Zanim wyjdziemy… – wolność i wiedza.

Zanim wyjdziemy… – wolność i wiedza.

Czego potrzebujemy, by w naszej codzienności wyjść czemuś naprzeciw? Czy zastanawialiście się nad tym, co mogłoby pomóc w byciu bardziej odważnymi i zaangażowanymi? W czym trudno ci jest „wyjść naprzeciw”? MUSI BYĆ JAKIEŚ INNE WYJŚCIE… czy nie jest to mentalność, która bywa najgłośniejsza w sytuacjach, kiedy stoi przed nami coś trudnego, wymagającego? To nic złego, szukać różnych sposobów rozwiązania jakiejś sytuacji. Co jednak, gdy musimy coś jednak przeżyć, zrealizować i gdy szukanie innego wyjścia, to tylko ucieczka przed stawianiem czoła sytuacjom? Pewnie się kiedyś zastanawialiście, czy Chrystus mógł w inny sposób nas zbawić i dlaczego wybrał akurat drogę z Betlejem na Golgotę… Czy nie było innego wyjścia? Oczywiście nasza refleksja niczego nie zmieni, ale może dzięki temu, zauważymy, że i w naszym życiu są sytuacje, które nie mają innego wyjścia i muszą być zrealizowane takimi, jakimi są. Chrystus, wyszedł naprzeciw sytuacji, bo miała być właśnie tak zrealizowana. Może nas to zastanawiać, czy mamy jakiś realny wpływ na sytuacje, skoro i tak mają nastąpić w naszym życiu. Myślę, że wokół nas możemy spotkać ludzi, którzy wciąż są zbuntowani wobec swojego życia lub konkretnych sytuacji, którzy wręcz walczą z różnymi wydarzeniami w ich życiu, wyrażając swój sprzeciw wobec takiego charakteru ich codzienności.  W kontekście takiego działania i myślenia, powinniśmy zauważać, jakie faktycznie czynniki decydują o nas, o naszym działaniu, Czy nie jesteśmy uwarunkowani zbyt wieloma czynnikami, które bardziej niż my, decydują o tym, jakie sytuacje mają miejsce w naszym życiu i w jaki sposób jesteśmy w nie zaangażowani. Działanie Jezusa, nie jest niczym uwarunkowane, dlatego dzięki wolności, mógł „wyjść naprzeciw” Judaszowi i żołnierzom, ale przede wszystkim, mógł wyjść przeciw sytuacji ukrzyżowania. ...
Tak jak Jezus, „wyjdź naprzeciw”.

Tak jak Jezus, „wyjdź naprzeciw”.

Postawy Jezusa mogą i powinny nas zastanawiać. Na niektóre możemy reagować nawet niedowierzaniem. Każda postawa, którą lepiej zrozumiemy, może być dla nas wzorem, inspiracją i motywacją. Jezus w Ogrójcu, wobec żołnierzy i Judasza, ukazuje jedną, szczególną postawę.   W jaki sposób postępujesz, gdy na horyzoncie twojego życia, pojawia się jakieś zagrożenie lub trudna sytuacja? W jaki sposób reagujesz, co myślisz, jak mówisz i działasz? Kiedy wiemy o takich sytuacjach i możemy, w jakichś sposób przeciwdziałać, szukamy sposobu, by zaradzić niebezpieczeństwu, albo go unikamy, albo zwyczajnie uciekamy, jeśli to możliwe. Gdy jednak już coś nam się przydarzy, niekiedy panikujemy, niekiedy chwytamy się nawet ostatecznych działań – rozwiązań, bywamy przygnębieni i źli na wszystkich i na wszystko. Nikt nie lubi problemów, dlatego nie ma w nas jakiejś naturalności, chyba że ucieczka. Instynkt staje się w takich sytuacjach naszym źródłem pomysłów dla działania. I choć nie zawsze podpowiedzi są właściwe, to i tak często się im poddajemy.   Może rozważania, w tym miesiącu, chcę skupić na jednym zdaniu – „A JEZUS WIEDZĄC O WSZYSTKIM, CO MIAŁO NA NIEGO PRZYJŚĆ, WYSZEDŁ NAPRZECIW I RZEKŁ DO NICH” KOGO SZUKACIE” (por. J 18,4). Tym bardziej warto przyjrzeć się tej postawie, że wobec naszych postaw, jest ona inna, niezwykła i chyba jednak również nieoczekiwana. Im szczegółowiej przyglądam się Ewangelii Jana i szczególnie Jezusowi, bardzo często odkrywam detale, na które aż tak bardzo do tej pory nie zwracały mojej uwagi. Zwrócenie uwagi na powyższe zdanie, sprowokowało mnie od poszukiwania odpowiedzi na najprostsze pytanie – Dlaczego Jezus postąpił w ten właśnie sposób? Chciałbym podzielić się z wami rezultatami, w formie czterech, konkretnych punktów: 1. JEZUS ZAWSZE WYCHODZI NAPRZECIW GRZESZNIKOM… Z...
Sprzedał swój zapach.

Sprzedał swój zapach.

Scena z Betanii, ma swoją, inną też perspektywę. Niestety jest w niej też coś negatywnego. Przyziemność, materializm, pozbawienie głębi – to wszystko może mieć miejsce również w twoim życiu, jeśli utracisz, zaprzedasz w jakiś sposób swój zapach.   Wokół nas istnieje coraz więcej zagrożeń. Tym poważniejsze one są dla nas, im mniej dostrzegamy ich niepożądane skutki. Coraz bardziej te zagrożenia działają w ukryty sposób, dlatego dopiero bardzo radykalne konsekwencje, zdradzają w ogóle ich istnienie. Przez bardzo długi czas, możemy niczego nie dostrzegać, aż pojawi się w naszym życiu coś, czego nie będziemy umieć rozwiązać i wówczas dopiero uświadomimy sobie istnienie jakiegoś problemu. Sprawy są złożone i mają bardzo wiele poziomów. Scena w Betanii, należy również do takich obrazów. To on właśnie ukazuje różne natury człowieka. Maria jest przykładem głębszego spojrzenia na życie. To ona kładzie akcent na rzeczywistość duchową, ukazując nam przez swój gest miłości, jak inaczej można wejść w swoje życie i je wypełnić. To jest życie nie tyle bardziej wymagające, ile bardziej oddane konkretnej wartości. Życie, które pachnie, jest oddane właśnie konkretnej wartości. Jeżeli chcemy odkryć swój indywidualny zapach, powinniśmy odkryć swoją wartość, której się cali oddamy, której powierzymy swoje życie.   Przykre jest to, że wiele spraw, sprowadzamy do oceny, do wartości materialnej. Nie ona jest najważniejsza. Oceniając nasze życie pod względem materialnym, sami się pozbawiamy tych spraw, które mają wartość symboliczną, których wartości nie da się zmierzyć, nie da się wycenić. Są to często wartości duchowe, dlatego łatwo jest nam z nich zrezygnować, na rzecz spraw materialnych, namacalnych, które możemy chwycić i od razu wykorzystać. Ten świat jest dla nas mimo wszystko o wiele prostszy...
Mój prawdziwy zapach.

Mój prawdziwy zapach.

Człowiek to dusza i ciało. Kierujemy się tym, czym chcemy, ale nie powinniśmy pozbawiać się jakiejś perspektywy. Chrześcijanin zyskuje swój zapach dzięki sakramentom. Masz świadomość – czym pachną sakramenty, które przyjęliście?   Była to niby zwyczajna niedziela. Na jednej z Mszy, miało miejsce włączenie do wspólnoty Kościoła, małego dziecka – Wojciecha, przez sakrament Chrztu. Po ochrzczeniu następuje namaszczenie Krzyżmem Świętym. Wówczas kapłan wypowiada takie słowa: „Bóg wszechmogący, Ojciec naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który cię uwolnił od grzechu i odrodził z wody i z Ducha Świętego, On sam namaszcza ciebie krzyżmem zbawienia, abyś włączony(a) do ludu Bożego, wytrwał(a) w jedności z Chrystusem Kapłanem, Prorokiem i Królem na życie wieczne.” Po tych słowach czyni się olejem znak krzyża, na szczycie głowy. Kiedy to zrobiłem, poczułem niezwykle silny zapach oleju. Powiedziałem po cichu do rodziców – „Teraz będzie pięknie pachniał„. Rodzice uśmiechnęli się, a kiedy do nosa dziecka przyłożyłem palce, pachnące jeszcze olejem, maleństwo delikatnie się również uśmiechnęło. Właśnie wtedy, pomyślałem o temacie tego miesiąca i przed oczyma wyobraźni, narysowały się momenty, kiedy pachniałem tym olejem – Chrzest, Bierzmowanie, Kapłaństwo, Namaszczenie Chorych. W tych sytuacjach otrzymałem od Boga szczególne dary, a przypomnieniem o nich do dziś pozostaje zapach świętych olejów. Większość z nas przynajmniej trzykrotnie otrzymała namaszczenie i były to momenty, w których otrzymaliśmy dary, otrzymaliśmy też szczególny zapach. Jakbyście mieli jakąś okazję, to poproście, by móc powąchać ten olej, by zapamiętać ten zapach dla osobistego zbudowania.   Pachniemy sakramentami, a jeszcze bardziej tym, czym one nas obdarowują. Zapach jest ulotny, a sakrament – dar, dalej w nas pozostaje. Przypominają sobie sakrament, korzystając z nich, możesz się osobiście zastanowić, czy wciąż pachniesz nim, czy...
Co wypełnia mój dom – czyli czym pachnie moje życie?

Co wypełnia mój dom – czyli czym pachnie moje życie?

