I po Lednicy: Amen!

I po Lednicy: Amen!

Po spotkaniu lednickim pewnie już nie wielu zastanawia się nad słowem „Amen”. A życie toczy się dalej, stawiając kolejne wydarzenia w których powinniśmy umieć i chcieć wypowiadać to słów. Wielokrotnie w czasie spotkania na Polu Lednickim towarzyszyły nam gromkie okrzyki: „AMEN!” Zachęcani do tego, by coraz głośniej wypowiadać to słowo, mogliśmy poczuć faktyczne przynaglenie do głębszego zrozumienia tego słowa. Ale czy tak faktycznie się stało? Czy po powrocie do domu chętniej i bardziej świadomie wypowiadamy to słowo? Już podczas spotkania miałem okazję, aby z większą wrażliwością zwracać uwagę na to kiedy to słowo się pojawia, a później czując te momenty mogłem i chciałem z większą świadomością to słowo wypowiadać. Mogę stwierdzić, że spotkanie lednickie ma w moim sercu już jakiejś konkretne owoce. Kolejnym owocem jest to, że tym się zająłem i o tym piszę. Spotkanie lednickie zachęciło mnie do tego, aby na nowo spojrzeć na słowo „Amen” i ponownie odkryć jego głębszy sen. Jak rozumieć słowo: AMEN? Jest to hebrajskie słowo, które weszło prawie do każdego języka. Dlatego słyszymy to samo słowo niezależnie od tego, jakim językiem się posługujemy. Tym mocniejsze staje się to słowo, jego sens, gdy nie potrzebujemy wysilać się, by szukać odpowiedników w innych językach. Gdy wypowiadamy to słowo, wyrażamy zgodę na to co zostało powiedziane przed słowem men. Jeśli Amen następuje na zakończenie modlitwy ma ono wówczas znaczenie: „oby się tak stało”. To słowo jest też wyrazem zgody, zatwierdzeniem czegoś. Znaczy „tak”, „niech się tak stanie”. Niekiedy pojawia się na końcu tekstu czytanego Pisma Świętego, wówczas jest jakby formą deklaracji, że zrozumieliśmy to, co Bóg do nas mówił, że się z tym zgadzamy. Bardzo kluczowym...
Nie zacierajcie znamienia Ducha Świętego.

Nie zacierajcie znamienia Ducha Świętego.

Zesłanie Ducha Świętego jest mocnym akcentem, przypominającym nam o obecności tej Osoby w naszym życiu. Chrzest, a później Bierzmowanie odcisnęły na nas znamię, które nas powinno charakteryzować  i kształtować. „Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego” (J 20,22) „Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żyjącą” (Rdz 2,7) TCHNIENIE – fundament życia. Dwa tchnienia, o których czytamy dają nam poczucie, że początek naszego istnienia tkwi w Bogu. To On pełen Miłości powołuje nas do istnienia, do zrealizowania bardzo konkretnej misji. Oba tchnienia wypełniają nas szczególną łaską, która oprócz szczególnego uzdolnienia, daje nam początk fizycznego i duchowego istnienia. Dla mnie to ogromnie umacniające, że swój początek mam zakorzeniony w planie Boga, który powołał mnie do istnienia, bo mam do zrealizowania jakieś szczególne zadanie. Odkrywanie tej misji i jej realizacja, to jedno z podstawowych zadań mojego życia. Niekiedy patrzymy na „wielkie indywidualności” i podziwiamy ich osobisty wkład: piękne słowa, niebywałe działanie. I nieco z zazdrością, myślimy o swoim życiu, o tym jakie ono jest i co wnosi w świat, w którym żyjemy. Każdy z nas, na swój sposób jest „wielką indywidualnością”, lecz nie wszyscy jeszcze odkryliśmy jaką jesteśmy i jak wielką indywidualnością stworzył nas Bóg. Zamiast patrzeć i podziwiać innych, sami dołóżmy odpowiednich starań, by uczynić nasze życie bardziej wyraźnym. TCHNIENIE – nasza indywidualność. Tylu ludzi bardzo podobnych do siebie, a jednak zupełnie inni. Odkrywając to, kim nas uczynił Bóg i tchnienie Ducha, powinniśmy chronić swoją indywidualność. Oczywiście mam tu na myśli wszystko to, co dobre i pożyteczne, co skrywa się za naszą indywidualnością....
Życiowy software.

Życiowy software.

Samo urządzenie nie wystarczy. Dla prawidłowego funkcjonowania potrzebne jest jeszcze oprogramowanie. To właśnie ono odpowiada za możliwości wykorzystywania sprzętu, który posiadamy. A człowiek? Czy on też ma swój software? Człowiek to ogromna tajemnica. Mimo tylu wieków, lat odkrywania kim jest i jak funkcjonuje człowiek, wciąż pozostają rzeczy nieodkryte i nadal niezrozumiałe. Uczymy się przez całe życie. Przechodzimy różne etapy naszego rozwoju i wciąż pozostajemy zagadką. Spotykając po latach, jakiś naszych znajomych, słyszymy niekiedy: „mi się w życiu nie powiodło”. Inni być może powiedzą: „ja jestem szczęśliwy, osiągnąłem tak wiele”. Skąd te różnice przeżywania życia, czyżby każdy z nas miał zupełnie inny software? Czy może jedni mają nowszy, inni starszy i dlatego tak im trudno dostosować się do współczesności? Każdy z nas gromadzi w sobie wiedzę. To, jak przeżyliśmy dotychczas naszą codzienność jest w nas obecne pod postaciami różnych wspomnień, wrażeń, emocji, historii, doświadczeń. Owocem naszego życia jest też to wszystko, co stanowi naszą również fizyczną własność. I tutaj już zaczynają się różnice pomiędzy nami. Choć może przeżywamy tę samą codzienność, bo praca, domowe obowiązki, rodzina itp., to jednak każdy z nas zupełnie inaczej angażuje się w swoją codzienność i zupełnie z czymś innym wychodzi z niej ubogacony. Zatem to nie tylko kwestia gdzie żyjemy i jak, ma wpływ na nasze wewnętrzne doświadczenia. Również to w jaki sposób my odczytujemy swoje życie i w jaki sposób je realizujemy ma bezpośredni wpływ na nasz „życiowy software”. Każdy z nas inaczej postrzega i rozumie wydarzenia, które nas dotykają, w których uczestniczymy. Nasze decyzje, wybory w taki, a nie inny sposób przyczyniły się do tego, że takimi, a nie innymi ścieżkami przemierza nasza...
Jakość software.

Jakość software.

Każdy z nas przez pryzmat osobistych doświadczeń, zupełnie inaczej spogląda na swoje życie. Jedni są zadowoleni z tego, co udało im się osiągnąć i to im wystarczy; inni są bardziej wymagający i stawiają sobie kolejne, nowe cele. Oczywiście nie wszyscy, ale z dużym przerażaniem patrzę na młodych, kiedy trwa batalia wystawiania ocen, czy to na zakończenie roku, czy zwyczajnie z zadań bieżących. „Niech ksiądz mi da dwa, tyle mi wystarczy…” – taki słowa niestety padają dość często. Niekiedy komentuje je takim stwierdzeniem: „chciałem ci dać cztery, ale skoro dwa ci wystarczy…” Wówczas młodzi często wycofują się ze swojej prośby, chcąc w ten sposób przekonać mnie, że moja propozycja jest dla nich jednak ważniejsza. Ja chce obudzić ich ambicję, ale niestety wpisuje często ocenę, które oni sami żądali na początku. Czy rozumieją moje działanie? Niektórzy tak i przy następnej okazji, stają się bardziej ambitni i ich praca, bardziej owocna. Czy mamy zakodowane w sobie ambicje, lub ich brak? Niekiedy przeciętność staje się sposobem przeżywania codzienność, jakby nie było innej opcji. Sami chcemy się oszukać, przyjmując najwygodniejszą opcję, raczej z innych powodów niż z powodu ambicji, lub jej braku. Ambicje ma każdy, gorzej jest niestety z chęciami, których nie mają niestety wszyscy i może przez to taki stan rzeczy. Software, który posiadamy jest naszą osobistą zdobyczą. Można stwierdzić, że jest on taki, jakie są nasze ambicje i chęci. Podobnie jak w świecie informatycznym, pojawiają się niekiedy nowe wersje software, aby usprawnić działanie naszego urządzenia. My możemy zdobyć nowy software przez to, że rzeczywiście zaangażujemy się w nasze życie i zdobywanie właściwej wiedzy. Nasza codzienność to wiele mniejszych lub większych elementów, które...
Software – nasze zaplecze.

Software – nasze zaplecze.

Dobrze mieć „asa w rękawie”… Potrzebujemy osobistego zaplecza, w którym nagromadzimy odpowiednią wiedzę, doświadczenia…, które będziemy mogli w odpowiedni sposób, w odpowiedniej chwili, wykorzystać. By móc sięgnąć do jakiegoś duchowego lub fizycznego zaplecza, trzeba je najpierw mieć – stworzyć. Od wielu lat udaje mi się gromadzić różne ciekawe myśli, z różnych dziedzin życia. Powstające w ten sposób zeszyty z notatkami leżą sobie na półce i czekają na odpowiednią chwilę. Niekiedy zastanawiam się, czy starczy mi sił i czasu, aby powrócić do tych notatek i w jakiś sposób je przeanalizować. Pojawiają się sytuacje, w których za jakimś natchnieniem sięgam do któregoś z zeszytów i trfiam na najodpowiedniejszą myśl w tej sytuacji. Dlaczego pojawiły się takie zeszyty? Wiele spraw niestety jest bardzo ulotnych. Już wiele razy przekonałem się, że idąc spać miałem w głowie jakąś ciekawą myśl, super rozwiązanie, a budząc się rano już o tym nie pamiętałem i trudno mi było cokolwiek odtworzyć. Podobnie z przeczytanymi książkami, periodykami itp. Człowiek w jakiejś chwili życia, czytając jakąś myśl, doświadcza jakiegoś olśnienia, a później trudno mu przypomnieć sobie proces, który dokonywał się w jego głowie. Może dlatego warto zapisać jakąś myśl… Inni twierdzą, że nie warto zapisywać, bo to jest przechowywanie na siłę czegoś, czym powinniśmy zacząć natychmiast żyć, a nie zapisywać. Zdania są podzielone. Wybierz sam opinię, z którą się najbardziej utożsamiasz i którą najłatwiej ci jest realizować. WIEDZA W PIGUŁCE. Życie uczy nas najwięcej. Dzięki codziennym zdarzeniom zyskujemy bardzo szeroką wiedzę. Jednak samo życie nie nauczy nas wszystkiego. Powinniśmy posiłkować się różnymi odrębnymi źródłami wiedzy, które pomogą nam zrozumieć niekiedy jakieś sprawy, albo przynajmniej umożliwią nazwanie po imieniu tego co...
Kolejna już… rocznica święceń

Kolejna już… rocznica święceń

kapłańskie „czasowniki” Zdarzyło się kiedyś, a dokładnie w 2003 roku, że Arcybiskup powierzył mi szczególne zadanie. Kościół zaufał mi i obdarzył mnie szczególnym darem, jakim jest kapłaństwo. Patrząc na różne okresy mojego życia, na przeróżne doświadczenia i zadania, chce dokonać dla siebie pewnego podsumowania. Rozważając nad różnymi kwestiami, chce je scharakteryzować jedenastoma czasownikami. Trudno, abym w nich zawarł wszystko, ale to właśnie one będę pewnymi drogowskazami po moich doświadczeniach, które miały i mają dalszy wpływ na moje życie. Nie dokonam całkowitej oceny samego siebie, z uwzględnieniem negatywnych i pozytywnych stron mojej osoby, ale chce bardziej wyznaczyć sobie, na kolejne lata mojego powołania, kierunki działania i pewne zadania, które ufam, że i wam coś pomogą odkryć. Pewne podsumowywania mają często charakter oceny przeszłości. Wobec tłoczących się wokół nas wszystkich, przeróżnych opinii i ocen, wolę raczej pozostać w obszarze teraźniejszości i przyszłości, aby móc przyjąć to, co słyszę i widzę, jako narzędzia do tworzenia kolejnych doświadczeń, wciąż tworzącej się, mojej historii życia. Niekiedy jestem przerażony różnymi zasłyszanymi opiniami i ocenami i by się im nie poddać, a jednocześnie nie udawać też, że ich nie słyszałem, wprowadzam nieustannie, różne zmiany, które mają przemienić moje życie w jeszcze piękniejszy dar, dla innych. Mamy dziś bardzo różne wyobrażenia o człowieku, o księdzu… Sprostać dzisiejszym zadaniom, nie jest rzeczą łatwą, a pierwszą sprawą, z którą trzeba walczyć – to sam człowiek, który często sam dla siebie jest niestety niewłaściwym przewodnikiem. Może trochę tchnie pesymizmem we wstępie, ale nie taki ma mieć charakter to moje „podsumowanie”. Każdego dnia staję przed sprostaniem trudnemu zadaniu, którym jest kapłaństwo i widzę, przez to co dzieje się w ogólnym świecie,...
Po „Bożym Ciele”.

Po „Bożym Ciele”.

Od kilku dni chodzę z tym tematem w głowie i to, co najczęściej się pojawia w związku z tym, to pytania: Co chce mi dziś przekazać Uroczystość Bożego Ciała? Czego dziś, może każdego z nas jeszcze ta uroczystość nauczyć? Kolejny dzień wolny, tym razem związany z uroczystością kościelną, dla jednych jest okazją do przeżycia czegoś bardzo duchowego; dla innych pobożna praktyka realizowana z tradycji. Dla jeszcze innych to tylko kolejny wydłużony weekend. Idąc w procesji Bożego Ciała, troszkę obserwowałem ludzi i ich postawy. Były one bardzo różne – wiele pięknych, wręcz budujących – choćby ta, gdy pan z kulami usilnie za każdym razem po przyjściu do kolejnego ołtarza, robił wszystko, co w jego mocy, aby uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem. Były też negatywne, jak ta, kiedy podczas śpiewu Ewangelii jakiś „Boży pijaczek” zaczął coś wykrzykiwać za ołtarzem i ekipa z chóru, biorąc pod pachy tego pana, chwiejącego się na ostatnich nogach odprowadzili nieco dalej, próbując go uspokoić. Jedne i drugie bywają prawie zawsze. Nie o tym jednak pragnę pisać. Nasze uczestniczenie w tej Uroczystości bywa mniej lub bardziej świadome, pewnie dlatego tak skrajne są nasze postawy. Patrzyłem jednak na ludzi, by uczyć się tej Uroczystości. Bo już od jakiegoś czasu pojawiło się we mnie pytanie: CO CHCE MI DZIŚ PRZEKAZAĆ UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA? Znalazłem trzy odpowiedzi, na których przede wszystkim się skupiłem. Bóg jest obecny pomiędzy nami. Druga odpowiedź: Procesja- moje świadectwo i wchodzenie Boga w codzienność mojego życia. I trzecia odpowiedź: Cud Miłości – nieodkryta i niedoceniona Eucharystia. Może mało odkrywcze są te wnioski, ale mobilizują, aby stawić czoła tym treściom, które płyną z tej Uroczystości. Możemy oczywiście przeżyć...
14 dni peregrynacji.

14 dni peregrynacji.

W temacie ważnej chwili… Od 17 do 30 kwietnia miałem niebywały zaszczyt przez te dwa tygodnie towarzyszyć znakom Światowych Dni Młodzieży (krzyż i ikona). 14 dni które oprócz zadań, pełne były też niezwykłych, ważnych chwil. Jesteś ciekaw, jakie były to chwile? 1.  Długo wyczekiwany moment. Niby nic ważnego, tak początkowo się wydawało. Ale, gdy wylądował samolot ze znakami ŚDM, zdałem sobie sprawę jaką rolę te znaki mogą odegrać w najbliższym czasie peregrynując po naszej archidiecezji. Przemierzając po różnych parafiach, mogą stać się one znakami jedności. Tak też rzeczywiście później się stało. Te znaki dotykali ludzie w wielu parafiach, dołączając w ten sposób do wspólnoty, którą złączyła już idea ŚDM. 2. W wielu miejscach wokół krzyża panowała szczególna atmosfera – zarówno wywołana przez osoby i ich duchowe przeżycie, jak i też fizyczna, wywołana przez piękne refleksy słoneczne, czy jakieś dekoracje itp. rzeczy. Światło padające na krzyż, uzmysłowiło mi, jak wiele razy względem wielu osób, to z krzyża wydobywa się wiele promieni, które wyznaczają każdemu z nas do realizacji, osobiste zadania. Widziałem jak wiele osób odchodziło od krzyża i niosło w sobie promień osobistego, duchowego przeżycia. 3. Był to jedyny dzień, podczas którego nie uczestniczyłem w peregrynacji, ponieważ miałem zadanie wygłosić wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku pt. „Fenomen Światowych Dni Młodzieży”. Jednym z bardzo konkretnych wniosków było też to wszystko, co do tej pory widziałem podczas peregrynacji – zachowania ludzi, ich szacunek wobec znaków, rozmodlenie… 4. Światowe Dni Młodzieży mają skupiać przede wszystkim ludzi młodych. Wydarzenia w parafiach zdominowane są uczestnictwem osób dorosłych, albo starszych. Niekiedy wydaje się, jakby młodych nie było… Spoglądając na peregrynację, bałem się, że stanie się tak,...
MATURZYSTO

MATURZYSTO

Mam kilka razy wyznaczony dyżur w komisji egzaminacyjnej w czasie matury. Nie jest to ciekawe zadanie. Jednak obserwując młodych przez kilka godzin, można zastanawiać się nad wieloma sprawami. Ważna chwila w życiu młodych osób. Choć wydaje się kolejną, tego typu. Egzamin na zakończenie podstawówki, później gimnazjalny, teraz – matura. W każdym chodzi niby o to samo – sprawdzenie wiedzy. Dla wielu jest to moment – przełom. Po zdaniu matury muszą zdobywać nowe, może ciekawsze horyzonty na studiach. Jednak zastanawia mnie czy ten ich obecny sprawdzian wiedzy w czymś im rzeczywiście pomaga, do czegoś ich przybliża? Czy to nie będzie znowu tak, że wielu z nich stwierdzi – „udało mi się!” Czy to łut szczęścia, traf, czy posiadana wiedza pozwala zapamiętać tą jedną chwilę do końca życia? Skąd ta chmura wokół matur. Skąd się to wzięło, że tak przerażeniem i z takim przejęciem ludzie podchodzą do tego wydarzenia. Czy to dłuższa chwila jest decydującą w życiu? Spanikowani, z trzęsącymi się rękoma, zgryzający swoje paznokcie lub końcówki długopisów, szukają gdzieś ponad głowami innych źródeł inspiracji. Zegarek zawieszony na ścianie i informacja na tablicy o której koniec egzaminu staje się ich kompasem. Odliczając ich ważne, kolejne chwile nieubłaganie świadczy o ich możliwościach. Wytężony wzrok, utkwiony na kolejnej kartce, staje się jakby znakiem zagubienia, jakby pytali, gdzie obecnie są, dokąd podążają. Już tylko godzina została z tych prawie trzech do dyspozycji. Wszyscy elegancko ubrani, choć to ich szkolny najcięższy dzień pracy… Wkłady powoli się wysuszają, wiedza przelewa na papier. Zliczane słowa i polecenia, kolejno wertowane strony, powoli strach oddala się; na innych powrócił – jakby silniejszy, jakby zgubił się gdzieś i odnalazł drogę....
Jak się scharakteryzujesz.

Jak się scharakteryzujesz.

Największą wiedzę na twój temat, masz ty sam. Ale wiedzę swoją zdobywasz również dzięki temu, co inni powiedzą na twój temat. Jak zweryfikujesz to, co mówią inni, na twój temat, z tym, co sam wiesz o sobie, to co ci wyjdzie z tego porównania? Ważne chwile tworzą nasze życie. Niezależnie, czy je dostrzegasz, czy być może umykają one twojej uwadze, to i tak wpływają one na codzienne doświadczenia. Każdy z nas, mimo różnicy wieku, ma takie „ważne chwile” na swoim koncie. Jesteś wstanie wymienić ich kilka? Myślę, że warto poświęcić chwilkę, by w głowie poukładać sobie kilka takich wydarzeń, by móc zrozumieć o czym za chwilę napiszę. 1………… 2………… 3………… 4………… Przybywające nam lata, dokładają nowe historie, doświadczenia – ważne chwile, w których dokonało się dla nas coś szczególnie ważnego. Może doświadczyliśmy jakiś radości, lub trudności. Może stanęliśmy w miejscu, w którym podjęliśmy życiową decyzję. Może jakaś sytuacja pozwoliła nam coś odkryć; czegoś nas nauczyła. To, co jest w tym piękne, to fakt, że każdy z nas ma zupełnie inną listę ważnych chwil. To jest bardzo ubogacające, że każdy z nas ma różnobarwną codzienność, która nas w jakiś sposób charakteryzuje. CO SIĘ LICZY? Przyglądając się z perspektywy jakiegoś czasu na swoje życie, możemy zobaczyć pewne charakterystyczne dla nas zachowania, działania i osiągnięcia. Jeśli uważnie obserwujemy swoje życie, z łatwością dostrzeżemy to, co się dla nas liczy najbardziej, co jest dla nas najistotniejsze. Może ktoś z nas ma swoją osobistą piramidę wartości – system dzięki któremu postępuje w życiu, nadając różnym sprawom szczególną wartość. Jednak wartości to jedna sprawa, a to co się liczy w naszym życiu to kolejna. Pojawia...
Na rozstaju dróg.

Na rozstaju dróg.

Decyzje są różne, a ich owoce lub konsekwencje są jeszcze bardziej zróżnicowane. Ilość ważnych momentów w naszym życiu, powinna nas przekonać do prawdy o tym jakie wybory dokonujemy, a jakie powinniśmy dokonać. Czy nie zdażyło ci się nigdy pomyśleć, że gdybyś miał możliwość, to cofnąłbyś się w czasie i zmienił jakąś decyzję, lub ją poprawił? Niestety nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami wehikułu czasu, który umożliwiłby nam przenieść się do wybranego przez nas momentu. Zresztą obawiałbym się konsekwencji wynikających z możliwości podejmowania takich prób. Ale mamy za to coś zupełnie innego, jeszcze bardziej ważnego. NEWRALGICZNY PUNKT Zastanawiam się ile było w moim życiu takich momentów, które miały ogromny wpływ na przebieg dalszego mojego życia. Czy jestem świadom wszystkich takich momentów w moim życiu? Być może wydaje nam się, że momenty, które naszym zdaniem są newralgiczne wpłynęły na dalszy bieg naszego życia, a w rzeczywistości być może jakaś błahostka miała bardziej wpływ, a my nawet tego nie czuliśmy. Życie wydaje się nie być decyzją jednej chwili, jednego wydarzenia. Raczej musimy obserwować jakiś kontekst, by dostrzec możliwości wyboru, jak i też później ewentualne owoce lub konsekwencje. Jaki moment w twoim życiu jest szczególnie newralgiczny? Jakie momenty twoim zdaniem, miały ogromny wpływ na przebieg poszczególnych dni, wydarzeń. Z jednej strony mamy za sobą historię, a więc te momenty newralgiczne, które już były, które już wpłynęły na naszą codzienność; mamy też przyszłość, a więc punkty przed nami, od których zależeć będą kolejne chwile i rodzące się perspektywy naszego życia. Jest to dla nas bardzo istotne, aby mieć takie punkty, bo dzięki nim, łatwiej będzie nam wyznaczyć sobie kierunek dalszego życia, kolejnych wyborów. To właśnie nadaje...
Ładunek chwili.

Ładunek chwili.

Ile jest takich chwil, które nam umykają, bo nie mamy świadomości ich istnienia? Jak wiele rzeczy marnujemy, bo nie chce nam się, albo nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być? „Nie byłem wstanie tego przewidzieć” – te słowa pojawiają się niekiedy jako wytłumaczenie wobec jakiegoś zaniedbania, albo wtedy gdy ranimy kogoś, a chwilę później pojawiają się konsekwencje tego, co powiedzieliśmy i zrobiliśmy. A zastanawialiście się dlaczego pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć chociaż wszystko, albo przynajmniej sporo znaków na to wskazuje? Czy można przewidzieć to, co może nastąpić? Odkrywam, że im bardziej staram się by różne osoby i sytuacje były dla mnie ważne, tym mocniej towarzyszą mi: roztropność, odpowiedzialność, wrażliwość. Powinniśmy „nieść” ze sobą ludzi i wydarzenia, a przez poczucie ich „ciężaru” zaczniemy doceniać to, co dzieje się waszym życiu. To forma pewnego przygotowania wobec tego, co może nastąpić w kolejnych chwilach naszej codzienności. Jeśli jakieś wydarzenie jest dla nas ważne, to przy każdej kolejnej nadarzającej się okazji, pojawienia się takich sytuacji, nasze skupienie i gotowość będą większe. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ niesiemy już w sobie jakieś doświadczenie, które uwrażliwia nas na powielającą się sytuację. Co innego, gdy nie mamy doświadczenia. Wówczas trudniej jest nam wiedzieć na co czekamy i czego możemy się spodziewać. Możemy kierować się intuicją, roztropnością, wrażliwością i odpowiedzialnością. Wydaje się to niby takie oczywiste, ale życie naprawdę potrafi nas bardzo zaskoczyć i wówczas wszelkie schematy – rozwiązania zwyczajnie się nie sprawdzają. Każda chwila niesie w sobie jakby „ładunek elektryczny”, który dopiero po zetknięciu się z nim, może przeskoczyć na innego człowieka. Potrzebujemy w naszej codzienności stwarzania właśnie takich okazji, aby ten „ładunek chwili”, mógł...
Napełnić codzienność życia.

Napełnić codzienność życia.

Szklanka na wpół pełna, czy pusta? – by jednak tak mogło się stać, musi być szklana i coś w jej środku. W życiu, naszą codzienność musi coś wypełniać. Zastanówmy się nad naszą szklanką – życiem. Temat codzienności pojawiał się już wiele razy na łamach mojej strony. Jest to jednak temat, niekończących się wywodów, dlatego pochylając się nad tą treścią można zawsze coś odkryć nowego, albo przynajmniej inaczej spojrzeć na różne odkrycia, które są dla nas trampoliną – skokiem w przyszłość z nową siłą i nastawieniem. Gdy patrzymy na życie z dystansu, z perspektywy jakiegoś dłuższego czasu, pewnie wiele razy odkrywamy jakie bogactwo skrywa się w naszej codzienności. Czasami trzeba przyjrzeć się swojej szklance. Możemy zastanawiać się nad tym, jak bardzo pojemne jest nasze życie. Może ciekawią nas różne rzeczy i coraz bardziej poszerzamy krąg swoich zainteresowań. Zaspokajamy swój apetyt ciekawości, różnymi doświadczeniami i próbami nowych doznać w różnych sferach naszego życia. Możemy skupić się za bardzo na możliwościach naszego życia, albo do przesady przyglądać się treści naszego życia, ale jeśli nie będziemy potrafili zadbać o odpowiednie proporcje, być może stracimy wszystko. Czy patrząc na swoje życie dostrzegasz w nim coś wyraźnego, wartościowego i charakterystycznego? Czy też masz tak, że otwierając szafę, przestawiasz kubki, szklanki w poszukiwaniu tego jedynego – twojego kubka, który być może już poobijany, podrapany, dotknięty różnymi historiami jest tym, który choć nie jest może ulubiony, ale po prostu z niego pijesz najczęściej? To ty kształtujesz swoje życie; ty w pełni odpowiadasz za swoje decyzje, wybory, a więc w symbolicznym znaczeniu masz swoją szklankę, której nie powinieneś co chwilę zmieniać, ale którą w odpowiedni sposób powinieneś zacząć...
Miejsce na przyszłość.

Miejsce na przyszłość.

Tworząc doświadczenia w teraźniejszości, każdy człowiek mimowolnie myśli o swojej przyszłości. Powinienem jednak tak angażować się w życie, by starczyło mi siła na przyszłość. Odpowiednie zagospodarowanie swojego życia pomoże nam uczynić w sobie miejsce na przychodzącą przyszłość. Szklanka w połowie pusta nie jest dla mnie symbolem czegoś negatywnego. To właśnie ta pustka może być w każdym momencie zapełniona kolejnymi, nowymi doświadczeniami, które zrodzą się wraz z nastaniem przyszłości. Jeśli moja szklanka byłaby pełna, to musiałbym coś z niej wylać, jakąś część, by móc uczynić w ten sposób miejsce dla czegoś nowego – świeżego. Skoro szklankę uczyniłem symbolem naszego życia – codzienności, to tym bardziej wyobrażenie o przyszłości, daje nam uzasadnienie dla podtrzymywania w sobie jakiejś „pustej strefy”, którą będziemy mogli zagospodarować w zależności od potrzeb. Pusta strefa Połowa szklanki – ta pusta, jest dla mnie świadectwem gotowości człowieka na nowe doświadczenia. Wszystko to, co przynosi nasza teraźniejszość jest dla nas darem, który może odegrać kluczową funkcję podczas wchodzenia w przyszłość. Nie wszystkie sytuacje nas angażują, dlatego powinniśmy się zastanowić na co jesteśmy gotowi, na co pragniemy się otworzyć i w czym uczestniczyć. „Pusta strefa” nie powinna zapychać się byle jakimi sprawami. Znając siebie, ile jest w nas rzeczywiście wolnego miejsca, powinniśmy umiejętnie oceniać co jest warte i realnie potrzebne, w naszej szklance. To, że uczestniczymy w jakiś wydarzeniach, wcale nie oznacza, że je przechowujemy w naszym wnętrzu: sercu lub myślach. Rozwaga podpowiada nam, że nie wszystko będzie dobrym materiałem inspirującym nas w budowaniu kolejnych doświadczeń. Dlatego potrzebujemy umiejętności dokonywania właściwego wyboru, ale i też odwagi do przeciwstawiania się temu, co może być dla nas zagrożeniem lub niepotrzebną stratą sił....
Co jest w twojej szklance.

Co jest w twojej szklance.

Co widzisz w swojej szklance, a co powinieneś zobaczyć? Konsystencja twojego życia być może jest nieco zagęszczona, zamulona. Musisz od czas do czasu wstrząsnąć swoją szklanką. Nalałem sobie soku pomarańczowego. Odstawiłem na chwilę moją szklankę. Kiedy następny raz wziąłem ją do ręki, zauważyłem jak na dnie unosi się delikatna zawiesina. Potrząsnąłem nieco szklankę, wprowadzając w wir mój sok. Znów popatrzyłem i teraz sok już był normalny. Nic odkrywczego, każdy przecież wie, że tak trzeba zrobić. Absurdalne porównanie, ale dokładnie ten sam absurd niekiedy powtarza się w życiu – naszej codzienności. Przyzwyczajony do powszedniości, obrosłeś w schematy działania i nawet nie zauważyłeś, że twoje życie osiadło na mieliźnie codziennych rytuałów. Być może już od dłuższego czasu tak postępujesz  i nie widzisz żadnego w tym problemu. Problem jednak jest i warto nad nim się zastanowić. Być może treść mojego życia się nie zmienia. Pewnie tylko tak mi się wydaje, bo nie zauważam tego, co mógłbym  zyskać, osiągnąć. Bardziej rażące są te sytuacje, w których może całkowicie osiadło moje działanie, bo zauważam, że obecne rezultaty mojego działania, znacznie różnią się od tego, co zyskiwałem kiedyś. Wtedy to właśnie najczęściej odkrywamy, że nasze życie jest zamulone. Potrzebujemy w takiej sytuacji, wstrząsnąć swoim życiem. Pewnie zastanawiasz się, jak to zrobić? W szklance wiemy, że musimy stworzyć mały wir. Jak? Mieszając albo łyżeczką albo ruszając całą szklanką, by wprowadzić w ruch substancję, którą mamy wewnątrz. Jakkolwiek, liczy się przede wszystkim RUCH! Co zrobić, by moje życie, codzienność nie stały się zamulone? Otóż, morał wydaje się już jasny – trzeba życie wprowadzić w ruch!! Wir w szklance Niekiedy trzeba powiedzieć dość marazmowi, który nam towarzyszy. Musimy...
Spotkanie z Jezusem Miłosiernym – tekst adoracji

