Czego najczęściej nie robią chrześcijanie.

Czego najczęściej nie robią chrześcijanie.

Towarzyszące chrześcijanom zwyczaje, pobożne praktyki, w różnym stopniu są przez nich realizowane. Spróbujmy sami sobie zadać pytanie: dlaczego brakuje nam sumienności w praktykowaniu wiary? Często stawiam młodym osobom pytanie: „Co znaczy być chrześcijaninem?” I od razy, jak lawina płyną odpowiedzi: „chodzić do kościoła”; „modlić się”; „pościć” itp. Nieco przewrotnie, zadaje im kolejne pytanie: „czy w takim razie ten, co nie chodzi do kościoła, nie modli się i nie pości, nie jest chrześcijaninem? Oczywiście w tym miejscu następuje ogromny sprzeciw. Często wiarę utożsamiamy z pobożnymi praktykami. Nie jest to oczywiście błędne, a jedynie ograniczone twierdzenie, które wymaga jednak ukonkretnienia. Bycie wierzącym, bycie chrześcijaninem, nie powinniśmy wiązać tylko z praktykami, aczkolwiek pojawia się w następstwie takiego myślenia brak jakiejś logiczności. Pobożne praktyki są pewnego rodzaju odzwierciedleniem naszego zaangażowania. Bo jeśli wierzę w Boga, to dlaczego miałbym nie chcieć z Nim być (np. Eucharystia); dlaczego miałbym nie chcieć z Nim rozmawiać (np. modlitwa osobista); dlaczego miałbym być niewdzięczny i nie mógłbym Mu czegoś ofiarować (np. post)? Nasze błędne myślenie i działanie, często ma jakiś swój początek. Często jest to jakiś punkt, w historii naszego życia, który wpływa na jakąś konkretną kwestię w naszym życiu. Tak też temat wiary, jeśli ma u podstaw jakieś błędy, wówczas wpływa to ogromnie na nasze wyobrażenie o Bogu, o tym jak mamy z Nim być, rozmawiać itp. Jeśli będziemy wiarę łączyli tylko z realizacją jakiś zadań, to myślę, że często pojawią się sytuacje, w których polegniemy. Przyzwyczajeni w życiu codziennym do realizacji nieustannie jakiś zadań, do takiego sposobu funkcjonowania, trudno będzie nam zrozumieć, że w relacji z Bogiem nie ma zasady: „coś za coś”. Nie możemy traktować...
Do kościoła? Po co?

Do kościoła? Po co?

Pytanie, które notorycznie pojawia się w rozmowach, na temat wiary. Jeśli ci, co faktycznie nie chodzą do kościoła, zadają to pytanie – to może to kwestia poszukiwania. A co, gdy to pytanie zadaje ten, który jest w kościele, który czuje się tym znużony? Ci, którzy nie byli jeszcze w kościele, mogą nie wiedzieć, co tak naprawdę tracą. Natomiast ci, którzy chodzą do kościoła, już taką świadomość powinni mieć, ale czy mają? Można mówić o wielu niedoskonałościach chrześcijanina, w tym też o nieświadomości. Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: „ilu chrześcijan ma rzeczywiście świadomość, w czym uczestniczy?” Mogę jedynie dołożyć wszelkich możliwych starań, by ukazując prawdy wiary, robić to w sposób możliwy do zrozumienia i przyjęcia. Zależy mi jednak przede wszystkim na tym, aby odkrywane prawdy, przekładać rzeczywiście na konkrety zawarte w codzienności. Jednak, to każdy z nas powinien dołożyć wszelkich starań, by zgłębić to, w czym uczestniczy, by zyskać przez to, prawdziwe doświadczenie życia. Problem w wielu osobach tkwi w tym, że ich podejście zdradza, że chodzi o realizację jakiejś tradycji, a nie o to, by w pełni PRZEŻYĆ tą sytuację. W kontekście wielu spraw, ale nade wszystko względem tematu kościoła, powinniśmy powziąć kluczowe działanie. Pierwsza rzecz, która pomaga mi zrozumieć moje miejsce w kościele, jest moja mentalność i fakt, gdzie rzeczywiście jestem. Postawa człowieka, ma ogromny wpływ na to, jak postrzegamy świat i sytuacje wokół nas. Jeśli mentalnie jestem poza kościołem, obok niego, patrzę z konkretnego dystansu, który mnie oddala, a nie zbliża, to w jaki sposób mam odnaleźć jakiekolwiek przekonanie? Jeśli nie czuję się częścią kościoła, nawet najmniejszą, wciąż patrzę z boku, spoza tego obszaru,...
Nie teoria, ale konkret – praktyka.

Nie teoria, ale konkret – praktyka.

