Kwadrans Miłosierdzia.

Kwadrans Miłosierdzia.

Okazje niekiedy już są, ale warto się zastanowić jak je w ogóle wykorzystać. Niekiedy coś trwa zbyt długo, a nas nie stać na tak wiele czasu. Dlaczego nie szukać jakiejś alternatywy? Od godziny 15:00 następuje szczególny czas. Jest to godzina śmierci Chrystusa. Stąd z objawień Pana Jezusa wiemy, że to szczególny czas, który można wykorzystać, aby zjednoczyć się z cierpiącym Chrystusem. Godzina miłosierdzia to nade wszystko czas rozważania męki Chrystusa i wynagradzania Mu za nasze grzechy. Czas jest ważny, ale jak to niekiedy z nami bywa, nie mamy takiej możliwości, by codziennie poświęcić tyle czasu. Czy to jednak powód, by całkowicie sobie odpuścić i zrezygnować z tej pięknej praktyki? Nie rezygnuj, ale wykorzystaj tyle czasu ile możesz. Kwadrans miłosierdzia być może stanie się jakąś alternatywą, propozycją właśnie dla ciebie. Chodzi o zbliżanie swojego serca do serca Jezusa, by realizować tą szczególną rzecz, jaką jest możliwość zjednoczenia się z Chrystusem. Oczywiście nie musisz tego czasu poświęcać na koronkę do Miłosierdzia Bożego. Możesz ten czas poświęcić na coś innego, np. na to, by spojrzeć na mękę Chrystusa z perspektywy jakiegoś konkretnego wydarzenia, znaku… Może wystarczy jak na chwilę wejdziesz do kościoła, jeśli masz taką okazję, bo go mijasz. Może utkwij swój wzrok na krzyż, który wisi gdzieś w twoim pokoju, tak zwyczajnie bez słów… Miej świadomość, że ma to być czas, w którym pozwolisz Bogu na to, by cię dotknął miłosierdziem. Wystaw się na Jego działanie!...
Boży kwadrans.

Boży kwadrans.

Czy masz czas, w którym zastanawiasz się nad życiem, przyszłością, nad zadaniami, które masz realizować? Może potrzebne jest ci właściwe źródło, które możesz właśnie odkryć. Miniony czas, dosłownie kilka sytuacji, sprawiły, że się zatrzymałem. Wciąż jakieś obowiązki, zadania do spełnienia, myśli do uczesania. Wszystko to mogło ze spokojem poczekać, potrzebowałem zatrzymania. Zauważyłem, że to, co mnie najczęściej zatrzymuje, tak oczywiście pozytywnie, to ludzie, których obecność w moim życiu zawdzięczam woli Bożej. Ich historie, doświadczenia, sprawiają, że człowiek odczuwa wewnętrzną potrzebę zwolnienia z życiem, albo całkowitego zatrzymania się. To nie kwestia szoku, uczuć, czy sentymentów. To temat, który dzięki nim się pojawia dociera mocniej niż kiedykolwiek do serca, umysłu i ma swoją chwilę, swój głos. Ostatnio, może właśnie z racji jakości wydarzeń, zwróciłem bardziej uwagę właśnie na to „zatrzymanie”. Nasuwa mi się tutaj pierwszy, bardzo ważny wniosek. Jeśli coś cię porusza, budzi w tobie jakąś myśl; zachęca do działania… broń Boże, nie odkładaj tego na bok, nie porzucaj, nie gaś. To „pierwsze poruszenie” to piękna motywacja, za którą warto pójść z całym swoim życiem. To, nazwane przeze mnie „zatrzymanie” to ważna cegiełka w budowie, którą w tym właśnie momencie możesz rozpocząć. Nie zaczynaj od NIE! TO, że obecnie czytasz moje przemyślenie, to dobry znak. Coś cię ciekawi. Czegoś szukasz. Ludzie, którzy zbyt często mówią NIE, mają w sobie właśnie brak ciekawości, brak głodu poszukiwania. Bywa, że zaczynamy rozważanie jakiś spraw w naszym życiu, od zbudowania fortecy wokół siebie. Wyłączenie się z zewnętrznych spraw bywa niekiedy ucieczką, a niekiedy ludzkim egoizmem. Zamknę oczy i sprawy nie ma.  Na dłuższą metę, nie da się tak żyć. Takim działaniem możemy odebrać sobie wiele szans,...
5 palców x 3 minuty.

5 palców x 3 minuty.

Ta metoda nie jest czymś nowym, ale jej znajomość znacznie ułatwia uporządkowanie np. Naszej modlitwy. Jak w życiu można ciekawie posłużyć się tą metodą? Papież Franciszek ma często w zwyczaju dzielić się prostymi, aczkolwiek bardzo skutecznymi i pomocnymi propozycjami. Jego metoda modlitwy przy pomocy pięciu palców jest tego konkretnym przykładem. Prześledźmy najpierw znaczenie – sens tej metody w ogromnym skrócie. 1. Kciuk – najbliższy nam palec. Stąd jego znaczenie, by myśleć i przejmować się losem najbliższych nam osób. Modlić się za tych, którzy są bliscy naszemu sercu, drodzy dla naszego życia. 2. Palec wskazujący – on wskazuje, posługujemy się nim, by coś wskazać, dlatego ma przypominać nam o tych, którzy coś w naszym życiu wskazują – nauczycieli, księży, bohaterów. Te osoby potrzebują naszej modlitwy, by mogły wskazywać nam właściwą drogę postępowania. 3. Palec środkowy – najdłuższy, najwyższy, powinien przypominać nam o naszych rządzących. To od nich zależy los naszego kraju i naszej osoby. Ci, którzy nami kierują szczególnie potrzebują Bożej mądrości. 4. Palec serdeczny – najsłabszy palec. Przypomina nam, by pamiętać o najsłabszych, chorych, błądzących, nie radzących sobie z problemami. Przypomina nam też, że powinniśmy modlić się za nasze rodziny, małżeństwa, bo na tym palcu najczęściej małżonkowie noszą obrączki. 5. Mały palec – najmniejszy ze wszystkich, tak mały jak my powinniśmy być wobec Boga i ludzi. „Ostatni będą pierwszymi…” To ten palec symbolizuje nas, nasze pragnienia, potrzeby. Ten palec zrozumiemy lepiej, gdy będziemy w modlitwie pamiętali o pozostałych czterech palcach. Schemat nie jest trudny do zapamiętania, wręcz przeciwnie, może stać się twórczy dla nas, jeśli postaramy się jeszcze bardziej uściślić, co może skrywać się za symbolem kolejnych palców. Możemy...
14 dni do Wielkiego Piątku

14 dni do Wielkiego Piątku

Oczekując jakiś świąt, raczej myślimy o wypoczynku, niż o jakimś konkretnym zaangażowaniu. Choć tak wszyscy domyślają się, że i tak będzie trzeba znów sprzątać i gotować. A co by się stało gdybyśmy spróbowali w inny sposób przeżyć święta Triduum?   Jak każdego roku, zbliżające się święta wywołują lawinę myśli na temat tego, jak się przygotować, co zrobić, by ten czas wykorzystać we właściwy sposób, jak zrozumieć tę tajemnicę, by czerpać z niej konkretne owoce. Pewnie wielu z was pomyśli, że ma już wystarczającą ilość obowiązków, więc dołożenie jakiś kolejnych, to raczej już lekka przesada. Chciałbym jednak zaproponować coś duchowego, nie wymagającego aż tak bardzo nakładu czasu czy wysiłku, a obiecuję, że będzie to dla was na pewno zajęcie bardzo owocne. Propozycja na czas ostatnich 14 dni przed Wielkim Piątkiem. Pójdźmy drogą krzyżową – niech codzienną dynamikę dnia, wypełni kolejna stacja drogi krzyżowej.    Gdziekolwiek spotka cię godz. 15:00. Ustaw sobie najlepiej w komórce przypomnienie o tej godzinie. Wiemy, jak ważna i symboliczna ona jest. Zatrzymaj się dosłownie chwilę o tej godzinie na rozważeniu kolejnej stacji drogi krzyżowej. Szukaj inspiracji dla kolejnych chwil swojego życia. Postaraj się, uczynić tę stację swoim przewodnikiem w ciągu całego dnia. Dobrze by było, znaleźć wieczorem czas na zrobienie również podsumowania. Dobrze byście zwrócili uwagę na to, by rzeczywiście ta konkretna stacja, była odniesiona do waszej codzienności, do konkretnych sytuacji, które obecnie przeżywacie. Gdy zobaczycie tę stację w swoim życiu, wydaje mi się, że łatwiej będzie wam ją zrozumieć i przeżyć. Nie pozostawaj tylko na rozważaniu, ale pójdź głębiej i zobacz drogę krzyżową w swojej codzienności.   14 dni… Pozostało nam tyle właśnie do Wielkiego...
Wielkopostny szlak.

Wielkopostny szlak.

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”… „Pamiętajcie, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”… Która z tych ścieżek zostanie ci zaproponowana na Wielki Post? A może odkryliście jeszcze inny drogowskaz? Oczywiście gorący czas dla mnie jest już jednak wcześniej, bo za nim ruszy tak naprawdę Wielki Post, to szukam i realizuje już zazwyczaj jakiś pomysł. Oczywiście miłe są niekiedy też zaskoczenia, dlatego pomyślałem sobie o tym, czym ewentualnie zaskoczy mnie, tym razem środa popielcowa i jaki drogowskaz zostanie mi podarowany – zadany.  Może warto by było, w duch takiego szczególnego zaufania, pójść za sugestią Bożego Ducha w tym szczególnym czasie. Już niebawem rozpocznie się czas wielkopostnego szlaku. Trwający czterdzieści dni czas, nie licząc niedziel, pełen jest różnych propozycji duchowych, które mają nas uwrażliwić na Boga oraz na nas samych. Drogi krzyżowe, Gorzkie żale, rekolekcje, brak zabaw – to wszystko dla jednych może być bardzo wymagające i trudne do zrealizowania, ale na pewno dla wszystkich ma być to czas odkrywania tajemnicy męki, śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Wielki Post jest szansą, dzięki której możemy spróbować wejść w tajemnicę. Możemy ją oczywiście, w jakimś szczególnym ujęciu odsłonić przed sobą i zatrzymać się nad tym, co Bóg nam w tym czasie podaruje. Charakter tego czasu, skłania nas do refleksji nad męką i śmiercią Chrystusa w perspektywie Zmartwychwstania. Możemy próbować zrozumieć jakieś osobiste sprawy, ale także możemy się zatrzymać nad jakimiś szczególnymi prawdami wiary, które zbliżą nas do Chrystusa i umocnią naszą z Nim przyjaźń. Droga Wielkiego Postu może prowadzić nas różnymi szlakami, ale cel wydaje się być oczywisty – wspiąć się z Chrystusem na Golgotę i mieć odwagę pójść dalej, by odkryć to,...
Tajemnice mojego życia.

Tajemnice mojego życia.

W Twojej codzienności pewnie też sporo się dzieje. Masz niekiedy wrażenie, że coś cię przerasta, że czegoś nie rozumiesz? Tajemnica zaprasza do głębszego świata, do odkrywania siebie z innej zupełnie strony. Mam kilka takich spraw, które mają miejsce w moim życiu, które są owiane atmosferą tajemnicy. Należą do tej rzeczywistości osoby, które niekiedy trudno mi jest zrozumieć, nie tylko z powodu wieku, czy poglądów, ale przede wszystkim z powodu nastawienia do różnych spraw. Są to też sprawy, w których często uczestniczę, a których też do końca nie rozumiem, bo są dla mnie tajemnicą. Nie będę skupiał się szczegółowo na jakiejś jednej, konkretnej osobie lub sprawie, ale chciałbym w was wzbudzić pytania, na które może sami spróbujecie sobie odpowiedzieć. Nazwę tę rzeczywistość „młodzi ludzie”. Spotykam ich najczęściej w szkole. Zastanawia mnie, dlaczego mimo wszystko mało jest w nich optymizmu. Wiecznie zmęczeni, po całonocnych „zadaniach”; przymuszenie do obecności w szkole, w pracy, na praktykach – raczej pragną od świata tylko jednego – świętego spokoju. Zadowolenie można przeważnie dostrzec wówczas, gdy nie muszą niczego robić. Oczywiście pewne sprawy mnie nie dziwią, ale zastanawiam się i jest to dla mnie tajemnicą, gdzie podziały się ambicje niektórych i ich optymizm. W wielu sytuacjach bardziej walczę z ich zniechęcenim niż z jakimiś poglądami, czy podejściem do spraw. Niekiedy aż do przesady, mocno stąpają po ziemi. Może życie, może trudności ich przygniatają? Może dlatego, że nie potrafią sobie z czymś poradzić, a przy okazji czegoś od siebie jeszcze wymagać? Jest to dla mnie wciąż tajemnicą, jak różni bywają ludzie, jak różne jest ich podejście do świata, do pracy, do Boga… Druga tajemnica dotyczy prostej sprawy. Mijając ludzi,...
Bóg jest po mojej stronie.

Bóg jest po mojej stronie.

Czy to czego pragnie dla Ciebie Bóg, jest też Twoim planem na życie? Ilu z nas traktuje wolę Bożą jako „intruza” burzącego nasze plany na codzienne życie. Zanim przejdę do rozważania, chcę cię zaprosić, abyś zastanowił się – jaka jest wola Boże względem twojej osoby. Czego pragnie od Ciebie i tylko od Ciebie Bóg, byś się tego podjął w życie. To kim jesteś, jacy jesteśmy, co robimy, czym się interesujemy – zdobywamy dzięki tworzeniu naszego życia dzień po dniu. Możemy jednak sobie pogdybać – co by było, gdybyśmy urodzili się np. w innym kraju, bardziej bogaci lub biedni, mając inne możliwości? Czy bylibyśmy tymi samymi osobami, jakimi jesteśmy? A czy to, jacy obecnie jesteśmy, jest prawdą, jest właściwą wersją mojego życia? Oczywiście powyższe pytania są raczej odpowiedzią wobec tego, co MY robimy ze swoim życiem – jak nim dysponujemy. Człowiek, który pragnie rozpoznać, jak a jest wola Boża, myślę że często może zadawać pytanie: co chciałby Jezus, bym w tym momencie uczynił. Nasz stosunek względem woli Bożej, może być trojaki. Pierwszy obraz to rozstaje dróg, gdzie jedna droga to jest Boża propozycja, a druga moim wyborem. Każda z tych dróg wiedzie w zupełnie innym, własnym kierunku. Drugi obraz to dwie, równoległe do siebie drogi. Biegną one w swojej bliskości, jednak widać, że choć prowadzą w jednym, tym samym kierunku, to są od siebie w dużym stopniu niezależne. Trzeci obraz to węzły dróg na autostradzie, które choć są bardzo zawiłe, to jednak łączą ze sobą wszystkie te drogi –  Bożą propozycję i mój plan. Powinniśmy użyć odpowiedniego narzędzia, jakim jest DAR ROZUMU, aby przeniknąć tajemnicę, jaką jest dla nas niekiedy...
Życiowy cel.

Życiowy cel.

Przychodzą w życiu takie momenty, w których zadajemy sobie pytanie – co dalej? Co mam robić w życiu? Odnosi się to względem niekiedy najbliższej chwili, a niekiedy względem dalekiej przyszłości. Nasza codzienność bywa tajemnicą. Z dnia na dzień odkrywamy różne tajniki naszej codzienności – zarówno te, dotyczące naszej osoby i naszego środowiska, jak i też osób biorących udział, w różnym stopniu, w naszym życiu. Dzięki różnym doświadczeniom, poznajemy siebie i odkrywamy np. na co nas rzeczywiście stać. Nie dokonuje się to jednorazowo, ale odsłaniamy kolejno, różne części naszego życia, niekiedy bardzo skomplikowanej układanki. Zastanawiałem się ostatnio, w odniesieniu do swojej osoby, kiedy tak naprawdę zakończy się ten proces odkrywania. Jeśli mam być szczery, to tak naprawdę, wolę opcję powolnego odkrywania tajemnicy swojego życia, powolnego odkrywania nowych szans i możliwości. Dlaczego tak? Dla mnie to okazja do lepszego przeżywania swojej codzienności i głębsze włączenie się w różnego rodzaju wydarzenia, które mają miejsce w mojej codzienności. Oczywiście pojawiają się momenty, w których stwierdzam: „Szkoda, że teraz to dopiero wiem; czemu to tak późno odkryłem itp.” W imię takiego rozumowania, dla mnie chwila tłumaczy chwilę, a więc, by rozpoznać co zrobić, czemu się oddać, potrzeba uważnego rozeznawania każdej chwili życia. Nadal oczywiście pozostaje dla mnie tajemnicą to, co będzie się działo np. za rok – co odkryję, co zrozumiem i w co będę wówczas zaangażowany. Ufam jednak, że podążając do tego punktu, będę coraz bardziej odkrywał tę chwilę i to, co w niej, z mojej strony będę realizował. Nasze predyspozycje również bardzo często odkrywamy w kontekście sytuacji, które przeżywamy. To właśnie niekiedy jakieś konkretne wydarzenie, mobilizuje do uruchomienia konkretnych zdolności, myśli i konkretnych...
Dwa stosy.

Dwa stosy.

Jakbyś miał ułożyć dwa stosy – jeden symbolizujący wszystkie wykorzystane dary, a drugi te stracone, zmarnowane, to który z tych stosów mógłby być w twoim przypadku największy? Bardzo podoba mi się krótka historia bł. Chiary Luce badano, dotyczące jednego wydarzenia z jej dzieciństwa. Jej mama widząc ile Chiara ma zabawek, powiedziała do niej, że byłoby dobrze, gdyby się nimi podzieliła z bardziej biednymi dziećmi. Początkowo Chiara nie była chętna, by to zrobić. Jednak po jakimś czasie z jej pokoju słyszalny był głos: „jedno dla mnie, jedno dla nich”. Zaciekawiona sytuacją mama weszła do pokoju i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła dwa stosy zabawek – stare po jednej stronie, a po drugiej drugiej stronie nowe zabawki. Mama przyniosła worki i widzi, jak Chiara pakuje nowe zabawki do worka. Zdziwiona, pyta Chiarę, czy jest tego pewna. Chiara odpowiedziała: „nie można tym dzieciom dać starych zabawek, trzeba właśnie dać te najlepsze, nowe”. Ułożenie takich stosów może udzielić nam różnych lekcji. Bo do zmarnowanych sytuacji mogą dołączyć również te, w których człowiek uczestniczył, a nie tylko te, których nie zauważył, czy nie chciało mu się w nie angażować. Choć nie możemy do pewnych spraw powrócić, czy podjąć się ich po raz kolejny, to nawet te zmarnowane dary, mogą jednak stać się jeszcze w jakiś sposób dla nas, na nowo, darem. Nie przekreślajmy zupełnie minionych, czy zmarnowanych okazji. To, co w wyniku jakiś sytuacji straciliśmy, też może nas czegoś nauczyć, a na pewno uwrażliwi nas na aktualne okazje, szanse do wykorzystania. Chyba, że kompletnie przekreślimy wszystko i postawimy wysoki mur wokół własnego życia. Możemy zawsze podzielić się zdobytym przez nas doświadczeniem z innymi, by innych...
Dlaczego ja?

Dlaczego ja?

Na ile sytuacji, w twoim życiu się zgadzasz, a wobec jakich jesteś zbuntowany i zadajesz to pytanie: „dlaczego ja?” Może dlatego, że jakiegoś daru nie rozumiemy, trudno nam jest zrozumieć, że to w ogóle jest dar. Najtrudniejszy moment w codzienności? Kiedy pragnienia zderzają się z rzeczywistością i okazują się skrajnie różne. Czy oczekując od jakiejś sytuacji konkretnych, upragnionych przez ciebie efektów, w prosty sposób zgadzasz się na to, co faktycznie przyniesie twoja codzienność? Nie wiem jak często z taką sytuacją masz do czynienia, ale pewnie masz swoje doświadczenia z takimi sytuacjami. Młody człowiek rozpakowuje prezent, który otrzymał na wigilię. Widać po nim, że liczy na spełnienie się jego prośby. Jednak po otwarciu do końca prezentu, jego mina zrzedła i pojawiło się ogromne rozgoryczenie. Oczekiwania były inne, a rzeczywistość stała się jeszcze inna. I to, brzmiące bardzo dramatycznie pytanie: „dlaczego ja?” Ta sytuacja, może nie ma aż takiej wartości życiowej, ale i tak trudno przyjąć właśnie te sytuacje, które w jakimkolwiek stopniu są przeciwne naszym pragnieniom, oczekiwaniom. Może to nie jest jakieś dziwne, ale pytanie: „dlaczego ja?” pojawia się wobec tych zdarzeń, które są trudne, wymagające, oczekujące od nas jakiejś ofiary – poświęcenia. Nigdy to pytanie nie pada natomiast w sytuacjach, gdy nam się poszczęści, gdy coś otrzymujemy dobrego… Najwyraźniej, to co trudne w naszym życiu, nie rozumiemy jako dar, ale raczej jako karę. Przez taki sposób myślenia, sami czynimy sobie krzywdę, bo to, co trudne, czy wręcz bolesne, natychmiast wywołuje w nas bunt – sprzeciw. Taki punkt widzenia tych sytuacji sprawia, że nawet sobie nie wyobrażamy, że w tym, co trudne, możemy znaleźć coś pozytywnego, jakiś dar, który może nas...
Dar codzienności – ciekawe lekcje.

Dar codzienności – ciekawe lekcje.

Tak wiele się dzieje w naszym życiu, że często możemy przeoczyć ważne dla nas sprawy. Jak zatem rozumieć rytm życia codziennego, by odkryć że codzienność jest dla nas rzeczywiście darem? Święta, święta, uroczystości, wydarzenia, nowy rok – sporo ostatnio się działo. Wielu już pewnie o tym wszystkim zapomniało. Pomyślałem sobie, czy aby nie za wiele tego wszystkiego miało miejsce w naszym życiu, w tak krótkim czasie? Czy nie jest czasami taka kondensacja różnych spraw, że nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego po ludzku ogarnąć? Czy jestem w stanie przeżyć wszystko we właściwy sposób, skoro mam tak wiele rzeczy, w których uczestniczę? Co zrobić, by nie utracić tak cennych doświadczeń, które są obecne w moim codziennym życiu? Pierwsza spraw, którą zrobiłem, to skrótowe podsumowanie każdej ważnej rzeczy, która mi ostatnio towarzyszyła, a w związku z świętami były to następujące treści: – była adwentowa lekcja milczenia i czuwania – Pasterka – uczyła mnie wychodzenia ku Bogu i ludziom – św. Szczepan uczył mnie przyjmowania w imię Boga trudnych doświadczeń – św. Jan uczył mnie miłowania Boga – święci młodziankowie uczyli mnie niewinności – święta Rodzina – uczyła mnie mieć wciąż Jezusa pomiędzy – Bożej rodzicielki – była to dla mnie lekcja macierzyństwa – nowy rok – później odkryłem, stał się lekcją odwagi, stawiania nowych wymagań sobie i innym Lubię mieć poukładane w logiczną całość różne wydarzenia, bo wówczas łatwiej jest mi uchwycić to, co jest istotą jakiegoś wydarzenia. Pomyśl, czy w kontekście twojej codzienności, możesz zrobić również podobne podsumowanie i wyznaczyć sobie jakiejś punkty do realizacji, do osiągnięcia? Znając te rzeczy, bardziej wyraźnie będziesz widział, czego masz się uchwycić w twojej...
Największy dar.

Największy dar.

Ufam, że rozglądasz się w swoim życiu i dostrzegasz różne dary – te które są w tobie, te które istnieją wokół ciebie. Ich ilość jest zdumiewająca, ale jeśli byś miał stwierdzić, który jest dla ciebie najcenniejszy, to potrafiłbyś go wskazać? Za mną jest już jakaś historia życia. Przeżyłem wiele, bardzo różnych doświadczeń, które miały na mnie i mają nadal, ogromny wpływ. Jest też wiele rzeczy, które nie potrafię zrozumieć, ani nazwać, ponieważ nie wiem, co miałyby znaczyć te historie dla mnie. Często minione doświadczenia, poznajemy dzięki wydarzeniom, które mają miejsce w teraźniejszości i stają się one dla nas cennym darem – choć starym, to jednak nowym. To, co obecnie wydaje się być dla mnie najcenniejsze, nie musi być takie do samego końca mojego życia. Trochę to niekiedy przypomina stale aktualizującą się listę, ważnych  dla nas spraw. Tak jak priorytety zmieniają się nam pod wpływem wydarzeń, w których uczestniczymy, tak lista „największych darów” możemy aktualizować w kolejnych latach naszego życia, dzięki temu, co uda nam się przeżyć, odkryć. Ale niekiedy mamy taki szczególny dar, który czujemy, że jest dla nas najcenniejszy i że jego wartość nigdy nie ulegnie zmianie. Oczywiście trudno nam jest zrobić jedną listę, największych darów, bo czujemy, że zestawienie duchowych darów z fizycznymi – materialnymi, jakoś zbytnio nam nie pasuje. Same listy, tak naprawdę nie są ważne. Istotne jest to byśmy mieli świadomość istnienia tego najcenniejszego daru w naszym życiu. Myślę, że i ty zdajesz sobie sprawę z tego, że w bardzo prosty sposób można utracić dary, przede wszystkim z powodu strachu, by ich użyć. Oczywiście to nie dar jest kruchy, ale człowiek, który ma możliwość posługiwania się...
Pakiet startowy.

Pakiet startowy.

Warto mieć coś na początek. Mamy w rzeczywistości duchowej taki właśnie pakiet startowy, który otrzymujemy w sakramencie Chrztu, jak i też później w sakramencie Bierzmowania. Co z nim zrobić w takim razie? Wydaje mi się, że każdy z nas ma swoje własne skojarzenia z darami. Jednym z wielu, które mam, jest właśnie skojarzenie z darami Ducha Świętego.  Trzy sakramenty: Chrzest, Bierzmowanie, Komunia Święta – to sakramenty wprowadzające – inicjacji chrześcijańskiej. Posiadanie ich sprawia, że pełniej możemy się angażować w swoje życie, odkrywać głębszy wymiar naszej codzienności – relacji, myśli i działań.  Dary, które otrzymujemy od Ducha Świętego są jakby „pakietem startowym”, który wprowadza nas w przygodę życia. Mamy te dary, ale czy zdajemy sobie sprawę z ich obecności, funkcji i możliwości? Zwróćmy uwagę na dwie szczególne funkcje darów: 1. Podtrzymują życie moralne chrześcijan 2. Dopełniają i udoskonalają cnoty tych, którzy je otrzymują Te dwie chociażby funkcje, podpowiadają mi, jak ważne jest to, aby współpracować z Duchem Świętym i Jego darami. Wiedząc co te dary mogą uczynić we mnie, dla mnie, ważne by było posiadać właściwe rozeznanie w tych darach – wiedzieć czego wymagają, do czego konkretnie nas zobowiązują. Kombinacja w łączeniu i posługiwaniu się darami, zbliża nas do Boga, do właściwej realizacji wiary, ale również prowadzi do zrozumienia sensu naszego życia, misji którą mam wypełniać, oraz do poznania i przyjęcia woli Bożej względem każdego z nas. Obecność darów, to nie kwestia zadań, które za nimi stoją, a raczej łaska, która spływa na każdego człowieka, który „dotknie przynajmniej tych darów”. Jeśli coś się w nas tli – jakaś myśl, pragnienie, jakiś cel, to dary obecne w nas, mogą podtrzymać życie...
Promocja na dary.

Promocja na dary.

Z życiem jest trochę jak z zakupami. Zamiast produktów, w koszyku wkładasz tam odkryte wokół siebie dary. Co znajdziesz w swoim koszyku? Obraz zakupów nie trzeba jakoś wam szczególnie przedstawiać. Idziemy by kupić to, czego najbardziej nam brakuje, co jest koniecznie dla przyrządzania różnych rzeczy. Koszyk z czasem się zapełnia, a my szczęśliwi wracamy do domu. Po powrocie do domu, zakupy odkładamy w odpowiednie miejsca i z czasem korzystamy z nich, w miarę potrzeby. W życiu codziennym otacza nas wiele darów, a przeżywając różne historie – doświadczenia, stajemy się ich posiadaczami. W innych sytuacjach sięgamy „w odpowiednie miejsce po nasze zakupy” i w jakiś konkretny sposób, zaczynamy posługiwać się naszymi darami, stwarzając nowe historie, nowe doświadczenia. Dary przechowujemy w różnych miejscach. Niektóre odkładane są w naszej pamięci i ubogacają naszą wiedzę i doświadczenie. Inne skrywamy w naszym sercu, pozwalając, by w nas promieniowały dobrymi uczuciami i emocjami. Inne jeszcze wkładamy w nasze dłonie, praktycznie zaraz po ich otrzymaniu, by wprowadzić je w czyn, starając się nimi posłużyć jak narzędziami, Właściwą postawą jest ta, kiedy dar rzeczywiście służy, czy to nam, czy innym. Nie ważne. Byleby tylko rzeczywiście działał, a nie pozostał gdzieś w niedostępnym miejscu lub został całkowicie zaprzepaszczony. Dary funkcjonują w nas tak długo, jak długo staramy się nimi rzeczywiście posługiwać. Kiedy ich nie wykorzystujemy, grozi nam, że je w jakiś sposób utracimy i trudno będzie na je w jakikolwiek sposób odzyskać. Dary to nie tylko przedmioty, nie tyko jakieś doświadczenia. Darem są dla nas spotkane osoby, wydarzenia w których uczestniczymy, obrazy z życia wzięte, które nas otaczają, słowa które ktoś do nas wypowie, chwila relaksu przy dobrym...
Nadzieja – dobrym kierunkiem.

Nadzieja – dobrym kierunkiem.

Każdy z nas ma złożone w sercu przez Boga szczęście. Nadzieja odpowiada dążeniu do tego szczęścia. Jaki kształt przybrało to ostatnio w moim życiu?  Zderzając się z codziennością, człowiek nabija sobie nie jeden raz ogromnego guza. Nie ma co udawać – bywa niekiedy bardzo ciężko i nie sposób poradzić sobie tak zwyczajnie, po ludzku. Poddać się? Bez przesady, to żaden sposób na przeżycie codzienności.  Kiedyś czytałem, że biegacze (szczególnie ci długodystansowi) trafiają na tzw. „ścianę”. Moment, w którym ciało odbiera całkowicie siły na to, by biec dalej. Potrzeba w tym momencie ogromnej walki ze swoimi myślami, aby biec dalej. Fizyczny, psychiczny, bunt całego organizmu, który wywołany jest pewnymi brakami substancji w organizmie (jak chcecie poznać więcej, proponuje przeczytać fachowe artykuły) uniemożliwia człowiekowi uczynienie kolejnego kroku. Myślę, że nie trzeba być biegaczem, by i w życiu trafić na podobą ścianę, która odbiera nam siły do realizacji różnych obowiązków, planów, życiowych celów. Tutaj właśnie wkracza na scenę nadzieja. Mając w sercu, złożone przez Boga szczęście, podpowiada nam ono, że mam iść dalej, że mam pokonać obecną trudność, by zrobić chociażby jeden krok, ale naprzód. Już kiedyś o tym wspominałem, ale o to by tutaj właśnie chodziło, używając szczęścia i nadziei – znudzony tym, co nie do końca było pozytywne w moim życiu, uczyniłem krok – próbę odkrywania i realizowania pozytywnych kierunków. Pojawia się tutaj ciekawy schemat pt. „składniki nadziei” PRAGNIENIE DOBRA NADPRZYRODZONEGO CZYLI BOGA Wielokrotnie zdziwieni jesteśmy naszymi osiągnięciami. Wybitne plany i cele, a rezultat mizerny. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ pragnienia, które posiadamy są bardzo ludzkie, a często bardzo przyziemne. Jeśli nie wznosimy się na wyżyny naszych możliwości to i osiągnięcia też nie sięgają daleko....
w butelce…

w butelce…

Odnalezienie przesłania swojego życia, niektórym zajmuje całe życie. Inni mają je na wyciągnięcie ręki, ale nie zdają sobie z tego sprawy. Jeszcze inni, realizują coś, ale nie do końca wiedzą, w czym tak naprawdę uczestniczą. Wiem, że wstęp jest dość enigmatyczny, jak zresztą cała moja przygoda z nadzieją. Jak to było z moim odkryciem nadziei. Wracam tak naprawdę pamięcią do dawnych lat, bo było to mniej więcej w 2003 roku. Zostałem wyświęcony i otrzymałem dekret na pierwszą parafię do Chodzieży. Pierwsza podróż życia – odkrywanie tajników życia kapłańskiego. Oczywiście, co jest też z tym związane – bycie z innymi osobami. Tak rozpoczęły się różne akcje z młodzieżą. Po dłuższym czasie, szczególnej współpracy i przeróżnych działań, pojawił się pomysł. Może warto, aby prowadzić coś w internecie – rozważać codziennie słowo i podawać innym krótką refleksję, jako codzienny kierunek. Jak nazwać ten kierunek działań, jak go realizować. Pojawił się wśród młodzieży temat, niestety nigdy nie zrealizowany – gazetki młodzieżowej. Pojawiła się okładka, pomysł na to, jak to zacząć, a co najważniejsze, pojawił się też szczególny – wspólnie ustalony nagłówek – tytuł gazetki, a była nią… NADZIEJA. Pomysł był super, ale chyba zbyt mało sił do tego, aby go zrealizować. Jednak cel spodobał mi się na tyle, że miałem już gotowy nagłówek dla swojej strony. Stąd pojawiła się Nadzieja, czyli la speranza. Oczywiście to nie jedyny motyw powstania strony. Na początku mojego kapłaństwa, stwierdziłem, że dobrze by było, nadać temat pobytowi w tej konkretnej parafii. Pierwszy pomysł, który pojawił się w mojej głowie, to były cnoty. Dlaczego nie skupiać się i nie mówić, jak najwięcej o nich, w poszczególnych parafiach, starając się...
po prostu Nadzieja.

po prostu Nadzieja.

Ile razy słyszałeś, bądź sam używałeś tego słowa, w kontekście różnych sytuacji? Nadzieja – to słowo, które ma wiele oblicz. Czy znasz je? Kiedy czytam różne definicje słowa: nadzieja, zamiast odnajdywać odpowiedź i jakąś jasność, mam wrażenie, że temat coraz bardziej się zaciemnia. Wynika to chyba przede wszystkim z ludzkiego rozpatrywania tego tematu. Choć nadzieja wydaje się jedna, to jednak kwestia jej interpretowania, ogromnie wpływa na to, w jaki sposób jest ona przez nas realizowana. NADZIEJA JEST OCZEKIWANIEM CZEGOŚ WOBEC PRZYSZŁOŚCI. Każdy z nas powołując się na nadzieję, oczekuje czegoś od przyszłości. Jeśli jednak ujmiemy to z perspektywy ludzkiej, zakładamy tylko to, że chcielibyśmy, by coś się wydarzyło wobec naszej potrzeby.  Przeżywając ból, mamy nadzieję, że on minie – nie wiemy, że tak się stanie, jedynie mamy takie oczekiwanie. Zatem po ludzku, nadzieja jest oczekiwaniem lepszej przyszłości, której jednak nie jesteśmy pewni. Jeśli nasze oczekiwanie się spełni, wówczas mówimy o wypełnieniu naszej nadziei. Tylko, czy ona rzeczywiście była prawdziwa i wypełniła się? Ludzka nadzieja jest tylko pragnieniem, oczekiwaniem spełnienia się, naszych pragnień. Zatem grozi nam życie pustą nadzieją, za którą niczego nie ma – nadzieja bez pokrycia. Trochę okradamy się z prawdziwej nadziei, kiedy próbujemy żyć jej tylko namiastką.  Co się dzieje tak naprawdę, gdy żyjemy tylko ludzką nadzieją? W pierwszym rzędzie, niestety sami sobie nie wierzymy. Ile razy np. kupowaliście los w grze z dużą kumulacją i mieliście mieszane myśli – tym razem uda mi się – a za chwilę – ja nie mam szczęścia, pewnie mi się znów nie uda. I za chwilę pojawia się to stwierdzenie – mam nadzieję, że mi się jednak uda wygrać. Druga...
Patrz dalej.

Patrz dalej.

