DOBRZE GDY SĄ PUSTE. (pierwszy tydzień – pierwsza możliwość)

DOBRZE GDY SĄ PUSTE. (pierwszy tydzień – pierwsza możliwość)

Większość naszych dzieł, stworzonych jest przy udziale naszych rąk. Trudno wyobrazić sobie uczynienie jakiegoś dobra, bez tego prostego, a jakże ważnego narzędzia. O czym świadczą twoje dłonie?  1 punkt na mapie człowieka Witając się z różnymi osobami, dotykając ich dłoni, mamy zapewne różne wrażenia. Czujemy jak niekiedy są zniszczone i szorstkie od pracy; innym razem delikatne i zadbane; innym razem bardzo małe, kruche należące do dzieci, lub kobiet. Tak przeróżne, świadczące o innych doświadczeniach, historiach. Dłonie są przedłużeniem ludzkich serc. Już tutaj możesz się zastanowić nad kondycją swoich rąk i co to faktycznie dla ciebie oznacza, o czym to świadczy. Oczywiście to może być bardzo subiektywne, gdyż stan dłoni nie musi być wcale świadectwem czegokolwiek. Może, ale nie musi… Wiecie pewnie o co mi chodzi. Może nie masz takich „rozkmin” i nigdy nie zatrzymywałeś się nad tematem rąk i ich możliwości. Może to nie jest jakiś mega temat twoim zdaniem, który by cię wciągnął, bo jesteś bardziej pragmatykiem niż filozofem i nie zastanawiasz się nad takimi sprawami, bo być może wydaje ci się to zwyczajnie bzdurą. Chciałbym cię jednak wciągnąć w ten temat, by przekonać cię o sile, którą posiadasz i którą, jeśli we właściwy sposób wykorzystasz, możesz sięgnąć wielkich rzeczy. Zanim przyjrzysz się swojemu życiu, poświęć znaczną część tego tygodnia, by poobserwować innych. Dosłownie i w przenośni. Spoglądaj na tych ludzi, którzy towarzyszą ci w tej właśnie chwili – co czynią ich ręce… To fascynujące, jak wielu ludzi, tak bardzo podobnych do siebie, w tak przeróżny sposób wykorzystują to niezwykłe narzędzie, jakim są ich ręce. Można zafascynować się prostymi sprawami. Może właśnie to jest ten moment i ta...
Bóg i trudności.

Bóg i trudności.

Nie chciałbym byśmy ten temat, w naszym myśleniu sprowadzili tylko do twierdzenia: „jak trwoga to do Boga…” Może jest inny, właściwszy klucz do połączenia tych rzeczywistości. Warto własne cierpienie, trudności, które przeżywasz, odczytać w świetle osoby Jezusa. Trochę niezdarne jest twierdzenie, że trudność to „wola Boża”. Zbyt mało jasne może być wyjaśnienie, że wszelkie zło jest konsekwencją grzechu pierworodnego, a więc tego, co zrobili Adam i Ewa, z zakazanym owocem. Właśnie dlatego warto spojrzeć na trudności Jezusa, które On sam przeżywa i odnaleźć być może wskazówki wobec tego, co my moglibyśmy zrobić, kiedy przeżywamy jakąś trudność. Pierwsza rzecz, która będzie wymagać od nas chwili zastanowienia i działania, to postawienie sobie pytania: CZY JEZUS CIERPIAŁ? W jakich ewentualnie sytuacjach dostrzegasz Jego cierpienie? Na pierwsze pytanie wciąż odnajduje różne odpowiedzi, ale tak bardziej świadomie zacząłem się nad tym zastanawiać, gdy usłyszałem historię pewnej osoby, obecnie która oczekuje zakończenia procesu beatyfikacyjnego, w której to historii, zostało jej postawione pytanie: „jak sądzisz, w jakim momencie życia Chrystusa, cierpiał On najbardziej?” Ona wówczas odpowiedziała, że: „kiedy modli się w Ogrójcu”. Na to osoba, która zadała jej pytanie, powiedziała: „cierpiał najbardziej, gdy krzyczał na krzyżu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. To zdarzenie spowodowało w niej niezwykłą przemianę i wybór Chrystusa, jako „Opuszczonego”. To zdarzenie mnie zaciekawiło i próbowałem duchowo przetrawić wszystkie te sceny, w których wyraźne jest cierpienie Jezusa. Sceny, które nas najbardziej przekonują o cierpieniu, to na pewno scena modlitwy w Ogrójcu, oraz wszystko, co związane jest z krzyżem. Jednak, są też sceny innego typu, w których można domyślać się obecnego w Jezusie cierpienia, jak i również je zobaczyć. Na pewno są to...
Ach te twoje problemy.

Ach te twoje problemy.

