Bóg jest po mojej stronie.

Bóg jest po mojej stronie.

Czy to czego pragnie dla Ciebie Bóg, jest też Twoim planem na życie? Ilu z nas traktuje wolę Bożą jako „intruza” burzącego nasze plany na codzienne życie. Zanim przejdę do rozważania, chcę cię zaprosić, abyś zastanowił się – jaka jest wola Boże względem twojej osoby. Czego pragnie od Ciebie i tylko od Ciebie Bóg, byś się tego podjął w życie. To kim jesteś, jacy jesteśmy, co robimy, czym się interesujemy – zdobywamy dzięki tworzeniu naszego życia dzień po dniu. Możemy jednak sobie pogdybać – co by było, gdybyśmy urodzili się np. w innym kraju, bardziej bogaci lub biedni, mając inne możliwości? Czy bylibyśmy tymi samymi osobami, jakimi jesteśmy? A czy to, jacy obecnie jesteśmy, jest prawdą, jest właściwą wersją mojego życia? Oczywiście powyższe pytania są raczej odpowiedzią wobec tego, co MY robimy ze swoim życiem – jak nim dysponujemy. Człowiek, który pragnie rozpoznać, jak a jest wola Boża, myślę że często może zadawać pytanie: co chciałby Jezus, bym w tym momencie uczynił. Nasz stosunek względem woli Bożej, może być trojaki. Pierwszy obraz to rozstaje dróg, gdzie jedna droga to jest Boża propozycja, a druga moim wyborem. Każda z tych dróg wiedzie w zupełnie innym, własnym kierunku. Drugi obraz to dwie, równoległe do siebie drogi. Biegną one w swojej bliskości, jednak widać, że choć prowadzą w jednym, tym samym kierunku, to są od siebie w dużym stopniu niezależne. Trzeci obraz to węzły dróg na autostradzie, które choć są bardzo zawiłe, to jednak łączą ze sobą wszystkie te drogi –  Bożą propozycję i mój plan. Powinniśmy użyć odpowiedniego narzędzia, jakim jest DAR ROZUMU, aby przeniknąć tajemnicę, jaką jest dla nas niekiedy...
Życiowy cel.

Życiowy cel.

Przychodzą w życiu takie momenty, w których zadajemy sobie pytanie – co dalej? Co mam robić w życiu? Odnosi się to względem niekiedy najbliższej chwili, a niekiedy względem dalekiej przyszłości. Nasza codzienność bywa tajemnicą. Z dnia na dzień odkrywamy różne tajniki naszej codzienności – zarówno te, dotyczące naszej osoby i naszego środowiska, jak i też osób biorących udział, w różnym stopniu, w naszym życiu. Dzięki różnym doświadczeniom, poznajemy siebie i odkrywamy np. na co nas rzeczywiście stać. Nie dokonuje się to jednorazowo, ale odsłaniamy kolejno, różne części naszego życia, niekiedy bardzo skomplikowanej układanki. Zastanawiałem się ostatnio, w odniesieniu do swojej osoby, kiedy tak naprawdę zakończy się ten proces odkrywania. Jeśli mam być szczery, to tak naprawdę, wolę opcję powolnego odkrywania tajemnicy swojego życia, powolnego odkrywania nowych szans i możliwości. Dlaczego tak? Dla mnie to okazja do lepszego przeżywania swojej codzienności i głębsze włączenie się w różnego rodzaju wydarzenia, które mają miejsce w mojej codzienności. Oczywiście pojawiają się momenty, w których stwierdzam: „Szkoda, że teraz to dopiero wiem; czemu to tak późno odkryłem itp.” W imię takiego rozumowania, dla mnie chwila tłumaczy chwilę, a więc, by rozpoznać co zrobić, czemu się oddać, potrzeba uważnego rozeznawania każdej chwili życia. Nadal oczywiście pozostaje dla mnie tajemnicą to, co będzie się działo np. za rok – co odkryję, co zrozumiem i w co będę wówczas zaangażowany. Ufam jednak, że podążając do tego punktu, będę coraz bardziej odkrywał tę chwilę i to, co w niej, z mojej strony będę realizował. Nasze predyspozycje również bardzo często odkrywamy w kontekście sytuacji, które przeżywamy. To właśnie niekiedy jakieś konkretne wydarzenie, mobilizuje do uruchomienia konkretnych zdolności, myśli i konkretnych...
Dwa stosy.

