Oswoiłem lwa.

Oswoiłem lwa.

Oswajając coś, wydaje nam się, że to kontrolujemy, że  mamy nad czymś władzę. Kontrola nad swoim życiem, to jedno z wielu naszych pragnień. Czy Boga obecnego i działającego w naszej codzienności, też chcemy oswoić? Mam taką teorię, że „najprostsze rzeczy, są dla nas najtrudniejsze”. Kiedy postawię sobie pytanie: „czy Bóg jest?” pewnie bardzo wiele osób odpowie, że oczywiście, że tak; pewnie też wielu odpowie, że nie. Gdy jednak wnikniemy w głąb odpowiedzi i będziemy szukać jakiegoś wyjaśnienia – nagle to, co dla nas takie oczywiste, staje się trudne dlatego, że brakuje nam konkretnych argumentów. Przyjmujemy pewne rzeczy, jako oczywiste i nawet nie szukamy jakichkolwiek dalszych argumentów. Można łatwo wytrącić nam argumenty z ręki i sprawić, że staniemy bezradni, wobec nawet prostych pytań i sytuacji. Lata wiary wydają się być „oswajaniem lwa”, dostosowywaniem Boga do własnych potrzeb. Wydaje nam się, że jest On potrzebny tylko wtedy, gdy dochodzi do skrajnych sytuacji w naszym życiu, w których niestety nie mamy już kontroli nad sytuacją. W innych sytuacjach, radzimy sobie świetnie sami, bez niczyjej pomocy. Pojawia się w nas bardzo silne przekonanie o samokontroli nad wszystkim. Taka postawa w życiu człowieka, sprawia niestety, że coraz bardziej wyrzucamy Boga z przestrzeni naszego życia, aż do takiego momentu, w którym całkowicie o Nim zapominamy i przestajemy w Niego wierzyć. Dla tych, którym zależy na obecności Boga w ich życiu, oraz dla zagubionych, którzy pragną Go odszukać i na nowo Go poznać, jak i dla wątpiących w Jego działanie i realną obecność przy nas, polecam dwa szczególne zadania. Pierwszym z nich jest próba otwarcia maksymalnie swojego serca podczas Eucharystii, którą w najbliższym czasie przeżyjecie. Bóg tam jest,...
Jesteś?

Jesteś?

Chcielibyśmy wiele rzeczy udowodnić – również wiarę. Szukamy argumentów, które przekonają do czegoś inne osoby. Czy w kwestii wiary, możemy mieć jakieś argumenty? Po co to pytanie, skoro w Niego wierzę? Może, by rozwiać jakiekolwiek wątpliwości; może po to, by umocnić swoją wiarę; może dla innych, by dać wiarygodne świadectwo. Dobro, które sami otrzymamy, zawsze może posłużyć innym. Pomyśl, ile również dzięki wierze, możesz sam otrzymać i jak wiele możesz wówczas dać innym. Historie, które sami przeżywamy, mogą być ogromnym darem dla innych. Warto te osobiste historie wykorzystać, aby podarować je innym w postaci świadectwa, które wzmocni innych, coś im pokaże i zaproponuje. Chyba warto zacząć naszą wewnętrzną dyskusję od podjęcia się tematu dowodów na istnienie Boga, na przykład według tez, których autorem jest św. Tomasz z Akwinu. Jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy Poruszyciel. Jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza. Jeśli byty przygodne nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świecie i przemijają), musi istnieć byt konieczny. Jeśli rzeczy wykazują różną doskonałość, to istnieje byt najdoskonalszy. Jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porządek w działaniu bytów nieożywionych lub pozbawionych poznania świadczą o istnieniu Boga, kierującego światem nieożywionym. Warto oczywiście się rozejrzeć i poszukiwać jeszcze innych argumentów. Co mnie osobiście przekonuje? Pewnie, przynajmniej niektórzy są ciekawi, co ja osobiście na ten temat sądzę. Mnie osobiście przekonują cztery dowody. Pierwszym dowodem jest dowód chrystologiczny. Według chrześcijaństwa – historyczny Jezus Chrystus jest największym objawieniem istnienia Boga. To, Kim był i wszystko, co zrobił czy powiedział, zaświadcza o istnieniu Boga. Tutaj warto by było poszukać argumentów na istnienie historycznego Jezusa. Drugim dowodem dla mnie...
Wierzę, ale… te wątpliwości.

Wierzę, ale… te wątpliwości.

To „ale” bywa często bardzo newralgiczne. Każdy przeżywa różne trudności w wierze. Niekiedy mamy wątpliwości i nie wiele nam potrzeba, by niestety przestać wierzyć. Wielu świętych mówiąc o swoim duchowym świecie, wiele razy wspomina o trudnościach, które przeżywali w swojej wierze. Określają to mianem „ciemności duchowych”. To czas bycia przy Bogu, w którym odczuwa się trudności w odkrywaniu właśnie tej obecności. Pojawia się niezwykły ciężar w realizowaniu relacji z Bogiem. Oczywiście to nie „przywilej” świętych, takie odczucia, lecz pewna wskazówka dla nas, jak możemy ewentualnie podobne sytuacje interpretować w naszym życiu. Myślę, że wielu ma podobne doświadczenia – sytuacje, o których wspomnę tym artykule, może nawet przeżyło je w swoim codziennym duchowym doświadczeniu. Chcę wspomnieć o trzech sytuacjach, które mogą się pojawić w naszym życiu duchowym. Trudno mi powiedzieć, czy kolejność jest właściwa, ale nie o to w tym chodzi, ale o odniesienie swojej sytuacji do tego, o czym wspomnę i o odnalezienie dla siebie ewentualnych wskazówek. To, o czym najczęściej słyszę, to doświadczenie właśnie wątpliwości w wierze. Ludzie mimo obecnej modlitwy, praktyki sakramentów – wiary, przeżywają wątpliwości  dotyczące różnych kwestii. Te wątpliwości to wynik często stawianych sobie pytań, na które niestety nie znajdujemy odpowiedzi, bo nie wiemy gdzie ich szukać. To wynik trochę słabej pamięci tego, co było podczas katechezy szkolnej. Czasami to po prostu kwestie, które być może nie były wprost poruszane, albo mimo wszystko są to treści zbyt trudne do samodzielnego rozwiązania. Wiara jednak wymaga wciąż aktualizacji wiedzy. Dlatego, mimo może niechęci, powinniśmy często sięgać do duchowych lektur – wręcz każdy z nas powinien przeczytać kanon duchowych lektur, które bardzo pomogły by każdemu wierzącemu (np. Ćwiczenia...
Jak odkryłem Boga.

Jak odkryłem Boga.

Czasami sytuacja, jakieś konkretne wydarzenie daje nam więcej dowodów, niż jakieś nawet najlepsze naukowe teorie. Pomyśl, ile i jakie sytuacje miały miejsce w twoim życiu, które pozwoliły ci odkryć Boga. Każdy z nas ma jakąś, przynajmniej sądzę jedną, historię w życiu, która nauczyła nas w jednej chwili znacznie więcej, niż to mogliśmy zrobić przez ileś lat życia. Historie różne, które dotyczą pewnie też różnych zdarzeń i uczące nas przeróżnych rzeczy. Historie, w których miałem okazję na nowo odkryć Pana Boga mam kilka. O niektórych już pisałem, opowiadałem. Tej jeszcze nie opowiadałem. Dość wczesne popołudnie. Nieco deszczowy dzień. Jadę do znajomego na imieninowe spotkanie. Zbliżam się do dość ostrego zakrętu – zwalniam. Z naprzeciwka widzę jadącą ciężarówkę, która ścina zakręt. Zjeżdżam bliżej pobocza. I nagle… Tego dnia tknęło mnie coś aby zabrać ze sobą „ręczny krzyż” – rozdawany kiedyś przy okazji roku duszpasterskiego. Położyłem go w samochodzie obok mnie, na miejscu pasażera. Spoglądałem na niego od czasu do czas, rozważając coś w głowie. Przypadek? Nie sądzę! Nagle… wpadam w poślizg. Próbuję manewrować kierownicą, hamować, ale nic z tego. Jest zbyt ślisko! Mój samochód jak kostka w ręku dziecka turlał się we wszystkie możliwe strony. Zatrzymałem się na boku samochodu, od strony kierowcy. Nic nie czuję, to chyba dobry znak, bo nic mnie nie boli. Jakoś udało mi się wysiąść z samochodu. Po dłuższym czasie przyjeżdżają znajomi. Widzę przerażenie w ich oczach. W  skrócie opowiadam im, że dziś pierwszy raz zabrałem ze sobą krzyż do samochodu. Z jeszcze większym przerażeniem, patrząc na mnie, wypowiadają dziwne słowa: „nie wiesz, że krzyż w samochodzie przynosi pecha?” Spojrzałem na siebie, pomyślałem o wypadku i...
Właściwa pobożność kontra dewocja.

Właściwa pobożność kontra dewocja.

Czy przesadna pobożność może stanowić problem? Niestety spotykamy takich, którzy uważają, że mają monopol na Pana Boga. Ich wyobrażenie jest jedyne i słuszne, a wszyscy inni się mylą. Podczas rozmowy z jedną osobą o „niedoskonałościach chrześcijanina”, niespodziewanie ta osoba, zainsynuowała, że jedną z takich niedoskonałości jest „gorliwość”. Pierwsze co sobie pomyślałem, to: „nie zgadzam się, co ty gościu gadasz”. Nie powiedziałem tego głośno, ale rzuciłem temat na tapetę swoich rozważań. Co mi z tego wyszło? Zobaczymy, czy się z tym zgodzicie. Spotykasz na swojej drodze życia ludzi z pasją, zagorzałych zwolenników jakiś działań? Pewnie tak i jesteś pewnie niekiedy zafascynowany ich działaniem. Ale i w tej grupie osób, można niekiedy znaleźć takich ludzi – pasjonatów, którzy swoim zachowaniem bardziej przypominają niestety szaleńców, niż rzeczywistych fachowców. A w Kościele? Czy tam też spotkasz takich realnych pasjonatów – ludzi prawdziwie oddanych wierze i wspólnocie? Może tak, może nie! Istnieją w tym miejscu skrajne postawy – ludzie, którzy są minimalistami, robią tyle ile muszą i nic ponad to. Można by nazwać ich letnimi chrześcijanami. Są też tacy, którzy wydaje nam się, że chyba mieszkają już w kościele, bo są zawsze i we wszystkim biorą udział. I w tej grupie osób można często spotkać radykałów, skrajnych konserwatystów. Zagorzali katolicy, bardzo skrajni, często przyjmujący niestety postawę WOJOWNIKÓW. Walczą oni z postawami innych ludzi – krytykując, oceniając, stawiając często wymagania ponad normalne możliwości i siły. Mam niekiedy wrażenie, że do ich istnienia pasuje powiedzenie: „świętsi od Papieża”. Wydaje im się, że ich życiowym zadaniem jest oddzielić „zboże od plew” i robią to niekiedy bardzo radykalnie. Takie postawy nie są nowe, one już były obecne za...
Nazywać zło złem, a nie fałszywą tolerancją.

Nazywać zło złem, a nie fałszywą tolerancją.

Zło jest złem, nawet, gdy wszyscy i wszystko mówi nam, że jest dobre. Czy słowo tolerancja – nie nabrało zbytniego rozpędu i nie przeskoczyło właściwego sobie znaczenia?  Ufam, że ten temat rozciągnięcie na różne sprawy obecne wokół was, ale i też na to wszystko, co dzieje się w waszym wnętrzu. Przykazania, moralność – to kierunki, które podejmujemy w naszym życiu. To są jedynie narzędzia, którymi posługujemy się rozsądzając różne decyzje w naszym życiu. Dzięki różnym prawom, człowiek może orientować swoje życie i wyznaczać sobie nowe cele do osiągnięcia. Mając określone zasady, łatwiej człowiekowi jest zachować bezpieczeństwo przed nowymi sytuacjami – zagrożeniami, które coraz trudniej jest na pierwszy rzut oka, ocenić. Prawa, którymi kieruje się chrześcijanin, nigdy nie są krzywdą dla człowieka, a raczej właśnie, stanowią fundament pewnej stabilności, która w każdej sytuacji daje człowiekowi stały punkt odniesienia.  W wielu dyskusjach, krążących po sieci, zderzają się często opinie osób, które próbują innym narzucić pewien punkt widzenia, zmienić punkt widzenia chrześcijan, próbując ich ośmieszyć, utrwalić stereotyp, że chrześcijanie są konserwatywni, czy zacofani.  To, co najbardziej mnie śmieszy w tych dyskusjach, to próby udowodnienia, że jesteśmy nietolerancyjni. A metodą, którą się w tych dyskusjach posługują inne osoby, jest brak tolerancji wobec chrześcijaństwa. Jak, nie mając tolerancji, można wymagać od innych, aby właśnie oni mieli tolerancję względem takich zachowań.  Dyskusje prowadzą do przewartościowania pewnych zachowań, orientacji, punktów widzenia. Wszelkie wyjaśnienia nie prowadzą do uznania prawdy, nie prowadzą do zastanowienia się nad czymkolwiek, ale próbują wymusić aby człowiek zmienił swoje myślenie. Nawet, gdy zło nazwę dobrem, nie sprawia to, że wszystko się zmienia. Zło nadal nim pozostaje. Trudnością, którą mają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i...
Kryzys tożsamości.

Kryzys tożsamości.

Sakramenty są jak wytyczona droga do celu. Można ją wykorzystać do ukształtowania tożsamości, osiągając coś bardzo ważnego. Mam prawo wybrać inną drogę, ale czy wówczas czegoś nie utracę? Na człowieka można spojrzeć z bardzo różnych perspektyw. Jesteśmy tak złożonymi istotami, że wciąż, nawet dla samych siebie pozostajemy tajemnicą. Możemy dzięki różnym perspektywom, zgłębiać płaszczyzny życia człowieka. W kościele idziemy drogą sakramentów, swoistą ścieżką życia – od urodzin: chrztu, przez pierwsze duchowe przygody – I Komunia Święta i Sakrament pojednania, przez odkrycie kim jesteśmy i po co żyjemy – Sakrament Bierzmowania, aż do bardzo głębokich decyzji – Małżeństwo lub Kapłaństwo. Towarzyszące nam trudne doświadczenia zderzają się ze szczególną łaską, płynącą z Sakramentu Namaszczenia Chorych. Docieramy do ostatniego momentu – śmierci, często otoczonego Bożym towarzyszeniem – przez udzielenie nam ważnych dla nas posług sakramentalnych. Duchowa ścieżka ma swój rytm, swoje góry i doliny, doświadczenia zdobyte poprzez współpracę z Bożą pomocą. Ten proces współpracowania, poprzez łaskę sakramentów wydaje się być bardzo logiczną całością. A jak ma się to do codziennego życia chrześcijanina?  Jak Ty traktujesz rzeczywistość sakramentów, jak je wykorzystujesz w swoim codziennym życiu? Oczywiście nie wszyscy, ale spora grupa chrześcijan, są jak łapacze promocji – wykorzystują, że coś dają i cieszą się chwile otrzymanym prezentem, a później szukają czegoś ciekawszego – praktyczniejszego i atrakcyjniejszego.  Znów zastanawia mnie kwestia, na ile świadomość konkretnego katolika, umożliwia mu właściwe wykorzystywanie daru – w postaci otrzymanego sakramentu. Inaczej sprawa się ma z sakramentami, które towarzyszą nam bardziej fizycznie w naszym życiu, jak np. Eucharystia, czy Sakrament pojednania, a inaczej ma się sprawa z tymi sakramentami, które mają nas do czegoś konkretnego uzdolnić, jak np. Chrzest, Bierzmowanie...
Niepotrzebne mury

