Zdobyty przez Słowo.

Zdobyty przez Słowo.

5 Niedziela zwykła –  Łk 5, 1-11 Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim. Zdobyty przez Słowo. Wiele osób idzie za Jezusem, bo Jego słowa porywają ludzi. Nie są to kolejne prawa, nakazy, nie jest to też moralizowanie. Jest w tym co On mówi coś innego. Co? By odpowiedzieć sobie na to pytanie, spójrzmy dzisiaj na zwyczajny dzień, normalną sytuację i postać Szymona, bo on dziś został szczególnie wyróżniony i na nim zostaje poniekąd pokazany temat o którym chciałbym wspomnieć. Szymon, zwyczajny rybak. Po całej nocy,...
Stały wzrost

Stały wzrost

Każde powołanie stawia człowiekowi zadanie. Zadaniem tym jest życie w Chrystusie, czyli ciągły wysiłek i praca żeby stać się dzieckiem Bożym.   Nasze życie ma tak wiele możliwości, że w jakimś momencie swojej codzienności, możemy odkryć, że punkt, w którym się znajdujemy, nie jest ostatecznym miejscem dla nas. Uświadamiamy sobie, że nasz punkt jest gdzieś indziej i rozpoczynamy podróż w celu odkrycia swojego faktycznego miejsca. Konkretne doświadczenia w naszym życiu pokazują, że wciąż istnieje możliwość jakiegoś pogłębienia tego, czym żyjemy, jak myślimy, jak działamy, czego pragniemy… To wskazuje, że nasze życie jest nieustannym odkrywaniem woli Bożej względem nas – odkrywaniem swojej, właściwej wersji życia. Nie chodzi o to, by poprzez formację osiągnąć stan zadowolenia ze swojego życia, ale o to, by dojrzewać, doskonalić się, wzrastać i przynosić właściwe dla naszego życia owoce. Na pewno i tutaj, w formacji przyda się systematyczność, praktyka, poukładany proces, wolność i cierpliwość. Ludzki, a Boży pułap życia.   Po ludzku osiągamy w życiu jakiś status – rodzina, praca, jakieś dobra materialne… Moż nam się wydawać, że osiągnęliśmy swój najwyższy pułap. ale, czy w sensie materialnym, czy duchowym, osiągamy po ludzku maksimum na które jest nas rzeczywiście stać? Czy może, stać nas na więcej? Wciąż możemy wyznaczać sobie nowe cele i dążyć do jego osiągnięcia. Jednak poddanie się woli Bożej, nie musi prowadzić do zdobycia kolejnej rzeczy, ale może być poświęceniem całego swojego życia, by zrozumieć jedno, by zgłębić coś, co zostało nam w życiu udzielone.  Boży pułap, nie musi oznaczać że będę biedniejszy niż teraz, lub bogatszy. Pułap Bożej woli, może zaprosić mnie do głębszego przeżywania jakiejś sprawy. Stąd formacja, może mi pomóc w...
Boży plan i droga.

Boży plan i droga.

4 Niedziela zwykła – Łk 4, 21-30 Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?» Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum». I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman». Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.  Boży plan i droga. Wciąż jesteśmy na początku działalności… Jezus po chrzcie w Jordanie i pobycie na pustyni wraca do Galilei, aby głosić nadejście Królestwa Bożego. Przychodzi do Nazaretu i objawia słuchaczom swoje posłannictwo i wypełnienie obietnicy Boga.  On pragnie być dla wszystkich. Przychodzi nie czyniąc różnic, nie przekreślając nikogo. On pragnie być Bogiem wszystkich. Bóg w różny sposób do nas dociera. Przytoczone historie w dzisiejszym fragmencie ukazują, jak trudne niekiedy jest dotarcie do tych, którzy...
II/2019 – drabina – rozwój

II/2019 – drabina – rozwój

drabina – rozwój Mamy różne cele. Dotyczą one jednej sytuacji, dnia, roku, życia. Nasze życie zmierza ku wieczności, a świętość to nasz podstawowy cel. Drabina, jako symbol formacji – rozwoju, wraz z szczeblami, symbolizującymi różne sfery życia, pomaga nam wspiąć się na jakiś konkretny poziom. Jaką drabinę stawia ci obecnie Bóg? Po jakich, konkretnych szczeblach masz się wspinać? Na jaki poziom chce On wynieść twoje życie? Wokół tych wszystkich tematów będę starał się krążyć w tym miesiącu.   1. Błędy to nasze szczeble – wskazówki? 2. Stały wzrost 3. Tylko praktyka – „rozwój zawodowy” 4. Poskładaj się w całość.  5. Formowanie pojęć – mam prawo myśleć. 6. Odkrycie osobistej misji – bądź...
Błędy to nasze szczeble – wskazówki?

Błędy to nasze szczeble – wskazówki?

Formacja, rozwój swojego życia, to sprawa, która na pewno obiła wam się o uszy. Może nie jeden raz obraliście sobie jakiś cel, a później okazywało się, że zostaliście z niczym. Spójrzmy na ważne wskazówki, w których często popełniamy błędy. Coś nam w głowie niekiedy zaświta. A może by tak coś zmienić w swoim życiu? Może powinienem… A słyszałem o czymś ciekawym… Widziałem jak on to osiągnął – udało mu się. Motywacji może być wiele. Mogą być one bardzo ambitne, konieczne i w jakiś sposób też atrakcyjne. Jednak by coś zrobić, by coś zrealizować, przydałoby się na początek kilka wskazówek, może zasad, a może ostrzeżeń. Sami ocenicie, czym dla was będą poniższe punkty. SYSTEMATYCZNOŚĆ. Z podejmowaniem się jakiegoś działania bywa różnie. Niekiedy mamy nieprawdopodobny przypływ motywacji. Teraz, tutaj… – zaczynam, bo naszła mnie na to ochota. Oby jednak nie było jak z fajerwerkami – strzał, dużo huku, piękny rozbłysk, efekt woow i znów ciemność, wszystko wraca do tego, co było na początku. Systematyczne działanie ma za zadanie wprowadzić w nasze życie odpowiednie zwyczaje i nawyki. Jeśli coś chcesz zmienić w swoim życiu – bp. chcesz zrezygnować z czegoś, to przede wszystkim musisz oduczyć się pewnych nawyków, które wyrobiłeś sobie zapewne przez bardzo długi okres czasu. Jeśli natomiast chcesz do swojego życia, jednak coś wprowadzić – np. codzienną modlitwę lub lekturę Pisma Świętego, to najpierw musisz się nauczyć pewnych nawyków. Jeśli twoje „ambicje rozwojowe” zapalają się średnio raz na miesiąc, to powinieneś raczej spodziewać się tego, że trudno ci będzie zadbać o taką systematyczność i to, co zyskasz jednorazowo, przy nakładzie nawet wielkiego nakładu pracy, możesz niestety bardzo szybko utracić. Jednorazowa czynność,...
Ale zbaw nas ode złego.

Ale zbaw nas ode złego.

Ostatnia prośba Modlitwy Pańskiej jest przejmującym wezwaniem, pełnym zaufani względem Boga, który trzyma w swoim ręku, całe nasze życie. Zbaw nas od… można w różny sposób zakończyć to wezwanie. Na przykład: od nieszczęścia, od cierpienia, chorób, od różnych przykrych doświadczeń itp.  Można też rozumieć to wezwanie jako prośbę o wybawienie nas od szatana, od złego ducha, od bezpośredniego wpływu złego ducha. Przejawów zła jest bardzo wiele i chyba akurat z tego, to my doskonale zdajemy sobie sprawę.  Zbawienie już się dokonało w chwili śmierci Chrystusa na krzyżu. Jednak zły duch wciąż próbuje nas z tej drogi zbawienia sprowadzić na inne drogi. Kuszenie… wykorzystywanie naszych słabych stron, jest silnym narzędziem szatana. On, ojciec kłamstwa, nie poddaje się i przychodzi do nas z coraz to nowymi, silniejszymi narzędziami.  Sam sobie nie poradzę! Ostatnie słowa modlitwy to zaufanie. ufam, że Bóg wciąż jest blisko mnie, że jest gotów pomóc mi w każdym momencie mojego życia – „czy to gdy jestem na górze, czy też na dole”. Nigdy nie jest mną zmęczony, ani tym, aby mi przebaczyć. Wierzę, że On mnie wciąż zbawia, mimo tego, że jestem słaby, że upadam. Nasze życie jest bardzo konkretne, choć nie zawsze nam się udaje czynić wszystko dobrze. Dlatego potrzebujemy też pewności, że działanie szatana jest realne, że jest konkretne. Nie pozwólmy mu na to, by wykorzystał na nas, swoją broń – wzbudzenie wątpliwości, że on jest, że działa. Prosząc o wybawienie od złego, modlimy się o uwolnienie od wszelkiego zła, przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. W tej prośbie jest zawarta nadzieja – chcemy doświadczać pokoju, pragniemy wytrwać w oczekiwaniu na powrót Chrystusa. Pragniemy, by realizacja tego wezwania...
I nie wódź nas na pokuszenie.

I nie wódź nas na pokuszenie.

Może niektórzy wpatrując się w tą prośbę, mają w sobie pytanie – to Bóg nas kusi?zaraz jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że coś tutaj nie gra, że nasze myślenie idzie jednak w inną stronę. Nie ma ludzi bez grzechu, ale wśród tych wszystkich osób, jest mnóstwo takich, którzy walczą ze złem, które czynią, ale są też tacy i to spora część osób, która czuje, że jest bardzo uwikłana w jakimś grzechu i trudno im walczyć z nim, bo już do nich bardzo przylgnął. Ta prośba uczy nas prosić, byśmy moglu unikać grzechów, abyśmy nie byli prowadzeni na pokusę, przez którą wpadamy w grzech. Pokusy, których wokół nas jest pełno, to nic innego, jak próby, które mają na celu wystawić nas i nasze cnoty na działanie różnych czynników, poddać je w wątpliwość, przekonać nas do innego wyboru i działania.  Możemy wokół siebie rozeznać, że kuszeni możemy być przez własne ciało, przez szatana i przez świat. Przez ciało…, człowiek jest kuszony w dwojaki sposób. Najpierw – ciało popych do zła – szuka przyjemności czyli cielesnych często połączonych z grzechem. Często wybujałość cielesna prowadzi do zagłuszania świata duchowego. Później – kusi ciało, aby odwrócić od dobra.  Szatan… kusi, skłaniając człowieka do wyboru czegoś, co na początku ma pozory dobra, by nakłaniać nas do zmiany swoich postanowień. Czyli najpierw nas zwodzi i zwiedzionych trzyma w grzechu. Czyli doprowadzając nas do jakiegoś grzechu tak wiąże człowieka, by nie pozwolić mu podnieść się z grzechów. Świat… też kusi w dwojaki sposób – najpierw kusi przez zbytnie i nieumiarkowane pożądanie rzeczy doczesnych, a następnie przez lęk prześladowców i tyranów, czynników wydawałoby się silniejszych od nas,...
Wisiało na włosku.

Wisiało na włosku.

II Niedziela zwykła – J 2, 1-11 W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Wisiało na włosku. Trzecia scena, po pokłonie Mędrców i po Chrzcie Pańskim, która ma nam uzmysłowić to, że Jezus jest Bogiem. Objawić nam prawdę, która nie będzie tylko kolejną, uznawaną przez nas teorią, ale faktem, który zadziała w nas, w naszych sercach. Scena bardzo symboliczna, którą można zrozumieć, mając w umyśle wyobrażenie o całej Dobrej Nowinie, o tym co Chrystus uczynił dla nas. Rozpoczęcie publicznej działalności Jezusa ma miejsce podczas uroczystości weselnej. Pierwszy symbol – On, który pragnie odbudować przymierze – jako Oblubieniec, w nas wszystkich odnajduje oblubienicę –...
I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