Symboliczny „zapach” to coś, co ma nas charakteryzować. Ma być szczegółem naszego życia, myślenia, ma streszczać nasze serce. Maria wypełnia gest miłością, a ty czym pachniesz, czym wypełniasz swój dom?     Jako ksiądz miałem wiele okazji, odwiedzać czyjeś domy. Były to krótkie wizyty, np. kolęda, z sakramentami do chorych lub przy innych okazjach dłuższych spotkań. Te okazje, to możliwość zobaczenia ludzi w ich codziennym kontekście życia. To właśnie ten kontekst zawsze wydaje nam się ciekawy i zastanawia nas, co na jego tworzenie tak naprawdę wpływa. Nasze domy mogą również bardzo wiele o nas powiedzieć. To nie same przedmioty, zgromadzone pamiątki, ozdoby, mówią o domownikach, ale w szczególny sposób przemawia do nas, panująca w różnych domach atmosfera. Nie wystrój, choć on też wiele mówi, ale to, co kształtuje się pomiędzy osobami oraz między ludźmi, a konkretnymi zajęciami. To właśnie jest szczególną charakterystyką domu, jak i ludzi. Specyfika każdego domu kształtuje się poprzez działanie osób będących w tym konkretnym domu. Mimo wielu podobieństw są szczególne różnice, świadczące o indywidualności konkretnego domu, osoby… „DOM WYPEŁNIŁ SIĘ WONIĄ OLEJKU”. Drobny gest Marii, tak by się wydawało, nadaje naszemu życiu odpowiedni kierunek działania. To właśnie drobne gesty, przyczyniają się do tworzenia indywidualnego „zapachu” naszego domu, naszego życia. Jeden gest dobra, może zapoczątkować coś niezwykłego, zapach przejdzie na kolejne wydarzenia i osoby, a swoją siłą obejmie wszystko to, dokąd tylko sięga nasze życie. Dobro uczynione przez Marię napełnia wonią olejku cały dom. Dobro przez nią uczynione, wypełniło jakby całą przestrzeń wokół. Przez naturę tego gestu, wszyscy mogli doświadczyć tego dobra. Woń olejku wypełnia każde miejsce. Nie da się przed nim ukryć, nie da się go...
Szczególna lekcja Marii

Szczególna lekcja Marii

Maria – jej postawa, to świadectwo niezwykłej miłości. W niej kryje się klucz jej działania. Nasze działanie, tworzenie czegoś w naszej codzienności, stwarza charakterystyczną dla nas atmosferę, woń, która się rozprasza wokół nas.   Chciałbym waszą uwagę zatrzymać na Betanii i na tym, co się tam wydarzyło. Znak Betanii wpisuje się w wielkie wydarzenia ostatniego tygodnia życia Jezusa. Mając w perspektywie dzień Wielkiego Poniedziałku, rozważając tę scenę, sami przygotujemy się też do głębszego przeżycia Triduum. Rozważając kolejny fragment Ewangelii Jana, zatrzymała mnie postawa Marii i słowa: „A dom wypełnił się wonią olejku” Słowo Betania można przetłumaczyć „dom przyjaciół”. Jezus często bywał w tym miejscu, dlatego warto przyjrzeć się atmosferze tego miejsca. Jezus przychodzi do tego domu na kilka dni przed Paschą, wiedząc, że zbliża się jego śmierć, o czym świadczą słowa – „Zostaw ją! Przechowała to, aby mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu.” (J 12,7) Wydarzenia nabierają już dynamiki i kształtu. Czy znalazł się w Betanii, by odnaleźć pocieszenie i siłę do dźwigania krzyża? Wiele na to wskazuje. Ten dom, jest szczególny. Betania staje się wzorem dla mojego domu, w którym każdy może odnaleźć pocieszenie. Tutaj pojawia się wątek do zastanowienia – w jaki sposób kształtuje mój dom? Jakimi wartościami go wypełniam?   Maria, za każdym razem czymś nas zaskakuje. Można powiedzieć, że z niej niezły jest oryginał. Nawet dziś, to co ona zrobiła, może wydawać się kontrowersyjne. Przy stole znajduje się Łazarz, Jezus, grupa apostołów i może jeszcze jakieś osoby. Bardzo męskie towarzystwo (taka kultura). Odezwać się w takim towarzystwie, to nie prosta sprawa, nawet dziś, a co dopiero w tamtym czasie i to jeszcze głos miała zabrać...
Nie zmarnuj swojej szansy

Nie zmarnuj swojej szansy

W twojej codzienności czeka na ciebie mnóstwo szans. Nie jest to proste, by je wykorzystać… To być może największe wyzwanie twojego życia – przyjąć tę szansę i wyrwać się z pieczary. Wiem, że przed tobą jest trudna droga. Zaufaj mi, warto ją przejść.   Nasze pieczary i ogromne kamienie, przypominają nam wciąż o tym, że jakieś sprawy pogrzebaliśmy w naszej przeszłości. Nie poddawaj się z tego powodu zniechęceniu, ani nie bądź rozgoryczony. Brzmi to „trywialnie”, ale mam świadomość, że za tymi słowami istnieje bardzo wiele działań, proces, który przenika nasze wewnętrzne życie, jak i działanie, które przemienia nas zewnętrznie. Musisz wiedzieć, że licząc bardzo mocno na swoje siły i umiejętności, możesz tak naprawdę zamknąć się na najważniejszą pomoc. „Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję ci, że mnie wysłuchałeś.” (J 11,41) W sytuacjach, które przeżywamy, a szczególnie gdy znajdziemy się w pieczarze, potrzebujemy podnieść głowę i zwrócić swój wzrok we właściwą stronę. On nie patrzy na nas, oceniając nas. On tak patrzy na nas, byśmy w jego spojrzeniu odzyskali swoją utraconą nadzieję, motywację, siłę… W Jego spojrzeniu zyskujesz pierwszą z wielu nowych szans. Szukając swojej nowej szansy, nie bójmy się z całą prawdą podnieść wzrok i spojrzeć na swoje życie widziane Jego oczyma. Nie bójmy się prawdy, którą zobaczymy. Łazarz miał szczęście – nie był jedynym przywróconym do życia. Widzę w tym osobiście coś głębszego… Próbuje ukazać wam, że obraz Łazarza powinniśmy przełożyć na swoją codzienność, odkrywając wiele okazji, które otrzymujemy od Boga – nowe szanse, na wydobycie czegoś z różnych pieczar. Historia Łazarza to ukazanie symbolu człowieka, który bardzo wiele otrzymał od Boga. Wokół tej historii...
On nas wyprowadzi.

