aktualności

wszystko co jest umieszczane na stronie w różnych kategoriach

Jesteś potrzebny – jak mogę się przydać?

Każda chwila naszego życia jest wezwaniem do twórczego działania, inspiracją do tworzenia swojej drogi, a nie tylko wypełnieniem programu. Mam proste obrazy w swojej duszy, które mi wystarczą, które uzasadniają moją wiarę, moje działanie. Jedni potrzebują złożonych rzeczy – dowodów, innym wystarczają proste rozwiązania. Linia produkcyjna – taśmowa… Przygotowywany przedmiot przejeżdża przed pracownikami. Każdy z nich jest odpowiedzialny za wykonanie swojej części. Jeden składa… ktoś inny instaluje detale, ktoś inny maluje, jeszcze ktoś inny wkłada do kartonów, jeszcze ktoś inny wysyła paczki. Są też tacy, którzy tą paczką zamawiają i używają tego konkretnego przedmiotu. Może być tak wiele osób zaangażowanych w przygotowanie jednego prostego przedmiotu. Nikogo z tych osób, nie może zabraknąć. Każda osoba i jej praca, większa lub mniejsza, nie ważne, jest bardzo ważna. Każdy ma swój osobisty, bardzo ważny wkład w całość przygotowywania. Czy w realizacji życia, „planu Boga”, nie jest choć trochę podobnie? Każda osoba, jej zajęcie – powołanie, jest istotną częścią czegoś większego… Każdy jest potrzebny. Obraz zakładu, w jednej sprawie jest może słaby – w pracy, jedni zastępują innych. W życiu natomiast tak nie jest. Masz swoje miejsce, swoje zadanie, swoją niebywałą wartość i NIKT w niczym nie może cię zastąpić. Jesteś potrzebny! Czy wierzysz w SWOJĄ niebywałość, wyjątkowość, wartość?  Jaką miarą mierzysz swoją wartość? Co znaczysz? Młoda osoba odczuwała ogromną chęć pomagania innym osobom. Takich „w potrzebie” znalazła bardzo szybko. Spełnieniem życia było to, że może pomagać innym, służyć im. Dużo swojego czasu spędzała na udzielaniu pomocy. W pewnym jednak momencie, radość tego działani znikła, a w życiu zagościł smutek. Dlaczego? Zajęcia, codziennie osobiste obowiązki sprawiły, że było coraz mniej czasu na to,... czytaj dalej

Ostatni tydzień.

Szczególnie czas urlopów, wypoczynku – tzw. wakacje ma niezwykłe tempo. Wydaje się, że zwyczajna codzienność ma inne tempo, a czas wolny jeszcze inne. Ostatnia prosta wakacji i perspektywa nowego roku szkolnego to dobry czas na spoglądanie na temat „przyszłości”. Większość tygodnia, myśli moje biegły w przyszłość, prowokując do przemyślenia co dalej. Praca, szkoła, parafia, osobiste plany – tak wiele imion ma przyszłość każdego z nas. Myśląc o przyszłych zadaniach, człowiek jakby w teraźniejszości skacze na trampolinie w przyszłość. Planując różne obowiązki, człowiek troszczy się w teraźniejszości o swoją przyszłość. To nasza odpowiedzialność, ale i też próba zaprogramowania różnych detali życia w taki sposób, by „zapanować” nad różnymi ewentualnymi zdarzeniami. Wyobrazić sobie przyszłość… Dużo łatwiej jest nam pomyśleć o owocach – o tym, co uda nam się zrealizować i osiągnąć. Dużo trudniej myśli nam się o konieczności wprowadzania zmian, o nowych obowiązkach, których powinniśmy się podjąć. Ważne jest to, by była w nas żywa odpowiedzialność za swoją przyszłość. Przyszłość pewnie pod wieloma względami nas zaskoczy. Nie jest to do uniknięcia. Nie zaplanujemy wszystkiego, dlatego musi być w nas zdrowa otwartość, która sprawi, że w odpowiedni sposób przyjmiemy to, co przyniosą nam chwile w przyszłości. Nade wszystko musi być to otwartość na ludzi i na działanie Boga. Mój miniony tydzień był poszukiwaniem pomysłów wobec przyszłości. Już wiele różnych myśli przelałem na papier, wiele też pomysłów zostało zrealizowanych w różny sposób. Stąd coraz trudniej jest wymyślić coś nowego, czego jeszcze nie było. Przyszedł jednak powiew Ducha Świętego. A kiedy on wieje, zawsze pojawiają się ciekawe rzeczy. Moja propozycja była prosta – aby kto chce, umieścił swój ciekawy cytat. Kiedy już pojawiła się dość... czytaj dalej

wrzesień/2018 – masz plan?

  Masz plan? „Człowiek został powołany na świat, a więc jest światu potrzebny…” Czy masz takie odczucie, że jesteś potrzebny, że twoje życie ma jakąś konkretną misję do realizacji? Może trzeba najpierw zbudować siebie, umocnić chwiejne elementy, by stać się potrzebnym, by zrozumieć, że moje bycie na tym świecie, mimo wszystko, nie jest elementem przypadku. Boży plan Jesteś potrzebny – jak mogę się przydać? Każdy potrzebuje planu…  Bóg powiedział… a ja mogę się przydać  ... czytaj dalej

Boży plan.

Czy twoje funkcjonowanie w świecie, realizacja swojego życia jest z góry zaplanowana? Może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wiele masz w tym temacie wolności. Głosowanie nad cytatami przyniosło konkretny wybór. Wybór padł na zdanie: „Człowiek został powołany na świat, a więc jest światu potrzebny…” Czytając ten cytat, skojarzyłem sobie to z bardzo ważną myślą, która stanowi pierwsze prawo życia duchowego, a które brzmi: BÓG KOCHA CIEBIE I MA DLA TWOJEGO ŻYCIA WSPANIAŁY PLAN. Te myśli się wzajemnie wypełniają i dają jednoznaczną pewność „że jesteśmy potrzebni”, w którą musimy sami uwierzyć. Te treści muszą wybrzmieć w naszych sercach, dotrzeć faktycznie do naszego codziennego rytmu życia. Dziś wielu ludzi, z tak bardzo złożoną codziennością, potrzebuje tego osobistego odkrycia, że „jesteśmy przez Boga kochani…” i że „jesteśmy powołani do życia”, że „jesteśmy potrzebni…” Wśród tylu bardzo smutnych niekiedy wiadomości, które do nas docierają, potrzebujemy światła pozytywnej myśli, która nas udźwignie z codziennego ciężaru obowiązków. Nie powinna to być myśl, która będzie tylko odskocznią dla nas, a raczej prawdą, którą będziemy odkrywać i przeżywać we właściwy sposób. BÓG NAS CHCE… nie ma na świecie człowieka, który by nie był chciany. Po ludzku możemy mieć nawet bardzo trudne doświadczenia, ale nie powinniśmy nigdy zwątpić w to, że Bóg nas chce. On nie ma żadnych ludzkich przywar, dlatego nie można Mu zarzucić egoizmu, czy innych niewłaściwych motywów działania. Pewnie wielu z nas musi odbyć długą drogę, by z postawy „wierzę w Boga” przejść do przekonania, że „wierzę Bogu”. To co On mówi i robi względem mnie, nie ma żadnego podtekstu – czyni to z całkowicie bezinteresowną miłością. Trudno nam jest niekiedy „zrozumieć Boga”, ponieważ... czytaj dalej

Życiowy ruch.

22 niedziela zwykła – Mk 7, 1-8a. 14-15. 21-23 U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieobmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji». Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». Życiowy ruch. Świat wiruje i to wszystko co się na niego składa również. Krąży wokół nas dobro jak i również zło. Mówimy niekiedy o przesiąkaniu tym, co nas otacza, o obyczajach, o sposobie życia itd. Jednak dzisiejszy fragment zasiewa w tym względzie wiele moich wątpliwości. Na słowa: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby... czytaj dalej

Odważnie w przyszłość. (dziewiąty tydzień – dziewiąta możliwość)

Wczoraj i dziś, buduje jutro. Nasze zatroskanie o przyszłość angażuje większość naszych sił. Wyobrażamy sobie to, co przyniesie przyszłość – bojąc się, innym razem będąc pełnymi radości. To nie ostatnia możliwość, którą można odnaleźć na mapie człowieka. Czas naszych rozważań skupił się na dziewięciu możliwościach, by wykorzystać czas dany nam przez życie, abyśmy czegoś się uchwycili, zastanowili nad tym, co mamy i co możemy jeszcze osiągnąć, rozwinąć w naszym życiu.  Przyszłość ma swoje tajemnice… Zapewne jeszcze nas czymś życie zaskoczy. Przyszłość przynosząc nowe historie, zadania, daje nam okazję do otwarcia się na nowe doświadczenia. To, co być może nas zaskoczy, jednocześnie może dać nam możliwość… Wciąż, dzięki przyszłości, możemy odkrywać w sobie nowe możliwości, szanse przeżycia inaczej kolejnych chwil naszego życia. Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię niemożliwe, dla nieśmiałych – niez­na­ne, myślący i walczący nazywa ją ideałem.  Naszą możliwość jest to, że mamy ogromny wpływ na budowanie naszej przyszłości. Uczestniczymy i tworzymy – to są szczególne możliwości, które daje nam nasza przyszłość. Możemy tworzyć swoją niezwykłą przyszłość, dzięki temu jaki będzie nasz pomysł na nią. Nasze nastawienie wobec przyszłości jest tym materiałem, którym ją budujemy. Mogą być w nas wątpliwości, strach, brak chęci – ale w ten sposób tworzymy raczej dystans i trudno abyśmy uchwycili coś dla siebie. Możemy obudzić w nas zaufanie, odwagę i zaangażowanie i wówczas będziemy bardziej rzeczywiście uczestniczyli w budowaniu i przeżywaniu swojej przyszłości. Nie odbierajmy sobie tej szansy na przyszłość, grzęznąc w teraźniejszości. Niech teraźniejszość będzie dla nas „trampoliną w przyszłość”; da nam możliwość uczynienia pewnego skoku w przyszłość. Teraźniejszość skoro jest początkiem przyszłości, powinna dać nam rzeczywisty wzrost – siłę do takiego wypełniania codzienności, by nieustannie przerzucać... czytaj dalej

Na nudę nie mogę narzekać.

Codzienność naprawdę mnie zaskakuje. Nie spodziewałem się, że ten tydzień przyniesie tyle przeróżnych zadań – kropek. Dzięki zajęciom nie mogę się nudzić. Mam taki styl życia, jest to niekiedy plusem, a niekiedy nie, który polega na otwarciu się na wszystkie wydarzenia. Nie planuję wszystkiego, sporo zajęć nie jest zależnych ode mnie. Moje plany, a faktyczna codzienność, to często dwie niezależne od siebie plany, które ostatecznie stają się moją przygodą. Stając wobec zadań, mogę narzekać, że tyle ich jest, że muszę się z czymś samemu zmagać. Mogę przyjąć każde zadanie jako dar i odkryć, jakie możliwości mi to daje. Jest sporo rzeczy, które mogą nas od tego odciągnąć i zaprzepaścić szanse, które rodzą się wraz z kolejnymi chwilami naszego życia. Ilość zadań może być dla nas zagrożeniem. Możemy. Chcieć jak najszybciej wypełnić obowiązki, by powrócić do tzw. „spokoju”. Przedzieranie się przez gąszcz zajęć, tylko po to, by dotrzeć do momenty wytchnienia, może nas pozbawić faktycznego zaangażowania. Ważne jest to jak przeżywam kolejną chwilę, czy chcę ją przyjąć, czy zwalczyć; być obojętnym, czy zaangażowanym… Tracimy często bardzo wiele sił w realizacji zadań, będąc później zmęczonymi tymi obowiązkami i pozbawionymi radości. Chcemy przeżyć różne sytuacje siłowo, zamiast angażować inne możliwości w sposób mądry. Możemy przegrać sami ze sobą przez to, że będziemy angażować nieodpowiednie siły w nieodpowiednie sprawy.  Ten tydzień pełen był wszystkiego. Sporo zajęć każdego dnia. Wiele razy musiałem się wysilać i głębiej angażować w różne sprawy. Trochę fizycznego i duchowego zmęczenia. Pomyślałem o dwóch sprawach, których mógłbym się uchwycić, by wytrać i we właściwy sposób wykorzystać jednak moją codzienność, taką jaka właśnie ona obecnie jest. Pierwsza sprawa – patrzeć na... czytaj dalej

Niewyobrażalna obfitość.

21 Niedziela zwykła – MB Częstochowskiej – J 2, 1-11 W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Ci zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem, i nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli, przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Niewyobrażalna obfitość. Obraz Kany Galilejskiej postrzegany jako początek publicznej działalności Jezusa jest przeze mnie za każdym razem coraz głębiej odkrywany. Dziś chciałbym was zaprosić do spojrzenia na ten fragment przez pryzmat słowa: „obfitość”. Pewnie zastanawiacie się dlaczego ten wyraz i gdzie go znaleźć w tym fragmencie.  Nie jest to trudne ufam. Jezus i Jego obecność na weselu już samo w sobie jest znakiem darów, które przygotował dla każdego z nas Bóg. Człowiek potrzebuje Boga… w każdym momencie, a szczególnie w momencie „dramatu”. Brakujące wino… Co robi Jezus. Dokonuje... czytaj dalej

Znaczenie codzienności. (ósmy tydzień – ósma możliwość)

„Wczoraj i jutro. Dwa słowa, którym codzienność codziennie nadaje inne znaczenie”. Codzienność jest niezwykłym darem, ale czy potrafimy tak na nią patrzeć?   Każdy z nas, to niezwykła historia zbudowana z codzienności. Dzięki naszej codzienności możemy i tworzymy bardzo często niezwykłe rzeczy. Od tego, w jaki sposób patrzymy na naszą codzienność, zależy w jaki sposób ją potraktujemy i wykorzystamy. Wiele razy, być może nawet za często, obserwujemy życie innych i je podziwiamy, coraz bardziej oddalając się w ten sposób od naszego życia – od naszej codzienności.   BY CODZIENNOŚĆ CODZIENNOŚCIĄ SIĘ NIE NUDZIŁA.   Mam takie swoje stwierdzenie: „to nie codzienność nasza jest nudna, ale my stajemy się w niej nudni”. Bagatelizujemy zbyt często potencjał naszej codzienności, przez co zbyt często nie odkrywamy prawdziwej głębi naszej codzienności. Każde wydarzenie ma wiele wersji realizacji – nie musimy rozwiązywać spraw zawsze w ten sam sposób. Jeśli będziemy rozgoryczeni wciąż swoją codziennością, nigdy jej nie odkryjemy, nigdy na serio nie zaczniemy jej realizować. Podoba mi się idea „kropek”. Życie jako połączenie kropek i tworzenie swojej codzienności, zobowiązuje do większej wrażliwości. Jeśli każde wydarzenie… symbolicznie oznaczymy kropką, to w rezultacie powstaje „linia codziennego życia”. Nasze doświadczenia łączą się w całość, tworząc właściwy sobie sens. Możesz czekać aż coś się wydarzy w twoim życiu, albo możesz też sam podjąć inicjatywę i brać udział w wydarzeniach, w których być może być nie uczestniczył, gdyby nie właśnie to pragnienie, głębszego uczestniczenia w życiu. Wdrażaj w życie swoje pomysły. Nie bój się swoich pomysłów i planów. Masz możliwość wykorzystać swoją codzienność, w swój, niebywały sposób. Twoja codzienność jest darem dla ciebie, ale to ty również jesteś darem... czytaj dalej

Impuls.

Można wpaść w pułapkę, by zapomnieć o swoim sercu. Działać, wypełniając wszystkie swoje obowiązki, nie zastanawiając się nad czymkolwiek. Bycie nieustannie aktywnym jest zadaniem trudnym, bardzo wymagającym. Jednak by w tej aktywności nie zatracić się, by nie zgubić swojego serca, trzeba wciąż na nowo przypominać sobie o głównej motywacji – „intencji” dnia, chwili… Możemy wypełniać swoje obowiązki, w najlepszy sposób, jednak nie angażując swojego serca. Technicznie zrobiliśmy wszystko jak należy, ale jednak utraciliśmy szansę głębszego życia – życia z sercem. Jeśli w jakimś momencie uświadomisz sobie, że nie angażujesz swojego serca w pełni, to nic straconego, zawsze możesz pobudzić swoje serce do aktywności.To jest ta szczególna możliwość „działania z sercem” – możemy jeszcze głębiej przeżyć chwilę, która ma obecnie miejsce. Mamy szansę zmienić wszystko. Każdy impuls serca, świadczy o jego życiu. Stąd naszą radość powinno wywołać każde poruszenie serca. W każdej sytuacji, najmniejsze drgnięcie serca może sprawić, że inaczej przeżyjemy swoją codzienność, że głębiej odkryjemy jakieś wydarzenia. Wydarzenia zewnętrznie mogą się nie za bardzo różnić, ale te przeżywane z sercem stają się dla nas głębsze, przez co stanowią dla nas większą wartość, a my jesteśmy w nie bardziej zaangażowani. Przygody tego tygodnia były bardzo różne. Niestety wiele razy zapominałem o „działaniu z sercem”, ale kilka razy jednak coś mi się udało. Spotkania zawsze są sprawą pierwszorzędną. W tym tygodniu miałem okazję do dwóch ważnych spotkań. Na jednym z nich miałem okazję dotknąć swojego serca, myśląc o swoim powołaniu – o początkach – decyzji i wyborze. W kontekście rozmowy o tym temacie, z inną osobą, mogłem działać z sercem i dotknąć czyjegoś serca… Inne spotkanie było już bardziej luźne, spacerowe. Ciekawy... czytaj dalej

Mieć życie w sobie.

20 Niedziela zwykła  – J 6, 51-58 Jezus powiedział do Żydów: «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». Mieć życie w sobie. Podchodzę do szpitalnego łóżka, widzę jak klatka piersiowa wznosi się i opada…  Dzwoni budzik, otwieram oczy… Podbiegam do człowieka, kładę rękę na szyi, sprawdzam, jest tętno… Przykładają do ust lusterko, na szczęście widać parę… Kolejny dzień, mój dzień… jest łaską. Czy o to właśnie tylko chodzi? Czy mieć w sobie życie, to oddychać, otwierać oczy, mieć tętno?  Życie człowieka, to jednak coś głębszego, bardziej złożonego. Żyć pełnią życia, albo jak mawiał jeden z nieżyjących już księży: „żyć na pełnej petardzie”… Co świadczy o tym, że żyję, że jest we mnie życie. Jest w... czytaj dalej

Włóż w to serce. (siódmy tydzień – siódma możliwość)

Zauważyliście w swoim życiu taką prawidłowość, że wszystko to, w co „władasz swoje serce” jest inne, piękniejsze, a nawet głębsze, niż wtedy, gdy działasz bez tego przekonania? Wszystkie miejsca, sytuacje, więzi… wszystko co tworzysz w swoim życiu ma swoją szczególną wartość. Są rzeczy, w które angażujesz się z łatwością, są też takie, które wymagają od ciebie najpierw przekonania, a później ciężkiego pracy i osobistego wkładu. Podobne są też rezultaty – z jednych sytuacji są ogromne, a w innych albo jest ich bardzo mało, albo nie ma ich wcale. Przez wszystkie te sprawy przechodzisz cała swoją osobą – z doświadczeniami, rozumem, zdolnościami… W tych wszystkich sprawach, jest też obecne zawsze twoje serce – zaangażowane lub ograniczone. Ale jest, próbując jako możliwość życia, pchnąć nas we właściwym kierunku, odkrywając przed nami jeszcze większe możliwości. Samo stwierdzenie „włóż w to serce”, myślę, że wszystkim jest doskonale znane, ale co ono oznacza, jak się ma do naszego życia? Nasz stopień przekonania i zaangażowania świadczy o tym jaką wartość stanowi dla nas jakaś sprawa, rzecz, osoba… Gdy na czymś nam zależy, jesteśmy zaangażowani całym sobą, a serce jeszcze bardziej nas dopinguje. Gdy jakaś spraw jest dla nas nie ważna, wówczas jesteśmy jakby uśpieni, a nasze działanie jest minimalne. Często nasze codzienne działanie, uzależnione jest od naszego sposobu myślenie, toku rozumowania. Spekulujemy co mamy zrobić, jak mamy postąpić, czy warto w coś się angażować czy też nie… Im więcej różnych myśli, pytań, stwierdzeń, tym jeszcze więcej pojawia się spekulacji. Nasz rozum staje się coraz bardziej uwikłany, stąd droga z rozumu do serca, staje się niewyobrażalnie dalej i bardziej skomplikowana. A skoro droga jest tak trudna, to... czytaj dalej

Pozwól się znaleźć.

Pewnych spraw nie jesteśmy wstanie zaplanować, zaprogramować sobie tak swoją codzienność, by wszystko zależne było od nas. To nie jest żaden problem, dla tych, którzy spróbują to jakoś zrozumieć. Temat sumienia jest bardzo delikatny, bo wkraczamy na terytorium swojego życia, które jest bardzo wrażliwe – reaguje na wszelkie dobro, jak i też na każde zło. Sumienie – to działające – funkcjonuje właśnie w ten sposób, że reaguje! Reaguje na to wszystko, co dzieje się w naszym życiu. Jeśli każda chwila, którą przeżyjemy, symbolicznie określimy  za pomocą „kropki – punktu”, to kiedy spojrzymy np. Z perspektywy mijającego tygodnia, to my raczej zobaczymy linię ciągłą, niż punkty. Dlaczego? Ponieważ tyle jest tych różnych chwil, że wszystko zlewa nam się w jedną całość, tworząc linię. Trudno nam dostrzec szczegóły, jeśli spoglądamy na życie bardzo ogólnie. Zrób małe zadanie… Weź sobie kartkę, ołówek. Wypisz wszystkie dni tygodnia i spróbuj przy każdym dniu wypisać przynajmniej jedno wydarzenie, w którym uczyniłeś coś pozytywnego. Spójrz ile udało się punktów zobaczyć. Wydarzenia, które mają miejsce w naszym życiu, zapraszają nas do uczestnictwa w nich. Prowokują nas różnymi zadaniami, okazjami i darami. Od na zależy, czy w jakimś konkretnym wydarzeniu będziemy aktywni, czy też obojętni. Sytuacje próbują nas znaleźć i zaangażować. Jeśli pozwolimy się odnaleźć sytuacjom, różnym darom, wówczas zaistnieją okazje, by się odpowiednio zaangażować i z czegoś skorzystać, albo coś z siebie dać. Bóg „przechadza się po naszej codzienności” i stawia nam różne znaki, przypominające najpierw o swojej obecności, oraz o swoich zaproszeniach. Sumienie pozwala nam dostrzec te znaki, oraz w konkretny sposób na nie odpowiedzieć. Było kilka takich szczególnych, prostych okazji w moim, minionym, tygodniu, w... czytaj dalej

Szemranie

19 niedziela zwykła – J 6, 41-51 Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, dlatego że powiedział: «Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem». Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata». Szemranie. Co znaczy to słowo? wydawać cichy szmer, cicho szumieć; wyrażać nie całkiem otwarcie swoje niezadowolenie Szemranie – to postawa, z którą pewnie się spotykasz. Słyszysz ten szum niezadowolenia, który krąży pomiędzy różnymi osobami, w kontekście różnych spraw. Może sam, dodajesz swój delikatny głos w tym szmerze – wdając się w rozmowy za czyimiś plecami. Pojawiająca się cicha ocena, krytyczne nastawienie wobec kogoś lub czegoś, nieakceptacja czyjegoś zdania… różne może przybrać formy szemranie. Do jednak detonator, który uruchamia nie jedną bombę.  Bardzo podoba mi się w kontekście tego tematu pewna historia spowiedzi. Do św. Filipa Neri przyszła... czytaj dalej

Wrażliwość. (szósty tydzień – szósta możliwość)

W różny sposób interpretujemy to, co dzieje się w nas, jak i też wokół nas. Nie tylko to świadczy o różnicach pomiędzy nami, ale nade wszystko o wrażliwości, którą każdy z nas w sobie posiada. Skąd wynika nasza wrażliwość? To zasadnicze pytanie, powinniśmy sobie postawić w najbliższym czasie i spróbować zrozumieć, co nam daje ta szczególna, kolejna odkrywana przez nas możliwość. Słowo „wrażliwość” nie oddaje do końca myśli wobec tego tygodnia. Chciałbym byśmy jednak przez pryzmat tego słowa, spojrzeli na sumienie i zastanowili się nad tym, jak tą możliwość wykorzystujemy; co możemy jeszcze uczynić w tym zakresie, by tą możliwość jeszcze lepiej wykorzystywać. Jak krótko i dość konkretnie scharakteryzować słowo „sumienie”? Pięknie to opisuje Katechizm Kościoła Katolickiego w pkt. 1713: „Sumienie jest najłatwiejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa”. To niezwykłe, że jest we mnie „miejsce”, w którym mogę być z Bogiem; miejsce w którym wpisane jest przez Boga prawo… którego człowiek powinien słuchać, zachowywać i nim się kierować. Sumienie jest też interesującą sprawą, dzięki temu, w jaki sposób w nas funkcjonuje – nakazuje pełnić dobro, a unikać zła; osądza konkretne wybory, aprobuje te, które są dobre i potępia te, które są złe; słuchając sumienia mogę usłyszeć Boga, który mówi.  Sumienie niczego nie wytyka, lecz przypomina! Gdy popełnimy jakieś zło, sumienie przypomina nam prawdę o dobru, przypomina również o przebaczeniu o które, w takiej sytuacji powinniśmy prosić, przypomina o dobru, które powinniśmy ciągle praktykować… Sumienie, jak już chyba widzicie, wymaga naszej wrażliwości. Od niej zależy, co uczynimy z naszym sumieniem – czy go posłuchamy i będziemy się nim kierować,... czytaj dalej

Usiądź przed podróżą.

Doskwierający upał, którego nie cierpię, w tym tygodniu mnie zatrzymał w domu. Poszukując chłodu, więcej siedziałem niż się ruszałem. Więc nogi w pewnem sensie donikąd mnie nie zaniosły. Panuje w niektórych kulturach pewien zwyczaj, którego symbolika mi się bardzo podoba i który w niektórych sytuacjach realizuję. Poszukując korzeni tej tradycji, znalazłem informację, że zwyczaj „siadania przed podróżą” najczęściej jest kojarzony z Rosją, choć można znaleźć też ten zwyczaj w Chinach. Ja zapamiętałem ten zwyczaj z tradycji żydowskiej, aczkolwiek bardzo mało znalazłem informacji na ten temat.  Tydzień upałów zmusił mnie do tego, aby „usiadł przed podróżą”, bym odkrył swoją możliwość „nóg” w innym znaczeniu, z innej perspektywy, niż to sobie zaplanowałem. Moja refleksja wyniknęła z cytowanej już myśli w artykule pt. „Gdzie mnie nogi poniosą”, a cytat brzmi: „LUDZIE JUŻ TACY SĄ: GDY IDĄ, PATRZĄ PRZED SIEBIE, A NIE POD NOGI.” Skupieni na celu, wyznaczamy sobie drogę – często najkrótszą, nie zwracając już później uwagi na drogę, którą przemierzamy. Bardziej przed siebie… niż pod nogi… Interesuje nas to, co osiągniemy, a w mniejszym stopniu to, w jaki sposób możemy to osiągnąć. Najlepszym rozwiązaniem byłoby patrzeć zarówno przed siebie, jak również spoglądać pod nogi, wówczas istniałaby szansa, że to, co najważniejsze, w żaden sposób nam nie umknie. Zwyczaj „siadania przed podróżą” ma różne wytłumaczenia: 1. Chwila, by zastanowić się, czy wszystko ze sobą zabraliśmy – znaczenie kontrolne 2. Chwila refleksji, bycie z innymi, przed rozstaniem, być może na dłuższy czas… – znaczenie emocjonalne 3. Chwila wzbudzenia w sobie dobrego nastawienia wobec podróży… – znaczenie przyszłościowe Może to banalne, ale dla nie droga nabiera innego, głębszego sensu przez ten gest. Jednym może pomóc,... czytaj dalej

Poszukiwanie…

18 Niedziela zwykła – J 6, 24-35 Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?» W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec». Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?» Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał». Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!» Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie». W poszukiwaniu…  Czego szukałeś w minionym tygodniu, w swojej codzienności: może takich przyziemnych spraw jak kluczy, może chłodnego miejsca w domu, czegoś do zjedzenia w lodówce, a może coś bardziej wzniosłego…? Może jakieś przeżycie sprawiło, że zacząłeś myśleć o Bogu i... czytaj dalej

Gdzie mnie nogi poniosą. (piąty tydzień – piąta możliwość)

Wiem, że to szczególny dar. Wśród chorych, których odwiedzam co miesiąc, wielu jest takich, którzy już od lat leżą i nie mogą się poruszać. Oni tęsknią za tym, by gdzieś pójść. Już kilkakrotnie to zauważyłem, że bardziej zaczynam doceniać coś, co widzę, że czegoś inni nie mają. A wcześniej nie zwracałem na to aż takiej uwagi. Może wielu ludzi docenia właśnie coś wtedy, gdy coś traci, lub wtedy gdy z czegoś już nie mogą korzystać.  Odwiedzając chorych z mojej parafii, zauważam, że większość z nich, nie opuszcza już swoich mieszkań od bardzo wielu lat. Co dla mnie, póki co, jest naprawdę jeszcze trudne do wyobrażenia. Ale kto wie, co mnie jeszcze w życiu spotka… Póki co, doceniam bardzo tą możliwość i jeśli to możliwe, staram się w odpowiedni sposób z niej korzystać. Widzę, że ta możliwość daje mi poczucie swobody i faktycznej wolności. W każdym momencie mogę wstać i iść… Wydaje się to dla wielu takie oczywiste, takie proste i normalne.  Jednak póki możesz to robić, a może tego nie doceniasz, to zwróć uwagę jaki wielki dar i możliwość posiadasz i w jaki sposób mógłbyś ewentualnie tę możliwość wykorzystywać. Wyjście z domu, pójście na spacer, podróżowanie, możliwość uczestniczenia w wielu sytuacjach, odwiedzenie kogoś… – możesz wstać i pójść, bez ograniczeń, a nie dla wszystkich jest to możliwość taka oczywista. Łatwo jest ulec różnym czynnikom, ograniczyć swoją wolność – swobodę. W tak prosty sposób możemy niekiedy pozbawić się możliwości, ograniczyć siebie, zawężać swój świat. Oczywiście można szukać innych rozwiązań; można stawiać czoła swoim ograniczeniom i posłużyć się innym rozwiązaniem. Dziś, nie muszę ruszać się wcale z domu, by zobaczyć co... czytaj dalej

Pod natchnieniem 

Stworzenie czegoś nowego, w sensie pomysłu, ma w moim przypadku różne fazy. Niekiedy jest mi łatwiej, a niekiedy trudniej. Trudno w sumie wyczuć jakąś zależność. Trzy etapy tego tygodnia – mądrość: intelekt, historia życia, pomysł do realizacji. To, w jaki sposób akcentujemy różne słowa, chociażby np. mądrość, rzutuje na to, w jaki sposób rozumiemy i wcielamy w życie to słowo. Skoro mądrość jest naszą, ludzką kolejną możliwością, to warto by było znów się zastanowić nad tym, jak ją rozwijać, jak rozszerzać tę perspektywę – możliwość. Zdobyta wiedza, powinna być użyta i służyć również innym. Przypomina mi się bardzo prosta sytuacja z minionego tygodnia. Błądziliśmy na szlaku, poszukując pewnego miejsca. Po dłuższej chwili i przejściu stosunkowo niedługiego odcinka drogi w przeciwnym kierunku, w końcu metodą prób i błędów, udało nam się odnaleźć to miejsce. Schodziliśmy już z góry, kiedy to na naszej drodze pojawiła się para osób, która dyskutuje ze sobą, stawiając sobie pytania – gdzie jest to, tamto miejsce… Najpierw myśl: „pewnie dojdą do tego, co będę się wtrącał”. Po chwili  pojawia się jednak we mnie pytanie: „a co, gdy też będą błądzili w poszukiwaniu tego, co ja już wiem, gdzie jest?” I odezwałem się do nich, tłumacząc, co, w jakim kierunki się znajduje. Dalszego dialogu już nie było. Dzięki całej tej sytuacji, trzy tory zostały zrealizowane dosłownie w jednym momencie, w jednej sytuacji. Jednak to, na co zwróciłem przede wszystkim uwagę, to „wewnętrzne natchnienie”, które popchnęło mnie do takiego, a nie innego zachowania. Warto być otwartym na takie właśnie momenty, w których pod wpływem „natchnienia”, podejmiemy decyzję o działaniu, które później okaże się najwłaściwszym. Mądrość nie musi pochodzić... czytaj dalej

Działanie

17 Niedziela zwykła – J 6, 1-15 Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.  Powyższy fragment zawsze skupia moją uwagę na Jezusie, który dostrzega potrzebę tłumu i próbuje temu zaradzić.  Mieć inicjatywę, zrealizować ją – to jednak dwa, niekiedy bardzo odległe od siebie bieguny. Pomysł to jedna kwestia, ale jego realizacja to... czytaj dalej

Inna mądrość. (czwarty tydzień – czwarta możliwość)

Można ją zdobyć na różne sposoby. Większość swojego życia poświęcamy na zdobycie teorii, która w różny sposób przydaje się, bądź też nie, w naszym życiu. Jaka mądrość stanowi jednak szczególną naszą możliwość? Jest mądrość, którą rozwijamy przez całe życie. Jedni się jej poddają i próbują swoje życie ukształtować według jej zasad. Są tacy, którzy próbują ją w sobie zagłuszyć, by nie przypominała im o tym, że można jednak żyć inaczej.  Moją myśl kieruje ku tej mądrości, która daje mi możliwość dokonania właściwego wyboru; ku tej mądrości, która wspiera mnie przy rozróżnianiu co jest dobre, a co złe; ku tej mądrości, która sprawia, że moje życie to mocne poglądy, cele i kierunki życia. Ta mądrość która wypływa bardziej z serca; ta Boża intuicja, którą mamy, a której nie możemy przypisać tylko sobie.  MĄDROŚĆ POLEGA NA UMIEJĘTNYM WYBORZE NAJMNIEJSZEJ GŁUPOTY.  Otrzymałem ją, gdy odchodziłem z jednej z parafii. Mała książeczka, zrobiona domowym sposobem przez kilka osób. Pamiątka, która jest wciąż żywa i aktualna, najcenniejsza, bo są w niej spisane historie różnych osób. Żyjąc Ewangelią, tak na poważnie, zawsze znajdzie się sytuacja, w której słowa staną się konkretnym czynem.   „Boża mądrość – niecodzienna teoria” wprowadzona w życie, zawsze tworzy piękne historie – doświadczenia, które są najcenniejszym skarbem do zdobycia.  Pewnie każdy z was słysząc słowo „mądrość” ma różne skojarzenia. Sam jestem ciekaw jakie? Jakie skojarzenia byłyby najczęstsze… Wśród moich kilku skojarzeń, najczęściej odnoszę to właśnie słowo, do tematu doświadczeń, mądrości zdobytej życiem, poprzez konkretne historie z życia codziennego. To, co zdobywamy w życiu codziennym, przez prace, spotkania i rozmowy, przez nasze myśli i pragnienia – to doświadczenia, których nie zdobędziemy w... czytaj dalej

Nie bądź głuchy

Możesz wyłączyć wszystkie urządzenia w domu, a tak niczego nie usłyszysz, bo może się okazać, że hałas nie jest poza tobą, ale w twoim wnętrzu.  Gdy jestem w domu rodzinnym, śmieje się, że „idę się ukulturalnić” – to oznacza, że siadam w pokoju, włączam telewizor i przelatuje po kanałach, przeglądając co obecnie „jest na topie”. Mam świadomość, że jest to dla wielu zabieracz czasu, a przy okazji źródło wielu, bardzo negatywnych emocji. Cieszę się, że już od bardzo wielu lat, nie mam osobiście telewizora i tego, co ewentualnie istnieje wokół tego. Nie jest jednak łatwiej, choć wyraźniej widzę, gdzie tak naprawdę jest w moim życiu hałas.  Kiedy w minionym tygodniu stanąłem wobec zadania związanego z kolejna możliwością, jaką jest słuch – a więc to, co mogę w różny sposób usłyszeć, zdałem sobie sprawę z tego, że obecnie najwiecej hałasu jest w moim wnętrzu i coś z tym muszę zrobić.  Pierwsza rzecz, którą zrobiłem, to zminimalizowałem aktywność w internecie. Nie wstawiałem filmów, których przygotowanie zabiera sporo czasu; rzadko sięgałem po informacje w internecie i nie wdawałem się zbytnio w rozmowy przez telefon. Jednak musisz zdać sobie i ty sprawę z tego, że nie wystarczy czegoś nie robić, by sprawa była załatwiona; konieczny jest jednak krok – działanie, które będzie we właściwy sposób czymś w nas promieniowało.  Nie wystarczy, że wyłączysz telewizor, odłożysz telefon, wyciszysz dźwięk w komputerze. Niekiedy jesteś „zapchany” taką ilością informacji, dźwięków, uczuć, że konieczne jest wewnętrzne wyciszenie. Jak to osiągnąć? Oczywiście oprócz „wyłączenia i izolacji od elektroniki” musisz zacząć słuchać. By tak się stało, najpierw musisz samemu stać się pustym.  Warto zrzucić z siebie te różne sprawy, które nagromadziłeś w... czytaj dalej

Pochwal się Bogu.

16 Niedziela zwykła – Mk 6, 30-34 Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach. Pochwal się Bogu. Nasze życie, w każdej jego części jest misją. Możesz na nie spojrzeć całościowo, przez pryzmat lat, dni, ale możesz też przyjrzeć się jego skrawkom i docenić każdą chwilę i każde swoje działanie. Tydzień – jest takim chrześcijańskim czasem, dobrym do ocen, działań i wyzwań. Od niedzieli do niedzieli – od Eucharystii do Eucharystii… Wciąż coś robisz, niekiedy wręcz usprawiedliwiasz swój brak działania, tym że wciąż coś robisz. Mija tydzień i o czym myśli, co zrobiłeś, co udało cię osiągnąć? Nie masz niekiedy takich tygodni, w których, nagle odkrywasz, że nic takiego się nie stało, nie udało ci się ani zrobić, ani osiągnąć nic niezwykłego, a jednak coś przecież robiłeś. Czy to prawda, że nic nie robiłeś, czy raczej twoje osobiste ograniczenie, że czegoś nie widzisz sprawiają, że dobro ci umyka. Może za bardzo zwracamy uwagę na inne rzeczy, niż na to, co faktycznie robimy. Może dosłowna chwila refleksji, pomoże ci mieć świadomość, że jednak coś zrobiłeś, coś udało ci się osiągnąć. Może takie dosłowne podsumowanie dnia, dało by ci... czytaj dalej

Zasłuchani. (trzeci tydzień – trzecia możliwość)

Często można spotkać ludzi, szczególnie młodych, zasłuchanych… Słuchawki w uszach… Wyłączeni ze świata, włączeni w swój własny świat, tak jakby nie chcieli słuchać, ale jednak czegoś słuchali.  Trudno nawet sobie wyobrazić życie, funkcjonowanie, nie posiadając tej możliwości – słuchania świata, siebie i innych osób. Choć właśnie wkładając w uszy słuchawki, chcemy jakby uciec od zgiełku świata, to chyba jednak coś innego, choć nadal pewnie to ucieczka. Czy mimo wszystko, mamy powody, by coś zagłuszyć, by o czymś zapomnieć, by nie słysząc, nie musieć też czegoś widzieć. Pierwszy wniosek, który mi się nasuwa, a który może stanowić też pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, to skłonność do selektywnego słuchania. Niektórzy mają słuch selektywny – słyszą to, co chcą słyszeć. Selektywność wynika nie tylko z fizycznych ograniczeń słuchowych, bo takie też z czasem, z wiekiem się pojawiają, ale również z braku wrażliwości, która jest częstym ograniczeniem dla naszych naturalnych możliwości. Nasz opór może być spowodowany bardzo różnymi argumentami – warto by było się temu, szczególnie przyjrzeć. Zastanów się: jak reagujesz gdy ktoś cię o coś prosi; jak się czujesz, gdy ktoś cię chwali lub na ciebie krzyczy, wyzywa; jakie są twoje uczucia gdy panuje wokół ciebie całkowita cisza, a jak, gdy pełno wokół ciebie hałasu…? Spróbuj rozeznać te sprawy i szczerze ocenić. „Łatwiej się słucha tych ludzi, którzy żyją tym, co sami usłyszeli w Ewangelii” – to myśl abp Rysia, która jest zachętą do naszego rozważenia tematu, kolejnej naszej możliwości. Żyj tym, co usłyszysz! To mobilizuje do tego, by słuchając siebie, innych, rzeczywiście usłyszeć. Nie rozumiemy często różnych spraw, ponieważ nie słuchamy w taki właśnie sposób, by usłyszeć. Zbyt pobieżne traktowanie różnych spraw, sprawia,... czytaj dalej

Zobaczyłem cud.

Słyszysz o nich w kościele; niekiedy zastanawiasz się być może jakby to było, gdyby coś takiego ciebie spotkało. Może czujesz czym one są faktycznie, a może masz taką wrażliwość, by je dostrzec w swojej codzienności. Towarzyszył mi w minionym tygodniu, bardziej niż zwykłe fragment Pisma Świętego o którym wspomniałem w artykule „Zobaczyć do końca” – „Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach” (por. Mt 21,42; Mk 12,11; Ps 1118,23). Lubię widzieć fragment biblijny w konkretnym życiowem kontekście i zobaczyłem go w trzech bardzo różnych sytuacjach, w minionym tygodniu. Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie Świętym: Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach. Mt 21,42 Pierwszy raz zobaczyłem ten fragment w kontekście trudnej sytuacji, a mianowicie w trakcie pogrzebu. Człowiek buduje swoje życie aż następuje moment, w którym coś się kończy, ale i też zaczyna. Moment przejścia z teraźniejszości w wieczność jest Jego cudem, darem dla nas, który On sprawił, a jest cudem w naszych oczach. Zobaczyłem jak życie człowieka, które samo w sobie jest cudowną konstrukcją, ale i też tajemnicą kończy się i zaczyna coś nowego. Możemy w prosty sposób zmarnować, a nawet zniszczyć życie, jeśli nie będziemy pielęgnować w sobie świadomości, że nasze życie jest cudem, a my tworząc swoją codzienność możemy uczestniczyć w Bożym planie, w cudzie. Pełno jest w nas niepokoju i trudno nam jest rozstać się z ludzkim życiem, trudno oswoić się z odejściem. Musimy sięgnąć bardzo głęboko w siebie, by zobaczyć cud wieczności. Drugi moment, w którym zobaczyłem powyższy fragment biblijny to kontekst ślubów, dwóch różnych par. Zobaczyłem to, zastanawiając... czytaj dalej

Podróż z przesłaniem.

XV Niedziela zwykła – Mk 6, 7-13 Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien». I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich». Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali. Podróż z przesłaniem. Ilekroć zaczynają się wakacje, mam w sobie szczególne pragnienie by wyruszyć w podróż. Innego typu podróż, polegającą bardziej na duchowym doświadczeniu, na odkryciu nowych miejsc i stworzeniu ciekawych sytuacji dyskusji wokół jakiegoś religijnego tematu. Dzisiejszy fragment, większość osób skupia zapewne na tym, co apostołowie mieli zrobić, dokąd pójść, a nie na tym, w jak sposób szli. Może to akurat moje jakieś zaciekawienie sprawia, że to zauważam mocniej. Wysłał ich po dwóch… Podróż wpisana jest w naturę człowieka, w naturę też Narodu wybranego, którego historia często mierzy się z drogą i jej odkrywaniem. Droga jest ich doświadczeniem zmierzenia się z sobą, ale i też z tym, co dzieje się wewnątrz ich pod względem religijnym. Szukają Boga… i nie jest im łatwo rozpoznać Jego obecność pośród nich. Może i nam dzisiaj potrzebny jest taki „Boży spacer” – droga, w której odkryjemy Jego obecność, ale i też odkryjemy to, do czego nas zaprasza poprzez życie. Może... czytaj dalej

Zobaczyć do końca (drugi tydzień – druga możliwość)

Pewnie w ostatnich dniach, wielu fanów piłki nożnej przyklejonych jest do fotela przed telewizorem. Ilu jest takich, którzy patrzą na to z boku, nie pałając tą samą ekscytacją?  Jedni to mają i mogą siedzieć i godzinami oglądać różne mecze i nigdy nie doświadczą nudy. Ale pewnie w wielu domach, już bez zapału, są bierni obserwatorzy, którzy nie widzę już tego samego. Nie tylko ta sytuacja z naszego życia, jest odbierana w bardzo różny sposób, przez różne osoby. Patrzymy, ale nie widzimy… Widzimy, ale nic z tym nie robimy… To nie kwestia wady wzroku lub posiadania dobrego wzroku sprawia, że coś widzimy lub nie. Musi w nas coś zaistnieć, zadziałać, abyśmy zareagowali na to, na co patrzymy. W pierwszą sobotę miesiąca, idąc do chorych z sakramentami, na jednej z ulic Gniezna, przygotowuje się młody człowiek. Układa sobie jakieś siedzisko, kładzie przed sobą kubek, zaczyna stroić gitarę. Niekiedy jestem przy nim, gdy już śpiewa jakąś piosenkę. Nie zatrzymuję się, niczego niestety nie wrzucam, ale zawsze spoglądamy na siebie i wymieniamy się uśmiechem, niekiedy pozdrowieniem. Wielu nawet go nie widzi, albo nie chce go zobaczyć, bo… Musieliby coś wrzucić? Moim uśmiechem się nie nakarmi, nie zapłaci rachunków, ale Go widzę i nie udaję, że jest mi obojętny. Okazuje się, że zobaczyć coś lub kogoś, wcale nie zawsze oznacza to samo. Oczy są dla nas ogromną możliwością – BY ZOBACZYĆ. Jednak nasz wzrok musimy połączyć z wrażliwością i odwagą i…, aby coś jednak uczynić. To, że coś widzimy, to jedna sprawa, ważna możliwość, ale okazuje się, że wzrok zawsze musi się z czymś połączyć, by zadziałać w odpowiedni sposób. Przyglądając się temu kolejnemu... czytaj dalej

Malarz i Pastor – nie przyzwyczajaj się.

