Oczy na uwięzi.

Oczy na uwięzi.

Wiara powinna być osobistym spotkaniem z Bogiem. Często jednak, staramy się wypełnić bardziej pobożne praktyki, niż Go rzeczywiście spotkać i rozpoznać. W Piśmie Świętym możemy odnaleźć prawdę, że Bóg troszczy się o każdego z nas. Jego działanie jest różne, bo uzależnione od sytuacji, w której znajduje się człowiek. Jedni Go poszukują – dlatego Jego działanie pozwala im Go odnaleźć; niektórzy błądzą i wątpią – dlatego wyciąga On do nich pomocną dłoń; jest też bardzo wielu „poranionych” – dlatego przynosi im ulgę w postaci uzdrowienia. Bóg nie boi się wkroczyć w historię człowieka, w każdą sytuację w jego życiu i go ratować. Mam wrażenie, że tak właśnie dzieje się, gdy obserwujemy scenę uczniów z Emaus, zagubionych zarówno na fizycznych drogach, jak i też w myślach, czy wewnętrznych odczuciach. Zbliża się do nich, choć jest przez nich nie rozpoznany. Wydaje się, że to ich „kondycja” sprawia, że mimo bliskości, nie mogą w Nim rozpoznać Chrystusa. Coś się z nimi dzieje, że ma miejsce taka sytuacja. Ciekawa w tej sytuacji jest opinia Ewangelisty: „lecz oni Go nie poznali, gdyż [oczy ich były niejako na uwięzi]. Co to za uwięzienie sprawia, że Go nie rozpoznają? Wydaje się, że jest kilka warunków. Pierwszym warunkiem jest ZGODA, której niestety im brakuje, bo obserwujemy ich kłócących się w czasie drogi, przez co nie potrafią odkryć prawdy.  Drugim elementem jest WYOBRAŻENIE, które jest w każdym z nich inne. Czasami wyobrażenia, które nosimy w sobie, dalekie są od prawdy. „A myśmy się spodziewali…” – czuć rozgoryczenie, czuć że ich myśli o Chrystusie są zupełnie inne niż faktyczny obraz Chrystusa. Oni chcieli przywódcy, który poprowadzi do walki, a patrzą na...
Ponadczasowe zadanie – uwolnić oczy.

Ponadczasowe zadanie – uwolnić oczy.

Wodzić za czymś wzrokiem – to raczej określenie sytuacji, w której tak bardzo nas coś zaabsorbowało, że nie widzimy niczego poza tym. Czy to są pojedyncze sytuacje? Oczy nie muszą być zniewolone przez jakieś sytuacje, rodzaj ocen, czy pragnienia, które mamy. Może nam brakować wyobraźni, a więc nie wiemy co mamy lub możemy zobaczyć. Czasami, gdy spoglądamy na jakiś dziecięcy obrazek, nie potrafimy go po prostu zrozumieć i potrzebujemy, by osoba, która go narysowała, wytłumaczyła nam, co rzeczywiście on przedstawia. Ta wyraźna podpowiedź może niekiedy pomóc nam zobaczyć to, czego do tej pory nie widzieliśmy. Bez tego klucza – interpretacji, możemy oglądać coś godzinami i nie zobaczymy tego, o co tak naprawdę chodzi. Myślę, że przykład tej sytuacji możemy przenieść na wiele innych spraw w naszym życiu codziennym. W innym artykule wysnułem taką myśl: „widzimy to, czego nie ma, a nie widzimy tego, co jest”. Dziś istnieje wiele wymyślnych środków, które zatrzymują na czymś ludzki wzrok. Choć „okładka” nie świadczy o całości, o treści np. książki, to jednak, właśnie ona przykuwa naszą pierwszą uwagę. Dziś liczy się, by coś było fajne, ładnie wyglądało, było niejako hipsterskie. Nie ważna jest cena, to że przepłacamy za jakieś rzeczy, najważniejsze jes to, by „cieszyło nasz wzrok”. Wizualizacja wielu przedmiotów przyciąga jakąś atrakcyjnością – formą, kolorystyką, elegancją, minimalizmem itp. Aż trudno w sumie byłoby wymienić to wszystko, co przyciąga nasz wzrok. Trochę jednak za bardzo to idzie w kierunku „złapania na haczyk jakiegoś klienta” niż na ukazaniu prawdy. Po sprawdzeniu jakiegoś przedmiotu, oceniamy czy to, co reklamuje jest prawdą, czy raczej blefem. I tak wiele razy wpadamy w pułapkę konsumpcjonizmu i nie potrafimy od...
Dostrzec również dobro, w drugiej osobie.

Dostrzec również dobro, w drugiej osobie.

Pomyśl o jakiejkolwiek osobie. Jakie pierwsze myśli pojawiły się na temat właśnie tego człowieka? Mam oczy, aby widzieć całą prawdę, ale niekiedy łatwiej jest widzieć to, co negatywne i na tym się skupić, niż wysilić się i dostrzec piękno w drugiej osobie, jakim jest obecne w niej dobro. Przyjęło się powiedzenie, że „najlepiej nam tam, gdzie nas nie ma”, a to chyba za sprawą trudności, które przeżywamy w miejscu, w którym obecnie się znajdujemy. Trudno nam się odciąć od przeciwności, od niepowodzeń, których doświadczamy, ale chyba powodem tego jest to, że „wciąż na nowo rozpalane jest ognisko pesymizmu”. Sytuację w naszym wnętrzu, można porównać do ogniska. Ogień zjawia się wówczas, gdy go rozpalamy poprzez dorzucanie drwa. Gaśnie, gdy już nie dorzucamy i przez to go nie rozpalamy. Kiedy staje przed nami jakaś osoba – albo ognisko jest w jakimś stopniu rozpalone, albo jest wygasłe. Od nas w tej sytuacji zależy, co stanie się z tym „wewnętrznym ogniskiem”. Jeśli patrzymy w negatywny sposób na człowieka, jeśli nosimy w sobie negatywne emocje, wówczas nasze ognisko staje się coraz większe. Czasami takich „ognisk” nosimy w sobie bardzo wiele, bo dotyczą one wielu kwestii: sytuacji czy osób. Jeśli nie będziemy rozbudzać w sobie jakiś myśli na temat, czy to sytuacji, czy osoby, wówczas jeśli nawet pojawi się coś negatywnego to szybko sobie z tym damy radę. To w sumie ciekawe, że szybciej dostrzegamy negatywne strony drugiej osoby, niż jej pozytywne strony. Dlaczego? Może jest w nas taka postawa, ponieważ roztaczamy wokół siebie pole ochronne, które ma sprzeciwiać się temu, co może wpłynąć na nas w negatywny sposób. Jednak warto zakodować w sobie pewną wiadomość...
Nie wyrzucaj do kosza – zobacz możliwości dla życia.

Nie wyrzucaj do kosza – zobacz możliwości dla życia.

Częstą trudnością, którą doświadczmy jest to, że patrzymy, ale nie widzimy. Jak to jest, że coś przegapiamy? Niekiedy człowiek po wielu latach odkrywa, że przegapił swoją okazję. Wydaje mu się, że gdyby wcześniej odkrył w sobie jakieś predyspozycje, albo gdyby wiedział o jakiś szansach, możliwościach, to byłoby mu znacznie łatwiej zobaczyć jak powinno wyglądać jego życie. A czy faktycznie jest już za późno? Oczywiście pewne decyzje już tak bardzo wpłynęło na kształt naszego życie, że pewnie byłoby trudno zmienić całkowicie swoje życie. Jednak na pewne sprawy nigdy nie jest za późno i skoro widzimy, że może coś powinniśmy zrobić, że gdzieś istnieje jakaś szansa dla nas, to dlaczego nie mielibyśmy spróbować Oczywiście ktoś może nie mieć odwagi, by coś takiego zrobić, ale myślę, że dużo częstszym problemem jest to, że nie widzimy, że coś możemy zrobić lub że coś wręcz powinniśmy uczynić. Myślę, że bylibyśmy wręcz przerażeni, gdybyśmy zobaczyli ile tak naprawdę szans zmarnowaliśmy, bo ich nie zauważyliśmy.  Różne warunki mogą, każdemu z nas pomóc w otwarciu oczu. Pierwszym takim warunkiem, który powinniśmy się starać w sobie rozwijać to WRAŻLIWOŚĆ. Nie sposób zobaczyć cokolwiek, jeśli nie będzie w nas w ogóle wrażliwości na jakąś sprawę. Nie dostrzeżemy np. jakiejś potrzeby bliskiej nam osoby, jeśli nie będzie w nas otwartości – a więc wrażliwości na inną osobę. Drugi warunek, który powinien nam towarzyszyć to OCENA. Jeśli poddawać będziemy ocenie nasze postępowanie, to będziemy mieć za każdym razem okazję, aby dostrzec to, czego nie powinniśmy robić, albo jakiego działania powinno być więcej. Trzeci warunek, który jest często naszym towarzyszem to docenienie WSPÓLNEGO DZIAŁANIA. To dzięki innym osobom możemy zrozumieć jakąś sytuacji,...
Przestrzeń a relacje.

Przestrzeń a relacje.

Na szczęście pomiędzy każdym człowiekiem istnieją większe lub mniejsze różnice. Nie stanowią one przeszkody, ale miejsce, w którym można podjąć jakąś dyskusję i szukać nowych wniosków. „Będziesz miłował Pana Boga swego… a bliźniego swego jak siebie samego”. Interpretacja tych słów, przez jedną osobę, pozwala mi, w spotkaniu z każdym człowiekiem odkrywać bliźniego jako DROGĘ DO BOGA. Powstaje dzięki temu szczególna droga: JA – BLIŹNI – BÓG. To obraz, który wywołuje we mnie poczucie istnienia szczególnej przestrzeni. Pomiędzy mną, a każdą osobą, i pomiędzy tą osobą, a Bogiem, pojawia się „czas i miejsce”, w którym rodzą się i rozwijają szczególne relacje. Trudno, krótko scharakteryzować te przestrzenie i tajemnicę, która jest tam obecna. Ważne jest to, aby odkryć jak ważne jest każdy człowiek w naszym życiu. Nie można stworzyć jakiegokolwiek piękna bez relacji. Czy to miłość, czy dobro, wiara, radość – ich prawdziwe źródło tkwi w prawdziwej relacji. Myślę, że wystarczy tego przekonywania, że i człowiek i relacje są bardzo potrzebne w naszym życiu. Każdy z nas to rozumie chyba. Poznając ludzi, rodzi się przestrzeń, która jest świadectwem istniejących i rozwijających się relacji, miejscem – laboratorium stwarzania różnych doświadczeń. Ta przestrzeń musi istnieć, by człowiek z innymi mógł zbudować relację, doświadczenia. Relacje zbudowane pomiędzy ludźmi, muszą tworzyć i szanować różne przestrzenie, zarówno te osobiste, jak i też te, które są obecne w innych osobach, czy pomiędzy nimi. Chciałbym zatrzymać się w tym rozważaniu na trzech, typowych przestrzeniach, z którymi każdy z nas ma do czynienia. Pierwsza przestrzeń, nosi nazwę – INDYWIDUALNOŚĆ (osobista przestrzeń). Różnice panujące pomiędzy nami są oznaką różnorodności, oraz indywidualności. Jednak to, co stanowi o różnicy pomiędzy poszczególnymi osobami,...
Mam zasady. I co dalej?

Mam zasady. I co dalej?

Wielu ludzi nie potrafi docenić istniejących w ich życiu zasad, praw. Boją się, że w ten sposób ograniczają swoją wolność. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy zasady są potrzebne? Spotykając ludzi, nie odkrywam od razu zasad, którymi się kierują. Jednak im bardziej kogoś poznaję, to widzę, jakie to są zasady i w jaki sposób wpływają one na ich codzienne życie. Trochę szkoda, że zasady, którymi się kierujemy nie są aż tak wyraźne, byśmy w pierwszym kontakcie z jakąś osobą, mogli od razu je rozpoznać. Jednak cieszę się, że wiele osób, które znam, takie zasady mają i się nimi rzeczywiście kierują. Pewnie pozostaje wiele osób, którym trudno trzymać się jakiś zasad, choć jest to trudne do wyobrażenia. Wszyscy jesteśmy otoczeni jakimiś regułami, bo dotyczą one wszystkich spraw, którymi żyje człowiek. Zasady regulują w jakiejś mierze naszą codzienność – bo dotyczą zachowań, zwyczajów, mentalności oraz działania. Dziś trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek osobę, która nie byłaby uwarunkowana jakimiś  zasadami. Świat, który nas otacza, by funkcjonować prawidłowo, potrzebuje określonych zasad, którymi będziemy się kierowali. Bo te zasady, które nas obowiązują, mają za zadanie też nas chronić. Jednak to nie jedyny walor posiadania zasad. Po co człowiekowi jakiekolwiek „ramy”? Życie wymaga jasno określonych ram, by człowiek mógł wiedzieć jak ma funkcjonować w określonych miejscach i okolicznościach. Zasady torują drogę dla naszego działania, a przez to wiemy czego mamy się spodziewać, co powinniśmy od siebie wymagać i jakie zadania sobie wyznaczać. To właśnie dzięki świadomości jakie panują wokół nas zasady, możemy w znacznym stopniu ułatwić sobie funkcjonowanie w naszej codzienności. Zasady trzymają nas i nasze życie w określonej płaszczyźnie – niektórzy mówią tylko o pionie,...
Ograniczoność słonia i lwa.

Ograniczoność słonia i lwa.

Czy dziś możliwe jest, by człowiek czuł się jak w klatce, zamknięty w ograniczeniach, zbudowanych przez jakieś zewnętrzne warunki, albo przez samego siebie? Wydaje mi się, że kiedyś już przytaczałem historie o słoniu, o lwie. Choć zupełnie inne historie, to jednak problem, który przedstawiają jest bardzo podobny. Zacznę od słonia. Wychowywane w niewoli są niezwykle „posłuszne”. Jeśli od małego przywiązuje się słonia do palika i uczy go zachowania jak psa na smyczy przy budzie, to kiedy nawet dorośnie, to zwyczaj ten tak bardzo się w nim zakoduje, że mimo swojej siły, którą mógłby wyrywać drzewa, to „posłuszeństwo” sprawia, że nawet mały palik do którego będzie przywiązany powstrzyma go od zerwania się i ucieczki. Druga historia o lwie jest dość ciekawa. Otóż w Zoo przeprowadzano remont wybiegu dla lwów. Dlatego wstawiono dość małą klatkę z betonowym podłożem. Lew codziennie obchodził swoją klatkę jakby badając, czy nie ma wyjścia. Po wielu miesiącach, remont w końcu dobiegł końca. Uśpiono lwa, zdjęto klatkę i czekano aż się wybudzi. Kiedy się zbudził, tak jak zawsze to robił, obszedł „klatkę”, której już nie było, nie opuszczając kwadratu klatki. Przyzwyczajenie było silniejsze. Pierwszy wniosek, który przyszedł mi do głowy, gdy spotkałem się z tymi historiami, to fakt, silnych wewnętrznych uwarunkowań, które są naszą przestrzenią ograniczenia. Otaczają nas różne osoby, wydarzenia, wszystko ma, nie ukrywajmy, ma ogromny wpływ na nas. Niekiedy ten wpływ może być tak silny i tak negatywny, że będzie to dla nas ograniczenie. To ograniczenie może być bardzo różne: opinia innych, kwestia tradycji i kultury, poglądy, sytuacja społeczna, pragnienia innych osób, czy nasze osobiste. Wszystko to, co wymieniłem i wiele innych spraw, może stanowić...
Patrzę, ale nie widzę.

Patrzę, ale nie widzę.

Czerwiec wypełniony jest wieloma ważnymi wydarzeniami. Mieliśmy już Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, była już Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Można zastanowić się – co jeszcze? Dzisiejszy dzień, wieńczy duchowy tryptyk czerwcowy. Czerwiec odsłania przed nami ważne tajemnice. Wydaje się, że każda powtarzalna uroczystość, ma coś wnosić w nasze życie. Z roku na rok, przywołujemy te same wydarzenia, te same treści, próbując przeżyć dany dzień w godny i świąteczny sposób. Wydaje mi się, że tej „powtarzalności” nie wykorzystujemy jednak do końca we właściwy sposób. Dlaczego tak się dzieje? Ostatnio cytowałem pewną myśl… „ludzie chcieliby być dobrzy, ale po prostu nie wiedzą co mają zrobić, żeby się takimi stać”. Podobnie ma się z różnymi wydarzeniami – może i jest pragnienie, by coś zrobić, ale nie wiadomo jak. To w teorii nie brzmi groźnie, ale w życiu codziennym staje się bardzo niebezpieczne. Możemy „nie wiedząc” stracić bardzo wiele. Może wydawać się nam, że nic się nie stało, że nic nie tracimy, ale na dłuższym odcinku czasu, możemy zaobserwować, jak zamazują się pewne tradycje, jak niewiele z nich się rozumie, jak urzędowo-zawodowo traktuje się pewne sprawy. „Powtarzalność” bez głębszego rozumienia, może spowodować, że w naszej mentalności coś skarłowacieje, aż w końcu całkowicie upadnie.  Dlaczego o tym piszę? Dziś staje na rynku, przed przygotowanym ołtarzem na Boże Ciało i podchodzi pewna osoba i delikatnie zwraca uwagę, by przesunąć delikatnie brzózki, by odsłonić napisy, które umieszczone są na „plakatach”. Ucieszyło mnie to zaangażowanie, bo warto czynić coś razem, wykorzystując inny punkt widzenia, innych osób. Jednak to, co było najważniejsze w tym „spotkaniu” z tą osobą, to jej słowa, które padły później: „bo ten napis, to zasadnicza treść...
KIM JESTEM, A KIM MAM BYĆ.

KIM JESTEM, A KIM MAM BYĆ.

Myśląc o naszym życiowym miejscu, powinniśmy mieć przed oczyma przestrzeń, w której realizuje się całe nasze życie, w którym wyrażamy siebie, w którym jesteśmy sobą. Miejsce to powinno odzwierciedlać nasze powołanie, plany, poglądy. Pewnie wielu z nas myśląc o swoim miejscu w świecie, o życiowej przestrzeni, szuka bardziej fizycznego miejsca, w którym jest szczęśliwy, bezpieczny, w którym doświadcza zadowolenia z osiągniętego celu. Tylko, czy takie miejsce to rzeczywiście jakiś punkt na mapie naszego fizycznego życia? Szukamy sensu naszego życia, konkretnego kształtu naszej codzienności, tak by całym sobą zaangażować się w to i poświęcić temu całe swoje życie. Wiedząc kim mam być, co mam robić w życiu, dużo łatwiej jest wykorzystywać swoją codzienność do realizacji swojego powołania – życiowej misji. Wiemy, że rzeczywistość pracy to jedna sprawa, nasze pasje to inna, a tworzenie rodziny, to jeszcze inna sprawa. Połączenie tych wszystkich spraw, jakimiś wspólnymi elementami, scala nasze życie i ułatwia funkcjonowanie. Jednak, do tej pory pisałem o tych miejscach, gdzie możemy realizować swoje życie, a nie możemy zapomnieć o miejscach, w których możemy siebie odnaleźć – odkryć kim jestem, a kim mam być. Ludzie rozpoznający swoje powołanie, oraz ci, którzy głębiej pragną uczestniczyć w duchowym wymiarze swojej codzienności, potrzebują i to chyba właśnie na pierwszym miejscu przede wszystkim – CISZY. To, co nas otacza ma wiele nam do zaproponowania. Jednak to, co krzyczy – co jest głośniejsze, lepiej się zareklamuje, wcale nie musi być lepsze. Dlatego przestrzeń ciszy jest odpowiednim miejscem dla rozpoznających. Tu nie chodzi tylko o wybór, takiej czy innej opcji, o decyzję, ale o rozpoznanie właściwego miejsca dla swojego życia. Pewnie, że dużo łatwiej jest iść za...
W POSZUKIWANIU – fundamentalna przestrzeń.

W POSZUKIWANIU – fundamentalna przestrzeń.

Wiemy, że gdy znajdziemy swoje miejsce w świecie, odnajdziemy cel do realizacji, tzw. drogę życia. Nasza codzienność wówczas nabierze właściwego kierunku i rozpędu (tempa). Gdzie jest moje fundamentalne miejsce? Mam styczność z ludźmi w różnym wieku, stąd też różne moje obserwacje. Ludzie, w jakimkolwiek są wieku, szukają swojego miejsca. Co ciekawe, nawet dorośli wciąż szukają, co wydawałoby się trochę dziwne. Ale… Są też pozytywne strony poszukiwania. Człowiek poszukując aktualnego miejsce w świecie nie poddaje się stagnacji, nie gnuśnieje w swoich przekonaniach i działaniach. Można dostrzec pewnego rodzaju świeżość, która przenika taką poszukującą osobę. Spotkanie z Bogiem, choć może wydawać nam się takie samo, to jednak w przypadku naszej otwartości, sprawia, że poddajemy się przenikaniu Boga, który przychodzi z jakąś aktualną propozycją. Chciałbym wspomnieć o trzech zasadniczych miejscach, w których przebywamy, lub w których powinniśmy przebywać, by odnaleźć swoje miejsce. Pierwsze środowisko to DOM – RODZINA. To tutaj kształtują się nasze postawy, zdobywamy orientację na dobro, oceniając co jest też faktycznie złe. Oprócz zasad funkcjonowania w świecie, otrzymujemy coś znacznie głębszego – środowisko uczuć, wartości i tradycji. To miejsce to serce naszego życia. I tak jak serce pompuje krew w każdą, nawet najmniejszą cząstkę naszego organizmu, tka też przesiąkamy atmosferą domu z pozytywnymi elementami i niestety, jak są, również z negatywnymi. Potocznie używamy sformułowania: „wynieść coś z domu” – oznacza ono, że dom staje się miejscem kształtowania, nierozerwalną częścią naszego życia, odkrywania wartości, którymi się kierujemy. Nasze korzenie są w domu – w rodzinie, a my próbujemy sadzić życie w kolejnych nowych miejscach. Drugim ważnym środowiskiem są te wszystkie miejsca, w których się rozwijamy: szkoła, studia, praca, miejsca rozwoju naszych...
MOJA PRZESTRZEŃ – gdzie jest moje miejsce.

MOJA PRZESTRZEŃ – gdzie jest moje miejsce.

Różnie się czujemy, w różnych miejscach. I niekoniecznie możemy powiedzieć, że wszędzie się dopasowujemy, że szubko odnajdujemy się w nowych sytuacjach. Jakie miejsce mogą wpłynąć na nasz faktyczny rozwój? Ostatnio zwróciłem uwagę, że w moim pokoju stoi zestaw do odtwarzania muzyki, ale jest on zupełnie nie podłączony. I tak już jest dwa lata… Przypomniało mi się, że w jakimś czasopiśmie czytałem, że niektóre osoby zostawiają jakieś rzeczy niedokończone, bo nie czują się do jakiegoś miejsca przywiązani i gotowi są z tego miejsca odejść. Cała ta sprawa dała mi powód do zastanowienia – czy mam swoją przestrzeń – miejsce będące moim życiem, miejscem realizacji siebie, swoich zamiłowań itp. Czasami jesteśmy skazani na jakąś przestrzeń. Kilka razy w ostatnim czasie uczestniczyłem w maturze jako członek komisji i miałem w sobie narastające przekonanie, że to nie moja przestrzeń. Ogromna zmiana, zarówno stylu mojego działania, realizacji zadań, monotonia były dla mnie wręcz niezapomnianym „challenge’m”.  Właśnie te maturalne sytuacje pokazały mi, jak bardzo trudne mogą być niektóre miejsca, a szczególnie te, które nie odpowiadają naszym zainteresowaniom. Oczywiście, do jednych miejsc można się dostosować, w jakiś sposób przekonać, a do innych jeszcze bardziej zrazić. Przestrzeń, w której się znajdujemy – w tym naszym osobistym miejscu, jest bardzo ważną kwestią, wymagającą od nas mądrych wyborów. Zwróćmy uwagę, że Jezus podróżując do Jerozolimy przybywa do różnych miejsc – pustynia, nad brzegiem rzeki, jeziora; na szczycie góry; miasta, wsie; na osobności, w tłumie… Ta różnorodność miejsc i sytuacji jest zwarta jednym wspólnym elementem – wypełnienie misji Jezusa. Miejsce – nasza przestrzeń – to wielowymiarowa rzeczywistość, w której odnajduje się nasze życie – codzienność, nasze wybory i decyzje, pomysły...
Dokąd zmierzasz ze swoim działaniem?

Dokąd zmierzasz ze swoim działaniem?

Wszyscy wyczuwamy, że nie każde działanie ma taką wartość, jakiej byśmy się spodziewali. Jedno działanie jest stratą czasu, inne przynosi konkretne owoce. Jak zatem działać? Każdy w jakiś sposób pracuje i swoim działanie włącza się w coś znacznie większego. Ważne jest to, byśmy mieli świadomość, że poprzez nasze działanie uczestniczymy w szerszym dziele, w planie Boga. Może niektórzy nie znajdą motywacji w tym, że ich działanie jest jakąś cząstką innego działania; może dopadnie ich zniechęcenie, że to nie ich zasługa, osiągnąć jakiś cel. Po części każde nasze działanie pozwala nam osiągnąć jakiś cel, ale jednocześnie możemy sięgać dalej, idąc przez otwartą furtkę możliwości osiągnięcia jeszcze innych celów. Dzięki tym perspektywom, które możemy wykorzystywać pozwolimy, aby Bóg poprowadził nasze działanie.  Wielu z nas, rozpoznało swoje „miejsce w świecie” i wie jak wypełniać swoją życiową misję. Jest pewnie też wielu takich, którzy wciąż szukają odpowiedzi. Jedni i drudzy powinni dopingować się, by w wierze odkrywać odpowiedzi i kierunki wobec pytań i wątpliwości. Nasze działanie nie powinno być tylko reakcją na zaistniałą w danym momencie sytuację, ale wewnętrznym przekonaniem myśli i uczuć, zaangażowaniem wartości i wszystkich sił.  Możemy się zastanawiać, czy jakieś działanie powinno nas zawsze charakteryzować, czy powinno się budzić w odniesieniu do konkretnych sytuacji. Oczywiście przy tak ukształtowanym stwierdzeniu, odpowiedź wydaje się być jasna. Jednak choć życie jest bardziej skomplikowane, podobnych dylematów chyba w nim nie mamy. Kierujemy się instynktem i dlatego nasze działania, pojawiają się na zasadzie impulsu: AKCJA – REAKCJA. Emocje, uczucia, pragnienia – zastanawiam się nad tym, czym powinienem, czym kieruję się w życiu? Uczymy się różnych sytuacji, a wraz ze zdobytą wiedzą coraz jaśniej wiemy, jak...
Maryjna konkretność działania.

Maryjna konkretność działania.

W miesiącu maju i przy okazji 100 rocznicy objawień w Fatimie, wręcz trzeba wykorzystać okazję, by na nowo przyjrzeć się Maryi i w kontekście tematu tego miesiąca, zastanowić się, jak Ona realizowała „konkretne działanie”. Maryja jest przykładem ponadczasowym. To, co jest w Niej też szczególne, to fakt, że spoglądając na Nią, można za każdym razem odkrywać coś szczególnego – postawy, duchowe nastawienie, cele… Może to właśnie decyduje o Jej szczególnej roli w naszym życiu. Maryja w życiu wielu z nas zajmuje szczególne miejsce. Nasza osobista pobożność, bardzo mocno skoncentrowana jest na duchowości maryjnej. Z czego to wynika? Można doszukiwać się różnych powodów, ale myślę, że najwyraźniejszym i chyba najbardziej intuicyjnym jest modlitwa różańcowa. Może nie jest to najłatwiejsza modlitwa, ale chyba najszybciej wdrażana w nasze życie religijne. W jaki sposób zatem dzisiaj, każdy z nas może, powinien odczytywać obecność Maryi w swoim życiu? Postawa Maryi jest bardzo konkretna i świadczy o tym kilka scen. Już w pierwszej scenie – Zwiastowanie, możemy zobaczyć jakby dwie odsłony tego tematu. Pierwszą z nich jest rozmowa Maryi – jej pytanie skierowane do Anioła: „jakże się to stanie” (Łk 1,34). To wyraz gotowości do podjęcia się tego zadania, a postawione pytanie jest wyrazem chęci zrozumienia tego, w jaki sposób ma się w Niej wypełnić wola Boża. Pytanie jest oznaką jej konkretności – świadomego wypełniania woli Bożej. Żeby było mało, zaraz po zwiastowaniu pojawia się okazja do działania: „W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta” (Łk 1,39). Jej natychmiastowe działanie, wypływa z jej wewnętrznej postawy – Maryja była konkretna, dlatego Jej działanie jest też tak bardzo konkretne....
Potwierdzaj to kim jesteś.

Potwierdzaj to kim jesteś.

Co jest prawdziwym świadectwem życia? Czy ukończenie szkoły potwierdza tylko świadectwo? Czy o dojrzałości świadczy tyko dowód osobisty, a o księdzu świadczy jego strój? Co jest prawdziwym potwierdzeniem dla tego, kim jesteśmy? Często w Internecie pojawiają się filmiki, ukazujące próby zachowań ludzi. Na przykład przy ulicy siada „udawany” bezdomny, a filmujący go ukazuje zachowania przechodniów, albo jakiś przechodzień wręcza znaczną sumę pieniędzy bezdomnemu o filmujący obserwuje, co ten człowiek zrobi faktycznie z pieniędzmi. Wszystkie te filmiki ukazują pozytywne zachowania bezdomnych. Trochę tak ustawiona jest fabuła tych filmów, jakbyśmy mieli być zdziwieni tym, że wśród tych osób, można znaleźć dobrych i uczciwych ludzi. Przecież to sprawa oczywista, że każdy człowiek ma w sobie dobro i wcale nie oznacza, że bezdomni nie mają w sobie dobra, uczciwości, bo są bezdomni. W tym znaczeniu trochę fabuła tych filmów mi nie odpowiada, bo rodzą wobec takich osób, niewłaściwą podejrzliwość. Obserwując ludzi, szukamy w ich czynach konkretnego potwierdzenia tego kim są. Czy człowiek staje się kimś innym przez to, jak postępuje? Czy rzeczywiście czyny człowieka, określają to kim jest?  Prawda jest bardziej złożona i trudno by było tak zwyczajnie ocenić człowieka przez pryzmat tylko słów, czy tylko czynów. Jednak nie nad tym mamy się zastanawiać obecnie – nad oceną, ale mamy pomyśleć o „konkretnym działaniu”. Człowiek ma w sobie różne pragnienia, myśli, które mają na niego ogromny wpływ. Często to, co jest wewnątrz człowieka jest źródłem – początkiem jego działania. Czyny powinny na zewnętrz potwierdzić to, co jest wewnątrz człowieka – wydobyć na wierzch całe dobro, które skrywa się w człowieku. Ostatnio mają kazanie na niedzielę biblijną, wspomniałem, że pięknym gestem byłoby w tym...
Przestań gadać, zacznij działać.

Przestań gadać, zacznij działać.

Czy zastanawiałeś się, lub spróbowałeś – kierowa się Słowem Bożym każdego kolejnego dnia swojej codzienności? Czy jest to możliwe i jak mogłoby to faktycznie wyglądać. Jako ksiądz zmotywowany jestem do tego, aby każdego dnia rozważać Słowo Boże, jako też moje osobiste przygotowanie do dobrego przeżycia codziennej Eucharystii. Jest to też często pochylenie się nad Słowem, aby przygotować krótkie kazanie. Jednak ten codzienny zwyczaj wszedł mi już tak mocno w krew, że w sumie nawet trudno mi sobie wyobrazić kolejny dzień, bez rozważanego Słowa. Jest jednak klucz według którego staram się spojrzeć na konkretny fragment Pisma Świętego. Spoglądając pierwszy raz na dany fragment, szukam zasadniczej treści: słów, zdania, wokół którego moim zdaniem zbudowany jest to Słowo. Jeśli znajduję ten konkretny „środek” fragmentu – szukam najpierw prostych odniesień do jakiś wydarzeń z życia. Później staram się poznać głębszy sens danego fragmentu. Kończę rozważanie wyborem jednego, zasadniczego słowa, które w jakiś sposób przypominać mi będzie o zadaniach, które powinienem postarać się zrealizować. Osoby, które próbują codziennie rozważać Słowo Boże, bardzo szybko odkrywają to szczególne zaproszenie do wprowadzania słów w czyn. Zrozumienie Słowa, dla takiej osoby, staje się dużo prostsze, a to za sprawą wzrastania w szczególnej, odpowiedniej atmosferze. Klimat, który tworzy rozważane Słowo sprawia, że człowiek zyskuje szczególną wrażliwość i umiejętność zrozumienia głębszego sensu przekazu zawartego w Słowie. Jeszcze nie tak dawno, bo w Wielki Czwartek, już w zasadzie wcześniej rozważałem Słowo opisujące obmywanie nóg przez Jezusa. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego wewnętrznie odczuwam przynaglenie, aby spontanicznie w czasie Eucharystii wykonać ten gest. W myśli pojawił się temat tego miesiąca: konkretne działanie, który różnymi kanałami, drążył we mnie różne myśli. Ostatecznie realizując...
Mam ci wierzyć, że jesteś Chrześcijaninem?

Mam ci wierzyć, że jesteś Chrześcijaninem?

Kiedy powiedzą o tobie, że jesteś dobroduszny, pomocny, cierpliwy…? Wtedy, gdy tylko o tym będziesz mówił, czy wówczas, gdy te słowa widoczne będą w twoim życiu jako konkretne czyny? A co z wiarą? Czy wystarczy określić siebie, że „jestem wierzący”? Wiele razy próbujemy słowami wyjaśnić swoją postawę. Może potrzebujemy tego, gdyż nasze działanie nie jest zbyt wyraźne, by było na tyle wymowne, by nie trzeba było go tłumaczyć. Wiara potrzebuje nie tylko potwierdzenia, wyrażania się przez czyny, ale konkretnej jej realizacji w czynach. By nie sprowadzić wiary do deklaracji słownych, litanii słów na modlitwie, zapewnień i postanowień, potrzeba by nasza wiara wzrastała poprzez konkretne czyny w naszym naturalnym środowisku, jakim jest nasza codzienność. Kiedy osobom, które są w kościele zadaje pytanie, czy są wierzącymi, zdecydowana większość, pewnym głosem potwierdza, że nimi są. Jednak zadaje im kolejne pytanie – a jak dziś, do tego momentu, twoja wiara się wyrażała, przez jakie działanie? Wówczas niestety, albo już nie uprzedniej pewności i konkretności, albo pozostaje wypowiedziana standartowa odpowiedź – modlę się, chodzę do kościoła, staram się nie grzeszyć… Ograniczamy wiarę do kilku pobożnych praktyk, czyniąc ją nieco skostniałym działaniem, tradycją, niż rzeczywistym realizowaniem – życiem wiarą. Pomyśl o wierze jako o spotkaniu z Bogiem i chwili, w której z Nim rozmawiasz. Czy można to w jakikolwiek sposób ograniczyć? Czy jest sens? Czy pomiędzy kochającymi się ludźmi istnieją tylko obowiązki, tradycje do wypełnienia, czy raczej wyzwania, które nieustannie budzą w sercu każdego człowieka miłość? Kochając kogoś, wręcz szukamy sposobu, w jaki jeszcze sposób wyraźniej i konkretniej pokazać komuś miłość – to, że go kochamy. W wierze często sprowadzamy relację z Bogiem, do wypełnienia...
Ja i Chrystus – co dzieje się pomiędzy nami.

Ja i Chrystus – co dzieje się pomiędzy nami.

Wiara jest osobistym sposobem rozmowy z Bogiem. Wiara łączy się z osobistym spotkaniem z Bogiem i budowaniu relacji. Jak wygląda nasza wiara i relacja z Bogiem? Gdy spotykamy się z historiami różnych wierzących osób, odkrywamy jak bardzo ważnym momentem w ich życiu było i jest, osobistego spotkanie z Bogiem, odkryciem Go, obecnego w ich życiu. Historia każdej osoby jest inna i już ten fakt jest zdumiewający, bo pokazuje jak indywidualnie Bóg wyszukuje drogi do ludzkiego serca. Te historie pokazują, jak bardzo osobiste bywa to doświadczenie spotkania Boga i człowieka. Bardzo często te momenty spotkania, stają się dla ludzi momentami ogromnych przemian; zwrotnymi momentami w ich działaniu, myśleniu, patrzeniu na świat. Dokonujące się zmiany w człowieku stają się osobistymi nawróceniami, które często bardzo skrajnie przemieniają człowieka. Człowiek, dzięki temu osobistemu spotkaniu, odkrywa swoją drogę postępowania za Chrystusem, Jego naśladowania. Wzrost pobożności wypływa z osobistego odkrycia Boga w swoim życiu, a nie tylko z ludzkiego pragnienia. To obecność Boga, wewnętrznie przemienia człowieka, wskazując mu w jaki sposób ma postępować. Wydarzenie – spotkanie z Bogiem, jest często duchowym doświadczeniem, ale w wielu przypadkach, jest też ono bardzo fizyczne. Niektóre z tych doświadczeń, są na tyle silne, że stają się źródłem dla całego życia. Powracając do tego momentu, człowiek odbudowuje w sobie poczucie bliskości Boga i tworzy, przy współpracy z Bogiem, kolejne historie. To szczególny dar Boga ofiarowany przede wszystkim po to, by nas umocnić w naszym życiu. Tak silnego spotkania nie jesteśmy wstanie uczynić sami. Możemy prowokować jedynie sytuacje, które otworzą nas na Boga, a więc pozwolą działać Bogu. To spotkanie nie musi wcale przybrać jakiejś spektakularnej formy. Może to być ciche...
Zbudować relacje.

Zbudować relacje.

Bez jakiejkolwiek więzi, wciąż pozostajemy dla siebie anonimowi. Trudno, abyśmy się wówczas mogli zrozumieć i w jakiś sposób ze sobą współpracować. Czy widzisz sens relacji? Nie musimy się wielce zastanawiać i szukać odpowiedzi na pytanie: co szczególnego jest pomiędzy dwoma, bardzo zgranymi ze sobą osobami. Mamy głębokie przekonanie, że im silniejsze są mosty łączące dwoje osób, tym szczególniejsza istnieje pomiędzy nimi więź.  Budowanie relacji jest czymś fascynującym, ale i też tajemniczym. Nie sposób przewidzieć wszystkich elementów, które składają się na zbudowaną relację. Odkrywamy różne jej części, które wydają się dla nas ważne, w danym momencie. Odkrywanie więzi i ich budowanie jest niezwykłą przygodą.  Ile jest w nas dzisiaj chęci do budowania więzi, ile takich okazji ku temu, rzeczywiście wykorzystujemy? Nie chcę w tej refleksji zastanawiać się nad tym, jak tworzyć relacje, ale nad tym, co możemy dzięki nim osiągnąć, by w tych argumentach znaleźć przekonanie do budowania więzi. W jednym z mocniejszych, w tym względzie fragmentów biblijnych, odkryć możemy: „gdzie dwaj, labo trzej, zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”.  Jednym z rezultatów budowania więzi pomiędzy osobami jest JEDNOŚĆ. To szczególny rodzaj więzi. Ludzie łączą się pomiędzy sobą z różnych powodów. Im bardziej zacieśniają pomiędzy sobą relacje, tym silniejsza staje się jedność. Owocem tej jedności jest Jezus, to znaczy wszystkie te wartości, których jest On źródłem. Owocem zbudowanych więzi są wartości, które promieniują na nasze życie i innych osób, stają się źródłem dla budowania naszej codzienności. Kolejnym, myślę ważnym owocem więzi, jest budujące nas ZAUFANIE. Ludzie żyjący szczególną więzią, zdolni są do wielkich działań. A to, że możemy sobie ufać, pomaga w ich realizacji. Zaufanie jest tym...
Ewangeliczny dialog.