Niepotrzebne mury

Albo nasze myśli są zbyt wysoko, albo nasze wyobrażenia zbyt idealistyczne, przez co „Schodząc na ziemię” trafiamy na mury, których żadną siłą nie jesteśmy w stanie rozbić. W świecie, w którym każdy z nas ma jakieś swoje miejsce, możemy odkrywać dwa hasła: SACRUM i PROFANUM. Te dwa pojęcia odpowiadają dwom, skrajnym rzeczywistościom. Każdy człowiek, w mniejszym lub większym stopniu ma wyczucie tych rzeczywistości. Ludzie mają w swoim życiu coś, co możemy nazwać ich świętością – jakaś wartość, stan, cel który unosi się ponad wszystkim. Ale każdy z nas, ma również określoną strefę profanum – grzeszną, a więc coś na co sobie nigdy nie pozwoli, granice, których nigdy nie przekroczy; praw, których nigdy nie złamie. Rozumienie tych pojęć ma ogromny wpływ na nasze życie codzienne, na wskazywanie również innych, nowych rzeczy jako świętych, albo w innym przypadku, jako grzesznych. Trudności pojawiają się wówczas, gdy sytuacje nie są tak przewidywalne i proste do oceny i zaczyna nam się mieszać, co faktycznie jest święte, a co grzeszne. Nagle pojawia się „skala szarości”, która utrudnia nam ocenę. Bo życie to nie tylko dwa bieguny – czarny lub biały. Same pojęcia: świętość i grzeszność, które próbujemy zdefiniować przez nasze doświadczenia życiowe, sprawiają nam niekiedy ogromny kłopot. Bo jeśli idealizujemy to, co skrywa się za pojęciem świętości to coraz trudniej będzie nam realizować samą świętość, jak i też trudnością będzie dla nas to, by do tego „zbioru pt. świętość” dołożyć cokolwiek nowego. W chrześcijaństwie pojawia się niekiedy trudność idealizowania pewnych pojęć, przez co sami wprowadzamy w nasze rozumowanie mury – bariery, które uniemożliwiają nam osiągnięcie jakiegoś stanu. Pojęcie „świętości” zostało przez niektórych chrześcijan sprowadzone do...
Czego najczęściej nie robią chrześcijanie.

Czego najczęściej nie robią chrześcijanie.

Towarzyszące chrześcijanom zwyczaje, pobożne praktyki, w różnym stopniu są przez nich realizowane. Spróbujmy sami sobie zadać pytanie: dlaczego brakuje nam sumienności w praktykowaniu wiary? Często stawiam młodym osobom pytanie: „Co znaczy być chrześcijaninem?” I od razy, jak lawina płyną odpowiedzi: „chodzić do kościoła”; „modlić się”; „pościć” itp. Nieco przewrotnie, zadaje im kolejne pytanie: „czy w takim razie ten, co nie chodzi do kościoła, nie modli się i nie pości, nie jest chrześcijaninem? Oczywiście w tym miejscu następuje ogromny sprzeciw. Często wiarę utożsamiamy z pobożnymi praktykami. Nie jest to oczywiście błędne, a jedynie ograniczone twierdzenie, które wymaga jednak ukonkretnienia. Bycie wierzącym, bycie chrześcijaninem, nie powinniśmy wiązać tylko z praktykami, aczkolwiek pojawia się w następstwie takiego myślenia brak jakiejś logiczności. Pobożne praktyki są pewnego rodzaju odzwierciedleniem naszego zaangażowania. Bo jeśli wierzę w Boga, to dlaczego miałbym nie chcieć z Nim być (np. Eucharystia); dlaczego miałbym nie chcieć z Nim rozmawiać (np. modlitwa osobista); dlaczego miałbym być niewdzięczny i nie mógłbym Mu czegoś ofiarować (np. post)? Nasze błędne myślenie i działanie, często ma jakiś swój początek. Często jest to jakiś punkt, w historii naszego życia, który wpływa na jakąś konkretną kwestię w naszym życiu. Tak też temat wiary, jeśli ma u podstaw jakieś błędy, wówczas wpływa to ogromnie na nasze wyobrażenie o Bogu, o tym jak mamy z Nim być, rozmawiać itp. Jeśli będziemy wiarę łączyli tylko z realizacją jakiś zadań, to myślę, że często pojawią się sytuacje, w których polegniemy. Przyzwyczajeni w życiu codziennym do realizacji nieustannie jakiś zadań, do takiego sposobu funkcjonowania, trudno będzie nam zrozumieć, że w relacji z Bogiem nie ma zasady: „coś za coś”. Nie możemy traktować...
Do kościoła? Po co?

Do kościoła? Po co?

Pytanie, które notorycznie pojawia się w rozmowach, na temat wiary. Jeśli ci, co faktycznie nie chodzą do kościoła, zadają to pytanie – to może to kwestia poszukiwania. A co, gdy to pytanie zadaje ten, który jest w kościele, który czuje się tym znużony? Ci, którzy nie byli jeszcze w kościele, mogą nie wiedzieć, co tak naprawdę tracą. Natomiast ci, którzy chodzą do kościoła, już taką świadomość powinni mieć, ale czy mają? Można mówić o wielu niedoskonałościach chrześcijanina, w tym też o nieświadomości. Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: „ilu chrześcijan ma rzeczywiście świadomość, w czym uczestniczy?” Mogę jedynie dołożyć wszelkich możliwych starań, by ukazując prawdy wiary, robić to w sposób możliwy do zrozumienia i przyjęcia. Zależy mi jednak przede wszystkim na tym, aby odkrywane prawdy, przekładać rzeczywiście na konkrety zawarte w codzienności. Jednak, to każdy z nas powinien dołożyć wszelkich starań, by zgłębić to, w czym uczestniczy, by zyskać przez to, prawdziwe doświadczenie życia. Problem w wielu osobach tkwi w tym, że ich podejście zdradza, że chodzi o realizację jakiejś tradycji, a nie o to, by w pełni PRZEŻYĆ tą sytuację. W kontekście wielu spraw, ale nade wszystko względem tematu kościoła, powinniśmy powziąć kluczowe działanie. Pierwsza rzecz, która pomaga mi zrozumieć moje miejsce w kościele, jest moja mentalność i fakt, gdzie rzeczywiście jestem. Postawa człowieka, ma ogromny wpływ na to, jak postrzegamy świat i sytuacje wokół nas. Jeśli mentalnie jestem poza kościołem, obok niego, patrzę z konkretnego dystansu, który mnie oddala, a nie zbliża, to w jaki sposób mam odnaleźć jakiekolwiek przekonanie? Jeśli nie czuję się częścią kościoła, nawet najmniejszą, wciąż patrzę z boku, spoza tego obszaru,...
Nie teoria, ale konkret – praktyka.

Nie teoria, ale konkret – praktyka.

Dopóki jako człowiek będę więcej gadał niż robił, to niczego nie osiągnę. Czy nie jest to ucieczka w teorię, by uciec przed odpowiedzialnością za brak czynów? Śmieje się niekiedy z takiego (już historycznego) stwierdzenia: „jestem za, a nawet przeciw”. Ale właśnie to sformułowanie przybiera bardzo groźną postawę, również dziś, wśród nas wierzących. Ile jest takich spraw, którym mówimy tak… oczywiście… tak trzeba robić, tak powinno być. A później? Ta cała nasza teoria znika jak kamfora. Podam prosty przykład. Czy jako człowiek zgadzasz się, że każdy z nas powinien być chroniony od poczęcia aż do naturalnej śmierci – Twoja odpowiedz? (_______________) Czy każdy człowiek ma prawo do życia? Kiedy? To dlaczego, w tak mocno rozwiniętym świecie, w XXI wieku, wciąż jesteśmy obojętni, albo nieczuli w zaangażowanie się na rzecz głodujących? Albo ilu chrześcijan poddało się aborcji, ma ochotę na eutanazję? Nie ciągnę tych tematów… bo ilu ludzi, tyle zdań. A czy chrześcijaństwo nie mówi jasno? To niestety właśnie zderzenie tych, niekiedy skrajnych, przeciwnych sobie światów, wywołuje w nas niezwykłą burzę emocji – kiedy próbujemy odpowiedzieć na pytanie, a później kiedy żyjąc, dokonujemy konkretnego wyboru. Głód dotyka bardzo wielu ludzi i nie trzeba być ani wierzącym, ani tym bardziej niewierzącym, żeby stwierdzić – że coś jednak w tym świecie jest nie tak! Skoro w XXI wieku ludzi umierają z głodu, to wydaje się, że zamiast się rozwijać, to jesteśmy coraz bardziej w pewnych kwestiach uwstecznieni. A temat życia jest mimo wszystko traktowany bardzo luźno i niestety, dużo zależy od sytuacji, które mają zbyt konkretny niekiedy wpływ. W parafii, w której obecnie posługuje, jest taki dzień, w którym oprócz mszy jest też...
Cisza

Cisza

Jaki jest element twórczy w twoim życiu? Czy jest coś, dzięki czemu zyskujesz w swoim życiu właściwe kierunki? A może potrzebujesz czasu w ciszy, by dopiero coś odkryć? Rozważałem fragment o połowie ryb, mając na myśli temat powołania, o którym miałem mówić podczas kazania na Mszy św. Łatwo się patrzy na różne sceny biblijne, z naszej perspektywy. Wydają się nam prostsze do zrealizowania, bo mamy większą wiedzę. Jest jednak czynnik wspólny, pomiędzy  nami, a współcześnie żyjącymi ludźmi, którzy słuchali słów Jezusa. Mamy chęć do życia Słowem, ale brakuje nam odwagi, aby żyć Nim w sposób konkretny i wprowadzić Słowo w czyn. Skąd się bierze taka postawa? Przypominam sobie młodego człowieka, który starał się żyć Słowem każdego dnia. Pewnego dnia, dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami i historiami, dotyczącymi przebaczenia w naszym życiu. Dotarliśmy do wniosku – łatwo się o tym mówi, trudniej to odnieść i zrealizować wobec konkretnych sytuacji w naszym życiu. Może trudno nam niekiedy żyć konkretnie Słowem, bo mamy w sobie zbyt wiele podpowiedzi, które tak naprawdę odciągają nas od właściwego celu, zamiast przybliżać do niego. Znamy kierunek dla naszego działania, ale są w nas zbyt mocne sugestie, które sprawiają, że nie ma w nas zdecydowania, by wprowadzić w czyn konkretną postawę. Wynika z tego pewien wniosek – musimy zburzyć niepotrzebne mury sugestii. Tylko w ten sposób, oprócz kierunku, zdobędziemy przekonanie wobec wyboru, który mamy dokonać. Różne sceny biblijne stają się kolejnymi lekcjami, w których zdobywamy wiedzę, ale i też pozytywne kierunki. Możemy się kierować tymi wskazaniami, przyjmując je, jako swoje, jako swoje konkretne działanie. Możemy też dzięki nim poddać weryfikacji, postawy już przez nas realizowane. Zadaniem jakiejkolwiek refleksji...
Szansa – pozytywny kierunek

Szansa – pozytywny kierunek

Wśród wydarzeń, które mają miejsce w naszym życiu, są też takie, które możemy określić mianem: „szansa”. Co nią jest i co możemy z takimi wydarzeniami zrobić? Będę się zastanawiał nad tym w poniższym artykule. Szanse widzieć powinniśmy wszędzie, ale najłatwiej jest nam je zobaczyć w nowych wydarzeniach, które pojawiają się w naszej codzienności. Nowe sytuacje uruchamiają w nas często nowe możliwości. Ostatnio w ramach wywiadu dla TVP, otrzymałem kilka, ogólnych pytań, wokół których miał tworzyć się ten wywiad. Pytania może nie poruszały jakiś wybitnie nowych zagadnień, ale ich treść, bardziej wprowadzała nowe spojrzenie na jakieś sprawy. Pojawiło się np. pytanie: „Jak ksiądz zachęca ludzi do uczestniczenia w Eucharystii?” Szczerze? Uświadomiłem sobie, że moje działania np. „kierunek Niedziela” (rozważania fragmentu niedzielnej Ewangelii) ma taki właśnie charakter, choć wprost, na to, tak nie patrzyłem. Otworzyło to moje oczy na kwestię bardzo ważną, nad którą konkretnie powinienem się zastanowić. To nie kwestia jakiegoś kolejnego zadania, ale misja, która powinna być wykorzystywana jako szansa do wykorzystania. Uświadomienie sobie takiej, niby oczywistej sprawy – szansy, jest okazją do zbudowania konkretnego działania wokół jakiejś sprawy. Może niekiedy nieświadomie przechodzimy ponad jakimiś sprawami, a jakiś moment „wstrząsu”, uświadamia nam, że czymś powinniśmy się zająć, nad czymś konkretnym powinniśmy popracować. To, co ostatnie sytuacje mi uświadomiły, to fakt, że trzeba nie tylko w sobie samym rozpoznawać wiadomości na temat pracy, naszej osoby, zadań, których się podejmuję. Nowa sytuacja – szansa, wprowadza pewne pytania, które mogą skłonić nas do pracy nad nowymi zadaniami. Czasami, w rzeczywistości, w której żyjemy, takie pytania się w ogóle nie pojawiają, bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że takie kwestie istnieją, że...
CHWILA i jej kierunki.

CHWILA i jej kierunki.

Pierwszym, wyraźnym elementem naszego życia jest chwila, która może pokierować naszym życie w przeróżne strony. Czy obecny kierunek, który wybrałeś, jest efektem chwili, którą przeżywasz? Ten moment, w którym obecnie trwasz, może cię zaprowadzić do różnych spraw. Wybierając to, co obecnie robisz, w jaki sposób będziesz myśleć, sprawia, że właśnie teraz orientujesz swoją chwilę – nadajesz jej jakiś konkretny kierunek. Chwila po chwili, w ten sposób tworzy się całe nasze życie, a więc to, jaki wybiorę obecnie kierunek, sprawia, że dokonuję też wyboru wobec mojej osoby, ale również decyduję o kształcie mojego życia. Chwila nie niesie ze sobą tylko zadań. Oprócz tego, w każdej chwili naszego życia, możemy odnaleźć drogowskazy – kierunki oraz inne narzędzie, które uzdolnią nas do pełnego zrealizowania chwili obecnej. Można to zrozumieć poprzez wyjaśnienie pewnej sytuacji. Pewnie każdemu z nas, spadło coś szklanego na „ziemię”. Uderzając o „ziemię”, dość, że szkło roztarzskuje się na bardzo wiele kawałków, to jeszcze każdy kawałek podąża w zupełnie inną stronę. Dla naszej wygody, najlepiej byłoby, gdyby szkło w ogóle się nie zbiło, albo przynajmniej, aby aż tak bardzo się nie rozsypywało. W rzeczywistości jest inaczej. Chwila natomiast, podobnie, składa się z bardzo wielu części, które – każda z nich, może nas poprowadzić w zupełnie inną stronę – w zupełnie inną sytuację, przeżycie, w inne zadanie. Nie możemy sprzeciwić się temu, że tak jest. Możemy rozeznać, która część chwili jest najważniejsza i tą część właśnie, powinniśmy podjąć w naszym życiu. Chwile naszego życia, zależne są też od innych zewnętrznych, takich jak np. nasze nastawienie, chęci, pragnienia. Możemy już tutaj polegnąć i nie przeżyć chwili we właściwy sposób. Wiele czynników, które...
Zdobądź swój cel.

Zdobądź swój cel.

Czy zastanawiałeś się jak sięgnąć jakiegoś celu? Jeśli masz cel, zdajesz sobie sprawę jak bardzo potrzebujesz kierunków. Zatem podejmij działanie, by osiągnąć swój cel. Jakiś rok temu, zaproponowałem młodzieży uczestnictwo w grupie „pozytywny kierunek”, której celem było i jest, wprowadzenie więcej pozytywnego myślenia w ich życie. Projekt ten realizuje się z trudnością, bo wydaje mi się, że nie przywykliśmy do tego, aby skupiać się na tym, co pozytywne, nie myśląc o tym, co negatywne, a co nas również otacza. Nie skazuje tego projektu na niepowodzenie, raczej myślę o tym, jak go reaktywować, jak podejść do tego pomysłu w nowy, twórczy sposób, by wyciągnąć z niego, jak najwięcej owoców. Ciężko jest odciąć się od pesymizmu, ale jeśli przesadnie będziemy go pielęgnowali, postawimy niepotrzebnie akcent na te sprawy, które jeszcze bardziej będą rosły w naszych oczach, choć same w sobie, takie wielkie nie są. Jeśli choć trochę, uda nam się bardziej postawić akcent na czymś pozytywnym, to już dokona się w nas zmiana, zjawi się nowa perspektywa, dzięki której będziemy mogli odbić się od tego, co negatywne, by wznieść się w życiu na wyżyny i sięgnąć czegoś piękniejszego. Zatem potraktujmy najbliższy czas (miesiąc, tydzień, dzień – ile chcesz), jako możliwość wprowadzenia jakiś zmian w swoim życiu. Nie traktuj tego, jako wyzwania, a raczej jako próbę przemiany swojej mentalności i sposobu działania.  Od czego zatem zacząć. SPRAWDŹ SWÓJ WEWNĘTRZNY KOMPAS Wybór kierunku, zależy też od tego, co nosimy w sobie. Zależność ta wydaje się słuszna, bo trudno, by na zewnątrz działać wbrew temu, czym kierujemy się wewnątrz siebie. Stąd potrzebujemy wewnętrznego kompasu, który pomoże nam dokonać wyboru, właściwego kierunku. Warto byłoby zastanowić...
Mapa codzienności.