On nas wyprowadzi.

Krążymy wokół spraw, nie mogąc znaleźć rozwiązania, albo co najgorsze, zamknięci jesteśmy w pieczarze bez możliwości powrotu do życia. On wkracza w naszą codzienność ze słowami: „wyjdź na zewnątrz”, wskazując nam drogę wyjścia z trudnych sytuacji.   Mamy szczere chęci i mimo tego, że bardzo się staramy, z niektórych spraw, nie udaje nam się wyjść. Wpadamy w obłęd jakiejś sprawy i nie widzimy sensownego rozwiązania. Widzisz co się przecież dzieje wokół ciebie. Chciałem wymienić sprawy, którymi być może również ty się dziś przejmujesz, ale czytam ostatnio sporo komentarzy pod postami, które dotyczą Kościoła i przeraża mnie, jak skrajne one są i jak wiele w nich jest pogardy. Czy uzasadnionej, czy nie – nie będę oceniał. Winna jest sytuacja – brak przejrzystości Kościoła w bardzo wielu sprawach, przyczyniło się do tego, że jest tak właśnie atmosfera. W innych kwestiach można też dziś dostrzec, jak różne tematy rosły, nabierały na sile i nie pojawiły się znikąd, tylko karmiły się różnymi ludzkimi pragnieniami i oczekiwaniami. Dziś jakikolwiek temat się dotknie, nad każdym w zasadzie zbierają się jakieś ciemne chmury – nie ma litości. Naprawdę można wpaść w ciemność i zakręcić się wokół spraw do tego stopnia, że jakaś sprawa zamknie nas, jak w pieczarze. Kamień zablokuje możliwość wyjścia, a my nie będziemy mogli się z niej wydostać. Są sprawy, z których my sami nie wyjdziemy. Potrzebujemy konkretnej, zewnętrznej ingerencji, która choć trochę otworzy nasze pieczary i wpuści do środka choć trochę światła. A to, dla osoby, która pragnie opuścić swoją pieczarę, bardzo dużo, by przynajmniej odzyskać świadomość kierunku wyjścia. Wiedząc, gdzie znajduje się wyjście, człowiek może zebrać już w sobie niespotykane siły...
Za dużo kamieni.

Za dużo kamieni.

„Kamień” jest tylko przykrywką i to dosłownie i w przenośni. Zamiast zmierzyć się z różnymi sytuacjami, wolimy je przykryć, zamknąć w niedostępnym miejscu, zapomnieć przynajmniej na jakiś czas. Wokół nas coraz częściej możemy spotkać różne pieczary z ogromnymi kamieniami.   Różni ludzie, różne nastawienie. Pewnie i wy spotykacie ludzi, którzy narzekają, oceniają negatywnie wiele sytuacji i wciąż wracają do jednych i tych samych tematów. Czuć, że są jakby zmęczeni jakimiś sytuacjami i to one, nie dają im spokoju. Pewnie spotykacie też takie osoby, które mają inne podejście. Przeżywając te same trudności, potrafią się od nich zdystansować i inaczej je ocenić. Te sprawy, nie stanowią dla nich ciężaru, bo nie ciągną ich za sobą, w kolejne sytuacje swojego życia, ale rozpoznając sytuację wiedzą, że na jedne sprawy mają wpływ, a na inne już nie. Nie musimy mierzyć się ze wszystkimi sytuacjami, ale nie musimy ich również przyduszać kamieniami i tworzyć nowe pieczary. Tak łatwo jest niestety popadać w skrajności, a tak trudno jest znaleźć odpowiedni sposób rozwiązywania i przeżywania sytuacji, szczególnie tych trudnych w naszej codzienności. Sytuacje wywołują w nas wiele, różnych reakcji, niekiedy bardzo skrajnych, które wywołane są naszymi emocjami. Pod wpływem wielu, różnych czynników, decydujemy się na to, by sprawy schować we własnych pieczarach albo spróbować je rozwiązywać. Ostatnio przyglądaliśmy się swojemu życiu i mieliśmy dostrzec nasze fizyczne i duchowe pieczary – czy one wciąż rosną, czy starasz się od ich zawartości uwalniać?   Przytłaczanie kamieniem swoich pieczar, niczego nie rozwiążę, a problemy od tego nie znikną. Pojawi się przykry smród rozkładających się różnych spraw. Kamienie zamykające nasze pieczary, to symbolicznie, nasze zniewolenia, ograniczenia, to mechanizmy ukrywania różnych...
Trup w szafie, a może na strychu?

Trup w szafie, a może na strychu?

Każdy z nas ma taką „pieczarę, na której spoczywa kamień. Możesz być zdziwiony tym, od jak dawna ją stwarzasz w swoim życiu i jak często ją mimo wszystko używasz, choć może nie do końca świadomie.   Obraz wskrzeszenia Łazarza może mieć dla nas symboliczne znaczenie i może odkrywać przed nami nowe wiadomości na nasz temat, jak i też na temat naszego życia. Fragment wprowadza nas być może w trudne doświadczenie, ale jest w nim jednak pozytywna perspektywa, którą powinniśmy odkryć, zrozumieć i przyjąć. Rozważając ten fragment, moją uwagę przykuło zdanie: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić” (por. J 11,44), ale zanim wprost dojdziemy do tego momentu, musimy najpierw odkryć istnienie swoich „pieczar”, a później spróbujemy „wyjść na zewnątrz”. A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!». (cały tekst to J 11,1-44) W Ewangeliach, mamy do czynienia z trzema sytuacjami wskrzeszenia – córki Jaira, syna wdowy z Nain oraz Łazarza. Choć są to znaki najbardziej spektakularne,...
O czym chcesz mówić?

O czym chcesz mówić?

Czy odkrywając cokolwiek w swoim życiu, albo znajdując jakiś sposób działania, masz w sobie pragnienie podzielenia się swoimi rezultatami z innymi osobami? Czy z niewiadomych powodów, wolisz to jednak zostawić tylko dla siebie?   Ilość osób, które wygłaszają swoje opinie, dzielą się swoimi doświadczeniami, jest tak ogromna, bo dziś każdy może powiedzieć lub napisać cokolwiek tylko chce. Mamy oczywiście do tego prawo i warto, abyśmy rozsądnie z niego skorzystali. Wydaje mi się, że korzystanie z tego prawa nie uprawnia nas do głoszenia czegokolwiek, ale daje nam prawo aby dawać świadectwo o tym, co przeżyliśmy lub przeżywamy. Pewnie obserwujecie, słuchacie lub czytacie treści od bardzo wielu osób i pewnie są takie osoby, które z jakichś konkretnych powodów są dla was bliskie, albo to, co one głoszą i wyznają swoim życiem. Słuchając różnych osób, traktuje ich całkiem poważnie, bo czuję, że te osoby dzielą się swoim życiem, swoimi odkryciami, które są dla nich na tyle ważne, by się nimi podzielić. Podziwiam odwagę wielu osób, które dzielą się swoim życiem, swoimi odkryciami i przekazują to wszystko innym, by ci, którzy chcą, mogli skorzystać z tego dla siebie. Ubogacamy się tak wieloma historiami i doświadczeniami, a to zasługa tylko tego, że ktoś chciał się czymś podzielić i podarować nam część swojego doświadczenia. NIKT BOWIEM NIE DOKONUJE NICZEGO W UKRYCIU, JEŻELI CHCE SIĘ PUBLICZNIE UJAWNIĆ. SKORO TAKICH RZECZY DOKONUJESZ, TO OKAŻ SIĘ ŚWIATU! (J 7,4) Wydawałoby się, że skoro mamy coś do powiedzenia, to powinniśmy to zrobić. Chrystus świadomie ukrywa prawdę o swojej osobie, bo chodzi o coś znaczenie ważniejszego niż tylko ukazanie swojej osoby. Dla Chrystusa najważniejsze są zbawcze wydarzenia, które mają dokonać się...
Refleksyjne działanie.

Refleksyjne działanie.

Czy czujesz, że ktoś lub coś narzuca ci to, co masz robić, w jaki sposób masz myśleć? Czy istnieją jakieś uwarunkowania, które wpływają na twój sposób działania? Warto zastanowić się, ile spraw, to moja osobista decyzja, a ile to wynik jakiegoś działania. Myśl i działaj, nie tylko z sercem, ale i też z rozumem. Siedząc na egzaminie zawodowym uczniów, w moich myślach pojawiły się dwie konkretne refleksje. Zanim nastąpił egzamin, w klasie śmiali się, rozmawiali ze sobą, żartowali, a gdy przyszedł moment rozpoczęcie egzaminu i padło hasło: „możecie zaczynać”, nastała przerażająca cisza, w które słyszalne było tylko tykanie sekundnika w zegarze. Człowiek, skupiając się na działaniu, stwarza wokół siebie i w sobie, sprzyjającą do pracy atmosferę – skupienie, cisza, koncentracja na zadaniu itp. Praca ich przekłada się na papier i na konkretne odpowiedzi zaznaczone na odpowiedniej karcie. To pierwsza myśl… Warunki potrzebne do podjęcia się jakiegoś zadania. Druga myśl, to przeświadczenie, że sukces zdania tego egzaminu leży w tym, czy we właściwy sposób zrozumieją polecenia i poszczególne zadania i czy znajdą w sobie wiedzę, by udzielić właściwej odpowiedzi. Na każde zadanie w naszym życiu, składa się bardzo wiele czynników, których obecności jesteśmy świadomi lub nie. Wiedza o nich, jak i świadomość ich funkcjonowania, powinny pomagać nam rozwijać jakieś zadania i sprostać ich oczekiwaniom. Zrozumienie funkcjonowania jakiegoś zadania, jak i też naszej osoby, może być w większości sytuacji znacznym ułatwieniem. Czy jesteś świadomy tego, co wpływa na twoje działanie, na dokonywane przez ciebie wybory i podejmowane decyzje? (w.6) „Dla mnie stosowny czas jeszcze nie nadszedł, ale dla was – zawsze jest do rozporządzenia”. Wyczuwam w rozważanym fragmencie (J 7,1-13) znacznie więcej...
Właściwie się przygotuj

