święta bez Boga?

święta bez Boga?

święta bez Boga? Już od bardzo długiego czasu, wszystko dookoła nas tętni atmosferą świąt. Wchodząc do jakiegokolwiek sklepu, miejsca, trudno jest nie zauważyć, że wszyscy przygotowujemy się do przeżycia świąt. Ale czy wszyscy aby będziemy przeżywali te same święta? Skąd to pytanie, pewnie się zastanawiasz. Pytałem wśród młodzieży o to, co im przypomina dziś o świętach, w tym co ich otacza. Przywoływali wiele przykładów, chociażby witryny sklepowe i dekoracje, bombki i choinki, światełka itp. Później jednak zadałem inne pytanie: „co w takim razie, w tym wszystkim co was otacza, przypomina wam, że będziemy przeżywali święta Bożego Narodzenia?” Niestety nastało milczenie.  Wszystkie dekoracje i piękne rzeczy, tworzą jakiś klimat i przypominają nam, że będą święta. Niestety w sklepach nie znajdziemy praktycznie niczego, co pokaże nam, że są to święta chrześcijańskie, związane z tą piękną tajemnicą zawartą w słowach: „Bóg stał się Człowiekiem”.  W wielu domach zanikła tradycja, czytania fragmentu Ewangelii, opisującego Narodzenie Jezusa. Z wielu domów, niestety mało osób wybierze się na „Pasterkę”, czy na mszę w Uroczystość Narodzenia Jezusa, zatem co te właśnie osoby świętują.  Niestety we współczesnym czasie propaguje się różne opcje świąt, również te „bez Boga”. Są te, które akcentują wypoczynek, klimat, prezenty i wspólną kolację; inne natomiast przypominają o wydarzeniu sprzed 2000 lat, kiedy to Jezus: „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” (Vat II) Niby jedne święta, a ich znaczenie i przebieg tak radykalnie odmienny. Skąd się bierze takie nastawienie? Czy święta...
II Niedziela Adwentu (2014)

II Niedziela Adwentu (2014)

tydzień 2 przygotujcie drogę Panu, bo… …ważniejsze jest pojednanie przy stole, niż prezenty pod choinką i stół pełen potraw. W Liturgii Słowa, z II Niedzieli adwentu, szczególnie wybrzmiewają proste, ale bardzo konkretne słowa: „przygotujcie drogę Panu”  Jeśli znamy kierunek i staramy się, aby czas adwentu nadał naszej codzienności właściwy kierunek, odkryjemy jeszcze bardziej znaczenie słów: „przygotowanie” i „droga” „PRZYGOTOWANIE” Przygotować można się na coś, co dobrze znamy, co możemy przewidzieć, ale trudno jest się przygotować na coś trudnego do wyobrażenie, tym bardziej nie znając ani czasu ani tego jak to nastąpi. Przygotowanie, nie może zatem ograniczyć się tylko do czasu – adwentu, ani do miejsca – naszego sumienia. Przygotowanie musi objąć całego człowieka – jego serce, duszę, myśli, zwyczaje, wartości którymi się kieruje, sposób bycia, relacje z innymi osobami itp. Spoglądając dziś, na ludzi krążących po sklepach na tych, którzy już zdążyli ochłonąć po „pierwszej akcji prezent” (św. Mikołaj), zaczynają już coraz bardziej drżeć z powodu drugiego przygotowania i „drugiej akcji prezent” (wigilia). Przygotowanie do przeżycia świąt Bożego Narodzenia, choć jest proste do wyobrażenia, przewidzenia i tak napawa nas niekiedy przerażeniem i bólem głowy. Ale ostatecznie, kiedy zasiądziemy do wigilijnego stołu, większość z was odetchnie i stwierdzi, że: „udało się, wszystko gotowe”. Jednak, czy o takie przygotowanie chodzi w dzisiejszej Niedzieli? Czy właściwie rozumiemy przygotowanie mając w myśli efekt, którym będzie wytchnienie po długotrwałym wysiłku stania przy kuchence i przygotowywaniu różnych dań. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że o inne przygotowanie chodzi. Ale w szczegółach, trudno nam się jest przyznać, że do końca chyba jednak nie rozumiemy tego prostego słowa i zadania. Wbijam trochę kij w mrowisko, pisząc...
I Niedziela Adwent (2014)

I Niedziela Adwent (2014)

Już zaczynamy…      Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy szczególny czas w Kościele. Katechizm Kościoła Katolickiego tak wyjaśnia ten czas:       „Celebrując co roku liturgię Adwentu, Kościół aktualizuje to oczekiwanie Mesjasza; uczestnicząc w długim przygotowaniu pierwszego przyjścia Zbawiciela, wierni odnawiają gorące pragnienie Jego drugiego Przyjścia (por. Ap 22, 17). Przez celebrację narodzin i męczeństwa Poprzednika Kościół jednoczy się z jego pragnieniem: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 30).” (KKK 524)      Powyższy cytat przypomina nam o dwóch kierunkach Adwentu: duchowym i fizycznym. Duchowo odkrywamy na nowo tajemnicę Bożych narodzin i tego, na co oczekujemy – powtórnego Jego przyjścia w czasie ostatecznym; fizycznie pięknie zamiar adwentu wyjaśnia myśl św. Jana Pawła II:      Adwent jest przygotowaniem do wielkiej radosnej odmiany. Miarą Adwentu w każdym z nas jest postęp wewnętrzny, postęp duchowy człowieka. Trzeba, abyśmy nasz tegoroczny Adwent mierzyli również tą miarą. Trzeba, abyśmy do tego postępu przykładali się całym sercem. Trzeba, abyśmy szukali oczyszczenia w Sakramencie Pokuty i umocnienia w Eucharystii. (Jan Paweł II)     Zatem rozpoczynamy czas – Adwent, który jest szczególną szkołą czekania. To nie jest czas umartwień, ale porządkowania naszych sumień…      Przed nami cztery, pojawiające się w kolejne niedziele adwentu, rozważania, które wprowadzać nas będą w te szczególne zamysły tych dni. Zastanówmy się nad tym, co możemy w tym szczególnym dla nas czasie zrobić, dla siebie, naszych bliskich. Podejmijmy się codzienne, choćby krótkiej modlitwy w intencji dobrego wykorzystania tego czasu. tydzień 1 Pan przychodzi – Pan przyjdzie. Właściwy kierunek… W ostatnim czasie szczególnie, zastanawiając się nad osobistym przygotowaniem do Adwentu, zapytałem samego siebie: w jakiej „perspektywie wiary” faktycznie...
czy jesteśmy wolni?

czy jesteśmy wolni?

czy jesteśmy wolni? Ostatnio będąc w sklepie z prasą, usłyszałem mniej więcej taki dialog, w którym brały udział trzy panie. Pani kupująca mówi: już tak dawno nie grałam, może mi pani poleci jakąś loterię. 1 pani sprzedawczyni: może lotto… kupująca: a ile kosztuje… 1 pani sprzedawczyni: jest wiele do wyboru, zależy ile pani chce zapłacić (tutaj wymieniła różne ceny…) Po zdecydowaniu się, kiedy już sprzedawczyni wydrukowała, znów zaproponowała: a może pani też chce jakąś zdrapkę kupić… znów pytanie o cenę… i decyzja kupna. 2 pani sprzedawczyni: (jakby spod lady, odzywa się) może „Wróżkę”, to takie ostatnio poczytne pisemko… kupująca: nie, raczej nie czytam takich rzeczy… dialog urwany, jakby ze smutkiem i rozgoryczeniem, że nie udało się wcisnąć kolejnej rzeczy… Ja rozumiem, że najważniejsze dla sprzedającego jest upchnięcie jednej osobie, jak największą ilość różnych rzeczy, ale żeby aż tak natarczywie. Zresztą, byłem następnym klientem i usłyszałem 3 inne propozycje, oprócz tego, co rzeczywiście chciałem kupić. Historia powtarza się w zasadzie za każdy razem, gdy kupuje tam różne rzeczy. Niezależnie od tego, co chce, jakby w pakiecie proponuje mi się kolejne rzeczy. Ma się wrażenie, że z jednej strony to wychodzenie w stronę klienta, jego potrzeb, ale z drugiej strony, mam wrażenie, jakby panie chciały mi udowodnić, że przychodząc do tego sklepu, do końca, nie wiem co chce kupić. Czyżby to była ogólna moda, sprzedaży wiążącej, a może panie liznęły trochę tematu manipulacji i za każdy razem próbują wpłynąć na klientów, oferując im natarczywie, przeróżne rzeczy. Ja poczułem niesmak, bo wydało mi się rażące to, że ktoś próbuje w jakiś sposób, wpływać na moją wolność. Ile jest takich sytuacji, niekoniecznie związanych...
Mimo szarości odnaleźć kolory

Mimo szarości odnaleźć kolory

Mimo szarości odnaleźć kolory Ludzie często doszukują się przyczyn złego, a nie dobra. Bardziej zastanawiają się nad tym jak to się stało, że się nie udało niż nad tym dlaczego się udało. Trudno, aby w tak rozumianym świecie zdarzeń, doszukać się czegoś pozytywnego, skrywającego w sobie choć odrobinę nadziei. Czy jest tak, że łatwiej nam ocenić zło, niż doszukać się dobra? Dlaczego tak się dzieje. To chyba wynik życiowego paradoksu – to, co złego nam się przydarzy, albo uczynimy, przypisujemy sobie, własnej nieudolności, brakom, które sobie przypisujemy; pojawienie się dobra, które doświadczamy, przypisujemy różnym ewentualnościom, możliwościom istniejącym poza nami: szczęście, przypadek, los itp. Świat z tej perspektywy, może w ostateczności wydawać się monotonny – szary, mało przyjazny, a w ostateczności nudny. Czy moje życie jest tylko produkowaniem zła, a szczęście jest tylko prezentem? W przypadku jednej osoby, może faktycznie być tak, że jej życie jest wypełnione „kolorami” i może nieustannie doszukiwać się jakichkolwiek powodów dla swojej nadziei, a ktoś inny przytłoczony ciężarem obowiązków i codziennych spraw, uzna że jego świat jest szary, pozbawiony kolorów. Pięknie to obrazuje jeden z motywów filmu pt. „Dawca pamięci”. Początkowo film utrzymany jest w obszarze szarości, co może nawet nas nie zaskoczyć, a niektórzy może nawet i tego nie zuważą. Jednak dlaczego tak jest. Otóż mieszkańcy pewnej strefy ograniczonego terytorium, nie wiedzą w ogóle o istnieniu kolorów, co jest spowodowane lekami wygłuszającymi wiele normalnych ludzkich zachowań. Główny bohater w pewnym momencie zaczyna widzieć inaczej, w tym również kolory, a to wszystko zawdzięcza „dawcy”, który go w tym temacie uświadamia i podpowiada mu by zaprzestał zażywanie lekarstw. W jakimś czasie, człowiek ten odzyskuje to, co...
trudności – duchowe rozwiązania

