Patrzę, ale nie widzę.

Patrzę, ale nie widzę.

Czerwiec wypełniony jest wieloma ważnymi wydarzeniami. Mieliśmy już Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, była już Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Można zastanowić się – co jeszcze? Dzisiejszy dzień, wieńczy duchowy tryptyk czerwcowy. Czerwiec odsłania przed nami ważne tajemnice. Wydaje się, że każda powtarzalna uroczystość, ma coś wnosić w nasze życie. Z roku na rok, przywołujemy te same wydarzenia, te same treści, próbując przeżyć dany dzień w godny i świąteczny sposób. Wydaje mi się, że tej „powtarzalności” nie wykorzystujemy jednak do końca we właściwy sposób. Dlaczego tak się dzieje? Ostatnio cytowałem pewną myśl… „ludzie chcieliby być dobrzy, ale po prostu nie wiedzą co mają zrobić, żeby się takimi stać”. Podobnie ma się z różnymi wydarzeniami – może i jest pragnienie, by coś zrobić, ale nie wiadomo jak. To w teorii nie brzmi groźnie, ale w życiu codziennym staje się bardzo niebezpieczne. Możemy „nie wiedząc” stracić bardzo wiele. Może wydawać się nam, że nic się nie stało, że nic nie tracimy, ale na dłuższym odcinku czasu, możemy zaobserwować, jak zamazują się pewne tradycje, jak niewiele z nich się rozumie, jak urzędowo-zawodowo traktuje się pewne sprawy. „Powtarzalność” bez głębszego rozumienia, może spowodować, że w naszej mentalności coś skarłowacieje, aż w końcu całkowicie upadnie.  Dlaczego o tym piszę? Dziś staje na rynku, przed przygotowanym ołtarzem na Boże Ciało i podchodzi pewna osoba i delikatnie zwraca uwagę, by przesunąć delikatnie brzózki, by odsłonić napisy, które umieszczone są na „plakatach”. Ucieszyło mnie to zaangażowanie, bo warto czynić coś razem, wykorzystując inny punkt widzenia, innych osób. Jednak to, co było najważniejsze w tym „spotkaniu” z tą osobą, to jej słowa, które padły później: „bo ten napis, to zasadnicza treść...
KIM JESTEM, A KIM MAM BYĆ.

KIM JESTEM, A KIM MAM BYĆ.

Myśląc o naszym życiowym miejscu, powinniśmy mieć przed oczyma przestrzeń, w której realizuje się całe nasze życie, w którym wyrażamy siebie, w którym jesteśmy sobą. Miejsce to powinno odzwierciedlać nasze powołanie, plany, poglądy. Pewnie wielu z nas myśląc o swoim miejscu w świecie, o życiowej przestrzeni, szuka bardziej fizycznego miejsca, w którym jest szczęśliwy, bezpieczny, w którym doświadcza zadowolenia z osiągniętego celu. Tylko, czy takie miejsce to rzeczywiście jakiś punkt na mapie naszego fizycznego życia? Szukamy sensu naszego życia, konkretnego kształtu naszej codzienności, tak by całym sobą zaangażować się w to i poświęcić temu całe swoje życie. Wiedząc kim mam być, co mam robić w życiu, dużo łatwiej jest wykorzystywać swoją codzienność do realizacji swojego powołania – życiowej misji. Wiemy, że rzeczywistość pracy to jedna sprawa, nasze pasje to inna, a tworzenie rodziny, to jeszcze inna sprawa. Połączenie tych wszystkich spraw, jakimiś wspólnymi elementami, scala nasze życie i ułatwia funkcjonowanie. Jednak, do tej pory pisałem o tych miejscach, gdzie możemy realizować swoje życie, a nie możemy zapomnieć o miejscach, w których możemy siebie odnaleźć – odkryć kim jestem, a kim mam być. Ludzie rozpoznający swoje powołanie, oraz ci, którzy głębiej pragną uczestniczyć w duchowym wymiarze swojej codzienności, potrzebują i to chyba właśnie na pierwszym miejscu przede wszystkim – CISZY. To, co nas otacza ma wiele nam do zaproponowania. Jednak to, co krzyczy – co jest głośniejsze, lepiej się zareklamuje, wcale nie musi być lepsze. Dlatego przestrzeń ciszy jest odpowiednim miejscem dla rozpoznających. Tu nie chodzi tylko o wybór, takiej czy innej opcji, o decyzję, ale o rozpoznanie właściwego miejsca dla swojego życia. Pewnie, że dużo łatwiej jest iść za...
W POSZUKIWANIU – fundamentalna przestrzeń.

W POSZUKIWANIU – fundamentalna przestrzeń.

Wiemy, że gdy znajdziemy swoje miejsce w świecie, odnajdziemy cel do realizacji, tzw. drogę życia. Nasza codzienność wówczas nabierze właściwego kierunku i rozpędu (tempa). Gdzie jest moje fundamentalne miejsce? Mam styczność z ludźmi w różnym wieku, stąd też różne moje obserwacje. Ludzie, w jakimkolwiek są wieku, szukają swojego miejsca. Co ciekawe, nawet dorośli wciąż szukają, co wydawałoby się trochę dziwne. Ale… Są też pozytywne strony poszukiwania. Człowiek poszukując aktualnego miejsce w świecie nie poddaje się stagnacji, nie gnuśnieje w swoich przekonaniach i działaniach. Można dostrzec pewnego rodzaju świeżość, która przenika taką poszukującą osobę. Spotkanie z Bogiem, choć może wydawać nam się takie samo, to jednak w przypadku naszej otwartości, sprawia, że poddajemy się przenikaniu Boga, który przychodzi z jakąś aktualną propozycją. Chciałbym wspomnieć o trzech zasadniczych miejscach, w których przebywamy, lub w których powinniśmy przebywać, by odnaleźć swoje miejsce. Pierwsze środowisko to DOM – RODZINA. To tutaj kształtują się nasze postawy, zdobywamy orientację na dobro, oceniając co jest też faktycznie złe. Oprócz zasad funkcjonowania w świecie, otrzymujemy coś znacznie głębszego – środowisko uczuć, wartości i tradycji. To miejsce to serce naszego życia. I tak jak serce pompuje krew w każdą, nawet najmniejszą cząstkę naszego organizmu, tka też przesiąkamy atmosferą domu z pozytywnymi elementami i niestety, jak są, również z negatywnymi. Potocznie używamy sformułowania: „wynieść coś z domu” – oznacza ono, że dom staje się miejscem kształtowania, nierozerwalną częścią naszego życia, odkrywania wartości, którymi się kierujemy. Nasze korzenie są w domu – w rodzinie, a my próbujemy sadzić życie w kolejnych nowych miejscach. Drugim ważnym środowiskiem są te wszystkie miejsca, w których się rozwijamy: szkoła, studia, praca, miejsca rozwoju naszych...
MOJA PRZESTRZEŃ – gdzie jest moje miejsce.

MOJA PRZESTRZEŃ – gdzie jest moje miejsce.

Różnie się czujemy, w różnych miejscach. I niekoniecznie możemy powiedzieć, że wszędzie się dopasowujemy, że szubko odnajdujemy się w nowych sytuacjach. Jakie miejsce mogą wpłynąć na nasz faktyczny rozwój? Ostatnio zwróciłem uwagę, że w moim pokoju stoi zestaw do odtwarzania muzyki, ale jest on zupełnie nie podłączony. I tak już jest dwa lata… Przypomniało mi się, że w jakimś czasopiśmie czytałem, że niektóre osoby zostawiają jakieś rzeczy niedokończone, bo nie czują się do jakiegoś miejsca przywiązani i gotowi są z tego miejsca odejść. Cała ta sprawa dała mi powód do zastanowienia – czy mam swoją przestrzeń – miejsce będące moim życiem, miejscem realizacji siebie, swoich zamiłowań itp. Czasami jesteśmy skazani na jakąś przestrzeń. Kilka razy w ostatnim czasie uczestniczyłem w maturze jako członek komisji i miałem w sobie narastające przekonanie, że to nie moja przestrzeń. Ogromna zmiana, zarówno stylu mojego działania, realizacji zadań, monotonia były dla mnie wręcz niezapomnianym „challenge’m”.  Właśnie te maturalne sytuacje pokazały mi, jak bardzo trudne mogą być niektóre miejsca, a szczególnie te, które nie odpowiadają naszym zainteresowaniom. Oczywiście, do jednych miejsc można się dostosować, w jakiś sposób przekonać, a do innych jeszcze bardziej zrazić. Przestrzeń, w której się znajdujemy – w tym naszym osobistym miejscu, jest bardzo ważną kwestią, wymagającą od nas mądrych wyborów. Zwróćmy uwagę, że Jezus podróżując do Jerozolimy przybywa do różnych miejsc – pustynia, nad brzegiem rzeki, jeziora; na szczycie góry; miasta, wsie; na osobności, w tłumie… Ta różnorodność miejsc i sytuacji jest zwarta jednym wspólnym elementem – wypełnienie misji Jezusa. Miejsce – nasza przestrzeń – to wielowymiarowa rzeczywistość, w której odnajduje się nasze życie – codzienność, nasze wybory i decyzje, pomysły...
Dokąd zmierzasz ze swoim działaniem?

Dokąd zmierzasz ze swoim działaniem?

Wszyscy wyczuwamy, że nie każde działanie ma taką wartość, jakiej byśmy się spodziewali. Jedno działanie jest stratą czasu, inne przynosi konkretne owoce. Jak zatem działać? Każdy w jakiś sposób pracuje i swoim działanie włącza się w coś znacznie większego. Ważne jest to, byśmy mieli świadomość, że poprzez nasze działanie uczestniczymy w szerszym dziele, w planie Boga. Może niektórzy nie znajdą motywacji w tym, że ich działanie jest jakąś cząstką innego działania; może dopadnie ich zniechęcenie, że to nie ich zasługa, osiągnąć jakiś cel. Po części każde nasze działanie pozwala nam osiągnąć jakiś cel, ale jednocześnie możemy sięgać dalej, idąc przez otwartą furtkę możliwości osiągnięcia jeszcze innych celów. Dzięki tym perspektywom, które możemy wykorzystywać pozwolimy, aby Bóg poprowadził nasze działanie.  Wielu z nas, rozpoznało swoje „miejsce w świecie” i wie jak wypełniać swoją życiową misję. Jest pewnie też wielu takich, którzy wciąż szukają odpowiedzi. Jedni i drudzy powinni dopingować się, by w wierze odkrywać odpowiedzi i kierunki wobec pytań i wątpliwości. Nasze działanie nie powinno być tylko reakcją na zaistniałą w danym momencie sytuację, ale wewnętrznym przekonaniem myśli i uczuć, zaangażowaniem wartości i wszystkich sił.  Możemy się zastanawiać, czy jakieś działanie powinno nas zawsze charakteryzować, czy powinno się budzić w odniesieniu do konkretnych sytuacji. Oczywiście przy tak ukształtowanym stwierdzeniu, odpowiedź wydaje się być jasna. Jednak choć życie jest bardziej skomplikowane, podobnych dylematów chyba w nim nie mamy. Kierujemy się instynktem i dlatego nasze działania, pojawiają się na zasadzie impulsu: AKCJA – REAKCJA. Emocje, uczucia, pragnienia – zastanawiam się nad tym, czym powinienem, czym kieruję się w życiu? Uczymy się różnych sytuacji, a wraz ze zdobytą wiedzą coraz jaśniej wiemy, jak...
Maryjna konkretność działania.

