Dlaczego mam inwestować.

Dlaczego mam inwestować.

Każdy, podejmując się jakiegoś działania, oczekuje konkretnych rezultatów. Pewnie i wy się zastanawialiście nad tym, co może wam dać, inwestowanie w siebie. Poszukajmy konkretnych powodów, dlaczego warto inwestować. Łatwiej jest wdrożyć w życie jakimś pomysł, jak jesteśmy do niego rzeczywiście przekonani. Przynajmniej ja tak mam. A Wy? Jeśli mam, z jakiegoś powodu inwestować w siebie, to powinienem wiedzieć, co chcę inwestować, w co chcę zainwestować i dlaczego. Trzy ważne kwestie, które warto przemyśleć, zanim podejmiemy się konkretnego działania w swojej codzienności. Czym dysponuję, co warto by było zainwestować w siebie? ––– Co chcę zmienić, udoskonalić, zacząć w swoim życiu? – – – Jaka jest moja główna motywacja, co mną kieruje w tym temacie? – – – Gdy odpowiesz sobie na te pytania, cele staną się dla ciebie już jasne i pozostanie przejść już tylko do konkretnego działania. Jeśli twoje odpowiedzi będą faktycznie mocne, w znacznym stopniu umożliwi ci to podjęcie się właściwego działania.  W wielu sytuacjach przekonuję się o tym, że jest w osobach wyrobione takie przekonanie, że robienie czegoś dla siebie, jest egoistyczne, że powinno się bardziej działać na rzecz innych osób, niż tylko na własne konto. Czy powodem jest sztuczna skromność lub mocne przekonanie o tym, że takie działanie jest egoistyczne? Sami musimy sobie odpowiedzieć, co tak naprawdę nami kieruje. Co jest naszą motywacją i głównym celem. Zaważyć o tym może jedno słowo, które źle zrozumiane, może odebrać nam nadzieję na realizację jakiegoś zadania. Jednak, gdy we właściwy sposób zrozumiemy stwierdzenie „inwestować w siebie”, możemy wówczas wejść na ścieżkę prowadzącą nas do niezwykłej przygody, która się przed nami wówczas otworzy. Trzeba wejść w szczegóły. Działanie, które skupia...
Odkryj to, co masz

Odkryj to, co masz

Fakt, niektórzy potrafią inwestować wirtualne pieniądze, coś czego nie posiadają, ale my tak nie zrobimy. Zastanówmy się nad tym, co rzeczywiście mamy, aby móc to dobrze i mądrze zainwestować. Nie jest sztuką zdobyć coś nowego, kupić sobie nową, jakąś rzecz i przez chwilę, jak małe dziecko, cieszyć się, że coś w życiu jednak mam. O wiele piękniejsze jest przemienianie w coś niezwykłego, tego wszystkiego, co już mamy. Cieszę się ze swojego życia, przynajmniej z bardzo wielu rzeczy, może dlatego, że nie ma we mnie aż tak wielkiego pragnienia, by zdobyć coś nowego, by za wszelką cenę kupić coś i posiąść.  Zastanawiałem się, skąd pojawił się pomysł na ten temat. I wiem, że wiele czynników wpłynęło na to, że pragnę się go podjąć w tym czasie. Pierwszy powód, to pewnego rodzaju niezadowolenie z „mojego życia” – to znaczy, stan mojego zdrowia, moja kondycja, brak dobrego, ciekawego wykorzystania czasu itp. Drugi powód, to fajna sytuacja – rozmawiałem z facetem na temat samochodu. Mówiłem, że mój ma już sporo lat, że musiałbym coś z nim zrobić i zastanawiam się, czy nie byłoby rozsądnie, go zmienić. Odpowiedź mnie zaskoczyła, a jednocześnie wile wątpliwości rozwiała – brzmiała ona tak: „a co już ci się znudził?” Pomyślałem automatycznie o życiu, o tym, co dzieje się w mojej codzienności, jak ja i pewnie wiele też innych osób, traktujemy pewne sprawy w naszym życiu – niekiedy z ogromnym znudzeniem, często nawet ze zniechęceniem, czy ze zdenerwowaniem. Czy nie jesteśmy zbyt znudzeni swoim życiem, zbyt przyzwyczajeni do niego, zbyt oswojeni i rutynowi? Mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji trzeba koniecznie zainwestować w swoje życi. Masz rację! Tylko, czy o...
Kwadrans na ważne słowo.

Kwadrans na ważne słowo.

Zatrzymując się już do dłuższego czasu na ważnych słowach, uświadomiłem sobie jak ważne i owocne jest to dla mojej codzienności. Dlatego uznałem, że spokojnie można do tego wykorzystać kwadrans z codziennego rytmu naszego życia. Mijający dzień, niesie ze sobą ogromny bagaż, zarówno ciekawych wydarzeń, które udało nam się w ciągu dnia przeżyć, jak i historii ludzi, z którymi się spotkaliśmy, rozmawialiśmy. W naszych głowach, po całym dniu, zebrane mamy wiele ciekawych myśli, które albo są jakimiś rozwiązaniami lub pytaniami wobec tego, co przeżywamy. Pod koniec dnia naprawdę możemy się przekonać o tym, jak wiele zyskaliśmy, jak bardzo jesteśmy bogaci, jak wiele dał nam kolejny przeżyty dzień. Zysk jest pojęciem subiektywnym, bo może nam się wydawać, że to był przeciętny dzień, że niczego nie wniósł w nasze życie, bo mieliśmy, mamy, jakieś oczekiwania, które nie zostały zrealizowane. Jednak taka sytuacja, nie decyduje o tym, że jednak czegoś nie zyskaliśmy. Może właśnie „kwadrans” – chwila zatrzymania, powinna nas przekonać do poszukiwania, do odkrywania jakiejś sprawy, która była dla nas tego dnia, szczególną lekcją. Może zamiast na początku dnia, w ramach wyznaczenia sobie zadania, warto taki kwadrans uczynić pod koniec dnia, w ramach podsumowania, a więc odkrycia jakie słowo dzisiaj, stało się z jakiegoś powodu, szczególnie ważne. Rozumiemy możliwe kierunki realizacji tego kwadransa, który możemy wykorzystać w taki sposób, jaki będzie dla nas wygodniejszy, a przede wszystkim bardziej praktyczny.  Kwadrans na ważne słowo, to próba innego sposobu budowania swojego życia, to okazja, by nadać swojej codzienności właściwy kształt. Spróbujmy zobaczyć ważne słowo w kontekście naszej codzienności, a więc w kontekście spotkanych osób, odbytych z nimi rozmów, a może wydarzeń, w których uczestniczyliśmy, byliśmy...
Życiowy alfabet.

Życiowy alfabet.

Każdy z nas czemuś, jakiejś konkretnej sprawie poświęca więcej czasu i swojej energii. Argumentem jest to, że pewne sprawy, są dla nas priorytetowe. Jesteśmy w stanie poświęcić im nawet całe swoje życie. Mahatma Gandhi, Martin Luter King, Nelson Mandela, Matka Teresa z Kalkuty, Jan Paweł II – to tylko kilka, z ogromnej listy osób, które w jakimś momencie, swoją postawą, myślą i działaniem podbudzili nie jedną osobę do działania. Te osoby oprócz tego, że wywołują jakiejś konkretne skojarzenia, w konkretnym etapie historii, swoim konkretnym działaniem, moim zdaniem, stali się przykładami również dla innych osób, które są żywymi alfabetami. Każda z tych postaci, stawia przed moimi oczami, jedno lub więcej słów. Kojarzę te osoby z działaniem, z ważnymi słowami, szczególną postawą. Ci ludzie, poświęcili się czemuś, niekiedy oddając wręcz swoje życie jakiejś sprawie, i to w znaczeniu symbolicznym i dosłownym. Ich historie pokazują, jak na etapie jakiegoś czasu, ważna była ich obecność, działanie, słowa; jak cenna stała się ich inicjatywa.  Pewnie, że można ich nazwać historycznymi gigantami, którzy wpłynęli dosłownie na przebieg jakiegoś tematu, przebieg jakiejś historii. To jest ciekawostka, ż ich życie, bogate w różne przeżycia, zaczyna charakteryzować różne wydarzenia, nadawać im bardzo osobistego znaczenia. Wymienione postaci, to dla mnie charakterystyczne słowa – pokój, równouprawnienie, wolność, miłosierdzie, życie… Oczywiście, że w zasadzie wszystkie te słowa, można dopasować do każdej osoby. Ale mimo wszystko, kiedy myślimy o jakiejś konkretnej osobie, przed oczyma mamy coś, co ją charakteryzowało, co w stu procentach pasuje właśnie do tej konkretnej osoby. Wątpię, żeby początki działania tych osób, były pełnym świadomości wyborem – co będzie ich charakteryzowało. Raczej angażując się życiem w pewne sprawy, człowiek, do...
Pomiędzy słowami.

Pomiędzy słowami.

Nasza podróż wokół słów, ma swoje konkretne znaczenie – ćwiczy nas w świadomym budowaniu naszej codzienności, wokół konkretnego słowa. Słowo jest tylko zaproszeniem – reszta jest w naszych rękach. Trudno było mi wyobrazić sobie, jak będzie wyglądała podróż z ważnymi słowami. Już po kilku dniach widzę, jak o wiele łatwiej jest kierować się słowem, wchodząc w swoją codzienność, w konkretne jej elementy. Opisywanie codziennych wrażeń (tutaj) nie powoduje, póki co, jakiś konkretniejszych trudności. Oczywiście, zawsze można stwierdzić, że efekty mogłyby być jeszcze konkretniejsze, ale nie o to w tym tak naprawdę chodzi. Robienie czegoś dla samych efektów, przestaje być przygodą. Podróż, którą odkrywamy, ma pomóc nam, dostrzec, że już wiele z nich jest obecnych w naszym życiu. Te, których może nie odnajdę, być może sprowokują mnie do większego przemyślenia – dlaczego ich nie ma? Budując swoje życie, realizując swoją podróż, myślę, że niezbyt często zastanawiamy się nad urozmaiceniem swojej codzienności, nad bardziej świadomym przeżyciem różnych kwestii, nad lepszym wykorzystaniem środków, które już posiadamy. Dopuszczamy do takiej sytuacji, gdy ze swojej strony, akceptujemy obecny stan rzeczy. Akceptując obecną rzeczywistość, nie myślimy o zmianach. Wręcz przeciwnie, akceptacja może być niekiedy ucieczką przed ewentualnymi zmianami, które moglibyśmy, albo wręcz które powinniśmy uczynić w naszym życiu. Słowa otwierają nam oczy. Dzięki tej przygodzie, jeśli weźmiemy ją na serio i słowa stworzą w naszej codzienności właściwą perspektywę, odkryjemy jak ogromna przestrzeń do zagospodarowania istnieje właśnie pomiędzy słowami. Ostatnio miałem kolejną historię. Tą z cyklu codziennych historii i doświadczeń. Byłem w kuchni i ktoś poprosił mnie o pomoc – garnek zakleszczył się jeden w drugim. Oczywiście pierwsza próba była siłowa, ale od razu zrozumiałem, że...
62 dni dookoła świata.

62 dni dookoła świata.

Jak dokonać podróży wokół siebie? Postrzegając swoje życie z perspektywy słów, które są ważne, bo mówią o wartościach, ważnych pragnieniach, przeżyciach i celach. Zatem, życzę ci dobrej podróży. Często w trakcie jakiejś podróży, rozglądamy się dokoła siebie i pragniemy zobaczyć jak najwięcej, jak najciekawsze rzeczy. Są rzeczy, które nas ciekawią i dlatego ich szukamy wokół siebie. Niekiedy coś nas szokuje, dlatego widzimy to wyraźniej niż inne rzeczy, które dzieją w tym samym czasie. Jest jednak wiele rzeczy, na które z różnych powodów, nie zwracamy uwagi. Życie jest jednak bardzo ciekawe, dlatego warto odbyć tą szczególną podróż dookoła swojego świata, by chociażby w lepszy sposób zrozumieć siebie, by odkryć i bardziej docenić to, co już mamy lub by zrozumieć otwierające się przed naszą osobą perspektywy. Oczywiście okrążyć kulę ziemską w 80 dni, może już w naszej wyobraźni budować obrazy niezwykłych przygód, miejsc i sytuacji, ale czy 62 dni dookoła swojego świata, może być równie pasjonujące? Taką podróż, krótszą lub dłuższą, możesz w zasadzie rozpocząć w każdym momencie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by to zrobić, właśnie teraz. Początek – start, złożony jest w twoich rękach i to, kiedy rozpoczniesz tą przygodę, zależy teraz tylko od ciebie. Spróbujesz? Przypominają mi się inne wakacje, już parę lat temu, kiedy samemu zdecydowałem się wyruszyć, do bardzo symbolicznego, ale i też bardzo trudnego miejsca. Ruszając do punktu głównego, jakim był Oświęcim, towarzyszył mi wówczas, wydawałoby się, że abstrakcyjny wobec tego miejsca temat – „otocznie troską życie”.  To właśnie Oświęcim, obóz koncentracyjny, stał się miejscem, w którym podjąłem się podróży w głąb siebie. Owocem tamtej podróży wokół „swojego świata” stała się głęboka refleksja nad życiem...
Żyć we wspólnocie.

Żyć we wspólnocie.

Ostatnia fascynacja nad którą chciałbym was zatrzymać i nieco nią was zarazić, to rzeczywistość Kościoła i wspólnoty. Czy dziś, z takimi opiniami jakie są, można jeszcze się zafascynować Kościołem? Miałem okazję być w kilku bardzo aktywnych parafiach. Ich aktywność nie przejawiała się tylko na polu wspólnot parafialnych, nie tylko w sferze dzieł miłosierdzia, nie tylko na tle liturgii, ale to, co mnie najbardziej fascynowało, to aktywność relacji budujących się pomiędzy osobami, tworzącymi tą wspólnotę. Może to dziwne, ale dla mnie wskaźnikiem wspólnoto twórczym są właśnie relacje pomiędzy osobami, które tworzone są poza organizowanymi punktami, spotkaniami, czy wydarzeniami kościelnymi. Pytanie, czy ludzie chcą ze sobą być? Rzeczywistość Kościoła to sprzyjająca przestrzeń, to uszczegółowienie charakteru wspólnoty. Kościół koloruje słowo – wspólnota, poprzez konkretne przymioty. Bóg czyni wspólnotę w wymiarze Kościoła czymś bardziej konkretnym.  Zawsze miałem jakąś szczególną wrażliwość na wspólnotę. Zawsze przemawiało do mnie słowo, zachęta Chrystusa: GDZIE DWAJ ALBO TRZEJ ZEBRANI W IMIĘ MOJE, TAM JEST POŚRÓD NICH (por. Mt 18,20) We wspólnocie, w jej działaniu najbardziej fascynujące jest stworzenie tej przestrzeni, tej okazji aby Jezus mógł być pomiędzy nami. To niezwykłe, że nasze zwykłe relacje, wzajemne odniesienia, stwarzają tak niezwykłą, wręcz cudowną rzeczywistość. myślę, że możemy wiele uczynić, aby odkryć potrzebę wspólnoty. Może się zdarzyć, że doświadczymy rzeczywistości wspólnoty przez jakąś konkretną sytuację, w naszej codzienności. To pierwsza przyczyna fascynacji – jedność pomiędzy nami, jako wspólna droga doświadczeń, która może przynieść jako owoc, rzeczywistą obecność Jezusa pomiędzy nami. Działanie razem – wspólna odpowiedzialność, to drugi powód fascynacji wspólnotą. Zawsze stawiałem akcent na to, aby nie ważne jak nam coś wyjdzie, ale by próbować to, co możliwe, realizować razem. Wspólne działanie –...
Lekcja krzyża.

Lekcja krzyża.