By rozwijać swoje możliwości, trzeba stawiać czoła swoim wadom. Warto zastanowić się nad tym jaka cnota może poprowadzić nas do rozwoju. Stawiając czoła ograniczeniom, wadom, jeszcze bardziej poznasz swoje możliwości. Przyzwyczajenie… Pod jakimś filmem byłego Pastora, o Eucharystii, znalazłem komentarz: „jeszcze nikt mi tak nie wytłumaczył Eucharystii”. Po obejrzeniu filmu, z jakże ogromną pasją wyrażającego temat, pierwsze wrażenie jakie miałem, to właśnie odkrycie, jak może jakiś temat stać się powszedni i jak bardzo możemy się do pewnych spraw przyzwyczaić. Może właśnie to, co robisz, za co jesteś odpowiedzialny, jakie masz możliwości, stało się już na tyle powszednie, że nie dostrzegasz w tym niczego nadzwyczajnego, a przez to gasisz swoje faktyczne możliwości. Może to jakiś sposób na odkrywanie swoich możliwości, poprzez przeciwstawienie się monotonii, rutynie, powszedniości… Może obecnie jest ci trudno uwierzyć w to, że ty sam, twoje ciało, może być narzędziem niezwykłych możliwości. Spójrz może z innej perspektywy, może odkryj nową fascynację wobec tego, co robisz. Może spójrz na innych, poszukując inspiracji. Może odzyskaj swoje pierwotne motywacje dla swojego działania.    Mija pierwszy tydzień, naszego dziewięcio tygodniowego projektu: „możliwości”. Coś cię zatrzymało, zafascynowało? Co czynią bardziej świadomie twoje dłonie, jakie możliwości otworzyły się przed tobą w obecnym czasie? Przypatrywałeś się temu, co tworzą twoje dłonie, co tworzą inne osoby?   Przez kilka ostatnich dni, miałem okazję przypatrywać się malowaniu w domu moich rodziców; pracy rąk innej osoby, która ze starannością odświeżała ściany. Pewnie każdy, by mógł pomalować małe mieszkanie – nie byłaby to jakaś skomplikowana sprawa. Ale jednak – po coś są fachowcy. Ktoś ma tą umiejętność, może nawet jakieś wykształcenie w tym zakresie… Może nam się wydawać, że... czytaj dalej

Skąd to u Niego?

XIV Niedziela zwykła – Mk 6, 1-6 Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał. Skąd to u Niego? Czytając powyższy fragment Ewangelii, większość z nas może się z nim w jakiś sposób utożsamić, bo któż z nas nie był w jakiś sposób odrzucony przez najbliższych… Za co nas odrzucili? Na zewnątrz naszego naszego życia, widać działanie, które jest owocem tego, co dzieje się wewnętrz nas. Niekiedy jest to owoc wielkich walk, rewolucji które się w nas z jakiegoś powodu dokonują, zmian dokonanych przez sytuacje, myśli, przez samego Boga. Pytanie: „skąd to u Niego?”, nie powinno być oskarżeniem, zazdrością, czy oceną. Raczej właściwą ciekawością, pragnieniem poznania założeń drugiej osoby. Ciekawość powinna wypływać z tego, że pragniemy poznać, co właściwie dokonało się w konkretnej osobie, że jest tym kim obecnie jest. Każdy z nas powinien przyjmować każdą osobę, jako dar. Jego historia, wewnętrzne rewolucje, mogą być ciekawymi historiami, które mogą nas wiele nauczyć. Skoro spotkasz się z... czytaj dalej

VII-VIII/2018 – możliwości

Tworzy się tematycznie swoista mapa człowieka. Co nas tworzy? Co charakteryzuje nasze życie? Co rodzimy swoją postawą, życiem? Co zbieramy każdą częścią swojego życia? Wakacje, nie dla wszystkich, ale w tym czasie wielu z nas doświadczy jakiejś chwili wytchnienia dzięki urlopowi. Zachęcam was przez ten czas wakacyjnych miesięcy (przez 9 tygodni), abyśmy kolejne tygodnie wykorzystali do odkrywania siebie, swoich możliwości, działań, ale może nade wszystko owoców swojego życia.   w ramach wstępu – Możliwości 1 punkt na mapie – pierwsza możliwość – dłonie dobrze gdy są puste Malarz i Pastor – nie przyzwyczajaj się (podsumowanie tygodnia)   2 punkt na mapie – druga możliwość – oczy Zobaczyć do końca Zobaczyłem cud. (podsumowanie tygodnia)   3 punkt na mapie – trzecia możliwość – słuch Zasłuchani Nie bądź głuchy. (podsumowanie tygodnia)   4 punkt na mapie – czwarta możliwość – mądrość Inna mądrość.  Pod natchnieniem (podsumowanie tygodnia)   5 punkt na mapie – piąta możliwość – nogi Gdzie mnie nogi poniosą Usiądź przed podróżą (podsumowanie tygodnia)   6 punkt na mapie – szósta możliwość – sumienie Wrażliwość Pozwól się znaleźć (podsumowanie tygodnia)   7 punkt na mapie – siódma możliwość – serce Włóż w to serce Impuls (podsumowanie tygodnia)   8 punkt na mapie – ósma możliwość – codzienność Znaczenie codzienności. Na nudę nie mogę narzekać. (podsumowanie tygodnia)   9 punkt na mapie – dziewiąta możliwość – przyszłość Odważnie w przyszłość. Ostatni tydzień. (podsumowanie tygodnia)  ... czytaj dalej

Możliwości

Każdy je ma – czy to większe, czy mniejsze. Może nam się wydawać, że jesteśmy bardzo ograniczeni i że nie posiadamy możliwości. Spójrzmy zatem na ten temat możliwości i odkryjmy jakie posiadamy. Temat na ten czas musi być spokojny, ale jednak mimo wszystko ważny. Może nie wszyscy będą się cieszyć wolnym, wakacjami lub urlopem, ale jest coś ogólnie w powietrzu, że ten czas jest przez nas inaczej przeżywany niż pozostałe miesiące. Wszystkim, w jakiś sposób, udziela się jednak czas wakacji. Sam się niekiedy przyłapuję na użyciu stwierdzenia: „kiedyś, gdy będę mógł coś zrobić…”, które to stwierdzenie słyszę z ust innych osób. To stwierdzenie, ukazuje że dokonujemy pewnej oceny siebie, swoich możliwości i z powodu braku jakichś predyspozycji, odkładamy realizację kolejnego zadania. Czy musimy wszystkie „niemożliwe” sprawy, odkładać na kiedyś, na moment, w którym według nas, będziemy mieć właściwe możliwości? Czy dziś ich już nie mamy, tylko ich po prostu nie dostrzegamy? Każdy z nas, w większym, bądź mniejszym stopniu, ale powinien na pewno, wierzyć w to, że Bóg stworzył każdego z ogromną paletą możliwości. Spotykają mnie, co chwilę sytuacje, w których dostrzegam przeróżne możliwości ludzi. Właśnie gdy piszę ten artykuł, przypomniał mi się niedawno poznany starszy pan. To, co w nim przykuło moją uwagę, to jego zachowanie. Wydawałoby się niby zwyczajne, ale jedno coś w nim było, co mogło zainteresować. Elegancko ubrany, zachowanie dżentelmeńskie, uprzejmy, pomocny, słowa wyważone i stonowany, kulturalny; odnosił się do młodej osoby z ogromnym zatroskaniem. Dystyngowany pan, który ogólnie swoim zachowaniem był inny, niż na codzień spotykam osoby. Mnie ta osoba, swoim zachowaniem zatrzymała i zastanowiła. A dalsze myśli poszły w kierunku „9 możliwości”, które... czytaj dalej

DOBRZE GDY SĄ PUSTE. (pierwszy tydzień – pierwsza możliwość)

Większość naszych dzieł, stworzonych jest przy udziale naszych rąk. Trudno wyobrazić sobie uczynienie jakiegoś dobra, bez tego prostego, a jakże ważnego narzędzia. O czym świadczą twoje dłonie?  1 punkt na mapie człowieka Witając się z różnymi osobami, dotykając ich dłoni, mamy zapewne różne wrażenia. Czujemy jak niekiedy są zniszczone i szorstkie od pracy; innym razem delikatne i zadbane; innym razem bardzo małe, kruche należące do dzieci, lub kobiet. Tak przeróżne, świadczące o innych doświadczeniach, historiach. Dłonie są przedłużeniem ludzkich serc. Już tutaj możesz się zastanowić nad kondycją swoich rąk i co to faktycznie dla ciebie oznacza, o czym to świadczy. Oczywiście to może być bardzo subiektywne, gdyż stan dłoni nie musi być wcale świadectwem czegokolwiek. Może, ale nie musi… Wiecie pewnie o co mi chodzi. Może nie masz takich „rozkmin” i nigdy nie zatrzymywałeś się nad tematem rąk i ich możliwości. Może to nie jest jakiś mega temat twoim zdaniem, który by cię wciągnął, bo jesteś bardziej pragmatykiem niż filozofem i nie zastanawiasz się nad takimi sprawami, bo być może wydaje ci się to zwyczajnie bzdurą. Chciałbym cię jednak wciągnąć w ten temat, by przekonać cię o sile, którą posiadasz i którą, jeśli we właściwy sposób wykorzystasz, możesz sięgnąć wielkich rzeczy. Zanim przyjrzysz się swojemu życiu, poświęć znaczną część tego tygodnia, by poobserwować innych. Dosłownie i w przenośni. Spoglądaj na tych ludzi, którzy towarzyszą ci w tej właśnie chwili – co czynią ich ręce… To fascynujące, jak wielu ludzi, tak bardzo podobnych do siebie, w tak przeróżny sposób wykorzystują to niezwykłe narzędzie, jakim są ich ręce. Można zafascynować się prostymi sprawami. Może właśnie to jest ten moment i ta... czytaj dalej

Bóg i trudności.

Nie chciałbym byśmy ten temat, w naszym myśleniu sprowadzili tylko do twierdzenia: „jak trwoga to do Boga…” Może jest inny, właściwszy klucz do połączenia tych rzeczywistości. Warto własne cierpienie, trudności, które przeżywasz, odczytać w świetle osoby Jezusa. Trochę niezdarne jest twierdzenie, że trudność to „wola Boża”. Zbyt mało jasne może być wyjaśnienie, że wszelkie zło jest konsekwencją grzechu pierworodnego, a więc tego, co zrobili Adam i Ewa, z zakazanym owocem. Właśnie dlatego warto spojrzeć na trudności Jezusa, które On sam przeżywa i odnaleźć być może wskazówki wobec tego, co my moglibyśmy zrobić, kiedy przeżywamy jakąś trudność. Pierwsza rzecz, która będzie wymagać od nas chwili zastanowienia i działania, to postawienie sobie pytania: CZY JEZUS CIERPIAŁ? W jakich ewentualnie sytuacjach dostrzegasz Jego cierpienie? Na pierwsze pytanie wciąż odnajduje różne odpowiedzi, ale tak bardziej świadomie zacząłem się nad tym zastanawiać, gdy usłyszałem historię pewnej osoby, obecnie która oczekuje zakończenia procesu beatyfikacyjnego, w której to historii, zostało jej postawione pytanie: „jak sądzisz, w jakim momencie życia Chrystusa, cierpiał On najbardziej?” Ona wówczas odpowiedziała, że: „kiedy modli się w Ogrójcu”. Na to osoba, która zadała jej pytanie, powiedziała: „cierpiał najbardziej, gdy krzyczał na krzyżu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. To zdarzenie spowodowało w niej niezwykłą przemianę i wybór Chrystusa, jako „Opuszczonego”. To zdarzenie mnie zaciekawiło i próbowałem duchowo przetrawić wszystkie te sceny, w których wyraźne jest cierpienie Jezusa. Sceny, które nas najbardziej przekonują o cierpieniu, to na pewno scena modlitwy w Ogrójcu, oraz wszystko, co związane jest z krzyżem. Jednak, są też sceny innego typu, w których można domyślać się obecnego w Jezusie cierpienia, jak i również je zobaczyć. Na pewno są to... czytaj dalej

Ach te twoje problemy.

Często mimowolnie porównujemy swoje problemy z innymi osobami i na odwrót. Mamy wrażenie, że nasze problemy są trudniejsze, mniej zrozumiałe, zbyt trudne do udźwignięcia. Skąd się bierze takie nasze myślenie? Pierwsze wrażenie, które posiadamy, gdy doświadczamy jakiejś trudności, to kwestia ciężaru sytuacji. Mamy wrażenie, że to, czego doświadczamy osobiście jest trudniejsze, niż to, co ewentualnie przezywają inni, nawet, gdy dotyczy to takiej samej sytuacji. Przez to, że „ważymy” sytuacje, dlatego też często je oceniamy. Brak obiektywności w ocenie sytuacji, sprawia że pewne sytuacje bagatelizujemy, a inne znów uznajemy za przesadnie trudne. Jedna i druga postawa może prowadzić do różnych zagrożeń, które w konsekwencji mogą pogorszyć naszą sytuację. Każda trudność to ostrzeżenie, które w odpowiedni sposób powinniśmy mimo wszystko uwzględnić w swoim życiu. Odnosząc swoją codzienność, przeżywaną trudność do innych osób, raczej nie znajdziemy właściwego rozwiązania. My sami musimy stawić czoła trudnościom i szukać zarówno właściwych ocen, jak i też konkretnych rozwiązań. …nie jest tak źle, …mogłoby być gorzej, …dlaczego ja muszę to przeżywać – to jedne z wielu różnych możliwych reakcji wobec trudności. Widać w tych odpowiedziach niekiedy pozytywny, a niekiedy negatywny element naszych ocen. Nasz sposób myślenia i odczytywania świata, która nas otacza, ma ogromny wpływ na to, jak pewne rzeczy postrzegamy. Tak funkcjonujemy, jesteśmy stworzeni by bardziej postrzegać innych, niż siebie. W naturalny sposób możemy obejrzeć praktycznie całe swoje ciało, prócz twarzy (oczywiście bez lustra). Może dlatego, nie widząc swoich reakcji, łatwiej jest nam oceniać krytycznie innych, a siebie usprawiedliwiać. Stąd problemy innych zawsze oceniane z zewnątrz, będą widziane przez nas w zupełnie inny sposób, bardziej krytycznie. Względem siebie, skoro nie dostrzegamy siebie tak konkretnie, wówczas łatwiej... czytaj dalej

Trudność jak „skrzyżowanie”

Wobec wszelkich trudności, które przeżywam, bardzo często zadaje mnóstwo pytań. Ciekawi mnie dlaczego tak jest, że te sytuacje prowokują mnie do stawiania częściej pytań i szukania na nie odpowiedzi, niż normalne sytuacje. …masz wiele możliwości rozwiązań. Wszystko zależy od postawienia sobie właściwych pytań i od własnych chęci. Trudność, gdy się pojawia w naszym życiu, albo bardzo nas spowalnia, albo wręcz zatrzymuje nas, stawiając przed nami ścianę ograniczeń. Ten czas, gdy trudność najpierw pojawia się w naszym życiu, a później jakby zrasta się z naszym życiem codziennym, stanowi etap, w którym stawiamy często i bardzo wiele pytań. Początkowo, związane to jest często z nie akceptacją pewnych sytuacji, a później, gdy już się oswoimy w jakiś sposób, zaczynamy szukać zasadnych pytań, by we właściwy sposób przeżyć jakieś trudności. Zastanów się, ile razy przeżywane przez ciebie trudności skonstruowały jakieś konkretne pytania, które stały się dla ciebie, w jakiś sposób pomocne. Czy nie jest często tak, że właśnie te trudne sytuacje, zmuszają do stawiania pytań i do szukania na nie odpowiedzi? Pewnie jest wiele pytań, które by się w ogóle nie pojawiły w naszym życiu, gdyby nie właśnie te trudne sytuacje. Trudność – pytania – odpowiedzi… to proces kształtujący się w szczególnych momentach naszego życia, który w wielu przypadkach jest wręcz newralgiczny dla nas, dla naszego życia. Życiowe pytania, na rozdrożu dróg, jak na skrzyżowaniu, dają nam różne możliwości wyboru i decyzji. Trudność początkowo stawia nam problem, polegający na braku odpowiedniej wiedzy, pozwalającej nam objąć, przynajmniej rozumem, daną sytuację.  Poznając, zdobywając odpowiednią ilość wiedzy, człowiek wkracza na inny poziom przeżywania trudności. Dzięki temu, trudność nie jest sytuacją, którą chcemy tylko zwalczyć, ale patrzymy... czytaj dalej

Znaleźć coś pozytywnego.

Kiedy przeżywamy trudność, bardzo trudno jest nam zobaczyć coś pozytywnego. Samo może wydarzenie nie będzie może nigdy pozytywne, ale to do czego nas zaprowadzi już takie może być. Skoro coś jest trudnością, to wydaje mi się, że trudno znaleźć w tym coś pozytywnego. Jeśli jednak przeżyjemy jakąś trudność, i to zaprowadzi nas do jakiś konkretnych rezultatów, które będą już dobre dla nas, to wówczas można zobaczyć coś pozytywnego. Stąd, by doświadczyć czegoś pozytywnego, dobrego, musimy jakąś trudność mimo wszystko przyjąć i we właściwy sposób przeżyć. Myślę, że wielu może być przerażonych tym, że aby coś zyskać, muszę przeżyć jakąś trudność. Szukamy pewnie nie jeden raz sposobu na to, by coś zyskać bez przeżywania trudności, ofiary… Kilka dni temu, gdy pojawił się ten temat na stronie, pojawił się komentarz: „czy można pogodzić się z trudnościami”, na który jedna z osób odpisała: „nie można tylko trzeba…” Zastanawiam się wciąż nad tą kwestią, czy pojawiające się trudności w naszym życiu, musimy przyjmować, akceptować, czy możemy czasami, niektóre z nich odrzucić. Wszystko możemy, mamy całkowitą wolność, dlatego wybór należący do nas, jest naszą możliwością. Myślę, że każdy z nas, stając przed jakąś trudną sytuacją, ocenia jej walory – zastanawia się czy jej podoła, czy jest ona warta zaangażowania, czy nie wyrządzi osobie jakiejś szkody. Trudno jest jednoznacznie wyznaczyć które trudności należy przyjąć, a które należy odrzucić. Warto uczyć się spoglądać przez konkretną trudność, na swoją przyszłość… Sama trudność, jak już wspominałem, nie musi być pozytywna, ale jej przeżycie – przyjęcie, może sprawić, że coś pozytywnego uda nam się osiągnąć lub zrealizować. Wizja tego, co mogę otrzymać, przez przeżycie jakiejś trudności, zrozumienie – odkrycie okazji,... czytaj dalej

Źródło problemów.