Każdy z nas przeżył zapewne lekcję miłosierdzia, ale czy we właściwym stopniu wykorzystujemy ten dar. Tutaj mamy do czynienia z darem, który nie jest jakąś teorią. To głęboka, realna tajemnica, którą powinniśmy wcielać i w nasze życie. Gdy wypowiadam te słowa, modlitwy Pańskiej, bardzo często odczuwam wewnętrzne, duchowe przynaglenie, aby dzielić się darem, który sam otrzymuję. Wzajemność, wydaje mi się intuicyjnie, być takim kluczem do przyjęcia i obdarowania kogoś przebaczeniem. To doświadczenie, które rodzi się pomiędzy Bogiem – udzielającym, a człowiekiem – przyjmującym, staje się źródłem tego, co w przedłużeniu, czynimy względem siebie nawzajem. Wydaje mi się, że miłosierdzie jest czymś, czego nie da się nauczyć, bo otrzymuje się je całkowicie bezinteresownie. Nie można zasłużyć sobie u Boga na przebaczenie. On pragnie je udzielać wszystkim, bez wyjątku. Przyjąć je może je jedynie ten, który gotów jest ten dar ponieść dalej w sobie. Przez grzech zaciągam dług, którego cena jest niepojęta, a jest ona obecna w Jezusie Chrystusie. Nie ma niczego po stronie zwykłego człowieka, czym mógłbym zapłacić swój dług. Tym mocniej powinniśmy nosić w sobie to przekonanie, że potrzebujemy Boga w każdej chwili naszego życia. On jest realnym, choć niedoścignionym wzorem. Powinno się w nas pojawić poczucie wdzięczność, bo otrzymujemy od Boga tak ogromny dar. Przebaczenie to „kolejne imię Boga”. Poznając przez to doświadczenie Jego miłosierdzie, odczuwamy jak ono w nas rośnie, kształtuje nas, wychowuje do nowych postaw. Skoro Bóg jest gotów zawsze ci wybaczyć, to czy przynajmniej ty nie powinieneś zastanowić się nad tym, czy i ty podejmujesz się chociażby próby, ofiarowania dalej, innym, dar miłosierdzia. Boża miłość, staje się bardzo silną częścią Bożego krwiobiegu, który przebiega przez każdą...
Trzy nadzieje.

Trzy nadzieje.

Niedziela – Chrztu Pańskiego – Łk 3, 15-16.21-22 Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem». Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. a gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie». Trzy nadzieje. Narasta napięcie w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Z napięciem… snują domysły w sercu… Jednak Jan rozwiewa to wszystko i stawia przed słuchaczami jeszcze większe znaki – swoją pokorę… Ducha i ogień… Szczytem tej sceny staje się znak – otwarte niebo. Aż trudno sobie wyobrazić te wszystkie znaki w jednym miejscu i czasie.  Bardzo symboliczna Ewangelia, jest też dla nas, choć krótkim fragmentem, to jednak bardzo istotnym. Chrzest Jezusa jest zapowiedzią pojednania ludzkości z Bogiem – symbol otwartego nieba. Jezus wychodzi z wody i unosi ze sobą w górę cały świat; widzi otwierające się niebiosa, które Adam zamknął dla siebie i swych potomków (…). Chrzest Jezusa był ukazaniem się całej Trójcy Świętej, wszystkich Trzech Boskich Osób. Chrzest Jezusa jest był zapowiedzią chrztu sakramentalnego, który każdy z nas, wierzących przyjął, będąc przez to włączonym do wspólnoty Kościoła, stając się przybranym dzieckim Bożym oraz żywą świątynią Ducha Świętego. Stąd dla nas pozostają trzy nadzieje i trzy zadania. – pierwszą nadzieją jest otwarte niebo dla każdego z nas – to zadanie, by...
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

Poszczególny prośby, które towarzyszy nam do tej pory to sprawy duchowe, które swój początek mają na ziemi, ale swój cel, doskonałość osiągają w życiu wiecznym. Prośba o „chleb” jest bardziej fizyczną prośbą, o dobra materialne, konieczne nam do przetrwania. Jeśli obiektywnie spojrzysz na swoje życie, na swoje codzienne działanie, myślę, że byłbyś w stanie bardzo szybko ustalić listę rzeczy, najbardziej koniecznych dla życia. Myślę, że jeśli każdy z nas zrobiłby taką listę, to pojawiłyby się bardzo indywidualne różnice, a być może i w niektórych kwestiach byłyby też obecne jakieś podobieństwa.  Prośba: „chleba naszego…” jest najpierw prośbą o zrozumienie CO JEST RZECZĄ KONIECZNĄ dla naszego życia. Ważne jest to, by faktycznie ustalić to wszystko, co może skrywać się za słowem KONIECZNE. Stąd prośba w modlitwie pańskiej jest nieco ukierunkowana poprzez słowo: „chleb”. Do życia potrzebujemy wielu rzeczy materialnych, ale gdy się rozejrzymy dookoła siebie, zobaczymy faktycznie, jak wiele rzeczy, które posiadamy są zbyteczne, przesadne… Dla mnie osobiście na początek wyłania się następujące znaczenie. Prośba ta, to uzmysłowienie sobie co jest rzeczywiście konieczne dla mnie do życia. Uświadamiając to sobie, zaczynam tak naprawdę oceniać co mi nie jest potrzebne i z tego rezygnuję. Ważne byśmy mieli w sobie taką umiejętność obiektywnej oceny, zanim zaczniemy o cokolwiek prosić. Ciekawy element który odkryłem podczas przeszukiwania różnych rozważań w tym temacie, które dotyczy tego wezwania, mówił o tym, że ta prośba… „tymi słowami Jezus nauczył nas unikać pięciu grzechów, które zwykło się popełniać przez pożądanie rzeczy doczesnych” Pierwszy grzech – nieumiarkowane pożądanie rzeczy, które przekraczają twój stan. Drugi grzech – niektórzy w zdobywaniu rzeczy codziennych czynią krzywdę innym. Trzeci grzech – zbytnia troska. Czwarty...
A z czym ja pójdę?

A z czym ja pójdę?

Uroczystość Objawienia Pańskiego – Mt 2, 1-12 Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: a ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela». Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytajcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju. A z czym ja pójdę? Mędrcy przebyli naprawdę ogromny dystans i nie chodzi mi tylko o fizyczną drogę. Zanim wyruszyli pojawiła się w nich ta szczególna wrażliwość na to, że przyjdzie Mesjasz Król. Zdobyli wiedzę, rozpoznali...
Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi.

Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi.

Temat łatwiej zrozumieć, gdy siebie ustawimy w odpowiednim momencie w czasie. To znaczy, co było wcześniej – człowiek, czy wola Boża? Skoro uzmysłowimy sobie, że właśnie wola Boża była pierwsza, że Jego plan był pierwszy, wówczas możemy zobaczyć, że nasze życie powinno być, nieustanną próbą zrozumienia Go, Jego woli i odniesienia jej do swojego życia. Oczywiście najpierw warto zastanowić się nad tym, co jest wolą Bożą. Nie możemy ograniczać jej tylko do trudnych sytuacji w naszym życiu, do większych lub mniejszych kataklizmów, które pojawiają się w naszej codzienności, bo „Bóg tak chce”. Byłoby to straszne wykrzywienie obrazu Boga i świadectwo o niezrozumieniu woli Bożej. Zrozumienie woli, odniesienie jej do własnego życia, to bardzo ważna kwestia, wręcz newralgiczna dla naszego życia. Konieczne jest to, byśmy zrozumieli, że wola Boża w żaden sposób nie zagraża, nie ogranicza naszej wolności. Boży plan względem każdego człowieka, zawarty jest w sercu Boga. On tego plany nam nie narzuca, pozostawia nam całkowitą wolność woli co do wyboru lub jej odrzucenia. Warto rozważyć w kontekście tej prośby słowa z listu Ef 1,4-7: 4 W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości 5 przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, 6 ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. 7 W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Można dostrzec, że plan pojawia się względem każdego z nas, zanim to my się w ogóle pojawiamy. Jesteśmy potrzebni, a wola Boża jest dla nas, najdoskonalszą wersją naszego życia. Wola Boga, która nas dotyczy i którą...
Odnaleźć Go.