Myślę, że każdy z nas ma swoją historię spotkania z Bogiem, które to spotkanie zadecydowało o naszym życiu, o kolejnych przeżytych pięknych momentach w naszej fizycznej i duchowej codzienności. Masz przykład jakiejś osobistej lekcji wiary? W moim przypadku fascynacja krzyżem rozpoczęła się dość wcześnie, bo w czasach licealnych. I co w sumie ciekawe, a zarazem dziwne, nie było to związane z lekturą Słowa Bożego, a raczej z powodu obserwacji. W początkach powstawania mojej rodzinnej parafii, w prezbiterium (czyli głównej części kościoła) jako element pojawił się krzyż, z wiszącą na nim postacią Jezusa, która ma gigantyczny rozmiar. Gdziekolwiek siądzie się w kościele, krzyż ten jest doskonale widoczny, przez co zawsze zwracał moją szczególną uwagę. W późniejszym czasie, to osobiste wpatrywanie się w krzyż, nadal mi towarzyszyło, lecz stawało się już głębszym doświadczeniem. Darem dla mnie było to, że w którejkolwiek parafii byłem, czy jako młodych chłopak, czy jako kleryk, czy później już jako ksiądz, w każdym z nich, był ogromny krzyż i postać Ukrzyżowanego. Przełomowym wydarzeniem dla mojego życia, był moment z 2000 roku, gdy „spotkałem Ukrzyżowanego”. Moment ten obudził we mnie miłość do Ukrzyżowanego, a więc rozpoczął we mnie fascynację Jezusem. Potem pisanie pracy magisterskiej o Ukrzyżowanym, później poznanie w duchowości Focolare Jezusa Opuszczonego, to wszystko zgrało się z wrażliwością i pragnieniem, by stać się „uczniem krzyża”. To tło dla kolejnej fascynacji Jezusem, które mają jakiś konkretny cel. Wraz z kolejnymi odsłonami moich fascynacji, zapraszam was do coraz bardziej osobistego spojrzenia na osobę Jezusa, na temat wiary. Spotkanie. On nam się daje. Miara miłości. Wszystkie dotychczasowe fascynacje były mocno osadzone w poznanym, zrozumianym i przyjętym SŁOWIE. Słowo wpływało i...
Miara miłości.

Miara miłości.

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwanie do miłości – miłości bliźniego, nieprzyjaciół, miłości wzajemnej, do miłosierdzia. Nad tym wszystkim jest miłość Boga. Czym wyróżnia się ta chrześcijańska miłość?   Miłość dotyczy wszystkich, to nie jest tylko przywilej chrześcijaństwa. Może ktoś myśli, że miłość wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych religii, wyznań. Czy tak faktycznie jest? A może w tej miłości, jest coś szczególnego, co wyróżnia naszą postawę miłości od innych? Przyglądanie się temu tematowi, sprawiło obudzenie we mnie fascynacji Bożą miłością. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna Swego Jednorodzonego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. (1 J 4,10) warto, abyśmy w tym rozważaniu, zauważyli właściwy kierunek – Bóg pierwszy nas umiłował… To bardzo wiele zmienia. Nasze działanie może i powinno stać się odpowiedzią pełną miłości wobec miłości Boga.  Dzięki temu, nasze działanie ma stałe źródło w Bożej miłości i to dzięki niej może być przemienione. Wartość nie leży w tym, co robimy, ale w tym, z jakiego źródła czerpiemy. Boża miłość może dokonać istotnych zmian naszego działania, dlatego może ono stać się świadectwem dla innych, wciągając ich również w strumień Bożej miłości. Fascynując jest to, że Bóg nie czeka na człowieka, na jego inicjatywę, ale uprzedza każdego z nas, nasze działanie, kochając nas, jako pierwszy. W tej miłości odnajduję swoją siłę, swoją motywację, swoje wszelkie inspiracje, ale nade wszystko źródło, dla fascynacji Jezusem. Temat miłości w Piśmie Świętym kojarzymy z Przykazaniem Miłości. Źródłem Przykazania miłości Boga jest część SZEMA, codziennego wyzwania wiary pobożnych Żydów. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swoje, ze wszystkich sił. (Pwt 6,5)...
On nam się daje.

On nam się daje.

Kluczowe w fascynacji, jakimś tematem jest spojrzenie na niego z właściwej strony. Z jakiej perspektywy ja spoglądam na Jezusa? Co sprawia, że wciąż Jezus jest moją fascynacją?   Fascynuje mnie fakt, że ilekroć powracam do pewnego fragmentu Ewangelii, wciąż mnie zatrzymuje i pobudza we mnie nowe myśli. Może zbyt powierzchownie rozważamy niektóre fragmenty, zbyt mało się nad czymś zatrzymujemy, by mogło nas coś zafascynować, przepracować jakąś sprawę – temat, naszym sercem. Mamy ogromny potencjał, ale nie wiemy czasami, w jaki sposób go duchowo, odpowiednio wykorzystać. Fascynacja wymaga przede wszystkim zaufania i gotowości na przyjęcie tego, co w konkretnej sprawie, planuje dla nas Bóg, życie, codzienność, zadanie… Fragment, który mnie fascynuje i którym teraz chciałbym z wami rozważyć, to scena, która rozpoczyna publiczną działalność Jezusa. ufam, że już się domyślacie jaki to fragment. Scena, która rozpoczyna, ale w dalszej perspektywie, streszcza też to wszystko, co Jezus dokonuje przez trzy lata swojej działalności, a nawet staje się w pełni zrozumiała w wydarzeniach męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Przez bardzo długi czas rozważam ten fragment i jest on dla mnie bardzo ważną perspektywą w fascynacji Jezusem. Weź zatem Pismo Święte do ręki i przeczytaj uważnie fragment Ewangelii Jana 2,1-12. Pobieżna lektura tego fragmentu przedstawia nam obraz – Jezus jest obecny podczas wesela w Kanie. Już na podstawie tego można snuć rozważania o przyjaźni, o pięknej relacji i o tym, że Jezus wraz z apostołami i Maryją, byli ważni dla młodej pary, skoro ich zaproszono. Mogłoby to świadczyć o tym, że młodzi uznali Jezusa, że jest On dla nich ważny. Czy to wszystko, co możemy wyciągnąć z tego fragmentu? Oczywiście możemy skupić się też...
Spotkanie z Bogiem

