Życie „offline”.

Życie „offline”.

Czy mógłbyś nie korzystać ze swojego telefonu, komputera, tabletu, telewizora, przez tydzień lub dwa? Czy jesteś w stanie w ogóle wyobrazić sobie taki stan, jakim jest potocznie nazwany, stan offline? Czy można wyobrazić sobie życie bez takich dodatków jak telewizja, internet, z całym bogactwem social media? Myślę, że w tym miejscu, znajdzie się wielu takich, którzy nie odpowiedzą, bo po prostu nie mają takiego wyobrażenia. Po prostu nigdy nie byli offline. Trudno więc, nie mając takiej wyobraźni, stwierdzić czy jest to w ogóle możliwe. Może jednak coś się zdarzyło, że byliście przymuszeni do takiego trybu życia, choć przez moment. Wyjazd na wakacje. Wydawało mi się, że mam wszystko (w sensie komunikacji też) – roaming itp., więc nie muszę w żadnym stopniu bać się o dostęp do internetu. Jednak, było zupełnie inaczej. Roaming był, ale nie było internetu. Pojawia się w tym momencie pomysł, aby jeśli się nie uda uruchomić internetu to po prostu „z musu” będę miał kilkunastodniowe nowe doświadczenie „życia offline”. Internet w ostateczności się pojawił, ale chęć bycia bardziej offline była silniejsza, do tego stopnia, że postanowiłem spróbować. Już od samego początku, pojawiły się różnego rodzaju obserwacje. Jeśli nie masz dostępu do internetu to po prostu musisz się z tym pogodzić. Mając go, musisz jednak stawiać sobie różnego rodzaju wymagania. Ale po co? Jeśli nie masz takiej potrzeby, to żadna okazja się nie przyda. Oczywiście trudniejszą opcją jest ta, gdy coś posiadasz i w jakimś stopniu musisz z tego zrezygnować. W kontekście życia, rodzi to pewnie przemyślenia o „naturalnych hamulcach”, które każdy z nas musi posiadać, gdy zanim coś przyswoimy do naszego życia, powinniśmy wiedzieć, na ile...
Szalone spotkanie 8A

Szalone spotkanie 8A

Rzadko się zdarza, że wracam do historii, by wspominać, czy cokolwiek rozpamiętywać. Wolę chwilę obecną, mieć w garści to, co dzieje się obecnie. Ale nawet nieoczekiwane powroty bywają pozytywnie zaskakujące. Dzięki Gabrysi, koleżance z 8 klasy (bo wtedy jeszcze było 8) doszło do niezwykłego spotkania. Jeśli dobrze liczę to po 24 latach spotkaliśmy się znów jako „8 A”, wraz z naszymi szkolnymi wychowawczyniami. Jechałem na to spotkanie z obawą, że po tylu latach mogę nie rozpoznać wielu osób.  Ludzie się nie zmieniają? Kolejne osoby mówiły o sobie kilka słów, przede wszystkim o swoich rodzinach, o swojej pracy i obecnym miejscu zamieszkania. Bardzo ciekawe było to wysłuchiwanie naszych „klasowych matek” jak cieszą się swoimi już w większości niemałymi pociechami. Było to dla mnie niezwykłe, jak poprzez 24 lata historie każdego z nas potoczyły się w różny sposób, choć większość z nas obecnie pełni rolę poważnego ojca, matki… księdza. Niezwykle miła chwila, kiedy w oczach każdego pojawiał się błysk – chwila wystąpienia i w skrócie opowiedzenie swojej najważniejszej historii. To pięknie, że tematem dominującym była rodzina, a później dopiero praca… Ludzie się nie zmieniają? Twarze 24 osób, jakby się czas zatrzymał – nie zmienione bardzo, choć jednego kolegę było mi trudno rozpoznać. Mając już na karku trochę lat, bagaż przeróżnych doświadczeń fizycznie nie wiele się zmieniliśmy – dziewczyny „spoważniały” i wypiękniały; faceci tornistry przewiesili z pleców na swoje przody, nosząc małe lub większe worki, ale i tak miało się wrażenie, że dosłownie kilka godzin zamieniło się w czasy bardzo dawne. Radość i wspomnienia. Byłem zdziwiony, jak wielu z nas, pamiętało bardzo wiele ciekawych, oryginalnych historii. Miło było słuchać czegoś o sobie,...
Kolejna już… rocznica święceń

Kolejna już… rocznica święceń

kapłańskie „czasowniki” Zdarzyło się kiedyś, a dokładnie w 2003 roku, że Arcybiskup powierzył mi szczególne zadanie. Kościół zaufał mi i obdarzył mnie szczególnym darem, jakim jest kapłaństwo. Patrząc na różne okresy mojego życia, na przeróżne doświadczenia i zadania, chce dokonać dla siebie pewnego podsumowania. Rozważając nad różnymi kwestiami, chce je scharakteryzować jedenastoma czasownikami. Trudno, abym w nich zawarł wszystko, ale to właśnie one będę pewnymi drogowskazami po moich doświadczeniach, które miały i mają dalszy wpływ na moje życie. Nie dokonam całkowitej oceny samego siebie, z uwzględnieniem negatywnych i pozytywnych stron mojej osoby, ale chce bardziej wyznaczyć sobie, na kolejne lata mojego powołania, kierunki działania i pewne zadania, które ufam, że i wam coś pomogą odkryć. Pewne podsumowywania mają często charakter oceny przeszłości. Wobec tłoczących się wokół nas wszystkich, przeróżnych opinii i ocen, wolę raczej pozostać w obszarze teraźniejszości i przyszłości, aby móc przyjąć to, co słyszę i widzę, jako narzędzia do tworzenia kolejnych doświadczeń, wciąż tworzącej się, mojej historii życia. Niekiedy jestem przerażony różnymi zasłyszanymi opiniami i ocenami i by się im nie poddać, a jednocześnie nie udawać też, że ich nie słyszałem, wprowadzam nieustannie, różne zmiany, które mają przemienić moje życie w jeszcze piękniejszy dar, dla innych. Mamy dziś bardzo różne wyobrażenia o człowieku, o księdzu… Sprostać dzisiejszym zadaniom, nie jest rzeczą łatwą, a pierwszą sprawą, z którą trzeba walczyć – to sam człowiek, który często sam dla siebie jest niestety niewłaściwym przewodnikiem. Może trochę tchnie pesymizmem we wstępie, ale nie taki ma mieć charakter to moje „podsumowanie”. Każdego dnia staję przed sprostaniem trudnemu zadaniu, którym jest kapłaństwo i widzę, przez to co dzieje się w ogólnym świecie,...
14 dni peregrynacji.

14 dni peregrynacji.

W temacie ważnej chwili… Od 17 do 30 kwietnia miałem niebywały zaszczyt przez te dwa tygodnie towarzyszyć znakom Światowych Dni Młodzieży (krzyż i ikona). 14 dni które oprócz zadań, pełne były też niezwykłych, ważnych chwil. Jesteś ciekaw, jakie były to chwile? 1.  Długo wyczekiwany moment. Niby nic ważnego, tak początkowo się wydawało. Ale, gdy wylądował samolot ze znakami ŚDM, zdałem sobie sprawę jaką rolę te znaki mogą odegrać w najbliższym czasie peregrynując po naszej archidiecezji. Przemierzając po różnych parafiach, mogą stać się one znakami jedności. Tak też rzeczywiście później się stało. Te znaki dotykali ludzie w wielu parafiach, dołączając w ten sposób do wspólnoty, którą złączyła już idea ŚDM. 2. W wielu miejscach wokół krzyża panowała szczególna atmosfera – zarówno wywołana przez osoby i ich duchowe przeżycie, jak i też fizyczna, wywołana przez piękne refleksy słoneczne, czy jakieś dekoracje itp. rzeczy. Światło padające na krzyż, uzmysłowiło mi, jak wiele razy względem wielu osób, to z krzyża wydobywa się wiele promieni, które wyznaczają każdemu z nas do realizacji, osobiste zadania. Widziałem jak wiele osób odchodziło od krzyża i niosło w sobie promień osobistego, duchowego przeżycia. 3. Był to jedyny dzień, podczas którego nie uczestniczyłem w peregrynacji, ponieważ miałem zadanie wygłosić wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku pt. „Fenomen Światowych Dni Młodzieży”. Jednym z bardzo konkretnych wniosków było też to wszystko, co do tej pory widziałem podczas peregrynacji – zachowania ludzi, ich szacunek wobec znaków, rozmodlenie… 4. Światowe Dni Młodzieży mają skupiać przede wszystkim ludzi młodych. Wydarzenia w parafiach zdominowane są uczestnictwem osób dorosłych, albo starszych. Niekiedy wydaje się, jakby młodych nie było… Spoglądając na peregrynację, bałem się, że stanie się tak,...
Żywe świadectwo przemawia najdoskonalej

Żywe świadectwo przemawia najdoskonalej

świadectwa, historie, przeróżne wrażenia, oceny – często to nam towarzyszy, kiedy przeżywamy jakieś wydarzenia. Później z tego tworzymy opowieści – jedne pozytywne, ubogacające doświadczenia; inne trudne, a może nawet przykre, stające się silnymi lekcjami. Tworzymy historie, uczestniczymy w nich, a każda z nich pozostawia w nas swój ślad. Tylko w jakiejś części zależy od nas to, jak te różne historie będą przebiegać. Jesteśmy otwarci na życie i jest w nas pragnienie poznawania coraz lepiej tego, w czym uczestniczymy oraz to, co się z nami dzieje w konkretnej sytuacji. Po przeżyciu jakiejś sytuacji, pozostaje w nas ślad tego, co przeżyliśmy, czy to w sposób duchowy, czy fizyczny. Przenika nas coś, bo dotykają nas różne treści, które są jakby odpowiedziami na różne pytania, wątpliwości lub tęsknoty. Prowadzeni przez te różne treści, wzbogacamy naszą codzienność w kolejne tworzone przez nas doświadczenia. Przenikają nas różne światła, które prowadzą do odnalezienia odpowiedzi; prowokują do działania, a przede wszystkim to właśnie te światła nas przemieniają. Przeróżne doświadczenia są dla nas darem, źródłem z którego może zaczerpnąć coś dla swojego życia i umocnić to, co niekiedy słabe, czy może mało stabilne. Historie, które przeżywamy są naszym osobistym skarbem. Korzystamy z nich, wnikając w kolejne doświadczenia naszej codzienności. Są to jednak również dary, które jako nasze duchowe bogactwo, służą też dobru innych osób. Ubogacając innych, sami zyskujemy kolejne dary. Dzięki temu każde zyskane dobro, może stać się naszym wspólnym dobrem. Nasze życie przemawia najbardziej. Nie tyle słowami dajemy świadectwo, co bardziej naszymi czynami. Dlatego powinniśmy dbać o to, czym żyjemy – jakie obowiązki wypełniają naszą codzienność. Warto żyć konkretnymi treściami, bo wtedy łatwiej nam realizować konkretne postawy,...
Dawać więcej niż samemu się wymaga

Dawać więcej niż samemu się wymaga

Przyszło to tak nagle, niespodziewanie, podczas lekcji. Często wymaga się od innych osób zaangażowania, różnych postaw, zmian itp. Ale, czy sami swoją postawą – zachowaniem, dajemy innym coś najpierw, by ich zmotywować? Podczas lekcji, dość spora klasa, powstała ogromna wrzawa i już czułem, że choć mam im do przekazania ważne i życiowe sprawy, może o nie wyjść przez to, jacy oni są. Pomyślałem, że krzykiem niczego nie osiągnę, wpisywanie ujemnych punktów też jest w różny sposób przez nich traktowane. „Czego oczekuje od nich?” – pojawiło się we mnie to pytanie, które przełożyłem natychmiast na zadanie, którego sam się podjąłem. Skoro pragnę, by szanowali moją pracę i moją osobę, to jeszcze mocniej muszę im pokazać, że ich szanuję, że szanuję ich pracę. Pewnie zastanawiasz się, jaki był efekt mojego działania. Otóż dosłownie w jednej chwili, klasa się wyciszyła i mogłem w spokoju zrealizować lekcję. Czy to był efekt mojego działania? Śmiałbym stwierdzić, że efekt pojawił się już w chwili, gdy o tym tylko pomyślałem. To jest rewolucyjne działanie Boga, który już wykorzystuje nasze myśli i pragnienia i prowadzi wszystko do właściwej realizacji. Nie twierdzę, że jestem ekspertem od takich postaw – są takie jak powyższa, kiedy udaje się przeżyć jakieś piękne doświadczenie, ale bywają, może nawet częściej, sytuacje kiedy nie potrafię we właściwy sposób wykorzystać doświadczeń i wówczas na szczęście się uczę, by kolejne przeżyć lepiej. Są jednak pewne charakterystyczne rzeczy, które obecne są w wielu sytuacjach i można by im przypisywać ważne miejsce w realizacji doświadczeń. Są nimi:  1- umiejętność tracenia,  2- bezinteresowność,  3- miłość do końca. Wszystkie te punkty nabierają szczególnego znaczenia, wówczas gdy w pełni zwrócone są...
nowa podróż

nowa podróż

„nie patrzmy wstecz… zacznijmy nową podróż” (cyt. „ks. M.”) Każde wyzwanie niesie za sobą odpowiedzialność. Stajemy niekiedy przed zadaniami, które są dla nas jednak, niestety, niewiadomą i nie możemy zbyt wiele zrobić. Wiemy dokładnie, co za nami, co dzieje się teraz, ale nie potrafimy zbytnio wybiec w przyszłość i przewidzieć, czy zaplanować wszystkiego. Wobec nowych wyzwań, wobec nowych miejsc i doświadczeń, pozostaje realizować piękną rzeczywistość, jaką jest dar – chwila obecna.  Chwila obecna to ani przeszłość, ani przyszłość, to moment, w którym obecnie jesteś. On staje się udziałem w przyszłości i nieodłącznym elementem twojej przeszłości, ale nie wykracza poza siebie. Jest jak punkt na osi twojego czasu, który nie sposób zmierzyć i określić kiedy się zaczyna, a kiedy kończy. Chwila obecna określa tu i teraz.  To, co mogę, to ogarnąć z całych sił chwilę obecną, obecne tu i teraz i wciągnąć się w wir boskiej przygody – woli Bożej, która wyraża co mam robić, gdzie to mam realizować.  Chwila obecna przekonuje mnie, że to, co do mnie należy to, to co mam tu i teraz – kolejne zadania, wydarzenie, spotkaną osobę… Nie wybiegam w przyszłość, ani nie snuje sentymentów wobec przeszłości. Wszystko co teraz, należy do chwili obecnej, a więc to wszystko ma zajmować mnie całego, moje serce, duszę, siły… To, co otrzymuje, ma pomóc mi wejść jeszcze lepiej w przeżywanie chwili obecnej. Jednak to, co posiadam, nie może mnie ani zamykać na to, co obecnie się dzieje, ani przyśpieszać tempa chwili obecnej, zbytnio wybiegając w przyszłość. Dziś, po chwilach decyzji, spotkań i rozmów, wracając do domu, chwyciłem do ręki małą, starą już i rozpadającą się od używania, książeczkę....

Duch Święty i Jego dary

W parafiach, rokrocznie ma miejsce przyjęcie przez młodzież sakramentu Bierzmowania. Wielu z nas przy tej okazji, może zastanowić się nad tym, jak dziś go rozumie i realizuje. Mijają już lata od momentu, w którym przyjęliście ten sakrament (każdy wie ile) i można spokojnie dokonywać małej refleksji i oceny tego czasu pod kątem tego, jak udało nam się wykorzystać potencjał darów Ducha Świętego.  Zesłanie Ducha Świętego tym mocniej nas mobilizuje, aby co roku (i częściej) dokonywać weryfikacji naszego zaangażowania w realizację tych darów i jest powodem do wdzięczności za to wszystko, co dzięki nim, w jakimś stopniu w naszym życiu zaowocowały.  Sakrament Bierzmowania, potocznie zwany sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej, jednak myślę, że często rzeczywistość dotyczy tylko grupki osób, która podejmuje się odpowiedzialnie tego daru i zadania. Piękny, choć już rzadko spotykany gest w trakcie tego sakramentu – uderzenie w policzek przez biskupa, miał i ma symbolizować gotowość do dojrzałości. Człowiek rumieniący się, czerwieniejący symbolicznie oznaczał człowieka wstydliwego, młodego, niedojrzałego. Jeśli ten gest nie wywoływał zawstydzenia, wówczas można było mówić o dojrzałej postawie kandydata przystępującego do sakramentu Bierzmowania. „Mężne wyznawanie wiary… dawanie świadectwa…” to niektóre tylko z wielu zadań, wypływających z tego sakramentu.  Dojrzała postawa, uczy odpowiedzialności za powierzone dary, które w przypadku każdej osoby, mają swój osobisty, bardzo indywidualny wydźwięk. Dlatego, że zaangażowanie w realizację darów, ma być bardzo osobiste, stąd też można obserwować różnorodność owoców, rodzących się z współpracy z Duchem Świętym. Czasami człowiek potrzebuje cierpliwości, by dostrzec w sobie, w jego wnętrzu, działanie Ducha Świętego. W ramach naszej refleksji, warto, abyśmy dokonywali częstszej obserwacji różnych sytuacji, które mogą być obrazem obecnego, przyszłego, konkretnego daru w naszej codzienności. DAR MĄDROŚCI...
Cud… pozyskać brata.

Cud… pozyskać brata.

POZYSKAĆ swego brata… Może kiedyś postawiłeś sobie pytanie: jak masz żyć Słowem? I wciąż poszukujesz sposobu, by Nim się autentycznie kierować i odnosić do swojej codzienności. Może bywają chwile zwątpienia, trudności, które poddają twoje pragnienie w wątpliwość. Pewnie też masz wiele sytuacji, w których tak bardzo konkretnie udało ci się żyć Słowem i otrzymać jakieś doświadczenie i owoce. W kontekście czytania, rozważania Słowa, wpadły mi przed nos tekst wywiady z abp Konradem Krajewskim, który w kontekście tej krótkiej mojej myśli o Papieżu Franciszku mówi tak: „To człowiek niezwykle mądry. Przeżył już swoje życie, nabrał doświadczenia, a co za tym idzie – wielkiej pokory. On nie tylko czyta Ewangelię, on żyje Ewangelią. „Nie czytaj książek o słowie Bożym. Czytaj słowo Boże!” – zwrócił mi kiedyś uwagę. Przyznał, że kiedy ma jakiś trudny problem do rozwiązania i nie wie, co robić, właśnie w Piśmie Świętym szuka odpowiedzi. Pyta, co w takiej sytuacji zrobiłby Jezus.” Bardzo podoba mi się to, ponieważ moja duchowość – styl życia, to też kierowanie się Słowem, życie Nim i szukanie w Nim rozwiązań. Będąc z wizytą u chorych, przez cały rok, wchodząc do jednego domu, spotykałem mężczyznę który zawsze był obecny w czasie wizyty w domu jego mamy. Wielokrotnie zachęcałem i zwracałem uwagę o tym, by poszedł do kościoła, do spowiedzi (nawet wielokrotnie mu oferowałem możliwość spowiedzi przy okazji wizyty z Komunią św. u jego mamy). On jednak zawsze z uśmiechem przekładał to „na później”. Myślałem sobie, że pięknie by było, gdyby kiedyś jednak udało mi się go przekonać, by skorzystał z sakramentu pojednania, a jednocześnie by mógł przyjąć też Komunię świętą. Pewnej soboty podjeżdżając z kierowcą pod ich dom, w formie...
Maryja

Maryja

J 19, 25-27 Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Każdy z nas, ma swoje historie, które łączą go z jakimiś wydarzeniami, bądź też osobami. Przeplatające się wydarzenia z udziałem naszej osoby, są często doświadczeniami, pewnego rodzaju początkami nowych historii. kiedy więc Jezus ujrzał… Spojrzenie Jezusa należy do tych szczególnych, z którego każdorazowo wypływa coś ważnego. Powołujące spojrzenie – tak bym to określił. W przypadku Maryi ma się podobnie. Najpierw spojrzenie, później szczególne zadanie. Myślę, że wielu z nas kojarzy moment, w któym coś ujrzał i z tego spojrzenia wyłoniło się jakieś szczególne zadanie, jakaś sytuacja. Spojrzenie Jezusa po męczarni biczowania, drogi, a teraz wiszenia na krzyżu, staje się bardziej wymowne niż kiedykolwiek. Jego spojrzenie wyraża nieograniczoną miłość do każdego z nas. Z tego spojrzenia Maryja zabiera Miłość, której nas uczy. Pamiętam, jak mając dziewię lat, pierwszy raz poszedłem pieszo do Częstochowy. Dziesięc dni trudu, to dla takiej jak wówczas ja, było jednak nie lada wyzwanie. Kolejne dni wędrówki, gdzieś głęboko w głowie zrodziło przeczucie, że na końcu tej drogi czeka mnie coś szczególnego. Gdy dotarliśmy do Częstochowy i stanęliśmy grupą w kaplicy Cudownego obrazu, pojawiło się najpierw takie przyziemne, ludzkie rozgoryczenie. Mało dostrzegalny punkt – obraz w oddali, wydawał mi się czymś innym, niż to sobie wyobrażałem i oczekiwałem. Jednak pozostał niedosyt… W ciągu dnia, udało mi się jeszcze zbliżyć do tego obrazu i...
świadectwo wiary – ewangelizacja

świadectwo wiary – ewangelizacja

(różaniec, który wręczano osobom, które zapragnęły rozmowy z ewangelizatorami) ewangelizacja   Kościół pełen inicjatyw, w taki sposób można ostatnimi czasy, szczególnie określi jego działanie. Wzmożona ilość różnych inicjatyw odbywa się często, gdy na horyzoncie istnieje jakiś szczególny moment, element. Ostatnie wydarzenia,kanonizacja JPII i JXXIII, stały się okazją do zorganizowania festynu, który miał miejsce również w Inowrocławiu, a przygotowany przez parafię Zwiastowania i tamtejszą młodzież. Nie było mi dane w tym uczestniczyć w kwestiach organizacyjnych, ale przyglądałem się efektom i sam byłem ciekaw podejścia różnych osób, szczególnie młodzieży, której zadaniem było ewangelizowanie różnych osób, które spotkały, gdy krążyły po terenie, gdzie odbywał się ów festyn.   Zbawną, aczkolwiek, dla mnie ciekawą sytuacją był moment, kiedy takie osoby podeszły do mnie, wiedząc oczywiście, że jestem księdzem, żartując trochę próbowały coś przekazać. Wiem, ewangelizowanie, czy reewangelizowanie księdza, może być trudnym zadaniem. I pewnie te osoby podeszły do mnie trochę na zasadzie żartu, nie sądząc, że mogę to traktować poważnie i również w formie żartów, zbijać ich pewne argumenty, które niekiedy już przestają przekonywać innych. Dyskusja pt. „no ksiądz wie, przecież ksiądz to rozumie… itp.” wskazuje, że często pojawiają się nieuzasadnione obawy porozmawiania z księdzem na temat wiary. Był to moment – szansa… Niekiedy księża przyzwyczajają się do tego, że to oni wciąż ewangelizują w różny sposób, ale nikt nie myśli o tym, aby z „młodzieńczym zapałem, entuzjazmem wiary” podejść do księdza i podzielić się tą radością wiary. Była to okazja… niestety przez młode osoby niewykorzystana. Nie poddaję się i liczę, że po przeczytaniu tej mojej krótkiej refleksji i ich świadectw, również oni zauważą, jak ważne jest to, aby dzielić się swoją wiarą,...
lekcje Jana Pawła II w moim życiu

lekcje Jana Pawła II w moim życiu

  Można powiedzieć, że na horyzoncie mojego życia, w dużej mierze przede wszystkim był Jan Paweł II. Urodziłem się w 1978, więc mój początek, był w zasadzie rocznikowo związany również z wyborem Karola Wojtyły na Papieża. Człowiek od najmłodszych lat był przywyczajony, że Papieżem jest Polak, a Jego słowa zawsze zapadały mocno w serce i stawały się w różnych momentach mojego życia, pewnego rodzaju drogowskazem.    20 czerwca 1983 Poznań. Przywołując tę datę, już się uśmiecham, bo zawsze powtarzam, że w tym dniu byłem bardzo zły na rodziców. Nie wiem jak to się stało, że tak bardzo pamiętam ten dzień, jako pięciolatek. Rodzice, wraz z moim starszym bratem wybrali się do Poznania, na spotkanie z Papieżem, podczas Mszy miała miejsce beatyfikacja Urszuli Ledóchowskiej, która założyła i większość swego życia, spędziła w mojej rodzinnej miejscowości, Pniewy. Moi rodzice, zostawili mnie u przyszywanych dziadków i tam spędzałem cały dzień, gdy moi rodzicie byli na spotkaniu z Papieżem. Nieustannie nie dawałem spokoju moim dziadkom, wciąż stawiając jedno i to samo pytanie: „Dlaczego rodzicie nie zabrali mnie na spotkanie z Papieżem?” Dziadkowie próbowali mi wyjaśnić, że jestem zbyt mały, że byłoby mi ciężko itd. Ale ja, nadal nie przekonany, wciąż powtarzałem swoje pytanie. Ciekawość… Sam w późniejszych latach miałem okazję być na spotkaniu z Papieżem w Poznaniu i na Światowych dniach młodzieży, które odbywały się w Częstochowie. Postać Jana Pawła II, zawsze widziana gdzieś z oddali, fascynowała, ale wciąż będąc młodym, raczej spotkania te traktowałem, jako okazję do bycia z innymi, a przy okazji spotkania z Papieżem, uchwycenie kilku Jego słów, jako ciekawostki. Z czasem jednak, będąc już starszym będąc również w seminarium...
3dni – Wielka Noc

3dni – Wielka Noc

znaki – Triduum Paschalne   Wielka Sobota… Wielka Noc.   Najważniejszym momentem jest liturgia sprawowana po zachodzie słońca. Dziś szczególnie podkreśla się element czuwania, gdyż dla wierzących ta noc jawi się jako dzień. Jezus jest Światłem – a to jest już przedsmakiem Niebieskiego Jeruzalem. Czuwanie… Pierwsi chrześcijanie na pamiątkę Zmartwychwstania Pana czuwali w każdą noc z soboty na niedzielę. Ta noc pełna jest misterium – tajemnicy. Dziś szczególnie podkreśl się wymiar towarzyszących nam znaków, które musimy poznać i zrozumieć.   ciemność i światło…   wszystko rozpoczyna się w ciemności… Początek liturgii ma miejsce na zewnątrz kościoła, gdzie przy rozpalonym ognisku widać, jak wyraźny jest kontrast pomiędzy ciemnością, a światłem. Ciemność jest tłem dla liturgii, wówczas wyraźniej przemawia do nas Światło – Jezus. Kapłan z zapalonym paschałem, wchodzi do kościoła i śpiewa: „światło Chrystusa….” a przy kolejny stacjach (a jest ich 3) rozpala się cały kościół, począwszy od świec, z którymi przychodzimy na liturgię, poprzez światło aż po rozpalenie naszych serc i dusz. Chrześcijanin to człowiek oświecony – bo przyjął chrzest. W tę noc dzięki znakom ciemności i światła, odkrywamy tym mocniej, że jeśli nie idziemy za Jezusem, pozostajemy w ciemnościach.   — osobiście —  To rozplanie się Kościoła od jednej, szczególnej świecy. Jak fale na wodzie, rozchodzi się Światło i dociera do każdej osoby w kościele. Wszyscy złączeni w jednym Świetle, w Chrystusie, które jest naszym Zjednoczeniem. Ten moment rozjaśniania kościoła, symbolizuje również to, co zachodzi w naszym wnętrzu, gdy wprowadzamy tam Jezusa.   Słowo…   Bardzo rozbudowana jest liturgia Słowa. Przedstawiana historia, ma nam przypomnieć znaczenie tej szczególnej nocy. Czytania ukazują nam wymiar Boga, który wkracza w ciemność...
3dni – Wielki Piątek

3dni – Wielki Piątek

Znaki Triduum Paschalne. Wielki Piątek…    Dziś, liturgia zatrzymuje nas czterokrotnie, w punktach bardzo istotnych pomagających nam w przypomnieniu sobie cierpienia, ukrzyżowania i śmierci Zbawiciela. Przez okres wielkiego Postu wpatrywaliśmy się w Jego umęczone ciało, jak realizował się plan zbaawienia… Dziś naszą postawą dajemy znak, że „Wierzymy…”   męka Jezusa…   Liturgia Słowa odsłania przed nami zakryty krzyż. Ukazuje sens i znaczenie męki Chrystusa, który cierpi dla zbawienia wsystkich ludzi. W Wielki Piątek zawsze odczytuje się fragment Ewangelii Jana. On nie odtwarza tylko wydarzeń, lecz patrzy na mękę Chrystusa z perspektywy zwycięstwa.   — osobiste —Spoglądając na zasłonięty krzyż, każdy wie co się tam skrywa, ale tajemniczość tego znaku zachęca do wyrażenia żalu, bo każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jest winny Jego śmierci. Pragniem odkrywać mękę Jezusa, poprzez liturgię Słowa , jako zwycięstwo, a nie tylko męczeństwo. Rodzi się w nas pragnienie zwyciężania również w naszej codzienności, z każdym grzechem, każdą złą tendencją i nawykiem…   adoracja Krzyża…   Zasłanianie jest starochrześcijańską tradycją, albowiem krzyż w pierwszych wiekach, do średniowiecza był znakiem zwycięstwa, a nie śmierci i bólu. Chrystus na krzyży ubrany w szaty królewskie czy kapłańskie,  był żywy. W dniu przeżywania śmierci Jezusa, załaniano go. Odsłaniany był dopiero w momencie odniesienia zwycięstwa przez Chrystusa. Dziś postać Jezusa bywa raczej ukrzyżowana na krzyżu, dlatego zakrywanie krzyża z cierpiącym Jezusem ma ukazać cierpienie Chrystusa i Jego śmierć jako tajemnicę.   — osobiste —Kiedy spoglądałem za zasłonięty krzyż i gdy go powoli odsłaniałem śpiewając: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata…” rosłow w sercu pocieszenie, że znów będę mógł na niego spojrzeć i odkryć do czego mnie wzywa....
3dni – Wielki Czwartek

