W życiu trzeba podejmować właściwe decyzje – żyj wyraźnie

W życiu trzeba podejmować właściwe decyzje – żyj wyraźnie

Minęło 365 dni starego roku. Symbolicznie przekroczyliśmy punkt, który wprowadził nas w nowy rok. Po przygotowaniu mojego projektu z fotografii (1z365) uświadomiłem sobie, że te zdjęcia, symbolizujące kolejne dni, są dla mnie wymowne i wyraźne. Czy są jednak zrozumiałe dla innych? Czy moje życie jest wyraźne dla innych? Zdobywamy kolejny biegun. Przekraczamy symbolicznie linię dzielącą stary i nowy rok. Wiemy, że przed nami kolejne być może 365 dni. Co z tym szczególnym darem zrobię, jak go wykorzystam?  Może mieliście czas pomyśleć nad minionym rokiem i popatrzeć na szczególne doświadczenia, które wam towarzyszyły w tym czasie. Może były to sytuacje pełne radości i udało wam się coś osiągnąć; być może były jakieś trudne sytuacje i wiele was one kosztowały. Każda historia, sytuacja była jakimś darem dla nas. Czegoś nas te sytuacje nauczyły, coś nam pokazały. Żyjemy w jakimś konkretnym duchu i pięknie jest, gdy my czyniąc coś stajemy się wyraźnymi znakami jakiś wartości, idei. Powracamy do historii naszych dni, aby wzmóc w sobie siły do jeszcze lepszego wykorzystywania kolejnych dni, kolejnych sytuacji, spotkań, działań.  Co zrobić, by nie zmarnować jakiegokolwiek dnia. Wydawało by się, że by nie zmarnować życia, ani nawet najmniejszej chwili dnia, trzeba być bardziej ostrożnym. Czy jest to postawa, która wystarczy? Obawiam się, że w wielu sytuacjach zachowywaliśmy wystarczającą ostrożność, a i tak nam się coś nie udało. By nie marnować jakiejkolwiek sytuacji, trzeba podejmować właściwe decyzje. Z tym jednak bywa różnie. Wydaje nam się, co powinniśmy zrobić, a i tak wiele razy postępujemy przeciwnie. Wydaje nam się, że wybór, którego dokonujemy jest najwłaściwszy, ale po jakimś czasie odkrywamy, że były lepsze rozwiązania. Świadomość daru, który posiadamy –...
Nie bój się żyć. 

Nie bój się żyć. 

Nie masz czasami tak, że to co chcesz zrobić uważasz za zbyt szalone, dlatego odkładasz swój pomysł na bok, zajmując się czymś zupełnie innym? Grunt to spokój i opanowanie – ale czy to rozwiąże wszystko? Prawie każdego dnia, stają przed nami różnego rodzaju wyzwania, które możemy ominąć, udając że ich nie widzimy, albo możemy się ich podjąć, wkraczając w nowe sytuacje, ucząc się i przygotowując do nowych wyzwań. Codzienność jest bardzo urozmaicona, dlatego może to wywołać w nas strach przed ilością zajęć, które nas czekają, w które powinniśmy się zaangażować. Jednak o pięknie naszej codzienności, świadczą również te zadania, w które się angażujemy, bo dzięki nim czujemy, że żyjemy. Spotykając ludzi, poznajemy ich historie, które nas inspirują, które dodają nam sił i odwagi do podejmowania się naszych własnych pomysłów i zadań. Czasami czujemy się jakby związani w swojej codzienności i czekamy na coś, kogoś, co nas wyzwoli z naszego zniewolenia i popchnie nas we właściwym kierunku.  Zgromadzić wiedzę i się przygotować. Spotkania z różnymi osobami, możemy wykorzystać jako okazję do zgromadzenia odpowiedniej wiedzy dla siebie, aby samemu we właściwy sposób podjąć się różnych zadań, obecnych w naszej codzienności. Wiedza, nie tylko będzie przydatna dla wykorzystania chwil obecnych – zastanych w naszej codzienności, ale może stać się źródłem dla tworzenia nowych sytuacji. Wiedza, którą dostarczą nam inne osoby, swoim własnym życiem, może otworzyć nam oczy na nasze własne życie, na codzienność, której dotąd nie zauważaliśmy. Często chodzimy z różnymi pragnieniami i myślami w naszym sercu i nie potrafimy odnaleźć najwłaściwszych rozwiązań. Jedno spotkanie, jedno zdanie jakiejś spotkanej osoby, może wywrócić nasze życie do góry nogami i zaprowadzić nas na właściwe...
Żywe świadectwo przemawia najdoskonalej

Żywe świadectwo przemawia najdoskonalej

świadectwa, historie, przeróżne wrażenia, oceny – często to nam towarzyszy, kiedy przeżywamy jakieś wydarzenia. Później z tego tworzymy opowieści – jedne pozytywne, ubogacające doświadczenia; inne trudne, a może nawet przykre, stające się silnymi lekcjami. Tworzymy historie, uczestniczymy w nich, a każda z nich pozostawia w nas swój ślad. Tylko w jakiejś części zależy od nas to, jak te różne historie będą przebiegać. Jesteśmy otwarci na życie i jest w nas pragnienie poznawania coraz lepiej tego, w czym uczestniczymy oraz to, co się z nami dzieje w konkretnej sytuacji. Po przeżyciu jakiejś sytuacji, pozostaje w nas ślad tego, co przeżyliśmy, czy to w sposób duchowy, czy fizyczny. Przenika nas coś, bo dotykają nas różne treści, które są jakby odpowiedziami na różne pytania, wątpliwości lub tęsknoty. Prowadzeni przez te różne treści, wzbogacamy naszą codzienność w kolejne tworzone przez nas doświadczenia. Przenikają nas różne światła, które prowadzą do odnalezienia odpowiedzi; prowokują do działania, a przede wszystkim to właśnie te światła nas przemieniają. Przeróżne doświadczenia są dla nas darem, źródłem z którego może zaczerpnąć coś dla swojego życia i umocnić to, co niekiedy słabe, czy może mało stabilne. Historie, które przeżywamy są naszym osobistym skarbem. Korzystamy z nich, wnikając w kolejne doświadczenia naszej codzienności. Są to jednak również dary, które jako nasze duchowe bogactwo, służą też dobru innych osób. Ubogacając innych, sami zyskujemy kolejne dary. Dzięki temu każde zyskane dobro, może stać się naszym wspólnym dobrem. Nasze życie przemawia najbardziej. Nie tyle słowami dajemy świadectwo, co bardziej naszymi czynami. Dlatego powinniśmy dbać o to, czym żyjemy – jakie obowiązki wypełniają naszą codzienność. Warto żyć konkretnymi treściami, bo wtedy łatwiej nam realizować konkretne postawy,...
Dawać więcej niż samemu się wymaga

Dawać więcej niż samemu się wymaga

Przyszło to tak nagle, niespodziewanie, podczas lekcji. Często wymaga się od innych osób zaangażowania, różnych postaw, zmian itp. Ale, czy sami swoją postawą – zachowaniem, dajemy innym coś najpierw, by ich zmotywować? Podczas lekcji, dość spora klasa, powstała ogromna wrzawa i już czułem, że choć mam im do przekazania ważne i życiowe sprawy, może o nie wyjść przez to, jacy oni są. Pomyślałem, że krzykiem niczego nie osiągnę, wpisywanie ujemnych punktów też jest w różny sposób przez nich traktowane. „Czego oczekuje od nich?” – pojawiło się we mnie to pytanie, które przełożyłem natychmiast na zadanie, którego sam się podjąłem. Skoro pragnę, by szanowali moją pracę i moją osobę, to jeszcze mocniej muszę im pokazać, że ich szanuję, że szanuję ich pracę. Pewnie zastanawiasz się, jaki był efekt mojego działania. Otóż dosłownie w jednej chwili, klasa się wyciszyła i mogłem w spokoju zrealizować lekcję. Czy to był efekt mojego działania? Śmiałbym stwierdzić, że efekt pojawił się już w chwili, gdy o tym tylko pomyślałem. To jest rewolucyjne działanie Boga, który już wykorzystuje nasze myśli i pragnienia i prowadzi wszystko do właściwej realizacji. Nie twierdzę, że jestem ekspertem od takich postaw – są takie jak powyższa, kiedy udaje się przeżyć jakieś piękne doświadczenie, ale bywają, może nawet częściej, sytuacje kiedy nie potrafię we właściwy sposób wykorzystać doświadczeń i wówczas na szczęście się uczę, by kolejne przeżyć lepiej. Są jednak pewne charakterystyczne rzeczy, które obecne są w wielu sytuacjach i można by im przypisywać ważne miejsce w realizacji doświadczeń. Są nimi:  1- umiejętność tracenia,  2- bezinteresowność,  3- miłość do końca. Wszystkie te punkty nabierają szczególnego znaczenia, wówczas gdy w pełni zwrócone są...
Gdzie znajdę współczesne Betlejem.

Gdzie znajdę współczesne Betlejem.

Wiemy dokładnie gdzie się urodził Jezus. A wiesz, spodziewasz się, do jakiego miejsca może obecnie przyjść? Gdzie współcześnie znajduje się Betlejem? Emmanuel – każdy z nas pewnie pamięta to Imię: Bóg z nami, ale czy to sobie rzeczywiście wyobrażamy i znajdujemy Go w naszym życiu? Kiedy nastąpi rzeczywiście moment powtórnego przyjścia Chrystusa, to gdzie wtedy będę, co będę robił, jaki będzie mój wewnętrzny stan. My często martwimy się, że nie możemy odnaleźć Boga, ale często wydaje mi się, że to On nie może znaleźć nas, bo wciąż się przed Nim chowamy i przed Nim uciekamy. Betlejem pod wieloma względami wciąż jest symbolem. Dokonują się nadal różne spraw w naszym życiu – nie ma dla Niego miejsca, nadal istnieją ci, którzy podstępnie chcą się Jego pozbyć, nadal niewinnie cierpią wyznając Jego Imię. Jakby dzisiaj przyszedł, to jakby przyjęło Go „Betlejem”? Niestety można odnieść wrażenie, że Betlejem powtarza się zarówno z pozytywnej, jak i negatywnej strony. Jaka jest kondycja mojego „Betlejem”. Czy  to miejsce w moim sercu, czy poza nim? Czy panuje tam duch przygotowań na Jego przyjście, czy raczej zwyczajność bez Niego? Czy Jego przyjście jest dla mnie ważną sprawą, czy pozostawiam tą kwestię z boku i nie jest to dla mnie istotna rzecz? „Oto Pan Bóg przyjdzie…” śpiewamy podczas rorat – tylko gdzie przyjdzie?  To, że jest On obecny pośród nas, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak mogę się zastanawiać nad tym, czy przyzwalam Mu na to, by wszystkie „miejsca” były dla Niego dostępne. Co do tego mam jednak wątpliwości. Pewnie każdy z nas ma takie miejsce, w które Bóg nie ma możliwości wejścia, bo czynimy je niedostępnym....
Wyjść z nocy i wkroczyć w światło dnia

