aktualności

wszystko co jest umieszczane na stronie w różnych kategoriach

wejść na górę?

II Niedziela Wielkiego Postu (2015) Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. (Mk 9,2) Z pustyni i jej surowości, zostajemy wyprowadzeni i stawia się nas przed kolejnym wysiłkiem. Dziś Chrystus zaprasza nas do wspinaczki na górę. Może stwierdzisz, że znów coś ciężkiego i trudnego stoi przed tobą. Jeśli ktoś wspinał się na jakąś górę, to wie ile trudu to kosztuje ile niekiedy przygotowań trzeba poczynić. Jednak mało kto, po wejściu już na sam szczyt, myśli o trud zie, wobec widoku, który się tam na szczycie rozciąga. Widok zwyczajnie zapycha dech i człowiek wobec wrażeń, które odbiera wszelkimi zmysłami, wpada w zachwyt.  Z codziennej rutyny, szarpaniny z zajęciami i burzy myśli jaka toczy się w naszej głowie, Jezus chce nas dziś wydobyć i postawić na górze. Pewnie zastanawiasz się dlaczego? Bo życiu ludzkiemu nie ma i nie musi wciąż towarzyszyć tylko trud, praca, wymagania. Człowiek ma też cieszyć się z przebywania z Bogiem; cieszyć się z własnych osiągnięć; cieszyć się z życia i tego kim jest. Dlatego Jezus wciąga nas na górę, byśmy umieli na życie spojrzeć też z innej strony.  Góra Przemienienia w swej symbolice ukazuje i przypomina o trzech ważnych rzeczach.  I Przemienienie objawia prawdę o Chrystusie, ale nie tylko. Odsłania też prawdę o człowieku, o tym, że został stworzony na „obraz i podobieństwo Boże” tzn., że w każdym z nas jest Bóg, który jak na Górze Przemienia bije blaskiem: czyli dobrocią, pięknem, prawdą. My również nosimy w sobie to, co ukazało się przez Jezusa na górze. Bóg przez to wydarzenie jakby chciał podnieść naszą głowę, którą wciąż mamy pochyloną i wbitą w ziemię przez... czytaj dalej

II Niedziela Wielkiego Postu – Mk 9,2-10

II Niedziela Wielkiego Postu – Mk 9,2-10 Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie». I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. 1. Zwróć uwagę na: Góra – przemienienie – dobrze, że tutaj jesteśmy – Jego słuchajcie 2. Odniesienie do… wiara w Jezusa, jako Człowieka i Boga 3. Co wynika z tego fragmentu Góra wynosi nas ponad codzienność. Ma się wrażenie, że po to mamy wstąpić na górę, aby dostrzec coś nadzwyczajnego. Wiele przecież ważnych wydarzeń biblijnych dokonuje się na kolejnych górach, które wymagają nie tylko fizycznego wspięcia się na nie, ale przede wszystkim wymagają od każdego człowieka indywidualnego zaangażowania – postawy, która wyraża zgodę wobec planu Boga. Przemienienie to manifestacja boskiej obecności w Jezusie. Bóg objawia swojego syna uczniom, ukazuje Syna jako Boga, dzięki temu uczniom łatwiej jest zobaczyć i zrozumieć, kim naprawdę jest Jezus. Towarzyszy temu wydarzeniu symboliczny... czytaj dalej

na pustynię? A po co?

I Niedziela Wielkiego Postu (2015) „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali.” (Mk 1, 12.13) Czas Wielkiego Postu w szczególny sposób nawołuje nas do nawrócenia i wiary. Człowiek zastanawia się nad tym, jakie towarzyszą mu doświadczenia; po co one mają miejsce w jego życiu i do czego tak naprawdę mają go one prowadzić. Na jedne sytuacje znajdziemy wytłumaczenie, na inne, nie odnajdziemy tak łatwo uzasadnienia i odpowiedzi.   Symbolika Wielkiego Postu – 40 dni, nawiązuje przede wszystkim do wyjścia Jezusa na pustynię, ale to nie jedyne źródło tego czasu. Jest to dla mnie bardzo intrygujący temat. Pustynia, jako miejsce szczególnego procesu, duchowego ćwiczenia, wydaje się ciekawym doświadczeniem, ale od razu pojawia się też zaduma co do tego, jakim człowiek wyjdzie z tego miejsca.   40 – jest cyfrą, której symbolikę, w tym przypadku, dobrze jest poznać, bo pomaga to nam lepiej zdecydowanie przeżyć czas Wielkiego Postu, jako szansę dla nas.   „Oznacza ona próbę, ale także koniec próby; wskazuje na wypełnienie; jest liczbą oczekiwania i przygotowania, także liczbą kary. 40 dni i nocy trwała ulewa w czasie potopu. 40 lat Żydzi szli do Ziemi Obiecanej. 40 dni Mojżesz przebywał w obłoku na górze, spisując 10 przykazań. 40 dni Eliasz szedł do Bożej góry Horeb mocą świętego posiłku. Na 40 lat wydał Pan Izraela w ręce Filistynów w czasach Sędziów. 40 uderzeń było miarą chłosty. 40 tysięcy zbrojnych pustoszyło ziemię judzką za czasów Machabeuszy. 40 dni dał Jonasz Niniwie na nawrócenie. Wreszcie 40 dni i nocy Jezus pościł na pustyni. Oblicza się też, że nauczał 40 miesięcy, przyjmuje się również,... czytaj dalej

I Niedziela Wielkiego Postu – B – Mk 1,12-15

I Niedziela Wielkiego Postu Mk 1, 12-15  Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali. Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię». 1. Zwróć uwagę na: pustynię i wypełnienie czasu 2. Odniesienie do… czas Wielkiego postu jako przejście przez pustynię i dążenie do Królestwa Bożego 3. Co wynika z tego fragmentu Z pustyni do królestwa. Wyprowadzenie, czy w innym znaczeniu wypędzenie na pustynie, ma swoje konkretne znaczenie. W języku biblijnym pustynia ma różne znaczenia: jest miejscem gdzie bierze początek zbawcze działanie Boga; miejsce eschatologicznej próby; miejsce zamieszkania szatana i złych duchów. W powyższym fragmencie, Jezus zostaje rzucony na pustynię i zwycięża z szatanem, co ukazuje nowy czas zbawczego działania Boga, gdzie ważne jest przejście od śmierci do prawdziwego życia w wolności.  Postawa całkowitej wierności Bogu umożliwia przemianę miejsca pustynnego w rajski ogród życia.  Czas przebywania Jezusa na pustyni zostaje przez Ewangelistę ściśle określony – czterdzieści dni. Liczba czterdzieści może nawiązywać nie tylko do czterdziestoletniej wędrówki narodu wybranego z Egiptu do Ziemi Obiecanej, lecz także do czterdziestodniowej próby, jaką musiał przebyć Mojżesz oraz Eliasz. W tekście Markowym występuje tylko mała wzmianka o kuszeniu Jezusa na pustyni przez szatana, podczas gdy u innych Ewangelistów scena ta jest bardziej rozbudowana. Ewangelista nie podaje nam żadnych szczegółów co do natury tego kuszenia, jednak dalszy tekst podkreśla tryumf Jezusa.  Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! – orędzie Jezusa stanowiące syntezę całej Ewangelii. Jezus mocno podkreśla, że czas wypełnił się. Czas... czytaj dalej

VI Niedziela zwykła – Mk 1,40-45

VI Niedziela zwykła – Mk 1, 40-45 Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.  Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił ze słowami: «Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. 1. Zwróć uwagę na: chorobę, która dotyka człowieka 2. Odniesienie do… na co ja choruję i od czego pragnę się uwolnić. Czy mam wiarę, by prosić Jezusa o uwolnienie? 3. Co wynika z tego fragmentu „nieczysty, nieczysty!” Trąd i dla współczesnego świata jest tajemnicą i symbolem zagrożenia. Starożytny Izrael traktował tę chorobę w jeszcze bardziej szczególny sposób, gdyż uważał ją jako karę za grzechy. Można zastanowić się jaki musiał być grzech tego człowieka, skoro taka kara go spotkała. Trędowaci byli zawsze izolowani i nie mieli prawa wstępu do żadnego miasta. Kiedy spotykali na swoje drodze inną osobę, musieli krzyczeć: „nieczysty, nieczysty” i usuwać się z drogi. Choroba ta w mentalności Izraelitów miała też inną konsekwencję. Taki człowiek był nieczysty, stąd nie można było się w żaden sposób z tym człowiekiem zadawać. Choroba ta odbiera wszelką godność.  Zastanawiające jest to, że trędowaty miał odwagę jednak podejść do Jezusa i wyrazić swoją prośbę: „jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” Są to słowa wiary... czytaj dalej

LUTY – w centrum miłości

zaproszeni, by miłować… Gdy pomyślisz o miłości, jaki fragment biblijny od razu ci się przypomina, albo jaka myśl – sentencja przywołuje ci się na pamięć. Tak wiele zostało napisane o miłości, tak wiele poematów zostało jej poświęconych; tak wiele filmów obrazuje historie miłosne… A i tak wszystkiego, nikt jeszcze nie napisał, nie powiedział o niej. Miłość jest tematem niewyczerpanym. Ilekroć się go podejmiesz, zawsze odkryjesz coś nowego, zaskakującego. Dlaczego tak jest? Jeśli wierzysz, o wiele łatwiej jest ci na to pytanie odpowiedzieć. „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4,16) Skoro Bóg jest źródłem miłości, nie można jest tak jak Jego sprowadzić do prostych definicji, reguł, norm i praw. Miłość, jak i Bóg jest ponad tym wszystkim.  Pewnie i tobie wydaje się, że nie da się nic więcej o miłości wymyślić, powiedzieć lub napisać. Próbuje sobie przypomnieć co już pisałem, o czym myślałem, ale to i tak nie wpłynie na to, gdy pochylając się nad tym tematem po raz kolejny, spróbuje odnaleźć różne doświadczenia, które dał mi Bóg w moim życiu Miłość podstawowa opcja życia… miłość główną zasadą Nasłuchałem się o tym miejscu bardzo wiele różnych świadectw. Jedni wspominali to miejsce bardzo pozytywnie, inni z nutą przerażenia. Każdy, kto spędził tam trochę czasu, miał okazję przeżyć niezwykłą szkołę. Miasteczko, stworzone z myślą o pewnym ruchu, gdzie ludzie z całego świata, różnych narodowości, a nawet religii, pragną wcielać w życie nowe przykazanie Jezusa: „abyście się wzajemnie miłowali”.  Miasteczko, a w zasadzie mała wioseczka, usytuowana wśród małych wzgórków i dolinek, w malowniczej scenerii, rok rocznie gromadzi w sobie mniej więcej dziewięćset osób. Znajdują się tam różne domy, w których mieszkają... czytaj dalej

wiara i miłość

Wiara i miłość… Tak często uświadamiam sobie, że błądzimy i grzęźniemy w potoku pojęć, definicji i wyobrażeń. Oczywiście brak odpowiedniego rozumienia pojęć, może nas odciągnąć od zasadniczej kwestii związanych z zagadnieniami, o których myślimy. Właśnie złe rozumienie miłości, może odciągnąć nas od właściwego rozumienia i życia tą wartością. Błędne rozumienie wiary, może odciągnąć nas od prawdziwego jej znaczenia – spotkania z Bogiem i wciągnąć w rozumienie jej jako obowiązku, zadania do spełnienia. Dlatego, ważne jest abyśmy zdobywali wiedzę, rozumienie tych pojęć, które jednak są dla nas ważne i oczywiste. Chcąc żyć właściwie pojęciami, musimy zdobyć żywe doświadczenie tych pojęć i ich przełożenie na życie i konkretne sytuacje w naszej codzienności. Istnieje ścisły związek między wiarą i miłością. „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam (1 J 4,16) – owa myśl, uświadamia nam, że u początku bycia chrześcijaninem jest spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym ukierunkowanie. Miłość nie jest tylko przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi.  Poznając Boga, człowiek odkrywa miłość, a jego osobista zgoda względem planu Boga, ogarnia wszystko aktem miłości. W wierze, w działaniu, w całym życiu codziennym wszystko dotyka bardzo konkretna zmiana. Tą zmianą jest miłość, która przemienia każde działanie. Czy jestem świadom tego, że wiara i miłość, mogą przemienić moje życie, ożywić moją relację z Bogiem i z innymi osobami?  Przełomem dla każdej wierzącej osoby, jest przekonanie się i dotknięcie tej szczególnej prawdy, że „Bóg – Miłość, kocha każdego z nas w sposób nieskończony”. Ilu z nas na swojej drodze spotyka się z tą prawdą? Na różne sposoby dociera do nas wiadomość o... czytaj dalej

rozjaśnić życie motywem miłość

Każdy ma jakieś myśli, które towarzyszą mu w życiu. Dla jednych jest to sentencja, zdobyta w jakichś okolicznościach życia, dla innych może to być myśl zrodzona z doświadczeń, a jeszcze dla innych, myśl – postawiony cel, dopingujący do codziennego działania, by go osiągnąć. Po co nam taka myśl? Może właśnie dlatego, że każdy z nas potrzebuje czegoś, co go będzie inspirowało, co nada kształt jego codziennemu działaniu, poszukujemy tej jedynej naszej myśli, która nas poprowadzi. Zastanawiam się ilu faktycznie, ma taką osobistą „złotą zasadę, regułę”, która wyznacza kierunek życia. Nie wiem czy się zgodzicie, ale wyobrażam sobie, że obraz lub zdjęcie to rzeczywistość trzech płaszczyzn, które je tworzą: tło; drugi plan, który ma wiele warstw; pierwszy plan, na którym uwypukla się istotę, na którą pragniemy zwrócić uwagę. Malując obraz życia, człowiek uwiecznia w nim, różne doświadczenia w odpowiednim miejscu – jednym z tych trzech. Kolorystyka naszego obrazu życia, zależy od doświadczeń – od naszego zaangażowania w różne sytuacje. Niekiedy słuchając historii osób, które spotykam na swojej drodze, mam wrażenie, że przyzwyczajeni są do tego, że w ich obrazie życia, najwięcej jest szarości. Powszedniość nieco przeraża, a gdy spotka się kilka osób o podobnych doświadczeniach, można zacząć wątpić w to, czy może być inaczej. Miłość dotyka wszystkich, choć w różny sposób. Przeżywamy ją każdego dnia, w różnych obszarach naszej codzienności. Wiemy jak ważna jest dla nas i jak konieczne jest to, by była obecna w naszym życiu. Jednak, czy wyobrażenia o miłości które mamy, są wystarczające, czy mogą dać właściwą podstawę do budowania żywego doświadczenia? Może to kwestia braku wyobraźni, może ograniczenie, a może małe ambicje, aby podjąć się życia prawdziwą miłością. Oczywiście, znacznie łatwiej byłoby gdybyśmy... czytaj dalej

V Niedziela zwykła – Mk 1,29-39

V Niedziela zwykła – Mk 1,29-39 Gdy Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On zbliżył się do niej i ująwszy ją za rękę podniósł. Gorączka ją opuściła i usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem». I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. 1. Zwróć uwagę na: Jezus uzdrawia z każdej choroby 2. Odniesienie do… jaka choroba duszy mi doskwiera 3. Co wynika z tego fragmentu Gdy kończył się szabat, w zgodzie z Prawem ludzie zaczęli przynosić do Jezusa chorych. Przynoszono wszystkich, bo świadczy to o tym, że nie ma choroby, z której Jezus by nie uzdrowił. Przynoszono chorych i opętanych; to zestawienie jest dość naturalne, bowiem w przekonaniu Izraela każda choroba była karą za grzech, a więc miała swe źródło duchowe.  Jezus nie chce i nie pozwala, aby wyszło na jaw, zbyt wcześnie jego pełne objawienie się jako Syna Bożego. Ma to dokonać się poprzez śmierć i zmartwychwstanie. Jego najważniejszą obecnie misją jest przepowiadanie Ewangelii. Ciekawe jest to, co... czytaj dalej

życie publiczne – pkt 8

1. Towarzyszenie. To, co jest przez nas najbardziej znane, rozpoznawane i pielęgnowane, to wiedza o publicznej działalności Jezusa. Jego działalność skupia się na głoszeniu Dobrej Nowiny. W tym trzyletnim okresie, Maryja towarzyszy Mu dyskretnie i wiernie, sercem i obecnością. To towarzyszenie,  obejmuje momenty wzniosłe – triumfu, jak i też chwile cierpienia np. krzyż. Towarzyszenie jako obecność, jako wsłuchiwanie się w głos szczególnego przesłania, dawał Jej okazję wewnętrznego umocnienia. Towarzyszenie Jezusowi, było wyrazem miłości, jak i też wiary, ale nade wszystko pragnieniem bliskości. Dla Maryi na pewno był to czas szczególnych doświadczeń – widząc co dzieje się z Synem, rozważając to wszystko w swoim sercu, pewnie nie jeden raz widząc to wszystko, powracała do proroctwa Symeona. Maryja w tym towarzyszeniu wskazuje szczególnie na postawę spoglądania i wsłuchiwania się. Dla nas jest to wzór, dla tworzenia przestrzeni własnych doświadczeń w towarzyszeniu Jezusowi. DOŚWIADCZENIE: Tworzenie codziennych doświadczeń wraz z innymi osobami, było to dla mnie zadaniem trudnym, wymagającym, z racji fizycznego zmęczenia kolędą, jak i też świadomego przeżywania codzienności w taki sposób, by móc podzielić się rzeczywistym doświadczeniem życia jakimś konkretnym hasłem. Fakt, możliwość towarzyszenie innym, był jednak najważniejszy, dlatego codziennie spisywałam doświadczenia i rozsyłałem do innych osób, abyśmy w ten sposób sobie wzajemnie towarzyszyli. Dzięki temu tworzyłem szereg doświadczeń, jak i też tworzyłem to jedno szczególne odpowiadające zadaniu tego roku, tego miesiąca. Udawało mi się prawie codziennie, z małymi wyjątkami, tworzyć te doświadczenia, a nie jeden raz też wzmacniać innych na drodze ich przeżyć. 2. Jezus we mnie i poprzez mnie. Każdy z nas, staje również wobec momentu „wejście w życie publiczne”. Wówczas gdy pozostają nam powierzone różne zadania w służbie Kościołowi i ludziom,... czytaj dalej

IV Niedziela zwykła – Mk 1,21-28

IV Niedziela zwykła – Mk 1,21-28  W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego». Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: «Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne». I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej. 1. Zwróć uwagę na: naukę, która wychodzi od Tego, którym ma władzę 2. Odniesienie do… czym jesteś zniewolony 3. Co wynika z tego fragmentu Niebywałe wydarzenie, w normalnej rzeczywistości. Jezus będąc w Synagodze skorzystał z możliwości zabrania głosu. Zwyczajowo występował przełożony synagogi, albo uczony w Piśmie, obecnych w każdej wsi galilejskiej. Byli to ludzie posiadający umiejętność czytania, pisania, tłumaczenia Prawa i uczący dzieci. Oni jednak uczyli litery – czyli dosłowności tego, co przeczytali.  Jezusowa nauka była inna. To, co odróżniało Jezusa od pozostałych, to Prawda, która była silniejsza niż słowa. Słuchacze wpadli w zakłopotanie, ponieważ to, co mówił Jezus było znacznie bliższe im. Jezus naucza ducha Prawa Mojżeszowego wskazując na lepsze i bliskie zbawienie, lepsze przymierze, obietnice, zmartwychwstanie, lepszą nadzieję i lepszy los tych, którzy ufają i wierzą w Niego. Uczestnicy nabożeństwa w synagodze w Kafarnaum usłyszeli prawdę, zobaczyli działanie mocy Boga, zdumieli się niezwykłością Jezusa. Poruszyło to ich serca... czytaj dalej

