recepta

recepta

Wielu z nas poszukuje jakiś form rozwiązania pewnych spraw. Niekiedy źródłem naszych poszukiwań są zasłyszane rozwiązania od innych, niekiedy jakaś myśl uchwycona z książki, albo filmu. Są i takie osoby, które rozwiązań poszukują w Słowie...
TALENT – a wiara?

TALENT – a wiara?

      Tak bardzo przyzwyczajeni jesteśmy do różnych spraw, że musi się wydarzyć coś niezwykłego, aby wyrwać nas z tego letargu. Niekiedy wydajemy się być osobami, którzy działają na automacie. Niewzruszeni otaczającym nas światem, znudzeni i obciążeni obowiązkami przywiązujemy uwagę do spraw bieżących, które ważne są dla naszego egzystowania. Od czasu do czasu spotykamy, ludzi, którzy wyraźnie postępują inaczej niż my – albo pędzą, gdy my idziemy wolno; albo są powolni, gdy my się dokądś spieszymy. Już na pierwszy rzut oka, coś intrygującego jest w tych osobach, ale nie potrafimy dokładnie określić, co to takiego. Z jednego, bardzo prostego powodu, lubię oglądać niektóre urywki pewnego programu, który przedstawia przeróżnych ludzi, którzy pragną pokazać innym, swój niezwykły talent. Z ogromnym podziwem oglądam szczególnie te fragmenty, które ukazują osoby, na pozór bardzo skromne, wręcz tajemnicze, które już w pierwszych sekundach swojego występu potrafią pozytywnie tak zszokować, że wszystkim „opadają szczęki”. Dlaczego tak ekscytujące, a nawet wzruszające są te występy? Otóż zaskoczenie tkwi w tym, że na scenę wychodzi niepozorna osoba, po której można spodziewać się zupełnie czegoś innego. Na scenę wychodzi mała 9 letnia dziewczynka, po której w zasadzie można było by się spodziewać miłej pioseneczki, czystego wykonania jakiejś znanej piosenki, ale nagle okazuje się, że ta dziewczynka rozpoczyna śpiew przepięknego fragmentu opery i wszyscy wbijają się w fotele, zadziwieni zainteresowaniem i formą wykonania. Sami najpierw oceńcie.   [jwplayer player=”1″ mediaid=”1606″]   (9letnia Amira) Pewnie i wielu z was zadaje sobie pytanie: „gdzie skrywa się ta szczególna zdolność tej dziewczynki?” Każdy z nas, pod zewnętrzną powłoką, skrywa coś na tyle niezwykłego, że ukazanie tego na zewnątrz, sprawia, że jesteśmy niezmiernie...
Relacje a potem działanie

Relacje a potem działanie

Nasza codzienność wciąga nas w różne wiry zajęć, obowiązków. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest nasza codzienność, jak wiele dzięki niej możemy zdobyć, osiągnąć. Czujemy jednak, że wśród możliwości, drzemią również różne zagrożenia, które nie tyle tylko stanowią przeszkodę na naszej drodze, ale są pułapkami, poprzez które, możemy utracić nawet to, co dla nas tak cenne i niezastąpione.   Codzienność jest naszą przestrzenią, w której możemy się uświęcić, ale również, poprzez niewłaściwe jej wykorzystanie, możemy równie dobrze, w niej upaść. Codzienność to labolatorium, w którym możemy stworzyć rzeczy niebywałe, ale niekiedy, podejmując nawet nieskończoną ilość prób, coś możemy zepsuć i nieodwracalnie utracić.  Niekiedy irytuje nas monotoniczność naszej codzienności, w której nic nie możemy zmienić, a wykonywane czynności, doprowadzają nas do mechaniczności. Wydaje nam się, że nie uczestniczymy z częścią naszego życia w niczym wielkim, projekcie, który może zadziwić. Wydaje nam się, że nasza codzienność, ograniczona do jakiegoś miejsca i czasu, nikomu nie służy, nie daje zadowolenia, ani nie przynosi żadnych efektów. Wydaje nam się, że tylko w przypadku, gdy zmienimy naszą codzienność, wówczas będziemy mogli osiągnąć szczęście i zamierzone efekty. Taka ocena, wydaje się być mało obiektywna i nieprawdziwa. Każdy z nas otrzymał przestrzeń, w której może się spełniać, odkrywać własne powołanie, realizować umiejętności. Czy nasza codzienność nas uświęca, czy nas przybliża do innych osób? Wartość zdarzeń, które mają miejsce w naszej codzienności wypływa nie z samych zdarzeń, ale z naszych celów, pragnień, nastawienia, wartości którymi się kierujemy. Dlatego, gdy spojrzymy na nasze działanie, na nasze życie, to właśnie tych elementów powinniśmy najpierw poszukiwać. Ich obecność zależy od nas, zależy od „kontekstu sytuacji”, a nade wszystko zależy od...
C+M+B 2014

C+M+B 2014

Trzej królowie – inna logika życia… Kiedy spoglądamy na różnego rodzaju wydarzenia religijne, uzmysławiamy sobie, jakże często jesteśmy dalecy od zamysłu Bożego. Pewnego rodzaju propozycje nie mogą się zaadoptować w naszym życiu, z racji tylko naszej mentalności, a nie faktu, że coś może się rzeczywiście zrealizować, czy też nie. Obraz „Trzech króli” ukazuje nam dwie zasadnicze sprawy, na które ciężko jest człowiekowi się zgodzić. Pierwsza rzecz, Królowie pozostawiają swoją codzienność, królestwa i wyruszają za gwiazdą, by osiągnąć cel drogi – Betlejem, miejsce tajemniczego narodzenia, zapowiedzianego Mesjasza. Trudno jest nam pozostawić swoją dotychczasową codzienność, zajęcia, odpowiedzialność i pójść za Jezusem, choćby na chwilę – by pójść do kościoła na mszę, by chwilę poświęcić na modlitwę… Druga sprawa to gest, który towarzyszy królom, kiedy przybyli na miejsce – oddali hołd. W dzisiejszym świecie uległość, uniżenie, pokora, służba to są niemodne, wręcz niestosowne wobec tego, co wymaga świat – bycie twardym, zawsze najlepszym i najsilniejszym.  Niemożność realizacji tego gestu, wynika z nieświadomości, co on rzeczywiście ma oznaczać i wnosić ich życie. Człowiek wyobraża sobie, że gest ten bardziej oznacza zniesławienie, utratę wartości i godności, aniżeli zyskanie czegoś, stanięcie bardziej dobrym. Można powiedzieć, że poganie (których symbolizują królowie), jako pierwsi odpowiadają na wielkie dzieło Boga. To oni wyruszyli ze swoich krain i porwani wiedzą, która oznajmiła im nadejście Mesjasza, dotarli nie tylko do Betlejem, co bardziej do centrum zamysłu Boga. Odkryli w małym dziecięciu kogoś znacznie większego, niż to można wyobrazić sobie w ludzkim ujęciu. Biorąc przykład z trzech mędrców, najpierw musimy ruszyć się i pragnąć, podobnie, jak oni, osiągnąć rzeczywisty cel. Nie możemy krzewić w sobie złości, że to ja mam komuś...
noworoczne postanowienia

noworoczne postanowienia

      Ilu z nas, wraz z rozpoczynającym się nowym rokiem, snuje plany, pomysły, zamiary? Pewnie wielu z nas, podchodzi do tego w sposób dość luźny, ale mimowolnie gdzieś wewnętrznie myślimy o tym, co spotka nas w nadchodzącym nowym roku. Ostatnio kilka razy, od różnych osób usłyszałem, dość tendencyjne życzenia: „oby ten nowy rok, nie był gorszy od starego…” Czy cokolwiek możemy zrobić, aby wpłynąć na to, co było i na to, co ewentualnie będzie. Czy możemy dziś, snuć jakiekolwiek plany, dotyczące naszej przyszłości? Czy ma to w ogóle jakiś sens?     Sylwestrowa noc – przełom i przejście z jednego roku, do drugiego, nie jest momentem jakimś niebywałym, czy magicznym, ale każda okazja jest dobra ku temu, aby się zastanowić, rozważyć i może właśnie też przemyśleć: co warto by było uczynić z tym nowym rokiem.       Myśląc o nowym roku, myślę o kolejnych, nowych wyzwaniach, które postawi przede mną życie, ale również myślę o tym, co ja sam postawię sobie za cel do osiągnięcia. Co bym mógłbym zrobić, w jakiej kwestii – sferze swojego życia. Z takim myśleniem, przejdźmy dalej, chcąc dobrze wykorzystać tę chwilę, okazję.               Jk 4,14                         „wy,                      którzy nie wiecie nawet,                      co jutro będzie.”  dzień – dar zadany       Każdy dzień, jest okazją, by uczynić go początkiem czegoś nowego. Wielokrotnie zastanawiając się nad swoimi postanowieniami, możemy dojść do refleksji, że ostatecznie powinniśmy coś zmienić w...
Chwila obecna

