Gdzie mnie nogi poniosą. (piąty tydzień – piąta możliwość)

Gdzie mnie nogi poniosą. (piąty tydzień – piąta możliwość)

Wiem, że to szczególny dar. Wśród chorych, których odwiedzam co miesiąc, wielu jest takich, którzy już od lat leżą i nie mogą się poruszać. Oni tęsknią za tym, by gdzieś pójść. Już kilkakrotnie to zauważyłem, że bardziej zaczynam doceniać coś, co widzę, że czegoś inni nie mają. A wcześniej nie zwracałem na to aż takiej uwagi. Może wielu ludzi docenia właśnie coś wtedy, gdy coś traci, lub wtedy gdy z czegoś już nie mogą korzystać.  Odwiedzając chorych z mojej parafii, zauważam, że większość z nich, nie opuszcza już swoich mieszkań od bardzo wielu lat. Co dla mnie, póki co, jest naprawdę jeszcze trudne do wyobrażenia. Ale kto wie, co mnie jeszcze w życiu spotka… Póki co, doceniam bardzo tą możliwość i jeśli to możliwe, staram się w odpowiedni sposób z niej korzystać. Widzę, że ta możliwość daje mi poczucie swobody i faktycznej wolności. W każdym momencie mogę wstać i iść… Wydaje się to dla wielu takie oczywiste, takie proste i normalne.  Jednak póki możesz to robić, a może tego nie doceniasz, to zwróć uwagę jaki wielki dar i możliwość posiadasz i w jaki sposób mógłbyś ewentualnie tę możliwość wykorzystywać. Wyjście z domu, pójście na spacer, podróżowanie, możliwość uczestniczenia w wielu sytuacjach, odwiedzenie kogoś… – możesz wstać i pójść, bez ograniczeń, a nie dla wszystkich jest to możliwość taka oczywista. Łatwo jest ulec różnym czynnikom, ograniczyć swoją wolność – swobodę. W tak prosty sposób możemy niekiedy pozbawić się możliwości, ograniczyć siebie, zawężać swój świat. Oczywiście można szukać innych rozwiązań; można stawiać czoła swoim ograniczeniom i posłużyć się innym rozwiązaniem. Dziś, nie muszę ruszać się wcale z domu, by zobaczyć co...
Pod natchnieniem 

Pod natchnieniem 

Stworzenie czegoś nowego, w sensie pomysłu, ma w moim przypadku różne fazy. Niekiedy jest mi łatwiej, a niekiedy trudniej. Trudno w sumie wyczuć jakąś zależność. Trzy etapy tego tygodnia – mądrość: intelekt, historia życia, pomysł do realizacji. To, w jaki sposób akcentujemy różne słowa, chociażby np. mądrość, rzutuje na to, w jaki sposób rozumiemy i wcielamy w życie to słowo. Skoro mądrość jest naszą, ludzką kolejną możliwością, to warto by było znów się zastanowić nad tym, jak ją rozwijać, jak rozszerzać tę perspektywę – możliwość. Zdobyta wiedza, powinna być użyta i służyć również innym. Przypomina mi się bardzo prosta sytuacja z minionego tygodnia. Błądziliśmy na szlaku, poszukując pewnego miejsca. Po dłuższej chwili i przejściu stosunkowo niedługiego odcinka drogi w przeciwnym kierunku, w końcu metodą prób i błędów, udało nam się odnaleźć to miejsce. Schodziliśmy już z góry, kiedy to na naszej drodze pojawiła się para osób, która dyskutuje ze sobą, stawiając sobie pytania – gdzie jest to, tamto miejsce… Najpierw myśl: „pewnie dojdą do tego, co będę się wtrącał”. Po chwili  pojawia się jednak we mnie pytanie: „a co, gdy też będą błądzili w poszukiwaniu tego, co ja już wiem, gdzie jest?” I odezwałem się do nich, tłumacząc, co, w jakim kierunki się znajduje. Dalszego dialogu już nie było. Dzięki całej tej sytuacji, trzy tory zostały zrealizowane dosłownie w jednym momencie, w jednej sytuacji. Jednak to, na co zwróciłem przede wszystkim uwagę, to „wewnętrzne natchnienie”, które popchnęło mnie do takiego, a nie innego zachowania. Warto być otwartym na takie właśnie momenty, w których pod wpływem „natchnienia”, podejmiemy decyzję o działaniu, które później okaże się najwłaściwszym. Mądrość nie musi pochodzić...
Inna mądrość. (czwarty tydzień – czwarta możliwość)

Inna mądrość. (czwarty tydzień – czwarta możliwość)

