Dlaczego mam inwestować.

Dlaczego mam inwestować.

Każdy, podejmując się jakiegoś działania, oczekuje konkretnych rezultatów. Pewnie i wy się zastanawialiście nad tym, co może wam dać, inwestowanie w siebie. Poszukajmy konkretnych powodów, dlaczego warto inwestować. Łatwiej jest wdrożyć w życie jakimś pomysł, jak jesteśmy do niego rzeczywiście przekonani. Przynajmniej ja tak mam. A Wy? Jeśli mam, z jakiegoś powodu inwestować w siebie, to powinienem wiedzieć, co chcę inwestować, w co chcę zainwestować i dlaczego. Trzy ważne kwestie, które warto przemyśleć, zanim podejmiemy się konkretnego działania w swojej codzienności. Czym dysponuję, co warto by było zainwestować w siebie? ––– Co chcę zmienić, udoskonalić, zacząć w swoim życiu? – – – Jaka jest moja główna motywacja, co mną kieruje w tym temacie? – – – Gdy odpowiesz sobie na te pytania, cele staną się dla ciebie już jasne i pozostanie przejść już tylko do konkretnego działania. Jeśli twoje odpowiedzi będą faktycznie mocne, w znacznym stopniu umożliwi ci to podjęcie się właściwego działania.  W wielu sytuacjach przekonuję się o tym, że jest w osobach wyrobione takie przekonanie, że robienie czegoś dla siebie, jest egoistyczne, że powinno się bardziej działać na rzecz innych osób, niż tylko na własne konto. Czy powodem jest sztuczna skromność lub mocne przekonanie o tym, że takie działanie jest egoistyczne? Sami musimy sobie odpowiedzieć, co tak naprawdę nami kieruje. Co jest naszą motywacją i głównym celem. Zaważyć o tym może jedno słowo, które źle zrozumiane, może odebrać nam nadzieję na realizację jakiegoś zadania. Jednak, gdy we właściwy sposób zrozumiemy stwierdzenie „inwestować w siebie”, możemy wówczas wejść na ścieżkę prowadzącą nas do niezwykłej przygody, która się przed nami wówczas otworzy. Trzeba wejść w szczegóły. Działanie, które skupia...
Bóg, któremu na nas zależy.

Bóg, któremu na nas zależy.

Dwudziesta Czwarta Niedziela zwykła – Łk 15, 1-10 W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”. Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca». Zagubiona owca, zagubiona drachma – to symbole człowieka zagubionego, tego który z różnych powodów daleko jest od Boga – który o Nim nic nie wie, albo który przez grzech od Niego się odsunął. Różne są historie człowieka i jego relacji z Bogiem. Kiedy przyjrzymy się naszym relacjom, pomiędzy ludźmi, możemy również dostrzec, że i na tym polu istnieje wiele zadań do zrealizowania. Łatwo jest kogoś odrzucić, wyśmiać, ocenić i przyporządkować do tych „innych”, pogardzić, wyizolować…  Kiedy ktoś dla nas staje się ważny? Czy nie jest tak, że jakiś...
Półśrodki.

Półśrodki.

Dwudziesta Trzecia Niedziela zwykła – Łk 14, 25-33   Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem». Półśrodki. Myślę, że sprawa nie jest ci obca. Jeśli nawet tak nie postępujesz obecnie, to masz na pewno wyobrażenie, co to oznacza, w odniesieniu do twojego działania. Czasami wybieramy półśrodki, bo przemawiają do nas, np. względy ekonomiczne, praktyczność lub po prostu brak świadomości, a często brak sił, czy chęci. Czy można być chrześcijaninem – uczniem Jezusa – próbując w swoim życiu stosować półśrodki? Pewnie tak, ale czy to będzie wówczas prawdziwe, szczere? Stosowane przez nas półśrodki, nie sprawiają, że w coś się w pełni angażujemy, że podchodzimy do spraw w sposób przekonywujący,  poważny. Nie świadczy to o tym, że...
Odkryj to, co masz

Odkryj to, co masz

Fakt, niektórzy potrafią inwestować wirtualne pieniądze, coś czego nie posiadają, ale my tak nie zrobimy. Zastanówmy się nad tym, co rzeczywiście mamy, aby móc to dobrze i mądrze zainwestować. Nie jest sztuką zdobyć coś nowego, kupić sobie nową, jakąś rzecz i przez chwilę, jak małe dziecko, cieszyć się, że coś w życiu jednak mam. O wiele piękniejsze jest przemienianie w coś niezwykłego, tego wszystkiego, co już mamy. Cieszę się ze swojego życia, przynajmniej z bardzo wielu rzeczy, może dlatego, że nie ma we mnie aż tak wielkiego pragnienia, by zdobyć coś nowego, by za wszelką cenę kupić coś i posiąść.  Zastanawiałem się, skąd pojawił się pomysł na ten temat. I wiem, że wiele czynników wpłynęło na to, że pragnę się go podjąć w tym czasie. Pierwszy powód, to pewnego rodzaju niezadowolenie z „mojego życia” – to znaczy, stan mojego zdrowia, moja kondycja, brak dobrego, ciekawego wykorzystania czasu itp. Drugi powód, to fajna sytuacja – rozmawiałem z facetem na temat samochodu. Mówiłem, że mój ma już sporo lat, że musiałbym coś z nim zrobić i zastanawiam się, czy nie byłoby rozsądnie, go zmienić. Odpowiedź mnie zaskoczyła, a jednocześnie wile wątpliwości rozwiała – brzmiała ona tak: „a co już ci się znudził?” Pomyślałem automatycznie o życiu, o tym, co dzieje się w mojej codzienności, jak ja i pewnie wiele też innych osób, traktujemy pewne sprawy w naszym życiu – niekiedy z ogromnym znudzeniem, często nawet ze zniechęceniem, czy ze zdenerwowaniem. Czy nie jesteśmy zbyt znudzeni swoim życiem, zbyt przyzwyczajeni do niego, zbyt oswojeni i rutynowi? Mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji trzeba koniecznie zainwestować w swoje życi. Masz rację! Tylko, czy o...
Zaskoczeni.

Zaskoczeni.

Dwudziesta Druga Niedziela zwykła – Łk 14, 1. 7-14 Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: «Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony». Do tego zaś, który Go zaprosił, mówił także: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych». Zaskoczeni. Zgodne z ówczesnymi obyczajami goście ‑ należący niewątpliwie do lokalnej elity, bogaci i wysoko postawieni ‑ szukali sobie odpowiednio zaszczytnego miejsca przy stole, jak najbliżej gospodarza. Faryzeusze w szczególny sposób dbali o swoją pozycję w synagogach, na ucztach i na rynkach, i byli przekonani, że mają prawo do pierwszeństwa przed innymi ze względu na szczególną gorliwość w zachowywaniu Prawa Mojżeszowego. Co więcej, byli pewni – w dobrej wierze ‑ że dzięki temu są też bliżej Boga i że będą również zasiadać przy Jego...
Kwadrans na ważne słowo.

Kwadrans na ważne słowo.

Zatrzymując się już do dłuższego czasu na ważnych słowach, uświadomiłem sobie jak ważne i owocne jest to dla mojej codzienności. Dlatego uznałem, że spokojnie można do tego wykorzystać kwadrans z codziennego rytmu naszego życia. Mijający dzień, niesie ze sobą ogromny bagaż, zarówno ciekawych wydarzeń, które udało nam się w ciągu dnia przeżyć, jak i historii ludzi, z którymi się spotkaliśmy, rozmawialiśmy. W naszych głowach, po całym dniu, zebrane mamy wiele ciekawych myśli, które albo są jakimiś rozwiązaniami lub pytaniami wobec tego, co przeżywamy. Pod koniec dnia naprawdę możemy się przekonać o tym, jak wiele zyskaliśmy, jak bardzo jesteśmy bogaci, jak wiele dał nam kolejny przeżyty dzień. Zysk jest pojęciem subiektywnym, bo może nam się wydawać, że to był przeciętny dzień, że niczego nie wniósł w nasze życie, bo mieliśmy, mamy, jakieś oczekiwania, które nie zostały zrealizowane. Jednak taka sytuacja, nie decyduje o tym, że jednak czegoś nie zyskaliśmy. Może właśnie „kwadrans” – chwila zatrzymania, powinna nas przekonać do poszukiwania, do odkrywania jakiejś sprawy, która była dla nas tego dnia, szczególną lekcją. Może zamiast na początku dnia, w ramach wyznaczenia sobie zadania, warto taki kwadrans uczynić pod koniec dnia, w ramach podsumowania, a więc odkrycia jakie słowo dzisiaj, stało się z jakiegoś powodu, szczególnie ważne. Rozumiemy możliwe kierunki realizacji tego kwadransa, który możemy wykorzystać w taki sposób, jaki będzie dla nas wygodniejszy, a przede wszystkim bardziej praktyczny.  Kwadrans na ważne słowo, to próba innego sposobu budowania swojego życia, to okazja, by nadać swojej codzienności właściwy kształt. Spróbujmy zobaczyć ważne słowo w kontekście naszej codzienności, a więc w kontekście spotkanych osób, odbytych z nimi rozmów, a może wydarzeń, w których uczestniczyliśmy, byliśmy...
Znaleźć właściwe drzwi.

Znaleźć właściwe drzwi.

Dwudziesta Pierwsza Niedziela zwykła – Łk 13, 22-30   Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?» On rzekł do nich: «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi». Znaleźć właściwe drzwi. Obserwatorzy służby Jezusa dostrzegali, że niewielu uzdrowionych i niewielu z ludzi nauczanych, uwierzyło w Jezusa jako Syna Bożego, Zbawiciela. Stąd pojawia się pytanie – „czy tylko nieliczni będą zbawieni?”  Fragment ukazuje jakby ogromną pielgrzymkę, która zmierza do jednego miejsca, do drzwi i domu, gdzie jest niebywały Gospodarz, od którego zależy, czy zdołamy wejść. Pomyślałem, że najpierw człowiek musi wiedzieć, gdzie iść, gdzie znaleźć właściwe drzwi, które będą na niego czekać otwarte. Szeroka brama – to nasza ludzka brama. To nasze kompromisy, dowolne i wygodne wybory ze Słowa Bożego tego, co nam pasuje, co nas usprawiedliwia. Powoływanie się, że Jezus nauczał w ich mieście, że przechodził ich ulicą,...
Życiowy alfabet.

Życiowy alfabet.

Każdy z nas czemuś, jakiejś konkretnej sprawie poświęca więcej czasu i swojej energii. Argumentem jest to, że pewne sprawy, są dla nas priorytetowe. Jesteśmy w stanie poświęcić im nawet całe swoje życie. Mahatma Gandhi, Martin Luter King, Nelson Mandela, Matka Teresa z Kalkuty, Jan Paweł II – to tylko kilka, z ogromnej listy osób, które w jakimś momencie, swoją postawą, myślą i działaniem podbudzili nie jedną osobę do działania. Te osoby oprócz tego, że wywołują jakiejś konkretne skojarzenia, w konkretnym etapie historii, swoim konkretnym działaniem, moim zdaniem, stali się przykładami również dla innych osób, które są żywymi alfabetami. Każda z tych postaci, stawia przed moimi oczami, jedno lub więcej słów. Kojarzę te osoby z działaniem, z ważnymi słowami, szczególną postawą. Ci ludzie, poświęcili się czemuś, niekiedy oddając wręcz swoje życie jakiejś sprawie, i to w znaczeniu symbolicznym i dosłownym. Ich historie pokazują, jak na etapie jakiegoś czasu, ważna była ich obecność, działanie, słowa; jak cenna stała się ich inicjatywa.  Pewnie, że można ich nazwać historycznymi gigantami, którzy wpłynęli dosłownie na przebieg jakiegoś tematu, przebieg jakiejś historii. To jest ciekawostka, ż ich życie, bogate w różne przeżycia, zaczyna charakteryzować różne wydarzenia, nadawać im bardzo osobistego znaczenia. Wymienione postaci, to dla mnie charakterystyczne słowa – pokój, równouprawnienie, wolność, miłosierdzie, życie… Oczywiście, że w zasadzie wszystkie te słowa, można dopasować do każdej osoby. Ale mimo wszystko, kiedy myślimy o jakiejś konkretnej osobie, przed oczyma mamy coś, co ją charakteryzowało, co w stu procentach pasuje właśnie do tej konkretnej osoby. Wątpię, żeby początki działania tych osób, były pełnym świadomości wyborem – co będzie ich charakteryzowało. Raczej angażując się życiem w pewne sprawy, człowiek, do...
Ewangelia nie da spokoju.