Często mimowolnie porównujemy swoje problemy z innymi osobami i na odwrót. Mamy wrażenie, że nasze problemy są trudniejsze, mniej zrozumiałe, zbyt trudne do udźwignięcia. Skąd się bierze takie nasze myślenie? Pierwsze wrażenie, które posiadamy, gdy doświadczamy jakiejś trudności, to kwestia ciężaru sytuacji. Mamy wrażenie, że to, czego doświadczamy osobiście jest trudniejsze, niż to, co ewentualnie przezywają inni, nawet, gdy dotyczy to takiej samej sytuacji. Przez to, że „ważymy” sytuacje, dlatego też często je oceniamy. Brak obiektywności w ocenie sytuacji, sprawia że pewne sytuacje bagatelizujemy, a inne znów uznajemy za przesadnie trudne. Jedna i druga postawa może prowadzić do różnych zagrożeń, które w konsekwencji mogą pogorszyć naszą sytuację. Każda trudność to ostrzeżenie, które w odpowiedni sposób powinniśmy mimo wszystko uwzględnić w swoim życiu. Odnosząc swoją codzienność, przeżywaną trudność do innych osób, raczej nie znajdziemy właściwego rozwiązania. My sami musimy stawić czoła trudnościom i szukać zarówno właściwych ocen, jak i też konkretnych rozwiązań. …nie jest tak źle, …mogłoby być gorzej, …dlaczego ja muszę to przeżywać – to jedne z wielu różnych możliwych reakcji wobec trudności. Widać w tych odpowiedziach niekiedy pozytywny, a niekiedy negatywny element naszych ocen. Nasz sposób myślenia i odczytywania świata, która nas otacza, ma ogromny wpływ na to, jak pewne rzeczy postrzegamy. Tak funkcjonujemy, jesteśmy stworzeni by bardziej postrzegać innych, niż siebie. W naturalny sposób możemy obejrzeć praktycznie całe swoje ciało, prócz twarzy (oczywiście bez lustra). Może dlatego, nie widząc swoich reakcji, łatwiej jest nam oceniać krytycznie innych, a siebie usprawiedliwiać. Stąd problemy innych zawsze oceniane z zewnątrz, będą widziane przez nas w zupełnie inny sposób, bardziej krytycznie. Względem siebie, skoro nie dostrzegamy siebie tak konkretnie, wówczas łatwiej...
Trudność jak „skrzyżowanie”

Trudność jak „skrzyżowanie”

Wobec wszelkich trudności, które przeżywam, bardzo często zadaje mnóstwo pytań. Ciekawi mnie dlaczego tak jest, że te sytuacje prowokują mnie do stawiania częściej pytań i szukania na nie odpowiedzi, niż normalne sytuacje. …masz wiele możliwości rozwiązań. Wszystko zależy od postawienia sobie właściwych pytań i od własnych chęci. Trudność, gdy się pojawia w naszym życiu, albo bardzo nas spowalnia, albo wręcz zatrzymuje nas, stawiając przed nami ścianę ograniczeń. Ten czas, gdy trudność najpierw pojawia się w naszym życiu, a później jakby zrasta się z naszym życiem codziennym, stanowi etap, w którym stawiamy często i bardzo wiele pytań. Początkowo, związane to jest często z nie akceptacją pewnych sytuacji, a później, gdy już się oswoimy w jakiś sposób, zaczynamy szukać zasadnych pytań, by we właściwy sposób przeżyć jakieś trudności. Zastanów się, ile razy przeżywane przez ciebie trudności skonstruowały jakieś konkretne pytania, które stały się dla ciebie, w jakiś sposób pomocne. Czy nie jest często tak, że właśnie te trudne sytuacje, zmuszają do stawiania pytań i do szukania na nie odpowiedzi? Pewnie jest wiele pytań, które by się w ogóle nie pojawiły w naszym życiu, gdyby nie właśnie te trudne sytuacje. Trudność – pytania – odpowiedzi… to proces kształtujący się w szczególnych momentach naszego życia, który w wielu przypadkach jest wręcz newralgiczny dla nas, dla naszego życia. Życiowe pytania, na rozdrożu dróg, jak na skrzyżowaniu, dają nam różne możliwości wyboru i decyzji. Trudność początkowo stawia nam problem, polegający na braku odpowiedniej wiedzy, pozwalającej nam objąć, przynajmniej rozumem, daną sytuację.  Poznając, zdobywając odpowiednią ilość wiedzy, człowiek wkracza na inny poziom przeżywania trudności. Dzięki temu, trudność nie jest sytuacją, którą chcemy tylko zwalczyć, ale patrzymy...
Znaleźć coś pozytywnego.

Znaleźć coś pozytywnego.

Kiedy przeżywamy trudność, bardzo trudno jest nam zobaczyć coś pozytywnego. Samo może wydarzenie nie będzie może nigdy pozytywne, ale to do czego nas zaprowadzi już takie może być. Skoro coś jest trudnością, to wydaje mi się, że trudno znaleźć w tym coś pozytywnego. Jeśli jednak przeżyjemy jakąś trudność, i to zaprowadzi nas do jakiś konkretnych rezultatów, które będą już dobre dla nas, to wówczas można zobaczyć coś pozytywnego. Stąd, by doświadczyć czegoś pozytywnego, dobrego, musimy jakąś trudność mimo wszystko przyjąć i we właściwy sposób przeżyć. Myślę, że wielu może być przerażonych tym, że aby coś zyskać, muszę przeżyć jakąś trudność. Szukamy pewnie nie jeden raz sposobu na to, by coś zyskać bez przeżywania trudności, ofiary… Kilka dni temu, gdy pojawił się ten temat na stronie, pojawił się komentarz: „czy można pogodzić się z trudnościami”, na który jedna z osób odpisała: „nie można tylko trzeba…” Zastanawiam się wciąż nad tą kwestią, czy pojawiające się trudności w naszym życiu, musimy przyjmować, akceptować, czy możemy czasami, niektóre z nich odrzucić. Wszystko możemy, mamy całkowitą wolność, dlatego wybór należący do nas, jest naszą możliwością. Myślę, że każdy z nas, stając przed jakąś trudną sytuacją, ocenia jej walory – zastanawia się czy jej podoła, czy jest ona warta zaangażowania, czy nie wyrządzi osobie jakiejś szkody. Trudno jest jednoznacznie wyznaczyć które trudności należy przyjąć, a które należy odrzucić. Warto uczyć się spoglądać przez konkretną trudność, na swoją przyszłość… Sama trudność, jak już wspominałem, nie musi być pozytywna, ale jej przeżycie – przyjęcie, może sprawić, że coś pozytywnego uda nam się osiągnąć lub zrealizować. Wizja tego, co mogę otrzymać, przez przeżycie jakiejś trudności, zrozumienie – odkrycie okazji,...
Źródło problemów.

Źródło problemów.

Czy dałoby nam coś to, że obwinilibyśmy kogoś za swoje problemy? Czy zrzucenie na coś lub kogoś odpowiedzialności za nasze trudności uzdrowi sytuację? Co jest zatem źródłem tych spraw i co może nam dać świadomość tego? Nasze życie często chcemy sprowadzić do prostych rozwiązań. Rozwiązania te polegają na skrajnych ocenach i ogromnej krytyce. Krytykujemy ludzi, oceniamy sytuacje, licząc na to, że uda nam się w końcu coś w naszym życiu naprostować. Jednak krytycyzm, któremu ulegamy powoduje, że notorycznie czymś się denerwujemy, irytujemy. Wszystko, co złego nam się wydarza, oceniamy jako następstwo działania innych ludzi, zewnętrznych sytuacji. Próbujemy się oszukać, że wina leży tylko po stronie zewnętrznych czynników. Wiemy, że jest to nieprawdą, ale mimo wszystko wolimy się nadal oszukiwać. Kiedy w różnych kręgach rozmawiam o różnych trudnościach, bardzo często jako źródła trudności, problemów pada jedna odpowiedź, której też sam często używam – jest to kwestia rodziców – tego jak wychowują, których brak lub ich niedoskonałości są źródłem wszelkich trudności, młodych osób. Również mi udziela się taka odpowiedź, a sam wiem, że taka odpowiedź jest raczej sloganowym rozwiązaniem, pustą oceną, a nie realnym źródłem powodów naszych trudności. Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli wskazanie problemu, byłoby takie proste, to co dalej? Dlaczego trudności się nie zmniejszają? Rzucenie sloganu nie rozwiązuje trudności, stąd mimo wskazania źródła trudności, sprawy nie ulegają zmianie. Niestety powodów naszych trudności jest znacznie więcej, niż tylko jedno źródło. Wydaje nam się, że wskazanie jakiegoś źródła trudności, rozwiążę sprawę. Niestety tak nie jest, a samo wskazanie źródła, niczego jeszcze nie rozwiązuje. Oczywiście potrzebuje właściwej wiedzy na temat tego, co może być ewentualnie źródłem trudności, ale nade wszystko bardziej potrzebujemy sposobu...
SUPEŁKI – metoda na problemy.

SUPEŁKI – metoda na problemy.

Supełki są symbolem zagmatwanych sytuacji w naszym życiu – które towarzyszą nam w codzienności i nie chcą nas niekiedy w żaden sposób opuścić. Jak rozsupłać swoje życiowe supełki? Inspiracją dla tego tematu w tym czasie, był obejrzany przeze mnie serial pt. „13 powodów”. Dość głośny i wywołujący przeróżne opinie w USA film z ważną myślą, strukturą spraw opisywanych przez poszczególne młode osoby, biorące udział w jednym wydarzeniu. Nie będę zdradzał fabuły filmu, bo wydaje mi się, że warto go obejrzeć, aby chociażby samemu wydać własną opinię. Sprawy trudne, nie zawsze takie muszą być. Sam fakt, że może spoglądałeś na czyjeś problemy z zewnątrz – tylko jako obserwator, pozwoliły ci sądzić, że sprawa wydaje się prosta do rozwiązania. Czasami wydaje się, że wszystkie problemy innych osób, z akcentem na „innych”, wydają się prostsze do rozwiązania, niż te, które my mamy. Skomplikowane stają się wówczas, gdy zaczynają dotyczyć nas osobiście. Mimo, że są to często takie same problemy, to łatwiej jest nam doradzać innym, niż samemu się do czegoś przekonać. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że wobec innych jesteśmy od czegoś bardziej wolni, a gdy sprawa dotyczy nas, to przede wszystkim brak wolności sprawia, że jesteśmy w konkretnej sprawie wręcz sparaliżowani. Życiowe supełki, mniejsze lub większe, towarzyszą nam w zasadzie każdego dnia. Trudności nie muszą oznaczać tylko „wiatru w oczy” – sytuacji nam przeciwnych. Może to być jakiegoś rodzaju wyzwanie wobec którego stoimy, w sensie spraw osobistych, szkolnych lub zawodowych. W stawianiu czoła swoim trudnościom, na pewno powinno nam zależeć na obiektywności – na zdrowym dystansie, który uspokoi nasze emocje, opanuje pragnienia i ambicje, i da nam właściwą siłę do działania. Trudności...
Świat innej wrażliwości.

Świat innej wrażliwości.