Wyjść z nocy i wkroczyć w światło dnia

Kto to widział tak wcześnie wstawać w adwencie i iść do kościoła? Dla mnie to też będzie ekstremalne zadanie. Jakby roraty były o 24 to spoko, ale o 6.15 lub 6.30? I podobnie, w sensie duchowym, każdemu ciężko jest opuścić noc i w kroczyć w dzień. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale zarówno Pasterka, jak i w czasie Triduum Paschalnego w Wielką Sobotę – najważniejsze wydarzenia dokonują się właśnie późno w nocy. Czy to złośliwość księży, którzy jeszcze w nocy chcą nas zaciągnąć do kościoła? Czy jest w tym może jakiś jednak głębszy sens. Noc nie jest do końca przyjaznym miejscem dla człowieka i czasem do działania. Raczej w ciągu nocy wyłączamy się, nabierając sił do działania w ciągu dnia. Pod osłoną nocy dokonują się ważne liturgiczne wydarzenia, aby wskazać nam ich sens – wychodzenie ku Światłu. Bóg wchodzi w ciemność, aby ją zwalczyć, a nie w niej przebywać. Stąd Pasterka rozpoczyna świętowanie, ale to w ciągu dnia przeżywamy prawdziwą tajemnicę. Podobnie w Wielką Sobotę – prawdę o Zmartwychwstaniu ogłasza się podczas procesji rezurekcyjnej, która według zwyczaju powinna być w niedzielny poranek, o świcie. Wymowne jest to dla mnie, że Bóg wkraczając w ciemność wprowadza nas w światło. Bóg ze swoją łaską, rozdziera dla nas ciemność, by postawić nas w tym najwłaściwszym dla nas środowisku, jakim jest dzień i światło.  Zastanawia mnie jednak, co dziś oznacza noc i dzień, czego rzeczywistym symbolem są te dwa znaki. Co osobistego stoi za jedną i drugą rzeczywistością.  NOC Co jest nocą w moim życiu, co zostało w pewnym sensie zaciemnione. Ciemność to brak światła. A zatem takie warto sobie postawić pytanie: GDZIE...
Dokąd może zaprowadzić mnie cisza.

Dokąd może zaprowadzić mnie cisza.

To tak nadzwyczajna rzecz w naszym życiu. Jest jej zbyt mało, bo zagłuszona chaosem wydarzeń, głosów miasta, myśli ludzkich, znika lub staje się niedostrzegalna. Zastanawiam się gdzie istnieją jeszcze skanseny ciszy, gdzie mogę ją odnaleźć zrozumieć. I po co mi cisza, jak mogę ją wykorzystać. Możemy sobie pomyśleć, że nie jesteśmy ani mnichami, zakonnicami, że nasze życie wymaga wyjścia z domu, biegania i załatwiania różnych spraw, więc cisza nie jest dla nas. Nie mamy warunków, aby ją stworzyć, bo tym bardziej dom, dzieci, szkoła, zajęcia itd. Wszystko to sprawia, że każda minuta naszego życia wymaga naszego zaangażowania i działania, a nie relaksu i ciszy. Jak mam przeciwstawić się naturze mojej codzienności, by wejść w ciszę, by ją zrozumieć i przyjąć.  Mamy przekonanie, że tylko nasze działanie jest produktywne, bo przecież jak pracujesz to zarabiasz… Jak działasz, osiągasz jakieś rezultaty… W przeciwnym razie nie opłaca się. Stąd nasze podejście do ciszy – wydaje nam się ona mało produktywna i efektywna dla naszego życia. No bo co zyskam siedząc w pokoju w całkowitej ciszy, kiedy wiele spraw czeka na realizację, a nikt za nas tego nie zrobi. Widzę, jak wiele razy toczy się we mnie walka pomiędzy aktywizmem, a wyciszeniem. Z jednej strony stos spraw, które trzeba  zrealizować, a z drugiej strony to głębokie pragnienie ciszy, bo wiem co ona może mi dać. Toczymy walkę z samymi sobą. Jaki jest wynik tej walki? Ja, mimo szczerego pragnienia udania się w „krainę ciszy” niestety przegrywam z obowiązkami i innymi sprawami, które wiszą mi nad głową, ale to wcale nie oznacza, że tej ciszy nie ma, że jej się boję i jej unikam....
pierwsza osoba

pierwsza osoba

1 osoba Zatrzymała mnie dłużej… Jakby chciała wypowiedzieć swój testament życia. Sama postawa tej osoby, była zaskakująca. Czuło się, że jest to dla niej bardzo ważna chwila, jakby jedna z tych ostatnich. Oswojony z historiami, tym razem jednak, coś mnie zatrzymało, jakbym miał świadomość, że to będą ważne słowa, świadectwo, które dużo wniesie do mojej i twojej historii życia. Proszę księdza, kiedy byłam młodą osobą, byłam bardzo zwyczajna. Jak wszyscy bawiłam się, śmiałam, żyłam ciesząc się każdym wydarzeniem. Jednak najważniejsze dla mnie było to, aby codziennie być na Mszy św. Nawet, gdy nad ranem wracałam z jakiejś zabawy, wolałam trochę zaczekać, by o 6.00 pójść do kościoła na Mszę. Wolałam tak rano, niżbym miała ją opuścić. Wiem jak ważne to dla mnie było. Nic nie mogło mi przeszkodzić w tym, by pójść na Mszę. Wiem, że dzięki temu dziś sobie ze wszystkim jakoś radzę. Podobnie jak ta osoba i jej historia, tak pewnie też wiele innych osób uważa swoją historię za proste wydarzenie, za mało wnoszące w życie jakieś doświadczenie. Jednak spoglądając z perspektywy dzisiejszych czasów na historię tej osoby, stwierdzam, że jej postawa to heroizm – czyn szczególny, warty naśladowania, ale jakże dziś dla wielu osób trudny. Zastanawia mnie jakie Ty uczyniłeś usprwiedliwienia, by nie pójść na...
Po co nam święci?

Po co nam święci?

Święci – program życia. Można by się zastanawiać, dlaczego ich jest tak wielu. Dlaczego Kościół wciąż wynosi na ołtarze nowych błogosławionych i świętych. Czy dziś dla współczesnych osób przemawia jeszcze obraz tych osób, które określamy mianem świętych? Każdy pewnie z nas ma jakiegoś świętego patrona, może nawet jakiegoś ulubionego. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaką rolę ten święty pełni w waszym życiu? Można odpowiedzieć na różne sposoby, bo faktycznie w przeróżny sposób są oni obecni w naszym życiu codziennym. Ja mam kilku swoich ulubionych błogosławionych i świętych, bo odczuwam potrzebę, by byli obecni w moim życiu. Ich obecności przypisuje trzy podstawowe funkcje: ŚWIĘCI JEDNOCZĄ MNIE Z BOGIEM. Moi ulubieni święci (św. Franciszek z Asyżu, bł. Chiara Luce Badano) są bardzo różni, a ich drogi bardzo charakterystyczne. Każdy święty, w szczególny sposób odczuwał bliskość Boga, również w charakterystyczny dla siebie sposób. Dotknięcie świętości jest jakby wkroczeniem na most, który łączy niebo z ziemią. Ich życie, przykład za każdym razem, gdy o nich myślę, staje się dla mnie wzorem – przykładem tego, jak wykorzystać we właściwy sposób obecność Boga pomiędzy nami. Przyjaźń którą powinniśmy tworzyć z Bogiem, jest często wzorowana świętymi, którzy odsłaniają przed nami drogi, którymi możemy również kroczyć. Często dzięki świętemu patronowi Chrztu lub Bierzmowania szukamy w nich oparcia, a przez ich wstawiennictwo powierzamy Bogu najskrytsze sprawy. To dzięki ich wstawiennictwu, bardzo często mamy rozwinięty osobisty kult jakiegoś świętego. Jest nam bliżej do nich, dlatego staramy się z nimi utożsamiać i przez nich zanosić wiele spraw przed oblicze Boga. Stąd takie ich ogromne znaczenie w naszym życiu, bo przez ich wstawiennictwo jesteśmy coraz bliżej Boga, a nasza wiara wyraża...
Czas zadumy – pamiętaj o bliskich

Czas zadumy – pamiętaj o bliskich

Pełna mobilizacja na cmentarzu! Zmywanie, szorowanie, grabienie, zmiana kwiatków, nowe zapalone znicze i to wszystko? Oprócz pięknej i zachęcającej do zadumy otoczki wokół tych świąt, istnieją jednak znacznie głębsze i ważniejsze elementy, o których niestety niekiedy zapominamy. Jest to czas szczególnej refleksji o śmierci, życiu, świętości, o ludziach, którzy często w naszych oczach w wielu sytuacjach byli cichymi bohaterami. Spacer po cmentarzu odsłania nam bliższe i dalsze historie ludzi. Kojarzone przez nas nazwiska, rodzą w naszych myślach różne historie, które na nowo przypomniane, wzruszają i rodzą nowe emocje. Wspomnienia budzą na nowo nieco uśpione nasze ambicje, by zrobić coś ze swoim życiem. Tak wiele możemy zyskać, nie marnując pamięci o zmarłych bliskich. Pamięć o nich, to nowe doświadczenia, które rodzą się w naszych myślach, w naszej codzienności. Cmentarz to nie „muzeum z historiami, których nie można dotknąć”, lecz aleje historii tak bliskich każdemu z nas, opisanych codziennymi zwyczajami i niecodziennymi doświadczeniami. Cmentarz to nietypowe miejsce wspólnot: zakątek dzieci, miejsce ofiar wojen, powstań, to historyczne grobowce starych rodów; aleje zasłużonych i wiele niestety opuszczonych, bezimiennych. Choć nigdy tak nieme to miejsce, bo zamieszkałe przez tych, co odeszli, to jednak miejsce, które przemawia najbardziej ze wszystkich miejsc, które odwiedzamy. Pamięć trwa, bo nie jest to miejsce, które rozkwita kwiatami i zniczami tylko jednego dnia, czy nocy. Często wchodząc na cmentarz, można zobaczyć jak żywa jest pamięć o naszych bliskich zmarłych. Znaki pamięci, tęsknoty, bólu i wielu dramatów, przemawiają jeszcze bardziej do tych, którzy jeszcze żywi, przechadzają się alejkami tej „nekropoli”. Cmentarz jest miejscem paradoksów – bo tam śmierć najwięcej mówi nam o życiu. To ona jest krzykiem wobec naszego życia, wobec...
Doping

