Jak odkryłem Boga.

Jak odkryłem Boga.

Czasami sytuacja, jakieś konkretne wydarzenie daje nam więcej dowodów, niż jakieś nawet najlepsze naukowe teorie. Pomyśl, ile i jakie sytuacje miały miejsce w twoim życiu, które pozwoliły ci odkryć Boga.

Każdy z nas ma jakąś, przynajmniej sądzę jedną, historię w życiu, która nauczyła nas w jednej chwili znacznie więcej, niż to mogliśmy zrobić przez ileś lat życia. Historie różne, które dotyczą pewnie też różnych zdarzeń i uczące nas przeróżnych rzeczy. Historie, w których miałem okazję na nowo odkryć Pana Boga mam kilka. O niektórych już pisałem, opowiadałem. Tej jeszcze nie opowiadałem.

Dość wczesne popołudnie. Nieco deszczowy dzień. Jadę do znajomego na imieninowe spotkanie. Zbliżam się do dość ostrego zakrętu – zwalniam. Z naprzeciwka widzę jadącą ciężarówkę, która ścina zakręt. Zjeżdżam bliżej pobocza. I nagle…

Tego dnia tknęło mnie coś aby zabrać ze sobą „ręczny krzyż” – rozdawany kiedyś przy okazji roku duszpasterskiego. Położyłem go w samochodzie obok mnie, na miejscu pasażera. Spoglądałem na niego od czasu do czas, rozważając coś w głowie. Przypadek? Nie sądzę!

Nagle… wpadam w poślizg. Próbuję manewrować kierownicą, hamować, ale nic z tego. Jest zbyt ślisko! Mój samochód jak kostka w ręku dziecka turlał się we wszystkie możliwe strony. Zatrzymałem się na boku samochodu, od strony kierowcy. Nic nie czuję, to chyba dobry znak, bo nic mnie nie boli. Jakoś udało mi się wysiąść z samochodu. Po dłuższym czasie przyjeżdżają znajomi. Widzę przerażenie w ich oczach. W  skrócie opowiadam im, że dziś pierwszy raz zabrałem ze sobą krzyż do samochodu. Z jeszcze większym przerażeniem, patrząc na mnie, wypowiadają dziwne słowa: „nie wiesz, że krzyż w samochodzie przynosi pecha?” Spojrzałem na siebie, pomyślałem o wypadku i powiedziałem – skoro pechem jest to, że żyję i nic mi się nie stało, to zawsze będę woził ze sobą od teraz ten krzyż.

Nie będę wymyślał, ani zgadywał tego, co ewentualnie możesz teraz myśleć. Ja wiem! Bóg pomógł mi w tej sytuacji i nauczył mnie ważnej rzeczy – jeszcze większego zaufania w to, że On rzeczywiście jest.

 

4 Komentarze

  1. avatar

    Ja również wczesną wiosną, jadąc z Dziećmi, wpadłam w poślizg. Na zakręcie pojawiło się jadące z naprzeciwka auto. Jechało srodkiem jezdni. Zauwazylam je w ostatnim momencie i odruchowo „odbiłam” w drugą stronę. Chwyciłam pobocze zawalone grudkami sniegu i blota. Zaczelo rzucac autem we wszystkie strony. Trzymalam mocno kierownice usilnie probujac wyprowadzic nas z tej sytuacji, jednak auto nie reagowalo. W pewnym momencie zauwazylam, ze lecimy na drzewo, ze zjechalismy juz z pobocza. W tym momencie wykrzyczałam „Jeezuuu!” i auto „chwycilo” wlasciwy tor. Do teraz nie wiem jak z tego pobocza z powrotem znalazlam sie na jezdni, na wlasciwym pasie ruchu i moglam bezpiecznie kontynuowac jazde. Auto jak potulny baranek reagowalo na kazdy moj dotyk. Zatrzymalam sie, podbiegl ten mezczyzna, ktory scial zakret i przez ktorego znalezlismy sie w tarapatach. Byl w szoku niewiekszym ode mnie. Mowil ze to wygladalo, jakby ktos przestawil auto – tak jak dziecko bawi sie samochodem i gdy mu sie znudzi, bierze je w raczke i przestawia w inne miejsce, by dalej kontynuowac zabawe… To zreszta nie jedyny cud, ktorego doswiadczylam. Zycie wręcz jest cudami usłane, tylko trzeba widzieć :) Niektóre cuda były jednak spektakularne i wprawiały w zdumienie wielu ludzi, którzy towarzyszyli nam w danej sytuacji. Bóg jest. To Bóg Żywy, Kochający i nieustannie zatroskany o Swe dzieci. Wszak więcej juz dla człowieka zrobic nie może.Oddał Swoje wszystko – oddał Siebie. Nie rozumiem dlaczego ludzie boją się Krzyża i przypisują mu pecha. Czyż może być piękniejszy znak Miłości?

    Odpowiedz
    • avatar

      Bardzo serdecznie dziękuje za Twoje świadectwo. Myślę, że te niekiedy trudne dla nas momenty, historie które przeżywamy są często warte do opowiedzenia, chociażby dla innych…

      Odpowiedz
  2. avatar

    Kiedy mój syn dorastał zaczął przejawiać różne zachowania i problemy. Początki szkoły średniej nie były zbyt dobre. Ale zawierzyłam Bogu i Matce Bożej. Nie traciłam wiary i nadziei. Wtedy w każdy czwartek , przed pracą chodziłam do kościoła
    i modliłam się – po prostu ,czyli jak trwoga to do Boga! Dziś jest fajnym młodym mężczyzną! I jak tu nie dziękować Bogu!
    Teraz nauczyłam się dziękować Bogu za wiele zwykłych , a jednak niezwykłych rzeczy! Ale to nie jedyne świadectwo….

    Odpowiedz
    • avatar

      żywa wiara – oparta na tym, co Bóg dał nam przeżyć – to są mocne fundamenty dla nas.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *