Pokolenie pochylonych głów.

Pokolenie pochylonych głów.

Dużo łatwiej jest kogoś zewnętrznie ocenić. Jednak taka postawa bywa często krzywdząca, bo nie do końca bywa prawdziwą. Starajmy się bardziej wzajemnie zrozumieć.

Skoro dorośli twierdzą, że jeśli młodzi będą ich słuchać, to się wiele nauczą, to może idąc tym kluczem, wszyscy zacznijmy siebie nawzajem słuchać i się od siebie uczyć. Młodzi, choć bardzo inni, mogą nas jednak czegoś nauczyć, wskazać nam jakieś ważne informacje na swój temat, ale i też na temat swojego życia – co jest dla nich ważne. Spotkanie z młodymi, owocuje wzajemnym zrozumieniem, ale i też nowymi perspektywami dla życia innych osób, które w młodości, poszukują i odnajdują nowe nadzieje, nowe możliwości i cele.

JESTEŚMY DLA SIEBIE NAWZAJEM DAREM – przynajmniej spróbujmy tak żyć, by tego spróbować doświadczyć. Młodość, to dla mnie pragnienie poznawania. Zatem niezależnie o wieku, budząc w sobie pragnienie poznawania, wchodzimy na szlak młodości duchowej. Poznawanie kogoś, poznawanie czegoś – to zawsze okazja poszerzenia obecnie posiadanych horyzontów, to często okazja do zyskania nowych perspektyw, które pojawiły się obecnie, a które umożliwiają osobisty rozwój – w szerokim zakresie tego pojęcia.

Młodzi mogą wskazać nowe horyzonty, perspektywy, a dorośli swoim doświadczeniem, mogą tym młodym i ich możliwościom, nadać właściwy kierunek. Niezwykłe uzupełnienie, które może stać się elementem spajającym te różne pokolenia. Sytuacja idealna? Może takie jest to wyobrażenie, ale czy nie powinna to być jednak sytuacja normalna, naturalna? Trudność międzypokoleniowa, to moim zdaniem sytuacja, która ukazuje w każdym pokoleniu, brak cierpliwości. Kiedy idę chodnikiem do jakiegoś miejsca, dostrzegam prosty znak – widzę dorosłych, którzy niekiedy z racji wieku, dolegliwości… idą do celu, znacznie wolniej. Śpiesząc się gdzieś, muszę między nimi lawirować i to może skłonić mnie (nie musi) do myślenia, że ci ludzie mi tylko przeszkadzają. Są tacy ludzie, którzy dorównują mi kroku, albo są nieco szybsi. Z nimi potrafię się jednak zrównać, dostosować i iść, jakiś odcinek razem. Młodzi muszą wytężyć swoje możliwości i powinni nieco zwolnić… a starsi, powinni widzieć w tej sytuacji mobilizację, by niekiedy mimo trudu, iść nieco szybciej, albo przynajmniej dalej. Jest gdzieś ten moment, to miejsce, gdzie wszyscy są obecni w jednym miejscu, w punkcie gdzie, choć na krótką chwilę, ale jednak, styka się młodość i starość. 

Musimy zatem ćwiczyć swoją cierpliwość, by wyrównać krok – młodzi i starsi; spotkać się na drodze, we wspólnym dla nas punkcie.

Różnice, które są pomiędzy nami, wcale nie muszą tworzyć dystansu, wręcz przeciwnie, mogą nas zacząć wspólnie uczyć. Poznając świat młodych, starsi choć w inny sposób, mogą jednak wykorzystać dla siebie zdobytą wiedzę. Młodzi, odkrywając swoje korzenie, poznając doświadczenia starszych, mogą odkryć to, w czym ogólnie mogą uczestniczyć, co powinni przedłużać, kontynuując coś, swoim życiem.

Zamiast przyklejać komukolwiek jakąś łatkę, zamiast krytycznie oceniać, uczyńmy dla siebie nawzajem w sobie miejsce, które stanie się przestrzenią porozumienia i fundamentem dla budowania czegoś nowego. W pewnym sensie, wszyscy w końcu staniemy się ludźmi pochylonych głów. Może zadbajmy o to, byśmy stali się takimi ludźmi, którzy mają odwagę i chęci do tego, aby pochylić się nad życiem, jak i też nad życiem innych osób, nad historią, doświadczeniami, zdobytymi przez naszą codzienność.

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *