Do pewnych spraw dochodzimy przez lata. Uczymy się przez różne doświadczenia, które są obecne w naszym życiu. Niekiedy je odkrywamy i wykorzystujemy. Niekiedy przepadają, bo zajęliśmy się czymś innym.

Już sam wstęp można obalić jednym zdaniem – jestem za młoda; mam mało doświadczeń; mam dużo czasu, by na starość zająć się tym tematem itp. Teoretycznie można wszystko przeciwstawić prostymi wytłumaczeniami, ale czy w życiu doszlibyśmy do czegokolwiek gdybyśmy zawsze szukali własnego sposobu, by się wytłumaczyć. Kiedy mamy jednak do czynienia z czyimś świadectwem, osobistym doświadczeniem życia, powinniśmy je uszanować, a nie obalać jakimś wytłumaczeniami. Powinniśmy wysilić się na tyle, by przynajmniej spróbować poznać doświadczenie jakiejś osoby.

Szczególnie, w temacie wiary, nie posługuje się ciekawymi historiami innych osób, wiedzą wyniesioną ze studiów, czy wyczytaną z książek, czy z konferencji. Posługuję się bardziej tym, co osobiści przeżywam… Osobiste przeżycie pewnych tematów sprawia, że najpierw sami dbamy o to, by istniały momenty dzięki którym coś przeżywam, a później staję się dzięki temu bardziej autentyczny i przekonywujący. Tak przynajmniej mi się wydaje. Wolę autentyczne świadectwo, nawet gdyby było ono mało atrakcyjne, czy słabo przekazane, ale wiem, że ta osoba to przeżyła, a z tym po prostu się nie dyskutuje. Świadectwa zawsze nas, w szczególny sposób dotykają, bo opowiadają o jakimś momencie, wydarzeniu, konkretnym przeżyciu jakiejś osoby. Zastanawia nas to, w jaki sposób, jakaś osoba doszła do momentu przeżycia jakiejś historii, co się w niej i z nią stało, a przede wszystkim nasze największe zainteresowanie budzi – co się wydarzyło później z tą osobą, co zrobiła z tym, co sama przeżyła.

Każdy z nas ma jakąś historię do opowiedzenia. W życiu każdej osoby mają miejsce wydarzenia, które wpływają na jakiś czas, na jakieś sprawy, albo mają wpływ już na całe życie. Mogą to być historie związane z naszymi decyzjami i wyborami. Może to być moment, w którym coś sobie bardzo mocno uświadomiliśmy. Mogą to być wydarzenia, które odmieniły nas i wpłynęły na to, czym się zaczęliśmy bardziej interesować i zajmować. Może jakieś umiejętności plastyczne, muzyczne, manualne pomogły nam bardziej się zaangażować w jakąś dziedzinę i przez to dziś w jakimś temacie jesteśmy bardziej obeznani. Często w duchowym życiu moment rekolekcji, pielgrzymi, spowiedzi stał się dla nas jakimś ogromnym przełomem i w myślach często do tych momentów powracamy.

Jakieś światło, pojedynczy promień staje się początkiem szczególnej fascynacji jakimś tematem. Wiemy, gdzie i kiedy możemy odnaleźć początek fascynacji, ale czy podejmiemy się tego, by czymś szczególnym się zafascynować.

W moim życiu, jak klocki domina, różne elementy zaczęły się do siebie dopasowywać i ukazywać mi pewne newralgiczne dla mnie elementy. To, że nimi bardziej się zająłem to nie wynik mojego widzi misie, lecz dar, który wciąż pragnę coraz bardziej odkrywać. Może i ty powinieneś przyjrzeć się swojemu życiu i może ty odkryjesz t szczególne momenty ofiarowane tobie po to, by rozpalić w tobie jakąś pasję. 

Pewnie już jest w tobie coś, czym jesteś zafascynowany, co sprawia, że masz czemu się poświęcić, w co się bardziej zaangażować. Dzięki temu, czym jesteś zafascynowany, twoje życie nakręca się, ma czym się kierować i do czego dążyć. Śmiem twierdzić, żę dzięki fascynacjom, nasze życie, staje się głębsze i bardziej wartościowe. Może warto głębiej drążyć temat fascynacji i oceniając swoją codzienność podjąć konkretną decyzję, by zafascynować się jakąś kwestią – tematem. Nie traćmy życia i wszelkich danych nam okazji do tego, aby odkryć coś szczególnego w swoim życiu i całym sobą za tym podążać.

Również w temacie wiary warto się zastanowić, czy nie posiadamy w sobie jakiejś szczególnej wrażliwości, już ofiarowanych darów, które możemy wykorzystywać do rozpalenia w sobie takiej fascynacji. Dziś wierzymy z różnych pobudek, dlatego warto abyśmy zastanowili się i ocenili swoje główne motywacje. Spotkanie z Bogiem może stać się fascynacją? Może się zdarzyć tak, że nasz kontakt z jakąś sprawą rozbudzi w nas fascynację. Szukając początku mojej fascynacji, dopatruje się tego w lekturze Pisma Świętego. Początkowo tylko lektura, przeobraziła się z czasem w pragnienie poznania i zrozumienia. A ten proces przeobraził się w fascynację Jezusa i szczególnymi momentami Jego życia. To miało i ma nadal ogromny wpływ na moją relację z Jezusem. Z fascynacji zrodziła się swoistego rodzaju „lista” momentów, które szczególnie mnie dotykają i sprawiają, że Jezus jest mi szczególnie bliski i zaprasza mnie do naśladowania.

W kolejnych artykułach tego miesiąca będę odkrywał przed wami „moją listę” – podzielę się tym, co mnie zafascynowało i co szczególnie duchowo mnie wciąż uwrażliwia na pewne sceny i co one mi dają.