3dni – Wielki Czwartek

znaki – Triduum Paschalne.   Wielki Czwartek – początek świętowania, trwającego przez trzy bardzo ważne dni. Wielki Czwartek wprowadza nas przez perspektywę Eucharystii i kapłaństwa, w misterium (tajemnicę) Bożej Miłości, która ofiarowuje się człowiekowi bezinteresownie. Poprzez te dwa wielkie dary, można odkryć jak ważny jest człowiek w planie Boga.  Wszystko, co Bóg daje człowiekowi, służy temu, aby jeszcze mocniej zespolić siebie, swoje plany, codzienność, z Nim, który całym sobą pragnie dla nas, jedynie naszego dobra.   Eucharystia…   Sprawowana dziś Eucharystia jest modelem, wzorem dla wszystkich Eucharystii w ciągu roku.  Dziś szczególnie nie powinno sprawować się Mszy, bez udziału ludzi, by jeszcze mocniej podkreślić, że nie jest ona sprawą prywatną żadnego księdza, lecz sprawowana dla ludu, co pokazuje jej niezwykłą integralność kapłana z wiernymi, jak i wszystkich wiernych.    — osobiście —  Dzisiejszy dzień jest dla mnie szczególnym świętem – nie tylko ze względu na to, że jestem księdzem, ale ze względu na dar, w którym mogę uczestniczyć jako narzędzie w ręku Jezusa. Dzisiejsza Eucharystia, jak każdy dzień Triduum, jest przeze mnie zawsze bardzo poważnie przeżywany (zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie) Powaga sytuacja, skupia mnie na Jezusie, który ofiarowuje siebie w postaciach chleba i wina, który uczy mnie w tych znakach i słowach, nieustannego ofiarowywania siebie, jak On, wszystkim do których zostałem posłany.   obmycie nóg…   Niestety w wielu kościołach nie zachowuje się w ciągu liturgii tego znaku (nie wiem dlaczego), ale jest on w swej niezwykłej prostocie bardzo wymowny. Kapłan umywający nogi 12 osobom, ma odkrywać wzór postępowania – jest sługą i tak właśnie ma sprawować swoją posługę… Kapłan jest sługą dla wszystkich i jego zadaniem jesst...
bezdomny(i)…

bezdomny(i)…

spotkanie z Jezusem w drugim… Pierwszy raz, spotkaliśmy się pod probostwem, kiedy poszukiwał kogoś, kto mu otworzy i da coś do jedzenia. Właśnie wracałem ze szkoły, kiedy wjeżdżając na parking koło probostwa, zobaczyłem młodego człowieka, w miarę ubranego. Nie sądziłem początkowo, że jest to bezdomny. Podszedł do mnie, nieco speszony i wydawało się, że przestraszony. Bardzo grzecznie przedstawił sytuację, że jest bezdomnym, że prosi mnie o coś do jedzenia. Powiedziałem mu, że zaraz przyniosę. Gdy poszedłem do kuchni, przygotowałem mu to, co bym sam zjadł, ofiarowując mu swoje śniadanie, którego tego dnia, akurat nie zjadłem. Podając mu chleb, zadałem proste pytanie – jak tobie na imię? Odpowiedział nieco speszony – Bartosz. Tak pierwszy raz się spotkaliśmy i nieco poznaliśmy. Dwa dni później… Dzwoni domofon… Czy mógłby ksiądz zejść, bo chciałbym chwile porozmawiać. Nie pytając się nawet o co chodzi, powiedziałem, że zaraz zejdę. Otwieram drzwi, a tam znów on, przestraszony i nieco speszony. Proszę księdza, bo słyszałem, że tutaj jest ośrodek dla bezdomnych. Ja tak nie chcę żyć… Zacząłem mu tłumaczyć jak może dotrzeć do tego ośrodku, ale padło z jego strony bardzo ważne zdanie – ale to, chyba daleko, będę musiał iść a iść… Na to odpowiedziałem bez wahania, proszę poczekać, zaraz wrócę. Poszedłem do siebie, do pokoju po dokumenty i klucze od samochodu. Wróciłem i skierowałem się w stronę garaży. Otwierając garaż, usłyszałem od Bartka – proszę księdza, ale ja śmierdzę, naprawdę śmierdzę. Machnąłem ręką, dając do zrozumienia, że nie ma sprawy. Wyjechałem, zamknąłem garaż i kiwnąłem, gestem wskazującym na samochód, aby wsiadł i znów stwierdzenie, ale ja naprawdę śmierdzę, bo spałem na”…” w klatce w bloku....
przerwany dialog?

przerwany dialog?