Dwa stosy.

Jakbyś miał ułożyć dwa stosy – jeden symbolizujący wszystkie wykorzystane dary, a drugi te stracone, zmarnowane, to który z tych stosów mógłby być w twoim przypadku największy? Bardzo podoba mi się krótka historia bł. Chiary Luce badano, dotyczące jednego wydarzenia z jej dzieciństwa. Jej mama widząc ile Chiara ma zabawek, powiedziała do niej, że byłoby dobrze, gdyby się nimi podzieliła z bardziej biednymi dziećmi. Początkowo Chiara nie była chętna, by to zrobić. Jednak po jakimś czasie z jej pokoju słyszalny był głos: „jedno dla mnie, jedno dla nich”. Zaciekawiona sytuacją mama weszła do pokoju i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła dwa stosy zabawek – stare po jednej stronie, a po drugiej drugiej stronie nowe zabawki. Mama przyniosła worki i widzi, jak Chiara pakuje nowe zabawki do worka. Zdziwiona, pyta Chiarę, czy jest tego pewna. Chiara odpowiedziała: „nie można tym dzieciom dać starych zabawek, trzeba właśnie dać te najlepsze, nowe”. Ułożenie takich stosów może udzielić nam różnych lekcji. Bo do zmarnowanych sytuacji mogą dołączyć również te, w których człowiek uczestniczył, a nie tylko te, których nie zauważył, czy nie chciało mu się w nie angażować. Choć nie możemy do pewnych spraw powrócić, czy podjąć się ich po raz kolejny, to nawet te zmarnowane dary, mogą jednak stać się jeszcze w jakiś sposób dla nas, na nowo, darem. Nie przekreślajmy zupełnie minionych, czy zmarnowanych okazji. To, co w wyniku jakiś sytuacji straciliśmy, też może nas czegoś nauczyć, a na pewno uwrażliwi nas na aktualne okazje, szanse do wykorzystania. Chyba, że kompletnie przekreślimy wszystko i postawimy wysoki mur wokół własnego życia. Możemy zawsze podzielić się zdobytym przez nas doświadczeniem z innymi, by innych...
Dlaczego ja?

Dlaczego ja?

Na ile sytuacji, w twoim życiu się zgadzasz, a wobec jakich jesteś zbuntowany i zadajesz to pytanie: „dlaczego ja?” Może dlatego, że jakiegoś daru nie rozumiemy, trudno nam jest zrozumieć, że to w ogóle jest dar. Najtrudniejszy moment w codzienności? Kiedy pragnienia zderzają się z rzeczywistością i okazują się skrajnie różne. Czy oczekując od jakiejś sytuacji konkretnych, upragnionych przez ciebie efektów, w prosty sposób zgadzasz się na to, co faktycznie przyniesie twoja codzienność? Nie wiem jak często z taką sytuacją masz do czynienia, ale pewnie masz swoje doświadczenia z takimi sytuacjami. Młody człowiek rozpakowuje prezent, który otrzymał na wigilię. Widać po nim, że liczy na spełnienie się jego prośby. Jednak po otwarciu do końca prezentu, jego mina zrzedła i pojawiło się ogromne rozgoryczenie. Oczekiwania były inne, a rzeczywistość stała się jeszcze inna. I to, brzmiące bardzo dramatycznie pytanie: „dlaczego ja?” Ta sytuacja, może nie ma aż takiej wartości życiowej, ale i tak trudno przyjąć właśnie te sytuacje, które w jakimkolwiek stopniu są przeciwne naszym pragnieniom, oczekiwaniom. Może to nie jest jakieś dziwne, ale pytanie: „dlaczego ja?” pojawia się wobec tych zdarzeń, które są trudne, wymagające, oczekujące od nas jakiejś ofiary – poświęcenia. Nigdy to pytanie nie pada natomiast w sytuacjach, gdy nam się poszczęści, gdy coś otrzymujemy dobrego… Najwyraźniej, to co trudne w naszym życiu, nie rozumiemy jako dar, ale raczej jako karę. Przez taki sposób myślenia, sami czynimy sobie krzywdę, bo to, co trudne, czy wręcz bolesne, natychmiast wywołuje w nas bunt – sprzeciw. Taki punkt widzenia tych sytuacji sprawia, że nawet sobie nie wyobrażamy, że w tym, co trudne, możemy znaleźć coś pozytywnego, jakiś dar, który może nas...
Dar – I/2018

Dar – I/2018

W tym roku planuje zająć się szczególnie tematem darów, w różnym ujęciu. Ufam, że ten temat w różnych odsłonach wam się spodoba i będzie mieli okazję coś na nowo odkryć.  Wiesz jakim cudem jesteś? Masz w sobie coś, czego inni nie mają. To jest dar.   Największy dar. Pakiet startowy. Promocja na dary. Dar codzienności – ciekawe lekcje. Dlaczego ja? Dwa stosy.  ...
Największy dar.

Największy dar.

Ufam, że rozglądasz się w swoim życiu i dostrzegasz różne dary – te które są w tobie, te które istnieją wokół ciebie. Ich ilość jest zdumiewająca, ale jeśli byś miał stwierdzić, który jest dla ciebie najcenniejszy, to potrafiłbyś go wskazać? Za mną jest już jakaś historia życia. Przeżyłem wiele, bardzo różnych doświadczeń, które miały na mnie i mają nadal, ogromny wpływ. Jest też wiele rzeczy, które nie potrafię zrozumieć, ani nazwać, ponieważ nie wiem, co miałyby znaczyć te historie dla mnie. Często minione doświadczenia, poznajemy dzięki wydarzeniom, które mają miejsce w teraźniejszości i stają się one dla nas cennym darem – choć starym, to jednak nowym. To, co obecnie wydaje się być dla mnie najcenniejsze, nie musi być takie do samego końca mojego życia. Trochę to niekiedy przypomina stale aktualizującą się listę, ważnych  dla nas spraw. Tak jak priorytety zmieniają się nam pod wpływem wydarzeń, w których uczestniczymy, tak lista „największych darów” możemy aktualizować w kolejnych latach naszego życia, dzięki temu, co uda nam się przeżyć, odkryć. Ale niekiedy mamy taki szczególny dar, który czujemy, że jest dla nas najcenniejszy i że jego wartość nigdy nie ulegnie zmianie. Oczywiście trudno nam jest zrobić jedną listę, największych darów, bo czujemy, że zestawienie duchowych darów z fizycznymi – materialnymi, jakoś zbytnio nam nie pasuje. Same listy, tak naprawdę nie są ważne. Istotne jest to byśmy mieli świadomość istnienia tego najcenniejszego daru w naszym życiu. Myślę, że i ty zdajesz sobie sprawę z tego, że w bardzo prosty sposób można utracić dary, przede wszystkim z powodu strachu, by ich użyć. Oczywiście to nie dar jest kruchy, ale człowiek, który ma możliwość posługiwania się...
Pakiet startowy.

Pakiet startowy.

Warto mieć coś na początek. Mamy w rzeczywistości duchowej taki właśnie pakiet startowy, który otrzymujemy w sakramencie Chrztu, jak i też później w sakramencie Bierzmowania. Co z nim zrobić w takim razie? Wydaje mi się, że każdy z nas ma swoje własne skojarzenia z darami. Jednym z wielu, które mam, jest właśnie skojarzenie z darami Ducha Świętego.  Trzy sakramenty: Chrzest, Bierzmowanie, Komunia Święta – to sakramenty wprowadzające – inicjacji chrześcijańskiej. Posiadanie ich sprawia, że pełniej możemy się angażować w swoje życie, odkrywać głębszy wymiar naszej codzienności – relacji, myśli i działań.  Dary, które otrzymujemy od Ducha Świętego są jakby „pakietem startowym”, który wprowadza nas w przygodę życia. Mamy te dary, ale czy zdajemy sobie sprawę z ich obecności, funkcji i możliwości? Zwróćmy uwagę na dwie szczególne funkcje darów: 1. Podtrzymują życie moralne chrześcijan 2. Dopełniają i udoskonalają cnoty tych, którzy je otrzymują Te dwie chociażby funkcje, podpowiadają mi, jak ważne jest to, aby współpracować z Duchem Świętym i Jego darami. Wiedząc co te dary mogą uczynić we mnie, dla mnie, ważne by było posiadać właściwe rozeznanie w tych darach – wiedzieć czego wymagają, do czego konkretnie nas zobowiązują. Kombinacja w łączeniu i posługiwaniu się darami, zbliża nas do Boga, do właściwej realizacji wiary, ale również prowadzi do zrozumienia sensu naszego życia, misji którą mam wypełniać, oraz do poznania i przyjęcia woli Bożej względem każdego z nas. Obecność darów, to nie kwestia zadań, które za nimi stoją, a raczej łaska, która spływa na każdego człowieka, który „dotknie przynajmniej tych darów”. Jeśli coś się w nas tli – jakaś myśl, pragnienie, jakiś cel, to dary obecne w nas, mogą podtrzymać życie...
Promocja na dary.

Promocja na dary.

Z życiem jest trochę jak z zakupami. Zamiast produktów, w koszyku wkładasz tam odkryte wokół siebie dary. Co znajdziesz w swoim koszyku? Obraz zakupów nie trzeba jakoś wam szczególnie przedstawiać. Idziemy by kupić to, czego najbardziej nam brakuje, co jest koniecznie dla przyrządzania różnych rzeczy. Koszyk z czasem się zapełnia, a my szczęśliwi wracamy do domu. Po powrocie do domu, zakupy odkładamy w odpowiednie miejsca i z czasem korzystamy z nich, w miarę potrzeby. W życiu codziennym otacza nas wiele darów, a przeżywając różne historie – doświadczenia, stajemy się ich posiadaczami. W innych sytuacjach sięgamy „w odpowiednie miejsce po nasze zakupy” i w jakiś konkretny sposób, zaczynamy posługiwać się naszymi darami, stwarzając nowe historie, nowe doświadczenia. Dary przechowujemy w różnych miejscach. Niektóre odkładane są w naszej pamięci i ubogacają naszą wiedzę i doświadczenie. Inne skrywamy w naszym sercu, pozwalając, by w nas promieniowały dobrymi uczuciami i emocjami. Inne jeszcze wkładamy w nasze dłonie, praktycznie zaraz po ich otrzymaniu, by wprowadzić je w czyn, starając się nimi posłużyć jak narzędziami, Właściwą postawą jest ta, kiedy dar rzeczywiście służy, czy to nam, czy innym. Nie ważne. Byleby tylko rzeczywiście działał, a nie pozostał gdzieś w niedostępnym miejscu lub został całkowicie zaprzepaszczony. Dary funkcjonują w nas tak długo, jak długo staramy się nimi rzeczywiście posługiwać. Kiedy ich nie wykorzystujemy, grozi nam, że je w jakiś sposób utracimy i trudno będzie na je w jakikolwiek sposób odzyskać. Dary to nie tylko przedmioty, nie tyko jakieś doświadczenia. Darem są dla nas spotkane osoby, wydarzenia w których uczestniczymy, obrazy z życia wzięte, które nas otaczają, słowa które ktoś do nas wypowie, chwila relaksu przy dobrym...
IV Niedziela Adwentu – Łk 1,26-38