Chwila obecna

Projekt – chwila obecna Na samym dole tego tekstu są poszczególne zadania, które można realizować w trakcie, lub w dalszym etapie już po rozważeniu wszystkiego. W ramach wstępu     Każdy z nas miał, albo kiedyś doświadczy, w swoim życiu, „ściany”. Jest to moment, który wydaje nam się końcem wszystkiego. Wydaje nam się, że ów „ściana” to symbol granicy, którą osiągamy i której nie możemy, bądź też, nie potrafimy pokonać. Wydaje nam się, że jest to „granica granic”, że za nią, nie ma już niczego więcej: ani szans, ani możliwości, żadnej konkretnej opcji. Uświadamiamy sobie własną bezsilność, ograniczenia, nicość. Sądzimy, że wszystko przegraliśmy, utraciliśmy całe swoje życie, bo nie ma już sensu, celu. Wszystko się zburzyło, życie staje się łamigłówką bez jakiegokolwiek rozwiązania. Kompletna beznadzieja – brak jakiegokolwiek światła – brak jakiegokolwiek wyobrażenia własnej przyszłości. Ludzie doświadczając takiego stanu, popadają w skrajności: albo ulegają zniechęceniu; albo jeszcze bardziej niszczą swoje życie; albo poszukują w sobie, poza sobą, właściwych rozwiązań, dla własnej sytuacji. Trzy skrajnie, różne metody działania, prowadzące, w trzech różnych kierunkach. Ważne w takich sytuacjach jest to, by się jednak nie poddać, nie zrezygnować, ale mimo wszystko trwać przy życiu, nawet, gdy kosztuje to bardzo wiele samozaparcia, determinacji.     Pokonać samych siebie, własne braki – ograniczenia, które uniemożliwiają mi odkrywanie sensu własnego istnienia. „Ściana” jest efektem mojego działania, albo jego braku. Życie stworzyło tylko miejsce, czas, okoliczności, dla moich decyzji, które stworzyły we mnie ów ścianę. Choć trudnością jest, w sytuacji beznadziei, otworzyć się na inne osoby, powinniśmy jednak, zanim wydamy na siebie jakikolwiek wyrok, wykorzystać wszystkie, właściwe sposoby do zrozumienia siebie, tego co przeżywamy. Być może odkryjemy w...
Spowolnij

Spowolnij

Wszystkim się on udziela. Chcąc czy nie chcąc nie możemy niekiedy go uniknąć… Uczestniczy w każdym momencie naszego życia… Przez niego wiele rzeczy nam umyka i traci sens. Nie potrafimy dostrzec prawdy o naszym życiu, szczęścia które nas spotyka, miłości której doświadczamy, szans które posiadamy, okazji które możemy wykorzystać. Wszystkiemu winny jest – pośpiech… Słucham audycji radiowej. W pośpiechu, zdążam do mojej parafii… Późny wieczór, a jeszcze wiele zajęć przede mną. W głowie kotłuje się od tego wszystkiego, co jeszcze trzeba dziś zrobić, a za chwilę dziś odejdzie w niepamięć i przyjdzie nowy dzień. Jeszcze trochę kilometrów i będę na miejscu. Noc owija mnie ze wszystkich stron, od czasu do czas noc przeszywa mocny strumień światła, pochodzące od nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Przymrużenie oczu… Chwila niewygody i za chwile znów ciemność. Migocące słupki wzdłuż jezdni, umykają coraz szybciej, czas biegnie nieubłaganie. Skończył się kolejny dzień, docieram do celu, jeszcze wiele spraw, a zmęczenie nieubłaganie przypomina się… Nagle wyrasta przede mną, jak grzyby po deszczu, znak: „zwolnij…” Zmieniam kanał radia i w tle słyszę – „spowolnij…” swoje życie! Uśmiecham się do siebie… Ściągam noge z gazu… Przede mną znów wyrasta – nie wiadomo skąd wóz policyjny – moja myśl: o tej porze co oni jeszcze robią. Na szczęście nie zatrzymali. W końcu brama się otwiera, chowam samochód, wchodzę po schodach do domu. Otwieram drzwi. Jestem u siebie. Jednak w mojej myśli pozostaje to szczególne słowo: „SPOWOLNIJ” wyścig z czasem To nie kwestia świąt, czy zajęć sprawia, że wciąż ścigamy się z czasem. Obserwujemy zegarek, jak wskazówka sekundnika nieubłaganie śpieszy, jakby chciała dogonić kogoś niewidocznego na tarczy zegara. Co się dzieje...
Bożonarodzeniowa eksplozja