Właściwie się przygotuj

„Czas do rozporządzenia” – niby czujemy, co może oznaczać to określenie, ale jak to wygląda tak praktycznie? Co towarzyszy nam bezpośrednio przed działaniem? Czy są jakieś szczególne myśli lub jakieś przygotowania, które poprzedzają nasze działanie?   ACTIO ! Pewnie wielu z was ma taką przypadłość. Towarzyszy nam chęć tworzenia i oczywiście pragnienie zbierania owoców. Jak się coś dzieje pozytywnego w naszym życiu, zaraz mamy inne nastawienie do życia – więcej jest w nas chęci, zadowolenia, bardziej się motywujemy i czas inaczej nam biegnie, i czujemy się potrzebni. Gdy dopada nas jakiś marazm i nic się nie dzieje w naszym życiu, mamy ochotę się zamknąć w czterech ścianach, wtulić się w poduszkę, przykryć kocem i stale spać. Czujemy jednak, że to nie rozwiąże niczego i trudno, na dłuższą metę, tak funkcjonować. Już tak mam, że są sytuacje, które powodują, że bardzo długo się zastanawiam, myślę nad decyzją i dopiero po jakimś czasie, zapada decyzja i przechodzę do działania, czyli do actio. Są też takie wydarzenia, które mogą wydawać się, że są spontaniczne, gdzie nagle, w przypływie niespodziewanej siły, refleksji, przechodzę natychmiast do działania. Jedne i drugie sytuacje rodzą niezwykłe doświadczenia – piękne historie i przynoszą niespodziewane rezultaty. Czyli sens nie tkwi w czasie, ale w tym, w jaki sposób rozpoznamy – odkryjemy jakąś sytuację i czy zareagujemy w adekwatny sposób. Możemy zbyt długo zwlekać z decyzją, albo zbyt szybko na coś zareagować i rozsypiemy wówczas całą sprawę przez to, że w niewłaściwy sposób zareagowaliśmy. Każde wydarzenie w naszym życiu, ma swoją specyficzną atmosferę, od której rozpoznania, zależy nasz udział w różnych wydarzeniach. Brak zrozumienia tej atmosfery lub błędna interpretacja atmosfery wokół wydarzenia, mogą odebrać...
Twój czas na…

Twój czas na…

Czym dla ciebie osobiście jest czas. Czy odkrywasz jego wartość i znaczenie? Każdy dzień twojego życia to dar – szansa, czas działania. Chrystus daje ci czas do rozporządzenia… W jaki sposób chcesz wykorzystać swój czas? Jak często i kiedy, zastanawiasz się nad upływem czasu? Zdajesz sobie sprawę z tego, gdy żegnasz stary, a witasz nowy rok? Może, gdy upływa kolejna rocznica twoich urodzin? A może wtedy, gdy niespokojnie oczekujesz, gdy przyjdzie osoba i rozpocznie się umówione spotkanie? A może w momencie czyichś narodzin lub śmierci, gdy coś zyskujesz lub gdy coś tracisz? Kiedy, gdzie, uświadamiasz sobie, że masz coś koniecznie wykonać, albo z czegoś zrezygnować? W całym świecie istot żywych tylko TY – tylko człowiek ma świadomość czasu i to ona wyznacza ludzkie postawy wobec życia i śmierci oraz trwania i przemijania. Kategoria czasu należy do podstawowych form, w których człowiek postrzega świat, swoje życie oraz funkcjonowanie całego społeczeństwa. Żydzi rozumieli czas jako miarę działania, czyli czas związany był zawsze z pewnym wydarzeniem. Skoro czas jest miarą działania, to jest on świadectwem obecności i działania Boga. Przytaczając jakieś wydarzenia ze swojego życia, raczej nie potrzebujesz informacji – jaki to był dzień lub godzina. Starasz się mówić o wydarzeniu, o tym, co się działo, co przeżyłeś i co zrozumiałeś. Przypominasz sobie jakie owoce – korzyści płynęły z przeżycia konkretnego wydarzenia. Twoja historia życia to fakty – konkretne wydarzenia, które tak ukształtowały twoją osobę, że myślisz i działasz właśnie w określony sposób. To, gdzie dziś jesteś i jaki jesteś, to zasługa wydarzeń, twojego charakteru i nastawienia, twojej otwartości i celów; to wynik twoich pragnień i twojej woli; to również wynik interwencji planu...
12 koszy, jak 12 lekcji.

12 koszy, jak 12 lekcji.

Symbolika, z którą stykamy się w Biblii, nie jest przypadkowa. I choć na pierwszy rzut oka, nam, współczesnym nic nie mówi, to zgłębiając się w treść symboli, możemy dotrzeć do pięknych wiadomości i przekuć je w niezwykłe doświadczenia.   Na mojej stronie znajdziesz bardzo wiele, różnej treści. Im częściej przeglądam to, co udało mi się zrobić, tym mocniej przesiewam treści przez sito różnych ocen i zastanawiam się nad ukonkretnieniem swojej działalności. Strona to jednak trochę moja natura – wiele wątków, różne dziedziny i pomysły, niestawanie w miejscu, ale ciągły ruch. Możecie mi wierzyć lub nie, ale staram się już z wielu spraw, pomysłów, rezygnować, mimo chęci jednak odkładać i ukonkretniać kierunki działania. W tym działaniu widzę, że im bardziej staram się cokolwiek ukonkretnić, tym trudniej jest mi wybrać, najwłaściwsze elementy, a pozostałe odrzucić. Ważne jest to, by w życiu – myśleniu, działaniu, być uporządkowanym i by ten porządek wynikał z Bożego działania i by wciąż był dla mnie konstruktywny.   (w.13) zebrali (…) napełnili dwanaście koszów.   Jest we mnie ciekawość – czy stawialiście sobie dotychczas już pytanie, dlaczego akurat 12 koszów? Już pewnie po wstępie, domyśliliście się, że ma ta cyfra jakąś symboliczną wartość. Dwanaście należy do liczb PORZĄDKUJĄCYCH, sugeruje ona porządek Boży, doskonały, obejmujący wszystkich, ale dwanaście to również liczba, które występuje jako KONSTRUKTYWNA. Oto biblijne przykłady wyżej przytoczonego podziału.   (za Wikipedią) porządkujący 12 synów Jakuba12 pokoleń Izraela (ludu Starego Przymierza)12 chlebów pokładnych na stole przed zasłoną Arki Przymierza (Kpł 24, 6)12 koszy z ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych (J 6,12-15)12 apostołów (posłańców Nowego Przymierza)wieniec z 12 gwiazd na głowie Niewiasty (Ap 12,1)pieczętowanie 12 tysięcy sprawiedliwych...
Odkryć i docenić to, co „małe”.

Odkryć i docenić to, co „małe”.

Łatwo przeskakujemy pomiędzy zadaniami w naszej codzienności. Nie stanowi to dla nas większego niekiedy problemu. Są jednak takie sytuacje, którym nie przypisujemy wielkiej wartości, a pozostają w naszych myślach, sercu, mimo wszystko, stale o sobie przypominając.   Codzienności nas wciąga i często nasza uwaga skupia się na wydarzeniach bardzo konkretnych i pragmatycznych. Nasza codzienność to jednak coś więcej niż zdarzenia, które są konieczne do realizacji, które się nam opłacają, bo pomiędzy nimi są sprawy, które wydają się nam, co do wartości może mniejsze, słabsze, ale towarzyszą nam mimo jakiegokolwiek naszego nastawienia. Zbytnie skupienie się na jednych sprawach, może spowodować, że inne sprawy niestety nam umkną, zostaną pominięte lub co najgorsze, zlekceważone. Nie sposób wciąż działać na wysokim poziomie aktywności i niestety w konsekwencji stać może to, że wielu rzeczy nie będziemy odkrywali w swoim życiu, a co za tym idzie, nie będziemy też ich doceniali. Może nie bagatelizujemy wszystkiego, ale może w nas wytworzyć się takie przekonanie, że sukces w naszym życiu zależny jest do tylko dużych spraw. Zwracając uwagę na te wielkie sprawy, umniejszamy wartość tych wszystkich innych spraw, które być może miały inny wpływ na nasze życie, ale jakiś wpływ jednak miały. Ludzie, którzy cenią zarówno to, co wzniosłe, jak i też to, co małe, potrafią się cieszyć bardziej, bo mają ku temu więcej powodów. Ludzie, którzy potrafią więcej doceniać, bardziej wykorzystują swoje życie, bo wykorzystują do tego więcej elementów, ze swojej codzienności.   „12 koszy ułomków” – to zewnętrzny znak wskazujący na rzeczywistość wewnętrzną, niewidzialną dla oczu. To symbol działania Bożej mocy, która zaspakaja ludzkie pragnienia, tęsknoty… Chcę zwrócić uwagę na to, co wewnętrzne, niewidzialne. Określam...
Codzienne zbieranie ułomków.

Codzienne zbieranie ułomków.

Umyślnie, na tytułowym zdjęciu, jak i w filmiku wprowadzającym do tematu tego miesiąca, zestawiłem ze sobą symboliczny kosz z zeszytami, które mogą pełnić współcześnie podobną funkcję. Jesteśmy z natury zbieraczami. Musimy w sobie tę zdolność rozwijać.   Już od dawna, codziennie wieczorem biorę swój kalendarz – zeszyt i spisuje swoje różne obserwacje, wnioski, historii, które działy się w ciągu dnia. Obecnie pod koniec roku kalendarzowego, kiedy zeszyt powoli się kończy, widzę „cały swój rok” – jak wiele się wydarzyło, jak w wielu sytuacjach miałem możliwość uczestniczyć, brać czynny udział, wykorzystywać okazje i szanse, czegoś się nauczyć, coś dla siebie i innych zyskać. Zeszyt – koszt pełen przeróżnych ułomków codzienności. Dziś, za rok, kiedykolwiek, mogę sięgnąć do mojego „kosza” i znów odkryć na nowo hojność Boga, który ofiarował mi takie dary – życie i konkretną codzienność. Po historiach nie pozostaje tylko jakieś wspomnienie, bardziej lub mniej wyraźny obraz. Dobro, konkretne doświadczenie, wciąż są żywe i kiedykolwiek otwierając zeszyt, na jakiejkolwiek stronie, znów mogę zaczerpnąć z tej historii, kolejną, konkretną lekcję dla życia. Wnioski przychodzą z czasem i w perspektywie właśnie tego czasu, otrzymujemy niekiedy kolejny dar – sytuacja odżywa w nas, w zupełnie inny sposób – niekiedy, to po prostu uśmiech, a innym razem wsparcie, które pomoże nam zbudować kolejną chwilę, kolejne ciekawe doświadczenie. Dobro, we właściwy sposób pielęgnowane, wciąż się pomnaża, wciąż przynosi nowe owoce.   Istotną sprawą, kierunkiem dla naszej codzienności jest to, byśmy bardziej przeżywali swoją codzienność, różne wydarzenia. Życie pełne jest różnych zdarzeń, które trzeba odkryć w swoim życiu. Wypełniamy codzienne obowiązki, angażujemy się w przeróżne sprawy, ale i tak wciąż w naszej codzienności są sprawy, w które...
Boża hojność

Boża hojność

W Chrystusie może nas zafascynować bardzo wiele, różnych spraw. Zastanów się, czy masz w sobie głód – pragniesz Boga w swoim życiu? Może przeżywamy to w różny sposób, ale każdy z nas powinien zadać sobie to pytanie. Kolejna scena, kolejna przygoda ze Słowem przed nami. Najpierw, zanim przejdziemy do mojej refleksji, spróbujmy przeczytać fragment biblijny z Ewangelii Jana 6,1-15 1 Potem Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. 2 Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. 3 Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. 4 A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. 5 Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» 6 A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić. 7 Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». 8 Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: 9 «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» 10 Jezus [zaś] rzekł: «Każcie ludziom usiąść». a w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. 11 Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. 12 A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». 13 Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów. 14 A kiedy...
Ślady spotkania.

Ślady spotkania.

Każdy z nas ma na pewno różne wspomnienia spotkań, różnych osób, których kontekst czy to pozytywny, czy negatywny, jest dla nas na tyle ważny, że pamiętamy o nich nawet bardzo wiele lat. Bardzo często ważne osoby, spotkania, pozostawiają na nas jakiś swój ślad – niezatarte znamię.   Przekonałem się, rozważają fragment o spotkaniu Jezusa z Samarytanką, że samo potkanie jest rzeczywistością, do której muszę nieustannie dążyć, otwierać się na nią i najlepiej jak potrafię, ją wykorzystywać. Spotkanie daje mi potrzebną siłę do właściwego funkcjonowania. Spotkanie z Bogiem, inaczej niż inne spotkania, jest inspirujące i rzuca światło na wszystkie sprawy dotyczące naszej codzienności. Wszystkie spotkania, zarówno te z Bogiem, jak i też inne, pozostawiają w nas, w naszym życiu, swój ślad. Masz na pewno w swoim sercu różne historie – przeżycia. Do jednych zapewne powracasz z radością i nadzieją, do innych może wracasz z niechęcią lub nawet może ze strachem. Spotkania wywołują w nas zapewne różne wrażenia, ale nie powinniśmy być do nich – wrażeń, przywiązani, lecz powinna być w nas otwartość, która skieruje nas na tajemnicę, którą możemy odnaleźć w każdym spotkaniu.   Patrząc na Samarytankę, w jej spotkaniu można zobaczyć różne etapy spotkania. Pierwszy etap nazwałbym POSZUKIWANIEM. Samarytanka próbuje coś odnaleźć, ale sama nie wie jeszcze, co tak naprawdę ma odkryć. Rozmowa z Jezusem nadal świadczy o jej poszukiwaniu, o pytaniach, które w sobie nosi, o niepokoju, który w niej jest. Drugi etap nazwałbym ZROZUMIENIEM PRAWDY. Pytania zyskują odpowiedzi, a zdobyta wiedza zbliża Samarytankę do prawdy najpierw o Jezusie, a później o samej sobie. Ten moment spotkania prowadzi do wewnętrznej wolności, która ostatecznie przybiera postać ogromnej radości. Trzeci etap...
Gdzie twoja studnia?

Gdzie twoja studnia?

Nosimy w sobie różne pytania, często bardzo głębokie i trudne. Chcielibyśmy otrzymać jasną i konkretną odpowiedź. Dlatego kuszą nas proste i niewymagające odpowiedzi. Jezus rozmawia w taki sposób, że prowadzi nas do naszego wnętrza, do prawdziwego spotkania z Bogiem. Bądź jak Samarytanka — porozmawiaj z Bogiem.   Samarytanka i Jezus to dwa bardzo różne światy. Istnieje w nas być może obawa, że jest w nas coś, co uniemożliwi nam spotkanie Boga w naszej codzienności. Może nam się wydawać, że nasz świat jest tak bardzo odległy od Boga, że boimy się, że nie będziemy umieć takiego spotkania zaaranżować. Dziś widać tę trudność spotkania z Bogiem w chociażby częstych trudnościach w modlitwie osobistej, ale również w systematyczności, albo raczej jej braku, w uczestniczeniu w Eucharystii w przestrzeni Kościoła. Myślę, że trudność tkwi w tym, że za bardzo my chcemy to spotkanie z Bogiem zaplanować i kontrolować, a za mało ufamy rzeczywiście Bogu, by to On przejął kontrolę nad tym spotkaniem. To nie oznacza, że nie mam niczego robić, ale wymaga to od nas tego, abyśmy uznali, że to Bóg organizuje spotkanie. Rozważając fragment o spotkaniu z Samarytanką, dostrzegłem jedną rzecz, na którą wcześniej nie zwróciłem uwagi. Można dostrzec wyraźną różnicę w sposobie rozmowy ze strony Jezusa, a sposobem, w jaki rozmawia Samarytanka, czy później również uczniowie. Jezus tak prowadzi rozmowę, aby poprowadzić człowieka do zrozumienia prawdy — ukazuje fakty, przeprowadza przez nie, tłumaczy i prowadzi konkretną osobę w sam środek tego, co ma rzeczywiście człowiek zrozumieć. Doskonałym przykładem jest właśnie rozmowa z Samarytanką. Z drugiej strony mamy najpierw Samarytankę, a później powracających uczniów — oni charakteryzują się tym, że w czasie...