BEZDROŻA

BEZDROŻA

Często odzywają się do mnie różne osoby, z przeróżnymi sprawami, dylematami, pytaniami. Widzę, również po sobie, jak i moje drogi wyborów, decyzji, są często zawiłe i sam nie wiem dokąd zmierzam w tym wszystkim. Trudno o dobrą, prostą radę… Kilka słów nie rozwiąże natychmiast trudności. Jednak staram się za każdym razem, rozmawiając z kimkolwiek, pochylić się nad jakąś częścią życia tej osoby, z której się zwierzy, w której szuka jakiegoś światła rozwiązania. Niekiedy po takiej rozmowie, odkrywamy wspólnie jakieś światło, którym można się kierować. Bywa niestety i tak, że po rozmowie, powstaje jeszcze większe zaciemnienie i sprawa, staje się znacznie trudniejsza. Czego tak naprawdę oczekujemy, pragniemy od drugiej osoby? Słów, które będą nas w jakimś kierunku prowadziły, czy raczej konkretnych doświadczeń – przykładów z życia, które obudzą we mnie jakieś własne pomysły wobec spraw, które przeżywam. Kiedy słucham różnych historii – sytuacji, albo oceniam swoje przeżycia, widzę, jak często nasze życie przypomina kluczenie po labiryncie. Wiemy, że gdzieś jest cel do osiągnięcia, ale poszukiwanie tej jedynej, odpowiedniej drogi prowadzącej do tego celu, nie jest zadaniem łatwym. Co mogłoby nam pomóc w realizacji naszego życia, codzienności? Dylematy i świadectwa. Dylematy, z którymi mamy do czynienia spowodowane są często naszymi wyborami, które nie są początkowo złe, ale nie mając wzorców, postępujemy trochę po omacku. Szukamy, wśród możliwości które znamy, rozumiemy, posiadamy, jakiegoś sposobu na to, co w jakiejś chwili przeżywamy. Ostatnio np., siedziałem z uczniami, na ławce. Jeden z chłopaków nagle zadał mi dość nietypowe pytanie: „wie ksiądz kiedy ostatnio byłem w kościele? Na bierzmowaniu (4 lata temu). Bo ja w to nie wierzę, nie wierzę w jakieś tam… Boga itd.”...

Duch Święty… – BXVI

Iść za inspiracjami… Tuż przed Zesłaniem Ducha Świętego, pojawił się we mnie pomysł, aby sięgnąć do różnych kazań, które Papież Benedykt XVI wygłosił w związku właśnie z tym dniem. Okazało się, że takich okazji – kazań jest siedem. Tym mocniej, przekonałem się, że jest to znak, by przeczytać, chwilę rozważyć i podzielić się z wami, różnymi wybranymi myślami, zawartymi w kolejnych kazaniach Papieża, oraz moim krótkim podsumowaniem. Może warto w kolejnych dniach, podjąć się osobistego rozważenia tych tak ważnych treści. Polecam bardziej rozważeniu, niż lekturze. I 15 V 2005 – Darem Ducha Świętego jest zrozumienie. Duch przezwycięża podział zapoczątkowany pod wieżą Babel — zamęt w sercach, który rodzi wrogość między nami — i otwiera granice.  – Kościół musi zawsze na nowo stawać się tym, czym już jest — musi otwierać granice między narodami i znosić bariery pomiędzy klasami i rasami. Nikt nie może być w nim zapomniany ani wzgardzony. W Kościele są tylko wolni bracia i siostry w Jezusie Chrystusie. – Wicher i ogień Ducha Świętego muszą nieustannie otwierać granice, które my, ludzie, stale tworzymy między sobą. Musimy zawsze na nowo od doświadczenia wieży Babel, od zamknięcia się w samych sobie, przechodzić do Pięćdziesiątnicy. Dlatego musimy stale się modlić, aby Duch Święty nas otworzył, obdarzył nas łaską zrozumienia, byśmy stali się Ludem Bożym – «Pokój wam!» — to pozdrowienie Pana jest mostem, który On przerzuca między niebem i ziemią. On schodzi po tym moście do nas, a my możemy wejść po tym moście pokoju aż do Niego. Po tym moście — zawsze z Nim — możemy dotrzeć do bliźniego, do tego, który nas potrzebuje. MOJA MYŚL: Ma się wrażenie,...
slow life

slow life

    z serii… – budować życie, codzienność. SLOW LIFE Szukamy przeróżnych sposobów na życie. Metod, dzięki którym będziemy mogli więcej zyskiwać z życia, które codziennie realizujemy. Motywacje mam różne: wyznaczanie sobie celów, zdobywanie ich, radość z osiągnięć i nowe wyzwania… Jedną z metod, którą możemy się posłużyć jest slow life – „wolne życie”. Jest to metoda, przy pomocy której, zwalniamy tempo swojego życia i odkrywamy to, co w nim rzeczywiście się dokonuje. Możemy przez tą metodę dążyć do życia bez pośpiechu. Przykład myślę, że dla większości prosty do wyobrażenia. Kiedy jedziesz samochodem i chcesz podziwiać to, co cię otacza, zwalniasz i masz możliwość wówczas rozejrzeć się dookoła, nie bojąc się o jakąś kolizję. Jednak, gdy pokonujesz jakiś odcinek bardzo szybko, twoja koncentracja na podróży sprawia, że tylko ci, którzy siedzą obok ciebie, są wstanie zauważyć różne detale panoramy, ale i tak nie wszystkie, ponieważ prędkość to uniemożliwia. Dla samego kierowcy, horyzont nagle się zwęża i ogranicza tylko do tego, co dzieje się na drodze, ewentualnie tuż koło niej. Inne detale, jakby dla kierowcy nie istniały. Podróż przez życie może również podobnie jak jazda samochodem odbywać się na różne sposoby. Niestety, coraz częściej zdarza się, że człowiek pędzi, by jak najszybciej osiągnąć jakiś zamierzony cel. Ograniczamy rzeczywistość, która nas otacza. Ulegając „normalnemu stylowi życia” – pośpiechowi, wydaje nam się, że zyskujemy znacznie więcej. Jest to bardzo pozorne, gdyż być może cel zdobywamy w znacznie szybszym czasie, ale jednocześnie pozbawiamy się tego wszystkiego, co mogłoby nam towarzyszyć podczas zdobywania tego celu. W pośpiechu często tylko dotykamy różnych spraw, ale ich nie przeżywamy. Wydaje nam się, że coś jest nasze, ale...

wstęp – Maryja – ROK

PROJEKT: rok – Maryja: „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Każdy z nas, prędzej czy później, odkrywa w sobie pewne tendencje, nawyki, lub chcarakterystyczne kierunki działania. Jeśli jest to pozytywne, możemy przyjąć to jako nasz cel do realizacji. Jeśli wpływa to negatywnie na nas, powinniśmy wziąć pod rozwagę to, co się dzieje w naszym życiu. Od jakiegoś czasu, chodzi mi po głowie pewien zamysł. Chciałbym, aby każdy rok mojego życia (od teraz), konkretnie zatytuować i nadać mu jakiś szczególny kierunek. Już w minionym roku, podjąłem się próby tego zadania pt. „12 fascynacji”, ale niestety w jakimś etapie zatrzymałem się i niestety póki co, jeszcze nie zrealizowałem tego zamysłu do końca. Jednak pomysł już się zrodził, a teraz, z jakąś szczególną siłą to pragnienie do mnie znów powróciło. Przypominam sobie historyjkę o młodym chłopaku, który przyszedł po poradę do pustelnika. Prosił go, o jakąś konkretną wskazówką, aby żyć Słowem Bożym i wprowadzać je w życie. Stary pustelnik zamyślił się chwilę, po czym z głowy, rzucił jakiś fragment z Księgi Psalmów. Młody, nieco zdziwiony, nie do końca wiedząc co teraz ma zrobić, dyskretnie zapytał pustelnika. A co teraz mam zrobić? Pustelnik znów chwilę milczał, po czym odpowiedział: idź do swojego domu z tym konkretnym zdaniem i próbuj je zrozumieć, przyjąć jak swoje, postaraj się nim żyć. Jak je zrozumiesz to przyjdź. Młody sobie pomyślał: jedno zdanie, to nie będzie trudne. Wrócił do domu i rozpoczął to, co mu polecił pustelnik. Minęło wiele czasu. Po kilku latach… zdumiony pewnymi sytuacjami, które miały miejsce w jego życiu, ostatecznie stwierdził, że już zrozumiał ów fragment. Z radością, wybrał się w podróż, do pustelnika. W podskokach,...
aggiornamento życia fizycznego/duchowego

aggiornamento życia fizycznego/duchowego

Aggiornamento mojego życia fizycznego/duchowego. Chyba nieświadomie, ale pewnie taki był plan Pana Boga względem mnie, że ten rok jest takim rokiem ukonkretnienia pewnych spraw w moim życiu, wyselekcjonowania, odcięcia tego co zbyteczne, położenie akcentów na te sprawy, które odkrywam jako obecnie dla mnie najważniejsze itd. Rok zmian – rok aggiornamento, stąd pomysł, aby podzielić się z wami, ogólnie tym tematem i pewnymi przemyśleniami. Byłem ostatnio z wizytą z sakramentami, u pewnego starszego pana. Wchodząc do jego mieszkania zauważyłem bardzo wiele książek. Były dosłownie wszędzie… na stole, podłodze, poskładane ogromnymi stosami. Dwupokojowe mieszkanie przypominało raczej mało zorganizowaną bibliotekę, albo księgarynkę, w której przed chwilą była świeża dostawa książek. Rozejrzałem się po pokoju, spoglądając na tytuły książek, by zorientować się jakie dziedziny przede wszystkim dominują. Ale ku mojemu zaskoczeniu, książki tego pana, były w zasadzie z każdej dziedziny. Niezwykły przekrój. Dla kogoś, kto nie ma zbyt wiele książek, czy może mało się tym interesuje, zarówno widok tylu książek, jak i zainteresowań, w sensie dziedzin, mógłby wywować niezwykłe wrażenie. Już po modlitwie, rozpoczęła się rozmowa. Pan, najpierw, próbował chyba sprawdzić trochę, czym ja się interesuje i podprowadzając mnie do stołu – niejako wystawki, prezentował różne książki, chyba, tak mniemam, proponując mi ich wypożyczenie. Jednak pan się zdziwił, bo aukurat z tych, które mi proponował, wszystkie tytuły, leżą na mojej półce. Wyjaśnił mi swoje zainteresowania i ich wszechstronność. Ja, zastnawiałem się się na ile ten pan rzeczywiście studiował te książki, na ile tak ogólne zainteresowania – może bardziej wszechstronne, są nam rzeczywiście potrzebne i dla nas ważne. Jesteśmy często zbyt ogólni (wiemy wszystko ogólnie), ale zbyt mało jesteśmy szczegółowi. Czy lepiej być prawie...
zakaz… narzekania, oceniania, krytyki

zakaz… narzekania, oceniania, krytyki

aggiornamento Zakaz… narzekania, oceniania, krytyki. Każdy z nas pewnie to zauważa, częściej lub nie, że kiedy doświadczymy ze strony jakiejś osoby przykrości, pojawia się w nas chęć oddania. Przejawia się to niekiedy narzekaniem na daną sytuację, czy osobę, lub ocenianiem takiego sposobu postępowania, albo krytyką, która uwolnić nas od gniewu na jakąś sprawę, lub osobę. Jakiś czas temu, szczególnie to u siebie zaobserwowałem w odniesieniu do jednej osoby. Zauważyłem jak łatwo mi poddać się krytyce, ocenianiu, gdy doświadczyłem od kogoś nieprzyjemności. Niestety jakiś czas się temu poddawałem i wydawało mi się, że jest mi wtedy łatwiej, że jestem spokojniejszy. Jednak nic to nie zmieniło. Ani postępowanie tej drugiej osoby względem mnie nie uległo zmianie, ani ja sam nie czułem się jakoś bardziej spokojny z tego względu, że miałem uzasadnione argumenty, aby coś lub kogoś ocenić. Wówczas pojawiło się w mojej głowie: „nie jesteś zmęczony takim postępowaniem ze swojej strony?” Była to chwila uświadomienia sobie, że mogę jeszcze bardziej wpaść w wir ocen, krytyki. Wówczas powiedziałem sobie: „dość takiego postępowania”. Zrozumiałem, że wobec niektórych sytuacji, trzeba postawić sobie warunki – ultimatum i na zasadzie małych kroków, codziennie starać się osiągnąć jakieś, chociażby najmniejsze, zwycięstwo. By nie kontynuować złej postawy, trzeba się od niej odciąć. Nie wystarczy to, że będziemy coś zmieniać, czy udawać, że „od jutra będzie inaczej”. Wybrać punkt , który stanie się rzeczywistym momentem, wprowadzenia jakiś, jakichkolwiek zmian. Metoda „małych kroków” (piccoli passi; small steps) wydaje mi się, w tym właśnie sytuacjach, najbardziej skuteczną. Można postawić sobie, jako zadanie do realizacji, całkowite odmianę swojego charakteru, sposobu postępowania i w rzeczywistości przegrać już w pierwszej minucie realizacji tego założenia....
nowe wyzwania na starych fundamentach

nowe wyzwania na starych fundamentach

aggiornamento … nowe wyzwania na starych fundamentach Czy możliwe jest, aby wszystkie sprawy, które przeżyliśmy, a które dotyczą życia, można odnieść do współczesności i dostosować je do obecnej rzeczywistości? Wydaje się to być niepotrzebne. Jest wiele spraw „starych”, które sprawdzają się takimi jakimi są. Nie musimy wszystkiego odnawiać, przekształcać i czynić na modłę współczesności. Niekiedy stare, sprawdzone metody, bywają o wiele lepsze, niż nie jedno współczesne rozwiązanie. Stare, wcale nie musi oznaczać – złe, niemodne! Możemy przez tendencję uwspółcześniania wszystkiego wpaść w pułapkę tworzenia nieustannie „nowych celów”, a niczego nie zrealizować do końca. Musimy odnieść to, co było wielokrotnie naszym osobistym bogactwem, wobec tego, co obecnie się dzieje. Gdy spojrzę na kulturę – malarstwo, rzeźbę itp., uwspółcześnienie wiązałoby się ze zniszczeniem tego, co stanowi o naszym dziedzictwie – a więc i bogactwie. Wyobrażasz sobie np. obraz, który dziś, przez jakiegoś malarz, przerabiany jest po to, aby według współczesnych prądów, przekazać ludziom to, co ten obraz wyrażał kiedyś? Absurd, prawda? Sposób relaizacji pewnych założeń, nawet bardzo starych, może być zrealizowany w zupełnie inny sposób, ponieważ możemy wykorzystać dostępne, nowe środki. Jednak czy tak rzeczywiście jest? Pisanie np. listów. Kiedyś wymagało to czasu i jakiegoś poświęcenia. Napisanie własnoręcznej wiadomości, koperta, znaczek, pójście do skrzynki – wszystko to miało swój urok. Dziś, mogę, ale nie muszę sporzystać z innej poczty – wysłać maila. Ale czy również do tego typu listu przykładamy taką uwagę jak kiedyś? Odnowić, wcale nie musi oznaczać przyczynienia się do utracenia pewnych wartości. Pisząc maila, mogę również zatroszczyć się o pewną formę escetyzmu i podarować komuś, szczególną rzecz. Obawiam się, że współczesność przez odnowienia jakiś rzeczy, strasznie je spłyca...
po co „trwać…”

po co „trwać…”

Pewnie od czasu do czasu czytasz Słowo Boże… I jakie są twoje wrażenia? Pewnie często zastanawiasz się nad tym, co konkretne Słowo, ma oznaczać dla ciebie, twojego życia. Póki rozważasz na „sucho” jakieś Słowo, póki starasz się je zinterpretować, intelektualnie zrozumieć, tak długo borykasz się z pytaniami, zamiast cieszyć się odpowiedziami, lub światłem – sugestią. Dlaczego tak bywa? Słowo jest Żywe, dlatego pragnie życia… Jakiś czas, w sumie dość długi, chodziłem z wewnętrznymi oporami wobec jakiejś sprawy, poszukując jakiegoś duchowego sposobu rozwiązania tej kwestii. Ale im bardziej szukałem, im bardziej się starałem, tym mocniej mi nie wychodziło. Ostatecznie pojawiła się chęć zamknięcia się i wyciszenia, a raczej ucieczki od tej sprawy. I w tym właśnie momencie, rozważałem w cyklu liturgii Słowa fragmentu J 15,9-17, gdzie pada sformułowanie Jezusa: „(wy)trwajcie w miłości mojej”. Teoretyczne odnoszenie tego fragmentu do różnych sytuacji, nagle odnalazło konkretną rzeczywistość – doświadczenie, w którym to właśnie Słowo, ma konkretne zastosowanie. Co mam robić wobec tego, co przeżywam? TRWAJ w Miłości… Jak mam rozwiązać jakąś kwestię? TRWAJ w Miłości… W jaki sposób mam pokonać zniechęcenie i obawy? TRWAJ w Miłości… Co oznacza dosłownie słowo „trwać”. Otóż jest ono dość uniwersalnym określeniem, które może dotknąć wielu przestrzeni naszego życia. Bo trwać, może oznaczać np.: istnieć, odbywać się przez jakiś czas, pozostawać, utrzymywać się… Jest to słowo, które na pewno dotyka teraźniejszości i przechodzi w przyszłość. Jeśli ktoś, ma jakieś wartości, którymi się, do momentu jakiejś trudności kierował, to właśnie ta chwila jest po to, aby trwały w niej owe wartości. Są one jakby ponad czasem i tym, czego doświadczamy. Dotykają wszystkiego i we wszystkim nami kierują. Trwanie, wymaga...
wdzięczność

wdzięczność

z serii… – budować życie, codzienność. WDZIĘCZNOŚĆ Proste zdanie, stało się powodem dla rozważenia kwestii, która nie jest na pewno nowa na mojej stronie, ale już potrzebuje odświeżenia i nowego spojrzenia. „Życie mądre jest też dobre, zaś życie dobre niekoniecznie mądre być musi…” – zatem jak mam żyć, jak mam realizować swoją codzienność, by była dobra i mądra? Właśnie tym krótkim artykułem, chciałbym zainicjować serię (może niekończącą się) artykułów poświęconych życiu, budowaniu naszej codzienności, odkrywaniu różnych elementów itp. Czy wy też tak macie, że realizujecie swoją codzienność w sposób normalny i nagle, mimowolnie, pojawia się wam jakaś myśl, która zaczyna was pozytywnie prześladować i bardzo pozytywnie wpływać na kolejne wydarzenia, w których uczestniczycie? Ja mam tak często i ów myśl, staje się wówczas takim kompasem po różnych sytuacjach, myślą – światłem, które rozjaśnia inne zawiłości i to, co wydaje mi się niezrozumiałe i bezsensowne. Ostatnio, w wielu sytuacjach, pojawiało się jedno słowo, a jest nim „Wdzięczność” i na jej temat, w ujęciu budowania życia – codzienności, chciałbym z wami porozważać. Ktoś, patrząc na swoją codzienność, życie, może stwierdzić, że go to wcale nie interesuje i wcale nie sprawia mu, jego własne życie, radości. W czym tkwi szczegół takiego niekiedy myślenia? Otóż, brak wdzięczności, wywołany często, wydawałoby się uzasadnionym pośpiechem. Wciąż tłumaczymy swój pośpiech, wieloma zajęciami, które wypełniają naszą codzienność. Ale, gdy ktoś lub coś nas gwałtownie wyhamuje i zada nam pytanie, np. „z czego jesteś w swoim życiu zadowolony?”, wówczas pojawia się pesymizm, który tłumaczymy, naszym niezadowoleniem z życia, codzienności, którą musimy wypełniać. Oczywiście nie jest to głos wszystkich, ale niestety bardzo wielu osób. Trudno być zadowolonym ze swojego...
Też idziesz do Emaus?

Też idziesz do Emaus?

Jak sobie radzisz z sytuacjami trudnymi? Jak postępujesz wobec tego, czego się boisz? Jak reagujesz względem tego, co dla ciebie niezrozumiałe? Uciekasz??? Kiedy spoglądam na fragment, mówiący o uczniach w drodze do Emaus (Łk 24,13-35), zastanawiam się każdorazowo, dlaczego wyszli z Jerozolimy, gdzie przebywali wszyscy i poszli oni do Emaus? Czyżby to była ich reakcja na wydarzenia, które widzieli i o których słyszeli? Reakcje, które towrzyszą nam w różnych, niecodziennych sytuacjach, wydają się często niespotykane i niezrozumiałe. Nagle postępujemy zupełnie inaczej niż dotychczas. Uczniowie i Apostołowie wszędzie chodzili razem, wiele czasu spędzili z innymi, a moment śmierci Chrystusa, dosłownie przyczynił się do ich rozporszenia. Papież Franciszek, mówi, że ich droga do Emaus, jest drogą powrotu do domu, skąd pochodzili. Niektórzy komentatorzy tego fragmentu, mówią o powrocie do początku, do miejsca, gdzie spotkali pierwszy raz Jezusa, gdzie ich powołał. Ale to i tak rodzi kolejne pytania – dlaczego teraz? Im bardziej oddalają się od Jerozolimy, tym mocniejsza istnieje pomiędzy nimi przepaść. Rozmawiają ze sobą, rozprawiają o tym wszystkim, co się wydarzyło, ale i tak nie mogą dojść do porozumienia. Trwają we własnych myślach, pragnieniach, opiniach – „a myśmy się spodziewali…” Tak długo, jak długo każdy z nich obstaje przy swojej wersji i rozumieniu, tak długo nie może dojść pomiędzy nimi do porozumienia. Mam wrażenie, że ich dyskusja jest nieco bez sensu. Po co im ta rozmowa, skoro są zamknięci na siebie, a nawet rozdrażeni na tego, który do nich dołącza, a który „wydaje się jakoby nic nie wiedział…” Niewłaściwy kierunek… Kiedy chemy zrozumieć jakieś wydarzenie, staramy sie być jak najbliżej tego, co może nam o tym wydarzeniu cokolwiek powiedzieć. Uczniowie wychodzą...
Maryja

Maryja

J 19, 25-27 Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Każdy z nas, ma swoje historie, które łączą go z jakimiś wydarzeniami, bądź też osobami. Przeplatające się wydarzenia z udziałem naszej osoby, są często doświadczeniami, pewnego rodzaju początkami nowych historii. kiedy więc Jezus ujrzał… Spojrzenie Jezusa należy do tych szczególnych, z którego każdorazowo wypływa coś ważnego. Powołujące spojrzenie – tak bym to określił. W przypadku Maryi ma się podobnie. Najpierw spojrzenie, później szczególne zadanie. Myślę, że wielu z nas kojarzy moment, w któym coś ujrzał i z tego spojrzenia wyłoniło się jakieś szczególne zadanie, jakaś sytuacja. Spojrzenie Jezusa po męczarni biczowania, drogi, a teraz wiszenia na krzyżu, staje się bardziej wymowne niż kiedykolwiek. Jego spojrzenie wyraża nieograniczoną miłość do każdego z nas. Z tego spojrzenia Maryja zabiera Miłość, której nas uczy. Pamiętam, jak mając dziewię lat, pierwszy raz poszedłem pieszo do Częstochowy. Dziesięc dni trudu, to dla takiej jak wówczas ja, było jednak nie lada wyzwanie. Kolejne dni wędrówki, gdzieś głęboko w głowie zrodziło przeczucie, że na końcu tej drogi czeka mnie coś szczególnego. Gdy dotarliśmy do Częstochowy i stanęliśmy grupą w kaplicy Cudownego obrazu, pojawiło się najpierw takie przyziemne, ludzkie rozgoryczenie. Mało dostrzegalny punkt – obraz w oddali, wydawał mi się czymś innym, niż to sobie wyobrażałem i oczekiwałem. Jednak pozostał niedosyt… W ciągu dnia, udało mi się jeszcze zbliżyć do tego obrazu i...
świadectwo wiary – ewangelizacja

świadectwo wiary – ewangelizacja

(różaniec, który wręczano osobom, które zapragnęły rozmowy z ewangelizatorami) ewangelizacja   Kościół pełen inicjatyw, w taki sposób można ostatnimi czasy, szczególnie określi jego działanie. Wzmożona ilość różnych inicjatyw odbywa się często, gdy na horyzoncie istnieje jakiś szczególny moment, element. Ostatnie wydarzenia,kanonizacja JPII i JXXIII, stały się okazją do zorganizowania festynu, który miał miejsce również w Inowrocławiu, a przygotowany przez parafię Zwiastowania i tamtejszą młodzież. Nie było mi dane w tym uczestniczyć w kwestiach organizacyjnych, ale przyglądałem się efektom i sam byłem ciekaw podejścia różnych osób, szczególnie młodzieży, której zadaniem było ewangelizowanie różnych osób, które spotkały, gdy krążyły po terenie, gdzie odbywał się ów festyn.   Zbawną, aczkolwiek, dla mnie ciekawą sytuacją był moment, kiedy takie osoby podeszły do mnie, wiedząc oczywiście, że jestem księdzem, żartując trochę próbowały coś przekazać. Wiem, ewangelizowanie, czy reewangelizowanie księdza, może być trudnym zadaniem. I pewnie te osoby podeszły do mnie trochę na zasadzie żartu, nie sądząc, że mogę to traktować poważnie i również w formie żartów, zbijać ich pewne argumenty, które niekiedy już przestają przekonywać innych. Dyskusja pt. „no ksiądz wie, przecież ksiądz to rozumie… itp.” wskazuje, że często pojawiają się nieuzasadnione obawy porozmawiania z księdzem na temat wiary. Był to moment – szansa… Niekiedy księża przyzwyczajają się do tego, że to oni wciąż ewangelizują w różny sposób, ale nikt nie myśli o tym, aby z „młodzieńczym zapałem, entuzjazmem wiary” podejść do księdza i podzielić się tą radością wiary. Była to okazja… niestety przez młode osoby niewykorzystana. Nie poddaję się i liczę, że po przeczytaniu tej mojej krótkiej refleksji i ich świadectw, również oni zauważą, jak ważne jest to, aby dzielić się swoją wiarą,...
lekcje Jana Pawła II w moim życiu

lekcje Jana Pawła II w moim życiu

  Można powiedzieć, że na horyzoncie mojego życia, w dużej mierze przede wszystkim był Jan Paweł II. Urodziłem się w 1978, więc mój początek, był w zasadzie rocznikowo związany również z wyborem Karola Wojtyły na Papieża. Człowiek od najmłodszych lat był przywyczajony, że Papieżem jest Polak, a Jego słowa zawsze zapadały mocno w serce i stawały się w różnych momentach mojego życia, pewnego rodzaju drogowskazem.    20 czerwca 1983 Poznań. Przywołując tę datę, już się uśmiecham, bo zawsze powtarzam, że w tym dniu byłem bardzo zły na rodziców. Nie wiem jak to się stało, że tak bardzo pamiętam ten dzień, jako pięciolatek. Rodzice, wraz z moim starszym bratem wybrali się do Poznania, na spotkanie z Papieżem, podczas Mszy miała miejsce beatyfikacja Urszuli Ledóchowskiej, która założyła i większość swego życia, spędziła w mojej rodzinnej miejscowości, Pniewy. Moi rodzice, zostawili mnie u przyszywanych dziadków i tam spędzałem cały dzień, gdy moi rodzicie byli na spotkaniu z Papieżem. Nieustannie nie dawałem spokoju moim dziadkom, wciąż stawiając jedno i to samo pytanie: „Dlaczego rodzicie nie zabrali mnie na spotkanie z Papieżem?” Dziadkowie próbowali mi wyjaśnić, że jestem zbyt mały, że byłoby mi ciężko itd. Ale ja, nadal nie przekonany, wciąż powtarzałem swoje pytanie. Ciekawość… Sam w późniejszych latach miałem okazję być na spotkaniu z Papieżem w Poznaniu i na Światowych dniach młodzieży, które odbywały się w Częstochowie. Postać Jana Pawła II, zawsze widziana gdzieś z oddali, fascynowała, ale wciąż będąc młodym, raczej spotkania te traktowałem, jako okazję do bycia z innymi, a przy okazji spotkania z Papieżem, uchwycenie kilku Jego słów, jako ciekawostki. Z czasem jednak, będąc już starszym będąc również w seminarium...
3dni – Wielka Noc

3dni – Wielka Noc

znaki – Triduum Paschalne   Wielka Sobota… Wielka Noc.   Najważniejszym momentem jest liturgia sprawowana po zachodzie słońca. Dziś szczególnie podkreśla się element czuwania, gdyż dla wierzących ta noc jawi się jako dzień. Jezus jest Światłem – a to jest już przedsmakiem Niebieskiego Jeruzalem. Czuwanie… Pierwsi chrześcijanie na pamiątkę Zmartwychwstania Pana czuwali w każdą noc z soboty na niedzielę. Ta noc pełna jest misterium – tajemnicy. Dziś szczególnie podkreśl się wymiar towarzyszących nam znaków, które musimy poznać i zrozumieć.   ciemność i światło…   wszystko rozpoczyna się w ciemności… Początek liturgii ma miejsce na zewnątrz kościoła, gdzie przy rozpalonym ognisku widać, jak wyraźny jest kontrast pomiędzy ciemnością, a światłem. Ciemność jest tłem dla liturgii, wówczas wyraźniej przemawia do nas Światło – Jezus. Kapłan z zapalonym paschałem, wchodzi do kościoła i śpiewa: „światło Chrystusa….” a przy kolejny stacjach (a jest ich 3) rozpala się cały kościół, począwszy od świec, z którymi przychodzimy na liturgię, poprzez światło aż po rozpalenie naszych serc i dusz. Chrześcijanin to człowiek oświecony – bo przyjął chrzest. W tę noc dzięki znakom ciemności i światła, odkrywamy tym mocniej, że jeśli nie idziemy za Jezusem, pozostajemy w ciemnościach.   — osobiście —  To rozplanie się Kościoła od jednej, szczególnej świecy. Jak fale na wodzie, rozchodzi się Światło i dociera do każdej osoby w kościele. Wszyscy złączeni w jednym Świetle, w Chrystusie, które jest naszym Zjednoczeniem. Ten moment rozjaśniania kościoła, symbolizuje również to, co zachodzi w naszym wnętrzu, gdy wprowadzamy tam Jezusa.   Słowo…   Bardzo rozbudowana jest liturgia Słowa. Przedstawiana historia, ma nam przypomnieć znaczenie tej szczególnej nocy. Czytania ukazują nam wymiar Boga, który wkracza w ciemność...
3dni – Wielki Piątek

3dni – Wielki Piątek

Znaki Triduum Paschalne. Wielki Piątek…    Dziś, liturgia zatrzymuje nas czterokrotnie, w punktach bardzo istotnych pomagających nam w przypomnieniu sobie cierpienia, ukrzyżowania i śmierci Zbawiciela. Przez okres wielkiego Postu wpatrywaliśmy się w Jego umęczone ciało, jak realizował się plan zbaawienia… Dziś naszą postawą dajemy znak, że „Wierzymy…”   męka Jezusa…   Liturgia Słowa odsłania przed nami zakryty krzyż. Ukazuje sens i znaczenie męki Chrystusa, który cierpi dla zbawienia wsystkich ludzi. W Wielki Piątek zawsze odczytuje się fragment Ewangelii Jana. On nie odtwarza tylko wydarzeń, lecz patrzy na mękę Chrystusa z perspektywy zwycięstwa.   — osobiste —Spoglądając na zasłonięty krzyż, każdy wie co się tam skrywa, ale tajemniczość tego znaku zachęca do wyrażenia żalu, bo każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jest winny Jego śmierci. Pragniem odkrywać mękę Jezusa, poprzez liturgię Słowa , jako zwycięstwo, a nie tylko męczeństwo. Rodzi się w nas pragnienie zwyciężania również w naszej codzienności, z każdym grzechem, każdą złą tendencją i nawykiem…   adoracja Krzyża…   Zasłanianie jest starochrześcijańską tradycją, albowiem krzyż w pierwszych wiekach, do średniowiecza był znakiem zwycięstwa, a nie śmierci i bólu. Chrystus na krzyży ubrany w szaty królewskie czy kapłańskie,  był żywy. W dniu przeżywania śmierci Jezusa, załaniano go. Odsłaniany był dopiero w momencie odniesienia zwycięstwa przez Chrystusa. Dziś postać Jezusa bywa raczej ukrzyżowana na krzyżu, dlatego zakrywanie krzyża z cierpiącym Jezusem ma ukazać cierpienie Chrystusa i Jego śmierć jako tajemnicę.   — osobiste —Kiedy spoglądałem za zasłonięty krzyż i gdy go powoli odsłaniałem śpiewając: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata…” rosłow w sercu pocieszenie, że znów będę mógł na niego spojrzeć i odkryć do czego mnie wzywa....
duchowe inspiracje – Wielki Post 2014

duchowe inspiracje – Wielki Post 2014

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA WYTRWAŁOŚĆ 40 – „kształtować nowych ludzi, odnowionych przez Ewangelię” Budujemy w naszym życiu bardzo wiele ciekawych rzeczywistości. Jesteśmy pomysłowi, a nasze działanie bardzo często rodzi wiele owoców. Nasza codzienność potrzebuje jednak takiego „duchowego kompasu”, który poprowadzi nas do odkrycia nowych rzeczywistości. Możemy powielać odwiecznie realizowane schematy, albo rzucić się w „przygodę Ewangelii”, by odkrywać nieustannie, nowe rozwiązania i horyzonty. Życie Ewangelią nie pozwala, aby się nudzić. Człowiek za każdym razem otwierają się na Jezusa, odkrywa coś, czego dotąd nie dostrzegł, a co może wprowadzić w swoje życie. To nie tyle odkrycie rozwiązań, kolejnych metod, co raczej przeniknięcie szczególnym duchem ewangelicznym, który w „starym człowieku”, rodzi „nowego”. Katechizacja, którą odbywamy/odbywaliśmy w szkole, wprowadzała nas często w doświadczenie bardziej poznawania religii, jej struktur, zasad, praw. Wielu z nas nie miało, albo nadal nie ma dostęp do żywych doświadczeń „chrześcijańskiego stylu życia”. Obeznani jesteśmy w teoriach, filozofiach i historii, ale brakuje nam życia. Dziś wspólnoty „nowej eewangelizacji” przeprowadzają nas przez kerygmat – doświadczenie Boga Miłości, Boga podnoszącego nas z grzechu, zbawiającego nas, ale później wiele osób pragnie żyć duchem chrześcijańskim, ale odbijają się od bandy codzienności, która jest znacznie trudniejsza niż nawrócenie. Mam poczucie, że diś mamy mało ludzi, którzy mówią nam, jak w codzienności żyją Ewangelią; w jaki sposób odnoszą Ją do spraw, wyełniających po brzegi ich codzienność. Musimy spojrzeć inaczej, w nowy sposób na chrześcijaństwo i zacząć żyć w sposób konkretny Ewangelią. Musimy nieustannie odnawiać się przez Ewangelię – kształtując siebie, jako „nowego człowieka”. 39 – „Słowo ma zadać śmierć naszemu (ja), naszemu sposobowi myślenia, kochania, pragnienia, aby przyjąć sposób myślenia, kochania, pragnienia Chrystusa, który wie, jak...
3dni – Wielki Czwartek

3dni – Wielki Czwartek

znaki – Triduum Paschalne.   Wielki Czwartek – początek świętowania, trwającego przez trzy bardzo ważne dni. Wielki Czwartek wprowadza nas przez perspektywę Eucharystii i kapłaństwa, w misterium (tajemnicę) Bożej Miłości, która ofiarowuje się człowiekowi bezinteresownie. Poprzez te dwa wielkie dary, można odkryć jak ważny jest człowiek w planie Boga.  Wszystko, co Bóg daje człowiekowi, służy temu, aby jeszcze mocniej zespolić siebie, swoje plany, codzienność, z Nim, który całym sobą pragnie dla nas, jedynie naszego dobra.   Eucharystia…   Sprawowana dziś Eucharystia jest modelem, wzorem dla wszystkich Eucharystii w ciągu roku.  Dziś szczególnie nie powinno sprawować się Mszy, bez udziału ludzi, by jeszcze mocniej podkreślić, że nie jest ona sprawą prywatną żadnego księdza, lecz sprawowana dla ludu, co pokazuje jej niezwykłą integralność kapłana z wiernymi, jak i wszystkich wiernych.    — osobiście —  Dzisiejszy dzień jest dla mnie szczególnym świętem – nie tylko ze względu na to, że jestem księdzem, ale ze względu na dar, w którym mogę uczestniczyć jako narzędzie w ręku Jezusa. Dzisiejsza Eucharystia, jak każdy dzień Triduum, jest przeze mnie zawsze bardzo poważnie przeżywany (zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie) Powaga sytuacja, skupia mnie na Jezusie, który ofiarowuje siebie w postaciach chleba i wina, który uczy mnie w tych znakach i słowach, nieustannego ofiarowywania siebie, jak On, wszystkim do których zostałem posłany.   obmycie nóg…   Niestety w wielu kościołach nie zachowuje się w ciągu liturgii tego znaku (nie wiem dlaczego), ale jest on w swej niezwykłej prostocie bardzo wymowny. Kapłan umywający nogi 12 osobom, ma odkrywać wzór postępowania – jest sługą i tak właśnie ma sprawować swoją posługę… Kapłan jest sługą dla wszystkich i jego zadaniem jesst...
Przemienienie codzienności

Przemienienie codzienności

„Przemienienie” – codzienności To, co dzieje się w liturgii motywuje nas po raz kolejny do zastanowienia się nad rzeczywistością życia, a przede wszystkim nad naszą codziennością. Często mamy nieodpartą ochotę coś uczynić z życiem, ale ogarnia nas niepokój, gdy zastanawiamy się, co mamy faktycznie uczynić z życiem. Codzienność jest wyzwaniem, z którym codziennie musimy się zmierzać, które codziennie musimy podejmować. Mk 9,5 – „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy…” – niech ten fragment stanie się myślą przewodnią naszych rozważań i myślą do poszukiwań odpowiedzi na pytanie, co mam czynić z codziennością. Scena Przemienienie Pańskiego (Mt 17,1-9; Mk 9,1-8; Łk 9,28-36) sugeruje nam opisem scenę, w której wszystko się to odbywało. Góra Tabor miejsce niecodziennego cudu, za sprawą którego człowiek powołany jest z jednej strony do odkrywania Boga takim jakim On jest faktycznie (to wyobrażenie sięga dalej niż tylko, to co my myślimy), a z drugiej strony odniesienie tej sceny do naszej codzienności proponuje nam wejście na górę i zejście z góry razem z Jezusem. Pierwsze co powinniśmy uczynić, to odnieść naszą codzienność do Boga, przez modlitwę, rozważane Słowo Boże i sakramenty. Życie odniesione w tych trzech kontekstach pozwoli nam zaobserwować, to często umyka nam, czego często nie możemy sobie wyobrazić, do czego nie sięga nasze serce. Modlitwa – stwarza okazję do przemilczenia… W ciszy człowiek wyostrza zmysły, przez co również życie staje się wyraźniejsze. Człowiek spogląda w nie i czyni ocenę, co jest nieużyteczne, a co wymaga podkreślenia. Słowo Boże – rozważanie słowa Bożego, pozwala człowiekowi dostrzec możliwości, które daje nasze życie, a które tak często gubimy właśnie z tego względu, że nim nie czynimy woli Bożej. Słowo Boże jest...
środa popielcowa

środa popielcowa

„Wielki Post to czas ogołocenia: dobrze nami zrobi, jeśli się zastanowimy, czego możemy się pozbawić, aby pomóc innym i wzbogacić ich naszym ubóstwem. Nie zapominajmy, że prawdziwe ubóstwo boli: ogołocenie byłoby bezwartościowe, gdyby nie miało wymiaru pokutnego. Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli.” (Orędzie na Wielki Post, Papież Franciszek,...
recepta

recepta

Wielu z nas poszukuje jakiś form rozwiązania pewnych spraw. Niekiedy źródłem naszych poszukiwań są zasłyszane rozwiązania od innych, niekiedy jakaś myśl uchwycona z książki, albo filmu. Są i takie osoby, które rozwiązań poszukują w Słowie...