Latest Entries »

Na pielgrzymim szlaku…

Odwiedziłem dziś naszych pielgrzymów na szlaku… Podróż samochodem choć miła, to jednak przegrywa z duchem pielgrzymkowym i ze wspomnieniami, które na nowo ożyły, gdy pobyłem trochę z tym, którzy zmierzają do Częstochowy… Radosne, choć zmęczone twarze, opowiadają wszystko to, co ich spotyka, czym są zmęczenia, ale widać też uśmiech i radość z tego, że każdy krok zbliża ku wyznaczonemu celowi. Miłe rozmowy… dzielenie się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami, trochę narzekania, chwila odpoczynku i pora wstawać dalej… Ja co prawda na dalszy etap samochodem, oni pieszo… To nie sprawiedliwe haha – ale „już swoje przeszedłem”. Na kolejnym postoju uniósł się duch wspomnień – tych pięknych, dzięki którym ze łzą w oku wciąż wspominam Jej oblicze – Maryi – Matki – tak bardzo też przeze mnie umiłowanej. Pojawiła się myśl – chciałoby się iść z nimi, dalej, by pozostawić trudną codzienność i powierzyć się Jej – w tak bardzo trudnych i smutnych sprawach. Dziś głośno wołam – może mnie Usłyszysz… Dzięki za wszelkie doświadczenia, za Twoją wciąż żywą postawę i słowa, które jeszcze mocniej brzmią w uszach – „zróbcie wszystko cokolwiek wam powie…” Tobie Maryjo powierzam najpierw siebie – z tym wszystkim, co kryje się w sercu, Tobie powierzam kolejny rok w tej parafii, w której dalej zostaję. Nie odchodzę, zostaję… wiem, że to kolejne zadanie postawione mi również przez Ciebie Maryjo. Ufam… Wierzę… Postaram się, Tobie oddaję wszystko…

Przytłumiona przeszłość?

Człowiek niekiedy dochodzi do momentu, w którym nagle na teraźniejszość i przeszłość rzucone jest światło i otrzymuje olśnienie. Prawda, z którą do tej pory miałem do czynienia, była przytłumiona, wygaszona, a może zwyczajnie, nie miała prawa dojść do głosu. Czasami inni wrzeszczą, chcąc oznajmić jakąś prawdę, a my nie chcąc jej słyszeć, pozostajemy obojętni na to, co dzieje się wokół nas. Czy to próba udawania, że skoro nic nie usłyszałem, to mogę nadal żyć w fałszywej postawie? Nieuchronnie prawda do nas i tak dotrze, choć, jeśli będę udawał, że jej nie ma, będzie ona tym bardziej bolesna, gdy do mnie dotrze. Szokująca prawda, buzuje, jak wrząca woda w czajniku i powoduje, że człowiek rozsadza się w granicach, w których do tej pory był. Prawda przeszywa go na wylot i wówczas człowiek uświadamia sobie – jestem… Dziś miałem okazję dotrzeć do głęboko skrywanych myśli, które do tej pory nie miały prawa przemawiać, ale dziś przemówiły. Najpierw wrzask, potem woda… potem wyciszenie – i wszystko uszło ze mnie, jak z przebitej dętki… Teraz pozostaje cisza, nie zagospodarowane pole, które może znów czymś zasieję i być może, coś tam obrodzi, albo zostanie wyschniętą ziemią, nie nadająca się do uprawy, czegokolwiek.

wakacyjne przygody…

Znalazłem się w nietypowych dla siebie okolicznościach… Samotny w głuszy… Znalazłem to miejsce przez przypadek i stało się miejscem wypadowym do wielu bardzo ciekawych miejsc. Parę dni i już wiele ciekawostek zobaczyłem, byłem w Fromborku, Malborku, Mikuszewie (gdzie Wisła wpływa do morza), Jelonki (pochylnie transportujące statki – łódki), Kwietniewo, Święty Gaj, Pasłęk, Grunwald… Wiele ciekawych rzeczy zobaczyłem i uwieczniłem na zdjęciach, które być może kiedyś będą na łamach strony ukazane. Towarzyszy mi wiele myśli… skupiam się na Psalmach starając się pracować również nad sobą. Docierają do mnie ostatnio w sumie nie miłe wiadomości, dlatego tym bardziej może czas wakacji i samotność, stały się trudne i wymagające. Są jednak wakacje, człowiek dystansuje się i uczy nowego spojrzenia na wiele spraw. Rodzą się we mnie nowe myśli, nowe cele, ale mniej jest sił i chęci do wprowadzania nowych rzeczy. Wiem, że od tego lata, przez kolejny rok, będzie to czas ogromnej pracy nad sobą, odsunięcia się od tego, co było… Wiem, że życie postawiło mi w czasie tych wakacji dwie trudne sytuacje, w których nadal nie potrafię się odnaleźć, ale które przyjmuję, bo nie mam innej możliwości. Samotnik… ksiądz… wędrowca… poszukiwacz… Idę dalej, choć już bez kogoś, czegoś. Pozytywne wrażenia wakacyjne… nauczyłem się i wciąż się uczę, że muszę nauczyć się żyć, zyskać nowe, albo pogłębić stare zainteresowania. Być dla innych, ale umieć być też asertywnym. Nauczyć się znosić ból, krzywdy… Nie biadolić, ale iść dalej.

czy istnieje osobisty świat księdza Dominika?

Każdy dzień, to kolejne doświadczenia… Żyjemy, by realizować coś konkretnego – niektórzy uświadamiają sobie swoją własną misję i sens tych zadań, niektórzy wciąż pozostają na etapie poszukiwań i rozeznawania. Człowiek stawiając kolejny krok w swoją codzienność, ma okazję odkryć, że do czegoś się nadaję, a w innych sprawach, najlepiej niech umożliwi działanie innym. Od dłuższego czasu borykam się znów z zagadnieniami egzystencjalnymi. Staram się zgłębić poprzednią notkę – “zagubiony sens?”. Coraz bardziej niestety plącze się w gęstwinie nieporadnych myśli. Zamiast odnajdywać odpowiedzi, pojawiają się niestety coraz to nowe i trudniejsze pytania. Kim jestem – co mogę mieć jako człowiek, co mi się należy, a co mam naturalnie? Czy ksiądz może mieć przyjaźń? Czy ksiądz może mieć cokolwiek? Czy jest tylko darem dla innych, nie oczekującym niczego w zamian, stale spalający swoje „ja” dla innych w służbie, nieustannym dawaniu i dzieleniu się? Kiedy ksiądz ma coś swojego? Kiedy może pobyć z ludźmi, którzy są również dla niego, a nie tylko on dla nich. Kiedy może cieszyć się przyjaźnią i jaka ona musi być? Czy księdzu pozostaje tylko Bóg i co najwyżej inni księża? Czy jego świat musi być do tego stopnia ograniczony: do pracy dla innych i dla Boga. Gdzie jest osobisty świat księdza? Nie z żalem te wszystkie pytania są stawiane, ale z chęci odnalezienia czegoś, co nada życiu sens i cel. Wydawało mi się, że coś osobistego przeżywam i mam… Nowe doświadczenia, otwartość na nowych wciąż ludzi… Nieustanne być dla… Ograniczyłem się do krótkiej myśli, ale pytań stwierdzeń jest o wiele więcej. Zna je Bóg!

zagubiony sens?

Jestem czlowiekiem, ktoremu mozna wiele zarzucic. Mam bardzo wiele wad. Czesto sie unosze, ranie niepotrzebnymi i nie przemyslanymi slowami. Roztaczam wokol siebie gruby mur, przez ktory trudno sie przedostac. Jestem zamkniety, malostkowy, marudze I wszystko mi sie wciaz nie podoba. Choleryk, ktory stawia trudne przeszkody tym, ktorzy sa przy mnie… Zawistny…
Ostatnio przeszedlem czas, w ktorym bylem dla kogos bardzo trudny. Moje postepowanie zniszczylo wszystko. Stracilem chyba bezpowrotnie. Takie sa realia nie jednej osoby, ktora pewnie ta kropelke czyta. Coz moge powiedziec wobec tych trudnych sytuacji? Otoz stawiam sobie mocne i trudne zadanie. ZMIENIC SIE. Pozostawiam siebie do calkowitej dyspozycji Boga. Dokona sie dzis cos najtrudniejszego. Otoz od dzis “umieram dla siebie”. Od dzis nic dla mnie… Ani przywiazania, ani przyzwyczajenia, ani znajomosci, ani co bylo, ani co jest, ani to co bedzie – nic dla mnie. Oddaje wszystko, wyrzekam sie wszystkiego, swojego zycia calkowicie sie wyrzekam. Od dzis tylko to, co jest wola Boza jest moim zadaniem. A Ci, ktorzy sa, byli przeze mnie skrzywdzeni polecat Bogu i prosze Go, by zabral im to wszystko, co ja uczynilem I zniszczylem. Zyjcie dobrze, ufam, ze Bog postawi wam dobrych, troskliwych ludzi.