Ewangeliczny dialog.

Dotykają nas różne pokusy. Chcemy niekiedy zbyt intelektualnie, czy po ludzku traktować ważne tematy. Jednak bez właściwego źródła, my chrześcijanie, możemy stracić właściwy sobie smak. Patrząc na życie chrześcijanina, możemy niekiedy dostrzec szczególne postępowanie, które ich charakteryzuje. Ich korzenie stają się początkiem niebywałej siły, która zostaje dana każdemu wierzącemu, choć w różny sposób to wykorzystujemy.  Chrześcijanie powinni podtrzymywać pomiędzy sobą szczególnego ducha miłości. My sami nie dajemy świadectwa, ale nasze działanie przypomina i wskazuje na bardzo ważne wartości.  Warto, abyśmy z pełną świadomością powrócili do Ewangelii, aby w niej znaleźć siły do budowania mostów, które najpierw połączą nas z Bogiem, ale również połączą nas z każdą, spotkaną przez nas osobą. To duchowe połączenie, które powinno najpierw zrodzić się w sercu każdego człowieka, jako prawdziwe pragnienie, stanie się fundamentem relacji, które zaczniemy budować pomiędzy sobą. W dialogu potrzebny jest wspólny język – nie tylko wyrażający wspólne idee, wartości, ale język jednoczący ludzi. Ewangelia prześwietla nasze życie szczególnym światłem Słowa, które nas przemienia i staje się propozycją życia… Człowiek, który prawdziwie przyjmuje Ewangelię, nie wykorzystuje jej do walki, do zwalczania człowieka, czy piętnowania jakiegoś działania. Ewangelia przyjęta i przeżywana przez człowieka, staje się prawdziwym językiem dialogu. Ewangelia jest niezwykłym „nauczycielem”, ukazującym człowiekowi różne wartości, prawdę o życiu człowieka, którym możesz się stać dzięki przyjęciu tego szczególnego Orędzia. Dając komuś swoim życiem Ewangelię, dajemy człowiekowi przede wszystkim nadzieję. Ewangelie wychowują do życia Miłością, którą stawiają jako źródło dla całego ludzkiego życia – myśli, słów, działania… Miłość, która promieniuje z Ewangelii, staje się uniwersalnym światłem, które może towarzyszyć każdemu człowiekowi. Ewangeliczny dialog, charakteryzuje się niezwykłą pokorą wobec ludzi, bo wnosi świadomość ogromu daru,...
Wielkopostny wyraz miłości.

Wielkopostny wyraz miłości.

Rozpoczął się czas, w którym podejmujemy się różnych postanowień – wyrzeczeń. Czemu one powinny służyć i czy w ogóle czemuś służą? Ostatnio na lekcji chłopacy dzielili się wrażeniami z jedzenia kebabów w środę popielcową. W innym miejscu toczyła się rozmowa o tym, że jedzą w piątek mięso, tłumacząc to tym, że: „nie może się przecież zmarnować”. Już chciałem w obu sytuacjach rozpocząć rozmowę na temat ćwiczenia i zdrowego jedzenia, diet, ale nie zrobiłem tego, bo i tak pewnie usłyszałbym wiele porad i wiele wspaniałych doświadczeń – abstrakcyjnych od tematu. Czy nie jest z nami tak, że dosłownie wszystko robimy na przekór? Mamy coś zrobić – to nam się nie chce; mamy czegoś nie jeść – to właśnie wtedy mamy największą na to ochotę. Podobnych paradoksów w naszym życiu jest bardzo dużo. Podobnie ma się niekiedy z wielkopostnymi znakami: modlitwą, postem i jałmużną. Najpierw powinniśmy zrozumieć sens tych wydarzeń, bo trudno by coś realizować bez podstawowej wiedzy. Odmawianie sobie słodkiego w wielkim poście jest dla niektórych naprawdę ogromnym poświęceniem – wyrzeczeniem. Nie zaprzeczam sensu jakichkolwiek postanowień, ale co się dzieje z tym naszym postanowieniem już po Wielkim Poście. Zostaje jakiś owoc – duchowa korzyść?  Niedawno na Eucharystii, poprosiłem o podniesienie ręki tych osób, które realizują jakieś postanowienie. Na tłum w kościele nie spodziewałem się jakiejś wielkiej liczby podniesionych dłoni, ale ilość jednak mnie zastanowiła. Podniosło rękę może zaledwie dziesięć osób. Co w proporcji całego kościoła i ludzi w nim obecnych, wydawało się smutną prawdą, kroplą w morzu. Towarzyszą nam różne postawy, a w nich różne pokusy. Może właśnie brak odpowiedniego przeżycia tego czasu, wynika z łatwości z jaką chcemy żyć,...