Spotkanie z Jezusem Miłosiernym – tekst adoracji

Boże, Ojcze miłosierny,  który objawiłeś swoją miłość  w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,  i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,  Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka. Pochyl się nad nami grzesznymi,  ulecz naszą słabość,  przezwycięż wszelkie zło,  pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi  doświadczyć Twojego miłosierdzia,  aby w Tobie, Trójjedyny Boże,  zawsze odnajdywali źródło nadziei.  Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki  i zmartwychwstania Twojego Syna,  miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Amen. 1. JEZUS MIŁOSIERNY WYCHODZI DO WSZYSTKICH Wierzę, że to dla mnie wychodzisz z tego obrazu, nie chcesz być ujęty w ramki jakiejkolwiek doskonałości, nie chcesz być tylko „pamięciowym portretem” Boga. Po prostu wychodzisz, żeby dzisiaj mnie spotkać. Chryste pragniesz dotrzeć i wniknąć w każde ludzkie serce. Możesz to zrobić jeśli na drodze, pomiędzy Tobą, a człowiekiem, nie istnieje żadna przeszkoda.  Miłość Boga może pokonać wszystko, ale jest zniewolona, kiedy człowiek mówi Bogu „NIE”. Gdzie dziś, w szczególny sposób, powinienem zaprowadzić Boga? Jakie jest we mnie miejsce, które być może dotąd było na Niego zamknięte. Pozwól Mu wejść w tę zamkniętą przestrzeń… Niech On jej dotknie, uzdrowi i ci przebaczy. Niech Jego obecność w Tobie sprawi jasność, która pomoże ci pójść dalej, wolnym od tego co być może ciążyło ci już od dawna. 2. JEZUS MIŁOSIERNY ODSŁANIA TAJEMNICĘ SWOJEGO SERCA – MIŁOŚĆ DO CZŁOWIEKA. Odsłaniasz mi siebie, zapraszasz w sam środek miłości, tu jest moje miejsce, to miejsce mi przygotowałeś i nikt mi go nie zajmie. Wypisałeś mnie na swoich rękach. Wyryłam się raną  w Twoim boku. Bolała Cię miłość do mnie, dlatego jestem jej tak pewna, o nią pragnę się oprzeć. Przytul mnie Boże. odsłaniasz przebite...
szuflada

szuflada

Masz projekty, które wiecznie odkładasz do szuflady? Może z powodu ilości pomysłów, planów, marzeń, powoli ich nie mieścisz w swojej szufladzie? Może i w tej kwestii warto zrobić inwenturę i wybrać jedną rzecz, może nieco zapomnianą i wprowadzić ją w życie. Mówi się potocznie, że przechowujemy nasze najlepsze pomysły w szufladzie. Czy faktycznie tak jest, że nasze „marzenia spoczywają gdzieś na dnie naszej szuflady”? A co jeśli te najlepsze pomysły wciąż są nie zrealizowane i spoczywają gdzieś, czekając na swoją kolej realizacji? Z jednej strony chciałbym was zachęcić, przekonać, aby jeśli nie macie, to taką szufladę sobie zorganizować. Ale jeśli macie już coś takiego, to zdobądźcie się na odwagę, aby do niej wreszcie zajrzeć. Pojawiają się w naszym życiu niekiedy genialne przemyślenia, mądre strategie, dojrzałe doświadczenia, marzenia, które być może akurat w tym czasie kiedy się pojawiają, nie są możliwe do wykorzystania. To nie oznacza, że można je porzucić, zapomnieć o nich lub wyrzucić  do kosza. Na każdą sprawę, musi przyjść odpowiedni czas. „Szuflada” z jednej strony chroni nasz duchowy, fizyczny skarb, z drugiej, zawsze pozwala powrócić do czegoś i w tym odpowiednim czasie, na nowo rozważyć jakąś sprawę. Przysłowiowa „szuflada” to przestrzeń, którą niekiedy mamy tylko w naszych głowach. Niekiedy to dosłownie fizyczne miejsce, do którego chowamy różne nasze pomysły. Dlaczego tak się dzieje, że mamy taką „Szufladę”, że chowamy przed światłem dziennym różne sprawy. NIekiedy te najbardziej osobiste sprawy, wolimy pozostawić tylko dla siebie. Boimy się, że pewne sprawy po prostu nie zostaną zrealizowane, dlatego odkładamy je na „wieczne potem”. To nic złego, że posiadamy takie „szuflady”, ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, co w nich...
Po co komu duchowa inwentura.

Po co komu duchowa inwentura.