Każda osoba, która dotąd nam towarzyszyła, oprócz innych kolorów życia codziennego, wyróżniała się też inną wrażliwością. Każdy z nas, w jakimś sensie jest artystą w swoim życiu. Kolejny kolor, to jeszcze inna wrażliwość wobec codzienności. Nasza codzienność ma różne kolory. Odkrywamy je, dzięki naszej wrażliwości. Trochę tak jest, że tworząc nasze życie, jesteśmy artystami i kreatorami różnych wydarzeń. Wrażliwość sprawia, że z większą lub mniejszą intensywnością wpływamy na nasze życie. Rozwijając swoją wrażliwość, mam ogromny wpływ na „artyzm swojej codzienności”. My sami jesteśmy „arcydziełem w ręku Boga”, dlatego jest w nas naturalnie artyzm, który sprawia, że to, co my tworzymy, staje się szczególne i piękne. Bądźmy bardziej świadomi swojej „artystycznej duszy”, a bardziej sprawimy, że dzieła przez nas realizowane, również nabiorą ponadczasowej wartości.  Otrzymujemy szczególną wrażliwość duszy, która sprawia, że nie przechodzimy obojętnie wobec jakiegokolwiek piękna. Mamy ten szczególny przywilej, że możemy być twórcami swojej nieprzeciętnej codzienności. W kolejnym kolorze, świadectwie życia kolejnej osoby, dostrzeżemy zaproszenie również dla nas, byśmy w taki sposób, jaki możemy, stali się artystami w naszej codzienności.   Kiedy przyjęłam zadanie, które dotyczyło napisania tego artykułu, nie sądziłam, że tak długo będę z nim zwlekać. Zazwyczaj realizuję to, czego się podejmuję, w miarę szybko… Tu się tak nie stało – na ostatnią minutę… świetnie. Ale już teraz wiem – ten czas był mi potrzebny, żebym przekazała istotę swojego koloru. Może zacznę od początku. Zawodowo zajmuję się muzyką, chociaż mam wrażenie, że jest jej w moim życiu coraz mniej. Zawalam się papierkami, biurokracją, rzadko bawię się dźwiękiem. A szkoda. Chociaż na swoją pracę nie mogę narzekać. Przyjmijmy, że robię to, co lubię.  Prywatnie jestem żoną i...
Być dla innych.

Być dla innych.

Jak nazwać postawę jednej osoby, która poświęca się na rzecz innych? Służba? Ofiara? Powołanie? Może szaleństwo?  Każdy z nas jest w pewnym sensie darem dla innych. Może to być jedna chwila, jedno wydarzenie – które z uwagą poświęcimy jakiejś osobie. Może to być świadome poświęcenie się na rzecz innych osób. W końcu może stać się to wręcz życiową misją – powołaniem – być dla innych. Nie trzeba być księdzem, ani zakonnicą, by być dla innych osób. Może właśnie, kiedy czyni to człowiek nie związany z powyższymi stanami, staje się to jeszcze piękniejszą służbą – symbolem daru z siebie dla innych. Opieka nad chorymi, starszymi, żyjącymi samotnie – może to być misja dla każdego. Jednak nie wszyscy mogą, chcą, być w ten sposób darem dla innych. Może właśnie z tego względu kolejny kolor życia, niby zwyczajny, ale jednak z jakiś konkretnych powodów szczególny, może być dla nas kolejną inspiracją. Mam ogromne zaufanie i wierzę w to, że każdy kolor, który przedstawiłem wam w majowym rozważaniu, odnieśliście w jaki sposób do swojego życia, swojej codzienności. Dzisiejszy kolor, to SŁUŻBA. Sam jestem ciekaw, do czego was to krótkie świadectwo zachęci. Patrząc na moje życie, mogę stwierdzić że ma ono wiele barw. Każdy spotkany człowiek, wnosi w nie swoje piękno, swój szczególny kolor, który ubogaca każdy dzień. Nieraz nie są to relacje łatwe, nieraz są łzy i ból i wszystko wydaje się szare. To te trudne chwile też są potrzebne i wbrew pozorom piękne, bo sprawiają, że dojrzewam w człowieczeństwie, w byciu bardziej „dla”. Z biegiem lat widzę, jak ja, osoba żyjąca samemu, mogę wnosić w ten świat wiele dobra. Moja praca jest ...
Nie taki znowu czarny.

Nie taki znowu czarny.

Są symboliczne skrajności związane z kolorem czarnym. Bo choć kojarzy nam się z czymś negatywnym – np. czarny charakter, to jednak ten kolor, najczęściej skojarzony z księżmi albo z kominiarzami, na widok których chwytamy się za guziki, by „złapać szczęście”. Czy zatem kolor czarny, to dalej negatywny kolor? Nie twierdzę, że jest to grupa ludzi, którą trzeba za wszelką cenę chronić, aczkolwiek chłopaki mają sporo ataków… Często hasło: ksiądz, to raczej negatywny temat. Zastanawia mnie to, dlaczego tak się negatywnie wypowiada na temat tych „czarnych” – czy rzeczywiście są tacy źli i nie ma wśród nich dobrych, górujących przykładów? Choć sporo jest w tym kręgu rzeczywiście „czarnych charakterów”, to wydaje mi się, że bez większego wysiłku, udałoby się każdemu z was, powiedzieć jednak coś pozytywnego o którymś z nich. Poniższa historia jednego z księży, w moim odczuciu, przejawia się często trudnymi kolorami życia. Zwróć jednak uwagę na pozytywne kolory w tej historii życia i pomyślcie o tym, co pozytywnego ukrywa się za słowem ksiądz i jego życiem. Być może ta historia pozwoli wam zobaczyć coś z innej perspektywy. Historia życia tej osoby, jak i też innych, które występują w majowym temacie, pozwalają nam zrozumieć bardzo ważną rzecz, a mianowicie – każdy kolor, jakąkolwiek historię opisuje, jest szczególnym darem, a człowiek który się nim posługuje, musi koniecznie to zrozumieć, aby wypełnić swoje życie w najlepszy sposób, jaki tylko jest to możliwe. Próbą tego miesiąca jest nie tylko przedstawienie kilku osób, nie tylko przybliżenie ich kolorów codzienności, ale nade wszystko to, by ZATRZYMAĆ SIĘ BY ZROZUMIEĆ DRUGĄ OSOBĘ, kimkolwiek ona jest.  Poznajmy zatem dziś kolejny kolor, księdza i jego codzienność… Pamiętam...
Miejsca nas zmieniają.

Miejsca nas zmieniają.

Czy jest jakieś miejsce za którym tęsknisz, do którego chciałbyś powrócić? Przezywamy w różnych miejscach ciekawe historie, które wpływają na nas bardzo mocno. Niekiedy, jedno miejsce, jedna historia, ustawia całe nasze życie. Nasze życie jest przygodą. Niekiedy uczestniczymy w tym tylko, co przyniesie nam życie, a niekiedy sami stwarzamy różnego rodzaju okazje, które czynią z naszej codzienności rzeczywiście ciekawszą przygodę. Mamy takie pragnienie, by coś przeżyć, zobaczyć, poczuć. Nie wystarczy nam tylko to, by o czymś usłyszeć, czy zobaczyć jakiś filmowy reportaż. Chcemy na własnej skórze o czymś się przekonać, coś sobie też przy okazji udowodnić. To, w jaki sposób stwarzamy naszą codzienność, świadczy o naszych pragnieniach, umiejętnościach i charakterze. Miejsca ddo których wędrujemy, by coś przeżyć, uczą nas, naszego życia nowych doświadczeń. Odkrywamy dzięki takim miejscom, nie tylko to, kim jesteśmy, ale nade wszystko to, kim możemy być, kim możemy i powinniśmy się stać. Kolejny kolor życia, to „wolontariat na misjach”. Spójrzmy na tą przygodę życia. Może na nowo odkrywając swoje miejsce, swoje szanse na życie. Zawsze myślałam, że to ja mam marzenie aby pojechać na wolontariat. Dać innym siebie i swoją miłość, nieść radość i nadzieję. Jednak już po pierwszych dniach spędzonych w Kenii okazało się jakie to było mylne myślenie. To wcale nie było moim marzeniem, to było marzeniem tych których spotkałam.  O wyjeździe do Afryki tak całkiem na poważnie myślałam już od dłuższego czasu. Aż w końcu zapadła decyzja dokąd i kiedy pojadę. Nie jechałam z żadną organizacją, także wszystko musiałam pozałatwiać sama. Po roku przygotowań i załatwiana mnóstwa rzeczy z niedowierzaniem i lekkim strachem bo przecież wyjeżdżałam sama, znalazłam się w niewielkiej miejscowości w...
Zamknięte, ale otwarte.

Zamknięte, ale otwarte.

Patrząc na nie z boku, czasami ich życie nas zdumiewa, a innym razem przeraża. Pełne poświęcenia, z niezwykłą energią, zawsze widoczne i wyodrębniające się z tłumu. Z tego świata, ale czy na pewno? Pewnie wielu z nas, w najmłodszych latach, pierwszy kontakt z rzeczywistością Kościoła nie miało dzięki księdzu, a raczej dzięki siostrom zakonnym. Dziś temat modny, choć bardziej z tego powodu, że są często niedoceniane, czy przez niektórych nawet niewłaściwie traktowane, a nie ze względu na ich służbę Bogu. „Mrówki Boga” – dziwnie mi się jakoś skojarzyło, ale chyba to ze względu na ich działanie to porównanie staje się właściwe.  Zastanawiający jest temat powołania. W wyobraźni wielu ludzi bardzo ograniczony. Powołanie to nie tylko stan duchowny, zakonnik lub zakonnica. Powołanie to misja, którą swoim życie ma wypełniać człowiek. Tutaj swoje miejsce znajdzie każdy. Powołanie jest na pewno darem, bo różnorodność niepowtarzających się kolorów, wciąż mnie zdumiewa. To dar, który ma gdzieś swój początek; gdzieś konkretnie dojrzewa i gdzieś, w jakimś czasie, przychodzi moment rodzenia owoców. W różnych odcinkach czasu przychodzą też różne ciemności i nowe promienie. Poznajmy inny świat, inne kolory.   Dziś, czytając poniższy tekst, chciałbym cię zaprosić do świata kolorów Siostry Miłosierdzia.   Życie ma tyle barw, ile potrafisz w nim dostrzec. Każdy jest ważny, spełnia swoją określoną rolę- nadaje naszemu życiu niejako kierunek „ w kolorach życia” jest ukryte piękno naszego rozwoju, wzrastania, upadania, podnoszenia się i ciągłego odkrywania siebie na nowo. W moim życiu stopniowo w świetle Słowa Bożego mogę odkrywać mój dar bycia człowiekiem, kobietą, siostrą, nauczycielką, matką. Kiedy cofnę się nieco do przeszłości to przypomina mi się temat mojego wypracowania z 4...
Strategia życia razem.

Strategia życia razem.

Małżeństwo przez wielu niestety jest traktowane jako niemodne. Młodzi patrzą na tę rzeczywistość z przymrużeniem oka. Czyżby nie mieli pięknych obrazów małżeństwa, właściwych wzorców? Może właśnie to jest ten problem? Poznajcie kolejny kolor życia.   Wybór sposobu życia jest dziś dla każdego człowieka nie lada trudnością. Co zdecydować; jaki wybór podjąć – dylematy wielu młodych osób konfrontują się z ich własnymi ideami, jak i też z osobami dorosłymi, które je otaczają. W wielu przypadkach trudno na kogoś liczyć, a szczególnie na pomoc w rozeznawaniu swojego życiowego powołania. Choć trudno rozeznać swoje życie i poddać je bardzo ograniczonej metodzie „plusów i minusów”, to jednak chciałbym was, właśnie w takie zadanie wciągnąć.  Zanim zaczniesz czytać dalej, weź do ręki kartkę, długopis i zrób tabelkę: po jednej stronie narysuj  „+” a po drugiej stronie „-„. Temat tabelki: moja przyszłość – być może małżeństwo. Wiem, że to banalny sposób, ale lepiej zacząć chociażby od słabych metod, niż nie myśleć wcale. Ufam, że zrobiłeś powyższe zadanie i właśnie trzymasz w dłoni, jakieś rezultaty swojej pracy – może jesteś przekonany, a może właśnie okazało się, że masz więcej minusów – wątpliwości, obaw, niż realnych planów do realizacji. Szukanie jest bardzo ważnym elementem dla naszej codzienności. Patrząc na życie innych, można bardzo wiele się nauczyć. Szukając wzorów, przykładów życia codziennego, być może odnajdziemy potrzebną nam odwagę, by we właściwy sposób zdecydować o swoim życiu. Zachęcam was byście poznali kolejny kolor życia, z perspektywy męża, ojca. Może to krótkie podsumowanie, stanie się i dla was jakąś inspiracją. Zawsze twierdzę, że żywe świadectwo daje znacznie więcej, niż jakakolwiek teoria. Ważne, abyśmy podejmując decyzję, wybór, czuli to jako zaproszenie,...
Krok w przyszłość?

Krok w przyszłość?

Powaga sytuacji, czy odpowiedzialność za przyszłość? Co sprawia, że atmosfera wokół egzaminu dojrzałości jest taka napięta? Spróbujmy w tym czasie szczególnym dla maturzystów poznać kolor życia jednej z takich osób.   Każdy z nas przeżywał w swoim życiu, jakieś pierwsze ważne i odpowiedzialne wydarzenie. Tych wydarzeń jest pewnie całe mnóstwo, wszystko zależy od tego, jak podchodzimy do życia, jakie ono jest i czego pragniemy tak faktycznie od swojego życia. Ci, którzy podchodzili do matury, z czasem mówią o tym wydarzeniu z charakterystycznym zmiękczeniem: „matura to bzdura – później dopiero się zaczyna!” Ciekawe, jak zmienni potrafimy być i jak ogromny wpływ mają na nas kolejne przeżywane przez nas historie. Oczywiście matura jest jednym z wielu poważnych wydarzeń w życiu człowieka, które mają wpływ na naszą przyszłość. Matura jednak mija, a życie zostaje. Czy zdajemy sobie sprawę, że ważne wydarzenia to kolejny krok w naszą przyszłość? Z perspektywy wielu dorosłych spotykam się z różnymi opiniami na temat młodych osób. Co faktycznie przemawia za tym, jacy oni są? Życie – codzienne historie, które tworzą poprzez swoje czyny i słowa. Zatem, to jacy są maturzyści zobaczymy faktycznie po egzaminach – w tym jakie podejmą dalsze decyzje i wybory.  Spójrzmy na jedną maturzystkę, która chce nam pokazać co w tych dniach dzieje się w jej życiu, jakie kolory dominują teraz i wokół wydarzeń związanych z egzaminem dojrzałości. Kolejna osoba, kolejna historia i kolejny kolor.   Pytając maturzystę o kolor przeważający w jego życiu, należy  liczyć się z faktem, że nie udzieli on żadnej sensownej odpowiedzi. Ciągły stres, lęk i niepokój o przyszłość powodują, że młoda osoba wskazuje zwykle te najciemniejsze kolory – czarny, szary…nie...
„Dziennik z podróży” – czyli kolory życia.

„Dziennik z podróży” – czyli kolory życia.

Prosta, wydawałoby się historia o polskim fotografie, zainspirowała mnie do tematu i kolejnych artykułów. Jaka jest historia i kolor twojego życia? O co w tym temacie chodzi?   Film pt. „Dziennik z podróży” to opowieść o tajemnicach fotografii, o surowym procesie, ale taże o naturalnej i uniwersalnej potrzebie człowieka do tworzenia. Tadeusz, główna postać filmu, odczuwa proces starzenia się, niedomagania własnego ciała i umysłu. Jest to moment, w którym próbuje podsumować i poukładać wiele spraw. Odwiedza swoich przyjaciół, dawne miłości. Przygląda się swoim błędom. Zastanawia się, co doprowadziło go do tego, że jest sam. W kompanie podróży, młodym Michale (15 lat) zaczyna dopiero budzić się świadomość „tworzenia” siebie. Próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Wchodzi w dorosłość. Przysłuchuje się poważnym rozmowom. Wszystko to wpływa na jego życie. Podróż „dziadka z wnuczkiem” – prosta historia, mobilizująca do zatrzymania i refleksji. W filmie liczy się sama droda, rozumiana dosłownie i metaforycznie. Film uzmysłowił mi na nowo, że ważna jest tak podróż przez własne życie. Najlepiej, gdy taką przygodę przebędziemy wraz z Kimś, Mistrzem naszego życia. To On wskaże nam ważne punkty naszego życia, które pokolorowały naszą codzienność – życie, barwami których kompozycja jest naszą indywidualną charakterystyką.  Ta niezwykle prosta, filmowa podróż  przekonała mnie, że każdy z nas powinien odbyć fizyczną podróż, albo przynajmniej duchową, w głąb siebie, swoich przeżyć, doświadczeń, by odkryć kim jest się naprawdę. Tu nie chodzi o jakieś kwestie psychologiczne, a raczej o dotarcie do tego elementu, który został nam podarowany, nam i dla naszego życia. Każdy spotkany przez nas człowiek, to niebywała historia, którą poprzez różne relacje z tymi osobami, możemy poznawać i przyjmować jako dar dla...
Nauczyć się innych?

