STRATEGIA duchowego działania.

STRATEGIA duchowego działania.

Strategia gr. strategos— dowodzić armią… przewodniczyć armii, tworzyć koncepcje. Czy to w ogóle może dotyczyć kwestii duchowych? Przyjrzyjmy się tej kwestii w perspektywie pewnych działań, które od początku próbuje wprowadzić w parafii, w której obecnie posługuję.   Zanim podejmiemy się jakiegoś działania, bardzo często planujemy, rozpatrujemy różne możliwości, przewidujemy ewentualne trudności i wyznaczamy sobie kolejność realizacji różnych zadań. TAK PRZYNAJMNIEJ POWINNO BYĆ… Realia bywają bardzo zróżnicowane i wymagają od nas rozsądnej elastyczności. Jednak odpowiednie nastawienie, to w moim przypadku „połowa sukcesu”. Wraz z pojawieniem się na nowej parafii, pojawił się nowy pomysł – „niedzielne zadania”. Mówiąc kazanie, skupiam się na treści, którą mamy przerobić jakoś w swoim codziennym życiu. Z tej treści kształtuje się jakieś hasło wynikające z Ewangelii, które ma stać się zadaniem na kolejny tydzień. W pierwszą niedzielę pojawiło się hasło: „W życiu, działaniu, szukaj ludzi do pary.” Nawiązałem do słów z Ewangelii Mk 6,7-13 – „Zaczął rozsyłać ich po dwóch”. W kolejną niedzielę nawiązując do Mk 6,30-34, skupiłem się na słowach: „Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco” wskazując na zadanie: „wyjść na pustkowie i odpocząć”. Pojawiła się też parafialna grupa, w której osoby dzielą się swoimi historiami związanymi z kolejnymi zadaniami. Fakt, cieszy to, że już kilka osób podjęło się tego i już od początku wciągnęli się w ten pomysł. Dla mnie „niedzielne zadanie” to jeden z wielu elementów DUCHOWEJ STRATEGII, która ma służyć rozwojowi mojej wiary, ale również rozwojowi budowanych relacji z innymi osobami.   Długofalowe działanie zaprasza nas do systematycznego wdrażania jakiejś sprawy do swojego życia. Im dłużej ćwiczymy jakąś postawę, tym większa szansa, że pozostanie w naszej codzienności konkretny, trwały ślad działania, który...
Czy Twoje życie jest znakiem?

Czy Twoje życie jest znakiem?

JAKIE DZIEŁO POWIERZYŁ MI BÓG DO REALIZACJI? Oddając się różnym zadaniom, nadajemy im swój specyficzny charakter. Z czasem angażując się w wybrane przez nas zadania, sami stajemy się znakiem. Spójrz na swoją codzienność, na swoją osobę i udziel odpowiedzi na pytanie: Czego znakiem jest Twoje życie?   Bardzo ciekawym zadaniem jest poznawanie ludzi i tego, co jest dla nich charakterystyczne. Każdy z nas, ma swój szczególny zestaw talentów i to charakterystyczne, jedno zadanie do zrealizowania. Pozornie może nam się wydawać, że jesteśmy tacy sami, że nasze codzienne życie tak bardzo się znów nie różni. Pozory! Może nam się tak wydawać ponieważ często porównujemy się z osobami ze wspólnego środowiska, z osobami, które mają podobne zainteresowania i cechy. Niekiedy tylko niewielka zmiana środowiska, zmiana towarzystwa, np. znalezienie się wśród „obcych”, otwiera nam oczy i pokazuje, jak bardzo jednak się różnimy i jak wiele, w każdym z nas, jest indywidualnych cech. „WYPEŁNIŁEM DZIEŁO, KTÓRE MI DAŁEŚ DO WYKONANIA” (J 17,4). Gdy natrafiłem na ten fragment, od razu wiedziałem, że przyjdzie czas jego rozważenie. Czas by stawić temu Słowu czoła i bardziej świadomie nim żyć. Każdy z nas ma zadanie do wypełnienia, które może być również naszym znakiem rozpoznawczym. Jezus przyszedł na świat, aby pokazać ludziom, Kim jest i jaki jest Bóg. Trzy lata publicznej działalności Jezusa są ZNAKIEM: Jego ubóstwo, pokora i prostota, nauczanie, miłość, cudowne uzdrowienia, Jego postawa wobec ludzi, Jego posłuszeństwo Bożej woli… Chrystus mimo przeciwności, bólu, wciąż jest żywym znakiem.  Czego znakiem jest moja osoba, moje życie, moją codzienność? Jesteśmy stworzeni w wyjątkowy sposób i powinniśmy tę wyjątkowość odkrywać i poznawać, i właściwie wykorzystywać. Odkrywanie swojego życia, codzienności,...
Zafunduj sobie duchowe spa.

Zafunduj sobie duchowe spa.

Podtytuł: „Duchowa To-Do lista”. To-Do – „do zrobienia…” Listy ułatwiają nam organizację jakiegoś tematu; przypominają o czymś, by nie zapomnieć; pomagają trzymać się wyznaczonego planu… Skoro pomaga to nam w działaniu w codziennych sytuacjach, to dlaczego nie wykorzystać tego do rozwoju duchowego?   Pewnie ile osób, tyle będzie opinii i będą one wyrażały skrajne, a nawet sprzeczne opinie. Sporą część naszego dnia wypełniają różnego rodzaju zajęcia, obowiązki… Wychodzi na to, że jesteśmy bardzo pracowici, ale czy również dobrze zorganizowani? CZY UDAŁOBY SIĘ NAM TAK ZAPLANOWAĆ DZIEŃ, TAK ZORGANIZOWAĆ ZAJĘCIA, BY WYGOSPODAROWAĆ NA COŚ CZAS? Już słyszę tę burzę w twoich myślach, kłębiące się myśli i wyobrażenia, które podpowiadają ci – nie ma szans, oszalałeś, jeszcze chcesz sobie coś dokładać? Pozwólmy by burza, chwilę potrwała, a później, na spokojnie i racjonalnie pomyślmy. Człowiek już tak ma, że włączają mu się systemy obronne i najpierw pojawia się głośne NIE, a później, gdy odnajdziesz w sobie właściwe argumenty, w perspektywie pojawia się ciche TAK. Są zadanie, które po prostu musisz wypełnić. Są też takie chwile, które chcesz zrealizować. Na horyzoncie naszego życia pojawiają się też takie sytuacje, których nie potrafimy przypisać – czy muszę, czy chcę. Jeśli nie mamy jednoznacznej opinii, wszystkie zajęcia spoza tych dwóch kategorii (muszę lub chcę) wrzucamy do kategorii – „może kiedyś zrobię, jak będę miał czas” Jeśli nie mamy mobilizacji, to ta kategoria jest ogromną ściemą, bo nigdy nie przechodzimy do realizacji tych zadań. Oczywiście moje życie – księdza, jest zgoła inne od innych osób. Można powiedzieć, że mam nienormowany czas pracy, dlatego tym mocniej muszę się organizować i planować, bo mógłbym odprawić Mszę Świętą i stwierdzić, że...
Zbierasz co siejesz?

Zbierasz co siejesz?

podtytuł: Może musisz się przesadzić, by zobaczyć owoce. Owoce nie pojawiają się znikąd, są efektem bardzo wielu czynników w tym twojego działania, twojego życia. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego rodzimy akurat takie, a nie inne owoce? Co zatem zrobić, by nasze życie przynosiło dobre efekty?   ZBIERAĆ OWOCE WŁASNEGO DZIAŁANIA – któż nie lubi tego momentu i nie wyczekuje go z niecierpliwością? Zdecydowanie częściej oczekujemy większych rezultatów, niż proporcjonalnie wkładamy w to wysiłku z naszej strony. Czasami zastawiam się, dlaczego coś nie działa, dlaczego kogoś coś nie zainteresowało itd., ale od razu stawiam sobie pytanie – a jak działałem, co faktycznie zrobiłem, jak byłem zaangażowany? To nie tyle kwestia proporcji, ile działam, tyle zbieram owoców. To raczej kwestia bardziej złożona, na którą ma również wpływ to, jakie mamy osobiste korzenie. Czasami źle lokujemy swój wysiłek, wybieramy niewłaściwe „miejsca” dla naszego zaangażowania, naszego wzrostu, spalamy się w niepotrzebnych kwestiach, a brakuje nam skupienia na tym, co faktycznie jest ważne i potrzebne. W działaniu warto mieć jakieś założenia, bo możemy się odnieść do ich realizacji i ocenić jak nam idzie. Działanie dla samego działania, może być tylko stratą czasu i wysiłku. Nie twierdzę, że musimy zakładać zawsze zysk. Nasze założenia powinny raczej wyznaczać nam ścieżkę do tego, co faktycznie chcemy osiągnąć, poprzez nasze działanie. Założenia pomagają nam kształtować nasze działanie, w celu osiągnięcia jakichś owoców. Zwróciłem właśnie na to uwagę, czyniąc ostatnio jakieś podsumowanie, ocenę. Zapominamy niekiedy o naszych założeniach, o naszych celach, co sprawia, że „idę w jakąś stronę, ale tylko idę”. Założenia pomagają nam kształtować drogę, wpływać na jej charakter, ale również owoce, jakie przyniesie nasze działanie. Podobnie jak trwanie w winnym krzewie...
Czy rośniesz we wspólnocie?

Czy rośniesz we wspólnocie?

Dziś wspólnota przeżywa swoje różne problemy i staje wobec nowych wyzwań. Problemy nie powinny stanowić pretekstu do tego, aby nie wykorzystywać wpływów wspólnoty i jej walorów. „Trwać w winnym krzewie…” – mając te słowa przed sobą, odpowiednim dla nich obrazem i mocno streszczającym je, jest obraz żywej wspólnoty.   podtytuł: Ludzie wracajcie na Eucharystię... do Eucharystii. „Tak samo wy (nie możecie przynosić owocu) jeżeli we mnie trwać nie będziecie” (por. J 15,4). Gdy czytam różne fragmenty Pisma Świętego, od razu w mojej głowie pojawiają się obrazy, skojarzenia i refleksje, które nabywałem wcześniej, dzięki rozważaniu tych fragmenty. Oczywiście zdobyte w ten sposób korzenie, dopingują mnie do tego, by zdobywać nową wiedzę, świeże obrazy i skojarzenia. Winnica – wspólnota – to skojarzenie i obraz, które pojawiły się przez bardzo konkretne doświadczenie. Gdy byłem w szkole formacyjnej w Loppiano, urzekło mnie tam najpierw na miejscu, samo miejsce. Pomiędzy budynkami, w każdym możliwym miejscu, znajdowały się winnice, dlatego obraz ten wyrył się w mojej głowie, pamięci dość mocno i oczywiście pozytywnie. Otaczające nas winnice skłaniały naturalnie do refleksji nad funkcją tego miejsca – szkoła formacyjna – szkoła życia razem, życia Ewangelią tak konkretnie, bo takie jest przeznaczenie tego miejsca. Życie wspólnotowe – wychowywało do budowania relacji z innymi osobami, bardzo różnymi, innych narodowości, kultur, a nawet religii. Zbitek ludzi z całego świata w jednym miejscu, żyjących konkretnie Ewangelią, dał mi mocne przekonanie, że nawet w tak zróżnicowanym świecie, można odnaleźć takie połączenia, takie korzenie, które umożliwią nam budowanie niezwykle pięknych połączeń, niezwykle pięknych rzeczy. Tworzenie wspólnoty, relacji z innymi, może być niezwykłą przygodą. Ze względu na Chrystusa – siłą, która motywuje mnie do tworzenia...
Połączeni.

Połączeni.

Złączeni z ludźmi, z różnymi treściami, mamy okazję stworzyć takie korzenie, które zagwarantują nam stabilność. Dzięki korzeniom wzrastamy również wzwyż. Powinniśmy obiektywnie oceniać to, co nas otacza, by złączyć się z takimi treściami, które faktycznie sprawią wzrost naszego życia. Naturalną rzeczą dla każdego z nas jest to, że wzrastamy w jakimś środowisku, otoczeni konkretnymi osobami i wydarzeniami. Początki nadają naszemu życiu kształt – uczymy się życia, przeżywania różnych sytuacji. Tych miejsc, naszego wzrostu, jest na pewno kilka, bo nasze życie w różnych etapach, kształtuje się w różnych środowiskach. Czasami sami tego dokonujemy, a niekiedy różnego rodzaju sytuacje, prowokują nas do tego, abyśmy „przesadzili swoje życie” w inne miejsce. Często, ma to bardzo pozytywny wpływ na nasze życie. Bywa jednak też tak, że te zmiany są niszczące i wykorzeniają nas z właściwego dobra, wyborów, decyzji, celów… Na jakimkolwiek etapie życie obecnie się znajdujesz, każdego z nas, obowiązywać powinno bardzo ważne zadanie – powinniśmy NIEUSTANNIE ROZPOZNAWAĆ ŚRODOWISKO, W KTÓRYM WZRASTAMY. Jest to działanie, które powinno chronić jakość tego, co do nas dociera, co na nas ma wpływ. Dzięki takiemu działaniu możemy bardziej wykorzystywać elementy naszego środowiska, mocniej kształtować kierunki, w których rozwijać się będzie nasze życie. Otoczeni jesteśmy bardzo dużą ilością propozycji. Prawie każdy próbuje w nas zaszczepić jakąś sprawę. Tym bardziej trudne mamy zadanie, aby wybrać właściwie, aby tak zaangażować swoje życie, by „ta inwestycja nam się opłacała”. Ogromne znaczenie ma nasza autonomia – świadomy i całkowicie wolny wybór, który dokonujemy w sprawie wyboru środowiska, w którym chcemy wzrastać. Mamy wybór i powinniśmy w mądry sposób z niego korzystać, szczególnie właśnie w kwestiach kluczowych – w wyborze tego, co czytamy,...
Chcemy, czy nie jesteśmy zależni.

Chcemy, czy nie jesteśmy zależni.

Połączeni (wszczepieni w) z czymś? Może nam to nie pasować, gdy przewrażliwieni jesteśmy na punkcie niezależności, czy wolności. Ale czy można wzrastać, funkcjonować bez jakichkolwiek zależności? Spróbujmy zrozumieć, że „gałąź, nie może istnieć bez drzewa”. „… nie może przynosić owocu sama z siebie…” (por. J 15,4) Rozważając ten fragment, moją uwagę skupiłem na tym, co nie jest do końca proste, ale mimo wszystko bardzo potrzebne – ZALEŻNOŚĆ. Latorośl jest świeżym, żywotnym obrazem człowieka, który potrzebuje relacji, potrzebuje wzrastania w czymś konkretnym, potrzebuje rodzenia konkretnych owoców. Patrząc przez pryzmat obrazu o latorośli, nie możemy wysuwać jakichś nieuzasadnionych argumentów. Bo przecież trudno zarzucić latorośli, że będzie miała pretensje wobec jakichkolwiek zależności – nie będzie się żalić, że ma korzenie i potrzebuje gruntu, w którym będzie wzrastać; nie będzie miała pretensji, że dotykają ją promienie słoneczne, czy krople deszczu. Sami chyba czujecie, że w tej sytuacji – pretensje, że od czegoś zależy, jest bezsensowna. Z ludźmi nie jest tak prosta sytuacja. Roślina ma zależność od tych najważniejszych dla niej rzeczy, a człowiek bardzo często popada dodatkowo w zależności bezwartościowe, bezsensowne, często wręcz ograniczające go. Wśród różnych zależności, które są i będą obecne w naszym życiu, wiele jest takich, które dają człowiekowi wzrost i siłę, ale są też takie, które zniewalają człowieka, czegoś go pozbawiają. Czy posiadanie pretensji wobec pewnych zależności jest uzasadnione? Chroniąc z przesadą swoją wolność i niezależność, wydaje nam się, że każda zależność jest dla nas ograniczeniem. W takim toku rozumowania nie ma w człowieku otwartości na te uzasadnione i wartościowe zależności, które mogą go ubogacić, udoskonalić, a nawet uświęcić. Obraz winnego krzewu, ma nas przekonać do tego, że niektóre zależności są...
Rozkochać serce.

Rozkochać serce.