33 lata

Minela ta szczegolna chwila. 33 lata zycia, ktore byly zbiorem bardzo zroznicowanych doswiadczen. Zdaje sobie sprawe ze to szczegolny dar dla mojej wiary. Kiedy zsynchronizuje moj wiek z wiara w to, ze Jezus gdy umieral mial 33 lata, wowczas tymbardziej staram sie, aby moja codziennosc weszla w ten niebywaly dar Milosci, ukrzyzowanie, smierc i zmartwychwstanie… Dziekuje Bogu najpierw za to, ze daje mi swiadomosc tego, co moge i powinienem uczynic majac swiadomosc w czym pragnalbym szczegolnie uczestniczyc.

“Bog nie ma nikogo innego, jak talk mnie, moja osobe i moja historie, aby objawic swoj sposob kochania osoby takiej jak ja. Czas mojego zycia jest wyrazem milosci Tego, ktory jest poza czasem…” – Jesli bede staral sie w sposob odpowiednk rozeznac wold Boga, wowczas moje zycie bedac nastawione na sluchanie Boga, bedzie bardziej dyspozycyjne I gotowe do czynow bardziej radykalnych I napelnionych Miloscia, ktorej sam doswiadczam od Boga

maly swiat

Jakże niekiedy bolesne są doświadczenia we własnym małym świecie… Człowiek stosuje różne środki, które zdobył na podstawie różnych doświadczeń i pragnie się unieść, odnowić swoje życie, przemienić swój codzienny sposób życia, traktowania innych i siebie. Otrzymuje niekiedy cios za ciosem i trudno mu, myśleć pozytywnie, z nadzieją. Ludzkie ograniczenia niekiedy powodują, że człowiek ugrzęźnie w stosie swoich zawiłych myśli i rozwiązań. Iść naprzód… Nie poddając się… Hasła brzmią niejako reklamowo i trudno od tak się do nich odnieść i od razu przejść do działania. Dziś doświadczyłem tego, że pora żyć bardziej chwilą obecną. Odkryć, że nikt ani nic nie może odebrać mi życia i marzeń. Kiedy staję mocno stopami w chwili obecnej – jeśli wiernie pragnę zrealizować wolę Bożą, to nawet ból, czy zranienia, czy zawiedzenie nie odbiorą mi kolejnych sytuacji. Pora się uwolnić od przeszłości, która w tym momencie rodzi się z mijającej chwili obecnej. Iść dalej naprzód zdobywając kolejne chwile i uczestnicząc w wielkim świecie. Tak wiele się dzieje, tak mało słów osobistych. Pozostają tylko niedomówienia, myśli i tęsknoty. Pora pójść w innym kierunku.

Miałem okazję, razem z innymi dotknąć kilku myśli: jedność i życie… Poruszaliśmy te zagadnienia, szukając przepisu w związku z tematem jak dobrze żyć… W dyskusjach, które nam towarzyszyły pojawiały się różnego rodzaju zagadnienia i tematy:

W związku z tematem – jak dobrze żyć:

  • Módlmy się zjednoczeni
  • Prowadźmy życie rozmodlone
  • Każde doświadczenie cierpienia w naszym życiu ma sens. Bóg nie daje nam więcej niż sam, jako człowiek, mogę udźwignąć

W związku z tematem – jedność:

  • Osiągnąć jedność wewnętrzną –  jedność z samym sobą niezbędna do jedności z Jezusem i drugą osobą
  • Szukać jedności we wspólnocie
  • Aktywnie działać – pomagać potrzebującym…

Nurtują mnie te tematy i wciąż nad nimi się zastanawiam. Poczucie jedności i realizacja jej, jest zasadniczym zadaniem dla człowieka, który chce dobrze żyć. Jedność jest nie tylko wyrazem zainteresowania – „empatii” wobec drugiej osoby, ale nade wszystko jest tworzeniem niezwykłej, wręcz cudownej przestrzenia – miejscem i czasem – w której nadajemy życiu inną wartość, a czynności nabierają innego celu, sensu i przeznaczenia. Jedność istniejąca pomiędzy, co najmniej dwoma osobami, staje się wydarzeniem – życiem… Kiedy kształtuję codzienność i udaje mi się to czynić w duchu jedności, wówczas nie tyle cele stają się istotne, co bardziej przebyta razem droga. Czy istnieje coś takiego jak jedność? Czy można ją realizować? Czy istnieje stale? Jak ją tworzyć, rozpalać? Myślę, że za długi byłby ten wpis gdybym miał opowiedzieć wszystko i nad wszystkim się zastanowić. Pozostawiam wam, otwartą drogę… Spróbujcie iść drogą jedności… Mi się kiedyś udawało, dziś próbuje jedną odnowić (z trudem), inne bardziej podkreślać i budować.

Dzisiejszego popołudnia, doświadczyłem jakże prostego, a ważnego okazało się dla mnie daru

Ni stąd ni z owąd dzwoni domofon – ciekawe kogo i w jakim celu sprowadza… odbieram … a tu focolariny :D Niezwykłe wyczucie czasu… Ich sprawka… nie! Bóg tak chciał! Wiedział, że czegoś potrzebuję. Nie doświadczałem już od dawna jedności z kimś… i tęskniłem za samym przekonaniem i odczuciem jedności. Postawił mi aż 4 jedności. Wiem, że to nie była ani nagroda, ani znak przestrogi. To był czas i miejsce, wsparcia ze strony Boga, że akurat dziś w takim momencie postawił mi te osoby. Ofiarował chwilę rozmowy przy herbacie, kawie i ofiarował mi jeszcze coś bardziej szczególnego – poczucie jedności na Eucharystii. Choć nie była inna, jakoś zewnętrznie… Choć nie biła ode mnie jakaś nadzwyczajna radość. Uświadomiłem sobie znów moc słów – Bóg ciebie kocha!! Cóż więcej czynić i mówić – idę w modlitwie podziękować

To moja wina…

Każdy wierzący ma świadomość, że Chrystus musiał umrzeć, gdyż nie było innej możliwości, by uwolnić człowieka, od jego własnych grzechów.
Dziś szczególnie brzmi prawda: jestem grzesznikiem. Uświadamiając sobie to kim jestem i jaki jestem, nie sposób nie zauważyć tej wstydliwej części życia każdego człowieka. Grzech, który rozwinął sieć w moim sercu, staje się coraz bardziej groźny. Mój grzech zabił. Jakkolwiek nawet, gdy stało się to dwa tysiące lat temu, to i dziś mój grzech jest tym, który wówczas Jezus udźwignął i z jego powodu cierpiał i umarł.
Prawda jest trudna, ale ma dwa oblicza: po pierwsze – umarł za każdy mój grzech; po drugie – Jezus działał uprzedzająco, zgładził mój grzech za nim pojawiłem się na tym świecie. To jeszcze bardziej zawstydza! Ja grzesznik, pomimo tego jaki jestem, zostałem umiłowany przez Boga.
Każdy moment życia może wprowadzić mnie w głębię Bożego miłosierdzia. Każdy krok naprzód może być wyborem wolności, a nie zniewolenia przez mój własny grzech.
Tylko wtedy, gdy uświadomię sobie wartość i sens śmierci Chrystusa, będę mógł rzeczywiście odpowiedzieć miłością na Miłość. Zatem życie jest dojrzewaniem do krzyża i zbawczej ofiary Jezusa na krzyżu. Wiara, wciąż na nowo rozwijana, ma stać się świeżym powiewem nowego życia. Tylko Jezus może mnie zbawić, dlatego to tylko On powinien stanowić jedyną wartość dla mojego życia. Wybrać Jezusa, to powiedzieć NIE własnej grzeszności. Skoro On mnie zbawił to jestem wolny, ale pozostaje ścisła współpraca z Bogiem, która może mnie jedynie umocnić w ofiarowanej przez Niego wolności.

Powered by WordPress. Theme: Motion by 85ideas.