Po „Bożym Ciele”.

Po „Bożym Ciele”.

Od kilku dni chodzę z tym tematem w głowie i to, co najczęściej się pojawia w związku z tym, to pytania: Co chce mi dziś przekazać Uroczystość Bożego Ciała? Czego dziś, może każdego z nas jeszcze ta uroczystość nauczyć?

Kolejny dzień wolny, tym razem związany z uroczystością kościelną, dla jednych jest okazją do przeżycia czegoś bardzo duchowego; dla innych pobożna praktyka realizowana z tradycji. Dla jeszcze innych to tylko kolejny wydłużony weekend.

Idąc w procesji Bożego Ciała, troszkę obserwowałem ludzi i ich postawy. Były one bardzo różne – wiele pięknych, wręcz budujących – choćby ta, gdy pan z kulami usilnie za każdym razem po przyjściu do kolejnego ołtarza, robił wszystko, co w jego mocy, aby uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem. Były też negatywne, jak ta, kiedy podczas śpiewu Ewangelii jakiś „Boży pijaczek” zaczął coś wykrzykiwać za ołtarzem i ekipa z chóru, biorąc pod pachy tego pana, chwiejącego się na ostatnich nogach odprowadzili nieco dalej, próbując go uspokoić. Jedne i drugie bywają prawie zawsze. Nie o tym jednak pragnę pisać. Nasze uczestniczenie w tej Uroczystości bywa mniej lub bardziej świadome, pewnie dlatego tak skrajne są nasze postawy.

Patrzyłem jednak na ludzi, by uczyć się tej Uroczystości. Bo już od jakiegoś czasu pojawiło się we mnie pytanie: CO CHCE MI DZIŚ PRZEKAZAĆ UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA? Znalazłem trzy odpowiedzi, na których przede wszystkim się skupiłem.

Bóg jest obecny pomiędzy nami. Druga odpowiedź: Procesja- moje świadectwo i wchodzenie Boga w codzienność mojego życia. I trzecia odpowiedź: Cud Miłości – nieodkryta i niedoceniona Eucharystia.

Może mało odkrywcze są te wnioski, ale mobilizują, aby stawić czoła tym treściom, które płyną z tej Uroczystości. Możemy oczywiście przeżyć jakąś rzecz i przejść do kolejnych spraw. Jednak chyba nie o to chodzi. Wydarzenia, które przeżywamy powinny pozostawiać w nas jakiś ślad, który w pozytywny sposób będzie nas inspirował i zachęcał do działania. Na szczęście oktawa przedłuża Uroczystość  Bożego Ciała i dzięki temu mamy okazję przed kilka kolejnych dni rozważać treść tej Uroczystości i odnosić ją do duchowej rzeczywistości przeżywania naszej codzienności.

Każda procesja to pewnego rodzaju podróż, którą można przejść w dwóch kierunkach: w głąb siebie – odkrywając swoją wiarę, relację z Bogiem; oraz na zewnątrz siebie – odkrywając świat wokół siebie i zadania z niego wypływające.

Podróż ta jest niezwykła z wielu powodów. Jednym z najważniejszych powodów jest fakt, że prowadzi nas Jezus. Ta podróż to obraz życia, w którym występuje bardzo wiele, różnych elementów, a których punktem wspólnym, jednoczącym powinien być Jezus.

Przez kolejne dni, zmierzając w procesji razem z Jezusem, możemy wykorzystać okazję do próbowania zrozumienia tego niezwykłego daru Miłości. To Bóg- Miłość, idąc z nami przypomina nam o naszym szczególnym powołaniu – by kochać.

1 komentarz

  1. avatar

    Po „Bożym Ciele”… – super! Sama zastanawiałam się nad tym Panem, który miał wypite …Bo w sumie Jezus kocha każdego,a tego Pana wyprowadzono! Z drugiej strony był z nami Syn Boży i wielka uroczystość… A co do klękania… Ja tak raczej nie mogę… Zawsze z czułością patrzę na tych co mogą klęczeć i robią to z miłością.Jak i na tych tych,którzy mogą,a nie chce im się zwyczajnie.Albo może nie mają świadomości, że przecież jest przed nimi Król! Tak się cieszę, kiedy mogę klęknąć w ławce – z podparciem,ale zawsze:) W Wielki Tydzień, kiedy prawie wszyscy klęczą przed krzyżem,zawsze zastanawiam się -Panie mam klęknąć,czy ministrant podniesie wyżej krzyż? Takie „głupie”, ale ważne zarazem. Kiedyś bym się popłakała, Bo ministrant nauczył,się,że „Beti” nie uklęknie, albo jeśli to zrobi,będzie się dość długo męczyć:)A nie daj – poleci na krzyż .I sam z siebie powtarzał innym,że muszą unieść krzyż wyżej! Wzruszyłam się. Bo ten Chłopiec – J.G. (taki mały „rojber” w dzieciństwie):P A tu, taka prostota i wielkość serca!:)Albo, kiedy Ks.G. pamięta o moich sztywnieniach i sam podchodzi z Jezusem!Choć nie musi:) Kiedy jakaś Pani z kościoła sama zapyta :”Czy podać dłoń?”Bo wie, że jak ktoś mnie w tłumie popchnie-lecę!:)Takie pozornie zwykłe rzeczy,niezauważalne może ,ale istotne:)
    Także miło się czytało Księdza artykuł,choć zboczyłam lekko z tematu…:)Ale dzięki:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *