STYCZEŃ

2017

 

Źródło… pierwsze co przychodzi mi na myśl to piękny, jesienny, górski pejzaż z bajecznie wschodzącym słońcem. Rozpostarte ręce łapią delikatny wiatr, który szumi w uszach. Gdzieniegdzie słychać przepływającą wodę w pobliskim strumyku. Ten potok przenosi wiele myśli kołatających się w głowach wędrowców. Niesie je od źródła po samo ujście, by je zaprowadzić do celu i oczyścić… i na nowo zbierać myśli.


1. Nowy Rok… to przezabawne, że po czterech różnych wersjach pierwszego wpisu, dopiero teraz wpadłam na to, by uderzyć w najbardziej oczywisty z oczywistych początek… nowe wyzwania, nowe możliwości… ale z czegoś trzeba czerpać, oprzeć się …na starym. Nawet, jeśli Nowy rok ma dać zupełnie nową jakość życia, to trzeba wiedzieć, co w starej było nie tak Ciekawe ilu ludzi życzy sobie kontynuacji tego, co było… czerpania ze źródła… Życzę Dobrego Roku


2. Ź R Ó D Ł O

Często słysząc „słowo klucz” w ramach jakiegoś projektu, rozkładam sobie wyraz na poszczególne litery i, tworząc swoistą burzę mózgową, analizuje to do czego mnie to hasło doprowadzi. Może metoda nie jest zbytnio wygórowana intelektualnie, ale daje mi poczucie dogłębnego rozwarstwienia tematu. Dojścia do źródła.


3. Ź

Przy słowie źródło pierwsze co zaświtało mi w głowie to ź – źdźbło trawy. (Pewnie to efekt tęsknoty za letnimi spacerami po łące, odpoczynkiem). To fenomenalne, że źdźbło trawy samo w sobie nie robi takiego spektakularnego efektu jak cała polana… i chociaż rośnie samo, jest autorytarną jednostką, to w grupie funkcjonuje dopiero jako spójna całość. 

Może dziś nie tylko źródłowo, to na pewno przede wszystkim ź…


4. Ź

Na muzykologii często powtarzano dojdź do źródła, zajrzyj w nuty, poszukaj początków… wertowanie starodruków, wczytywanie się w życiorysy w starych bibliotecznych zbiorach,  w dobie dzisiejszej technologii brzmi dość STARO… I choć moja metryczka wcale nie wskazuje rocznika prosto z początku XX wieku (wręcz przeciwnie), to czuję się wśród swoich uczniów, jak co najmniej babcia z 80 letnim stażem… Ale nie o mnie. Studia na muzykologii nauczyły mnie ogromnego szacunku do historii. Do tego, co ukształtowała przeszłość. Z czego czerpały coraz to kolejne pokolenia. W końcu wiadomym jest, że wszystko ma swoją ciągłość.  Wszystko powstaje, kształtuje się i zamyka jako jednolity proces.


5. Ź

Źrenica. Niby sprawa całkiem oczywista. Nie będę tu analizowała jej budowy, struktury, czy składu chemiczno-biologicznego. Nie znam się na tym. Znam się jednak trochę na oczach moich bliskich. To niebywałe, ile można z nich wyczytać. Radość, smutek, zmęczenie, zdenerwowanie, brak zrozumienia… i mogłabym tu tak do jutra… Ty Drogi Czytelniku pewnie to wszystko sam znasz. 

I to właśnie jest takie fascynujące. Że każdy z nas ma inne oczy, każdy z nas spogląda w inne… i każdy z nas je rozumie. Czasem życzę sama sobie i swoim bliskim (tak po cichu) „naocznej rozmowy”. Słowa czasem dają zbyt wiele informacji.


6.  Ź

Źrebak. Radosny, rześki. Ledwo co staje na nogach, a już próbuje galopować. Niesamowita odwaga i jednocześnie nieposkromiona ciekawość (tętent kopyt aż dudni mi w uszach). Przed nim jeszcze tyle czasu, cała przyszłość. A on wygląda, jakby było tylko tu i teraz.


7. R

Requiem. Brzmi może trochę mało optymistycznie. Mozart napisał przegenialne dzieło. Pamiętam jak dziś ławkę, w której siedziałam mając 14 lat, gdy pierwszy raz usłyszałam Lacrimosa. Spędziłam z tą muzyką pół swojego życia. Muzyka „klasyczna” była kiedyś chcąc nie chcąc moim światem… nie zawsze przeze mnie docenianym. A teraz… Po długich, jazzowych i swingowych latach wracam do korzeni, zauważając niebywałe piękno i prostotę. Dojrzałam? Nie wiem.  A może zwyczajnie chcę choć trochę „przemycić” moim dzieciom, by znały nie tylko pop, jazz, musical…


8. Przerwa w alfabecie

Przerwa niedzielna. Tak sobie pomyślałam, że w niedzielę powinna być przerwa w burzy mózgów. Ale jednocześnie nie zapominając o źródle… Coś z czego wiele razy czerpałam, co było moim źródełkiem emocjonalnym, energicznym. Wypady z mamą do lasu. Zawsze w niedzielę, zawsze po obiedzie… i bardzo często z zeszytem do nauki… Oszukiwałam samą siebie, że tam jestem w stanie poduczyć się na poniedziałkowy sprawdzian. Tak po prawdzie zawsze szłam z zeszytem w ręku, ustawionym na konkretnym temacie, ale rozmawiałam z moją mamą… o wszystkim. To był jeden z nielicznych momentów w trakcie mojego dorastania, gdy miałyśmy czas na zwyczajną rozmowę, podładowanie baterii. To było rewelacyjne źródło dla dorastającej, zbuntowanej nastolatki. 

Dzięki M. 


9. R

Rododendron. To przezabawne – nigdy rośliny nie widziałam, a często o niej wspominałam. Podczas ćwiczeń z małą O., która miała wadę wymowy, notorycznie wykorzystując jako element ćwiczeniowy podczas śpiewania, czasami złośliwie odpowiadając na pytanie co?. Ilekroć wymawiałam ten wyraz zastanawiałam się jak ten kwiat naprawdę wygląda, ale dopiero teraz zajrzałam do źródła. Obejrzałam, poczytałam, przyswoiłam wiedzę. Czasem człowiek mówi, opowiada kwieciście, czasem rzuca jakąś ideę,  twierdząc, że doskonale wie, do czego zmierza, ale w głębi totalnie nie ma pojęcia, co jest meritum sprawy.


10. R

Resztki. Odpady. Pewien starszy człowiek, który dzieląc się ze mną banalną historią ze swojego życia, ukierunkował moje myślenie na temat „resztek”. Człowiek ten uwielbiał chodzić po plaży. Zbierał muszelki, ciekawe kamyki, odłamki bursztynu – od tak – hobbistycznie. Nie zabierał ze sobą swoich skarbów. Oddawał je Matce Ziemi. Pewnego dnia spośród odpadów, resztek wyrzuconych na brzeg morza – zauważył dość sporą bryłę. Była trochę brudna, cała w piasku, formą podobna do niczego. Każdy laik ominąłby ją, nie zwracając uwagi. On wiedział, że to niebywały okaz najprawdziwszego bursztynu. Warto jest czasem zwrócić uwagę…


11. R

Rower. Pierwszy mój Jubilat 2, czerwony, na komunię otrzymany (pamiętam, że w albie wsiadłam na niego, i przejechałam 5 m na balkonie na trzecim piętrze). Myślę sobie, że ja, jako ja jestem kiepskim przykładem rowerzysty. Ale co do roweru chciałam nawiązać do konsekwencji, jaką cenię u mojego męża. Ma niebywały zapał do tego sportu, z uporem maniaka wybiera się na coraz dłuższe jednodniowe wyprawy. Tej zaciętości do walki o swoje uczę się od niego. Jest takim moim źródełkiem. Gdy kończą mi się pokłady energii, nie zawsze z entuzjazmem, ale myśląc o jego przebytych kilometrach, zazwyczaj pod wiatr, daję radę stanąć do działania.


12. Ręka.  

Kilka wersji przytrafiło mi się budując ten wpis. W sumie całkiem to logiczne… Małe, duże, Łapki, dłonie, łapska, klejące, delikatne, suche, solidne… ilu ludzi – tyle określeń. Ręce niby jak to ręce – każda zbudowana z części, każda ma pięć  palców, nadgarstek, łokieć…  i niby nic w nich fenomenalnego nie ma. Bo używane co chwilę, zwyczajnie nam służą. Jednak niesamowita sytuacja mnie kiedyś spotkała. Niewidomy chłopak, z którym miałam okazję współpracować przy okazji jednego projektu, bardzo chciał mnie poznać. Swoimi dłońmi oglądał moją twarz i ręce. Ręce jako NOŚNIK INFORMACJI, a nie zwykłe narzędzie mechanicznie wykonujące swoją pracę – to już brzmi całkiem spektakularnie.


13. Ó

Ósemka. Trzy skojarzenia, trzy warianty, trzy znaczenia. Wszystkie odnoszą się do pewnych źródeł, z których czerpałam – szkolnych.

1. cyfra arabska – podzielna, symetryczna, możliwa do spierwiastkowania. Podstawowa nauka wykorzystywana codziennie w życiu. 

2. nieskończoność – odwrócona ósemka. Nie kojarzy mi się jednak z wykresami matematycznymi, a z ćwiczeniami w domu, kiedy, by rozwijać obydwie półkule, dzięki wiedzy mojej M. wyciągałam rękę, i rysowałam w powietrzu nieskończoność – w nieskończoność. Polecam

3. wartość rytmiczna oznaczająca krótki dźwięk, będący 1/8 całej nuty. Ileż to się ósemek w życiu grałam i śpiewałam.

Niby banalna ósemka, a niesamowicie przywołuje wspomnienia.


14. Ó

Ówczesny. Są miejsca, sytuacje, w których wyraz w toku myślowym musi pasować. Dobieranie odpowiednich słów jest sztuką. Nie zawsze się to udaje. Wyraz ówczesny wykorzystuję tylko wówczas, gdy piszę jakieś mądre pisma, projekty. Czasem opisuję nim czas w historii muzyki podczas lekcji. Nie zwrócę się tak jednak do swojego syna podczas zwyczajnej codziennej rozmowy.A może szkoda? Sobota jest dobrym dniem na przemyślenia.


15. przerwa w alfabecie

Dziś trochę bliżej Kościoła. Moja wiara przechodziła różne etapy, ewoluowała. Był czas zwykłej niedzieli, potem niezwykła fascynacja, tysiące godzin spędzonych na różnego rodzaju rekolekcjach, później chwilowe ostudzenie emocji, ale bez spektakularnego buntu, albo innego dramatycznego momentu. Ostatni czas (jakieś 5 – 6 lat) to okres  próby zbliżania się do Boga w dość ciekawym stylu – górnolotnie ujmując – dojrzewania w wierze. Nie jest to łatwe, chociażby, zważywszy na fakt, że mając dwójkę dzieci, dom, ogrom obowiązków zawodowych (nie narzekam, sama je na siebie nałożyłam – stwierdzam jedynie fakt), spowiedź przez ostatni rok odbywa się z towarzyszeniem któregoś z moich synów. Mszę, taką, jak za czasów rekolekcyjnego zakochania – w pełni oddaną tylko na modlitwie, permanentnym skupieniu, przeżyłam raz, gdy dzieci oddałam babci. Ale nie po to je zaniosłam do chrztu, by je teraz z babcią zostawiać, gdy sama idę zaczerpnąć ze ŹRÓDŁA. Powtarzam, nie jest to łatwe, dla mnie samej wielokrotnie irytującej się na moje nad-aktywne dzieci. 

Ale piękne jest, gdy mogę wspólnotą rodzinną wieczorem się pomodlić, gdy słyszę, jak mój starszy syn sam z siebie wyśpiewuje jadąc rano do przedszkola Chwała na wysokości Bogu. Gdy młodszy, który w zasobie słownictwa oprócz standardowego mama, am, nie, oj, tata, baba, lampa – potrafi zaśpiewać w odpowiednim momencie lili laj z kolędy Gdy śliczna Panna. 

I może nie jest to wszystko w najwyższej literze Prawa Kościelnego, ale wiem, że jest to szczere. I Prawdziwe. I Bogu niech będą dzięki.


16. D

Dom. Chyba każdemu Źródło w jakimś stopniu kojarzy się z domem. Tam się wszystkiego nauczyłam. Tam dojrzewałam. Tam czerpałam, gdy pojawiały się braki. 

Dla mnie Dom = źródło.


17. D

Domino. 

Gra banalna. Ma nieskończenie wiele możliwości układania, zawsze stwarza możliwość wygrania. Zawsze musi mieć początek. Bez niego – gra nie ma sensu. Jednak pierwsze skojarzenie nie kieruje mnie w stronę zmyślnie ułożonych płytek, tworzących bliżej nieokreśloną figurę. Gdy myślę o domino, słyszę dźwięk opadających klocków, jeden po drugim w równych odstępach czasu. Tam też musi być pierwszy impuls, bodziec, który zacznie przewracać kolejne. Staram się zawsze pamiętać, by nie robić z domina (czymkolwiek ono dla mnie jest) samospełniającej się przepowiedni. Zawsze przecież mogę płytkę wyjąć, wymienić, zatrzymać jej bieg.


18. D

Data. Zawsze istotna. Zawsze potrzebna. Dzień, miesiąc, rok. Gdzie się nie obejrzeć, tam trzeba podać konkretny czas. By ulokować to w jakiejś przestrzeni. By móc się do czegoś odnieść. To niesamowite, że konkretne daty – np. urodziny, imieniny, pierwsza randka – determinują o tym, w jaki sposób czujemy się danego dnia.

Tak dla przypomnienia, jest 18.01.2017 


19. D

Dzieci. najkochańsze istoty, jakie mogłam w swoim życiu spotkać… jednocześnie najbardziej wymagające mojej atencji i cierpliwości… idealny przykład na to powiedzenie o miłości i studni….im bardziej się zagłębiam w tą relację tym więcej  czerpię… I pomyśleć że jeszcze nie tak dawno dzieci w moim umyśle funkcjonowały  tylko jako wyzwanie zawodowe… idąc do celu -dzieci są źródłem miłości,energii, twórczego myślenia, działania celowego, nabywania cierpliwości…


20. D 

Dominanta. Nawiązując po raz kolejny do muzyki, i przemycając tym samym kawałek mojego źródełka, pragnę pochylić się nad Dominantą, która należy do najprostszych zabiegów w harmonii muzyki. To prawdziwy przepis na sukces w rozwiązaniach muzycznych. Wiele lat harmonicznie oparłam się na zależności Dominantowo-Tonicznej (D-T) Odpowiadając, tak bez uniesień muzycznych, czym jest dominanta, można się posłużyć budową akcji w filmie czy powieści. Zawsze bowiem musi być tzw. punkt kulminacyjny, narastające  napięcie, które zaraz potem jest rozładowane. Właśnie tak powstaje zależność D-T. Życiowo – Dominantę przeżywa się każdego dnia. Bardziej, lub mniej, skomplikowany przebieg harmonicznych uniesień ląduje w życiowym bagażu. Oby ta dominanta zawsze znalazła swoją Tonikę – moment rozwiązania i uspokojenia.


21. Ł

Łopata. Rzadko się nią posługuję, w zasadzie w ostatnim czasie – jedynie w piaskownicy, i nie jest to raczej ciężka, fizyczna praca. Łopata jednak kojarzy się bardzo z poszukiwaniem, z dokopaniem się do wnętrza lub…. do źródła. Żeby uświadomić sobie czasem, co jest źródłem naszego postępowania, naszego spojrzenia względem danego tematu, potrzeba nam przekopać się przez wiele różnych korzeni. Ba, glinianego wręcz podłoża. Nie jest to rzecz prosta. I czasem zwyczajnie się do tego nie zabieramy licząc na to, że bez tego też da się żyć. Mam kilka spraw do przekopania, jednak łopatę zazwyczaj odstawiam twierdząc, że brakuje mi czasu, energii, siły. Te proste wymówki nie są formą wyrachowania, a jedynie obawą, do czego mogę się dokopać.


22. Przerwa w alfabecie

Niedziele. Kolejne i kolejne. Niby inne, bardziej skoncentrowane na Bogu i drugim człowieku. A często przeciekające przez palce. Niekonstruktywne. Wprowadzające element stresu typu „jutro poniedziałek”. Brzmi to całkiem jak wyznania pracoholika. Tak po części jest. Jestem i tak z siebie dumna, że wygląda to już lepiej. Kiedyś już w sobotę wieczorem siadałam i stresowałam się, że będzie niedziela – czas stagnacji. Planowałam sobie wtedy różne aktywności usprawiedliwiając swoje zmącone nic nierobieniem sumienie, by choć w jakimś stopniu móc powiedzieć sobie – to nie był dzień stracony. Od jakiegoś czasu lubię niedziele. Mam czas na wiele. I tylko niekiedy zastanawiam się, jak bardzo przytłoczy mnie poniedziałek – ale to dopiero w niedzielny wieczór. Dobrze przeżytej NIEDZIELI.


23. Ł

Łodyga. To taki ciekawa część w kwiatach. Przecież zachwycamy się koroną kwiatów, ich kolorytem, kształtem. Czasem spoglądamy także na liście – czy małe, duże, o ostrych czy obłych kształtach… kto spogląda na łodygę? Tymczasem ta, nieśmiało pozostając w cieniu piękna i przepychu kwiatów, dostarcza wszystkich niezbędnych wartości do wzrostu. Czerpie z ziemi ( z korzeni, ze źródła) najważniejsze minerały, by odżywiać w najlepszy sposób cały „organizm”.


24. Ł

Łódź. Łódka. Łódeczka. Zależy o czym mówimy. Może po kolei. Łódź – poważna sprawa. Absorbująca co najmniej dwie, trzy albo i cały zastęp ludzi. Kojarzy się z wyprawą po wielkie.  Łódka – forma ekonomiczna. Ani tysiąc ludzi się tam nie zmieści (pewnie ledwie co dwie), w dalekie wyprawy raczej nie polecam (chyba, że ktoś ma zapędy Robinsona Crusoe). Łódeczka – taka z łupiny orzecha, albo kasztana. Szybka do wykonania, łatwa w obsłudze, dosyć wytrzymała. Mieści – ogromne pokłady wyobraźni. Którą byś dzisiaj wybrał? 


25. Ł

Łupina. Wspominałam o niej wczoraj. Jest dla mnie jak tajemnica. Jak zamknięte drzwi do nieznanego świata. Nie przesadzam. Oczywiście w standardowych warunkach życiowych nie zatrzymuję się przy pierwszym lepszym kasztanie… nie nie… ale zrobiłam kiedyś taki eksperyment. Polecam Tobie także…Usiądź kiedyś w ciszy, gdzieś pod drzewem albo na polanie, i spróbuj zachwycić się naturą. Tak po prostu. By oderwać się od tej wszechogarniającej bytności wszystkiego – co goni, co nagli, co oskarża, co wzywa. I spójrz na to co wokół Ciebie. Wszystko, poza Tobą, w tym momencie pracuje, przecież Matka Ziemia nie zrobi sobie wolnego na okoliczność naszego relaksu. Ale to właśnie jest PIĘKNE. Że pomimo, iż Ty chwilowo jesteś „bezproduktywny” ona nadal sobie radzi… i to całkiem świetnie. A pod łupiną kryje niebywałe piękno, którym czasem warto jest się po prostu zachwycić.


26. O

Opóźnienie… przepraszam… Czasami mam tak, że daję się pochłonąć bez reszty pracy i obowiązkom. Wiem, że to niezdrowe, ale dla mnie niestety bardziej liczy się to, że opóźnienie to forma braku szacunku… Nie jest tak, że nie szanuję Ciebie, który czytasz te moje przemyślenia. Choć wiem, że tak to może wyglądać… dlatego przepraszam. Dobrej nocy


27. O 

Okulary. Kiedyś potrafiłam całymi tygodniami zdejmować okulary twierdząc, że widzę wszystko… Nie widziałam, ale co się robi, żeby czuć się lepiej w towarzystwie… Dziś zupełnie nie rozumiem swojego postępowania, przede wszystkim dlatego, że bez okularów naprawdę mało co widzę. Czasem chciałabym jednak zdjąć okulary, żeby nie widzieć. Nie widzieć ogromu zła, nienawiści, braku akceptacji. Albo żeby choć obraz się zamazał. I wtedy zastanawiam się jak świat jest skonstruowany…


28. O 

Obraz. Na studiach podczas wprowadzenia z estetyki muzyki, Prof. próbował nam przedstawić czym będziemy się zajmować przytaczając pewną historię. Pewien mężczyzna przychodził do galerii sztuki i codziennie siadał na jednej z ławek naprzeciw obrazu. Codziennie tego samego. Trwało to już rok. Ochroniarz pewnego dnia postanowił zapytać mężczyznę, dlaczego nie wybiera innego obrazu. Ten mu odpowiedział, że w obrazie, który od roku ogląda codziennie, zauważa coraz to nowe niuanse. Mężczyzna nigdy nie zmienił obrazu na inny…


29. Przerwa w alfabecie

Od dziecka przewijałam się w różnych formacjach muzycznych zbliżonych do Kościoła. Myślę, że w dużej części ukształtowało to moje spojrzenie na wiarę i budowanie wspólnoty. Jakieś kościelne chórki, zespoliki, potem wielka przygoda z Piątą Pieczęcią. Teraz Schola ŚDM… Nie było by pewnie teraz tego, gdyby nie Bliskość Boga… Wiele razy mówiłam, że to bez sensu, że czasu nie mam, że i tak to do niczego nie prowadzi poza zmarnowanym czasem. Nadal te myśli przeplatają się z wszechobecnym optymizmem. Jak wewnętrzna walka – myśli doczesne z tymi wiekuistymi.  Praca w takim zespole wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. A jednocześnie daje masą dobrego.  Najważniejsze jednak jest, by w tym całym ogromie różnorodnych działań nie zatracić Boga. Pamiętać, by to On był na pierwszym miejscu. 

Dobrej NIEDZIELI


30. O

Ojciec Bóg… = ŹRÓDŁO


31. napisy końcowe

Źródło. Teraz już wyobraźnia podpowiada mi o wiele więcej zakrętów, polany przechodzą w lasy, a małe strumyki w rwące potoki. Już nie delikatny wiatr, a szumiący, niedający się ignorować, wicher. Nie taki przerażający, dający znak nadchodzącego zła. To tylko rozszalały umysł łapiący się wszystkich możliwych ścieżek w poszukiwaniu odpowiedzi. Zakończenia, podsumowania – rządzą się swoimi prawami. Chciałam podziękować za choćby jedno przeczytane zdanie. Za mobilizację. Organizacyjnie nie było to łatwym zadaniem. Często wymagało pobudki w nocy – bo zapomniałam o tekście na rano. Z perspektywy czasu – jestem wdzięczna. Dało mi to kolejne doświadczenie. Przypomniałam sobie kilka istotnych szczegółów – mających gigantyczny wpływ na moje Ja.

Dziękuję – Dominika S.-D.