Zbierasz co siejesz?

Zbierasz co siejesz?

podtytuł: Może musisz się przesadzić, by zobaczyć owoce. Owoce nie pojawiają się znikąd, są efektem bardzo wielu czynników w tym twojego działania, twojego życia. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego rodzimy akurat takie, a nie inne owoce? Co zatem zrobić, by nasze życie przynosiło dobre efekty?   ZBIERAĆ OWOCE WŁASNEGO DZIAŁANIA – któż nie lubi tego momentu i nie wyczekuje go z niecierpliwością? Zdecydowanie częściej oczekujemy większych rezultatów, niż proporcjonalnie wkładamy w to wysiłku z naszej strony. Czasami zastawiam się, dlaczego coś nie działa, dlaczego kogoś coś nie zainteresowało itd., ale od razu stawiam sobie pytanie – a jak działałem, co faktycznie zrobiłem, jak byłem zaangażowany? To nie tyle kwestia proporcji, ile działam, tyle zbieram owoców. To raczej kwestia bardziej złożona, na którą ma również wpływ to, jakie mamy osobiste korzenie. Czasami źle lokujemy swój wysiłek, wybieramy niewłaściwe „miejsca” dla naszego zaangażowania, naszego wzrostu, spalamy się w niepotrzebnych kwestiach, a brakuje nam skupienia na tym, co faktycznie jest ważne i potrzebne. W działaniu warto mieć jakieś założenia, bo możemy się odnieść do ich realizacji i ocenić jak nam idzie. Działanie dla samego działania, może być tylko stratą czasu i wysiłku. Nie twierdzę, że musimy zakładać zawsze zysk. Nasze założenia powinny raczej wyznaczać nam ścieżkę do tego, co faktycznie chcemy osiągnąć, poprzez nasze działanie. Założenia pomagają nam kształtować nasze działanie, w celu osiągnięcia jakichś owoców. Zwróciłem właśnie na to uwagę, czyniąc ostatnio jakieś podsumowanie, ocenę. Zapominamy niekiedy o naszych założeniach, o naszych celach, co sprawia, że „idę w jakąś stronę, ale tylko idę”. Założenia pomagają nam kształtować drogę, wpływać na jej charakter, ale również owoce, jakie przyniesie nasze działanie. Podobnie jak trwanie w winnym krzewie...
Czy rośniesz we wspólnocie?

Czy rośniesz we wspólnocie?

Dziś wspólnota przeżywa swoje różne problemy i staje wobec nowych wyzwań. Problemy nie powinny stanowić pretekstu do tego, aby nie wykorzystywać wpływów wspólnoty i jej walorów. „Trwać w winnym krzewie…” – mając te słowa przed sobą, odpowiednim dla nich obrazem i mocno streszczającym je, jest obraz żywej wspólnoty.   podtytuł: Ludzie wracajcie na Eucharystię... do Eucharystii. „Tak samo wy (nie możecie przynosić owocu) jeżeli we mnie trwać nie będziecie” (por. J 15,4). Gdy czytam różne fragmenty Pisma Świętego, od razu w mojej głowie pojawiają się obrazy, skojarzenia i refleksje, które nabywałem wcześniej, dzięki rozważaniu tych fragmenty. Oczywiście zdobyte w ten sposób korzenie, dopingują mnie do tego, by zdobywać nową wiedzę, świeże obrazy i skojarzenia. Winnica – wspólnota – to skojarzenie i obraz, które pojawiły się przez bardzo konkretne doświadczenie. Gdy byłem w szkole formacyjnej w Loppiano, urzekło mnie tam najpierw na miejscu, samo miejsce. Pomiędzy budynkami, w każdym możliwym miejscu, znajdowały się winnice, dlatego obraz ten wyrył się w mojej głowie, pamięci dość mocno i oczywiście pozytywnie. Otaczające nas winnice skłaniały naturalnie do refleksji nad funkcją tego miejsca – szkoła formacyjna – szkoła życia razem, życia Ewangelią tak konkretnie, bo takie jest przeznaczenie tego miejsca. Życie wspólnotowe – wychowywało do budowania relacji z innymi osobami, bardzo różnymi, innych narodowości, kultur, a nawet religii. Zbitek ludzi z całego świata w jednym miejscu, żyjących konkretnie Ewangelią, dał mi mocne przekonanie, że nawet w tak zróżnicowanym świecie, można odnaleźć takie połączenia, takie korzenie, które umożliwią nam budowanie niezwykle pięknych połączeń, niezwykle pięknych rzeczy. Tworzenie wspólnoty, relacji z innymi, może być niezwykłą przygodą. Ze względu na Chrystusa – siłą, która motywuje mnie do tworzenia...
Połączeni.

Połączeni.

Złączeni z ludźmi, z różnymi treściami, mamy okazję stworzyć takie korzenie, które zagwarantują nam stabilność. Dzięki korzeniom wzrastamy również wzwyż. Powinniśmy obiektywnie oceniać to, co nas otacza, by złączyć się z takimi treściami, które faktycznie sprawią wzrost naszego życia. Naturalną rzeczą dla każdego z nas jest to, że wzrastamy w jakimś środowisku, otoczeni konkretnymi osobami i wydarzeniami. Początki nadają naszemu życiu kształt – uczymy się życia, przeżywania różnych sytuacji. Tych miejsc, naszego wzrostu, jest na pewno kilka, bo nasze życie w różnych etapach, kształtuje się w różnych środowiskach. Czasami sami tego dokonujemy, a niekiedy różnego rodzaju sytuacje, prowokują nas do tego, abyśmy „przesadzili swoje życie” w inne miejsce. Często, ma to bardzo pozytywny wpływ na nasze życie. Bywa jednak też tak, że te zmiany są niszczące i wykorzeniają nas z właściwego dobra, wyborów, decyzji, celów… Na jakimkolwiek etapie życie obecnie się znajdujesz, każdego z nas, obowiązywać powinno bardzo ważne zadanie – powinniśmy NIEUSTANNIE ROZPOZNAWAĆ ŚRODOWISKO, W KTÓRYM WZRASTAMY. Jest to działanie, które powinno chronić jakość tego, co do nas dociera, co na nas ma wpływ. Dzięki takiemu działaniu możemy bardziej wykorzystywać elementy naszego środowiska, mocniej kształtować kierunki, w których rozwijać się będzie nasze życie. Otoczeni jesteśmy bardzo dużą ilością propozycji. Prawie każdy próbuje w nas zaszczepić jakąś sprawę. Tym bardziej trudne mamy zadanie, aby wybrać właściwie, aby tak zaangażować swoje życie, by „ta inwestycja nam się opłacała”. Ogromne znaczenie ma nasza autonomia – świadomy i całkowicie wolny wybór, który dokonujemy w sprawie wyboru środowiska, w którym chcemy wzrastać. Mamy wybór i powinniśmy w mądry sposób z niego korzystać, szczególnie właśnie w kwestiach kluczowych – w wyborze tego, co czytamy,...
Chcemy, czy nie jesteśmy zależni.

Chcemy, czy nie jesteśmy zależni.

Połączeni (wszczepieni w) z czymś? Może nam to nie pasować, gdy przewrażliwieni jesteśmy na punkcie niezależności, czy wolności. Ale czy można wzrastać, funkcjonować bez jakichkolwiek zależności? Spróbujmy zrozumieć, że „gałąź, nie może istnieć bez drzewa”. „… nie może przynosić owocu sama z siebie…” (por. J 15,4) Rozważając ten fragment, moją uwagę skupiłem na tym, co nie jest do końca proste, ale mimo wszystko bardzo potrzebne – ZALEŻNOŚĆ. Latorośl jest świeżym, żywotnym obrazem człowieka, który potrzebuje relacji, potrzebuje wzrastania w czymś konkretnym, potrzebuje rodzenia konkretnych owoców. Patrząc przez pryzmat obrazu o latorośli, nie możemy wysuwać jakichś nieuzasadnionych argumentów. Bo przecież trudno zarzucić latorośli, że będzie miała pretensje wobec jakichkolwiek zależności – nie będzie się żalić, że ma korzenie i potrzebuje gruntu, w którym będzie wzrastać; nie będzie miała pretensji, że dotykają ją promienie słoneczne, czy krople deszczu. Sami chyba czujecie, że w tej sytuacji – pretensje, że od czegoś zależy, jest bezsensowna. Z ludźmi nie jest tak prosta sytuacja. Roślina ma zależność od tych najważniejszych dla niej rzeczy, a człowiek bardzo często popada dodatkowo w zależności bezwartościowe, bezsensowne, często wręcz ograniczające go. Wśród różnych zależności, które są i będą obecne w naszym życiu, wiele jest takich, które dają człowiekowi wzrost i siłę, ale są też takie, które zniewalają człowieka, czegoś go pozbawiają. Czy posiadanie pretensji wobec pewnych zależności jest uzasadnione? Chroniąc z przesadą swoją wolność i niezależność, wydaje nam się, że każda zależność jest dla nas ograniczeniem. W takim toku rozumowania nie ma w człowieku otwartości na te uzasadnione i wartościowe zależności, które mogą go ubogacić, udoskonalić, a nawet uświęcić. Obraz winnego krzewu, ma nas przekonać do tego, że niektóre zależności są...