Bożonarodzeniowa eksplozja

Trochę realizmu i wątpliwości… Kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia, w otaczającym nas świecie dzieje się coś niezwykłego. W znakach które nas otaczają, przypominamy sobie nieustannie o zbliżających się wydarzeniach. W ich tle jednak dokonuje się znacznie więcej pozytywnych wydarzeń, niż niekiedy w trakcie ich trwania. Czy to tylko klimat, atmosfera wokół świąt wywołuje w ludziach takie pozytywne nastawienie? Trwający przez kilka tygodni nastrój wywołany przez stale słyszane kolędy i mikołajki w prawie każdej wystawie, udziela się każdemu, nawet tym udającym twardzieli bez serca. Dotyka nas tylko atmosfera, czy raczej zawarte w tej atmosferze tajemnica Boga, który stał się człowiekiem? Sam fakt tego, co się z nami dzieje, już jest dla nas tajemnicą, która z jednej strony zachwyca, z drugiej strony zastanawia.  Czy jesteśmy tacy sami, czy jednak inni pod wpływem świąt? Krzątanina wśród świątecznych przygotowań, skierowana jest na stworzenie czasu, w którym wspólnie spędzimy czas i cieszyć się będziemy z tego, że jesteśmy razem. Przebywamy wiele kilometrów, aby wraz z pozostałymi członkami rodziny, choć chwile spędzić razem. Poświęcenie, ofiarność, zorganizowany czas – wszystko to pokazuje, że jednak stać nas na akty dobroci i miłości. Przeraża mnie to, że niekiedy jest to faktycznie jedyna taka okazja do obudzenia się z letargu codziennych zajęć, prac. Wchodzimy na wyżyny swoich możliwości, a niektórzy może nawet na szczyt tego, co są wstanie uczynić dla drugiego człowieka. Może właśnie z tego względu, że jest to okazja wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i nie powtarzająca się wielokrotnie, sprawia, że umiemy od siebie wymóc taką postawę miłości i dobroci. Są zwycięstwa i porażki. Pewnie nie jeden raz, wśród przygotowań pojawia się złość, niezrozumienie i brak...
Ksiądz – „wilk, czy pasterz”?

Ksiądz – „wilk, czy pasterz”?

Jakie opinie krążą na temat osób duchownych? Pozytywne, czy negatywne? Co wywołuje we współczesnym człowieku hasło – ksiądz? Wrzucając hasło: „ksiądz” w przeglądarkę internetową, muszę najpierw przedrzeć się przez kilka stron opinii bardzo negatywnych: że mają dzieci, że są pedofilami, że związani są ze skandalami finansowymi i etc. Po kilku stronach docieram do jakiegoś tekstu, w końcu pozytywnego, ale dostrzegam, że to jest strona katolicka… jest to artykuł o tytule: „ksiądz hobbysta” (link)  Czy w mentalności współczesnego człowieka jest przekonanie, że ksiądz, to nic dobrego?  Na kilku lekcjach, w różnych klasach ponadgimnazjalnych, zadałem pytanie – co dzieje się w waszej parafii? Jakie duszpasterstwa działają? Potem przeszliśmy do konkretniejszy spraw – co pomaga i co przeszkadza w chodzeniu do kościoła, w wyznawaniu wiary itd.? Zatrwożyło mnie to, jak wielu młodych ludzi nie ma kompletnego związku ze swoją parafią, a u większości, argumentem za tym, aby nie chodzić do kościoła, elementem – co przeszkadza w wyznawaniu wiary – stanął mocno postawiony akcent na księdza! Ten temat lekcji, mocno wpłynął na kolejne myśli, które podjąłem w osobistym rozważaniu – dając pod rozważenie kwestię – jakim ja jestem księdzem? Jak ja funkcjonuję na parafii, wobec różnych osób, duszpasterstw itd.? Jak widzą mnie: proboszcz, inni księża,  przyjaciele, parafianie, młodzież, dzieci, dorośli? Kim jestem w ich oczach? Istnieje wiele pytań, wątpliwości, obaw, ale czy muszę uciekać i wstydzić się tego, że jestem księdzem? Problemy obecne, toczące się wokół księży, w negatywny sposób wpływają na tych, którzy są dobrzy, którzy rzeczywiście się starają, którzy oddają całe swoje życie – umiejętności, wiarę, ducha…, aby niczego samemu nie zawładnąć, ale po to, by służyć innym, by pomagać w...
Śmierć – dwa dramaty

Śmierć – dwa dramaty

J 11, 32-45 Wskrzeszenie Łazarza  Gdy Maria siostra Łazarza, przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»  Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz». Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: «Oto jak go kochał!» Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»  A Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: «Usuńcie kamień». Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Gdy uważnie rozważymy powyższy fragment, możemy dostrzec bardzo wiele ważnych kwestii, ale tym razem rozważając ten fragment, zwróciłem uwagę na połączenie słów Marii i zachowania Jezusa. Maria powiedziała: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł», a ewangelista Jan, jako narrator,...
lekcja różańca