Spotkanie z Bogiem

pierwsza fascynacja Pierwszą i dla mnie największą fascynacją jest to, jak Bóg wychodzi ku człowiekowi. Cała historia biblijna usiana jest tyloma przykładami, że ma się wrażenie, że Pismo Święte to historia jednego, wielkiego spotkania Boga z człowiekiem. Opisy, spotkania Boga z człowiekiem, rozpoczynają się w zasadzie, już od pierwszych kart Pisma Świętego. Cała historia biblijna, pokazuje jak ważna to sprawa, jak przejmując jest działalność Boga właśnie w tym kierunku. W księdze Rodzaju, w samym stworzeniu widać, jak to działanie zmierza właśnie do tego, aby Bóg mógł rozmawiać ze swoim stworzeniem, którego zwieńczeniem jest człowiek. Bardzo przejmującym momentem jest scena po grzechu pierworodnym – (por. Rdz 3,1-24). W szczególności moją uwagę, a nawet fascynację, zwracają wersety 8-11 i następne. w.8 Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. w.9 Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?» w.10 On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». w.11 Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?» Troska i pragnienie Boga, by spotkać człowieka i z nim rozmawiać zawarta jest w pytaniu: „Gdzie jesteś?” To Bóg pierwszy wychodzi, to On pierwszy prowokuje do spotkania i rozmowy. Bóg jest pierwszym, inicjującym spotkanie i rozmowę z człowiekiem. Fascynujące jst to dążenie Boga do rozmowy i spotkania. Szczególnie od momenty grzechu pierworodnego to „szukanie” nabiera szczególnego charakteru, rozpędu i działania. To niezwykłe jak ważni jesteśmy dla Boga, jak konkretne jest Jego działanie, względem każdego z nas. Fascynujące jest dla mnie to...
Dlaczego fascynacja

Dlaczego fascynacja

Do pewnych spraw dochodzimy przez lata. Uczymy się przez różne doświadczenia, które są obecne w naszym życiu. Niekiedy je odkrywamy i wykorzystujemy. Niekiedy przepadają, bo zajęliśmy się czymś innym. Już sam wstęp można obalić jednym zdaniem – jestem za młoda; mam mało doświadczeń; mam dużo czasu, by na starość zająć się tym tematem itp. Teoretycznie można wszystko przeciwstawić prostymi wytłumaczeniami, ale czy w życiu doszlibyśmy do czegokolwiek gdybyśmy zawsze szukali własnego sposobu, by się wytłumaczyć. Kiedy mamy jednak do czynienia z czyimś świadectwem, osobistym doświadczeniem życia, powinniśmy je uszanować, a nie obalać jakimś wytłumaczeniami. Powinniśmy wysilić się na tyle, by przynajmniej spróbować poznać doświadczenie jakiejś osoby. Szczególnie, w temacie wiary, nie posługuje się ciekawymi historiami innych osób, wiedzą wyniesioną ze studiów, czy wyczytaną z książek, czy z konferencji. Posługuję się bardziej tym, co osobiści przeżywam… Osobiste przeżycie pewnych tematów sprawia, że najpierw sami dbamy o to, by istniały momenty dzięki którym coś przeżywam, a później staję się dzięki temu bardziej autentyczny i przekonywujący. Tak przynajmniej mi się wydaje. Wolę autentyczne świadectwo, nawet gdyby było ono mało atrakcyjne, czy słabo przekazane, ale wiem, że ta osoba to przeżyła, a z tym po prostu się nie dyskutuje. Świadectwa zawsze nas, w szczególny sposób dotykają, bo opowiadają o jakimś momencie, wydarzeniu, konkretnym przeżyciu jakiejś osoby. Zastanawia nas to, w jaki sposób, jakaś osoba doszła do momentu przeżycia jakiejś historii, co się w niej i z nią stało, a przede wszystkim nasze największe zainteresowanie budzi – co się wydarzyło później z tą osobą, co zrobiła z tym, co sama przeżyła. Każdy z nas ma jakąś historię do opowiedzenia. W życiu każdej osoby mają miejsce...
Rozszerz perspektywy.

Rozszerz perspektywy.

Niektóre rzeczy nas zamykają, pogrążają nas w jakimś temacie. Odsuwają nas od rzeczywistości i powinniśmy zrozumieć, że to dla nas jest toksyczne. A co powinna sprawić medytacja? Szukamy niekiedy bardzo skomplikowanych rozwiązań, albo wydaje się nam, że takich nie ma. Ostatnio, jedna z osób na FB, napisała, że aby coś zrozumieć musiałaby wyjechać na pustelnie, by w ciszy odnaleźć odpowiedź – ale „kogo stać na taki luksus?” Pierwsze o czym pomyślałem – szukamy niekiedy wytłumaczenia lub usprawiedliwienia dla swojej niemożliwości. Nie robimy tego świadomie, z premedytacją, lecz z bezradności, z braku pomysłu. Wówczas pod tym komentarzem, zaproponowałem tej osobie, by spróbowała codziennej praktyki medytacji. I przyszło olśnienie… Rozwiązania niekiedy są bliżej, nim nam się to wydaje i są też dużo prostsze, niż moglibyśmy sobie to wyobrazić. Oczywiście nie jest tak zawsze, byłoby to zbyt proste… Życie z różnymi potyczkami, popycha nas do stawiania sobie większych wymagań do ćwiczenia tych możliwości, która w sobie zawieramy. Zamiast panicznie chwytać się szybkich rozwiązań, uproszczeń, wykorzystajmy medytację do rozszerzenia perspektyw. Przypomnę o czym już wspomniałem – MEDYTACJA INTEGRUJE CZŁOWIEKA WEWNĘTRZNIE – WPROWADZA W LUDZKIE ŻYCIE HARMONIĘ I JEDNOŚĆ WEWNĘTRZNĄ… Może właśnie dlatego, zanim poszukamy rozwiązania, zanim dokonamy wyboru i decyzji, warto poświęcić jakiejś sprawie więcej czas na medytację.  To może być dla nas taki „wentyl bezpieczeństwa”, który uchroni nas przed pochopnymi krokami, dalszego naszego działania. Ale też dzięki medytacji, będziemy mogli spojrzeć zarówno w głąb, jak i też szerzej w danej sprawie.  W normalnej sytuacji, dużo mówimy, stawiamy mnóstwo pytań, nasze sercem targają ogromne wątpliwości. W medytacji najpierw zanurzamy się w ciszę, odsuwamy wszelkie głosy i zaczynamy słuchać. Cisza i słuchanie, w takiej sytuacji...
Duchowy fundament życia.