Nauczyć się innych?

Znasz i rozumiesz świat osób niepełnosprawnych? Ile razy ci się zdarzyło myśleć, że wiesz bardzo wiele o innych osobach, ale w innych sytuacjach przekonywałeś się, że sprawy dla ciebie wyglądają zupełnie inaczej, niż dla osób, z którymi jesteś?   Mamy różne myśli i wydaje nam się, że jesteśmy wstanie wyobrazić sobie jak funkcjonują w świecie osoby niepełnosprawne. Ale pewnie są kwestie, w których zadajesz sobie pytania: ciekawe jak to jest? Jak oni robią tą rzecz? Nasze wyobrażenia są niekiedy pomocą, ale czasami bywają powodem powiększającego się dystansu pomiędzy tym, jak my myślimy o jakiejś sprawie, a jak jest rzeczywiście; powiększamy dystans pomiędzy nami, a osobami niepełnosprawnymi. Czasami to, w jaki sposób myślimy, mówimy i postępujemy względem niepełnosprawnych, wytwarza niekiedy kolejne, niepotrzebne bariery. A jakie bariery ma, widzi, osoba niepełnosprawna? To słowa jednej z osób, która pomoże nam poznać swój kolor życia, kolor życia osoby niepełnosprawnej. W mojej niepełnosprawności największymi barierami są:  – bariery architektoniczne (progi, schody, brak poręczy, krzywe drogi itp.)  – brak sklepów w danym miejscu zamieszkania z obuwiem ortopedycznym (jakby po prostu w danym sklepie z obuwiem nie można było zrobić półki także dla niepełnosprawnych)  – bariery społeczne ( zakładanie, że osoba niepełnosprawna fizycznie jeśli już coś może zrobić, to raczej na siedząco.  Wiele razy spotykam się ze zdziwieniem, że zatańczę i do tego mam poczucie rytmu, że idę na plażę, że noszę sukienki i pokazuję nogi, że sprzątam, że ugotuję… Dziwna mentalność, że przy osobach chorych nie używa się słowa CHORY, NIEPEŁNOSPRAWNY, NIEWIDOMY. Przecież te słowa nie obrażają. Pozwalają nazwać pewien stan rzeczy. Pozwalają zobaczyć różnice – trzeba je czasami nazwać, powiedzieć głośno. Zdarzało mi się...
Kwadrans – lekcje życia.

Kwadrans – lekcje życia.

Twoja codzienność, nie jeden raz jest cudem. Pozostają w naszym życiu historie, które oddziaływały i nadal wpływają na nasze życie. Są to tzw. lekcje życia – historie poprzez które czegoś się dowiedzieliśmy, czegoś nauczyliśmy. Coś było ważne dla nas, w jakimś momencie naszego życia. Bardzo to przeżyliśmy. Historia życia potoczyła się dalej i o wielu sprawach może już zwyczajnie nie pamiętamy. A powinniśmy? Wszystkie historie, mające miejsce w naszym życiu, coś pozostawiły. Niektórym zawdzięczamy bardzo wiele, bo może np. kolejne sytuacje, które udało nam się wcielić w życie, mają swój początek może właśnie w innym wydarzeniu. Ważną rzeczą, którą powinniśmy wciąż odkrywać, to znaczenie kolejnych chwil naszej codzienności. Oczywiście nie sposób zapamiętać wszystkie wydarzenia, ale przynajmniej niektórym powinniśmy nadać szczególne miejsce – w jakiś sposób wyróżnić je spośród wszystkich. Przypominając sobie różne wydarzenia, zastanów się przez chwilę, którym mógłbyś nadać właśnie ten szczególny przydomek – „lekcja życia”. Są wydarzenia, które po prostu pamiętamy. Są obecne w naszych myślach z jakiegoś konkretnego powodu. Nie musimy wysilać się, by powrócić do tych historii i ze szczegółami je opisać. Dlaczego? Co jest właśnie powodem tego, że ta a nie inna historie szczególnie pamiętasz, często przypominasz, może o nich mówisz? Samo jednak wspomnienie – przywoływanie różnych zdarzeń, nie jest chyba wystarczającym powodem – jest coś głębszego, co stoi za tymi wydarzeniami i dlatego do nich powracamy. Co jest głębszym znaczeniem tych właśnie historii? Może to jest dobry powód, aby zrobić niekiedy taki właśnie „kwadrans – lekcji życia” i popatrzyć na historię swojego życia, dostrzegając te wydarzenia, które mogłyby nosić miano lekcji życia. Oczywiście te wydarzenia, często oceniane są z jakiegoś dystansu czasu, stąd patrzymy...
Kwadrans z Biblią.

Kwadrans z Biblią.

