być w drodze…

Jaki jest faktycznie cel…

– ks. dominik poczekaj –
16.04.2026

Czy uczucie na końcu drogi jest prawdziwe w nas? Czy może to zderzenie naszych wyobrażeń z rzeczywistością, albo z czymś czego nie dostrzegamy a powinniśmy? Przy stawianiu sobie kolejnych celów, przy próbie ich realizacji niech nam potowarzyszą wnioski z poniższej refleksji. 

Wybór najprostszej drogi wydaje nam się najczęściej najbardziej sensownym i uzasadnionym. W wielu przypadkach tak jest, ale wewnątrz nas, pojawia się niekiedy inna kategoria – którą drogę wybrać, by najwięcej zyskać… Mamy świadomość, że sam cel oczywiście jest istotny, ale to, co nas ubogaca, staje się wydarzeniami podczas drogi. Często okazuje się, że dużo cenniejsze sprawy zyskujemy podczas samej drogi, a osiągnięcie celu, jest zwieńczeniem całego procesu drogi, naszego zaangażowania i poświęcenia.

Podejmując jakieś działania, robimy to w jakimś konkretnym celu. Wydaje się, że pragniemy zyskać jakiś rezultat, ale po osiągnięciu czegoś, znów wydaje nam się, że czegoś brakuje. To nie kwestia rozgoryczenia celem, tym co faktycznie osiągnęliśmy, ale pojawienie się jakiejś niewiadomej. Czujemy coś wewnątrz siebie, ale nie potrafimy tego nazwać, wyjaśnić. Niby wszystko zrobiłem poprawnie, zaangażowałem się, nawet się temu poświęciłem, osiągnąłem to i wydaje mi się, że mam cel w ręku, ale tak się czuję, jakbym go nie miał. Wszystko wykonaliśmy poprawnie, ale pojawia się w nas jakby przekonanie, że czegoś w tym działaniu brakuje, czegoś nie zrozumieliśmy, czegoś głębszego nie odkryliśmy.

W przypadku uczniów z Emaus jest zupełnie odwrotnie. Od początku nie wiadomo czemu ich celem jest Emaus, ale wraz z rozwojem tej sceny, dostrzegamy coś głębszego, że odkrycie Jezusa w Emaus, staje się powrotem do Jerozolimy, do wspólnoty. Nawet gdy cel, jakim jest Emaus, może wydawać się bez sensu, to właśnie głębszy wymiar tej drogi ukazuje, że musiało się to stać, aby odkryli, że Chrystus zmartwychwstał, że powinni wrócić do apostołów i całej reszty. Odkrywając głębszy sens swojego celu, nabierają wiary, przekonania i pewności, i dlatego natychmiast wracają do Jerozolimy.

Nieuświadomiony cel – tak bym nazwał to, co dzieje się z uczniami w drodze do Emaus. Istnieje coś głębszego, coś, co sprawia, że ich cel zostaje w pełni wykorzystany, aby jednak iść dalej, aby osiągnąć jeszcze więcej. To jest właśnie ta druga strona naszych celów, gdy je osiągamy, zyskujemy przekonanie, że zrozumieliśmy coś głębszego, coś dużo ważniejszego niż nasz zamierzony cel.

Droga do Emaus to pewien proces (ja tak to widzę) – odkrywanie właściwej drogi, wzmacnianie wiary, kształtowanie myśli i serca, zrozumienie męki i zmartwychwstania, odkrycie tego, jak ważne jest trwać we wspólnocie.

Codziennie rozważania – spacer duchowy – jak i też inne refleksje wokół tej sceny, były i są dla mnie okazją pogłębiania świadomości tego Słowa, jest okazją do konfrontacji z moją drogą i zrozumienia, że istnieje głębszy sens. Wydarzenia mogą po prostu być obecne w moim życiu, ale mogę też odkryć ich głębszy sens, głębsze znaczenie. Nie warto doszukiwać się na siłę drugiego jakby dna – bo to często przykryje możliwość odkrycia czegoś naprawdę ważnego i potrzebnego. Zbyt często jesteśmy pośpieszani codziennymi zadaniami, by niekiedy zauważyć pomiędzy nimi jakieś inne wydarzenia, które mają głębszy sens i znaczenie. Dużo wygodniej jest nam skupić się na codzienności, na osiąganiu celu, niż na zwróceniu uwagi na to, dokąd faktycznie prowadzi nas, nasza droga do Emaus. Jeśli już nas coś wybije z rytmu, to często trudne doświadczenia, wobec których odczuwamy i wyrażamy bunt i sprzeciw.

Przyglądając się całej scenie uczniów z Emaus, można byłoby się zastanawiać, w którym punkcie tej historii jest faktycznie cel, najważniejszy punkt tej historii. Pewnie byłoby tak, że ile osób, tyle odpowiedzi. Ta historia w naturalny sposób prowadzi nas dalej, właśnie jak uczniów z Emaus. Jakikolwiek wybralibyśmy punkt, jako najważniejszy w tej historii, zrozumiemy szybko, że nawet gdy się go osiągnie, to trzeba iść dalej, bo historia toczy się dalej.

Przyzwyczajamy się i sami wytwarzamy taki sposób myślenia, że cel jest na końcu drogi, że jest zwieńczeniem naszej podróży, że coś on jednak kończy. Droga uczniów z Emaus, nie jest drogą — od — do ani z punktu A do punktu B. Czujemy, że osiągają w jakimś momencie swój cel, ale to zaprasza ich do kontynuowania tej podróży. W jakim punkcie, według ciebie, ta historia osiąga swój cel? Pewnie przez to, co przeżywasz w obecnej chwili, ten punkt w różnych momentach życia, mógłby się przemieszczać.

Ja widzę pewien punkt, który nie wieńczy historii, ale staje się początkiem, jakby osiągnięcie celu, stało się stworzeniem pewnej mentalności w człowieku – w uczniach. W. 33 – w tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. W.35 – oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, jak Go poznali przy łamaniu chleba. Czytając te fragment, czujemy, że uczniowie osiągnęli swój cel, ale dalej realizują go w swoim życiu, odkrywając kolejne historie i kolejne cele.

Jaki jest faktyczny cel? Ja odkrywam dla siebie dwie ważne kwestie:

1. To, co wydaje się nam celem, niekiedy jest tylko punktem na drodze do osiągnięcia prawdziwego celu.

2. Cel łączy historie, dlatego ubogacając nas, prowadzi nas do stwarzania kolejnych historii – nowych celów.

Uczniowie z Emaus to doskonały obraz do rozważań o drodze, o tym, co w nas się dzieje, kiedy przeżywamy duchową i fizyczną podróż. On świetnie ukazuje różne niuanse naszego życia – drogi. Dobrze jest mieć ten fragment głęboko w swoim sercu podczas tworzenia swojej osobistej drogi. Jest on jednym z wielu bardzo budujących fragmentów. Warto przekonać się co do konkretności i pragmatyczności tego fragmentu, który stanowi Słowo do przeżycia w naszej codzienności.


ostatnio dodane

Poszukując wersji siebie


Poszukując wersji siebie


Scena z bogatym młodzieńcem, który poszukuje drogi do osiągnięcia celu życia, jest czymś normalnym, oczywistym, czymś, co już nam towarzyszyło lub towarzyszy w naszej codzienności. Być może potrzebujemy tej sceny do uświadomienia sobie – jaką drogą podążam do celu – i nadać na nowo życiu, a szczególnie wyobraźni, właściwy kierunek.