Można ją zdobyć na różne sposoby. Większość swojego życia poświęcamy na zdobycie teorii, która w różny sposób przydaje się, bądź też nie, w naszym życiu. Jaka mądrość stanowi jednak szczególną naszą możliwość? Jest mądrość, którą rozwijamy przez całe życie. Jedni się jej poddają i próbują swoje życie ukształtować według jej zasad. Są tacy, którzy próbują ją w sobie zagłuszyć, by nie przypominała im o tym, że można jednak żyć inaczej.  Moją myśl kieruje ku tej mądrości, która daje mi możliwość dokonania właściwego wyboru; ku tej mądrości, która wspiera mnie przy rozróżnianiu co jest dobre, a co złe; ku tej mądrości, która sprawia, że moje życie to mocne poglądy, cele i kierunki życia. Ta mądrość która wypływa bardziej z serca; ta Boża intuicja, którą mamy, a której nie możemy przypisać tylko sobie.  MĄDROŚĆ POLEGA NA UMIEJĘTNYM WYBORZE NAJMNIEJSZEJ GŁUPOTY.  Otrzymałem ją, gdy odchodziłem z jednej z parafii. Mała książeczka, zrobiona domowym sposobem przez kilka osób. Pamiątka, która jest wciąż żywa i aktualna, najcenniejsza, bo są w niej spisane historie różnych osób. Żyjąc Ewangelią, tak na poważnie, zawsze znajdzie się sytuacja, w której słowa staną się konkretnym czynem.   „Boża mądrość – niecodzienna teoria” wprowadzona w życie, zawsze tworzy piękne historie – doświadczenia, które są najcenniejszym skarbem do zdobycia.  Pewnie każdy z was słysząc słowo „mądrość” ma różne skojarzenia. Sam jestem ciekaw jakie? Jakie skojarzenia byłyby najczęstsze… Wśród moich kilku skojarzeń, najczęściej odnoszę to właśnie słowo, do tematu doświadczeń, mądrości zdobytej życiem, poprzez konkretne historie z życia codziennego. To, co zdobywamy w życiu codziennym, przez prace, spotkania i rozmowy, przez nasze myśli i pragnienia – to doświadczenia, których nie zdobędziemy w...
Nie bądź głuchy

Nie bądź głuchy

Możesz wyłączyć wszystkie urządzenia w domu, a tak niczego nie usłyszysz, bo może się okazać, że hałas nie jest poza tobą, ale w twoim wnętrzu.  Gdy jestem w domu rodzinnym, śmieje się, że „idę się ukulturalnić” – to oznacza, że siadam w pokoju, włączam telewizor i przelatuje po kanałach, przeglądając co obecnie „jest na topie”. Mam świadomość, że jest to dla wielu zabieracz czasu, a przy okazji źródło wielu, bardzo negatywnych emocji. Cieszę się, że już od bardzo wielu lat, nie mam osobiście telewizora i tego, co ewentualnie istnieje wokół tego. Nie jest jednak łatwiej, choć wyraźniej widzę, gdzie tak naprawdę jest w moim życiu hałas.  Kiedy w minionym tygodniu stanąłem wobec zadania związanego z kolejna możliwością, jaką jest słuch – a więc to, co mogę w różny sposób usłyszeć, zdałem sobie sprawę z tego, że obecnie najwiecej hałasu jest w moim wnętrzu i coś z tym muszę zrobić.  Pierwsza rzecz, którą zrobiłem, to zminimalizowałem aktywność w internecie. Nie wstawiałem filmów, których przygotowanie zabiera sporo czasu; rzadko sięgałem po informacje w internecie i nie wdawałem się zbytnio w rozmowy przez telefon. Jednak musisz zdać sobie i ty sprawę z tego, że nie wystarczy czegoś nie robić, by sprawa była załatwiona; konieczny jest jednak krok – działanie, które będzie we właściwy sposób czymś w nas promieniowało.  Nie wystarczy, że wyłączysz telewizor, odłożysz telefon, wyciszysz dźwięk w komputerze. Niekiedy jesteś „zapchany” taką ilością informacji, dźwięków, uczuć, że konieczne jest wewnętrzne wyciszenie. Jak to osiągnąć? Oczywiście oprócz „wyłączenia i izolacji od elektroniki” musisz zacząć słuchać. By tak się stało, najpierw musisz samemu stać się pustym.  Warto zrzucić z siebie te różne sprawy, które nagromadziłeś w...
Zasłuchani. (trzeci tydzień – trzecia możliwość)

Zasłuchani. (trzeci tydzień – trzecia możliwość)

Często można spotkać ludzi, szczególnie młodych, zasłuchanych… Słuchawki w uszach… Wyłączeni ze świata, włączeni w swój własny świat, tak jakby nie chcieli słuchać, ale jednak czegoś słuchali.  Trudno nawet sobie wyobrazić życie, funkcjonowanie, nie posiadając tej możliwości – słuchania świata, siebie i innych osób. Choć właśnie wkładając w uszy słuchawki, chcemy jakby uciec od zgiełku świata, to chyba jednak coś innego, choć nadal pewnie to ucieczka. Czy mimo wszystko, mamy powody, by coś zagłuszyć, by o czymś zapomnieć, by nie słysząc, nie musieć też czegoś widzieć. Pierwszy wniosek, który mi się nasuwa, a który może stanowić też pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, to skłonność do selektywnego słuchania. Niektórzy mają słuch selektywny – słyszą to, co chcą słyszeć. Selektywność wynika nie tylko z fizycznych ograniczeń słuchowych, bo takie też z czasem, z wiekiem się pojawiają, ale również z braku wrażliwości, która jest częstym ograniczeniem dla naszych naturalnych możliwości. Nasz opór może być spowodowany bardzo różnymi argumentami – warto by było się temu, szczególnie przyjrzeć. Zastanów się: jak reagujesz gdy ktoś cię o coś prosi; jak się czujesz, gdy ktoś cię chwali lub na ciebie krzyczy, wyzywa; jakie są twoje uczucia gdy panuje wokół ciebie całkowita cisza, a jak, gdy pełno wokół ciebie hałasu…? Spróbuj rozeznać te sprawy i szczerze ocenić. „Łatwiej się słucha tych ludzi, którzy żyją tym, co sami usłyszeli w Ewangelii” – to myśl abp Rysia, która jest zachętą do naszego rozważenia tematu, kolejnej naszej możliwości. Żyj tym, co usłyszysz! To mobilizuje do tego, by słuchając siebie, innych, rzeczywiście usłyszeć. Nie rozumiemy często różnych spraw, ponieważ nie słuchamy w taki właśnie sposób, by usłyszeć. Zbyt pobieżne traktowanie różnych spraw, sprawia,...
Zobaczyłem cud.

Zobaczyłem cud.

Słyszysz o nich w kościele; niekiedy zastanawiasz się być może jakby to było, gdyby coś takiego ciebie spotkało. Może czujesz czym one są faktycznie, a może masz taką wrażliwość, by je dostrzec w swojej codzienności. Towarzyszył mi w minionym tygodniu, bardziej niż zwykłe fragment Pisma Świętego o którym wspomniałem w artykule „Zobaczyć do końca” – „Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach” (por. Mt 21,42; Mk 12,11; Ps 1118,23). Lubię widzieć fragment biblijny w konkretnym życiowem kontekście i zobaczyłem go w trzech bardzo różnych sytuacjach, w minionym tygodniu. Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie Świętym: Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Mt 21,42 Pierwszy raz zobaczyłem ten fragment w kontekście trudnej sytuacji, a mianowicie w trakcie pogrzebu. Człowiek buduje swoje życie aż następuje moment, w którym coś się kończy, ale i też zaczyna. Moment przejścia z teraźniejszości w wieczność jest Jego cudem, darem dla nas, który On sprawił, a jest cudem w naszych oczach. Zobaczyłem jak życie człowieka, które samo w sobie jest cudowną konstrukcją, ale i też tajemnicą kończy się i zaczyna coś nowego. Możemy w prosty sposób zmarnować, a nawet zniszczyć życie, jeśli nie będziemy pielęgnować w sobie świadomości, że nasze życie jest cudem, a my tworząc swoją codzienność możemy uczestniczyć w Bożym planie, w cudzie. Pełno jest w nas niepokoju i trudno nam jest rozstać się z ludzkim życiem, trudno oswoić się z odejściem. Musimy sięgnąć bardzo głęboko w siebie, by zobaczyć cud wieczności. Drugi moment, w którym zobaczyłem powyższy fragment biblijny to kontekst ślubów, dwóch różnych par. Zobaczyłem to, zastanawiając...
Zobaczyć do końca (drugi tydzień – druga możliwość)

Zobaczyć do końca (drugi tydzień – druga możliwość)

Pewnie w ostatnich dniach, wielu fanów piłki nożnej przyklejonych jest do fotela przed telewizorem. Ilu jest takich, którzy patrzą na to z boku, nie pałając tą samą ekscytacją?  Jedni to mają i mogą siedzieć i godzinami oglądać różne mecze i nigdy nie doświadczą nudy. Ale pewnie w wielu domach, już bez zapału, są bierni obserwatorzy, którzy nie widzę już tego samego. Nie tylko ta sytuacja z naszego życia, jest odbierana w bardzo różny sposób, przez różne osoby. Patrzymy, ale nie widzimy… Widzimy, ale nic z tym nie robimy… To nie kwestia wady wzroku lub posiadania dobrego wzroku sprawia, że coś widzimy lub nie. Musi w nas coś zaistnieć, zadziałać, abyśmy zareagowali na to, na co patrzymy. W pierwszą sobotę miesiąca, idąc do chorych z sakramentami, na jednej z ulic Gniezna, przygotowuje się młody człowiek. Układa sobie jakieś siedzisko, kładzie przed sobą kubek, zaczyna stroić gitarę. Niekiedy jestem przy nim, gdy już śpiewa jakąś piosenkę. Nie zatrzymuję się, niczego niestety nie wrzucam, ale zawsze spoglądamy na siebie i wymieniamy się uśmiechem, niekiedy pozdrowieniem. Wielu nawet go nie widzi, albo nie chce go zobaczyć, bo… Musieliby coś wrzucić? Moim uśmiechem się nie nakarmi, nie zapłaci rachunków, ale Go widzę i nie udaję, że jest mi obojętny. Okazuje się, że zobaczyć coś lub kogoś, wcale nie zawsze oznacza to samo. Oczy są dla nas ogromną możliwością – BY ZOBACZYĆ. Jednak nasz wzrok musimy połączyć z wrażliwością i odwagą i…, aby coś jednak uczynić. To, że coś widzimy, to jedna sprawa, ważna możliwość, ale okazuje się, że wzrok zawsze musi się z czymś połączyć, by zadziałać w odpowiedni sposób. Przyglądając się temu kolejnemu...
Malarz i Pastor – nie przyzwyczajaj się.

Malarz i Pastor – nie przyzwyczajaj się.

By rozwijać swoje możliwości, trzeba stawiać czoła swoim wadom. Warto zastanowić się nad tym jaka cnota może poprowadzić nas do rozwoju. Stawiając czoła ograniczeniom, wadom, jeszcze bardziej poznasz swoje możliwości. Przyzwyczajenie… Pod jakimś filmem byłego Pastora, o Eucharystii, znalazłem komentarz: „jeszcze nikt mi tak nie wytłumaczył Eucharystii”. Po obejrzeniu filmu, z jakże ogromną pasją wyrażającego temat, pierwsze wrażenie jakie miałem, to właśnie odkrycie, jak może jakiś temat stać się powszedni i jak bardzo możemy się do pewnych spraw przyzwyczaić. Może właśnie to, co robisz, za co jesteś odpowiedzialny, jakie masz możliwości, stało się już na tyle powszednie, że nie dostrzegasz w tym niczego nadzwyczajnego, a przez to gasisz swoje faktyczne możliwości. Może to jakiś sposób na odkrywanie swoich możliwości, poprzez przeciwstawienie się monotonii, rutynie, powszedniości… Może obecnie jest ci trudno uwierzyć w to, że ty sam, twoje ciało, może być narzędziem niezwykłych możliwości. Spójrz może z innej perspektywy, może odkryj nową fascynację wobec tego, co robisz. Może spójrz na innych, poszukując inspiracji. Może odzyskaj swoje pierwotne motywacje dla swojego działania.    Mija pierwszy tydzień, naszego dziewięcio tygodniowego projektu: „możliwości”. Coś cię zatrzymało, zafascynowało? Co czynią bardziej świadomie twoje dłonie, jakie możliwości otworzyły się przed tobą w obecnym czasie? Przypatrywałeś się temu, co tworzą twoje dłonie, co tworzą inne osoby?   Przez kilka ostatnich dni, miałem okazję przypatrywać się malowaniu w domu moich rodziców; pracy rąk innej osoby, która ze starannością odświeżała ściany. Pewnie każdy, by mógł pomalować małe mieszkanie – nie byłaby to jakaś skomplikowana sprawa. Ale jednak – po coś są fachowcy. Ktoś ma tą umiejętność, może nawet jakieś wykształcenie w tym zakresie… Może nam się wydawać, że...
Możliwości

Możliwości

Każdy je ma – czy to większe, czy mniejsze. Może nam się wydawać, że jesteśmy bardzo ograniczeni i że nie posiadamy możliwości. Spójrzmy zatem na ten temat możliwości i odkryjmy jakie posiadamy. Temat na ten czas musi być spokojny, ale jednak mimo wszystko ważny. Może nie wszyscy będą się cieszyć wolnym, wakacjami lub urlopem, ale jest coś ogólnie w powietrzu, że ten czas jest przez nas inaczej przeżywany niż pozostałe miesiące. Wszystkim, w jakiś sposób, udziela się jednak czas wakacji. Sam się niekiedy przyłapuję na użyciu stwierdzenia: „kiedyś, gdy będę mógł coś zrobić…”, które to stwierdzenie słyszę z ust innych osób. To stwierdzenie, ukazuje że dokonujemy pewnej oceny siebie, swoich możliwości i z powodu braku jakichś predyspozycji, odkładamy realizację kolejnego zadania. Czy musimy wszystkie „niemożliwe” sprawy, odkładać na kiedyś, na moment, w którym według nas, będziemy mieć właściwe możliwości? Czy dziś ich już nie mamy, tylko ich po prostu nie dostrzegamy? Każdy z nas, w większym, bądź mniejszym stopniu, ale powinien na pewno, wierzyć w to, że Bóg stworzył każdego z ogromną paletą możliwości. Spotykają mnie, co chwilę sytuacje, w których dostrzegam przeróżne możliwości ludzi. Właśnie gdy piszę ten artykuł, przypomniał mi się niedawno poznany starszy pan. To, co w nim przykuło moją uwagę, to jego zachowanie. Wydawałoby się niby zwyczajne, ale jedno coś w nim było, co mogło zainteresować. Elegancko ubrany, zachowanie dżentelmeńskie, uprzejmy, pomocny, słowa wyważone i stonowany, kulturalny; odnosił się do młodej osoby z ogromnym zatroskaniem. Dystyngowany pan, który ogólnie swoim zachowaniem był inny, niż na codzień spotykam osoby. Mnie ta osoba, swoim zachowaniem zatrzymała i zastanowiła. A dalsze myśli poszły w kierunku „9 możliwości”, które...
DOBRZE GDY SĄ PUSTE. (pierwszy tydzień – pierwsza możliwość)

DOBRZE GDY SĄ PUSTE. (pierwszy tydzień – pierwsza możliwość)

Większość naszych dzieł, stworzonych jest przy udziale naszych rąk. Trudno wyobrazić sobie uczynienie jakiegoś dobra, bez tego prostego, a jakże ważnego narzędzia. O czym świadczą twoje dłonie?  1 punkt na mapie człowieka Witając się z różnymi osobami, dotykając ich dłoni, mamy zapewne różne wrażenia. Czujemy jak niekiedy są zniszczone i szorstkie od pracy; innym razem delikatne i zadbane; innym razem bardzo małe, kruche należące do dzieci, lub kobiet. Tak przeróżne, świadczące o innych doświadczeniach, historiach. Dłonie są przedłużeniem ludzkich serc. Już tutaj możesz się zastanowić nad kondycją swoich rąk i co to faktycznie dla ciebie oznacza, o czym to świadczy. Oczywiście to może być bardzo subiektywne, gdyż stan dłoni nie musi być wcale świadectwem czegokolwiek. Może, ale nie musi… Wiecie pewnie o co mi chodzi. Może nie masz takich „rozkmin” i nigdy nie zatrzymywałeś się nad tematem rąk i ich możliwości. Może to nie jest jakiś mega temat twoim zdaniem, który by cię wciągnął, bo jesteś bardziej pragmatykiem niż filozofem i nie zastanawiasz się nad takimi sprawami, bo być może wydaje ci się to zwyczajnie bzdurą. Chciałbym cię jednak wciągnąć w ten temat, by przekonać cię o sile, którą posiadasz i którą, jeśli we właściwy sposób wykorzystasz, możesz sięgnąć wielkich rzeczy. Zanim przyjrzysz się swojemu życiu, poświęć znaczną część tego tygodnia, by poobserwować innych. Dosłownie i w przenośni. Spoglądaj na tych ludzi, którzy towarzyszą ci w tej właśnie chwili – co czynią ich ręce… To fascynujące, jak wielu ludzi, tak bardzo podobnych do siebie, w tak przeróżny sposób wykorzystują to niezwykłe narzędzie, jakim są ich ręce. Można zafascynować się prostymi sprawami. Może właśnie to jest ten moment i ta...
Bóg i trudności.

Bóg i trudności.

Nie chciałbym byśmy ten temat, w naszym myśleniu sprowadzili tylko do twierdzenia: „jak trwoga to do Boga…” Może jest inny, właściwszy klucz do połączenia tych rzeczywistości. Warto własne cierpienie, trudności, które przeżywasz, odczytać w świetle osoby Jezusa. Trochę niezdarne jest twierdzenie, że trudność to „wola Boża”. Zbyt mało jasne może być wyjaśnienie, że wszelkie zło jest konsekwencją grzechu pierworodnego, a więc tego, co zrobili Adam i Ewa, z zakazanym owocem. Właśnie dlatego warto spojrzeć na trudności Jezusa, które On sam przeżywa i odnaleźć być może wskazówki wobec tego, co my moglibyśmy zrobić, kiedy przeżywamy jakąś trudność. Pierwsza rzecz, która będzie wymagać od nas chwili zastanowienia i działania, to postawienie sobie pytania: CZY JEZUS CIERPIAŁ? W jakich ewentualnie sytuacjach dostrzegasz Jego cierpienie? Na pierwsze pytanie wciąż odnajduje różne odpowiedzi, ale tak bardziej świadomie zacząłem się nad tym zastanawiać, gdy usłyszałem historię pewnej osoby, obecnie która oczekuje zakończenia procesu beatyfikacyjnego, w której to historii, zostało jej postawione pytanie: „jak sądzisz, w jakim momencie życia Chrystusa, cierpiał On najbardziej?” Ona wówczas odpowiedziała, że: „kiedy modli się w Ogrójcu”. Na to osoba, która zadała jej pytanie, powiedziała: „cierpiał najbardziej, gdy krzyczał na krzyżu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. To zdarzenie spowodowało w niej niezwykłą przemianę i wybór Chrystusa, jako „Opuszczonego”. To zdarzenie mnie zaciekawiło i próbowałem duchowo przetrawić wszystkie te sceny, w których wyraźne jest cierpienie Jezusa. Sceny, które nas najbardziej przekonują o cierpieniu, to na pewno scena modlitwy w Ogrójcu, oraz wszystko, co związane jest z krzyżem. Jednak, są też sceny innego typu, w których można domyślać się obecnego w Jezusie cierpienia, jak i również je zobaczyć. Na pewno są to...
Ach te twoje problemy.

Ach te twoje problemy.

Często mimowolnie porównujemy swoje problemy z innymi osobami i na odwrót. Mamy wrażenie, że nasze problemy są trudniejsze, mniej zrozumiałe, zbyt trudne do udźwignięcia. Skąd się bierze takie nasze myślenie? Pierwsze wrażenie, które posiadamy, gdy doświadczamy jakiejś trudności, to kwestia ciężaru sytuacji. Mamy wrażenie, że to, czego doświadczamy osobiście jest trudniejsze, niż to, co ewentualnie przezywają inni, nawet, gdy dotyczy to takiej samej sytuacji. Przez to, że „ważymy” sytuacje, dlatego też często je oceniamy. Brak obiektywności w ocenie sytuacji, sprawia że pewne sytuacje bagatelizujemy, a inne znów uznajemy za przesadnie trudne. Jedna i druga postawa może prowadzić do różnych zagrożeń, które w konsekwencji mogą pogorszyć naszą sytuację. Każda trudność to ostrzeżenie, które w odpowiedni sposób powinniśmy mimo wszystko uwzględnić w swoim życiu. Odnosząc swoją codzienność, przeżywaną trudność do innych osób, raczej nie znajdziemy właściwego rozwiązania. My sami musimy stawić czoła trudnościom i szukać zarówno właściwych ocen, jak i też konkretnych rozwiązań. …nie jest tak źle, …mogłoby być gorzej, …dlaczego ja muszę to przeżywać – to jedne z wielu różnych możliwych reakcji wobec trudności. Widać w tych odpowiedziach niekiedy pozytywny, a niekiedy negatywny element naszych ocen. Nasz sposób myślenia i odczytywania świata, która nas otacza, ma ogromny wpływ na to, jak pewne rzeczy postrzegamy. Tak funkcjonujemy, jesteśmy stworzeni by bardziej postrzegać innych, niż siebie. W naturalny sposób możemy obejrzeć praktycznie całe swoje ciało, prócz twarzy (oczywiście bez lustra). Może dlatego, nie widząc swoich reakcji, łatwiej jest nam oceniać krytycznie innych, a siebie usprawiedliwiać. Stąd problemy innych zawsze oceniane z zewnątrz, będą widziane przez nas w zupełnie inny sposób, bardziej krytycznie. Względem siebie, skoro nie dostrzegamy siebie tak konkretnie, wówczas łatwiej...
Trudność jak „skrzyżowanie”

Trudność jak „skrzyżowanie”

Wobec wszelkich trudności, które przeżywam, bardzo często zadaje mnóstwo pytań. Ciekawi mnie dlaczego tak jest, że te sytuacje prowokują mnie do stawiania częściej pytań i szukania na nie odpowiedzi, niż normalne sytuacje. …masz wiele możliwości rozwiązań. Wszystko zależy od postawienia sobie właściwych pytań i od własnych chęci. Trudność, gdy się pojawia w naszym życiu, albo bardzo nas spowalnia, albo wręcz zatrzymuje nas, stawiając przed nami ścianę ograniczeń. Ten czas, gdy trudność najpierw pojawia się w naszym życiu, a później jakby zrasta się z naszym życiem codziennym, stanowi etap, w którym stawiamy często i bardzo wiele pytań. Początkowo, związane to jest często z nie akceptacją pewnych sytuacji, a później, gdy już się oswoimy w jakiś sposób, zaczynamy szukać zasadnych pytań, by we właściwy sposób przeżyć jakieś trudności. Zastanów się, ile razy przeżywane przez ciebie trudności skonstruowały jakieś konkretne pytania, które stały się dla ciebie, w jakiś sposób pomocne. Czy nie jest często tak, że właśnie te trudne sytuacje, zmuszają do stawiania pytań i do szukania na nie odpowiedzi? Pewnie jest wiele pytań, które by się w ogóle nie pojawiły w naszym życiu, gdyby nie właśnie te trudne sytuacje. Trudność – pytania – odpowiedzi… to proces kształtujący się w szczególnych momentach naszego życia, który w wielu przypadkach jest wręcz newralgiczny dla nas, dla naszego życia. Życiowe pytania, na rozdrożu dróg, jak na skrzyżowaniu, dają nam różne możliwości wyboru i decyzji. Trudność początkowo stawia nam problem, polegający na braku odpowiedniej wiedzy, pozwalającej nam objąć, przynajmniej rozumem, daną sytuację.  Poznając, zdobywając odpowiednią ilość wiedzy, człowiek wkracza na inny poziom przeżywania trudności. Dzięki temu, trudność nie jest sytuacją, którą chcemy tylko zwalczyć, ale patrzymy...
Znaleźć coś pozytywnego.

Znaleźć coś pozytywnego.

Kiedy przeżywamy trudność, bardzo trudno jest nam zobaczyć coś pozytywnego. Samo może wydarzenie nie będzie może nigdy pozytywne, ale to do czego nas zaprowadzi już takie może być. Skoro coś jest trudnością, to wydaje mi się, że trudno znaleźć w tym coś pozytywnego. Jeśli jednak przeżyjemy jakąś trudność, i to zaprowadzi nas do jakiś konkretnych rezultatów, które będą już dobre dla nas, to wówczas można zobaczyć coś pozytywnego. Stąd, by doświadczyć czegoś pozytywnego, dobrego, musimy jakąś trudność mimo wszystko przyjąć i we właściwy sposób przeżyć. Myślę, że wielu może być przerażonych tym, że aby coś zyskać, muszę przeżyć jakąś trudność. Szukamy pewnie nie jeden raz sposobu na to, by coś zyskać bez przeżywania trudności, ofiary… Kilka dni temu, gdy pojawił się ten temat na stronie, pojawił się komentarz: „czy można pogodzić się z trudnościami”, na który jedna z osób odpisała: „nie można tylko trzeba…” Zastanawiam się wciąż nad tą kwestią, czy pojawiające się trudności w naszym życiu, musimy przyjmować, akceptować, czy możemy czasami, niektóre z nich odrzucić. Wszystko możemy, mamy całkowitą wolność, dlatego wybór należący do nas, jest naszą możliwością. Myślę, że każdy z nas, stając przed jakąś trudną sytuacją, ocenia jej walory – zastanawia się czy jej podoła, czy jest ona warta zaangażowania, czy nie wyrządzi osobie jakiejś szkody. Trudno jest jednoznacznie wyznaczyć które trudności należy przyjąć, a które należy odrzucić. Warto uczyć się spoglądać przez konkretną trudność, na swoją przyszłość… Sama trudność, jak już wspominałem, nie musi być pozytywna, ale jej przeżycie – przyjęcie, może sprawić, że coś pozytywnego uda nam się osiągnąć lub zrealizować. Wizja tego, co mogę otrzymać, przez przeżycie jakiejś trudności, zrozumienie – odkrycie okazji,...
Źródło problemów.

Źródło problemów.

Czy dałoby nam coś to, że obwinilibyśmy kogoś za swoje problemy? Czy zrzucenie na coś lub kogoś odpowiedzialności za nasze trudności uzdrowi sytuację? Co jest zatem źródłem tych spraw i co może nam dać świadomość tego? Nasze życie często chcemy sprowadzić do prostych rozwiązań. Rozwiązania te polegają na skrajnych ocenach i ogromnej krytyce. Krytykujemy ludzi, oceniamy sytuacje, licząc na to, że uda nam się w końcu coś w naszym życiu naprostować. Jednak krytycyzm, któremu ulegamy powoduje, że notorycznie czymś się denerwujemy, irytujemy. Wszystko, co złego nam się wydarza, oceniamy jako następstwo działania innych ludzi, zewnętrznych sytuacji. Próbujemy się oszukać, że wina leży tylko po stronie zewnętrznych czynników. Wiemy, że jest to nieprawdą, ale mimo wszystko wolimy się nadal oszukiwać. Kiedy w różnych kręgach rozmawiam o różnych trudnościach, bardzo często jako źródła trudności, problemów pada jedna odpowiedź, której też sam często używam – jest to kwestia rodziców – tego jak wychowują, których brak lub ich niedoskonałości są źródłem wszelkich trudności, młodych osób. Również mi udziela się taka odpowiedź, a sam wiem, że taka odpowiedź jest raczej sloganowym rozwiązaniem, pustą oceną, a nie realnym źródłem powodów naszych trudności. Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli wskazanie problemu, byłoby takie proste, to co dalej? Dlaczego trudności się nie zmniejszają? Rzucenie sloganu nie rozwiązuje trudności, stąd mimo wskazania źródła trudności, sprawy nie ulegają zmianie. Niestety powodów naszych trudności jest znacznie więcej, niż tylko jedno źródło. Wydaje nam się, że wskazanie jakiegoś źródła trudności, rozwiążę sprawę. Niestety tak nie jest, a samo wskazanie źródła, niczego jeszcze nie rozwiązuje. Oczywiście potrzebuje właściwej wiedzy na temat tego, co może być ewentualnie źródłem trudności, ale nade wszystko bardziej potrzebujemy sposobu...
SUPEŁKI – metoda na problemy.

SUPEŁKI – metoda na problemy.

Supełki są symbolem zagmatwanych sytuacji w naszym życiu – które towarzyszą nam w codzienności i nie chcą nas niekiedy w żaden sposób opuścić. Jak rozsupłać swoje życiowe supełki? Inspiracją dla tego tematu w tym czasie, był obejrzany przeze mnie serial pt. „13 powodów”. Dość głośny i wywołujący przeróżne opinie w USA film z ważną myślą, strukturą spraw opisywanych przez poszczególne młode osoby, biorące udział w jednym wydarzeniu. Nie będę zdradzał fabuły filmu, bo wydaje mi się, że warto go obejrzeć, aby chociażby samemu wydać własną opinię. Sprawy trudne, nie zawsze takie muszą być. Sam fakt, że może spoglądałeś na czyjeś problemy z zewnątrz – tylko jako obserwator, pozwoliły ci sądzić, że sprawa wydaje się prosta do rozwiązania. Czasami wydaje się, że wszystkie problemy innych osób, z akcentem na „innych”, wydają się prostsze do rozwiązania, niż te, które my mamy. Skomplikowane stają się wówczas, gdy zaczynają dotyczyć nas osobiście. Mimo, że są to często takie same problemy, to łatwiej jest nam doradzać innym, niż samemu się do czegoś przekonać. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że wobec innych jesteśmy od czegoś bardziej wolni, a gdy sprawa dotyczy nas, to przede wszystkim brak wolności sprawia, że jesteśmy w konkretnej sprawie wręcz sparaliżowani. Życiowe supełki, mniejsze lub większe, towarzyszą nam w zasadzie każdego dnia. Trudności nie muszą oznaczać tylko „wiatru w oczy” – sytuacji nam przeciwnych. Może to być jakiegoś rodzaju wyzwanie wobec którego stoimy, w sensie spraw osobistych, szkolnych lub zawodowych. W stawianiu czoła swoim trudnościom, na pewno powinno nam zależeć na obiektywności – na zdrowym dystansie, który uspokoi nasze emocje, opanuje pragnienia i ambicje, i da nam właściwą siłę do działania. Trudności...
Świat innej wrażliwości.

Świat innej wrażliwości.

Każda osoba, która dotąd nam towarzyszyła, oprócz innych kolorów życia codziennego, wyróżniała się też inną wrażliwością. Każdy z nas, w jakimś sensie jest artystą w swoim życiu. Kolejny kolor, to jeszcze inna wrażliwość wobec codzienności. Nasza codzienność ma różne kolory. Odkrywamy je, dzięki naszej wrażliwości. Trochę tak jest, że tworząc nasze życie, jesteśmy artystami i kreatorami różnych wydarzeń. Wrażliwość sprawia, że z większą lub mniejszą intensywnością wpływamy na nasze życie. Rozwijając swoją wrażliwość, mam ogromny wpływ na „artyzm swojej codzienności”. My sami jesteśmy „arcydziełem w ręku Boga”, dlatego jest w nas naturalnie artyzm, który sprawia, że to, co my tworzymy, staje się szczególne i piękne. Bądźmy bardziej świadomi swojej „artystycznej duszy”, a bardziej sprawimy, że dzieła przez nas realizowane, również nabiorą ponadczasowej wartości.  Otrzymujemy szczególną wrażliwość duszy, która sprawia, że nie przechodzimy obojętnie wobec jakiegokolwiek piękna. Mamy ten szczególny przywilej, że możemy być twórcami swojej nieprzeciętnej codzienności. W kolejnym kolorze, świadectwie życia kolejnej osoby, dostrzeżemy zaproszenie również dla nas, byśmy w taki sposób, jaki możemy, stali się artystami w naszej codzienności.   Kiedy przyjęłam zadanie, które dotyczyło napisania tego artykułu, nie sądziłam, że tak długo będę z nim zwlekać. Zazwyczaj realizuję to, czego się podejmuję, w miarę szybko… Tu się tak nie stało – na ostatnią minutę… świetnie. Ale już teraz wiem – ten czas był mi potrzebny, żebym przekazała istotę swojego koloru. Może zacznę od początku. Zawodowo zajmuję się muzyką, chociaż mam wrażenie, że jest jej w moim życiu coraz mniej. Zawalam się papierkami, biurokracją, rzadko bawię się dźwiękiem. A szkoda. Chociaż na swoją pracę nie mogę narzekać. Przyjmijmy, że robię to, co lubię.  Prywatnie jestem żoną i...
Być dla innych.

Być dla innych.

Jak nazwać postawę jednej osoby, która poświęca się na rzecz innych? Służba? Ofiara? Powołanie? Może szaleństwo?  Każdy z nas jest w pewnym sensie darem dla innych. Może to być jedna chwila, jedno wydarzenie – które z uwagą poświęcimy jakiejś osobie. Może to być świadome poświęcenie się na rzecz innych osób. W końcu może stać się to wręcz życiową misją – powołaniem – być dla innych. Nie trzeba być księdzem, ani zakonnicą, by być dla innych osób. Może właśnie, kiedy czyni to człowiek nie związany z powyższymi stanami, staje się to jeszcze piękniejszą służbą – symbolem daru z siebie dla innych. Opieka nad chorymi, starszymi, żyjącymi samotnie – może to być misja dla każdego. Jednak nie wszyscy mogą, chcą, być w ten sposób darem dla innych. Może właśnie z tego względu kolejny kolor życia, niby zwyczajny, ale jednak z jakiś konkretnych powodów szczególny, może być dla nas kolejną inspiracją. Mam ogromne zaufanie i wierzę w to, że każdy kolor, który przedstawiłem wam w majowym rozważaniu, odnieśliście w jaki sposób do swojego życia, swojej codzienności. Dzisiejszy kolor, to SŁUŻBA. Sam jestem ciekaw, do czego was to krótkie świadectwo zachęci. Patrząc na moje życie, mogę stwierdzić że ma ono wiele barw. Każdy spotkany człowiek, wnosi w nie swoje piękno, swój szczególny kolor, który ubogaca każdy dzień. Nieraz nie są to relacje łatwe, nieraz są łzy i ból i wszystko wydaje się szare. To te trudne chwile też są potrzebne i wbrew pozorom piękne, bo sprawiają, że dojrzewam w człowieczeństwie, w byciu bardziej „dla”. Z biegiem lat widzę, jak ja, osoba żyjąca samemu, mogę wnosić w ten świat wiele dobra. Moja praca jest ...
Nie taki znowu czarny.

Nie taki znowu czarny.

Są symboliczne skrajności związane z kolorem czarnym. Bo choć kojarzy nam się z czymś negatywnym – np. czarny charakter, to jednak ten kolor, najczęściej skojarzony z księżmi albo z kominiarzami, na widok których chwytamy się za guziki, by „złapać szczęście”. Czy zatem kolor czarny, to dalej negatywny kolor? Nie twierdzę, że jest to grupa ludzi, którą trzeba za wszelką cenę chronić, aczkolwiek chłopaki mają sporo ataków… Często hasło: ksiądz, to raczej negatywny temat. Zastanawia mnie to, dlaczego tak się negatywnie wypowiada na temat tych „czarnych” – czy rzeczywiście są tacy źli i nie ma wśród nich dobrych, górujących przykładów? Choć sporo jest w tym kręgu rzeczywiście „czarnych charakterów”, to wydaje mi się, że bez większego wysiłku, udałoby się każdemu z was, powiedzieć jednak coś pozytywnego o którymś z nich. Poniższa historia jednego z księży, w moim odczuciu, przejawia się często trudnymi kolorami życia. Zwróć jednak uwagę na pozytywne kolory w tej historii życia i pomyślcie o tym, co pozytywnego ukrywa się za słowem ksiądz i jego życiem. Być może ta historia pozwoli wam zobaczyć coś z innej perspektywy. Historia życia tej osoby, jak i też innych, które występują w majowym temacie, pozwalają nam zrozumieć bardzo ważną rzecz, a mianowicie – każdy kolor, jakąkolwiek historię opisuje, jest szczególnym darem, a człowiek który się nim posługuje, musi koniecznie to zrozumieć, aby wypełnić swoje życie w najlepszy sposób, jaki tylko jest to możliwe. Próbą tego miesiąca jest nie tylko przedstawienie kilku osób, nie tylko przybliżenie ich kolorów codzienności, ale nade wszystko to, by ZATRZYMAĆ SIĘ BY ZROZUMIEĆ DRUGĄ OSOBĘ, kimkolwiek ona jest.  Poznajmy zatem dziś kolejny kolor, księdza i jego codzienność… Pamiętam...
Miejsca nas zmieniają.

Miejsca nas zmieniają.

Czy jest jakieś miejsce za którym tęsknisz, do którego chciałbyś powrócić? Przezywamy w różnych miejscach ciekawe historie, które wpływają na nas bardzo mocno. Niekiedy, jedno miejsce, jedna historia, ustawia całe nasze życie. Nasze życie jest przygodą. Niekiedy uczestniczymy w tym tylko, co przyniesie nam życie, a niekiedy sami stwarzamy różnego rodzaju okazje, które czynią z naszej codzienności rzeczywiście ciekawszą przygodę. Mamy takie pragnienie, by coś przeżyć, zobaczyć, poczuć. Nie wystarczy nam tylko to, by o czymś usłyszeć, czy zobaczyć jakiś filmowy reportaż. Chcemy na własnej skórze o czymś się przekonać, coś sobie też przy okazji udowodnić. To, w jaki sposób stwarzamy naszą codzienność, świadczy o naszych pragnieniach, umiejętnościach i charakterze. Miejsca ddo których wędrujemy, by coś przeżyć, uczą nas, naszego życia nowych doświadczeń. Odkrywamy dzięki takim miejscom, nie tylko to, kim jesteśmy, ale nade wszystko to, kim możemy być, kim możemy i powinniśmy się stać. Kolejny kolor życia, to „wolontariat na misjach”. Spójrzmy na tą przygodę życia. Może na nowo odkrywając swoje miejsce, swoje szanse na życie. Zawsze myślałam, że to ja mam marzenie aby pojechać na wolontariat. Dać innym siebie i swoją miłość, nieść radość i nadzieję. Jednak już po pierwszych dniach spędzonych w Kenii okazało się jakie to było mylne myślenie. To wcale nie było moim marzeniem, to było marzeniem tych których spotkałam.  O wyjeździe do Afryki tak całkiem na poważnie myślałam już od dłuższego czasu. Aż w końcu zapadła decyzja dokąd i kiedy pojadę. Nie jechałam z żadną organizacją, także wszystko musiałam pozałatwiać sama. Po roku przygotowań i załatwiana mnóstwa rzeczy z niedowierzaniem i lekkim strachem bo przecież wyjeżdżałam sama, znalazłam się w niewielkiej miejscowości w...