonani do naszych wyborów. Poszukiwanie wiedzy w trakcie realizacji naszych kierunków, może nas obudzić do życia, a więc otworzyć nas na nowe możliwości, które są w nas zawarte. Kierunki, które obieramy w życiu świadczą o naszych pragnienia, tęsknotach, o naszych dążeniach, a przede wszystkim są świadectwem treści, które są dla nas rzeczywiście ważne. Obierając jakiś kierunek, warto się zastanowić, czy jest dobry, ważny i czy rzeczywiście to jest mój kierunek… DOBRY KIERUNEK  – ŚWIĘTOŚĆ. W życiu kierujemy się różnymi wartościami, a ich wybór zależy też od naszych upodobań. Wybór świętości to nie tylko obranie celu, ale nade wszystko wybór charakterystycznej codzienności: sposobu działania, myślenia… Świętość to odpowiedź na Boży plan, dlatego jest zaproszeniem do indywidualnej odpowiedzi. Pomyśl, jak chcesz osiągnąć osobistą świętość? Jakbyś ją scharakteryzował? DOBRY KIERUNEK – DZIAŁANIE. Co ciekawego robisz w życiu? Czy jest coś szczególnego o czym właśnie myślisz? Czy jest jakieś działanie, które sprawia, że jesteś... czytaj dalej

Idźcie i głoście.

Każdy rok duszpasterski nosi swój konkretny tytuł i zachęca do podejmowania się jakiś działań, które pomogą nam odkryć jakąś treść naszej wiary. Ten rok będzie nosił tytuł „idźcie i głoście”. Czy masz pomysł jak to zrealizować w swoim życiu? Nasze życie o czymś mówi. Inni patrząc na nasze życie, mogą coś zrozumieć, czegoś się nauczyć, coś wprowadzić w swoje życie. Przykład życia, często staje się piękną inspiracją dla innych. Życie innych, może stać się dla nas dobrym kierunkiem. Świadectwo życia wyznacza różne kierunki: z jednej strony to sama treść życia – o czym ono mówi… druga spraw to kwestia z czym idziemy i do kogo. IDŹCIE. Jeśli znamy kierunek, to wiemy jak chcemy i dokąd chcemy zmierzać. Wiele razy pewnie zastanawiałeś się dokąd zmierza twoje życie, ale czy już odkryłeś? Świadomość osobistego kierunku życia otwiera przed nami kolejne perspektywy – możliwości.  Idę, realizując konkretnie swoją codzienność, poprzez konkretne zadania, obowiązki… stawiając czoła przeciwnościom i nowym wyzwaniom. Każdy dzień, przez swój charakter sprawia, że musimy podążać w jakimś kierunku. Rozeznanie zadań, kierunków, to wyzwanie kolejnych, następujących po sobie dni. Idziemy gdzieś, by się w coś angażować. Warto się zastanowić i przyjrzeć gdzie najczęściej się „udaję”, czyli w co tak naprawdę się angażuję. Trzeba mieć osobiście odwagę, by zrozumieć niekiedy, że musimy zmienić kierunek z jednego na inny, by móc lepiej – pełniej, wykorzystywać swoje życie. Kierunek naszego życia, codzienności, odpowiada za te wszystkie rzeczy, w które potencjalnie możemy się jeszcze zaangażować. Pewnie wiele razy żałowaliście, że czegoś nie zrobiliście, że coś was ominęło, bo brakowało w was odwagi. By nie tracić więcej czasu, warto jednak zmienić od czasu do czasu... czytaj dalej

„Noc Świętych” – dzień Świętego życia.

Pojawiają się w kościołach różne wydarzenia. Jedne są bardziej inne mniej trafione. Jedne rzeczywiście wnoszą w nasze życie jakieś światło, inne mają charakter tylko jakiegoś miłego, skądinąd również, ważnego wspomnienia. Nie wiem czy wiecie, ale idea „Nocy Świętych” rozpoczęła się w archidiecezji gnieźnieńskiej, a dokładnie w parafii pw. Św. Trójcy w Gnieźnie. Pierwsza Noc Świętych miała miejsce dokładnie dwanaście lat temu. Rokrocznie pojawiające się sylwetki świętych, próbują przypomnieć o tej ważnej rzeczywistości jaką jest świętość. To nie dar dla pojedynczych osób, dla wybranych. To dar, który przejawia się jako zadanie dla każdego z nas. Stąd ten dzień, który nazwałbym „dzień świętego życia” ukazuje wprost tych, którzy zostali wyniesieni na ołtarze jako błogosławieni, czy święci, ale bardzo mocno wspomina o tych, którzy tak nie zostali nazwani oficjalnie, ale którzy w naszych sercach, ze względu na „coś” szczególnego, są rozumiani jako święci. To wydarzenie nie ma charakteru alternatywy wobec szerzącego się zwyczaju halloween. Trudno, aby życie, świętość miały stać się alternatywą wobec duchów i śmierci. To odrębne wydarzenia, które każde z nich podąża swoją, zupełnie inną drogą. Poprzez Noc Świętych, krzewi się przede wszystkim wzorce dla współczesnego człowieka, który wśród wielu opcji, lub ich braku, może odnaleźć przykład życia, bliski swojemu sercu, możliwy do zrealizowania w swojej codzienności. To nie wydarzenie, które ma odpowiedzieć na coś, co się pojawiło. Chrześcijaństwo od samego początku istnienia, męczeństwo i śmierć za wiarę, traktowało w szczególny sposób. Postępowanie innych, stawało się siłą, która przekładała się na tych, którzy żyli i w tym odnajdywali odwagę dla swojego działania. Przykłady pociągają… Święci, którzy stają się patronami kolejnych, kultywowanych już Nocy Świętych, stają się żywymi przykładami, drogowskazami dla... czytaj dalej

Nowe wyzwania.

Czy można poznać człowieka po jego działaniu? Stajemy niekiedy wobec nowych zadań i zobowiązań, których w naturalny sposób się trochę obawiamy. Czy to, że się obawiamy nowych wyzwań oznacza, że do czegoś się nie nadajemy? Już niejednokrotnie wspominałem o temacie „nowych wyzwań”. Jednak ich ilość i charakter sprawiają, że każdego dnia pojawia się jakieś nowe doświadczenie, które skłania nas do tego, aby odnajdywać w sobie drzemiące pokłady chęci i odwagi, aby podjąć się nowego wyzwania. Gdy myślę o „wyzwaniach” na pierwsze miejsc wysuwa się skojarzenie z drogą. Droga, sama w sobie jest wyzwaniem. Jej symbolika jeszcze bardziej stawia nas w jakimś konkretnym punkcie naszego życia, gdzie musi zapaść decyzja: chcę wyruszyć w podróż, czy raczej pozostanę w miejscu. Droga ma swoje określone punkty: początek i cel, ale zawiera w sobie też to wszystko, co te punkty łączy. Rozpoczynając kolejny dzień, wyruszamy w drogę. To jaki jest jej charakter, zależy od zajęć, czasu, miejsc, osób które spotykamy itp. Jednak bardzo ważnym elementem jest też odwaga podejmowania się nowych wyzwań. Najgorszy jest pierwszy raz… Najtrudniej zrobić pierwszy krok… Wiele osób, zanim przejdzie do działania, odczuwa ogromne zawahanie. Zanim przejdziemy do działania odczuwamy niekiedy wewnętrzną walkę. Odczuwamy wewnętrznie obecność argumentów za i przeciw. Czasami ta walka jest na tyle silna i poważna, że człowiek przegrywa sam ze sobą. Niekiedy jest to przydatne, szczególnie wtedy, gdy człowiek może się zaangażować w jakąś banalną i nierozważną sprawę. Inaczej sprawa się ma, gdy stoimy przed ważnym zadaniem, w które powinniśmy się zaangażować, ale nie robimy tego, ponieważ brakuje nam odwagi. Może to efekt tego, że zbyt wiele analizujemy, zastanawiamy się, bo boimy się jakiegokolwiek ryzyka.... czytaj dalej

Pomoc zagubionym.

„Świat zagubionych” – to symbol zarówno jakiejś rzeczywistości, jak i też osób przynależących do tej rzeczywistości. Spotykamy niekiedy ludzi nieco błądzących w tym świecie, jakby czegoś szukali, ale sami nie są określeni, dlatego tak trudno im zwrócić się we właściwym kierunku. Niekiedy nawet angażujące się już w coś osoby, potrafią zagubić właściwy sens przygotowania i realizacji jakiegoś zamysłu. Ile jest właśnie takich ludzi, którzy są tuż koło nas i które włóczą się, nie mając za bardzo pojęcia, w co mogą lub powinni się zaangażować, co powinno być dla nich właściwe itp. Wśród tych „zgubionych” może właśnie pojawić się ktoś, kto ma określony cel, scharakteryzowany sposób postępowania, wartości, którymi się kieruje, oraz idee tak cenne i powszechne, że każdemu mogące pomóc w określeniu swojego życia.  Takich zagubionych możemy odkryć w różnych kwestiach… Mogą to być osoby, które nie odkryły swoich zainteresowań; osoby, które wciąż nie potrafią odkryć swojego miejsca w tym świecie; mogą to być osoby, którym trudno odnaleźć pracę i zajęcia; może to być człowiek, który nie ma odwagi z kimś porozmawiać, na kogoś się otworzyć; może to są osoby, które zagubiły sens wiary i porzuciły go na rzecz innych, bardziej przyziemnych spraw. Nie jest trudnością dostrzec takich ludzi w tłumie, bardziej trudne jest może to, jak takim osobom pomóc. Wiele razy tłumaczymy nasze postawy tym, że świat ma tak wiele nam do zaoferowania, dlatego trudno nam jest zdecydować w co się angażować, co wybrać. Propozycji jest tyle, że zafascynowani nimi, chcemy dotknąć po trosze każdej, ale nie określając tego, co jest dla nas ważne, bardzo często pozostajemy bez niczego.  Czy nie jest często tak, że świat wielu propozycji,... czytaj dalej

Szalone spotkanie 8A

Rzadko się zdarza, że wracam do historii, by wspominać, czy cokolwiek rozpamiętywać. Wolę chwilę obecną, mieć w garści to, co dzieje się obecnie. Ale nawet nieoczekiwane powroty bywają pozytywnie zaskakujące. Dzięki Gabrysi, koleżance z 8 klasy (bo wtedy jeszcze było 8) doszło do niezwykłego spotkania. Jeśli dobrze liczę to po 24 latach spotkaliśmy się znów jako „8 A”, wraz z naszymi szkolnymi wychowawczyniami. Jechałem na to spotkanie z obawą, że po tylu latach mogę nie rozpoznać wielu osób.  Ludzie się nie zmieniają? Kolejne osoby mówiły o sobie kilka słów, przede wszystkim o swoich rodzinach, o swojej pracy i obecnym miejscu zamieszkania. Bardzo ciekawe było to wysłuchiwanie naszych „klasowych matek” jak cieszą się swoimi już w większości niemałymi pociechami. Było to dla mnie niezwykłe, jak poprzez 24 lata historie każdego z nas potoczyły się w różny sposób, choć większość z nas obecnie pełni rolę poważnego ojca, matki… księdza. Niezwykle miła chwila, kiedy w oczach każdego pojawiał się błysk – chwila wystąpienia i w skrócie opowiedzenie swojej najważniejszej historii. To pięknie, że tematem dominującym była rodzina, a później dopiero praca… Ludzie się nie zmieniają? Twarze 24 osób, jakby się czas zatrzymał – nie zmienione bardzo, choć jednego kolegę było mi trudno rozpoznać. Mając już na karku trochę lat, bagaż przeróżnych doświadczeń fizycznie nie wiele się zmieniliśmy – dziewczyny „spoważniały” i wypiękniały; faceci tornistry przewiesili z pleców na swoje przody, nosząc małe lub większe worki, ale i tak miało się wrażenie, że dosłownie kilka godzin zamieniło się w czasy bardzo dawne. Radość i wspomnienia. Byłem zdziwiony, jak wielu z nas, pamiętało bardzo wiele ciekawych, oryginalnych historii. Miło było słuchać czegoś o sobie,... czytaj dalej

Nie działaj wbrew sobie.

Podejmowanie jakiegoś wyboru, wiąże się z wysiłkiem i ofiarą. Czy nie działać wbrew sobie oznacza, że mam unikać takich wyborów? Może mam szukać najpierw przekonania, aby wybór był moją decyzją, z którą całkowicie się zgadzam. Często spotykam się z ludźmi, którzy zadają mi pytanie: „co mam robić?” Zasadniczo nie odpowiadam na takie pytania, ponieważ nie do mnie należy decyzja. Ja mogę pomóc rozeznać jakie ta osoba ma opcje do wyboru i która z nich ewentualnie jest lepszym wyborem. Często chcielibyśmy, aby to inni w takich sytuacjach za nas decydowali, ponieważ nie biorąc za coś całkowitej odpowiedzialności, zawsze możemy się wycofać i zrzucić winę na kogoś lub na coś. Młody chłopak zadaje mi pytanie: „czy ja mam zostać księdzem?” Zabrzmiało to wówczas, jakbym ja miał podjąć ostateczną decyzję za niego. Zasugerowałem wówczas, aby to on sam znalazł argumenty, które pozwoliłyby mu być pewniejszym jego decyzji. By nie działać wbrew sobie, a więc by nie podejmować decyzji, której nie jesteśmy do końca świadomi, potrzebujemy najpierw odpowiedniego rozeznania. Każdy z nas potrzebuje wiedzy o tym, w czym ma podjąć jakąkolwiek decyzję. Wymaga to zrozumienia, a więc w dalszym etapie, przyjęcia decyzji jako rzeczywiście własnego wyboru. Zbyt emocjonalne, impulsywne podejmowanie wyboru, może sprawić, że nie będziemy odczuwali, że decyzja jest naszym wyborem. Będziemy często w takiej sytuacji szukali drogi ewakuacyjnej, aby uciec przed odpowiedzialnością za dokonany wybór. Zbyt szybkie podjęcie wyboru, może sprawić, że będziemy odczuwali przymus do realizacji czegoś, do czego sami nie jesteśmy przekonani. Wówczas rzeczywiście poczujemy się, jakbyśmy robili coś wbrew sobie. Oczywiście nie możemy też zwlekać z podjęciem decyzji, bo spowodujemy, że nasze życie będzie jakby zawieszone z powodu... czytaj dalej

Bóg cię poprowadzi.

Bóg ma plan dla każdego z nas i stara się, by nas naprowadzić na właściwą drogę. Nasze decyzje, wybory, mają ogromny wpływ na to, czy postępujemy Bożą drogą, czy własną. Wszystko zależy od tego, jakie miejsce zajmuje Bóg w naszym życiu. To od nas zależy, czy damy Mu możliwość działania w naszym życiu, czy też nie. Podejmując jakiś wybór, warto zastanowić się, czy rzeczywiście tego dla mnie pragnie Bóg. W podejmowaniu właściwego wyboru, ogromną rolę odgrywa wola Boża. Wielu z nas może się zastanawia w jaki sposób to się dzieje. Jeśli Bóg ma plan względem naszego życia, to doskonale wie dokąd chce nas doprowadzić, co pragnie nam ofiarować. To sprawia też, że wie jaką drogę powinienem przemierzyć, aby osiągnąć ten właściwy cel. Jeśli spróbujemy zrozumieć wolę Boga, odkryjemy Jego drogę dla nas. Jeśli znamy drogę, to spoglądając na własne wybory, będziemy mogli rozeznać, który wybór pozwoli nam bardziej iść tą drogą. Logika wydaje się dość prosta, ale gdy przejdziemy do konkretów, zauważymy, że jest to jednak bardziej skomplikowane. Jego wybory, a moje… To, że Bóg ma plan to jedna sprawa, a to, że my mamy niekiedy inne rozwiązanie, to druga sprawa. Trudność leży w tym, kiedy mocno akcentujemy że coś jest naszym wyborem, a coś innego jest planem Boga. Podkreślanie różnic wcale nam nie pomaga w zrozumieniu i akceptacji planu Boga względem nas. Tutaj bardzo ważne jest to, aby zrozumieć i uwierzyć, że Bóg jest po naszej stronie. Jego plan względem nas, jest najlepszą wersją życia, której możemy się podjąć. Wymagania tego planu, a niekiedy nawet poświęcenie wypływające z jego realizacji, nie ma za zadanie bycie przeciwko nam. Wiara... czytaj dalej

Nietrafiony wybór.

Czy często ci się zdarza, że żałujesz swojego wyboru? Czy bawisz się w zabawy: co by było gdyby? Czy chciałbyś wrócić do jakiegoś punktu w swojej przeszłości i móc zdecydować na nowo, w inny sposób? Niekiedy spotykam się z opinią, że: „nie ma złych wyborów, a jedynie albo owoce, albo konsekwencje”. Nasze działanie kształtuje teraźniejszość i przyszłość, dlatego warto zwracać uwagę nie tylko na to, co się zdarzy i pojawi po naszym wyborze, ale również istotny jest ten proces samego tworzenia się decyzji – wyboru takiego, a nie innego. To ciekawe, że niektóre argumenty zauważamy i nad nimi się zastanawiamy dopiero po podjęciu decyzji w jakimś wyborze. Szczególnie ma to miejsce wtedy, gdy okazuje się, że nasz wybór był nietrafiony. Wydaje nam się wówczas, że w obecnej sytuacji pozostaje nam tylko dźwiganie jakiś konsekwencji i nic poza tym. W życiu jednak nie powinno być tak, że borykamy się tylko z konsekwencjami, a nie mamy możliwości tworzenia czegoś nowego. To oczywiście powinno nas uwrażliwić na podejmowane, kolejne wybory, na zdobywaną przez to wiedzę i doświadczenie. Istnieją pułapki, w które możemy wpaść po podjęciu niewłaściwych wyborów. Oprócz jakiegoś załamania, borykania się z konsekwencjami, pojawić się może też zbyt przesadzona ostrożność w podejmowaniu kolejnych wyborów, czyli tzw. zachowawczość, lub brak podejmowania jakichkolwiek wyborów. Wielu zastanawia się, czy rzeczywiście istnieją złe wybory, czy wybór to po prostu wybór i cel osiągniemy, prędzej czy później. Można szukać wielu i bardzo różnych wyjaśnień. Trzeba mieć jednak odwagę kreowania swojego życia – a więc mieć zasady i dokonywać konkretne wybory. Możemy zyskać pewność w dokonywaniu wyborów, gdy coraz mocniej będziemy poznawali wolę Boga – Jego plan... czytaj dalej

Jak wykorzystać dobrze życie?

Szukanie przepisu na życie jest trochę okłamywaniem siebie. Nie ma czegoś takiego? A może jednak życie jakiejś osoby może mnie zainspirować i pomóc odnaleźć przepis na życie. Stawiamy sobie mnóstwo pytań, wzbudzamy w sobie wiele wątpliwości w odniesieniu do własnego życia i zastanawiamy się, czy to, co obecnie nazywamy swoim życiem, rzeczywiście jest moim życiem. Czy to jest prawdziwe, co obecnie realizuję? 1. Nie okłamuj siebie. Nie powinieneś zgadzać się z kłamstwem. By to jednak dostrzec, trzeba odkryć prawdę o swoim życiu, o tym co powinieneś robić, a nie o tym co robię. Pielęgnowane przez nas kłamstwo sprawia, że jest nam trudno uwierzyć w jakąś inną możliwość. To czego nie znamy, a co może być faktyczną propozycją dla nas, wymaga od nas działania – wymagania od siebie prawdy. Popatrz na swoje życie i odpowiedz na pytanie: czy to jest życie, którym chce żyć, czy to tylko stworzone przeze mnie kłamstwo? Jeśli odkryłeś trudną prawdę, że twoje życie jest kłamstwem – oszukiwaniem siebie, musisz obecnie zastanowić się nad tym skąd czerpać prawdziwą siłę, aby zacząć faktycznie żyć. Odkrycie prawdy może jednak trwać znacznie dłużej, stąd potrzebujemy też pomocy w odkrywaniu prawdy. Aby żyć swoim życiem, zastanów się jakie wartości dla ciebie się liczą i jakimi wartościami chcesz się rzeczywiście kierować. Ale jeśli chcesz odkrywać prawdę, posłuż się pomocą innych osób, dlatego zastanów się kto może mi rzeczywiście pomóc.  2. Wartości i ideały. Człowiek zagubiony, to często postać, która nie wie czego się trzymać. Trudno wymagać od takiej osoby życia konkretnymi wartościami, gdy sama nie wie czego się w życiu uchwycić. Zbyt wielkie zagubienie, wśród różnych propozycji może sprawić, że człowiek... czytaj dalej

Życie z głową.

Ludzie mają niekiedy szalone pomysły. Jedni do życia podchodzą na ogromnym luzie. Inni może bez spiny, ale wyznaczają sobie tysiące zadań, bo nie potrafią ustać w miejscu. Na życie trzeba mieć pomysł… A Ty masz pomysł? Tylko niektórzy odważni potrafią i chcą zatrzymać się na chwilę i ocenić swoje życie. Do jakich wniosków dochodzą? Niektórzy są załamani, że ich życie wciąż jest takie samo i denerwują się na samych siebie, że nie mają odwagi, aby cokolwiek zmienić w swojej codzienności. Inni, po obserwacji swojego życia, stwierdzają, że ich marzeniem jest posiadanie więcej czasu, aby zrealizować wszystkie swoje pomysły i cele. Jest też spora grupa osób, którzy boją się zatrzymać i cokolwiek oceniać, bo wiedzą, że w ich życiu albo nic się nie dzieje, albo przynajmniej nie wiele. Warto mieć pomysł na życie, bo od niego zależy też nasze zaangażowanie, orz styl naszej codzienności.  Do jakiej grupy osób Ty się zaliczysz? Pomysłów na życie jest sporo, a im bardziej zaczniemy drążyć ten temat, tym mocniej przekonamy się jak wiele możliwości istnieje wokół nas. Dużo jest takich osobistych, bardzo indywidualnych projektów, które wypełniają życie codzienne. Wśród tych możliwości, pewnie każdy z nas, mógłby znaleźć coś dla siebie. Potrzeba jednak osobistych chęci, aby taki projekt życia albo samemu wymyślić, albo przynajmniej skorzystać z wielu dostępnych możliwości. Jeśli jest w jakiejś osobie konkretne pragnienie, by coś zrobić ze swoją codziennością, nic nie stoi na przeszkodzie by wprowadzić w życie codzienne, jakiś konkretny projekt. Jaka jest różnica: żyć tym co przynosi codzienność… żyć konkretną ideą życia codziennego. Choć pomysłów na życie jest wiele, to wcale nie oznacza, że wszystkie, mimo swej oryginalności są rzeczywiście... czytaj dalej

Pełna głowa.

Po dniu różnych wrażeń, siadasz gdzieś w ulubionym miejscu i nagle przez twoją głowę przelatuje tysiące pomysłów na sekundę. Sam jesteś zdziwiony swoją pomysłowością, ale też pewne zdenerwowany, bo zamiast iść spać, kłębiące się pomysły nie dają ci takiej możliwości. W niektórych sytuacjach jest wskazane, aby mieć w swojej głowie jakąś myśl, pomysł, bo pojawiające się np wydarzenia, wymagają od nas kreatywności. Łatwiej jest rozwiązać jakąś sprawę, gdy rzeczywiście mamy pomysł. W przeciwnym razie męczymy się niepotrzebnie z czymś, bo wydaje nam się, że nie mamy rozwiązania. One „istnieją zawsze:m ale czasami mamy zbyt pełną głowę, dlatego trudno nam znaleźć właściwe rozwiązanie. I jak zawsze są plusy i minusy, ale nie potrzebujemy się tym zbytnio przejmować. Naszą uwagę powinno zająć raczej poszukiwanie właściwych myśli i pomysłów, które powinny zajmować naszą głowę. Zjawiają się w nas często niespodziewanie, długo oczekiwane pomysły, które pomagają nam osiągnąć jakiś kolejny cel. Życie dostarcza nam przeróżnych wrażeń, które zapełniają naszą głowę różnymi pomysłami. Dzięki temu zawsze możemy wykorzystać nasze doświadczenia i zbudować kolejne, piękne doświadczenia. Dobrze jest nagromadzić pozytywne doświadczenia, które pomogą nam w taki sposób też patrzeć na życie i w ten sposób też oceniać nasze życie. Zgromadzone doświadczenia, pomagają nam zorganizować naszą codzienność w taki sposób, aby nasze doświadczenie stało się fundamentem dla kolejnych pomysłów. Bogactwo naszego życia, to nade wszystko doświadczenia, które zbieramy dzięki codziennym decyzjom, wyborom. Nikt nie jest wstanie osiągnąć stanu, w którym rzeczywiście zyskamy wszystkie doświadczenia „Uczymy się całe życie” – stąd potrzebujemy wciąż otwartej głowy na przyjmowanie kolejnych, nowych sytuacji, które znów czegoś nas nauczą i znowu wyzwolą w nas ciekawość i pragnienie odkrywania nowych wrażeń. Jeśli... czytaj dalej

Myśl i działaj.

Za dużo myśli, a za mało działania. To rzeczywiście duży problem szczególnie tych osób, które chcą życie układać dzięki wiedzy, a nie opierając go o konkretne działania. Może skończyć się to na tym, że jakaś osoba wciąż będzie szukała odpowiedniej wiedzy,a nigdy nie zacznie działać. „Pomysł z głową…” – co kryje się tak naprawdę za tym hasłem? Najczęściej skrywa się za tym coś, co rzeczywiście jest mądre i praktyczne. Często poszukujemy pomysłów, które się sprawdzą, które przyniosą jakieś konkretne rezultaty. Szczególnie wobec nowych sytuacji liczą się dobre pomysły. Kiedy mówimy „działaj z głową”, mamy na myśli: działanie z rozsądkiem, z wyobraźnią, przewidując następstwa naszego działania. Każdy nowy dzień jest zaproszeniem do tego, aby urzeczywistniać swoje pomysły, aby wdrażać cenne doświadczenia i bardziej świadomie budować swoją codzienność. Szczególnie w sytuacji, gdy rozpoczyna się coś nowego, warto mieć pomysł na tę rzeczywistość i starać się systematycznie je realizować. Potrzeba czasu, w którym będziemy się zastanawiali nad tym, co dzieje się w naszym życiu, co możemy zrealizować i osiągnąć. Istotne jest też to, aby stworzyć okazję dla takiego czasu, by rozpoczynając coś, mieć już jakiś pomysł.  Naucz się myśleć. Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad tym, jak mogłoby wyglądać twoje życie, gdybyś częściej, choć na chwilę przystanął i zastanowił się nad swoim życiem? Wydaje nam się, że musimy od siebie więcej wymagać, że więcej musimy pracować, zmieniać, częściej do czegoś dążyć. Ale czy rzeczywiście taki styl życia, taki sposób działania do czegoś nas konkretnie zaprowadził? Czy mnożenie działania sprawdza się za każdym razem? Jakie są tego konsekwencje? Wniosek jest konkretny – trzeba najpierw pomyśleć, zanim zaczniesz działać. Wydawałoby się, że to prosta czynność... czytaj dalej

Wrażliwość – plusy ponad wszystko.

Jak zawsze są plusy i minusy takiej sytuacji. Są rzeczy, które zawdzięczamy tylko i wyłącznie obecnej w nas wrażliwości, ale są też rzeczy negatywne, które mogą pojawić się wówczas, gdy niewłaściwie zrozumiemy dar wrażliwości. Myślę, że warto to mocno podkreślić na samym początku, że wrażliwość jest darem, który trzeba używać z rozwagą, o który trzeba też odpowiednio się starać i dbać. Chronienie tego daru sprawi, że nie będzie on źle rozumiany i realizowany. Wrażliwość jest jakby dodatkowym zmysłem, dlatego przy jego użyciu, trzeba współpracować z pozostałymi, by nie mieć wątpliwości, że działamy zbyt pochopnie. Wrażliwość jest ważnym dodatkiem dla naszego życia, jednak nie należy jej zbytnio przeceniać, bo grozi nam to, że będziemy działali pod wpływem różnych impulsów. Prawie w każdej sprawie możemy odnaleźć plusy i minusy, tak również w temacie wrażliwości oba te aspekty są widoczne i mogą być obecne w życiu prawie każdego z nas. Zastanawiając się nad tematem wrażliwości, starałem się patrzeć przez perspektywę plusów i owoców takiej postawy. Widzę jak wiele daje mi też osobiście obecność tej cechy w moim życiu. Jednak wśród tych różnych sytuacji związanych z używaniem wrażliwości, są też obrazy mniej pozytywne, a niekiedy wręcz negatywne, o których osobiście nie będę pisał, ale które streszczę teoretycznymi wnioskami. niestety są minusy… Nadwrażliwość można łatwo wyjaśnić poprzez przykład zębów, którym niekiedy towarzyszy „choroba nadwrażliwości”. W takiej sytuacji, bardzo mocno odczuwamy na sobie różnice pomiędzy skrajnościami – ciepłem i zimnem. Nadwrażliwość sprawia, że i jedno i drugie – ciepło i zimno są odczuwane bardziej wyraźnie, co sprawia ból. Jeśli przeniesiemy to na pole naszego życia, zauważymy, że towarzyszący nadwrażliwości w wielu sytuacjach fizyczny i duchowy... czytaj dalej

Świat – przynajmniej z dwóch stron.

Każdy z nas ma swoją perspektywę, z której spogląda na świat, który go otacza. Wiemy, że to nie jest jedyny i jedynie słuszny punkt widzenia. Są też inne perspektywy. Zastanawiam się, czy wrażliwość może pomóc mi patrzeć na świat inaczej, lepiej? Kiedy oboje czytamy to rozważanie, siedzimy jakby naprzeciw siebie. Ty odczytujesz to z perspektywy ekranu w komputerze lub w swojej komórce i patrzysz z perspektywy swojego życia, historii które ci dotąd towarzyszyłī. Ja spoglądam na ciebie, nie znam cię być może, albo przynajmniej nie tak bardzo jakbym mógł. Piszę do ciebie z mojej perspektywy, z tego punktu widzenia który sprawił, że coś usłyszałem, zobaczyłem, dlatego do ciebie napisałem. Różnimy się, ale spotykamy się w tym samym punkcie – w słowach, które obecnie czytasz. Dotykamy ich z dwóch różnych stron i mają prawo nam powiedzieć zupełnie coś innego. Różnorodność świata sprawia, że nikt z nas nie widzi tego samego, w ten sam sposób. Różnorodność w tym względzie wydaje się wielobarwna, dlatego obrazy które mamy przed sobą, nigdy się nie powtarzają. Świat ze soją różnorodnością i różnobarwnością rozwija w nas „zmysł wrażliwości”. Piękno świata fizycznego nie daje nam wyboru i jednoznacznie skłania nas do refleksji nad światem duchowym, w którym też jest wiele powodów do zachwytów, czyli też do wrażliwości. Wrażliwość na którą chciałbym tym razem zwrócić waszą uwagę, ma budować w nas odpowiedzialność za to wszystko, co nas otacza. Wrażliwość wymaga szacunku i akceptacji. Szacunek wobec tego wszystkiego co w różnych okolicznościach staje na naszej życiowej drodze: ludzi, wydarzeń, każdej chwili naszego codziennego życia. Akceptacja tego co odmienne, różne od naszej oceny; tego, co tajemnicze i jeszcze przez nas... czytaj dalej

Rozbudzać w sobie wrażliwość.

Każdy z nas patrzy na ten sam świat, a jednak widzimy go zupełnie inaczej. Czy zależy to od wiedzy, którą posiadamy, czy od doświadczeń, które przeżyliśmy, czy jeszcze od innych warunków? Wracałem późnym wieczorem ze spotkania. Na niebie świecił księżyc i przed moimi oczyma ukazał się obraz ciekawie oświetlonej drogi, ciepłych kolorów i świetnie wkomponowany księżyc. Wówczas patrząc na ten obraz zastanawiałem się, ilu ludzi ten obraz dziś i kiedyś zobaczy, zatrzyma się i nad nim w jakiś sposób się zastanowi. Ilu będzie obojętnych wobec takich pięknych obrazów i sytuacji? Wielu z nas trafia na podobne i inne sytuacje, które coś wewnętrznie w nas zostawiają i do czegoś zachęcają. Jeśli przyjmiemy te sytuacje, obrazy, będziemy mieli szansę rozbudzić w sobie szczególną wrażliwość, która ubogaci nas innym spojrzeniem na świat, życie, pięknymi doświadczeniami, które staną się źródłem inspiracji dla nowych doświadczeń w naszym życiu. Dzięki różny sytuacjom, obrazom, możemy w piękny sposób ubogacić się zarówno duchowo, jak i też fizycznie. Wrażliwość ma dwa ważne kierunki. Jednym z nich jest to wszystko, co osobiście otrzymujemy, przyjmujemy i przeżywamy. Drugi kierunek obejmuje to wszystko, co dajemy innym, co wypływa z naszego serca, życia, a co ofiarowujemy szczerze każdemu kogo spotkamy na swojej drodze. Te dwa kierunki są obecne w tych, którzy chronią i pielęgnują w sobie wrażliwość. W zależności od człowieka, jest ona silniejsza lub słabsza, ale naszej uwadze nie powinna umknąć jej jakakolwiek obecność. Widząc ją, w jakiejkolwiek kondycji jest ona w nas obecna, powinniśmy zabiegać o to, by ją nieustannie rozwijać. Powinniśmy iść w dwóch kierunkach – przyjmować z wrażliwością to, co daje nam życie i dawać zz wrażliwością serce... czytaj dalej

Bóg ma serce.

Na zakończenie projektu pt. „Z sercem do Boga”, w którym starałem się znaleźć, to co dobre w sercu człowieka poszukując wzoru w sercu Boga, pragnę was zachęcić do odkrycia sprawy, która wydaje nam się oczywista, ale niekoniecznie zrozumiała – Bóg ma serce! Spotykając na swojej drodze dobrą osobę, mówimy niekiedy, że człowiek czyniąc dobro jest „osobą o dobrym sercu”. Jednak czy to stwierdzenie jest prawdziwe? Pismo Święte wspominając o sercu mówi raczej o całym człowiek, a nie tylko o jego działaniu. Jeśli oceniamy tylko działanie człowieka i stwierdzamy, że taka osoba jest „dobrego serca” to jednak powinniśmy rozszerzyć naszą ocenę poznając całego człowieka – jego myślenie, wartości którymi się kieruje itp. Jeśli rzeczywiście działanie potwierdza sposób myślenia człowieka, wówczas stwierdzenie, że ta osoba ma „dobre serce” jest prawdziwe i szczere. Jeśli sposób działania znacząco różni się od myślenia, to mimo wszystko powinniśmy zastanowić się, czy tylko ze względu na samo działania można określić człowieka, że ma „dobre serce”. Serce Boga to jedność nie tylko osoby, ale całej Trójcy Świętej. To ważne, aby zauważyć, że w Bogu istnieje wzór serca, dlatego modlimy się „uczyń serca nasze według serca Twego”. Co ta prośba wyraża? W sercu Boga nie ma żadnej nieczystości – zła, które mogłoby wpłynąć na to serce. W Bożym sercu dostrzec możemy realną jedność myślenia, słów i działania. W końcu w sercu Boga wszyscy mogą odnaleźć swoje miejsce, stąd wiemy, że Boże serce nie ma ograniczeń i kryteriów. Różnice pomiędzy naszym, a Jego sercem możemy już tutaj, na tym poziomie rozważań, odnaleźć bardzo wiele. Człowiek i jego serce to symbol, który do końca nie jest zrozumiały. Serce Jezusa: woda i... czytaj dalej

Challenge.

Świat pełen jest różnych wyzwań. Na drodze naszej codzienności pojawia się ich sporo, i są różnego rodzaju. Życie stawia jakiś cel do osiągnięcia, a my powinniśmy w któryś z nich się zaangażować Przed czym obecnie stoisz? Czy twoje cele stanowią wyzwanie, w które chcesz się zaangażować? Pojawiały się i wciąż pojawiają się różnego rodzaju challenge, które w gruncie rzeczy nie wymagają jakiejś wielkiej odwagi, czy pomysłowości. Większość polega na tym, by dołączyć do jakiejś grupy osób, które po prostu wypełniają jakieś zadanie: wypicie czegoś, polanie się zimną wodą itp. Dla mnie osobiście to mało zrozumiałe zadania, przede wszystkim z tej racji, że w żaden sposób one nie rozwijają człowieka, który w to zadanie się angażuje. Trudno mi niekiedy rzeczywiście określać dane zadanie mianem challenge, bo mało ma to z tym rzeczywiście wspólnego. Oczywiście wśród różnych opcji zawsze znajdzie się coś mało sensownego, mijającego z celem. Jeśli jednak byśmy na tym zaprzestali, nie byłoby to prawdziwe. Są też opcje pozytywne, bardziej kreatywne i inspirujące. Spotkałem się z trzydziestodniowym fotograficznym – tematycznym „challenge”, którego zadaniem było wykonanie codziennie zdjęcia odpowiadającemu konkretnemu tematowi. Pojawiają się też inne, np. sportowe, czy dotyczące zdrowego żywienia; sztafeta modlitwy, ekstremalna droga krzyżowa itd. Może o innym charakterze są te wyzwania, ale osobiście te bardziej mi się podobają, niż te, które przytoczyłem na początku. Wyzwania powinny mieć charakter ćwiczenia i mają prowadzić do osiągnięcia konkretnego celu. Jednak po jego osiągnięciu powinno coś pozostać w człowieku, coś co na trwałe zagości w naszej codzienności. Oczywiście może to być jakiś fizyczny efekt, albo jakaś refleksja w naszych myślach, bądź też jakaś propozycja dla naszej mentalności. Poprosiłem na lekcji młodzież,... czytaj dalej

Świeżość życia – to jest dopiero wyzwanie.

Zmęczeni całorocznymi zadaniami, obowiązkami, oczekujemy na upragniony czas wytchnienia. Możemy o pewnych sprawach na chwilę zapomnieć, a pomyśleć o innych. Nic nas nie goni, ranek staje się południem, a łóżko staje się naszym przyjacielem. Budzimy się i z westchnieniem mówimy: dziś mam wolne. Przez cały rok z utęsknieniem oczekujemy na ten szczególny czas – w końcu zasłużony urlop. Możemy zapomnieć na chwilę o obowiązkach i oddać się błogiemu „nic nie robieniu”. Odpoczywamy – każdy w inny, właściwy dla siebie sposób. Chcemy jak najlepiej ten czas wykorzystać, więc z jakimś wyprzedzeniem planujemy co będziemy robić, gdzie się udamy i z kim. Czas urlopu, wypoczynku, staje się dla nas świętością, której chronimy jak największego życiowego skarbu. Urlop to niebywała okazja do regeneracji sił, pomysłów, chęci i możliwości. Wydawałoby się, że najbardziej odpoczniemy wtedy, gdy zmienimy miejsce naszego pobytu, gdy odetniemy się od naszych codziennych obowiązków i myśli. Robimy tak, dystansujemy się od naszych codziennych obowiązków, aby spojrzeć inaczej na swoją rzeczywistość. Zdystansowanie się od naszej codzienności, może już samo w sobie wiele rzeczy uleczyć i pomóc nam odbudować. Potrzebujemy takiego czasu i takich okazji, by wspierać w sobie rozwój tego, co dobre. CO MAM, A CO MOGĘ MIEĆ. Posiadamy bardzo wiele pięknych i bardzo pożytecznych cech. Jednak codzienność sprawia, że wpadając w rutynę obowiązków jedne cechy bardziej wykorzystujemy, inne mniej, a o innych jeszcze, zupełnie zapominamy. Oczywiście nie robimy tego umyślnie, na to ma wpływ nasze życie i obowiązki, które wykorzystujemy, bo one wymagają od nas aktywności takich, a nie innych cech. To właśnie poprzez urlop, angażujemy siebie niekiedy w inny, nowy sposób. Czas urlopów uświadamia nam, co tak naprawdę posiadamy, co... czytaj dalej

Regeneracja i wypoczynek.

Aktywny wypoczynek – spotkałem się z tym hasłem już bardzo dawno temu. Chodzi o to, aby mimo urlopu – wolnego, mimo wszystko działać i podejmować się jakiś zajęć, które wpłyną na regenerację i wypoczynek. Wydaje się, że jeśli nic nie robimy to wypoczywamy najbardziej. Nic bardziej mylnego. Często się zdarza, że od nic nie robienia, możemy być bardziej zmęczeni niż po dniu jakiejś pracy. Pozornie może nam się wydawać, że praca powoduje zmęczenie. Niekiedy sam sposób naszego myślenia może być bardziej powodem naszego zmęczenia niż sama praca. AKTYWNIE ALE Z ROZSĄDKIEM. Czas wolnego, warto wcześniej zaplanować. Jeśli mamy swój plan, mamy wyobrażenie tego, w jaki sposób chcemy przeżyć ten czas, to z rozsądkiem przemyślmy, czy będzie czas na to, by się w coś rzeczywiście zaangażować. Nie chodzi o to, by co godzinę zmieniać swoje zajęcia, bo okaże się, że nie zdążymy się w nie zaangażować. A po co wymyślać setki działań, skoro w nic się i tak nie zaangażujemy. Warto pomyśleć o takiej aktywności, która rzeczywiście nas wciągnie i przyniesie też zadowolenie. Czasami lepiej mniej zajęć, ale za to bardziej angażujące, niż wiele zadań, które będziemy przeżywali w płytki sposób. Planujmy z rozsądkiem kolejne dni naszego urlopu, aby rzeczywiście wypocząć, a nie wrócić bardziej zmęczonym, niż się było, wyruszając na wypoczynek. Działania, które będą nam towarzyszyć, niech sprawiają nam radość i zadowolenie. Uzupełniajmy w ten sposób braki zadowolenia, satysfakcji i szczęścia.  REGENERACJA. „Musimy być maksymalnie zdrowi wewnątrz, a to się przełoży na skuteczność na zewnątrz” (ks.J.Kaczkowski) Regeneracja powinna służyć naszemu wewnętrznemu i zewnętrznemu odbudowywaniu. Poprzez czas pracy, wypełniania obowiązków pewnie wiele razy dopadało nas zmęczenie, może jakaś choroba, brak... czytaj dalej

I po Lednicy: Amen!

Po spotkaniu lednickim pewnie już nie wielu zastanawia się nad słowem „Amen”. A życie toczy się dalej, stawiając kolejne wydarzenia w których powinniśmy umieć i chcieć wypowiadać to słów. Wielokrotnie w czasie spotkania na Polu Lednickim towarzyszyły nam gromkie okrzyki: „AMEN!” Zachęcani do tego, by coraz głośniej wypowiadać to słowo, mogliśmy poczuć faktyczne przynaglenie do głębszego zrozumienia tego słowa. Ale czy tak faktycznie się stało? Czy po powrocie do domu chętniej i bardziej świadomie wypowiadamy to słowo? Już podczas spotkania miałem okazję, aby z większą wrażliwością zwracać uwagę na to kiedy to słowo się pojawia, a później czując te momenty mogłem i chciałem z większą świadomością to słowo wypowiadać. Mogę stwierdzić, że spotkanie lednickie ma w moim sercu już jakiejś konkretne owoce. Kolejnym owocem jest to, że tym się zająłem i o tym piszę. Spotkanie lednickie zachęciło mnie do tego, aby na nowo spojrzeć na słowo „Amen” i ponownie odkryć jego głębszy sen. Jak rozumieć słowo: AMEN? Jest to hebrajskie słowo, które weszło prawie do każdego języka. Dlatego słyszymy to samo słowo niezależnie od tego, jakim językiem się posługujemy. Tym mocniejsze staje się to słowo, jego sens, gdy nie potrzebujemy wysilać się, by szukać odpowiedników w innych językach. Gdy wypowiadamy to słowo, wyrażamy zgodę na to co zostało powiedziane przed słowem men. Jeśli Amen następuje na zakończenie modlitwy ma ono wówczas znaczenie: „oby się tak stało”. To słowo jest też wyrazem zgody, zatwierdzeniem czegoś. Znaczy „tak”, „niech się tak stanie”. Niekiedy pojawia się na końcu tekstu czytanego Pisma Świętego, wówczas jest jakby formą deklaracji, że zrozumieliśmy to, co Bóg do nas mówił, że się z tym zgadzamy. Bardzo kluczowym... czytaj dalej

Nie zacierajcie znamienia Ducha Świętego.

Zesłanie Ducha Świętego jest mocnym akcentem, przypominającym nam o obecności tej Osoby w naszym życiu. Chrzest, a później Bierzmowanie odcisnęły na nas znamię, które nas powinno charakteryzować  i kształtować. „Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego” (J 20,22) „Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żyjącą” (Rdz 2,7) TCHNIENIE – fundament życia. Dwa tchnienia, o których czytamy dają nam poczucie, że początek naszego istnienia tkwi w Bogu. To On pełen Miłości powołuje nas do istnienia, do zrealizowania bardzo konkretnej misji. Oba tchnienia wypełniają nas szczególną łaską, która oprócz szczególnego uzdolnienia, daje nam początk fizycznego i duchowego istnienia. Dla mnie to ogromnie umacniające, że swój początek mam zakorzeniony w planie Boga, który powołał mnie do istnienia, bo mam do zrealizowania jakieś szczególne zadanie. Odkrywanie tej misji i jej realizacja, to jedno z podstawowych zadań mojego życia. Niekiedy patrzymy na „wielkie indywidualności” i podziwiamy ich osobisty wkład: piękne słowa, niebywałe działanie. I nieco z zazdrością, myślimy o swoim życiu, o tym jakie ono jest i co wnosi w świat, w którym żyjemy. Każdy z nas, na swój sposób jest „wielką indywidualnością”, lecz nie wszyscy jeszcze odkryliśmy jaką jesteśmy i jak wielką indywidualnością stworzył nas Bóg. Zamiast patrzeć i podziwiać innych, sami dołóżmy odpowiednich starań, by uczynić nasze życie bardziej wyraźnym. TCHNIENIE – nasza indywidualność. Tylu ludzi bardzo podobnych do siebie, a jednak zupełnie inni. Odkrywając to, kim nas uczynił Bóg i tchnienie Ducha, powinniśmy chronić swoją indywidualność. Oczywiście mam tu na myśli wszystko to, co dobre i pożyteczne, co skrywa się za naszą indywidualnością.... czytaj dalej

Życiowy software.

Samo urządzenie nie wystarczy. Dla prawidłowego funkcjonowania potrzebne jest jeszcze oprogramowanie. To właśnie ono odpowiada za możliwości wykorzystywania sprzętu, który posiadamy. A człowiek? Czy on też ma swój software? Człowiek to ogromna tajemnica. Mimo tylu wieków, lat odkrywania kim jest i jak funkcjonuje człowiek, wciąż pozostają rzeczy nieodkryte i nadal niezrozumiałe. Uczymy się przez całe życie. Przechodzimy różne etapy naszego rozwoju i wciąż pozostajemy zagadką. Spotykając po latach, jakiś naszych znajomych, słyszymy niekiedy: „mi się w życiu nie powiodło”. Inni być może powiedzą: „ja jestem szczęśliwy, osiągnąłem tak wiele”. Skąd te różnice przeżywania życia, czyżby każdy z nas miał zupełnie inny software? Czy może jedni mają nowszy, inni starszy i dlatego tak im trudno dostosować się do współczesności? Każdy z nas gromadzi w sobie wiedzę. To, jak przeżyliśmy dotychczas naszą codzienność jest w nas obecne pod postaciami różnych wspomnień, wrażeń, emocji, historii, doświadczeń. Owocem naszego życia jest też to wszystko, co stanowi naszą również fizyczną własność. I tutaj już zaczynają się różnice pomiędzy nami. Choć może przeżywamy tę samą codzienność, bo praca, domowe obowiązki, rodzina itp., to jednak każdy z nas zupełnie inaczej angażuje się w swoją codzienność i zupełnie z czymś innym wychodzi z niej ubogacony. Zatem to nie tylko kwestia gdzie żyjemy i jak, ma wpływ na nasze wewnętrzne doświadczenia. Również to w jaki sposób my odczytujemy swoje życie i w jaki sposób je realizujemy ma bezpośredni wpływ na nasz „życiowy software”. Każdy z nas inaczej postrzega i rozumie wydarzenia, które nas dotykają, w których uczestniczymy. Nasze decyzje, wybory w taki, a nie inny sposób przyczyniły się do tego, że takimi, a nie innymi ścieżkami przemierza nasza... czytaj dalej

Jakość software.

Każdy z nas przez pryzmat osobistych doświadczeń, zupełnie inaczej spogląda na swoje życie. Jedni są zadowoleni z tego, co udało im się osiągnąć i to im wystarczy; inni są bardziej wymagający i stawiają sobie kolejne, nowe cele. Oczywiście nie wszyscy, ale z dużym przerażaniem patrzę na młodych, kiedy trwa batalia wystawiania ocen, czy to na zakończenie roku, czy zwyczajnie z zadań bieżących. „Niech ksiądz mi da dwa, tyle mi wystarczy…” – taki słowa niestety padają dość często. Niekiedy komentuje je takim stwierdzeniem: „chciałem ci dać cztery, ale skoro dwa ci wystarczy…” Wówczas młodzi często wycofują się ze swojej prośby, chcąc w ten sposób przekonać mnie, że moja propozycja jest dla nich jednak ważniejsza. Ja chce obudzić ich ambicję, ale niestety wpisuje często ocenę, które oni sami żądali na początku. Czy rozumieją moje działanie? Niektórzy tak i przy następnej okazji, stają się bardziej ambitni i ich praca, bardziej owocna. Czy mamy zakodowane w sobie ambicje, lub ich brak? Niekiedy przeciętność staje się sposobem przeżywania codzienność, jakby nie było innej opcji. Sami chcemy się oszukać, przyjmując najwygodniejszą opcję, raczej z innych powodów niż z powodu ambicji, lub jej braku. Ambicje ma każdy, gorzej jest niestety z chęciami, których nie mają niestety wszyscy i może przez to taki stan rzeczy. Software, który posiadamy jest naszą osobistą zdobyczą. Można stwierdzić, że jest on taki, jakie są nasze ambicje i chęci. Podobnie jak w świecie informatycznym, pojawiają się niekiedy nowe wersje software, aby usprawnić działanie naszego urządzenia. My możemy zdobyć nowy software przez to, że rzeczywiście zaangażujemy się w nasze życie i zdobywanie właściwej wiedzy. Nasza codzienność to wiele mniejszych lub większych elementów, które... czytaj dalej

Software – nasze zaplecze.

Dobrze mieć „asa w rękawie”… Potrzebujemy osobistego zaplecza, w którym nagromadzimy odpowiednią wiedzę, doświadczenia…, które będziemy mogli w odpowiedni sposób, w odpowiedniej chwili, wykorzystać. By móc sięgnąć do jakiegoś duchowego lub fizycznego zaplecza, trzeba je najpierw mieć – stworzyć. Od wielu lat udaje mi się gromadzić różne ciekawe myśli, z różnych dziedzin życia. Powstające w ten sposób zeszyty z notatkami leżą sobie na półce i czekają na odpowiednią chwilę. Niekiedy zastanawiam się, czy starczy mi sił i czasu, aby powrócić do tych notatek i w jakiś sposób je przeanalizować. Pojawiają się sytuacje, w których za jakimś natchnieniem sięgam do któregoś z zeszytów i trfiam na najodpowiedniejszą myśl w tej sytuacji. Dlaczego pojawiły się takie zeszyty? Wiele spraw niestety jest bardzo ulotnych. Już wiele razy przekonałem się, że idąc spać miałem w głowie jakąś ciekawą myśl, super rozwiązanie, a budząc się rano już o tym nie pamiętałem i trudno mi było cokolwiek odtworzyć. Podobnie z przeczytanymi książkami, periodykami itp. Człowiek w jakiejś chwili życia, czytając jakąś myśl, doświadcza jakiegoś olśnienia, a później trudno mu przypomnieć sobie proces, który dokonywał się w jego głowie. Może dlatego warto zapisać jakąś myśl… Inni twierdzą, że nie warto zapisywać, bo to jest przechowywanie na siłę czegoś, czym powinniśmy zacząć natychmiast żyć, a nie zapisywać. Zdania są podzielone. Wybierz sam opinię, z którą się najbardziej utożsamiasz i którą najłatwiej ci jest realizować. WIEDZA W PIGUŁCE. Życie uczy nas najwięcej. Dzięki codziennym zdarzeniom zyskujemy bardzo szeroką wiedzę. Jednak samo życie nie nauczy nas wszystkiego. Powinniśmy posiłkować się różnymi odrębnymi źródłami wiedzy, które pomogą nam zrozumieć niekiedy jakieś sprawy, albo przynajmniej umożliwią nazwanie po imieniu tego co... czytaj dalej

Kolejna już… rocznica święceń

kapłańskie „czasowniki” Zdarzyło się kiedyś, a dokładnie w 2003 roku, że Arcybiskup powierzył mi szczególne zadanie. Kościół zaufał mi i obdarzył mnie szczególnym darem, jakim jest kapłaństwo. Patrząc na różne okresy mojego życia, na przeróżne doświadczenia i zadania, chce dokonać dla siebie pewnego podsumowania. Rozważając nad różnymi kwestiami, chce je scharakteryzować jedenastoma czasownikami. Trudno, abym w nich zawarł wszystko, ale to właśnie one będę pewnymi drogowskazami po moich doświadczeniach, które miały i mają dalszy wpływ na moje życie. Nie dokonam całkowitej oceny samego siebie, z uwzględnieniem negatywnych i pozytywnych stron mojej osoby, ale chce bardziej wyznaczyć sobie, na kolejne lata mojego powołania, kierunki działania i pewne zadania, które ufam, że i wam coś pomogą odkryć. Pewne podsumowywania mają często charakter oceny przeszłości. Wobec tłoczących się wokół nas wszystkich, przeróżnych opinii i ocen, wolę raczej pozostać w obszarze teraźniejszości i przyszłości, aby móc przyjąć to, co słyszę i widzę, jako narzędzia do tworzenia kolejnych doświadczeń, wciąż tworzącej się, mojej historii życia. Niekiedy jestem przerażony różnymi zasłyszanymi opiniami i ocenami i by się im nie poddać, a jednocześnie nie udawać też, że ich nie słyszałem, wprowadzam nieustannie, różne zmiany, które mają przemienić moje życie w jeszcze piękniejszy dar, dla innych. Mamy dziś bardzo różne wyobrażenia o człowieku, o księdzu… Sprostać dzisiejszym zadaniom, nie jest rzeczą łatwą, a pierwszą sprawą, z którą trzeba walczyć – to sam człowiek, który często sam dla siebie jest niestety niewłaściwym przewodnikiem. Może trochę tchnie pesymizmem we wstępie, ale nie taki ma mieć charakter to moje „podsumowanie”. Każdego dnia staję przed sprostaniem trudnemu zadaniu, którym jest kapłaństwo i widzę, przez to co dzieje się w ogólnym świecie,... czytaj dalej

Po „Bożym Ciele”.

Od kilku dni chodzę z tym tematem w głowie i to, co najczęściej się pojawia w związku z tym, to pytania: Co chce mi dziś przekazać Uroczystość Bożego Ciała? Czego dziś, może każdego z nas jeszcze ta uroczystość nauczyć? Kolejny dzień wolny, tym razem związany z uroczystością kościelną, dla jednych jest okazją do przeżycia czegoś bardzo duchowego; dla innych pobożna praktyka realizowana z tradycji. Dla jeszcze innych to tylko kolejny wydłużony weekend. Idąc w procesji Bożego Ciała, troszkę obserwowałem ludzi i ich postawy. Były one bardzo różne – wiele pięknych, wręcz budujących – choćby ta, gdy pan z kulami usilnie za każdym razem po przyjściu do kolejnego ołtarza, robił wszystko, co w jego mocy, aby uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem. Były też negatywne, jak ta, kiedy podczas śpiewu Ewangelii jakiś „Boży pijaczek” zaczął coś wykrzykiwać za ołtarzem i ekipa z chóru, biorąc pod pachy tego pana, chwiejącego się na ostatnich nogach odprowadzili nieco dalej, próbując go uspokoić. Jedne i drugie bywają prawie zawsze. Nie o tym jednak pragnę pisać. Nasze uczestniczenie w tej Uroczystości bywa mniej lub bardziej świadome, pewnie dlatego tak skrajne są nasze postawy. Patrzyłem jednak na ludzi, by uczyć się tej Uroczystości. Bo już od jakiegoś czasu pojawiło się we mnie pytanie: CO CHCE MI DZIŚ PRZEKAZAĆ UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA? Znalazłem trzy odpowiedzi, na których przede wszystkim się skupiłem. Bóg jest obecny pomiędzy nami. Druga odpowiedź: Procesja- moje świadectwo i wchodzenie Boga w codzienność mojego życia. I trzecia odpowiedź: Cud Miłości – nieodkryta i niedoceniona Eucharystia. Może mało odkrywcze są te wnioski, ale mobilizują, aby stawić czoła tym treściom, które płyną z tej Uroczystości. Możemy oczywiście przeżyć... czytaj dalej

14 dni peregrynacji.

W temacie ważnej chwili… Od 17 do 30 kwietnia miałem niebywały zaszczyt przez te dwa tygodnie towarzyszyć znakom Światowych Dni Młodzieży (krzyż i ikona). 14 dni które oprócz zadań, pełne były też niezwykłych, ważnych chwil. Jesteś ciekaw, jakie były to chwile? 1.  Długo wyczekiwany moment. Niby nic ważnego, tak początkowo się wydawało. Ale, gdy wylądował samolot ze znakami ŚDM, zdałem sobie sprawę jaką rolę te znaki mogą odegrać w najbliższym czasie peregrynując po naszej archidiecezji. Przemierzając po różnych parafiach, mogą stać się one znakami jedności. Tak też rzeczywiście później się stało. Te znaki dotykali ludzie w wielu parafiach, dołączając w ten sposób do wspólnoty, którą złączyła już idea ŚDM. 2. W wielu miejscach wokół krzyża panowała szczególna atmosfera – zarówno wywołana przez osoby i ich duchowe przeżycie, jak i też fizyczna, wywołana przez piękne refleksy słoneczne, czy jakieś dekoracje itp. rzeczy. Światło padające na krzyż, uzmysłowiło mi, jak wiele razy względem wielu osób, to z krzyża wydobywa się wiele promieni, które wyznaczają każdemu z nas do realizacji, osobiste zadania. Widziałem jak wiele osób odchodziło od krzyża i niosło w sobie promień osobistego, duchowego przeżycia. 3. Był to jedyny dzień, podczas którego nie uczestniczyłem w peregrynacji, ponieważ miałem zadanie wygłosić wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku pt. „Fenomen Światowych Dni Młodzieży”. Jednym z bardzo konkretnych wniosków było też to wszystko, co do tej pory widziałem podczas peregrynacji – zachowania ludzi, ich szacunek wobec znaków, rozmodlenie… 4. Światowe Dni Młodzieży mają skupiać przede wszystkim ludzi młodych. Wydarzenia w parafiach zdominowane są uczestnictwem osób dorosłych, albo starszych. Niekiedy wydaje się, jakby młodych nie było… Spoglądając na peregrynację, bałem się, że stanie się tak,... czytaj dalej

MATURZYSTO

Mam kilka razy wyznaczony dyżur w komisji egzaminacyjnej w czasie matury. Nie jest to ciekawe zadanie. Jednak obserwując młodych przez kilka godzin, można zastanawiać się nad wieloma sprawami. Ważna chwila w życiu młodych osób. Choć wydaje się kolejną, tego typu. Egzamin na zakończenie podstawówki, później gimnazjalny, teraz – matura. W każdym chodzi niby o to samo – sprawdzenie wiedzy. Dla wielu jest to moment – przełom. Po zdaniu matury muszą zdobywać nowe, może ciekawsze horyzonty na studiach. Jednak zastanawia mnie czy ten ich obecny sprawdzian wiedzy w czymś im rzeczywiście pomaga, do czegoś ich przybliża? Czy to nie będzie znowu tak, że wielu z nich stwierdzi – „udało mi się!” Czy to łut szczęścia, traf, czy posiadana wiedza pozwala zapamiętać tą jedną chwilę do końca życia? Skąd ta chmura wokół matur. Skąd się to wzięło, że tak przerażeniem i z takim przejęciem ludzie podchodzą do tego wydarzenia. Czy to dłuższa chwila jest decydującą w życiu? Spanikowani, z trzęsącymi się rękoma, zgryzający swoje paznokcie lub końcówki długopisów, szukają gdzieś ponad głowami innych źródeł inspiracji. Zegarek zawieszony na ścianie i informacja na tablicy o której koniec egzaminu staje się ich kompasem. Odliczając ich ważne, kolejne chwile nieubłaganie świadczy o ich możliwościach. Wytężony wzrok, utkwiony na kolejnej kartce, staje się jakby znakiem zagubienia, jakby pytali, gdzie obecnie są, dokąd podążają. Już tylko godzina została z tych prawie trzech do dyspozycji. Wszyscy elegancko ubrani, choć to ich szkolny najcięższy dzień pracy… Wkłady powoli się wysuszają, wiedza przelewa na papier. Zliczane słowa i polecenia, kolejno wertowane strony, powoli strach oddala się; na innych powrócił – jakby silniejszy, jakby zgubił się gdzieś i odnalazł drogę.... czytaj dalej

Jak się scharakteryzujesz.

Największą wiedzę na twój temat, masz ty sam. Ale wiedzę swoją zdobywasz również dzięki temu, co inni powiedzą na twój temat. Jak zweryfikujesz to, co mówią inni, na twój temat, z tym, co sam wiesz o sobie, to co ci wyjdzie z tego porównania? Ważne chwile tworzą nasze życie. Niezależnie, czy je dostrzegasz, czy być może umykają one twojej uwadze, to i tak wpływają one na codzienne doświadczenia. Każdy z nas, mimo różnicy wieku, ma takie „ważne chwile” na swoim koncie. Jesteś wstanie wymienić ich kilka? Myślę, że warto poświęcić chwilkę, by w głowie poukładać sobie kilka takich wydarzeń, by móc zrozumieć o czym za chwilę napiszę. 1………… 2………… 3………… 4………… Przybywające nam lata, dokładają nowe historie, doświadczenia – ważne chwile, w których dokonało się dla nas coś szczególnie ważnego. Może doświadczyliśmy jakiś radości, lub trudności. Może stanęliśmy w miejscu, w którym podjęliśmy życiową decyzję. Może jakaś sytuacja pozwoliła nam coś odkryć; czegoś nas nauczyła. To, co jest w tym piękne, to fakt, że każdy z nas ma zupełnie inną listę ważnych chwil. To jest bardzo ubogacające, że każdy z nas ma różnobarwną codzienność, która nas w jakiś sposób charakteryzuje. CO SIĘ LICZY? Przyglądając się z perspektywy jakiegoś czasu na swoje życie, możemy zobaczyć pewne charakterystyczne dla nas zachowania, działania i osiągnięcia. Jeśli uważnie obserwujemy swoje życie, z łatwością dostrzeżemy to, co się dla nas liczy najbardziej, co jest dla nas najistotniejsze. Może ktoś z nas ma swoją osobistą piramidę wartości – system dzięki któremu postępuje w życiu, nadając różnym sprawom szczególną wartość. Jednak wartości to jedna sprawa, a to co się liczy w naszym życiu to kolejna. Pojawia... czytaj dalej

Na rozstaju dróg.

Decyzje są różne, a ich owoce lub konsekwencje są jeszcze bardziej zróżnicowane. Ilość ważnych momentów w naszym życiu, powinna nas przekonać do prawdy o tym jakie wybory dokonujemy, a jakie powinniśmy dokonać. Czy nie zdażyło ci się nigdy pomyśleć, że gdybyś miał możliwość, to cofnąłbyś się w czasie i zmienił jakąś decyzję, lub ją poprawił? Niestety nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami wehikułu czasu, który umożliwiłby nam przenieść się do wybranego przez nas momentu. Zresztą obawiałbym się konsekwencji wynikających z możliwości podejmowania takich prób. Ale mamy za to coś zupełnie innego, jeszcze bardziej ważnego. NEWRALGICZNY PUNKT Zastanawiam się ile było w moim życiu takich momentów, które miały ogromny wpływ na przebieg dalszego mojego życia. Czy jestem świadom wszystkich takich momentów w moim życiu? Być może wydaje nam się, że momenty, które naszym zdaniem są newralgiczne wpłynęły na dalszy bieg naszego życia, a w rzeczywistości być może jakaś błahostka miała bardziej wpływ, a my nawet tego nie czuliśmy. Życie wydaje się nie być decyzją jednej chwili, jednego wydarzenia. Raczej musimy obserwować jakiś kontekst, by dostrzec możliwości wyboru, jak i też później ewentualne owoce lub konsekwencje. Jaki moment w twoim życiu jest szczególnie newralgiczny? Jakie momenty twoim zdaniem, miały ogromny wpływ na przebieg poszczególnych dni, wydarzeń. Z jednej strony mamy za sobą historię, a więc te momenty newralgiczne, które już były, które już wpłynęły na naszą codzienność; mamy też przyszłość, a więc punkty przed nami, od których zależeć będą kolejne chwile i rodzące się perspektywy naszego życia. Jest to dla nas bardzo istotne, aby mieć takie punkty, bo dzięki nim, łatwiej będzie nam wyznaczyć sobie kierunek dalszego życia, kolejnych wyborów. To właśnie nadaje... czytaj dalej

Ładunek chwili.

Ile jest takich chwil, które nam umykają, bo nie mamy świadomości ich istnienia? Jak wiele rzeczy marnujemy, bo nie chce nam się, albo nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być? „Nie byłem wstanie tego przewidzieć” – te słowa pojawiają się niekiedy jako wytłumaczenie wobec jakiegoś zaniedbania, albo wtedy gdy ranimy kogoś, a chwilę później pojawiają się konsekwencje tego, co powiedzieliśmy i zrobiliśmy. A zastanawialiście się dlaczego pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć chociaż wszystko, albo przynajmniej sporo znaków na to wskazuje? Czy można przewidzieć to, co może nastąpić? Odkrywam, że im bardziej staram się by różne osoby i sytuacje były dla mnie ważne, tym mocniej towarzyszą mi: roztropność, odpowiedzialność, wrażliwość. Powinniśmy „nieść” ze sobą ludzi i wydarzenia, a przez poczucie ich „ciężaru” zaczniemy doceniać to, co dzieje się waszym życiu. To forma pewnego przygotowania wobec tego, co może nastąpić w kolejnych chwilach naszej codzienności. Jeśli jakieś wydarzenie jest dla nas ważne, to przy każdej kolejnej nadarzającej się okazji, pojawienia się takich sytuacji, nasze skupienie i gotowość będą większe. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ niesiemy już w sobie jakieś doświadczenie, które uwrażliwia nas na powielającą się sytuację. Co innego, gdy nie mamy doświadczenia. Wówczas trudniej jest nam wiedzieć na co czekamy i czego możemy się spodziewać. Możemy kierować się intuicją, roztropnością, wrażliwością i odpowiedzialnością. Wydaje się to niby takie oczywiste, ale życie naprawdę potrafi nas bardzo zaskoczyć i wówczas wszelkie schematy – rozwiązania zwyczajnie się nie sprawdzają. Każda chwila niesie w sobie jakby „ładunek elektryczny”, który dopiero po zetknięciu się z nim, może przeskoczyć na innego człowieka. Potrzebujemy w naszej codzienności stwarzania właśnie takich okazji, aby ten „ładunek chwili”, mógł... czytaj dalej

Napełnić codzienność życia.

Szklanka na wpół pełna, czy pusta? – by jednak tak mogło się stać, musi być szklana i coś w jej środku. W życiu, naszą codzienność musi coś wypełniać. Zastanówmy się nad naszą szklanką – życiem. Temat codzienności pojawiał się już wiele razy na łamach mojej strony. Jest to jednak temat, niekończących się wywodów, dlatego pochylając się nad tą treścią można zawsze coś odkryć nowego, albo przynajmniej inaczej spojrzeć na różne odkrycia, które są dla nas trampoliną – skokiem w przyszłość z nową siłą i nastawieniem. Gdy patrzymy na życie z dystansu, z perspektywy jakiegoś dłuższego czasu, pewnie wiele razy odkrywamy jakie bogactwo skrywa się w naszej codzienności. Czasami trzeba przyjrzeć się swojej szklance. Możemy zastanawiać się nad tym, jak bardzo pojemne jest nasze życie. Może ciekawią nas różne rzeczy i coraz bardziej poszerzamy krąg swoich zainteresowań. Zaspokajamy swój apetyt ciekawości, różnymi doświadczeniami i próbami nowych doznać w różnych sferach naszego życia. Możemy skupić się za bardzo na możliwościach naszego życia, albo do przesady przyglądać się treści naszego życia, ale jeśli nie będziemy potrafili zadbać o odpowiednie proporcje, być może stracimy wszystko. Czy patrząc na swoje życie dostrzegasz w nim coś wyraźnego, wartościowego i charakterystycznego? Czy też masz tak, że otwierając szafę, przestawiasz kubki, szklanki w poszukiwaniu tego jedynego – twojego kubka, który być może już poobijany, podrapany, dotknięty różnymi historiami jest tym, który choć nie jest może ulubiony, ale po prostu z niego pijesz najczęściej? To ty kształtujesz swoje życie; ty w pełni odpowiadasz za swoje decyzje, wybory, a więc w symbolicznym znaczeniu masz swoją szklankę, której nie powinieneś co chwilę zmieniać, ale którą w odpowiedni sposób powinieneś zacząć... czytaj dalej

Miejsce na przyszłość.

Tworząc doświadczenia w teraźniejszości, każdy człowiek mimowolnie myśli o swojej przyszłości. Powinienem jednak tak angażować się w życie, by starczyło mi siła na przyszłość. Odpowiednie zagospodarowanie swojego życia pomoże nam uczynić w sobie miejsce na przychodzącą przyszłość. Szklanka w połowie pusta nie jest dla mnie symbolem czegoś negatywnego. To właśnie ta pustka może być w każdym momencie zapełniona kolejnymi, nowymi doświadczeniami, które zrodzą się wraz z nastaniem przyszłości. Jeśli moja szklanka byłaby pełna, to musiałbym coś z niej wylać, jakąś część, by móc uczynić w ten sposób miejsce dla czegoś nowego – świeżego. Skoro szklankę uczyniłem symbolem naszego życia – codzienności, to tym bardziej wyobrażenie o przyszłości, daje nam uzasadnienie dla podtrzymywania w sobie jakiejś „pustej strefy”, którą będziemy mogli zagospodarować w zależności od potrzeb. Pusta strefa Połowa szklanki – ta pusta, jest dla mnie świadectwem gotowości człowieka na nowe doświadczenia. Wszystko to, co przynosi nasza teraźniejszość jest dla nas darem, który może odegrać kluczową funkcję podczas wchodzenia w przyszłość. Nie wszystkie sytuacje nas angażują, dlatego powinniśmy się zastanowić na co jesteśmy gotowi, na co pragniemy się otworzyć i w czym uczestniczyć. „Pusta strefa” nie powinna zapychać się byle jakimi sprawami. Znając siebie, ile jest w nas rzeczywiście wolnego miejsca, powinniśmy umiejętnie oceniać co jest warte i realnie potrzebne, w naszej szklance. To, że uczestniczymy w jakiś wydarzeniach, wcale nie oznacza, że je przechowujemy w naszym wnętrzu: sercu lub myślach. Rozwaga podpowiada nam, że nie wszystko będzie dobrym materiałem inspirującym nas w budowaniu kolejnych doświadczeń. Dlatego potrzebujemy umiejętności dokonywania właściwego wyboru, ale i też odwagi do przeciwstawiania się temu, co może być dla nas zagrożeniem lub niepotrzebną stratą sił.... czytaj dalej

Co jest w twojej szklance.

Co widzisz w swojej szklance, a co powinieneś zobaczyć? Konsystencja twojego życia być może jest nieco zagęszczona, zamulona. Musisz od czas do czasu wstrząsnąć swoją szklanką. Nalałem sobie soku pomarańczowego. Odstawiłem na chwilę moją szklankę. Kiedy następny raz wziąłem ją do ręki, zauważyłem jak na dnie unosi się delikatna zawiesina. Potrząsnąłem nieco szklankę, wprowadzając w wir mój sok. Znów popatrzyłem i teraz sok już był normalny. Nic odkrywczego, każdy przecież wie, że tak trzeba zrobić. Absurdalne porównanie, ale dokładnie ten sam absurd niekiedy powtarza się w życiu – naszej codzienności. Przyzwyczajony do powszedniości, obrosłeś w schematy działania i nawet nie zauważyłeś, że twoje życie osiadło na mieliźnie codziennych rytuałów. Być może już od dłuższego czasu tak postępujesz  i nie widzisz żadnego w tym problemu. Problem jednak jest i warto nad nim się zastanowić. Być może treść mojego życia się nie zmienia. Pewnie tylko tak mi się wydaje, bo nie zauważam tego, co mógłbym  zyskać, osiągnąć. Bardziej rażące są te sytuacje, w których może całkowicie osiadło moje działanie, bo zauważam, że obecne rezultaty mojego działania, znacznie różnią się od tego, co zyskiwałem kiedyś. Wtedy to właśnie najczęściej odkrywamy, że nasze życie jest zamulone. Potrzebujemy w takiej sytuacji, wstrząsnąć swoim życiem. Pewnie zastanawiasz się, jak to zrobić? W szklance wiemy, że musimy stworzyć mały wir. Jak? Mieszając albo łyżeczką albo ruszając całą szklanką, by wprowadzić w ruch substancję, którą mamy wewnątrz. Jakkolwiek, liczy się przede wszystkim RUCH! Co zrobić, by moje życie, codzienność nie stały się zamulone? Otóż, morał wydaje się już jasny – trzeba życie wprowadzić w ruch!! Wir w szklance Niekiedy trzeba powiedzieć dość marazmowi, który nam towarzyszy. Musimy... czytaj dalej

Spotkanie z Jezusem Miłosiernym – tekst adoracji

Boże, Ojcze miłosierny,  który objawiłeś swoją miłość  w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,  i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,  Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka. Pochyl się nad nami grzesznymi,  ulecz naszą słabość,  przezwycięż wszelkie zło,  pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi  doświadczyć Twojego miłosierdzia,  aby w Tobie, Trójjedyny Boże,  zawsze odnajdywali źródło nadziei.  Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki  i zmartwychwstania Twojego Syna,  miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen. 1. JEZUS MIŁOSIERNY WYCHODZI DO WSZYSTKICH Wierzę, że to dla mnie wychodzisz z tego obrazu, nie chcesz być ujęty w ramki jakiejkolwiek doskonałości, nie chcesz być tylko „pamięciowym portretem” Boga. Po prostu wychodzisz, żeby dzisiaj mnie spotkać. Chryste pragniesz dotrzeć i wniknąć w każde ludzkie serce. Możesz to zrobić jeśli na drodze, pomiędzy Tobą, a człowiekiem, nie istnieje żadna przeszkoda.  Miłość Boga może pokonać wszystko, ale jest zniewolona, kiedy człowiek mówi Bogu „NIE”. Gdzie dziś, w szczególny sposób, powinienem zaprowadzić Boga? Jakie jest we mnie miejsce, które być może dotąd było na Niego zamknięte. Pozwól Mu wejść w tę zamkniętą przestrzeń… Niech On jej dotknie, uzdrowi i ci przebaczy. Niech Jego obecność w Tobie sprawi jasność, która pomoże ci pójść dalej, wolnym od tego co być może ciążyło ci już od dawna. 2. JEZUS MIŁOSIERNY ODSŁANIA TAJEMNICĘ SWOJEGO SERCA – MIŁOŚĆ DO CZŁOWIEKA. Odsłaniasz mi siebie, zapraszasz w sam środek miłości, tu jest moje miejsce, to miejsce mi przygotowałeś i nikt mi go nie zajmie. Wypisałeś mnie na swoich rękach. Wyryłam się raną  w Twoim boku. Bolała Cię miłość do mnie, dlatego jestem jej tak pewna, o nią pragnę się oprzeć. Przytul mnie Boże. odsłaniasz przebite... czytaj dalej

szuflada

Masz projekty, które wiecznie odkładasz do szuflady? Może z powodu ilości pomysłów, planów, marzeń, powoli ich nie mieścisz w swojej szufladzie? Może i w tej kwestii warto zrobić inwenturę i wybrać jedną rzecz, może nieco zapomnianą i wprowadzić ją w życie. Mówi się potocznie, że przechowujemy nasze najlepsze pomysły w szufladzie. Czy faktycznie tak jest, że nasze „marzenia spoczywają gdzieś na dnie naszej szuflady”? A co jeśli te najlepsze pomysły wciąż są nie zrealizowane i spoczywają gdzieś, czekając na swoją kolej realizacji? Z jednej strony chciałbym was zachęcić, przekonać, aby jeśli nie macie, to taką szufladę sobie zorganizować. Ale jeśli macie już coś takiego, to zdobądźcie się na odwagę, aby do niej wreszcie zajrzeć. Pojawiają się w naszym życiu niekiedy genialne przemyślenia, mądre strategie, dojrzałe doświadczenia, marzenia, które być może akurat w tym czasie kiedy się pojawiają, nie są możliwe do wykorzystania. To nie oznacza, że można je porzucić, zapomnieć o nich lub wyrzucić  do kosza. Na każdą sprawę, musi przyjść odpowiedni czas. „Szuflada” z jednej strony chroni nasz duchowy, fizyczny skarb, z drugiej, zawsze pozwala powrócić do czegoś i w tym odpowiednim czasie, na nowo rozważyć jakąś sprawę. Przysłowiowa „szuflada” to przestrzeń, którą niekiedy mamy tylko w naszych głowach. Niekiedy to dosłownie fizyczne miejsce, do którego chowamy różne nasze pomysły. Dlaczego tak się dzieje, że mamy taką „Szufladę”, że chowamy przed światłem dziennym różne sprawy. NIekiedy te najbardziej osobiste sprawy, wolimy pozostawić tylko dla siebie. Boimy się, że pewne sprawy po prostu nie zostaną zrealizowane, dlatego odkładamy je na „wieczne potem”. To nic złego, że posiadamy takie „szuflady”, ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, co w nich... czytaj dalej

Po co komu duchowa inwentura.

Pewnie udało wam się zobaczyć kiedyś napis „INWENTURA” na różnych witrynach sklepowych i z przerażeniem pomyśleć jak wielkie przedsięwzięcie musi to być. A pomyśl w kontekście swojego życia, co to może oznaczać dla ciebie, dla twojego rozwoju. Celem inwentury jest sprawdzenie faktycznego stanu rzeczy, czyli np. w przypadku sklepu, chodzi o sprawdzenie jakie produkty są na stanie – jaki faktycznie jest ich stan materialny. Po przeprowadzeniu takiego procesu, właściciel doskonale orientuje się w tym, jaki jest porządek w jego sklepie – ile pieniędzy w produktach rzeczywiście posiada, co i ile zginęło. Uczynienie takiego podsumowania, pozwala też, wprowadzić jakąś strategię, oszczędności i organizację. Można dzięki temu ocenić obecną sytuację, w kontekście przeszłości, przyszłości i nade wszystko teraźniejszości. Dla każdego z nas, bardzo pożyteczna jest świadomość tego, co w obecnej sytuacji się dzieje, czym dysponujemy i w co możemy bardziej inwestować – angażować się. Określenie tego, czym faktycznie dysponujemy jest zadaniem bardzo pomocnym, bo dzięki niemu możemy lepiej rozpoznawać to, w co powinniśmy się angażować jeszcze bardziej, a z czego powinniśmy zrezygnować i nie marnować na to czasu. Dokonywanie takich inwentur – bilansów, może obudzić w nas refleksję nad życiem. Nieczęsto mamy ku temu uzasadnione powody, dlatego najczęściej wobec trudnych sytuacji, jesteśmy poniekąd przymuszeni do zmierzenia się z myślami o swoim życiu. Zamiast oczekiwać takich wydarzeń, warto samemu prowokować, od czas do czasu, taką inwenturę, aby dokonać swoistego przeglądu swojego życia i zweryfikować postawy, zarówno te dobre, jak i też te złe. Nasz” dotychczasowy dorobek” podpowie nam co jeszcze bardziej powinniśmy zaakcentować  i co powinniśmy robić. Jeśli chcemy się w coś zaangażować, to uczynienie najpierw takiej inwentury może pomóc nam rozpoznać... czytaj dalej

Spis – szanse, możliwości.

Patrząc na jakieś rzeczy, które posiadasz może zadać sobie pytania: dlaczego to mam? co mogę z tym zrobić? jak mogę to jeszcze wykorzystać? W sercu posiadasz też pewnie wiele rzeczy, może warto też te pytania odnieś do tego, co się w nim kryje. Inwentura, to okazja aby przeprowadzić spis. Taki spis sporządza się po to, aby realnie ocenić to, co rzeczywiście się posiada. Wartość obecna jest zarówno w tym, co już udało nam się zainwestować, jak i też w tych możliwościach, które wciąż posiadamy. Jeśli znamy „wartość obecną” możemy w odpowiedni sposób zagospodarować swoimi możliwościami i w taki sposób budować swoją teraźniejszość i przyszłość, aby osiągnąć jak najwięcej duchowego dobra. Musimy stworzyć okazję, aby uświadomić sobie, co rzeczywiście posiadamy. Czasami przyzwyczajeni do schematycznej codzienności, posługujemy się wciąż tymi samymi rozwiązaniami, przez co nie uruchamiamy w sobie podkładów naszych zdolności. Warto jednak mieć świadomość posiadanego dobra. Każdy skrywa w sobie dobro, które poprzez odpowiednie warunki może być uaktywnione. W konfrontacji z otoczeniem: ludźmi, wydarzeniami, odkrywamy w swoim sercu coś, o czym zapomnieliśmy, a co było dla nas ważne, albo coś co nagle zrozumieliśmy i popatrzyliśmy na to z innej perspektywy. Tak jak niekiedy zapominamy o rzeczach materialnych, które posiadamy, a które gdzieś rzucone w kąt, nie dając o sobie znaku, tak podobnie bywa z naszymi duchowymi bogactwami, obecnymi w naszym sercu, rozumie.  To, co jest w naszych sercach, często jest nieocenionym skarbem. Co zrobić, aby ważne dla nas sprawy nie poszły w niepamięć, by nie zakryte je kurz historii? Odpowiedź wydaje się prosta – trzeba nimi żyć, wciąż na nowo odkrywając ich wartość i starając się używać ich w odniesieniu... czytaj dalej

Indywidualizm.

Jak popatrzę na jakąkolwiek osobę, zawsze znajdę jakiś element, który ją wyróżnia spośród innych osób. Czy zagrożeniem może być fakt, że ktoś ma za dużo indywidualnych cech? Coraz bardziej popularne media społecznościowe, prowokują szarego użytkownika do tego, by przestał być szary. Szarość nie jest modna, chyba że w fotografii. Ilość kont na FB, czy Instagramie, czy Snapchacie wyzwalają w każdym użytkowniku chęć, by się w jakiś sposób wyróżnić. Pomysłowości wydawałoby się, że nie powinno brakować, bo każdy z nas ma coś osobistego, a jednocześnie bardzo indywidualnego, co może ofiarować innym, ale tak naprawdę różnie to bywa. Zrozumieć co mam wyjątkowego. Wiele osób zdaje się, że niezbyt wierzą w siebie i w swoją wielkość, bo wydaje się, że tylko powielają innych, ich pomysły… Z czasem trochę zaczyna to wyglądać tragicznie, kiedy coraz większa grupa osób powiela kogoś, bo wydaje się to im super pomysłowe. Ale, czy nie powinno nas właśnie w tym momencie przynajmniej trochę przerażać fakt, że nie proponujemy niczego własnego, a jedynie powielamy pomysły innych. Ktoś może stwierdzi, „ale jak jest fajny pomysł to dlaczego by nie powielać”. Moja odpowiedź jest prosta – jeśli byśmy mieli powielać innych, to w pewnym momencie zabraknie nam osób, które ewentualnie moglibyśmy powielać. To właśnie czyjaś wyjątkowość wprowadza w życie jakąś super, genialną myśl, niebywały pomysł i dzięki temu inni robią nagle: „woow”. W każdym z nas jest coś wyjątkowego, czym możemy zaskoczyć innych, zainspirować ich, sprowokować do działania. Chociażby twój wkład wydawałby się banalny, nie rezygnuj z niego, bo to twój indywidualny mały, bądź duży dar, który możesz ofiarować innym. Na pewno ktoś  z niego, w jakiś sposób skorzysta. Wysiłek leży... czytaj dalej

Po co nam relacje z innymi osobami?

Po co nam relacje z innymi osobami? Nasze doświadczenia w różny sposób interpretują relacje z ludźmi. Ci, którzy mają pozytywne doświadczenia relacji, będą przekonywać o ich ważności i pięknie; ci, którzy przeżyli może coś bolesnego – trudnego, będą przekonywać nas o luksusie samotności. To jak rzeczywiście jest z tymi relacjami? Gdy rozejrzymy się dokoła siebie bardzo szybko zorientujmy się, że dla większości osób relacje są czymś bardzo ważnym. Przy tej okazji jednak zobaczymy też jak wiele, różnych relacji panuje między osobami i jaka jest ich kondycja. Stąd właśnie chciałbym się w tym rozważaniu ogólnie zastanowić nad tymi trzema czynnikami. WAŻNOŚĆ RELACJI Od samego już urodzenia, wychowywani jesteśmy raczej w kulturze społecznej. A kultura ta przewiduje odniesienia istniejące pomiędzy mniejszymi bądź większymi grupami. Małe dziecko uczy się tego świata z i w relacji z rodzicami. Ich zaangażowanie, emocje, kultura i doświadczenia są przelewane na małe dziecko i w ten sposób jest ono wychowywane w systemie swoich rodziców. Oczywiście może być on pomocny i stanie się inspiracją w późniejszych latach, lub jest wadliwy i może stać się powodem obecności różnych ograniczeń. W wielu kwestiach poznajemy świat przez perspektywę innych ludzi: najpierw rodziców, później rówieśników, a w ostateczności kolegów, koleżanek, przyjaciół i idoli. Poznanie świata i budowanie relacji zależne jest oczywiście od naszego również zaangażowania. Możemy poddać się panującym opiniom, albo się im przeciwstawić i pozostać przy własnych argumentach. W naturalny jednak sposób uzależnieni jesteśmy od innych, od ich pracy i efektów, zaangażowania. Nie jest to negatywna zależność, wręcz przeciwnie świadczy ona o naszym zdrowym podejściu do życia. Im bardziej współtworzymy nasze życie z innymi, tym mocniej dostrzegamy ważność relacji. Dzięki innym... czytaj dalej

Być sobą, ale dla innych.

Być sobą, ale dla innych. Relacje w naturalny sposób otwierają nas na inne osoby. Nie można stworzyć prawdziwej ralcji, myśląc tylko o sobie.. Czyli relacja to – „stan – kiedy jestem darem dla drugiej osoby”? Każdy z nas poprzez różne życiowe doświadczenia, odkrywa i realizuje różnego rodzaju relacje. Każdy ma zupełnie inne doświadczenia, dlatego też dla każdego z nas relacje mają zupełnie inne znaczenie. Kiedy słucham różnych osób, mam możliwość zaobserwować jak różne relacje oni tworzą i jak różne zaangażowanie im towarzyszy. Zbudowane przez nas relacje łączą ludzi w różnych, wspólnie przeżytych doświadczeniach. Chwile, sytuacje które ludzie wspólnie przeżywają, ukazują jak wiele mają wspólnych spraw, jak ogromnym darem są dla siebie nawzajem. Przykazanie miłości, wspomina, że mamy „kochać bliźniego swego jak siebie samego”. Stąd ogromnym zadaniem w miłości innych, jest kochanie siebie. Relacja uwzględnia istnienie przynajmniej dwóch osób. Znając wartość mojego życia, znam i rozumiem jak wiele cennych rzeczy jest we mnie, które mogę też ofiarować innym – drugiej osobie. Tylko wtedy, gdy znam swoją wartość, wiem jak wiele mogę ofiarować innym. Jeśli jestem sobą, jeśli odkrywam prawdziwe swoje wnętrze, tylko wtedy mam świadomość tego, co mogę ofiarowywać innym. Każdy człowiek reprezentuje sobą jakieś bogactwo – fizyczne, duchowe, którym może ubogacić otaczający go świat, w tym również osoby, które są wokół. Każdy z nas jest indywidualnym przykładem istniejącego dobra, które może ubogacać i przemieniać innych. Jesteśmy istotną częścią tego świata i nie można nas zastąpić byle czym. Nasza obecność jest wyjątkowa, dlatego powinniśmy się nawzajem doceniać i szanować. Obecność każdego człowieka ubogaca i przede wszystkim przemienia ten świat. Jeśli każdy z nas ma świadomość tego, co może dać, może... czytaj dalej

„Fejm”, czy relacje.

„Fejm”, czy relacje. Dziś w czasach nowoczesnych środków komunikacji, możemy w jeszcze łatwiejszy sposób budować relacje z innymi. Zastanawiam się jednak, cze te środki, które posiadamy rzeczywiście wykorzystujemy we właściwy sposób?  Wiek, w którym przyszło nam żyć, wnosi w naszą codzienność wiele ciekawych rozwiązań myśli informatycznych, które skupiają się na tworzeniu różnych społeczności. Wśród wielu proponowanych nam aplikacji, wiele z nich zbudowanych jest w oparciu o społeczność i relację. Często używane przez FB, Instagram, Twitter, Snapchat, czy wiele innych, opierają się o zbudowanie wokół swojej osoby jakiejś grupy: znajomych, kolegów/koleżanek, przyjaciół, czy rodziny. Wyszukujemy ludzi o których pamiętamy, albo których spotkaliśmy przy jakiejś okazji, aby ich „dodać” do swojego konta i w ten sposób rozszerzyć grono swoich znajomych. Popularność niektórych aplikacji sprawiła, że odchodzimy od naturalnej segregacji osób, które włączamy do grona swoich znajomych, ponieważ bardziej chodzi nam o ilość niż o fakt – czy ktoś realnie jest moim znajomym, czy też nie. Bardziej niektórym zależy na docieraniu z jakimiś informacjami do szerszego grona, dlatego pula osób nam się powiększa, a niektórym właśnie tylko o to chodzi. Czy tysiące osób na FB realnie oznacza, że mamy tylu znajomych? Czy możemy faktycznie budować z nimi jakieś relacje? Fakt, że poprzez środowiska portali społecznościowych możemy dotrzeć do znacznie szerszego gremium ludzi niż w normalnych, realnych warunkach, pozwala na przekazywanie ważnych treści, z którymi się osobiście identyfikujemy. Czy przez to przekazywanie różnych treści, budujemy relacje? W wielu sytuacjach prowokujemy tymi treściami do jakiejś reakcji; raz po raz wywoływane są dyskusje, które przypominają rozmowę, wyrażają jakieś emocje i pobudzają do wzajemnego dzielenia się swoimi doświadczeniami. Jeśli zależy nam na takich „reakcjach” wówczas możemy... czytaj dalej

Miej wyobraźnię.

Sytuacje wymakają się spod kontroli? To twoja częsta przypadłość, czy nie? Ile razy przytrafiło ci się, że chciałeś dobrze, a wyszło źle? Albo ile razy nie miałeś zamiaru zrobić niczego złego, a wyszło właśnie w ten sposób? O jeden krok za daleko. O ile mniej byłoby sytuacji niewłaściwych, gdyby ludzie uruchomili wyobraźnię i bardziej się jej trzymali. Dzięki wielu doświadczeniom, w których braliśmy udział, albo o nich słyszeliśmy, potrafimy przewidywać rozwój pewnych sytuacji. Jeśli we właściwy sposób będziemy rozwijać te umiejętności, pomoże nam to zmierzyć się też z trudniejszymi sytuacjami, nawet nieznanymi. Jednak doświadczenie nie jest wystarczającym źródłem wiedzy, bo nie o wszystkich sprawach musimy wiedzieć, bo jednak życie dostarcza coraz to nowych sytuacji, wobec których trudno z wyprzedzeniem nagromadzić odpowiednią wiedzę i przygotować się na ewentualne następstwa. Wiedza to jedna sprawa, ale potrzebujemy pamiętać też o innych, np. o wrażliwości na drugiego człowieka; o wyobraźni, która mobilizuje do myślenia. Wrażliwość utrzymuje w ryzach nasze działanie, bo zmusza do tego, aby poczuć wagę swoich słów, pójść za swoim działaniem. Bez wrażliwości, zarówno działanie jak i słowa rzucane są bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nie czujemy tego, co robimy względem innych, bo jesteśmy jakby poza tą sprawą. Zupełnie inaczej przeżywamy różnego rodzaju sprawy, gdy nas bezpośrednio one tyczą. Im bardziej angażujemy się w daną sprawę, tym mocniej jesteśmy wrażliwi zarówno na osoby, jak i też na sytuacje. Wrażliwość to umiejętność współodczuwania tego, co dzieje się w drugiej osobie. Chrystus nazywa to w bardzo konkretny sposób: „co chcecie, aby wam ludzie czynili, podobnie wy im czyńcie…” Od razu nasuwa się wniosek – jeśli czegoś nie pragnę, sam również nie powinienem tego czynić względem... czytaj dalej

4. Słowo

Już od czasów II wojny światowej i schronu przeciwlotniczego, towarzyszyła grupie dziewcząt Ewangelia. Jej słowa dotykały coraz bardziej. Odkrywały jej wyjątkowość i uniwersalność słów. I tak zrodziło się pragnienie wprowadzania słów Bożych w czyn. W ten sposób pojawiła się piękna praktyka – „Słowa Życia”. Wcielać w życie Słowa, by stać się Słowem żywym. Tak jak w każdej okruszynie hostii, nawet najmniejszej obecny jest cały Jezus, tak w każdym Słowie zawiera się Prawda. Wszyscy mogą żyć Słowem, niezależnie od powołania, płci czy pozycji społecznej, ponieważ Jezus jest Światłem dla każdego człowieka. Być żywą Ewangelią, Słowami życia, drugim Jezusem! Dzięki życiu Słowem, można odczuć konkretnie jedność. Słowa życia to fragment, który towarzyszy wszystkim w ciągu miesiąca. Rozważanie i wcielanie w życie tgo Słowa jest zadaniem dla każdego, ale najważniejsze są doświadczenia życia, które powinny krążyć między wszystkimi, umacniając każdego w jego świętej przygodzie. Tym, co jest ważne w życiu Słowem, to budowanie wzajemności i jedności. Dzięki tym odniesieniom, Słowo łączy nas i kieruje ku Bogu. Słowa zawiera w sobie wolę Boga. Żyjąc nim, żyjemy wolą Boga, starając się w sposób konkretny wprowadzać je w życie. Słowo nami przewodzi, rozświetla nasze drogi, inspiruje nas. Każdy kto chwyta do ręki Słowo, czuje to szczególne przyciąganie – Jezus zaprasza nas, abyśmy nie pozostawali obojętni wobec Jego miłości. Jedne miesiąc – jeden kierunek, który wyznacza Słowo, aby nie tylko je poznać, czy uchwycić intelektualnie jego kontekst. Słowo ma w nas wzrastać, przynosić owoce. Miesiąc staje się czasem szczególnego działania łaski, która w niczym na nie ogranicza. Kierowanie się tym szczególnym zdanie, wcale nie musi oznaczać, że właśnie w tym czasie nie znajdzie się okazja, aby... czytaj dalej

W życiu trzeba podejmować właściwe decyzje – żyj wyraźnie

Minęło 365 dni starego roku. Symbolicznie przekroczyliśmy punkt, który wprowadził nas w nowy rok. Po przygotowaniu mojego projektu z fotografii (1z365) uświadomiłem sobie, że te zdjęcia, symbolizujące kolejne dni, są dla mnie wymowne i wyraźne. Czy są jednak zrozumiałe dla innych? Czy moje życie jest wyraźne dla innych? Zdobywamy kolejny biegun. Przekraczamy symbolicznie linię dzielącą stary i nowy rok. Wiemy, że przed nami kolejne być może 365 dni. Co z tym szczególnym darem zrobię, jak go wykorzystam?  Może mieliście czas pomyśleć nad minionym rokiem i popatrzeć na szczególne doświadczenia, które wam towarzyszyły w tym czasie. Może były to sytuacje pełne radości i udało wam się coś osiągnąć; być może były jakieś trudne sytuacje i wiele was one kosztowały. Każda historia, sytuacja była jakimś darem dla nas. Czegoś nas te sytuacje nauczyły, coś nam pokazały. Żyjemy w jakimś konkretnym duchu i pięknie jest, gdy my czyniąc coś stajemy się wyraźnymi znakami jakiś wartości, idei. Powracamy do historii naszych dni, aby wzmóc w sobie siły do jeszcze lepszego wykorzystywania kolejnych dni, kolejnych sytuacji, spotkań, działań.  Co zrobić, by nie zmarnować jakiegokolwiek dnia. Wydawało by się, że by nie zmarnować życia, ani nawet najmniejszej chwili dnia, trzeba być bardziej ostrożnym. Czy jest to postawa, która wystarczy? Obawiam się, że w wielu sytuacjach zachowywaliśmy wystarczającą ostrożność, a i tak nam się coś nie udało. By nie marnować jakiejkolwiek sytuacji, trzeba podejmować właściwe decyzje. Z tym jednak bywa różnie. Wydaje nam się, co powinniśmy zrobić, a i tak wiele razy postępujemy przeciwnie. Wydaje nam się, że wybór, którego dokonujemy jest najwłaściwszy, ale po jakimś czasie odkrywamy, że były lepsze rozwiązania. Świadomość daru, który posiadamy –... czytaj dalej

Nie bój się żyć. 

Nie masz czasami tak, że to co chcesz zrobić uważasz za zbyt szalone, dlatego odkładasz swój pomysł na bok, zajmując się czymś zupełnie innym? Grunt to spokój i opanowanie – ale czy to rozwiąże wszystko? Prawie każdego dnia, stają przed nami różnego rodzaju wyzwania, które możemy ominąć, udając że ich nie widzimy, albo możemy się ich podjąć, wkraczając w nowe sytuacje, ucząc się i przygotowując do nowych wyzwań. Codzienność jest bardzo urozmaicona, dlatego może to wywołać w nas strach przed ilością zajęć, które nas czekają, w które powinniśmy się zaangażować. Jednak o pięknie naszej codzienności, świadczą również te zadania, w które się angażujemy, bo dzięki nim czujemy, że żyjemy. Spotykając ludzi, poznajemy ich historie, które nas inspirują, które dodają nam sił i odwagi do podejmowania się naszych własnych pomysłów i zadań. Czasami czujemy się jakby związani w swojej codzienności i czekamy na coś, kogoś, co nas wyzwoli z naszego zniewolenia i popchnie nas we właściwym kierunku.  Zgromadzić wiedzę i się przygotować. Spotkania z różnymi osobami, możemy wykorzystać jako okazję do zgromadzenia odpowiedniej wiedzy dla siebie, aby samemu we właściwy sposób podjąć się różnych zadań, obecnych w naszej codzienności. Wiedza, nie tylko będzie przydatna dla wykorzystania chwil obecnych – zastanych w naszej codzienności, ale może stać się źródłem dla tworzenia nowych sytuacji. Wiedza, którą dostarczą nam inne osoby, swoim własnym życiem, może otworzyć nam oczy na nasze własne życie, na codzienność, której dotąd nie zauważaliśmy. Często chodzimy z różnymi pragnieniami i myślami w naszym sercu i nie potrafimy odnaleźć najwłaściwszych rozwiązań. Jedno spotkanie, jedno zdanie jakiejś spotkanej osoby, może wywrócić nasze życie do góry nogami i zaprowadzić nas na właściwe... czytaj dalej

Żywe świadectwo przemawia najdoskonalej

świadectwa, historie, przeróżne wrażenia, oceny – często to nam towarzyszy, kiedy przeżywamy jakieś wydarzenia. Później z tego tworzymy opowieści – jedne pozytywne, ubogacające doświadczenia; inne trudne, a może nawet przykre, stające się silnymi lekcjami. Tworzymy historie, uczestniczymy w nich, a każda z nich pozostawia w nas swój ślad. Tylko w jakiejś części zależy od nas to, jak te różne historie będą przebiegać. Jesteśmy otwarci na życie i jest w nas pragnienie poznawania coraz lepiej tego, w czym uczestniczymy oraz to, co się z nami dzieje w konkretnej sytuacji. Po przeżyciu jakiejś sytuacji, pozostaje w nas ślad tego, co przeżyliśmy, czy to w sposób duchowy, czy fizyczny. Przenika nas coś, bo dotykają nas różne treści, które są jakby odpowiedziami na różne pytania, wątpliwości lub tęsknoty. Prowadzeni przez te różne treści, wzbogacamy naszą codzienność w kolejne tworzone przez nas doświadczenia. Przenikają nas różne światła, które prowadzą do odnalezienia odpowiedzi; prowokują do działania, a przede wszystkim to właśnie te światła nas przemieniają. Przeróżne doświadczenia są dla nas darem, źródłem z którego może zaczerpnąć coś dla swojego życia i umocnić to, co niekiedy słabe, czy może mało stabilne. Historie, które przeżywamy są naszym osobistym skarbem. Korzystamy z nich, wnikając w kolejne doświadczenia naszej codzienności. Są to jednak również dary, które jako nasze duchowe bogactwo, służą też dobru innych osób. Ubogacając innych, sami zyskujemy kolejne dary. Dzięki temu każde zyskane dobro, może stać się naszym wspólnym dobrem. Nasze życie przemawia najbardziej. Nie tyle słowami dajemy świadectwo, co bardziej naszymi czynami. Dlatego powinniśmy dbać o to, czym żyjemy – jakie obowiązki wypełniają naszą codzienność. Warto żyć konkretnymi treściami, bo wtedy łatwiej nam realizować konkretne postawy,... czytaj dalej

Dawać więcej niż samemu się wymaga

Przyszło to tak nagle, niespodziewanie, podczas lekcji. Często wymaga się od innych osób zaangażowania, różnych postaw, zmian itp. Ale, czy sami swoją postawą – zachowaniem, dajemy innym coś najpierw, by ich zmotywować? Podczas lekcji, dość spora klasa, powstała ogromna wrzawa i już czułem, że choć mam im do przekazania ważne i życiowe sprawy, może o nie wyjść przez to, jacy oni są. Pomyślałem, że krzykiem niczego nie osiągnę, wpisywanie ujemnych punktów też jest w różny sposób przez nich traktowane. „Czego oczekuje od nich?” – pojawiło się we mnie to pytanie, które przełożyłem natychmiast na zadanie, którego sam się podjąłem. Skoro pragnę, by szanowali moją pracę i moją osobę, to jeszcze mocniej muszę im pokazać, że ich szanuję, że szanuję ich pracę. Pewnie zastanawiasz się, jaki był efekt mojego działania. Otóż dosłownie w jednej chwili, klasa się wyciszyła i mogłem w spokoju zrealizować lekcję. Czy to był efekt mojego działania? Śmiałbym stwierdzić, że efekt pojawił się już w chwili, gdy o tym tylko pomyślałem. To jest rewolucyjne działanie Boga, który już wykorzystuje nasze myśli i pragnienia i prowadzi wszystko do właściwej realizacji. Nie twierdzę, że jestem ekspertem od takich postaw – są takie jak powyższa, kiedy udaje się przeżyć jakieś piękne doświadczenie, ale bywają, może nawet częściej, sytuacje kiedy nie potrafię we właściwy sposób wykorzystać doświadczeń i wówczas na szczęście się uczę, by kolejne przeżyć lepiej. Są jednak pewne charakterystyczne rzeczy, które obecne są w wielu sytuacjach i można by im przypisywać ważne miejsce w realizacji doświadczeń. Są nimi:  1- umiejętność tracenia,  2- bezinteresowność,  3- miłość do końca. Wszystkie te punkty nabierają szczególnego znaczenia, wówczas gdy w pełni zwrócone są... czytaj dalej

Gdzie znajdę współczesne Betlejem.

Wiemy dokładnie gdzie się urodził Jezus. A wiesz, spodziewasz się, do jakiego miejsca może obecnie przyjść? Gdzie współcześnie znajduje się Betlejem? Emmanuel – każdy z nas pewnie pamięta to Imię: Bóg z nami, ale czy to sobie rzeczywiście wyobrażamy i znajdujemy Go w naszym życiu? Kiedy nastąpi rzeczywiście moment powtórnego przyjścia Chrystusa, to gdzie wtedy będę, co będę robił, jaki będzie mój wewnętrzny stan. My często martwimy się, że nie możemy odnaleźć Boga, ale często wydaje mi się, że to On nie może znaleźć nas, bo wciąż się przed Nim chowamy i przed Nim uciekamy. Betlejem pod wieloma względami wciąż jest symbolem. Dokonują się nadal różne spraw w naszym życiu – nie ma dla Niego miejsca, nadal istnieją ci, którzy podstępnie chcą się Jego pozbyć, nadal niewinnie cierpią wyznając Jego Imię. Jakby dzisiaj przyszedł, to jakby przyjęło Go „Betlejem”? Niestety można odnieść wrażenie, że Betlejem powtarza się zarówno z pozytywnej, jak i negatywnej strony. Jaka jest kondycja mojego „Betlejem”. Czy  to miejsce w moim sercu, czy poza nim? Czy panuje tam duch przygotowań na Jego przyjście, czy raczej zwyczajność bez Niego? Czy Jego przyjście jest dla mnie ważną sprawą, czy pozostawiam tą kwestię z boku i nie jest to dla mnie istotna rzecz? „Oto Pan Bóg przyjdzie…” śpiewamy podczas rorat – tylko gdzie przyjdzie?  To, że jest On obecny pośród nas, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak mogę się zastanawiać nad tym, czy przyzwalam Mu na to, by wszystkie „miejsca” były dla Niego dostępne. Co do tego mam jednak wątpliwości. Pewnie każdy z nas ma takie miejsce, w które Bóg nie ma możliwości wejścia, bo czynimy je niedostępnym.... czytaj dalej

Wyjść z nocy i wkroczyć w światło dnia

Kto to widział tak wcześnie wstawać w adwencie i iść do kościoła? Dla mnie to też będzie ekstremalne zadanie. Jakby roraty były o 24 to spoko, ale o 6.15 lub 6.30? I podobnie, w sensie duchowym, każdemu ciężko jest opuścić noc i w kroczyć w dzień. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale zarówno Pasterka, jak i w czasie Triduum Paschalnego w Wielką Sobotę – najważniejsze wydarzenia dokonują się właśnie późno w nocy. Czy to złośliwość księży, którzy jeszcze w nocy chcą nas zaciągnąć do kościoła? Czy jest w tym może jakiś jednak głębszy sens. Noc nie jest do końca przyjaznym miejscem dla człowieka i czasem do działania. Raczej w ciągu nocy wyłączamy się, nabierając sił do działania w ciągu dnia. Pod osłoną nocy dokonują się ważne liturgiczne wydarzenia, aby wskazać nam ich sens – wychodzenie ku Światłu. Bóg wchodzi w ciemność, aby ją zwalczyć, a nie w niej przebywać. Stąd Pasterka rozpoczyna świętowanie, ale to w ciągu dnia przeżywamy prawdziwą tajemnicę. Podobnie w Wielką Sobotę – prawdę o Zmartwychwstaniu ogłasza się podczas procesji rezurekcyjnej, która według zwyczaju powinna być w niedzielny poranek, o świcie. Wymowne jest to dla mnie, że Bóg wkraczając w ciemność wprowadza nas w światło. Bóg ze swoją łaską, rozdziera dla nas ciemność, by postawić nas w tym najwłaściwszym dla nas środowisku, jakim jest dzień i światło.  Zastanawia mnie jednak, co dziś oznacza noc i dzień, czego rzeczywistym symbolem są te dwa znaki. Co osobistego stoi za jedną i drugą rzeczywistością.  NOC Co jest nocą w moim życiu, co zostało w pewnym sensie zaciemnione. Ciemność to brak światła. A zatem takie warto sobie postawić pytanie: GDZIE... czytaj dalej

Dokąd może zaprowadzić mnie cisza.

To tak nadzwyczajna rzecz w naszym życiu. Jest jej zbyt mało, bo zagłuszona chaosem wydarzeń, głosów miasta, myśli ludzkich, znika lub staje się niedostrzegalna. Zastanawiam się gdzie istnieją jeszcze skanseny ciszy, gdzie mogę ją odnaleźć zrozumieć. I po co mi cisza, jak mogę ją wykorzystać. Możemy sobie pomyśleć, że nie jesteśmy ani mnichami, zakonnicami, że nasze życie wymaga wyjścia z domu, biegania i załatwiania różnych spraw, więc cisza nie jest dla nas. Nie mamy warunków, aby ją stworzyć, bo tym bardziej dom, dzieci, szkoła, zajęcia itd. Wszystko to sprawia, że każda minuta naszego życia wymaga naszego zaangażowania i działania, a nie relaksu i ciszy. Jak mam przeciwstawić się naturze mojej codzienności, by wejść w ciszę, by ją zrozumieć i przyjąć.  Mamy przekonanie, że tylko nasze działanie jest produktywne, bo przecież jak pracujesz to zarabiasz… Jak działasz, osiągasz jakieś rezultaty… W przeciwnym razie nie opłaca się. Stąd nasze podejście do ciszy – wydaje nam się ona mało produktywna i efektywna dla naszego życia. No bo co zyskam siedząc w pokoju w całkowitej ciszy, kiedy wiele spraw czeka na realizację, a nikt za nas tego nie zrobi. Widzę, jak wiele razy toczy się we mnie walka pomiędzy aktywizmem, a wyciszeniem. Z jednej strony stos spraw, które trzeba  zrealizować, a z drugiej strony to głębokie pragnienie ciszy, bo wiem co ona może mi dać. Toczymy walkę z samymi sobą. Jaki jest wynik tej walki? Ja, mimo szczerego pragnienia udania się w „krainę ciszy” niestety przegrywam z obowiązkami i innymi sprawami, które wiszą mi nad głową, ale to wcale nie oznacza, że tej ciszy nie ma, że jej się boję i jej unikam.... czytaj dalej

pierwsza osoba

1 osoba Zatrzymała mnie dłużej… Jakby chciała wypowiedzieć swój testament życia. Sama postawa tej osoby, była zaskakująca. Czuło się, że jest to dla niej bardzo ważna chwila, jakby jedna z tych ostatnich. Oswojony z historiami, tym razem jednak, coś mnie zatrzymało, jakbym miał świadomość, że to będą ważne słowa, świadectwo, które dużo wniesie do mojej i twojej historii życia. Proszę księdza, kiedy byłam młodą osobą, byłam bardzo zwyczajna. Jak wszyscy bawiłam się, śmiałam, żyłam ciesząc się każdym wydarzeniem. Jednak najważniejsze dla mnie było to, aby codziennie być na Mszy św. Nawet, gdy nad ranem wracałam z jakiejś zabawy, wolałam trochę zaczekać, by o 6.00 pójść do kościoła na Mszę. Wolałam tak rano, niżbym miała ją opuścić. Wiem jak ważne to dla mnie było. Nic nie mogło mi przeszkodzić w tym, by pójść na Mszę. Wiem, że dzięki temu dziś sobie ze wszystkim jakoś radzę. Podobnie jak ta osoba i jej historia, tak pewnie też wiele innych osób uważa swoją historię za proste wydarzenie, za mało wnoszące w życie jakieś doświadczenie. Jednak spoglądając z perspektywy dzisiejszych czasów na historię tej osoby, stwierdzam, że jej postawa to heroizm – czyn szczególny, warty naśladowania, ale jakże dziś dla wielu osób trudny. Zastanawia mnie jakie Ty uczyniłeś usprwiedliwienia, by nie pójść na... czytaj dalej

Po co nam święci?

Święci – program życia. Można by się zastanawiać, dlaczego ich jest tak wielu. Dlaczego Kościół wciąż wynosi na ołtarze nowych błogosławionych i świętych. Czy dziś dla współczesnych osób przemawia jeszcze obraz tych osób, które określamy mianem świętych? Każdy pewnie z nas ma jakiegoś świętego patrona, może nawet jakiegoś ulubionego. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaką rolę ten święty pełni w waszym życiu? Można odpowiedzieć na różne sposoby, bo faktycznie w przeróżny sposób są oni obecni w naszym życiu codziennym. Ja mam kilku swoich ulubionych błogosławionych i świętych, bo odczuwam potrzebę, by byli obecni w moim życiu. Ich obecności przypisuje trzy podstawowe funkcje: ŚWIĘCI JEDNOCZĄ MNIE Z BOGIEM. Moi ulubieni święci (św. Franciszek z Asyżu, bł. Chiara Luce Badano) są bardzo różni, a ich drogi bardzo charakterystyczne. Każdy święty, w szczególny sposób odczuwał bliskość Boga, również w charakterystyczny dla siebie sposób. Dotknięcie świętości jest jakby wkroczeniem na most, który łączy niebo z ziemią. Ich życie, przykład za każdym razem, gdy o nich myślę, staje się dla mnie wzorem – przykładem tego, jak wykorzystać we właściwy sposób obecność Boga pomiędzy nami. Przyjaźń którą powinniśmy tworzyć z Bogiem, jest często wzorowana świętymi, którzy odsłaniają przed nami drogi, którymi możemy również kroczyć. Często dzięki świętemu patronowi Chrztu lub Bierzmowania szukamy w nich oparcia, a przez ich wstawiennictwo powierzamy Bogu najskrytsze sprawy. To dzięki ich wstawiennictwu, bardzo często mamy rozwinięty osobisty kult jakiegoś świętego. Jest nam bliżej do nich, dlatego staramy się z nimi utożsamiać i przez nich zanosić wiele spraw przed oblicze Boga. Stąd takie ich ogromne znaczenie w naszym życiu, bo przez ich wstawiennictwo jesteśmy coraz bliżej Boga, a nasza wiara wyraża... czytaj dalej

Czas zadumy – pamiętaj o bliskich

Pełna mobilizacja na cmentarzu! Zmywanie, szorowanie, grabienie, zmiana kwiatków, nowe zapalone znicze i to wszystko? Oprócz pięknej i zachęcającej do zadumy otoczki wokół tych świąt, istnieją jednak znacznie głębsze i ważniejsze elementy, o których niestety niekiedy zapominamy. Jest to czas szczególnej refleksji o śmierci, życiu, świętości, o ludziach, którzy często w naszych oczach w wielu sytuacjach byli cichymi bohaterami. Spacer po cmentarzu odsłania nam bliższe i dalsze historie ludzi. Kojarzone przez nas nazwiska, rodzą w naszych myślach różne historie, które na nowo przypomniane, wzruszają i rodzą nowe emocje. Wspomnienia budzą na nowo nieco uśpione nasze ambicje, by zrobić coś ze swoim życiem. Tak wiele możemy zyskać, nie marnując pamięci o zmarłych bliskich. Pamięć o nich, to nowe doświadczenia, które rodzą się w naszych myślach, w naszej codzienności. Cmentarz to nie „muzeum z historiami, których nie można dotknąć”, lecz aleje historii tak bliskich każdemu z nas, opisanych codziennymi zwyczajami i niecodziennymi doświadczeniami. Cmentarz to nietypowe miejsce wspólnot: zakątek dzieci, miejsce ofiar wojen, powstań, to historyczne grobowce starych rodów; aleje zasłużonych i wiele niestety opuszczonych, bezimiennych. Choć nigdy tak nieme to miejsce, bo zamieszkałe przez tych, co odeszli, to jednak miejsce, które przemawia najbardziej ze wszystkich miejsc, które odwiedzamy. Pamięć trwa, bo nie jest to miejsce, które rozkwita kwiatami i zniczami tylko jednego dnia, czy nocy. Często wchodząc na cmentarz, można zobaczyć jak żywa jest pamięć o naszych bliskich zmarłych. Znaki pamięci, tęsknoty, bólu i wielu dramatów, przemawiają jeszcze bardziej do tych, którzy jeszcze żywi, przechadzają się alejkami tej „nekropoli”. Cmentarz jest miejscem paradoksów – bo tam śmierć najwięcej mówi nam o życiu. To ona jest krzykiem wobec naszego życia, wobec... czytaj dalej

Doping

Coraz szybciej robi się ciemno; wstając rano również trudno znaleźć kolory. Aura jesienno – zimowa sprawia, że stajemy się ociężali i niechętni. Jak się zdopingować? Czy jest coś takiego jak „Boży doping”? Już sam fakt od jakich słów, określeń rozpoczynasz dzień, ma ogromny wpływ na to, jak go przeżyjesz. Jeśli zaczynasz od negatywów, np.: „nie chce mi się; ale dziś ciemno, zimno, przygnębiająco” itp., to trudno, abyś w ogóle miał ochotę wystartować z czymkolwiek. Jeśli znajdziemy coś pozytywnego, co uczynimy podstawą u początku dnia, to możemy się pozytywnie zaskoczyć, rozwojem niektórych sytuacji.  Ale sami przyznajcie się, ile razy musieliście się zdopingować, albo niekiedy wręcz zmusić do czegoś pozytywnego? Dopingiem dla nas mogą być pojawiające się różnego rodzaju impulsy, które pojawiają się dzięki różnym myślom, wydarzeniom, osobom. Te impulsy to zachęty do działania, do innego spojrzenia na różne sprawy, na to, co się z nami dzieje. Czasami oglądając jakiś film, lub czytając jakąś książkę lub gazetę, może wpaść do naszej głowy jakaś pozytywna myśl, dająca nam nadzieję na pomyślne rozwinięcie dnia, czy jakiegoś wydarzenia. Może to być jednak ryzykowne, gdyż oczekiwanie na spontaniczne impulsy, w jakimś innym czasie może być kłopotliwe. Dlatego mimo wszystko warto szukać czegoś konkretnego, stałego, co pomoże nam rzeczywiście się zdopingować. Czasami pomysłem na zdopingowanie się, jest działanie. Nie jakiś pusty aktywizm, ale działanie, które będzie konstruowało w nas dobro, coś pozytywnego. Za oknem powoli jesienna szaruga. Złota „Polska jesień” odchodzi powoli w niepamięć i może to być dla nas coraz trudniejsze, mało aktywizujące, słabo nastrajające. Ostatnio pomyślałem, że ten czas, powoli pozbawiony kolorów mógłbym w swoim życiu przemalować kolorami. Duchowość Focolare, wobec codziennego życia proponuje... czytaj dalej

gdzie jesteś realnie?

początkiem tego artykułu była śmieszna sytuacja – ktoś dowiedział się o mojej chorobie z internetu, choć w sumie spotykamy się praktycznie codziennie. Gdzie dziś można spotkać człowieka? Okazuje się, że o wiele łatwiej spotkać człowieka w sieci, niż na żywo. Zastanawiałem się ostatnio nad stworzeniem wirtualnych zajęć, skoro wszyscy nie mają czasu na to, by się fizycznie spotkać w jednym miejscu, o tym samym czasie. Czy by to przeszło? Myślę, że tak, potrzebna by była jedynie profesjonalna forma przekazu i narzędzia, które by w odpowiedni sposób zachęciły zainteresowaną grupę do tego rodzaju spotkań. Czy świat oszalał, czy idziemy we właściwym kierunku? Wszystkie narzędzie są właściwe, dopóki we właściwy sposób się nimi zarządza i wykorzystuje. Odpowiedź jest prosta – jeśli nie stracimy właściwej sobie inteligencji, narzędzia w sieci, mogą stać się przyczyną naszego rozwoju. Oczywiście odezwą się archaiczne głosy – że nic nie zastąpi realnego spotkania. Ale mam pytanie do takich osób: co jest dziś realne? Czy spotkanie w kawiarence przy kawie, czy spotkanie w sieci? dwa światy Stworzyły się dwa światy. Niekiedy są one od siebie zupełnie niezależne. Świat fizyczny, to świat naszych zajęć: szkoła, studia, praca, obowiązki domowe… A wirtualny świat? Powoli przejmuje to wszystko, co odpowiada za część naszych emocji, pasji. Czy uciekamy z świata? Chyba jednak nie, choć można niekiedy odnieść takie wrażenie. Świat wirtualny proponuje nam wiele udogodnień, które sprawiają, że życie staje się prostsze i wygodniejsze. Zamiast tłoczyć się w kolejkach, lub w korkach na ulicy, możemy ściągnąć potrzebną nam rzecz, w atrakcyjnej cenie z sieci. To jedna z wielu pozytywnych stron, działania w sieci. Człowiek, w wirtualnym świecie, od lat gromadzi różne informacje.... czytaj dalej

„Chwila” po śmierci

Ci, którzy odchodzą wcale tym momentem nie muszę się przejmować. To zadanie najbliższych. Jednak jak różna może być ta „chwila”. Już jakiś czas temu, przewodniczyłem Mszy św. pogrzebowej i odprowadzeniu na cmentarz. Tradycyjna rzeczywistość. Jednak tym razem, coś bardziej przykuło moją uwagę i dało mi do myślenia. Na samej Mszy, początkowo, były tylko trzy osoby, chyba najbliższe… Jednak ich uczestnictwo było dość nietypowe, bo żadne z nich nie wiedziało zbytnio jak się zachować. Te dwie sprawy: ilość i zachowanie osób, ich postawy sprawiły, że w duszy pojawiło się stwierdzenie pełne przerażenia – a jak będzie wyglądać moja „chwila” po śmierci. Pewnie nikt tym za bardzo się nie przejmuje, bo przecież i tak zmarły nie będzie ani tego widział, ani nic czuł. Przerażająca jest „niepamięć”, którą można wywołać już za swojego życia. Postępowanie człowieka, jego relacje z innymi, nie tylko wpływają na to, w jaki sposób określimy całe nasze życie, ale będzie to miało bezpośredni wpływ na to, w jaki sposób kształtować się będzie rzeczywistość po śmierci. Właśnie tutaj, tak bardzo konkretnie widać, jak teraźniejszość kształtuje naszą przyszłość, w każdym wymiarze, również po śmierci. Z racji mojej posługi, uczestniczę w wielu i bardzo różnych pogrzebach, stąd moje jakieś doświadczenie, które umożliwia mi dokonywanie oceny. Są pogrzeby, które dzięki bardzo rodzinnej atmosferze; dzięki licznie zgromadzonym osobom, w jakimś sensie wydarzenie to, można by było określić pięknym, choć nadal pozostaje ono bardzo trudne. Skąd taka atmosfera? Otóż, to w jaki sposób postępujemy w życiu, przyciąga albo odpycha ludzi, w zależności czy działanie jest dobre, czy też nie.  Argumentem do zastanowienia i wprowadzenia ewentualnych zmian jest jednak obecne życie, które jeszcze mam. Można... czytaj dalej

Stracić to, czego się nie ma?

Posiadanie czegoś, wcale nie oznacza, że to mamy. Można coś w łatwy sposób stracić, nie wiedząc nawet o tym, że tego się już nie ma. Może to zbyt filozoficzne, ale rozwinięcie myśli jest prostsze. Ludzie posiadają przeróżne dary i w różny sposób postępują z tym, co posiadają. Jedni inwestują wszystkie możliwe środki, aby rozwijać swoje dary, zdolności. Inni, zaangażowani tak bardzo w życie codzienne, nie zauważają tego, co skrywa ich wnętrze, własnych predyspozycji. Niekiedy proste zaangażowanie, odkrywa przed nami, nasze nowe zdolności, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Można domyślać się, ile rzeczy w swoim życiu nie wykorzystujemy, marnujemy, albo ile jest darów, których w ogóle nie odkrywamy, nie podejmujemy. Wiem, że mam, ale z pełną świadomością z tego rezygnuję. Nasze życie wygaszone jest przez często zbyt pragmatyczny sposób myślenia. Perspektywa szkoły, egzaminów, pracy, odbiera nam chęci w zaangażowanie się w jakieś zajęcia dodatkowe. Tłumaczymy to często brakiem czasu, albo wnioskujemy, że do niczego nam się nie przyda dodatkowe zajęcie, dlatego wolimy przyjąć to, co jest, a nie zastanawiać się nad tym, na co może ewentualnie jeszcze nas stać. Pragmatyzm wygrywa i niekiedy przekreśla nasze rzeczywiste perspektywy, które powinny stać się naszymi życiowymi celami. Mieć, czy być. Często rzeczywistość materialna przysłania nam prawdziwe wartości. Wolimy świat materialny, bo jest wymierny, bo wydaje nam się on taki konkretny. Zamazane są dziś rzeczywistości „mieć – być”, bo dla współczesnego człowieka wydają się one tak bardzo złączone – zależne, bo by być, trzeba mieć; a mając, człowiek może być… Takie myślenie niestety może pozbawić człowieka wrażliwości na to, czego nie da się przełożyć na wartość materialną, a co jest jednak bardzo ważne.... czytaj dalej

świat smaku bez smaku

Czy wyobrażasz sobie niekiedy patrząc na jakąś potrawę jej smak? Pewnie tak i już ci ślinka leci, na samą myśl. A miałeś kiedyś niesmak; wszystko smakowało ci tak samo, albo wszystko smakowało źle? Każda potrawa niesie ze sobą kilka walorów: wygląd, smak, jakość, kraj pochodzenia, ilość kalorii. Wszystko to w większym lub mniejszym stopniu bierzemy pod uwagę, starając się dokonać wyboru, co dziś zjeść. Mnie osobiście cieszy i staram się żyć taką zasadą, że w nowym miejscu, staram się za każdym razem spróbować coś nowego. Dzięki temu, poznaję różne smaki, różne kraje. Spodobał mi się kiedyś pomysł moich przyjaciół, którzy organizowali tzw. kolacje z różnych krajów. Osoba, przygotowywała potrawy, deser i całą otoczkę z kraju, który wcześniej wylosowała. Dzięki temu miałem okazję przeskoczyć do Hiszpanii, Węgier i paru jeszcze innych kuchni, któryc tak naprawdę nie miałem okazji nigdy spróbować. Czemu jednak o smakach na mojej stronie? Bo życie dostarcza różnych doświadczeń. Od kilku dni, z powodu chyba choroby i leków, coś się stało nie tak. Może to być wywołane obecnością jakiś bakterii w ustach, które sprawiają, jak się okazuje, najokrutniejszą możliwą rzecz. Wszystko, dosłownie, staje się niesmaczne, bo wydaje się, że jest przesolone. Wypicie ulubionej herbaty z cytryną i miodem, sprawia, że człowiek zmusza się do tego. Dziś, pijąc pepsi, miałem wrażenie, że wlewam w siebie jakąś słonawą breję, której normalnie nigdy w życiu bym do ust nie wziął. A nawet smak ulubionej drożdżówki z kruszonką, aż żal wspominać. Niby wygląda znajomo, niby wiem, jak powinno smakować, ale nagle wszystko staje się po prostu słone. Masakryczne doświadczenie. Dzięki tej sytuacji, jednak, póki co jeszcze nie skończonej, odkrywam wartość daru,... czytaj dalej

co zdumiewa w ludzkiej twarzy?

Spotykamy przeróżnych ludzi. Jednych zapamiętujemy, a innych nie; jedni budzą w nas sympatię, a inni nie. Co w takim razie jest urzekającego w tej „wyjątkowej twarzy”? Rozmowa rozpoczęła się od prostych tematów. Twarz tego pana wzbudzała zaufanie i nie trzeba było długo czekać, gdy tematy zaczęły stawać się coraz bardziej poważne, a odpowiedzi coraz bardziej szczere. Wśród różnych temtów, pojawił się jeden, o którym myślę już sporo czasu. Mówiliśmy o filmowaniu ludzi i ich twarzy. Pamiętam tą jedną, szczególną, techniczną uwagę: „filmuj jak najwięcej uśmiechniętych twarzy, bo one rzeczywiście przekonują”.  Jaki element twarzy zdumiewa najbardziej? Uśmiech! To zadziwiające jak kilka mięśni twarzy, może stworzyć coś, co oddaje często znacznie lepiej to, co dzieje się we wnętrzu człowieka, niż tysiące słów. Tak prosty gest – uśmiech, może promieniując zmienić bardzo wiele. Uśmiech nie tylko oddaje stan wnętrza, ale mimo wszystko staje się prawdziwym zewnętrznym świadectwem dobra, które albo się dzieje wokół nas, albo którego doświadcza jakaś osoba. Pejzaż naszych ulic sprowadza się często do widoku ludzi wciąż gdzieś biegnących, ścigających się nie tylko z czasem, ale i też z natłokiem zajęć. Jeśli już można spotkać uśmiechniętych ludzi, to mimo wszystko najczęstszą grupą jest młodzież, lub zakochani. Zastanawia mnie, co dzieje się w takim razie z ludźmi, w przedziale od młodości do dojrzałości, że w jakimś momencie zanika uśmiech, albo przestaje być on w ogóle obecny i spotykany na twarzach ludzi. Czy masz świadomość z jakiego powodu uśmiech znika i coraz rzadziej pojawia się na twarzach ludzi? Myślę, że można by poświęcić temu jakieś osobne badanie naukowe, a rezultaty – odkrycia, byłyby na pewno bardzo odkrywcze. Może uśmiechamy się coraz rzadziej,... czytaj dalej

3. miłość bliźniego

Próbując zrozumieć wolę Boga, nie sposób nie zauważyć, że On sam zwraca uwagę, że najważniejszym przykazaniem jest – przykazanie miłości Boga i bliźniego. Chiara pisze: zrozumiałyśmy, że miłość była serce przesłania chrześcijańskiego, a zatem należało ją bezwzględnie wprowadzać w życie. Czas bombardowania, pierwsze towarzyszki wraz z Chiarą, spędzały w schronie i tam, na początku, miłość do Boga odkrywały poprzez realizację miłości bliźniego, poprzez służbę najbiedniejszym. Ale ta służba z czasem się rozszerzała, bo zrozumiały, że mają kochać wszystkich, a słowo służba, nabrało głębszego sensu i przybrało postać – „jednoczyć się”. Ich zadaniem stało się jednoczyć z bliźnim we wszystkim oprócz grzechu. Kochanie bliźniego stało się zdobywaniem każdego człowieka dla Chrystusa. Skoro miłość miała być ofiarowaniem wszystkich Chrystusowi, tak zrodziło się w ich sercach pragnienie, aby w każdym widzieć Jezusa. To sprawiło, że podarowana miłość bliźniemu, poruszała czułych jego strun i on też odpowiadał miłością, przez co rodziła się miłość wzajemna. Chiara wprowadza pewnego rodzaju szkołę miłowania, a jej podstawą jest Ewangelia, a zwłaszcza zdanie: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25,37-40). Miłość do bliźniego ma naśladować styl miłości samego Boga do człowieka. Miłować „jak” Jezus umiłował – to staje się miarą miłości do brata. „Brat” staje się drogą do świętości, dlatego miłość wymaga aby odrzucić siebie, aby bardziej umiłować bliźniego, by służąc wszystkim, we wszystkich służyć Bogu. To wyzwanie miłości, aby patrzeć na człowieka i miłować go tak, jak patrzy na niego i jak miłuje go Bóg. To nasze zadanie – widzieć oblicze Jezusa w twarzy każdego bliźniego i kochać go. Musimy wiedzieć, że kiedy spotykamy brata, to tak jakbyśmy natrafili na bogate... czytaj dalej

Czy to wstyd, wierzyć?

czy będąc chrześcijaninem, rzeczywiście mam powód, by się wstydzić? Czy bycie chrześcijaninem nie brzmi właśnie dumnie? Spróbuj poprzez ten artykuł znaleźć właściwą odpowiedź. Obawiam się, że wszyscy ci, którzy stwierdzają, że wiara to archiwum, a bycie chrześcijaninem to obciach, zwyczajnie nie dotknęli sedna tego to, co kryje się za pojęciami: wiara i chrześcijaństwo. Wiele osób stawia raczej mur obronny, odgradzający ich od możliwości poznania i zrozumienia czegokolwiek w tym sensie. Trudno im pokazać cokolwiek, przekonać, bo ich nastawienie jest po prostu na „NIE”. Czy wobec takiej ignorancji, ja mam powody do tego, aby się wycofać, chować i wstydzić tego, że wierzę, że jestem chrześcijaninem. Wydaje się to być absurdalne. Argumentów dla tych, którzy boją się być „normalni” i przyznać do tego kim są i w co wierzę, może być bardzo wiele. Oczywiście pomocą mogą być argumenty, które przytoczę ja, czy inne osoby. Jednak – dużo większą siłę będą mieć te argumenty, które każdy z nas odkryje sam; do których będzie szczerze przekonany i którymi faktycznie będzie żył. To właśnie one sprawią, że nie będziemy jak żółw, który w chwili niebezpieczeństwa chowa się w skorupie; nie będziemy też walczącą inkwizycją, ale znajdziemy właściwe rozwiązanie dla kwestii – jak dziś być chrześcijaninem. Może zanim przejdę do moich argumentów, zastanowię się najpierw nad tym, dlaczego w ogóle pojawia się ta sytuacja, że wstydzimy się wiary i bycia chrześcijanami. WSTYD pojawia się w związku z sytuacjami, kiedy np. poruszane są mało popularne kwestie, takie jak np. in vitro, współżycie przed ślubem, gender, polityka, pieniądze księży i ich samochody, pedofilia itp. Można zauważyć, że w wielu rozmowach to są poniekąd notorycznie poruszane zagadnienia, które... czytaj dalej

Chrześcijańskie zasady, ułatwiają życie.

Jak rzeka opuszcza swoje koryto, zaczyna siać zniszczenie. Jeśli życie opuszcza swoje właściwe koryto, to co się dzieje? Czy posiadanie zasad ułatwia życie, czy nie? Pamiętam, jak po wielkiej powodzi, która przeszła przez Polskę w 1997 roku, miałem okazję, autobusem wybrać się na pielgrzymkę w południową część naszego kraju. Obrazy oglądane w wiadomościach telewizyjnych były odległe, przez co nie mogłem poczuć faktycznej tragedii. Jadąc autobusem widziałem szokujące obrazy: ogromne wyrwy w ziemi; niesamowicie poszerzonych koryt rzecznych; budowanych na szybko mostów; ton śmieci i mułu ciągniętego kilometrami przez wodę. To wówczas uświadomiłem sobie jak to, co w jednym momencie jest tak pożyteczne, potrzebne, może przerodzić się w siłę niszczącą wszystko na swoje drodze. Woda – tak wydawałoby się mocno złączona z wachlarzem ludzkich potrzeb, może chwilę później stać się powodem największych ludzkich tragedii. To właśnie uzmysławia mi jeszcze inną rzecz. Jeśli nie będziesz miał zasad, to ty sam jako człowiek, dobro które w sobie masz, cały twój potencjał, w innej chwili, kiedy nie będzie zasad – granic, możesz przemienić w zło, krzywdę, którą możesz wyrządzić innym.  Zasady, jak koryto rzeczne utrzymują w ryzach żywioł, który tylko pozornie może wyglądać łagodnie i być dobrym. Okazuje się, że wszystko musi mieć swoje zasady, zdrowe granice, by nawet dobro, nie przestało być dobre. Często chcemy żyć bez zasad, bo sądzimy, że nas ograniczają, że nas czegoś pozbawiają. Wszystko może wydawać nam się słuszne i dobre, dopóki właśnie nie nastąpi jakaś sytuacja, w której jak rzeka podczas powodzi, nie nabierze prędkości, siły i takie wzrostu, że zacznie wszystko niszczyć. Zastanawiałeś się nad tym, jakie zasady są dla ciebie rzeczywiście ważne? W przestrzeni naszej codzienności... czytaj dalej

Co nas wyróżnia…

CO NAS WYRÓŻNIA – co powinno rzeczywiście czynić nas chrześcijanami. Czy chrześcijaństwo jest dziś na tyle wyraźne, by widzieć co je charakteryzuje? Chciałbym zobaczyć chrześcijaństwo takim, jakim powinno być, może właśnie wtedy, mielibyśmy pewność, co powinno nas wyróżniać i tworzyć naszą tożsamość. Wyróżnianie się na jakimś tle, można traktować w różny sposób: pozytywny – gdy ma ktoś coś rzeczywiście dobrego przez swoją postawę do zaproponowania, jak i też negatywny, gdy niestety chodzi tylko o pielęgnowanie swojej indywidualności. Współczesność wyłapuje inność – wyjątkowe osobowości, zachowania, zdarzenia. Jak sami możecie się pewnie przekonać, nie jest to zawsze pozytywne i godne naśladowania. Łatwiej jednak sprzedaj się to, co się wyróżnia, niż promować to, co jest powszednie, często reprezentowane. Czy chrześcijaństwo potrzebuje takiego właśnie wyróżnienia? Może wobec dzisiejszych czasów, istniałaby taka potrzeba, by promować „bożych szaleńców”, którzy swoim postępowaniem zadziwiliby innych i być może w ten sposób zmobilizowali do działania. Nie wiem tak naprawdę co sądzić o takiej ewentualności. Powstające wspólnoty, rodzący się Kościół, w pierwszych wiekach miał bardzo silny „argument w rękach”. Inni patrząc na sposób postępowania chrześcijan mówili o nich: „zobaczcie jak oni się miłują”. Gdy przesuniemy slajd historii do współczesności, często zastanawiam się, co dziś ci sami ludzie, powiedzieliby o nas chrześcijanach. Dziś patrzy się na Kościół przez pryzmat jednostek i wielu jednak wykrzykuje raczej różne wyzwiska niż pochwały. Dla tych, którzy chcą widzieć, albo rozumieją znaki, które widzą, wyrażają się raczej w sposób bardziej pozytywny, widząc znów w różnych jednostkach szanse, możliwości, nadzieję żywego Kościoła. Chrześcijaństwo ma coś do zaproponowania, współczesnemu człowiekowi i pewnie każdy z nas powinien głębiej zastanowić się nad tym, co tak naprawdę mamy do zaproponowania.... czytaj dalej

życie musi mieć temat

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że wasze życie można podsumować jakimś tytułem, jednym wyrazem lub zdaniem? Czy wasze życie może być jak serial, który przybliża innym jakąś ważną sprawę, która jest dla was charakterystyczna. Zastanów się, jaki temat, nosi twoje życie. W kontekście różnych spotkań, a szczególnie z osobami młodymi, można wyczuć jak różnorodne jest ich życie, jak bardzo zabarwione różnymi kolorami codzienności. Jak wiele ludzi, tak wiele kolorów życia. To niezwykłe poznawać ich większe i mniejsze historie, opinie na różne tematy, poznawać ich perspektywy, marzenia, pragnienia, cele. Dzięki młodym człowiek może niekiedy obudzić w sobie dawne ambicje i wzruszyć w sobie te właściwe struny, które już dawno w nas nie zagrały. Młodzi często jednak mimo wielkich ambicji i planów, pokazują mi jedną bardzo ważną kwestię, a mianowicie, że życie musi mieć temat. By umiejętnie zagospodarować swoim potencjałem, by we właściwy sposóļ kształtować swoją codzienność, każdy z nas powinien sobie uświadomić temat. Może to dotyczyć sytuacji, a może całego dnia; może równie dobrze dotyczyć tygodnia, miesiąca, a nawet całego życia. Temat życia, wcale go nie ogranicza, ani nie pozbawia spontaniczności, wręcz przeciwnie, staje się motywem przewodnim wszelkich działań, który nadaje rytmu i charakterystyki dla naszych działań.  Sprecyzowanie tematu, pomaga odkrywać swoje zadania, przeznaczenie.  Dzięki temu, że ktoś doskonale zna swój temat, może wówczas oddać się szczególnie różnym zajęciom, które dobrze wpływają na jego osobisty rozwój, jak i też na horyzonty możliwości, które stoją jeszcze przed nim. Sprecyzowane życie, sprawia, że człowiek coraz bardziej uściśla swoje zainteresowania, zadania i wówczas bardziej angażuje się w te sprawy, które jego zdaniem są rzeczywiście ważne. Zbyt wielkie rozdrabnianie się powoduje, że człowiek... czytaj dalej

zbuduj świat wokół słów

Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. (Jk 1,21.22) Ważne rzeczy, możemy w przystępny sposób zaadoptować w naszej codzienności. Niekiedy jakaś zabawa, wymyślony schemat i program tygodnia, mogą pomóc nam żyć konkretnie wiarą, która przekłada się na czyny. Czy Miłosierdzie można w taki sposób wprowadzić i zaszczepić w swoje życie? Ostatnio na spotkani rady pedagogicznej, przeszło dwie i pół godziny wsłuchiwałem się w gąszcz słów, które niekiedy rozumiałem, niekiedy nie. Jednak w wielu sytuacjach zastanawiałem się, dlaczego znów, po raz kolejny padają te same słowa, jakby nikt o tym wcześniej nie słyszał, nie wiedział. Przecież to oczywiste. A jednak w innym miejscu, z perspektywy lat, dla niektórych słowa są już dobrze znane, zasłyszane i zapamiętane, ale jednak czy wprowadzone w życie. Pięknych słów pojawia się wiele w naszym życiu, ale iloma z nich żyjemy? To jest trudna prawda! Niekiedy słyszymy miłosierdzie, wiara, wspólnota, młodzież i jak czkawka odbijają nam się różne wrażenia, doświadczenia. Niekiedy z trudem po raz kolejny słuchamy o tym samym, jakby zamknięci w zbiorze swoich refleksji, wniosków, nie chcąc słyszeć nic nowego. Po wielu latach jakieś słow, zdanie może nas ponownie zdumieć i wpadniemy w chmurę rozmyślań, zastanawiając się, dlaczego mimo tego, że te słowa są dla nas tak ważne, tak potrzebne nic z nimi nie zrobiliśmy, nie robimy. Może pozostajemy tylko na poziomie zachwytu, zdumienia, emocji, zapominając, że słowa są zaproszeniem do czynów. Wspominałem już w poprzednich artykułach tego miesiąca o słowach, które ukazują zadania. Wspominałem też o tym,... czytaj dalej

Patrz dobrze

Słowa krzyczą, ręce tworzą. Warto, by połączyć zasłyszane słowa, podjąć się ich realizacji. Jakie wyobrażenie masz ty, słysząc te słowa: miłosierdzie, wiara, wspólnota, młodzież? Jak przez te słowa widzisz i co widzisz? Ile razy podróżując, lub idąc przez miasto, mijasz na pewno różne napisy. Są one może oznaką dewastacji różnych domów, bloków, czy słupów. Jednak nie zawsze są to puste, nic nie znaczące hasła, czy nawet wulgarne zwroty. Rzadko, aczkolwiek bywają hasła motywujące, inspirujące hasła. Słowa… to jest to co nas otacza poprzez różne hasła, reklamy. Nawołują nas do różnych postaw. Są też hasła, które zastanawiają i prowokują do zatrzymania. Ilekroć spojrzymy na jakąś reklamę, plakat, graffiti, odczuwamy, że reprezentują one jakiś świat, który albo jest nam bliski, albo nierealny i nie należący do nas. Wobec tych haseł, często przechodzimy obojętni, niewzruszeni już, bo jest ich zbyt wiele i stają się niekiedy zbyt natarczywe, dlatego wolimy ich nie widzieć, by nie wywołały w nas jakiekolwiek reakcji. Jaki mają wpływ na nas różne słowa, w tym również te cztery: miłosierdzie, wiara, wspólnota, młodzież? Pewnie wydaje się wam, że trzeba te słowa w jakiś szczególny sposób usłyszeć, aby je zrozumieć. Jednak dla mnie, te słowa to skojarzenia z konkretnymi sytuacjami, osobami, które trzeba zobaczyć. Można przejść obojętnie wobec słów, wobec również ludzi i ich potrzeb, a to byłoby świadectwem przegrania z wrażliwością, która w każdym z nas jest. Jeśli przegra nasza wrażliwość, wówczas przegramy bardzo wiele, w tym istotne zatroskanie o drugiego człowieka. Tak wiele o osobach, o naszej wrażliwości, ponieważ za każdym z tych słów, na które chce obecnie szczególnie zwrócić uwagę, stoi konkretna rzeczywistość – ludzie i postawy. miłosierdzie... czytaj dalej

4 wyrazy, 4 zadania

Czasami wielkie sprawy streszczają się w prosty sposób. Szukamy prostych drogowskazów? Pomyślmy w takim razie o czterech wyrazach: miłosierdzie, wiara, wspólnota, młodzież. Czy te wyrazy mogą nas do czegoś zainspirować?  Niektóre miejsca i zdarzenia charakteryzują różne słowa i zadania. Stąd wobec nadchodzących wydarzeń, idąc kluczem swoich zadań, które mnie czekają i obowiązków, które będę spełniać, od razu w mojej głowie, pojawiły się cztery słowa: miłosierdzie, wiara, wspólnota, młodzież.  Za każdym z tych wyrazów, można wyobrazić sobie ludzi, postawy, konkretne zadania. Jednak istotne jest to, aby wniknąć we właściwy sens tych wyrazów. Może właśnie dlatego, każdy z nas, powinien nieco więcej pochylić się nad nimi, zrozumieć je i postarać się znaleźć sposób, jak wdrożyć je w swoje życie.  Ja osobiście lubię proste definicje i przesłania, stąd te cztery wyrazy stają się streszczeniem czegoś znacznie głębszego, a jednocześnie bardzo konkretnego. Łatwiej je zapamiętać, a przez to, skupić się bardziej na tym, jak nimi żyć. Same słowa, zawierają już i sens, i zadanie, stąd nie potrzeba skomplikowanych rozważań, czy szukania złożonych definicji, czy wyjaśnień: miłosierdzie – miłość; wiara – droga; wspólnota – wspólnie; młodzież – młodość.  Cztery słowa stanowią swoistego rodzaju kompas, wskazujący najważniejsze kierunki. Dzięki tym wyrazom, możemy dotknąć rzeczywistości zarówno duchowych, jak i też tych fizycznych, codziennych. Wskazują one na Boga i na drugiego człowieka, ale dotykają też osobiście każdego z nas. Jeśli staniemy pośrodku tych wyrazów, wówczas mogą one stanowić pewnego rodzaju inspirację dla naszego życia, dla dróg które będziemy przemierzać, dla inicjatyw, których będziemy się podejmowali. Stajemy w centrum naszego życia i te cztery kierunki wyznaczają zasadnicze treści, które powinny stać się tematami głównymi, naszych zainteresowań. Dzięki nim, możemy... czytaj dalej

Krytycyzm

Krytycyzm Jak stare Polaki – usiądźmy i ponarzekajmy. Tylko dokąd zajdziesz realizując taką postawę. Czy nie znudziłeś się narzekaniem, krytykowaniem i tym, co możesz krytykować. Czy można wyciągnąć konkretne wnioski z naszego życia i poddać je weryfikacji postaw: krytyk, krytyczność?  Do wykonywania czynności potrzeba nam odpowiednich narzędzi. W przeciwnym razie, realizacja zadania wydaje się być niemożliwa, albo niewłaściwa. Stosując nieodpowiednie narzędzia, człowiek faktycznie może też osiągnąć jakiś cel, ale przy okazji może więcej zniszczyć, to, co towarzyszy mu w trakcie realizacji jakiegoś zadania. Jednym, z życiowych narzędzi, którymi człowiek powinien wiedzieć, jak się posługiwać, jest krytycyzm.  Patrząc na słowo – krytycyzm, możemy mieć różne, niekoniecznie właściwy sposób interpretowania. Niekoniecznie musi to być postawa negatywna. Krytycyzm raczej ma być pozytywnym narzędziem i zdawać się nam jako postawa umysłu, postawa badawcza dociekająca racji naszych przekonań, gotowa do przyjęcia jakiś twierdzeń, tylko uzasadnionych i sprawdzonych. Ma uczyć nas zmieniania twierdzeń wobec występujących niekiedy przeczących faktów. Krytycyzm możemy interpretować najogólniej w trzech perspektywach: krytykanctwo, krytyka, krytyczność. Jak widzimy są one zróżnicowane i mają zabarwienie negatywne, ale i też w odpowiednich warunkach, zabarwienie pozytywne.  Krytykanctwo – to «tendencja do krytykowania otoczenia» Krytyka – «zdolność rozsądnej i pozbawionej emocji oceny otaczających zjawisk i ludzi, a także własnego postępowania» Krytyczność – «postawa przeciwstawna dogmatyzmowi, postulująca kontrolę prawdziwości i zasadności twierdzeń przed ich uznaniem» Widzę w niektórych postawach szanse na budowanie właściwego życia, na odpowiednie podejście do różnych spraw i wykorzystywanie różnych doświadczeń. Można wykorzystać potencjał krytycyzmu, ale trzeba mieć też zdrowy rozsądek, aby nie wpaść w pułapkę negatywnej części tego pojęcia.  Jak wykorzystać pozytywny aspekt? Bycie krytycznym, mieć postawę krytyczną, nie oznacza wcale negatywnego zachowania. Każdy z nas w... czytaj dalej

2. Wola Boża

Punkty łączą się troszkę na zasadzie następstw. Bóg – Miłość ma plan względem każdego z nas. Boża miłość wyraża się w woli jaką ma względem każdego z nas. Wola Boża to wszystko to, co Bóg pragnie nam powiedzieć i do czego nas zaprosić. Rozpoznając wolę Bożą względem siebie, człowiek jest wstanie realizować swoje powołanie i właściwą wersję swojego życia. Bogu, który kocha nas nieskończenie, odpowiadamy starając się kochać Go całym sercem. W naszym życiu, mamy do czynienia z dwoma typami woli Bożej. Pierwsza z nich to: wola Boża – objawiona, która wyraża nasze ogólne powołanie – plan Boga względem człowieka, który dotyczy całego jego życia. Ogólne powołanie to takie, które rozeznajemy i staramy się realizować w ciągu życia. Druga z nich to: wola Boża – aktualna, która dotyczy konkretnych momentów życia codziennego. Codzienne wybory, decyzje, to w jaki sposób i w co się angażujemy, wymaga naszej gotowości do współpracy z Bogiem. „Słuchajcie, czego od was chce w każdej chwili życia. Czyńcie to z całym zapałem naszego serca” (Ch.L.). Zatem, aby kochać Boga, należy wypełniać Jego wolę. To kluczowe rozróżnienie, pomaga też konkretnie spojrzeć na obecność Boga w naszym życiu. Starając się rozeznawać wolę Boga, warto abyśmy wzięłi pod uwagę to konkretne rozróżnienie. Chiara ukazuje za pomocą różnych obrazów, czym jest wola Boża. Jednym z nich jest obraz „Słońca i promieni”, który jest próbą zrozumienia woli Bożej. Słońce jest symbolem woli Bożej, która jest samym Bogiem. Promienie są wolą Boga wobec każdego. Idąc ku słońcu w świetle swego promienia, różnego i odrębnego od wszystkich innyc, i wypełniając ten wspaniały, niepowtarzalny plan, który Bóg przewidział dla każdego z nas. Nieskończona liczba promieni, a... czytaj dalej

wchodzisz czy uciekasz

wchodzisz czy uciekasz Wygodny fotel, kanapa, ulubiony park, albo ścieżka na szlaku górskim… tak wiele pięknych i ważnych miejsc jest w naszym życiu. Jakie jest ich zadanie. Co wnoszą i do czego zapraszają takie miejsca? Każdy z nas, ma swoje miejsce. Te kilka punktów na mapie życia, gdzie przebywa, pracuje, odpoczywa, miło spędza czas, baw się, regeneruje… Te punkty, tworzą się przez historie naszych doświadczeń z różnymi miejscami i osobami. Powracamy myślami do wybranych miejsc, albo fizycznie poświęcamy czas, by na chwilę w nich przystanąć. Dom rodzinny, osobisty, domek przyjaciół, mieszkania znajomych, taras na którym lepiej smakuje kawa, zaciemniony pokój, w którym miło ogląda się film, ten wygodny fotel, w którym bez porównania najlepiej rodzą się myśli i pochłania się kolejne książki… Coś w tym jest. Te miejsca, szczególne do których wracamy, o których marzymy, które sobie przygotowujemy.  Te miejsca dają nam dobry czas. Spędzamy wiele czasu w różnych miejscach, bo są dla nas tymi szczególnymi. Chcemy w nich być, bo wiemy jak ważne są dla nas, jak twórczy wpływ mają na naszą duszę. Gromadzimy siły, nabieramy oddechu i wyruszamy w kolejne, jeszcze nie odkryte miejsca, w poszukiwaniu nowych wrażeń. Ale coś nas ciągnie do tych miejsc. Wracamy, po wytężonym dniu pracy, po wakacyjnych wojażach, by usiąść w tym jedynym, swoim pokoju, otoczeni dobrze znanymi przedmiotami, wpatrzeni w jakiś punkt i snujący nowe plany. Wiemy, że te miejsca są z różnych powodów dla nas ważne. Wiemy, że są początkiem naszego dnia i punktem do którego pragniemy szybko dotrzeć. Wiemy, że te miejsca są fabrykami naszych spokojnych myśli, poukładanych emocji. Siadając, w tym starym, już rozwalającym się fotelu, ale jakże... czytaj dalej

Najlepszy jest spontan

Najlepszy jest spontan Skąd pojawiają się niektóre wydarzenia w naszym życiu. Czy te, które określamy mianem spontanicznych, są rzeczywiście poza naszą kontrolą? Jaki mam wpływ na życie, na pomysły i na cele, które powinny być w zasięgu moich możliwości. Wydarzenie, którym przypisujemy spontaniczne pojawianie się, często są wyjątkowe z tego względu, że nie jesteśmy ich wstanie ani przewidzieć, ani do końca kontrolować. Jednak, czy coś, co w naszej opinii jest spontaniczne, faktycznie jest takie? „No taka sytuacja…” Kiedyś, już nie pamiętam gdzie i kiedy, spodobało mi się określenie: „no taka sytuacja” i pod spodem, link do jakiegoś zdjęcia, filmiku, czy krótkiej historii. Coraz częściej można spotkać, to dość nietypowe stwierdzenie, stające się początkiem czegoś ważniejszego i dłuższego. Udzieliło mi się to stwierdzenie i zacząłem od jakiegoś czasu używać go również, w kontekście jakiś niespodziewanych wydarzeń. Zastane wydarzenie, w którym uczestniczę, a które jest „spontaniczne” nosi nazwę: „no taka sytuacja”. Czy na pewno spontaniczne? Niespodziewane okoliczności, zlepek sytuacji, niewyjaśnione okoliczności… różne nazwy na określenie wydarzeń, które pojawiają sie znienacka, którym trudno przypisać zaplanowanie. Może właśnie to, w jaki sposób to wydarzenie się kreuje, w naszych oczach może wydawać się spontaniczne i przypadkowe, ale gdybyśmy dokładnie poobserwowali zdarzenia wokół tego momentu, dostrzeglibyśmy jak różne sprawy wiążą się i doprowadzają właśnie, do takiego stanu. Można zauważyć, jak wiele wydarzeń, formułuje niewidzialną siatkę, połączonych ze sobą następstw, konsekwencji. Z mojej perspektywy, może wydawać się, że coś stało się spontanicznie, ale gdy dostrzegać zacznę konkretne fakty, nagle może się okazać, że ta sytuacja, jest po prostu owocem, tego wszystkiego, co dotąd się wydarzyło. Może warto przynajmniej zamiast używania określenia, że coś było spontaniczne, zastanowić... czytaj dalej

1.Bóg-Miłość

Bóg – Miłość Chiara Lubich – istnieje taki Ideał, którego nie zniszczy żadna bomba – jest nim Bóg-Miłość. Pierwszą myślą, iskrą inspirującą, było to, że zrozumieliśmy, jak nigdy dotąd, kim rzeczywiście jest Bóg: Bóg jest Miłością. Wszystko może przeminąć, zostać zniszczone, ale czy jest coś, co pozostanie, na dobre i na złe? W życiu duchowym również potrzebujemy oparcia o sprawy, które będą dla nas bodźcem inspiracji, nutą przewodnią życia, programem działania. Duchowość „Dzieła Maryi” stawia na pierwszym miejscu, ten niezwykły i najważniejszy punkt, jakim jest Bóg – Miłość. Kiedy się głębiej zastanowimy, kiedy odrzemy nasze ludzkie przywary i ograniczenia, możemy dojść do przekonania, że muszę – powinienem uwierzyć Miłości. W tym właśnie momencie, rozpoczyna się prawdziwa „święta podróż”, przygodą z duchowością focolare. Różne nasze doświadczenia, pomagają nam rozeznawać niektóre prawdy dotyczące naszego życia, w tym również wiary. Jeśli popatrzę na to, co działo się i dzieje, i na perspektywę przyszłości, mogę stanowczo stwierdzić, że wiele rzeczy przemija. Odkrywam też, na szczęście, że pewne prawdy są stałe – niezmienne, co daje mi punkt odniesienia, dla mojego życia. To właśnie On, stały w swej miłości, staje się Ideałem życia, programem dla duchowej i fizycznej strony życia codziennego. To doświadczenie umocniło w Chiarze przekonanie o tym, że jest „kochana przez Boga nieskończenie”. To również nam daje dobry punk – początek, naszego duchowego wzrostu.  Bóg – Miłość to prawda, która uświadamia o możliwości mocniejszego przeżywania chrześcijaństwa. Bóg – Miłość sprawia, że życie nabiera innego znaczenia, że możemy odkrywać różne barwy naszej codzienności; sprawy tragiczne stają się mniej bolesne, a dramaty odnajdują pokój. Świadomość, że czuwa nad nami Bóg – Miłość, pomaga pod każdym... czytaj dalej

twórz i opisuj swoją historię

Twórz i opisuj swoją historię Są różne metody, bo różne są też potrzeby. Po co ci „Dziennik podróżnika”, po co pisać, notować, stwarzać notatki z życia codziennego? Spróbujesz znaleźć odpowiedź?   Moje życie codziennie skupia się wokół różnych, prowadzonych  w miarę systematycznie, zeszytów. Każda ważniejsza dziedzina, towarzysząca mi w życiu i działaniu, ma przypisany swój zeszyt, który zawiera w sobie szczegóły różnych projektów, pomysłów oraz doświadczenia płynące z realizacji różnych treści. I tak odpowiedni jest zeszyt z projektami, zeszyt z cytatami z różnych książek, czasopism; zeszyt z codziennie rozważanym Słowem Bożym; zeszyt z działalnością w parafii; zeszyt formacyjny – rekolekcje i kursy… itd. Ten sposób prowadzenia zeszytów poświęconych konkretnym zagadnieniom, bardzo mi ułatwia systematyczność pracy, poprawia tempo realizacji różnych projektów, a nade wszystko umożliwia uporządkowanie całego warsztatu pracy. Oczywiście oprócz plusów, istnieją też prawie zawsze minusy. Jedyną trudnością, która mi towarzyszy w pracy z zeszytami, to rosnąca ich ilość i kwestia przepisywania do formy elektronicznej, wszystkich tych rzeczy. Jednak posiadanie tych zeszytów, w znacznym stopniu pomaga organizować – planować różnego rodzaju zadania, w szczególny sposób te, związane z prowadzeniem mojej strony internetowej. Jeszcze używam innej formy, ale powoli od niej już odchodzę, a mianowicie spisywanie różnych myśli i schematów dla artykułów, na różnego rodzaju karteczkach. Zauważyłem jednak, że wielokrotnie je gubię, albo są wymieszane do tego stopnia, że trudno mi w myśli przypomnieć sobie kolejność, czy nawet znaczenie wypisywanych cytatów. Jeśli macie w tym względzie, jakieś konkretne patenty, aby usystematyzować wszystkie kartki – karteczki, to oczywiście wcale nie neguję tej metody. Mi jednak ona wcale nie pomaga, a raczej stwarza większy bałagan. Ilość przeróżnych karteczek jeszcze bardziej mobilizuje mnie do... czytaj dalej

Wakacyjne mury

Wakacyjne mury W głowie masz swój wakacyjny plan, jak spędzić urlop, wakacje. Ale szybko przychodzą różne myśli, które mówią ci – nie możesz, nie masz pieniędzy, czasu… Jak temu przeciwdziałać? Przez większość czasu tęsknimy za wypoczynkiem, chwilą odprężenia, czasem w którym odrzucimy na obk wszelkie nasze obowiązki, związane przede wszystkim z pracą, szkołą… Myślomy często o wypoczynku, ale czy zorganizowany przez nas czas wolny, sprzyja rzeczywiście temu, aby wypocząć? Jest to czas bardzo ważny, zarówno dla naszej kondycji psychicznej, jak i fizycznej. Czas urlopowych wydarzeń może stać się punktem odniesienia dla wszystkich zadań, myśli pojawiających się w ciągu roku. Nawet chwila wspomnienia, czy przejrzenie wakacyjnych zdjęć, może później stać się dla nas wytchnieniem i odbiciem się od trudności, które być może nas napotkają w ciągu roku. Planowanie czasu urlopu, może wywołać w nas wiele oporu i niechęci, czy nawet ograniczeń, ale jest to etap bez którego nie możemy spodziewać się, byśmy właściwie wypoczęli. Może trud zaplanowania, zorganizowania sobie wakacji będzie dla nas trudny lub nudny, ale to właśnie plan przełoży się na konkretne rezultaty. Bywa, że plan naszego wakacyjnego wypoczynku, wypełniamy ciężkimi zadaniami, których nie udało nam się podjąć w ciągu roku: remonty, nadgonienie spraw zawodowych, dodatkowe korepetycje itp. Moja filozofia urlopu jest prosta – robić to, co lubię i co sprawia mi radość; nie robić niczego ciężkiego, trawiącego resztki moich sił. Młodzi ludzie, często mają niezwykłe pomysły na czas wakacji, ale bardzo szybko odkrywają różne „mury” – ograniczenia, które z jednej strony zniechęcają ich do spełnienia jakiegoś postanowienia, a z drugiej, prowokują do tego, by zbanalizować ten czas i poddać się powszedniości i rutynie. Częstym ograniczeniem są pieniądze,... czytaj dalej

Dziennik podróżnika – konkrety

Dziennik podróżnika – konkrety Idziesz na pielgrzymkę… Organizujesz jakąś przygodę… Jedziesz w ciekawe miejsca na urlop… zastanów się nad „dziennikiem podróży”, który pomoże ci zapisać, uwiecznić jakieś szczególne momenty z tego, co udało ci się przeżyć, podejmując się drogi.  Może w kimś, z was, pojawił się pomysł, by przygotować taki „dziennik podróżnika”. Można poświęcić na to jakiś swój zeszyt, a może po prostu, coś takiego osobistego, przygotować według swojej kreatywności.  Tworząc swoje historie, okazuje się, że mamy też o czym pisać, ale z czasem, zaczniemy wyłapywać pewne szczególiki naszej podróży i skupimy się na na konkretach. Opisywanie historii, zawsze wiążę się z osobistą oceną, z doświadczeniami, które nam towarzyszą w konkretnych wydarzeniach. Mozaika przeróżnych spraw, łączy się i sprawia, że coraz bardziej widoczny jest dla nas sens zdarzeń, po sobie następujących.  Charakter „Dziennika podróżnika” jest uzależniony od kilku elementów: Ile mogę poświęcić czasu. Każdy z nas ma na pewno bardzo różna ilość dni wolnego. Trudno będzie planować jakiś konkretny dziennik, jeśli chcemy zająć się nim tylko w czasie wolnym, a mamy go np. trzy dni. Musimy dostosować program działania – nasze cele, do czasu, który jesteśmy wstanie na to poświęcić. Ktoś może poświęcić na to trzy dni, ktoś inny 10, a jeszcze inni może trzydzieści, a szczęśliwi studenci nawet dziewięćdziesiąt. Ktoś, komu to się spodoba i będzie uważał, że jest do la niego pożyteczne, może poświęcić na to rok lub całe życie. Warto jednak, już na samym początku, mieć ustalone przynajmniej minimum czasu, który na to pragniemy poświęcić. Temat – czym się zajmiesz w dzienniku. To kolejna ważna kwestia, potrzebna do ustalenia, by z czasem dziennik nie stał się pamiętnikiem,... czytaj dalej

nowa podróż

„nie patrzmy wstecz… zacznijmy nową podróż” (cyt. „ks. M.”) Każde wyzwanie niesie za sobą odpowiedzialność. Stajemy niekiedy przed zadaniami, które są dla nas jednak, niestety, niewiadomą i nie możemy zbyt wiele zrobić. Wiemy dokładnie, co za nami, co dzieje się teraz, ale nie potrafimy zbytnio wybiec w przyszłość i przewidzieć, czy zaplanować wszystkiego. Wobec nowych wyzwań, wobec nowych miejsc i doświadczeń, pozostaje realizować piękną rzeczywistość, jaką jest dar – chwila obecna.  Chwila obecna to ani przeszłość, ani przyszłość, to moment, w którym obecnie jesteś. On staje się udziałem w przyszłości i nieodłącznym elementem twojej przeszłości, ale nie wykracza poza siebie. Jest jak punkt na osi twojego czasu, który nie sposób zmierzyć i określić kiedy się zaczyna, a kiedy kończy. Chwila obecna określa tu i teraz.  To, co mogę, to ogarnąć z całych sił chwilę obecną, obecne tu i teraz i wciągnąć się w wir boskiej przygody – woli Bożej, która wyraża co mam robić, gdzie to mam realizować.  Chwila obecna przekonuje mnie, że to, co do mnie należy to, to co mam tu i teraz – kolejne zadania, wydarzenie, spotkaną osobę… Nie wybiegam w przyszłość, ani nie snuje sentymentów wobec przeszłości. Wszystko co teraz, należy do chwili obecnej, a więc to wszystko ma zajmować mnie całego, moje serce, duszę, siły… To, co otrzymuje, ma pomóc mi wejść jeszcze lepiej w przeżywanie chwili obecnej. Jednak to, co posiadam, nie może mnie ani zamykać na to, co obecnie się dzieje, ani przyśpieszać tempa chwili obecnej, zbytnio wybiegając w przyszłość. Dziś, po chwilach decyzji, spotkań i rozmów, wracając do domu, chwyciłem do ręki małą, starą już i rozpadającą się od używania, książeczkę.... czytaj dalej

osobiste ofiarowanie się Maryi – pkt 12

W tym ostatnim punkcie tego roku, poświęconego Maryi, chcę rozważyć ważny moment, jakim jest osobiste ofiarowanie się.  W życiu wielu osób Maryja odgrywa istotną rolę. Do Niej, albo raczej przez Jej wstawiennictwo, najczęściej zwracamy się do Boga. W Niej szukamy prawdziwego ratunku, nie tylko wobec naszych spraw. W niej przede wszystkim szukamy sposobu zbliżenia się do Boga. Często ograniczeni, albo nawet onieśmieleni bezpośrednim zwracaniem się do Boga, szukamy właściwych ścieżek dla naszego życia w zjednoczeniu z Bogiem. Maryja, jako pierwsza, tak mocno ufająca Bogu, staje się dla mnie wzorem zawierzenia, oddania i w pełni wypełnienia woli Bożej w swoim życiu. Łatwiej utożsamiać się człowiekowi z tymi Wzorami, które rozumie nasze serce. Zbyt odległe wzorce, mogą w naszej wyobraźni wzbudzić niewłaściwą postawę niegodności, strachu. Maryja, tak naturalnie „wpisuje się” w nasze życie, chyba przede wszystkim przez to, że jest naszą Matką. Łatwiej przez nią „szturmować niebo”.  Wybór Maryi w naszym osobistym życiu, ma pomóc nam przez Jej przykład życia, budować drogę, która poprowadzi nas do żywej wiary w Boga. Więź z Maryją, uczy jak realizować tą szczególną więź z Jezusem.  Czas tego miesiąca, starałem się wykorzystać dzięki nabożeństwom, ale nade wszystko poprzez osobiste zawierzanie Maryi, swoich ważnych spraw, dotyczących mojej codzienności. Sumienność i systematyczność w tym względzie, pomogła mi bardziej poprzez modlitwę ogarnąć różne momenty w mojej codzienności, oraz szukać w Jej postępowaniu, właściwych rozwiązań. Dzięki temu maryjnemu klimatowi dnia, modlitwy i rozmyślania, dążyłem do osobistego zawierzenia się Maryi. Osobiste zawierzenie, powinno być dojrzałym momentem naszego wnętrza. Świadome ofiarowanie się Maryi, ma służyć nie tylko jakiemuś duchowemu, czy fizycznemu pożytkowi, ale nade wszystkim osobistemu przylgnięciu do Maryi, a przez Nią... czytaj dalej

zdumienie

Uroczystość Ciała i Krwi Jezusa Człowiek mało dziś się zdumiewa. Raczej jesteśmy zdziwieni jakimiś sytuacjami, ich przebiegiem i następstwami. Sytuacje codzienności, wywołują reakcje strachu i osłupienie. Dziś, coraz bardziej sytuacje codzienne powodują, że człowiek jest bardziej zaskoczony niż zdumiony. Dlaczego tak się dzieje?  Można szukać uzasadnienia w kilku powodach.  1. Jesteśmy zaangażowani w sprawy codzienne, powszednie i dlatego nie ma w nas często zainteresowania sprawami duchowymi. Przyziemność sprawia, że coraz częściej nie potrafimy się oderwać od tej rzeczywistości i zainteresować się chociażby sprawami o głębszej wartości.  2. Obojętność szerzy się coraz mocniej w wielu sprawach, dotykających naszego życia. Nie koniecznie jest to nasza świadoma inicjatywa. Niekiedy to kwestia nade wszystko otaczających nas rzeczywistości, warunków. 3. Jesteśmy odporni na wiele rzeczy, dlatego jest mało rzeczy, które mogłyby nas ewentualnie zadziwić, zdumieć. Jedynie co nas szokuje to wyjątkowe sytuacje, dotykające naszego życia: śmierć kogoś bliskiego, strata pracy, wiadomość o chorobie, o jakiejś katastrofie. Uroczystość Ciała i Krwi Jezusa jest tajemnicą, która ma zdumiewać nas z różnych powodów. Jest to tajemnica dotykająca nie tylko wydarzenia jakim jest Eucharystia, ale nade wszystko, tajemnica daru Jezusa, Jego ciała i krwi, to nade wszystko tajemnica obecności Boga pośród nas. Te trzy, wydaje się ważne tajemnice, warte są głębszego zastanowienia i szczególnie dzisiejszej refleksji.  Zdumienie tajemnicą przygotowania  Jezus posyła uczniów, aby odnaleźli człowieka z dzbanem wody, który ich zaprowadzi do sali na górze. Postać niby przypadkowa, ale jednak nie do końca. Możemy domniemywać, że jest to esseńczyk, który wykonuje czynność naturalna dla kobiety. Można to wytłumaczyć tym, że jest on celibatariuszem, a więc osobą żyjącą w bezżeństwie, całkowicie oddana Bogu. A więc konkretna osoba, to konkretny... czytaj dalej

mieć uważne serce

Zdjęcie tematu tego miesiąca jest w zasadzie, symbolicznym wyjaśnieniem kwestii „uważnego serca”.  Serce, jest naczyniem, które gromadzi w sobie bardzo wiele spraw i to przeróżnych. Przechowujesz tam zapewne różne doświadczenia, uczucia, sentymentalne wspomnienia, utajnione wiadomości… i wiele, wiele innych spraw. Czy to źle? Nie odpowiem tak od razu.  Jeśli napełnimy swój żołądek, czymś pysznym, to dobrze by było, gdyby nasz żołądek jednak mimo wszystko to strawił. W przeciwnym razie będziemy ociężali i raczej nie będzie nam komfortowo. Naturalną koleją rzeczy jest, że to, co jemy zostaje trawione i wykorzystywane do tego, abyśmy byli silniejsi, by było nam miło. Dlaczego zatem mam gromadzić coś w swoim sercu, nie trawiąc tego i nie wykorzystując tego, by być silniejszym, by było mi np. milej?  Pełne naczynie nie jest wstanie pomieścić nic ponad to, niż to umożliwia pojemność tego naczynia. Bo inaczej, albo się przeleje, albo zwyczajnie zniszczeje to, co jest wewnątrz tego naczynia.  Obraz serca jako naczynia, jest dla mnie szczególnie wyraźne i ważne, w momentach kiedy rozmawiam z innymi osobami, kiedy z nimi pracuję, przebywam… Wówczas to ja, albo oni, są naczyniem i ja albo oni, są tą zawartością. Jeśli ja pragnę coś powiedzieć drugiej osobie, to przelewam niejako z mojego naczynia – serca to wszystko do serca, naczynia drugiej osoby. Ale co się dzieje, gdy się naczynie wypełni po brzegi, a my chcemy jeszcze więcej wlać? Wiesz jaka jest odpowiedź – przeleje się i wszystko, co będzie poza naczyniem, zwyczajnie się zmarnuje.  Serce jest naczyniem, które gromadzi w sobie wiele rzeczy. Jednak nie wszystko powinno w nim „zamieszkać”. Dobro powinno mieć tymczasowy meldunek. Po jakimś czasie, powinno zmienić swoje miejsce... czytaj dalej

moje 3 serca

Każdy ma jakieś „rzeczy” wokół siebie, w które się bardziej angażuje, którym poświęca więcej czasu, zainteresowania. Czy nie są to te sprawy, w które angażujesz swoje serce? To nie jest ani naiwne, ani głupie, że realizujesz coś z sercem. Może spotykasz ludzi, którzy postępują w sposób wyrachowany, materialistyczny i to oni będą cię przekonywać, że serce w niczym im nie pomaga. Ale, czy nie można osiągnąć czegoś szczególnego, przeżyć coś, postępując w ten sposób, że w to, co robisz, wkładasz swoje serce? Ja mam „wiele serc”, to znaczy jest wiele spraw, w które angażuje swoje serce. Wachlarz tych spraw jest bardzo szeroki, dlatego z całą pewnością nie zauważam, by moje serce było rozdarte, by mnie ograniczało, powodowało nudę z powodu jednostronnych zainteresowań.  Nie możemy zbyt krytycznie oceniać człowieka, za jego serce, a już na pewno nie mamy prawa narzucać innym, czym to serce ma być wypełnione. Jest jednak możliwość wpływania na czyjeś serce, a mianowicie świadectwem funkcjonowania własnego serca. Powinniśmy dążyć, swoim postępowaniem, do ukazania sensu „Bożego serca”, jako całego wnętrza człowieka, jego władz, zdolności serca, które powinno stać się miejscem zamieszkania Boga. Biblia widzi serce jako istotę osoby, przestrzeń, gdzie zapadają duchowe decyzje w stosunku do Boga, wiary, zbawienia. Nasze działanie nie powinno ograniczać działania Boga, ale umożliwić Jemu działanie, by dał nam czyste serce (Ps 51,12) po to, by było nosicielem nowej miłości. Chciałbym wspomnieć o trzech moich sercach, które są dla mnie, mojego życia najbardziej charakterystyczne” Jezus Ukrzyżowany – „przebite serce”; Eucharystia – „W górę serca”; miłość bliźniego, miłość wzajemna – „dawać serce”. To tylko wybrane, z bardzo wielu spraw, w które rzeczywiście wkładam serce. Odkrywam... czytaj dalej

odkryć serce

Czym jest dla Ciebie serce? Od takiego pytania rozpocząłem niedawno kilka lekcji w mojej szkole. Ciekaw byłem odpowiedzi… a raczej tego, czym mogą mnie te odpowiedzi zainspirować. Dominującą odpowiedzią było to, że jest ono organem, mięśniem pompującym krew, dzięki któremu człowiek funkcjonuje i w ogóle żyje. Bez wątpliwości, wiele osób uważało serce, za najważniejszy organ w ciele ludzkim, ale serce utożsamiało też z miejscem. I tutaj zaczyna się wiele ciekawy odpowiedzi: – jest miejscem, w którym mam wszystkich tyc, którzy na to zasłużyli i których kocham – źródłem uczuć, miłości – dzięki niemu odczuwam miłość, szczęście – poczuciem szczęścia, miłości, oddania – odpowiednik naszych uczuć – kierunkiem intuicji  – miejsce Jezusa, który jest w nas – kierujemy się nim w swoim życiu – można przez nie pokazać jakimi ludźmi jesteśmy – głosem, który podpowiada w niektórych sytuacjach jak mam żyć – możemy okazać komuś serce – motorem do działania – boską cząstką – lustrem ukazującym nasze uczucia – wizytówką każdego człowieka – zegarem życia – organem, który bije szybciej gdy „kogoś” zobaczę – służy mi do wyboru dobra – jest wskazówką życia – często kieruje się nim, nie rozumem Serce ma bardzo symboliczne znacznie. Symbol ten kojarzy się z wieloma sprawami, o czym świadczą chociażby powyższe myśli – skojarzenia młodych ludzi. Choć serce jest tak szerokim symbolem, to ta niejednoznaczność nie wywołuje jakiś nieporozumień. Każdy ma przeróżne doświadczenia, które pozwalają mu uznać serce za symbol czegoś bardzo indywidualnego. Biblia pod określeniem: „Serce” też urywa wiele symboli. Ukazuje je jako ośrodek życia uczuciowego, centrum wrażeń i odruchów emocjonalnych; utożsamiane jest z sumieniem człowieka; w znaczeniu przenośnym jest synonimem „środka” (centrum),... czytaj dalej

Duch Święty i Jego dary

W parafiach, rokrocznie ma miejsce przyjęcie przez młodzież sakramentu Bierzmowania. Wielu z nas przy tej okazji, może zastanowić się nad tym, jak dziś go rozumie i realizuje. Mijają już lata od momentu, w którym przyjęliście ten sakrament (każdy wie ile) i można spokojnie dokonywać małej refleksji i oceny tego czasu pod kątem tego, jak udało nam się wykorzystać potencjał darów Ducha Świętego.  Zesłanie Ducha Świętego tym mocniej nas mobilizuje, aby co roku (i częściej) dokonywać weryfikacji naszego zaangażowania w realizację tych darów i jest powodem do wdzięczności za to wszystko, co dzięki nim, w jakimś stopniu w naszym życiu zaowocowały.  Sakrament Bierzmowania, potocznie zwany sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej, jednak myślę, że często rzeczywistość dotyczy tylko grupki osób, która podejmuje się odpowiedzialnie tego daru i zadania. Piękny, choć już rzadko spotykany gest w trakcie tego sakramentu – uderzenie w policzek przez biskupa, miał i ma symbolizować gotowość do dojrzałości. Człowiek rumieniący się, czerwieniejący symbolicznie oznaczał człowieka wstydliwego, młodego, niedojrzałego. Jeśli ten gest nie wywoływał zawstydzenia, wówczas można było mówić o dojrzałej postawie kandydata przystępującego do sakramentu Bierzmowania. „Mężne wyznawanie wiary… dawanie świadectwa…” to niektóre tylko z wielu zadań, wypływających z tego sakramentu.  Dojrzała postawa, uczy odpowiedzialności za powierzone dary, które w przypadku każdej osoby, mają swój osobisty, bardzo indywidualny wydźwięk. Dlatego, że zaangażowanie w realizację darów, ma być bardzo osobiste, stąd też można obserwować różnorodność owoców, rodzących się z współpracy z Duchem Świętym. Czasami człowiek potrzebuje cierpliwości, by dostrzec w sobie, w jego wnętrzu, działanie Ducha Świętego. W ramach naszej refleksji, warto, abyśmy dokonywali częstszej obserwacji różnych sytuacji, które mogą być obrazem obecnego, przyszłego, konkretnego daru w naszej codzienności. DAR MĄDROŚCI... czytaj dalej

lekcja pokory i „uważności”

W związku z odbywającą się w naszej diecezji „Parafiadą”, przypadł mi obowiązek troski o dwie grupy młodych osób. Jedną była grupa ponadgimnazjalnych piłkarzy, a drugą – to w sumie jedna osoba, tenis stołowy. „Uważność” – temat, który w tym miesiącu podejmuje na mojej stronie, przyczynia się do bardziej świadomego odkrywania tego tematu, w moim życiu, wśród wydarzeń, tworzących się w mojej codzienności. Może właśnie dlatego – ta historia i taka obserwacja. W mentalności człowieka jest coś takiego, że chce zawsze zwyciężać. Dotyczy to bardzo wielu i różnych dziedzin naszego życia. Wręcz uzależniamy swoje szczęście i zadowolenie od sukcesów. W przeciwnym razie, nie potrafimy już dostrzegać pozytywów w tym, co się dzieje. Ta tendencja niestety ma bardzo silny i katastroficzny wpływ na wydarzenia, w których bierzemy udział. Zarówno piłkarze, jak i tenisista, wraz z kolejnymi przegranymi meczami, stawali się coraz bardziej nerwowi, skrępowani i chaotyczni, co powodowało, że kolejne mecze rozgrywane były w coraz to gorszej atmosferze i stylu. Kwestia braku radości i zadowolenia, sprawiły, że była w nich coraz większa rezygnacja. Porażki wcale nie muszą przesądzać o całej sytuacji. Można właśnie w tym położeniu, znaleźć silniejsze motywacje do rozbudzenia w sobie pragnienia, by dołożyć więcej sił, starań, by kolejny mecz odbył się w zupełnie innej atmosferze – z innym nastawieniem. Każda sytuacja, ćwiczy w nas różne postawy i cechy. Przegrana, często dopinguje nas do pokory. Przegrana wymaga uznania wyższości innych w konkretnej sytuacji. Przegrana nie powinna prowadzić do poddania się – rezygnacji, lecz powinna wzbudzić w nas chęć zdobywania nowych umiejętności. Przegrywając powinienem wytężyć swoje umiejętności, aby w przypadku kolejnych sytuacji lepiej wykorzystywać swój potencjał – możliwości, umiejętności, samozaparcie... czytaj dalej

osobista pobożność maryjna – pkt 11

Rozważając różne sceny, w poszczególnych miesiącach tego roku, szukałem bardziej konkretnego – praktycznego przeżywania scen związanych z osobą Maryi, tak by nabrać pełną piersią tego powietrza – stylu maryjnego. Wśród różnych sytuacji – dobrych i trudnych, jest Ona moją nieustanną Pomocą. Dziś, z upływem czasu, z konkretnego dystansu, obserwuje swoje życie duchowe i widzę, jak bardzo jest Ona w nim obecna i jak bardzo Jej potrzebuję. W przeciągu kolejnego miesiąca, starałem się pogłębić swoją osobistą więź – pobożność maryjną. Zwracałem szczególną uwagę na obecność różańca, w moim życiu. Oprócz sumienności i systematyczności w tym względzie, starałem się odkrywać możliwą „współpracę” z Maryją. Jak zwykle zresztą skupiłem się na trzech konkretnych sprawach, które w naturalny sposób pojawiły się w mojej codzienności.  Osobiste nabożeństwo. W osobistej modlitwie, podkreślam przede wszystkim istotne miejsce modlitwy różańcowej. To ciekawe, że choć jest to dla mnie modlitwa dość wymagające i trudna, to jednak ta modlitwa jest codziennym „narzędziem”, którym posługuję się w odniesieniu do wszystkich spraw – zarówno osobistych, jak i tych, które mnie otaczają. Za pośrednictwem tej modlitwy, staram się, zarówno prosić w różnych intencjach, jak i też próbuję wielu spraw się nauczyć i też zrozumieć. Maryja – jeśli mogę tak to określić jest dla mnie „bardzo konkretna”, przez co naśladowanie Jej postawy, jak i też samo zwracanie się prze Jej wstawiennictwo do Boga, wydaje mi się dość proste i dla mnie najpożyteczniejsze. Maryja, jak prawdziwa Matka, wysłuchuje, radzi, prowadzi i wskazuje, dlatego jest mi tak szczególnie bliska i ukochana.  Ta szczególna bliskość pogłębia się wraz z częstym spoglądaniem na Nią, zarówno fizycznie – na Jej obraz wiszący nad moim biurkiem, jak i duchowo... czytaj dalej

w obliczu wielu spraw

Życie niekiedy można oceniać przez pryzmat własnego mieszkania. Nagromadzone przedmioty stanowią świadectwo przeróżnych historii, momentów. Odkładamy je w przeróżne miejsca, upiększając nasz dom, swoimi historiami. Z czasem, kiedy robimy porządku, dopiero wówczas uświadamiamy sobie jak wiele zgromadziliśmy doświadczeń, jak wiele miejsca zajmują, zarówno dosłownie fizycznie, jak i też duchowo, w formie myśli. Trudno jest nam cokolwiek wyrzucić. Wszystkie przedmioty mają sentymentalną wartość, dlatego tak trudno nam o radykalny sposób postępowania. Właśnie w tym względzie, nasze życie podobne jest do tego, co dzieje się  rzeczywistości mieszkania. Każdy dzień, to kolejne przewijające się przed nami doświadczenia, w których trudno nam jest ocenić, co rzeczywiście jest dla nas ważne, a o co nie powinniśmy się w sumie martwić. Podobnie z przedmiotami, które gromadziliśmy w domu, trudno nam jest zdecydować co zostaje, a co możemy wyrzucić. Przedmioty te, mogą stwarzać pozór nieporządku w domu, przez co trudno nam jest we właściwy sposób wykorzystać nasze doświadczenia. Potrzebujemy wielu cech, które pomogą nam we właściwy sposób wykorzystać życie, tworzące się w nim doświadczenia. Pragnę tym razem pochylić się nad tematem: „być uważnym”, gdyż uważam, że to właśnie ta cecha, może nas wielokrotnie uratować, w obliczu wielu spraw. W gąszczu sytuacji dnia codziennego, niekiedy, nie sposób dokonać właściwego wyboru. Trudność tkwi w tym, że zbyt bardzo jesteśmy rozproszeni, zainteresowani zbyt wieloma sprawami i przez to, nie potrafimy właściwie dokończyć żadnej sprawy. Jesteśmy wstanie lepiej się zaangażować w pojedyncze sytuacje. Może właśnie dlatego, potrafimy znacznie lepiej wykorzystywać te sytuacje, względem których jesteśmy bardziej uważni. Jeśli otacza nas wiele sytuacji, potrzebujemy „uważności” (neologizm na potrzeby tego tematu), która pomoże nam skoncentrować się na tym, co najistotniejsze. Koncentracja sprawia, że jesteśmy bardziej... czytaj dalej

Źródło „uważności”

Być uważnym to takie przeciętne i powszednie. Przecież życie, w naturalny sposób tego wymaga. W każdej sytuacji, przecież, doświadczamy wszechobecnej ostrożności. Przejście dla pieszych, potoczne czynności w domu: gotowanie, krojenie; jazda samochodem lub rowerem i wiele innych przykładów sytuacji, w których bycie uważnym jest jak najbardziej potrzebną i realizowaną przez nas cechą. Co zatem ważnego jest jeszcze w tym temacie, że mam się nad nim zatrzymać i zastanowić?  Bo wydawałoby się, że tak powszednie sytuacje, o których już wspominałem są przez nas już opanowane, to jednak zdarzają się sytuacje wypadkowe, w których nagle pojawia się coś nowego, bywamy zaskoczeni, zaszokowani, że tym razem nam coś nie poszło tak jak trzeba, że zawsze było inaczej.  Patrzę sobie przez okno i zastanawiam się ile z tych osób, które dziś widziałem wpadło w pułapkę codzienności i to, co wydawało im się opanowane i znane, nagle zmieniło się i ich pokonało. Jedni cieszą się, że im jakoś życie codzienne wychodzi, a tuż obok jest osoba, żyjąca w podobnej sytuacji, a jednak nie radzi sobie z tym, z czym ma do czynienia każdego dnia. Co ich wyróżnia? Czy jest, coś szczególnego, charakteryzującego poszczególne osoby, co sprawia, że jednym się jakoś powodzi, a innym nie? Patrzymy niekiedy na tą samą sytuacje, lub jakąś osobę, a jednak każdy z nas dostrzega coś zupełnie innego. Czy z nami, czy z innymi jest w takim razie coś nie tak, że w opisie tego samego zdarzenia, bywają tak skrajnie różne opinie? Właśnie tutaj wkraczamy w inny rodzaj „bycia uważnym”, co bardziej dotyka naszego duchowego wnętrza i sprawia, że choć jesteśmy tak bardzo do siebie podobnie, to jednak bywamy inni.... czytaj dalej

Ćwiczyć w sobie „uważność”

Tak wiele okazji wykorzystujemy, ale ile jest tych nie wykorzystanych? W pewnym sensie nie warto zastanawiać się nad tym, co się już utraciło i czego nie da się nadrobić, ale warto przygotować się wobec przyszłości, która niesie ze sobą jeszcze wiele szans.  Pierwsze skojarzenie jakie pojawiło się z tematem „bądź uważny”, to dość popularna gra o dość dziwnej nazwie: „JENGA”. Gra ta, widoczna na tytułowym zdjęciu, polega na przekładaniu klocków. Można brać i wyciągać klocki położone w różnych miejscach i przekładać je na samą górę. To trochę tak, jakbyśmy chcieli nieustannie podnosić tę wieżę. Gra się kończy w momencie, kiedy jeden z graczy, dotykając klocków, przewróci wieżę. Gra nie wydaje się być skomplikowaną, ale gdy w nią zagrasz zobaczysz, że nie jest to takie proste, a zadowolenie i radość, wraz z kolejnymi przełożonymi klockami, oczywiście przybywa. Życie podobne jest do tej wieży z klocków. Możemy długi czas misternie układać, aż w jakimś momencie nieodpowiedni ruch, zburzy wszystko. Budowanie może sprawiać wiele zadowolenia, przez co człowiek z coraz większym zaangażowaniem i zaciekawieniem, będzie starał się o właściwe klocki, konstruując wieżę – życie. Każdy ruch może symbolizować nasze codzienne decyzje i wybory. Ich trudność, sprawia, że konstruujemy właściwie swoje życie, ale poważne błędy rzutować będą na chwiejność naszej konstrukcji, albo jej zburzeniu. Dzięki częstym decyzjom, które podejmujemy w naszej codzienności, możemy przy okazji ćwiczyć swoją „wewnętrzną uważność” na to wszystko, co dzieje się w naszym życiu, wokół tych wszystkich wyborów i decyzji. Przy podejmowaniu różnych decyzji, powinna towarzyszyć nam roztropność, ostrożność. Sposób naszego myślenia i działania powinien zawierać w sobie konkretną ocenę warunków panujących w danej sytuacji. Podobnie jak w grze, oprócz ostrożności i... czytaj dalej

PMMD – 5xTAK, 1xNIE

5xTAK, 1xNIE Skazujemy się niekiedy na niepowodzenie przez to jakie podejmujemy decyzje i wybory. Obserwując nasze życie, powinniśmy zwrócić uwagę na to, ile elementów jest zdecydowanie więcej w naszej codzienności. Nasze podejście do życia, zdradza po części to, co jest dla nas ważne, co się dla nas liczy. Niekiedy nasze podejście pokazuje również to, że z czymś się nie liczymy, że nam na czymś nie zależy. Ostatnio, przez jakieś doświadczenie, pojawiło się we mnie pytanie, które zastanowiło mnie nad tym, ile razy w naszym życiu mówimy „TAK” – odpowiadając pozytywnie na jakieś sytuacje, prośby itp., a ile razy mówimy „NIE”, odmawiając jakiegokolwiek zaangażowania. Nasze pozytywne nastawienie: mówienie, myślenie, działanie, może mieć swoje silne korzenie w tym, jak odpowiadamy na różne sytuacje w życiu. Ci, którzy bardziej pozytywnie odpowiadają na życiowe sytuacje, mają szansę bardziej pozytywnie funkcjonować. „NIE” jest dwukierunkowe, może być zakorzenione w naszym pesymizmie, albo przez odmowę, wpływać na nasze wewnętrzne nastawienie. Może to naiwne, albo pozorne, ale na podstawie mojej codzienności widzę, że im częściej pojawia się w mojej codzienności „NIE” tym bardzie jestem pesymistycznie nastawiony. Mimo trudności, bo mówienie „TAK” jest trudne i wymagające, to jednak ogólnie takie nastawienie do życia, jest wówczas bardziej pozytywne.  Ilość „TAK” i „NIE”, daje nam pogląd na nasze życie. Kwestia naszego zaangażowania wpływa na to, w jaki sposób traktujemy swoje życie, ludzi obecnych w naszej codzienności. Bardziej pozytywne doświadczenia są przez nas przyjmowane w bardziej pozytywny sposób, natomiast to, względem czego jesteśmy negatywnie nastawieni traktujemy często z niechęcią, dystansem, a niekiedy wręcz z jakąś awersją. Nasze „TAK” jest zdecydowanym wyrażeniem pozytywnego nastawienia. „NIE” – często też bywa manifestacją, ale bardziej negatywnych cech. Czego jest w naszym życiu... czytaj dalej

PMMD – 7 radości

Już jakiś czas temu, miałem okazje obejrzeć jedną z konferencji Daniela Ange, dość ciekawego autora różnych książek i konferencji. Konferencja, którą oglądałem nosiła tytuł: „8 źródełek radości”. Słuchając tej wypowiedzi, polecam ją zresztą, uświadomiłem sobie, że oprócz pewnych oczywistych źródeł radości, pojawia się też sporo bardzo indywidualnych. Każdy z nas w czymś, dopatruje się swojego szczęścia, radości. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym? Co może być źródłem waszego prawdziwego szczęścia? Zainspirowany tą konferencją, pomyślałem nad swoimi źródełkami. Starałem się nie powielać tego, co usłyszałem, tylko odnaleźć te charakterystyczne dla mnie sprawy. Zastanawiałem się nad tym co sprawia mi radość, z czego ją czerpię. Różne doświadczenia, które niejako wybijają się na tle różnych innych spraw, pomogły mi określić taki „katalog” źródełek, które mnie cieszą, które mnie wciąż pozytywnie inspirują i sprawiają, że wówczas odczuwam wewnętrzne zadowolenie i radość, kiedy je realizuje.  Rozglądając wśród towarzyszących mi codziennie zdarzeń, dostrzegam bardzo pozytywny wpływ małych rzeczy, które coraz bardziej zaczynam doceniać. Stąd właśnie ta pierwsza radość ma swoje źródło w MAŁYCH RZECZACH. Im bardziej cenię małe rzeczy, tym mocniej dostrzegam pomiędzy nimi logiczne powiązanie, które pozwala mi budować kolejne chwile mojego życia. Każda chwila jest darem, a zatem odpowiednie jej przeżywanie daje kolejne radości. Dlatego na drugim miejscu, pojawia się radość PRZEŻYWANIA CHWILI OBECNEJ.  Każde wydarzenie, uczestniczenie w czymś, prowadzi do uczestniczenia w życiu szczególnej grupy, którą możemy nazwać wspólnotą. To ona daje poczucie radości, gdyż będąc z innymi, widzę, jak rozkwita życie małymi rzeczami, jak piękne są kolejne chwile mojego życia. Stąd na trzecim miejscu radość WSPÓLNOTY. Spędzając czas we wspólnocie różnych osób, mogę w prosty sposób uczyć się od innych tego, w jaki sposób... czytaj dalej

PMMD – uśmiechnięci są wśród nas

masz jedno życie, więc przeżyj je dobrze (uśmiechnięci są wśród nas…) To niezwykłe, jak spotyka się na swojej drodze ludzi pozytywnie nastawionych do życia. Inspirują nas, bo za każdym razem wobec naszych problemów, dylematów, mają oni jakąś wizję przyszłości, tego jak dalej rozwinąć jakąś konkretną sytuację. Optymiści, którzy zawsze zburzą nasz wygodny, pesymistyczny porządek. No bo jak nie uśmiechnąć się, kiedy widzi się człowieka pozytywnego, który uśmiecha się, który wzbudza sympatię już samym byciem. Jeśli otaczają cię tacy ludzie i ich dostrzegasz, to znaczy, że jest w tobie jakieś chociażby ciche pragnienie, by być jak oni – uśmiechnięci. Zastanawiasz się pewnie nad tym, jak być bardziej pozytywnie nastawionym, jak więcej się uśmiechać wobec swojego życia. Zapytaj się tych, którzy się uśmiechają – inspiruj się tymi, którzy są wokół ciebie. Nie na wszystkie sprawy musimy znać odpowiedzi, znaleźć rozwiązania. Niekiedy odpowiedzi i rozwiązania tkwią wokół nas, w innych osobach, w wydarzeniach, musimy się na nie otworzyć, by móc skorzystać z tej pomocy. niech ludzie cię inspirują. Poznając sylwetkę bł. Chiary Luce Badano, zaciekawiło mnie jedno wydarzenie. Ojciec jej opowiada, że Chiara zawsze była uśmiechnięta i zastanawiał się, czy nie robi tego tylko wtedy, gdy inni ją widzą. Kiedy zamknął pewnego razu drzwi od pokoju Chiary, podpatrzył przez dziurkę od klucza, że nadal siedzą na łóżku ona się uśmiecha. Wówczas znalazł przekonanie, że nie robi tego na pokaz, by innym lepiej, ale ona po prostu taka jest. Inspirujące zachowanie Chiary, wywoływało na twarzach wielu osób uśmiech i zapaliło ich do działania. Może właśnie w twoim otoczeniu jest ktoś, kto ma siłę do ciebie dotrzeć, przekonać cię swoich zachowaniem, co sprawi, że zainspirujesz się tą osobą,... czytaj dalej

PMMD – Być bardziej kreatywnym i wydajnym.

„Badania kliniczne wykazały, że ludzie z optymistycznym nastawieniem są bardziej kreatywni i wydajni niż ludzie, którzy takiego nastawienia nie prezentują”. Czy powyższe wyniki badań, można odwrócić i wykorzystać jako drogę, do tego, aby stać się bardziej pozytywny? Spróbujmy. W wielu sytuacjach zadajemy dość abstrakcyjne i w zasadzie niepotrzebne pytania, takie jak np. „dlaczego to się ze mną dzieje? Dlaczego inni tacy są i w taki sposób postępują? Czemu ma służyć to konkretne doświadczenie” itp. Czasami tego rodzaju pytania, są już konkretną oceną, zapadłym werdyktem, który raczej nie rodzi w nas niczego pozytywnego. Nasze pytania dążą do wydawania często krytycznych opinii, które nie są dla nas dopingiem do bycia bardziej kreatywnym i wydajnym. Czy nie jest tak, że mimo, że dana sytuacja nam się nie podoba to i tak wolimy, by ona trwała niż stawiać sobie wymagania, by zmienić jakiś bieg wydarzeń. Oceniając jakąś sytuację, osobę, raczej z satysfakcję, karmimy się naszymi opiniami niż wytężamy siły i umiejętności, by pójść dalej, rozwiązać jakiś problem, zrealizować jakieś zadanie, pomóc jakiejś osobie. Jeśli nie podejmiemy się jakiś zadań, nie będziemy w kontekście różnych spraw, bardziej kreatywni. Niestety przyczyniamy się wówczas do akceptacji zła i popadniemy w pesymizm, który zgasi sens każdego wydarzenia. By bardziej pozytywnie patrzeć na dane wydarzenie, trzeba uczyć się wykraczać poza to, gdzie jesteśmy teraz, co obecnie się dzieje. Widząc kontekst niektórych sytuacji, ludzkich zachowań, człowiek może podjąć się bardziej kreatywnych zadań, które pomogą mu udźwignąć ciężar chwili, jak i też w owocny sposób ją przeżyć. Trzeba nam szerszej perspektywy, bo tylko wtedy będziemy mogli spojrzeć na różne sprawy z różnej perspektywy. Trudność może leżeć w tym, aby umieć wyobrazić sobie inne, niż... czytaj dalej

Co masz w sobie?

PMMD – Co masz w sobie? Każda praca, wymaga konkretnego zaangażowania. Jeśli rozeznamy nasze możliwości, umiejętności, wówczas w bardziej odpowiedni sposób będziemy mogli podejść do każdej sprawy. Znając to, co skrywa się w naszym wnętrzu, możemy ocenić to w jakim w stopniu będziemy mogli się zaangażować, ile sił i czasu mamy poświęcić na konkretne zadania. Dzięki takiej wiedzy, zawsze możemy lepiej przygotować się na kolejne sytuacje, które nastąpią w naszym życiu. W każdym z nas, istnieje szczególny potencjał, który niestety często bywa nieodkryty. Niestety taka sytuacja sprawia, że brakuje wielu osobom odwagi do podjęcia się jakiegoś działania. I Nie ma co się w sumie dziwić, że brakuje zaangażowania. Trudności wynikające z sytuacji w naszej codzienności, mają duży związek z coraz częstszym sposobem traktowania siebie – przede wszystkim nie odkrywania i nie rozwijania siebie, swoich możliwości. Mimo wszystko jednak, powinniśmy często stawiać sobie pytanie: „Co masz w sobie?”, by odnajdując konkretne odpowiedzi, wzmóc w sobie pragnienie wyznaczania sobie różnych celów i dążenia do ich realizacji. Podobnie sprawa ma się z projektem: „PMMD”. By być bardziej pozytywnym, trzeba najpierw w dużym stopniu poświęcić czas na to, by poznać siebie, zgłębić swój potencjał, możliwości i umiejętności. Podejmując się konkretnie projektu PMMD, możemy stanąć przed tym, co w nas pozytywne i oczywiście też negatywne. Często możemy dostrzec w człowieku mocno zakorzenione krytycyzm, który z góry zakłada ocenę jakieś sytuacji, niekiedy bez racjonalnych powodów. Przykre doświadczenia i trudności, mocno zapadają w pamięci i wiele osób nie potrafi odciąć się od tej uciążliwej przeszłości, by w nowy sposób, wejść w nowe rzeczywistości. Pojawia się też niekiedy nadwrażliwość, która sprawia, że małe problemy rosną do rangi wielkich problemów.... czytaj dalej

od chęci do możliwości

od chęci do możliwości Być pozytywny, myśleć i działać pozytywnie, mówić pozytywnie – to zadanie, które staje nieustannie przed każdym z nas. Zadanie niełatwe, ale warte spróbowania. Każda próba, podjęte działania, wymagają od nas konkretności, czynów, które będą wprowadzać w życie, zarówno nasze chęci, jak i możliwości. Człowiek, który pragnie czegoś, to osoba która podejmuje się pierwszego ważnego kroku. Od chęci trzeba zacząć. Jeśli mamy pragnienie-chęci, jeśli jesteśmy zmotywowani do jakiegoś działania, wówczas łatwiej nam jest się podejmować jakichś konkretnych zadań, które poprowadzą nas do realizacji celu. Chęci stają się początkiem naszej motywacji. Jeśli chęci odnajdą właściwe motywacje, wówczas, to właśnie w tym momencie, rozpoczynamy wcielanie jakiegoś zadania w życie. Jeśli pozostajemy tylko na poziomie myślenia, pragnienia, wówczas jeśli jest to dla nas ważne, pozostaje w nas, w oczekiwaniu na odpowiedniejszy moment do realizacji, albo zanika, przyćmione kolejnymi myślami i pragnieniami. Jeśli może i w tobie pojawiła się myśl i pragnienie, aby mniej negatywnie, a raczej bardziej pozytywnie myśleć, mówić, działać, to zastanów się teraz nad właściwymi motywacjami – argumentami, które przekonają cię do takiego właśnie postępowania. Oczywiście, nasze działanie, nie powinno być uzależnione tylko od zewnętrznych warunków: sytuacji lub osób. Możemy niekiedy, na samym starcie wprowadzania naszych pragnień w życie, spotkać się z tymi elementami, które zniechęcą nas lub całkowicie zamkną. Zewnętrzne warunki powinny nas wspierać, umacniać nasze dążenia, w przeciwnym razie nie będą nas ani rozwijać, ani inspirować, lecz tylko gasić. Dopingiem dla nas może być obecność wokół nas, różnych osób, które podzielać będą nasze chęci i zawsze będziemy wspierać się w tym szczególnym założeniu, jego próbie osiągnięcia. Dzięki osobom, które podzielają nasze zdanie, pragnienia, możemy uzupełnić nasze wiadomości na temat różnych spraw, sytuacji,... czytaj dalej

wewnętrzny magnes

wewnętrzny magnes Człowiek, który spróbuje świadomie wprowadzać i realizować PMMD w swoją codzienność, bardzo szybko dostrzeże „małe zwycięstwa”. Oczywiście nie musi to być efekt z dnia na dzień. To nie musi oznaczać, że nagle udaje nam się naprawić cały nasz sposób myślenia, mówienia i działania, i nagle nie będziemy mieli w sobie ani pesymizmu, ani negatywnych ocen. To wymaga jednak zaangażowania, poukładania pewnych spraw, a w niektórych kwestiach otrzymujemy wręcz uzdrowienia. W pesymizmie, bardzo mocno rozpowszechnia się krytycyzm. Dokonywanie ocen, zarówno osób, jak i wydarzeń, staje się czymś charakterystyczne dla takiego człowieka. Krytycyzm zdaje się być rozwiązaniem każdego równania, które pojawi się w życiu codziennym. Jakiekolwiek składniki życia pojawiają się w codzienności, to i tak sumą jest coś, co można skrytykować, negatywnie ocenić. Pewnie trochę przejaskrawiam to, ale chyba jest przez to, bardziej wyraźne to, co chciałem przez tę myśl przekazać. Każdy z nas ma w sobie różne kryteria i to przez nie właśnie, przez ich pryzmat człowiek spogląda na inne osoby i inne wydarzenia. Pesymizm jest niekiedy brakiem umiejętności wyobrażenia sobie czegoś pozytywnego, A spowodowane jest to, niewłaściwymi kryteriami. Pesymizm niestety zamyka oczy i nawet, gdy istnieje wyraźnie coś dobrego wokół takiej osoby, to jednak i tak tego nie zauważa. Można powiedzieć, że człowiek właśnie w takiej sytuacji, poprzez takie postępowanie, staje się niezwykle ubogi, bo sam pozbawia się tego, co mogłoby go ubogacić. Najbardziej przykra jest wtedy ta postawa, kiedy jest wyborem danego człowieka. Jednak w wielu sytuacjach spowodowane jest to czynnikami zewnętrznymi. Dla niektórych osób przyjemnością jest krytykowanie, ocenianie, a wypływa to z pragnienia bycia ponad innymi osobami. Pragnienie wyższości, sprawia, że człowiek posługuje się często irracjonalnymi sposobami i motywacjami.... czytaj dalej

w Wieczerniku – pkt 10

w Wieczerniku Zbliżający się czas Triduum Paschalnego, kierował mnie myślą do Wieczernika i różnych doświadczeń związanych z tym miejscem. Maryja wraz z Apostołami trwają „jednomyślnie na modlitwie (Dz 1,14). Wydarzenie wieczernika i Zielonych Świąt ukazuje Kościół zjednoczony wokół Maryi, ożywiony wylaniem Ducha Świętego, gotowy do misji ewangelizacyjnej. Trwać na modlitwie. Wspólnota z Wieczernika jest najpiękniejszym przykładem modlitwy wspólnotowej. Takie doświadczenie jest ogromnym darem. Budowanie wspólnoty poprzez modlitwę było moim głównym zadaniem tego miesiąca. Codzienna modlitwa za tych, z którymi w różnych miejscach mam okazję czynić tę wspólnotę. Modlitwa ta unosiła nie jeden dzień, dzięki czemu mogłem być również bardziej odpowiedzialnym za dar modlitwy i dar wspólnoty. Rozszerzać Kościół Wieczernik jest dla mnie „eksplozją światła”. Doświadczenie ostatniej wieczerzy, jak i oczekiwanie na Zesłanie Ducha Świętego, ukazują fundamentalne treści, dla mojej wiary. Ostatnio prowadziłem spotkanie dla starszych kandydatów do Bierzmowania, wyjaśniałem pene rzeczy na podstawie tego, co dary czynią we mnie. Była to okazja, aby moje doświadczenie rozszerzyć na innych, ofiarować swoje życie jako dar dla innych. Byłą to też okazja do wdzięczności za to wszystko, co otrzymałem. ewangelizować Ostatni miesiąc był owocny pod tym względem. Miałem okazję głosić dwie tury rekolekcji. Ewangelizowanie – ująłem jako dawanie. Świadectwo własnego życia, konkretne przykłady życia wiarą, pomogły również i mi „obudzić” w sobie wiarę i miłość do Boga. Tworzenie nowych, codziennych rozważań w Wielkim Poście było też okazją do wprowadzania różnych zmian w swoim życiu. Wspólnota w Wieczerniku zapoczątkowała konkretnie, działanie Kościoła, a ja poprzez swoje działanie pragnąłem i siebie, i innych zaprosić do tworzenie dziś tego... czytaj dalej

trudna wyprawa

VI Niedziela Wielkiego Postu (2015) Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym. Mk 15,39 „trudna wyprawa…” Co chwilę słychać o dokonaniach ludzi, którzy zdobywają się na odwagę pokonywania różnych tras, w celu nie tylko osiągnięcia jakiegoś celu, ale odbycia też szczególnej „duchowej podróży”. Ostatnio śledzę też podróż pana Marka Kamińskiego, który wyruszył z Kaliningradu do Santiago de Compostela, najstarszą drogą – tzw. „camino”, by połączyć dwa bieguny – rozum i wiarę. Ma on do pokonania 4000km, co wiąże się oczywiście z trudem pielgrzymowania, ale najistotniejsze w tej drodze jest zdobycie „trzeciego bieguna” – doświadczeń związanych z historiami spotkanych ludzi, myślami zrodzonymi w trakcie drogi.  Myślę, że wielu z nas, w jakiś sposób pielgrzymowało i potrafi wyobrazić sobie nie tylko trud samej drogi, ale i też niezwykły pożytek duchowy, który w trakcie drogi, ale i też po jej zakończeniu, towarzyszy człowiekowi. Bogactwo, które zdobywa się w trakcie pielgrzymowania, przenika naszą codzienność i niekiedy trwa tak długo, jak to tylko możliwe, dając siły wobec codziennych życiowych zmagań. Droga kojarzy nam się z trudem, ale nie wiem, czy aż tak wielkim, jaki musiał pokonać Jezus w czasie „pielgrzymki na Golgotę”.  Rozważany dziś w kościele fragment Ewangelii Marka, który w swej krótszej wersji, ukazuje drogę Jezusa na Golgotę, przekazuje nam opis trudnych doświadczeń, które towarzyszą Jezusowi w trakcie odbycia tej drogi. Ewangelista wspomina o skazaniu przez Piłata, o odrzuceniu przez swój naród, o wyśmianiu, opisuje ukrzyżowanie i wyszydzenie, podkreśla najokrutniejszy moment tej drogi – śmierć. Pokonywanie swojej drogi, codziennych wydarzeń  – trosk, zadań, obowiązków, jest dla nas niekiedy trudnym procesem zmagania się przede wszystkim z samym sobą. Nasza życiowa droga, ukazuje często jak jesteśmy słabi... czytaj dalej

zobaczyć to, co niewidoczne

V Niedziela Wielkiego Postu (2015) «Panie, chcemy ujrzeć Jezusa».  Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.  J 12, 20-33 Zobaczyć to, co niewidoczne. Czas Wielkiego postu zbliża się powoli do wielkiego finału. Duchowe przygotowanie dotrze do najważniejszego święta – Zmartwychwstania. Pewnie wiele osób zastanawia się nad tym, jak ten czas przeżyć, mimo codziennego ferworu zajęć, pracy, przygotowań. Przecież to najważniejsze święta, więc nie powinienem ich zmarnować, ale nie mogę też zaniedbywać innych spraw. Pewnie nie jedna osoba, ma wewnętrzne rozdwojenie i już przejmuje się tym, jak ten czas właściwie wykorzysta. Dzisiejsze rozważanie chciałbym skupić na dwóch sprawach, na dwóch powyższych fragmentach, które zostały przytoczone z fragmentu Ewangelii na V Niedzielę Wielkiego Postu, w obecnym czasie. Mogą one w jakiś sposób przyczynić się, abyśmy te już prawie ostatnie dni we właściwy sposób przeżyli i mimo trudu codziennego, stawili czoła duchowym doświadczeniom tak, aby pomogły nam one, wejść w piękną i symboliczną przestrzeń świętego czasu, jakim jest Triduum Paschalne. ujrzeć Jezusa Często obowiązki, którymi paramy się każdego dnia, przysłaniają nam inne cele i zajęcia, które w naszym mniemaniu są mniej ważne, dlatego często odłożone na bok, na późniejszą porę, na czas kiedy będziemy mogli się nimi rzeczywiście zająć. Nasze osądy bywają różne, niekiedy nietrafne i istnieje obawa, że stając się wybiórczymi zrezygnujemy... czytaj dalej

radość

IV Niedziela Wielkiego Postu (2015) Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3, 16) istotą nawrócenia jest radość z odzyskiwania… umiłował Miłość Boża nieustannie zachwyca i nawet, gdy człowiek oswoi się z tym doświadczeniem, nagle coś pobudza go do nowego entuzjazmu. Miłość Boża nigdy nie staje się przeterminowaną. Dotyka człowieka w różnych doświadczeniach, pozwalając zrozumieć się kolejny raz, w inny sposób. Choć Miłość jest ta sama, to jednak za każdym razem zupełnie inaczej ją czujemy. Inaczej rozumiemy Miłość, gdy doświadczamy bólu, osobistej tragedii; inaczej gdy popełniamy jakiś błąd lub grzech. Inaczej zupełnie ją przyjmujemy, kiedy się modlimy, kiedy jesteśmy na Eucharystii, albo gdy klękamy przy kratkach konfesjonału, a w zupełnie inny sposób przenika nas w życiu codziennym: w małżeństwie, w uczuciach skierowanych do jakiejś osoby, w codziennych obowiązkach. Można mając w pamięci słowa św. Pawła: „Miłość nigdy nie ustaje…”, wykrzyknąć, że to jest prawdą i każdego dnia to przeżywam. Bóg kocha człowieka, każdego! W tej miłości czujemy i rozumiemy, że Bogu na każdym z nas zależy i że pragnie wydobyć nas z każdej opresji i przywrócić to konkretne odczucie, że jesteśmy kochani. Umiłował nas takimi jakimi jesteśmy, bez żadnego „ale”, czy „ponieważ”. Kocha nas. Tak proste, a zarazem tak trudne do zrozumienia i do naśladowania. dał Historia z Księgi Liczb, bardzo obrazowo ukazuje dar Boga. Kiedy człowiek odsuwa się od Boga, jest kuszony, a więc narażony na różne niebezpieczeństwa (kąsanie przez węże). Człowiek sam, w sytuacjach które przeżywa, nie jest wstanie wielokrotnie znaleźć właściwego rozwiązania. Jesteśmy słabi. Boża Miłość przybiera postać konkretną – dar „miedzianego węża”, który ratuje Izraelitów. Bóg dał... czytaj dalej

K(k)ościół

III Niedziela Wielkiego Postu (2015) Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska. Gorliwość o dom Twój pożera Mnie (J 2,16.17) „Oczyszczenie świątyni” – które dokonuje się za sprawą obecności i działania w niej Jezusa, bardzo wyraźnie wskazuje nam, co w pierwszym rzędzie powinniśmy czynić w tym szczególnym czasie. Zachęta do nawrócenia, jest propozycją oczyszczania siebie – swoich myśli, pragnień, słów, działań.  Będąc w K(k)ościele, każdy z nas powinien się mocno zastanowić, co sugeruje mu Słowo: „weźcie to stąd…” Czyli co? Co mam wziąć; czego mam się pozbyć, co przemienić, aby uczynić to miejsce właściwym w moich oczach. Co mi przeszkadza widzieć we właściwy sposób K(k)ościół?  Jest wiele trudności, mentalnych problemów, które wpływają na naszą ocenę sytuacji Kościoła we współczesnym świecie. Papież Franciszek, poruszając często temat Kościoła, ukazuje różne Jego problemy, z którymi się boryka, ale przestrzega też nas przed tymi zagrożeniami, które czyhają na nas i próbują przedostać się do wnętrza. Nie sposób wymienić wszystkich wątków wypowiedzi Papieża, ale warto zwrócić uwagę przynajmniej na niektóre. Papież przestrzega nas przed „skamienieniem umysłu”, oraz przed „lansowaniem duszpasterstwa odległego, pozbawionego bliskości, czułości, bez serdeczności”. W jednym ze swoich przemówień, podkreśla problem: „Myślę, że wielokrotnie Jezus puka od środka, abyśmy pozwolili Mu wyjść. Kościół zachowuje się, jakby pragnął zamknąć Jezusa wewnątrz i nie pozwolił Mu wyjść.”  Dziś musimy dokonać rachunku sumienia i zastanowić się nie tylko nad tym, co obecnie Kościół przeżywa w sensie problemów, ale zastanowić się też nad tym, jakie ja przeżywam trudności myśląc o Kościele, czy będąc w Jego wnętrzu. 1. Od narzekania nic się nie zmieni. Wśród różnych rozmów dnia codziennego, pojawia się również temat K(k)ościoła. Niekiedy nie wiemy, jak mam postąpić,... czytaj dalej

droga – symbolem człowieka i wiary

Życie stawia przed człowiekiem, różne zadania. Jednym z nich jest nieustanne dokonywanie wyborów. Poprzez własne decyzje i wybory, kształtujemy swoją codzienność, która w pewnym względzie podobna jest symbolicznie do drogi. Wpisane mamy w swoją naturę podróżowanie, wychodzenie ku czemuś, stawianie sobie celów i ich osiąganie. Często stajemy na „skrzyżowaniu”, w momencie życia, kiedy musimy podjąć decyzję: którędy iść. Niekiedy wybór opcji jest prosty, bo wynika to z niewielu możliwości, które mamy; innym razem może być to bardziej skomplikowane, kiedy możliwości wyboru jest znacznie więcej. Stajemy wówczas w tym miejscu z pytaniami i wątpliwościami, zastanawiając się nad podjęciem tej właściwej opcji.  Symbol drogi. Droga może symbolizować: powołanie, sposób rozwiązywania jakiś kwestii, codzienny rytm życia, duchową formację, dosłownie drogę, którą musimy przebyć do pracy, szkoły, do domu itp., może też symbolizować osobiste zmagania. Często symbol drogi wykorzystywany jest w filmach, w fabule książek, aby ukazać symboliczny proces, który odbywa człowiek przemierzając jakąś rzeczywistość. Wydaje mi się, że symbol drogi jest bardzo ciekawy i twórczy. Oglądając różne sceny filmu, zdjęcia, fascynują nas piękne widoki, niekończącego się horyzontu, do którego prowadzi jakaś kręta droga. Trudniej nam przyjąć taki obraz, w odniesieniu do tego, co musimy przeżyć, aby przejść jakiś „odcinek” naszej drogi życia.  Nasza droga wydaje się być bardziej labiryntem, z niekończącymi się korytarzami i opcjami wyboru. Wyobrażamy sobie falistość tej drogi, przypominając sobie o trudach, które pokonujemy zasadniczo każdego dnia. W wyobraźni maluje nam się droga, która w jakimś momencie kończy się i nie widzimy przyszłości dla siebie. Różne drogi, a więc różny sposób ich przemierzania. Szukamy właściwego sposobu przejścia przez kolejne odcinki naszego życia. Emocje, wartości, pragnienia – to wszystko towarzyszy nam w trakcie drogi,... czytaj dalej

wybór drogi

Dziś może mniej przykuwamy uwagę do tego, jaką drogą podróżujemy, bo zdajemy się na różnego rodzaju nawigacje, którym niekiedy ufamy bezgranicznie, przez co droga staje się raczej podporządkowaniem się, płynącym z małego głośniczka głosu, podpowiadającego, w którą stronę mamy się kierować. Bierność przebywania drogi sprawia, że nie angażujemy naszego umysłu do zapamiętywania pojedynczej trasy. Zdajemy się na nawigacje, klnąc niekiedy, gdy wjeżdżamy w drogę, która kończy się gdzieś, w punkcie bliżej nam nie znanym i wówczas, zaczynamy, niecierpliwiąc się, myśleć.  Niestety nawigacja, wykonuje za nas podstawowe czynności, które powinny nam być znane, uświadomione. To właśnie nawigacja, ustala nasze obecne położenie; to ona ustala trasę, które przebędziemy, jeśli oczywiście odpowiednio ją uprzednio ustawiliśmy. To ona oznajmia nam spokojnym głosem: „dotarłeś do celu”. Przecież to ja człowiek, istota duchowa, myśląca, powinienem mieć świadomość gdzie jestem, dokąd zmierzam, którędy chce podróżować i to przede wszystkim moja decyzja, stwierdzenie, że dotarłem do celu. Trochę to śmieszne, gdy „maszyna” ma większą świadomość ode mnie, decyduje za mnie, wie gdzie jestem, dokąd zmierzam i kiedy osiągam cel, a człowiek tylko słucha i posłusznie wykonuje polecenia. Droga, to nieco podróż sentymentalna, szczególnie dla mnie, gdyż uwieczniam w wielu miejscach, różne drogi, które fascynują mnie swoim kształtem, ciekawym usytuowaniem, lub kierunkiem w którym prowadzą. Tak na przestrzeni lat, mam w swoich zbiorach wiele zdjęć, przeróżnych dróg. Trudno by było wstawić wszystkie zdjęcia i opisywać po części ich historie. Niektóre zdjęcia poszły już dawno w niepamięć. Inne są żywym symbolem doświadczeń życia, które miały miejsce na przestrzeni życia i czasu mojego fotografowania. Może kiedyś wymyślę cykl pt.: „Droga” i będę umieszczał kolejne zdjęcia i kolejne opisy. W sumie, nawet ciekawy byłby to pomysł,... czytaj dalej

3 punkty drogi

Pada niekiedy pytanie: „jaki masz cel w swoim życiu?”, na które próbujemy w różny sposób odpowiedzieć. Odpowiedź wiąże się z tym, że każdy odpowiadający na to pytanie, może myśleć o innym czasie. Dla jednych najważniejsze jest to, co ma nastąpić za chwilę; dla innych, patrzących szerzej, może to być pytanie dotyczące jakiegoś dłuższego czasu, albo nawet całego życia. Oczywiście każdy ma rację, gdyż nie powinniśmy mieć tylko jednego celu, bo jest on w rzeczywistości jakimś punktem na osi naszego życia. Na osiągnięciu celu, nie kończy się życie. Celem może być coś tymczasowego, ale równie dobrze może to być coś, co będzie nam przyświecało przez całe życie. Na przykład celem może być dobre przeżycie jakiegoś weekendu i staramy się by tak zorganizować ten czas, aby rzeczywiście osiągnąć cel, ale może być celem to, aby wszystkie weekendy dobrze wykorzystywać i przeżyć, i wówczas rodzi się w nas cel długoterminowy. Istotne jest to, aby mieć jakieś cele, bo w przeciwnym razie, trudno nam będzie w jakikolwiek sposób się zmotywować do rozpoczęcia drogi. Jeśli podzielimy drogę na trzy, ogólnie rzecz ujmując etapy, to warto abyśmy podkreślili te punkty, które są newralgiczne: początek, trasa, oraz punkt do którego pragniemy dotrzeć – meta. Częstym błędem, na tym etapie, który towarzyszy wielu osobom jest nieskupienie uwagi na celu tego etapu – początku, tylko skupienie się na tym tylko, co chcemy osiągnąć. Chodź wyróżniłem trzy punkty, to musimy zdawać sobie sprawę, że jest ich znacznie więcej, a przede wszystkim warto przekonać się o tym, że wszystkie one są ze sobą tak bardzo złączone, że najczęściej stają się linią – drogą, którą mamy właśnie przebyć. Początek Jeśli pragniemy osiągnąć jakiś cel i wiemy dokładnie jaki on... czytaj dalej

na Golgocie – pkt 9

Maryja towarzyszy Jezusowi, na drodze Jego publicznej działalności. Odkrywamy Ją w szczególnych momentach, które są początkiem niejako nowych zadań. W tym ostatnim czasie, starałem się wraz z Maryją stawać na Golgocie i Jej towarzyszyć, wsłuchując się w słowa Jezusa. 1. odkrywać Kościół i wspólnotę… Pierwsze, co mnie uderza w tej scenie, to spotkanie Maryi i Jezusa. Ból fizyczny dotykający Jezusa, przeszywa zapewne również Maryję, zresztą zgodnie z proroctwem Symeona. Widać jednak, że ból, który Jej towarzyszy nie ma możliwością Nią zawładnąć. Zrzeka się swojego macierzyństwa, aby otworzyć się na nowe macierzyństwo, obejmujące całą ludzkość, którą pod krzyżem reprezentuje Jan. Maryja przeżywa utratę swojego Syna, nie tylko dlatego, że umierał, ale również dlatego, że ktoś inny miał zająć Jego miejsce – to chyba najstraszniejsze cierpienie dla serca matki.  Maryja staje się Matką nas wszystkich. Maryja pod krzyżem, w osamotnieniu i opuszczeniu jest wzorem heroicznych cnót: pokory i cierpliwości i wytrwałości, prostoty i milczenia. Maryja uczy nas w jaki sposób przeżywać wewnętrzne oschłości i ciemności, jak naśladować Jezusa. Doświadczenie: Akurat to rozważanie i doświadczenie przypadło w dużej mierze na czas, mojego kolędowania. W kolejnych domach, mogłem odkrywać Kościół – ludzi będących członkami tej wspólnoty. Poznawanie ich, jednoczenie się w ich bólach i radościach, stawało się żywym doświadczeniem budowania Kościoła. Tym milej i łatwiej jest być wspólnotą, kiedy znamy się lepiej, rozpoznajemy swoje twarze, wymieniamy pomiędzy sobą gesty pamięci, zrozumienia. Maryja – Matka Kościoła, wspólnoty – była i jest obrazem, który należy tworzyć i pielęgnować coraz mocniej w swoim przeżywaniu codzienności. 2. nie ja, ale Chrystus we mnie. Być z Jezusem ukrzyżowanym, towarzyszyć Mu do końca, nie było łatwym zadaniem dla Jego... czytaj dalej

wejść na górę?

II Niedziela Wielkiego Postu (2015) Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. (Mk 9,2) Z pustyni i jej surowości, zostajemy wyprowadzeni i stawia się nas przed kolejnym wysiłkiem. Dziś Chrystus zaprasza nas do wspinaczki na górę. Może stwierdzisz, że znów coś ciężkiego i trudnego stoi przed tobą. Jeśli ktoś wspinał się na jakąś górę, to wie ile trudu to kosztuje ile niekiedy przygotowań trzeba poczynić. Jednak mało kto, po wejściu już na sam szczyt, myśli o trud zie, wobec widoku, który się tam na szczycie rozciąga. Widok zwyczajnie zapycha dech i człowiek wobec wrażeń, które odbiera wszelkimi zmysłami, wpada w zachwyt.  Z codziennej rutyny, szarpaniny z zajęciami i burzy myśli jaka toczy się w naszej głowie, Jezus chce nas dziś wydobyć i postawić na górze. Pewnie zastanawiasz się dlaczego? Bo życiu ludzkiemu nie ma i nie musi wciąż towarzyszyć tylko trud, praca, wymagania. Człowiek ma też cieszyć się z przebywania z Bogiem; cieszyć się z własnych osiągnięć; cieszyć się z życia i tego kim jest. Dlatego Jezus wciąga nas na górę, byśmy umieli na życie spojrzeć też z innej strony.  Góra Przemienienia w swej symbolice ukazuje i przypomina o trzech ważnych rzeczach.  I Przemienienie objawia prawdę o Chrystusie, ale nie tylko. Odsłania też prawdę o człowieku, o tym, że został stworzony na „obraz i podobieństwo Boże” tzn., że w każdym z nas jest Bóg, który jak na Górze Przemienia bije blaskiem: czyli dobrocią, pięknem, prawdą. My również nosimy w sobie to, co ukazało się przez Jezusa na górze. Bóg przez to wydarzenie jakby chciał podnieść naszą głowę, którą wciąż mamy pochyloną i wbitą w ziemię przez... czytaj dalej

na pustynię? A po co?

I Niedziela Wielkiego Postu (2015) „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali.” (Mk 1, 12.13) Czas Wielkiego Postu w szczególny sposób nawołuje nas do nawrócenia i wiary. Człowiek zastanawia się nad tym, jakie towarzyszą mu doświadczenia; po co one mają miejsce w jego życiu i do czego tak naprawdę mają go one prowadzić. Na jedne sytuacje znajdziemy wytłumaczenie, na inne, nie odnajdziemy tak łatwo uzasadnienia i odpowiedzi.   Symbolika Wielkiego Postu – 40 dni, nawiązuje przede wszystkim do wyjścia Jezusa na pustynię, ale to nie jedyne źródło tego czasu. Jest to dla mnie bardzo intrygujący temat. Pustynia, jako miejsce szczególnego procesu, duchowego ćwiczenia, wydaje się ciekawym doświadczeniem, ale od razu pojawia się też zaduma co do tego, jakim człowiek wyjdzie z tego miejsca.   40 – jest cyfrą, której symbolikę, w tym przypadku, dobrze jest poznać, bo pomaga to nam lepiej zdecydowanie przeżyć czas Wielkiego Postu, jako szansę dla nas.   „Oznacza ona próbę, ale także koniec próby; wskazuje na wypełnienie; jest liczbą oczekiwania i przygotowania, także liczbą kary. 40 dni i nocy trwała ulewa w czasie potopu. 40 lat Żydzi szli do Ziemi Obiecanej. 40 dni Mojżesz przebywał w obłoku na górze, spisując 10 przykazań. 40 dni Eliasz szedł do Bożej góry Horeb mocą świętego posiłku. Na 40 lat wydał Pan Izraela w ręce Filistynów w czasach Sędziów. 40 uderzeń było miarą chłosty. 40 tysięcy zbrojnych pustoszyło ziemię judzką za czasów Machabeuszy. 40 dni dał Jonasz Niniwie na nawrócenie. Wreszcie 40 dni i nocy Jezus pościł na pustyni. Oblicza się też, że nauczał 40 miesięcy, przyjmuje się również,... czytaj dalej

LUTY – w centrum miłości

zaproszeni, by miłować… Gdy pomyślisz o miłości, jaki fragment biblijny od razu ci się przypomina, albo jaka myśl – sentencja przywołuje ci się na pamięć. Tak wiele zostało napisane o miłości, tak wiele poematów zostało jej poświęconych; tak wiele filmów obrazuje historie miłosne… A i tak wszystkiego, nikt jeszcze nie napisał, nie powiedział o niej. Miłość jest tematem niewyczerpanym. Ilekroć się go podejmiesz, zawsze odkryjesz coś nowego, zaskakującego. Dlaczego tak jest? Jeśli wierzysz, o wiele łatwiej jest ci na to pytanie odpowiedzieć. „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4,16) Skoro Bóg jest źródłem miłości, nie można jest tak jak Jego sprowadzić do prostych definicji, reguł, norm i praw. Miłość, jak i Bóg jest ponad tym wszystkim.  Pewnie i tobie wydaje się, że nie da się nic więcej o miłości wymyślić, powiedzieć lub napisać. Próbuje sobie przypomnieć co już pisałem, o czym myślałem, ale to i tak nie wpłynie na to, gdy pochylając się nad tym tematem po raz kolejny, spróbuje odnaleźć różne doświadczenia, które dał mi Bóg w moim życiu Miłość podstawowa opcja życia… miłość główną zasadą Nasłuchałem się o tym miejscu bardzo wiele różnych świadectw. Jedni wspominali to miejsce bardzo pozytywnie, inni z nutą przerażenia. Każdy, kto spędził tam trochę czasu, miał okazję przeżyć niezwykłą szkołę. Miasteczko, stworzone z myślą o pewnym ruchu, gdzie ludzie z całego świata, różnych narodowości, a nawet religii, pragną wcielać w życie nowe przykazanie Jezusa: „abyście się wzajemnie miłowali”.  Miasteczko, a w zasadzie mała wioseczka, usytuowana wśród małych wzgórków i dolinek, w malowniczej scenerii, rok rocznie gromadzi w sobie mniej więcej dziewięćset osób. Znajdują się tam różne domy, w których mieszkają... czytaj dalej

wiara i miłość

Wiara i miłość… Tak często uświadamiam sobie, że błądzimy i grzęźniemy w potoku pojęć, definicji i wyobrażeń. Oczywiście brak odpowiedniego rozumienia pojęć, może nas odciągnąć od zasadniczej kwestii związanych z zagadnieniami, o których myślimy. Właśnie złe rozumienie miłości, może odciągnąć nas od właściwego rozumienia i życia tą wartością. Błędne rozumienie wiary, może odciągnąć nas od prawdziwego jej znaczenia – spotkania z Bogiem i wciągnąć w rozumienie jej jako obowiązku, zadania do spełnienia. Dlatego, ważne jest abyśmy zdobywali wiedzę, rozumienie tych pojęć, które jednak są dla nas ważne i oczywiste. Chcąc żyć właściwie pojęciami, musimy zdobyć żywe doświadczenie tych pojęć i ich przełożenie na życie i konkretne sytuacje w naszej codzienności. Istnieje ścisły związek między wiarą i miłością. „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam (1 J 4,16) – owa myśl, uświadamia nam, że u początku bycia chrześcijaninem jest spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym ukierunkowanie. Miłość nie jest tylko przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi.  Poznając Boga, człowiek odkrywa miłość, a jego osobista zgoda względem planu Boga, ogarnia wszystko aktem miłości. W wierze, w działaniu, w całym życiu codziennym wszystko dotyka bardzo konkretna zmiana. Tą zmianą jest miłość, która przemienia każde działanie. Czy jestem świadom tego, że wiara i miłość, mogą przemienić moje życie, ożywić moją relację z Bogiem i z innymi osobami?  Przełomem dla każdej wierzącej osoby, jest przekonanie się i dotknięcie tej szczególnej prawdy, że „Bóg – Miłość, kocha każdego z nas w sposób nieskończony”. Ilu z nas na swojej drodze spotyka się z tą prawdą? Na różne sposoby dociera do nas wiadomość o... czytaj dalej

rozjaśnić życie motywem miłość

Każdy ma jakieś myśli, które towarzyszą mu w życiu. Dla jednych jest to sentencja, zdobyta w jakichś okolicznościach życia, dla innych może to być myśl zrodzona z doświadczeń, a jeszcze dla innych, myśl – postawiony cel, dopingujący do codziennego działania, by go osiągnąć. Po co nam taka myśl? Może właśnie dlatego, że każdy z nas potrzebuje czegoś, co go będzie inspirowało, co nada kształt jego codziennemu działaniu, poszukujemy tej jedynej naszej myśli, która nas poprowadzi. Zastanawiam się ilu faktycznie, ma taką osobistą „złotą zasadę, regułę”, która wyznacza kierunek życia. Nie wiem czy się zgodzicie, ale wyobrażam sobie, że obraz lub zdjęcie to rzeczywistość trzech płaszczyzn, które je tworzą: tło; drugi plan, który ma wiele warstw; pierwszy plan, na którym uwypukla się istotę, na którą pragniemy zwrócić uwagę. Malując obraz życia, człowiek uwiecznia w nim, różne doświadczenia w odpowiednim miejscu – jednym z tych trzech. Kolorystyka naszego obrazu życia, zależy od doświadczeń – od naszego zaangażowania w różne sytuacje. Niekiedy słuchając historii osób, które spotykam na swojej drodze, mam wrażenie, że przyzwyczajeni są do tego, że w ich obrazie życia, najwięcej jest szarości. Powszedniość nieco przeraża, a gdy spotka się kilka osób o podobnych doświadczeniach, można zacząć wątpić w to, czy może być inaczej. Miłość dotyka wszystkich, choć w różny sposób. Przeżywamy ją każdego dnia, w różnych obszarach naszej codzienności. Wiemy jak ważna jest dla nas i jak konieczne jest to, by była obecna w naszym życiu. Jednak, czy wyobrażenia o miłości które mamy, są wystarczające, czy mogą dać właściwą podstawę do budowania żywego doświadczenia? Może to kwestia braku wyobraźni, może ograniczenie, a może małe ambicje, aby podjąć się życia prawdziwą miłością. Oczywiście, znacznie łatwiej byłoby gdybyśmy... czytaj dalej

niezrozumiałe komunikaty

Im bardziej nowoczesny samochód, tym więcej elektroniki i skomplikowanych funkcji. Dla niektórych najważniejsze jest to, że samochód w ogóle funkcjonuje, ale niektórzy chcą czegoś więcej… Poznawanie funkcjonowania mechanizmów, dla wielu jest po prostu magią – niczego nie rozumieją. Stąd początek mojej historii.. Od jakiegoś czasu w moim samochodzie włączyły się różne kontrolki, które informują mnie o czymś ważnym – interesujące – ale o czym mnie informują? Właśnie kontrolki w moim samochodzie, stały się początkiem inspiracji dla tego rozważania, które oczywiście odnoszę nie tylko do samochodu, ale do rzeczy też bardziej konkretnych i związanych z naszą codziennością. Kontynuacja tematu, jakby niespodziewanie, nadeszła wraz z informacją o geście Papieża Franciszka i kard. Tagle, który pojawił się podczas spotkania z rodzinami kiedy Franciszek wysłuchał trzech świadectw. Jedno z nich mówiła rodzina Cruz, która cała (małżonkowie wraz z piątką dzieci) są niesłyszący. Z kontekstu całego spotkania wynika jasno, że to język migowy, którym posłużyli się w tym przypadku. A w języku niesłyszących jest to znak miłości. I tutaj jeszcze bardziej widać, jak kontekst niektórych sytuacji, nieopatrznie zrozumiany, może wywołać lawinę niezrozumienia z powodu gestu, znaku, który każdy może interpretować na swój sposób i przez to, nie zrozumieć go we właściwy sposób. co z tego, że docierają do mnie jakieś komunikaty jeśli i tak są dla mnie niezrozumiałe Podobnie jak w przypadku samochodu, czy np. Papieża, sprawą trudną w zrozumieniu jest poznanie symboliki gestów, symboli – znaków, z którymi na co dzień nie mamy do czynienia. Świat nas otaczający pełen jest symboli, które mogą wprowadzić nas w pełniejsze rozumienie czegoś, ale równie dobrze, mogą nam utrudnić zrozumienie jakiejś sprawy. Znaki, symbole, muszą mieć właściwy klucz do interpretacji, w przeciwnym razie... czytaj dalej

Postanowienia (archiwalny)

(archiwum) Postanowienia  Ilu z nas, wraz z rozpoczynającym się nowym rokiem, snuje plany, pomysły, zamiary? Pewnie wielu z nas, podchodzi do tego w sposób dość luźny, ale mimowolnie gdzieś wewnętrznie myślimy o tym, co spotka nas w nadchodzącym nowym roku. Ostatnio kilka razy, od różnych osób usłyszałem, dość tendencyjne życzenia: „oby ten nowy rok, nie był gorszy od starego…” Czy cokolwiek możemy zrobić, aby wpłynąć na to, co było i na to, co ewentualnie będzie. Czy możemy dziś, snuć jakiekolwiek plany, dotyczące naszej przyszłości? Czy ma to w ogóle jakiś sens? Sylwestrowa noc – przełom i przejście z jednego roku, do drugiego, nie jest momentem jakimś niebywałym, czy magicznym, ale każda okazja jest dobra ku temu, aby się zastanowić, rozważyć i może właśnie też przemyśleć: co warto by było uczynić z tym nowym rokiem.  Myśląc o nowym roku, myślę o kolejnych, nowych wyzwaniach, które postawi przede mną życie, ale również myślę o tym, co ja sam postawię sobie za cel do osiągnięcia. Co bym mógłbym zrobić, w jakiej kwestii – sferze swojego życia. Z takim myśleniem, przejdźmy dalej, chcąc dobrze wykorzystać tę chwilę, okazję. Jk 4,14 – „wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie”. dzień – dar zadany  Każdy dzień, jest okazją, by uczynić go początkiem czegoś nowego. Wielokrotnie zastanawiając się nad swoimi postanowieniami, możemy dojść do refleksji, że ostatecznie powinniśmy coś zmienić w swoim życiu. Ja jednak pomyślałem, że kolejny rok, jest okazją do uczynienia czegoś zupełnie nowego, czegoś czego może dotąd nie robiłem, nad czym się kompletnie nie zastanawiałem. Kilka dni temu, w jednym z domów (w ramach wizyty duszpasterskiej – zwanej potocznie kolędą) usłyszałem bardzo konkretne... czytaj dalej

filozofia „oczywistości”

Otaczamy się zarówno ludźmi, jak i sprawami, które są dla nas ważne. Ale w świecie, którym istniejemy i działamy, często wpadamy w różnego rodzaju pułapki, których do końca nie jesteśmy zawsze świadomi. Zagrożenie jest tym większe, że to, co dla jednych jest wyraźnie widoczne, dla innych już takie nie musi być. Często wpadamy w dziurę, stworzoną poprzez skrajności. Dwa przeciwległe bieguny, niestety się nie przyciągają, lecz odpychają. Problem tkwi w tym, że niekiedy jedną rzecz, z tych dwóch biegunów, widzi się zupełnie inaczej, niekiedy skrajnie. Niekiedy dla jednej osoby, coś jest zupełnie oczywiste, a dla drugiej osoby może być ta sama sprawa, zupełnie niejasna.  W naszej codzienności, życiu, pojawiają się różnego rodzaju sytuacje, niekiedy dziwne, które są konsekwencją „dwóch biegunów”. W tym miejscu, chciałbym wam pokazać, dość spontaniczne odkrycie, które dla wielu jest niestety dość powszechne. Ja nazwałem to odkrycie: „filozofia oczywistości”.  Na początek podam konkretne przykłady, które już w zasadzie wyjaśnią cały problem, różnych sytuacji. Odpowiedz sobie na proste pytania: czy kochasz swoją rodzinę? czy uważasz, że faktycznie jesteś wierzący? czy zależy ci na czymś w życiu? Pewnie jakieś konkretne odpowiedzi udzieliliście, ale spójrzmy dalej na te sprawy. Co przemawia za tym, co konkretnie w życiu codziennym pokazuje, że: kochasz swoją rodzinę, że wierzysz, że na czymś ci zależy. I jeśli znajdziesz, lub nie, te konkretne rzeczy, które przemawiają, bądź ich brak, powoduje, że twoje stwierdzenie jest puste. Dlatego warto, abyśmy poszli jeszcze dalej. Czy to, co ty uważasz za konkretny gest potwierdzający twoją miłość, wiarę itd. jest widoczne też w życiu codziennym, dla innych?  Tutaj najczęściej pojawia się to, o czym pisałem wcześniej: „dwa bieguny”. Inni albo tego nie... czytaj dalej

zarządzanie zadaniami

Jak co roku, przełom starego i nowego roku, jest okazją do refleksji nad życiem, swoim działaniem, osiągnięciami i ewentualnymi planami na przyszłość. Nie dosłownie, ale czas wokół tych dni, dla wielu z nas staje się na pewno czasem takiej refleksji. Po co jednak to robimy? Chyba każdy lubi zadowolenie i spełnienie. Dlatego spoglądając w przeszłość, dalszą lub bliższą dokonujemy różnych ocen naszego działania, by wyciągnąć wnioski, owoce. Pewnie wielu z nas wyobraża sobie już zajęcia, zadania, które czekają go w nowym roku i zastanawiacie się nad tym, jak to wszystko ogarnąć, jak się zdyscyplinować i zorganizować, by wszystkie zadania znalazły realne miejsce i czas swojej realizacji. Coraz bardziej modne i popularne stają się różnego rodzaju aplikacje, zarówno w telefonach, jak i też osobistych komputerach, czy tabletach, które pomagają zapanować nad naszym kalendarzem, listą spotkań, zajęć, obowiązków, listą zakupów, planów itp. Ich popularność złączona jest z ogólną łatwością, z którą przychodzi nam coraz bardziej korzystać z różnych nowinek technicznych. Motywy używania różnych aplikacji, każdy ma zapewne indywidualne. Dla jednych będzie to pomocne w zapamiętaniu kolejnych wydarzeń; dla innych wywoła systematyczność, pracowitość; dla jeszcze innych pomoże ogarnąć ilość i czas realizacji zadań. Dla mnie pomocne do organizacji pracy, są zasadniczo trzy aplikacje, które posiadają możliwość synchronizacji pomiędzy wszystkimi urządzeniami, które posiadam. To znaczne udogodnienie a zarazem łatwość dostępu w każdym momencie. Mobilność tych aplikacji sprawia, że w każdym momencie i miejscu, mogę zawsze sprawdzić i dokonać ewentualnych korekt swoich zajęć i planów. Aplikacje Kalendarz – kolory W kalendarzu umieszczam wszelkie wydarzenia, zaznaczając je odpowiednimi kolorami tak, bym szybko mógł rozeznać do jakich kategorii przypisane jest konkretne zadanie. Kolory odpowiadają dziedzinom i sferom, w których konkretne zadania występują.... czytaj dalej

nowy rok – 7postaw

„Jestem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was, zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca.” (Jr 29, 11. 13) Jakie zamiary… jaka przyszłość… co nas czeka… czego szukam… Rozpoczynający się nowy rok, każdorazowo, rodzi w naszych myślach różne uczucia. Niektórzy ze strachem spoglądają w przyszłość, a inni widzą w perspektywie radość… Wszystko zależy, jak wygląda „dziś”. Bo przyszłość możemy wyobrazić sobie na podstawie tego, co już przeżyliśmy. Dlatego, być może wyda się wam trudne, czy nawet może nietypowe, ale warto wzbudzić w sobie siedem postaw. Ich wprowadzenie, nie będzie cudownym zmienieniem wszystkiego, ale początkiem wprowadzania do swojego życia poprzez zmiany, nowych propozycji.  nauczyć Każdy dzień, wraz ze swoimi doświadczeniami, staje się jedną ogromną lekcją. Byłoby niewłaściwym zachowaniem, gdybyśmy przeżywając jakieś sytuacje, nie wykorzystywali tego, co dobre do tworzenia kolejnych doświadczeń, a tego co trudne, czy nawet złe, jako przestrogi wobec czyhających zagrożeń. Życie wnosi w nasze doświadczenia wiele, różnych sytuacji, które za każdym razem, jeśli we właściwy sposób je wykorzystamy, staną się początkiem nowych możliwości. Życie jest sztuką, którą odgrywa się tylko jeden raz. Aby wykorzystać życie właściwie, warto się uczyć. Nie chodzi tylko o zdobywanie wiedzy, ani też zaliczanie sytuacji, ale o to, by każda chwila życia, coraz bardziej świadomie wprowadzała nas w kolejne chwile. To, czego nauczymy się w życiu, czyni nas bardziej odpowiedzialnymi i wrażliwymi. Miniony rok (2014), zapewne dla wielu z nas stał się źródłem nowych „lekcji” – mieliśmy okazji dotknąć wielu sytuacji, spotkać wielu ludzi, przeżyć wiele ciekawych przygód… Czy przechodzimy w kolejne rok, jako „bogatsi”? Czy miniony... czytaj dalej

Boże Narodzenie

link do kazania na podstawie, którego powstał artykuł. Boże Narodzenie Kiedy rozejrzymy się dookoła siebie, przygotowując się do przeżycia Uroczystości Bożego Narodzenia, widzimy jak świat bardzo jest rozkrzyczany, jak wiele pozornego światła próbuje się wcisnąć przez różnego rodzaju reklamy i promocje, widzę jak wiele słów i obietnic pada, o których tak szybko się zapomina… Mimo jednak otoczenia, pragniemy pójść dziś do kościoła, stanąć najpierw w ciemności, by oczekiwać… Dlaczego? Nie jesteśmy naiwni. Zdajemy sobie sprawę, że wiele otaczających nas spraw to pozory. My nie chcemy być oszukiwani! Mimo naszych zachowań, decyzji i wyborów, które na co dzień nam towarzyszą, jest w nas jednak tęsknota, pragnienie… Potrzebujemy prawdziwej ciszy, prawdziwego światła, prawdziwych symboli, prawdziwych słów i propozycji… Potrzebujemy Prawdy! Zdaję sobie sprawę, że to nie pierwsze Boże Narodzenie, nie pierwsza okazja i szansa, położona przede mną, abym z niej skorzystał. Jak będzie w tym roku? Czy uda mi się czegoś doświadczyć, dotknąć swoją wiarą, zmienić coś w życiu, rozpocząć coś nowego?  Cieszy mnie to, że Kościół dziś, towarzyszy każdemu człowiekowi… Nikt nie pozostaje sam… Pamięcią i konkretnymi czynami, każdy człowiek jest dziś wyjątkowo przyjęty, otoczony troską, miłością, serdecznością. Dziś Kościół oprócz zwyczajnego, ludzkiego bycia przy każdym człowieku, zachęca każdego z nas, do odświeżenia swojego życia, do odnowienia swojej wiary, swoich postaw… Pragnie nam przypomnieć, że: „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale życie wieczne miał” (J 3,16). Dziś również Bóg w kościele, pragnie nam przypomnieć o tej prawdzie: DAŁ NAM JEZUSA! Dlatego otrzymujemy: Jezusa – Światło Czas adwentu, rozpoczęcie Pasterki, wszystko rozpoczyna się od przenikającej nas ciemności. Wychodziliśmy i nadal wychodzimy z tej ciemności,... czytaj dalej

sztuka świętowania

sztuka świętowania Jak często świętujesz? Ile wydarzeń, w których uczestniczysz, ma tak długi okres przygotowania? Są święta i święta – proste stwierdzenie, ale wiemy, że skrywa się za nim coś znaczniej głębszego niż tylko zewnętrzna powłoka zabawy, radości i miłego nastroju. Są takie wydarzenia, które absorbują nas niesamowicie i jednocześnie nasze zaangażowanie zdradza, czym są dla nas te różnego rodzaju okazję. Wobec niektórych towarzyszy nam niecierpliwość i niezwykła radość, wobec innych zdenerwowanie lub obojętność. Święta są takie, w jaki sposób się do nich przygotujemy i w jaki sposób zaaranżujemy ich przebieg. Zastanówmy się ogólnie nad świętowaniem, nad sposobem przeżywania różnego rodzaju wydarzeń w naszym życiu, jednocześnie pomagając sobie w odpowiednim przygotowaniu do świętowania tego, co niebawem nastąpi. powaga sytuacji Każde święta niezależnie od tego, co świętujemy, mają charakter doniosły. Charakter świąt jest bardzo zróżnicowany, bo albo coś wspominamy, albo upamiętniamy, czcimy oddając hołd, albo przypominamy. Świętowanie za każdym razem jednak, mobilizuje do uroczystej atmosfery. Przygotowanie i przeżywanie święta otoczone jest szczególną manifestacją jakiś spraw. Bo przecież świętując, musimy wiedzieć co świętujemy. Święta dla wielu z nas są ważnym doświadczeniem. Dziwne byłoby świętować, ale nie wiedzieć po co i co świętujemy (aczkolwiek ten temat powoli nie zaczyna być tak oczywisty). Większe przeżycie jakiegoś święta jest wówczas, gdy jest ono bardziej osobiste, albo dotyczy nas samych, albo jesteśmy zorientowani co do szczegółów konkretnej okazji.  Święta chrześcijańskie, a szczególnie te ważne, poprzedza szczególny czas przygotowań: adwent przygotowuje do Bożego Narodzenia, a Wielki Post przygotowuje do przeżycia świąt Wielkiej Nocy. Czas wyprzedzający dane wydarzenie, szczególnie wpływa na nasze nastawienie. Uzmysłowienie sobie jakiś prawd, czy wartości jakiegoś wydarzenia, pozytywnie wpływa nie tylko na sposób... czytaj dalej

IV Niedziela Adwentu (2014)

Pan jest z nami. Czas adwentu dobiega końca, ale to nie koniec. Najważniejsze wydarzenie dopiero nastąpi, a jego przeżycie zależy tylko od nas i naszego zaangażowania. Czas przygotowań – adwent, dał nam odpowiedni czas do zastanowienia się, wyprostowania różnych spraw – ścieżek naszego życia. Warto poświęcić chwilę i zastanowić się nad tym, co dał mi czas adwentu, jak mnie przygotował i do czego.  Święta są szczególnym czasem uzmysłowienia sobie, że słowa Jezusa, wciąż się realizują i znajdują w naszym życiu potwierdzenie: Mt 28,20 – „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Bóg stał się Człowiekiem… A dlaczego? Benedykt XVI: „Na Boże Narodzenie nie ograniczamy się zatem do wspominania narodzin wielkiej postaci; nie obchodzimy po prostu i w sposób abstrakcyjny tajemnicy narodzin człowieka czy ogólnie tajemnicy życia; tym bardziej nie świętujemy samego tylko początku nowego okresu. Na Boże Narodzenie wspominamy coś bardzo konkretnego i ważnego dla ludzi, coś istotnego dla wiary chrześcijańskiej, prawdę, którą św. Jan zawarł w tych kilku słowach: „A Słowo ciałem się stało”. Chodzi o wydarzenie historyczne, o które Ewangelista Łukasz zadbał, aby umieścić w wyraźnie określonym kontekście: w dniach wydania przez cesarza Augusta rozporządzenia o pierwszym spisie ludności, kiedy Kwiryniusz był wielkorządcą Syrii (por. Łk 2, 1-7). Boże Narodzenie nie jest bajką dla dzieci, lecz odpowiedzią Boga na dramat ludzkości poszukującej prawdziwego pokoju.” Coraz bardziej modnym staje się dokonywanie w życiu człowieka różnych metamorfoz. Jednak znaczenie tej przemiany we współczesnym czasie, zostało spłaszczone do sprawy wyglądu zewnętrznego. Dziś człowiek dba o wygląd: o swoją atrakcyjność wizualną, o piękno swojego ciała, włosów, makijaż itp. Tak głębokie słowo – metamorfoza, zostało sprowadzone... czytaj dalej

III Niedziela Adwentu (2014)

RADOŚĆ…  Niedziela radości, bo tak zwykło się nazywać III Niedzielę Adwentu, oznajmia nam, że czas przeżywania świąt, jest coraz bliższy; jest obwieszczeniem bliskości Zbawiciela. Może dziś, sama symbolika tej Niedzieli nie jest już tak wymowna jak kiedyś, bo czas adwentu przeżywany jest ogólnie jako radosny czas oczekiwania na przyjście Pana. Jednak historia pokazuje, jak powstawało to doświadczenie radości. Tradycja świętowania niedzieli Gaudete wyrosła w czasach, gdy Adwent miał typowo postny charakter. Wtedy miała charakter przerwy w poście, była jedynym radosnym akcentem Adwentu. Czym dziś dla nas jest radość i jak ją właściwie rozumieć; jak ją przyjmować i jak nią żyć?  By zrozumieć lepiej radość chrześcijańską, przyjmijmy fragment adhortacji Evangelii Gaudium, jako schemat, który postaramy się później rozwinąć. Papież pisze: „Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem radość zawsze rodzi się i odradza.” (EG, pkt.1) 1. Radość wypływa i ma źródło w spotkaniu z Jezusem. Papież, w różnych swoich wypowiedziach, bardzo przekonuje nas o tym, że spotkanie z Jezusem: nasza modlitwa, Słowo, Sakramenty, są źródłem radości. Czas adwentu, przygotowań, ma przypomnieć nam, że Jezus jest bliski każdemu, że jest On obecny w życiu każdego i ta właśnie obecność może sprawić, że odczujemy w sobie prawdziwą radość. Czy czas adwentu wywołuje we mnie radość z tego, że mogę spotkać się z Jezusem. Czy moje bycie w Kościele, podczas Mszy, na modlitwie, daje odczuć radość z przynależenia do Niego, do wspólnoty?  „Nasza radość pochodzi nie z posiadania wielu rzeczy, ale ze spotkania pewnej Osoby: Jezusa, z... czytaj dalej

święta bez Boga?

święta bez Boga? Już od bardzo długiego czasu, wszystko dookoła nas tętni atmosferą świąt. Wchodząc do jakiegokolwiek sklepu, miejsca, trudno jest nie zauważyć, że wszyscy przygotowujemy się do przeżycia świąt. Ale czy wszyscy aby będziemy przeżywali te same święta? Skąd to pytanie, pewnie się zastanawiasz. Pytałem wśród młodzieży o to, co im przypomina dziś o świętach, w tym co ich otacza. Przywoływali wiele przykładów, chociażby witryny sklepowe i dekoracje, bombki i choinki, światełka itp. Później jednak zadałem inne pytanie: „co w takim razie, w tym wszystkim co was otacza, przypomina wam, że będziemy przeżywali święta Bożego Narodzenia?” Niestety nastało milczenie.  Wszystkie dekoracje i piękne rzeczy, tworzą jakiś klimat i przypominają nam, że będą święta. Niestety w sklepach nie znajdziemy praktycznie niczego, co pokaże nam, że są to święta chrześcijańskie, związane z tą piękną tajemnicą zawartą w słowach: „Bóg stał się Człowiekiem”.  W wielu domach zanikła tradycja, czytania fragmentu Ewangelii, opisującego Narodzenie Jezusa. Z wielu domów, niestety mało osób wybierze się na „Pasterkę”, czy na mszę w Uroczystość Narodzenia Jezusa, zatem co te właśnie osoby świętują.  Niestety we współczesnym czasie propaguje się różne opcje świąt, również te „bez Boga”. Są te, które akcentują wypoczynek, klimat, prezenty i wspólną kolację; inne natomiast przypominają o wydarzeniu sprzed 2000 lat, kiedy to Jezus: „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” (Vat II) Niby jedne święta, a ich znaczenie i przebieg tak radykalnie odmienny. Skąd się bierze takie nastawienie? Czy święta... czytaj dalej

II Niedziela Adwentu (2014)

tydzień 2 przygotujcie drogę Panu, bo… …ważniejsze jest pojednanie przy stole, niż prezenty pod choinką i stół pełen potraw. W Liturgii Słowa, z II Niedzieli adwentu, szczególnie wybrzmiewają proste, ale bardzo konkretne słowa: „przygotujcie drogę Panu”  Jeśli znamy kierunek i staramy się, aby czas adwentu nadał naszej codzienności właściwy kierunek, odkryjemy jeszcze bardziej znaczenie słów: „przygotowanie” i „droga” „PRZYGOTOWANIE” Przygotować można się na coś, co dobrze znamy, co możemy przewidzieć, ale trudno jest się przygotować na coś trudnego do wyobrażenie, tym bardziej nie znając ani czasu ani tego jak to nastąpi. Przygotowanie, nie może zatem ograniczyć się tylko do czasu – adwentu, ani do miejsca – naszego sumienia. Przygotowanie musi objąć całego człowieka – jego serce, duszę, myśli, zwyczaje, wartości którymi się kieruje, sposób bycia, relacje z innymi osobami itp. Spoglądając dziś, na ludzi krążących po sklepach na tych, którzy już zdążyli ochłonąć po „pierwszej akcji prezent” (św. Mikołaj), zaczynają już coraz bardziej drżeć z powodu drugiego przygotowania i „drugiej akcji prezent” (wigilia). Przygotowanie do przeżycia świąt Bożego Narodzenia, choć jest proste do wyobrażenia, przewidzenia i tak napawa nas niekiedy przerażeniem i bólem głowy. Ale ostatecznie, kiedy zasiądziemy do wigilijnego stołu, większość z was odetchnie i stwierdzi, że: „udało się, wszystko gotowe”. Jednak, czy o takie przygotowanie chodzi w dzisiejszej Niedzieli? Czy właściwie rozumiemy przygotowanie mając w myśli efekt, którym będzie wytchnienie po długotrwałym wysiłku stania przy kuchence i przygotowywaniu różnych dań. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że o inne przygotowanie chodzi. Ale w szczegółach, trudno nam się jest przyznać, że do końca chyba jednak nie rozumiemy tego prostego słowa i zadania. Wbijam trochę kij w mrowisko, pisząc... czytaj dalej

I Niedziela Adwent (2014)

Już zaczynamy…      Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy szczególny czas w Kościele. Katechizm Kościoła Katolickiego tak wyjaśnia ten czas:       „Celebrując co roku liturgię Adwentu, Kościół aktualizuje to oczekiwanie Mesjasza; uczestnicząc w długim przygotowaniu pierwszego przyjścia Zbawiciela, wierni odnawiają gorące pragnienie Jego drugiego Przyjścia (por. Ap 22, 17). Przez celebrację narodzin i męczeństwa Poprzednika Kościół jednoczy się z jego pragnieniem: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 30).” (KKK 524)      Powyższy cytat przypomina nam o dwóch kierunkach Adwentu: duchowym i fizycznym. Duchowo odkrywamy na nowo tajemnicę Bożych narodzin i tego, na co oczekujemy – powtórnego Jego przyjścia w czasie ostatecznym; fizycznie pięknie zamiar adwentu wyjaśnia myśl św. Jana Pawła II:      Adwent jest przygotowaniem do wielkiej radosnej odmiany. Miarą Adwentu w każdym z nas jest postęp wewnętrzny, postęp duchowy człowieka. Trzeba, abyśmy nasz tegoroczny Adwent mierzyli również tą miarą. Trzeba, abyśmy do tego postępu przykładali się całym sercem. Trzeba, abyśmy szukali oczyszczenia w Sakramencie Pokuty i umocnienia w Eucharystii. (Jan Paweł II)     Zatem rozpoczynamy czas – Adwent, który jest szczególną szkołą czekania. To nie jest czas umartwień, ale porządkowania naszych sumień…      Przed nami cztery, pojawiające się w kolejne niedziele adwentu, rozważania, które wprowadzać nas będą w te szczególne zamysły tych dni. Zastanówmy się nad tym, co możemy w tym szczególnym dla nas czasie zrobić, dla siebie, naszych bliskich. Podejmijmy się codzienne, choćby krótkiej modlitwy w intencji dobrego wykorzystania tego czasu. tydzień 1 Pan przychodzi – Pan przyjdzie. Właściwy kierunek… W ostatnim czasie szczególnie, zastanawiając się nad osobistym przygotowaniem do Adwentu, zapytałem samego siebie: w jakiej „perspektywie wiary” faktycznie... czytaj dalej

czy jesteśmy wolni?

czy jesteśmy wolni? Ostatnio będąc w sklepie z prasą, usłyszałem mniej więcej taki dialog, w którym brały udział trzy panie. Pani kupująca mówi: już tak dawno nie grałam, może mi pani poleci jakąś loterię. 1 pani sprzedawczyni: może lotto… kupująca: a ile kosztuje… 1 pani sprzedawczyni: jest wiele do wyboru, zależy ile pani chce zapłacić (tutaj wymieniła różne ceny…) Po zdecydowaniu się, kiedy już sprzedawczyni wydrukowała, znów zaproponowała: a może pani też chce jakąś zdrapkę kupić… znów pytanie o cenę… i decyzja kupna. 2 pani sprzedawczyni: (jakby spod lady, odzywa się) może „Wróżkę”, to takie ostatnio poczytne pisemko… kupująca: nie, raczej nie czytam takich rzeczy… dialog urwany, jakby ze smutkiem i rozgoryczeniem, że nie udało się wcisnąć kolejnej rzeczy… Ja rozumiem, że najważniejsze dla sprzedającego jest upchnięcie jednej osobie, jak największą ilość różnych rzeczy, ale żeby aż tak natarczywie. Zresztą, byłem następnym klientem i usłyszałem 3 inne propozycje, oprócz tego, co rzeczywiście chciałem kupić. Historia powtarza się w zasadzie za każdy razem, gdy kupuje tam różne rzeczy. Niezależnie od tego, co chce, jakby w pakiecie proponuje mi się kolejne rzeczy. Ma się wrażenie, że z jednej strony to wychodzenie w stronę klienta, jego potrzeb, ale z drugiej strony, mam wrażenie, jakby panie chciały mi udowodnić, że przychodząc do tego sklepu, do końca, nie wiem co chce kupić. Czyżby to była ogólna moda, sprzedaży wiążącej, a może panie liznęły trochę tematu manipulacji i za każdy razem próbują wpłynąć na klientów, oferując im natarczywie, przeróżne rzeczy. Ja poczułem niesmak, bo wydało mi się rażące to, że ktoś próbuje w jakiś sposób, wpływać na moją wolność. Ile jest takich sytuacji, niekoniecznie związanych... czytaj dalej

Mimo szarości odnaleźć kolory

Mimo szarości odnaleźć kolory Ludzie często doszukują się przyczyn złego, a nie dobra. Bardziej zastanawiają się nad tym jak to się stało, że się nie udało niż nad tym dlaczego się udało. Trudno, aby w tak rozumianym świecie zdarzeń, doszukać się czegoś pozytywnego, skrywającego w sobie choć odrobinę nadziei. Czy jest tak, że łatwiej nam ocenić zło, niż doszukać się dobra? Dlaczego tak się dzieje. To chyba wynik życiowego paradoksu – to, co złego nam się przydarzy, albo uczynimy, przypisujemy sobie, własnej nieudolności, brakom, które sobie przypisujemy; pojawienie się dobra, które doświadczamy, przypisujemy różnym ewentualnościom, możliwościom istniejącym poza nami: szczęście, przypadek, los itp. Świat z tej perspektywy, może w ostateczności wydawać się monotonny – szary, mało przyjazny, a w ostateczności nudny. Czy moje życie jest tylko produkowaniem zła, a szczęście jest tylko prezentem? W przypadku jednej osoby, może faktycznie być tak, że jej życie jest wypełnione „kolorami” i może nieustannie doszukiwać się jakichkolwiek powodów dla swojej nadziei, a ktoś inny przytłoczony ciężarem obowiązków i codziennych spraw, uzna że jego świat jest szary, pozbawiony kolorów. Pięknie to obrazuje jeden z motywów filmu pt. „Dawca pamięci”. Początkowo film utrzymany jest w obszarze szarości, co może nawet nas nie zaskoczyć, a niektórzy może nawet i tego nie zuważą. Jednak dlaczego tak jest. Otóż mieszkańcy pewnej strefy ograniczonego terytorium, nie wiedzą w ogóle o istnieniu kolorów, co jest spowodowane lekami wygłuszającymi wiele normalnych ludzkich zachowań. Główny bohater w pewnym momencie zaczyna widzieć inaczej, w tym również kolory, a to wszystko zawdzięcza „dawcy”, który go w tym temacie uświadamia i podpowiada mu by zaprzestał zażywanie lekarstw. W jakimś czasie, człowiek ten odzyskuje to, co... czytaj dalej

trudności – duchowe rozwiązania

trudności – duchowe rozwiązania Któż z nas nie ma trudności. Pojawiają się w kontekście rożnych sytuacji i mają przeróżne znaczenie. Trudności nie muszę mieć negatywnego znaczenia. I znów nawiązanie do jesieni… Opadłe, zwiędłe liście, z czasem tracąc swoje kolory czernieją, gniją i jeśli ktoś je zmiecie i wyrzuci, znów nastanie porządek, ale jeśli nie, wciąż będą nas kłóć w oczy i przypominać o nieuchronnym zdarzeniu. Trudności, jak liście symbolizują coś, co staje się w nas martwe, co należy w odpowiedni sposób uporządkować. W wielu doświadczeniach, które nas dotykają, a szczególnie tych trudnych dla nas, możemy dostrzec pewną prawidłowość: Trudność – próba – oczyszczenie – przejście głębiej. Przez bardzo długi czas na trudności spoglądałem jak na ścianę, która mnie oddziela od czegoś; przysłania mi coś i odbiera łatwość dostępu. Wszystkie trudności są przeciwko mnie. Piętrzące się zdarzenia wywoływały coraz większe zdenerwowanie i irytację, aż z czasem zacząłem obserwować, że trudność – próba, czyni mnie podobnym do Jezusa Ukrzyżowanego, który krzyczy: Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił. Później przyszło światło – skoro była śmierć, a później zmartwychwstanie, to mogę to spróbować doświadczyć również w swoim życiu, kiedy przyjmę postawę Jezusa. Nie było to łatwe i nadale nie jest, ale pojawia się zupełnie inne nastawienie wobec życia, codziennych zdarzeń, a szczególnie tych trudnych. Oto mój klucz – być jak Jezus Ukrzyżowany i Opuszczony i w ten sposób wejść w kolejne doświadczenie mojego życia. Z trudnościami można, a niekiedy wręcz należy działać, opierając wszystko na dwóch fundamentach: duchowym i fizycznym Duchowy – głębsze zrozumienie okoliczności i możliwość ubogacenia się przez te okoliczności. Pewnie każdy z nas pamięta historię Hioba i próby, która... czytaj dalej

obumieranie – od ziarenka do krzyża

obumieranie – od ziarenka do krzyża Jesień jest taką porą roku, która w tajemniczy sposób sprawia, że człowiek się nad różnymi sprawami wiele zastanawia… Opadające liście i opustoszałe gałęzie stają się nie tylko znakiem zbliżającej się już kolejne pory roku – zimy, ale przypomina też o naturalnym cyklu przyrody – „narodziny – śmierć – narodziny”. Właśnie w tym cyklu natury, możemy dostrzec pewien wzorzec, który powiela się również w naszym życiu codziennym. Pewne sprawy, które dzieją się w naszym życiu w jakiś sposób dla nas niezrozumiały obumierają, niekiedy nawet całkowicie znikają, a po jakimś czasie pojawiają się odmienione, przynoszące nowe zdarzenia. 1. Jesień przypomina o obumieraniu Natura może przkonać obserwatora, że drzewo, które gubiąc liście pozornie stają się martwe, wcale takim nie jest. To samo drzewo za kilka miesięcy znów stanie się symbolem życia, rodząc kolejne liście, owoce. Ta naturalność przełożona na życie codzienne człowieka, może w niektórych sytuacjach nieco uspokoić i dać siłę do przetrwania. Podobnie w naszym życiu, są różne sytuacje, które na pozór wydają się być lub stawać martwe, ale to takie „gubienie liści”, które jeśli przetrwamy, jeśli właściwie będziemy działać, może przynieść obraz „starego drzewa”, lecz z nowymi liśćmi, kwiatami i owocami. Coś umiera, aby mogło znów się narodzić. Wydaje się to być już jakąś filozofią, która zaadoptowana do naszych warunków życia, może przynieść radość oczekiwania tego „nowego czasu”. Mam wrażenie, że niektóre sytuacje z mojego życia są jak ziarna zasiane w ziemię. A z nimi dzieje się coś niebywałego. Dokonuje się życiowy paradoks – aby mogło coś z nich wzrastać muszą najpierw obumrzeć, rozłożyć się, aby mogło z nich wzrosnąć jakieś „nowe życie”. Niepowodzenie,... czytaj dalej

uchwycona myśl – latarnią dla mojego tygodnia.

Zastanawiam się nad tym, co i jak mam zrobić, gdy dociera do mnie jakaś myśl – zachęta, zaproszenie. Obracamy się w świecie, w którym wiele różnych haseł dociera do naszego umysłu i wywołuje różne reakcje. Często jesteśmy czymś zdumieni, zachwyceni i zapaleni… Jedne słowa bardziej inne mniej, ale zapadają w naszej „duszy” i pragną nas obudzić do jakiegoś działania. Niekiedy mamy trudność, jak coś zrozumieć, w jaki sposób postępować z tą myślą, aby rzeczywiście zrodziły się z niej jakieś owoce. Być może przeraża nas to, że sobie nie poradzimy, że nie wyłapiemy zasadniczej treści, faktycznego sensu. Spróbuj jednak, tak jak rozumiesz, wprowadzić coś w swoje życie. Czy jednak wprowadzenie w życie jakiejś myśli, musi wiązać się z radykalnymi zmianami, czy może chodzi w tej myśli o to, by wpłynąć na nasz rozwój. Myśl pozytywnie… Nie możemy dopuścić takiego myślenia, że pojawiająca się jakaś propozycja, zachęta – zaproszenie, ma za zadanie dokonać inwazji na naszym życiu – codzienności, czy sposobie myślenia. Raczej pomyślmy pozytywnie, że wypowiedziana myśl ma nam w czymś pomóc, ma nas przeprowadzić przez jakieś sytuacje. Jeśli odnajdziemy w sobie to pragnienie pozytywngo myślenia i przyjmowania różnych propozycji, staniemy się bardziej otwarci na to, co sama myśl nam proponuje. Prawdziwie usłyszeć… Potrafimy rzeczywiście słuchać. Często jesteśmy wstanie powtórzyć bardzo długie dialogi, czy fragmenty książek które przeczytaliśmy; przywołać jakąś informację lub powtórzyć czyjeś zdanie. Problemem nie jest tylko usłyszeć, ani też przyjąć, ale trudność stanowi to, by te słowa w nas działały. Tak słuchać, aby usłyszeć, wewnętrzną intencję jakiejś myśli. 1. STAĆ SIĘ PUSTYM – GOTOWYM DO PRZYJĘCIA SŁOWA, CAŁEJ OSOBY. Kiedy można zrozumieć drugiego człowieka? Wtedy, gdy nie... czytaj dalej

modlitwa do św. Rodziny (cz.1/4)

wskazówki Papieża Franciszka – komentarz do modlitwy (cz.1) Modlitwa do Świętej Rodziny Jezu, Maryjo i Józefie w Was kontemplujemy blask prawdziwej miłości, do Was zwracamy się z ufnością. Święta Rodzino z Nazaretu, uczyń także nasze rodziny środowiskami komunii i wieczernikami modlitwy, autentycznymi szkołami Ewangelii i małymi Kościołami domowymi.  Święta Rodzino z Nazaretu niech nigdy więcej w naszych rodzinach nikt nie doświadcza przemocy, zamknięcia i podziałów: ktokolwiek został zraniony albo zgorszony niech szybko zazna pocieszenia i uleczenia. Święta Rodzino z Nazaretu, oby Synod Biskupów mógł przywrócić wszystkim świadomość sakralnego i nienaruszalnego charakteru rodziny, jej piękna w Bożym zamyśle. Jezu, Maryjo i Józefie Usłyszcie, wysłuchajcie naszego błagania. Kiedy korzystam z napisanej przez Papieża Franciszka modlitwy do Świętej Rodziny, jakaś wewnętrzna intuicja podpowiada mi, że oprócz modlitwy, tkwi w tym tekście wiele cennych drogowskazów. Chciałbym w czterech częściach, głębiej rozważyć ten tekst.  Przy okazji zachęcam Was kochani do tego, aby uczynić jakiś krok, choćby najmniejszy, aby poniższe rozważania, uczynić dla siebie okazją do refleksji, rachunku sumienia i wyznaczenia sobie zadań.  I 1. Święta Rodzino z Nazaretu… blasku prawdziwej miłości, do was zwracamy się z ufnością. Oczyma wyobraźni, możemy spróbować zobaczyć Nazaret, atmosferę panującą w domu Świętej Rodziny, prace codzienne, które wykonują, śmiech Jezusa…  Bóg miał w zamyśle, rodzinę. Dlaczego ta rodzina ma być taka szczególna dla nas? Dlatego, że ich istnienie i wielkość, zawdzięczają Bogu, który uczynił krok miłości ku każdemu z nas i postanowił ofiarować swojego Syna. Nie mogło to się stać inaczej, jak poprzez Wcielenie (stał się Człowiekiem). Jego obecność pomiędzy Józefem i Maryją, czynią szczególny przykład rodziny, w której działa Boża Miłość i w której obecność Jezusa pomiędzy nimi, czyni ich obrazem prawdziwej miłości. Święta Rodzina wzorem miłości, dlaczego? Niezwykłym darem... czytaj dalej

Obrazy

OBRAZY Przez lata naszego życia nagromadziliśmy w sobie różnego rodzaju obrazy. Są one nośnikiem naszych osobistych doświadczeń lub tego w czym mieliśmy udział pośredni. Obraz są wyobrażeniami przechowującymi czas, miejsca, ludzkie, twarze i historie. Przechowujemy je w sobie ponieważ są dla nas ważną częścią nas samych. Najskrytsze tajemnice naszego serca, uczuć, myśli namalowały w nas coś co daje początek nowym obrazom. Historie tworzą się nieustannie, malując kolejne obrazy, wypełniające galerię naszego wnętrza. Może temat: „obrazy”, wydawać się nieco abstrakcyjnym, filozoficznym podejściem, ale to właśnie one kłębią się w nas, ukazując kolejne ważne chwile naszego istnienia. Każdy ma na pewno jakieś obrazy z dzieciństwa, z czasu dojrzewania, z okresu dorosłości. Jedne mają dla nas wartość sentymentalną, inne emocjonalną, może niektóre stanowią źródło naszego rozwoju intelektualnego. Tak wielu i tak przeróżnych spraw dotyczą nasze obrazy. Nasze wewnętrzne duchowe obrazy, są jak zdjęcia dokumentujące innego rodzaju podróże. Te fizyczne zdjęcia, odchodzą w niepamięć, niszczone czasem, chowają się na dnie szuflady. Jednak obrazy są na tyle silne, realne, że wystarczy zamknąć oczy i już wyobraźnią malujemy i odtwarzamy kolejne momenty, sceny naszego życia. Masz takie obrazy? Na chwilę zamknij oczy i powróć wyobraźnią do tego, co mocno skrywa się w tobie, w te bardzo osobiste przeżycia, wrażenia, odkrycia… Jesteśmy wszyscy jak katalogi – albumy, gromadzące w sobie nieskończoną liczbę obrazów. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego poruszam akurat taki temat. Nie musisz szukać skrywanych podtekstów, czy jakiegoś tajemniczego podwójnego dna. Odpowiedź wydaje się prosta. Jesteśmy ludźmi, którzy w ten sposób właśnie przechowujemy różnego rodzaju doświadczenia – przez te prawdziwe i wyimaginowane nieco obrazy, zachowujące mniej lub bardziej prawdziwe oceny różnych sytuacji. Gdy zamknęliście oczy, jaki... czytaj dalej

Bóg i Jego obraz…

Bóg i Jego obraz… Historia naszych duchowych doświadczeń, ma początek w tym, co przekazali nam, bardziej lub mniej świadomie, rodzice. Uczyli nas różnymi sposobami o rzeczywistości wiary, Boga i innych sprawach. Wychowując się w tym duchu, zabraliśmy ze sobą jakiś obraz. Niekiedy wraz z rozwojem intelektualnym, emocjonalnym, fizycznym, dochodzimy do własnych odkryć i tak tworzymy swoje własne wyobrażenie. Są to przeróżne obrazy, bo i nasze doświadczenia są przeróżne. Już od jakiegoś dłuższego czasu, krążyły mi w głowie różne myśli związane z tematem: obraz Boga. Temat ten stał się jeszcze silniejszy, gdy podczas lekcji w szkole, w kilku klasach, wypłynął on na wierzch, ukazując pewne swoje pozytywne i negatywne aspekty. Myślę, że jest to ważna sprawa, nad którą powinniśmy się zatrzymać i zastanowić, a nie tylko pozostać w jakimś gotowym schemacie, wzorze utartym przez lata. Tym bardziej, że jest to też kwestia, która niestety wywołuje dzisiaj postawy anty-nastawienia. Obraz Boga, który zrodził się w wielu osobach, jest powodem ich rozgoryczenia, obwiniania Boga za zło, powodem wykrzywienia wiary i osobistego nastawienia względem Kościoła (kościoła), ludzi wierzących, księży i różnych zagadnień itp. Niekiedy trudności wypływają z braku jakiegokolwiek obrazu, a niekiedy kwestia zachowań, czy sytuacji, wpływają na ogólny obraz Kościoła.  POZYTYWNY obraz Boga. Taki obraz mają najczęściej osoby, które rzeczywiście przejawiają się żywą wiarą. Ich osobistego spotkanie z Jezusem w modlitwie, Eucharystii w sakramencie pojednania, sprawia, że obraz się krystalizuje i nieustannie ubogaca, o nowe odkrycia. Łatwiej jest znaleźć właściwy obraz Boga tej osobie, która umiejętnie korzysta ze Słowa i w nim szuka scen ukazujących faktyczną postać Boga. Właściwa interpretacja Słowa, Jego rozważanie otwiera człowieka na osobiste doświadczenie zarówno obecności Boga, jak... czytaj dalej

Różaniec – modlitwa obrazami

Różaniec – modlitwa obrazami „W tej modlitwie powtarzamy po wielokroć słowa, które Dziewica Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki, Elżbiety. Na tle słów: „Zdrowaś Maryja” dusza uzmysławia sobie zasadnicze wydarzenia (Tajemnice) z życia Jezusa Chrystusa… Modlitwa tak prosta i tak bogata. Z głębi mojego serca zachęcam wszystkich do jej odmawiania.” (Castel Gandolfo 1 X 1995, papież Jan Paweł II) Różaniec, może nauczyć nas: rozważania, wyobrażania i poznawania tajemnic z życia Jezusa. Często odmawiając różaniec, bardziej skupieni jesteśmy na samej modlitwie Ojcze nasz, Zdrować Mario, a nie na samych słowach, które te modlitwy wyrażają, a często zdarza się też to, że zapominamy, że modlitwy są refrenem wobec tajemnic, które powinniśmy szczególnie rozważyć, modląc się na różańcu. Cenniejsza jest niekiedy ilość, niż fakt rozważania jakiejś tajemnicy. Oczywiście, podobnie jak różaniec tak też inne okazje, są rzeczywistą szkołą modlitwy i nie należy przejmować się, że coś może nam nie wyjdzie, że czegoś nie potrafimy. Modlitwa, to również kwestia zaufania Bogu, Któremu powinniśmy pozwolić się prowadzić. Dla mnie modlitwa różańcowa, jest lekcją „ewangelicznej wyobraźni”. Rozważając poszczególne tajemnicę, przede wszystkim staram się najpierw w wyobraźni namalować obraz tej sceny, którą rozważam. Oglądając ją z różnych stron, staram się sobie wyobrazić: gdzie w niej jestem, co robię, co mówię, gdzie patrzę itd. Po takim krótkim wyobrażeniu sceny, wzbudzam w sobie intencję mojej modlitwy i odmawiam „dziesiątkę”.  Chciałbym również was, zaprosić do stworzenia może nowej okazji do modlitwy, tym razem modlitwy obrazami. Poniżej umieszczam różne piękne obrazy, przedstawiające poszczególne tajemnice różańca. Może warto właśnie, spróbować oglądając poszczególne zdjęcia, zwrócić uwagę na to, jak autor tego obrazu, wyobraża sobie poszczególne sceny. Może, dzięki temu, rozważanie... czytaj dalej

odłączyć kotwicę

Odłączyć kotwicę… Chwila wieczornej zadumy… Jak często spotyka cię taka chwila, w której uciekasz w przeszłość, zatapiając się w różnych momentach: myślach, wydarzeniach. Chwila rozpłynięcia się w przeszłości, sprawia, że wielu z nas boi się powrócić do teraźniejszości i podjąć się kolejnych nowych zadań. Przeszłość staje się niekiedy dla nas bardziej teraźniejszością, niż ona sama. Wbijamy się w sentymentalizm i melancholię, niekiedy uciekając od tego, co obecnie się z nami dzieje, w czym możemy uczestniczyć. Miłe chwile, pomyślne rozwiązania – to z niewymierną siłą, wraca do naszego umysłu, nie pozwalając nam niekiedy dobrze przeżywać chwilę obecną. Pragnienie, by powróciło to co piękne i dobre, a co było w przeszłości, jest silniejsze od pragnienia wejścia w obecną sytuację naszego życia. Choć to takie dla nas przyjemne, to jednak z czasem okazuje się bardzo niebezpieczne. Nieustanne rozważanie o przeszłości, wyobrażanie sobie z niej scen, które dawno temu nam się przydarzyły, pociąga za sobą pewne konsekwencje: 1. chwila wspomnień – sentymentów, to mocne przywiązanie do przeszłości i do przeżywanych kiedyś doświadczeń. To może sprawić, że posługiwać się będziemy przeszłością jak szablonem. Z jednej strony, wszystkie podobne wydarzenia, które kojarzą nam się z negatywnymi momentami z przeszłości, będą według nas oceniane negatywnie. Sytuacje pozytywne, będą porównywane z sentymentalizmem z przeszłością i nie będziemy tworzyli niczego nowego. 2. zatrzymanie w przeszłości sprawia, że człowiek może nigdy nie ruszy w przyszłość Po to zarzuca się kotwicę, aby statek dryfował w miejscu. Podobnie ma się z „kotwicą”, którą może być nasza przeszłość. Nawet możemy sobie tego nie uświadamiać, że nasze życie nie ma żadnego tempa, ani rytmu, ponieważ my wciąż stoimy w miejscu, w którym rzuciliśmy... czytaj dalej

Cud… pozyskać brata.

POZYSKAĆ swego brata… Może kiedyś postawiłeś sobie pytanie: jak masz żyć Słowem? I wciąż poszukujesz sposobu, by Nim się autentycznie kierować i odnosić do swojej codzienności. Może bywają chwile zwątpienia, trudności, które poddają twoje pragnienie w wątpliwość. Pewnie też masz wiele sytuacji, w których tak bardzo konkretnie udało ci się żyć Słowem i otrzymać jakieś doświadczenie i owoce. W kontekście czytania, rozważania Słowa, wpadły mi przed nos tekst wywiady z abp Konradem Krajewskim, który w kontekście tej krótkiej mojej myśli o Papieżu Franciszku mówi tak: „To człowiek niezwykle mądry. Przeżył już swoje życie, nabrał doświadczenia, a co za tym idzie – wielkiej pokory. On nie tylko czyta Ewangelię, on żyje Ewangelią. „Nie czytaj książek o słowie Bożym. Czytaj słowo Boże!” – zwrócił mi kiedyś uwagę. Przyznał, że kiedy ma jakiś trudny problem do rozwiązania i nie wie, co robić, właśnie w Piśmie Świętym szuka odpowiedzi. Pyta, co w takiej sytuacji zrobiłby Jezus.” Bardzo podoba mi się to, ponieważ moja duchowość – styl życia, to też kierowanie się Słowem, życie Nim i szukanie w Nim rozwiązań. Będąc z wizytą u chorych, przez cały rok, wchodząc do jednego domu, spotykałem mężczyznę który zawsze był obecny w czasie wizyty w domu jego mamy. Wielokrotnie zachęcałem i zwracałem uwagę o tym, by poszedł do kościoła, do spowiedzi (nawet wielokrotnie mu oferowałem możliwość spowiedzi przy okazji wizyty z Komunią św. u jego mamy). On jednak zawsze z uśmiechem przekładał to „na później”. Myślałem sobie, że pięknie by było, gdyby kiedyś jednak udało mi się go przekonać, by skorzystał z sakramentu pojednania, a jednocześnie by mógł przyjąć też Komunię świętą. Pewnej soboty podjeżdżając z kierowcą pod ich dom, w formie... czytaj dalej

filozofia małych kroków

filozofia małych kroków… (1 artykuł – początkowy…) Chciałbym rozpocząć tym właśnie krótkim artykułem pewien cykl zatytułowany: „filozofia małych kroków”. Może ktoś z was słyszał już o czymś takim, a może nie. Ufam, że już sama nazwa was zaciekawiła. Wielokrotnie chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, np. chcemy systematycznie się modlić, chcemy biegać lub jeździć na rowerze, albo chcemy pozbyć się jakiegoś nałogu, albo stworzyć jakiś koncept, lub zwyczajnie schudnąć. Mamy wówczas przed sobą cel, ale od razu pojawia się w nas myśl – lęk, że nam się nie uda, nie powiedzie. Rozpoczynamy z hukiem nasze przygotowania, próbujemy i po jakimś czasie nie mamy chęci, sił, a cel zamiast się przybliżać, to w zasadzie albo się oddala, albo zupełnie znika. Czy nie jest tak? Otóż filozofia małych kroków, jest zupełnie innym podejście do powyższych spraw. Cele może się nie zmieniają, ale metoda – jak chcemy je osiągnąć zmienia się diametralnie.  Filozofia Małych Kroków… – to inaczej KAIZEN – (kai- zmiana; zen  – dobry, czyli dobra zmiana). Jest to filozofia zapoczątkowana bardzo dawno temu w Japonii, ale jej skuteczność tak bardzo ją rozpowszechniła, że dziś funkcjonuje w wielu firmach nie tylko w Japonii, ale można ze spokojem powiedzieć, że dotyczy już ona bardzo wielu osób i wielu firm.  CO TO JEST? Jest to ciągłe doskonalenie siebie poprzez wprowadzanie małych zmian. Nieco filozoficzne podejście, które eliminuje lęk przed dużymi zadaniami, przed którymi stajemy. Metoda da – bo tak ją możemy również potraktować, zapewnia ciągły rozwój i dążenie do osiągnięcia celów. Metoda raz wprowadzona i dotycząca jednej kwestii, bardzo szybko przenika inne, stając się niekończącym się drobnym ulepszaniem. Plusy są takie, że oprócz... czytaj dalej

jak usprawnić sobie życie

Niekiedy siedząc w towarzystwie, widzę osoby, które często wyjmują telefon komórkowy i przez jakiś czas coś na nim robią. Pomyślałem sobie i zadałem pytanie: „ile czasu, codziennie spędzamy robiąc coś w telefonie?” Jesteś wstanie ocenić? Nie myśl sobie, że teraz cię zopiniuję i napiszę coś negatywnego. Nie ważne w sumie ile czasu spędzam trzymając w ręku telefon, ale ważne jest to do czego on ci służy. W sumie takim szczególnym momentem, uświadomienia sobie, czym dla mnie jest telefon, było kiedyś spotkanie z pewnym księdzem, który też chciał sobie sprawić taki telefon jak ja i wypytywał mnie o to, jakie aplikacje mam, jak on funkcjonuje i sprawdza się w różnych opcjach itd. Wówczas opowiadając o zaletach i ewentualnych wadach, uświadomiłem sobie, że te kilka stron z aplikacjami w moim telefonie, to w zasadzie kontynuacja mojego życia. Telefon, jako przedłużenie ręki… Cała organizacja zawarta jest właśnie w nim i trudno by mi było funkcjonować bez tego urządzenia. Ktoś powie – uzależniony… Hmmm – a można być uzależnionym od życia? W końcu telefon ma mi służyć, a nie na odwrót. Kontroluje i organizuje swoje życie, w różnych aspektach właśnie za pomocą tego przedmiotu. Dla wielu osób, smartphone wciąż pozostaje zabawką, dzięki której można wejść na FB, albo pograć sobie, w chwili nudy i wolnego. Jednak wiele osób to urządzenie traktuje jako przyrząd pracy i nie jest wówczas dla nich zabawką, gadżetem, ale „techniczną częścią życia”. Mądre korzystanie z tego typu przedmiotów, może znacznie ułatwić nam funkcjonowanie w naszej codzienności. To nie tylko kwestia terminarza, poczty, kontaktów, ale może dotyczyć również wielu innych, ważnych sfer naszego życia. Do czego zatem wykorzystuję telefon? jest... czytaj dalej

na granicy ciemności…

wyjść ze swojej ciemnej krainy… Od kilku dni, za oknem wciąż szaro, a deszczowe chmury krążące nad miastem, wciąż rozdrapują dzień, łudząc, że nadejdzie lepsza chwila. Ta zewnętrzna ciemność, stała się po części motorem do napisania krótkiej refleksji w kontekście innej ciemności, duchowej, w której może właśnie nie jeden, albo nie jedna z was się znajduje, nie wiedząc w którą stronę odwrócić swój wzrok, w poszukiwaniu światła nadziei. Wiele fragmentów biblijnych mówi o ciemności, o nocy, w której dokonują się liczne walki duchowe człowieka ze złem. Pojawia się też fragment mówiący o pograniczu dwóch światów: Izraela i świata pogan. Linia oddzielająca te światy, została chwilowo wyłączona, jakby ktoś chciał pokazać, że jej w ogóle nie ma. Jezus staje po jednej stronie, a po drugiej, w innym świecie, pojawia się kobieta kananejska.  Mt 15, 21-28 Wiara niewiasty kananejskiej A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!  Od czego zacząć… Oprócz tych ciemności snujących się ponad naszymi głowami, wywołanymi deszczowymi chmurami, pojawia się również noc. Jest też inny rodzaj ciemności, która dotyka ludzkich myśli, pragnień, uczuć… Tak jak na te pierwsze nie mamy wpływu, tak już w przypadku duchowych nocy, ciemności, sytuacja ma się trochę inaczej.  Trudności, które nas spotykają, a które często związane są z naszą codziennością, wprowadzają nas w stan niemocy. Nie potrafimy odnaleźć kierunku działania, sensu, pozytywnej myśli. Wydaje nam się, że ogarniająca nas ciemność nigdy się nie skończy, że będziemy w niej trwali, nigdy nie odczuwając już niczego pozytywnego. Stan beznadziei, bezsensu, niemocy… W jakiej nocy jesteś? Co otacza cię, zasłaniając widok horyzontu, który kiedyś był przed tobą?  Choć... czytaj dalej

narzekanie

 z serii… – budować życie, codzienność. Narzekanie Niektórych rzeczy nie zrozumiemy, albo się do nich nie przekonamy dopóki, nie przeżyjemy na własnej skórze pewnych doświadczeń. Niekiedy zdarza mi się marudzić i narzekać, ale jakoś nie przywiązywałem nigdy do tego wagi, a tym bardziej kiedy ktoś mi mówił, że marudzę, traktowałem to jako mało znaczącą wiadomość. Nie przejmowałem się tym, bo nie czułem tego. Okazuje się, że wystarczy wyjść poza siebie, spojrzeć obiektywnie na inne sytuacje, nawet podobne, a w przypadku drugiej osoby, jakieś zachowanie stanie się bardziej rażące, niż wtedy, gdy dotyczy ono bezpośrednio mnie. Tak też miało miejsce, w kwestii narzekania. Podczas wakacji, miałem okazję do spotkań z wieloma osobami. Kilka razy natrafiłem na sytuację, w której wysłuchiwałem wyżaleń innej osoby, narzekającej na swoją sytuację, na zajęcia, na osoby ją otaczające. Za pierwszy razem, jakoś bardziej nie przykułem do tego uwagi, ale gdy sytuacja miała miejsce już drugi i trzeci raz, zacząłem ją już inaczej traktować. Pojawiło się szybko kilka wniosków, które podobnie jak w przypadku tej osoby, jak i również w odniesieniu do mnie, miały swoje konkretne przełożenie. 1. WNIOSEK – monotoniczność Zaobserwowałem, że narzekanie jest niestety ciągłym powracaniem do prawie tego samego. Wysłuchiwanie któryś raz z kolei tej samej historii, z tymi samymi sytuacjami, osobami, ukazało mi, że często krążymy niestety, kiedy narzekamy, wciąż wokół tego samego tematu. Mimo zmieniającej się wokół nas sytuacji, my wciąż trwamy przy czymś, co miało może już miejsce dawno temu, wciąż nastawiając się negatywnie wobec sytuacji lub osób. Skoro wpadamy w taką monotoniczność, albo nawet monotematyczność, to czy nie czujemy zmęczenia w związku z tym tematem. Czy nie powinniśmy zauważyć,... czytaj dalej

piękny,czy więdnący… bukiet.

Miesiąc sierpień, jak i też Wniebowzięcie, kojarzy nam się z kwiatami, ziołami i inną zielenią. Patrząc na ludzi przychodzących do kościoła, z bukietami, pomyślałem, że każdy z nas jest w jakiejś mierze w swoim życiu taką rośliną, która wzrasta, dojrzewa, aż w jakimś momencie następują żniwa. Co z nas wyrasta, jakie owoce rodzimy? Tutaj można by długo pisać i polemizować. Jednak nasze chęci, pragnienia są bardzo ambitne, choć niekiedy spotykamy opór w postaci pytania: „jak mam coś zrobić, jak to osiągnąć”. Rozważając modlitwę, którą posługujemy się w Uroczystość Wzniebowzięcia, by pobłogosławić i poświęcić bukiety, natrafić możemy na takie słowa: „Zachowaj je od zniszczenia, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia”. Fragment ten, brzmi jak piękne, dobre życzenie… Oby się ono spełniło w przypadku każdego z nas. Być rozkwitającą rośliną – wolną od zniszczenia, wzrastającą, radującą oczy, przynoszącą najobfitszy plon, służącą zdrowi… Cóż piękniejszego mogłoby stać się z naszym życiem, jak nie właśnie spełnienie się tych słów. Czy stać nas na to, czy realnie możemy być tacy? Dojrzewanie to proces, wymagający wysiłku, poświęcenia, ale i cierpliwości i pokory. Roślina, sama z siebie może wiele, ale nie wszystko. Podobnie człowiek, jego ambitne plany, aspiracje i cele, bywają bardzo często piękne i właściwe. Jak dobrze wykorzystać życie, nadarzające się różnego rodzaju okazje, do tego, aby być DOJRZAŁĄ ROŚLINĄ. Postawmy sobie zadanie/zadania. Spróbujmy zrobić coś konkretniejszego niż tylko marzyć. Stać nas na to, by zrobić coś... czytaj dalej

Opinie i obojętność

 z serii… – budować życie, codzienność. Co się w nas dzieje, kiedy widzimy jakąś inną osobę? Jeśli się niczym nie wyróżnia, najczęściej nie zwracamy do końca uwagi na istnienie innych wokół nas. Niestety żyjemy w rzeczywistości, w której albo nas przesadnie dotyka obojętność, albo skrajności. Czy tylko te opcje nas dotyczą? Myślę, że jest ich znacznie wiecej, te są jednak najbardziej rażące, dlatego na nie, zwracam uwagę. Sytuacje, z którymi stykamy się najczęściej, a które bywają dla nas bardzo trudne, a wręcz niekiedy raniące, dotyczą różnych opinii, które my wypowiadamy na temat innych osób, albo inne osoby, wypowiadają je na nasz temat. OPINIE. Opinie – etykietki, które w sposób abstrakcyjny przypisane są prawie do każdej osoby, stanowią niekiedy bardzo surowe i negatywne podsumowanie jakiejś konkretnej osoby. Świat, który nas otacza, z jednej strony nas dopinguje niestety do tego, a niekiedy wręcz nawet skazuje na kwestię opinii. Każdy z nas musi spełniać jakieś kryteria, aby dostać się do szkoły, na studia, do pracy, aby wejść do jakiejś grupy, aby się do czegoś nadać – przydać itd. Opiniujemy samych siebie i innych – bo taka jest normalność – rzeczywistość. Ale, czy rzeczywiście tak jest, czy to kwestia pułapki, w którą wpadliśmy i z której trudno nam już jest wyjść i zmienić ten sposób postępowania. Dlaczego opiniujemy? Jeśli na horyzoncie naszej rzeczywistości, pojawi coś „innego” – w negatywnym, albo pozytywnym znaczeniu, dostrzeżemy to, ponieważ wyróżnia się to na tle szarości innych rzeczy, które są bez charakteru, bez jakiegoś konkretnego kształtu. Razi nas, albo ujmuje to, co inne. Na tle powszedniości pojawia się coś pozytywnego i od razu wpada nam to w oczy... czytaj dalej

pielgrzymka do kościoła

Przeżywamy codziennie wiele spraw i nie wszystkim jesteśmy wstanie podołać. To wywołuje w nas różne reakcje. Niekiedy desperacko chwytamy się byle jakiego rozwiązania… Innym razem szukamy pokoju w sercu i cierpliwie czekamy właściwego rozwiązania… Niekiedy nie pozostaje nam nic innego, jak pójść dalej. Tak wiele razy jednak, wielu z nas odnajduje szczególną, inną jeszcze drogę. By odnaleźć chwilę wytchnienia, spokój, by rozważyć to, co przeżyliśmy, udajemy się do kościoła, by tam w szczególnej atmosferze, powierzyć Bogu wszystkie obecne przeżywane przez nas sprawy i szukać tam światła – rozwiązania. Pięknym jest zwyczajem, nasze „pielgrzymowanie do kościoła”, które staje się normalnym zwyczajem. Nie tylko w sytuacjach patowych – kryzysowych, ale jako normalność, szukamy w kościele, przed Chrystusem, jakiegoś rozwiązania. Uczymy się wrażliwości, gdyż tego wymaga i miejsce i Osoba. Trudno usłyszeć głos Boga, Jego wskazówkę, kiedy nie będzie w nas tej właściwej na wolę Bożą wrażliwości. Przekraczając próg kościoła, odkrywamy jak adekwatne stają się słowa: 1. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” Możliwość przychodzenia do kościoła i adorowania Chrystusa, powinna stać się naszym zwyczajem i normalnym punktem dnia, tygodnia… (w zależności, jakie mamy faktycznie możliwości) Musimy jednak wewnętrznie dojrzeć do takiego pragnienia. To nie może być tylko odpowiedź na jakieś chwilowe pragnienie, czy potrzebę. Spotkanie z Chrystusem w modlitwie adoracji, jest szansą na odkrywanie naszego życia w perspektywie tego, co możemy i powinniśmy zrobić. Przyjście do Jezusa, wymaga naszej pokory. A tylko, gdy człowiek uzna pokornie wielkość Boga, jest On wstanie w pełni zrealizować wobec nas, swój plan Miłości. Każdy z nas poszukuje siły wobec zadań, które realizuje w swojej codzienności. Poszukujemy nie tylko... czytaj dalej

lista zaległych zajęć

LISTA ZALEGŁYCH ZAJĘĆ Już niebawem wakacje. Pewnie wielu z was, już ma jakieś plany na swoje urlopy, chwile wypoczynku. Pewnie inni jeszcze się zastanawiają nad tym, jak dobrze przeżyć ten czas, aby na jego końcu, nie być rozczarowanym, że się coś zrobiło źle, lub czegoś się nie wykorzystało. Czy jest jakiś sposób, aby dobrze zorganizować sobie czas wolny i być rzeczywiście z tego zadowolonym? Kolejny schemat, który jak matrycę, mogłoby się przyłożyć do życia? Obawiam się, że cokolwiek byśmy znaleźli, czy wymyślili, to i tak nie ma to ogólnego zastosowania. Każdy z nas, musi indywidualnie stanąć przed kwestią zroganizowania sobie czasu wolnego. Widziałem już wielokrotnie, jak wiele osób, z utęsknieniem czekało na weekend, na przerwę świąteczną, na urlop lub wakacje, a gdy już ten czas następował, rozpoczynało się w ich przypadku łamanie głowy: jak ten czas zagospodarować. Zmęczeni wszystkimi zajęciami, pracą, obowiązkami, chcemy najpierw wypocząć i zająć się tymi sprawami, na które dotąd nie mieliśmy, z różnych powodów, czasu. Ale zastanawiam się, czy warto swój jedyny wolny czas, poświęcić na zrobienie np. porządków w szafie, wyrzucenie starych i już nie używanych rzeczy, bo nie mieliśmy na to dotąd czasu? Czy mój cenny, wolny czas, wart jest tego, by zająć się akurat taką rzeczą? Oczywiście to przykład, pod który, każdy z nas może wstawić dowolne zajęcie, na które gdzieś w głowie wpadnie. Dla mnie to ważna myśl – pytanie. Wypełniony rok różnymi zajęciami, obowiązkami, pracą, rodzi we mnie ogromne pragnienie za czasem wypoczynku. Kiedy jednak zastanawiam się, co mam w tym czasie robić, odrzucam na pierwszym miejscu prawie wszystko to, co robię w ciągu roku. Jeśli czytam książki i w... czytaj dalej

znajdź czas dla siebie.

znajdź czas dla siebie. Ja już czuję wakacje… Choć w minionym tygodniu, jak ktoś by mi powiedział, że to jeszcze tydzień, póki bym nie spojrzał do kalendarza to bym nie uwierzył. Jakoś wyjątkowo w tym roku, późno poczułem, że już ten szczególny czas się zbliża. Skoro jednak już jestem świadom i pewnie wielu z was już się szykuje na wakacje, bądź też jakiś urlop, to może warto pomyśleć, jak ten czas wykorzystać dla siebie. Wakacje, to wakacje… nie pracuję! Towarzysząca nam wciągu roku praca, wielokrotnie nie pozwala nam na zajęcie się tymi sprawami, które leżą w naszej osobistej kwestii. Dla mnie osobiście np. trudno jest się spotkać ze znajomymi, pobyć z nimi, z racji ich i mojego systemu pracy. Stąd wakacje, są dla mnie okazją poodwiedzania znajomych, okazją do posiedzeń i miłych rozmów. Oczywiście to nie jedyne sprawy, które będą mi podczas mojego urlopu towarzyszyć i którymi się zajmę. Wiele pomysłów, które śmigają nam w głowie, mogą jednak się rozbić o rzeczywistość. Dlatego, by nie utracić tego, co ważne, ja planuje różne zadania, które chciałbym zrealizować podczas mojego urlopu. Podzieliłem moje plany na cztery kategorie: – realizacja tego, co mnie interesuje – popracowanie w tych obszarach, w których normalnie nie mam czasu pracować – aktywny wypoczynek – zregenerowanie sił, odświeżenie inspiracji, sposobu myślenia, odczuwania… Każda z tych kategorii, zawiera w sobie przeróżne sprawy, które trudno opisać, gdyż z jednej strony są bardzo indywidualne, z drugiej, istotą jest to, aby wiedzieć co się chce zrobić w czasie wypoczynku. Ogólne założenie ma nas wesprzeć w realizacji naszych postanowień. Cele, które sobie założymy, muszą być podparte jakimiś konkretnymi planami, wówczas możemy się... czytaj dalej

mój styl…

mój STYL… styl – charakterystyczny sposób życia (organizowania go); indywidualny, swoisty dla danej osoby sposób bycia (motywy, cechy, zainteresowania, wartości, sposób postrzegania, zachowania i reakcji) styl życia – zakres i forma codziennych zachowań człowieka specyficzne dla usytuowania społecznego. Pojęcie to obejmuje nie tylko zachowania ludzkie, ale też motywacje, potrzeby, akceptowane wartości. Każdy z nas go ma. Niezależnie od tego, czy mamy świadomość, czy też nie, każdy z nas ma swoje specyficzne zachowania, metody organizowania pracy, sposób myślenia, ubierania się itd. Nasza codzienność oceniona z zewnątrz, uwypukla te punkty, które moglibyśmy określić jako „osobisty styl”. 1. Czy warto nad tą kwestią się zastanowić? Styl życia, jest rzeczywistością określoną. Każdy z nas jeśli potrafi się określić, potrafi również w ten sposób, ocenić swoje możliwości i granice. Charakteryzując swój styl życia, możemy odkryć swój osobisty kierunek rozwoju. Styl życia, przynosi nam charakterystyczne dla nas sposobu działania, które w jednych sprawach, mogą pomóc nam lepiej kształtować przeżywanie własnej codzienności, a innym razem, pomóc nam, zauważyć miejsca, w których poepłniamy być może notorycznie, jakiś błąd. Zastanawiając się nad swoim stylem życia, próbując go bardziej świadomie określić, możemy nauczyć się charakteryzować konkretne podejście do różnych spraw, a więc zauważyć ich wartość, oraz nasze zaangażowanie. Określając swój styl życia, możemy bardziej świadomie wpływać na to, co w naszym życiu ma miejsce, w jakich sprawach uczestniczymy, w jakim kierunku rzeczywiście się rozwijamy. 2. Co charakteryzuje „mój styl”? Spoglądając na mój styl, rozwijam tę kwestię w dwóch aspektach – świat duchowy i świat materialny. Mój styl nie jakoś bardzo interesujący, dlatego właśnie ze szczególnym podejściem, zacząłem się mu przyglądać i zajmować. Wszystko, co stanowi o mojej organizacji czasu,... czytaj dalej

symfonia Boskiej obecności

„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20b) Mała miejscowość, niczym nie wyróżniająca się od innych. Przy rynku, gdzie prawie codziennie jest targ, znajduje się kościół. Wielu ludzi zanim dokona rozlicznych zakupów, udaje się do kościoła na chwilę adoracji, modlitwy. Widać jak wielu ludzi, przechodząc koło kościoła zatrzymuje się, w chwili zadumy. Starsi panowie, zatrzymują swój rower, ściągają czapkę w geście, jakby kogoś w oddali pozdrawiali. Małe, rozbawione dzieci, przechodząc koło kościoła czynią pośpiesznie znak krzyża i umykają w cichych uliczkach miasteczka. Niby zwykły, codzienny obrazek. Mam ten obraz, bardzo żywy zresztą, w swoim sercu i pamiętam go z dzieciństwa, gdy wiele razy sam udawałem się z którymś z rodziców na targ. A w twoim mieście, wiosce – masz jeszcze dziś takie obrazy?  Jak przeżywam tą szczególną prawdę – o żywej obecności Chrystusa w Eucharystii? Dziś coraz mniej widzi się tego typu obrazków, które opisałem wyżej. Dziś ludzie pędzą koło kościoła, nie zwracając uwagi na cokolwiek, co ich otacza. Czy ludzie się zmienili, czy ich wiara? A może to Chrystus w kościele się zmienił? Boże Ciało, uroczystość, która przypomina nam o tej wielkiej i pięknej tajemnicy zamkniętej w chlebie i winie, o Chrystusie, który pragnie być blisko człowieka. W kościele, podczas Eucharystii mamy przeświadczenie, że jest On blisko nas, że mamy Go na wyciągnięcie ręki. WYczuwamy jednak, że to nie wszystko. Odnosimy szczególne wewnętrzne poruszenie, aby udzielić Mu konkretnej odpowiedzi. I o tym również przypomina Boże Ciało – o tym, że każdy z nas musi dokonać pewnej fizycznej i duchowej reakcji. Reakcja. To, że jestem tak blisko Niego, że mogę Go przyjąć,... czytaj dalej

BEZDROŻA

Często odzywają się do mnie różne osoby, z przeróżnymi sprawami, dylematami, pytaniami. Widzę, również po sobie, jak i moje drogi wyborów, decyzji, są często zawiłe i sam nie wiem dokąd zmierzam w tym wszystkim. Trudno o dobrą, prostą radę… Kilka słów nie rozwiąże natychmiast trudności. Jednak staram się za każdym razem, rozmawiając z kimkolwiek, pochylić się nad jakąś częścią życia tej osoby, z której się zwierzy, w której szuka jakiegoś światła rozwiązania. Niekiedy po takiej rozmowie, odkrywamy wspólnie jakieś światło, którym można się kierować. Bywa niestety i tak, że po rozmowie, powstaje jeszcze większe zaciemnienie i sprawa, staje się znacznie trudniejsza. Czego tak naprawdę oczekujemy, pragniemy od drugiej osoby? Słów, które będą nas w jakimś kierunku prowadziły, czy raczej konkretnych doświadczeń – przykładów z życia, które obudzą we mnie jakieś własne pomysły wobec spraw, które przeżywam. Kiedy słucham różnych historii – sytuacji, albo oceniam swoje przeżycia, widzę, jak często nasze życie przypomina kluczenie po labiryncie. Wiemy, że gdzieś jest cel do osiągnięcia, ale poszukiwanie tej jedynej, odpowiedniej drogi prowadzącej do tego celu, nie jest zadaniem łatwym. Co mogłoby nam pomóc w realizacji naszego życia, codzienności? Dylematy i świadectwa. Dylematy, z którymi mamy do czynienia spowodowane są często naszymi wyborami, które nie są początkowo złe, ale nie mając wzorców, postępujemy trochę po omacku. Szukamy, wśród możliwości które znamy, rozumiemy, posiadamy, jakiegoś sposobu na to, co w jakiejś chwili przeżywamy. Ostatnio np., siedziałem z uczniami, na ławce. Jeden z chłopaków nagle zadał mi dość nietypowe pytanie: „wie ksiądz kiedy ostatnio byłem w kościele? Na bierzmowaniu (4 lata temu). Bo ja w to nie wierzę, nie wierzę w jakieś tam… Boga itd.”... czytaj dalej

Duch Święty… – BXVI

Iść za inspiracjami… Tuż przed Zesłaniem Ducha Świętego, pojawił się we mnie pomysł, aby sięgnąć do różnych kazań, które Papież Benedykt XVI wygłosił w związku właśnie z tym dniem. Okazało się, że takich okazji – kazań jest siedem. Tym mocniej, przekonałem się, że jest to znak, by przeczytać, chwilę rozważyć i podzielić się z wami, różnymi wybranymi myślami, zawartymi w kolejnych kazaniach Papieża, oraz moim krótkim podsumowaniem. Może warto w kolejnych dniach, podjąć się osobistego rozważenia tych tak ważnych treści. Polecam bardziej rozważeniu, niż lekturze. I 15 V 2005 – Darem Ducha Świętego jest zrozumienie. Duch przezwycięża podział zapoczątkowany pod wieżą Babel — zamęt w sercach, który rodzi wrogość między nami — i otwiera granice.  – Kościół musi zawsze na nowo stawać się tym, czym już jest — musi otwierać granice między narodami i znosić bariery pomiędzy klasami i rasami. Nikt nie może być w nim zapomniany ani wzgardzony. W Kościele są tylko wolni bracia i siostry w Jezusie Chrystusie. – Wicher i ogień Ducha Świętego muszą nieustannie otwierać granice, które my, ludzie, stale tworzymy między sobą. Musimy zawsze na nowo od doświadczenia wieży Babel, od zamknięcia się w samych sobie, przechodzić do Pięćdziesiątnicy. Dlatego musimy stale się modlić, aby Duch Święty nas otworzył, obdarzył nas łaską zrozumienia, byśmy stali się Ludem Bożym – «Pokój wam!» — to pozdrowienie Pana jest mostem, który On przerzuca między niebem i ziemią. On schodzi po tym moście do nas, a my możemy wejść po tym moście pokoju aż do Niego. Po tym moście — zawsze z Nim — możemy dotrzeć do bliźniego, do tego, który nas potrzebuje. MOJA MYŚL: Ma się wrażenie,... czytaj dalej

slow life

    z serii… – budować życie, codzienność. SLOW LIFE Szukamy przeróżnych sposobów na życie. Metod, dzięki którym będziemy mogli więcej zyskiwać z życia, które codziennie realizujemy. Motywacje mam różne: wyznaczanie sobie celów, zdobywanie ich, radość z osiągnięć i nowe wyzwania… Jedną z metod, którą możemy się posłużyć jest slow life – „wolne życie”. Jest to metoda, przy pomocy której, zwalniamy tempo swojego życia i odkrywamy to, co w nim rzeczywiście się dokonuje. Możemy przez tą metodę dążyć do życia bez pośpiechu. Przykład myślę, że dla większości prosty do wyobrażenia. Kiedy jedziesz samochodem i chcesz podziwiać to, co cię otacza, zwalniasz i masz możliwość wówczas rozejrzeć się dookoła, nie bojąc się o jakąś kolizję. Jednak, gdy pokonujesz jakiś odcinek bardzo szybko, twoja koncentracja na podróży sprawia, że tylko ci, którzy siedzą obok ciebie, są wstanie zauważyć różne detale panoramy, ale i tak nie wszystkie, ponieważ prędkość to uniemożliwia. Dla samego kierowcy, horyzont nagle się zwęża i ogranicza tylko do tego, co dzieje się na drodze, ewentualnie tuż koło niej. Inne detale, jakby dla kierowcy nie istniały. Podróż przez życie może również podobnie jak jazda samochodem odbywać się na różne sposoby. Niestety, coraz częściej zdarza się, że człowiek pędzi, by jak najszybciej osiągnąć jakiś zamierzony cel. Ograniczamy rzeczywistość, która nas otacza. Ulegając „normalnemu stylowi życia” – pośpiechowi, wydaje nam się, że zyskujemy znacznie więcej. Jest to bardzo pozorne, gdyż być może cel zdobywamy w znacznie szybszym czasie, ale jednocześnie pozbawiamy się tego wszystkiego, co mogłoby nam towarzyszyć podczas zdobywania tego celu. W pośpiechu często tylko dotykamy różnych spraw, ale ich nie przeżywamy. Wydaje nam się, że coś jest nasze, ale... czytaj dalej

aggiornamento życia fizycznego/duchowego

Aggiornamento mojego życia fizycznego/duchowego. Chyba nieświadomie, ale pewnie taki był plan Pana Boga względem mnie, że ten rok jest takim rokiem ukonkretnienia pewnych spraw w moim życiu, wyselekcjonowania, odcięcia tego co zbyteczne, położenie akcentów na te sprawy, które odkrywam jako obecnie dla mnie najważniejsze itd. Rok zmian – rok aggiornamento, stąd pomysł, aby podzielić się z wami, ogólnie tym tematem i pewnymi przemyśleniami. Byłem ostatnio z wizytą z sakramentami, u pewnego starszego pana. Wchodząc do jego mieszkania zauważyłem bardzo wiele książek. Były dosłownie wszędzie… na stole, podłodze, poskładane ogromnymi stosami. Dwupokojowe mieszkanie przypominało raczej mało zorganizowaną bibliotekę, albo księgarynkę, w której przed chwilą była świeża dostawa książek. Rozejrzałem się po pokoju, spoglądając na tytuły książek, by zorientować się jakie dziedziny przede wszystkim dominują. Ale ku mojemu zaskoczeniu, książki tego pana, były w zasadzie z każdej dziedziny. Niezwykły przekrój. Dla kogoś, kto nie ma zbyt wiele książek, czy może mało się tym interesuje, zarówno widok tylu książek, jak i zainteresowań, w sensie dziedzin, mógłby wywować niezwykłe wrażenie. Już po modlitwie, rozpoczęła się rozmowa. Pan, najpierw, próbował chyba sprawdzić trochę, czym ja się interesuje i podprowadzając mnie do stołu – niejako wystawki, prezentował różne książki, chyba, tak mniemam, proponując mi ich wypożyczenie. Jednak pan się zdziwił, bo aukurat z tych, które mi proponował, wszystkie tytuły, leżą na mojej półce. Wyjaśnił mi swoje zainteresowania i ich wszechstronność. Ja, zastnawiałem się się na ile ten pan rzeczywiście studiował te książki, na ile tak ogólne zainteresowania – może bardziej wszechstronne, są nam rzeczywiście potrzebne i dla nas ważne. Jesteśmy często zbyt ogólni (wiemy wszystko ogólnie), ale zbyt mało jesteśmy szczegółowi. Czy lepiej być prawie... czytaj dalej

zakaz… narzekania, oceniania, krytyki

aggiornamento Zakaz… narzekania, oceniania, krytyki. Każdy z nas pewnie to zauważa, częściej lub nie, że kiedy doświadczymy ze strony jakiejś osoby przykrości, pojawia się w nas chęć oddania. Przejawia się to niekiedy narzekaniem na daną sytuację, czy osobę, lub ocenianiem takiego sposobu postępowania, albo krytyką, która uwolnić nas od gniewu na jakąś sprawę, lub osobę. Jakiś czas temu, szczególnie to u siebie zaobserwowałem w odniesieniu do jednej osoby. Zauważyłem jak łatwo mi poddać się krytyce, ocenianiu, gdy doświadczyłem od kogoś nieprzyjemności. Niestety jakiś czas się temu poddawałem i wydawało mi się, że jest mi wtedy łatwiej, że jestem spokojniejszy. Jednak nic to nie zmieniło. Ani postępowanie tej drugiej osoby względem mnie nie uległo zmianie, ani ja sam nie czułem się jakoś bardziej spokojny z tego względu, że miałem uzasadnione argumenty, aby coś lub kogoś ocenić. Wówczas pojawiło się w mojej głowie: „nie jesteś zmęczony takim postępowaniem ze swojej strony?” Była to chwila uświadomienia sobie, że mogę jeszcze bardziej wpaść w wir ocen, krytyki. Wówczas powiedziałem sobie: „dość takiego postępowania”. Zrozumiałem, że wobec niektórych sytuacji, trzeba postawić sobie warunki – ultimatum i na zasadzie małych kroków, codziennie starać się osiągnąć jakieś, chociażby najmniejsze, zwycięstwo. By nie kontynuować złej postawy, trzeba się od niej odciąć. Nie wystarczy to, że będziemy coś zmieniać, czy udawać, że „od jutra będzie inaczej”. Wybrać punkt , który stanie się rzeczywistym momentem, wprowadzenia jakiś, jakichkolwiek zmian. Metoda „małych kroków” (piccoli passi; small steps) wydaje mi się, w tym właśnie sytuacjach, najbardziej skuteczną. Można postawić sobie, jako zadanie do realizacji, całkowite odmianę swojego charakteru, sposobu postępowania i w rzeczywistości przegrać już w pierwszej minucie realizacji tego założenia.... czytaj dalej

nowe wyzwania na starych fundamentach

aggiornamento … nowe wyzwania na starych fundamentach Czy możliwe jest, aby wszystkie sprawy, które przeżyliśmy, a które dotyczą życia, można odnieść do współczesności i dostosować je do obecnej rzeczywistości? Wydaje się to być niepotrzebne. Jest wiele spraw „starych”, które sprawdzają się takimi jakimi są. Nie musimy wszystkiego odnawiać, przekształcać i czynić na modłę współczesności. Niekiedy stare, sprawdzone metody, bywają o wiele lepsze, niż nie jedno współczesne rozwiązanie. Stare, wcale nie musi oznaczać – złe, niemodne! Możemy przez tendencję uwspółcześniania wszystkiego wpaść w pułapkę tworzenia nieustannie „nowych celów”, a niczego nie zrealizować do końca. Musimy odnieść to, co było wielokrotnie naszym osobistym bogactwem, wobec tego, co obecnie się dzieje. Gdy spojrzę na kulturę – malarstwo, rzeźbę itp., uwspółcześnienie wiązałoby się ze zniszczeniem tego, co stanowi o naszym dziedzictwie – a więc i bogactwie. Wyobrażasz sobie np. obraz, który dziś, przez jakiegoś malarz, przerabiany jest po to, aby według współczesnych prądów, przekazać ludziom to, co ten obraz wyrażał kiedyś? Absurd, prawda? Sposób relaizacji pewnych założeń, nawet bardzo starych, może być zrealizowany w zupełnie inny sposób, ponieważ możemy wykorzystać dostępne, nowe środki. Jednak czy tak rzeczywiście jest? Pisanie np. listów. Kiedyś wymagało to czasu i jakiegoś poświęcenia. Napisanie własnoręcznej wiadomości, koperta, znaczek, pójście do skrzynki – wszystko to miało swój urok. Dziś, mogę, ale nie muszę sporzystać z innej poczty – wysłać maila. Ale czy również do tego typu listu przykładamy taką uwagę jak kiedyś? Odnowić, wcale nie musi oznaczać przyczynienia się do utracenia pewnych wartości. Pisząc maila, mogę również zatroszczyć się o pewną formę escetyzmu i podarować komuś, szczególną rzecz. Obawiam się, że współczesność przez odnowienia jakiś rzeczy, strasznie je spłyca... czytaj dalej

wdzięczność

z serii… – budować życie, codzienność. WDZIĘCZNOŚĆ Proste zdanie, stało się powodem dla rozważenia kwestii, która nie jest na pewno nowa na mojej stronie, ale już potrzebuje odświeżenia i nowego spojrzenia. „Życie mądre jest też dobre, zaś życie dobre niekoniecznie mądre być musi…” – zatem jak mam żyć, jak mam realizować swoją codzienność, by była dobra i mądra? Właśnie tym krótkim artykułem, chciałbym zainicjować serię (może niekończącą się) artykułów poświęconych życiu, budowaniu naszej codzienności, odkrywaniu różnych elementów itp. Czy wy też tak macie, że realizujecie swoją codzienność w sposób normalny i nagle, mimowolnie, pojawia się wam jakaś myśl, która zaczyna was pozytywnie prześladować i bardzo pozytywnie wpływać na kolejne wydarzenia, w których uczestniczycie? Ja mam tak często i ów myśl, staje się wówczas takim kompasem po różnych sytuacjach, myślą – światłem, które rozjaśnia inne zawiłości i to, co wydaje mi się niezrozumiałe i bezsensowne. Ostatnio, w wielu sytuacjach, pojawiało się jedno słowo, a jest nim „Wdzięczność” i na jej temat, w ujęciu budowania życia – codzienności, chciałbym z wami porozważać. Ktoś, patrząc na swoją codzienność, życie, może stwierdzić, że go to wcale nie interesuje i wcale nie sprawia mu, jego własne życie, radości. W czym tkwi szczegół takiego niekiedy myślenia? Otóż, brak wdzięczności, wywołany często, wydawałoby się uzasadnionym pośpiechem. Wciąż tłumaczymy swój pośpiech, wieloma zajęciami, które wypełniają naszą codzienność. Ale, gdy ktoś lub coś nas gwałtownie wyhamuje i zada nam pytanie, np. „z czego jesteś w swoim życiu zadowolony?”, wówczas pojawia się pesymizm, który tłumaczymy, naszym niezadowoleniem z życia, codzienności, którą musimy wypełniać. Oczywiście nie jest to głos wszystkich, ale niestety bardzo wielu osób. Trudno być zadowolonym ze swojego... czytaj dalej

Też idziesz do Emaus?

Jak sobie radzisz z sytuacjami trudnymi? Jak postępujesz wobec tego, czego się boisz? Jak reagujesz względem tego, co dla ciebie niezrozumiałe? Uciekasz??? Kiedy spoglądam na fragment, mówiący o uczniach w drodze do Emaus (Łk 24,13-35), zastanawiam się każdorazowo, dlaczego wyszli z Jerozolimy, gdzie przebywali wszyscy i poszli oni do Emaus? Czyżby to była ich reakcja na wydarzenia, które widzieli i o których słyszeli? Reakcje, które towrzyszą nam w różnych, niecodziennych sytuacjach, wydają się często niespotykane i niezrozumiałe. Nagle postępujemy zupełnie inaczej niż dotychczas. Uczniowie i Apostołowie wszędzie chodzili razem, wiele czasu spędzili z innymi, a moment śmierci Chrystusa, dosłownie przyczynił się do ich rozporszenia. Papież Franciszek, mówi, że ich droga do Emaus, jest drogą powrotu do domu, skąd pochodzili. Niektórzy komentatorzy tego fragmentu, mówią o powrocie do początku, do miejsca, gdzie spotkali pierwszy raz Jezusa, gdzie ich powołał. Ale to i tak rodzi kolejne pytania – dlaczego teraz? Im bardziej oddalają się od Jerozolimy, tym mocniejsza istnieje pomiędzy nimi przepaść. Rozmawiają ze sobą, rozprawiają o tym wszystkim, co się wydarzyło, ale i tak nie mogą dojść do porozumienia. Trwają we własnych myślach, pragnieniach, opiniach – „a myśmy się spodziewali…” Tak długo, jak długo każdy z nich obstaje przy swojej wersji i rozumieniu, tak długo nie może dojść pomiędzy nimi do porozumienia. Mam wrażenie, że ich dyskusja jest nieco bez sensu. Po co im ta rozmowa, skoro są zamknięci na siebie, a nawet rozdrażeni na tego, który do nich dołącza, a który „wydaje się jakoby nic nie wiedział…” Niewłaściwy kierunek… Kiedy chemy zrozumieć jakieś wydarzenie, staramy sie być jak najbliżej tego, co może nam o tym wydarzeniu cokolwiek powiedzieć. Uczniowie wychodzą... czytaj dalej

Maryja

J 19, 25-27 Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Każdy z nas, ma swoje historie, które łączą go z jakimiś wydarzeniami, bądź też osobami. Przeplatające się wydarzenia z udziałem naszej osoby, są często doświadczeniami, pewnego rodzaju początkami nowych historii. kiedy więc Jezus ujrzał… Spojrzenie Jezusa należy do tych szczególnych, z którego każdorazowo wypływa coś ważnego. Powołujące spojrzenie – tak bym to określił. W przypadku Maryi ma się podobnie. Najpierw spojrzenie, później szczególne zadanie. Myślę, że wielu z nas kojarzy moment, w któym coś ujrzał i z tego spojrzenia wyłoniło się jakieś szczególne zadanie, jakaś sytuacja. Spojrzenie Jezusa po męczarni biczowania, drogi, a teraz wiszenia na krzyżu, staje się bardziej wymowne niż kiedykolwiek. Jego spojrzenie wyraża nieograniczoną miłość do każdego z nas. Z tego spojrzenia Maryja zabiera Miłość, której nas uczy. Pamiętam, jak mając dziewię lat, pierwszy raz poszedłem pieszo do Częstochowy. Dziesięc dni trudu, to dla takiej jak wówczas ja, było jednak nie lada wyzwanie. Kolejne dni wędrówki, gdzieś głęboko w głowie zrodziło przeczucie, że na końcu tej drogi czeka mnie coś szczególnego. Gdy dotarliśmy do Częstochowy i stanęliśmy grupą w kaplicy Cudownego obrazu, pojawiło się najpierw takie przyziemne, ludzkie rozgoryczenie. Mało dostrzegalny punkt – obraz w oddali, wydawał mi się czymś innym, niż to sobie wyobrażałem i oczekiwałem. Jednak pozostał niedosyt… W ciągu dnia, udało mi się jeszcze zbliżyć do tego obrazu i... czytaj dalej

świadectwo wiary – ewangelizacja

(różaniec, który wręczano osobom, które zapragnęły rozmowy z ewangelizatorami) ewangelizacja   Kościół pełen inicjatyw, w taki sposób można ostatnimi czasy, szczególnie określi jego działanie. Wzmożona ilość różnych inicjatyw odbywa się często, gdy na horyzoncie istnieje jakiś szczególny moment, element. Ostatnie wydarzenia,kanonizacja JPII i JXXIII, stały się okazją do zorganizowania festynu, który miał miejsce również w Inowrocławiu, a przygotowany przez parafię Zwiastowania i tamtejszą młodzież. Nie było mi dane w tym uczestniczyć w kwestiach organizacyjnych, ale przyglądałem się efektom i sam byłem ciekaw podejścia różnych osób, szczególnie młodzieży, której zadaniem było ewangelizowanie różnych osób, które spotkały, gdy krążyły po terenie, gdzie odbywał się ów festyn.   Zbawną, aczkolwiek, dla mnie ciekawą sytuacją był moment, kiedy takie osoby podeszły do mnie, wiedząc oczywiście, że jestem księdzem, żartując trochę próbowały coś przekazać. Wiem, ewangelizowanie, czy reewangelizowanie księdza, może być trudnym zadaniem. I pewnie te osoby podeszły do mnie trochę na zasadzie żartu, nie sądząc, że mogę to traktować poważnie i również w formie żartów, zbijać ich pewne argumenty, które niekiedy już przestają przekonywać innych. Dyskusja pt. „no ksiądz wie, przecież ksiądz to rozumie… itp.” wskazuje, że często pojawiają się nieuzasadnione obawy porozmawiania z księdzem na temat wiary. Był to moment – szansa… Niekiedy księża przyzwyczajają się do tego, że to oni wciąż ewangelizują w różny sposób, ale nikt nie myśli o tym, aby z „młodzieńczym zapałem, entuzjazmem wiary” podejść do księdza i podzielić się tą radością wiary. Była to okazja… niestety przez młode osoby niewykorzystana. Nie poddaję się i liczę, że po przeczytaniu tej mojej krótkiej refleksji i ich świadectw, również oni zauważą, jak ważne jest to, aby dzielić się swoją wiarą,... czytaj dalej

lekcje Jana Pawła II w moim życiu

  Można powiedzieć, że na horyzoncie mojego życia, w dużej mierze przede wszystkim był Jan Paweł II. Urodziłem się w 1978, więc mój początek, był w zasadzie rocznikowo związany również z wyborem Karola Wojtyły na Papieża. Człowiek od najmłodszych lat był przywyczajony, że Papieżem jest Polak, a Jego słowa zawsze zapadały mocno w serce i stawały się w różnych momentach mojego życia, pewnego rodzaju drogowskazem.    20 czerwca 1983 Poznań. Przywołując tę datę, już się uśmiecham, bo zawsze powtarzam, że w tym dniu byłem bardzo zły na rodziców. Nie wiem jak to się stało, że tak bardzo pamiętam ten dzień, jako pięciolatek. Rodzice, wraz z moim starszym bratem wybrali się do Poznania, na spotkanie z Papieżem, podczas Mszy miała miejsce beatyfikacja Urszuli Ledóchowskiej, która założyła i większość swego życia, spędziła w mojej rodzinnej miejscowości, Pniewy. Moi rodzice, zostawili mnie u przyszywanych dziadków i tam spędzałem cały dzień, gdy moi rodzicie byli na spotkaniu z Papieżem. Nieustannie nie dawałem spokoju moim dziadkom, wciąż stawiając jedno i to samo pytanie: „Dlaczego rodzicie nie zabrali mnie na spotkanie z Papieżem?” Dziadkowie próbowali mi wyjaśnić, że jestem zbyt mały, że byłoby mi ciężko itd. Ale ja, nadal nie przekonany, wciąż powtarzałem swoje pytanie. Ciekawość… Sam w późniejszych latach miałem okazję być na spotkaniu z Papieżem w Poznaniu i na Światowych dniach młodzieży, które odbywały się w Częstochowie. Postać Jana Pawła II, zawsze widziana gdzieś z oddali, fascynowała, ale wciąż będąc młodym, raczej spotkania te traktowałem, jako okazję do bycia z innymi, a przy okazji spotkania z Papieżem, uchwycenie kilku Jego słów, jako ciekawostki. Z czasem jednak, będąc już starszym będąc również w seminarium... czytaj dalej