Niekiedy wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie, by dostrzec w życiu innych osób, albo nawet we własnym życiu, takie doświadczenia, które aż włosy na plecach jeży… Zatrważające są niektóre doświadczenia, które widzimy, przeżywamy. Ludzie, którym na czymś (czymkolwiek) zależy, poszukują właściwych rozwiązań, postawy, która będzie odpowiadać konkretnemu wydarzeniu. Pragniemy uzdrowić jakąś sytuację, bądź relacje z jakąś osobą. Możemy przyjąć postawę winnego i wszystkiemu się poddać; możemy przyjąć postawę sprawiedliwego i walczyć w imię własnej wolności i sprawiedliwości; ale możemy również przyjąć jeszcze wiele innych postaw. Jak mam postępować, jak podjąć się dialogu, który będzie konstruktywny, a więc nikogo nie zrazi, nie zniszczy ambicji i celów, a jednocześnie przyniesie jakieś sensowne zmiany. Góruje nad tym wszystkim na pewno słowo „dialog” i to słowo powinno wyznaczać środki, cele i sposób postępowania. Przynajmniej pięknie by było, aby się nim kierować i uznać to słowo za cel, każdej sytuacji. W sytuacjach trudnych, niekiedy skrajnych, zamiast rozmawiać, wyrzucamy z siebie wszystko, cały gniew. Kumulujące się w nas sytuacje, które później z siłą bomby nuklearnej wyrzucamy na drugą osobę świadczą o tym, jak ów sytuacje w nas pracują, że nie znalazły dotychczas swojego rozwiązania, a jedynie drzemały, oczekując jakiejś sytuacji, by wypłynąć. Powstrzymywanie gniewu, rozmów o jakiś sytuacjach, najczęściej objawia się tym, że góra trudności narasta, aż pokona osobę, która pragnęła w jakiś sposób wszystko ukryć. Metoda mało stabilna, a w rezultacie, w rzeczywistości nic nie dająca. Jeśli nie rozwiązujemy jakiś spraw, nie stawiamy im czoła, to tylko pozór rozwiązania. Samo nie mówienie, nie zastanawianie się nad czymś, nie jest oznaką rozwiązania. Ów ból, gniew, złość, krąży po naszym ciele, jak krew, która wyszukuje żył –...
Co mówi mi krzyż?

Co mówi mi krzyż?

Każde spojrzenie na krzyż codziennie rodzi we mnie nowe doświadczenie. Krzyż nieustannie rodzi Miłość i powołuje mnie do tego, aby Ją odkrywać i nią żyć. Niekiedy potrzebujemy konkretnego punktu odniesienia, który pomoże nam zmobilizować się wewnętrznie i odnaleźć właściwe nastawienie wobec wydarzeń. Mi osobiście bardzo pomaga krzyż, który mam w każdym pokoju – za każdym razem, kiedy tylko rzucam na niego okiem wiem, jak realizować właściwą perspektywę. Będąc kiedyś na kolędzie, pewien pan zapytał mnie: „proszę księdza, co mam zrobić ze starym krzyżem, bo nie mam miejsca, by go powiesić i stale leży w szufladzie?”. Rozejrzałem się dookoła, a spoglądając na ściany zrozumiałem, że miejsca jest wystarczająco, tylko ów pan z jakiegoś powodu nie chce go powiesić. Odpowiedziałem mu: „jeśli macie problem z tym krzyżem, ja go chętnie zabiorę”. Ów pan z radością podszedł do szuflady, wyjął z niej krzyż i położył mi go na dłoni. Ten moment i ta sytuacja stała się dla mnie symbolem, który bardzo często przywołuję w swojej pamięci. Miejsce krzyża Z pewnością większość z nas ma w swoim domu krzyż, pytanie tylko gdzie on się znajduje. Często wciśnięty pomiędzy obrazami, które zupełnie nie pasują do wystroju; niekiedy wciśnięty w ciemne miejsce, by nie rzucał się w oczy; czasami symbolicznie nad drzwiami, ale umieszczony w taki sposób, że ani wchodzący, ani wychodzący nie zwraca na niego uwagi. Czy krzyż, który „oczywiście wisi w naszym domu” ma jakiekolwiek znaczenie? Kiedy wracam z zajęć szkolnych, czy duszpasterskich, zaraz po wejściu do mojego pokoju, pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy jest właśnie ów krzyż zabrany od tego pana. Siedząc przy biurku, pracując, wypoczywając mam przed sobą...
doświadczenie.

doświadczenie.

Być uważamy na nieustanną, stałą miłość pomiędzy nami… (Passaparola) i „…” «Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą» (1 J 3,18). Msza dla dzieci, rozpoczynające rok szkolny… Wyszedłem do nich na kazanie, zaprosiłem je bliżej ołtarza. Usiadłem na stopniu, a dzieci poprosiłem by usiadły wokół mnie na dywanie. Atmosfera niezwykła, dzieci bardzo spokojne, dialogowały sobie luźno, a ja starałem się być bardzo uważnym na to, by pomiędzy nami, była miłość – Jezus. Odczuwało się to zasluchanie wzajemne, zaopatrzenie w siebie, by zobaczyć w każdym z nas obecnego Jezusa. Tak proste, a tak niezwykle zarazem wydarzenie. Inna rzecz, tuż przed komunią świętą, myśląc przede wszystkim o dzieciach, bo nie sądziłem, że rodzice sie zbliżą też, poprosiłem wszystkich, aby uczestniczyli w Komunii świętej, ale zaznaczyłem, że te osoby, które nie mogą przystąpić do Komunii, aby przytrzymały palec na swoich ustach (tak jak wtedy, gdy pokazujemy cisza…) Niezwykłe było to, że oprócz dzieci, podchodzili też dorośli i w takim dziecięcym duchu, kładąc palec na ustach prosili o uczynienie znaku krzyża na czole. Było to dla mnie piękne odkrycie, jak prosto można wyrazić, mimo wszystkich ludzkich odejść poprzez grzech, że Bóg ich kocha, że wspiera ich. Było to, konkretne postawienie miłości pomiędzy nami, ale zarazem nie tylko miłowanie słowem i językiem, ale czynem i...