IV Niedziela Adwentu – Łk 1,26-38

IV Niedziela Adwentu – Łk 1, 26-38  Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.  Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądz pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą».  Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.  Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».  Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?»  Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».  Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł. 1. Zwróć uwagę na: Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. … Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. 2. Odniesienie do… Bóg działa w życiu Maryi, ale pragnie również odnaleźć się w twoim i tam również realizować swój plan. 3. Co wynika z tego fragmentu Rozważając fragment o Zwiastowaniu, można snuć wiele rozważań, dlatego...
Nadzieja – dobrym kierunkiem.

Nadzieja – dobrym kierunkiem.

Każdy z nas ma złożone w sercu przez Boga szczęście. Nadzieja odpowiada dążeniu do tego szczęścia. Jaki kształt przybrało to ostatnio w moim życiu?  Zderzając się z codziennością, człowiek nabija sobie nie jeden raz ogromnego guza. Nie ma co udawać – bywa niekiedy bardzo ciężko i nie sposób poradzić sobie tak zwyczajnie, po ludzku. Poddać się? Bez przesady, to żaden sposób na przeżycie codzienności.  Kiedyś czytałem, że biegacze (szczególnie ci długodystansowi) trafiają na tzw. „ścianę”. Moment, w którym ciało odbiera całkowicie siły na to, by biec dalej. Potrzeba w tym momencie ogromnej walki ze swoimi myślami, aby biec dalej. Fizyczny, psychiczny, bunt całego organizmu, który wywołany jest pewnymi brakami substancji w organizmie (jak chcecie poznać więcej, proponuje przeczytać fachowe artykuły) uniemożliwia człowiekowi uczynienie kolejnego kroku. Myślę, że nie trzeba być biegaczem, by i w życiu trafić na podobą ścianę, która odbiera nam siły do realizacji różnych obowiązków, planów, życiowych celów. Tutaj właśnie wkracza na scenę nadzieja. Mając w sercu, złożone przez Boga szczęście, podpowiada nam ono, że mam iść dalej, że mam pokonać obecną trudność, by zrobić chociażby jeden krok, ale naprzód. Już kiedyś o tym wspominałem, ale o to by tutaj właśnie chodziło, używając szczęścia i nadziei – znudzony tym, co nie do końca było pozytywne w moim życiu, uczyniłem krok – próbę odkrywania i realizowania pozytywnych kierunków. Pojawia się tutaj ciekawy schemat pt. „składniki nadziei” PRAGNIENIE DOBRA NADPRZYRODZONEGO CZYLI BOGA Wielokrotnie zdziwieni jesteśmy naszymi osiągnięciami. Wybitne plany i cele, a rezultat mizerny. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ pragnienia, które posiadamy są bardzo ludzkie, a często bardzo przyziemne. Jeśli nie wznosimy się na wyżyny naszych możliwości to i osiągnięcia też nie sięgają daleko....
III Niedziela Adwentu – J 1,6-8.19-28

III Niedziela Adwentu – J 1,6-8.19-28

III Niedziela Adwentu – J 1, 6-8. 19-28  Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię.  Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości.  Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz».  A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?»  Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała».  Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. 1. Zwróć uwagę na: Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię.  Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego.  2. Odniesienie do… każdy z nas ma swoje przesłanie – po to zostaliśmy powołani do istnienia. Możemy dać właściwe świadectwo życiem. 3. Co wynika z tego fragmentu Przewodnikiem po adwencie znów jest Jan Chrzciciel. On rozpoznaje swoje szczególne zadania i stara się je spełnić w sposób właściwy i konkretny. Wielkość Jana leży w tym, że jest świadkiem; jego działanie całkowicie podporządkowane jest misji Jezusa. Jego postać i postawa, przypomina nam dziś...
II Niedziela Adwentu – B – Mk 1,1-8

II Niedziela Adwentu – B – Mk 1,1-8

II Niedziela Adwentu – Mk 1, 1-8  Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: «Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego». Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordanie, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». 1. Zwróć uwagę na: «Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego 2. Odniesienie do… każdego, który poszukuje wolności od swoich grzechów; który pragnie doświadczyć przebaczenia 3. Co wynika z tego fragmentu Każdy z nas stając przed Bogiem, w swojej codzienności, za każdym razem staje przed pewnego rodzaju „nowością”. Wydarzenia, w których uczestniczymy zapowiadają rozwój wydarzeń. Początki są niekiedy niejasne, ale stają się zrozumiałe z perspektywy końca. Podobnie jak w naszej codzienności, podobnie dzieje się w sferze naszej wiary. Nie wszystko rozumiemy i nie jesteśmy wstanie sobie wyobrazić, ale dotyka nas Ewangelia – Dobra Nowina, przyniesiona przez „różnych posłańców” i ukazuje szczególną wiadomość – jestem kochany przez Boga; On pragnie mi wybaczyć. Dobrą Nowiną jest Boże miłosierdzie. On pragnie, by ten szczególny rodzaj miłości do nas dotarł i dotknął naszych serc, umysłów, naszej duszy.  Głos woła nadal...
I Niedziela Adwentu – B – Mk 13,33-37

I Niedziela Adwentu – B – Mk 13,33-37

I Niedziela Adwentu – Mk 13, 33-37  Jezus powiedział do swoich uczniów: «Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie». 1. Zwróć uwagę na: – Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. – Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 2. Odniesienie do… słudzy, odźwierny – symbolicznie każdy z nas, komu został powierzony „dom” – przestrzeń naszej codzienności. 3. Co wynika z tego fragmentu Mieć oczy otwarte i czuwać. Żyjemy w świecie, który wieloma „błyskotkami” mydli nam oczy. Złudzeni pozorami, możemy zabłądzić, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że zmierzamy w nieodpowiednim kierunku. Różnego rodzaju propozycje, mogą, ale nie muszą być zagrożeniem odejścia od tego, co właściwe, a co jest wolą Boga przeznaczoną dla nas. Zadania: mieć otwarte oczy i czuwać, odnoszą się do każdego z nas, któremu na czymś zależy. Wierni chrześcijanie, żyją w perspektywie oczekiwania nadejścia ostatecznego spotkania z Bogiem. Poniekąd jesteśmy podobni do apostołów – oni oczekiwali wybawienia Narodu Wybranego – co dokonało się w powszechnym geście Miłości na krzyżu. My natomiast zostawiając za sobą krzyż, przeżywając tajemnicę Zmartwychwstania, oczekujemy kolejnego nadejścia Zbawiciela – w tym jednak przypadku, już ostatecznego. Oczekujemy momentu , w którym...
w butelce…

w butelce…

Odnalezienie przesłania swojego życia, niektórym zajmuje całe życie. Inni mają je na wyciągnięcie ręki, ale nie zdają sobie z tego sprawy. Jeszcze inni, realizują coś, ale nie do końca wiedzą, w czym tak naprawdę uczestniczą. Wiem, że wstęp jest dość enigmatyczny, jak zresztą cała moja przygoda z nadzieją. Jak to było z moim odkryciem nadziei. Wracam tak naprawdę pamięcią do dawnych lat, bo było to mniej więcej w 2003 roku. Zostałem wyświęcony i otrzymałem dekret na pierwszą parafię do Chodzieży. Pierwsza podróż życia – odkrywanie tajników życia kapłańskiego. Oczywiście, co jest też z tym związane – bycie z innymi osobami. Tak rozpoczęły się różne akcje z młodzieżą. Po dłuższym czasie, szczególnej współpracy i przeróżnych działań, pojawił się pomysł. Może warto, aby prowadzić coś w internecie – rozważać codziennie słowo i podawać innym krótką refleksję, jako codzienny kierunek. Jak nazwać ten kierunek działań, jak go realizować. Pojawił się wśród młodzieży temat, niestety nigdy nie zrealizowany – gazetki młodzieżowej. Pojawiła się okładka, pomysł na to, jak to zacząć, a co najważniejsze, pojawił się też szczególny – wspólnie ustalony nagłówek – tytuł gazetki, a była nią… NADZIEJA. Pomysł był super, ale chyba zbyt mało sił do tego, aby go zrealizować. Jednak cel spodobał mi się na tyle, że miałem już gotowy nagłówek dla swojej strony. Stąd pojawiła się Nadzieja, czyli la speranza. Oczywiście to nie jedyny motyw powstania strony. Na początku mojego kapłaństwa, stwierdziłem, że dobrze by było, nadać temat pobytowi w tej konkretnej parafii. Pierwszy pomysł, który pojawił się w mojej głowie, to były cnoty. Dlaczego nie skupiać się i nie mówić, jak najwięcej o nich, w poszczególnych parafiach, starając się...
po prostu Nadzieja.

po prostu Nadzieja.

Ile razy słyszałeś, bądź sam używałeś tego słowa, w kontekście różnych sytuacji? Nadzieja – to słowo, które ma wiele oblicz. Czy znasz je? Kiedy czytam różne definicje słowa: nadzieja, zamiast odnajdywać odpowiedź i jakąś jasność, mam wrażenie, że temat coraz bardziej się zaciemnia. Wynika to chyba przede wszystkim z ludzkiego rozpatrywania tego tematu. Choć nadzieja wydaje się jedna, to jednak kwestia jej interpretowania, ogromnie wpływa na to, w jaki sposób jest ona przez nas realizowana. NADZIEJA JEST OCZEKIWANIEM CZEGOŚ WOBEC PRZYSZŁOŚCI. Każdy z nas powołując się na nadzieję, oczekuje czegoś od przyszłości. Jeśli jednak ujmiemy to z perspektywy ludzkiej, zakładamy tylko to, że chcielibyśmy, by coś się wydarzyło wobec naszej potrzeby.  Przeżywając ból, mamy nadzieję, że on minie – nie wiemy, że tak się stanie, jedynie mamy takie oczekiwanie. Zatem po ludzku, nadzieja jest oczekiwaniem lepszej przyszłości, której jednak nie jesteśmy pewni. Jeśli nasze oczekiwanie się spełni, wówczas mówimy o wypełnieniu naszej nadziei. Tylko, czy ona rzeczywiście była prawdziwa i wypełniła się? Ludzka nadzieja jest tylko pragnieniem, oczekiwaniem spełnienia się, naszych pragnień. Zatem grozi nam życie pustą nadzieją, za którą niczego nie ma – nadzieja bez pokrycia. Trochę okradamy się z prawdziwej nadziei, kiedy próbujemy żyć jej tylko namiastką.  Co się dzieje tak naprawdę, gdy żyjemy tylko ludzką nadzieją? W pierwszym rzędzie, niestety sami sobie nie wierzymy. Ile razy np. kupowaliście los w grze z dużą kumulacją i mieliście mieszane myśli – tym razem uda mi się – a za chwilę – ja nie mam szczęścia, pewnie mi się znów nie uda. I za chwilę pojawia się to stwierdzenie – mam nadzieję, że mi się jednak uda wygrać. Druga...
Patrz dalej.

Patrz dalej.