Pewnie udało wam się zobaczyć kiedyś napis „INWENTURA” na różnych witrynach sklepowych i z przerażeniem pomyśleć jak wielkie przedsięwzięcie musi to być. A pomyśl w kontekście swojego życia, co to może oznaczać dla ciebie, dla twojego rozwoju. Celem inwentury jest sprawdzenie faktycznego stanu rzeczy, czyli np. w przypadku sklepu, chodzi o sprawdzenie jakie produkty są na stanie – jaki faktycznie jest ich stan materialny. Po przeprowadzeniu takiego procesu, właściciel doskonale orientuje się w tym, jaki jest porządek w jego sklepie – ile pieniędzy w produktach rzeczywiście posiada, co i ile zginęło. Uczynienie takiego podsumowania, pozwala też, wprowadzić jakąś strategię, oszczędności i organizację. Można dzięki temu ocenić obecną sytuację, w kontekście przeszłości, przyszłości i nade wszystko teraźniejszości. Dla każdego z nas, bardzo pożyteczna jest świadomość tego, co w obecnej sytuacji się dzieje, czym dysponujemy i w co możemy bardziej inwestować – angażować się. Określenie tego, czym faktycznie dysponujemy jest zadaniem bardzo pomocnym, bo dzięki niemu możemy lepiej rozpoznawać to, w co powinniśmy się angażować jeszcze bardziej, a z czego powinniśmy zrezygnować i nie marnować na to czasu. Dokonywanie takich inwentur – bilansów, może obudzić w nas refleksję nad życiem. Nieczęsto mamy ku temu uzasadnione powody, dlatego najczęściej wobec trudnych sytuacji, jesteśmy poniekąd przymuszeni do zmierzenia się z myślami o swoim życiu. Zamiast oczekiwać takich wydarzeń, warto samemu prowokować, od czas do czasu, taką inwenturę, aby dokonać swoistego przeglądu swojego życia i zweryfikować postawy, zarówno te dobre, jak i też te złe. Nasz” dotychczasowy dorobek” podpowie nam co jeszcze bardziej powinniśmy zaakcentować  i co powinniśmy robić. Jeśli chcemy się w coś zaangażować, to uczynienie najpierw takiej inwentury może pomóc nam rozpoznać...
Spis – szanse, możliwości.

Spis – szanse, możliwości.

Patrząc na jakieś rzeczy, które posiadasz może zadać sobie pytania: dlaczego to mam? co mogę z tym zrobić? jak mogę to jeszcze wykorzystać? W sercu posiadasz też pewnie wiele rzeczy, może warto też te pytania odnieś do tego, co się w nim kryje. Inwentura, to okazja aby przeprowadzić spis. Taki spis sporządza się po to, aby realnie ocenić to, co rzeczywiście się posiada. Wartość obecna jest zarówno w tym, co już udało nam się zainwestować, jak i też w tych możliwościach, które wciąż posiadamy. Jeśli znamy „wartość obecną” możemy w odpowiedni sposób zagospodarować swoimi możliwościami i w taki sposób budować swoją teraźniejszość i przyszłość, aby osiągnąć jak najwięcej duchowego dobra. Musimy stworzyć okazję, aby uświadomić sobie, co rzeczywiście posiadamy. Czasami przyzwyczajeni do schematycznej codzienności, posługujemy się wciąż tymi samymi rozwiązaniami, przez co nie uruchamiamy w sobie podkładów naszych zdolności. Warto jednak mieć świadomość posiadanego dobra. Każdy skrywa w sobie dobro, które poprzez odpowiednie warunki może być uaktywnione. W konfrontacji z otoczeniem: ludźmi, wydarzeniami, odkrywamy w swoim sercu coś, o czym zapomnieliśmy, a co było dla nas ważne, albo coś co nagle zrozumieliśmy i popatrzyliśmy na to z innej perspektywy. Tak jak niekiedy zapominamy o rzeczach materialnych, które posiadamy, a które gdzieś rzucone w kąt, nie dając o sobie znaku, tak podobnie bywa z naszymi duchowymi bogactwami, obecnymi w naszym sercu, rozumie.  To, co jest w naszych sercach, często jest nieocenionym skarbem. Co zrobić, aby ważne dla nas sprawy nie poszły w niepamięć, by nie zakryte je kurz historii? Odpowiedź wydaje się prosta – trzeba nimi żyć, wciąż na nowo odkrywając ich wartość i starając się używać ich w odniesieniu...
Indywidualizm.

Indywidualizm.

Jak popatrzę na jakąkolwiek osobę, zawsze znajdę jakiś element, który ją wyróżnia spośród innych osób. Czy zagrożeniem może być fakt, że ktoś ma za dużo indywidualnych cech? Coraz bardziej popularne media społecznościowe, prowokują szarego użytkownika do tego, by przestał być szary. Szarość nie jest modna, chyba że w fotografii. Ilość kont na FB, czy Instagramie, czy Snapchacie wyzwalają w każdym użytkowniku chęć, by się w jakiś sposób wyróżnić. Pomysłowości wydawałoby się, że nie powinno brakować, bo każdy z nas ma coś osobistego, a jednocześnie bardzo indywidualnego, co może ofiarować innym, ale tak naprawdę różnie to bywa. Zrozumieć co mam wyjątkowego. Wiele osób zdaje się, że niezbyt wierzą w siebie i w swoją wielkość, bo wydaje się, że tylko powielają innych, ich pomysły… Z czasem trochę zaczyna to wyglądać tragicznie, kiedy coraz większa grupa osób powiela kogoś, bo wydaje się to im super pomysłowe. Ale, czy nie powinno nas właśnie w tym momencie przynajmniej trochę przerażać fakt, że nie proponujemy niczego własnego, a jedynie powielamy pomysły innych. Ktoś może stwierdzi, „ale jak jest fajny pomysł to dlaczego by nie powielać”. Moja odpowiedź jest prosta – jeśli byśmy mieli powielać innych, to w pewnym momencie zabraknie nam osób, które ewentualnie moglibyśmy powielać. To właśnie czyjaś wyjątkowość wprowadza w życie jakąś super, genialną myśl, niebywały pomysł i dzięki temu inni robią nagle: „woow”. W każdym z nas jest coś wyjątkowego, czym możemy zaskoczyć innych, zainspirować ich, sprowokować do działania. Chociażby twój wkład wydawałby się banalny, nie rezygnuj z niego, bo to twój indywidualny mały, bądź duży dar, który możesz ofiarować innym. Na pewno ktoś  z niego, w jakiś sposób skorzysta. Wysiłek leży...