Mapa codzienności.

Każdy chciałby zrozumieć sens wydarzeń, które mają miejsce w jego życiu. Kiedy poskładamy wszystkie nasze przeżycia, otrzymamy mapę codzienności. Jak ją lepiej wykorzystać? Myśląc o kierunkach, wciąż przed oczyma mam możliwości zawarte w moim życiu codziennym. Każdy z nas ,ma swoją, charakterystyczną przestrzeń – niebywałą codzienność, która pozwala pójść w wielu kierunkach. Możliwości, są szansą, dlatego warto w mądry sposób podjąć się tych możliwości, które umożliwiają nam wybór właściwego kierunku w naszym życiu. Kierunki to pewien wyznacznik dla naszego działania. Możemy je niestety przegapić i wówczas, obraz naszej codzienności, na trwałe się zmieni. Ilość kierunków, które pojawiają się, wraz z kolejnymi chwilami naszego dnia: wydarzeniami, osobami… sprawia, że nasza codzienność przypomina mapę, po której trudniej jest nam się przemieszczać, im więcej dróg mamy do wyboru. Pewnie każdy z nas chciałby mieć super instrukcję do mapy, którą posiada każdy z nas. Patrząc na naszą codzienność, możemy dostrzec, że każda chwila przynosi również jakiś drogowskaz. Potrzebujemy wrażliwości, ale nie tylko, która otworzy nas na obecne już w naszym życiu drogowskazy. Jeśli je zauważymy, to znacznie nam to ułatwi, budowanie naszej codzienności. Oprócz wszystkich chwil naszego życia, również każde wydarzenie staje się dla nas niezwykłym darem. Czy możesz, z całą stanowczością stwierdzić, że najwłaściwiej wykorzystujesz swoje życie? Włączam kolejny odcinek „Dr House” i dopiero obowiązek wypełnienia kolejnego zadania, mobilizuje mnie, by zamknąć laptopa i pomyśleć o czymś innym. Czy to ciekawy serial sprawia, że wyłączam się? Chyba nie tylko, mimo, że go obejrzałem już kilka razy. Może właśnie wygoda sprawia, że łatwiej jest wybrać opcję – nic nie robię, niż zająć się jakimś zadaniem, które nie jest jakoś, bardzo wymagające, ale jednak...
Życiowy kierunek.

Życiowy kierunek.

Czy myślisz o obecnym twoim życiu, jako o spełnieniu życiowego kierunku? Czy realizując swoje powołanie – misję codzienności, wybierasz właściwe działanie, by osiągnąć cel? Człowiek w końcu rozeznaje, jakie jest jego miejsce w świecie. Odkrywa swoje możliwości,; odczytuje też możliwości świata i buduje swoje miejsce. Staje się kimś. Przyjmując rolę, która wyrasta z jego osoby – w zależności ile ma lat, jakimi kieruje się wartościami, jakie cele są dla niego ważne, jakimi intencjami i pragnieniami się kieruje. Może w ty punkcie rozważania, warto zauważyć, że człowiek od samego początku swojego życia, aż do samego końca, boryka się z jednym podstawowym zadaniem – JAKI KIERUNEK OBRAĆ W ŻYCIU? Stać się „kimś” dzisiaj, to zasadniczo żaden problem. Możemy w zasadzie popróbować wszystkiego i w końcu odnaleźć swoje miejsce. Tylko, czy wybór kierunku, kończy zasadnicze zadanie życiowe? Młodzi ludzie cieszą się, że znajdują życiowego partnera, że układają sobie życie – mają pracę, dom, pieniądze… Czy to wszystko wystarczy, aby stwierdzić: zrealizowałem swój życiowy kierunek. Przecież kierunek – to jakaś droga, którą pokonując kiedyś, mogę odnaleźć swój cel i tam go zacząć realizować. Zatem, czy to kierunek – droga jest naszym życiowym celem, czy raczej to, co mogę znaleźć dzięki obranemu kierunkowi, dzięki drodze, którą pokonuję? Jeśli obieram jakieś powołanie, staję się KIMŚ, to aż, albo, tylko jedynie znajduje kierunek w tym momencie, dzięki któremu dokądś mogę zmierzać. Zastanawiając się nad wyborem życiowego kierunku, raczej bardziej powinniśmy zastanowić się nad tym, jak ten życiowy kierunek powinienem w swojej codzienności realizować. Zatem ważne jest to KIM się staję, ale chyba jeszcze ważniejsze jest to JAK, KIMŚ się staję. Wybór życiowego kierunku to nie tylko...
Życie „offline”.

Życie „offline”.