Zaangażowanie swojego serca w konkretną sprawę jest możliwością ożywienia swojego życia i mobilizowania swojej osoby do podejmowania się nowych działań. Bardziej przeżywamy to, w czym rozkochane jest faktycznie nasze serce? Rozbudzanie serca, to prowokowanie, by coś bardziej kochać.   Cytat, który rozważam w tym miesiącu, zastanawia pod wieloma względami. Niezwykłe jest usłyszeć od Boga to zapewnienie, że nie muszę się „trwożyć„, bo On się o mnie troszczy. Słowa, które mamy okazję usłyszeć przy różnych okazjach, mają na nas różny wpływ i pozostawiają w nas różne wrażenia. Rodzące się w nas uczucia, wzywają nas do działania. Czasami trudno mi przejść obok jakichś słów, nie wywołując w sobie konkretnej reakcji. Dlatego już od bardzo długiego czasu, dzielę się z wami różnymi odkrytymi słowami z Ewangelii Jana. Ta przygoda odkrywania słów, inspirowania się nimi i wdrażania różnych pomysłów do mojej codzienności, otwiera wiele ciekawych furtek, które uświadamiają mi, co się dla mnie liczy, w co z całym przekonaniem angażuję swoje serce. Pewnie już odkryliście nie jeden raz, że w jakiejś sytuacji, wobec jakiejś sprawy, wasze serce było bardziej zaangażowane, ożywione właśnie w tej konkretnej sprawie. To znak, że tobie na czymś zależy, że chcesz oddać czemuś część swojego serca. Rozbudzając swoje serce, powinniśmy zastanawiać się i odkrywać, do czego tak naprawdę szczególnie lgnie moje serce – co jest nam bliskie i z jakiego powodu. Serce utożsamiam z wrażliwością, bo potocznie mówimy o kimś: „ten człowiek ma serce”, mając właśnie na uwadze jego wrażliwość, jego zatroskanie o ludzi, czy o różne sprawy. Odruch serca wobec różnych spraw, jest szczerym wyrażeniem tego, co faktycznie w sobie skrywamy i co odczuwamy. Nie na wszystkie sprawy reaguje...
Wyryty ślad na sercu.

Wyryty ślad na sercu.

Są w naszych sercach ważne doświadczenia, które pozostawiły w nas swój ślad. Jakie podjąć działania, by mieć wpływ na to, co wyryje się na moim sercu? Jakie sytuacje pozostają wciąż w twoim sercu i w pozytywny sposób cię kształtują?   Spróbujmy przekonać się bardziej do tego, że skoro serce stanowi centrum człowieka, centrum jego życia, to czas i zaangażowanie, które poświęcamy formacji naszego serca, to najważniejsza inwestycja, którą dokonujesz w swoim życiu, nie tylko raz, ale w zasadzie codziennie. Każdy z nas, mniej lub bardziej świadomie inwestuje jakoś w swoje życie. Dbamy o nasze podstawowe potrzeby – jedzenie, pracę, wypoczynek, relaks, planowanie i realizacja celów, spełnianie marzeń, budowanie relacji z innymi, itd. W szaleństwie codziennych spraw nie powinniśmy zapominać o swoim sercu – o wsłuchiwaniu się w nie i o właściwym reagowaniu na to, co nam podpowiada, co ono nam sugeruje. DAĆ CZAS SWOJEMU SERCU – właściwego jego proporcje, które będą odpowiedzią na reakcje naszego serca. Pomóżmy, aby w naszym sercu mogło coś spokojnie dojrzewać. Jedni nazwą ten czas formacją, inni może życiem duchowym, może wejściem w siebie… jakkolwiek to nazwiemy to i tak efekt, może być bardzo podobny – uruchomimy perspektywę naszego życia, która może nas ubogacić, nie tylko wewnętrznie, ale ubogaci również nas fizycznie – zewnętrzne elementy naszego życia. PORANKI Z SERCEM – czas rozbudzania serca, to czas, w którym szukam tego, co może stać się połączeniem między moim sercem a codziennymi obowiązkami mojego życia. To dobry czas, aby wybrać drogę dla swojego serca – to znaczy, zastanowić się, jaki temat, jaką treść mam przeanalizować sercem w ciągu dnia. Ale nie tylko! To dobra okazja również do...
Co przechowuję w swoim sercu?

Co przechowuję w swoim sercu?

Formacja serca wymaga zaangażowania i systematyczności. Zmieniające się: czas i wydarzenia, prowokują nas do tego, aby pracować nad swoim sercem, myśleć nad tym, co zatrzymujemy w swoim sercu. Od tego, co przechowujemy w swoim sercu, zależy to, w jaki sposób skonfigurujemy nasze życie.   Nowy dzień jest jak pusta kartka, która zapisywana kolejnymi słowami, zapełnia się, tworząc dzisiejszy dzień, doświadczenia, życiowe lekcje i historie. Pewnie masz w tym względzie swoje wyrobione zdanie. Mnie cieszy obecna sytuacja, bo jest w niej wiele czynników, które mogą mnie zaskoczyć, mogą być początkiem czegoś nowego. Nie wiem, póki co, jak będzie wyglądało kiedyś, ale będę starał się unikać przewidywalności, schematów i oswojenia. Lubię ten poranny stan, małą niepewność, gdy nie wiem, co dokładnie może mnie spotkać dzisiejszego dnia. To oczywiście stan mojego serca, a nie tylko obecność przewidywalnych lub zaskakujących sytuacji w ciągu dnia. Nawet te same sytuacje, mające miejsce kolejnego dnia, mogą stać się właśnie zupełnie inne, dzięki nastawieniu mojego serca. Pragnę bardzo mocno podkreślać potrzebę wnikania w swoje serce, konieczność obserwowania reakcji serca i szansę rozbudzania go wobec różnych spraw.   Warto pomyśleć, czy wrażliwość mojego życia, skłania mnie w ogóle do tego, by wniknąć w swoje serce i przyjrzeć się temu, co się w nim tak naprawdę dzieje. Poranna rutyna (albo w innym momencie dnia) rozbudzania serca, to najpierw rozeznawanie sytuacji – kondycji mojego serca, później odkrywanie kierunku, w jakim pragnę podążać, a na końcu osobista zgoda – wyrażająca gotowość do działania, zaangażowania. Moja poranna rutyna rozbudzania serca, prowadzi do nadania hasła – tematu, kolejnemu rozpoczynającemu się dniowi, na tyle ciekawego, krótkiego i konkretnego, chwytliwego, bym w ciągu dnia o nim pamiętał...
Rozbudzić serce.

Rozbudzić serce.

Pomyśleliście kiedyś o czymś, co mogłoby być waszą pierwszą poranną czynnością, dzięki której zmienilibyście swoje podejście do dnia, wydarzeń i spotkań? Czy takie coś w ogóle istnieje? Spróbujmy dotknąć naszego serca i wypróbować pewnej rzeczy.   Na nasze życie wpływ ma bardzo wiele czynników. Czasami proste wydarzenia pobudzają nas do ciekawego działania i ciekawych refleksji. Fragment, który pragnie w tym miesiącu, w różny sposób rozważyć, brzmi: „Niech się nie trwoży serce wasze” (por. J 14,1-14). Chciałbym, byśmy w kolejnych refleksjach, popracowali nad naszym sercem. Zastanów się, co obecnie dzieje się w twoim sercu. Czy może odnajdujesz w nim pokój, a może gniew? Może niezrozumienie? Może brak chęci, zniecierpliwienie, zniechęcenie? A może masz jednak w sobie więcej pozytywnego myślenia? Może są w twoim sercu chęci do podjęcia się jakiegoś nowego działania? Co obecnie przechowujesz w swoim sercu, a co ma oczywisty wpływ na twoje życie? To, co przechowujemy, bardziej lub mniej, wynika z tego, co przeżywamy lub przeżyliśmy w swoim życiu. Może właśnie przez to, twoje życie, nabiera rozpędu lub dopadło cię jakieś zniechęcenie. Start twojego życia, rozpoczyna się w sercu. Właśnie w tym, co obecnie przechowujesz w swoim sercu, może być początek tego, jak dziś myślisz, rozumiesz, widzisz i działasz… wstaję zdecydowanie wcześniej…   Z racji planu lekcji, jaki mam, bardzo często muszę odprawiać Msze rano. Nie jestem jednak rannym ptaszkiem. Dlatego, by mieć pewność, że nie zaśpię, jest osoba, która wychodząc wcześniej do kościoła, zawsze dzwoni do moich drzwi, aby upewnić się, czy już jestem na chodzie. Ta śmieszna sytuacja, zapoczątkowała już dawno temu, ciekawe dla mnie doświadczenie. Gdy wstaję wcześniej, z delikatnym zniecierpliwieniem, nasłuchuję, kiedy zadzwoni mój dzwonek do...
Dlaczego tak trudno wyjść naprzeciw.

Dlaczego tak trudno wyjść naprzeciw.

Dlaczego tak trudno przynajmniej spróbować wyjść czemuś naprzeciw? Czy sądzisz, że masz jakikolwiek wybór w swoim życiu? Czy wpływasz na coś, decydujesz o czymś? Tak wiele zależy od tego, w jaki sposób potraktujesz swoją teraźniejszość, by stworzyć swoją przyszłość.   Scena w Ogrójcu, ukazuje symbolicznie to, co i dziś dzieje się w naszej codzienności. Każdy z nas, ma wybór i może wybrać właściwą dla siebie wersję przeżycia jakiegoś wydarzenia. Jedną z wielu istotnych spraw, którą powinniśmy starać się odkryć i zrozumieć właściwie, to fakt, że mam konkretny wybór. Nie wnikając jeszcze w konkretne opcje, muszę zrozumieć, ŻE MAM WYBÓR. Można zaobserwować, w niektórych przypadkach, że osoby nie dostrzegają tej możliwości, dlatego wydaje się im, że nie mają wyboru, że nie mają takiej możliwości, dlatego nie „wychodzą naprzód”, ale pozostają w tym miejscu, w którym byli dotąd. Dlaczego wspomniałem, że nasze doświadczenia podobne są do tego, co się dzieje w Ogrójcu? Widzimy tam Jezusa i Judasza, którzy tę samą sytuację, przeżywają w zupełnie inny sposób. WSZYSTKO MOŻNA WYKORZYSTAĆ DO CZYNIENIA DOBRA LUB ZŁA… Masz wybór! Widząc możliwości dokonywania wyboru, zawsze rodzą się jakieś możliwości, za którymi możesz pójść. Umacniając w sobie przekonanie, że nie masz wyboru, utwierdzasz w sobie błędne przekonanie. To, że być może w jakiejś sytuacji nie widzisz innego wyboru, nie oznacza, że go nie ma. Wydaje się, że sprawa, z którą musimy się najbardziej zmierzyć, w różnych konkretnych sytuacjach, to właśnie dostrzec wybór, którego moglibyśmy się w jakiś sposób podjąć.   Ostatnio toczy się dyskusja wokół wyboru: „religia albo etyka, albo nic…” To również zachęciło mnie do pójścia w tej refleksji, właśnie w takim kierunku. Patrząc na możliwości wyboru czegoś,...
„Co ma nadejść…” – stwórz sam.

„Co ma nadejść…” – stwórz sam.

Różny sposób angażowania się w naszą codzienność, pozwala nam zobaczyć, jakie jest nasze nastawienie, ile procent swoich sił wdrażasz w realizację swojej codzienności, a jak wielkie masz pragnień i oczekiwań. Wyjść naprzeciw – to postawa, dzięki której można tworzyć swój dzień.   KAŻDEGO DNIA ROZPOCZYNASZ TWORZYĆ NOWĄ HISTORIĘ? Oczywiście na twój dzień, ma wpływ bardzo wiele czynników, ale najważniejsze jest to, w jaki sposób TY chcesz faktycznie go przeżyć. Trzy lata publicznej działalności Jezusa, odsłania nam wolę Bożą w różnych kolorach. Choć wiemy, że wszystko jest cieniu krzyża, to najpierw odkrywamy ciepłe barwy przesłania. Może właśnie dzięki powołaniu uczniów, cudom, przyciągającej wielu ludzi nauce Chrystusa, krzyż w naszych oczach rozumiany jest głębiej, bardziej. Każdy „dzień” działania Chrystusa jest inny, choć wszystkie prowadzą do jednego celu. Nie jest on nieuniknionym celem, lecz bardziej scaleniem w jedną całość tego wszystkiego, co do tej pory się wydarzyło. Dla Chrystusa było to jasne. Dni łącząc się, prowadziły do realizacji celu. Myśląc o tym, zastanawiam się, w jaki sposób ja wypełniam swoją codzienność, jak ją przyjmuję i realizuję. Czy wykorzystuję kolejne dni, zadania, różne sprawy, by osiągnąć jakiś cel, który zawiera w sobie całą moją codzienność?   Nasza codzienność możemy potraktować jako zbiór różnych wydarzeń, które przyjmujemy, bo się wydarzyły, bo mają miejsce w naszej codzienności. I z tego względu, że po prostu są, musimy je zaakceptować i przyjąć. Możemy też żyć tak, jakbyśmy wciąż czegoś oczekiwali, pragnęli i wypatrywali czegoś na horyzoncie naszej codzienności. Żyjemy, wciąż czegoś oczekując, licząc na łaskawość codzienności, wydarzeń… Liczymy na to, że coś w końcu się wydarzy, że przyjdzie jakaś okazja, która ubogaci naszą codzienność, nasze życie. Różnie...
Zanim wyjdziemy… – wolność i wiedza.

Zanim wyjdziemy… – wolność i wiedza.

Czego potrzebujemy, by w naszej codzienności wyjść czemuś naprzeciw? Czy zastanawialiście się nad tym, co mogłoby pomóc w byciu bardziej odważnymi i zaangażowanymi? W czym trudno ci jest „wyjść naprzeciw”? MUSI BYĆ JAKIEŚ INNE WYJŚCIE… czy nie jest to mentalność, która bywa najgłośniejsza w sytuacjach, kiedy stoi przed nami coś trudnego, wymagającego? To nic złego, szukać różnych sposobów rozwiązania jakiejś sytuacji. Co jednak, gdy musimy coś jednak przeżyć, zrealizować i gdy szukanie innego wyjścia, to tylko ucieczka przed stawianiem czoła sytuacjom? Pewnie się kiedyś zastanawialiście, czy Chrystus mógł w inny sposób nas zbawić i dlaczego wybrał akurat drogę z Betlejem na Golgotę… Czy nie było innego wyjścia? Oczywiście nasza refleksja niczego nie zmieni, ale może dzięki temu, zauważymy, że i w naszym życiu są sytuacje, które nie mają innego wyjścia i muszą być zrealizowane takimi, jakimi są. Chrystus, wyszedł naprzeciw sytuacji, bo miała być właśnie tak zrealizowana. Może nas to zastanawiać, czy mamy jakiś realny wpływ na sytuacje, skoro i tak mają nastąpić w naszym życiu. Myślę, że wokół nas możemy spotkać ludzi, którzy wciąż są zbuntowani wobec swojego życia lub konkretnych sytuacji, którzy wręcz walczą z różnymi wydarzeniami w ich życiu, wyrażając swój sprzeciw wobec takiego charakteru ich codzienności.  W kontekście takiego działania i myślenia, powinniśmy zauważać, jakie faktycznie czynniki decydują o nas, o naszym działaniu, Czy nie jesteśmy uwarunkowani zbyt wieloma czynnikami, które bardziej niż my, decydują o tym, jakie sytuacje mają miejsce w naszym życiu i w jaki sposób jesteśmy w nie zaangażowani. Działanie Jezusa, nie jest niczym uwarunkowane, dlatego dzięki wolności, mógł „wyjść naprzeciw” Judaszowi i żołnierzom, ale przede wszystkim, mógł wyjść przeciw sytuacji ukrzyżowania. ...
Tak jak Jezus, „wyjdź naprzeciw”.

Tak jak Jezus, „wyjdź naprzeciw”.