lekcja różańca

Pamiętam, jak niełatwą rzeczą było dla mnie wytrwać na różańcu. Jako bardzo młody chłopak, służąc jako ministrant bardzo często stawałem wobec dylematu, czy iść na różaniec, czy na nim zostać, czy może zaraz po Mszy Świętej uciec do zakrystii i pójść do domu. Wiele razy byłem przeszczęśliwy, gdy starsi koledzy pozwalali mi pójść z kadzidłem, bo to zawsze było jakieś zajęcie, które umożliwiało trochę „opuścić różaniec” (czy po to, by iść rozpalić kadzidło, czy pod koniec piątej dziesiątki wyjść do zakrystii, by przygotować znów kadzidło do okadzenia). Męczące było dla mnie, jako młodego człowieka przeklęczeć pięć dziesiątek i wytrwać do końca bez kręcenia się i znudzenia. Po jakimś czasie odkryłem, że im mniej się ruszam, tym mniej mnie bolą kolana. Więc to już było jakimś dla mnie sukcesem, że w czasie różańca przynajmniej nie towarzyszył mi ból, który często do tej pory bardzo zniechęcał mnie do uczestniczenia w tym nabożeństwie. Ale to nie był jedyny problem. Niekończące się odmawianie zdrowasiek nużyło mnie i często nie mogąc skupić myśli, rozglądałam się dookoła siebie, albo myślami byłem bardzo daleki. Było mi trochę głupio, że przez moją służbę ministrancką jestem tak często na różańcu, a tak słabo wykorzystuję szansę tej modlitwy. Okazuje się, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas i miejsce, nawet na naukę różańca… Otóż nie pamiętam dokładnie co i jak to się stało, ale dzisiaj widzę jak rzeczywiście modlę się tą modlitwą.  Po dziesiątce do końca… Pamiętam jak kiedyś ktoś podkreślał, że w modlitwie nie chodzi o jej odmówienie do końca, zaliczenie, ale o staranne wypowiadanie słów tak, aby być ich bardziej świadomym. Później wielokrotnie bardziej skupiałem się na znaczeniu...
Harmonia w życiu codziennym

Harmonia w życiu codziennym

Wchodzę do swojego pokoju i zastanawiam się – jest w nim harmonia? Czy jest ten pokój, na tyle funkcjonalny, by inni widzieli w nim, to co rzeczywiście jest najważniejsze; żeby nie było zbędnych przedmiotów, które zagracają, które nie komponują się z pozostałymi? Czy harmonia, w moim pokoju, prowadzi do tego, że mogę powiedzieć, że jest tutaj normalnie, ale jednak wyjątkowo przytulnie i pięknie? Niekiedy może istnieć tylko jeden element, który burzy harmonię i wpływa na całą ocenę pokoju, domu, czy śmiało możemy powiedzieć też – życia. Rzeczywistość naszej codzienności, składa się z wielu elementów, które właściwie połączone, mogę stanowić pewną harmonię, która przekładać się będzie na funkcjonalność naszego życia, na owocność, na konkretność i praktyczność. Jak wiele jest potrzebnych, a jak wiele jest też niepotrzebnych, wręcz nieużytecznych elementów w mojej codzienności, które rozwijają i budują, albo burzą, które powodują spowolnienie, czy nawet zniszczenie jakiś spraw. Człowiek, istota duchowo – cielesna, odkrywa, że istnieje w niej próg, który musi przekroczyć, aby odkryć w jaki sposób, realizować swoje człowieczeństwo, by nie powstał dualizm, by nasza codzienność, nie akcentowała z przesadą jakiś rzeczywistości, przy okazji, wykluczając inne. Jak scalać nasze życie, by istniejące elementy, stanowiące nasze życie, były zjednoczone, harmonijne?  „Dobrze przeżyte życie, to coś więcej niż takie życie, w którym czujesz powierzchowne zadowolenie. Dobre życie najlepiej pojmować jako złożoną strukturę, w której współistnieją szczęście, sporadyczne chwile smutku, poczucie celu, radość i psychiczna elastyczność, a także niezależność, biegłość w jakiejś dziedzinie i poczucie przynależności.” Współistnienie, to niejako słowo klucz, tego momentu naszego życia, w którym odkrywamy to szczególne pragnienie, by czynić życie bardziej w harmonii. Wszystkie elementy naszego życia, by stanowiły jedność,...
Miłość tworzy…

Miłość tworzy…

Miłość, która w Piśmie Świętym, przywoływana jest w różnych momentach, krzewi pewne postawy, które przyczyniają się do jedności, integracji wewnątrz wspólnoty, oraz do harmonii, która jest pomiędzy nimi odczuwalna. Historia każdej osoby, która kieruje się miłuje jest pewnego rodzaju przykładem „świętej podróży”, której przebieg, w jakiś nadzwyczajny sposób, kształtuje sam Bóg. Splot wydarzeń, ich integracja, harmonijne współistnienie oraz owocność, sprawiają, że otwieramy się, przy udziale tych doświadczeń, na „coś” zacznie głębszego – na Ideał, który porządkuje wszystko, na wzór Trójcy Świętej. Porządek naszego życia, to nie kwestia jedynie naszej organizacji, planu, który przewiduje zdarzenia, czas i miejsce ich realizacji. Jest to raczej prządek o wymiarze duchowym, w którym odczuwamy wewnętrzną wolność, wynikającą z tego, że wydarzenia naszego życia, nasze wybory, pragnienie i zasady, którymi się kierujemy są rzeczywiście w jakimś, konkretnym porządku. Jeśli potrafimy to uchwycić, świadczy to o tym, że uczestniczymy w tym, w sposób bardziej świadomy, rzeczywisty, a plan Boga, staje się realnie, również naszym planem na życie. Harmonijność poszczególnych zdarzeń, w naszej codzienności, nie wynika z naszych wyborów, przewidywań, ale z duchowego wymiaru naszego życia, czyli kwestia naszych wyborów, które jak prawdziwe wartości, towarzyszą nam w każdej sytuacji, kształtując każdą sferę naszego życia. Wyobraź sobie, że cały twój dzień, z kolejno pojawiającymi się zdarzeniami, nie ma konkretnie rozpoznawalnego zamysłu i wciąż zastanawiasz się nad pytaniami typu: „dlaczego mam to robić; dlaczego mnie się to przytrafiło; jaki jest sens tego zdarzenia itd.” W ostateczności nie odnajdujesz satysfakcjonujących odpowiedzi i wciąż chodzisz podirytowany swoją niemożnością. Pytania się mną, a jednocześnie coraz bardziej cię drażnią… Z czasem przekonujesz się ostatecznie, że taki sposób postępowania i podejścia do codzienności się...
Biblijna harmonia

Biblijna harmonia

Harmonia, choć nie jest pojęciem, które wprost przemyka przez nauczanie Kościoła i nie słychać go wśród księży w niedzielnych kazaniach, to jednak jest zagadnieniem interesującym i ważnym dla ludzkiego życia, dla życia chrześcijanina. Słowem, które może nasuwać nam myśl o harmonii w Biblii jest słowo „porządek”, „jedność”, „zgoda”, itp. Jednak cały zamysł harmonii, jej wzór i budujące się wokół tego słowa doświadczenia, mają swój początek w obrazie „Stworzenia Świata” (por. Rdz 1,1-2,25). Stwarzanie przez sześć dni świata i człowieka oraz końcowa faza – odpoczynek siódmego dnia, zdają się być kompozycją, która ma ukazać istniejącą relację pełną harmonii, pomiędzy Bogiem, a człowiekiem, stworzeniem i światem. Obraz ten jak słońce rzuca promienie na różne dziedziny życia ludzkiego, na każdą sferę, mobilizując do odkrywania tej pierwotnej, lecz dziś zagubionej przez człowieka harmonii. Jakie wyobrażenie o harmonii i o rzeczywistości, którą dziś jako chrześcijanin mogę realizować daje mi Księga Rodzaju i opis stworzenia świata? – Pierwsze moje wrażenie, które uważam za istotne dla mnie i mojej wiary, jest doświadczenie Boga, który jest „Harmonią i Pięknem”, dając początek takiemu światu i takiemu stworzeniu. W Nim dostrzegam początek dla wszelkich moich inicjatyw. Podejmowanie się działania z młodzieżą, czy różne posługi duszpasterskie, np. sprawowanie Eucharystii, osobista modlitwa jest w jakimś sensie „Bożym arcydziełem”, które należy w takim duchu odkryć i realizować. Dlatego moje nastawienie wobec tych wydarzeń, uczestniczenie w nich, jest otoczone dbaniem o piękno i harmonię w nich. – Cały proces stwarzania świata świadczy o jakimś planie, porządku, zamyśle – stąd mogę się na nim wzorować podejmując decyzje, planując jakieś wydarzenia, starając się, by uzgodnić swój plan, z wolą Bożą i wypełnić to, co jest...
przerwany dialog?

przerwany dialog?

Niekiedy wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie, by dostrzec w życiu innych osób, albo nawet we własnym życiu, takie doświadczenia, które aż włosy na plecach jeży… Zatrważające są niektóre doświadczenia, które widzimy, przeżywamy. Ludzie, którym na czymś (czymkolwiek) zależy, poszukują właściwych rozwiązań, postawy, która będzie odpowiadać konkretnemu wydarzeniu. Pragniemy uzdrowić jakąś sytuację, bądź relacje z jakąś osobą. Możemy przyjąć postawę winnego i wszystkiemu się poddać; możemy przyjąć postawę sprawiedliwego i walczyć w imię własnej wolności i sprawiedliwości; ale możemy również przyjąć jeszcze wiele innych postaw. Jak mam postępować, jak podjąć się dialogu, który będzie konstruktywny, a więc nikogo nie zrazi, nie zniszczy ambicji i celów, a jednocześnie przyniesie jakieś sensowne zmiany. Góruje nad tym wszystkim na pewno słowo „dialog” i to słowo powinno wyznaczać środki, cele i sposób postępowania. Przynajmniej pięknie by było, aby się nim kierować i uznać to słowo za cel, każdej sytuacji. W sytuacjach trudnych, niekiedy skrajnych, zamiast rozmawiać, wyrzucamy z siebie wszystko, cały gniew. Kumulujące się w nas sytuacje, które później z siłą bomby nuklearnej wyrzucamy na drugą osobę świadczą o tym, jak ów sytuacje w nas pracują, że nie znalazły dotychczas swojego rozwiązania, a jedynie drzemały, oczekując jakiejś sytuacji, by wypłynąć. Powstrzymywanie gniewu, rozmów o jakiś sytuacjach, najczęściej objawia się tym, że góra trudności narasta, aż pokona osobę, która pragnęła w jakiś sposób wszystko ukryć. Metoda mało stabilna, a w rezultacie, w rzeczywistości nic nie dająca. Jeśli nie rozwiązujemy jakiś spraw, nie stawiamy im czoła, to tylko pozór rozwiązania. Samo nie mówienie, nie zastanawianie się nad czymś, nie jest oznaką rozwiązania. Ów ból, gniew, złość, krąży po naszym ciele, jak krew, która wyszukuje żył –...
Co mówi mi krzyż?