Maryjna konkretność działania.

W miesiącu maju i przy okazji 100 rocznicy objawień w Fatimie, wręcz trzeba wykorzystać okazję, by na nowo przyjrzeć się Maryi i w kontekście tematu tego miesiąca, zastanowić się, jak Ona realizowała „konkretne działanie”. Maryja jest przykładem ponadczasowym. To, co jest w Niej też szczególne, to fakt, że spoglądając na Nią, można za każdym razem odkrywać coś szczególnego – postawy, duchowe nastawienie, cele… Może to właśnie decyduje o Jej szczególnej roli w naszym życiu. Maryja w życiu wielu z nas zajmuje szczególne miejsce. Nasza osobista pobożność, bardzo mocno skoncentrowana jest na duchowości maryjnej. Z czego to wynika? Można doszukiwać się różnych powodów, ale myślę, że najwyraźniejszym i chyba najbardziej intuicyjnym jest modlitwa różańcowa. Może nie jest to najłatwiejsza modlitwa, ale chyba najszybciej wdrażana w nasze życie religijne. W jaki sposób zatem dzisiaj, każdy z nas może, powinien odczytywać obecność Maryi w swoim życiu? Postawa Maryi jest bardzo konkretna i świadczy o tym kilka scen. Już w pierwszej scenie – Zwiastowanie, możemy zobaczyć jakby dwie odsłony tego tematu. Pierwszą z nich jest rozmowa Maryi – jej pytanie skierowane do Anioła: „jakże się to stanie” (Łk 1,34). To wyraz gotowości do podjęcia się tego zadania, a postawione pytanie jest wyrazem chęci zrozumienia tego, w jaki sposób ma się w Niej wypełnić wola Boża. Pytanie jest oznaką jej konkretności – świadomego wypełniania woli Bożej. Żeby było mało, zaraz po zwiastowaniu pojawia się okazja do działania: „W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta” (Łk 1,39). Jej natychmiastowe działanie, wypływa z jej wewnętrznej postawy – Maryja była konkretna, dlatego Jej działanie jest też tak bardzo konkretne....
Potwierdzaj to kim jesteś.

Potwierdzaj to kim jesteś.

Co jest prawdziwym świadectwem życia? Czy ukończenie szkoły potwierdza tylko świadectwo? Czy o dojrzałości świadczy tyko dowód osobisty, a o księdzu świadczy jego strój? Co jest prawdziwym potwierdzeniem dla tego, kim jesteśmy? Często w Internecie pojawiają się filmiki, ukazujące próby zachowań ludzi. Na przykład przy ulicy siada „udawany” bezdomny, a filmujący go ukazuje zachowania przechodniów, albo jakiś przechodzień wręcza znaczną sumę pieniędzy bezdomnemu o filmujący obserwuje, co ten człowiek zrobi faktycznie z pieniędzmi. Wszystkie te filmiki ukazują pozytywne zachowania bezdomnych. Trochę tak ustawiona jest fabuła tych filmów, jakbyśmy mieli być zdziwieni tym, że wśród tych osób, można znaleźć dobrych i uczciwych ludzi. Przecież to sprawa oczywista, że każdy człowiek ma w sobie dobro i wcale nie oznacza, że bezdomni nie mają w sobie dobra, uczciwości, bo są bezdomni. W tym znaczeniu trochę fabuła tych filmów mi nie odpowiada, bo rodzą wobec takich osób, niewłaściwą podejrzliwość. Obserwując ludzi, szukamy w ich czynach konkretnego potwierdzenia tego kim są. Czy człowiek staje się kimś innym przez to, jak postępuje? Czy rzeczywiście czyny człowieka, określają to kim jest?  Prawda jest bardziej złożona i trudno by było tak zwyczajnie ocenić człowieka przez pryzmat tylko słów, czy tylko czynów. Jednak nie nad tym mamy się zastanawiać obecnie – nad oceną, ale mamy pomyśleć o „konkretnym działaniu”. Człowiek ma w sobie różne pragnienia, myśli, które mają na niego ogromny wpływ. Często to, co jest wewnątrz człowieka jest źródłem – początkiem jego działania. Czyny powinny na zewnętrz potwierdzić to, co jest wewnątrz człowieka – wydobyć na wierzch całe dobro, które skrywa się w człowieku. Ostatnio mają kazanie na niedzielę biblijną, wspomniałem, że pięknym gestem byłoby w tym...
Przestań gadać, zacznij działać.

Przestań gadać, zacznij działać.