3dni – Wielka Noc

znaki – Triduum Paschalne   Wielka Sobota… Wielka Noc.   Najważniejszym momentem jest liturgia sprawowana po zachodzie słońca. Dziś szczególnie podkreśla się element czuwania, gdyż dla wierzących ta noc jawi się jako dzień. Jezus jest Światłem – a to jest już przedsmakiem Niebieskiego Jeruzalem. Czuwanie… Pierwsi chrześcijanie na pamiątkę Zmartwychwstania Pana czuwali w każdą noc z soboty na niedzielę. Ta noc pełna jest misterium – tajemnicy. Dziś szczególnie podkreśl się wymiar towarzyszących nam znaków, które musimy poznać i zrozumieć.   ciemność i światło…   wszystko rozpoczyna się w ciemności… Początek liturgii ma miejsce na zewnątrz kościoła, gdzie przy rozpalonym ognisku widać, jak wyraźny jest kontrast pomiędzy ciemnością, a światłem. Ciemność jest tłem dla liturgii, wówczas wyraźniej przemawia do nas Światło – Jezus. Kapłan z zapalonym paschałem, wchodzi do kościoła i śpiewa: „światło Chrystusa….” a przy kolejny stacjach (a jest ich 3) rozpala się cały kościół, począwszy od świec, z którymi przychodzimy na liturgię, poprzez światło aż po rozpalenie naszych serc i dusz. Chrześcijanin to człowiek oświecony – bo przyjął chrzest. W tę noc dzięki znakom ciemności i światła, odkrywamy tym mocniej, że jeśli nie idziemy za Jezusem, pozostajemy w ciemnościach.   — osobiście —  To rozplanie się Kościoła od jednej, szczególnej świecy. Jak fale na wodzie, rozchodzi się Światło i dociera do każdej osoby w kościele. Wszyscy złączeni w jednym Świetle, w Chrystusie, które jest naszym Zjednoczeniem. Ten moment rozjaśniania kościoła, symbolizuje również to, co zachodzi w naszym wnętrzu, gdy wprowadzamy tam Jezusa.   Słowo…   Bardzo rozbudowana jest liturgia Słowa. Przedstawiana historia, ma nam przypomnieć znaczenie tej szczególnej nocy. Czytania ukazują nam wymiar Boga, który wkracza w ciemność... czytaj dalej

3dni – Wielki Piątek

Znaki Triduum Paschalne. Wielki Piątek…    Dziś, liturgia zatrzymuje nas czterokrotnie, w punktach bardzo istotnych pomagających nam w przypomnieniu sobie cierpienia, ukrzyżowania i śmierci Zbawiciela. Przez okres wielkiego Postu wpatrywaliśmy się w Jego umęczone ciało, jak realizował się plan zbaawienia… Dziś naszą postawą dajemy znak, że „Wierzymy…”   męka Jezusa…   Liturgia Słowa odsłania przed nami zakryty krzyż. Ukazuje sens i znaczenie męki Chrystusa, który cierpi dla zbawienia wsystkich ludzi. W Wielki Piątek zawsze odczytuje się fragment Ewangelii Jana. On nie odtwarza tylko wydarzeń, lecz patrzy na mękę Chrystusa z perspektywy zwycięstwa.   — osobiste —Spoglądając na zasłonięty krzyż, każdy wie co się tam skrywa, ale tajemniczość tego znaku zachęca do wyrażenia żalu, bo każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jest winny Jego śmierci. Pragniem odkrywać mękę Jezusa, poprzez liturgię Słowa , jako zwycięstwo, a nie tylko męczeństwo. Rodzi się w nas pragnienie zwyciężania również w naszej codzienności, z każdym grzechem, każdą złą tendencją i nawykiem…   adoracja Krzyża…   Zasłanianie jest starochrześcijańską tradycją, albowiem krzyż w pierwszych wiekach, do średniowiecza był znakiem zwycięstwa, a nie śmierci i bólu. Chrystus na krzyży ubrany w szaty królewskie czy kapłańskie,  był żywy. W dniu przeżywania śmierci Jezusa, załaniano go. Odsłaniany był dopiero w momencie odniesienia zwycięstwa przez Chrystusa. Dziś postać Jezusa bywa raczej ukrzyżowana na krzyżu, dlatego zakrywanie krzyża z cierpiącym Jezusem ma ukazać cierpienie Chrystusa i Jego śmierć jako tajemnicę.   — osobiste —Kiedy spoglądałem za zasłonięty krzyż i gdy go powoli odsłaniałem śpiewając: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata…” rosłow w sercu pocieszenie, że znów będę mógł na niego spojrzeć i odkryć do czego mnie wzywa.... czytaj dalej

3dni – Wielki Czwartek

znaki – Triduum Paschalne.   Wielki Czwartek – początek świętowania, trwającego przez trzy bardzo ważne dni. Wielki Czwartek wprowadza nas przez perspektywę Eucharystii i kapłaństwa, w misterium (tajemnicę) Bożej Miłości, która ofiarowuje się człowiekowi bezinteresownie. Poprzez te dwa wielkie dary, można odkryć jak ważny jest człowiek w planie Boga.  Wszystko, co Bóg daje człowiekowi, służy temu, aby jeszcze mocniej zespolić siebie, swoje plany, codzienność, z Nim, który całym sobą pragnie dla nas, jedynie naszego dobra.   Eucharystia…   Sprawowana dziś Eucharystia jest modelem, wzorem dla wszystkich Eucharystii w ciągu roku.  Dziś szczególnie nie powinno sprawować się Mszy, bez udziału ludzi, by jeszcze mocniej podkreślić, że nie jest ona sprawą prywatną żadnego księdza, lecz sprawowana dla ludu, co pokazuje jej niezwykłą integralność kapłana z wiernymi, jak i wszystkich wiernych.    — osobiście —  Dzisiejszy dzień jest dla mnie szczególnym świętem – nie tylko ze względu na to, że jestem księdzem, ale ze względu na dar, w którym mogę uczestniczyć jako narzędzie w ręku Jezusa. Dzisiejsza Eucharystia, jak każdy dzień Triduum, jest przeze mnie zawsze bardzo poważnie przeżywany (zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie) Powaga sytuacja, skupia mnie na Jezusie, który ofiarowuje siebie w postaciach chleba i wina, który uczy mnie w tych znakach i słowach, nieustannego ofiarowywania siebie, jak On, wszystkim do których zostałem posłany.   obmycie nóg…   Niestety w wielu kościołach nie zachowuje się w ciągu liturgii tego znaku (nie wiem dlaczego), ale jest on w swej niezwykłej prostocie bardzo wymowny. Kapłan umywający nogi 12 osobom, ma odkrywać wzór postępowania – jest sługą i tak właśnie ma sprawować swoją posługę… Kapłan jest sługą dla wszystkich i jego zadaniem jesst... czytaj dalej

Przemienienie codzienności

„Przemienienie” – codzienności To, co dzieje się w liturgii motywuje nas po raz kolejny do zastanowienia się nad rzeczywistością życia, a przede wszystkim nad naszą codziennością. Często mamy nieodpartą ochotę coś uczynić z życiem, ale ogarnia nas niepokój, gdy zastanawiamy się, co mamy faktycznie uczynić z życiem. Codzienność jest wyzwaniem, z którym codziennie musimy się zmierzać, które codziennie musimy podejmować. Mk 9,5 – „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy…” – niech ten fragment stanie się myślą przewodnią naszych rozważań i myślą do poszukiwań odpowiedzi na pytanie, co mam czynić z codziennością. Scena Przemienienie Pańskiego (Mt 17,1-9; Mk 9,1-8; Łk 9,28-36) sugeruje nam opisem scenę, w której wszystko się to odbywało. Góra Tabor miejsce niecodziennego cudu, za sprawą którego człowiek powołany jest z jednej strony do odkrywania Boga takim jakim On jest faktycznie (to wyobrażenie sięga dalej niż tylko, to co my myślimy), a z drugiej strony odniesienie tej sceny do naszej codzienności proponuje nam wejście na górę i zejście z góry razem z Jezusem. Pierwsze co powinniśmy uczynić, to odnieść naszą codzienność do Boga, przez modlitwę, rozważane Słowo Boże i sakramenty. Życie odniesione w tych trzech kontekstach pozwoli nam zaobserwować, to często umyka nam, czego często nie możemy sobie wyobrazić, do czego nie sięga nasze serce. Modlitwa – stwarza okazję do przemilczenia… W ciszy człowiek wyostrza zmysły, przez co również życie staje się wyraźniejsze. Człowiek spogląda w nie i czyni ocenę, co jest nieużyteczne, a co wymaga podkreślenia. Słowo Boże – rozważanie słowa Bożego, pozwala człowiekowi dostrzec możliwości, które daje nasze życie, a które tak często gubimy właśnie z tego względu, że nim nie czynimy woli Bożej. Słowo Boże jest... czytaj dalej

środa popielcowa

„Wielki Post to czas ogołocenia: dobrze nami zrobi, jeśli się zastanowimy, czego możemy się pozbawić, aby pomóc innym i wzbogacić ich naszym ubóstwem. Nie zapominajmy, że prawdziwe ubóstwo boli: ogołocenie byłoby bezwartościowe, gdyby nie miało wymiaru pokutnego. Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli.” (Orędzie na Wielki Post, Papież Franciszek,... czytaj dalej

recepta

Wielu z nas poszukuje jakiś form rozwiązania pewnych spraw. Niekiedy źródłem naszych poszukiwań są zasłyszane rozwiązania od innych, niekiedy jakaś myśl uchwycona z książki, albo filmu. Są i takie osoby, które rozwiązań poszukują w Słowie... czytaj dalej

TALENT – a wiara?

      Tak bardzo przyzwyczajeni jesteśmy do różnych spraw, że musi się wydarzyć coś niezwykłego, aby wyrwać nas z tego letargu. Niekiedy wydajemy się być osobami, którzy działają na automacie. Niewzruszeni otaczającym nas światem, znudzeni i obciążeni obowiązkami przywiązujemy uwagę do spraw bieżących, które ważne są dla naszego egzystowania. Od czasu do czasu spotykamy, ludzi, którzy wyraźnie postępują inaczej niż my – albo pędzą, gdy my idziemy wolno; albo są powolni, gdy my się dokądś spieszymy. Już na pierwszy rzut oka, coś intrygującego jest w tych osobach, ale nie potrafimy dokładnie określić, co to takiego. Z jednego, bardzo prostego powodu, lubię oglądać niektóre urywki pewnego programu, który przedstawia przeróżnych ludzi, którzy pragną pokazać innym, swój niezwykły talent. Z ogromnym podziwem oglądam szczególnie te fragmenty, które ukazują osoby, na pozór bardzo skromne, wręcz tajemnicze, które już w pierwszych sekundach swojego występu potrafią pozytywnie tak zszokować, że wszystkim „opadają szczęki”. Dlaczego tak ekscytujące, a nawet wzruszające są te występy? Otóż zaskoczenie tkwi w tym, że na scenę wychodzi niepozorna osoba, po której można spodziewać się zupełnie czegoś innego. Na scenę wychodzi mała 9 letnia dziewczynka, po której w zasadzie można było by się spodziewać miłej pioseneczki, czystego wykonania jakiejś znanej piosenki, ale nagle okazuje się, że ta dziewczynka rozpoczyna śpiew przepięknego fragmentu opery i wszyscy wbijają się w fotele, zadziwieni zainteresowaniem i formą wykonania. Sami najpierw oceńcie.   [jwplayer player=”1″ mediaid=”1606″]   (9letnia Amira) Pewnie i wielu z was zadaje sobie pytanie: „gdzie skrywa się ta szczególna zdolność tej dziewczynki?” Każdy z nas, pod zewnętrzną powłoką, skrywa coś na tyle niezwykłego, że ukazanie tego na zewnątrz, sprawia, że jesteśmy niezmiernie... czytaj dalej

Relacje a potem działanie

Nasza codzienność wciąga nas w różne wiry zajęć, obowiązków. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest nasza codzienność, jak wiele dzięki niej możemy zdobyć, osiągnąć. Czujemy jednak, że wśród możliwości, drzemią również różne zagrożenia, które nie tyle tylko stanowią przeszkodę na naszej drodze, ale są pułapkami, poprzez które, możemy utracić nawet to, co dla nas tak cenne i niezastąpione.   Codzienność jest naszą przestrzenią, w której możemy się uświęcić, ale również, poprzez niewłaściwe jej wykorzystanie, możemy równie dobrze, w niej upaść. Codzienność to labolatorium, w którym możemy stworzyć rzeczy niebywałe, ale niekiedy, podejmując nawet nieskończoną ilość prób, coś możemy zepsuć i nieodwracalnie utracić.  Niekiedy irytuje nas monotoniczność naszej codzienności, w której nic nie możemy zmienić, a wykonywane czynności, doprowadzają nas do mechaniczności. Wydaje nam się, że nie uczestniczymy z częścią naszego życia w niczym wielkim, projekcie, który może zadziwić. Wydaje nam się, że nasza codzienność, ograniczona do jakiegoś miejsca i czasu, nikomu nie służy, nie daje zadowolenia, ani nie przynosi żadnych efektów. Wydaje nam się, że tylko w przypadku, gdy zmienimy naszą codzienność, wówczas będziemy mogli osiągnąć szczęście i zamierzone efekty. Taka ocena, wydaje się być mało obiektywna i nieprawdziwa. Każdy z nas otrzymał przestrzeń, w której może się spełniać, odkrywać własne powołanie, realizować umiejętności. Czy nasza codzienność nas uświęca, czy nas przybliża do innych osób? Wartość zdarzeń, które mają miejsce w naszej codzienności wypływa nie z samych zdarzeń, ale z naszych celów, pragnień, nastawienia, wartości którymi się kierujemy. Dlatego, gdy spojrzymy na nasze działanie, na nasze życie, to właśnie tych elementów powinniśmy najpierw poszukiwać. Ich obecność zależy od nas, zależy od „kontekstu sytuacji”, a nade wszystko zależy od... czytaj dalej

C+M+B 2014

Trzej królowie – inna logika życia… Kiedy spoglądamy na różnego rodzaju wydarzenia religijne, uzmysławiamy sobie, jakże często jesteśmy dalecy od zamysłu Bożego. Pewnego rodzaju propozycje nie mogą się zaadoptować w naszym życiu, z racji tylko naszej mentalności, a nie faktu, że coś może się rzeczywiście zrealizować, czy też nie. Obraz „Trzech króli” ukazuje nam dwie zasadnicze sprawy, na które ciężko jest człowiekowi się zgodzić. Pierwsza rzecz, Królowie pozostawiają swoją codzienność, królestwa i wyruszają za gwiazdą, by osiągnąć cel drogi – Betlejem, miejsce tajemniczego narodzenia, zapowiedzianego Mesjasza. Trudno jest nam pozostawić swoją dotychczasową codzienność, zajęcia, odpowiedzialność i pójść za Jezusem, choćby na chwilę – by pójść do kościoła na mszę, by chwilę poświęcić na modlitwę… Druga sprawa to gest, który towarzyszy królom, kiedy przybyli na miejsce – oddali hołd. W dzisiejszym świecie uległość, uniżenie, pokora, służba to są niemodne, wręcz niestosowne wobec tego, co wymaga świat – bycie twardym, zawsze najlepszym i najsilniejszym.  Niemożność realizacji tego gestu, wynika z nieświadomości, co on rzeczywiście ma oznaczać i wnosić ich życie. Człowiek wyobraża sobie, że gest ten bardziej oznacza zniesławienie, utratę wartości i godności, aniżeli zyskanie czegoś, stanięcie bardziej dobrym. Można powiedzieć, że poganie (których symbolizują królowie), jako pierwsi odpowiadają na wielkie dzieło Boga. To oni wyruszyli ze swoich krain i porwani wiedzą, która oznajmiła im nadejście Mesjasza, dotarli nie tylko do Betlejem, co bardziej do centrum zamysłu Boga. Odkryli w małym dziecięciu kogoś znacznie większego, niż to można wyobrazić sobie w ludzkim ujęciu. Biorąc przykład z trzech mędrców, najpierw musimy ruszyć się i pragnąć, podobnie, jak oni, osiągnąć rzeczywisty cel. Nie możemy krzewić w sobie złości, że to ja mam komuś... czytaj dalej

noworoczne postanowienia

      Ilu z nas, wraz z rozpoczynającym się nowym rokiem, snuje plany, pomysły, zamiary? Pewnie wielu z nas, podchodzi do tego w sposób dość luźny, ale mimowolnie gdzieś wewnętrznie myślimy o tym, co spotka nas w nadchodzącym nowym roku. Ostatnio kilka razy, od różnych osób usłyszałem, dość tendencyjne życzenia: „oby ten nowy rok, nie był gorszy od starego…” Czy cokolwiek możemy zrobić, aby wpłynąć na to, co było i na to, co ewentualnie będzie. Czy możemy dziś, snuć jakiekolwiek plany, dotyczące naszej przyszłości? Czy ma to w ogóle jakiś sens?     Sylwestrowa noc – przełom i przejście z jednego roku, do drugiego, nie jest momentem jakimś niebywałym, czy magicznym, ale każda okazja jest dobra ku temu, aby się zastanowić, rozważyć i może właśnie też przemyśleć: co warto by było uczynić z tym nowym rokiem.       Myśląc o nowym roku, myślę o kolejnych, nowych wyzwaniach, które postawi przede mną życie, ale również myślę o tym, co ja sam postawię sobie za cel do osiągnięcia. Co bym mógłbym zrobić, w jakiej kwestii – sferze swojego życia. Z takim myśleniem, przejdźmy dalej, chcąc dobrze wykorzystać tę chwilę, okazję.               Jk 4,14                         „wy,                      którzy nie wiecie nawet,                      co jutro będzie.”  dzień – dar zadany       Każdy dzień, jest okazją, by uczynić go początkiem czegoś nowego. Wielokrotnie zastanawiając się nad swoimi postanowieniami, możemy dojść do refleksji, że ostatecznie powinniśmy coś zmienić w... czytaj dalej

Chwila obecna

Projekt – chwila obecna Na samym dole tego tekstu są poszczególne zadania, które można realizować w trakcie, lub w dalszym etapie już po rozważeniu wszystkiego. W ramach wstępu     Każdy z nas miał, albo kiedyś doświadczy, w swoim życiu, „ściany”. Jest to moment, który wydaje nam się końcem wszystkiego. Wydaje nam się, że ów „ściana” to symbol granicy, którą osiągamy i której nie możemy, bądź też, nie potrafimy pokonać. Wydaje nam się, że jest to „granica granic”, że za nią, nie ma już niczego więcej: ani szans, ani możliwości, żadnej konkretnej opcji. Uświadamiamy sobie własną bezsilność, ograniczenia, nicość. Sądzimy, że wszystko przegraliśmy, utraciliśmy całe swoje życie, bo nie ma już sensu, celu. Wszystko się zburzyło, życie staje się łamigłówką bez jakiegokolwiek rozwiązania. Kompletna beznadzieja – brak jakiegokolwiek światła – brak jakiegokolwiek wyobrażenia własnej przyszłości. Ludzie doświadczając takiego stanu, popadają w skrajności: albo ulegają zniechęceniu; albo jeszcze bardziej niszczą swoje życie; albo poszukują w sobie, poza sobą, właściwych rozwiązań, dla własnej sytuacji. Trzy skrajnie, różne metody działania, prowadzące, w trzech różnych kierunkach. Ważne w takich sytuacjach jest to, by się jednak nie poddać, nie zrezygnować, ale mimo wszystko trwać przy życiu, nawet, gdy kosztuje to bardzo wiele samozaparcia, determinacji.     Pokonać samych siebie, własne braki – ograniczenia, które uniemożliwiają mi odkrywanie sensu własnego istnienia. „Ściana” jest efektem mojego działania, albo jego braku. Życie stworzyło tylko miejsce, czas, okoliczności, dla moich decyzji, które stworzyły we mnie ów ścianę. Choć trudnością jest, w sytuacji beznadziei, otworzyć się na inne osoby, powinniśmy jednak, zanim wydamy na siebie jakikolwiek wyrok, wykorzystać wszystkie, właściwe sposoby do zrozumienia siebie, tego co przeżywamy. Być może odkryjemy w... czytaj dalej

Spowolnij

Wszystkim się on udziela. Chcąc czy nie chcąc nie możemy niekiedy go uniknąć… Uczestniczy w każdym momencie naszego życia… Przez niego wiele rzeczy nam umyka i traci sens. Nie potrafimy dostrzec prawdy o naszym życiu, szczęścia które nas spotyka, miłości której doświadczamy, szans które posiadamy, okazji które możemy wykorzystać. Wszystkiemu winny jest – pośpiech… Słucham audycji radiowej. W pośpiechu, zdążam do mojej parafii… Późny wieczór, a jeszcze wiele zajęć przede mną. W głowie kotłuje się od tego wszystkiego, co jeszcze trzeba dziś zrobić, a za chwilę dziś odejdzie w niepamięć i przyjdzie nowy dzień. Jeszcze trochę kilometrów i będę na miejscu. Noc owija mnie ze wszystkich stron, od czasu do czas noc przeszywa mocny strumień światła, pochodzące od nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Przymrużenie oczu… Chwila niewygody i za chwile znów ciemność. Migocące słupki wzdłuż jezdni, umykają coraz szybciej, czas biegnie nieubłaganie. Skończył się kolejny dzień, docieram do celu, jeszcze wiele spraw, a zmęczenie nieubłaganie przypomina się… Nagle wyrasta przede mną, jak grzyby po deszczu, znak: „zwolnij…” Zmieniam kanał radia i w tle słyszę – „spowolnij…” swoje życie! Uśmiecham się do siebie… Ściągam noge z gazu… Przede mną znów wyrasta – nie wiadomo skąd wóz policyjny – moja myśl: o tej porze co oni jeszcze robią. Na szczęście nie zatrzymali. W końcu brama się otwiera, chowam samochód, wchodzę po schodach do domu. Otwieram drzwi. Jestem u siebie. Jednak w mojej myśli pozostaje to szczególne słowo: „SPOWOLNIJ” wyścig z czasem To nie kwestia świąt, czy zajęć sprawia, że wciąż ścigamy się z czasem. Obserwujemy zegarek, jak wskazówka sekundnika nieubłaganie śpieszy, jakby chciała dogonić kogoś niewidocznego na tarczy zegara. Co się dzieje... czytaj dalej

Bożonarodzeniowa eksplozja

Trochę realizmu i wątpliwości… Kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia, w otaczającym nas świecie dzieje się coś niezwykłego. W znakach które nas otaczają, przypominamy sobie nieustannie o zbliżających się wydarzeniach. W ich tle jednak dokonuje się znacznie więcej pozytywnych wydarzeń, niż niekiedy w trakcie ich trwania. Czy to tylko klimat, atmosfera wokół świąt wywołuje w ludziach takie pozytywne nastawienie? Trwający przez kilka tygodni nastrój wywołany przez stale słyszane kolędy i mikołajki w prawie każdej wystawie, udziela się każdemu, nawet tym udającym twardzieli bez serca. Dotyka nas tylko atmosfera, czy raczej zawarte w tej atmosferze tajemnica Boga, który stał się człowiekiem? Sam fakt tego, co się z nami dzieje, już jest dla nas tajemnicą, która z jednej strony zachwyca, z drugiej strony zastanawia.  Czy jesteśmy tacy sami, czy jednak inni pod wpływem świąt? Krzątanina wśród świątecznych przygotowań, skierowana jest na stworzenie czasu, w którym wspólnie spędzimy czas i cieszyć się będziemy z tego, że jesteśmy razem. Przebywamy wiele kilometrów, aby wraz z pozostałymi członkami rodziny, choć chwile spędzić razem. Poświęcenie, ofiarność, zorganizowany czas – wszystko to pokazuje, że jednak stać nas na akty dobroci i miłości. Przeraża mnie to, że niekiedy jest to faktycznie jedyna taka okazja do obudzenia się z letargu codziennych zajęć, prac. Wchodzimy na wyżyny swoich możliwości, a niektórzy może nawet na szczyt tego, co są wstanie uczynić dla drugiego człowieka. Może właśnie z tego względu, że jest to okazja wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i nie powtarzająca się wielokrotnie, sprawia, że umiemy od siebie wymóc taką postawę miłości i dobroci. Są zwycięstwa i porażki. Pewnie nie jeden raz, wśród przygotowań pojawia się złość, niezrozumienie i brak... czytaj dalej

Ksiądz – „wilk, czy pasterz”?

Jakie opinie krążą na temat osób duchownych? Pozytywne, czy negatywne? Co wywołuje we współczesnym człowieku hasło – ksiądz? Wrzucając hasło: „ksiądz” w przeglądarkę internetową, muszę najpierw przedrzeć się przez kilka stron opinii bardzo negatywnych: że mają dzieci, że są pedofilami, że związani są ze skandalami finansowymi i etc. Po kilku stronach docieram do jakiegoś tekstu, w końcu pozytywnego, ale dostrzegam, że to jest strona katolicka… jest to artykuł o tytule: „ksiądz hobbysta” (link)  Czy w mentalności współczesnego człowieka jest przekonanie, że ksiądz, to nic dobrego?  Na kilku lekcjach, w różnych klasach ponadgimnazjalnych, zadałem pytanie – co dzieje się w waszej parafii? Jakie duszpasterstwa działają? Potem przeszliśmy do konkretniejszy spraw – co pomaga i co przeszkadza w chodzeniu do kościoła, w wyznawaniu wiary itd.? Zatrwożyło mnie to, jak wielu młodych ludzi nie ma kompletnego związku ze swoją parafią, a u większości, argumentem za tym, aby nie chodzić do kościoła, elementem – co przeszkadza w wyznawaniu wiary – stanął mocno postawiony akcent na księdza! Ten temat lekcji, mocno wpłynął na kolejne myśli, które podjąłem w osobistym rozważaniu – dając pod rozważenie kwestię – jakim ja jestem księdzem? Jak ja funkcjonuję na parafii, wobec różnych osób, duszpasterstw itd.? Jak widzą mnie: proboszcz, inni księża,  przyjaciele, parafianie, młodzież, dzieci, dorośli? Kim jestem w ich oczach? Istnieje wiele pytań, wątpliwości, obaw, ale czy muszę uciekać i wstydzić się tego, że jestem księdzem? Problemy obecne, toczące się wokół księży, w negatywny sposób wpływają na tych, którzy są dobrzy, którzy rzeczywiście się starają, którzy oddają całe swoje życie – umiejętności, wiarę, ducha…, aby niczego samemu nie zawładnąć, ale po to, by służyć innym, by pomagać w... czytaj dalej

Śmierć – dwa dramaty

J 11, 32-45 Wskrzeszenie Łazarza  Gdy Maria siostra Łazarza, przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»  Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz». Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: «Oto jak go kochał!» Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»  A Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: «Usuńcie kamień». Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Gdy uważnie rozważymy powyższy fragment, możemy dostrzec bardzo wiele ważnych kwestii, ale tym razem rozważając ten fragment, zwróciłem uwagę na połączenie słów Marii i zachowania Jezusa. Maria powiedziała: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł», a ewangelista Jan, jako narrator,... czytaj dalej

lekcja różańca

Pamiętam, jak niełatwą rzeczą było dla mnie wytrwać na różańcu. Jako bardzo młody chłopak, służąc jako ministrant bardzo często stawałem wobec dylematu, czy iść na różaniec, czy na nim zostać, czy może zaraz po Mszy Świętej uciec do zakrystii i pójść do domu. Wiele razy byłem przeszczęśliwy, gdy starsi koledzy pozwalali mi pójść z kadzidłem, bo to zawsze było jakieś zajęcie, które umożliwiało trochę „opuścić różaniec” (czy po to, by iść rozpalić kadzidło, czy pod koniec piątej dziesiątki wyjść do zakrystii, by przygotować znów kadzidło do okadzenia). Męczące było dla mnie, jako młodego człowieka przeklęczeć pięć dziesiątek i wytrwać do końca bez kręcenia się i znudzenia. Po jakimś czasie odkryłem, że im mniej się ruszam, tym mniej mnie bolą kolana. Więc to już było jakimś dla mnie sukcesem, że w czasie różańca przynajmniej nie towarzyszył mi ból, który często do tej pory bardzo zniechęcał mnie do uczestniczenia w tym nabożeństwie. Ale to nie był jedyny problem. Niekończące się odmawianie zdrowasiek nużyło mnie i często nie mogąc skupić myśli, rozglądałam się dookoła siebie, albo myślami byłem bardzo daleki. Było mi trochę głupio, że przez moją służbę ministrancką jestem tak często na różańcu, a tak słabo wykorzystuję szansę tej modlitwy. Okazuje się, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas i miejsce, nawet na naukę różańca… Otóż nie pamiętam dokładnie co i jak to się stało, ale dzisiaj widzę jak rzeczywiście modlę się tą modlitwą.  Po dziesiątce do końca… Pamiętam jak kiedyś ktoś podkreślał, że w modlitwie nie chodzi o jej odmówienie do końca, zaliczenie, ale o staranne wypowiadanie słów tak, aby być ich bardziej świadomym. Później wielokrotnie bardziej skupiałem się na znaczeniu... czytaj dalej

Harmonia w życiu codziennym

Wchodzę do swojego pokoju i zastanawiam się – jest w nim harmonia? Czy jest ten pokój, na tyle funkcjonalny, by inni widzieli w nim, to co rzeczywiście jest najważniejsze; żeby nie było zbędnych przedmiotów, które zagracają, które nie komponują się z pozostałymi? Czy harmonia, w moim pokoju, prowadzi do tego, że mogę powiedzieć, że jest tutaj normalnie, ale jednak wyjątkowo przytulnie i pięknie? Niekiedy może istnieć tylko jeden element, który burzy harmonię i wpływa na całą ocenę pokoju, domu, czy śmiało możemy powiedzieć też – życia. Rzeczywistość naszej codzienności, składa się z wielu elementów, które właściwie połączone, mogę stanowić pewną harmonię, która przekładać się będzie na funkcjonalność naszego życia, na owocność, na konkretność i praktyczność. Jak wiele jest potrzebnych, a jak wiele jest też niepotrzebnych, wręcz nieużytecznych elementów w mojej codzienności, które rozwijają i budują, albo burzą, które powodują spowolnienie, czy nawet zniszczenie jakiś spraw. Człowiek, istota duchowo – cielesna, odkrywa, że istnieje w niej próg, który musi przekroczyć, aby odkryć w jaki sposób, realizować swoje człowieczeństwo, by nie powstał dualizm, by nasza codzienność, nie akcentowała z przesadą jakiś rzeczywistości, przy okazji, wykluczając inne. Jak scalać nasze życie, by istniejące elementy, stanowiące nasze życie, były zjednoczone, harmonijne?  „Dobrze przeżyte życie, to coś więcej niż takie życie, w którym czujesz powierzchowne zadowolenie. Dobre życie najlepiej pojmować jako złożoną strukturę, w której współistnieją szczęście, sporadyczne chwile smutku, poczucie celu, radość i psychiczna elastyczność, a także niezależność, biegłość w jakiejś dziedzinie i poczucie przynależności.” Współistnienie, to niejako słowo klucz, tego momentu naszego życia, w którym odkrywamy to szczególne pragnienie, by czynić życie bardziej w harmonii. Wszystkie elementy naszego życia, by stanowiły jedność,... czytaj dalej

Miłość tworzy…

Miłość, która w Piśmie Świętym, przywoływana jest w różnych momentach, krzewi pewne postawy, które przyczyniają się do jedności, integracji wewnątrz wspólnoty, oraz do harmonii, która jest pomiędzy nimi odczuwalna. Historia każdej osoby, która kieruje się miłuje jest pewnego rodzaju przykładem „świętej podróży”, której przebieg, w jakiś nadzwyczajny sposób, kształtuje sam Bóg. Splot wydarzeń, ich integracja, harmonijne współistnienie oraz owocność, sprawiają, że otwieramy się, przy udziale tych doświadczeń, na „coś” zacznie głębszego – na Ideał, który porządkuje wszystko, na wzór Trójcy Świętej. Porządek naszego życia, to nie kwestia jedynie naszej organizacji, planu, który przewiduje zdarzenia, czas i miejsce ich realizacji. Jest to raczej prządek o wymiarze duchowym, w którym odczuwamy wewnętrzną wolność, wynikającą z tego, że wydarzenia naszego życia, nasze wybory, pragnienie i zasady, którymi się kierujemy są rzeczywiście w jakimś, konkretnym porządku. Jeśli potrafimy to uchwycić, świadczy to o tym, że uczestniczymy w tym, w sposób bardziej świadomy, rzeczywisty, a plan Boga, staje się realnie, również naszym planem na życie. Harmonijność poszczególnych zdarzeń, w naszej codzienności, nie wynika z naszych wyborów, przewidywań, ale z duchowego wymiaru naszego życia, czyli kwestia naszych wyborów, które jak prawdziwe wartości, towarzyszą nam w każdej sytuacji, kształtując każdą sferę naszego życia. Wyobraź sobie, że cały twój dzień, z kolejno pojawiającymi się zdarzeniami, nie ma konkretnie rozpoznawalnego zamysłu i wciąż zastanawiasz się nad pytaniami typu: „dlaczego mam to robić; dlaczego mnie się to przytrafiło; jaki jest sens tego zdarzenia itd.” W ostateczności nie odnajdujesz satysfakcjonujących odpowiedzi i wciąż chodzisz podirytowany swoją niemożnością. Pytania się mną, a jednocześnie coraz bardziej cię drażnią… Z czasem przekonujesz się ostatecznie, że taki sposób postępowania i podejścia do codzienności się... czytaj dalej

Biblijna harmonia

Harmonia, choć nie jest pojęciem, które wprost przemyka przez nauczanie Kościoła i nie słychać go wśród księży w niedzielnych kazaniach, to jednak jest zagadnieniem interesującym i ważnym dla ludzkiego życia, dla życia chrześcijanina. Słowem, które może nasuwać nam myśl o harmonii w Biblii jest słowo „porządek”, „jedność”, „zgoda”, itp. Jednak cały zamysł harmonii, jej wzór i budujące się wokół tego słowa doświadczenia, mają swój początek w obrazie „Stworzenia Świata” (por. Rdz 1,1-2,25). Stwarzanie przez sześć dni świata i człowieka oraz końcowa faza – odpoczynek siódmego dnia, zdają się być kompozycją, która ma ukazać istniejącą relację pełną harmonii, pomiędzy Bogiem, a człowiekiem, stworzeniem i światem. Obraz ten jak słońce rzuca promienie na różne dziedziny życia ludzkiego, na każdą sferę, mobilizując do odkrywania tej pierwotnej, lecz dziś zagubionej przez człowieka harmonii. Jakie wyobrażenie o harmonii i o rzeczywistości, którą dziś jako chrześcijanin mogę realizować daje mi Księga Rodzaju i opis stworzenia świata? – Pierwsze moje wrażenie, które uważam za istotne dla mnie i mojej wiary, jest doświadczenie Boga, który jest „Harmonią i Pięknem”, dając początek takiemu światu i takiemu stworzeniu. W Nim dostrzegam początek dla wszelkich moich inicjatyw. Podejmowanie się działania z młodzieżą, czy różne posługi duszpasterskie, np. sprawowanie Eucharystii, osobista modlitwa jest w jakimś sensie „Bożym arcydziełem”, które należy w takim duchu odkryć i realizować. Dlatego moje nastawienie wobec tych wydarzeń, uczestniczenie w nich, jest otoczone dbaniem o piękno i harmonię w nich. – Cały proces stwarzania świata świadczy o jakimś planie, porządku, zamyśle – stąd mogę się na nim wzorować podejmując decyzje, planując jakieś wydarzenia, starając się, by uzgodnić swój plan, z wolą Bożą i wypełnić to, co jest... czytaj dalej

przerwany dialog?

Niekiedy wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie, by dostrzec w życiu innych osób, albo nawet we własnym życiu, takie doświadczenia, które aż włosy na plecach jeży… Zatrważające są niektóre doświadczenia, które widzimy, przeżywamy. Ludzie, którym na czymś (czymkolwiek) zależy, poszukują właściwych rozwiązań, postawy, która będzie odpowiadać konkretnemu wydarzeniu. Pragniemy uzdrowić jakąś sytuację, bądź relacje z jakąś osobą. Możemy przyjąć postawę winnego i wszystkiemu się poddać; możemy przyjąć postawę sprawiedliwego i walczyć w imię własnej wolności i sprawiedliwości; ale możemy również przyjąć jeszcze wiele innych postaw. Jak mam postępować, jak podjąć się dialogu, który będzie konstruktywny, a więc nikogo nie zrazi, nie zniszczy ambicji i celów, a jednocześnie przyniesie jakieś sensowne zmiany. Góruje nad tym wszystkim na pewno słowo „dialog” i to słowo powinno wyznaczać środki, cele i sposób postępowania. Przynajmniej pięknie by było, aby się nim kierować i uznać to słowo za cel, każdej sytuacji. W sytuacjach trudnych, niekiedy skrajnych, zamiast rozmawiać, wyrzucamy z siebie wszystko, cały gniew. Kumulujące się w nas sytuacje, które później z siłą bomby nuklearnej wyrzucamy na drugą osobę świadczą o tym, jak ów sytuacje w nas pracują, że nie znalazły dotychczas swojego rozwiązania, a jedynie drzemały, oczekując jakiejś sytuacji, by wypłynąć. Powstrzymywanie gniewu, rozmów o jakiś sytuacjach, najczęściej objawia się tym, że góra trudności narasta, aż pokona osobę, która pragnęła w jakiś sposób wszystko ukryć. Metoda mało stabilna, a w rezultacie, w rzeczywistości nic nie dająca. Jeśli nie rozwiązujemy jakiś spraw, nie stawiamy im czoła, to tylko pozór rozwiązania. Samo nie mówienie, nie zastanawianie się nad czymś, nie jest oznaką rozwiązania. Ów ból, gniew, złość, krąży po naszym ciele, jak krew, która wyszukuje żył –... czytaj dalej

Co mówi mi krzyż?

Każde spojrzenie na krzyż codziennie rodzi we mnie nowe doświadczenie. Krzyż nieustannie rodzi Miłość i powołuje mnie do tego, aby Ją odkrywać i nią żyć. Niekiedy potrzebujemy konkretnego punktu odniesienia, który pomoże nam zmobilizować się wewnętrznie i odnaleźć właściwe nastawienie wobec wydarzeń. Mi osobiście bardzo pomaga krzyż, który mam w każdym pokoju – za każdym razem, kiedy tylko rzucam na niego okiem wiem, jak realizować właściwą perspektywę. Będąc kiedyś na kolędzie, pewien pan zapytał mnie: „proszę księdza, co mam zrobić ze starym krzyżem, bo nie mam miejsca, by go powiesić i stale leży w szufladzie?”. Rozejrzałem się dookoła, a spoglądając na ściany zrozumiałem, że miejsca jest wystarczająco, tylko ów pan z jakiegoś powodu nie chce go powiesić. Odpowiedziałem mu: „jeśli macie problem z tym krzyżem, ja go chętnie zabiorę”. Ów pan z radością podszedł do szuflady, wyjął z niej krzyż i położył mi go na dłoni. Ten moment i ta sytuacja stała się dla mnie symbolem, który bardzo często przywołuję w swojej pamięci. Miejsce krzyża Z pewnością większość z nas ma w swoim domu krzyż, pytanie tylko gdzie on się znajduje. Często wciśnięty pomiędzy obrazami, które zupełnie nie pasują do wystroju; niekiedy wciśnięty w ciemne miejsce, by nie rzucał się w oczy; czasami symbolicznie nad drzwiami, ale umieszczony w taki sposób, że ani wchodzący, ani wychodzący nie zwraca na niego uwagi. Czy krzyż, który „oczywiście wisi w naszym domu” ma jakiekolwiek znaczenie? Kiedy wracam z zajęć szkolnych, czy duszpasterskich, zaraz po wejściu do mojego pokoju, pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy jest właśnie ów krzyż zabrany od tego pana. Siedząc przy biurku, pracując, wypoczywając mam przed sobą... czytaj dalej

na dobry początek

Najpierw przeczytaj i się samemu zastanów, co ten fragment daje tobie zrozumieć (link )   Na dobry początek. Czytając Słowo Boże, w szczególności Nowy Testament odkrywam jak różne fragmenty w bardzo konkretny sposób odnoszą się do naszego życia, jak przejmują inicjatywę i podpowiadają nam rozwiązania. Już na poziomie samego czytania odkrywam w Piśmie Świętym coś niebywałego. Widzę, jak poszczególne fragmenty (szczególnie jeśli poruszam się w jakimś jednym, określonym temacie) tworzą harmonijną całość, ukazując dany temat z różnych perspektyw. Mamy dzięki temu obiektywne źródło i jest nam łatwiej przeniknąć zamysł samego Jezusa, a jednocześnie wprowadzać Słowo w konkretne sytuacje naszego życia. Lektura Słowa Bożego ukazuje jak jeden fragment jest początkiem jakiegoś tematu, a tuż obok, w innym fragmencie odnajdujemy pogłębienie tej treści, albo propozycję postawy, dzięki której możemy to Słowo przenieść w rzeczywistość swojego życia. W naszym życiu dzieją się przeróżne sytuacje i nie jest nam łatwo zachować odpowiednią postawę i zawsze właściwy sposób postępowania. Widzimy jak postrzępione jest nasze życie, jak bardzo brakuje mu harmonii i scalenia. Słowo Boże oprócz tego, że samo w sobie jest harmonią, to wprowadzone w życie czyni je również harmonijnym. Czy zatem możemy w czytaniu i życiu Słowem odkryć sposób na zjednoczenie naszego życia i wprowadzenie harmonii? Może warto w ten właśnie sposób spojrzeć na Pismo Święte i na to, w jaki sposób odnajduje się ono w naszym pozbawionym logiki i sensu życiu? Myśląc o „początku”, czyli o rozpoczęciu życia w jakimś miejscu, czy rozpoczęciu jakiegoś działania, pojawił się od razu fragment z Prologu Jana, o Słowie. Rozmyślając nad tym fragmentem, rozdzieliłem go na kilka części, które uważam, że w znacznym stopniu ułatwią nam... czytaj dalej

początki…

Każdy z nas wobec nowych sytuacji lub miejsc odczuwa pewnego rodzaju strach i stawia sobie wtenczas mnóstwo pytań. Tym bardziej, gdy są to „wydarzenia” zupełnie nowe, których wzorów w pamięci nie posiadamy – stajemy zupełni puści i nie wiemy w jaki sposób mamy się poruszać w danej rzeczywistości. Ciąży nad nami odpowiedzialność za powierzone nam osoby, sytuacje i tym mocniej odczuwamy, że początki są szczególnie ważne. W jaki sposób zacząć? Staję wobec nowej rzeczywistości parafii – konkretnego miejsca i ludzi. Rozpoczynam swoją obecność wśród zupełnie nieznanych mi osób, miejsc i wydarzeń. Zastanawiam się nad moimi „krokami” – w jaki sposób wykonywać pewne czynności, z jakim nastawieniem je realizować i co ze swojego serca najbardziej zaangażować. Mogę przyjąć wiele postaw:  oczekiwać – czyli stanąć z boku, przyglądać się wydarzeniom i wyczekiwać jakiś działań ze strony innych osób; mogę również uczestniczyć – tzn. małymi gestami, wypływającymi z serca podchodzić do ludzi, konkretnych sytuacji, próbując rozeznać ich właściwości i realne możliwości; mogę też przyjmować – tzn. uczestniczyć w planie Boga, który wskaże mi odpowiednią drogę, sposób rozwiązania, który uruchomi we mnie to, co w danym momencie jest najważniejsze. Jakąkolwiek przyjmę postawę, choć różnią się one zdecydowanym podejściem, to jednak wymagają ode mnie tego, aby być wewnątrz konkretnej sytuacji. W „początkach” wydaje mi się, że warto skompilować ze sobą wszystkie postawy, a swoje działania osadzać w rozsądnej odpowiedzialności za powierzone nam osoby i wydarzenia. Przyświecająca idea. Kiedy człowiek otwiera się na rzeczywistość, która staje na jego drodze potrzebuje właściwej wrażliwości, która pomoże mu rozeznawać to, jakie działanie powinien podejmować. Od wielu już lat odkrywam, jak w szczególnych sytuacjach Bóg nie tylko mnie prowadzi, ale odkrywa przede mną... czytaj dalej

dlaczego się boicie?

     Każda chwila, przynosi w naszym życiu coś nowego, ale świadomość tylko niektórych sytuacji, budzi w nas niepokój, czy nawet strach. Często stajemy wobec wydarzeń, które podobne są do tych, które już w życiu mieliśmy okazję przeżyć, ale i tak pojawia się w nas wówczas wiele pytań i wątpliwości. Zdajemy sobie sprawę, że nie ma schematów, jakby szablonu, który może posłużyć nam do odwzorowania kolejnych sytuacji. Boimy się raczej nie tego, że rozpoczyna się coś nowego, tylko tego, że nie poradzimy sobie, że nie uda nam się komuś przypodobać, albo, że nie osiągniemy jakiegoś z góry upatrzonego celu. Czyli nasze rozterki, spowodowane są raczej naszą bujną wyobraźnią, a nie faktyczną rzeczywistością, którą bylibyśmy wstanie przeżyć dobrze, gdyby nie nasze wcześniejsze planowanie i oczekiwania.       Każde wydarzenie, w którym bierzemy udział jest w pewnym sensie przygodą. Inni oczekują wydarzeń niezwykłych, jak zdobycie jakiegoś szczytu, czy podróż po pustyni; inni potrafią w swojej codzienności dostrzec elementy przygody, które  zmieniają sposób w jaki traktują swoje życie i sprawiają, że zawsze pojawiają się jakieś szczególne doświadczenia, historie. Nie oczekujmy od życia, że nas zaskoczy, lecz starajmy się zaskoczyć samych siebie, znajdując sposoby na to, aby inaczej potraktować swoją codzienność. Możemy pozostać w pozycji ludzi zazdroszczących innym tego, w jakich przygodach uczestniczą, o czym opowiadają, albo możemy rozpocząć swoją własną przygodę, podejmując się swojej codzienności, w zupełnie inny, niż dotąd, sposób. Ostatnio czytając pewną historię księdza, zdumiał mnie opis jakiejś osoby, która przedstawiała wydarzenia z życia tego księdza i dotykała jego codzienności, podkreślając wyjątkowy sposób, z jakim podchodził do ludzi, rożnych tematów, zdarzeń, w tym również jego ciężkiej choroby. Czytając to, zdałem... czytaj dalej