Dopóki jako człowiek będę więcej gadał niż robił, to niczego nie osiągnę. Czy nie jest to ucieczka w teorię, by uciec przed odpowiedzialnością za brak czynów? Śmieje się niekiedy z takiego (już historycznego) stwierdzenia: „jestem za, a nawet przeciw”. Ale właśnie to sformułowanie przybiera bardzo groźną postawę, również dziś, wśród nas wierzących. Ile jest takich spraw, którym mówimy tak… oczywiście… tak trzeba robić, tak powinno być. A później? Ta cała nasza teoria znika jak kamfora. Podam prosty przykład. Czy jako człowiek zgadzasz się, że każdy z nas powinien być chroniony od poczęcia aż do naturalnej śmierci – Twoja odpowiedz? (_______________) Czy każdy człowiek ma prawo do życia? Kiedy? To dlaczego, w tak mocno rozwiniętym świecie, w XXI wieku, wciąż jesteśmy obojętni, albo nieczuli w zaangażowanie się na rzecz głodujących? Albo ilu chrześcijan poddało się aborcji, ma ochotę na eutanazję? Nie ciągnę tych tematów… bo ilu ludzi, tyle zdań. A czy chrześcijaństwo nie mówi jasno? To niestety właśnie zderzenie tych, niekiedy skrajnych, przeciwnych sobie światów, wywołuje w nas niezwykłą burzę emocji – kiedy próbujemy odpowiedzieć na pytanie, a później kiedy żyjąc, dokonujemy konkretnego wyboru. Głód dotyka bardzo wielu ludzi i nie trzeba być ani wierzącym, ani tym bardziej niewierzącym, żeby stwierdzić – że coś jednak w tym świecie jest nie tak! Skoro w XXI wieku ludzi umierają z głodu, to wydaje się, że zamiast się rozwijać, to jesteśmy coraz bardziej w pewnych kwestiach uwstecznieni. A temat życia jest mimo wszystko traktowany bardzo luźno i niestety, dużo zależy od sytuacji, które mają zbyt konkretny niekiedy wpływ. W parafii, w której obecnie posługuje, jest taki dzień, w którym oprócz mszy jest też...
Cisza

Cisza

Jaki jest element twórczy w twoim życiu? Czy jest coś, dzięki czemu zyskujesz w swoim życiu właściwe kierunki? A może potrzebujesz czasu w ciszy, by dopiero coś odkryć? Rozważałem fragment o połowie ryb, mając na myśli temat powołania, o którym miałem mówić podczas kazania na Mszy św. Łatwo się patrzy na różne sceny biblijne, z naszej perspektywy. Wydają się nam prostsze do zrealizowania, bo mamy większą wiedzę. Jest jednak czynnik wspólny, pomiędzy  nami, a współcześnie żyjącymi ludźmi, którzy słuchali słów Jezusa. Mamy chęć do życia Słowem, ale brakuje nam odwagi, aby żyć Nim w sposób konkretny i wprowadzić Słowo w czyn. Skąd się bierze taka postawa? Przypominam sobie młodego człowieka, który starał się żyć Słowem każdego dnia. Pewnego dnia, dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami i historiami, dotyczącymi przebaczenia w naszym życiu. Dotarliśmy do wniosku – łatwo się o tym mówi, trudniej to odnieść i zrealizować wobec konkretnych sytuacji w naszym życiu. Może trudno nam niekiedy żyć konkretnie Słowem, bo mamy w sobie zbyt wiele podpowiedzi, które tak naprawdę odciągają nas od właściwego celu, zamiast przybliżać do niego. Znamy kierunek dla naszego działania, ale są w nas zbyt mocne sugestie, które sprawiają, że nie ma w nas zdecydowania, by wprowadzić w czyn konkretną postawę. Wynika z tego pewien wniosek – musimy zburzyć niepotrzebne mury sugestii. Tylko w ten sposób, oprócz kierunku, zdobędziemy przekonanie wobec wyboru, który mamy dokonać. Różne sceny biblijne stają się kolejnymi lekcjami, w których zdobywamy wiedzę, ale i też pozytywne kierunki. Możemy się kierować tymi wskazaniami, przyjmując je, jako swoje, jako swoje konkretne działanie. Możemy też dzięki nim poddać weryfikacji, postawy już przez nas realizowane. Zadaniem jakiejkolwiek refleksji...
Szansa – pozytywny kierunek

Szansa – pozytywny kierunek

Wśród wydarzeń, które mają miejsce w naszym życiu, są też takie, które możemy określić mianem: „szansa”. Co nią jest i co możemy z takimi wydarzeniami zrobić? Będę się zastanawiał nad tym w poniższym artykule. Szanse widzieć powinniśmy wszędzie, ale najłatwiej jest nam je zobaczyć w nowych wydarzeniach, które pojawiają się w naszej codzienności. Nowe sytuacje uruchamiają w nas często nowe możliwości. Ostatnio w ramach wywiadu dla TVP, otrzymałem kilka, ogólnych pytań, wokół których miał tworzyć się ten wywiad. Pytania może nie poruszały jakiś wybitnie nowych zagadnień, ale ich treść, bardziej wprowadzała nowe spojrzenie na jakieś sprawy. Pojawiło się np. pytanie: „Jak ksiądz zachęca ludzi do uczestniczenia w Eucharystii?” Szczerze? Uświadomiłem sobie, że moje działania np. „kierunek Niedziela” (rozważania fragmentu niedzielnej Ewangelii) ma taki właśnie charakter, choć wprost, na to, tak nie patrzyłem. Otworzyło to moje oczy na kwestię bardzo ważną, nad którą konkretnie powinienem się zastanowić. To nie kwestia jakiegoś kolejnego zadania, ale misja, która powinna być wykorzystywana jako szansa do wykorzystania. Uświadomienie sobie takiej, niby oczywistej sprawy – szansy, jest okazją do zbudowania konkretnego działania wokół jakiejś sprawy. Może niekiedy nieświadomie przechodzimy ponad jakimiś sprawami, a jakiś moment „wstrząsu”, uświadamia nam, że czymś powinniśmy się zająć, nad czymś konkretnym powinniśmy popracować. To, co ostatnie sytuacje mi uświadomiły, to fakt, że trzeba nie tylko w sobie samym rozpoznawać wiadomości na temat pracy, naszej osoby, zadań, których się podejmuję. Nowa sytuacja – szansa, wprowadza pewne pytania, które mogą skłonić nas do pracy nad nowymi zadaniami. Czasami, w rzeczywistości, w której żyjemy, takie pytania się w ogóle nie pojawiają, bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że takie kwestie istnieją, że...
CHWILA i jej kierunki.

CHWILA i jej kierunki.

Pierwszym, wyraźnym elementem naszego życia jest chwila, która może pokierować naszym życie w przeróżne strony. Czy obecny kierunek, który wybrałeś, jest efektem chwili, którą przeżywasz? Ten moment, w którym obecnie trwasz, może cię zaprowadzić do różnych spraw. Wybierając to, co obecnie robisz, w jaki sposób będziesz myśleć, sprawia, że właśnie teraz orientujesz swoją chwilę – nadajesz jej jakiś konkretny kierunek. Chwila po chwili, w ten sposób tworzy się całe nasze życie, a więc to, jaki wybiorę obecnie kierunek, sprawia, że dokonuję też wyboru wobec mojej osoby, ale również decyduję o kształcie mojego życia. Chwila nie niesie ze sobą tylko zadań. Oprócz tego, w każdej chwili naszego życia, możemy odnaleźć drogowskazy – kierunki oraz inne narzędzie, które uzdolnią nas do pełnego zrealizowania chwili obecnej. Można to zrozumieć poprzez wyjaśnienie pewnej sytuacji. Pewnie każdemu z nas, spadło coś szklanego na „ziemię”. Uderzając o „ziemię”, dość, że szkło roztarzskuje się na bardzo wiele kawałków, to jeszcze każdy kawałek podąża w zupełnie inną stronę. Dla naszej wygody, najlepiej byłoby, gdyby szkło w ogóle się nie zbiło, albo przynajmniej, aby aż tak bardzo się nie rozsypywało. W rzeczywistości jest inaczej. Chwila natomiast, podobnie, składa się z bardzo wielu części, które – każda z nich, może nas poprowadzić w zupełnie inną stronę – w zupełnie inną sytuację, przeżycie, w inne zadanie. Nie możemy sprzeciwić się temu, że tak jest. Możemy rozeznać, która część chwili jest najważniejsza i tą część właśnie, powinniśmy podjąć w naszym życiu. Chwile naszego życia, zależne są też od innych zewnętrznych, takich jak np. nasze nastawienie, chęci, pragnienia. Możemy już tutaj polegnąć i nie przeżyć chwili we właściwy sposób. Wiele czynników, które...
Zdobądź swój cel.

Zdobądź swój cel.

Czy zastanawiałeś się jak sięgnąć jakiegoś celu? Jeśli masz cel, zdajesz sobie sprawę jak bardzo potrzebujesz kierunków. Zatem podejmij działanie, by osiągnąć swój cel. Jakiś rok temu, zaproponowałem młodzieży uczestnictwo w grupie „pozytywny kierunek”, której celem było i jest, wprowadzenie więcej pozytywnego myślenia w ich życie. Projekt ten realizuje się z trudnością, bo wydaje mi się, że nie przywykliśmy do tego, aby skupiać się na tym, co pozytywne, nie myśląc o tym, co negatywne, a co nas również otacza. Nie skazuje tego projektu na niepowodzenie, raczej myślę o tym, jak go reaktywować, jak podejść do tego pomysłu w nowy, twórczy sposób, by wyciągnąć z niego, jak najwięcej owoców. Ciężko jest odciąć się od pesymizmu, ale jeśli przesadnie będziemy go pielęgnowali, postawimy niepotrzebnie akcent na te sprawy, które jeszcze bardziej będą rosły w naszych oczach, choć same w sobie, takie wielkie nie są. Jeśli choć trochę, uda nam się bardziej postawić akcent na czymś pozytywnym, to już dokona się w nas zmiana, zjawi się nowa perspektywa, dzięki której będziemy mogli odbić się od tego, co negatywne, by wznieść się w życiu na wyżyny i sięgnąć czegoś piękniejszego. Zatem potraktujmy najbliższy czas (miesiąc, tydzień, dzień – ile chcesz), jako możliwość wprowadzenia jakiś zmian w swoim życiu. Nie traktuj tego, jako wyzwania, a raczej jako próbę przemiany swojej mentalności i sposobu działania.  Od czego zatem zacząć. SPRAWDŹ SWÓJ WEWNĘTRZNY KOMPAS Wybór kierunku, zależy też od tego, co nosimy w sobie. Zależność ta wydaje się słuszna, bo trudno, by na zewnątrz działać wbrew temu, czym kierujemy się wewnątrz siebie. Stąd potrzebujemy wewnętrznego kompasu, który pomoże nam dokonać wyboru, właściwego kierunku. Warto byłoby zastanowić...
Mapa codzienności.

Mapa codzienności.

Każdy chciałby zrozumieć sens wydarzeń, które mają miejsce w jego życiu. Kiedy poskładamy wszystkie nasze przeżycia, otrzymamy mapę codzienności. Jak ją lepiej wykorzystać? Myśląc o kierunkach, wciąż przed oczyma mam możliwości zawarte w moim życiu codziennym. Każdy z nas ,ma swoją, charakterystyczną przestrzeń – niebywałą codzienność, która pozwala pójść w wielu kierunkach. Możliwości, są szansą, dlatego warto w mądry sposób podjąć się tych możliwości, które umożliwiają nam wybór właściwego kierunku w naszym życiu. Kierunki to pewien wyznacznik dla naszego działania. Możemy je niestety przegapić i wówczas, obraz naszej codzienności, na trwałe się zmieni. Ilość kierunków, które pojawiają się, wraz z kolejnymi chwilami naszego dnia: wydarzeniami, osobami… sprawia, że nasza codzienność przypomina mapę, po której trudniej jest nam się przemieszczać, im więcej dróg mamy do wyboru. Pewnie każdy z nas chciałby mieć super instrukcję do mapy, którą posiada każdy z nas. Patrząc na naszą codzienność, możemy dostrzec, że każda chwila przynosi również jakiś drogowskaz. Potrzebujemy wrażliwości, ale nie tylko, która otworzy nas na obecne już w naszym życiu drogowskazy. Jeśli je zauważymy, to znacznie nam to ułatwi, budowanie naszej codzienności. Oprócz wszystkich chwil naszego życia, również każde wydarzenie staje się dla nas niezwykłym darem. Czy możesz, z całą stanowczością stwierdzić, że najwłaściwiej wykorzystujesz swoje życie? Włączam kolejny odcinek „Dr House” i dopiero obowiązek wypełnienia kolejnego zadania, mobilizuje mnie, by zamknąć laptopa i pomyśleć o czymś innym. Czy to ciekawy serial sprawia, że wyłączam się? Chyba nie tylko, mimo, że go obejrzałem już kilka razy. Może właśnie wygoda sprawia, że łatwiej jest wybrać opcję – nic nie robię, niż zająć się jakimś zadaniem, które nie jest jakoś, bardzo wymagające, ale jednak...
Życiowy kierunek.

Życiowy kierunek.

Czy myślisz o obecnym twoim życiu, jako o spełnieniu życiowego kierunku? Czy realizując swoje powołanie – misję codzienności, wybierasz właściwe działanie, by osiągnąć cel? Człowiek w końcu rozeznaje, jakie jest jego miejsce w świecie. Odkrywa swoje możliwości,; odczytuje też możliwości świata i buduje swoje miejsce. Staje się kimś. Przyjmując rolę, która wyrasta z jego osoby – w zależności ile ma lat, jakimi kieruje się wartościami, jakie cele są dla niego ważne, jakimi intencjami i pragnieniami się kieruje. Może w ty punkcie rozważania, warto zauważyć, że człowiek od samego początku swojego życia, aż do samego końca, boryka się z jednym podstawowym zadaniem – JAKI KIERUNEK OBRAĆ W ŻYCIU? Stać się „kimś” dzisiaj, to zasadniczo żaden problem. Możemy w zasadzie popróbować wszystkiego i w końcu odnaleźć swoje miejsce. Tylko, czy wybór kierunku, kończy zasadnicze zadanie życiowe? Młodzi ludzie cieszą się, że znajdują życiowego partnera, że układają sobie życie – mają pracę, dom, pieniądze… Czy to wszystko wystarczy, aby stwierdzić: zrealizowałem swój życiowy kierunek. Przecież kierunek – to jakaś droga, którą pokonując kiedyś, mogę odnaleźć swój cel i tam go zacząć realizować. Zatem, czy to kierunek – droga jest naszym życiowym celem, czy raczej to, co mogę znaleźć dzięki obranemu kierunkowi, dzięki drodze, którą pokonuję? Jeśli obieram jakieś powołanie, staję się KIMŚ, to aż, albo, tylko jedynie znajduje kierunek w tym momencie, dzięki któremu dokądś mogę zmierzać. Zastanawiając się nad wyborem życiowego kierunku, raczej bardziej powinniśmy zastanowić się nad tym, jak ten życiowy kierunek powinienem w swojej codzienności realizować. Zatem ważne jest to KIM się staję, ale chyba jeszcze ważniejsze jest to JAK, KIMŚ się staję. Wybór życiowego kierunku to nie tylko...
Życie „offline”.

Życie „offline”.

Czy mógłbyś nie korzystać ze swojego telefonu, komputera, tabletu, telewizora, przez tydzień lub dwa? Czy jesteś w stanie w ogóle wyobrazić sobie taki stan, jakim jest potocznie nazwany, stan offline? Czy można wyobrazić sobie życie bez takich dodatków jak telewizja, internet, z całym bogactwem social media? Myślę, że w tym miejscu, znajdzie się wielu takich, którzy nie odpowiedzą, bo po prostu nie mają takiego wyobrażenia. Po prostu nigdy nie byli offline. Trudno więc, nie mając takiej wyobraźni, stwierdzić czy jest to w ogóle możliwe. Może jednak coś się zdarzyło, że byliście przymuszeni do takiego trybu życia, choć przez moment. Wyjazd na wakacje. Wydawało mi się, że mam wszystko (w sensie komunikacji też) – roaming itp., więc nie muszę w żadnym stopniu bać się o dostęp do internetu. Jednak, było zupełnie inaczej. Roaming był, ale nie było internetu. Pojawia się w tym momencie pomysł, aby jeśli się nie uda uruchomić internetu to po prostu „z musu” będę miał kilkunastodniowe nowe doświadczenie „życia offline”. Internet w ostateczności się pojawił, ale chęć bycia bardziej offline była silniejsza, do tego stopnia, że postanowiłem spróbować. Już od samego początku, pojawiły się różnego rodzaju obserwacje. Jeśli nie masz dostępu do internetu to po prostu musisz się z tym pogodzić. Mając go, musisz jednak stawiać sobie różnego rodzaju wymagania. Ale po co? Jeśli nie masz takiej potrzeby, to żadna okazja się nie przyda. Oczywiście trudniejszą opcją jest ta, gdy coś posiadasz i w jakimś stopniu musisz z tego zrezygnować. W kontekście życia, rodzi to pewnie przemyślenia o „naturalnych hamulcach”, które każdy z nas musi posiadać, gdy zanim coś przyswoimy do naszego życia, powinniśmy wiedzieć, na ile...
Na styku różnych mentalności.

Na styku różnych mentalności.

Każda rozmowa ma jakieś swoje prawa i zasady. Boimy się różnic, a okazuje się, że wcale nie to jest główną przeszkodą we wzajemnym porozumiewaniu się. Każda mentalność stanowi charakterystykę indywidualnej osobowości. Patrząc na bardzo różne osoby, niekiedy trudne do wyobrażenia jest zetknięcie się różnych mentalności. Ciekawostką jest dla mnie to, że jedne skrajnie różniące się mentalności jednak się przyciągają, a inne, nie potrafią ze sobą współistnieć. Trudno jest wyznaczyć charakterystyczne elementy, które by na to miały jakiś konkretny wpływ. Na środku stoi stół, wokół niego zgromadzone wiele krzeseł, leżaków. Warunki idealne, aby siąść i spędzić ze sobą choć chwilę. Czego jeszcze brakuje? No właśnie: ludzi, którzy dość, że zajmą swe miejsce, to jeszcze spotkają się w tym jednym miejscu, w jednym czasie. Tutaj zasadniczo zaczyna się owa podróż. Siedzę w miejscu, z którego mam panoramę całego stołu i miejsc siedzących. Już od dłuższego czasu zajmuje swoje miejsce i jedyne co mogę zaobserwować to zmieniający się przede mną pejzaż. Jedne osoby przychodzą, inni odchodzą. Jedni przysiadają na chwilę. Biorą do ręki książkę, gazetę, telefon. Inni przyjdą, rzucą jakieś słowo – pytanie i tak chwilowo trwa dialog. Są momenty poważniejszych rozmów, nieco dłuższych. Jednak najmniej jest tych momentów, w których są wszyscy i oddających się wspólnej rozmowie. Czy to jest w ogóle możliwe? Zapewne, w waszych głowach pojawiły się prawdopodobne rozwiązania dla tej sytuacji. Pewnie wiele z nich jest godnych realizacji! Różne mentalności, które charakteryzują każdego z nas, wymagają przede wszystkim jednej rzeczy. Każda osoba, która może dołączyć do miejsca rozmów, musi przede wszystkim tego chcieć. CHCIEĆ – pragnienie, które może leżeć u podstaw spotkania i rozmowy. Niczego się nie osiągnie,...
Dostępne środki.

Dostępne środki.

Udostępniasz memy, wstawiasz kolejne zdjęcia z twoim udziałem, dzielisz się znalezionym ciekawym faktem, muzyką… Czy sam wiesz, co chcesz innym w ten sposób powiedzieć? Jest mało osób, które wykorzystują tylko jeden dostępny środek komunikacji. To fale mody decydują, co obecnie jest trendy i co konkretna osoba powinna wykorzystywać. Wyścig producentów – pomysłów sprawia, że co rusz na mobilnej arenie pojawia się kolejna aplikacja, zachęcająca swoimi możliwościami i przyciągająca kolejną rzeszę użytkowników. Pomyśl – z ilu aplikacji obecnie korzystasz? Nie jestem ekspertem, ani jakimś długoletnim użytkownikiem aplikacji społecznych, ale już ten czas nauczył mnie, że wybierając jedną rzecz, inna traci na swojej wartości. Trudno być mega pomysłowym wszędzie. Albo coś potrafisz robić i starasz się w to bardziej angażować, albo próbujesz „być wszędzie” i coś jednak traci na wartości. Dobrze jest być „znanym”, „rozpoznawalnym” przez to co robisz. Pojawia się w nas „zazdrość”, że czyjś pomysł się przyjął i angażuje innych. Wówczas zastanawia nas, co my robimy, że jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji. Skoro korzystamy z różnych środków komunikacji, to co próbujemy tak naprawdę ZAKOMUNIKOWAĆ INNYM? Dostępne środki, które posiadamy, pozwalają nma na bardzo wiele. Z jednej strony zastanawia mnie to, czy rozumiemy do czego może nam posłużyć konkretna rzecz; z drugiej strony zawsze prowokuje to o zastanowienia – czy wiem, jak chcę to wykorzystać? Dowolność użytkowania dostępnych „społecznościówek” sprawia, że każdy z nas może wyrazić siebie w taki sposób, jaki tylko chce. Skoro mam „tysiące znajomych” to w jaki sposób wyróżniam się swoją osobą:  zachowaniem, zaangażowaniem, pasjami itp.? Nie muszę powielać innych; kopiować czyiś pomysłów. Oczywiście mam prawo w coś się włączyć, do czego dołączyć… Jednak czy...
Co masz na myśli.

Co masz na myśli.

Wiara jest językiem, dzięki któremu możemy coś zakomunikować. Jeśli sami wiemy, co chcemy realizować, to będzie nam dużo łatwiej wytłumaczyć to innym. Może spotykasz ludzi, którzy z ogromnym dystansem traktują temat wiary. Może nam należysz do przeciwników, zbuntowanych, wątpiących lub poszukujących wiary. Wyrażając swoje opinie, popieramy je swoimi argumentami, przeżytymi doświadczeniami lub odkryciami. Możemy spotkać się ze sprzeciwem, albo z niezrozumieniem. Brak jasności naszych argumentów stawia niekiedy przed nami pytanie innych osób: A CO MIAŁEŚ NA MYŚLI? Trudno byśmy wymagali, aby światy od siebie bardzo odległe, od razu się rozumiały i akceptowały. Nawet w ludzkich, potocznych sprawach, potrzebujemy czasu, a co dopiero gdy sprawę oprzemy o wartości, przekonania. Nie jest to łatwe, by w krótkim czasie, przekazać komuś swoje przekonania, doświadczenia… Jest wiele spraw, które trzeba najpierw zbudować (chociażby relacje), by później zacząć kogoś do czegoś przekonywać i coś ważnego wyjaśniać. Problem w porozumiewaniu się pomiędzy osobami leży w bardziej częstym braku akceptacji bycia razem. Jeśli nie pragnienia by „być razem – chociażby jakiś czas”, trudno by cokolwiek wspólnie zbudować. Wiara, którą możemy przekazać innym, jeszcze bardziej wymaga świadomego bycia „razem”. Sam, jako ksiądz mam takie trudne doświadczenie spotkania z ludźmi „wierzącymi inaczej”. W obrębie tej samej wiary mogą spotkać się osoby, którym trudno będzie się porozumieć. Pewnie zastanawiasz się dlaczego? Nie mam na myśli różnic tkwiących w np. charakterach, czy zainteresowaniach, ale bardziej problem leży w zupełnie innym rozumieniu wiary. Nie chodzi mi też o to, że ktoś jest liberalny, a ktoś inny konserwatywny, bo to samo w sobie jest trudne, ale chyba najtrudniej mi zaakceptować i w sobie samym, jak i też w innych osoba, rozdźwięk między...
Oczy na uwięzi.

Oczy na uwięzi.

Wiara powinna być osobistym spotkaniem z Bogiem. Często jednak, staramy się wypełnić bardziej pobożne praktyki, niż Go rzeczywiście spotkać i rozpoznać. W Piśmie Świętym możemy odnaleźć prawdę, że Bóg troszczy się o każdego z nas. Jego działanie jest różne, bo uzależnione od sytuacji, w której znajduje się człowiek. Jedni Go poszukują – dlatego Jego działanie pozwala im Go odnaleźć; niektórzy błądzą i wątpią – dlatego wyciąga On do nich pomocną dłoń; jest też bardzo wielu „poranionych” – dlatego przynosi im ulgę w postaci uzdrowienia. Bóg nie boi się wkroczyć w historię człowieka, w każdą sytuację w jego życiu i go ratować. Mam wrażenie, że tak właśnie dzieje się, gdy obserwujemy scenę uczniów z Emaus, zagubionych zarówno na fizycznych drogach, jak i też w myślach, czy wewnętrznych odczuciach. Zbliża się do nich, choć jest przez nich nie rozpoznany. Wydaje się, że to ich „kondycja” sprawia, że mimo bliskości, nie mogą w Nim rozpoznać Chrystusa. Coś się z nimi dzieje, że ma miejsce taka sytuacja. Ciekawa w tej sytuacji jest opinia Ewangelisty: „lecz oni Go nie poznali, gdyż [oczy ich były niejako na uwięzi]. Co to za uwięzienie sprawia, że Go nie rozpoznają? Wydaje się, że jest kilka warunków. Pierwszym warunkiem jest ZGODA, której niestety im brakuje, bo obserwujemy ich kłócących się w czasie drogi, przez co nie potrafią odkryć prawdy.  Drugim elementem jest WYOBRAŻENIE, które jest w każdym z nich inne. Czasami wyobrażenia, które nosimy w sobie, dalekie są od prawdy. „A myśmy się spodziewali…” – czuć rozgoryczenie, czuć że ich myśli o Chrystusie są zupełnie inne niż faktyczny obraz Chrystusa. Oni chcieli przywódcy, który poprowadzi do walki, a patrzą na...
Ponadczasowe zadanie – uwolnić oczy.

Ponadczasowe zadanie – uwolnić oczy.

Wodzić za czymś wzrokiem – to raczej określenie sytuacji, w której tak bardzo nas coś zaabsorbowało, że nie widzimy niczego poza tym. Czy to są pojedyncze sytuacje? Oczy nie muszą być zniewolone przez jakieś sytuacje, rodzaj ocen, czy pragnienia, które mamy. Może nam brakować wyobraźni, a więc nie wiemy co mamy lub możemy zobaczyć. Czasami, gdy spoglądamy na jakiś dziecięcy obrazek, nie potrafimy go po prostu zrozumieć i potrzebujemy, by osoba, która go narysowała, wytłumaczyła nam, co rzeczywiście on przedstawia. Ta wyraźna podpowiedź może niekiedy pomóc nam zobaczyć to, czego do tej pory nie widzieliśmy. Bez tego klucza – interpretacji, możemy oglądać coś godzinami i nie zobaczymy tego, o co tak naprawdę chodzi. Myślę, że przykład tej sytuacji możemy przenieść na wiele innych spraw w naszym życiu codziennym. W innym artykule wysnułem taką myśl: „widzimy to, czego nie ma, a nie widzimy tego, co jest”. Dziś istnieje wiele wymyślnych środków, które zatrzymują na czymś ludzki wzrok. Choć „okładka” nie świadczy o całości, o treści np. książki, to jednak, właśnie ona przykuwa naszą pierwszą uwagę. Dziś liczy się, by coś było fajne, ładnie wyglądało, było niejako hipsterskie. Nie ważna jest cena, to że przepłacamy za jakieś rzeczy, najważniejsze jes to, by „cieszyło nasz wzrok”. Wizualizacja wielu przedmiotów przyciąga jakąś atrakcyjnością – formą, kolorystyką, elegancją, minimalizmem itp. Aż trudno w sumie byłoby wymienić to wszystko, co przyciąga nasz wzrok. Trochę jednak za bardzo to idzie w kierunku „złapania na haczyk jakiegoś klienta” niż na ukazaniu prawdy. Po sprawdzeniu jakiegoś przedmiotu, oceniamy czy to, co reklamuje jest prawdą, czy raczej blefem. I tak wiele razy wpadamy w pułapkę konsumpcjonizmu i nie potrafimy od...
Dostrzec również dobro, w drugiej osobie.

Dostrzec również dobro, w drugiej osobie.

Pomyśl o jakiejkolwiek osobie. Jakie pierwsze myśli pojawiły się na temat właśnie tego człowieka? Mam oczy, aby widzieć całą prawdę, ale niekiedy łatwiej jest widzieć to, co negatywne i na tym się skupić, niż wysilić się i dostrzec piękno w drugiej osobie, jakim jest obecne w niej dobro. Przyjęło się powiedzenie, że „najlepiej nam tam, gdzie nas nie ma”, a to chyba za sprawą trudności, które przeżywamy w miejscu, w którym obecnie się znajdujemy. Trudno nam się odciąć od przeciwności, od niepowodzeń, których doświadczamy, ale chyba powodem tego jest to, że „wciąż na nowo rozpalane jest ognisko pesymizmu”. Sytuację w naszym wnętrzu, można porównać do ogniska. Ogień zjawia się wówczas, gdy go rozpalamy poprzez dorzucanie drwa. Gaśnie, gdy już nie dorzucamy i przez to go nie rozpalamy. Kiedy staje przed nami jakaś osoba – albo ognisko jest w jakimś stopniu rozpalone, albo jest wygasłe. Od nas w tej sytuacji zależy, co stanie się z tym „wewnętrznym ogniskiem”. Jeśli patrzymy w negatywny sposób na człowieka, jeśli nosimy w sobie negatywne emocje, wówczas nasze ognisko staje się coraz większe. Czasami takich „ognisk” nosimy w sobie bardzo wiele, bo dotyczą one wielu kwestii: sytuacji czy osób. Jeśli nie będziemy rozbudzać w sobie jakiś myśli na temat, czy to sytuacji, czy osoby, wówczas jeśli nawet pojawi się coś negatywnego to szybko sobie z tym damy radę. To w sumie ciekawe, że szybciej dostrzegamy negatywne strony drugiej osoby, niż jej pozytywne strony. Dlaczego? Może jest w nas taka postawa, ponieważ roztaczamy wokół siebie pole ochronne, które ma sprzeciwiać się temu, co może wpłynąć na nas w negatywny sposób. Jednak warto zakodować w sobie pewną wiadomość...
Nie wyrzucaj do kosza – zobacz możliwości dla życia.

Nie wyrzucaj do kosza – zobacz możliwości dla życia.

Częstą trudnością, którą doświadczmy jest to, że patrzymy, ale nie widzimy. Jak to jest, że coś przegapiamy? Niekiedy człowiek po wielu latach odkrywa, że przegapił swoją okazję. Wydaje mu się, że gdyby wcześniej odkrył w sobie jakieś predyspozycje, albo gdyby wiedział o jakiś szansach, możliwościach, to byłoby mu znacznie łatwiej zobaczyć jak powinno wyglądać jego życie. A czy faktycznie jest już za późno? Oczywiście pewne decyzje już tak bardzo wpłynęło na kształt naszego życie, że pewnie byłoby trudno zmienić całkowicie swoje życie. Jednak na pewne sprawy nigdy nie jest za późno i skoro widzimy, że może coś powinniśmy zrobić, że gdzieś istnieje jakaś szansa dla nas, to dlaczego nie mielibyśmy spróbować Oczywiście ktoś może nie mieć odwagi, by coś takiego zrobić, ale myślę, że dużo częstszym problemem jest to, że nie widzimy, że coś możemy zrobić lub że coś wręcz powinniśmy uczynić. Myślę, że bylibyśmy wręcz przerażeni, gdybyśmy zobaczyli ile tak naprawdę szans zmarnowaliśmy, bo ich nie zauważyliśmy.  Różne warunki mogą, każdemu z nas pomóc w otwarciu oczu. Pierwszym takim warunkiem, który powinniśmy się starać w sobie rozwijać to WRAŻLIWOŚĆ. Nie sposób zobaczyć cokolwiek, jeśli nie będzie w nas w ogóle wrażliwości na jakąś sprawę. Nie dostrzeżemy np. jakiejś potrzeby bliskiej nam osoby, jeśli nie będzie w nas otwartości – a więc wrażliwości na inną osobę. Drugi warunek, który powinien nam towarzyszyć to OCENA. Jeśli poddawać będziemy ocenie nasze postępowanie, to będziemy mieć za każdym razem okazję, aby dostrzec to, czego nie powinniśmy robić, albo jakiego działania powinno być więcej. Trzeci warunek, który jest często naszym towarzyszem to docenienie WSPÓLNEGO DZIAŁANIA. To dzięki innym osobom możemy zrozumieć jakąś sytuacji,...
Przestrzeń a relacje.

Przestrzeń a relacje.