Duchowy fundament życia.

Chyba każdy tak ma, że realizując jakąś konkretną rzecz, spodziewamy się konkretnych owoców. Czy nie zależy nam na życiu? Warto naszemu życiu dać prawdziwy fundament. Nasze podejście do rzeczywistości, może być ogromną pomocą, ale istnieją w nas też takie czynniki, które mogą wywrócić wszystko do góry nogami i zburzyć nawet najpiękniejszą rzeczywistość. Zanim będę wspominał o owocach i zagrożeniach, najpierw zdobądźmy właściwe podejście do sprawy. Nie sposób wyprodukować jakiegoś jednego schematu, według którego każda osoba, chcąc zbudować swoje życie, będzie mogła się nim posłużyć. Życie to zaproszenie, by człowiek poszukiwał swojej osobistej odpowiedzi, wobec tego, co stawia nam, jako zadanie, nasza codzienność. Okazją, by postawić sobie pytania i spróbować na nie odpowiedzieć, jest właśnie czas medytacji. Czas medytacji, stawia przed nami dwa wyzwania – konfrontację z samym sobą, z prawdą, która jest w nas zawarta; drugie wyzwanie to konfrontacja z Bogiem (w przypadku osób wierzących), z tą prawdą, która jest w Nim zawarta, a która również odnosi się do planu względem naszego życia. Sensem medytacji powinno być spotkanie ze Stwórcą, by zbudować jedność z Bogiem, z bliźnimi, aby odzyskać wewnętrzną spójność, zgubioną przez pytania, na które nie szukasz, albo nie potrafisz odnaleźć odpowiedzi. MEDYTACJA INTEGRUJE CZŁOWIEKA WEWNĘTRZNIE – WPROWADZA W LUDZKIE ŻYCIE HARMONIĘ I JEDNOŚĆ WEWNĘTRZNĄ (podporządkowanie wszystkiego, czym człowiek żyje, życiu wewnętrznemu) U podstaw naszego życia trzeba położyć odpowiednie fundamenty. Medytacja wydaje mi się właśnie takim fundamentem, początkiem właściwego budowania życia, możliwością rozpoznania właściwego przeznaczenia i celu naszej życiowej misji. Właściwe zrozumienie medytacji, to „połowa sukcesu”. Jeśli jednak to narzędzie zostanie przez nas w niewłaściwy sposób zrozumiane i wykorzystywane, może pogłębić nasze zagubienie. Dlatego zwróćmy uwagę na zagrożenia....
Światło, które przenika każde miejsce (6) medytacja

Światło, które przenika każde miejsce (6) medytacja

(6) – Medytacja o Miłosiernym Światło, które przenika każde miejsce. Obraz wypełniony jest prawie w większości promieniami. W jednym z objawień otrzymały one szczególną nazwę – promienie miłosierdzia. One rzeczywiście skupiają na sercu, przykuwają uwagę na tym co się wydarzyło podczas śmierci – kiedy przebito Jego serce, wypłynęły z niego krew i woda. Jednak to nie tylko z tym wydarzeniem łączą się te promienie. Woda i Krew nie oznaczają tylko chrztu św. i Eucharystii, ale swe symboliczne znaczenie rozciągają także na pozostałe sakramenty Kościoła. Blady promień – oznacza nie tylko chrzest, ale także pokutę, czyli w sumie tzw. sakramenty umarłych, natomiast promień czerwony – nie tylko Eucharystię, lecz również bierzmowanie, namaszczenie chorych, kapłaństwo i małżeństwo, czyli tzw. sakramenty żywych. Każdy z tych promieni ożywia, ma nas przeniknąć i dać życie w nas Bożej łasce, która pragnie w nas w bardzo różny sposób wzrastać. Potrzebujemy tego światła do tego aby w nas coś mogło rosnąć i przynosić owoce. Co w twoim życiu potrzebuje takiego światła, które dałoby ci wzrost i siłę w jakiejś konkretnej kwestii? Czy Bóg może w tobie wzrastać, stawać się silniejszy i bardziej działać w tobie i przez ciebie? Czy Jego obecność w tobie, to konkretny obraz życia i jakiego życia? Promienie wpływające z serca Jezusa są dla mnie nadzieją. Każdy z nas, zbliżając się do Niego może wejść w te promienie łaski, odnaleźć w nich te szczególne dary, których właśnie potrzebuje. One wpływają do naszych serc i pozostawiają ślad Bożej obecności i Jego działania. Który promień jest Ci bliższy, bardziej go potrzebujesz: blady czy...
Zaufaj (5) medytacja

