Powiew

Powiew

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA – J 14, 23-29   Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie». Powiew. Jedni szukają delikatnego szumu, inni chcieliby sztormu i przewiewu w Kościele. A nam potrzebny jest? Prawdziwy powiew Ducha Świętego, który nie tylko przemknie przez nasze serca, codzienność, ale rzeczywiście wprowadzi w wir całe nasze życie; stawiając na nowo fundamenty, tworząc nasze życie, dając nam siłę do budowania. Wydaje nam się, że Jego obecność, ta Osoba, jako zadanie ma nam dać jedynie wiedzę. Byłoby to uproszczeniem i spłyceniem Jego roli. Myślałeś kiedyś nad tym, jaka jest Jego rola w twoim życiu? Jak ma działać, jak z Nim współpracować? Jak wybrzmiewa w tobie dar Chrztu i Bierzmowania? Brak żywej relacji z trzecią Osobą Trójcy Św., może odebrać nam żywotność. Dary Ducha Św. nie są kolejnymi zdolnościami, dodatkową wiedzą na jakiś temat....
A może wystarczyło zaczekać?

A może wystarczyło zaczekać?

Piąta Niedziela Wielkanocna – J 13, 31-33a. 34-35   Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali». A może wystarczyło zaczekać? Po pierwszej lekturze tego fragmentu, rzuciły mi się na pierwszy plan rozważań dwie kwestie…  Uciekający Judasz, to znak człowieka, który poprzez nie tylko zło, ale również inne okoliczności, nie ma okazji uczestniczyć w jakimś wydarzeniu w całej pełni. Zastanawiałem się (nieco gdybałem), czy gdyby Judasz jeszcze został, to słowa Jezusa mogłoby na niego jeszcze jakoś wpłynąć. Gdybanie. Ale patrząc na naszą codzienność, mamy podobnie. Brakuje nam cierpliwości w niektórych sytuacjach i nie słuchamy do końca, nie mamy sił wytrwać w jakiejś sytuacji i coś, co by na nas czekało na końcu sytuacji, niestety nas omija. Judasz jest opanowany przez szatana… Co nas opanowuje w sytuacjach, kiedy nie docieramy do finału jakiejś sytuacji?  Może dziś, kiedy rozważamy ten fragment, warto zastanowić się nad naszym działaniem, na konsekwentnością w naszym działaniu, na pozytywnym uporem, który powinien nam towarzyszyć, szczególnie w ważnych kwestiach. Może wydarzy się w naszym życiu coś szczególnego, gdy doczekamy się jakiś momentów, sytuacji, gdy wytrwamy, gdy przejdziemy przez trudności. Nie uciekaj… Druga kwestia to bardzo ciekawy zwrot Jezusa – „dzieci…” Jezus zwraca się do...
Relacja

Relacja

Czwarta Niedziela Wielkanocna – J 10, 27-30 Jezus powiedział: «Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy». Relacja. Dziś, każdy z nas, którzy jakoś wierzymy, musimy się zastanowić i popatrzeć na to, jak jest nasza więź z Chrystusem. W świecie dzieją się dziś różne rzeczy. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, chrześcijaństwo jest coraz bardziej prześladowane – i nie mam tu na myśli księży tylko, ale nade wszystko ludzi wierzących, którzy dosłownie oddają życie za wiarę. Oczywiście, można by było gdybać, ilu z nich poszło by do kościoła, gdyby wiedzieli, że „dziś tam umrą”. Nikt nie chce tak po prostu umrzeć, mamy w sobie ogromną siłę instynkt przetrwania, ale świadectwa, które do nas docierają, pomagają zobaczyć, że ci ludzie, oddają realnie swoje życie za wiarę w Boga w Trzech Osobach.  Niedziela Dobrego Pasterza a szczególnie słowa: „słuchają mego głosu, a Ja znam je” stają się dla mnie ogromnym zadaniem. Więź z Bogiem – to jedna ścieżka, oczywista relacja, którą należy solidnie budować. Są jednak jeszcze inne ścieżki – relacja do osób wierzących, z którymi „obecnie idę” – poznawanie ich, słuchanie ich, uczenie się ich życia. Tego nie da się osiągnąć podczas Mszy, tam wymiar wspólnoty jest znakiem, ale trzeba stworzyć konkretne doświadczenia, sytuacje, w których będziemy mogli się wzajemnie poznać.  Wydaje mi się, że potrzebujemy konkretnej codzienności, zmagania, wysiłku, dzięki któremu będziemy „poznawać”...
Światło, które przenika każde miejsce (6) medytacja

Światło, które przenika każde miejsce (6) medytacja

(6) – Medytacja o Miłosiernym Światło, które przenika każde miejsce. Obraz wypełniony jest prawie w większości promieniami. W jednym z objawień otrzymały one szczególną nazwę – promienie miłosierdzia. One rzeczywiście skupiają na sercu, przykuwają uwagę na tym co się wydarzyło podczas śmierci – kiedy przebito Jego serce, wypłynęły z niego krew i woda. Jednak to nie tylko z tym wydarzeniem łączą się te promienie. Woda i Krew nie oznaczają tylko chrztu św. i Eucharystii, ale swe symboliczne znaczenie rozciągają także na pozostałe sakramenty Kościoła. Blady promień – oznacza nie tylko chrzest, ale także pokutę, czyli w sumie tzw. sakramenty umarłych, natomiast promień czerwony – nie tylko Eucharystię, lecz również bierzmowanie, namaszczenie chorych, kapłaństwo i małżeństwo, czyli tzw. sakramenty żywych. Każdy z tych promieni ożywia, ma nas przeniknąć i dać życie w nas Bożej łasce, która pragnie w nas w bardzo różny sposób wzrastać. Potrzebujemy tego światła do tego aby w nas coś mogło rosnąć i przynosić owoce. Co w twoim życiu potrzebuje takiego światła, które dałoby ci wzrost i siłę w jakiejś konkretnej kwestii? Czy Bóg może w tobie wzrastać, stawać się silniejszy i bardziej działać w tobie i przez ciebie? Czy Jego obecność w tobie, to konkretny obraz życia i jakiego życia? Promienie wpływające z serca Jezusa są dla mnie nadzieją. Każdy z nas, zbliżając się do Niego może wejść w te promienie łaski, odnaleźć w nich te szczególne dary, których właśnie potrzebuje. One wpływają do naszych serc i pozostawiają ślad Bożej obecności i Jego działania. Który promień jest Ci bliższy, bardziej go potrzebujesz: blady czy...
Zaufaj (5) medytacja

Zaufaj (5) medytacja

(5) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Zaufaj? Na osiem obrazków, które są powciskane dosłownie w każdą szczelinę w pokoju w którym obecnie się znajduje, dwa z nich przedstawiają obraz Jezusa Miłosiernego. Ten obraz naprawdę jest bardzo znany i rozpowszechniony. Co jest istotą tego obrazu? Myśląc o tym obrazie mam w głowie wiele spraw, które wydawały mi się ważne w tym czasie. Ale może tak jest, że im człowiek starszy, im więcej przeżyje i zobaczy, jego priorytety się zmieniają i dojrzewa do konkretnych wyborów i określa bardziej konkretnie to czym chce żyć. Odkrywam, że wiara staje się we mnie prostsza i dużo bardziej pewna. Stąd obecnie patrząc na obraz Miłosiernego bardzo wyraźnie przemawia do mnie same słowa zawarte na obrazie „Jezu, ufam Tobie.” Zaufanie – tak potrzebne i tak trudne. Każdy z nas wobec Boga powinien mieć zaufanie, w szczególności wobec Jego woli. Jak je zdobyć? Nie ma jakiejś techniki, ale ogólnie trzeba adorować Boga i żyć Jego wolą, próbując wcielać ją w swoje życie codzienne. W czym potrzebne ci jest większe zaufanie względem Boga? Co jest tą dziedziną twojego życia, w której powinieneś kierować się bardziej zaufaniem względem Boga i Jego woli? A w jakich kwestiach jesteś zbyt pewien siebie, stawiając tylko na swoje umiejętności i swoją osobę. Współpraca z Bogiem musi być budowana na zaufaniu. Bez tego myślę, że trudno sobie nawet wyobrazić to wszystko do czego może zaprosić nas Bóg, a co dopiero odpowiedzieć na Jego zaproszenie. Nie skupiaj się na działaniu, na tym co przed tobą, ale Zaufaj – pozwól Jemu się poprowadzić, skierować na właściwy tor działania. Zaufaj w powierzonych ci zadaniach i postawionych wymaganiach. Wierzysz...
Skąd i dokąd pójdziemy? (4) medytacja

Skąd i dokąd pójdziemy? (4) medytacja

(4) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Skąd i dokąd pójdziemy?  Podróż, droga to znak rozpoznawczy Chrystusa. Nie dziwi więc mnie to, że kontekst obrazu umieszcza postać Jezusa Miłosiernego, który wchodzi do pomieszczenia, skądś przychodząc. Misja dotarcia do tak wielu osób dopiero się rozpocznie. Póki co garstka zapaleńców, zagorzałych zwolenników, wytrwałych zmierza się ze swoim ograniczeniem – strachem… Może i ty jesteś z tej grupy, a wewnątrz ciebie jest też jakieś ograniczenie, któremu właśnie On teraz pragnie jakoś zaradzić.  To jest niezwykłe że On pragnie do mnie przyjść i przychodzi. Nie mam prawa twierdzić, że mnie opuścił, że się mną nie przejmuje, bo On naprawdę w każdej chwili przychodzi. Jego śmierć na krzyżu jest dowodem tego że przychodzi do wszystkich. Jest kwestia naszego serca, które nie zawsze jest otwarte, chętne na Jego przyjęcie, a niekiedy tak zniewolone, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że On jest tuż obok mnie.  Kiedy przyjdzie, jaką rzeczywistość zastanie, w co tak naprawdę wejdzie? Jak będzie wyglądało moje życie, serce gdy nastąpi moment Jego przyjścia. Dla Niego ważne jest „teraz” – bo w nim przychodzi i pragnie być w naszym życiu. Popatrz na swoje serce i pomyśl co dziś, teraz, może w nim zastać?  Kiedy Go spotkam, na pewno mnie zaprosi do pójścia za Nim. Czyli gdzie? Z czego mnie wyprowadzi i gdzie pójdziemy? On jest nieustannie powołującym – wciąż, w każdej sytuacji naszej codzienności, do czegoś nas zaprasza. Wzywa oczekując konkretnej odpowiedzi z naszej strony. Bez nas, naszej decyzji, Bóg nie może nic zrobić, bo szanuje naszą wolność.  Gdzie jesteś obecnie, dokąd zaprowadziło cię życie, a dokąd chciał cię prowadzić Bóg. Czy są to...
Pozwól Mu się błogosławić (3) medytacja

Pozwól Mu się błogosławić (3) medytacja

(3) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Pozwól Mu się błogosławić… Symbolika obrazu nawiązuje do czterech scen biblijnych. Oczy – Jezus na krzyżu, delikatnie zarysowane w tle drzwi, ukazują Chrystusa w Wieczerniku, biała szata ukazuje Chrystusa jako Wiecznego i Najwyższego Kapłana, który nieustannie nam się ofiarowuje jako Ofiara Nowego Przymierza i ostatnia scena to błogosławiąca dłoń, nawiązuje do wniebowstąpienia Chrystusa, który opuszczając ziemię błogosławił Apostołów. Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.  (Łk 24,50-51) Dziś warto pomedytować właśnie nad tym gestem, nad tą sytuacją, kiedy On przychodzi do twojego życia, spogląda na twoje działanie i czemuś błogosławi. Błogosławieństwo jest tak powszednim gestem, że chyba już zapomnieliśmy o jego ogromnym znaczeniu. Powinniśmy błogosławić chleb, w geście wdzięczności za dar. Powinniśmy błogosławić siebie, w geście akceptacji działania i wsparcia dla niego, oraz prośby o ochronę nad nami i wspieranie nas Bożymi łaskami. Znak krzyża, który możemy przy tak wielu okazjach czynić, nie jest tylko znakiem świadectwa, ale nade wszystko znakiem wiary, którą wyznajemy czyniąc ten znak. Patrząc na tą dłoń na obrazie, zawsze zastanawiam się, czy moje działania są bożymi… czy Bóg wspiera mnie swoim błogosławieństwem, kiedy podejmuje się jakiegoś dzieła. Może właśnie to dziś warto by było przemyśleć – kiedy mogę przyjść, stanąć przed Nim i prosić o błogosławieństwo – w jakich sprawach jest oczywiste to, że mnie wesprze, a kiedy moje działanie, może liczyć bardziej na miłosierdzie niż na błogosławieństwo.  Wyobraź sobie w czasie medytacji, że stajesz przed obrazem, stajesz przed Jezusem Miłosiernym i pozwalasz Mu siebie pobłogosławić – w jakiejś sprawie, potrzebujesz Jego orędownictwa. Zaufaj Mu,...
w Jego sercu (2) medytacja

w Jego sercu (2) medytacja

  (2) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Otwarte serce dla wszystkich. Nie sposób tego nie zauważyć, że każdy z obrazów, ma swoje jakieś centrum. I dla każdego może to być zupełnie inny punkt i szczegół obrazu, bo każdy z nas staje przed nim ze swoją historią życia, ze swoimi pragnieniami, tęsknotami, grzechami, pytaniami, wątpliwościami…  Gdzie warto najpierw spojrzeć i gdzie warto szukać dla siebie miejsca? Gdzie ty znajdziesz swój punkt na tym obrazie? Serce, przebite – rozdarte, które w obrazach ukazane jest w piękny sposób, może być właśnie takim moim osobistym miejscem, centrum. Jezus odsłania delikatnie swoją szatę, wskazując jakby palcem to miejsca, skąd wypuszcza wszelkie łaski ze swojego przebitego serca na nas. Znaki męki, a w szczególności przebite ręce i serce, dowodzą o miłości bezinteresownej wobec nas. Słowo MIŁOSIERDZIE może zatem oznaczać dosłownie miłe osierdzie albo litościwe osierdzie – czyli miłe serce, litościwe serce. To miejsce, wymaga od nas medytacji, wręcz adoracji. Serce Boga jest głębokie, dlatego miłosierdzie wynurza się z Jego głębi, z Jego wnętrza. Nie jesteśmy w stanie go objąć, ale kontemplując je, możemy próbować zrozumieć sens tego miejsca, tego faktu, próbować nadać naszym myślom przynajmniej właściwy kierunek. Miłosierdzie nie tyle określa jedną z cech Boga, ile jest nazwą zbioru wszelkich cech Boskich. Określa nie tylko jakiś wybrany aspekt Jego działania, ale całą tożsamość Boga, stanowiąc wręcz Jego imię. Cokolwiek Bóg czyni – stwarza, przytula, uzdrawia czy karze i doświadcza – wszystko to zawsze jest przejawem Jego miłosierdzia – nawet Jego sprawiedliwość. Podobnie – każdy czyn Jezusa jest czynem miłosiernym – każde uzdrowienie i spotkanie z drugim człowiekiem, wybór Apostołów czy kazanie na górze. Najwyższym zaś aktem miłosierdzia jest Jego Wcielenie, Męka i Zmartwychwstanie. Jego serce mówi nam o Nim samym....
spojrzenie Miłosiernego (1) medytacja

spojrzenie Miłosiernego (1) medytacja

(1) – MEDYTACJA O MIŁOSIERNYM Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością, a oblicza wasze nie zaznają wstydu. / Ps 34,6 Wylosowałem ten cytat, mając już w głowie pomysł na to, by przez Tydzień Miłosierdzia, kontemplować oblicze Jezusa Miłosiernego z obrazu św. Siostry Faustyny, jak i też obrazu, który powstał później, a który w zasadzie jest nam bardziej znany, bo obecny prawie w każdym kościele. Uśmiechnąłem się tym bardziej, gdy postawienie spoglądania na oblicze Jezusa, połączyło się z wylosowanym cytatem i wezwaniem – spójrzcie na Niego. Tym bardziej mam przekonanie, że tak właśnie mam dalej robić. To, co w szczególności wyróżnia dwa, wspomniane przeze mnie obrazy, kiedy na nie spojrzymy, myślę, że każdy od razu tą różnicę zauważy.  Detalem są oczy. Choć nie są one najistotniejsze, nie wyrażają zasadniczej treści tego obrazu, to jednak od nich zacznę, bo wydaje mi się, że pierwszą ważną dla nas kwestią, której powinniśmy się uczyć, jest właśnie miłosierne spojrzenie. Co mnie poruszyło i natchnęło w tych obrazach? Na jednym z nich, oczy Jezusa są tak namalowane, że każdy człowiek spoglądając z dowolnego miejsca, ma wrażeni, że jest obserwowany przez Niego. Tutaj skojarzyła mi się scena Ojca Miłosiernego, który wypatrywał swojego syna, a gdy go dostrzegł w oddali, wybiegł mu naprzeciw. (por. Łk 15,11-32) Może właśnie te oczy to wyrażają… Dla mnie właśnie w tym obrazie, oczy Jezusa spoglądające na mnie, nie są oceniającymi, ale wypatrującymi mnie, gdzieś w oddali, zagubionego, stęsknionego…  Drugi obraz, przedstawia oczy Jezusa, jakby spuszczone w dół. Niejako speszone, zawstydzone… ?Sam nie do końca potrafię je zinterpretować. Skojarzenie jednak ma jedno, bardzo mocne. Otóż, kiedy przyprowadzono do Jezusa kobietę pochwyconą co dopiero...
spotkanie – medytacja – IV/V/2019

spotkanie – medytacja – IV/V/2019

SPOTKANIE – MEDYTACJA Święta Triduum natchnęły mnie myślą, która na tyle jest silna, że nie mogę jej zatrzymać tylko dla siebie. Chcę podzielić się z wami tym natchnieniem.   Jezus jest żywy! By tego doświadczyć, trzeba się z Nim spotkać. Musimy sprowokować odpowiednie ku temu sytuacje. Medytacja, to narzędzie, którymi możemy się posłużyć, aby urzeczywistnić takie spotkanie z Bogiem. Może dziś, szczególnie właśnie tego potrzebujmy, narzędzie, które duchowo i fizycznie postawi nas na nogi.   zapraszam do rozważenia poszczególnych artykułów: Potrzeba medytacji Medytacje: spojrzenie Miłosiernego w Jego sercu pozwól Mu się błogosławić skąd i dokąd pójdziemy? zaufaj światło, które przenika każde miejsce Duchowy fundament życia Rozszerz perspektywy...
Potrzeba medytacji.

Potrzeba medytacji.

Zastanawialiście się kiedyś nad uczynieniem w jakiejś kwestii kroku naprzód. Zaangażowanie się w coś, co was zbuduje, umocni i ubogaci. Może właśnie czas na taką decyzję – krok naprzód dzięki medytacji. Pojawia się to często. Pojawia się jakaś myśl, dobitna, która jest na tyle natarczywa, że nie mogę jej odrzucić na bok i o niej zapomnieć. Nie są to jakieś banalne myśli, ale najczęściej jakieś na ten czas ważne prawdy, które odczuwam, że mam nimi mocniej żyć, przeżywać je i się nimi dzielić. Najważniejsze jest to, że wraz z pojawieniem się jakiejś myśli, pojawia się też naturalne środowisko, gdzie mogę tą prawdę zobaczyć i gdzie mogę nią żyć. Tą myślą, która się pojawiła, którą przeżywałem, którą pragnę się z wami podzielić to – SPOTKANIE Z ŻYWYM JEZUSEM. Święta stwarzają naturalne środowisko dla takiego właśnie doświadczenia. Samo Zmartwychwstanie jest bardzo ważnym wydarzeniem, ale ten czas zaprasza nas do refleksji nad tym, co faktycznie dzieje się za sprawą spotkań ze Zmartwychwstałym. Przemiana, która dokonuje się w życiu tych, którzy Go spotkali, zapala we mnie ciekawość. Spotkanie przywraca nadzieję, umacnia i prowadzi nawet do wręcz heroicznych postaw.  Samo zatrzymanie się nad tym, już pewnie w nas wywołuje reakcję – wejście głębsze w rozważane kwestie. Potrzeba nam głębszego wejścia w różne kwestie, zatrzymania się nad pewnymi myślami i sytuacjami i zastanowienia się nad konkretnym działaniem. Codzienne medytacje, do której bym was zachęcał, ma ogromne znaczenie dla życia fizycznego, jak i też oczywiście duchowego. Zatrzymajmy się najpierw więc nad techniczną częścią – znaczeniem słowa medytacja. Medytacja chrześcijańska tym się różni od innych, że jej centrum stanowi Bóg i wszystko to, co wokół Niego. Centrum medytacji...
14. Miłość zwycięża.

14. Miłość zwycięża.

– stacja 14 – Złożenie Jezusa do grobu.   Stacje Drogi krzyżowej ma różne zakończenie. Niekiedy jest jeszcze jedna stacja, XV podkreślająca Zmartwychwstanie Chrystusa. Złożenie w grobie, jest jednak wbrew pozorom bardzo dynamiczną stacją. Cała Wielka sobota, to okazja do medytacji nad tą stacją. Cisza sobotnia bardzo zastanawia, bo skoro wiemy, że po tym czasie nastąpi zmartwychwstanie, to może zadajemy sobie pytanie, co w tym czasie się działo z Jezusem, co On „robił. Po złożeniu Jezusa do grobu nastaje czas pełen ciszy, a w tej ciszy dzieje się bardzo wiele. Ten dzień, ta stacja, ma skłonić nas do refleksji, do postawienia sobie pytania: „Gdzie jest Chrystus?” Gdzie był w Wielką sobotę, gdzie jest teraz – to ważna kwestia, którą trzeba odnaleźć w swoim sercu. Milczenie Golgoty i ukrzyżowania, przenosi się na kolejne wydarzenie, kolejną stację. Złożenie w grobi wywołuje w ludziach różne reakcje. Jedni płaczą, wzruszają się każdą myślą na temat osoby, która odeszła. Inni twardzi, próbują nie dać po sobie znaku, że cokolwiek przeżywają, a ich serca się wyrywają z bólu. Są też ci milczący, zszokowani, zdziwieni, rozgoryczeni, załamani, są też obserwatorzy z boku. Kim jesteś podążając w myśli za tą sceną? Rozważając tą stację, w łączności z trwającą liturgią Paschalnego Triduum, jakoś szczególni doświadczyłem i doceniłem ciszę. Jednak od piątku, przez sobotę aż po poranek niedzielny, trwa milczenie, które jest pozorne. Można zobaczyć ją zewnętrznie, natomiast dynamiczne działanie dokonuje się niewidocznie dla naszych oczu. Złożenie do grobu rozpoczyna proces ogromnej walki – Jezus zstępuje do piekieł i wyciąga każdego grzesznika. credo, zanim powie o Zmartwychwstaniu, mówi, że „zstąpił do piekieł”, czyli do krainy zmarłych. Nie chodzi tu...
13. Umiłowanie milczenia – adoracji.

13. Umiłowanie milczenia – adoracji.

– stacja 13 – ŚMIERĆ JEZUSA NA KRZYŻU.   Tą scenę można skomentować w zasadzie jednym słowem, jedną postawą – ciszą. Zbyt wiele słów, może zasłonić tajemnicę, a zbyt mało może spłycić Prawdę. Widok krzyża, zwieszona głowa Jezusa wywołuje we mnie głębokie pragnienie tylko jednego – adoracji. Są w naszym życiu codziennym sytuacje, które wprowadzają nas w stan zadumy i wyciszenia. Zatrzymanie na jakiejś scenie, powoduje głębsze myślenie i zachęca nas to do medytacji – zgłębienia prawdy nie tylko rozumem, ale również sercem. Są sprawy na które patrzymy i nie ma w nas innych potrzeb, jak tylko patrzeć, przeżywać daną scenę, wczuć się w to, co ona przedstawia. Adoracja to nic innego, jak realizacja wszystkich powyższych słów. Czasami siłujemy się z sobą, szukając sposobu wyrażenia swoich myśli, uczuć, wiary… Szukamy niebywałych form, emocjonalnych przeżyć, szukamy sposobu na duchowe uniesienia, a potrzeba nam przede wszystkim szczerości serca. W jaki sposób będziemy realizować wiarę to spraw drugorzędna, ale najistotniejsze jest to, aby w to wszystko włączyć konkretnie własne serce. Adoracja ma uruchomić przede wszystkim nasze serc, abyśmy rzeczywiście otworzyli się na Boga, zaufali Mu, usłyszeli Go, a przede wszystkim Go zobaczyli. Dziś rozważana scena, bez słów, jest tak bardzo wymowna. Dlaczego? Bo miłość osiąga szczyt konkretności. I można dosłownie stwierdzić – scena im bardziej konkretna, tym mniej potrzebuje słów. Chrystus, który umiera na krzyżu jest tak wymowną miłością, ż nie potrzebuje słów, bo czyny są jednak bardziej wymowne niż słowa. Spoglądając na Ukrzyżowanego, za każdym razem, adorując Jego oblicze, zastanawiam się, co dziś On do mnie mówi, do czego mnie powołuje. Zrozumiałem już dawno, że milczenie ma też swoje znaczenie, swój...
12. Codzienność – to budowanie cywilizacji miłości.

12. Codzienność – to budowanie cywilizacji miłości.

– STACJA 12 – SPOTKANIE JEZUSA Z MATKĄ, STOJĄCĄ POD KRZYŻEM.   Tą scenę trudno mi jest sobie wyobrazi. Ból, którego doświadcza Jezus, jak i też Maryja, wymaga medytacji – głębszego zatrzymania się własnym serce i współodczuwania tej tajemnicy. Ilekroć myślę o tej scenie, nie zatrzymuje się nad dramatycznością, czy bólem zwartym w tej scenie. Pewnie, jakieś osobiste przeżycia – doświadczenia, każdego z nas, w jakiś sposób, w jakiejś tylko części, mogłyby nam przybliżyć ból i odczucia towarzyszące osobom, obecnym w tej scenie. Warto powrócić do ofiarowania Jezusa w świątyni i do słów Symeona, do proroctwa, które wypowiada względem Maryi – „Twoje serce przeniknie miecz…” Pewnie w tym momencie Maryja nie rozumiała tych słów. Może się zastanawiała nad ich znaczniem. Pojmowanie Jezusa już dotknęło cierpieniem Maryję i być może już wtedy zrozumiała o co Symeonowi chodziło. Mnie jednak w scenie pod krzyżem zatrzymują szczególnie słowa wypowiadane względem Maryi i Jana. Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19,25-27). W ostatnich słowach Jezusa, w Jego testamencie, odnajdujemy niezwykłe światło, które towarzyszy nam w naszych ciemnościach, a szczególnie w ciemności wiary. Jest ono nam bardzo potrzebne, szczególnie, gdy budzą się w nas wątpliwości, gdy tracimy nadzieję. Aż trudno sobie wyobrazić, że scena rozgrywająca się pod krzyżem jest „drugim zwiastowaniem”. Do Maryi zostaje skierowane kolejne zaproszenie. W sobie Jana, symbolicznie zawarty jest każdy człowiek – Kościół. Maryja ma oddać Jezusa, a stać się Matką wszystkich. Uczeń przyjmując Maryję, przyjmuje Ją jako Matkę nas wszystkich. I choć Maryja traci jednego syna, to zyskuje znacznie więcej swoich dzieci, zostaje powołana...
Mój ogród, w codzienności.

Mój ogród, w codzienności.

VI Niedziela – Niedziela Palmowa – Łk 22, 14 – 23, 56 Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną; towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. A sam oddalił się od nich na odległość około rzutu kamieniem, padł na kolana i modlił się tymi słowami: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i pokrzepiał Go. Pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. Rzekł do nich: Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Mój ogród, w codzienności. Opis Męki dziś odczytywany jest wart rozważenia, zdanie po zdaniu, ale już sobie wyobrażam długość tego mojego wpisu w takiej sytuacji. Nie wiem, naprawdę muszę się wam przyznać – nie wiem, dlaczego ten powyższy fragment wybrałem, dlaczego on zagrał w mojej duszy szczególnie w ostatnim czasie i wciąż snuje swoją melodie w mojej duszy. Nie wiem, ale stał się dla mnie przewodnikiem już od wielu dni i będzie dalej. Scena po ludzku zatrważająca – Jezus, wiedząc o zbliżającej się swojej śmierci, idzie na modlitwę. Wracam do tego, jak refren – że modlitwa poprzedza ważne wydarzenia w publicznej działalności Jezusa. Już to wystarczy by się zatrzymać. Są jednak trzy, moim zdaniem, ważne momenty w tej scenie, nad którymi zapraszam was, byście i wy się zatrzymali. Pierwszy moment to: „…padł na kolana i modlił się…”  Kolejny moment to...
11. Miłość zawsze gotowa jest przebaczać.

11. Miłość zawsze gotowa jest przebaczać.

– stacja 11 – JEZUS OBIECUJE RAJ DOBREMU ŁOTROWI.   Początek realnej nadziei – tak rozumiem tą scenę i dialog z Dobrym Łotrem. Czy jest we mnie taka pokora, by podjąć dialog z Bogiem, dialog z Miłością, w każdej mojej życiowej sytuacji? O Dobrym Łotrze wspomina jedynie św. Łukasz Ewangelista. A poszukując jakichkolwiek informacji o łotrach, musimy sięgnąć do Apokryfów, bo tylko tam możemy znaleźć cokolwiek. Różne historie, stawiają Dobrego w różnym świetle. Często przywołuje się imię Dyzma, przedstawiając nam Dobrego Łotra. Jego przykład daje nadzieję wszystkim katolikom, że nawet w godzinie śmierci, człowiek może zostać zbawiony, jeżeli wyrazi szczerą skruchę. Dyzma stanowi dla chrześcijan jedną z centralnych postaci ukazujących bezmiar Bożego miłosierdzia. Dyzma – co zapewne was bardzo zaciekawi – odgrywa również ważną rolę w prawosławiu, o czym świadczy krzyż prawosławny, na którym widnieje dodatkowa poprzeczna belka (dolna – trzecia w kolejności, ukośna), symbolizująca skazańców. Jedno z ramion jest wzniesione ku górze i symbolizuje właśnie Dobrego Łotra, drugie zaś, skierowane do dołu, oznacza potępionego. Warto zatrzymać się nad słowami Dobrego Łotra i Jezusa w tej scenie – „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił (…) Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju” (por. Łk 23,40-43) W kontekście tej sceny, moją uwagę zwracają dwie sprawy – skrucha ze strony łotra, oraz oczywista postawa miłosierdzia, ze strony Jezusa. Tak jak do skruchy nie wszyscy muszą mieć pewność, tak w odniesieniu do Boga, każdy z nas to...
10. Miłość rozlewa się na wszystkich.

10. Miłość rozlewa się na wszystkich.

– stacja 10 – UKRZYŻOWANIE JEZUSA   Wszystkie sceny coś w nas zostawiają, dotykają czułych miejsc i tematów, dla nas ważnych. Ta stacja ma jednak dodatkowe dla mnie działanie – zatrzymuje mnie na dłużej i przekonuje o miłości i do miłości. Nie wiem skąd to mam, ale zawsze, odkąd tylko pamiętam, scena ukrzyżowania mnie zatrzymywała. Niekiedy zatrzymuje się dosłownie, fizycznie, stając pod jakimś krzyżem, oddając się chwili adoracji i medytacji tego wydarzenia, a niekiedy to zatrzymanie dokonuje się tylko w myśli, kiedy np. Jadąc samochodem, mijam przydrożne kapliczki, krzyże na poboczach, czy jakieś cmentarze. Krzyż jest bardzo mocno wkomponowany w pejzaż świata, który nas otacza. Mijając te miejsca z krzyżami, zawsze towarzyszy mi modlitwa, pamięć o osobach, wydarzeniach. To w sumie piękne, że mam tyle okazji do zatrzymania się nad tą szczególnie ważną sceną. Ukrzyżowanie – przemawia do mnie szczególnie właśnie dlatego, że ukazuje Miłość, tak bardzo konkretną. „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (por. J 15,13) Ta scena może właśnie dlatego mnie zatrzymuje, że jest tak bardzo konkretna, a miłość którą symbolizuje, jest tak bardzo namacalna. Chrystus na krzyżu jest jedną wielką raną – a wszystko to dla nas! Sena ukrzyżowania jest oznaką ludzkiego okrucieństwa, jest znakiem tego jak nisko w swym działaniu upada niekiedy człowiek. To jest jednak ta ciemna strona krzyża – ból, cierpienie, śmierć. Jest jednak i ta druga strona, którą możemy dostrzec tylko wtedy, gdy uwierzymy, gdy spotkamy Chrystusa Ukrzyżowanego. Wiara jest kluczem nie tylko do zrozumienia, ale nade wszystko do przyjęcia tej Miłością, którą dźwiga krzyż. Zatrzymanie się nad tajemnicą Ukrzyżowanego Jezusa, powołuje nas do tego,...
Przebaczać, a nie piętnować.

Przebaczać, a nie piętnować.

5 Niedziela Wielkiego Postu – J 8, 1-11 Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz». Przebaczać, a nie piętnować. Bardzo mnie ciekawi ta scena, gdyż wokół niej, jest tak naprawdę bardzo wiele komentarzy. Wielu zwraca uwagę i interpretuje to, co mógł ewentualnie pisać po ziemi Jezus.  Wszystko się sprowadza do tego, że ci którzy przyprowadzili kobietę, nie pragną jej ratować, nie dbają o jej nawrócenie, zbawienie. Chcą jej przypadek wykorzystać do tego, aby sprowokować Jezusa do polemiki i znaleźć na Niego powód do oskarżenia. Można powiedzieć, że kobieta staje się kozłem ofiarnym innej machiny, które na imię manipulacja, zawiść, niechęć…...
9. Miłość dąży do spotkania.

9. Miłość dąży do spotkania.

– stacja 9 – JEZUS SPOTYKA KOBIETY.   Paradoks tej sceny to Cierpiący, który pociesza zrozpaczone. Czy nie jest tak, że osoby umierające bardzo często pocieszają wszystkich bliskich zgromadzonych wokół niego? Następuje ciekawa zmian ról. W biblijnej Drodze krzyżowej, którą rozważamy, takich realnych spotkań jest nie wiele, oprócz tej stacji, mamy jeszcze spotkanie z Maryją. W porównaniu do tradycyjnej, jest ich w niej znacznie mnie, więc może dlatego, rozważając tą wersję, spotkania wydają się dla mnie bardziej wyraźne. Przyzwyczajając się do ludzi, do tego, że ich często spotykamy, pozbawiamy się często takiej wrażliwości, którą nazwałbym „cudownością codzienności”.  Chyba zbyt mało doceniamy okazje spotkania się z ludźmi. Zabiegani, wciąż twierdzimy, że mimo chęci, nie mamy na to czasu. Są sytuacje, które niekiedy zmuszą nas do zatrzymania – chociażby przygodne spotkania kogoś na ulicy, lub przy innych okolicznościach. rozmowy, które się toczą w takich momentach, to bardziej zdawkowe wymienienie najważniejszych informacji na temat tego, co się ogólnie u nas dziej. Chyba rzadko te właśnie sytuacje, są wykorzystywane przez nas do głębszych tematów, do dłuższych dyskusji. Ta scena to ukazanie szczególnej zdolności Jezusa – dostrzeganie każdego człowieka i jego wewnętrznej kondycji. Widzimy bardzo wiele scen, które przedstawiają spotkania Jezusa z innymi osobami. Mamy w nich wyraźny obraz tego, jak ważne dla Jezusa jest to spotkanie, i jak wiele się dokonuje w sercach osób, które w nich uczestniczą. Każde spotkanie ma swój bardzo indywidualny charakter, dlatego trzeba zastanowić się co odkrywamy i co jest dla nas ważne w spotkaniu z Jezusem. Spotkanie, to najpierw obecność… Jezus na drodze krzyżowej „zatrzymuje się” przy płaczących niewiastach, aby w tym ostatnim odcinku, jeszcze czegoś dokonać. To...
8. Miłość promieniuje

8. Miłość promieniuje

– stacja 8 – SZYMON Z CYRENY POMAGA NIEŚĆ KRZYŻ JEZUSOWI   Trudno mi zinterpretować właściwie tą scenę, bo w uszach brzmią mi słowa „przymusili go”. Jak zatem pozytywni podejść do tego momentu Drogi krzyżowej? Przypadkowy przechodzień… A może jednak jego obecność właśnie w tym momencie była w jakiś sposób przez Boga zaplanowana, w jakimś konkretnym celu. Dość wiele posiadamy informacji na jego temat, jak na przypadkową osobę. wiemy, że miał na imię Szymon, że miał dwóch synów i że mieszkał w Jerozolimie choć pochodził z Cyreny. Wracał z pola, gdy żołnierze, korzystając ze swego prawa, przymusili go do niesienia krzyża. mimo wewnętrznego oporu, musiał ulec rozkazowi. Nie ma komentarza, który by świadczył o tym, że Szymon pozostał na Golgocie i obserwowałby całe wydarzenie ukrzyżowania. Prawdopodobnie wrócił do domu i nikomu nawet o tej sytuacji nie opowiedział. Nieść krzyż pomógł Jezusowi zupełnie przypadkowy przechodzień, który nawet nie zdawał sobie sprawy, że wydarzenie, w którym uczestniczy, dotyczy również jego. Wokół Szymona krąży bardzo wiele różnych historii, a nawet legend. Giovanni Papini, włoski pisarz, przekazuje jedną z legend, przedstawiając losy Szymona po tym wydarzeniu. Nie będę jej przytaczał w całości. to, co mnie w niej uderzyło, to fakt, że Szymon wstydził się tego wydarzenia, a nawet zapierał. Przy innych okazjach ponoć swój wkład w to wydarzenie, znacznie wyolbrzymiał. Mimo to miał nie przyjąć chrztu. Legenda utrzymuje, ż jego żona i przynajmniej jeden z synów zostali chrześcijanami. Podczas prześladowania za Nerona Szymon, mimo że się tego wypierał, został oskarżony jako chrześcijanin, uwięziony i skazany na śmierć. Zawieszony na krzyżu, owinięty powrózkami nasączonymi smołą, spłonął jako pochodnia oświetlająca ogrody Nerona. Zyskujemy jakiś obraz Szymona...