W życiu codziennym, zderzamy się z różnymi trudnościami. Próbujemy stawić im czoła i w jakiś sposób sobie poradzić. Czy nadzieja może nam w tym, w jakiś sposób pomóc? Kiedy dotyka nas trudne doświadczenie, bardzo często jest nam trudno zobaczyć coś więcej niż tylko tą trudność. Wydaje nam się, że ktoś zamknął nas w jakimś pokoju, z którego nie ma wyjścia. Pozbawieni perspektyw, jeszcze silniej odczuwamy przeżywaną trudność. Jeśli „pozwolimy”, by ta trudność urosła w naszym myśleniu do niewyobrażalnej wielkości, wówczas odczuwamy przeciążenie sytuacją – wciąż o niej myślimy, stale ją odczuwamy, a wszystko co dzieje się wokół nas, stale nam o tym przypomina. Wydaje nam się, jakby poza tą sprawą, nic innego nie istniało. Myślę, że bez przesady opisałem stan, który wielu z nas odczuło podczas dokonującego się w naszej codzienności, jakiegoś mniejszego lub większego dramatu. Nie ma gotowego rozwiązania, a jedynie początek od którego możemy pójść w bardzo różne strony. Właśnie moment przeżywanego dramatu, potrzebuje Nadziei. Staje się ona jak światło w ciemności. Nawet delikatny promień, stanowi już jakiś punkt odniesienia, jakiś dla nas początek. Nie przeżywam obecnie jakiś dramatów, ale doświadczam często sytuacji, które są mi przeciwne, burzą mój wewnętrzny porządek. I po ludzku wiedzę, jak łatwo wpaść w pułapkę – by zatrzymać się i grzebać w jakiejś sytuacji. Wówczas trudno jest zachować pokój i czekać na jakieś rozwiązanie. Nadzieja, w takiej sytuacji, staje się początkiem. Dla mnie pojawienie się nadziei to moment, w którym odpuszczam – zostawiam jakąś sytuację za sobą. Przestaje się nad nią zastanawiać, rozdrapywać i szukać ewentualnych powodów. To tak, jakbym idąc drogą, zostawił tę trudność, gdzieś przy drodze i postanowił iść dalej, bez zbędnego...
Bliźni – spotkanie z Bogiem.

Bliźni – spotkanie z Bogiem.

Jak człowiek może stać się dowodem na istnienie Boga? Jak nauka Jezusa o bliźnim, może sprawić, że na swojej drodze spotkamy Boga? Często przypominam sobie myśl biblijną: „gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich” i staram się żyć tymi słowami w sposób konkretny.  Nauka Jezusa prowadzi do spotkania z Bogiem, ale ta droga prowadzi przez kilka punktów, a jednym z nich jest właśnie BLIŹNI. „Byłem nagi… spragniony… głodny… chory… itd. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Czy w innym miejscu: „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” W zasadzie całą tą myśl, można by było przedstawić samymi fragmentami. Warto do nich sięgnąć – rozważyć. Jednak poszukajmy klucza, aby to wszystko zrozumieć i złożyć w jedną całość. Każdy człowiek jest ważny dla Boga, bo jesteśmy Jego umiłowanym stworzeniem. Dzięki bliźniemu, mogę odkrywać obecność Boga. By wcielić Słowo w czyn, Ewangelię w życie, potrzebujemy człowieka, wobec którego skierujemy nasze działanie. Wcielona miłość, musi mieć konkretny kierunek. Kochając bliźniego – nasza miłość nie zatrzymuje się tylko w tym punkcie, ale idzie dalej, odkrywając Boga. Bliźni, kimkolwiek jest, jest pomocą abyśmy mogli czynić dobro, przebaczać, pomagać, nawracać się… Dzięki bliźniemu mogę swoje życie skierować ku Bogu, Jemu oddać się całkowicie i odkryć Go również w drugim człowieku, nie tylko w sobie.  Po wspólnocie, Słowie, Eucharystii, dotarliśmy do momentu, gdzie przestrzenią, w której mogę znaleźć Boga jest każdy człowiek. To ciekawe, że skoro jest On we mnie, że jest w drugiej osobie, to powinienem Go odkrywać również POMIĘDZY NAMI. Widząc Boga w człowieku, pomaga mi to, zobaczyć w każdej osobie Boga. To zadanie jest dla...