Czy mógłbyś nie korzystać ze swojego telefonu, komputera, tabletu, telewizora, przez tydzień lub dwa? Czy jesteś w stanie w ogóle wyobrazić sobie taki stan, jakim jest potocznie nazwany, stan offline? Czy można wyobrazić sobie życie bez takich dodatków jak telewizja, internet, z całym bogactwem social media? Myślę, że w tym miejscu, znajdzie się wielu takich, którzy nie odpowiedzą, bo po prostu nie mają takiego wyobrażenia. Po prostu nigdy nie byli offline. Trudno więc, nie mając takiej wyobraźni, stwierdzić czy jest to w ogóle możliwe. Może jednak coś się zdarzyło, że byliście przymuszeni do takiego trybu życia, choć przez moment. Wyjazd na wakacje. Wydawało mi się, że mam wszystko (w sensie komunikacji też) – roaming itp., więc nie muszę w żadnym stopniu bać się o dostęp do internetu. Jednak, było zupełnie inaczej. Roaming był, ale nie było internetu. Pojawia się w tym momencie pomysł, aby jeśli się nie uda uruchomić internetu to po prostu „z musu” będę miał kilkunastodniowe nowe doświadczenie „życia offline”. Internet w ostateczności się pojawił, ale chęć bycia bardziej offline była silniejsza, do tego stopnia, że postanowiłem spróbować. Już od samego początku, pojawiły się różnego rodzaju obserwacje. Jeśli nie masz dostępu do internetu to po prostu musisz się z tym pogodzić. Mając go, musisz jednak stawiać sobie różnego rodzaju wymagania. Ale po co? Jeśli nie masz takiej potrzeby, to żadna okazja się nie przyda. Oczywiście trudniejszą opcją jest ta, gdy coś posiadasz i w jakimś stopniu musisz z tego zrezygnować. W kontekście życia, rodzi to pewnie przemyślenia o „naturalnych hamulcach”, które każdy z nas musi posiadać, gdy zanim coś przyswoimy do naszego życia, powinniśmy wiedzieć, na ile...
Na styku różnych mentalności.

Na styku różnych mentalności.

Każda rozmowa ma jakieś swoje prawa i zasady. Boimy się różnic, a okazuje się, że wcale nie to jest główną przeszkodą we wzajemnym porozumiewaniu się. Każda mentalność stanowi charakterystykę indywidualnej osobowości. Patrząc na bardzo różne osoby, niekiedy trudne do wyobrażenia jest zetknięcie się różnych mentalności. Ciekawostką jest dla mnie to, że jedne skrajnie różniące się mentalności jednak się przyciągają, a inne, nie potrafią ze sobą współistnieć. Trudno jest wyznaczyć charakterystyczne elementy, które by na to miały jakiś konkretny wpływ. Na środku stoi stół, wokół niego zgromadzone wiele krzeseł, leżaków. Warunki idealne, aby siąść i spędzić ze sobą choć chwilę. Czego jeszcze brakuje? No właśnie: ludzi, którzy dość, że zajmą swe miejsce, to jeszcze spotkają się w tym jednym miejscu, w jednym czasie. Tutaj zasadniczo zaczyna się owa podróż. Siedzę w miejscu, z którego mam panoramę całego stołu i miejsc siedzących. Już od dłuższego czasu zajmuje swoje miejsce i jedyne co mogę zaobserwować to zmieniający się przede mną pejzaż. Jedne osoby przychodzą, inni odchodzą. Jedni przysiadają na chwilę. Biorą do ręki książkę, gazetę, telefon. Inni przyjdą, rzucą jakieś słowo – pytanie i tak chwilowo trwa dialog. Są momenty poważniejszych rozmów, nieco dłuższych. Jednak najmniej jest tych momentów, w których są wszyscy i oddających się wspólnej rozmowie. Czy to jest w ogóle możliwe? Zapewne, w waszych głowach pojawiły się prawdopodobne rozwiązania dla tej sytuacji. Pewnie wiele z nich jest godnych realizacji! Różne mentalności, które charakteryzują każdego z nas, wymagają przede wszystkim jednej rzeczy. Każda osoba, która może dołączyć do miejsca rozmów, musi przede wszystkim tego chcieć. CHCIEĆ – pragnienie, które może leżeć u podstaw spotkania i rozmowy. Niczego się nie osiągnie,...
Dostępne środki.

Dostępne środki.

Udostępniasz memy, wstawiasz kolejne zdjęcia z twoim udziałem, dzielisz się znalezionym ciekawym faktem, muzyką… Czy sam wiesz, co chcesz innym w ten sposób powiedzieć? Jest mało osób, które wykorzystują tylko jeden dostępny środek komunikacji. To fale mody decydują, co obecnie jest trendy i co konkretna osoba powinna wykorzystywać. Wyścig producentów – pomysłów sprawia, że co rusz na mobilnej arenie pojawia się kolejna aplikacja, zachęcająca swoimi możliwościami i przyciągająca kolejną rzeszę użytkowników. Pomyśl – z ilu aplikacji obecnie korzystasz? Nie jestem ekspertem, ani jakimś długoletnim użytkownikiem aplikacji społecznych, ale już ten czas nauczył mnie, że wybierając jedną rzecz, inna traci na swojej wartości. Trudno być mega pomysłowym wszędzie. Albo coś potrafisz robić i starasz się w to bardziej angażować, albo próbujesz „być wszędzie” i coś jednak traci na wartości. Dobrze jest być „znanym”, „rozpoznawalnym” przez to co robisz. Pojawia się w nas „zazdrość”, że czyjś pomysł się przyjął i angażuje innych. Wówczas zastanawia nas, co my robimy, że jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji. Skoro korzystamy z różnych środków komunikacji, to co próbujemy tak naprawdę ZAKOMUNIKOWAĆ INNYM? Dostępne środki, które posiadamy, pozwalają nma na bardzo wiele. Z jednej strony zastanawia mnie to, czy rozumiemy do czego może nam posłużyć konkretna rzecz; z drugiej strony zawsze prowokuje to o zastanowienia – czy wiem, jak chcę to wykorzystać? Dowolność użytkowania dostępnych „społecznościówek” sprawia, że każdy z nas może wyrazić siebie w taki sposób, jaki tylko chce. Skoro mam „tysiące znajomych” to w jaki sposób wyróżniam się swoją osobą:  zachowaniem, zaangażowaniem, pasjami itp.? Nie muszę powielać innych; kopiować czyiś pomysłów. Oczywiście mam prawo w coś się włączyć, do czego dołączyć… Jednak czy...