trudności – duchowe rozwiązania

trudności – duchowe rozwiązania Któż z nas nie ma trudności. Pojawiają się w kontekście rożnych sytuacji i mają przeróżne znaczenie. Trudności nie muszę mieć negatywnego znaczenia. I znów nawiązanie do jesieni… Opadłe, zwiędłe liście, z czasem tracąc swoje kolory czernieją, gniją i jeśli ktoś je zmiecie i wyrzuci, znów nastanie porządek, ale jeśli nie, wciąż będą nas kłóć w oczy i przypominać o nieuchronnym zdarzeniu. Trudności, jak liście symbolizują coś, co staje się w nas martwe, co należy w odpowiedni sposób uporządkować. W wielu doświadczeniach, które nas dotykają, a szczególnie tych trudnych dla nas, możemy dostrzec pewną prawidłowość: Trudność – próba – oczyszczenie – przejście głębiej. Przez bardzo długi czas na trudności spoglądałem jak na ścianę, która mnie oddziela od czegoś; przysłania mi coś i odbiera łatwość dostępu. Wszystkie trudności są przeciwko mnie. Piętrzące się zdarzenia wywoływały coraz większe zdenerwowanie i irytację, aż z czasem zacząłem obserwować, że trudność – próba, czyni mnie podobnym do Jezusa Ukrzyżowanego, który krzyczy: Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił. Później przyszło światło – skoro była śmierć, a później zmartwychwstanie, to mogę to spróbować doświadczyć również w swoim życiu, kiedy przyjmę postawę Jezusa. Nie było to łatwe i nadale nie jest, ale pojawia się zupełnie inne nastawienie wobec życia, codziennych zdarzeń, a szczególnie tych trudnych. Oto mój klucz – być jak Jezus Ukrzyżowany i Opuszczony i w ten sposób wejść w kolejne doświadczenie mojego życia. Z trudnościami można, a niekiedy wręcz należy działać, opierając wszystko na dwóch fundamentach: duchowym i fizycznym Duchowy – głębsze zrozumienie okoliczności i możliwość ubogacenia się przez te okoliczności. Pewnie każdy z nas pamięta historię Hioba i próby, która...
obumieranie – od ziarenka do krzyża

obumieranie – od ziarenka do krzyża

obumieranie – od ziarenka do krzyża Jesień jest taką porą roku, która w tajemniczy sposób sprawia, że człowiek się nad różnymi sprawami wiele zastanawia… Opadające liście i opustoszałe gałęzie stają się nie tylko znakiem zbliżającej się już kolejne pory roku – zimy, ale przypomina też o naturalnym cyklu przyrody – „narodziny – śmierć – narodziny”. Właśnie w tym cyklu natury, możemy dostrzec pewien wzorzec, który powiela się również w naszym życiu codziennym. Pewne sprawy, które dzieją się w naszym życiu w jakiś sposób dla nas niezrozumiały obumierają, niekiedy nawet całkowicie znikają, a po jakimś czasie pojawiają się odmienione, przynoszące nowe zdarzenia. 1. Jesień przypomina o obumieraniu Natura może przkonać obserwatora, że drzewo, które gubiąc liście pozornie stają się martwe, wcale takim nie jest. To samo drzewo za kilka miesięcy znów stanie się symbolem życia, rodząc kolejne liście, owoce. Ta naturalność przełożona na życie codzienne człowieka, może w niektórych sytuacjach nieco uspokoić i dać siłę do przetrwania. Podobnie w naszym życiu, są różne sytuacje, które na pozór wydają się być lub stawać martwe, ale to takie „gubienie liści”, które jeśli przetrwamy, jeśli właściwie będziemy działać, może przynieść obraz „starego drzewa”, lecz z nowymi liśćmi, kwiatami i owocami. Coś umiera, aby mogło znów się narodzić. Wydaje się to być już jakąś filozofią, która zaadoptowana do naszych warunków życia, może przynieść radość oczekiwania tego „nowego czasu”. Mam wrażenie, że niektóre sytuacje z mojego życia są jak ziarna zasiane w ziemię. A z nimi dzieje się coś niebywałego. Dokonuje się życiowy paradoks – aby mogło coś z nich wzrastać muszą najpierw obumrzeć, rozłożyć się, aby mogło z nich wzrosnąć jakieś „nowe życie”. Niepowodzenie,...
uchwycona myśl – latarnią dla mojego tygodnia.

uchwycona myśl – latarnią dla mojego tygodnia.

Zastanawiam się nad tym, co i jak mam zrobić, gdy dociera do mnie jakaś myśl – zachęta, zaproszenie. Obracamy się w świecie, w którym wiele różnych haseł dociera do naszego umysłu i wywołuje różne reakcje. Często jesteśmy czymś zdumieni, zachwyceni i zapaleni… Jedne słowa bardziej inne mniej, ale zapadają w naszej „duszy” i pragną nas obudzić do jakiegoś działania. Niekiedy mamy trudność, jak coś zrozumieć, w jaki sposób postępować z tą myślą, aby rzeczywiście zrodziły się z niej jakieś owoce. Być może przeraża nas to, że sobie nie poradzimy, że nie wyłapiemy zasadniczej treści, faktycznego sensu. Spróbuj jednak, tak jak rozumiesz, wprowadzić coś w swoje życie. Czy jednak wprowadzenie w życie jakiejś myśli, musi wiązać się z radykalnymi zmianami, czy może chodzi w tej myśli o to, by wpłynąć na nasz rozwój. Myśl pozytywnie… Nie możemy dopuścić takiego myślenia, że pojawiająca się jakaś propozycja, zachęta – zaproszenie, ma za zadanie dokonać inwazji na naszym życiu – codzienności, czy sposobie myślenia. Raczej pomyślmy pozytywnie, że wypowiedziana myśl ma nam w czymś pomóc, ma nas przeprowadzić przez jakieś sytuacje. Jeśli odnajdziemy w sobie to pragnienie pozytywngo myślenia i przyjmowania różnych propozycji, staniemy się bardziej otwarci na to, co sama myśl nam proponuje. Prawdziwie usłyszeć… Potrafimy rzeczywiście słuchać. Często jesteśmy wstanie powtórzyć bardzo długie dialogi, czy fragmenty książek które przeczytaliśmy; przywołać jakąś informację lub powtórzyć czyjeś zdanie. Problemem nie jest tylko usłyszeć, ani też przyjąć, ale trudność stanowi to, by te słowa w nas działały. Tak słuchać, aby usłyszeć, wewnętrzną intencję jakiejś myśli. 1. STAĆ SIĘ PUSTYM – GOTOWYM DO PRZYJĘCIA SŁOWA, CAŁEJ OSOBY. Kiedy można zrozumieć drugiego człowieka? Wtedy, gdy nie...
modlitwa do św. Rodziny (cz.1/4)

modlitwa do św. Rodziny (cz.1/4)

wskazówki Papieża Franciszka – komentarz do modlitwy (cz.1) Modlitwa do Świętej Rodziny Jezu, Maryjo i Józefie w Was kontemplujemy blask prawdziwej miłości, do Was zwracamy się z ufnością. Święta Rodzino z Nazaretu, uczyń także nasze rodziny środowiskami komunii i wieczernikami modlitwy, autentycznymi szkołami Ewangelii i małymi Kościołami domowymi.  Święta Rodzino z Nazaretu niech nigdy więcej w naszych rodzinach nikt nie doświadcza przemocy, zamknięcia i podziałów: ktokolwiek został zraniony albo zgorszony niech szybko zazna pocieszenia i uleczenia. Święta Rodzino z Nazaretu, oby Synod Biskupów mógł przywrócić wszystkim świadomość sakralnego i nienaruszalnego charakteru rodziny, jej piękna w Bożym zamyśle. Jezu, Maryjo i Józefie Usłyszcie, wysłuchajcie naszego błagania. Kiedy korzystam z napisanej przez Papieża Franciszka modlitwy do Świętej Rodziny, jakaś wewnętrzna intuicja podpowiada mi, że oprócz modlitwy, tkwi w tym tekście wiele cennych drogowskazów. Chciałbym w czterech częściach, głębiej rozważyć ten tekst.  Przy okazji zachęcam Was kochani do tego, aby uczynić jakiś krok, choćby najmniejszy, aby poniższe rozważania, uczynić dla siebie okazją do refleksji, rachunku sumienia i wyznaczenia sobie zadań.  I 1. Święta Rodzino z Nazaretu… blasku prawdziwej miłości, do was zwracamy się z ufnością. Oczyma wyobraźni, możemy spróbować zobaczyć Nazaret, atmosferę panującą w domu Świętej Rodziny, prace codzienne, które wykonują, śmiech Jezusa…  Bóg miał w zamyśle, rodzinę. Dlaczego ta rodzina ma być taka szczególna dla nas? Dlatego, że ich istnienie i wielkość, zawdzięczają Bogu, który uczynił krok miłości ku każdemu z nas i postanowił ofiarować swojego Syna. Nie mogło to się stać inaczej, jak poprzez Wcielenie (stał się Człowiekiem). Jego obecność pomiędzy Józefem i Maryją, czynią szczególny przykład rodziny, w której działa Boża Miłość i w której obecność Jezusa pomiędzy nimi, czyni ich obrazem prawdziwej miłości. Święta Rodzina wzorem miłości, dlaczego? Niezwykłym darem...
Obrazy

Obrazy

OBRAZY Przez lata naszego życia nagromadziliśmy w sobie różnego rodzaju obrazy. Są one nośnikiem naszych osobistych doświadczeń lub tego w czym mieliśmy udział pośredni. Obraz są wyobrażeniami przechowującymi czas, miejsca, ludzkie, twarze i historie. Przechowujemy je w sobie ponieważ są dla nas ważną częścią nas samych. Najskrytsze tajemnice naszego serca, uczuć, myśli namalowały w nas coś co daje początek nowym obrazom. Historie tworzą się nieustannie, malując kolejne obrazy, wypełniające galerię naszego wnętrza. Może temat: „obrazy”, wydawać się nieco abstrakcyjnym, filozoficznym podejściem, ale to właśnie one kłębią się w nas, ukazując kolejne ważne chwile naszego istnienia. Każdy ma na pewno jakieś obrazy z dzieciństwa, z czasu dojrzewania, z okresu dorosłości. Jedne mają dla nas wartość sentymentalną, inne emocjonalną, może niektóre stanowią źródło naszego rozwoju intelektualnego. Tak wielu i tak przeróżnych spraw dotyczą nasze obrazy. Nasze wewnętrzne duchowe obrazy, są jak zdjęcia dokumentujące innego rodzaju podróże. Te fizyczne zdjęcia, odchodzą w niepamięć, niszczone czasem, chowają się na dnie szuflady. Jednak obrazy są na tyle silne, realne, że wystarczy zamknąć oczy i już wyobraźnią malujemy i odtwarzamy kolejne momenty, sceny naszego życia. Masz takie obrazy? Na chwilę zamknij oczy i powróć wyobraźnią do tego, co mocno skrywa się w tobie, w te bardzo osobiste przeżycia, wrażenia, odkrycia… Jesteśmy wszyscy jak katalogi – albumy, gromadzące w sobie nieskończoną liczbę obrazów. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego poruszam akurat taki temat. Nie musisz szukać skrywanych podtekstów, czy jakiegoś tajemniczego podwójnego dna. Odpowiedź wydaje się prosta. Jesteśmy ludźmi, którzy w ten sposób właśnie przechowujemy różnego rodzaju doświadczenia – przez te prawdziwe i wyimaginowane nieco obrazy, zachowujące mniej lub bardziej prawdziwe oceny różnych sytuacji. Gdy zamknęliście oczy, jaki...
Bóg i Jego obraz…

Bóg i Jego obraz…

Bóg i Jego obraz… Historia naszych duchowych doświadczeń, ma początek w tym, co przekazali nam, bardziej lub mniej świadomie, rodzice. Uczyli nas różnymi sposobami o rzeczywistości wiary, Boga i innych sprawach. Wychowując się w tym duchu, zabraliśmy ze sobą jakiś obraz. Niekiedy wraz z rozwojem intelektualnym, emocjonalnym, fizycznym, dochodzimy do własnych odkryć i tak tworzymy swoje własne wyobrażenie. Są to przeróżne obrazy, bo i nasze doświadczenia są przeróżne. Już od jakiegoś dłuższego czasu, krążyły mi w głowie różne myśli związane z tematem: obraz Boga. Temat ten stał się jeszcze silniejszy, gdy podczas lekcji w szkole, w kilku klasach, wypłynął on na wierzch, ukazując pewne swoje pozytywne i negatywne aspekty. Myślę, że jest to ważna sprawa, nad którą powinniśmy się zatrzymać i zastanowić, a nie tylko pozostać w jakimś gotowym schemacie, wzorze utartym przez lata. Tym bardziej, że jest to też kwestia, która niestety wywołuje dzisiaj postawy anty-nastawienia. Obraz Boga, który zrodził się w wielu osobach, jest powodem ich rozgoryczenia, obwiniania Boga za zło, powodem wykrzywienia wiary i osobistego nastawienia względem Kościoła (kościoła), ludzi wierzących, księży i różnych zagadnień itp. Niekiedy trudności wypływają z braku jakiegokolwiek obrazu, a niekiedy kwestia zachowań, czy sytuacji, wpływają na ogólny obraz Kościoła.  POZYTYWNY obraz Boga. Taki obraz mają najczęściej osoby, które rzeczywiście przejawiają się żywą wiarą. Ich osobistego spotkanie z Jezusem w modlitwie, Eucharystii w sakramencie pojednania, sprawia, że obraz się krystalizuje i nieustannie ubogaca, o nowe odkrycia. Łatwiej jest znaleźć właściwy obraz Boga tej osobie, która umiejętnie korzysta ze Słowa i w nim szuka scen ukazujących faktyczną postać Boga. Właściwa interpretacja Słowa, Jego rozważanie otwiera człowieka na osobiste doświadczenie zarówno obecności Boga, jak...
Różaniec – modlitwa obrazami

Różaniec – modlitwa obrazami

Różaniec – modlitwa obrazami „W tej modlitwie powtarzamy po wielokroć słowa, które Dziewica Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki, Elżbiety. Na tle słów: „Zdrowaś Maryja” dusza uzmysławia sobie zasadnicze wydarzenia (Tajemnice) z życia Jezusa Chrystusa… Modlitwa tak prosta i tak bogata. Z głębi mojego serca zachęcam wszystkich do jej odmawiania.” (Castel Gandolfo 1 X 1995, papież Jan Paweł II) Różaniec, może nauczyć nas: rozważania, wyobrażania i poznawania tajemnic z życia Jezusa. Często odmawiając różaniec, bardziej skupieni jesteśmy na samej modlitwie Ojcze nasz, Zdrować Mario, a nie na samych słowach, które te modlitwy wyrażają, a często zdarza się też to, że zapominamy, że modlitwy są refrenem wobec tajemnic, które powinniśmy szczególnie rozważyć, modląc się na różańcu. Cenniejsza jest niekiedy ilość, niż fakt rozważania jakiejś tajemnicy. Oczywiście, podobnie jak różaniec tak też inne okazje, są rzeczywistą szkołą modlitwy i nie należy przejmować się, że coś może nam nie wyjdzie, że czegoś nie potrafimy. Modlitwa, to również kwestia zaufania Bogu, Któremu powinniśmy pozwolić się prowadzić. Dla mnie modlitwa różańcowa, jest lekcją „ewangelicznej wyobraźni”. Rozważając poszczególne tajemnicę, przede wszystkim staram się najpierw w wyobraźni namalować obraz tej sceny, którą rozważam. Oglądając ją z różnych stron, staram się sobie wyobrazić: gdzie w niej jestem, co robię, co mówię, gdzie patrzę itd. Po takim krótkim wyobrażeniu sceny, wzbudzam w sobie intencję mojej modlitwy i odmawiam „dziesiątkę”.  Chciałbym również was, zaprosić do stworzenia może nowej okazji do modlitwy, tym razem modlitwy obrazami. Poniżej umieszczam różne piękne obrazy, przedstawiające poszczególne tajemnice różańca. Może warto właśnie, spróbować oglądając poszczególne zdjęcia, zwrócić uwagę na to, jak autor tego obrazu, wyobraża sobie poszczególne sceny. Może, dzięki temu, rozważanie...
odłączyć kotwicę