Postawy Jezusa mogą i powinny nas zastanawiać. Na niektóre możemy reagować nawet niedowierzaniem. Każda postawa, którą lepiej zrozumiemy, może być dla nas wzorem, inspiracją i motywacją. Jezus w Ogrójcu, wobec żołnierzy i Judasza, ukazuje jedną, szczególną postawę.   W jaki sposób postępujesz, gdy na horyzoncie twojego życia, pojawia się jakieś zagrożenie lub trudna sytuacja? W jaki sposób reagujesz, co myślisz, jak mówisz i działasz? Kiedy wiemy o takich sytuacjach i możemy, w jakichś sposób przeciwdziałać, szukamy sposobu, by zaradzić niebezpieczeństwu, albo go unikamy, albo zwyczajnie uciekamy, jeśli to możliwe. Gdy jednak już coś nam się przydarzy, niekiedy panikujemy, niekiedy chwytamy się nawet ostatecznych działań – rozwiązań, bywamy przygnębieni i źli na wszystkich i na wszystko. Nikt nie lubi problemów, dlatego nie ma w nas jakiejś naturalności, chyba że ucieczka. Instynkt staje się w takich sytuacjach naszym źródłem pomysłów dla działania. I choć nie zawsze podpowiedzi są właściwe, to i tak często się im poddajemy.   Może rozważania, w tym miesiącu, chcę skupić na jednym zdaniu – „A JEZUS WIEDZĄC O WSZYSTKIM, CO MIAŁO NA NIEGO PRZYJŚĆ, WYSZEDŁ NAPRZECIW I RZEKŁ DO NICH” KOGO SZUKACIE” (por. J 18,4). Tym bardziej warto przyjrzeć się tej postawie, że wobec naszych postaw, jest ona inna, niezwykła i chyba jednak również nieoczekiwana. Im szczegółowiej przyglądam się Ewangelii Jana i szczególnie Jezusowi, bardzo często odkrywam detale, na które aż tak bardzo do tej pory nie zwracały mojej uwagi. Zwrócenie uwagi na powyższe zdanie, sprowokowało mnie od poszukiwania odpowiedzi na najprostsze pytanie – Dlaczego Jezus postąpił w ten właśnie sposób? Chciałbym podzielić się z wami rezultatami, w formie czterech, konkretnych punktów: 1. JEZUS ZAWSZE WYCHODZI NAPRZECIW GRZESZNIKOM… Z...
wyjdź naprzeciw – IV/21

wyjdź naprzeciw – IV/21

TEMAT KWIETNIA – „A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: „Kogo szukacie?”” (~ J 18,4) WYJSĆ NAPRZECIW – to postawa, której chcemy się przyjrzeć, której chciałbym się z wami uczyć i którą chciałbym wprowadzić w życie. Życie stawia różne sytuacje przed nami – zarówno trudne, jak i pozytywne. Życiu trzeba wyjść naprzeciw… Co obecnie jest kwestią ważną, której warto by było, należałoby wyjść naprzeciw?   artykuły: Tak, jak Jezus, „wyjdź naprzeciw”. ZANIM WYJDZIEMY… – wolność i wiedza. „CO MA NADEJŚĆ…” – stwórz sam. Dlaczego tak trudno wyjść naprzeciw.       projekt:  ...
Sprzedał swój zapach.

Sprzedał swój zapach.

Scena z Betanii, ma swoją, inną też perspektywę. Niestety jest w niej też coś negatywnego. Przyziemność, materializm, pozbawienie głębi – to wszystko może mieć miejsce również w twoim życiu, jeśli utracisz, zaprzedasz w jakiś sposób swój zapach.   Wokół nas istnieje coraz więcej zagrożeń. Tym poważniejsze one są dla nas, im mniej dostrzegamy ich niepożądane skutki. Coraz bardziej te zagrożenia działają w ukryty sposób, dlatego dopiero bardzo radykalne konsekwencje, zdradzają w ogóle ich istnienie. Przez bardzo długi czas, możemy niczego nie dostrzegać, aż pojawi się w naszym życiu coś, czego nie będziemy umieć rozwiązać i wówczas dopiero uświadomimy sobie istnienie jakiegoś problemu. Sprawy są złożone i mają bardzo wiele poziomów. Scena w Betanii, należy również do takich obrazów. To on właśnie ukazuje różne natury człowieka. Maria jest przykładem głębszego spojrzenia na życie. To ona kładzie akcent na rzeczywistość duchową, ukazując nam przez swój gest miłości, jak inaczej można wejść w swoje życie i je wypełnić. To jest życie nie tyle bardziej wymagające, ile bardziej oddane konkretnej wartości. Życie, które pachnie, jest oddane właśnie konkretnej wartości. Jeżeli chcemy odkryć swój indywidualny zapach, powinniśmy odkryć swoją wartość, której się cali oddamy, której powierzymy swoje życie.   Przykre jest to, że wiele spraw, sprowadzamy do oceny, do wartości materialnej. Nie ona jest najważniejsza. Oceniając nasze życie pod względem materialnym, sami się pozbawiamy tych spraw, które mają wartość symboliczną, których wartości nie da się zmierzyć, nie da się wycenić. Są to często wartości duchowe, dlatego łatwo jest nam z nich zrezygnować, na rzecz spraw materialnych, namacalnych, które możemy chwycić i od razu wykorzystać. Ten świat jest dla nas mimo wszystko o wiele prostszy...
Mój prawdziwy zapach.

Mój prawdziwy zapach.