Ewangelia nie da spokoju.

Dwudziesta Niedziela zwykła – Łk 12, 49-53 Jezus powiedział do swoich uczniów: «Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej». Ewangelia nie da spokoju. Początkowo dzisiejszy fragment Ewangelii może wydawać się być groźny, ale im bardziej wnikniemy w jego wnętrze, zrozumiemy to przesłanie. Dziś niepokojące znaki sprzeciwu, które istnieją wokół nas, mogą poniekąd wyjaśnić tą Ewangelię. Ludzie sprzeciwiają się wielu sprawom. Buntują się wobec zasad, reguł, praw, wobec religii, wobec zachowań ludzi itp. Dla nas chrześcijan może być to znak, że życie Ewangelią napotka niezwykły niekiedy opór, a nawet wyraźny sprzeciw.  Jezus ucząc swoich uczniów, przestrzega ich właśnie przed takimi sytuacjami. Wie, że głoszona Ewangelia i ich żarliwość, będą jak ognień rzucony na ziemię. Ogień spełnia tutaj rolę oczyszczającą i pozwalającą na odróżnienie oryginału od podróbki – nauczania Boga, od nauczanie zasłoniętego judaistyczną tradycją. Nauczanie Jezusa różni się tak radykalnie od nauczania tego świata, że podział w społeczeństwie z jego powodu jest nieunikniony. Chrztem Jezusa, jest posłuszeństwem woli Ojca wzywającego Go do siebie, drogą poprzez Jerozolimę. Chrzest Jezusa odnosi się do męki na krzyżu dla odkupienia ludzi. Głoszenie Ewangelii powoduje napięcia i podziały. Pokój Jezusa nie polega na tolerancji zła, ale na miłości grzeszników szukających przebaczenia. Podział powoduje jednak, że nie ma pokoju społecznego, bo zbawienie przyjmują...
Nie pozwól złodziejowi…

Nie pozwól złodziejowi…

Dziewiętnasta Niedziela zwykła – Łk 12, 35-40 Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie». Nie pozwól złodziejowi… Roważając ten fragment, trudno nie zauważyć, że główną jego intencją jest zachęcenie nas do postawy czuwania, abyśmy byli gotowi na rozwój, a nie spoczęli na laurach. Słowa Jezusa pokazują nam, że należy być zawsze gotowym na Jego przyjście. Można pomyśleć tylko o perspektywie śmierci, ale myślę, że często pomijamy inny wątek – przecież On codziennie do nas przychodzi – wśród moich obowiązków i codziennych działań. Czy nie pozwalamy by złodziej, odebrał nam wiele rzeczy, w tym przeczucie, że Bóg jest wśród nas, że się o nas troszczy, że ma dla nas plan, że moja modlitwa jest wysłuchiwana, że moje działanie mają sens itd. Czy wśród moich codziennych działań, dostrzegam obecność Chrystusa? Czy widzę możliwość spotkania z Jezusem, poprzez ofiarowaniu Mu swoich starań?  Co znaczy „być czuwającym”? Czuwający to ten, który po prostu kocha, służy innym i stara się upodobnić do Boga, czyniąc miłość swoim sposobem istnienia. Postawa czuwania, ma być obecna...
Czyste bogactwo.

Czyste bogactwo.

18 Niedziela zwykła – Łk 12, 13-21 Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem». Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?» Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia». I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?” Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga». Czyste bogactwo. Czy chrześcijanie mają dylemat – być bogatym, czy nie? Obawiam się, że wiele spraw odchodzi do lamusa i nikt się nad tym głębiej nie zastanawia. Ewangelia, słowa Jezusa jednak prowokują do podjęcia się takiego tematu. Autorytet Jezusa rośnie, stąd ludzie upatrują w Nim kogoś, na wzór znawców Prawa i Faryzeuszów. Nie odnajdywali odpowiedzi na nurtujące ich pytania, ani też właściwych wskazówek wobec ich sytuacji. Skoro Jezus wydaje się im bardziej zrozumiały, a Jego wskazówki bardziej celne – zaczynają przychodzić do Niego z prośbą o rozstrzyganie sporów. Konflikt pomiędzy braćmi, prawdopodobnie spowodowany śmiercią ojca i podziałem majątku, wydaje się być normalną sytuacją, gdyby nie dramat polegający na tym, że pieniądze stają się ważniejsze niż relacje...
Połączenie.

Połączenie.

17 Niedziela zwykła – Łk 11,1-13 Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie». Dalej mówił do nich: «Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą». Połączenie. Można modlitwę potraktować jako rozmowę z Bogiem. Można też potraktować...
Pomiędzy słowami.

Pomiędzy słowami.

Nasza podróż wokół słów, ma swoje konkretne znaczenie – ćwiczy nas w świadomym budowaniu naszej codzienności, wokół konkretnego słowa. Słowo jest tylko zaproszeniem – reszta jest w naszych rękach. Trudno było mi wyobrazić sobie, jak będzie wyglądała podróż z ważnymi słowami. Już po kilku dniach widzę, jak o wiele łatwiej jest kierować się słowem, wchodząc w swoją codzienność, w konkretne jej elementy. Opisywanie codziennych wrażeń (tutaj) nie powoduje, póki co, jakiś konkretniejszych trudności. Oczywiście, zawsze można stwierdzić, że efekty mogłyby być jeszcze konkretniejsze, ale nie o to w tym tak naprawdę chodzi. Robienie czegoś dla samych efektów, przestaje być przygodą. Podróż, którą odkrywamy, ma pomóc nam, dostrzec, że już wiele z nich jest obecnych w naszym życiu. Te, których może nie odnajdę, być może sprowokują mnie do większego przemyślenia – dlaczego ich nie ma? Budując swoje życie, realizując swoją podróż, myślę, że niezbyt często zastanawiamy się nad urozmaiceniem swojej codzienności, nad bardziej świadomym przeżyciem różnych kwestii, nad lepszym wykorzystaniem środków, które już posiadamy. Dopuszczamy do takiej sytuacji, gdy ze swojej strony, akceptujemy obecny stan rzeczy. Akceptując obecną rzeczywistość, nie myślimy o zmianach. Wręcz przeciwnie, akceptacja może być niekiedy ucieczką przed ewentualnymi zmianami, które moglibyśmy, albo wręcz które powinniśmy uczynić w naszym życiu. Słowa otwierają nam oczy. Dzięki tej przygodzie, jeśli weźmiemy ją na serio i słowa stworzą w naszej codzienności właściwą perspektywę, odkryjemy jak ogromna przestrzeń do zagospodarowania istnieje właśnie pomiędzy słowami. Ostatnio miałem kolejną historię. Tą z cyklu codziennych historii i doświadczeń. Byłem w kuchni i ktoś poprosił mnie o pomoc – garnek zakleszczył się jeden w drugim. Oczywiście pierwsza próba była siłowa, ale od razu zrozumiałem, że...
Dom…

Dom…

16 Niedziela zwykła – Łk 10,38-42 Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona». Dom… To szczególny dom, przyjaciół Jezusa, bo chyba nie ma nikogo tak szczególnie podkreślonego w Ewangeliach, jak właśnie Marta i Maria, i Łazarz. Myśląc o tym fragmencie Ewangelii, zawsze przed oczyma mam słowa Jana Pawła II z Novo Millennio Ineunte, pkt 43 – „Czynić Kościół domem i szkołą komunii”. To jest ćwiczenie, które wymaga wysiłku. Dlatego widzę Martę i Marię – obie wybierające różne drogi, sposoby, które wydają się być tak bardzo różne, a przecież żyją w jednym domu. Maria siedząca u stóp Jezusa i wsłuchująca się w Jego słowa i Marta, który uwija się przy różnych czynnościach. Możemy sami, patrząc na swój dom i swoją sytuację, zastanowić się czego symbolem jest dom.  Obie postawy, wymagają od nas zatrzymania się i zastanowienia. Wydaje mi się, że nie powinniśmy widzieć tych dwóch postaci tak bardzo skrajnie, że pracująca Marta jest zła, a słuchająca Maria dobra. Problem Marty jest głębszy – nie byłoby nic złego w jej postawie – działaniu, gdyby nie to, że odczytuje swoje zajęcia jako coś negatywnego i wykorzystuje to przeciwko swojej siostrze. W sposobie posługiwania Marty jest...
Faktycznie zrozumieć.

Faktycznie zrozumieć.

15 Niedziela zwykła – Łk 10, 25-37 Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego». Jezus rzekł do niego: «Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył». Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?» Jezus, nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź i ty czyń podobnie!» Faktycznie zrozumieć. Docierają do nas różne słowa z Pisma Świętego. Niektóre z nich wywołują w nas zastanowienie, refleksję nad swoim życiem. Są słowa, która tak bardzo nas wstrząsają, tak mocno nas dotykają, że powodują nasze...
Idźcie!

Idźcie!

Czternasta Niedziela zwykła – Łk 10, 1-12. 17-20 Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże». «Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu». Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: «Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają». Wtedy rzekł do nich: «Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie». Idźcie. Liczba 72...
VII/VIII 2019 – od A do Z

VII/VIII 2019 – od A do Z

Czas wakacji… Wakacyjny temat, powinien stanowić jednak przygodę, by się zrelaksować, ale mimo wszystko trochę też popracować, jednak w przyjemny sposób. Zapraszam was do odbycia stosunkowo prostej i łatwej podróży dookoła twojego świata przez 62 dni. Podróży tej będzie towarzyszyło codziennie jedno, inne słowo. W filmowym wprowadzeniu odkryjesz, co możesz z tym „słowem” zrobić, jak i też w artykule pierwszym. codzienne WAŻNE SŁOWA 62 dni dookoła świata. Pomiędzy słowami. Życiowy...
62 dni dookoła świata.

62 dni dookoła świata.

Jak dokonać podróży wokół siebie? Postrzegając swoje życie z perspektywy słów, które są ważne, bo mówią o wartościach, ważnych pragnieniach, przeżyciach i celach. Zatem, życzę ci dobrej podróży. Często w trakcie jakiejś podróży, rozglądamy się dokoła siebie i pragniemy zobaczyć jak najwięcej, jak najciekawsze rzeczy. Są rzeczy, które nas ciekawią i dlatego ich szukamy wokół siebie. Niekiedy coś nas szokuje, dlatego widzimy to wyraźniej niż inne rzeczy, które dzieją w tym samym czasie. Jest jednak wiele rzeczy, na które z różnych powodów, nie zwracamy uwagi. Życie jest jednak bardzo ciekawe, dlatego warto odbyć tą szczególną podróż dookoła swojego świata, by chociażby w lepszy sposób zrozumieć siebie, by odkryć i bardziej docenić to, co już mamy lub by zrozumieć otwierające się przed naszą osobą perspektywy. Oczywiście okrążyć kulę ziemską w 80 dni, może już w naszej wyobraźni budować obrazy niezwykłych przygód, miejsc i sytuacji, ale czy 62 dni dookoła swojego świata, może być równie pasjonujące? Taką podróż, krótszą lub dłuższą, możesz w zasadzie rozpocząć w każdym momencie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by to zrobić, właśnie teraz. Początek – start, złożony jest w twoich rękach i to, kiedy rozpoczniesz tą przygodę, zależy teraz tylko od ciebie. Spróbujesz? Przypominają mi się inne wakacje, już parę lat temu, kiedy samemu zdecydowałem się wyruszyć, do bardzo symbolicznego, ale i też bardzo trudnego miejsca. Ruszając do punktu głównego, jakim był Oświęcim, towarzyszył mi wówczas, wydawałoby się, że abstrakcyjny wobec tego miejsca temat – „otocznie troską życie”.  To właśnie Oświęcim, obóz koncentracyjny, stał się miejscem, w którym podjąłem się podróży w głąb siebie. Owocem tamtej podróży wokół „swojego świata” stała się głęboka refleksja nad życiem...
Żyć we wspólnocie.

Żyć we wspólnocie.

Ostatnia fascynacja nad którą chciałbym was zatrzymać i nieco nią was zarazić, to rzeczywistość Kościoła i wspólnoty. Czy dziś, z takimi opiniami jakie są, można jeszcze się zafascynować Kościołem? Miałem okazję być w kilku bardzo aktywnych parafiach. Ich aktywność nie przejawiała się tylko na polu wspólnot parafialnych, nie tylko w sferze dzieł miłosierdzia, nie tylko na tle liturgii, ale to, co mnie najbardziej fascynowało, to aktywność relacji budujących się pomiędzy osobami, tworzącymi tą wspólnotę. Może to dziwne, ale dla mnie wskaźnikiem wspólnoto twórczym są właśnie relacje pomiędzy osobami, które tworzone są poza organizowanymi punktami, spotkaniami, czy wydarzeniami kościelnymi. Pytanie, czy ludzie chcą ze sobą być? Rzeczywistość Kościoła to sprzyjająca przestrzeń, to uszczegółowienie charakteru wspólnoty. Kościół koloruje słowo – wspólnota, poprzez konkretne przymioty. Bóg czyni wspólnotę w wymiarze Kościoła czymś bardziej konkretnym.  Zawsze miałem jakąś szczególną wrażliwość na wspólnotę. Zawsze przemawiało do mnie słowo, zachęta Chrystusa: GDZIE DWAJ ALBO TRZEJ ZEBRANI W IMIĘ MOJE, TAM JEST POŚRÓD NICH (por. Mt 18,20) We wspólnocie, w jej działaniu najbardziej fascynujące jest stworzenie tej przestrzeni, tej okazji aby Jezus mógł być pomiędzy nami. To niezwykłe, że nasze zwykłe relacje, wzajemne odniesienia, stwarzają tak niezwykłą, wręcz cudowną rzeczywistość. myślę, że możemy wiele uczynić, aby odkryć potrzebę wspólnoty. Może się zdarzyć, że doświadczymy rzeczywistości wspólnoty przez jakąś konkretną sytuację, w naszej codzienności. To pierwsza przyczyna fascynacji – jedność pomiędzy nami, jako wspólna droga doświadczeń, która może przynieść jako owoc, rzeczywistą obecność Jezusa pomiędzy nami. Działanie razem – wspólna odpowiedzialność, to drugi powód fascynacji wspólnotą. Zawsze stawiałem akcent na to, aby nie ważne jak nam coś wyjdzie, ale by próbować to, co możliwe, realizować razem. Wspólne działanie –...