Za dużo kamieni.

Za dużo kamieni.

„Kamień” jest tylko przykrywką i to dosłownie i w przenośni. Zamiast zmierzyć się z różnymi sytuacjami, wolimy je przykryć, zamknąć w niedostępnym miejscu, zapomnieć przynajmniej na jakiś czas. Wokół nas coraz częściej możemy spotkać różne pieczary z ogromnymi kamieniami.

 

Różni ludzie, różne nastawienie. Pewnie i wy spotykacie ludzi, którzy narzekają, oceniają negatywnie wiele sytuacji i wciąż wracają do jednych i tych samych tematów. Czuć, że są jakby zmęczeni jakimiś sytuacjami i to one, nie dają im spokoju.

Pewnie spotykacie też takie osoby, które mają inne podejście. Przeżywając te same trudności, potrafią się od nich zdystansować i inaczej je ocenić. Te sprawy, nie stanowią dla nich ciężaru, bo nie ciągną ich za sobą, w kolejne sytuacje swojego życia, ale rozpoznając sytuację wiedzą, że na jedne sprawy mają wpływ, a na inne już nie. Nie musimy mierzyć się ze wszystkimi sytuacjami, ale nie musimy ich również przyduszać kamieniami i tworzyć nowe pieczary.

Tak łatwo jest niestety popadać w skrajności, a tak trudno jest znaleźć odpowiedni sposób rozwiązywania i przeżywania sytuacji, szczególnie tych trudnych w naszej codzienności. Sytuacje wywołują w nas wiele, różnych reakcji, niekiedy bardzo skrajnych, które wywołane są naszymi emocjami. Pod wpływem wielu, różnych czynników, decydujemy się na to, by sprawy schować we własnych pieczarach albo spróbować je rozwiązywać. Ostatnio przyglądaliśmy się swojemu życiu i mieliśmy dostrzec nasze fizyczne i duchowe pieczary – czy one wciąż rosną, czy starasz się od ich zawartości uwalniać?

 

Przytłaczanie kamieniem swoich pieczar, niczego nie rozwiążę, a problemy od tego nie znikną. Pojawi się przykry smród rozkładających się różnych spraw. Kamienie zamykające nasze pieczary, to symbolicznie, nasze zniewolenia, ograniczenia, to mechanizmy ukrywania różnych spraw naszego życia duchowego i fizycznego, nasze niewłaściwe przywiązania i grzechy, wady i pokusy… Trudno jest skoncentrować się na jednej rzeczy, bo jest ich w naszym życiu znacznie więcej. Dziś poziom życia człowieka jest znacznie wyższy i nowocześniejszy, dlatego i ograniczenia, bywają bardziej sprytne i wysublimowane. Dlatego nie jest prostą sprawą rozpoznanie tych ścieżek w naszej codzienności, które prowadzą ku śmierci jakiejś sprawy. Wzrastamy w kulturze, przeświadczeniach i ideach, które nie zdradzają zbyt łatwo swoich złych intencji. Niechęć, przeciętność czy odwracanie się od dobrych propozycji, nie wypływa bezpośrednio z naszego anty, czy negatywnego nastawienia. Pieczary są o wiele sprytniejsze – przyciągają nas i powoli wciągają do swojego wnętrza. Nie robią tego wyraźnie i bezpośrednio, bo działając w ten sposób, szybko byśmy to rozpoznali i chcieli się temu przeciwstawić. Często, różne sprawy, bardzo długo w nas obumierają, dlatego zmierzają w kierunku jakiejś pieczary. Uświadamiamy sobie fatalne skutki, gdy kamień zamknie naszą pieczarę, a jest to moment dla nas i dla sprawy, bardzo trudny.

Są też sytuacje, które sami niesiemy do naszych pieczar, gdy z rozmysłem chcemy uśmiercić jakąś sprawę. Przez brak zaangażowania, rozwijania jakiejś sprawy, przyczyniamy się do powolnego obumierania jej w nas. Aż do całkowitej niekiedy śmierci. Nasze wnętrze – dusza, nie ma być pieczarą, a rozkwitającym ogrodem. Nie wygaszajmy ważnych spraw. Nie przygniatajmy spraw ciężkimi kamieniami, ale otwierając duszę na oścież, wpuścimy tam życie, które, pomoże nam dać nową siłę sprawom, które są słabe, uśpione lub powoli w nas obumierają.

 

Dołóżmy wszelkich starań, aby nie zamknąć duszy ogromnym kamieniem. Starajmy się, by była ona zawsze otwarta. W ten sposób, dużo łatwiej będzie nam zauważyć ewentualne zniewolenia, czy ograniczenia i się im przeciwstawić. Możemy być prowokowani do tego, aby się zamknąć, odpuścić, wycofać, ale właśnie wtedy, powoli, będziemy zataczać kamień na naszą duszę i uczynimy z niej pieczarę.

Przypominam sobie spotkanie z Ciro – Włoch, artysta z ruchu Focolare. Jego pracownia mogła się wydawać cmentarzyskiem starych, zniszczonych, wyrzuconych rzeczy. Oprowadzając nas po pracowni, z wielką pasją opowiadał, gdzie i w jaki sposób zdobył poszczególne rzeczy. Tak jakby każdy przedmiot był niezwykle cennym skarbem. Wąskie ścieżki w pracowni, wszechogarniające przedmioty, stwarzały pozór, jakby się było w pieczarze. Historia spotkania z nim, kończy się niezwykłymi słowami Ciro – „Może wam się wydawać, że to śmieci, ale w rękach artysty, nawet śmierci, mogą stać się arcydziełem. Pomyśl, co Bóg może w takim razie, zrobić z twoim życiem”. Może dlatego, że nie było kamienia, który by przywalił serce artysty, jego pracowania nie stała się dosłowną pieczarą. Podobieństwo do duszy, serca, myśli… Masz w sobie tak wiele cennych skarbów, które możesz uczynić arcydziełem.

Nie zniechęcajmy się zbyt szybko. Nie poddawajmy się zbyt pochopnie. Nie odpuszczajmy zbyt łatwo. O wiele łatwiej jest zatoczyć kamień na swoją pieczarę, niż znaleźć odwagę i siłę do jej otwarcia. Pomyśl, jak wiele stracisz, gdy w twoim życiu pojawia się kolejny kamień, kolejna pieczara. W twoim życiu, istnieje wiele dobra – pewnie wiele czeka na odkrycie i realizację w twojej codzienności. Może zbyt wiele spraw jest jeszcze w tobie uśpionych i może im grozić kompletne obumarcie.

 

 

Przeœlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *