Kolejna już… rocznica święceń

Kolejna już… rocznica święceń

kapłańskie „czasowniki” Zdarzyło się kiedyś, a dokładnie w 2003 roku, że Arcybiskup powierzył mi szczególne zadanie. Kościół zaufał mi i obdarzył mnie szczególnym darem, jakim jest kapłaństwo. Patrząc na różne okresy mojego życia, na przeróżne doświadczenia i zadania, chce dokonać dla siebie pewnego podsumowania. Rozważając nad różnymi kwestiami, chce je scharakteryzować jedenastoma czasownikami. Trudno, abym w nich zawarł wszystko, ale to właśnie one będę pewnymi drogowskazami po moich doświadczeniach, które miały i mają dalszy wpływ na moje życie. Nie dokonam całkowitej oceny samego siebie, z uwzględnieniem negatywnych i pozytywnych stron mojej osoby, ale chce bardziej wyznaczyć sobie, na kolejne lata mojego powołania, kierunki działania i pewne zadania, które ufam, że i wam coś pomogą odkryć. Pewne podsumowywania mają często charakter oceny przeszłości. Wobec tłoczących się wokół nas wszystkich, przeróżnych opinii i ocen, wolę raczej pozostać w obszarze teraźniejszości i przyszłości, aby móc przyjąć to, co słyszę i widzę, jako narzędzia do tworzenia kolejnych doświadczeń, wciąż tworzącej się, mojej historii życia. Niekiedy jestem przerażony różnymi zasłyszanymi opiniami i ocenami i by się im nie poddać, a jednocześnie nie udawać też, że ich nie słyszałem, wprowadzam nieustannie, różne zmiany, które mają przemienić moje życie w jeszcze piękniejszy dar, dla innych. Mamy dziś bardzo różne wyobrażenia o człowieku, o księdzu… Sprostać dzisiejszym zadaniom, nie jest rzeczą łatwą, a pierwszą sprawą, z którą trzeba walczyć – to sam człowiek, który często sam dla siebie jest niestety niewłaściwym przewodnikiem. Może trochę tchnie pesymizmem we wstępie, ale nie taki ma mieć charakter to moje „podsumowanie”. Każdego dnia staję przed sprostaniem trudnemu zadaniu, którym jest kapłaństwo i widzę, przez to co dzieje się w ogólnym świecie,...
Po „Bożym Ciele”.

Po „Bożym Ciele”.

Od kilku dni chodzę z tym tematem w głowie i to, co najczęściej się pojawia w związku z tym, to pytania: Co chce mi dziś przekazać Uroczystość Bożego Ciała? Czego dziś, może każdego z nas jeszcze ta uroczystość nauczyć? Kolejny dzień wolny, tym razem związany z uroczystością kościelną, dla jednych jest okazją do przeżycia czegoś bardzo duchowego; dla innych pobożna praktyka realizowana z tradycji. Dla jeszcze innych to tylko kolejny wydłużony weekend. Idąc w procesji Bożego Ciała, troszkę obserwowałem ludzi i ich postawy. Były one bardzo różne – wiele pięknych, wręcz budujących – choćby ta, gdy pan z kulami usilnie za każdym razem po przyjściu do kolejnego ołtarza, robił wszystko, co w jego mocy, aby uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem. Były też negatywne, jak ta, kiedy podczas śpiewu Ewangelii jakiś „Boży pijaczek” zaczął coś wykrzykiwać za ołtarzem i ekipa z chóru, biorąc pod pachy tego pana, chwiejącego się na ostatnich nogach odprowadzili nieco dalej, próbując go uspokoić. Jedne i drugie bywają prawie zawsze. Nie o tym jednak pragnę pisać. Nasze uczestniczenie w tej Uroczystości bywa mniej lub bardziej świadome, pewnie dlatego tak skrajne są nasze postawy. Patrzyłem jednak na ludzi, by uczyć się tej Uroczystości. Bo już od jakiegoś czasu pojawiło się we mnie pytanie: CO CHCE MI DZIŚ PRZEKAZAĆ UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA? Znalazłem trzy odpowiedzi, na których przede wszystkim się skupiłem. Bóg jest obecny pomiędzy nami. Druga odpowiedź: Procesja- moje świadectwo i wchodzenie Boga w codzienność mojego życia. I trzecia odpowiedź: Cud Miłości – nieodkryta i niedoceniona Eucharystia. Może mało odkrywcze są te wnioski, ale mobilizują, aby stawić czoła tym treściom, które płyną z tej Uroczystości. Możemy oczywiście przeżyć...
14 dni peregrynacji.

14 dni peregrynacji.

W temacie ważnej chwili… Od 17 do 30 kwietnia miałem niebywały zaszczyt przez te dwa tygodnie towarzyszyć znakom Światowych Dni Młodzieży (krzyż i ikona). 14 dni które oprócz zadań, pełne były też niezwykłych, ważnych chwil. Jesteś ciekaw, jakie były to chwile? 1.  Długo wyczekiwany moment. Niby nic ważnego, tak początkowo się wydawało. Ale, gdy wylądował samolot ze znakami ŚDM, zdałem sobie sprawę jaką rolę te znaki mogą odegrać w najbliższym czasie peregrynując po naszej archidiecezji. Przemierzając po różnych parafiach, mogą stać się one znakami jedności. Tak też rzeczywiście później się stało. Te znaki dotykali ludzie w wielu parafiach, dołączając w ten sposób do wspólnoty, którą złączyła już idea ŚDM. 2. W wielu miejscach wokół krzyża panowała szczególna atmosfera – zarówno wywołana przez osoby i ich duchowe przeżycie, jak i też fizyczna, wywołana przez piękne refleksy słoneczne, czy jakieś dekoracje itp. rzeczy. Światło padające na krzyż, uzmysłowiło mi, jak wiele razy względem wielu osób, to z krzyża wydobywa się wiele promieni, które wyznaczają każdemu z nas do realizacji, osobiste zadania. Widziałem jak wiele osób odchodziło od krzyża i niosło w sobie promień osobistego, duchowego przeżycia. 3. Był to jedyny dzień, podczas którego nie uczestniczyłem w peregrynacji, ponieważ miałem zadanie wygłosić wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku pt. „Fenomen Światowych Dni Młodzieży”. Jednym z bardzo konkretnych wniosków było też to wszystko, co do tej pory widziałem podczas peregrynacji – zachowania ludzi, ich szacunek wobec znaków, rozmodlenie… 4. Światowe Dni Młodzieży mają skupiać przede wszystkim ludzi młodych. Wydarzenia w parafiach zdominowane są uczestnictwem osób dorosłych, albo starszych. Niekiedy wydaje się, jakby młodych nie było… Spoglądając na peregrynację, bałem się, że stanie się tak,...
MATURZYSTO

MATURZYSTO

Mam kilka razy wyznaczony dyżur w komisji egzaminacyjnej w czasie matury. Nie jest to ciekawe zadanie. Jednak obserwując młodych przez kilka godzin, można zastanawiać się nad wieloma sprawami. Ważna chwila w życiu młodych osób. Choć wydaje się kolejną, tego typu. Egzamin na zakończenie podstawówki, później gimnazjalny, teraz – matura. W każdym chodzi niby o to samo – sprawdzenie wiedzy. Dla wielu jest to moment – przełom. Po zdaniu matury muszą zdobywać nowe, może ciekawsze horyzonty na studiach. Jednak zastanawia mnie czy ten ich obecny sprawdzian wiedzy w czymś im rzeczywiście pomaga, do czegoś ich przybliża? Czy to nie będzie znowu tak, że wielu z nich stwierdzi – „udało mi się!” Czy to łut szczęścia, traf, czy posiadana wiedza pozwala zapamiętać tą jedną chwilę do końca życia? Skąd ta chmura wokół matur. Skąd się to wzięło, że tak przerażeniem i z takim przejęciem ludzie podchodzą do tego wydarzenia. Czy to dłuższa chwila jest decydującą w życiu? Spanikowani, z trzęsącymi się rękoma, zgryzający swoje paznokcie lub końcówki długopisów, szukają gdzieś ponad głowami innych źródeł inspiracji. Zegarek zawieszony na ścianie i informacja na tablicy o której koniec egzaminu staje się ich kompasem. Odliczając ich ważne, kolejne chwile nieubłaganie świadczy o ich możliwościach. Wytężony wzrok, utkwiony na kolejnej kartce, staje się jakby znakiem zagubienia, jakby pytali, gdzie obecnie są, dokąd podążają. Już tylko godzina została z tych prawie trzech do dyspozycji. Wszyscy elegancko ubrani, choć to ich szkolny najcięższy dzień pracy… Wkłady powoli się wysuszają, wiedza przelewa na papier. Zliczane słowa i polecenia, kolejno wertowane strony, powoli strach oddala się; na innych powrócił – jakby silniejszy, jakby zgubił się gdzieś i odnalazł drogę....
Jak się scharakteryzujesz.

Jak się scharakteryzujesz.

Największą wiedzę na twój temat, masz ty sam. Ale wiedzę swoją zdobywasz również dzięki temu, co inni powiedzą na twój temat. Jak zweryfikujesz to, co mówią inni, na twój temat, z tym, co sam wiesz o sobie, to co ci wyjdzie z tego porównania? Ważne chwile tworzą nasze życie. Niezależnie, czy je dostrzegasz, czy być może umykają one twojej uwadze, to i tak wpływają one na codzienne doświadczenia. Każdy z nas, mimo różnicy wieku, ma takie „ważne chwile” na swoim koncie. Jesteś wstanie wymienić ich kilka? Myślę, że warto poświęcić chwilkę, by w głowie poukładać sobie kilka takich wydarzeń, by móc zrozumieć o czym za chwilę napiszę. 1………… 2………… 3………… 4………… Przybywające nam lata, dokładają nowe historie, doświadczenia – ważne chwile, w których dokonało się dla nas coś szczególnie ważnego. Może doświadczyliśmy jakiś radości, lub trudności. Może stanęliśmy w miejscu, w którym podjęliśmy życiową decyzję. Może jakaś sytuacja pozwoliła nam coś odkryć; czegoś nas nauczyła. To, co jest w tym piękne, to fakt, że każdy z nas ma zupełnie inną listę ważnych chwil. To jest bardzo ubogacające, że każdy z nas ma różnobarwną codzienność, która nas w jakiś sposób charakteryzuje. CO SIĘ LICZY? Przyglądając się z perspektywy jakiegoś czasu na swoje życie, możemy zobaczyć pewne charakterystyczne dla nas zachowania, działania i osiągnięcia. Jeśli uważnie obserwujemy swoje życie, z łatwością dostrzeżemy to, co się dla nas liczy najbardziej, co jest dla nas najistotniejsze. Może ktoś z nas ma swoją osobistą piramidę wartości – system dzięki któremu postępuje w życiu, nadając różnym sprawom szczególną wartość. Jednak wartości to jedna sprawa, a to co się liczy w naszym życiu to kolejna. Pojawia...
Na rozstaju dróg.

Na rozstaju dróg.

Decyzje są różne, a ich owoce lub konsekwencje są jeszcze bardziej zróżnicowane. Ilość ważnych momentów w naszym życiu, powinna nas przekonać do prawdy o tym jakie wybory dokonujemy, a jakie powinniśmy dokonać. Czy nie zdażyło ci się nigdy pomyśleć, że gdybyś miał możliwość, to cofnąłbyś się w czasie i zmienił jakąś decyzję, lub ją poprawił? Niestety nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami wehikułu czasu, który umożliwiłby nam przenieść się do wybranego przez nas momentu. Zresztą obawiałbym się konsekwencji wynikających z możliwości podejmowania takich prób. Ale mamy za to coś zupełnie innego, jeszcze bardziej ważnego. NEWRALGICZNY PUNKT Zastanawiam się ile było w moim życiu takich momentów, które miały ogromny wpływ na przebieg dalszego mojego życia. Czy jestem świadom wszystkich takich momentów w moim życiu? Być może wydaje nam się, że momenty, które naszym zdaniem są newralgiczne wpłynęły na dalszy bieg naszego życia, a w rzeczywistości być może jakaś błahostka miała bardziej wpływ, a my nawet tego nie czuliśmy. Życie wydaje się nie być decyzją jednej chwili, jednego wydarzenia. Raczej musimy obserwować jakiś kontekst, by dostrzec możliwości wyboru, jak i też później ewentualne owoce lub konsekwencje. Jaki moment w twoim życiu jest szczególnie newralgiczny? Jakie momenty twoim zdaniem, miały ogromny wpływ na przebieg poszczególnych dni, wydarzeń. Z jednej strony mamy za sobą historię, a więc te momenty newralgiczne, które już były, które już wpłynęły na naszą codzienność; mamy też przyszłość, a więc punkty przed nami, od których zależeć będą kolejne chwile i rodzące się perspektywy naszego życia. Jest to dla nas bardzo istotne, aby mieć takie punkty, bo dzięki nim, łatwiej będzie nam wyznaczyć sobie kierunek dalszego życia, kolejnych wyborów. To właśnie nadaje...
Ładunek chwili.

Ładunek chwili.

Ile jest takich chwil, które nam umykają, bo nie mamy świadomości ich istnienia? Jak wiele rzeczy marnujemy, bo nie chce nam się, albo nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być? „Nie byłem wstanie tego przewidzieć” – te słowa pojawiają się niekiedy jako wytłumaczenie wobec jakiegoś zaniedbania, albo wtedy gdy ranimy kogoś, a chwilę później pojawiają się konsekwencje tego, co powiedzieliśmy i zrobiliśmy. A zastanawialiście się dlaczego pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć chociaż wszystko, albo przynajmniej sporo znaków na to wskazuje? Czy można przewidzieć to, co może nastąpić? Odkrywam, że im bardziej staram się by różne osoby i sytuacje były dla mnie ważne, tym mocniej towarzyszą mi: roztropność, odpowiedzialność, wrażliwość. Powinniśmy „nieść” ze sobą ludzi i wydarzenia, a przez poczucie ich „ciężaru” zaczniemy doceniać to, co dzieje się waszym życiu. To forma pewnego przygotowania wobec tego, co może nastąpić w kolejnych chwilach naszej codzienności. Jeśli jakieś wydarzenie jest dla nas ważne, to przy każdej kolejnej nadarzającej się okazji, pojawienia się takich sytuacji, nasze skupienie i gotowość będą większe. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ niesiemy już w sobie jakieś doświadczenie, które uwrażliwia nas na powielającą się sytuację. Co innego, gdy nie mamy doświadczenia. Wówczas trudniej jest nam wiedzieć na co czekamy i czego możemy się spodziewać. Możemy kierować się intuicją, roztropnością, wrażliwością i odpowiedzialnością. Wydaje się to niby takie oczywiste, ale życie naprawdę potrafi nas bardzo zaskoczyć i wówczas wszelkie schematy – rozwiązania zwyczajnie się nie sprawdzają. Każda chwila niesie w sobie jakby „ładunek elektryczny”, który dopiero po zetknięciu się z nim, może przeskoczyć na innego człowieka. Potrzebujemy w naszej codzienności stwarzania właśnie takich okazji, aby ten „ładunek chwili”, mógł...
Napełnić codzienność życia.

Napełnić codzienność życia.

Szklanka na wpół pełna, czy pusta? – by jednak tak mogło się stać, musi być szklana i coś w jej środku. W życiu, naszą codzienność musi coś wypełniać. Zastanówmy się nad naszą szklanką – życiem. Temat codzienności pojawiał się już wiele razy na łamach mojej strony. Jest to jednak temat, niekończących się wywodów, dlatego pochylając się nad tą treścią można zawsze coś odkryć nowego, albo przynajmniej inaczej spojrzeć na różne odkrycia, które są dla nas trampoliną – skokiem w przyszłość z nową siłą i nastawieniem. Gdy patrzymy na życie z dystansu, z perspektywy jakiegoś dłuższego czasu, pewnie wiele razy odkrywamy jakie bogactwo skrywa się w naszej codzienności. Czasami trzeba przyjrzeć się swojej szklance. Możemy zastanawiać się nad tym, jak bardzo pojemne jest nasze życie. Może ciekawią nas różne rzeczy i coraz bardziej poszerzamy krąg swoich zainteresowań. Zaspokajamy swój apetyt ciekawości, różnymi doświadczeniami i próbami nowych doznać w różnych sferach naszego życia. Możemy skupić się za bardzo na możliwościach naszego życia, albo do przesady przyglądać się treści naszego życia, ale jeśli nie będziemy potrafili zadbać o odpowiednie proporcje, być może stracimy wszystko. Czy patrząc na swoje życie dostrzegasz w nim coś wyraźnego, wartościowego i charakterystycznego? Czy też masz tak, że otwierając szafę, przestawiasz kubki, szklanki w poszukiwaniu tego jedynego – twojego kubka, który być może już poobijany, podrapany, dotknięty różnymi historiami jest tym, który choć nie jest może ulubiony, ale po prostu z niego pijesz najczęściej? To ty kształtujesz swoje życie; ty w pełni odpowiadasz za swoje decyzje, wybory, a więc w symbolicznym znaczeniu masz swoją szklankę, której nie powinieneś co chwilę zmieniać, ale którą w odpowiedni sposób powinieneś zacząć...
Miejsce na przyszłość.

Miejsce na przyszłość.

Tworząc doświadczenia w teraźniejszości, każdy człowiek mimowolnie myśli o swojej przyszłości. Powinienem jednak tak angażować się w życie, by starczyło mi siła na przyszłość. Odpowiednie zagospodarowanie swojego życia pomoże nam uczynić w sobie miejsce na przychodzącą przyszłość. Szklanka w połowie pusta nie jest dla mnie symbolem czegoś negatywnego. To właśnie ta pustka może być w każdym momencie zapełniona kolejnymi, nowymi doświadczeniami, które zrodzą się wraz z nastaniem przyszłości. Jeśli moja szklanka byłaby pełna, to musiałbym coś z niej wylać, jakąś część, by móc uczynić w ten sposób miejsce dla czegoś nowego – świeżego. Skoro szklankę uczyniłem symbolem naszego życia – codzienności, to tym bardziej wyobrażenie o przyszłości, daje nam uzasadnienie dla podtrzymywania w sobie jakiejś „pustej strefy”, którą będziemy mogli zagospodarować w zależności od potrzeb. Pusta strefa Połowa szklanki – ta pusta, jest dla mnie świadectwem gotowości człowieka na nowe doświadczenia. Wszystko to, co przynosi nasza teraźniejszość jest dla nas darem, który może odegrać kluczową funkcję podczas wchodzenia w przyszłość. Nie wszystkie sytuacje nas angażują, dlatego powinniśmy się zastanowić na co jesteśmy gotowi, na co pragniemy się otworzyć i w czym uczestniczyć. „Pusta strefa” nie powinna zapychać się byle jakimi sprawami. Znając siebie, ile jest w nas rzeczywiście wolnego miejsca, powinniśmy umiejętnie oceniać co jest warte i realnie potrzebne, w naszej szklance. To, że uczestniczymy w jakiś wydarzeniach, wcale nie oznacza, że je przechowujemy w naszym wnętrzu: sercu lub myślach. Rozwaga podpowiada nam, że nie wszystko będzie dobrym materiałem inspirującym nas w budowaniu kolejnych doświadczeń. Dlatego potrzebujemy umiejętności dokonywania właściwego wyboru, ale i też odwagi do przeciwstawiania się temu, co może być dla nas zagrożeniem lub niepotrzebną stratą sił....
Co jest w twojej szklance.

Co jest w twojej szklance.

Co widzisz w swojej szklance, a co powinieneś zobaczyć? Konsystencja twojego życia być może jest nieco zagęszczona, zamulona. Musisz od czas do czasu wstrząsnąć swoją szklanką. Nalałem sobie soku pomarańczowego. Odstawiłem na chwilę moją szklankę. Kiedy następny raz wziąłem ją do ręki, zauważyłem jak na dnie unosi się delikatna zawiesina. Potrząsnąłem nieco szklankę, wprowadzając w wir mój sok. Znów popatrzyłem i teraz sok już był normalny. Nic odkrywczego, każdy przecież wie, że tak trzeba zrobić. Absurdalne porównanie, ale dokładnie ten sam absurd niekiedy powtarza się w życiu – naszej codzienności. Przyzwyczajony do powszedniości, obrosłeś w schematy działania i nawet nie zauważyłeś, że twoje życie osiadło na mieliźnie codziennych rytuałów. Być może już od dłuższego czasu tak postępujesz  i nie widzisz żadnego w tym problemu. Problem jednak jest i warto nad nim się zastanowić. Być może treść mojego życia się nie zmienia. Pewnie tylko tak mi się wydaje, bo nie zauważam tego, co mógłbym  zyskać, osiągnąć. Bardziej rażące są te sytuacje, w których może całkowicie osiadło moje działanie, bo zauważam, że obecne rezultaty mojego działania, znacznie różnią się od tego, co zyskiwałem kiedyś. Wtedy to właśnie najczęściej odkrywamy, że nasze życie jest zamulone. Potrzebujemy w takiej sytuacji, wstrząsnąć swoim życiem. Pewnie zastanawiasz się, jak to zrobić? W szklance wiemy, że musimy stworzyć mały wir. Jak? Mieszając albo łyżeczką albo ruszając całą szklanką, by wprowadzić w ruch substancję, którą mamy wewnątrz. Jakkolwiek, liczy się przede wszystkim RUCH! Co zrobić, by moje życie, codzienność nie stały się zamulone? Otóż, morał wydaje się już jasny – trzeba życie wprowadzić w ruch!! Wir w szklance Niekiedy trzeba powiedzieć dość marazmowi, który nam towarzyszy. Musimy...
Spotkanie z Jezusem Miłosiernym – tekst adoracji

Spotkanie z Jezusem Miłosiernym – tekst adoracji

Boże, Ojcze miłosierny,  który objawiłeś swoją miłość  w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,  i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,  Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka. Pochyl się nad nami grzesznymi,  ulecz naszą słabość,  przezwycięż wszelkie zło,  pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi  doświadczyć Twojego miłosierdzia,  aby w Tobie, Trójjedyny Boże,  zawsze odnajdywali źródło nadziei.  Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki  i zmartwychwstania Twojego Syna,  miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen. 1. JEZUS MIŁOSIERNY WYCHODZI DO WSZYSTKICH Wierzę, że to dla mnie wychodzisz z tego obrazu, nie chcesz być ujęty w ramki jakiejkolwiek doskonałości, nie chcesz być tylko „pamięciowym portretem” Boga. Po prostu wychodzisz, żeby dzisiaj mnie spotkać. Chryste pragniesz dotrzeć i wniknąć w każde ludzkie serce. Możesz to zrobić jeśli na drodze, pomiędzy Tobą, a człowiekiem, nie istnieje żadna przeszkoda.  Miłość Boga może pokonać wszystko, ale jest zniewolona, kiedy człowiek mówi Bogu „NIE”. Gdzie dziś, w szczególny sposób, powinienem zaprowadzić Boga? Jakie jest we mnie miejsce, które być może dotąd było na Niego zamknięte. Pozwól Mu wejść w tę zamkniętą przestrzeń… Niech On jej dotknie, uzdrowi i ci przebaczy. Niech Jego obecność w Tobie sprawi jasność, która pomoże ci pójść dalej, wolnym od tego co być może ciążyło ci już od dawna. 2. JEZUS MIŁOSIERNY ODSŁANIA TAJEMNICĘ SWOJEGO SERCA – MIŁOŚĆ DO CZŁOWIEKA. Odsłaniasz mi siebie, zapraszasz w sam środek miłości, tu jest moje miejsce, to miejsce mi przygotowałeś i nikt mi go nie zajmie. Wypisałeś mnie na swoich rękach. Wyryłam się raną  w Twoim boku. Bolała Cię miłość do mnie, dlatego jestem jej tak pewna, o nią pragnę się oprzeć. Przytul mnie Boże. odsłaniasz przebite...
szuflada

szuflada

Masz projekty, które wiecznie odkładasz do szuflady? Może z powodu ilości pomysłów, planów, marzeń, powoli ich nie mieścisz w swojej szufladzie? Może i w tej kwestii warto zrobić inwenturę i wybrać jedną rzecz, może nieco zapomnianą i wprowadzić ją w życie. Mówi się potocznie, że przechowujemy nasze najlepsze pomysły w szufladzie. Czy faktycznie tak jest, że nasze „marzenia spoczywają gdzieś na dnie naszej szuflady”? A co jeśli te najlepsze pomysły wciąż są nie zrealizowane i spoczywają gdzieś, czekając na swoją kolej realizacji? Z jednej strony chciałbym was zachęcić, przekonać, aby jeśli nie macie, to taką szufladę sobie zorganizować. Ale jeśli macie już coś takiego, to zdobądźcie się na odwagę, aby do niej wreszcie zajrzeć. Pojawiają się w naszym życiu niekiedy genialne przemyślenia, mądre strategie, dojrzałe doświadczenia, marzenia, które być może akurat w tym czasie kiedy się pojawiają, nie są możliwe do wykorzystania. To nie oznacza, że można je porzucić, zapomnieć o nich lub wyrzucić  do kosza. Na każdą sprawę, musi przyjść odpowiedni czas. „Szuflada” z jednej strony chroni nasz duchowy, fizyczny skarb, z drugiej, zawsze pozwala powrócić do czegoś i w tym odpowiednim czasie, na nowo rozważyć jakąś sprawę. Przysłowiowa „szuflada” to przestrzeń, którą niekiedy mamy tylko w naszych głowach. Niekiedy to dosłownie fizyczne miejsce, do którego chowamy różne nasze pomysły. Dlaczego tak się dzieje, że mamy taką „Szufladę”, że chowamy przed światłem dziennym różne sprawy. NIekiedy te najbardziej osobiste sprawy, wolimy pozostawić tylko dla siebie. Boimy się, że pewne sprawy po prostu nie zostaną zrealizowane, dlatego odkładamy je na „wieczne potem”. To nic złego, że posiadamy takie „szuflady”, ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, co w nich...
Po co komu duchowa inwentura.

Po co komu duchowa inwentura.

Pewnie udało wam się zobaczyć kiedyś napis „INWENTURA” na różnych witrynach sklepowych i z przerażeniem pomyśleć jak wielkie przedsięwzięcie musi to być. A pomyśl w kontekście swojego życia, co to może oznaczać dla ciebie, dla twojego rozwoju. Celem inwentury jest sprawdzenie faktycznego stanu rzeczy, czyli np. w przypadku sklepu, chodzi o sprawdzenie jakie produkty są na stanie – jaki faktycznie jest ich stan materialny. Po przeprowadzeniu takiego procesu, właściciel doskonale orientuje się w tym, jaki jest porządek w jego sklepie – ile pieniędzy w produktach rzeczywiście posiada, co i ile zginęło. Uczynienie takiego podsumowania, pozwala też, wprowadzić jakąś strategię, oszczędności i organizację. Można dzięki temu ocenić obecną sytuację, w kontekście przeszłości, przyszłości i nade wszystko teraźniejszości. Dla każdego z nas, bardzo pożyteczna jest świadomość tego, co w obecnej sytuacji się dzieje, czym dysponujemy i w co możemy bardziej inwestować – angażować się. Określenie tego, czym faktycznie dysponujemy jest zadaniem bardzo pomocnym, bo dzięki niemu możemy lepiej rozpoznawać to, w co powinniśmy się angażować jeszcze bardziej, a z czego powinniśmy zrezygnować i nie marnować na to czasu. Dokonywanie takich inwentur – bilansów, może obudzić w nas refleksję nad życiem. Nieczęsto mamy ku temu uzasadnione powody, dlatego najczęściej wobec trudnych sytuacji, jesteśmy poniekąd przymuszeni do zmierzenia się z myślami o swoim życiu. Zamiast oczekiwać takich wydarzeń, warto samemu prowokować, od czas do czasu, taką inwenturę, aby dokonać swoistego przeglądu swojego życia i zweryfikować postawy, zarówno te dobre, jak i też te złe. Nasz” dotychczasowy dorobek” podpowie nam co jeszcze bardziej powinniśmy zaakcentować  i co powinniśmy robić. Jeśli chcemy się w coś zaangażować, to uczynienie najpierw takiej inwentury może pomóc nam rozpoznać...
Spis – szanse, możliwości.

Spis – szanse, możliwości.

Patrząc na jakieś rzeczy, które posiadasz może zadać sobie pytania: dlaczego to mam? co mogę z tym zrobić? jak mogę to jeszcze wykorzystać? W sercu posiadasz też pewnie wiele rzeczy, może warto też te pytania odnieś do tego, co się w nim kryje. Inwentura, to okazja aby przeprowadzić spis. Taki spis sporządza się po to, aby realnie ocenić to, co rzeczywiście się posiada. Wartość obecna jest zarówno w tym, co już udało nam się zainwestować, jak i też w tych możliwościach, które wciąż posiadamy. Jeśli znamy „wartość obecną” możemy w odpowiedni sposób zagospodarować swoimi możliwościami i w taki sposób budować swoją teraźniejszość i przyszłość, aby osiągnąć jak najwięcej duchowego dobra. Musimy stworzyć okazję, aby uświadomić sobie, co rzeczywiście posiadamy. Czasami przyzwyczajeni do schematycznej codzienności, posługujemy się wciąż tymi samymi rozwiązaniami, przez co nie uruchamiamy w sobie podkładów naszych zdolności. Warto jednak mieć świadomość posiadanego dobra. Każdy skrywa w sobie dobro, które poprzez odpowiednie warunki może być uaktywnione. W konfrontacji z otoczeniem: ludźmi, wydarzeniami, odkrywamy w swoim sercu coś, o czym zapomnieliśmy, a co było dla nas ważne, albo coś co nagle zrozumieliśmy i popatrzyliśmy na to z innej perspektywy. Tak jak niekiedy zapominamy o rzeczach materialnych, które posiadamy, a które gdzieś rzucone w kąt, nie dając o sobie znaku, tak podobnie bywa z naszymi duchowymi bogactwami, obecnymi w naszym sercu, rozumie.  To, co jest w naszych sercach, często jest nieocenionym skarbem. Co zrobić, aby ważne dla nas sprawy nie poszły w niepamięć, by nie zakryte je kurz historii? Odpowiedź wydaje się prosta – trzeba nimi żyć, wciąż na nowo odkrywając ich wartość i starając się używać ich w odniesieniu...
Indywidualizm.

Indywidualizm.

Jak popatrzę na jakąkolwiek osobę, zawsze znajdę jakiś element, który ją wyróżnia spośród innych osób. Czy zagrożeniem może być fakt, że ktoś ma za dużo indywidualnych cech? Coraz bardziej popularne media społecznościowe, prowokują szarego użytkownika do tego, by przestał być szary. Szarość nie jest modna, chyba że w fotografii. Ilość kont na FB, czy Instagramie, czy Snapchacie wyzwalają w każdym użytkowniku chęć, by się w jakiś sposób wyróżnić. Pomysłowości wydawałoby się, że nie powinno brakować, bo każdy z nas ma coś osobistego, a jednocześnie bardzo indywidualnego, co może ofiarować innym, ale tak naprawdę różnie to bywa. Zrozumieć co mam wyjątkowego. Wiele osób zdaje się, że niezbyt wierzą w siebie i w swoją wielkość, bo wydaje się, że tylko powielają innych, ich pomysły… Z czasem trochę zaczyna to wyglądać tragicznie, kiedy coraz większa grupa osób powiela kogoś, bo wydaje się to im super pomysłowe. Ale, czy nie powinno nas właśnie w tym momencie przynajmniej trochę przerażać fakt, że nie proponujemy niczego własnego, a jedynie powielamy pomysły innych. Ktoś może stwierdzi, „ale jak jest fajny pomysł to dlaczego by nie powielać”. Moja odpowiedź jest prosta – jeśli byśmy mieli powielać innych, to w pewnym momencie zabraknie nam osób, które ewentualnie moglibyśmy powielać. To właśnie czyjaś wyjątkowość wprowadza w życie jakąś super, genialną myśl, niebywały pomysł i dzięki temu inni robią nagle: „woow”. W każdym z nas jest coś wyjątkowego, czym możemy zaskoczyć innych, zainspirować ich, sprowokować do działania. Chociażby twój wkład wydawałby się banalny, nie rezygnuj z niego, bo to twój indywidualny mały, bądź duży dar, który możesz ofiarować innym. Na pewno ktoś  z niego, w jakiś sposób skorzysta. Wysiłek leży...
Po co nam relacje z innymi osobami?

Po co nam relacje z innymi osobami?

Po co nam relacje z innymi osobami? Nasze doświadczenia w różny sposób interpretują relacje z ludźmi. Ci, którzy mają pozytywne doświadczenia relacji, będą przekonywać o ich ważności i pięknie; ci, którzy przeżyli może coś bolesnego – trudnego, będą przekonywać nas o luksusie samotności. To jak rzeczywiście jest z tymi relacjami? Gdy rozejrzymy się dokoła siebie bardzo szybko zorientujmy się, że dla większości osób relacje są czymś bardzo ważnym. Przy tej okazji jednak zobaczymy też jak wiele, różnych relacji panuje między osobami i jaka jest ich kondycja. Stąd właśnie chciałbym się w tym rozważaniu ogólnie zastanowić nad tymi trzema czynnikami. WAŻNOŚĆ RELACJI Od samego już urodzenia, wychowywani jesteśmy raczej w kulturze społecznej. A kultura ta przewiduje odniesienia istniejące pomiędzy mniejszymi bądź większymi grupami. Małe dziecko uczy się tego świata z i w relacji z rodzicami. Ich zaangażowanie, emocje, kultura i doświadczenia są przelewane na małe dziecko i w ten sposób jest ono wychowywane w systemie swoich rodziców. Oczywiście może być on pomocny i stanie się inspiracją w późniejszych latach, lub jest wadliwy i może stać się powodem obecności różnych ograniczeń. W wielu kwestiach poznajemy świat przez perspektywę innych ludzi: najpierw rodziców, później rówieśników, a w ostateczności kolegów, koleżanek, przyjaciół i idoli. Poznanie świata i budowanie relacji zależne jest oczywiście od naszego również zaangażowania. Możemy poddać się panującym opiniom, albo się im przeciwstawić i pozostać przy własnych argumentach. W naturalny jednak sposób uzależnieni jesteśmy od innych, od ich pracy i efektów, zaangażowania. Nie jest to negatywna zależność, wręcz przeciwnie świadczy ona o naszym zdrowym podejściu do życia. Im bardziej współtworzymy nasze życie z innymi, tym mocniej dostrzegamy ważność relacji. Dzięki innym...
Być sobą, ale dla innych.

Być sobą, ale dla innych.

Być sobą, ale dla innych. Relacje w naturalny sposób otwierają nas na inne osoby. Nie można stworzyć prawdziwej ralcji, myśląc tylko o sobie.. Czyli relacja to – „stan – kiedy jestem darem dla drugiej osoby”? Każdy z nas poprzez różne życiowe doświadczenia, odkrywa i realizuje różnego rodzaju relacje. Każdy ma zupełnie inne doświadczenia, dlatego też dla każdego z nas relacje mają zupełnie inne znaczenie. Kiedy słucham różnych osób, mam możliwość zaobserwować jak różne relacje oni tworzą i jak różne zaangażowanie im towarzyszy. Zbudowane przez nas relacje łączą ludzi w różnych, wspólnie przeżytych doświadczeniach. Chwile, sytuacje które ludzie wspólnie przeżywają, ukazują jak wiele mają wspólnych spraw, jak ogromnym darem są dla siebie nawzajem. Przykazanie miłości, wspomina, że mamy „kochać bliźniego swego jak siebie samego”. Stąd ogromnym zadaniem w miłości innych, jest kochanie siebie. Relacja uwzględnia istnienie przynajmniej dwóch osób. Znając wartość mojego życia, znam i rozumiem jak wiele cennych rzeczy jest we mnie, które mogę też ofiarować innym – drugiej osobie. Tylko wtedy, gdy znam swoją wartość, wiem jak wiele mogę ofiarować innym. Jeśli jestem sobą, jeśli odkrywam prawdziwe swoje wnętrze, tylko wtedy mam świadomość tego, co mogę ofiarowywać innym. Każdy człowiek reprezentuje sobą jakieś bogactwo – fizyczne, duchowe, którym może ubogacić otaczający go świat, w tym również osoby, które są wokół. Każdy z nas jest indywidualnym przykładem istniejącego dobra, które może ubogacać i przemieniać innych. Jesteśmy istotną częścią tego świata i nie można nas zastąpić byle czym. Nasza obecność jest wyjątkowa, dlatego powinniśmy się nawzajem doceniać i szanować. Obecność każdego człowieka ubogaca i przede wszystkim przemienia ten świat. Jeśli każdy z nas ma świadomość tego, co może dać, może...
„Fejm”, czy relacje.

„Fejm”, czy relacje.

„Fejm”, czy relacje. Dziś w czasach nowoczesnych środków komunikacji, możemy w jeszcze łatwiejszy sposób budować relacje z innymi. Zastanawiam się jednak, cze te środki, które posiadamy rzeczywiście wykorzystujemy we właściwy sposób?  Wiek, w którym przyszło nam żyć, wnosi w naszą codzienność wiele ciekawych rozwiązań myśli informatycznych, które skupiają się na tworzeniu różnych społeczności. Wśród wielu proponowanych nam aplikacji, wiele z nich zbudowanych jest w oparciu o społeczność i relację. Często używane przez FB, Instagram, Twitter, Snapchat, czy wiele innych, opierają się o zbudowanie wokół swojej osoby jakiejś grupy: znajomych, kolegów/koleżanek, przyjaciół, czy rodziny. Wyszukujemy ludzi o których pamiętamy, albo których spotkaliśmy przy jakiejś okazji, aby ich „dodać” do swojego konta i w ten sposób rozszerzyć grono swoich znajomych. Popularność niektórych aplikacji sprawiła, że odchodzimy od naturalnej segregacji osób, które włączamy do grona swoich znajomych, ponieważ bardziej chodzi nam o ilość niż o fakt – czy ktoś realnie jest moim znajomym, czy też nie. Bardziej niektórym zależy na docieraniu z jakimiś informacjami do szerszego grona, dlatego pula osób nam się powiększa, a niektórym właśnie tylko o to chodzi. Czy tysiące osób na FB realnie oznacza, że mamy tylu znajomych? Czy możemy faktycznie budować z nimi jakieś relacje? Fakt, że poprzez środowiska portali społecznościowych możemy dotrzeć do znacznie szerszego gremium ludzi niż w normalnych, realnych warunkach, pozwala na przekazywanie ważnych treści, z którymi się osobiście identyfikujemy. Czy przez to przekazywanie różnych treści, budujemy relacje? W wielu sytuacjach prowokujemy tymi treściami do jakiejś reakcji; raz po raz wywoływane są dyskusje, które przypominają rozmowę, wyrażają jakieś emocje i pobudzają do wzajemnego dzielenia się swoimi doświadczeniami. Jeśli zależy nam na takich „reakcjach” wówczas możemy...
Miej wyobraźnię.

Miej wyobraźnię.

Sytuacje wymakają się spod kontroli? To twoja częsta przypadłość, czy nie? Ile razy przytrafiło ci się, że chciałeś dobrze, a wyszło źle? Albo ile razy nie miałeś zamiaru zrobić niczego złego, a wyszło właśnie w ten sposób? O jeden krok za daleko. O ile mniej byłoby sytuacji niewłaściwych, gdyby ludzie uruchomili wyobraźnię i bardziej się jej trzymali. Dzięki wielu doświadczeniom, w których braliśmy udział, albo o nich słyszeliśmy, potrafimy przewidywać rozwój pewnych sytuacji. Jeśli we właściwy sposób będziemy rozwijać te umiejętności, pomoże nam to zmierzyć się też z trudniejszymi sytuacjami, nawet nieznanymi. Jednak doświadczenie nie jest wystarczającym źródłem wiedzy, bo nie o wszystkich sprawach musimy wiedzieć, bo jednak życie dostarcza coraz to nowych sytuacji, wobec których trudno z wyprzedzeniem nagromadzić odpowiednią wiedzę i przygotować się na ewentualne następstwa. Wiedza to jedna sprawa, ale potrzebujemy pamiętać też o innych, np. o wrażliwości na drugiego człowieka; o wyobraźni, która mobilizuje do myślenia. Wrażliwość utrzymuje w ryzach nasze działanie, bo zmusza do tego, aby poczuć wagę swoich słów, pójść za swoim działaniem. Bez wrażliwości, zarówno działanie jak i słowa rzucane są bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nie czujemy tego, co robimy względem innych, bo jesteśmy jakby poza tą sprawą. Zupełnie inaczej przeżywamy różnego rodzaju sprawy, gdy nas bezpośrednio one tyczą. Im bardziej angażujemy się w daną sprawę, tym mocniej jesteśmy wrażliwi zarówno na osoby, jak i też na sytuacje. Wrażliwość to umiejętność współodczuwania tego, co dzieje się w drugiej osobie. Chrystus nazywa to w bardzo konkretny sposób: „co chcecie, aby wam ludzie czynili, podobnie wy im czyńcie…” Od razu nasuwa się wniosek – jeśli czegoś nie pragnę, sam również nie powinienem tego czynić względem...
4. Słowo

4. Słowo

Już od czasów II wojny światowej i schronu przeciwlotniczego, towarzyszyła grupie dziewcząt Ewangelia. Jej słowa dotykały coraz bardziej. Odkrywały jej wyjątkowość i uniwersalność słów. I tak zrodziło się pragnienie wprowadzania słów Bożych w czyn. W ten sposób pojawiła się piękna praktyka – „Słowa Życia”. Wcielać w życie Słowa, by stać się Słowem żywym. Tak jak w każdej okruszynie hostii, nawet najmniejszej obecny jest cały Jezus, tak w każdym Słowie zawiera się Prawda. Wszyscy mogą żyć Słowem, niezależnie od powołania, płci czy pozycji społecznej, ponieważ Jezus jest Światłem dla każdego człowieka. Być żywą Ewangelią, Słowami życia, drugim Jezusem! Dzięki życiu Słowem, można odczuć konkretnie jedność. Słowa życia to fragment, który towarzyszy wszystkim w ciągu miesiąca. Rozważanie i wcielanie w życie tgo Słowa jest zadaniem dla każdego, ale najważniejsze są doświadczenia życia, które powinny krążyć między wszystkimi, umacniając każdego w jego świętej przygodzie. Tym, co jest ważne w życiu Słowem, to budowanie wzajemności i jedności. Dzięki tym odniesieniom, Słowo łączy nas i kieruje ku Bogu. Słowa zawiera w sobie wolę Boga. Żyjąc nim, żyjemy wolą Boga, starając się w sposób konkretny wprowadzać je w życie. Słowo nami przewodzi, rozświetla nasze drogi, inspiruje nas. Każdy kto chwyta do ręki Słowo, czuje to szczególne przyciąganie – Jezus zaprasza nas, abyśmy nie pozostawali obojętni wobec Jego miłości. Jedne miesiąc – jeden kierunek, który wyznacza Słowo, aby nie tylko je poznać, czy uchwycić intelektualnie jego kontekst. Słowo ma w nas wzrastać, przynosić owoce. Miesiąc staje się czasem szczególnego działania łaski, która w niczym na nie ogranicza. Kierowanie się tym szczególnym zdanie, wcale nie musi oznaczać, że właśnie w tym czasie nie znajdzie się okazja, aby...