odłączyć kotwicę

Odłączyć kotwicę… Chwila wieczornej zadumy… Jak często spotyka cię taka chwila, w której uciekasz w przeszłość, zatapiając się w różnych momentach: myślach, wydarzeniach. Chwila rozpłynięcia się w przeszłości, sprawia, że wielu z nas boi się powrócić do teraźniejszości i podjąć się kolejnych nowych zadań. Przeszłość staje się niekiedy dla nas bardziej teraźniejszością, niż ona sama. Wbijamy się w sentymentalizm i melancholię, niekiedy uciekając od tego, co obecnie się z nami dzieje, w czym możemy uczestniczyć. Miłe chwile, pomyślne rozwiązania – to z niewymierną siłą, wraca do naszego umysłu, nie pozwalając nam niekiedy dobrze przeżywać chwilę obecną. Pragnienie, by powróciło to co piękne i dobre, a co było w przeszłości, jest silniejsze od pragnienia wejścia w obecną sytuację naszego życia. Choć to takie dla nas przyjemne, to jednak z czasem okazuje się bardzo niebezpieczne. Nieustanne rozważanie o przeszłości, wyobrażanie sobie z niej scen, które dawno temu nam się przydarzyły, pociąga za sobą pewne konsekwencje: 1. chwila wspomnień – sentymentów, to mocne przywiązanie do przeszłości i do przeżywanych kiedyś doświadczeń. To może sprawić, że posługiwać się będziemy przeszłością jak szablonem. Z jednej strony, wszystkie podobne wydarzenia, które kojarzą nam się z negatywnymi momentami z przeszłości, będą według nas oceniane negatywnie. Sytuacje pozytywne, będą porównywane z sentymentalizmem z przeszłością i nie będziemy tworzyli niczego nowego. 2. zatrzymanie w przeszłości sprawia, że człowiek może nigdy nie ruszy w przyszłość Po to zarzuca się kotwicę, aby statek dryfował w miejscu. Podobnie ma się z „kotwicą”, którą może być nasza przeszłość. Nawet możemy sobie tego nie uświadamiać, że nasze życie nie ma żadnego tempa, ani rytmu, ponieważ my wciąż stoimy w miejscu, w którym rzuciliśmy...
Cud… pozyskać brata.

Cud… pozyskać brata.

POZYSKAĆ swego brata… Może kiedyś postawiłeś sobie pytanie: jak masz żyć Słowem? I wciąż poszukujesz sposobu, by Nim się autentycznie kierować i odnosić do swojej codzienności. Może bywają chwile zwątpienia, trudności, które poddają twoje pragnienie w wątpliwość. Pewnie też masz wiele sytuacji, w których tak bardzo konkretnie udało ci się żyć Słowem i otrzymać jakieś doświadczenie i owoce. W kontekście czytania, rozważania Słowa, wpadły mi przed nos tekst wywiady z abp Konradem Krajewskim, który w kontekście tej krótkiej mojej myśli o Papieżu Franciszku mówi tak: „To człowiek niezwykle mądry. Przeżył już swoje życie, nabrał doświadczenia, a co za tym idzie – wielkiej pokory. On nie tylko czyta Ewangelię, on żyje Ewangelią. „Nie czytaj książek o słowie Bożym. Czytaj słowo Boże!” – zwrócił mi kiedyś uwagę. Przyznał, że kiedy ma jakiś trudny problem do rozwiązania i nie wie, co robić, właśnie w Piśmie Świętym szuka odpowiedzi. Pyta, co w takiej sytuacji zrobiłby Jezus.” Bardzo podoba mi się to, ponieważ moja duchowość – styl życia, to też kierowanie się Słowem, życie Nim i szukanie w Nim rozwiązań. Będąc z wizytą u chorych, przez cały rok, wchodząc do jednego domu, spotykałem mężczyznę który zawsze był obecny w czasie wizyty w domu jego mamy. Wielokrotnie zachęcałem i zwracałem uwagę o tym, by poszedł do kościoła, do spowiedzi (nawet wielokrotnie mu oferowałem możliwość spowiedzi przy okazji wizyty z Komunią św. u jego mamy). On jednak zawsze z uśmiechem przekładał to „na później”. Myślałem sobie, że pięknie by było, gdyby kiedyś jednak udało mi się go przekonać, by skorzystał z sakramentu pojednania, a jednocześnie by mógł przyjąć też Komunię świętą. Pewnej soboty podjeżdżając z kierowcą pod ich dom, w formie...
filozofia małych kroków

filozofia małych kroków

filozofia małych kroków… (1 artykuł – początkowy…) Chciałbym rozpocząć tym właśnie krótkim artykułem pewien cykl zatytułowany: „filozofia małych kroków”. Może ktoś z was słyszał już o czymś takim, a może nie. Ufam, że już sama nazwa was zaciekawiła. Wielokrotnie chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, np. chcemy systematycznie się modlić, chcemy biegać lub jeździć na rowerze, albo chcemy pozbyć się jakiegoś nałogu, albo stworzyć jakiś koncept, lub zwyczajnie schudnąć. Mamy wówczas przed sobą cel, ale od razu pojawia się w nas myśl – lęk, że nam się nie uda, nie powiedzie. Rozpoczynamy z hukiem nasze przygotowania, próbujemy i po jakimś czasie nie mamy chęci, sił, a cel zamiast się przybliżać, to w zasadzie albo się oddala, albo zupełnie znika. Czy nie jest tak? Otóż filozofia małych kroków, jest zupełnie innym podejście do powyższych spraw. Cele może się nie zmieniają, ale metoda – jak chcemy je osiągnąć zmienia się diametralnie.  Filozofia Małych Kroków… – to inaczej KAIZEN – (kai- zmiana; zen  – dobry, czyli dobra zmiana). Jest to filozofia zapoczątkowana bardzo dawno temu w Japonii, ale jej skuteczność tak bardzo ją rozpowszechniła, że dziś funkcjonuje w wielu firmach nie tylko w Japonii, ale można ze spokojem powiedzieć, że dotyczy już ona bardzo wielu osób i wielu firm.  CO TO JEST? Jest to ciągłe doskonalenie siebie poprzez wprowadzanie małych zmian. Nieco filozoficzne podejście, które eliminuje lęk przed dużymi zadaniami, przed którymi stajemy. Metoda da – bo tak ją możemy również potraktować, zapewnia ciągły rozwój i dążenie do osiągnięcia celów. Metoda raz wprowadzona i dotycząca jednej kwestii, bardzo szybko przenika inne, stając się niekończącym się drobnym ulepszaniem. Plusy są takie, że oprócz...
jak usprawnić sobie życie

jak usprawnić sobie życie

Niekiedy siedząc w towarzystwie, widzę osoby, które często wyjmują telefon komórkowy i przez jakiś czas coś na nim robią. Pomyślałem sobie i zadałem pytanie: „ile czasu, codziennie spędzamy robiąc coś w telefonie?” Jesteś wstanie ocenić? Nie myśl sobie, że teraz cię zopiniuję i napiszę coś negatywnego. Nie ważne w sumie ile czasu spędzam trzymając w ręku telefon, ale ważne jest to do czego on ci służy. W sumie takim szczególnym momentem, uświadomienia sobie, czym dla mnie jest telefon, było kiedyś spotkanie z pewnym księdzem, który też chciał sobie sprawić taki telefon jak ja i wypytywał mnie o to, jakie aplikacje mam, jak on funkcjonuje i sprawdza się w różnych opcjach itd. Wówczas opowiadając o zaletach i ewentualnych wadach, uświadomiłem sobie, że te kilka stron z aplikacjami w moim telefonie, to w zasadzie kontynuacja mojego życia. Telefon, jako przedłużenie ręki… Cała organizacja zawarta jest właśnie w nim i trudno by mi było funkcjonować bez tego urządzenia. Ktoś powie – uzależniony… Hmmm – a można być uzależnionym od życia? W końcu telefon ma mi służyć, a nie na odwrót. Kontroluje i organizuje swoje życie, w różnych aspektach właśnie za pomocą tego przedmiotu. Dla wielu osób, smartphone wciąż pozostaje zabawką, dzięki której można wejść na FB, albo pograć sobie, w chwili nudy i wolnego. Jednak wiele osób to urządzenie traktuje jako przyrząd pracy i nie jest wówczas dla nich zabawką, gadżetem, ale „techniczną częścią życia”. Mądre korzystanie z tego typu przedmiotów, może znacznie ułatwić nam funkcjonowanie w naszej codzienności. To nie tylko kwestia terminarza, poczty, kontaktów, ale może dotyczyć również wielu innych, ważnych sfer naszego życia. Do czego zatem wykorzystuję telefon? jest...
na granicy ciemności…

na granicy ciemności…

wyjść ze swojej ciemnej krainy… Od kilku dni, za oknem wciąż szaro, a deszczowe chmury krążące nad miastem, wciąż rozdrapują dzień, łudząc, że nadejdzie lepsza chwila. Ta zewnętrzna ciemność, stała się po części motorem do napisania krótkiej refleksji w kontekście innej ciemności, duchowej, w której może właśnie nie jeden, albo nie jedna z was się znajduje, nie wiedząc w którą stronę odwrócić swój wzrok, w poszukiwaniu światła nadziei. Wiele fragmentów biblijnych mówi o ciemności, o nocy, w której dokonują się liczne walki duchowe człowieka ze złem. Pojawia się też fragment mówiący o pograniczu dwóch światów: Izraela i świata pogan. Linia oddzielająca te światy, została chwilowo wyłączona, jakby ktoś chciał pokazać, że jej w ogóle nie ma. Jezus staje po jednej stronie, a po drugiej, w innym świecie, pojawia się kobieta kananejska.  Mt 15, 21-28 Wiara niewiasty kananejskiej A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!  Od czego zacząć… Oprócz tych ciemności snujących się ponad naszymi głowami, wywołanymi deszczowymi chmurami, pojawia się również noc. Jest też inny rodzaj ciemności, która dotyka ludzkich myśli, pragnień, uczuć… Tak jak na te pierwsze nie mamy wpływu, tak już w przypadku duchowych nocy, ciemności, sytuacja ma się trochę inaczej.  Trudności, które nas spotykają, a które często związane są z naszą codziennością, wprowadzają nas w stan niemocy. Nie potrafimy odnaleźć kierunku działania, sensu, pozytywnej myśli. Wydaje nam się, że ogarniająca nas ciemność nigdy się nie skończy, że będziemy w niej trwali, nigdy nie odczuwając już niczego pozytywnego. Stan beznadziei, bezsensu, niemocy… W jakiej nocy jesteś? Co otacza cię, zasłaniając widok horyzontu, który kiedyś był przed tobą?  Choć...
narzekanie

narzekanie

 z serii… – budować życie, codzienność. Narzekanie Niektórych rzeczy nie zrozumiemy, albo się do nich nie przekonamy dopóki, nie przeżyjemy na własnej skórze pewnych doświadczeń. Niekiedy zdarza mi się marudzić i narzekać, ale jakoś nie przywiązywałem nigdy do tego wagi, a tym bardziej kiedy ktoś mi mówił, że marudzę, traktowałem to jako mało znaczącą wiadomość. Nie przejmowałem się tym, bo nie czułem tego. Okazuje się, że wystarczy wyjść poza siebie, spojrzeć obiektywnie na inne sytuacje, nawet podobne, a w przypadku drugiej osoby, jakieś zachowanie stanie się bardziej rażące, niż wtedy, gdy dotyczy ono bezpośrednio mnie. Tak też miało miejsce, w kwestii narzekania. Podczas wakacji, miałem okazję do spotkań z wieloma osobami. Kilka razy natrafiłem na sytuację, w której wysłuchiwałem wyżaleń innej osoby, narzekającej na swoją sytuację, na zajęcia, na osoby ją otaczające. Za pierwszy razem, jakoś bardziej nie przykułem do tego uwagi, ale gdy sytuacja miała miejsce już drugi i trzeci raz, zacząłem ją już inaczej traktować. Pojawiło się szybko kilka wniosków, które podobnie jak w przypadku tej osoby, jak i również w odniesieniu do mnie, miały swoje konkretne przełożenie. 1. WNIOSEK – monotoniczność Zaobserwowałem, że narzekanie jest niestety ciągłym powracaniem do prawie tego samego. Wysłuchiwanie któryś raz z kolei tej samej historii, z tymi samymi sytuacjami, osobami, ukazało mi, że często krążymy niestety, kiedy narzekamy, wciąż wokół tego samego tematu. Mimo zmieniającej się wokół nas sytuacji, my wciąż trwamy przy czymś, co miało może już miejsce dawno temu, wciąż nastawiając się negatywnie wobec sytuacji lub osób. Skoro wpadamy w taką monotoniczność, albo nawet monotematyczność, to czy nie czujemy zmęczenia w związku z tym tematem. Czy nie powinniśmy zauważyć,...
piękny,czy więdnący… bukiet.

piękny,czy więdnący… bukiet.

Miesiąc sierpień, jak i też Wniebowzięcie, kojarzy nam się z kwiatami, ziołami i inną zielenią. Patrząc na ludzi przychodzących do kościoła, z bukietami, pomyślałem, że każdy z nas jest w jakiejś mierze w swoim życiu taką rośliną, która wzrasta, dojrzewa, aż w jakimś momencie następują żniwa. Co z nas wyrasta, jakie owoce rodzimy? Tutaj można by długo pisać i polemizować. Jednak nasze chęci, pragnienia są bardzo ambitne, choć niekiedy spotykamy opór w postaci pytania: „jak mam coś zrobić, jak to osiągnąć”. Rozważając modlitwę, którą posługujemy się w Uroczystość Wzniebowzięcia, by pobłogosławić i poświęcić bukiety, natrafić możemy na takie słowa: „Zachowaj je od zniszczenia, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia”. Fragment ten, brzmi jak piękne, dobre życzenie… Oby się ono spełniło w przypadku każdego z nas. Być rozkwitającą rośliną – wolną od zniszczenia, wzrastającą, radującą oczy, przynoszącą najobfitszy plon, służącą zdrowi… Cóż piękniejszego mogłoby stać się z naszym życiem, jak nie właśnie spełnienie się tych słów. Czy stać nas na to, czy realnie możemy być tacy? Dojrzewanie to proces, wymagający wysiłku, poświęcenia, ale i cierpliwości i pokory. Roślina, sama z siebie może wiele, ale nie wszystko. Podobnie człowiek, jego ambitne plany, aspiracje i cele, bywają bardzo często piękne i właściwe. Jak dobrze wykorzystać życie, nadarzające się różnego rodzaju okazje, do tego, aby być DOJRZAŁĄ ROŚLINĄ. Postawmy sobie zadanie/zadania. Spróbujmy zrobić coś konkretniejszego niż tylko marzyć. Stać nas na to, by zrobić coś...
Opinie i obojętność

Opinie i obojętność

 z serii… – budować życie, codzienność. Co się w nas dzieje, kiedy widzimy jakąś inną osobę? Jeśli się niczym nie wyróżnia, najczęściej nie zwracamy do końca uwagi na istnienie innych wokół nas. Niestety żyjemy w rzeczywistości, w której albo nas przesadnie dotyka obojętność, albo skrajności. Czy tylko te opcje nas dotyczą? Myślę, że jest ich znacznie wiecej, te są jednak najbardziej rażące, dlatego na nie, zwracam uwagę. Sytuacje, z którymi stykamy się najczęściej, a które bywają dla nas bardzo trudne, a wręcz niekiedy raniące, dotyczą różnych opinii, które my wypowiadamy na temat innych osób, albo inne osoby, wypowiadają je na nasz temat. OPINIE. Opinie – etykietki, które w sposób abstrakcyjny przypisane są prawie do każdej osoby, stanowią niekiedy bardzo surowe i negatywne podsumowanie jakiejś konkretnej osoby. Świat, który nas otacza, z jednej strony nas dopinguje niestety do tego, a niekiedy wręcz nawet skazuje na kwestię opinii. Każdy z nas musi spełniać jakieś kryteria, aby dostać się do szkoły, na studia, do pracy, aby wejść do jakiejś grupy, aby się do czegoś nadać – przydać itd. Opiniujemy samych siebie i innych – bo taka jest normalność – rzeczywistość. Ale, czy rzeczywiście tak jest, czy to kwestia pułapki, w którą wpadliśmy i z której trudno nam już jest wyjść i zmienić ten sposób postępowania. Dlaczego opiniujemy? Jeśli na horyzoncie naszej rzeczywistości, pojawi coś „innego” – w negatywnym, albo pozytywnym znaczeniu, dostrzeżemy to, ponieważ wyróżnia się to na tle szarości innych rzeczy, które są bez charakteru, bez jakiegoś konkretnego kształtu. Razi nas, albo ujmuje to, co inne. Na tle powszedniości pojawia się coś pozytywnego i od razu wpada nam to w oczy...