Co mówi mi krzyż?

Każde spojrzenie na krzyż codziennie rodzi we mnie nowe doświadczenie. Krzyż nieustannie rodzi Miłość i powołuje mnie do tego, aby Ją odkrywać i nią żyć. Niekiedy potrzebujemy konkretnego punktu odniesienia, który pomoże nam zmobilizować się wewnętrznie i odnaleźć właściwe nastawienie wobec wydarzeń. Mi osobiście bardzo pomaga krzyż, który mam w każdym pokoju – za każdym razem, kiedy tylko rzucam na niego okiem wiem, jak realizować właściwą perspektywę. Będąc kiedyś na kolędzie, pewien pan zapytał mnie: „proszę księdza, co mam zrobić ze starym krzyżem, bo nie mam miejsca, by go powiesić i stale leży w szufladzie?”. Rozejrzałem się dookoła, a spoglądając na ściany zrozumiałem, że miejsca jest wystarczająco, tylko ów pan z jakiegoś powodu nie chce go powiesić. Odpowiedziałem mu: „jeśli macie problem z tym krzyżem, ja go chętnie zabiorę”. Ów pan z radością podszedł do szuflady, wyjął z niej krzyż i położył mi go na dłoni. Ten moment i ta sytuacja stała się dla mnie symbolem, który bardzo często przywołuję w swojej pamięci. Miejsce krzyża Z pewnością większość z nas ma w swoim domu krzyż, pytanie tylko gdzie on się znajduje. Często wciśnięty pomiędzy obrazami, które zupełnie nie pasują do wystroju; niekiedy wciśnięty w ciemne miejsce, by nie rzucał się w oczy; czasami symbolicznie nad drzwiami, ale umieszczony w taki sposób, że ani wchodzący, ani wychodzący nie zwraca na niego uwagi. Czy krzyż, który „oczywiście wisi w naszym domu” ma jakiekolwiek znaczenie? Kiedy wracam z zajęć szkolnych, czy duszpasterskich, zaraz po wejściu do mojego pokoju, pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy jest właśnie ów krzyż zabrany od tego pana. Siedząc przy biurku, pracując, wypoczywając mam przed sobą...
na dobry początek

na dobry początek

Najpierw przeczytaj i się samemu zastanów, co ten fragment daje tobie zrozumieć (link )   Na dobry początek. Czytając Słowo Boże, w szczególności Nowy Testament odkrywam jak różne fragmenty w bardzo konkretny sposób odnoszą się do naszego życia, jak przejmują inicjatywę i podpowiadają nam rozwiązania. Już na poziomie samego czytania odkrywam w Piśmie Świętym coś niebywałego. Widzę, jak poszczególne fragmenty (szczególnie jeśli poruszam się w jakimś jednym, określonym temacie) tworzą harmonijną całość, ukazując dany temat z różnych perspektyw. Mamy dzięki temu obiektywne źródło i jest nam łatwiej przeniknąć zamysł samego Jezusa, a jednocześnie wprowadzać Słowo w konkretne sytuacje naszego życia. Lektura Słowa Bożego ukazuje jak jeden fragment jest początkiem jakiegoś tematu, a tuż obok, w innym fragmencie odnajdujemy pogłębienie tej treści, albo propozycję postawy, dzięki której możemy to Słowo przenieść w rzeczywistość swojego życia. W naszym życiu dzieją się przeróżne sytuacje i nie jest nam łatwo zachować odpowiednią postawę i zawsze właściwy sposób postępowania. Widzimy jak postrzępione jest nasze życie, jak bardzo brakuje mu harmonii i scalenia. Słowo Boże oprócz tego, że samo w sobie jest harmonią, to wprowadzone w życie czyni je również harmonijnym. Czy zatem możemy w czytaniu i życiu Słowem odkryć sposób na zjednoczenie naszego życia i wprowadzenie harmonii? Może warto w ten właśnie sposób spojrzeć na Pismo Święte i na to, w jaki sposób odnajduje się ono w naszym pozbawionym logiki i sensu życiu? Myśląc o „początku”, czyli o rozpoczęciu życia w jakimś miejscu, czy rozpoczęciu jakiegoś działania, pojawił się od razu fragment z Prologu Jana, o Słowie. Rozmyślając nad tym fragmentem, rozdzieliłem go na kilka części, które uważam, że w znacznym stopniu ułatwią nam...
początki…

początki…

Każdy z nas wobec nowych sytuacji lub miejsc odczuwa pewnego rodzaju strach i stawia sobie wtenczas mnóstwo pytań. Tym bardziej, gdy są to „wydarzenia” zupełnie nowe, których wzorów w pamięci nie posiadamy – stajemy zupełni puści i nie wiemy w jaki sposób mamy się poruszać w danej rzeczywistości. Ciąży nad nami odpowiedzialność za powierzone nam osoby, sytuacje i tym mocniej odczuwamy, że początki są szczególnie ważne. W jaki sposób zacząć? Staję wobec nowej rzeczywistości parafii – konkretnego miejsca i ludzi. Rozpoczynam swoją obecność wśród zupełnie nieznanych mi osób, miejsc i wydarzeń. Zastanawiam się nad moimi „krokami” – w jaki sposób wykonywać pewne czynności, z jakim nastawieniem je realizować i co ze swojego serca najbardziej zaangażować. Mogę przyjąć wiele postaw:  oczekiwać – czyli stanąć z boku, przyglądać się wydarzeniom i wyczekiwać jakiś działań ze strony innych osób; mogę również uczestniczyć – tzn. małymi gestami, wypływającymi z serca podchodzić do ludzi, konkretnych sytuacji, próbując rozeznać ich właściwości i realne możliwości; mogę też przyjmować – tzn. uczestniczyć w planie Boga, który wskaże mi odpowiednią drogę, sposób rozwiązania, który uruchomi we mnie to, co w danym momencie jest najważniejsze. Jakąkolwiek przyjmę postawę, choć różnią się one zdecydowanym podejściem, to jednak wymagają ode mnie tego, aby być wewnątrz konkretnej sytuacji. W „początkach” wydaje mi się, że warto skompilować ze sobą wszystkie postawy, a swoje działania osadzać w rozsądnej odpowiedzialności za powierzone nam osoby i wydarzenia. Przyświecająca idea. Kiedy człowiek otwiera się na rzeczywistość, która staje na jego drodze potrzebuje właściwej wrażliwości, która pomoże mu rozeznawać to, jakie działanie powinien podejmować. Od wielu już lat odkrywam, jak w szczególnych sytuacjach Bóg nie tylko mnie prowadzi, ale odkrywa przede mną...
dlaczego się boicie?

dlaczego się boicie?

     Każda chwila, przynosi w naszym życiu coś nowego, ale świadomość tylko niektórych sytuacji, budzi w nas niepokój, czy nawet strach. Często stajemy wobec wydarzeń, które podobne są do tych, które już w życiu mieliśmy okazję przeżyć, ale i tak pojawia się w nas wówczas wiele pytań i wątpliwości. Zdajemy sobie sprawę, że nie ma schematów, jakby szablonu, który może posłużyć nam do odwzorowania kolejnych sytuacji. Boimy się raczej nie tego, że rozpoczyna się coś nowego, tylko tego, że nie poradzimy sobie, że nie uda nam się komuś przypodobać, albo, że nie osiągniemy jakiegoś z góry upatrzonego celu. Czyli nasze rozterki, spowodowane są raczej naszą bujną wyobraźnią, a nie faktyczną rzeczywistością, którą bylibyśmy wstanie przeżyć dobrze, gdyby nie nasze wcześniejsze planowanie i oczekiwania.       Każde wydarzenie, w którym bierzemy udział jest w pewnym sensie przygodą. Inni oczekują wydarzeń niezwykłych, jak zdobycie jakiegoś szczytu, czy podróż po pustyni; inni potrafią w swojej codzienności dostrzec elementy przygody, które  zmieniają sposób w jaki traktują swoje życie i sprawiają, że zawsze pojawiają się jakieś szczególne doświadczenia, historie. Nie oczekujmy od życia, że nas zaskoczy, lecz starajmy się zaskoczyć samych siebie, znajdując sposoby na to, aby inaczej potraktować swoją codzienność. Możemy pozostać w pozycji ludzi zazdroszczących innym tego, w jakich przygodach uczestniczą, o czym opowiadają, albo możemy rozpocząć swoją własną przygodę, podejmując się swojej codzienności, w zupełnie inny, niż dotąd, sposób. Ostatnio czytając pewną historię księdza, zdumiał mnie opis jakiejś osoby, która przedstawiała wydarzenia z życia tego księdza i dotykała jego codzienności, podkreślając wyjątkowy sposób, z jakim podchodził do ludzi, rożnych tematów, zdarzeń, w tym również jego ciężkiej choroby. Czytając to, zdałem...