III Niedziela zwykła – Mk 1,14-20

III Niedziela zwykła – Mk 1, 14-20 Gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię». Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim. 1. Zwróć uwagę na:  Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię 2. Odniesienie do… jak ja dokonuję osobistego nawrócenia i jak ja wierzę w orędzie Dobrej Nowiny. 3. Co wynika z tego fragmentu Zrozumieć najpierw czas. Kultura grecko-rzymska pojmowała czas cyklicznie jako niekończący się kołowrót dni i nocy, pór roku, rodzenia się i umierania, gdzie wszystko zmierza ku śmierci i rozpadowi. Biblia natomiast ukazuje czas jako rzeczywistość linearną, rozpiętą pomiędzy obietnicą Bożą a jej wypełnieniem. Życie człowieka jest świadomym dążeniem ku mecie, ku nowości obiecanej przez Boga. Wraz z odejściem Jana dopełnia się czas oczekiwania obietnicy, a w chwili pojawienia się Jezusa nadchodzi jej wypełnienie. Bóg zsyłając swojego Syna daje nam Go, aby wykupił nas, byśmy mogli otrzymać szczególny tytuł – dziecka Bożego. Królestwo Boże to duchowa przestrzeń, w której króluje Bóg jako jedyny Pan. Przyszło ono na ziemię w osobie Jezusa z Nazaretu. I nie musimy Go oczekiwać, gdyż obietnica się dokonała. Jednak człowiek, by mógł przyjąć ten dar i realizować... czytaj dalej

niezrozumiałe komunikaty

Im bardziej nowoczesny samochód, tym więcej elektroniki i skomplikowanych funkcji. Dla niektórych najważniejsze jest to, że samochód w ogóle funkcjonuje, ale niektórzy chcą czegoś więcej… Poznawanie funkcjonowania mechanizmów, dla wielu jest po prostu magią – niczego nie rozumieją. Stąd początek mojej historii.. Od jakiegoś czasu w moim samochodzie włączyły się różne kontrolki, które informują mnie o czymś ważnym – interesujące – ale o czym mnie informują? Właśnie kontrolki w moim samochodzie, stały się początkiem inspiracji dla tego rozważania, które oczywiście odnoszę nie tylko do samochodu, ale do rzeczy też bardziej konkretnych i związanych z naszą codziennością. Kontynuacja tematu, jakby niespodziewanie, nadeszła wraz z informacją o geście Papieża Franciszka i kard. Tagle, który pojawił się podczas spotkania z rodzinami kiedy Franciszek wysłuchał trzech świadectw. Jedno z nich mówiła rodzina Cruz, która cała (małżonkowie wraz z piątką dzieci) są niesłyszący. Z kontekstu całego spotkania wynika jasno, że to język migowy, którym posłużyli się w tym przypadku. A w języku niesłyszących jest to znak miłości. I tutaj jeszcze bardziej widać, jak kontekst niektórych sytuacji, nieopatrznie zrozumiany, może wywołać lawinę niezrozumienia z powodu gestu, znaku, który każdy może interpretować na swój sposób i przez to, nie zrozumieć go we właściwy sposób. co z tego, że docierają do mnie jakieś komunikaty jeśli i tak są dla mnie niezrozumiałe Podobnie jak w przypadku samochodu, czy np. Papieża, sprawą trudną w zrozumieniu jest poznanie symboliki gestów, symboli – znaków, z którymi na co dzień nie mamy do czynienia. Świat nas otaczający pełen jest symboli, które mogą wprowadzić nas w pełniejsze rozumienie czegoś, ale równie dobrze, mogą nam utrudnić zrozumienie jakiejś sprawy. Znaki, symbole, muszą mieć właściwy klucz do interpretacji, w przeciwnym razie... czytaj dalej

4 – strach/lęk

strach – lęk Muszę się zmienić? Czy muszę cokolwiek? Zmiany, które dokonują się w naszym życiu, w których uczestniczymy, albo które sami wprowadzamy wywoływane są różnymi zewnętrznymi powodami. Niekiedy to duch czasu, czy realność pracy, codziennych obowiązków sprawiają, że muszę w sobie coś zmienić. Z jednej strony pojawia się pragnienie bycia aktualnym, dostosowanym do jakiejś rzeczywistości, a z drugiej strony obawy przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Otóż właśnie to jest to zagadnienie o którym dzisiaj wypadałoby się zastanowić. Strach blokuje. Każda zmiana wymaga jakiegoś działania. Już na samym starcie mamy więcej pytań i wątpliwości, niż odpowiedzi i celów. Niestety mamy taką naturę, że najpierw próbujemy wiele rzeczy podważyć, sami się do nich zniechęcić, a później dziwimy się, ze nam coś nie wyszło, że czegoś się nie podjęliśmy. Lęk przed prowadzeniem zmian, wynika z wielu i to bardzo różnych powodów. – boimy się zagrożeń. Zmiany, wymagają od nas często tego, abyśmy odeszli od ogólnie przyjętego przez nas schematu. Czyli obawa przed czymś nowym, przed czymś co jest przez nas nie kontrolowane. – boimy się odpowiedzialności. Im bardziej czegoś chcemy, im bardziej na czymś nam zależy, tym większy lęk przed zaangażowaniem. Jeszcze czegoś nie mamy, a już boimy się, że to utracimy. Stworzenie czegoś nowego, wymaga od nas dbania o to, co wiąże się z dodatkowym działaniem, pomysłowością i nieprzewidzianymi sytuacjami. Coś, czego nie potrafimy kontrolować, wydaje nam się nie uja-rz-mione. – boimy się nowych rzeczywistości. Brakuje nam pewności przez co nowe wydarzenia wydają nam się niemożliwe do osiągnięcia. Wątpimy w nasze zdolności, siłę, wytrwałość itp. przez co dopóki nie przewidzimy wszystkich ewentualności, staramy się odroczyć w czasie wprowadzenie jakichkolwiek zmian. –... czytaj dalej

II Niedziela zwykła – J 1,35-42

II Niedziela zwykła – J 1, 35-42 Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?». Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi, to znaczy: Nauczycielu, gdzie mieszkasz?». Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza», to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz się nazywał Kefas», to znaczy: Piotr. 1. Zwróć uwagę na: pragnienia i sposób zachowania uczniów Jana 2. Odniesienie do… powołania i realizacji woli Bożej w naszym życiu 3. Co wynika z tego fragmentu Spotykamy się z tym określeniem podczas każdej Eucharystii: Oto BARANEK BOŻY. To określenie występuje w Nowym Testamencie tylko dwa razy (J 1,29.36), a samo słowo Baranek w odniesieniu do Jezusa pojawia się jeszcze dwukrotnie (Dz 8,32; 1P 1,19). To określenie odnosi się do izajaszowej pieśni (Iz 53,7.11) i proroctwa Jeremiasza (11,19). Już od pierwszy zdań swego dzieła Jan ukazuje sens misji Jezusa – jest On ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Jan jest świadkiem – głosem, który wskazuje na Jezusa, aby za Nim pójść. Iść za Jezusem oznacza stać się Jego uczniem, porzucając dotychczasowe zajęcia, swoją rodzinę, wszystko podporządkowuje się Jezusowi; człowiek wyrzeka się wszystkiego na rzecz Jezusa.  Każdy, kto idzie za Nim... czytaj dalej

Niedziela Chrztu Pańskiego – Mk 1,6b-11

Chrzest Pański – Mk 1, 6b-11 Jan Chrzciciel tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». 1. Zwróć uwagę na: czym jest chrzest Jana. 2. Odniesienie do… Jezus przyjmuje chrzest od Jana 3. Co wynika z tego fragmentu Trzy etapy tego fragmentu: otwarcie Nieba; zstąpienie Ducha Świętego; głos Boga, są symboliczne i bardzo mocno nawiązują do tradycji Starego Testamentu – do powołania prorockiego. Niebo: Oznaczało ono przede wszystkim to, co jest ponad ziemią, przestrzeń, gdzie żyją patki, gdzie mieszczą się chmury. Dlatego znaki, np. atmosferyczne: błyskawice itp., mogą być określone mianem „otwarcia nieba”. Innym rozumienie nieba było – mieszkanie Boga, dlatego wizje i cudowne znaki ukazują objawienie Boże. Niebo i ziemia nie są połączone, pomiędzy nimi istnieje rozdział, który może być usunięty z woli Bożej, w określonych okolicznościach. Nad Jordanem dokonuje się powołanie, Jezus rozpoczyna oficjalnie swoją misję Mesjasza. Zstąpienie gołębicy: Symbol gołębicy – Ducha Świętego nawiązuje do gołębicy Noego. Po ustąpieniu wód przyniosła ona Noemu gałązkę oliwną, jako znak zakończenia czasu potopu, była zwiastunką pokoju, nowych czasów. Podobnie nad Jordanem, gołębica zwiastuje koniec czasu oczekiwania i początek zbawienia. Gołębica wskazuje na Zbawcę – Jezusa, który jako „prawdziwy Noe” uratuje swój lud od zatracenia. Gołębica zstępująca na Jezusa... czytaj dalej

życie w Nazarecie – pkt 7

pkt 7 – ŻYCIE W NAZARECIE 1. Realizacja kolejnego punktu, mojego roku, przypadła akurat na piękny czas, jakim był adwent i okres Bożego Narodzenia. Jezus stojący w centrum, każdej życiowej nitki która snuje życie. Właśnie ten czas, dał mi możliwość odkrywania większej zażyłości z Jezusem, jak podobnym było doświadczenie Maryi i Józefa, w Nazarecie, kiedy doświadczali tak konkretnie stojącego w centrum ich życia, Jezusa. Dzięki perspektywie adwentu i przygotowań do Bożego Narodzenia, wiele razy miałem okazję odkrywać Jezusa i inne płaszczyzny życia, które mnie do Niego zbliżały. Czas modlitwy, osobistej pracy, przyczyniał się do głębszego pragnienia bycia blisko Jezusa. DOŚWIADCZENIE: Historyjki adwentowe – które stworzyłem na cały adwent, dały mi okazję powrotu do wielu momentów mojego życia, gdzie konkretnie stanęli różni ludzie, różne sytuacje, gdzie konkretnie odczuwałem Jezusa, obecnego pomiędzy nami. Historyjki ludzi, a przede wszystkim obecnego w nich Jezusa, pomogły mi z większą siłą, ćwiczyć swoją zażyłość z Jezusem, Którego tak często mogę odkrywać na swoje drodze, Którego tak mocno mogę odkrywać obecnego w moim życiu. Pomimo prób, które wiążą się z kontynuacją poprzednich punktów tego roku, ciemnych nocy, miałem możliwość jednak umocnić się w przekonaniu, że to, co robię, jak podpowiada mi duchowość, nie jest moją złą, czy słabą stroną, ale potrzebuję jeszcze bardziej widzieć Jezusa, w tym wszystkim czego doświadczam w mojej codzienności. 2. Nazaret – to nie tylko miejscowość, ale nade wszystko to symbol – Rodzina, dom. Jakże mocna jest nasza ciekawość, sięgająca właśnie w to miejsce – w życie Świętej Rodziny w Nazarecie. Pomimo jednak skąpych informacji w Ewangeliach o tym etapie z życia Maryi, Józefa i Jezusa, rodzą się jednak bardziej duchowe wyobrażenia, które... czytaj dalej

Postanowienia (archiwalny)

(archiwum) Postanowienia  Ilu z nas, wraz z rozpoczynającym się nowym rokiem, snuje plany, pomysły, zamiary? Pewnie wielu z nas, podchodzi do tego w sposób dość luźny, ale mimowolnie gdzieś wewnętrznie myślimy o tym, co spotka nas w nadchodzącym nowym roku. Ostatnio kilka razy, od różnych osób usłyszałem, dość tendencyjne życzenia: „oby ten nowy rok, nie był gorszy od starego…” Czy cokolwiek możemy zrobić, aby wpłynąć na to, co było i na to, co ewentualnie będzie. Czy możemy dziś, snuć jakiekolwiek plany, dotyczące naszej przyszłości? Czy ma to w ogóle jakiś sens? Sylwestrowa noc – przełom i przejście z jednego roku, do drugiego, nie jest momentem jakimś niebywałym, czy magicznym, ale każda okazja jest dobra ku temu, aby się zastanowić, rozważyć i może właśnie też przemyśleć: co warto by było uczynić z tym nowym rokiem.  Myśląc o nowym roku, myślę o kolejnych, nowych wyzwaniach, które postawi przede mną życie, ale również myślę o tym, co ja sam postawię sobie za cel do osiągnięcia. Co bym mógłbym zrobić, w jakiej kwestii – sferze swojego życia. Z takim myśleniem, przejdźmy dalej, chcąc dobrze wykorzystać tę chwilę, okazję. Jk 4,14 – „wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie”. dzień – dar zadany  Każdy dzień, jest okazją, by uczynić go początkiem czegoś nowego. Wielokrotnie zastanawiając się nad swoimi postanowieniami, możemy dojść do refleksji, że ostatecznie powinniśmy coś zmienić w swoim życiu. Ja jednak pomyślałem, że kolejny rok, jest okazją do uczynienia czegoś zupełnie nowego, czegoś czego może dotąd nie robiłem, nad czym się kompletnie nie zastanawiałem. Kilka dni temu, w jednym z domów (w ramach wizyty duszpasterskiej – zwanej potocznie kolędą) usłyszałem bardzo konkretne... czytaj dalej

filozofia „oczywistości”

Otaczamy się zarówno ludźmi, jak i sprawami, które są dla nas ważne. Ale w świecie, którym istniejemy i działamy, często wpadamy w różnego rodzaju pułapki, których do końca nie jesteśmy zawsze świadomi. Zagrożenie jest tym większe, że to, co dla jednych jest wyraźnie widoczne, dla innych już takie nie musi być. Często wpadamy w dziurę, stworzoną poprzez skrajności. Dwa przeciwległe bieguny, niestety się nie przyciągają, lecz odpychają. Problem tkwi w tym, że niekiedy jedną rzecz, z tych dwóch biegunów, widzi się zupełnie inaczej, niekiedy skrajnie. Niekiedy dla jednej osoby, coś jest zupełnie oczywiste, a dla drugiej osoby może być ta sama sprawa, zupełnie niejasna.  W naszej codzienności, życiu, pojawiają się różnego rodzaju sytuacje, niekiedy dziwne, które są konsekwencją „dwóch biegunów”. W tym miejscu, chciałbym wam pokazać, dość spontaniczne odkrycie, które dla wielu jest niestety dość powszechne. Ja nazwałem to odkrycie: „filozofia oczywistości”.  Na początek podam konkretne przykłady, które już w zasadzie wyjaśnią cały problem, różnych sytuacji. Odpowiedz sobie na proste pytania: czy kochasz swoją rodzinę? czy uważasz, że faktycznie jesteś wierzący? czy zależy ci na czymś w życiu? Pewnie jakieś konkretne odpowiedzi udzieliliście, ale spójrzmy dalej na te sprawy. Co przemawia za tym, co konkretnie w życiu codziennym pokazuje, że: kochasz swoją rodzinę, że wierzysz, że na czymś ci zależy. I jeśli znajdziesz, lub nie, te konkretne rzeczy, które przemawiają, bądź ich brak, powoduje, że twoje stwierdzenie jest puste. Dlatego warto, abyśmy poszli jeszcze dalej. Czy to, co ty uważasz za konkretny gest potwierdzający twoją miłość, wiarę itd. jest widoczne też w życiu codziennym, dla innych?  Tutaj najczęściej pojawia się to, o czym pisałem wcześniej: „dwa bieguny”. Inni albo tego nie... czytaj dalej

zarządzanie zadaniami

Jak co roku, przełom starego i nowego roku, jest okazją do refleksji nad życiem, swoim działaniem, osiągnięciami i ewentualnymi planami na przyszłość. Nie dosłownie, ale czas wokół tych dni, dla wielu z nas staje się na pewno czasem takiej refleksji. Po co jednak to robimy? Chyba każdy lubi zadowolenie i spełnienie. Dlatego spoglądając w przeszłość, dalszą lub bliższą dokonujemy różnych ocen naszego działania, by wyciągnąć wnioski, owoce. Pewnie wielu z nas wyobraża sobie już zajęcia, zadania, które czekają go w nowym roku i zastanawiacie się nad tym, jak to wszystko ogarnąć, jak się zdyscyplinować i zorganizować, by wszystkie zadania znalazły realne miejsce i czas swojej realizacji. Coraz bardziej modne i popularne stają się różnego rodzaju aplikacje, zarówno w telefonach, jak i też osobistych komputerach, czy tabletach, które pomagają zapanować nad naszym kalendarzem, listą spotkań, zajęć, obowiązków, listą zakupów, planów itp. Ich popularność złączona jest z ogólną łatwością, z którą przychodzi nam coraz bardziej korzystać z różnych nowinek technicznych. Motywy używania różnych aplikacji, każdy ma zapewne indywidualne. Dla jednych będzie to pomocne w zapamiętaniu kolejnych wydarzeń; dla innych wywoła systematyczność, pracowitość; dla jeszcze innych pomoże ogarnąć ilość i czas realizacji zadań. Dla mnie pomocne do organizacji pracy, są zasadniczo trzy aplikacje, które posiadają możliwość synchronizacji pomiędzy wszystkimi urządzeniami, które posiadam. To znaczne udogodnienie a zarazem łatwość dostępu w każdym momencie. Mobilność tych aplikacji sprawia, że w każdym momencie i miejscu, mogę zawsze sprawdzić i dokonać ewentualnych korekt swoich zajęć i planów. Aplikacje Kalendarz – kolory W kalendarzu umieszczam wszelkie wydarzenia, zaznaczając je odpowiednimi kolorami tak, bym szybko mógł rozeznać do jakich kategorii przypisane jest konkretne zadanie. Kolory odpowiadają dziedzinom i sferom, w których konkretne zadania występują.... czytaj dalej

nowy rok – 7postaw

„Jestem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was, zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca.” (Jr 29, 11. 13) Jakie zamiary… jaka przyszłość… co nas czeka… czego szukam… Rozpoczynający się nowy rok, każdorazowo, rodzi w naszych myślach różne uczucia. Niektórzy ze strachem spoglądają w przyszłość, a inni widzą w perspektywie radość… Wszystko zależy, jak wygląda „dziś”. Bo przyszłość możemy wyobrazić sobie na podstawie tego, co już przeżyliśmy. Dlatego, być może wyda się wam trudne, czy nawet może nietypowe, ale warto wzbudzić w sobie siedem postaw. Ich wprowadzenie, nie będzie cudownym zmienieniem wszystkiego, ale początkiem wprowadzania do swojego życia poprzez zmiany, nowych propozycji.  nauczyć Każdy dzień, wraz ze swoimi doświadczeniami, staje się jedną ogromną lekcją. Byłoby niewłaściwym zachowaniem, gdybyśmy przeżywając jakieś sytuacje, nie wykorzystywali tego, co dobre do tworzenia kolejnych doświadczeń, a tego co trudne, czy nawet złe, jako przestrogi wobec czyhających zagrożeń. Życie wnosi w nasze doświadczenia wiele, różnych sytuacji, które za każdym razem, jeśli we właściwy sposób je wykorzystamy, staną się początkiem nowych możliwości. Życie jest sztuką, którą odgrywa się tylko jeden raz. Aby wykorzystać życie właściwie, warto się uczyć. Nie chodzi tylko o zdobywanie wiedzy, ani też zaliczanie sytuacji, ale o to, by każda chwila życia, coraz bardziej świadomie wprowadzała nas w kolejne chwile. To, czego nauczymy się w życiu, czyni nas bardziej odpowiedzialnymi i wrażliwymi. Miniony rok (2014), zapewne dla wielu z nas stał się źródłem nowych „lekcji” – mieliśmy okazji dotknąć wielu sytuacji, spotkać wielu ludzi, przeżyć wiele ciekawych przygód… Czy przechodzimy w kolejne rok, jako „bogatsi”? Czy miniony... czytaj dalej

Niedziela – 4.01.2015 – J 1,1-18

II Niedziela po Narodzeniu Pańskim – J 1,1-18 Na początku było Słowo,  a Słowo było u Boga,  i Bogiem było Słowo.  Ono było na początku u Boga.  Wszystko przez Nie się stało,  a bez Niego nic się nie stało,  co się stało.  W Nim było życie,  a życie było światłością ludzi,  a światłość w ciemności świeci  i ciemność jej nie ogarnęła.  Pojawił się człowiek posłany przez Boga,  Jan mu było na imię.  Przyszedł on na świadectwo,  aby zaświadczyć o Światłości,  by wszyscy uwierzyli przez niego.  Nie był on światłością,  lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości.  Była Światłość prawdziwa,  która oświeca każdego człowieka,  gdy na świat przychodzi.  Na świecie było Słowo,  a świat stał się przez Nie,  lecz świat Go nie poznał.  Przyszło do swojej własności,  a swoi Go nie przyjęli.  Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,  dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,  tym, którzy wierzą w imię Jego,  którzy ani z krwi,  ani z żądzy ciała,  ani z woli męża,  ale z Boga się narodzili.  Słowo stało się ciałem  i zamieszkało miedzy nami.  I oglądaliśmy Jego chwałę,  chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,  pełen łaski i prawdy.  Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył. 1. Zwróć uwagę na: często pojawiający się wyraz: „Słowo” 2. Odniesienie do… do „słowa” pisanego – Ewangelii, ale... czytaj dalej

Boże Narodzenie

link do kazania na podstawie, którego powstał artykuł. Boże Narodzenie Kiedy rozejrzymy się dookoła siebie, przygotowując się do przeżycia Uroczystości Bożego Narodzenia, widzimy jak świat bardzo jest rozkrzyczany, jak wiele pozornego światła próbuje się wcisnąć przez różnego rodzaju reklamy i promocje, widzę jak wiele słów i obietnic pada, o których tak szybko się zapomina… Mimo jednak otoczenia, pragniemy pójść dziś do kościoła, stanąć najpierw w ciemności, by oczekiwać… Dlaczego? Nie jesteśmy naiwni. Zdajemy sobie sprawę, że wiele otaczających nas spraw to pozory. My nie chcemy być oszukiwani! Mimo naszych zachowań, decyzji i wyborów, które na co dzień nam towarzyszą, jest w nas jednak tęsknota, pragnienie… Potrzebujemy prawdziwej ciszy, prawdziwego światła, prawdziwych symboli, prawdziwych słów i propozycji… Potrzebujemy Prawdy! Zdaję sobie sprawę, że to nie pierwsze Boże Narodzenie, nie pierwsza okazja i szansa, położona przede mną, abym z niej skorzystał. Jak będzie w tym roku? Czy uda mi się czegoś doświadczyć, dotknąć swoją wiarą, zmienić coś w życiu, rozpocząć coś nowego?  Cieszy mnie to, że Kościół dziś, towarzyszy każdemu człowiekowi… Nikt nie pozostaje sam… Pamięcią i konkretnymi czynami, każdy człowiek jest dziś wyjątkowo przyjęty, otoczony troską, miłością, serdecznością. Dziś Kościół oprócz zwyczajnego, ludzkiego bycia przy każdym człowieku, zachęca każdego z nas, do odświeżenia swojego życia, do odnowienia swojej wiary, swoich postaw… Pragnie nam przypomnieć, że: „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale życie wieczne miał” (J 3,16). Dziś również Bóg w kościele, pragnie nam przypomnieć o tej prawdzie: DAŁ NAM JEZUSA! Dlatego otrzymujemy: Jezusa – Światło Czas adwentu, rozpoczęcie Pasterki, wszystko rozpoczyna się od przenikającej nas ciemności. Wychodziliśmy i nadal wychodzimy z tej ciemności,... czytaj dalej

sztuka świętowania

sztuka świętowania Jak często świętujesz? Ile wydarzeń, w których uczestniczysz, ma tak długi okres przygotowania? Są święta i święta – proste stwierdzenie, ale wiemy, że skrywa się za nim coś znaczniej głębszego niż tylko zewnętrzna powłoka zabawy, radości i miłego nastroju. Są takie wydarzenia, które absorbują nas niesamowicie i jednocześnie nasze zaangażowanie zdradza, czym są dla nas te różnego rodzaju okazję. Wobec niektórych towarzyszy nam niecierpliwość i niezwykła radość, wobec innych zdenerwowanie lub obojętność. Święta są takie, w jaki sposób się do nich przygotujemy i w jaki sposób zaaranżujemy ich przebieg. Zastanówmy się ogólnie nad świętowaniem, nad sposobem przeżywania różnego rodzaju wydarzeń w naszym życiu, jednocześnie pomagając sobie w odpowiednim przygotowaniu do świętowania tego, co niebawem nastąpi. powaga sytuacji Każde święta niezależnie od tego, co świętujemy, mają charakter doniosły. Charakter świąt jest bardzo zróżnicowany, bo albo coś wspominamy, albo upamiętniamy, czcimy oddając hołd, albo przypominamy. Świętowanie za każdym razem jednak, mobilizuje do uroczystej atmosfery. Przygotowanie i przeżywanie święta otoczone jest szczególną manifestacją jakiś spraw. Bo przecież świętując, musimy wiedzieć co świętujemy. Święta dla wielu z nas są ważnym doświadczeniem. Dziwne byłoby świętować, ale nie wiedzieć po co i co świętujemy (aczkolwiek ten temat powoli nie zaczyna być tak oczywisty). Większe przeżycie jakiegoś święta jest wówczas, gdy jest ono bardziej osobiste, albo dotyczy nas samych, albo jesteśmy zorientowani co do szczegółów konkretnej okazji.  Święta chrześcijańskie, a szczególnie te ważne, poprzedza szczególny czas przygotowań: adwent przygotowuje do Bożego Narodzenia, a Wielki Post przygotowuje do przeżycia świąt Wielkiej Nocy. Czas wyprzedzający dane wydarzenie, szczególnie wpływa na nasze nastawienie. Uzmysłowienie sobie jakiś prawd, czy wartości jakiegoś wydarzenia, pozytywnie wpływa nie tylko na sposób... czytaj dalej

Niedziela – św. Rodziny – Łk 2,22-40

I Niedziela po Narodzeniu Pańskim – Łk 2, 22-40 Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.  A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:  «Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu  w pokoju, według Twojego słowa.  Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,  któreś przygotował wobec wszystkich narodów:  światło na oświecenie pogan  i chwałę ludu Twego, Izraela».  A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz prze niknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.  Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.  A gdy... czytaj dalej

IV Niedziela Adwentu (2014)

Pan jest z nami. Czas adwentu dobiega końca, ale to nie koniec. Najważniejsze wydarzenie dopiero nastąpi, a jego przeżycie zależy tylko od nas i naszego zaangażowania. Czas przygotowań – adwent, dał nam odpowiedni czas do zastanowienia się, wyprostowania różnych spraw – ścieżek naszego życia. Warto poświęcić chwilę i zastanowić się nad tym, co dał mi czas adwentu, jak mnie przygotował i do czego.  Święta są szczególnym czasem uzmysłowienia sobie, że słowa Jezusa, wciąż się realizują i znajdują w naszym życiu potwierdzenie: Mt 28,20 – „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Bóg stał się Człowiekiem… A dlaczego? Benedykt XVI: „Na Boże Narodzenie nie ograniczamy się zatem do wspominania narodzin wielkiej postaci; nie obchodzimy po prostu i w sposób abstrakcyjny tajemnicy narodzin człowieka czy ogólnie tajemnicy życia; tym bardziej nie świętujemy samego tylko początku nowego okresu. Na Boże Narodzenie wspominamy coś bardzo konkretnego i ważnego dla ludzi, coś istotnego dla wiary chrześcijańskiej, prawdę, którą św. Jan zawarł w tych kilku słowach: „A Słowo ciałem się stało”. Chodzi o wydarzenie historyczne, o które Ewangelista Łukasz zadbał, aby umieścić w wyraźnie określonym kontekście: w dniach wydania przez cesarza Augusta rozporządzenia o pierwszym spisie ludności, kiedy Kwiryniusz był wielkorządcą Syrii (por. Łk 2, 1-7). Boże Narodzenie nie jest bajką dla dzieci, lecz odpowiedzią Boga na dramat ludzkości poszukującej prawdziwego pokoju.” Coraz bardziej modnym staje się dokonywanie w życiu człowieka różnych metamorfoz. Jednak znaczenie tej przemiany we współczesnym czasie, zostało spłaszczone do sprawy wyglądu zewnętrznego. Dziś człowiek dba o wygląd: o swoją atrakcyjność wizualną, o piękno swojego ciała, włosów, makijaż itp. Tak głębokie słowo – metamorfoza, zostało sprowadzone... czytaj dalej

III Niedziela Adwentu (2014)

RADOŚĆ…  Niedziela radości, bo tak zwykło się nazywać III Niedzielę Adwentu, oznajmia nam, że czas przeżywania świąt, jest coraz bliższy; jest obwieszczeniem bliskości Zbawiciela. Może dziś, sama symbolika tej Niedzieli nie jest już tak wymowna jak kiedyś, bo czas adwentu przeżywany jest ogólnie jako radosny czas oczekiwania na przyjście Pana. Jednak historia pokazuje, jak powstawało to doświadczenie radości. Tradycja świętowania niedzieli Gaudete wyrosła w czasach, gdy Adwent miał typowo postny charakter. Wtedy miała charakter przerwy w poście, była jedynym radosnym akcentem Adwentu. Czym dziś dla nas jest radość i jak ją właściwie rozumieć; jak ją przyjmować i jak nią żyć?  By zrozumieć lepiej radość chrześcijańską, przyjmijmy fragment adhortacji Evangelii Gaudium, jako schemat, który postaramy się później rozwinąć. Papież pisze: „Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem radość zawsze rodzi się i odradza.” (EG, pkt.1) 1. Radość wypływa i ma źródło w spotkaniu z Jezusem. Papież, w różnych swoich wypowiedziach, bardzo przekonuje nas o tym, że spotkanie z Jezusem: nasza modlitwa, Słowo, Sakramenty, są źródłem radości. Czas adwentu, przygotowań, ma przypomnieć nam, że Jezus jest bliski każdemu, że jest On obecny w życiu każdego i ta właśnie obecność może sprawić, że odczujemy w sobie prawdziwą radość. Czy czas adwentu wywołuje we mnie radość z tego, że mogę spotkać się z Jezusem. Czy moje bycie w Kościele, podczas Mszy, na modlitwie, daje odczuć radość z przynależenia do Niego, do wspólnoty?  „Nasza radość pochodzi nie z posiadania wielu rzeczy, ale ze spotkania pewnej Osoby: Jezusa, z... czytaj dalej

święta bez Boga?

święta bez Boga? Już od bardzo długiego czasu, wszystko dookoła nas tętni atmosferą świąt. Wchodząc do jakiegokolwiek sklepu, miejsca, trudno jest nie zauważyć, że wszyscy przygotowujemy się do przeżycia świąt. Ale czy wszyscy aby będziemy przeżywali te same święta? Skąd to pytanie, pewnie się zastanawiasz. Pytałem wśród młodzieży o to, co im przypomina dziś o świętach, w tym co ich otacza. Przywoływali wiele przykładów, chociażby witryny sklepowe i dekoracje, bombki i choinki, światełka itp. Później jednak zadałem inne pytanie: „co w takim razie, w tym wszystkim co was otacza, przypomina wam, że będziemy przeżywali święta Bożego Narodzenia?” Niestety nastało milczenie.  Wszystkie dekoracje i piękne rzeczy, tworzą jakiś klimat i przypominają nam, że będą święta. Niestety w sklepach nie znajdziemy praktycznie niczego, co pokaże nam, że są to święta chrześcijańskie, związane z tą piękną tajemnicą zawartą w słowach: „Bóg stał się Człowiekiem”.  W wielu domach zanikła tradycja, czytania fragmentu Ewangelii, opisującego Narodzenie Jezusa. Z wielu domów, niestety mało osób wybierze się na „Pasterkę”, czy na mszę w Uroczystość Narodzenia Jezusa, zatem co te właśnie osoby świętują.  Niestety we współczesnym czasie propaguje się różne opcje świąt, również te „bez Boga”. Są te, które akcentują wypoczynek, klimat, prezenty i wspólną kolację; inne natomiast przypominają o wydarzeniu sprzed 2000 lat, kiedy to Jezus: „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” (Vat II) Niby jedne święta, a ich znaczenie i przebieg tak radykalnie odmienny. Skąd się bierze takie nastawienie? Czy święta... czytaj dalej

II Niedziela Adwentu (2014)

tydzień 2 przygotujcie drogę Panu, bo… …ważniejsze jest pojednanie przy stole, niż prezenty pod choinką i stół pełen potraw. W Liturgii Słowa, z II Niedzieli adwentu, szczególnie wybrzmiewają proste, ale bardzo konkretne słowa: „przygotujcie drogę Panu”  Jeśli znamy kierunek i staramy się, aby czas adwentu nadał naszej codzienności właściwy kierunek, odkryjemy jeszcze bardziej znaczenie słów: „przygotowanie” i „droga” „PRZYGOTOWANIE” Przygotować można się na coś, co dobrze znamy, co możemy przewidzieć, ale trudno jest się przygotować na coś trudnego do wyobrażenie, tym bardziej nie znając ani czasu ani tego jak to nastąpi. Przygotowanie, nie może zatem ograniczyć się tylko do czasu – adwentu, ani do miejsca – naszego sumienia. Przygotowanie musi objąć całego człowieka – jego serce, duszę, myśli, zwyczaje, wartości którymi się kieruje, sposób bycia, relacje z innymi osobami itp. Spoglądając dziś, na ludzi krążących po sklepach na tych, którzy już zdążyli ochłonąć po „pierwszej akcji prezent” (św. Mikołaj), zaczynają już coraz bardziej drżeć z powodu drugiego przygotowania i „drugiej akcji prezent” (wigilia). Przygotowanie do przeżycia świąt Bożego Narodzenia, choć jest proste do wyobrażenia, przewidzenia i tak napawa nas niekiedy przerażeniem i bólem głowy. Ale ostatecznie, kiedy zasiądziemy do wigilijnego stołu, większość z was odetchnie i stwierdzi, że: „udało się, wszystko gotowe”. Jednak, czy o takie przygotowanie chodzi w dzisiejszej Niedzieli? Czy właściwie rozumiemy przygotowanie mając w myśli efekt, którym będzie wytchnienie po długotrwałym wysiłku stania przy kuchence i przygotowywaniu różnych dań. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że o inne przygotowanie chodzi. Ale w szczegółach, trudno nam się jest przyznać, że do końca chyba jednak nie rozumiemy tego prostego słowa i zadania. Wbijam trochę kij w mrowisko, pisząc... czytaj dalej

zagubienie Jezusa w świątyni – pkt 6

pkt 6 – ZAGUBIENIE JEZUSA W ŚWIĄTYNI W wielu wydarzeniach liczymy na wsparcie Boga, bądź też jakichś osób. Rozglądamy się dookoła siebie i szukamy pomocy. Co się dzieje z nami, gdy nie znajdujemy żadnej osoby? Czy zwracamy w ogóle na to uwagę, że realizując jakieś zadanie gdy rozglądamy się i nie widzimy Jezusa? Czy mamy podobne odczucia do Maryi i Józefa, kiedy poszukują Jezusa, który gdzieś został i nie wiadomo gdzie poszukać. 1. Powinienem być w tym, co należy do mego ojca To mimo wszystko, choć trudne słowa, to jednak jedne z najważniejszych w tym etapie naszej drogi. Życie codzienne wymaga ode mnie duchowej orientacji. Powinienem jak najczęściej sprawdzać swoje położenie i czy jestem w tym, co jest wolą Boga, w tym, w czym pragnie mi wiedzieć?  Doświadczenie: Podejmując decyzję o realizacji różnych inicjatyw w parafii, czynię to z innymi, aby mieć świadomość jedności z innymi. Mieć pewność, że nie realizuję siebie, ale plan Boga. Wśród różnych opcji, znaleźć tę właściwą. Szukać właściwego duchowego kompasu, który pozwoli mi doświadczać obecności Boga – bycia tam, gdzie rzeczywiście jest też Bóg. Jedność i działanie w miłości wzajemnej, którą starałem się czynić w podejmowaniu różnych kroków w inicjatywach, pozwolił mi czuć – „gdzie dwa albo trzej zgromadzeni są w Imię Moje, tam jestem pośród nich”. 2. zagubienie… Jeśli jesteśmy osobami religijnymi pewnie kiedyś, w jakimś etapie swojego życia dokonało się wydarzenie, jakim jest wybór Boga. Jednak im bardziej idziemy dale, naturalnie oddalamy się od tego momentu stawiając czoła różnym próbom. Niekiedy kontakt z osobami z naszych wspólnot (rodzina, grupa) staje się dla nas ciężarem. Dostrzega się w nich to, co negatywne, ich wady. Pojawia... czytaj dalej

I Niedziela Adwent (2014)

Już zaczynamy…      Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy szczególny czas w Kościele. Katechizm Kościoła Katolickiego tak wyjaśnia ten czas:       „Celebrując co roku liturgię Adwentu, Kościół aktualizuje to oczekiwanie Mesjasza; uczestnicząc w długim przygotowaniu pierwszego przyjścia Zbawiciela, wierni odnawiają gorące pragnienie Jego drugiego Przyjścia (por. Ap 22, 17). Przez celebrację narodzin i męczeństwa Poprzednika Kościół jednoczy się z jego pragnieniem: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 30).” (KKK 524)      Powyższy cytat przypomina nam o dwóch kierunkach Adwentu: duchowym i fizycznym. Duchowo odkrywamy na nowo tajemnicę Bożych narodzin i tego, na co oczekujemy – powtórnego Jego przyjścia w czasie ostatecznym; fizycznie pięknie zamiar adwentu wyjaśnia myśl św. Jana Pawła II:      Adwent jest przygotowaniem do wielkiej radosnej odmiany. Miarą Adwentu w każdym z nas jest postęp wewnętrzny, postęp duchowy człowieka. Trzeba, abyśmy nasz tegoroczny Adwent mierzyli również tą miarą. Trzeba, abyśmy do tego postępu przykładali się całym sercem. Trzeba, abyśmy szukali oczyszczenia w Sakramencie Pokuty i umocnienia w Eucharystii. (Jan Paweł II)     Zatem rozpoczynamy czas – Adwent, który jest szczególną szkołą czekania. To nie jest czas umartwień, ale porządkowania naszych sumień…      Przed nami cztery, pojawiające się w kolejne niedziele adwentu, rozważania, które wprowadzać nas będą w te szczególne zamysły tych dni. Zastanówmy się nad tym, co możemy w tym szczególnym dla nas czasie zrobić, dla siebie, naszych bliskich. Podejmijmy się codzienne, choćby krótkiej modlitwy w intencji dobrego wykorzystania tego czasu. tydzień 1 Pan przychodzi – Pan przyjdzie. Właściwy kierunek… W ostatnim czasie szczególnie, zastanawiając się nad osobistym przygotowaniem do Adwentu, zapytałem samego siebie: w jakiej „perspektywie wiary” faktycznie... czytaj dalej

Niedziela – 23.11.2014 – Mt 25,31-46

Od tego tygodnia, chciałbym zaprosić Was do innego sposobu rozważania, złożonego z kliku rzeczy. Pierwsze – wyłapanie słów, zdań kluczowych dla tekstu. Drugie – odniesienie tego do konkretnej sytuacji, osób. Trzecie – zrozumienie tematu. Czwarte – realizacja konkretnych zadań w kolejnych dniach. Piąte – doświadczenia – czyli jak udało się spełnić konkretne zadania, w kolejnym dniu (doświadczenia będę publikował pod koniec tygodnia) XXXIV Niedzieli – Chrystusa Króla – Mt 25, 31-46 Mt 25, 31-46 Chrystus będzie sądził z uczynków miłości Jezus powiedział do swoich uczniów:  «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.  Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie; błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata.  Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;  byłem spragniony, a daliście Mi pić;  byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;  byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;  byłem chory, a odwiedziliście Mnie;  byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.  Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? ”.  Król im odpowie: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.  Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom.  Bo byłem... czytaj dalej

czy jesteśmy wolni?

czy jesteśmy wolni? Ostatnio będąc w sklepie z prasą, usłyszałem mniej więcej taki dialog, w którym brały udział trzy panie. Pani kupująca mówi: już tak dawno nie grałam, może mi pani poleci jakąś loterię. 1 pani sprzedawczyni: może lotto… kupująca: a ile kosztuje… 1 pani sprzedawczyni: jest wiele do wyboru, zależy ile pani chce zapłacić (tutaj wymieniła różne ceny…) Po zdecydowaniu się, kiedy już sprzedawczyni wydrukowała, znów zaproponowała: a może pani też chce jakąś zdrapkę kupić… znów pytanie o cenę… i decyzja kupna. 2 pani sprzedawczyni: (jakby spod lady, odzywa się) może „Wróżkę”, to takie ostatnio poczytne pisemko… kupująca: nie, raczej nie czytam takich rzeczy… dialog urwany, jakby ze smutkiem i rozgoryczeniem, że nie udało się wcisnąć kolejnej rzeczy… Ja rozumiem, że najważniejsze dla sprzedającego jest upchnięcie jednej osobie, jak największą ilość różnych rzeczy, ale żeby aż tak natarczywie. Zresztą, byłem następnym klientem i usłyszałem 3 inne propozycje, oprócz tego, co rzeczywiście chciałem kupić. Historia powtarza się w zasadzie za każdy razem, gdy kupuje tam różne rzeczy. Niezależnie od tego, co chce, jakby w pakiecie proponuje mi się kolejne rzeczy. Ma się wrażenie, że z jednej strony to wychodzenie w stronę klienta, jego potrzeb, ale z drugiej strony, mam wrażenie, jakby panie chciały mi udowodnić, że przychodząc do tego sklepu, do końca, nie wiem co chce kupić. Czyżby to była ogólna moda, sprzedaży wiążącej, a może panie liznęły trochę tematu manipulacji i za każdy razem próbują wpłynąć na klientów, oferując im natarczywie, przeróżne rzeczy. Ja poczułem niesmak, bo wydało mi się rażące to, że ktoś próbuje w jakiś sposób, wpływać na moją wolność. Ile jest takich sytuacji, niekoniecznie związanych... czytaj dalej