Doping

Coraz szybciej robi się ciemno; wstając rano również trudno znaleźć kolory. Aura jesienno – zimowa sprawia, że stajemy się ociężali i niechętni. Jak się zdopingować? Czy jest coś takiego jak „Boży doping”? Już sam fakt od jakich słów, określeń rozpoczynasz dzień, ma ogromny wpływ na to, jak go przeżyjesz. Jeśli zaczynasz od negatywów, np.: „nie chce mi się; ale dziś ciemno, zimno, przygnębiająco” itp., to trudno, abyś w ogóle miał ochotę wystartować z czymkolwiek. Jeśli znajdziemy coś pozytywnego, co uczynimy podstawą u początku dnia, to możemy się pozytywnie zaskoczyć, rozwojem niektórych sytuacji.  Ale sami przyznajcie się, ile razy musieliście się zdopingować, albo niekiedy wręcz zmusić do czegoś pozytywnego? Dopingiem dla nas mogą być pojawiające się różnego rodzaju impulsy, które pojawiają się dzięki różnym myślom, wydarzeniom, osobom. Te impulsy to zachęty do działania, do innego spojrzenia na różne sprawy, na to, co się z nami dzieje. Czasami oglądając jakiś film, lub czytając jakąś książkę lub gazetę, może wpaść do naszej głowy jakaś pozytywna myśl, dająca nam nadzieję na pomyślne rozwinięcie dnia, czy jakiegoś wydarzenia. Może to być jednak ryzykowne, gdyż oczekiwanie na spontaniczne impulsy, w jakimś innym czasie może być kłopotliwe. Dlatego mimo wszystko warto szukać czegoś konkretnego, stałego, co pomoże nam rzeczywiście się zdopingować. Czasami pomysłem na zdopingowanie się, jest działanie. Nie jakiś pusty aktywizm, ale działanie, które będzie konstruowało w nas dobro, coś pozytywnego. Za oknem powoli jesienna szaruga. Złota „Polska jesień” odchodzi powoli w niepamięć i może to być dla nas coraz trudniejsze, mało aktywizujące, słabo nastrajające. Ostatnio pomyślałem, że ten czas, powoli pozbawiony kolorów mógłbym w swoim życiu przemalować kolorami. Duchowość Focolare, wobec codziennego życia proponuje...
gdzie jesteś realnie?

gdzie jesteś realnie?

początkiem tego artykułu była śmieszna sytuacja – ktoś dowiedział się o mojej chorobie z internetu, choć w sumie spotykamy się praktycznie codziennie. Gdzie dziś można spotkać człowieka? Okazuje się, że o wiele łatwiej spotkać człowieka w sieci, niż na żywo. Zastanawiałem się ostatnio nad stworzeniem wirtualnych zajęć, skoro wszyscy nie mają czasu na to, by się fizycznie spotkać w jednym miejscu, o tym samym czasie. Czy by to przeszło? Myślę, że tak, potrzebna by była jedynie profesjonalna forma przekazu i narzędzia, które by w odpowiedni sposób zachęciły zainteresowaną grupę do tego rodzaju spotkań. Czy świat oszalał, czy idziemy we właściwym kierunku? Wszystkie narzędzie są właściwe, dopóki we właściwy sposób się nimi zarządza i wykorzystuje. Odpowiedź jest prosta – jeśli nie stracimy właściwej sobie inteligencji, narzędzia w sieci, mogą stać się przyczyną naszego rozwoju. Oczywiście odezwą się archaiczne głosy – że nic nie zastąpi realnego spotkania. Ale mam pytanie do takich osób: co jest dziś realne? Czy spotkanie w kawiarence przy kawie, czy spotkanie w sieci? dwa światy Stworzyły się dwa światy. Niekiedy są one od siebie zupełnie niezależne. Świat fizyczny, to świat naszych zajęć: szkoła, studia, praca, obowiązki domowe… A wirtualny świat? Powoli przejmuje to wszystko, co odpowiada za część naszych emocji, pasji. Czy uciekamy z świata? Chyba jednak nie, choć można niekiedy odnieść takie wrażenie. Świat wirtualny proponuje nam wiele udogodnień, które sprawiają, że życie staje się prostsze i wygodniejsze. Zamiast tłoczyć się w kolejkach, lub w korkach na ulicy, możemy ściągnąć potrzebną nam rzecz, w atrakcyjnej cenie z sieci. To jedna z wielu pozytywnych stron, działania w sieci. Człowiek, w wirtualnym świecie, od lat gromadzi różne informacje....
„Chwila” po śmierci

„Chwila” po śmierci

Ci, którzy odchodzą wcale tym momentem nie muszę się przejmować. To zadanie najbliższych. Jednak jak różna może być ta „chwila”. Już jakiś czas temu, przewodniczyłem Mszy św. pogrzebowej i odprowadzeniu na cmentarz. Tradycyjna rzeczywistość. Jednak tym razem, coś bardziej przykuło moją uwagę i dało mi do myślenia. Na samej Mszy, początkowo, były tylko trzy osoby, chyba najbliższe… Jednak ich uczestnictwo było dość nietypowe, bo żadne z nich nie wiedziało zbytnio jak się zachować. Te dwie sprawy: ilość i zachowanie osób, ich postawy sprawiły, że w duszy pojawiło się stwierdzenie pełne przerażenia – a jak będzie wyglądać moja „chwila” po śmierci. Pewnie nikt tym za bardzo się nie przejmuje, bo przecież i tak zmarły nie będzie ani tego widział, ani nic czuł. Przerażająca jest „niepamięć”, którą można wywołać już za swojego życia. Postępowanie człowieka, jego relacje z innymi, nie tylko wpływają na to, w jaki sposób określimy całe nasze życie, ale będzie to miało bezpośredni wpływ na to, w jaki sposób kształtować się będzie rzeczywistość po śmierci. Właśnie tutaj, tak bardzo konkretnie widać, jak teraźniejszość kształtuje naszą przyszłość, w każdym wymiarze, również po śmierci. Z racji mojej posługi, uczestniczę w wielu i bardzo różnych pogrzebach, stąd moje jakieś doświadczenie, które umożliwia mi dokonywanie oceny. Są pogrzeby, które dzięki bardzo rodzinnej atmosferze; dzięki licznie zgromadzonym osobom, w jakimś sensie wydarzenie to, można by było określić pięknym, choć nadal pozostaje ono bardzo trudne. Skąd taka atmosfera? Otóż, to w jaki sposób postępujemy w życiu, przyciąga albo odpycha ludzi, w zależności czy działanie jest dobre, czy też nie.  Argumentem do zastanowienia i wprowadzenia ewentualnych zmian jest jednak obecne życie, które jeszcze mam. Można...
Stracić to, czego się nie ma?

Stracić to, czego się nie ma?

Posiadanie czegoś, wcale nie oznacza, że to mamy. Można coś w łatwy sposób stracić, nie wiedząc nawet o tym, że tego się już nie ma. Może to zbyt filozoficzne, ale rozwinięcie myśli jest prostsze. Ludzie posiadają przeróżne dary i w różny sposób postępują z tym, co posiadają. Jedni inwestują wszystkie możliwe środki, aby rozwijać swoje dary, zdolności. Inni, zaangażowani tak bardzo w życie codzienne, nie zauważają tego, co skrywa ich wnętrze, własnych predyspozycji. Niekiedy proste zaangażowanie, odkrywa przed nami, nasze nowe zdolności, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Można domyślać się, ile rzeczy w swoim życiu nie wykorzystujemy, marnujemy, albo ile jest darów, których w ogóle nie odkrywamy, nie podejmujemy. Wiem, że mam, ale z pełną świadomością z tego rezygnuję. Nasze życie wygaszone jest przez często zbyt pragmatyczny sposób myślenia. Perspektywa szkoły, egzaminów, pracy, odbiera nam chęci w zaangażowanie się w jakieś zajęcia dodatkowe. Tłumaczymy to często brakiem czasu, albo wnioskujemy, że do niczego nam się nie przyda dodatkowe zajęcie, dlatego wolimy przyjąć to, co jest, a nie zastanawiać się nad tym, na co może ewentualnie jeszcze nas stać. Pragmatyzm wygrywa i niekiedy przekreśla nasze rzeczywiste perspektywy, które powinny stać się naszymi życiowymi celami. Mieć, czy być. Często rzeczywistość materialna przysłania nam prawdziwe wartości. Wolimy świat materialny, bo jest wymierny, bo wydaje nam się on taki konkretny. Zamazane są dziś rzeczywistości „mieć – być”, bo dla współczesnego człowieka wydają się one tak bardzo złączone – zależne, bo by być, trzeba mieć; a mając, człowiek może być… Takie myślenie niestety może pozbawić człowieka wrażliwości na to, czego nie da się przełożyć na wartość materialną, a co jest jednak bardzo ważne....
świat smaku bez smaku

świat smaku bez smaku

Czy wyobrażasz sobie niekiedy patrząc na jakąś potrawę jej smak? Pewnie tak i już ci ślinka leci, na samą myśl. A miałeś kiedyś niesmak; wszystko smakowało ci tak samo, albo wszystko smakowało źle? Każda potrawa niesie ze sobą kilka walorów: wygląd, smak, jakość, kraj pochodzenia, ilość kalorii. Wszystko to w większym lub mniejszym stopniu bierzemy pod uwagę, starając się dokonać wyboru, co dziś zjeść. Mnie osobiście cieszy i staram się żyć taką zasadą, że w nowym miejscu, staram się za każdym razem spróbować coś nowego. Dzięki temu, poznaję różne smaki, różne kraje. Spodobał mi się kiedyś pomysł moich przyjaciół, którzy organizowali tzw. kolacje z różnych krajów. Osoba, przygotowywała potrawy, deser i całą otoczkę z kraju, który wcześniej wylosowała. Dzięki temu miałem okazję przeskoczyć do Hiszpanii, Węgier i paru jeszcze innych kuchni, któryc tak naprawdę nie miałem okazji nigdy spróbować. Czemu jednak o smakach na mojej stronie? Bo życie dostarcza różnych doświadczeń. Od kilku dni, z powodu chyba choroby i leków, coś się stało nie tak. Może to być wywołane obecnością jakiś bakterii w ustach, które sprawiają, jak się okazuje, najokrutniejszą możliwą rzecz. Wszystko, dosłownie, staje się niesmaczne, bo wydaje się, że jest przesolone. Wypicie ulubionej herbaty z cytryną i miodem, sprawia, że człowiek zmusza się do tego. Dziś, pijąc pepsi, miałem wrażenie, że wlewam w siebie jakąś słonawą breję, której normalnie nigdy w życiu bym do ust nie wziął. A nawet smak ulubionej drożdżówki z kruszonką, aż żal wspominać. Niby wygląda znajomo, niby wiem, jak powinno smakować, ale nagle wszystko staje się po prostu słone. Masakryczne doświadczenie. Dzięki tej sytuacji, jednak, póki co jeszcze nie skończonej, odkrywam wartość daru,...
co zdumiewa w ludzkiej twarzy?

co zdumiewa w ludzkiej twarzy?

Spotykamy przeróżnych ludzi. Jednych zapamiętujemy, a innych nie; jedni budzą w nas sympatię, a inni nie. Co w takim razie jest urzekającego w tej „wyjątkowej twarzy”? Rozmowa rozpoczęła się od prostych tematów. Twarz tego pana wzbudzała zaufanie i nie trzeba było długo czekać, gdy tematy zaczęły stawać się coraz bardziej poważne, a odpowiedzi coraz bardziej szczere. Wśród różnych temtów, pojawił się jeden, o którym myślę już sporo czasu. Mówiliśmy o filmowaniu ludzi i ich twarzy. Pamiętam tą jedną, szczególną, techniczną uwagę: „filmuj jak najwięcej uśmiechniętych twarzy, bo one rzeczywiście przekonują”.  Jaki element twarzy zdumiewa najbardziej? Uśmiech! To zadziwiające jak kilka mięśni twarzy, może stworzyć coś, co oddaje często znacznie lepiej to, co dzieje się we wnętrzu człowieka, niż tysiące słów. Tak prosty gest – uśmiech, może promieniując zmienić bardzo wiele. Uśmiech nie tylko oddaje stan wnętrza, ale mimo wszystko staje się prawdziwym zewnętrznym świadectwem dobra, które albo się dzieje wokół nas, albo którego doświadcza jakaś osoba. Pejzaż naszych ulic sprowadza się często do widoku ludzi wciąż gdzieś biegnących, ścigających się nie tylko z czasem, ale i też z natłokiem zajęć. Jeśli już można spotkać uśmiechniętych ludzi, to mimo wszystko najczęstszą grupą jest młodzież, lub zakochani. Zastanawia mnie, co dzieje się w takim razie z ludźmi, w przedziale od młodości do dojrzałości, że w jakimś momencie zanika uśmiech, albo przestaje być on w ogóle obecny i spotykany na twarzach ludzi. Czy masz świadomość z jakiego powodu uśmiech znika i coraz rzadziej pojawia się na twarzach ludzi? Myślę, że można by poświęcić temu jakieś osobne badanie naukowe, a rezultaty – odkrycia, byłyby na pewno bardzo odkrywcze. Może uśmiechamy się coraz rzadziej,...
3. miłość bliźniego

3. miłość bliźniego

Próbując zrozumieć wolę Boga, nie sposób nie zauważyć, że On sam zwraca uwagę, że najważniejszym przykazaniem jest – przykazanie miłości Boga i bliźniego. Chiara pisze: zrozumiałyśmy, że miłość była serce przesłania chrześcijańskiego, a zatem należało ją bezwzględnie wprowadzać w życie. Czas bombardowania, pierwsze towarzyszki wraz z Chiarą, spędzały w schronie i tam, na początku, miłość do Boga odkrywały poprzez realizację miłości bliźniego, poprzez służbę najbiedniejszym. Ale ta służba z czasem się rozszerzała, bo zrozumiały, że mają kochać wszystkich, a słowo służba, nabrało głębszego sensu i przybrało postać – „jednoczyć się”. Ich zadaniem stało się jednoczyć z bliźnim we wszystkim oprócz grzechu. Kochanie bliźniego stało się zdobywaniem każdego człowieka dla Chrystusa. Skoro miłość miała być ofiarowaniem wszystkich Chrystusowi, tak zrodziło się w ich sercach pragnienie, aby w każdym widzieć Jezusa. To sprawiło, że podarowana miłość bliźniemu, poruszała czułych jego strun i on też odpowiadał miłością, przez co rodziła się miłość wzajemna. Chiara wprowadza pewnego rodzaju szkołę miłowania, a jej podstawą jest Ewangelia, a zwłaszcza zdanie: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25,37-40). Miłość do bliźniego ma naśladować styl miłości samego Boga do człowieka. Miłować „jak” Jezus umiłował – to staje się miarą miłości do brata. „Brat” staje się drogą do świętości, dlatego miłość wymaga aby odrzucić siebie, aby bardziej umiłować bliźniego, by służąc wszystkim, we wszystkich służyć Bogu. To wyzwanie miłości, aby patrzeć na człowieka i miłować go tak, jak patrzy na niego i jak miłuje go Bóg. To nasze zadanie – widzieć oblicze Jezusa w twarzy każdego bliźniego i kochać go. Musimy wiedzieć, że kiedy spotykamy brata, to tak jakbyśmy natrafili na bogate...
Czy to wstyd, wierzyć?

Czy to wstyd, wierzyć?

czy będąc chrześcijaninem, rzeczywiście mam powód, by się wstydzić? Czy bycie chrześcijaninem nie brzmi właśnie dumnie? Spróbuj poprzez ten artykuł znaleźć właściwą odpowiedź. Obawiam się, że wszyscy ci, którzy stwierdzają, że wiara to archiwum, a bycie chrześcijaninem to obciach, zwyczajnie nie dotknęli sedna tego to, co kryje się za pojęciami: wiara i chrześcijaństwo. Wiele osób stawia raczej mur obronny, odgradzający ich od możliwości poznania i zrozumienia czegokolwiek w tym sensie. Trudno im pokazać cokolwiek, przekonać, bo ich nastawienie jest po prostu na „NIE”. Czy wobec takiej ignorancji, ja mam powody do tego, aby się wycofać, chować i wstydzić tego, że wierzę, że jestem chrześcijaninem. Wydaje się to być absurdalne. Argumentów dla tych, którzy boją się być „normalni” i przyznać do tego kim są i w co wierzę, może być bardzo wiele. Oczywiście pomocą mogą być argumenty, które przytoczę ja, czy inne osoby. Jednak – dużo większą siłę będą mieć te argumenty, które każdy z nas odkryje sam; do których będzie szczerze przekonany i którymi faktycznie będzie żył. To właśnie one sprawią, że nie będziemy jak żółw, który w chwili niebezpieczeństwa chowa się w skorupie; nie będziemy też walczącą inkwizycją, ale znajdziemy właściwe rozwiązanie dla kwestii – jak dziś być chrześcijaninem. Może zanim przejdę do moich argumentów, zastanowię się najpierw nad tym, dlaczego w ogóle pojawia się ta sytuacja, że wstydzimy się wiary i bycia chrześcijanami. WSTYD pojawia się w związku z sytuacjami, kiedy np. poruszane są mało popularne kwestie, takie jak np. in vitro, współżycie przed ślubem, gender, polityka, pieniądze księży i ich samochody, pedofilia itp. Można zauważyć, że w wielu rozmowach to są poniekąd notorycznie poruszane zagadnienia, które...
Chrześcijańskie zasady, ułatwiają życie.

Chrześcijańskie zasady, ułatwiają życie.

Jak rzeka opuszcza swoje koryto, zaczyna siać zniszczenie. Jeśli życie opuszcza swoje właściwe koryto, to co się dzieje? Czy posiadanie zasad ułatwia życie, czy nie? Pamiętam, jak po wielkiej powodzi, która przeszła przez Polskę w 1997 roku, miałem okazję, autobusem wybrać się na pielgrzymkę w południową część naszego kraju. Obrazy oglądane w wiadomościach telewizyjnych były odległe, przez co nie mogłem poczuć faktycznej tragedii. Jadąc autobusem widziałem szokujące obrazy: ogromne wyrwy w ziemi; niesamowicie poszerzonych koryt rzecznych; budowanych na szybko mostów; ton śmieci i mułu ciągniętego kilometrami przez wodę. To wówczas uświadomiłem sobie jak to, co w jednym momencie jest tak pożyteczne, potrzebne, może przerodzić się w siłę niszczącą wszystko na swoje drodze. Woda – tak wydawałoby się mocno złączona z wachlarzem ludzkich potrzeb, może chwilę później stać się powodem największych ludzkich tragedii. To właśnie uzmysławia mi jeszcze inną rzecz. Jeśli nie będziesz miał zasad, to ty sam jako człowiek, dobro które w sobie masz, cały twój potencjał, w innej chwili, kiedy nie będzie zasad – granic, możesz przemienić w zło, krzywdę, którą możesz wyrządzić innym.  Zasady, jak koryto rzeczne utrzymują w ryzach żywioł, który tylko pozornie może wyglądać łagodnie i być dobrym. Okazuje się, że wszystko musi mieć swoje zasady, zdrowe granice, by nawet dobro, nie przestało być dobre. Często chcemy żyć bez zasad, bo sądzimy, że nas ograniczają, że nas czegoś pozbawiają. Wszystko może wydawać nam się słuszne i dobre, dopóki właśnie nie nastąpi jakaś sytuacja, w której jak rzeka podczas powodzi, nie nabierze prędkości, siły i takie wzrostu, że zacznie wszystko niszczyć. Zastanawiałeś się nad tym, jakie zasady są dla ciebie rzeczywiście ważne? W przestrzeni naszej codzienności...
Co nas wyróżnia…

Co nas wyróżnia…

CO NAS WYRÓŻNIA – co powinno rzeczywiście czynić nas chrześcijanami. Czy chrześcijaństwo jest dziś na tyle wyraźne, by widzieć co je charakteryzuje? Chciałbym zobaczyć chrześcijaństwo takim, jakim powinno być, może właśnie wtedy, mielibyśmy pewność, co powinno nas wyróżniać i tworzyć naszą tożsamość. Wyróżnianie się na jakimś tle, można traktować w różny sposób: pozytywny – gdy ma ktoś coś rzeczywiście dobrego przez swoją postawę do zaproponowania, jak i też negatywny, gdy niestety chodzi tylko o pielęgnowanie swojej indywidualności. Współczesność wyłapuje inność – wyjątkowe osobowości, zachowania, zdarzenia. Jak sami możecie się pewnie przekonać, nie jest to zawsze pozytywne i godne naśladowania. Łatwiej jednak sprzedaj się to, co się wyróżnia, niż promować to, co jest powszednie, często reprezentowane. Czy chrześcijaństwo potrzebuje takiego właśnie wyróżnienia? Może wobec dzisiejszych czasów, istniałaby taka potrzeba, by promować „bożych szaleńców”, którzy swoim postępowaniem zadziwiliby innych i być może w ten sposób zmobilizowali do działania. Nie wiem tak naprawdę co sądzić o takiej ewentualności. Powstające wspólnoty, rodzący się Kościół, w pierwszych wiekach miał bardzo silny „argument w rękach”. Inni patrząc na sposób postępowania chrześcijan mówili o nich: „zobaczcie jak oni się miłują”. Gdy przesuniemy slajd historii do współczesności, często zastanawiam się, co dziś ci sami ludzie, powiedzieliby o nas chrześcijanach. Dziś patrzy się na Kościół przez pryzmat jednostek i wielu jednak wykrzykuje raczej różne wyzwiska niż pochwały. Dla tych, którzy chcą widzieć, albo rozumieją znaki, które widzą, wyrażają się raczej w sposób bardziej pozytywny, widząc znów w różnych jednostkach szanse, możliwości, nadzieję żywego Kościoła. Chrześcijaństwo ma coś do zaproponowania, współczesnemu człowiekowi i pewnie każdy z nas powinien głębiej zastanowić się nad tym, co tak naprawdę mamy do zaproponowania....