Na szczęście pomiędzy każdym człowiekiem istnieją większe lub mniejsze różnice. Nie stanowią one przeszkody, ale miejsce, w którym można podjąć jakąś dyskusję i szukać nowych wniosków. „Będziesz miłował Pana Boga swego… a bliźniego swego jak siebie samego”. Interpretacja tych słów, przez jedną osobę, pozwala mi, w spotkaniu z każdym człowiekiem odkrywać bliźniego jako DROGĘ DO BOGA. Powstaje dzięki temu szczególna droga: JA – BLIŹNI – BÓG. To obraz, który wywołuje we mnie poczucie istnienia szczególnej przestrzeni. Pomiędzy mną, a każdą osobą, i pomiędzy tą osobą, a Bogiem, pojawia się „czas i miejsce”, w którym rodzą się i rozwijają szczególne relacje. Trudno, krótko scharakteryzować te przestrzenie i tajemnicę, która jest tam obecna. Ważne jest to, aby odkryć jak ważne jest każdy człowiek w naszym życiu. Nie można stworzyć jakiegokolwiek piękna bez relacji. Czy to miłość, czy dobro, wiara, radość – ich prawdziwe źródło tkwi w prawdziwej relacji. Myślę, że wystarczy tego przekonywania, że i człowiek i relacje są bardzo potrzebne w naszym życiu. Każdy z nas to rozumie chyba. Poznając ludzi, rodzi się przestrzeń, która jest świadectwem istniejących i rozwijających się relacji, miejscem – laboratorium stwarzania różnych doświadczeń. Ta przestrzeń musi istnieć, by człowiek z innymi mógł zbudować relację, doświadczenia. Relacje zbudowane pomiędzy ludźmi, muszą tworzyć i szanować różne przestrzenie, zarówno te osobiste, jak i też te, które są obecne w innych osobach, czy pomiędzy nimi. Chciałbym zatrzymać się w tym rozważaniu na trzech, typowych przestrzeniach, z którymi każdy z nas ma do czynienia. Pierwsza przestrzeń, nosi nazwę – INDYWIDUALNOŚĆ (osobista przestrzeń). Różnice panujące pomiędzy nami są oznaką różnorodności, oraz indywidualności. Jednak to, co stanowi o różnicy pomiędzy poszczególnymi osobami,...
Mam zasady. I co dalej?

Mam zasady. I co dalej?

Wielu ludzi nie potrafi docenić istniejących w ich życiu zasad, praw. Boją się, że w ten sposób ograniczają swoją wolność. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy zasady są potrzebne? Spotykając ludzi, nie odkrywam od razu zasad, którymi się kierują. Jednak im bardziej kogoś poznaję, to widzę, jakie to są zasady i w jaki sposób wpływają one na ich codzienne życie. Trochę szkoda, że zasady, którymi się kierujemy nie są aż tak wyraźne, byśmy w pierwszym kontakcie z jakąś osobą, mogli od razu je rozpoznać. Jednak cieszę się, że wiele osób, które znam, takie zasady mają i się nimi rzeczywiście kierują. Pewnie pozostaje wiele osób, którym trudno trzymać się jakiś zasad, choć jest to trudne do wyobrażenia. Wszyscy jesteśmy otoczeni jakimiś regułami, bo dotyczą one wszystkich spraw, którymi żyje człowiek. Zasady regulują w jakiejś mierze naszą codzienność – bo dotyczą zachowań, zwyczajów, mentalności oraz działania. Dziś trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek osobę, która nie byłaby uwarunkowana jakimiś  zasadami. Świat, który nas otacza, by funkcjonować prawidłowo, potrzebuje określonych zasad, którymi będziemy się kierowali. Bo te zasady, które nas obowiązują, mają za zadanie też nas chronić. Jednak to nie jedyny walor posiadania zasad. Po co człowiekowi jakiekolwiek „ramy”? Życie wymaga jasno określonych ram, by człowiek mógł wiedzieć jak ma funkcjonować w określonych miejscach i okolicznościach. Zasady torują drogę dla naszego działania, a przez to wiemy czego mamy się spodziewać, co powinniśmy od siebie wymagać i jakie zadania sobie wyznaczać. To właśnie dzięki świadomości jakie panują wokół nas zasady, możemy w znacznym stopniu ułatwić sobie funkcjonowanie w naszej codzienności. Zasady trzymają nas i nasze życie w określonej płaszczyźnie – niektórzy mówią tylko o pionie,...
Ograniczoność słonia i lwa.

Ograniczoność słonia i lwa.

Czy dziś możliwe jest, by człowiek czuł się jak w klatce, zamknięty w ograniczeniach, zbudowanych przez jakieś zewnętrzne warunki, albo przez samego siebie? Wydaje mi się, że kiedyś już przytaczałem historie o słoniu, o lwie. Choć zupełnie inne historie, to jednak problem, który przedstawiają jest bardzo podobny. Zacznę od słonia. Wychowywane w niewoli są niezwykle „posłuszne”. Jeśli od małego przywiązuje się słonia do palika i uczy go zachowania jak psa na smyczy przy budzie, to kiedy nawet dorośnie, to zwyczaj ten tak bardzo się w nim zakoduje, że mimo swojej siły, którą mógłby wyrywać drzewa, to „posłuszeństwo” sprawia, że nawet mały palik do którego będzie przywiązany powstrzyma go od zerwania się i ucieczki. Druga historia o lwie jest dość ciekawa. Otóż w Zoo przeprowadzano remont wybiegu dla lwów. Dlatego wstawiono dość małą klatkę z betonowym podłożem. Lew codziennie obchodził swoją klatkę jakby badając, czy nie ma wyjścia. Po wielu miesiącach, remont w końcu dobiegł końca. Uśpiono lwa, zdjęto klatkę i czekano aż się wybudzi. Kiedy się zbudził, tak jak zawsze to robił, obszedł „klatkę”, której już nie było, nie opuszczając kwadratu klatki. Przyzwyczajenie było silniejsze. Pierwszy wniosek, który przyszedł mi do głowy, gdy spotkałem się z tymi historiami, to fakt, silnych wewnętrznych uwarunkowań, które są naszą przestrzenią ograniczenia. Otaczają nas różne osoby, wydarzenia, wszystko ma, nie ukrywajmy, ma ogromny wpływ na nas. Niekiedy ten wpływ może być tak silny i tak negatywny, że będzie to dla nas ograniczenie. To ograniczenie może być bardzo różne: opinia innych, kwestia tradycji i kultury, poglądy, sytuacja społeczna, pragnienia innych osób, czy nasze osobiste. Wszystko to, co wymieniłem i wiele innych spraw, może stanowić...