3 – utrwalenie nawyków

utrwalenie nawyków. Jest wiele rzeczy, których uczymy się na jakimś odcinku czasu. Pojawiają się przyzwyczajenie co do gestów, zachowań, które ogólnie możemy nazwać nawykami. Podobnie jak uczymy się negatywnych nawyków, tak samo powinniśmy uczyć się tych dobrych – pozytywnych nawyków. Każdy z nas pewnie odkrywa w swojej codzienności, wiele zachowań, które codziennie powielamy – to są nasze nawyki. Dotyczą one wielu kwesti naszego życia. Pozytywne nawyki prowadzą nas do celu. Uczą nas innego spojrzenia na sytuację – zachęcają nas do cegoś, nie powalają się załamać. Wprowadzanie nawyków, to nic innego jak wprowadzanie „małych” zmian, projektów. Słowo „małe” jest zdecydowanie słowem kluczowym w podejmowanych przez nas działaniach, realizacji osobistego celu. Nawyki to utworzone połączenia w naszym mózgu. Dlatego ucząc się nowych, pozytywnych, stymulujemy mózg, a przez to stajemy się też bardziej kreatywni. Tworząc nowe nawyki – „małe działania” musimy zaakcentować wytrwałość w ich podejmowaniu. Dzięki powtarzaniu jakiejś czynności, możemy wyrobić w sobie nawyk – to znaczy, że powtarzanie daje czynności utrwali w nas postawę „autopilota”. Dzięki nawykom, nie musimy tak bardzo czuwać nad obecnością pewnych zachowań, ich kontrolą, lecz najważniejsze dla nas jest podejmowanie samego działania. Jeśli chcemy ćwiczyć, systematycznie pracować nad jakimś projektem, zmienić swoją dietę etc., musimy stworzyć odpowiednie nawyki – „małe” działania, które pomogą nam utrwalić pewne zachowania. Nie możemy wpadać w poczucie winy, że czegoś nie zrobiliśmy, że nam się czegoś nie udało zrealizować. Kolejne „małe” zadania, to próba wyrobienia w sobie pozytywnych nawyków, które poprowadzą nas do osiągnięcia konkretnego celu. Jedno małe ćwiczenie, które będziemy realizować codziennie wyrobi w nas nawyk poświęcania jakiegoś czasu na ćwiczenia, a od tego już znacznie łatwiej do podjęcia się... czytaj dalej

Mimo szarości odnaleźć kolory

Mimo szarości odnaleźć kolory Ludzie często doszukują się przyczyn złego, a nie dobra. Bardziej zastanawiają się nad tym jak to się stało, że się nie udało niż nad tym dlaczego się udało. Trudno, aby w tak rozumianym świecie zdarzeń, doszukać się czegoś pozytywnego, skrywającego w sobie choć odrobinę nadziei. Czy jest tak, że łatwiej nam ocenić zło, niż doszukać się dobra? Dlaczego tak się dzieje. To chyba wynik życiowego paradoksu – to, co złego nam się przydarzy, albo uczynimy, przypisujemy sobie, własnej nieudolności, brakom, które sobie przypisujemy; pojawienie się dobra, które doświadczamy, przypisujemy różnym ewentualnościom, możliwościom istniejącym poza nami: szczęście, przypadek, los itp. Świat z tej perspektywy, może w ostateczności wydawać się monotonny – szary, mało przyjazny, a w ostateczności nudny. Czy moje życie jest tylko produkowaniem zła, a szczęście jest tylko prezentem? W przypadku jednej osoby, może faktycznie być tak, że jej życie jest wypełnione „kolorami” i może nieustannie doszukiwać się jakichkolwiek powodów dla swojej nadziei, a ktoś inny przytłoczony ciężarem obowiązków i codziennych spraw, uzna że jego świat jest szary, pozbawiony kolorów. Pięknie to obrazuje jeden z motywów filmu pt. „Dawca pamięci”. Początkowo film utrzymany jest w obszarze szarości, co może nawet nas nie zaskoczyć, a niektórzy może nawet i tego nie zuważą. Jednak dlaczego tak jest. Otóż mieszkańcy pewnej strefy ograniczonego terytorium, nie wiedzą w ogóle o istnieniu kolorów, co jest spowodowane lekami wygłuszającymi wiele normalnych ludzkich zachowań. Główny bohater w pewnym momencie zaczyna widzieć inaczej, w tym również kolory, a to wszystko zawdzięcza „dawcy”, który go w tym temacie uświadamia i podpowiada mu by zaprzestał zażywanie lekarstw. W jakimś czasie, człowiek ten odzyskuje to, co... czytaj dalej

trudności – duchowe rozwiązania

trudności – duchowe rozwiązania Któż z nas nie ma trudności. Pojawiają się w kontekście rożnych sytuacji i mają przeróżne znaczenie. Trudności nie muszę mieć negatywnego znaczenia. I znów nawiązanie do jesieni… Opadłe, zwiędłe liście, z czasem tracąc swoje kolory czernieją, gniją i jeśli ktoś je zmiecie i wyrzuci, znów nastanie porządek, ale jeśli nie, wciąż będą nas kłóć w oczy i przypominać o nieuchronnym zdarzeniu. Trudności, jak liście symbolizują coś, co staje się w nas martwe, co należy w odpowiedni sposób uporządkować. W wielu doświadczeniach, które nas dotykają, a szczególnie tych trudnych dla nas, możemy dostrzec pewną prawidłowość: Trudność – próba – oczyszczenie – przejście głębiej. Przez bardzo długi czas na trudności spoglądałem jak na ścianę, która mnie oddziela od czegoś; przysłania mi coś i odbiera łatwość dostępu. Wszystkie trudności są przeciwko mnie. Piętrzące się zdarzenia wywoływały coraz większe zdenerwowanie i irytację, aż z czasem zacząłem obserwować, że trudność – próba, czyni mnie podobnym do Jezusa Ukrzyżowanego, który krzyczy: Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił. Później przyszło światło – skoro była śmierć, a później zmartwychwstanie, to mogę to spróbować doświadczyć również w swoim życiu, kiedy przyjmę postawę Jezusa. Nie było to łatwe i nadale nie jest, ale pojawia się zupełnie inne nastawienie wobec życia, codziennych zdarzeń, a szczególnie tych trudnych. Oto mój klucz – być jak Jezus Ukrzyżowany i Opuszczony i w ten sposób wejść w kolejne doświadczenie mojego życia. Z trudnościami można, a niekiedy wręcz należy działać, opierając wszystko na dwóch fundamentach: duchowym i fizycznym Duchowy – głębsze zrozumienie okoliczności i możliwość ubogacenia się przez te okoliczności. Pewnie każdy z nas pamięta historię Hioba i próby, która... czytaj dalej

obumieranie – od ziarenka do krzyża

obumieranie – od ziarenka do krzyża Jesień jest taką porą roku, która w tajemniczy sposób sprawia, że człowiek się nad różnymi sprawami wiele zastanawia… Opadające liście i opustoszałe gałęzie stają się nie tylko znakiem zbliżającej się już kolejne pory roku – zimy, ale przypomina też o naturalnym cyklu przyrody – „narodziny – śmierć – narodziny”. Właśnie w tym cyklu natury, możemy dostrzec pewien wzorzec, który powiela się również w naszym życiu codziennym. Pewne sprawy, które dzieją się w naszym życiu w jakiś sposób dla nas niezrozumiały obumierają, niekiedy nawet całkowicie znikają, a po jakimś czasie pojawiają się odmienione, przynoszące nowe zdarzenia. 1. Jesień przypomina o obumieraniu Natura może przkonać obserwatora, że drzewo, które gubiąc liście pozornie stają się martwe, wcale takim nie jest. To samo drzewo za kilka miesięcy znów stanie się symbolem życia, rodząc kolejne liście, owoce. Ta naturalność przełożona na życie codzienne człowieka, może w niektórych sytuacjach nieco uspokoić i dać siłę do przetrwania. Podobnie w naszym życiu, są różne sytuacje, które na pozór wydają się być lub stawać martwe, ale to takie „gubienie liści”, które jeśli przetrwamy, jeśli właściwie będziemy działać, może przynieść obraz „starego drzewa”, lecz z nowymi liśćmi, kwiatami i owocami. Coś umiera, aby mogło znów się narodzić. Wydaje się to być już jakąś filozofią, która zaadoptowana do naszych warunków życia, może przynieść radość oczekiwania tego „nowego czasu”. Mam wrażenie, że niektóre sytuacje z mojego życia są jak ziarna zasiane w ziemię. A z nimi dzieje się coś niebywałego. Dokonuje się życiowy paradoks – aby mogło coś z nich wzrastać muszą najpierw obumrzeć, rozłożyć się, aby mogło z nich wzrosnąć jakieś „nowe życie”. Niepowodzenie,... czytaj dalej

Ucieczka do Egiptu – pkt 5

pkt 5. UCIECZKA DO EGIPTU Często wobec wydarzeń, które mnie dotykają (w sposób negatywny) szukam odpowiedzi i powodów. Niekiedy zrzucam je na swoje barki, obarczając sie za jakieś niepowodzenia. Im bardziej brnę w jakąś sytuację i staram się ją zrozumieć, tym więcej pojawia się niezrozumiałych spraw. Czy muszę stawić czoła każdej trudności? Maryja zmuszona jest do ucieczki przed Herodem. Zmaga się z trudnością drogi i bólem, który wywołany jest przez prześladowanie. Paradoks, że dopóki nie stała się Matką, jej życie było o wiele spokojniejsze i nie rozdzierało ją na pewno tyle bólu, trudności. Dlaczego po staniu się Matką, jej życiu – powołaniu towarzyszy aż tyle trudności? Powołanie rozwija się i dojrzewa w rożnych okolicznościach, niekiedy w próbach. Niekiedy trudno jest zrozumieć, dlaczego takie wydarzenia akurat, stają na naszej drodze. Im więcej jednak zastnawiam się nad tym, im więcej będę stawiał pytań: „dlaczego?”, tym mniej będę starał się żyć wolą Bożą, która objawia się w poszczególnych chwilach, poprzez różne doświadczenia. Próba Można utracić radość, tak charakterystyczną wcześniej, i doświadczać ciemności duszy. Nasze życie – zadania, które pragniemy realizować, lub zrodzić w naszym życiu mogą być w różny sposób zagrożone i poddane róż­nym niebezpieczeństwom. Nie ma człowieka wolnego od prób, choć dla każdego mogą być one bardzo różne. – organizowałem spotkania dla starszych i dzieci – próbą dla mnie było to, że zarówno w jednym jak i drugim przypadku, na spotkanie nie przyszła żadna osoba. Długo zastanawiałem się nad tym: dlaczego tak się stało. Obwiniając siebie i okoliczności, a nawet trochę warunki zewnętrzne – inne osoby, widziałem jak coraz bardziej grzęznę w niewłaściwym nastawieniu i postawie. Trzeba „uciec do Egiptu” – odnaleźć... czytaj dalej

wstań

Wstań Niekiedy bardzo różnego rodzaju słowa, zapadają mi bardzo mocno w pamięci i przez cały dzień krążą w myślach przypominając się w najmniej oczekiwanych momentach. Niekiedy jest to słowo jakieś osoby, z którą chwilę gdzieś rozmawiam, niekiedy jakiś cytat z książki, a najczęściej są to słowa z Ewangelii, którą codziennie rozważam. To, co jest rzeczywiście niebywałe w słowach, które do nas docierają, to fakt, że nawet nie spodziewamy się tego, że ich działanie będzie/jest tak mocne.  Pewnego dnia, w fragmencie Ewangelii na ten konkretny dzień, przeczytałem słowa: „Młodzieńcze tobie mówię wstań” (por. Łk 7,11-17). I od samego początku, gdy czytałem ten fragment, bardzo mocno poruszyło we mnie coś samo słowo „wstań”. Nie potrafię wytłumaczyć sobie po ludzku, dlaczego akurat to słowo stało się dla mnie ważne i dlaczego właśnie ono do mnie w jakiś sposób wyraźniej przemówiło. Chodziłem przez cały dzień i w wielu sytuacjach pojawiało się jak refren słowo: „wstań”. Najciekawsze, że słowo to pojawiało się w różnych kontekstach sytuacji z różnym brzmieniem. Niekiedy jako słowa zachęty – delikatny szept, budzący zastanowienie. Innym razem pojawiło się jako wykrzyczane z wieloma wykrzyknikami na końcu WSTAŃ !!!!!!!!!! Jeszcze innym razem, jak taki dźwięk komara, uporczywy i nie dający odpocząć dźwięk; wstań, nio wstań, nio dalej wstań… Tak wiele przeróżnych myśli, wątków, zdarzeń… i wciąż jedno to samo słowo: „WSTAŃ”. Bardzo ciekawy dzień i wiele ciekawych myśli krążyło wokół tego słowa. Zauważyłem, że słowo to zachowywało się jak rzeka na rozwidleniu  – szło w dwóch kierunkach: wstań… z czego mam wstać? i wstań… do czego mam wstać? 1. z czego mam wstać? Bywa, że niekiedy wciągu dnia dopada nas marazm i... czytaj dalej

2 – rozwój osobisty wg kazien

rozwój osobisty Gdy spojrzymy na życie, widzimy je w kontekście wielu wydarzeń, które codziennie tworzą horyzont naszej codzienności, istnieje wiele możliwości rozwinięcia czegoś. Widzimy swoje odbicie w lustrze i dostrzegamy jak się zmieniamy, dojrzewamy…  Mając „ileś” lat, każdy z nas staje wobec pytania: co mu się udało zrealizować, osiągnąć? Tutaj padają przeróżne odpowiedzi. Często słyszymy, że musimy zmienić swoje życie, charakter życia, dietę i wiele innych rzeczy. Sam fakt, że mamy cokolwiek zmienić, wywołuje w nas już przerażenie i zniechęcenie. czy rzeczywiście musimy coś zmienić? Ostatnio dotarło do mnie proste zdanie, które mnie trochę zatrzymało i spowodowało, że się nad nim trochę więcej zastanowiłem. „Nie musisz się zmieniać, ale powinieneś rozwijać dobro, które masz w sobie” – proste zdanko, ale trochę wywraca naszą mentalność. Czy zmiany są konieczne? Czy są potrzebne? Ku czemu bardziej się przychylić ku zmianom, czy ku rozwojowi?  Wszelkiego rodzaju innowacje, które wprowadzamy w naszym życiu, mają często za zadanie odciąć nas od tego, co było: od sposobu życia, myślenia, wyobrażania, postępowania i postawić nas na nowej ścieżce – innej formie dnia, myślenia itd. Radykalne zmiany, które niekiedy wprowadzamy, są dla nas bolesne i bardzo wymagające. Czy musimy tak postępować? Osobiście, bardziej mnie przekonuje modyfikowanie – rozwijanie, niż innowacje. Przecież jest we mnie wiele dobra, a życie, które minęło nie jest dla mnie powodem do wstydu, więc dlaczego mam się od niego odwracać. Zmiany wprowadzają pewien sposób myślenia – to, co było do tej pory było niewłaściwe. Rozwój natomiast podpowiada – doceniaj to, co udało ci się osiągnąć i dokonuj rozwoju w tych sferach, które wydają ci się dobre.  Kaizen polega na wprowadzaniu małych zmian na... czytaj dalej

uchwycona myśl – latarnią dla mojego tygodnia.

Zastanawiam się nad tym, co i jak mam zrobić, gdy dociera do mnie jakaś myśl – zachęta, zaproszenie. Obracamy się w świecie, w którym wiele różnych haseł dociera do naszego umysłu i wywołuje różne reakcje. Często jesteśmy czymś zdumieni, zachwyceni i zapaleni… Jedne słowa bardziej inne mniej, ale zapadają w naszej „duszy” i pragną nas obudzić do jakiegoś działania. Niekiedy mamy trudność, jak coś zrozumieć, w jaki sposób postępować z tą myślą, aby rzeczywiście zrodziły się z niej jakieś owoce. Być może przeraża nas to, że sobie nie poradzimy, że nie wyłapiemy zasadniczej treści, faktycznego sensu. Spróbuj jednak, tak jak rozumiesz, wprowadzić coś w swoje życie. Czy jednak wprowadzenie w życie jakiejś myśli, musi wiązać się z radykalnymi zmianami, czy może chodzi w tej myśli o to, by wpłynąć na nasz rozwój. Myśl pozytywnie… Nie możemy dopuścić takiego myślenia, że pojawiająca się jakaś propozycja, zachęta – zaproszenie, ma za zadanie dokonać inwazji na naszym życiu – codzienności, czy sposobie myślenia. Raczej pomyślmy pozytywnie, że wypowiedziana myśl ma nam w czymś pomóc, ma nas przeprowadzić przez jakieś sytuacje. Jeśli odnajdziemy w sobie to pragnienie pozytywngo myślenia i przyjmowania różnych propozycji, staniemy się bardziej otwarci na to, co sama myśl nam proponuje. Prawdziwie usłyszeć… Potrafimy rzeczywiście słuchać. Często jesteśmy wstanie powtórzyć bardzo długie dialogi, czy fragmenty książek które przeczytaliśmy; przywołać jakąś informację lub powtórzyć czyjeś zdanie. Problemem nie jest tylko usłyszeć, ani też przyjąć, ale trudność stanowi to, by te słowa w nas działały. Tak słuchać, aby usłyszeć, wewnętrzną intencję jakiejś myśli. 1. STAĆ SIĘ PUSTYM – GOTOWYM DO PRZYJĘCIA SŁOWA, CAŁEJ OSOBY. Kiedy można zrozumieć drugiego człowieka? Wtedy, gdy nie... czytaj dalej

Obrazy

OBRAZY Przez lata naszego życia nagromadziliśmy w sobie różnego rodzaju obrazy. Są one nośnikiem naszych osobistych doświadczeń lub tego w czym mieliśmy udział pośredni. Obraz są wyobrażeniami przechowującymi czas, miejsca, ludzkie, twarze i historie. Przechowujemy je w sobie ponieważ są dla nas ważną częścią nas samych. Najskrytsze tajemnice naszego serca, uczuć, myśli namalowały w nas coś co daje początek nowym obrazom. Historie tworzą się nieustannie, malując kolejne obrazy, wypełniające galerię naszego wnętrza. Może temat: „obrazy”, wydawać się nieco abstrakcyjnym, filozoficznym podejściem, ale to właśnie one kłębią się w nas, ukazując kolejne ważne chwile naszego istnienia. Każdy ma na pewno jakieś obrazy z dzieciństwa, z czasu dojrzewania, z okresu dorosłości. Jedne mają dla nas wartość sentymentalną, inne emocjonalną, może niektóre stanowią źródło naszego rozwoju intelektualnego. Tak wielu i tak przeróżnych spraw dotyczą nasze obrazy. Nasze wewnętrzne duchowe obrazy, są jak zdjęcia dokumentujące innego rodzaju podróże. Te fizyczne zdjęcia, odchodzą w niepamięć, niszczone czasem, chowają się na dnie szuflady. Jednak obrazy są na tyle silne, realne, że wystarczy zamknąć oczy i już wyobraźnią malujemy i odtwarzamy kolejne momenty, sceny naszego życia. Masz takie obrazy? Na chwilę zamknij oczy i powróć wyobraźnią do tego, co mocno skrywa się w tobie, w te bardzo osobiste przeżycia, wrażenia, odkrycia… Jesteśmy wszyscy jak katalogi – albumy, gromadzące w sobie nieskończoną liczbę obrazów. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego poruszam akurat taki temat. Nie musisz szukać skrywanych podtekstów, czy jakiegoś tajemniczego podwójnego dna. Odpowiedź wydaje się prosta. Jesteśmy ludźmi, którzy w ten sposób właśnie przechowujemy różnego rodzaju doświadczenia – przez te prawdziwe i wyimaginowane nieco obrazy, zachowujące mniej lub bardziej prawdziwe oceny różnych sytuacji. Gdy zamknęliście oczy, jaki... czytaj dalej

Bóg i Jego obraz…

Bóg i Jego obraz… Historia naszych duchowych doświadczeń, ma początek w tym, co przekazali nam, bardziej lub mniej świadomie, rodzice. Uczyli nas różnymi sposobami o rzeczywistości wiary, Boga i innych sprawach. Wychowując się w tym duchu, zabraliśmy ze sobą jakiś obraz. Niekiedy wraz z rozwojem intelektualnym, emocjonalnym, fizycznym, dochodzimy do własnych odkryć i tak tworzymy swoje własne wyobrażenie. Są to przeróżne obrazy, bo i nasze doświadczenia są przeróżne. Już od jakiegoś dłuższego czasu, krążyły mi w głowie różne myśli związane z tematem: obraz Boga. Temat ten stał się jeszcze silniejszy, gdy podczas lekcji w szkole, w kilku klasach, wypłynął on na wierzch, ukazując pewne swoje pozytywne i negatywne aspekty. Myślę, że jest to ważna sprawa, nad którą powinniśmy się zatrzymać i zastanowić, a nie tylko pozostać w jakimś gotowym schemacie, wzorze utartym przez lata. Tym bardziej, że jest to też kwestia, która niestety wywołuje dzisiaj postawy anty-nastawienia. Obraz Boga, który zrodził się w wielu osobach, jest powodem ich rozgoryczenia, obwiniania Boga za zło, powodem wykrzywienia wiary i osobistego nastawienia względem Kościoła (kościoła), ludzi wierzących, księży i różnych zagadnień itp. Niekiedy trudności wypływają z braku jakiegokolwiek obrazu, a niekiedy kwestia zachowań, czy sytuacji, wpływają na ogólny obraz Kościoła.  POZYTYWNY obraz Boga. Taki obraz mają najczęściej osoby, które rzeczywiście przejawiają się żywą wiarą. Ich osobistego spotkanie z Jezusem w modlitwie, Eucharystii w sakramencie pojednania, sprawia, że obraz się krystalizuje i nieustannie ubogaca, o nowe odkrycia. Łatwiej jest znaleźć właściwy obraz Boga tej osobie, która umiejętnie korzysta ze Słowa i w nim szuka scen ukazujących faktyczną postać Boga. Właściwa interpretacja Słowa, Jego rozważanie otwiera człowieka na osobiste doświadczenie zarówno obecności Boga, jak... czytaj dalej

Różaniec – modlitwa obrazami

Różaniec – modlitwa obrazami „W tej modlitwie powtarzamy po wielokroć słowa, które Dziewica Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki, Elżbiety. Na tle słów: „Zdrowaś Maryja” dusza uzmysławia sobie zasadnicze wydarzenia (Tajemnice) z życia Jezusa Chrystusa… Modlitwa tak prosta i tak bogata. Z głębi mojego serca zachęcam wszystkich do jej odmawiania.” (Castel Gandolfo 1 X 1995, papież Jan Paweł II) Różaniec, może nauczyć nas: rozważania, wyobrażania i poznawania tajemnic z życia Jezusa. Często odmawiając różaniec, bardziej skupieni jesteśmy na samej modlitwie Ojcze nasz, Zdrować Mario, a nie na samych słowach, które te modlitwy wyrażają, a często zdarza się też to, że zapominamy, że modlitwy są refrenem wobec tajemnic, które powinniśmy szczególnie rozważyć, modląc się na różańcu. Cenniejsza jest niekiedy ilość, niż fakt rozważania jakiejś tajemnicy. Oczywiście, podobnie jak różaniec tak też inne okazje, są rzeczywistą szkołą modlitwy i nie należy przejmować się, że coś może nam nie wyjdzie, że czegoś nie potrafimy. Modlitwa, to również kwestia zaufania Bogu, Któremu powinniśmy pozwolić się prowadzić. Dla mnie modlitwa różańcowa, jest lekcją „ewangelicznej wyobraźni”. Rozważając poszczególne tajemnicę, przede wszystkim staram się najpierw w wyobraźni namalować obraz tej sceny, którą rozważam. Oglądając ją z różnych stron, staram się sobie wyobrazić: gdzie w niej jestem, co robię, co mówię, gdzie patrzę itd. Po takim krótkim wyobrażeniu sceny, wzbudzam w sobie intencję mojej modlitwy i odmawiam „dziesiątkę”.  Chciałbym również was, zaprosić do stworzenia może nowej okazji do modlitwy, tym razem modlitwy obrazami. Poniżej umieszczam różne piękne obrazy, przedstawiające poszczególne tajemnice różańca. Może warto właśnie, spróbować oglądając poszczególne zdjęcia, zwrócić uwagę na to, jak autor tego obrazu, wyobraża sobie poszczególne sceny. Może, dzięki temu, rozważanie... czytaj dalej

spotkanie z Symeonem -pkt 4

pkt 4 wobec duchowych wyzwań, prób i cierpienia – spotkanie z Symeonem. Scena ofiarowania Jezusa w świątyni i spotkanie z Symeonem i prorokinią Anną, jest wydarzeniem, dzięki któremu mogłem na nowo odkryć, że życie niesie również ze sobą styczność z trudnymi doświadczeniami. Droga powołania polega na obejmowaniu krzyża i naśladowaniu Chrystusa, który wszystko czyni z miłością, włączenie to, że przyjmuje cierpienie i krzyż.  Trudne, wymagające doświadczenia, są momentem, w którym powinienem ponawiać swoją decyzję pójścia za Jezusem. Jest to chwila, w której słowo: „TAK” nabiera innego, ale jakże ważnego znaczenia. Słowo: „TAK” wyraża zgodę – przyzwolenie, aby działanie Boga mogło odnaleźć w moim sercu, myślach, codzienności, swoje miejsce i rzeczywiste odniesienie. Powiedzieć Bogu TAK wobec każdego doświadczenia, które mi ofiarowuje, niezależnie czy oceniam je jako dobre, czy trudne dla mnie.  Po raz kolejny powiedzieć Bogu „TAK”… – jest to zgoda na przyjęcie krzyża i gotowość na pełnienie tylko Jego woli : «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). Historia naszych doświadczeń pokazuje, że w każdym momencie mogą nadejść kolejne różne duchowe próby, cierpienia, różnego rodzaju doświadczenia. Nie jesteśmy wstanie ich przewidzieć, ani się całkowicie na nie przygotować. W słowie: „TAK”, zawarte jest głębokie poczucie zaufania do Boga, który wie co i w jaki sposób jestem wstanie przeżyć. Zaufanie nie wiążę się tylko z przyjęciem danego doświadczenia, ale też z tym, w jaki sposób będę współpracował z Bogiem, przy rozwijaniu tego konkretnego wydarzenia.  Upływający miesiąc pod hasłem: „wobec duchowych wyzwań, prób i cierpienia – spotkanie z Symeonem”, znów pokazał mi bardzo ciekawą rzecz. Z... czytaj dalej

odłączyć kotwicę

Odłączyć kotwicę… Chwila wieczornej zadumy… Jak często spotyka cię taka chwila, w której uciekasz w przeszłość, zatapiając się w różnych momentach: myślach, wydarzeniach. Chwila rozpłynięcia się w przeszłości, sprawia, że wielu z nas boi się powrócić do teraźniejszości i podjąć się kolejnych nowych zadań. Przeszłość staje się niekiedy dla nas bardziej teraźniejszością, niż ona sama. Wbijamy się w sentymentalizm i melancholię, niekiedy uciekając od tego, co obecnie się z nami dzieje, w czym możemy uczestniczyć. Miłe chwile, pomyślne rozwiązania – to z niewymierną siłą, wraca do naszego umysłu, nie pozwalając nam niekiedy dobrze przeżywać chwilę obecną. Pragnienie, by powróciło to co piękne i dobre, a co było w przeszłości, jest silniejsze od pragnienia wejścia w obecną sytuację naszego życia. Choć to takie dla nas przyjemne, to jednak z czasem okazuje się bardzo niebezpieczne. Nieustanne rozważanie o przeszłości, wyobrażanie sobie z niej scen, które dawno temu nam się przydarzyły, pociąga za sobą pewne konsekwencje: 1. chwila wspomnień – sentymentów, to mocne przywiązanie do przeszłości i do przeżywanych kiedyś doświadczeń. To może sprawić, że posługiwać się będziemy przeszłością jak szablonem. Z jednej strony, wszystkie podobne wydarzenia, które kojarzą nam się z negatywnymi momentami z przeszłości, będą według nas oceniane negatywnie. Sytuacje pozytywne, będą porównywane z sentymentalizmem z przeszłością i nie będziemy tworzyli niczego nowego. 2. zatrzymanie w przeszłości sprawia, że człowiek może nigdy nie ruszy w przyszłość Po to zarzuca się kotwicę, aby statek dryfował w miejscu. Podobnie ma się z „kotwicą”, którą może być nasza przeszłość. Nawet możemy sobie tego nie uświadamiać, że nasze życie nie ma żadnego tempa, ani rytmu, ponieważ my wciąż stoimy w miejscu, w którym rzuciliśmy... czytaj dalej

Cud… pozyskać brata.

POZYSKAĆ swego brata… Może kiedyś postawiłeś sobie pytanie: jak masz żyć Słowem? I wciąż poszukujesz sposobu, by Nim się autentycznie kierować i odnosić do swojej codzienności. Może bywają chwile zwątpienia, trudności, które poddają twoje pragnienie w wątpliwość. Pewnie też masz wiele sytuacji, w których tak bardzo konkretnie udało ci się żyć Słowem i otrzymać jakieś doświadczenie i owoce. W kontekście czytania, rozważania Słowa, wpadły mi przed nos tekst wywiady z abp Konradem Krajewskim, który w kontekście tej krótkiej mojej myśli o Papieżu Franciszku mówi tak: „To człowiek niezwykle mądry. Przeżył już swoje życie, nabrał doświadczenia, a co za tym idzie – wielkiej pokory. On nie tylko czyta Ewangelię, on żyje Ewangelią. „Nie czytaj książek o słowie Bożym. Czytaj słowo Boże!” – zwrócił mi kiedyś uwagę. Przyznał, że kiedy ma jakiś trudny problem do rozwiązania i nie wie, co robić, właśnie w Piśmie Świętym szuka odpowiedzi. Pyta, co w takiej sytuacji zrobiłby Jezus.” Bardzo podoba mi się to, ponieważ moja duchowość – styl życia, to też kierowanie się Słowem, życie Nim i szukanie w Nim rozwiązań. Będąc z wizytą u chorych, przez cały rok, wchodząc do jednego domu, spotykałem mężczyznę który zawsze był obecny w czasie wizyty w domu jego mamy. Wielokrotnie zachęcałem i zwracałem uwagę o tym, by poszedł do kościoła, do spowiedzi (nawet wielokrotnie mu oferowałem możliwość spowiedzi przy okazji wizyty z Komunią św. u jego mamy). On jednak zawsze z uśmiechem przekładał to „na później”. Myślałem sobie, że pięknie by było, gdyby kiedyś jednak udało mi się go przekonać, by skorzystał z sakramentu pojednania, a jednocześnie by mógł przyjąć też Komunię świętą. Pewnej soboty podjeżdżając z kierowcą pod ich dom, w formie... czytaj dalej

Narodzenie – pkt 3

pkt 3. NARODZENIE JEZUSA Najpiękniejszym streszczeniem wydarzenia, jakim było Boże narodzenie są słowa św. Jana: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami…” (J 1,14). W tym, w szczególny sposób jest zawarta nie tylko prawda, ale i treść zadań, które powinniśmy realizować, aby ten szczególny cud, mógł stać się również naszym udziałem. 1. Radość… Radosne wydarzenie… dla Maryi, dla nieba, dla całej ziemi. Stąd radość Bożego narodzenia przenikać powinna każdą chwilę naszego życia i przepełniać tą radością każde słowo i czyn. W tej radości, możemy znaleźć środek oraz drogę naszego duchowego rozwoju. Chrystus rodzi się w nas i wzrasta, a my przeżywając wszelkie działania z miłością do ludzi, możemy stworzyć okazję, aby On mógł zamieszkać „między nami…” Jeśli spróbujemy odnieść tajemnicę Wcielenia (Boże narodzenie) do naszego życia, szybko zauważymy, że przenika w zasadzie wszystko. Chrystus dotyka każdej naszej sytuacji, a stając we mnie, w drugim i pomiędzy nami, daje się szybko rozpoznać i poprowadzić. 2. Owoc jedności… Boże narodzenie to trzy kierunki – Jezus nie tylko rodzi się we mnie, ale również w drugiej osobie i pomiędzy nami. Warunkiem tych trzech kierunków jest nasze zjednoczenie w Jego Imię, bo „gdzie dwaj, lub trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich…” (Mt 18,20) Ta jedność najpierw pomiędzy Maryją i Bogiem, sprawia, że Duch Święty napełnił Ją i poczęła Jezusa. To później jedność pomiędzy Maryją i Jezusa, sprawia, że nieustannie daje Go innym, aż po śmierć na krzyżu. Patrząc na ludzi, którzy tworzą jedność i miłość wzajemną, „może doświadczyć duchowej obecności Boga i poczuć się pociągniętym przez Niego, by żyć podobnie, co wyraża się w gotowości podarowywania się innym”... czytaj dalej

były i wrócą dopiero za rok

wakacje… Czas wypoczynku, dla większości z nas, niestety się już skończył. Niektórzy już dawno zapomnieli, że coś takiego było, a inni (szczęśliwi studenci), mogą rozkoszować się jeszcze miesiącem wolnego. Co pozostało… Pewnie wielu z nas, z sentymentem powraca w myśli do podróży, miejsca, czasu, gdzie spędził swoje wakacje. Pozostały zdjęcia, jako portrety tych pięknych chwil i wydarzeń, spędzonych w dniach wakacyjnego wypoczynku. Może pozostał, gdzieś w pamięci jakiś szczególny obraz, doświadczenie, a kubki smakowe są wstanie jeszcze przywołać smak nowych potraw, które mieliśmy okazję spróbować. Trudno się rozstać z tym, co było i przejść do dnia powszedniego, do kolejnych zajęć, obowiązków; pracy, szkoły itd. Jednak nie pozostaje nam nic innego, jak wstać, westchnąć z tęsknotą i ruszyć do boju. Kolejne dni, już niestety nie wakacyjne, mogą stać się też piękną przygodą. „Nie jest źle… będzie radośnie, bo radośnie musi być” – to takie moje osobiste nowe powiedzonko. Co zrobić z wakacjami… Pewnie wiele pomysłów zrodziło się wam podczas wakacji. Może były to postanowienia związane z waszym życiem osobistym, zawodowym. Może warto podtrzymać ich istnienie w serchach, myślach, by doszły do realizacji. Może zamiast przewalać „tonę” zdjęć z podróży wakacyjnych, warto poświęcić jakąś godzinkę, lub więcej, na to by przejrzeć wszystkie zdjęcia i wybrać z nich te najważniejsze (namiastkę różnych sytuacji, dni), aby móc w chwili wolnego pomiędzy pracą, obowiązkami, szybkim okiem spojrzeć na te już wybrane zdjęcia i wzbudzić w sobie radość. Myślę, że wiele zdjęć wywoła w was na nowo uśmiech, zadowolenie, odprężenie i nowe nastawienie. Te kilka myśli, wspomnieć, wybranych zdjęć, może stać się dla nas ratunkiem, gdy wszystko będzie trudne, wymagające, gdy nie będziecie już mieli... czytaj dalej

filozofia małych kroków

filozofia małych kroków… (1 artykuł – początkowy…) Chciałbym rozpocząć tym właśnie krótkim artykułem pewien cykl zatytułowany: „filozofia małych kroków”. Może ktoś z was słyszał już o czymś takim, a może nie. Ufam, że już sama nazwa was zaciekawiła. Wielokrotnie chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, np. chcemy systematycznie się modlić, chcemy biegać lub jeździć na rowerze, albo chcemy pozbyć się jakiegoś nałogu, albo stworzyć jakiś koncept, lub zwyczajnie schudnąć. Mamy wówczas przed sobą cel, ale od razu pojawia się w nas myśl – lęk, że nam się nie uda, nie powiedzie. Rozpoczynamy z hukiem nasze przygotowania, próbujemy i po jakimś czasie nie mamy chęci, sił, a cel zamiast się przybliżać, to w zasadzie albo się oddala, albo zupełnie znika. Czy nie jest tak? Otóż filozofia małych kroków, jest zupełnie innym podejście do powyższych spraw. Cele może się nie zmieniają, ale metoda – jak chcemy je osiągnąć zmienia się diametralnie.  Filozofia Małych Kroków… – to inaczej KAIZEN – (kai- zmiana; zen  – dobry, czyli dobra zmiana). Jest to filozofia zapoczątkowana bardzo dawno temu w Japonii, ale jej skuteczność tak bardzo ją rozpowszechniła, że dziś funkcjonuje w wielu firmach nie tylko w Japonii, ale można ze spokojem powiedzieć, że dotyczy już ona bardzo wielu osób i wielu firm.  CO TO JEST? Jest to ciągłe doskonalenie siebie poprzez wprowadzanie małych zmian. Nieco filozoficzne podejście, które eliminuje lęk przed dużymi zadaniami, przed którymi stajemy. Metoda da – bo tak ją możemy również potraktować, zapewnia ciągły rozwój i dążenie do osiągnięcia celów. Metoda raz wprowadzona i dotycząca jednej kwestii, bardzo szybko przenika inne, stając się niekończącym się drobnym ulepszaniem. Plusy są takie, że oprócz... czytaj dalej

jak usprawnić sobie życie

Niekiedy siedząc w towarzystwie, widzę osoby, które często wyjmują telefon komórkowy i przez jakiś czas coś na nim robią. Pomyślałem sobie i zadałem pytanie: „ile czasu, codziennie spędzamy robiąc coś w telefonie?” Jesteś wstanie ocenić? Nie myśl sobie, że teraz cię zopiniuję i napiszę coś negatywnego. Nie ważne w sumie ile czasu spędzam trzymając w ręku telefon, ale ważne jest to do czego on ci służy. W sumie takim szczególnym momentem, uświadomienia sobie, czym dla mnie jest telefon, było kiedyś spotkanie z pewnym księdzem, który też chciał sobie sprawić taki telefon jak ja i wypytywał mnie o to, jakie aplikacje mam, jak on funkcjonuje i sprawdza się w różnych opcjach itd. Wówczas opowiadając o zaletach i ewentualnych wadach, uświadomiłem sobie, że te kilka stron z aplikacjami w moim telefonie, to w zasadzie kontynuacja mojego życia. Telefon, jako przedłużenie ręki… Cała organizacja zawarta jest właśnie w nim i trudno by mi było funkcjonować bez tego urządzenia. Ktoś powie – uzależniony… Hmmm – a można być uzależnionym od życia? W końcu telefon ma mi służyć, a nie na odwrót. Kontroluje i organizuje swoje życie, w różnych aspektach właśnie za pomocą tego przedmiotu. Dla wielu osób, smartphone wciąż pozostaje zabawką, dzięki której można wejść na FB, albo pograć sobie, w chwili nudy i wolnego. Jednak wiele osób to urządzenie traktuje jako przyrząd pracy i nie jest wówczas dla nich zabawką, gadżetem, ale „techniczną częścią życia”. Mądre korzystanie z tego typu przedmiotów, może znacznie ułatwić nam funkcjonowanie w naszej codzienności. To nie tylko kwestia terminarza, poczty, kontaktów, ale może dotyczyć również wielu innych, ważnych sfer naszego życia. Do czego zatem wykorzystuję telefon? jest... czytaj dalej

na granicy ciemności…

wyjść ze swojej ciemnej krainy… Od kilku dni, za oknem wciąż szaro, a deszczowe chmury krążące nad miastem, wciąż rozdrapują dzień, łudząc, że nadejdzie lepsza chwila. Ta zewnętrzna ciemność, stała się po części motorem do napisania krótkiej refleksji w kontekście innej ciemności, duchowej, w której może właśnie nie jeden, albo nie jedna z was się znajduje, nie wiedząc w którą stronę odwrócić swój wzrok, w poszukiwaniu światła nadziei. Wiele fragmentów biblijnych mówi o ciemności, o nocy, w której dokonują się liczne walki duchowe człowieka ze złem. Pojawia się też fragment mówiący o pograniczu dwóch światów: Izraela i świata pogan. Linia oddzielająca te światy, została chwilowo wyłączona, jakby ktoś chciał pokazać, że jej w ogóle nie ma. Jezus staje po jednej stronie, a po drugiej, w innym świecie, pojawia się kobieta kananejska.  Mt 15, 21-28 Wiara niewiasty kananejskiej A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!  Od czego zacząć… Oprócz tych ciemności snujących się ponad naszymi głowami, wywołanymi deszczowymi chmurami, pojawia się również noc. Jest też inny rodzaj ciemności, która dotyka ludzkich myśli, pragnień, uczuć… Tak jak na te pierwsze nie mamy wpływu, tak już w przypadku duchowych nocy, ciemności, sytuacja ma się trochę inaczej.  Trudności, które nas spotykają, a które często związane są z naszą codziennością, wprowadzają nas w stan niemocy. Nie potrafimy odnaleźć kierunku działania, sensu, pozytywnej myśli. Wydaje nam się, że ogarniająca nas ciemność nigdy się nie skończy, że będziemy w niej trwali, nigdy nie odczuwając już niczego pozytywnego. Stan beznadziei, bezsensu, niemocy… W jakiej nocy jesteś? Co otacza cię, zasłaniając widok horyzontu, który kiedyś był przed tobą?  Choć... czytaj dalej

narzekanie

 z serii… – budować życie, codzienność. Narzekanie Niektórych rzeczy nie zrozumiemy, albo się do nich nie przekonamy dopóki, nie przeżyjemy na własnej skórze pewnych doświadczeń. Niekiedy zdarza mi się marudzić i narzekać, ale jakoś nie przywiązywałem nigdy do tego wagi, a tym bardziej kiedy ktoś mi mówił, że marudzę, traktowałem to jako mało znaczącą wiadomość. Nie przejmowałem się tym, bo nie czułem tego. Okazuje się, że wystarczy wyjść poza siebie, spojrzeć obiektywnie na inne sytuacje, nawet podobne, a w przypadku drugiej osoby, jakieś zachowanie stanie się bardziej rażące, niż wtedy, gdy dotyczy ono bezpośrednio mnie. Tak też miało miejsce, w kwestii narzekania. Podczas wakacji, miałem okazję do spotkań z wieloma osobami. Kilka razy natrafiłem na sytuację, w której wysłuchiwałem wyżaleń innej osoby, narzekającej na swoją sytuację, na zajęcia, na osoby ją otaczające. Za pierwszy razem, jakoś bardziej nie przykułem do tego uwagi, ale gdy sytuacja miała miejsce już drugi i trzeci raz, zacząłem ją już inaczej traktować. Pojawiło się szybko kilka wniosków, które podobnie jak w przypadku tej osoby, jak i również w odniesieniu do mnie, miały swoje konkretne przełożenie. 1. WNIOSEK – monotoniczność Zaobserwowałem, że narzekanie jest niestety ciągłym powracaniem do prawie tego samego. Wysłuchiwanie któryś raz z kolei tej samej historii, z tymi samymi sytuacjami, osobami, ukazało mi, że często krążymy niestety, kiedy narzekamy, wciąż wokół tego samego tematu. Mimo zmieniającej się wokół nas sytuacji, my wciąż trwamy przy czymś, co miało może już miejsce dawno temu, wciąż nastawiając się negatywnie wobec sytuacji lub osób. Skoro wpadamy w taką monotoniczność, albo nawet monotematyczność, to czy nie czujemy zmęczenia w związku z tym tematem. Czy nie powinniśmy zauważyć,... czytaj dalej

piękny,czy więdnący… bukiet.

Miesiąc sierpień, jak i też Wniebowzięcie, kojarzy nam się z kwiatami, ziołami i inną zielenią. Patrząc na ludzi przychodzących do kościoła, z bukietami, pomyślałem, że każdy z nas jest w jakiejś mierze w swoim życiu taką rośliną, która wzrasta, dojrzewa, aż w jakimś momencie następują żniwa. Co z nas wyrasta, jakie owoce rodzimy? Tutaj można by długo pisać i polemizować. Jednak nasze chęci, pragnienia są bardzo ambitne, choć niekiedy spotykamy opór w postaci pytania: „jak mam coś zrobić, jak to osiągnąć”. Rozważając modlitwę, którą posługujemy się w Uroczystość Wzniebowzięcia, by pobłogosławić i poświęcić bukiety, natrafić możemy na takie słowa: „Zachowaj je od zniszczenia, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia”. Fragment ten, brzmi jak piękne, dobre życzenie… Oby się ono spełniło w przypadku każdego z nas. Być rozkwitającą rośliną – wolną od zniszczenia, wzrastającą, radującą oczy, przynoszącą najobfitszy plon, służącą zdrowi… Cóż piękniejszego mogłoby stać się z naszym życiem, jak nie właśnie spełnienie się tych słów. Czy stać nas na to, czy realnie możemy być tacy? Dojrzewanie to proces, wymagający wysiłku, poświęcenia, ale i cierpliwości i pokory. Roślina, sama z siebie może wiele, ale nie wszystko. Podobnie człowiek, jego ambitne plany, aspiracje i cele, bywają bardzo często piękne i właściwe. Jak dobrze wykorzystać życie, nadarzające się różnego rodzaju okazje, do tego, aby być DOJRZAŁĄ ROŚLINĄ. Postawmy sobie zadanie/zadania. Spróbujmy zrobić coś konkretniejszego niż tylko marzyć. Stać nas na to, by zrobić coś... czytaj dalej

NAWIEDZENIE – pkt 2

pkt 2. NAWIEDZENIE Za każdym razem, gdy na naszej drodze pojawiają się różne zadania, jednocześnie zaczynają towarzyszyć nam różne myśli i emocje. Jedne są pozytywne i prowadzą nas do głębszego zaangażowania w różne zadania; inne – negatywne, wprowadzają zamęt i studzą nasz entuzjazm, chęci. Po momencie Zwiastowania, jako logiczna konsekwencja pojawia się Nawiedzenie. Można wyczuć jak Zwiastowanie rodzi zdecydowanie i moc, które dzięki miłości i pokorze, popychają Maryję do Nawiedzenia. Możemy szukać różnych elementów, które w jakiś sposób dopingują Maryję do odbycia podróży do Elżbiety, dzięki którym będziemy mogli również my odkryć ten szczególny moment przejścia od idei do konkretnego działania. Powinienem skupić się na trzech zasadniczych punktach: dążenie do realizacji celów; sztuka wykorzystywania okazji; pomnażanie otrzymanych darów. Dzięki tym trzem punktom, możemy spojrzeć na kwestię różnych zadań, towarzyszących w naszym życiu jako na pewnego rodzaju fenomen. Często zadania, kojarzone są przez nas jako notoryczne wymagania, którym musimy sprostać; czas o który musimy walczyć; niechęć do trudności – które za wszelką cenę chcemy odsunąć. Pojawiające się zadania, powinniśmy widzieć raczej w pozytywnym znaczeniu – jako szansę, okazję, możliwość. Pozytywny aspekt może uratować wielokrotnie moment – zdarzenie, które obecnie przeżywamy, w którym uczestniczymy. 1. DĄŻENIE DO REALIZACJI CELÓW. Pojawiają się w naszym życiu sytuacje, które rodzą w nas wdzięczność, radość, itd. Otrzymujemy wewnętrzną siłę, która nie powinna być ograniczona, lecz odpowiednio wykorzystana, powinna działać, dotykać również innych. Wdzięczność, która szybko przepełnia człowieka, zmienia się w radość, a ta, domaga się, aby się nią dzielić. Radość zmierza do przechodzenia na innych. Stąd Maryja, po Zwiastowaniu bez odwlekania, natychmiast zmierza do Elżbiety. Widoczna jest w Niej głęboka ludzka potrzeba – dzielenia się... czytaj dalej

urlop

KOCHANI – to tymczasowo ostatnie słowo na każdy dzień. Od poniedziałku rozpoczynam czas urlopu – wakacji. Ufam, że będzie to czas owocny, zdobywania nowych perspektyw, natchnień i światła, które później będzie nam służyło w kolejnych rozważaniach. A co przyniesie późniejszy czas, to się okaże. Polecam się modlitwie. Pozdrawiam do 14 sierpnia. Z... czytaj dalej

Opinie i obojętność

 z serii… – budować życie, codzienność. Co się w nas dzieje, kiedy widzimy jakąś inną osobę? Jeśli się niczym nie wyróżnia, najczęściej nie zwracamy do końca uwagi na istnienie innych wokół nas. Niestety żyjemy w rzeczywistości, w której albo nas przesadnie dotyka obojętność, albo skrajności. Czy tylko te opcje nas dotyczą? Myślę, że jest ich znacznie wiecej, te są jednak najbardziej rażące, dlatego na nie, zwracam uwagę. Sytuacje, z którymi stykamy się najczęściej, a które bywają dla nas bardzo trudne, a wręcz niekiedy raniące, dotyczą różnych opinii, które my wypowiadamy na temat innych osób, albo inne osoby, wypowiadają je na nasz temat. OPINIE. Opinie – etykietki, które w sposób abstrakcyjny przypisane są prawie do każdej osoby, stanowią niekiedy bardzo surowe i negatywne podsumowanie jakiejś konkretnej osoby. Świat, który nas otacza, z jednej strony nas dopinguje niestety do tego, a niekiedy wręcz nawet skazuje na kwestię opinii. Każdy z nas musi spełniać jakieś kryteria, aby dostać się do szkoły, na studia, do pracy, aby wejść do jakiejś grupy, aby się do czegoś nadać – przydać itd. Opiniujemy samych siebie i innych – bo taka jest normalność – rzeczywistość. Ale, czy rzeczywiście tak jest, czy to kwestia pułapki, w którą wpadliśmy i z której trudno nam już jest wyjść i zmienić ten sposób postępowania. Dlaczego opiniujemy? Jeśli na horyzoncie naszej rzeczywistości, pojawi coś „innego” – w negatywnym, albo pozytywnym znaczeniu, dostrzeżemy to, ponieważ wyróżnia się to na tle szarości innych rzeczy, które są bez charakteru, bez jakiegoś konkretnego kształtu. Razi nas, albo ujmuje to, co inne. Na tle powszedniości pojawia się coś pozytywnego i od razu wpada nam to w oczy... czytaj dalej

pielgrzymka do kościoła

Przeżywamy codziennie wiele spraw i nie wszystkim jesteśmy wstanie podołać. To wywołuje w nas różne reakcje. Niekiedy desperacko chwytamy się byle jakiego rozwiązania… Innym razem szukamy pokoju w sercu i cierpliwie czekamy właściwego rozwiązania… Niekiedy nie pozostaje nam nic innego, jak pójść dalej. Tak wiele razy jednak, wielu z nas odnajduje szczególną, inną jeszcze drogę. By odnaleźć chwilę wytchnienia, spokój, by rozważyć to, co przeżyliśmy, udajemy się do kościoła, by tam w szczególnej atmosferze, powierzyć Bogu wszystkie obecne przeżywane przez nas sprawy i szukać tam światła – rozwiązania. Pięknym jest zwyczajem, nasze „pielgrzymowanie do kościoła”, które staje się normalnym zwyczajem. Nie tylko w sytuacjach patowych – kryzysowych, ale jako normalność, szukamy w kościele, przed Chrystusem, jakiegoś rozwiązania. Uczymy się wrażliwości, gdyż tego wymaga i miejsce i Osoba. Trudno usłyszeć głos Boga, Jego wskazówkę, kiedy nie będzie w nas tej właściwej na wolę Bożą wrażliwości. Przekraczając próg kościoła, odkrywamy jak adekwatne stają się słowa: 1. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” Możliwość przychodzenia do kościoła i adorowania Chrystusa, powinna stać się naszym zwyczajem i normalnym punktem dnia, tygodnia… (w zależności, jakie mamy faktycznie możliwości) Musimy jednak wewnętrznie dojrzeć do takiego pragnienia. To nie może być tylko odpowiedź na jakieś chwilowe pragnienie, czy potrzebę. Spotkanie z Chrystusem w modlitwie adoracji, jest szansą na odkrywanie naszego życia w perspektywie tego, co możemy i powinniśmy zrobić. Przyjście do Jezusa, wymaga naszej pokory. A tylko, gdy człowiek uzna pokornie wielkość Boga, jest On wstanie w pełni zrealizować wobec nas, swój plan Miłości. Każdy z nas poszukuje siły wobec zadań, które realizuje w swojej codzienności. Poszukujemy nie tylko... czytaj dalej

ZWIASTOWANIE – pkt 1

pkt 1. – ZWIASTOWANIE.       Rozważając scenę Zwiastowania, bardzo mnie zaciekawiły różne kwestie, które stały się też takim konkretnym drogowskazem dla mnie. Pierwszą ciekawostką, którą najwcześniej rozpoznałem, to: „Boże inspiracje”. Cały ten czas rozważania, poznawania tej sceny, a także czas próby przeżywania tej sceny we własnym życiu, otworzyły mi szeroko oczy na szereg sytuacji, w których Bóg posługiwał się różnymi elementami mojego życia, aby dotrzeć do mnie z jakąś konkretną inspiracją. To było jak pierwsze światło rzucone na moją drogę. Maryja w newralgicznym punkcie swojego życia, otrzymała od Boga szczególną inspirację, którą podjęła, w sposób bardzo konkretny, całym swoim życiem. Bóg przez pośrednictwo Anioła, dociera do Niej z konkretnym przesłaniem – propozycjami wobec życia. Bóg poprzez tę sytuację wskazuje Maryi, jaka powinna być Jej postawa. Światło, które pojawiło się w tym momencie w Jej życiu, wywołuje nowe cienie, co jest wstępem do innych odkryć, do nowych świateł. Maryja jeszcze bardziej otwiera swoją wewnętrzną wrażliwość na skierowane do niej zaproszenie. Jej pytanie, postawa, wyraża pragnienie, jeszcze głębszego wniknięcia w plan Boga i jego realizację. Maryja choć odczuwa „zmieszanie”, gdy Anioł przekazuje jej zaproszenie, to jednak nie dopuszcza do tego, aby to „zmieszanie” sparaliżowało jej aktywność. Ona rzeczywiście w pełni uczestniczy w tym wydarzeniu. Moment, w którym Maryja odkrywa w pełni swoje przeznaczenie, jest momentem całkowitego odświeżenia. Maryja, by w pełni uczestniczyć w planie Boga, prosi o wyjaśnienie, aby w ten sposób mieć wyraźną świadomość swojego udziału; wiedzieć jasno, co ma robić. Jej cała późniejsza droga została określona Zwiastowaniem. Decyjza ze strony Maryi, to nic innego jak pozwolenie by unieść się Bogu. To On nadaje życiu sens, nadaje znaczenie... czytaj dalej

lista zaległych zajęć

LISTA ZALEGŁYCH ZAJĘĆ Już niebawem wakacje. Pewnie wielu z was, już ma jakieś plany na swoje urlopy, chwile wypoczynku. Pewnie inni jeszcze się zastanawiają nad tym, jak dobrze przeżyć ten czas, aby na jego końcu, nie być rozczarowanym, że się coś zrobiło źle, lub czegoś się nie wykorzystało. Czy jest jakiś sposób, aby dobrze zorganizować sobie czas wolny i być rzeczywiście z tego zadowolonym? Kolejny schemat, który jak matrycę, mogłoby się przyłożyć do życia? Obawiam się, że cokolwiek byśmy znaleźli, czy wymyślili, to i tak nie ma to ogólnego zastosowania. Każdy z nas, musi indywidualnie stanąć przed kwestią zroganizowania sobie czasu wolnego. Widziałem już wielokrotnie, jak wiele osób, z utęsknieniem czekało na weekend, na przerwę świąteczną, na urlop lub wakacje, a gdy już ten czas następował, rozpoczynało się w ich przypadku łamanie głowy: jak ten czas zagospodarować. Zmęczeni wszystkimi zajęciami, pracą, obowiązkami, chcemy najpierw wypocząć i zająć się tymi sprawami, na które dotąd nie mieliśmy, z różnych powodów, czasu. Ale zastanawiam się, czy warto swój jedyny wolny czas, poświęcić na zrobienie np. porządków w szafie, wyrzucenie starych i już nie używanych rzeczy, bo nie mieliśmy na to dotąd czasu? Czy mój cenny, wolny czas, wart jest tego, by zająć się akurat taką rzeczą? Oczywiście to przykład, pod który, każdy z nas może wstawić dowolne zajęcie, na które gdzieś w głowie wpadnie. Dla mnie to ważna myśl – pytanie. Wypełniony rok różnymi zajęciami, obowiązkami, pracą, rodzi we mnie ogromne pragnienie za czasem wypoczynku. Kiedy jednak zastanawiam się, co mam w tym czasie robić, odrzucam na pierwszym miejscu prawie wszystko to, co robię w ciągu roku. Jeśli czytam książki i w... czytaj dalej

znajdź czas dla siebie.

znajdź czas dla siebie. Ja już czuję wakacje… Choć w minionym tygodniu, jak ktoś by mi powiedział, że to jeszcze tydzień, póki bym nie spojrzał do kalendarza to bym nie uwierzył. Jakoś wyjątkowo w tym roku, późno poczułem, że już ten szczególny czas się zbliża. Skoro jednak już jestem świadom i pewnie wielu z was już się szykuje na wakacje, bądź też jakiś urlop, to może warto pomyśleć, jak ten czas wykorzystać dla siebie. Wakacje, to wakacje… nie pracuję! Towarzysząca nam wciągu roku praca, wielokrotnie nie pozwala nam na zajęcie się tymi sprawami, które leżą w naszej osobistej kwestii. Dla mnie osobiście np. trudno jest się spotkać ze znajomymi, pobyć z nimi, z racji ich i mojego systemu pracy. Stąd wakacje, są dla mnie okazją poodwiedzania znajomych, okazją do posiedzeń i miłych rozmów. Oczywiście to nie jedyne sprawy, które będą mi podczas mojego urlopu towarzyszyć i którymi się zajmę. Wiele pomysłów, które śmigają nam w głowie, mogą jednak się rozbić o rzeczywistość. Dlatego, by nie utracić tego, co ważne, ja planuje różne zadania, które chciałbym zrealizować podczas mojego urlopu. Podzieliłem moje plany na cztery kategorie: – realizacja tego, co mnie interesuje – popracowanie w tych obszarach, w których normalnie nie mam czasu pracować – aktywny wypoczynek – zregenerowanie sił, odświeżenie inspiracji, sposobu myślenia, odczuwania… Każda z tych kategorii, zawiera w sobie przeróżne sprawy, które trudno opisać, gdyż z jednej strony są bardzo indywidualne, z drugiej, istotą jest to, aby wiedzieć co się chce zrobić w czasie wypoczynku. Ogólne założenie ma nas wesprzeć w realizacji naszych postanowień. Cele, które sobie założymy, muszą być podparte jakimiś konkretnymi planami, wówczas możemy się... czytaj dalej

mój styl…

mój STYL… styl – charakterystyczny sposób życia (organizowania go); indywidualny, swoisty dla danej osoby sposób bycia (motywy, cechy, zainteresowania, wartości, sposób postrzegania, zachowania i reakcji) styl życia – zakres i forma codziennych zachowań człowieka specyficzne dla usytuowania społecznego. Pojęcie to obejmuje nie tylko zachowania ludzkie, ale też motywacje, potrzeby, akceptowane wartości. Każdy z nas go ma. Niezależnie od tego, czy mamy świadomość, czy też nie, każdy z nas ma swoje specyficzne zachowania, metody organizowania pracy, sposób myślenia, ubierania się itd. Nasza codzienność oceniona z zewnątrz, uwypukla te punkty, które moglibyśmy określić jako „osobisty styl”. 1. Czy warto nad tą kwestią się zastanowić? Styl życia, jest rzeczywistością określoną. Każdy z nas jeśli potrafi się określić, potrafi również w ten sposób, ocenić swoje możliwości i granice. Charakteryzując swój styl życia, możemy odkryć swój osobisty kierunek rozwoju. Styl życia, przynosi nam charakterystyczne dla nas sposobu działania, które w jednych sprawach, mogą pomóc nam lepiej kształtować przeżywanie własnej codzienności, a innym razem, pomóc nam, zauważyć miejsca, w których poepłniamy być może notorycznie, jakiś błąd. Zastanawiając się nad swoim stylem życia, próbując go bardziej świadomie określić, możemy nauczyć się charakteryzować konkretne podejście do różnych spraw, a więc zauważyć ich wartość, oraz nasze zaangażowanie. Określając swój styl życia, możemy bardziej świadomie wpływać na to, co w naszym życiu ma miejsce, w jakich sprawach uczestniczymy, w jakim kierunku rzeczywiście się rozwijamy. 2. Co charakteryzuje „mój styl”? Spoglądając na mój styl, rozwijam tę kwestię w dwóch aspektach – świat duchowy i świat materialny. Mój styl nie jakoś bardzo interesujący, dlatego właśnie ze szczególnym podejściem, zacząłem się mu przyglądać i zajmować. Wszystko, co stanowi o mojej organizacji czasu,... czytaj dalej

symfonia Boskiej obecności

„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20b) Mała miejscowość, niczym nie wyróżniająca się od innych. Przy rynku, gdzie prawie codziennie jest targ, znajduje się kościół. Wielu ludzi zanim dokona rozlicznych zakupów, udaje się do kościoła na chwilę adoracji, modlitwy. Widać jak wielu ludzi, przechodząc koło kościoła zatrzymuje się, w chwili zadumy. Starsi panowie, zatrzymują swój rower, ściągają czapkę w geście, jakby kogoś w oddali pozdrawiali. Małe, rozbawione dzieci, przechodząc koło kościoła czynią pośpiesznie znak krzyża i umykają w cichych uliczkach miasteczka. Niby zwykły, codzienny obrazek. Mam ten obraz, bardzo żywy zresztą, w swoim sercu i pamiętam go z dzieciństwa, gdy wiele razy sam udawałem się z którymś z rodziców na targ. A w twoim mieście, wiosce – masz jeszcze dziś takie obrazy?  Jak przeżywam tą szczególną prawdę – o żywej obecności Chrystusa w Eucharystii? Dziś coraz mniej widzi się tego typu obrazków, które opisałem wyżej. Dziś ludzie pędzą koło kościoła, nie zwracając uwagi na cokolwiek, co ich otacza. Czy ludzie się zmienili, czy ich wiara? A może to Chrystus w kościele się zmienił? Boże Ciało, uroczystość, która przypomina nam o tej wielkiej i pięknej tajemnicy zamkniętej w chlebie i winie, o Chrystusie, który pragnie być blisko człowieka. W kościele, podczas Eucharystii mamy przeświadczenie, że jest On blisko nas, że mamy Go na wyciągnięcie ręki. WYczuwamy jednak, że to nie wszystko. Odnosimy szczególne wewnętrzne poruszenie, aby udzielić Mu konkretnej odpowiedzi. I o tym również przypomina Boże Ciało – o tym, że każdy z nas musi dokonać pewnej fizycznej i duchowej reakcji. Reakcja. To, że jestem tak blisko Niego, że mogę Go przyjąć,... czytaj dalej

BEZDROŻA

Często odzywają się do mnie różne osoby, z przeróżnymi sprawami, dylematami, pytaniami. Widzę, również po sobie, jak i moje drogi wyborów, decyzji, są często zawiłe i sam nie wiem dokąd zmierzam w tym wszystkim. Trudno o dobrą, prostą radę… Kilka słów nie rozwiąże natychmiast trudności. Jednak staram się za każdym razem, rozmawiając z kimkolwiek, pochylić się nad jakąś częścią życia tej osoby, z której się zwierzy, w której szuka jakiegoś światła rozwiązania. Niekiedy po takiej rozmowie, odkrywamy wspólnie jakieś światło, którym można się kierować. Bywa niestety i tak, że po rozmowie, powstaje jeszcze większe zaciemnienie i sprawa, staje się znacznie trudniejsza. Czego tak naprawdę oczekujemy, pragniemy od drugiej osoby? Słów, które będą nas w jakimś kierunku prowadziły, czy raczej konkretnych doświadczeń – przykładów z życia, które obudzą we mnie jakieś własne pomysły wobec spraw, które przeżywam. Kiedy słucham różnych historii – sytuacji, albo oceniam swoje przeżycia, widzę, jak często nasze życie przypomina kluczenie po labiryncie. Wiemy, że gdzieś jest cel do osiągnięcia, ale poszukiwanie tej jedynej, odpowiedniej drogi prowadzącej do tego celu, nie jest zadaniem łatwym. Co mogłoby nam pomóc w realizacji naszego życia, codzienności? Dylematy i świadectwa. Dylematy, z którymi mamy do czynienia spowodowane są często naszymi wyborami, które nie są początkowo złe, ale nie mając wzorców, postępujemy trochę po omacku. Szukamy, wśród możliwości które znamy, rozumiemy, posiadamy, jakiegoś sposobu na to, co w jakiejś chwili przeżywamy. Ostatnio np., siedziałem z uczniami, na ławce. Jeden z chłopaków nagle zadał mi dość nietypowe pytanie: „wie ksiądz kiedy ostatnio byłem w kościele? Na bierzmowaniu (4 lata temu). Bo ja w to nie wierzę, nie wierzę w jakieś tam… Boga itd.”... czytaj dalej

Duch Święty… – BXVI

Iść za inspiracjami… Tuż przed Zesłaniem Ducha Świętego, pojawił się we mnie pomysł, aby sięgnąć do różnych kazań, które Papież Benedykt XVI wygłosił w związku właśnie z tym dniem. Okazało się, że takich okazji – kazań jest siedem. Tym mocniej, przekonałem się, że jest to znak, by przeczytać, chwilę rozważyć i podzielić się z wami, różnymi wybranymi myślami, zawartymi w kolejnych kazaniach Papieża, oraz moim krótkim podsumowaniem. Może warto w kolejnych dniach, podjąć się osobistego rozważenia tych tak ważnych treści. Polecam bardziej rozważeniu, niż lekturze. I 15 V 2005 – Darem Ducha Świętego jest zrozumienie. Duch przezwycięża podział zapoczątkowany pod wieżą Babel — zamęt w sercach, który rodzi wrogość między nami — i otwiera granice.  – Kościół musi zawsze na nowo stawać się tym, czym już jest — musi otwierać granice między narodami i znosić bariery pomiędzy klasami i rasami. Nikt nie może być w nim zapomniany ani wzgardzony. W Kościele są tylko wolni bracia i siostry w Jezusie Chrystusie. – Wicher i ogień Ducha Świętego muszą nieustannie otwierać granice, które my, ludzie, stale tworzymy między sobą. Musimy zawsze na nowo od doświadczenia wieży Babel, od zamknięcia się w samych sobie, przechodzić do Pięćdziesiątnicy. Dlatego musimy stale się modlić, aby Duch Święty nas otworzył, obdarzył nas łaską zrozumienia, byśmy stali się Ludem Bożym – «Pokój wam!» — to pozdrowienie Pana jest mostem, który On przerzuca między niebem i ziemią. On schodzi po tym moście do nas, a my możemy wejść po tym moście pokoju aż do Niego. Po tym moście — zawsze z Nim — możemy dotrzeć do bliźniego, do tego, który nas potrzebuje. MOJA MYŚL: Ma się wrażenie,... czytaj dalej

slow life

    z serii… – budować życie, codzienność. SLOW LIFE Szukamy przeróżnych sposobów na życie. Metod, dzięki którym będziemy mogli więcej zyskiwać z życia, które codziennie realizujemy. Motywacje mam różne: wyznaczanie sobie celów, zdobywanie ich, radość z osiągnięć i nowe wyzwania… Jedną z metod, którą możemy się posłużyć jest slow life – „wolne życie”. Jest to metoda, przy pomocy której, zwalniamy tempo swojego życia i odkrywamy to, co w nim rzeczywiście się dokonuje. Możemy przez tą metodę dążyć do życia bez pośpiechu. Przykład myślę, że dla większości prosty do wyobrażenia. Kiedy jedziesz samochodem i chcesz podziwiać to, co cię otacza, zwalniasz i masz możliwość wówczas rozejrzeć się dookoła, nie bojąc się o jakąś kolizję. Jednak, gdy pokonujesz jakiś odcinek bardzo szybko, twoja koncentracja na podróży sprawia, że tylko ci, którzy siedzą obok ciebie, są wstanie zauważyć różne detale panoramy, ale i tak nie wszystkie, ponieważ prędkość to uniemożliwia. Dla samego kierowcy, horyzont nagle się zwęża i ogranicza tylko do tego, co dzieje się na drodze, ewentualnie tuż koło niej. Inne detale, jakby dla kierowcy nie istniały. Podróż przez życie może również podobnie jak jazda samochodem odbywać się na różne sposoby. Niestety, coraz częściej zdarza się, że człowiek pędzi, by jak najszybciej osiągnąć jakiś zamierzony cel. Ograniczamy rzeczywistość, która nas otacza. Ulegając „normalnemu stylowi życia” – pośpiechowi, wydaje nam się, że zyskujemy znacznie więcej. Jest to bardzo pozorne, gdyż być może cel zdobywamy w znacznie szybszym czasie, ale jednocześnie pozbawiamy się tego wszystkiego, co mogłoby nam towarzyszyć podczas zdobywania tego celu. W pośpiechu często tylko dotykamy różnych spraw, ale ich nie przeżywamy. Wydaje nam się, że coś jest nasze, ale... czytaj dalej

aggiornamento życia fizycznego/duchowego

Aggiornamento mojego życia fizycznego/duchowego. Chyba nieświadomie, ale pewnie taki był plan Pana Boga względem mnie, że ten rok jest takim rokiem ukonkretnienia pewnych spraw w moim życiu, wyselekcjonowania, odcięcia tego co zbyteczne, położenie akcentów na te sprawy, które odkrywam jako obecnie dla mnie najważniejsze itd. Rok zmian – rok aggiornamento, stąd pomysł, aby podzielić się z wami, ogólnie tym tematem i pewnymi przemyśleniami. Byłem ostatnio z wizytą z sakramentami, u pewnego starszego pana. Wchodząc do jego mieszkania zauważyłem bardzo wiele książek. Były dosłownie wszędzie… na stole, podłodze, poskładane ogromnymi stosami. Dwupokojowe mieszkanie przypominało raczej mało zorganizowaną bibliotekę, albo księgarynkę, w której przed chwilą była świeża dostawa książek. Rozejrzałem się po pokoju, spoglądając na tytuły książek, by zorientować się jakie dziedziny przede wszystkim dominują. Ale ku mojemu zaskoczeniu, książki tego pana, były w zasadzie z każdej dziedziny. Niezwykły przekrój. Dla kogoś, kto nie ma zbyt wiele książek, czy może mało się tym interesuje, zarówno widok tylu książek, jak i zainteresowań, w sensie dziedzin, mógłby wywować niezwykłe wrażenie. Już po modlitwie, rozpoczęła się rozmowa. Pan, najpierw, próbował chyba sprawdzić trochę, czym ja się interesuje i podprowadzając mnie do stołu – niejako wystawki, prezentował różne książki, chyba, tak mniemam, proponując mi ich wypożyczenie. Jednak pan się zdziwił, bo aukurat z tych, które mi proponował, wszystkie tytuły, leżą na mojej półce. Wyjaśnił mi swoje zainteresowania i ich wszechstronność. Ja, zastnawiałem się się na ile ten pan rzeczywiście studiował te książki, na ile tak ogólne zainteresowania – może bardziej wszechstronne, są nam rzeczywiście potrzebne i dla nas ważne. Jesteśmy często zbyt ogólni (wiemy wszystko ogólnie), ale zbyt mało jesteśmy szczegółowi. Czy lepiej być prawie... czytaj dalej

zakaz… narzekania, oceniania, krytyki

aggiornamento Zakaz… narzekania, oceniania, krytyki. Każdy z nas pewnie to zauważa, częściej lub nie, że kiedy doświadczymy ze strony jakiejś osoby przykrości, pojawia się w nas chęć oddania. Przejawia się to niekiedy narzekaniem na daną sytuację, czy osobę, lub ocenianiem takiego sposobu postępowania, albo krytyką, która uwolnić nas od gniewu na jakąś sprawę, lub osobę. Jakiś czas temu, szczególnie to u siebie zaobserwowałem w odniesieniu do jednej osoby. Zauważyłem jak łatwo mi poddać się krytyce, ocenianiu, gdy doświadczyłem od kogoś nieprzyjemności. Niestety jakiś czas się temu poddawałem i wydawało mi się, że jest mi wtedy łatwiej, że jestem spokojniejszy. Jednak nic to nie zmieniło. Ani postępowanie tej drugiej osoby względem mnie nie uległo zmianie, ani ja sam nie czułem się jakoś bardziej spokojny z tego względu, że miałem uzasadnione argumenty, aby coś lub kogoś ocenić. Wówczas pojawiło się w mojej głowie: „nie jesteś zmęczony takim postępowaniem ze swojej strony?” Była to chwila uświadomienia sobie, że mogę jeszcze bardziej wpaść w wir ocen, krytyki. Wówczas powiedziałem sobie: „dość takiego postępowania”. Zrozumiałem, że wobec niektórych sytuacji, trzeba postawić sobie warunki – ultimatum i na zasadzie małych kroków, codziennie starać się osiągnąć jakieś, chociażby najmniejsze, zwycięstwo. By nie kontynuować złej postawy, trzeba się od niej odciąć. Nie wystarczy to, że będziemy coś zmieniać, czy udawać, że „od jutra będzie inaczej”. Wybrać punkt , który stanie się rzeczywistym momentem, wprowadzenia jakiś, jakichkolwiek zmian. Metoda „małych kroków” (piccoli passi; small steps) wydaje mi się, w tym właśnie sytuacjach, najbardziej skuteczną. Można postawić sobie, jako zadanie do realizacji, całkowite odmianę swojego charakteru, sposobu postępowania i w rzeczywistości przegrać już w pierwszej minucie realizacji tego założenia.... czytaj dalej

nowe wyzwania na starych fundamentach

aggiornamento … nowe wyzwania na starych fundamentach Czy możliwe jest, aby wszystkie sprawy, które przeżyliśmy, a które dotyczą życia, można odnieść do współczesności i dostosować je do obecnej rzeczywistości? Wydaje się to być niepotrzebne. Jest wiele spraw „starych”, które sprawdzają się takimi jakimi są. Nie musimy wszystkiego odnawiać, przekształcać i czynić na modłę współczesności. Niekiedy stare, sprawdzone metody, bywają o wiele lepsze, niż nie jedno współczesne rozwiązanie. Stare, wcale nie musi oznaczać – złe, niemodne! Możemy przez tendencję uwspółcześniania wszystkiego wpaść w pułapkę tworzenia nieustannie „nowych celów”, a niczego nie zrealizować do końca. Musimy odnieść to, co było wielokrotnie naszym osobistym bogactwem, wobec tego, co obecnie się dzieje. Gdy spojrzę na kulturę – malarstwo, rzeźbę itp., uwspółcześnienie wiązałoby się ze zniszczeniem tego, co stanowi o naszym dziedzictwie – a więc i bogactwie. Wyobrażasz sobie np. obraz, który dziś, przez jakiegoś malarz, przerabiany jest po to, aby według współczesnych prądów, przekazać ludziom to, co ten obraz wyrażał kiedyś? Absurd, prawda? Sposób relaizacji pewnych założeń, nawet bardzo starych, może być zrealizowany w zupełnie inny sposób, ponieważ możemy wykorzystać dostępne, nowe środki. Jednak czy tak rzeczywiście jest? Pisanie np. listów. Kiedyś wymagało to czasu i jakiegoś poświęcenia. Napisanie własnoręcznej wiadomości, koperta, znaczek, pójście do skrzynki – wszystko to miało swój urok. Dziś, mogę, ale nie muszę sporzystać z innej poczty – wysłać maila. Ale czy również do tego typu listu przykładamy taką uwagę jak kiedyś? Odnowić, wcale nie musi oznaczać przyczynienia się do utracenia pewnych wartości. Pisząc maila, mogę również zatroszczyć się o pewną formę escetyzmu i podarować komuś, szczególną rzecz. Obawiam się, że współczesność przez odnowienia jakiś rzeczy, strasznie je spłyca... czytaj dalej

po co „trwać…”

Pewnie od czasu do czasu czytasz Słowo Boże… I jakie są twoje wrażenia? Pewnie często zastanawiasz się nad tym, co konkretne Słowo, ma oznaczać dla ciebie, twojego życia. Póki rozważasz na „sucho” jakieś Słowo, póki starasz się je zinterpretować, intelektualnie zrozumieć, tak długo borykasz się z pytaniami, zamiast cieszyć się odpowiedziami, lub światłem – sugestią. Dlaczego tak bywa? Słowo jest Żywe, dlatego pragnie życia… Jakiś czas, w sumie dość długi, chodziłem z wewnętrznymi oporami wobec jakiejś sprawy, poszukując jakiegoś duchowego sposobu rozwiązania tej kwestii. Ale im bardziej szukałem, im bardziej się starałem, tym mocniej mi nie wychodziło. Ostatecznie pojawiła się chęć zamknięcia się i wyciszenia, a raczej ucieczki od tej sprawy. I w tym właśnie momencie, rozważałem w cyklu liturgii Słowa fragmentu J 15,9-17, gdzie pada sformułowanie Jezusa: „(wy)trwajcie w miłości mojej”. Teoretyczne odnoszenie tego fragmentu do różnych sytuacji, nagle odnalazło konkretną rzeczywistość – doświadczenie, w którym to właśnie Słowo, ma konkretne zastosowanie. Co mam robić wobec tego, co przeżywam? TRWAJ w Miłości… Jak mam rozwiązać jakąś kwestię? TRWAJ w Miłości… W jaki sposób mam pokonać zniechęcenie i obawy? TRWAJ w Miłości… Co oznacza dosłownie słowo „trwać”. Otóż jest ono dość uniwersalnym określeniem, które może dotknąć wielu przestrzeni naszego życia. Bo trwać, może oznaczać np.: istnieć, odbywać się przez jakiś czas, pozostawać, utrzymywać się… Jest to słowo, które na pewno dotyka teraźniejszości i przechodzi w przyszłość. Jeśli ktoś, ma jakieś wartości, którymi się, do momentu jakiejś trudności kierował, to właśnie ta chwila jest po to, aby trwały w niej owe wartości. Są one jakby ponad czasem i tym, czego doświadczamy. Dotykają wszystkiego i we wszystkim nami kierują. Trwanie, wymaga... czytaj dalej

wdzięczność

z serii… – budować życie, codzienność. WDZIĘCZNOŚĆ Proste zdanie, stało się powodem dla rozważenia kwestii, która nie jest na pewno nowa na mojej stronie, ale już potrzebuje odświeżenia i nowego spojrzenia. „Życie mądre jest też dobre, zaś życie dobre niekoniecznie mądre być musi…” – zatem jak mam żyć, jak mam realizować swoją codzienność, by była dobra i mądra? Właśnie tym krótkim artykułem, chciałbym zainicjować serię (może niekończącą się) artykułów poświęconych życiu, budowaniu naszej codzienności, odkrywaniu różnych elementów itp. Czy wy też tak macie, że realizujecie swoją codzienność w sposób normalny i nagle, mimowolnie, pojawia się wam jakaś myśl, która zaczyna was pozytywnie prześladować i bardzo pozytywnie wpływać na kolejne wydarzenia, w których uczestniczycie? Ja mam tak często i ów myśl, staje się wówczas takim kompasem po różnych sytuacjach, myślą – światłem, które rozjaśnia inne zawiłości i to, co wydaje mi się niezrozumiałe i bezsensowne. Ostatnio, w wielu sytuacjach, pojawiało się jedno słowo, a jest nim „Wdzięczność” i na jej temat, w ujęciu budowania życia – codzienności, chciałbym z wami porozważać. Ktoś, patrząc na swoją codzienność, życie, może stwierdzić, że go to wcale nie interesuje i wcale nie sprawia mu, jego własne życie, radości. W czym tkwi szczegół takiego niekiedy myślenia? Otóż, brak wdzięczności, wywołany często, wydawałoby się uzasadnionym pośpiechem. Wciąż tłumaczymy swój pośpiech, wieloma zajęciami, które wypełniają naszą codzienność. Ale, gdy ktoś lub coś nas gwałtownie wyhamuje i zada nam pytanie, np. „z czego jesteś w swoim życiu zadowolony?”, wówczas pojawia się pesymizm, który tłumaczymy, naszym niezadowoleniem z życia, codzienności, którą musimy wypełniać. Oczywiście nie jest to głos wszystkich, ale niestety bardzo wielu osób. Trudno być zadowolonym ze swojego... czytaj dalej

Też idziesz do Emaus?

Jak sobie radzisz z sytuacjami trudnymi? Jak postępujesz wobec tego, czego się boisz? Jak reagujesz względem tego, co dla ciebie niezrozumiałe? Uciekasz??? Kiedy spoglądam na fragment, mówiący o uczniach w drodze do Emaus (Łk 24,13-35), zastanawiam się każdorazowo, dlaczego wyszli z Jerozolimy, gdzie przebywali wszyscy i poszli oni do Emaus? Czyżby to była ich reakcja na wydarzenia, które widzieli i o których słyszeli? Reakcje, które towrzyszą nam w różnych, niecodziennych sytuacjach, wydają się często niespotykane i niezrozumiałe. Nagle postępujemy zupełnie inaczej niż dotychczas. Uczniowie i Apostołowie wszędzie chodzili razem, wiele czasu spędzili z innymi, a moment śmierci Chrystusa, dosłownie przyczynił się do ich rozporszenia. Papież Franciszek, mówi, że ich droga do Emaus, jest drogą powrotu do domu, skąd pochodzili. Niektórzy komentatorzy tego fragmentu, mówią o powrocie do początku, do miejsca, gdzie spotkali pierwszy raz Jezusa, gdzie ich powołał. Ale to i tak rodzi kolejne pytania – dlaczego teraz? Im bardziej oddalają się od Jerozolimy, tym mocniejsza istnieje pomiędzy nimi przepaść. Rozmawiają ze sobą, rozprawiają o tym wszystkim, co się wydarzyło, ale i tak nie mogą dojść do porozumienia. Trwają we własnych myślach, pragnieniach, opiniach – „a myśmy się spodziewali…” Tak długo, jak długo każdy z nich obstaje przy swojej wersji i rozumieniu, tak długo nie może dojść pomiędzy nimi do porozumienia. Mam wrażenie, że ich dyskusja jest nieco bez sensu. Po co im ta rozmowa, skoro są zamknięci na siebie, a nawet rozdrażeni na tego, który do nich dołącza, a który „wydaje się jakoby nic nie wiedział…” Niewłaściwy kierunek… Kiedy chemy zrozumieć jakieś wydarzenie, staramy sie być jak najbliżej tego, co może nam o tym wydarzeniu cokolwiek powiedzieć. Uczniowie wychodzą... czytaj dalej

Maryja

J 19, 25-27 Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Każdy z nas, ma swoje historie, które łączą go z jakimiś wydarzeniami, bądź też osobami. Przeplatające się wydarzenia z udziałem naszej osoby, są często doświadczeniami, pewnego rodzaju początkami nowych historii. kiedy więc Jezus ujrzał… Spojrzenie Jezusa należy do tych szczególnych, z którego każdorazowo wypływa coś ważnego. Powołujące spojrzenie – tak bym to określił. W przypadku Maryi ma się podobnie. Najpierw spojrzenie, później szczególne zadanie. Myślę, że wielu z nas kojarzy moment, w któym coś ujrzał i z tego spojrzenia wyłoniło się jakieś szczególne zadanie, jakaś sytuacja. Spojrzenie Jezusa po męczarni biczowania, drogi, a teraz wiszenia na krzyżu, staje się bardziej wymowne niż kiedykolwiek. Jego spojrzenie wyraża nieograniczoną miłość do każdego z nas. Z tego spojrzenia Maryja zabiera Miłość, której nas uczy. Pamiętam, jak mając dziewię lat, pierwszy raz poszedłem pieszo do Częstochowy. Dziesięc dni trudu, to dla takiej jak wówczas ja, było jednak nie lada wyzwanie. Kolejne dni wędrówki, gdzieś głęboko w głowie zrodziło przeczucie, że na końcu tej drogi czeka mnie coś szczególnego. Gdy dotarliśmy do Częstochowy i stanęliśmy grupą w kaplicy Cudownego obrazu, pojawiło się najpierw takie przyziemne, ludzkie rozgoryczenie. Mało dostrzegalny punkt – obraz w oddali, wydawał mi się czymś innym, niż to sobie wyobrażałem i oczekiwałem. Jednak pozostał niedosyt… W ciągu dnia, udało mi się jeszcze zbliżyć do tego obrazu i... czytaj dalej

świadectwo wiary – ewangelizacja

(różaniec, który wręczano osobom, które zapragnęły rozmowy z ewangelizatorami) ewangelizacja   Kościół pełen inicjatyw, w taki sposób można ostatnimi czasy, szczególnie określi jego działanie. Wzmożona ilość różnych inicjatyw odbywa się często, gdy na horyzoncie istnieje jakiś szczególny moment, element. Ostatnie wydarzenia,kanonizacja JPII i JXXIII, stały się okazją do zorganizowania festynu, który miał miejsce również w Inowrocławiu, a przygotowany przez parafię Zwiastowania i tamtejszą młodzież. Nie było mi dane w tym uczestniczyć w kwestiach organizacyjnych, ale przyglądałem się efektom i sam byłem ciekaw podejścia różnych osób, szczególnie młodzieży, której zadaniem było ewangelizowanie różnych osób, które spotkały, gdy krążyły po terenie, gdzie odbywał się ów festyn.   Zbawną, aczkolwiek, dla mnie ciekawą sytuacją był moment, kiedy takie osoby podeszły do mnie, wiedząc oczywiście, że jestem księdzem, żartując trochę próbowały coś przekazać. Wiem, ewangelizowanie, czy reewangelizowanie księdza, może być trudnym zadaniem. I pewnie te osoby podeszły do mnie trochę na zasadzie żartu, nie sądząc, że mogę to traktować poważnie i również w formie żartów, zbijać ich pewne argumenty, które niekiedy już przestają przekonywać innych. Dyskusja pt. „no ksiądz wie, przecież ksiądz to rozumie… itp.” wskazuje, że często pojawiają się nieuzasadnione obawy porozmawiania z księdzem na temat wiary. Był to moment – szansa… Niekiedy księża przyzwyczajają się do tego, że to oni wciąż ewangelizują w różny sposób, ale nikt nie myśli o tym, aby z „młodzieńczym zapałem, entuzjazmem wiary” podejść do księdza i podzielić się tą radością wiary. Była to okazja… niestety przez młode osoby niewykorzystana. Nie poddaję się i liczę, że po przeczytaniu tej mojej krótkiej refleksji i ich świadectw, również oni zauważą, jak ważne jest to, aby dzielić się swoją wiarą,... czytaj dalej

lekcje Jana Pawła II w moim życiu

  Można powiedzieć, że na horyzoncie mojego życia, w dużej mierze przede wszystkim był Jan Paweł II. Urodziłem się w 1978, więc mój początek, był w zasadzie rocznikowo związany również z wyborem Karola Wojtyły na Papieża. Człowiek od najmłodszych lat był przywyczajony, że Papieżem jest Polak, a Jego słowa zawsze zapadały mocno w serce i stawały się w różnych momentach mojego życia, pewnego rodzaju drogowskazem.    20 czerwca 1983 Poznań. Przywołując tę datę, już się uśmiecham, bo zawsze powtarzam, że w tym dniu byłem bardzo zły na rodziców. Nie wiem jak to się stało, że tak bardzo pamiętam ten dzień, jako pięciolatek. Rodzice, wraz z moim starszym bratem wybrali się do Poznania, na spotkanie z Papieżem, podczas Mszy miała miejsce beatyfikacja Urszuli Ledóchowskiej, która założyła i większość swego życia, spędziła w mojej rodzinnej miejscowości, Pniewy. Moi rodzice, zostawili mnie u przyszywanych dziadków i tam spędzałem cały dzień, gdy moi rodzicie byli na spotkaniu z Papieżem. Nieustannie nie dawałem spokoju moim dziadkom, wciąż stawiając jedno i to samo pytanie: „Dlaczego rodzicie nie zabrali mnie na spotkanie z Papieżem?” Dziadkowie próbowali mi wyjaśnić, że jestem zbyt mały, że byłoby mi ciężko itd. Ale ja, nadal nie przekonany, wciąż powtarzałem swoje pytanie. Ciekawość… Sam w późniejszych latach miałem okazję być na spotkaniu z Papieżem w Poznaniu i na Światowych dniach młodzieży, które odbywały się w Częstochowie. Postać Jana Pawła II, zawsze widziana gdzieś z oddali, fascynowała, ale wciąż będąc młodym, raczej spotkania te traktowałem, jako okazję do bycia z innymi, a przy okazji spotkania z Papieżem, uchwycenie kilku Jego słów, jako ciekawostki. Z czasem jednak, będąc już starszym będąc również w seminarium... czytaj dalej

3dni – Wielka Noc

znaki – Triduum Paschalne   Wielka Sobota… Wielka Noc.   Najważniejszym momentem jest liturgia sprawowana po zachodzie słońca. Dziś szczególnie podkreśla się element czuwania, gdyż dla wierzących ta noc jawi się jako dzień. Jezus jest Światłem – a to jest już przedsmakiem Niebieskiego Jeruzalem. Czuwanie… Pierwsi chrześcijanie na pamiątkę Zmartwychwstania Pana czuwali w każdą noc z soboty na niedzielę. Ta noc pełna jest misterium – tajemnicy. Dziś szczególnie podkreśl się wymiar towarzyszących nam znaków, które musimy poznać i zrozumieć.   ciemność i światło…   wszystko rozpoczyna się w ciemności… Początek liturgii ma miejsce na zewnątrz kościoła, gdzie przy rozpalonym ognisku widać, jak wyraźny jest kontrast pomiędzy ciemnością, a światłem. Ciemność jest tłem dla liturgii, wówczas wyraźniej przemawia do nas Światło – Jezus. Kapłan z zapalonym paschałem, wchodzi do kościoła i śpiewa: „światło Chrystusa….” a przy kolejny stacjach (a jest ich 3) rozpala się cały kościół, począwszy od świec, z którymi przychodzimy na liturgię, poprzez światło aż po rozpalenie naszych serc i dusz. Chrześcijanin to człowiek oświecony – bo przyjął chrzest. W tę noc dzięki znakom ciemności i światła, odkrywamy tym mocniej, że jeśli nie idziemy za Jezusem, pozostajemy w ciemnościach.   — osobiście —  To rozplanie się Kościoła od jednej, szczególnej świecy. Jak fale na wodzie, rozchodzi się Światło i dociera do każdej osoby w kościele. Wszyscy złączeni w jednym Świetle, w Chrystusie, które jest naszym Zjednoczeniem. Ten moment rozjaśniania kościoła, symbolizuje również to, co zachodzi w naszym wnętrzu, gdy wprowadzamy tam Jezusa.   Słowo…   Bardzo rozbudowana jest liturgia Słowa. Przedstawiana historia, ma nam przypomnieć znaczenie tej szczególnej nocy. Czytania ukazują nam wymiar Boga, który wkracza w ciemność... czytaj dalej

3dni – Wielki Piątek

Znaki Triduum Paschalne. Wielki Piątek…    Dziś, liturgia zatrzymuje nas czterokrotnie, w punktach bardzo istotnych pomagających nam w przypomnieniu sobie cierpienia, ukrzyżowania i śmierci Zbawiciela. Przez okres wielkiego Postu wpatrywaliśmy się w Jego umęczone ciało, jak realizował się plan zbaawienia… Dziś naszą postawą dajemy znak, że „Wierzymy…”   męka Jezusa…   Liturgia Słowa odsłania przed nami zakryty krzyż. Ukazuje sens i znaczenie męki Chrystusa, który cierpi dla zbawienia wsystkich ludzi. W Wielki Piątek zawsze odczytuje się fragment Ewangelii Jana. On nie odtwarza tylko wydarzeń, lecz patrzy na mękę Chrystusa z perspektywy zwycięstwa.   — osobiste —Spoglądając na zasłonięty krzyż, każdy wie co się tam skrywa, ale tajemniczość tego znaku zachęca do wyrażenia żalu, bo każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jest winny Jego śmierci. Pragniem odkrywać mękę Jezusa, poprzez liturgię Słowa , jako zwycięstwo, a nie tylko męczeństwo. Rodzi się w nas pragnienie zwyciężania również w naszej codzienności, z każdym grzechem, każdą złą tendencją i nawykiem…   adoracja Krzyża…   Zasłanianie jest starochrześcijańską tradycją, albowiem krzyż w pierwszych wiekach, do średniowiecza był znakiem zwycięstwa, a nie śmierci i bólu. Chrystus na krzyży ubrany w szaty królewskie czy kapłańskie,  był żywy. W dniu przeżywania śmierci Jezusa, załaniano go. Odsłaniany był dopiero w momencie odniesienia zwycięstwa przez Chrystusa. Dziś postać Jezusa bywa raczej ukrzyżowana na krzyżu, dlatego zakrywanie krzyża z cierpiącym Jezusem ma ukazać cierpienie Chrystusa i Jego śmierć jako tajemnicę.   — osobiste —Kiedy spoglądałem za zasłonięty krzyż i gdy go powoli odsłaniałem śpiewając: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata…” rosłow w sercu pocieszenie, że znów będę mógł na niego spojrzeć i odkryć do czego mnie wzywa.... czytaj dalej

duchowe inspiracje – Wielki Post 2014

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA WYTRWAŁOŚĆ 40 – „kształtować nowych ludzi, odnowionych przez Ewangelię” Budujemy w naszym życiu bardzo wiele ciekawych rzeczywistości. Jesteśmy pomysłowi, a nasze działanie bardzo często rodzi wiele owoców. Nasza codzienność potrzebuje jednak takiego „duchowego kompasu”, który poprowadzi nas do odkrycia nowych rzeczywistości. Możemy powielać odwiecznie realizowane schematy, albo rzucić się w „przygodę Ewangelii”, by odkrywać nieustannie, nowe rozwiązania i horyzonty. Życie Ewangelią nie pozwala, aby się nudzić. Człowiek za każdym razem otwierają się na Jezusa, odkrywa coś, czego dotąd nie dostrzegł, a co może wprowadzić w swoje życie. To nie tyle odkrycie rozwiązań, kolejnych metod, co raczej przeniknięcie szczególnym duchem ewangelicznym, który w „starym człowieku”, rodzi „nowego”. Katechizacja, którą odbywamy/odbywaliśmy w szkole, wprowadzała nas często w doświadczenie bardziej poznawania religii, jej struktur, zasad, praw. Wielu z nas nie miało, albo nadal nie ma dostęp do żywych doświadczeń „chrześcijańskiego stylu życia”. Obeznani jesteśmy w teoriach, filozofiach i historii, ale brakuje nam życia. Dziś wspólnoty „nowej eewangelizacji” przeprowadzają nas przez kerygmat – doświadczenie Boga Miłości, Boga podnoszącego nas z grzechu, zbawiającego nas, ale później wiele osób pragnie żyć duchem chrześcijańskim, ale odbijają się od bandy codzienności, która jest znacznie trudniejsza niż nawrócenie. Mam poczucie, że diś mamy mało ludzi, którzy mówią nam, jak w codzienności żyją Ewangelią; w jaki sposób odnoszą Ją do spraw, wyełniających po brzegi ich codzienność. Musimy spojrzeć inaczej, w nowy sposób na chrześcijaństwo i zacząć żyć w sposób konkretny Ewangelią. Musimy nieustannie odnawiać się przez Ewangelię – kształtując siebie, jako „nowego człowieka”. 39 – „Słowo ma zadać śmierć naszemu (ja), naszemu sposobowi myślenia, kochania, pragnienia, aby przyjąć sposób myślenia, kochania, pragnienia Chrystusa, który wie, jak... czytaj dalej

3dni – Wielki Czwartek

znaki – Triduum Paschalne.   Wielki Czwartek – początek świętowania, trwającego przez trzy bardzo ważne dni. Wielki Czwartek wprowadza nas przez perspektywę Eucharystii i kapłaństwa, w misterium (tajemnicę) Bożej Miłości, która ofiarowuje się człowiekowi bezinteresownie. Poprzez te dwa wielkie dary, można odkryć jak ważny jest człowiek w planie Boga.  Wszystko, co Bóg daje człowiekowi, służy temu, aby jeszcze mocniej zespolić siebie, swoje plany, codzienność, z Nim, który całym sobą pragnie dla nas, jedynie naszego dobra.   Eucharystia…   Sprawowana dziś Eucharystia jest modelem, wzorem dla wszystkich Eucharystii w ciągu roku.  Dziś szczególnie nie powinno sprawować się Mszy, bez udziału ludzi, by jeszcze mocniej podkreślić, że nie jest ona sprawą prywatną żadnego księdza, lecz sprawowana dla ludu, co pokazuje jej niezwykłą integralność kapłana z wiernymi, jak i wszystkich wiernych.    — osobiście —  Dzisiejszy dzień jest dla mnie szczególnym świętem – nie tylko ze względu na to, że jestem księdzem, ale ze względu na dar, w którym mogę uczestniczyć jako narzędzie w ręku Jezusa. Dzisiejsza Eucharystia, jak każdy dzień Triduum, jest przeze mnie zawsze bardzo poważnie przeżywany (zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie) Powaga sytuacja, skupia mnie na Jezusie, który ofiarowuje siebie w postaciach chleba i wina, który uczy mnie w tych znakach i słowach, nieustannego ofiarowywania siebie, jak On, wszystkim do których zostałem posłany.   obmycie nóg…   Niestety w wielu kościołach nie zachowuje się w ciągu liturgii tego znaku (nie wiem dlaczego), ale jest on w swej niezwykłej prostocie bardzo wymowny. Kapłan umywający nogi 12 osobom, ma odkrywać wzór postępowania – jest sługą i tak właśnie ma sprawować swoją posługę… Kapłan jest sługą dla wszystkich i jego zadaniem jesst... czytaj dalej

Przemienienie codzienności

„Przemienienie” – codzienności To, co dzieje się w liturgii motywuje nas po raz kolejny do zastanowienia się nad rzeczywistością życia, a przede wszystkim nad naszą codziennością. Często mamy nieodpartą ochotę coś uczynić z życiem, ale ogarnia nas niepokój, gdy zastanawiamy się, co mamy faktycznie uczynić z życiem. Codzienność jest wyzwaniem, z którym codziennie musimy się zmierzać, które codziennie musimy podejmować. Mk 9,5 – „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy…” – niech ten fragment stanie się myślą przewodnią naszych rozważań i myślą do poszukiwań odpowiedzi na pytanie, co mam czynić z codziennością. Scena Przemienienie Pańskiego (Mt 17,1-9; Mk 9,1-8; Łk 9,28-36) sugeruje nam opisem scenę, w której wszystko się to odbywało. Góra Tabor miejsce niecodziennego cudu, za sprawą którego człowiek powołany jest z jednej strony do odkrywania Boga takim jakim On jest faktycznie (to wyobrażenie sięga dalej niż tylko, to co my myślimy), a z drugiej strony odniesienie tej sceny do naszej codzienności proponuje nam wejście na górę i zejście z góry razem z Jezusem. Pierwsze co powinniśmy uczynić, to odnieść naszą codzienność do Boga, przez modlitwę, rozważane Słowo Boże i sakramenty. Życie odniesione w tych trzech kontekstach pozwoli nam zaobserwować, to często umyka nam, czego często nie możemy sobie wyobrazić, do czego nie sięga nasze serce. Modlitwa – stwarza okazję do przemilczenia… W ciszy człowiek wyostrza zmysły, przez co również życie staje się wyraźniejsze. Człowiek spogląda w nie i czyni ocenę, co jest nieużyteczne, a co wymaga podkreślenia. Słowo Boże – rozważanie słowa Bożego, pozwala człowiekowi dostrzec możliwości, które daje nasze życie, a które tak często gubimy właśnie z tego względu, że nim nie czynimy woli Bożej. Słowo Boże jest... czytaj dalej

środa popielcowa

„Wielki Post to czas ogołocenia: dobrze nami zrobi, jeśli się zastanowimy, czego możemy się pozbawić, aby pomóc innym i wzbogacić ich naszym ubóstwem. Nie zapominajmy, że prawdziwe ubóstwo boli: ogołocenie byłoby bezwartościowe, gdyby nie miało wymiaru pokutnego. Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli.” (Orędzie na Wielki Post, Papież Franciszek,... czytaj dalej

recepta

Wielu z nas poszukuje jakiś form rozwiązania pewnych spraw. Niekiedy źródłem naszych poszukiwań są zasłyszane rozwiązania od innych, niekiedy jakaś myśl uchwycona z książki, albo filmu. Są i takie osoby, które rozwiązań poszukują w Słowie... czytaj dalej

Praca nad sobą

Na podstawie Psalmów Nic dla siebie… Kiedy patrzę na swoją wiarę, codzienność, moje bycie księdzem, zauważyłem, że zbyt bardzo przywiązuje się do pewnych spraw, osób. Tak, jakbym chciał zagarnąć ich dla siebie. Moje myślenie wzmogła też sprawa osobista. Zdałem sobie sprawę, że jest wiele rzeczy, które zwyczajnie chcę dla siebie. Chęć posiadania czegoś sprawia, że człowiek przywiązuje się do tego, przez co się zniewala, ograniczając swoje myśli i serce. Człowiek ma jakby „klapki na oczach” ograniczające jego punkt widzenia. Jeśli ograniczę się do jednej rzeczy, wówczas, jeśli nie jestem wolny, nie dostrzegam tego wszystkiego, co jest wokół tej rzeczy. Przywiązanie do rzeczy materialnych sprawia, że wydaje nam się, że nie możemy się obyć bez tych rzeczy. Z jednej strony przywiązanie, z drugiej strony nasza ograniczoność, które zawężają nasze perspektywy życia, nie pozwalając doświadczyć prawdziwej wolności i odkrycia pełni życia. Przypomina mi się historia Wojciecha Cejrowskiego, który opisywał tresurę słoni. Od maleńkości słonie przywiązywane są do małego palika zaraz przy domu. Nawet, gdy dorastają, zwyczaj ten się nie zmienia. Te ogromne i silne zwierzęta przywiązane do palika, który ze spokojem, delikatnym ruchem mogłyby wyrwać stają się potulnymi. Wychowywane w ten sposób, nie wyobrażają sobie innej możliwości życia. Historia ta ukazuje pewne zachowanie, które ze spokojem można przenieść na nie jedną osobę. Przywiązani do czegoś, kogoś, nie potrafimy wyobrazić sobie zupełnie innego życia. Jednostronność i jednostkowość naszego postępowania, często sprawiają, że giniemy przy naszym paliku, do którego zostaliśmy przywiązani, a wokół nas istnieje szereg innych możliwości, realizacji życia, którego się nie podejmujemy z racji sposobu życia, który wybraliśmy i do którego tak mocno się przyzwyczailiśmy.  Zamiast cieszyć się życiem będąc wolnym,... czytaj dalej

adwent 2013 – Zwiastowanie

ZWIASTować – ZWIASTun Lubię pierwsze skojarzenia, choć te bywają niekiedy bardzo dziwne. Kiedy pomyślałem o rozważaniu, przez kolejne dni adwentu, fragmentu opowiadającego o Zwiastowaniu, pojawiła się myśl o „zwiastunie”. To wydarzenia, spotkanie Anioła z Maryją, w dzisiejszych czasach można by było określić ze spokojem mianem, „zwiastun”. Przychodzi ogłosić Prawdę, która dotyka nie tylko Maryi, choć bezpośrednio tak, ale dotyka całego świata. Tutaj w tej niezwykle prostej, aczkolwiek ujmującej tajemnicy, każda wierząca osoba widzi już początek jakiejś historii, która nie koniecznie jest jeszcze wszystkim znana. Historia, której na imię Miłość… My sami nie jesteśmy sobie wstanie jeszcze wyobrazić co On – Miłość, może uczynić w naszym życiu. To nic dziwnego, ani nie jest to powód do wstydu. Nie przejmuj się – jest wszystko w porządku. Kiedy byłbyś wstanie ogarnąć Jego Miłość, znaczyłoby to, że coś z twoim rozumieniem Jego Miłości jest nie tak. Miłość jest ponad tym wszystkim, czego do tej pory doświadczyłem. Trudno, aby Maryja w tym właśnie momencie mogła również swoimi myślami – wyobrażeniami, ogarnąć to wszystko, z czym dzisiaj mamy do czynienia, czytając kolejne fragmenty Ewangelii. Nie sądzę, by wyobrażała sobie kolejne sceny z jej udziałem i z udziałem jej Syna. Tajemnica – od początku do końca. „Zwiastun”, przedstawia najczęściej sceny, które mają widza zachęcić do obejrzenia czegoś. Pojawiają się ciekawe akcje, aktorzy, interesująca fabuła… Scena zwiastowania, nie przypomina w niczym hollywoodzkiej produkcji, ale jest najważniejszą sceną w całym naszym życiu. Od Maryjnego TAK, zaczęła się historia szczególnej Miłości. Otwórzmy się przez adwent na to szczególne wydarzenie, przeżyjmy w expresowym tempie 9 miesięcy, aby dotrzeć u końca adwentu, do kolejnej pięknej tajemnicy – „Tak Bóg umiłował świat,... czytaj dalej