Czy zastanawiałeś się, lub spróbowałeś – kierowa się Słowem Bożym każdego kolejnego dnia swojej codzienności? Czy jest to możliwe i jak mogłoby to faktycznie wyglądać. Jako ksiądz zmotywowany jestem do tego, aby każdego dnia rozważać Słowo Boże, jako też moje osobiste przygotowanie do dobrego przeżycia codziennej Eucharystii. Jest to też często pochylenie się nad Słowem, aby przygotować krótkie kazanie. Jednak ten codzienny zwyczaj wszedł mi już tak mocno w krew, że w sumie nawet trudno mi sobie wyobrazić kolejny dzień, bez rozważanego Słowa. Jest jednak klucz według którego staram się spojrzeć na konkretny fragment Pisma Świętego. Spoglądając pierwszy raz na dany fragment, szukam zasadniczej treści: słów, zdania, wokół którego moim zdaniem zbudowany jest to Słowo. Jeśli znajduję ten konkretny „środek” fragmentu – szukam najpierw prostych odniesień do jakiś wydarzeń z życia. Później staram się poznać głębszy sens danego fragmentu. Kończę rozważanie wyborem jednego, zasadniczego słowa, które w jakiś sposób przypominać mi będzie o zadaniach, które powinienem postarać się zrealizować. Osoby, które próbują codziennie rozważać Słowo Boże, bardzo szybko odkrywają to szczególne zaproszenie do wprowadzania słów w czyn. Zrozumienie Słowa, dla takiej osoby, staje się dużo prostsze, a to za sprawą wzrastania w szczególnej, odpowiedniej atmosferze. Klimat, który tworzy rozważane Słowo sprawia, że człowiek zyskuje szczególną wrażliwość i umiejętność zrozumienia głębszego sensu przekazu zawartego w Słowie. Jeszcze nie tak dawno, bo w Wielki Czwartek, już w zasadzie wcześniej rozważałem Słowo opisujące obmywanie nóg przez Jezusa. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego wewnętrznie odczuwam przynaglenie, aby spontanicznie w czasie Eucharystii wykonać ten gest. W myśli pojawił się temat tego miesiąca: konkretne działanie, który różnymi kanałami, drążył we mnie różne myśli. Ostatecznie realizując...
Mam ci wierzyć, że jesteś Chrześcijaninem?

Mam ci wierzyć, że jesteś Chrześcijaninem?

Kiedy powiedzą o tobie, że jesteś dobroduszny, pomocny, cierpliwy…? Wtedy, gdy tylko o tym będziesz mówił, czy wówczas, gdy te słowa widoczne będą w twoim życiu jako konkretne czyny? A co z wiarą? Czy wystarczy określić siebie, że „jestem wierzący”? Wiele razy próbujemy słowami wyjaśnić swoją postawę. Może potrzebujemy tego, gdyż nasze działanie nie jest zbyt wyraźne, by było na tyle wymowne, by nie trzeba było go tłumaczyć. Wiara potrzebuje nie tylko potwierdzenia, wyrażania się przez czyny, ale konkretnej jej realizacji w czynach. By nie sprowadzić wiary do deklaracji słownych, litanii słów na modlitwie, zapewnień i postanowień, potrzeba by nasza wiara wzrastała poprzez konkretne czyny w naszym naturalnym środowisku, jakim jest nasza codzienność. Kiedy osobom, które są w kościele zadaje pytanie, czy są wierzącymi, zdecydowana większość, pewnym głosem potwierdza, że nimi są. Jednak zadaje im kolejne pytanie – a jak dziś, do tego momentu, twoja wiara się wyrażała, przez jakie działanie? Wówczas niestety, albo już nie uprzedniej pewności i konkretności, albo pozostaje wypowiedziana standartowa odpowiedź – modlę się, chodzę do kościoła, staram się nie grzeszyć… Ograniczamy wiarę do kilku pobożnych praktyk, czyniąc ją nieco skostniałym działaniem, tradycją, niż rzeczywistym realizowaniem – życiem wiarą. Pomyśl o wierze jako o spotkaniu z Bogiem i chwili, w której z Nim rozmawiasz. Czy można to w jakikolwiek sposób ograniczyć? Czy jest sens? Czy pomiędzy kochającymi się ludźmi istnieją tylko obowiązki, tradycje do wypełnienia, czy raczej wyzwania, które nieustannie budzą w sercu każdego człowieka miłość? Kochając kogoś, wręcz szukamy sposobu, w jaki jeszcze sposób wyraźniej i konkretniej pokazać komuś miłość – to, że go kochamy. W wierze często sprowadzamy relację z Bogiem, do wypełnienia...
Ja i Chrystus – co dzieje się pomiędzy nami.

Ja i Chrystus – co dzieje się pomiędzy nami.

Wiara jest osobistym sposobem rozmowy z Bogiem. Wiara łączy się z osobistym spotkaniem z Bogiem i budowaniu relacji. Jak wygląda nasza wiara i relacja z Bogiem? Gdy spotykamy się z historiami różnych wierzących osób, odkrywamy jak bardzo ważnym momentem w ich życiu było i jest, osobistego spotkanie z Bogiem, odkryciem Go, obecnego w ich życiu. Historia każdej osoby jest inna i już ten fakt jest zdumiewający, bo pokazuje jak indywidualnie Bóg wyszukuje drogi do ludzkiego serca. Te historie pokazują, jak bardzo osobiste bywa to doświadczenie spotkania Boga i człowieka. Bardzo często te momenty spotkania, stają się dla ludzi momentami ogromnych przemian; zwrotnymi momentami w ich działaniu, myśleniu, patrzeniu na świat. Dokonujące się zmiany w człowieku stają się osobistymi nawróceniami, które często bardzo skrajnie przemieniają człowieka. Człowiek, dzięki temu osobistemu spotkaniu, odkrywa swoją drogę postępowania za Chrystusem, Jego naśladowania. Wzrost pobożności wypływa z osobistego odkrycia Boga w swoim życiu, a nie tylko z ludzkiego pragnienia. To obecność Boga, wewnętrznie przemienia człowieka, wskazując mu w jaki sposób ma postępować. Wydarzenie – spotkanie z Bogiem, jest często duchowym doświadczeniem, ale w wielu przypadkach, jest też ono bardzo fizyczne. Niektóre z tych doświadczeń, są na tyle silne, że stają się źródłem dla całego życia. Powracając do tego momentu, człowiek odbudowuje w sobie poczucie bliskości Boga i tworzy, przy współpracy z Bogiem, kolejne historie. To szczególny dar Boga ofiarowany przede wszystkim po to, by nas umocnić w naszym życiu. Tak silnego spotkania nie jesteśmy wstanie uczynić sami. Możemy prowokować jedynie sytuacje, które otworzą nas na Boga, a więc pozwolą działać Bogu. To spotkanie nie musi wcale przybrać jakiejś spektakularnej formy. Może to być ciche...
Zbudować relacje.

Zbudować relacje.

Bez jakiejkolwiek więzi, wciąż pozostajemy dla siebie anonimowi. Trudno, abyśmy się wówczas mogli zrozumieć i w jakiś sposób ze sobą współpracować. Czy widzisz sens relacji? Nie musimy się wielce zastanawiać i szukać odpowiedzi na pytanie: co szczególnego jest pomiędzy dwoma, bardzo zgranymi ze sobą osobami. Mamy głębokie przekonanie, że im silniejsze są mosty łączące dwoje osób, tym szczególniejsza istnieje pomiędzy nimi więź.  Budowanie relacji jest czymś fascynującym, ale i też tajemniczym. Nie sposób przewidzieć wszystkich elementów, które składają się na zbudowaną relację. Odkrywamy różne jej części, które wydają się dla nas ważne, w danym momencie. Odkrywanie więzi i ich budowanie jest niezwykłą przygodą.  Ile jest w nas dzisiaj chęci do budowania więzi, ile takich okazji ku temu, rzeczywiście wykorzystujemy? Nie chcę w tej refleksji zastanawiać się nad tym, jak tworzyć relacje, ale nad tym, co możemy dzięki nim osiągnąć, by w tych argumentach znaleźć przekonanie do budowania więzi. W jednym z mocniejszych, w tym względzie fragmentów biblijnych, odkryć możemy: „gdzie dwaj, labo trzej, zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”.  Jednym z rezultatów budowania więzi pomiędzy osobami jest JEDNOŚĆ. To szczególny rodzaj więzi. Ludzie łączą się pomiędzy sobą z różnych powodów. Im bardziej zacieśniają pomiędzy sobą relacje, tym silniejsza staje się jedność. Owocem tej jedności jest Jezus, to znaczy wszystkie te wartości, których jest On źródłem. Owocem zbudowanych więzi są wartości, które promieniują na nasze życie i innych osób, stają się źródłem dla budowania naszej codzienności. Kolejnym, myślę ważnym owocem więzi, jest budujące nas ZAUFANIE. Ludzie żyjący szczególną więzią, zdolni są do wielkich działań. A to, że możemy sobie ufać, pomaga w ich realizacji. Zaufanie jest tym...
Ewangeliczny dialog.

Ewangeliczny dialog.

Dotykają nas różne pokusy. Chcemy niekiedy zbyt intelektualnie, czy po ludzku traktować ważne tematy. Jednak bez właściwego źródła, my chrześcijanie, możemy stracić właściwy sobie smak. Patrząc na życie chrześcijanina, możemy niekiedy dostrzec szczególne postępowanie, które ich charakteryzuje. Ich korzenie stają się początkiem niebywałej siły, która zostaje dana każdemu wierzącemu, choć w różny sposób to wykorzystujemy.  Chrześcijanie powinni podtrzymywać pomiędzy sobą szczególnego ducha miłości. My sami nie dajemy świadectwa, ale nasze działanie przypomina i wskazuje na bardzo ważne wartości.  Warto, abyśmy z pełną świadomością powrócili do Ewangelii, aby w niej znaleźć siły do budowania mostów, które najpierw połączą nas z Bogiem, ale również połączą nas z każdą, spotkaną przez nas osobą. To duchowe połączenie, które powinno najpierw zrodzić się w sercu każdego człowieka, jako prawdziwe pragnienie, stanie się fundamentem relacji, które zaczniemy budować pomiędzy sobą. W dialogu potrzebny jest wspólny język – nie tylko wyrażający wspólne idee, wartości, ale język jednoczący ludzi. Ewangelia prześwietla nasze życie szczególnym światłem Słowa, które nas przemienia i staje się propozycją życia… Człowiek, który prawdziwie przyjmuje Ewangelię, nie wykorzystuje jej do walki, do zwalczania człowieka, czy piętnowania jakiegoś działania. Ewangelia przyjęta i przeżywana przez człowieka, staje się prawdziwym językiem dialogu. Ewangelia jest niezwykłym „nauczycielem”, ukazującym człowiekowi różne wartości, prawdę o życiu człowieka, którym możesz się stać dzięki przyjęciu tego szczególnego Orędzia. Dając komuś swoim życiem Ewangelię, dajemy człowiekowi przede wszystkim nadzieję. Ewangelie wychowują do życia Miłością, którą stawiają jako źródło dla całego ludzkiego życia – myśli, słów, działania… Miłość, która promieniuje z Ewangelii, staje się uniwersalnym światłem, które może towarzyszyć każdemu człowiekowi. Ewangeliczny dialog, charakteryzuje się niezwykłą pokorą wobec ludzi, bo wnosi świadomość ogromu daru,...
Wielkopostny wyraz miłości.

Wielkopostny wyraz miłości.

Rozpoczął się czas, w którym podejmujemy się różnych postanowień – wyrzeczeń. Czemu one powinny służyć i czy w ogóle czemuś służą? Ostatnio na lekcji chłopacy dzielili się wrażeniami z jedzenia kebabów w środę popielcową. W innym miejscu toczyła się rozmowa o tym, że jedzą w piątek mięso, tłumacząc to tym, że: „nie może się przecież zmarnować”. Już chciałem w obu sytuacjach rozpocząć rozmowę na temat ćwiczenia i zdrowego jedzenia, diet, ale nie zrobiłem tego, bo i tak pewnie usłyszałbym wiele porad i wiele wspaniałych doświadczeń – abstrakcyjnych od tematu. Czy nie jest z nami tak, że dosłownie wszystko robimy na przekór? Mamy coś zrobić – to nam się nie chce; mamy czegoś nie jeść – to właśnie wtedy mamy największą na to ochotę. Podobnych paradoksów w naszym życiu jest bardzo dużo. Podobnie ma się niekiedy z wielkopostnymi znakami: modlitwą, postem i jałmużną. Najpierw powinniśmy zrozumieć sens tych wydarzeń, bo trudno by coś realizować bez podstawowej wiedzy. Odmawianie sobie słodkiego w wielkim poście jest dla niektórych naprawdę ogromnym poświęceniem – wyrzeczeniem. Nie zaprzeczam sensu jakichkolwiek postanowień, ale co się dzieje z tym naszym postanowieniem już po Wielkim Poście. Zostaje jakiś owoc – duchowa korzyść?  Niedawno na Eucharystii, poprosiłem o podniesienie ręki tych osób, które realizują jakieś postanowienie. Na tłum w kościele nie spodziewałem się jakiejś wielkiej liczby podniesionych dłoni, ale ilość jednak mnie zastanowiła. Podniosło rękę może zaledwie dziesięć osób. Co w proporcji całego kościoła i ludzi w nim obecnych, wydawało się smutną prawdą, kroplą w morzu. Towarzyszą nam różne postawy, a w nich różne pokusy. Może właśnie brak odpowiedniego przeżycia tego czasu, wynika z łatwości z jaką chcemy żyć,...
W Twoje ręce powierzam ducha mojego

W Twoje ręce powierzam ducha mojego

Rozpoczynający się czas może wiele nas nauczyć Podążając drogą krzyża, możemy spotkać Chrystusa, który pragnie nam coś pokazać. Zastanawiasz się co chce ci przekazać podczas tego Wielkiego Postu? Nasza wiara stanowi pewną wewnętrzną wrażliwość. Dzięki niej patrzymy na świat z jakiegoś, naszego, wybranego punktu widzenia. Dostrzegamy rzeczy inaczej. Choć denerwuje nas wiele spraw, a wiele też nie rozumiemy, to chcemy mieć ten swój punkt widzenia, który pozwoli nam iść przez świat po swojemu. Możesz stanąć w Wielkim Poście na wysokości zadania i odszukać jakiś konkretny punkt widzenia, postawę życia, rozwiązanie. Kultura dawania to jedna z wielu postaw, której możemy uczyć się w Wielkim Poście; punkt widzenia dzięki któremu dostrzeżemy znaczenie więcej niż tylko siebie i własne potrzeby. To zadanie, które potrzebuje wzorców. Zastanawiając się nad tematem: „kultura dawania” pomyślałem o dwóch fragmentach biblijnych, które mówią o samym dawaniu. Pierwszy fragment otwiera jakby treść Nowego Testamentu i towarzyszy w każdym wydarzeniu.  „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale życie wieczne miał” (J3,16) Bóg, który tak daleko posuwa się w kochaniu człowieka, że jest w stanie dać swojego Syna. „Dawanie” w kontekście tego fragmentu staje się niezwykłym wydarzeniem. Bóg nie tylko daje, ale daje to, co w Nim  jest najcenniejsze. Dzielenie się jest wyrazem miłości, a w Bogu ten dar przyjmuje najwyższą z możliwych postaci. „Bóg nie potrafi dawać mniej, niż wszystko.” Miłość osiąga swój szczyt, kiedy to Syn oddaje swoje życie za każdego z nas. To On staje się przykładem jak bardzo można dzielić się z innymi tym, co ma się w sobie. To właśnie Jezus przekracza wszelkie granice,...
Podzielone serce.

Podzielone serce.

Potocznie krąży powiedzenie, że wraz z miejscami i osobami, człowiek pozostawia w ważnych punktach swojego życia kawałek swojego serca. Czy to oznacza, że na końcu życia nie pozostaje człowiekowi zbyt wiele z jego serca? „Pozostawiasz tutaj kawałek swojego serca…” – usłyszałem te słowa od mojego pierwszego, już nie żyjącego proboszcza, kiedy żegnałem się z pierwszą parafią na mojej kapłańskiej drodze. To może dziwne, że pamiętam to doświadczenie po tylu latach. Pamiętam też dalsze myśli, które mi wówczas towarzyszyły: „skoro w każdym ważnym miejscu, w ważnym doświadczeniu mojego życia pozostawiam część swojego serca, to jak mogę w kolejnych sytuacjach w pełni się angażować.” Oczywiście powiedzenie: „zostawić kawałek swego serca” ma wymiar symboliczny, ale ja osobiście uważam, że jest w takiej postawie jednak zagrożenie. Człowiek angażując się w coś, angażuje swoje serce. Przez to, mimo wszystko, pozostawia gdzieś część swojego serca. Trudności nie byłoby żadnej, gdyby w kolejnej chwili, człowiek potrafiłyby również angażować swoje serce w pełni. Pozostawiając swoje serce, myślimy o tamtym wydarzeniu, osobie, o tym co było… Pozostajemy w przeszłości z naszym sercem, przez co w teraźniejszości jesteśmy jakby nieobecni.  Dlaczego tak ważne jest to, byśmy w każdej sytuacji angażowali się całym sercem i z całym sercem przechodzili w kolejne sytuacje?  Chodzi o to, by dawać w każdej sytuacji całe swoje serce. Jeśli w przeszłości pozostawiliśmy część naszego serca, wówczas w teraźniejszości nie obdarowujemy kolejnych osób całym swoim sercem. Mam zatrzymać się nad „kulturą dawania” w tych rozważaniach. Podzielone serce nie jest zdolne do dawania rzeczywiście drugiej osobie pełnego naszego zaangażowania. Dziele się z innymi, nie powinno ograniczać się do połowicznego zaangażowania naszego serca, do dawanie jakiejś części swojego...
dzielić się – to żyć prawdziwie.

dzielić się – to żyć prawdziwie.

Dzielenie się to pewien mechanizm, który funkcjonuje w naszym życiu jeśli posiadamy odpowiednie cechy. Pewnie zastanawiasz się, jakie cechy mam na myśli. Każdego dnia mamy nie jedną okazję do tego, aby czymś się ubogacić. Spotkane osoby, wydarzenia w których uczestniczymy, praca którą wykonujemy, wszystko to wnosi w nasze życie coś cennego, jedynego w swoim rodzaju. Wiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wiele posiada, jak ogromne szczęście ich dotyka. Wielu jest też niestety takich, którzy nie dostrzegają faktycznej wartości dobra, które sami posiadają, a przez to nie odczuwają wartości dobra, którego doświadczają z zewnątrz. Dzielić się dobrem potrafi ten, kto zna wartość każdego dobrego gestu. Może właśnie dlatego najbardziej dziele się, jest rozpowszechnione wśród tych ludzi, którzy sami doświadczyli od innych jakiejkolwiek pomocy. Może poprzez empatię, człowiek jest w stanie podzielić się z innymi tym, co sam posiada. Obdarowywanie innych dobrem, leży w naszej naturze, ale niekiedy doświadczamy różnych przeszkód, które nam tę naturalność odbierają. Niestety staramy się być bardzo autonomiczni, dlatego chronimy to, co posiadamy, przez co stajemy się niezależni. Trudno podzielić się z kimś czymkolwiek, skoro istnieje w takiej osobie obawa utraty niezależności i tego, co posiada. Cechą, której w tej sytuacji brakuje to otwartość. Umiejętność dzielenie się, to nic innego jak otwarcie się na drugą osobę, na to, czego ona potrzebuje, ale również na to, co ta osoba pragnie nam dać. Wzajemność w dzieleniu się, nigdy nie czyni żadnej osoby uboższą, a wręcz przeciwnie, właśnie poprzez otwarcie na innych ludzi, zawsze stajemy się ubogaceni. Obudzenie w sobie wzajemności, otwiera w nas różnego rodzaju pokłady dobra, które nie funkcjonują, gdy jesteśmy sami i zamknięci. Wzajemność nie...
Zrozumieć środowisko

Zrozumieć środowisko

Czy sprawy, które toczą się wokół mnie, wywołują we mnie osobisty sposób myślenia, działania, czy raczej dostosowuję się do panującej mody? Kiedy wychodzimy do ludzi, poznajemy nowe osoby, często poznajemy też kontekst życia tych osób, ich środowisko: zmartwienia, radości, cele itd. Wszystko, co otacza człowieka jest jego środowiskiem, które wpływa na człowieka, ale które samo w sobie jest też, w jakiejś części wytworem działania człowieka. Tylko wtedy, gdy poznajemy własne środowisko, rzeczywistość w której wzrastamy, możemy przyjąć jakąś konkretną postawę – sposób działania, myślenia. W przeciwnym razie, możemy czuć się nieswojo nawet w ramach własnej codzienności, możemy odczuwać mocniej, te wszystkie negatywne nastawienia. Problemem często nie są sami ludzi, ich zachowania, ale to środowisko, w którym taka osoba wzrasta. Dziś jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek, środowisko ma ogromny wpływ na nas, sterując niekiedy naszym życiem do tego stopnia, aż możemy niekiedy odczuć zniewolenie zewnętrznymi warunkami. W każdym wieku naszego życia, w zupełnie inny sposób postrzegamy środowisko, które nas otacza. Inaczej patrzy dziecko, jeszcze inaczej młody człowiek, a w zupełnie inny sposób patrzy osoba dorosła. To, co stanowi o różnicy patrzenia na świat, znajduje się w człowieku, jak i też w tempie zmieniających się spraw wokół niego. Przywykliśmy już do tego, że na każdym etapie życia, każdemu człowiekowi przypisane są jakby odpowiednie prawa – przywileje i zadania. To przyzwyczajenie jest tak silne, że gdy dostrzegamy jakieś nietypowe  dla konkretnego wieku zachowanie, od razu bardzo krytycznie je oceniamy. Dorosły zachowujący się jak dziecko, raczej nie wywołuje w nas powodów do zrozumienia. Zastanawiające jest też takie zachowanie dziecka, jakby było dorosłe, bo wówczas wydaje nam się to mało naturalne. Nawet takie samo działanie...
BUNT – wewnętrzne rozdarcia.

BUNT – wewnętrzne rozdarcia.

Dojrzałe osądy wypływają z właściwie przyjętego okresu buntu. Obyśmy potrafili wykorzystać nasz wewnętrzny sprzeciw wobec zła, by obrać w życiu właściwy kierunek – postawę myślenia i działania. Pomiędzy tym, co dzieje się wokół nas, a tym co czujemy w naszym wnętrzu, często istnieje ogromna różnica, przepaść, sprawiająca nam ogromną trudność. W takiej sytuacji często toczymy wewnętrzną walkę, bo to, co czujemy wewnątrz sprawia, że odczuwamy bunt wobec zachować, sytuacji itp. Dziś spotykamy wielu rozdrażnionych ludzi. Prowokacji do takiego stanu rzeczy możemy odnaleźć bardzo wiele, dlatego tym łatwiej jest nas wyprowadzić z równowagi i sprawić, że będziemy kłębkiem nerwów. Dziś łatwiej jest znaleźć coś w nas, co nas może nie denerwuje, niż w informacjach, które docierają do nas z zewnątrz. Oczywiście możemy wpłynąć na to, jakie do nas docierają faktycznie informacje, oraz to, co się z nimi w nas dzieje. Możemy zaprogramować nasze myślenie, nasze działanie. W tym programowaniu może jednak pojawić się jakiś błąd: wybiórcze traktowanie świata wokół nas. Trudnością nie jest ocena pozytywnych i negatywnych sytuacji, problem tkwi w nas, aby zgodzić się z prawdą, że coś jest pozytywne, a coś innego negatywne. Sprawa bywa trudna, gdy ocena nie jest taka łatwa, gdy sytuacje nie są takie oczywiste, jednoznaczne. Skrajną trudnością jest taki moment, gdy to co oceniamy obiektywnie jest złe, a wewnętrznie oceniamy to jako pozytywne. Ludzie wiele rzeczy przyjmuje jako coś oczywistego. Nie podejmują się trudnych ocen jakiś sytuacji, ale przyjmują ogólną ocenę, sąd innych ludzi. Jeśli nie ma osobistego zrozumienia dla jakiejś sprawy, to trudno wówczas przyjąć jakiś sąd innych ludzi, jako swój własny. W takim momencie pojawia się bunt – wewnętrzne rozdarcie. Bunt to...
Zajmij jakąś postawę.

Zajmij jakąś postawę.

W normalnej sytuacji, człowiek w jakiś sposób reaguje na zdarzenia. Jeśli z jego strony nie ma żadnej reakcji, wówczas można martwić się tym, że człowieka dosięgła obojętność.  Możecie pewnie sami przytoczyć sytuacje, w których mieliście okazję spotkać ludzi, których postawa była na tyle wyraźna, że wiedzieliście co konkretna osoba sądzi o jakimś wydarzeniu. Dziś takich postaw możemy niestety zobaczyć coraz mniej. Tych, których możemy najczęściej spotkać to tzw. szczekacze i narzekacze. Biadolą na obecną sytuację, sprzeciwiają się prawie wszystkiemu, ale gdy zapytasz ich, jakie mają oni swoje rozwiązanie, to najczęściej milczą. Wielu ludzi wzrasta w przekonaniu, że trzeba się czemuś przeciwstawić, być po prostu anty… Taka postawa jest walką z tym, co obecnie się dzieje, niezależnie od tego, co faktycznie się dzieje. Niektórzy tak po prostu mają, muszą walczyć; muszą się czemuś przeciwstawić; muszą po prostu być anty… Zostawiam ocenę takiej postawy wam. Sami się zastanówcie i odpowiedzcie sobie, czy przyjęcie takiej postawy jest w jakimkolwiek stopniu właściwe i owocne. Dla mnie, jedynym plusem takiej postawy, jest jakakolwiek reakcja, bo takich, którzy w ogóle nie reagują na to, co dzieje się wokół nich, jest niestety też coraz więcej. Nie wiem, czy zauważyliście, ale coraz bardziej kultowymi filmami, coraz częściej dziś produkowanymi są historie o „zombie”. Są to postaci na tyle kultowe, że stają się też inspiracją dla gier, do których często sięgają młodzi. Pojęcie „zombie” rozpowszechnił Wiliam Seabrook pod koniec lat 20 XX wieku. To pojęcie wywodzi się z kultury voodoo, w którym oznacza osobę silnie zniewoloną i ślepo lub nieświadomie wykonującą polecenia osoby kontrolującej ją, najczęściej będąc pod wpływem środków odurzających.  Czytając powyższe słowa nie masz czasami wrażenia,...
Warto pomyśleć o początku.

Warto pomyśleć o początku.

Każda sprawa ma swój początek. Niekiedy trudno nam jest go określić. W naszym życiu pojawia się wiele rzeczy, które stają się początkiem dla innych spraw. Mając swój początek – źródło, możemy zbudować wiele pięknych rzeczy w naszej codzienności. Jest w nas wiele dobra, pięknych wspomnień, wydarzeń za którymi tęsknimy – czy uświadamiamy sobie niekiedy jaki jest ich początek, skąd się to wzięło w naszym życiu? Niekiedy myślami próbujemy cofnąć się w czasie, by odkryć gdzie był i jaki był początek danej sprawy. Nie zawsze jednak nam się to udaje. Warto jednak, na tyle na ile możemy zapamiętać te chwile – pamiętać o początkach, źródłach… Dlaczego ważne są początki. Dlaczego ważne jest to, by mieć swoje źródło. Musimy mieć świadomość, że korzystając z czegoś, prędzej czy później się to skończy i trudno byśmy udawali, że sami dla siebie jesteśmy „fabryką dobra”, bo przecież jeszcze nikt nie wymyślił „perpetuum mobile” – samo wystarczającego źródła dla jakiegoś urządzenia. Początek czegoś powinien mieć swoje źródło. Wówczas, gdy już coś realizujemy, możemy na nowo sięgnąć do źródła, odnowić w sobie coś i nadal tym żyć. Wielu ludzi nie ma dziś cierpliwości; wiele osób jest bardzo niespokojnych, wręcz drażliwych. Dlaczego tak jest? Ponieważ coś się w nich skończyło, zużyło i jeśli nie sięgną do źródła, to zwyczajnie pozostaną puści. Początek jakiejś inicjatywy – działania, jest znakiem naszego zaangażowania, chęci które wkładamy w realizację życia. Może świadomość, że TU i TERAZ mogę właśnie rozpocząć coś pięknego, niekiedy nieco uskrzydli nasze myślenie, postępowanie. Właśnie te momenty, początki, są chwilami, w których doświadczyliśmy czegoś niezwykłego, jakiegoś dobra, które popchnęło mnie do jakiegoś konkretnego działania. Jeśli wiemy co stało...