Człowiek to dusza i ciało. Kierujemy się tym, czym chcemy, ale nie powinniśmy pozbawiać się jakiejś perspektywy. Chrześcijanin zyskuje swój zapach dzięki sakramentom. Masz świadomość – czym pachną sakramenty, które przyjęliście?   Była to niby zwyczajna niedziela. Na jednej z Mszy, miało miejsce włączenie do wspólnoty Kościoła, małego dziecka – Wojciecha, przez sakrament Chrztu. Po ochrzczeniu następuje namaszczenie Krzyżmem Świętym. Wówczas kapłan wypowiada takie słowa: „Bóg wszechmogący, Ojciec naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który cię uwolnił od grzechu i odrodził z wody i z Ducha Świętego, On sam namaszcza ciebie krzyżmem zbawienia, abyś włączony(a) do ludu Bożego, wytrwał(a) w jedności z Chrystusem Kapłanem, Prorokiem i Królem na życie wieczne.” Po tych słowach czyni się olejem znak krzyża, na szczycie głowy. Kiedy to zrobiłem, poczułem niezwykle silny zapach oleju. Powiedziałem po cichu do rodziców – „Teraz będzie pięknie pachniał„. Rodzice uśmiechnęli się, a kiedy do nosa dziecka przyłożyłem palce, pachnące jeszcze olejem, maleństwo delikatnie się również uśmiechnęło. Właśnie wtedy, pomyślałem o temacie tego miesiąca i przed oczyma wyobraźni, narysowały się momenty, kiedy pachniałem tym olejem – Chrzest, Bierzmowanie, Kapłaństwo, Namaszczenie Chorych. W tych sytuacjach otrzymałem od Boga szczególne dary, a przypomnieniem o nich do dziś pozostaje zapach świętych olejów. Większość z nas przynajmniej trzykrotnie otrzymała namaszczenie i były to momenty, w których otrzymaliśmy dary, otrzymaliśmy też szczególny zapach. Jakbyście mieli jakąś okazję, to poproście, by móc powąchać ten olej, by zapamiętać ten zapach dla osobistego zbudowania.   Pachniemy sakramentami, a jeszcze bardziej tym, czym one nas obdarowują. Zapach jest ulotny, a sakrament – dar, dalej w nas pozostaje. Przypominają sobie sakrament, korzystając z nich, możesz się osobiście zastanowić, czy wciąż pachniesz nim, czy...
IV Niedziela Wielkiego Postu – J 3,14-21

IV Niedziela Wielkiego Postu – J 3,14-21

Bóg zbliża się, wchodzi w historię naszego życia. Jego przyjście wymaga jednak naszej odpowiedzi. J 3, 14-21 Jezus powiedział do Nikodema: «Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu». – – – – – rozważanie 2021 – – – – – Wzajemne zbliżanie się… Bóg tak umiłował świat, że… – słowa streszczają całą historię zbawienia i wyjaśniają tajemnicę Wcielenia oraz Jego męki i śmierci. Potrzebujemy tego, aby spróbować zrozumieć działanie Boga. Nocna rozmowa z Nikodemem rzuca światło na pewne sprawy. Słowa te ukazują Boga, który zbliża się do ludzi, do ich historii. Pokazują Boga, który wchodzi w historię naszego życia, by przyjść nam z pomocą, często z takiej strony i w taki sposób, którego byśmy się nie spodziewali. Nasza historia, sytuacje, są niekiedy bardzo skomplikowane. Ale Bóg i tak przychodzi w naszą ciemność…...
Co wypełnia mój dom – czyli czym pachnie moje życie?

Co wypełnia mój dom – czyli czym pachnie moje życie?

Symboliczny „zapach” to coś, co ma nas charakteryzować. Ma być szczegółem naszego życia, myślenia, ma streszczać nasze serce. Maria wypełnia gest miłością, a ty czym pachniesz, czym wypełniasz swój dom?     Jako ksiądz miałem wiele okazji, odwiedzać czyjeś domy. Były to krótkie wizyty, np. kolęda, z sakramentami do chorych lub przy innych okazjach dłuższych spotkań. Te okazje, to możliwość zobaczenia ludzi w ich codziennym kontekście życia. To właśnie ten kontekst zawsze wydaje nam się ciekawy i zastanawia nas, co na jego tworzenie tak naprawdę wpływa. Nasze domy mogą również bardzo wiele o nas powiedzieć. To nie same przedmioty, zgromadzone pamiątki, ozdoby, mówią o domownikach, ale w szczególny sposób przemawia do nas, panująca w różnych domach atmosfera. Nie wystrój, choć on też wiele mówi, ale to, co kształtuje się pomiędzy osobami oraz między ludźmi, a konkretnymi zajęciami. To właśnie jest szczególną charakterystyką domu, jak i ludzi. Specyfika każdego domu kształtuje się poprzez działanie osób będących w tym konkretnym domu. Mimo wielu podobieństw są szczególne różnice, świadczące o indywidualności konkretnego domu, osoby… „DOM WYPEŁNIŁ SIĘ WONIĄ OLEJKU”. Drobny gest Marii, tak by się wydawało, nadaje naszemu życiu odpowiedni kierunek działania. To właśnie drobne gesty, przyczyniają się do tworzenia indywidualnego „zapachu” naszego domu, naszego życia. Jeden gest dobra, może zapoczątkować coś niezwykłego, zapach przejdzie na kolejne wydarzenia i osoby, a swoją siłą obejmie wszystko to, dokąd tylko sięga nasze życie. Dobro uczynione przez Marię napełnia wonią olejku cały dom. Dobro przez nią uczynione, wypełniło jakby całą przestrzeń wokół. Przez naturę tego gestu, wszyscy mogli doświadczyć tego dobra. Woń olejku wypełnia każde miejsce. Nie da się przed nim ukryć, nie da się go...