W życiu codziennym, zderzamy się z różnymi trudnościami. Próbujemy stawić im czoła i w jakiś sposób sobie poradzić. Czy nadzieja może nam w tym, w jakiś sposób pomóc? Kiedy dotyka nas trudne doświadczenie, bardzo często jest nam trudno zobaczyć coś więcej niż tylko tą trudność. Wydaje nam się, że ktoś zamknął nas w jakimś pokoju, z którego nie ma wyjścia. Pozbawieni perspektyw, jeszcze silniej odczuwamy przeżywaną trudność. Jeśli „pozwolimy”, by ta trudność urosła w naszym myśleniu do niewyobrażalnej wielkości, wówczas odczuwamy przeciążenie sytuacją – wciąż o niej myślimy, stale ją odczuwamy, a wszystko co dzieje się wokół nas, stale nam o tym przypomina. Wydaje nam się, jakby poza tą sprawą, nic innego nie istniało. Myślę, że bez przesady opisałem stan, który wielu z nas odczuło podczas dokonującego się w naszej codzienności, jakiegoś mniejszego lub większego dramatu. Nie ma gotowego rozwiązania, a jedynie początek od którego możemy pójść w bardzo różne strony. Właśnie moment przeżywanego dramatu, potrzebuje Nadziei. Staje się ona jak światło w ciemności. Nawet delikatny promień, stanowi już jakiś punkt odniesienia, jakiś dla nas początek. Nie przeżywam obecnie jakiś dramatów, ale doświadczam często sytuacji, które są mi przeciwne, burzą mój wewnętrzny porządek. I po ludzku wiedzę, jak łatwo wpaść w pułapkę – by zatrzymać się i grzebać w jakiejś sytuacji. Wówczas trudno jest zachować pokój i czekać na jakieś rozwiązanie. Nadzieja, w takiej sytuacji, staje się początkiem. Dla mnie pojawienie się nadziei to moment, w którym odpuszczam – zostawiam jakąś sytuację za sobą. Przestaje się nad nią zastanawiać, rozdrapywać i szukać ewentualnych powodów. To tak, jakbym idąc drogą, zostawił tę trudność, gdzieś przy drodze i postanowił iść dalej, bez zbędnego...
Bliźni – spotkanie z Bogiem.

Bliźni – spotkanie z Bogiem.

Jak człowiek może stać się dowodem na istnienie Boga? Jak nauka Jezusa o bliźnim, może sprawić, że na swojej drodze spotkamy Boga? Często przypominam sobie myśl biblijną: „gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich” i staram się żyć tymi słowami w sposób konkretny.  Nauka Jezusa prowadzi do spotkania z Bogiem, ale ta droga prowadzi przez kilka punktów, a jednym z nich jest właśnie BLIŹNI. „Byłem nagi… spragniony… głodny… chory… itd. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Czy w innym miejscu: „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” W zasadzie całą tą myśl, można by było przedstawić samymi fragmentami. Warto do nich sięgnąć – rozważyć. Jednak poszukajmy klucza, aby to wszystko zrozumieć i złożyć w jedną całość. Każdy człowiek jest ważny dla Boga, bo jesteśmy Jego umiłowanym stworzeniem. Dzięki bliźniemu, mogę odkrywać obecność Boga. By wcielić Słowo w czyn, Ewangelię w życie, potrzebujemy człowieka, wobec którego skierujemy nasze działanie. Wcielona miłość, musi mieć konkretny kierunek. Kochając bliźniego – nasza miłość nie zatrzymuje się tylko w tym punkcie, ale idzie dalej, odkrywając Boga. Bliźni, kimkolwiek jest, jest pomocą abyśmy mogli czynić dobro, przebaczać, pomagać, nawracać się… Dzięki bliźniemu mogę swoje życie skierować ku Bogu, Jemu oddać się całkowicie i odkryć Go również w drugim człowieku, nie tylko w sobie.  Po wspólnocie, Słowie, Eucharystii, dotarliśmy do momentu, gdzie przestrzenią, w której mogę znaleźć Boga jest każdy człowiek. To ciekawe, że skoro jest On we mnie, że jest w drugiej osobie, to powinienem Go odkrywać również POMIĘDZY NAMI. Widząc Boga w człowieku, pomaga mi to, zobaczyć w każdej osobie Boga. To zadanie jest dla...
Pan z wami.

Pan z wami.

Była już wspólnota, Słowo… Kolejną przestrzenią, w której mogę odkryć obecnego Boga, jest Eucharystia. Zwracam uwagę na proste i szczególne sformułowanie, które istnieje w Eucharystii, które może nam pomóc odkryć, że On jest. Dziś jest jedno, bardzo ważne wydarzenie, które chrześcijanie opuszczają bardzo często. Jakie są powody takiego zachowania? Wydaje mi się, że jednym z wielu powodów, przez które, różne osoby nie chodzą na Eucharystię, to brak zrozumienia tego wydarzenia. Monotonia, powtarzalność, monolog księdza, brak dynamiki, nuda… – to wytłumaczenia, które można najczęściej usłyszeć w sprawie nie uczestnictwa we Mszy. Mają odwagę wyrazić swój sprzeciw, ale czy mają odwagę znaleźć chociażby jeden powód, aby w niej uczestniczyć i pójść samemu za tym argumentem. Ja mam dwa zasadnicze powody. Jednym z nich jest to, że mogę być blisko Boga, mogę Go słuchać i się Nim karmić. Kolejnym z nich jest fakt, że Eucharystia jest dla mnie jak latarnia – oświeca przeszłość, teraźniejszość i przyszłość i pomaga zrozumieć życie, ale również umożliwia mi stawiać sobie nowe cele do zrealizowania. Lubię ten jeden, szczególny element w Eucharystii, który jest u początku kolejnej części Mszy, jakby refren pomiędzy kolejnymi zwrotkami tego szczególnego wydarzenia. Mam na myśli tytuł tego artykułu: „Pan z wami”. Zwróciłeś uwagę na to zdanie? Wiesz ile razy i kiedy występuje? Pomyśl chwilę o tym, zanim przeczytasz dalej. Od samego początku Eucharystii, kapłan przypomina, albo ogłasza tę szczególną prawdę – że Bóg jest, że jest obecny w tym momencie. Niby takie proste zdanie, ale zawiera w sobie szczególną, ważną prawdę, która nieustannie powinna ożywiać naszą wiarę. To ciekawe, że tak krótkie sformułowanie, może nieść tak wiele pozytywnego ładunku. Każdy ważny punkt Eucharystii, rozpoczyna...