Są sprawy priorytetowe, które powinny przede wszystkim towarzyszyć nam w życiu. Świat chrześcijaństwa, który chcemy realizować, ale niekiedy nie wiem jak czynić postęp. Dialog z Bogiem wydaje się sprawą najważniejszą.   Często powracam do tematu Słowa, nie tylko z powodów osobistych, ale nade wszystko dlatego, że jest to realnie sprawa priorytetowa dla naszego życia, dla wiary. Pismo Święte pewnie każdy z nas ma w swoim domu, ale niekoniecznie potrafimy wygospodarować czas, jak i znaleźć motywacje, by rozpocząć zwyczaj codziennej lektury. Wydaje nam się, że skoro zaczniemy to robić, to powinniśmy tej czynności poświęcić nie wiadomo ile czasu. Zacznij od kwadransa, który usytuujesz w odpowiednim momencie dnia. Ma to być czas dla ciebie dogodny, ale nie dopuść jednak do sytuacji zniechęcenia, byś zbyt szybko nie zaczął się usprawiedliwić i szukać wymówki, aby z tego zwyczaju zrezygnować, lub się go w ogóle nie podjąć. Spróbuj postępować według konkretnych punktów: 1. Masz miejsce, czas, Pismo Św.? 2. Od czego chcesz zacząć? Nie ulegaj presji stwierdzeń, że któraś część ksiąg jest trudniejsza a inna łatwiejsza. (może warto sięgnąć do Liturgii Słowa z poszczególnych dni) 3. Czytając kolejne wersety – zwróć uwagę na to, że w tym momencie rozmawiasz z Bogiem. Stwórz atmosferę modlitwy, a nie klimat czytelni. 4. Nie chodzi o to być przeczytał dużo, ale o to, by twoje serce przy czymś się zatrzymało. Jeśli cię coś zatrzyma, nie śpiesz się, trwaj przy tym jak długo tylko chcesz. 5. Połącz te Słowa z jakimś wydarzeniem z twojej codzienności, aby ci łatwiej było ten fragment zapamiętać. 6. Spróbuj kontynuować ten kwadrans, zwracając uwagę na to, co ci pomaga, a co przeszkadza, by kolejne...
Kwadrans Miłosierdzia.

Kwadrans Miłosierdzia.

Okazje niekiedy już są, ale warto się zastanowić jak je w ogóle wykorzystać. Niekiedy coś trwa zbyt długo, a nas nie stać na tak wiele czasu. Dlaczego nie szukać jakiejś alternatywy? Od godziny 15:00 następuje szczególny czas. Jest to godzina śmierci Chrystusa. Stąd z objawień Pana Jezusa wiemy, że to szczególny czas, który można wykorzystać, aby zjednoczyć się z cierpiącym Chrystusem. Godzina miłosierdzia to nade wszystko czas rozważania męki Chrystusa i wynagradzania Mu za nasze grzechy. Czas jest ważny, ale jak to niekiedy z nami bywa, nie mamy takiej możliwości, by codziennie poświęcić tyle czasu. Czy to jednak powód, by całkowicie sobie odpuścić i zrezygnować z tej pięknej praktyki? Nie rezygnuj, ale wykorzystaj tyle czasu ile możesz. Kwadrans miłosierdzia być może stanie się jakąś alternatywą, propozycją właśnie dla ciebie. Chodzi o zbliżanie swojego serca do serca Jezusa, by realizować tą szczególną rzecz, jaką jest możliwość zjednoczenia się z Chrystusem. Oczywiście nie musisz tego czasu poświęcać na koronkę do Miłosierdzia Bożego. Możesz ten czas poświęcić na coś innego, np. na to, by spojrzeć na mękę Chrystusa z perspektywy jakiegoś konkretnego wydarzenia, znaku… Może wystarczy jak na chwilę wejdziesz do kościoła, jeśli masz taką okazję, bo go mijasz. Może utkwij swój wzrok na krzyż, który wisi gdzieś w twoim pokoju, tak zwyczajnie bez słów… Miej świadomość, że ma to być czas, w którym pozwolisz Bogu na to, by cię dotknął miłosierdziem. Wystaw się na Jego działanie!...
Boży kwadrans.

Boży kwadrans.

Czy masz czas, w którym zastanawiasz się nad życiem, przyszłością, nad zadaniami, które masz realizować? Może potrzebne jest ci właściwe źródło, które możesz właśnie odkryć. Miniony czas, dosłownie kilka sytuacji, sprawiły, że się zatrzymałem. Wciąż jakieś obowiązki, zadania do spełnienia, myśli do uczesania. Wszystko to mogło ze spokojem poczekać, potrzebowałem zatrzymania. Zauważyłem, że to, co mnie najczęściej zatrzymuje, tak oczywiście pozytywnie, to ludzie, których obecność w moim życiu zawdzięczam woli Bożej. Ich historie, doświadczenia, sprawiają, że człowiek odczuwa wewnętrzną potrzebę zwolnienia z życiem, albo całkowitego zatrzymania się. To nie kwestia szoku, uczuć, czy sentymentów. To temat, który dzięki nim się pojawia dociera mocniej niż kiedykolwiek do serca, umysłu i ma swoją chwilę, swój głos. Ostatnio, może właśnie z racji jakości wydarzeń, zwróciłem bardziej uwagę właśnie na to „zatrzymanie”. Nasuwa mi się tutaj pierwszy, bardzo ważny wniosek. Jeśli coś cię porusza, budzi w tobie jakąś myśl; zachęca do działania… broń Boże, nie odkładaj tego na bok, nie porzucaj, nie gaś. To „pierwsze poruszenie” to piękna motywacja, za którą warto pójść z całym swoim życiem. To, nazwane przeze mnie „zatrzymanie” to ważna cegiełka w budowie, którą w tym właśnie momencie możesz rozpocząć. Nie zaczynaj od NIE! TO, że obecnie czytasz moje przemyślenie, to dobry znak. Coś cię ciekawi. Czegoś szukasz. Ludzie, którzy zbyt często mówią NIE, mają w sobie właśnie brak ciekawości, brak głodu poszukiwania. Bywa, że zaczynamy rozważanie jakiś spraw w naszym życiu, od zbudowania fortecy wokół siebie. Wyłączenie się z zewnętrznych spraw bywa niekiedy ucieczką, a niekiedy ludzkim egoizmem. Zamknę oczy i sprawy nie ma.  Na dłuższą metę, nie da się tak żyć. Takim działaniem możemy odebrać sobie wiele szans,...