Odnaleźć Go.

Niedziela Święto Świętej Rodziny – Łk 2, 41-52 Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz on im odpowiedział: «Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi. Odnaleźć Go. W naszym życiu towarzyszą nam różne sytuacje. Są one niekiedy trudnym darem do zrozumienia, ale ich istnienie, jakiekolwiek one są, ma dla nas jakiś sens. Pozostaje on dla nas niekiedy tajemnicą.  Mamy zadanie, aby w nasze życie wprowadzić Tajemnicę – Jezusa, który uczyni nas, nasze życie sensem zgodnym z wolą Bożą. Rozważając dzisiejsze Słowo, pomyślałem najpierw o zgubieniu Jezusa… Nie jest to dziś takie trudne. Sytuacji, w których możemy pójść w przeciwną stronę, niż Jezus, jest...
Przyjdź królestwo Twoje.

Przyjdź królestwo Twoje.

Prośby, które zawarte są w modlitwie Pańskiej, streszczają znacznie szersze prawdy. Wydaje się, że wypowiadamy esencję prawdy. Musimy zatem skoncentrować swoją uwagę na tym wszystkim, co jest obecne za słowami, w tym również za „przyjdź królestwo Twoje”. Pewnie wielu sobie właśnie pomyśli: „ale czy to potrzebne do faktycznego zrozumienia słów”? To jest modlitwa, której uczy na Jezus, stąd nie doszukujmy się drugiego dna, ale starajmy się o najprostszy sposób przyjęcia sercem tego, co On do nas powiedział. Wyobraź sobie po ludzku, w jaki sposób mogłoby dziś funkcjonować w obecnym świecie Boże królestwo. Pobudźmy swoją wyobraźnię… Moje wyobrażenie o Jego królestwie, pewnie większość z nas to zrobi, budujemy w oparciu o obraz Raju i tego, co wiemy o nim z Pisma Świętego. Doskonałość Raju, zanim nastąpił pierwszy grzech, to nie jakieś fikcyjne, idealne wyobrażenie, ale to stan faktyczny, którego pragnął Bóg dla ludzi i którego nadal pragnie dla nas.  To, co nasuwa się samowolnie, jako pierwszy wniosek, to Jego królestwo jest bez jakiegokolwiek zła- grzechu. To, co sieje w obecnym świecie destrukcję, nie może przecież znaleźć się w Bożym królestwie. Chrystus zwyciężył grzech, a Jego śmierci i zmartwychwstanie już wtedy rozpoczęły panowanie Boga, czego owoce dziś doświadczamy i wciąż możemy przeżywać. Widzimy jednak jak silne jest zło, jak bardzo stara się wniknąć w nasze życie, przejąć je i w pełni kontrolować. Nasza wola, może być równie dobrze, furtką jak i też murem. Zatem możemy postawić twardą granicę i umacniać swój opór wobec zła. Jeśli obiektywnie ocenimy dzisiejszy świat, zauważymy jak daleko jeszcze nam do tego, by Jego panowanie naprawdę zaistniało wszędzie. Zatem prośba o to, by „przyszło Jego królestwo” jest...
Radość z

Radość z

IV Niedziela adwentu – Łk 1, 39-45 W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana». Radość z… Ostatnimi czasy adwent jest nieco jakby „oszukany”, bo skrócony jest rzeczywiście czas ostatniego tygodnia. W ubiegłym roku wigilia była dokładnie w czwartą niedzielę adwentu, a w tym roku już w poniedziałek. Nie zdołamy się dobrze rozpędzić z tym tygodniem, a już wejdziemy w kolejną tajemnicę, w rzeczywistość Bożego narodzenia. To tym mocniej przyśpieszy nasz czas oczekiwań, przygotowań, zintensyfikuje nasze działanie. Czwarta niedziela to „świeca Aniołów” (świeca Miłości) – symbolizuje aniołów, którzy objawili się pasterzom, ogłaszając im narodziny Dzieciątka Jezus. Ta świeca wraz z dzisiejszym fragmentem Ewangelii, podpowiada nam jakby, co w naszym życiu mamy ogarnąć miłością, gdzie mamy właśnie ją rozpalić. Właściwy pośpiech… Maryja nie śpieszy się we wszystkim, ale robi to idąc z dobrą wiadomością i chęcią zaniesienia pomocy.  Spotkanie… Poruszenie Elżbiety, wywołało we mnie ostatnio zastanowienie, gdzie ja tak właśnie reaguje, wobec jakich wydarzeń, wobec jakich spotkanych osób…  Co jeszcze, gdzie jeszcze warto by było postawić świecę Miłości, by mogła tam nas rozpalić. Te dwie sprawy powinny nas zastanowić czy...
Święć się imię Twoje.

Święć się imię Twoje.

Chyba nie ma człowieka, który by czegoś nie świętował. Rozmaite okazje są wykorzystywane, aby coś świętować, przypominać, odkrywać wartość. Nie świętujemy bez jakiegoś znaczenia. Jeśli świętujemy rzeczywiście, wówczas nasze życie rzeczywiście będzie pielęgnować ważne rzeczy. To świętowanie ma podkreślić wagę drugiego człowieka. Czynimy to ze względu na drugą osobę, bo ta osoba jest dla mnie szczególnie ważna. Pomyśl teraz, jak to świętowanie przenieść na pole relacji Bóg i człowiek. Świętowanie rozpocznijmy od dotknięcia ŚWIĘTOŚCI Boga. To nie kwestia wyobrażenia sobie doskonałego Boga… to kwestia zrozumienia, że świętość Boga to nieustanne kochanie dobra. Można by było pomyśleć, że to co doskonałe, święte, nie będzie miało chęci przebywania, dotykania tego co grzeszne – w naszych oczach niedoskonałe… Ta świętość jest gotowa na dotknięcie każdej choroby naszego życia. Uznając zasadę, że Bóg jest święty, idziemy do zrozumienia, że On przewyższa wszystko. Ten szczególny sposób Jego bycia – świętość – tak bardzo zbliża nas nawzajem do siebie. Wiedząc o świętości, czując ją w Nim, wszechobecność Jego Osoby mimo wszystko sprawia, że mamy świadomość dystansu. On „doskonały”, ja nie! To sprawia, że nie traktujmy Go przedmiotowo, że nie wykorzystujemy Go do realizacji jakiś własnych, egoistycznych pragnień. On nie jest tylko moim sojusznikiem – On pragnie zbawić wszystkich. Świętość jest tak silna, że realnie staje się darem dla każdego człowieka. Dystans ukazuje też istniejące, konkretne granice. Odkrywając świętość Boga, odkrywamy w naturalny sposób, gdzie jest granica między tym, co święte, a tym, co grzeszne. Człowiek święcąc imię Boga, właśnie ze względu na Niego, nie przekracza pewnych granic, dba aby właśnie one nami kierowały i wyznaczały cel. Ta konkretna granica sprawia, że możemy powstrzymać się przed...
Co mam zrobić?

Co mam zrobić?

III Niedziela Adwentu –  Łk 3, 10-18 Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: «Cóż mamy czynić?» On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni». Przyszli także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i rzekli do niego: «Nauczycielu, co mamy czynić?» On im powiedział: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono». Pytali go też i żołnierze: «a my co mamy czynić?» On im odpowiedział: «Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie». Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. on będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ma on wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę. Co mam czynić? Dziś Niedziela radości. Zapalamy „Świecę Pasterzy” (Świecę Radości) – przypomina pasterzy, którzy jako pierwsi ujrzeli Jezusa i ogłosili światu „radosną nowinę”. Do Jana przychodzą ludzie, którzy szukają życiowego ratunku. Szukają w nim rozwiązania, a przynajmniej wskazówki, jak dokonać zmiany w swoim życiu. Szukają duchowego pocieszenia, radości, która da im siłę do wprowadzenia w swoim życiu zmian. Dla mnie pierwsza rzecz którą odkrywam w dzisiejszym fragmencie, to wskazówka, że są tacy ludzie, którym zależy, którzy pragną nowego porządku w swoim życiu, którzy oczekują realnie nadejścia Mesjasza.  Zastanawia mnie również pytanie, z którym przychodzą. Skoro pojawia...
Konkretny adresat.

Konkretny adresat.

2 Niedziela Adwentu – Łk 3, 1-6 Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i Trachonitydy, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: «Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! i wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże». Konkretny adresat. Uogólnianie jest naszą zasłoną dymną. Mówiąc my, oni, często zrzucamy odpowiedzialność na innych, a siebie w ten sposób zwalniamy. Może dotknąć to też kwestii wiary. Bóg mówi do wszystkich… Pragnie naszego nawrócenia… Bóg przychodzi do wszystkich… On zbawia wszystkich… – co z tych stwierdzeń wynika. Gdzie jestem ja w tym wszystkim? Jak to odnosi się konkretnie do mnie? Dzisiejsze Słowo chce przełamać ten ogólny schemat myślenia i doprowadzić nas do bardziej osobistego rozumienia. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii, słyszymy konkretne daty, osoby, miejsca… Wszystko to po to, by na tym tle ukazać, że choć Bóg przemawia do wszystkich, ale jednak nie wszyscy są otwarci na Boga, by Go usłyszeć, by Go przyjąć… On wybrał Jana, jako swój głos.  Są też takie sytuacje w naszym życiu: konkretne miejsca, konkretny czas, sytuacja, w których Bóg właśnie przychodzi do mnie… On przychodzi do mnie, On mówi do mnie, On pragnie mojego zbawienia… Jemu zależy na moim nawróceniu. Zatem nie mam wyjścia, nie mogę się usprawiedliwić...
Któryś jest w niebie.

Któryś jest w niebie.

Świat materialny sprowadza się do miejsc, czasu, kształtu… Skoro żyjemy w takich kategoriach, często to, co dzieje się w naszym życiu chcemy sprowadzić również do jakiś kategorii. Nie jest to groźne jeśli dotyczy spraw materialnych, gorzej ma się sprawa, gdy chcemy dosłownie to samo zrobić ze sprawami duchowymi.  Sprowadzając świat przyjaźni, miłości, wiary, Boga do kategorii czasu, miejsc i kształtów, czynimy sobie mimo wszystko krzywdę, ograniczając właściwą wartość tych spraw.  Wypowiadając słowa: „któryś jest w niebie” często interpretujemy je właśnie w znaczeniu powyższych kategorii. To biblijne znaczenie „w niebie” nie oznacza miejsca, lecz sposób istnienia, Jego majestat, a nie miejsce oddalenia, przebywania. To stwierdzenie jest dla nas zachętą do odkrywania Kim jest Ojciec, w jaki sposób jest On obecny w naszym życiu. Rozpoznawanie Jego działania, przyczynia się do tego, aby we właściwy sposób Go zrozumieć. On jest ponad wszystkim…. Bóg nie ulega ludzkim czynnikom, nie jest w żaden sposób ograniczony. Nie można Go sprowadzić do jednego miejsca, do jednej chwili, do jakiegoś kształtu – wyobrażenia. Śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie pokonały wszystkie ludzkie ograniczenia, przez co Bóg jest Ojcem wszystkich; wszyscy mogą z Nim rozmawiać; mogą Go odczuwać… możesz Go spotkać w każdym miejscu – w szczególny sposób w Kościele, w każdej osobie, w Słowie, Sakramentach… Chrystus łączy NIEBO z ZIEMIĄ – gdy przyszedł, otworzył nam niebo, ale Jego wniebowstąpienie sprawiło, że każdy z nas, może również iść drogą Jezusa.  Św. Tomasz mówi o trzech powodach wypowiadania tych słów: Pierwszym z nich jest: „przygotowanie modlącego się”. Przez kontemplowanie spraw niebiańskich, przez naśladowanie tych spraw, pojawia się w nas pragnienie tych rzeczy. Drugim powodem jest odkrycie jak łatwo jest Bogu...