Zaufaj (5) medytacja

(5) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Zaufaj? Na osiem obrazków, które są powciskane dosłownie w każdą szczelinę w pokoju w którym obecnie się znajduje, dwa z nich przedstawiają obraz Jezusa Miłosiernego. Ten obraz naprawdę jest bardzo znany i rozpowszechniony. Co jest istotą tego obrazu? Myśląc o tym obrazie mam w głowie wiele spraw, które wydawały mi się ważne w tym czasie. Ale może tak jest, że im człowiek starszy, im więcej przeżyje i zobaczy, jego priorytety się zmieniają i dojrzewa do konkretnych wyborów i określa bardziej konkretnie to czym chce żyć. Odkrywam, że wiara staje się we mnie prostsza i dużo bardziej pewna. Stąd obecnie patrząc na obraz Miłosiernego bardzo wyraźnie przemawia do mnie same słowa zawarte na obrazie „Jezu, ufam Tobie.” Zaufanie – tak potrzebne i tak trudne. Każdy z nas wobec Boga powinien mieć zaufanie, w szczególności wobec Jego woli. Jak je zdobyć? Nie ma jakiejś techniki, ale ogólnie trzeba adorować Boga i żyć Jego wolą, próbując wcielać ją w swoje życie codzienne. W czym potrzebne ci jest większe zaufanie względem Boga? Co jest tą dziedziną twojego życia, w której powinieneś kierować się bardziej zaufaniem względem Boga i Jego woli? A w jakich kwestiach jesteś zbyt pewien siebie, stawiając tylko na swoje umiejętności i swoją osobę. Współpraca z Bogiem musi być budowana na zaufaniu. Bez tego myślę, że trudno sobie nawet wyobrazić to wszystko do czego może zaprosić nas Bóg, a co dopiero odpowiedzieć na Jego zaproszenie. Nie skupiaj się na działaniu, na tym co przed tobą, ale Zaufaj – pozwól Jemu się poprowadzić, skierować na właściwy tor działania. Zaufaj w powierzonych ci zadaniach i postawionych wymaganiach. Wierzysz...
Skąd i dokąd pójdziemy? (4) medytacja

Skąd i dokąd pójdziemy? (4) medytacja

(4) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Skąd i dokąd pójdziemy?  Podróż, droga to znak rozpoznawczy Chrystusa. Nie dziwi więc mnie to, że kontekst obrazu umieszcza postać Jezusa Miłosiernego, który wchodzi do pomieszczenia, skądś przychodząc. Misja dotarcia do tak wielu osób dopiero się rozpocznie. Póki co garstka zapaleńców, zagorzałych zwolenników, wytrwałych zmierza się ze swoim ograniczeniem – strachem… Może i ty jesteś z tej grupy, a wewnątrz ciebie jest też jakieś ograniczenie, któremu właśnie On teraz pragnie jakoś zaradzić.  To jest niezwykłe że On pragnie do mnie przyjść i przychodzi. Nie mam prawa twierdzić, że mnie opuścił, że się mną nie przejmuje, bo On naprawdę w każdej chwili przychodzi. Jego śmierć na krzyżu jest dowodem tego że przychodzi do wszystkich. Jest kwestia naszego serca, które nie zawsze jest otwarte, chętne na Jego przyjęcie, a niekiedy tak zniewolone, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że On jest tuż obok mnie.  Kiedy przyjdzie, jaką rzeczywistość zastanie, w co tak naprawdę wejdzie? Jak będzie wyglądało moje życie, serce gdy nastąpi moment Jego przyjścia. Dla Niego ważne jest „teraz” – bo w nim przychodzi i pragnie być w naszym życiu. Popatrz na swoje serce i pomyśl co dziś, teraz, może w nim zastać?  Kiedy Go spotkam, na pewno mnie zaprosi do pójścia za Nim. Czyli gdzie? Z czego mnie wyprowadzi i gdzie pójdziemy? On jest nieustannie powołującym – wciąż, w każdej sytuacji naszej codzienności, do czegoś nas zaprasza. Wzywa oczekując konkretnej odpowiedzi z naszej strony. Bez nas, naszej decyzji, Bóg nie może nic zrobić, bo szanuje naszą wolność.  Gdzie jesteś obecnie, dokąd zaprowadziło cię życie, a dokąd chciał cię prowadzić Bóg. Czy są to...
Pozwól Mu się błogosławić (3) medytacja

Pozwól Mu się błogosławić (3) medytacja

(3) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Pozwól Mu się błogosławić… Symbolika obrazu nawiązuje do czterech scen biblijnych. Oczy – Jezus na krzyżu, delikatnie zarysowane w tle drzwi, ukazują Chrystusa w Wieczerniku, biała szata ukazuje Chrystusa jako Wiecznego i Najwyższego Kapłana, który nieustannie nam się ofiarowuje jako Ofiara Nowego Przymierza i ostatnia scena to błogosławiąca dłoń, nawiązuje do wniebowstąpienia Chrystusa, który opuszczając ziemię błogosławił Apostołów. Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.  (Łk 24,50-51) Dziś warto pomedytować właśnie nad tym gestem, nad tą sytuacją, kiedy On przychodzi do twojego życia, spogląda na twoje działanie i czemuś błogosławi. Błogosławieństwo jest tak powszednim gestem, że chyba już zapomnieliśmy o jego ogromnym znaczeniu. Powinniśmy błogosławić chleb, w geście wdzięczności za dar. Powinniśmy błogosławić siebie, w geście akceptacji działania i wsparcia dla niego, oraz prośby o ochronę nad nami i wspieranie nas Bożymi łaskami. Znak krzyża, który możemy przy tak wielu okazjach czynić, nie jest tylko znakiem świadectwa, ale nade wszystko znakiem wiary, którą wyznajemy czyniąc ten znak. Patrząc na tą dłoń na obrazie, zawsze zastanawiam się, czy moje działania są bożymi… czy Bóg wspiera mnie swoim błogosławieństwem, kiedy podejmuje się jakiegoś dzieła. Może właśnie to dziś warto by było przemyśleć – kiedy mogę przyjść, stanąć przed Nim i prosić o błogosławieństwo – w jakich sprawach jest oczywiste to, że mnie wesprze, a kiedy moje działanie, może liczyć bardziej na miłosierdzie niż na błogosławieństwo.  Wyobraź sobie w czasie medytacji, że stajesz przed obrazem, stajesz przed Jezusem Miłosiernym i pozwalasz Mu siebie pobłogosławić – w jakiejś sprawie, potrzebujesz Jego orędownictwa. Zaufaj Mu,...
w Jego sercu (2) medytacja

w Jego sercu (2) medytacja

  (2) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Otwarte serce dla wszystkich. Nie sposób tego nie zauważyć, że każdy z obrazów, ma swoje jakieś centrum. I dla każdego może to być zupełnie inny punkt i szczegół obrazu, bo każdy z nas staje przed nim ze swoją historią życia, ze swoimi pragnieniami, tęsknotami, grzechami, pytaniami, wątpliwościami…  Gdzie warto najpierw spojrzeć i gdzie warto szukać dla siebie miejsca? Gdzie ty znajdziesz swój punkt na tym obrazie? Serce, przebite – rozdarte, które w obrazach ukazane jest w piękny sposób, może być właśnie takim moim osobistym miejscem, centrum. Jezus odsłania delikatnie swoją szatę, wskazując jakby palcem to miejsca, skąd wypuszcza wszelkie łaski ze swojego przebitego serca na nas. Znaki męki, a w szczególności przebite ręce i serce, dowodzą o miłości bezinteresownej wobec nas. Słowo MIŁOSIERDZIE może zatem oznaczać dosłownie miłe osierdzie albo litościwe osierdzie – czyli miłe serce, litościwe serce. To miejsce, wymaga od nas medytacji, wręcz adoracji. Serce Boga jest głębokie, dlatego miłosierdzie wynurza się z Jego głębi, z Jego wnętrza. Nie jesteśmy w stanie go objąć, ale kontemplując je, możemy próbować zrozumieć sens tego miejsca, tego faktu, próbować nadać naszym myślom przynajmniej właściwy kierunek. Miłosierdzie nie tyle określa jedną z cech Boga, ile jest nazwą zbioru wszelkich cech Boskich. Określa nie tylko jakiś wybrany aspekt Jego działania, ale całą tożsamość Boga, stanowiąc wręcz Jego imię. Cokolwiek Bóg czyni – stwarza, przytula, uzdrawia czy karze i doświadcza – wszystko to zawsze jest przejawem Jego miłosierdzia – nawet Jego sprawiedliwość. Podobnie – każdy czyn Jezusa jest czynem miłosiernym – każde uzdrowienie i spotkanie z drugim człowiekiem, wybór Apostołów czy kazanie na górze. Najwyższym zaś aktem miłosierdzia jest Jego Wcielenie, Męka i Zmartwychwstanie. Jego serce mówi nam o Nim samym....
spojrzenie Miłosiernego (1) medytacja

spojrzenie Miłosiernego (1) medytacja

(1) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością, a oblicza wasze nie zaznają wstydu. / Ps 34,6 Wylosowałem ten cytat, mając już w głowie pomysł na to, by przez Tydzień Miłosierdzia, kontemplować oblicze Jezusa Miłosiernego z obrazu św. Siostry Faustyny, jak i też obrazu, który powstał później, a który w zasadzie jest nam bardziej znany, bo obecny prawie w każdym kościele. Uśmiechnąłem się tym bardziej, gdy postawienie spoglądania na oblicze Jezusa, połączyło się z wylosowanym cytatem i wezwaniem – spójrzcie na Niego. Tym bardziej mam przekonanie, że tak właśnie mam dalej robić. To, co w szczególności wyróżnia dwa, wspomniane przeze mnie obrazy, kiedy na nie spojrzymy, myślę, że każdy od razu tą różnicę zauważy.  Detalem są oczy. Choć nie są one najistotniejsze, nie wyrażają zasadniczej treści tego obrazu, to jednak od nich zacznę, bo wydaje mi się, że pierwszą ważną dla nas kwestią, której powinniśmy się uczyć, jest właśnie miłosierne spojrzenie. Co mnie poruszyło i natchnęło w tych obrazach? Na jednym z nich, oczy Jezusa są tak namalowane, że każdy człowiek spoglądając z dowolnego miejsca, ma wrażeni, że jest obserwowany przez Niego. Tutaj skojarzyła mi się scena Ojca Miłosiernego, który wypatrywał swojego syna, a gdy go dostrzegł w oddali, wybiegł mu naprzeciw. (por. Łk 15,11-32) Może właśnie te oczy to wyrażają… Dla mnie właśnie w tym obrazie, oczy Jezusa spoglądające na mnie, nie są oceniającymi, ale wypatrującymi mnie, gdzieś w oddali, zagubionego, stęsknionego…  Drugi obraz, przedstawia oczy Jezusa, jakby spuszczone w dół. Niejako speszone, zawstydzone… ?Sam nie do końca potrafię je zinterpretować. Skojarzenie jednak ma jedno, bardzo mocne. Otóż, kiedy przyprowadzono do Jezusa kobietę pochwyconą co dopiero...