Czy dałoby nam coś to, że obwinilibyśmy kogoś za swoje problemy? Czy zrzucenie na coś lub kogoś odpowiedzialności za nasze trudności uzdrowi sytuację? Co jest zatem źródłem tych spraw i co może nam dać świadomość tego? Nasze życie często chcemy sprowadzić do prostych rozwiązań. Rozwiązania te polegają na skrajnych ocenach i ogromnej krytyce. Krytykujemy ludzi, oceniamy sytuacje, licząc na to, że uda nam się w końcu coś w naszym życiu naprostować. Jednak krytycyzm, któremu ulegamy powoduje, że notorycznie czymś się denerwujemy, irytujemy. Wszystko, co złego nam się wydarza, oceniamy jako następstwo działania innych ludzi, zewnętrznych sytuacji. Próbujemy się oszukać, że wina leży tylko po stronie zewnętrznych czynników. Wiemy, że jest to nieprawdą, ale mimo wszystko wolimy się nadal oszukiwać. Kiedy w różnych kręgach rozmawiam o różnych trudnościach, bardzo często jako źródła trudności, problemów pada jedna odpowiedź, której też sam często używam – jest to kwestia rodziców – tego jak wychowują, których brak lub ich niedoskonałości są źródłem wszelkich trudności, młodych osób. Również mi udziela się taka odpowiedź, a sam wiem, że taka odpowiedź jest raczej sloganowym rozwiązaniem, pustą oceną, a nie realnym źródłem powodów naszych trudności. Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli wskazanie problemu, byłoby takie proste, to co dalej? Dlaczego trudności się nie zmniejszają? Rzucenie sloganu nie rozwiązuje trudności, stąd mimo wskazania źródła trudności, sprawy nie ulegają zmianie. Niestety powodów naszych trudności jest znacznie więcej, niż tylko jedno źródło. Wydaje nam się, że wskazanie jakiegoś źródła trudności, rozwiążę sprawę. Niestety tak nie jest, a samo wskazanie źródła, niczego jeszcze nie rozwiązuje. Oczywiście potrzebuje właściwej wiedzy na temat tego, co może być ewentualnie źródłem trudności, ale nade wszystko bardziej potrzebujemy sposobu... czytaj dalej

VI/2018 – supełki

Trudność przeżywa każdy człowiek. Zastanawia mnie to, czy potrafimy faktycznie dostrzec konkretny problem i jakoś próbujemy im przeciwdziałać? Zrozumienie tego co przeżywasz + odwaga mówienia o tym = konkretne rezultaty.  -> obejrzyj wprowadzenie filmowe do tematu tego miesiąca   SUPEŁKI – metoda na problemy. Lista problemów. Źródło problemów. Znaleźć coś pozytywnego. Trudności jak „skrzyżowanie”. Ach te twoje problemy. Bóg i trudności   czarno na białym – projekt o trudnościach... czytaj dalej

SUPEŁKI – metoda na problemy.

Supełki są symbolem zagmatwanych sytuacji w naszym życiu – które towarzyszą nam w codzienności i nie chcą nas niekiedy w żaden sposób opuścić. Jak rozsupłać swoje życiowe supełki? Inspiracją dla tego tematu w tym czasie, był obejrzany przeze mnie serial pt. „13 powodów”. Dość głośny i wywołujący przeróżne opinie w USA film z ważną myślą, strukturą spraw opisywanych przez poszczególne młode osoby, biorące udział w jednym wydarzeniu. Nie będę zdradzał fabuły filmu, bo wydaje mi się, że warto go obejrzeć, aby chociażby samemu wydać własną opinię. Sprawy trudne, nie zawsze takie muszą być. Sam fakt, że może spoglądałeś na czyjeś problemy z zewnątrz – tylko jako obserwator, pozwoliły ci sądzić, że sprawa wydaje się prosta do rozwiązania. Czasami wydaje się, że wszystkie problemy innych osób, z akcentem na „innych”, wydają się prostsze do rozwiązania, niż te, które my mamy. Skomplikowane stają się wówczas, gdy zaczynają dotyczyć nas osobiście. Mimo, że są to często takie same problemy, to łatwiej jest nam doradzać innym, niż samemu się do czegoś przekonać. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że wobec innych jesteśmy od czegoś bardziej wolni, a gdy sprawa dotyczy nas, to przede wszystkim brak wolności sprawia, że jesteśmy w konkretnej sprawie wręcz sparaliżowani. Życiowe supełki, mniejsze lub większe, towarzyszą nam w zasadzie każdego dnia. Trudności nie muszą oznaczać tylko „wiatru w oczy” – sytuacji nam przeciwnych. Może to być jakiegoś rodzaju wyzwanie wobec którego stoimy, w sensie spraw osobistych, szkolnych lub zawodowych. W stawianiu czoła swoim trudnościom, na pewno powinno nam zależeć na obiektywności – na zdrowym dystansie, który uspokoi nasze emocje, opanuje pragnienia i ambicje, i da nam właściwą siłę do działania. Trudności... czytaj dalej

Świat innej wrażliwości.

Każda osoba, która dotąd nam towarzyszyła, oprócz innych kolorów życia codziennego, wyróżniała się też inną wrażliwością. Każdy z nas, w jakimś sensie jest artystą w swoim życiu. Kolejny kolor, to jeszcze inna wrażliwość wobec codzienności. Nasza codzienność ma różne kolory. Odkrywamy je, dzięki naszej wrażliwości. Trochę tak jest, że tworząc nasze życie, jesteśmy artystami i kreatorami różnych wydarzeń. Wrażliwość sprawia, że z większą lub mniejszą intensywnością wpływamy na nasze życie. Rozwijając swoją wrażliwość, mam ogromny wpływ na „artyzm swojej codzienności”. My sami jesteśmy „arcydziełem w ręku Boga”, dlatego jest w nas naturalnie artyzm, który sprawia, że to, co my tworzymy, staje się szczególne i piękne. Bądźmy bardziej świadomi swojej „artystycznej duszy”, a bardziej sprawimy, że dzieła przez nas realizowane, również nabiorą ponadczasowej wartości.  Otrzymujemy szczególną wrażliwość duszy, która sprawia, że nie przechodzimy obojętnie wobec jakiegokolwiek piękna. Mamy ten szczególny przywilej, że możemy być twórcami swojej nieprzeciętnej codzienności. W kolejnym kolorze, świadectwie życia kolejnej osoby, dostrzeżemy zaproszenie również dla nas, byśmy w taki sposób, jaki możemy, stali się artystami w naszej codzienności.   Kiedy przyjęłam zadanie, które dotyczyło napisania tego artykułu, nie sądziłam, że tak długo będę z nim zwlekać. Zazwyczaj realizuję to, czego się podejmuję, w miarę szybko… Tu się tak nie stało – na ostatnią minutę… świetnie. Ale już teraz wiem – ten czas był mi potrzebny, żebym przekazała istotę swojego koloru. Może zacznę od początku. Zawodowo zajmuję się muzyką, chociaż mam wrażenie, że jest jej w moim życiu coraz mniej. Zawalam się papierkami, biurokracją, rzadko bawię się dźwiękiem. A szkoda. Chociaż na swoją pracę nie mogę narzekać. Przyjmijmy, że robię to, co lubię.  Prywatnie jestem żoną i... czytaj dalej

Być dla innych.

Jak nazwać postawę jednej osoby, która poświęca się na rzecz innych? Służba? Ofiara? Powołanie? Może szaleństwo?  Każdy z nas jest w pewnym sensie darem dla innych. Może to być jedna chwila, jedno wydarzenie – które z uwagą poświęcimy jakiejś osobie. Może to być świadome poświęcenie się na rzecz innych osób. W końcu może stać się to wręcz życiową misją – powołaniem – być dla innych. Nie trzeba być księdzem, ani zakonnicą, by być dla innych osób. Może właśnie, kiedy czyni to człowiek nie związany z powyższymi stanami, staje się to jeszcze piękniejszą służbą – symbolem daru z siebie dla innych. Opieka nad chorymi, starszymi, żyjącymi samotnie – może to być misja dla każdego. Jednak nie wszyscy mogą, chcą, być w ten sposób darem dla innych. Może właśnie z tego względu kolejny kolor życia, niby zwyczajny, ale jednak z jakiś konkretnych powodów szczególny, może być dla nas kolejną inspiracją. Mam ogromne zaufanie i wierzę w to, że każdy kolor, który przedstawiłem wam w majowym rozważaniu, odnieśliście w jaki sposób do swojego życia, swojej codzienności. Dzisiejszy kolor, to SŁUŻBA. Sam jestem ciekaw, do czego was to krótkie świadectwo zachęci. Patrząc na moje życie, mogę stwierdzić że ma ono wiele barw. Każdy spotkany człowiek, wnosi w nie swoje piękno, swój szczególny kolor, który ubogaca każdy dzień. Nieraz nie są to relacje łatwe, nieraz są łzy i ból i wszystko wydaje się szare. To te trudne chwile też są potrzebne i wbrew pozorom piękne, bo sprawiają, że dojrzewam w człowieczeństwie, w byciu bardziej „dla”. Z biegiem lat widzę, jak ja, osoba żyjąca samemu, mogę wnosić w ten świat wiele dobra. Moja praca jest ... czytaj dalej

Nie taki znowu czarny.

Są symboliczne skrajności związane z kolorem czarnym. Bo choć kojarzy nam się z czymś negatywnym – np. czarny charakter, to jednak ten kolor, najczęściej skojarzony z księżmi albo z kominiarzami, na widok których chwytamy się za guziki, by „złapać szczęście”. Czy zatem kolor czarny, to dalej negatywny kolor? Nie twierdzę, że jest to grupa ludzi, którą trzeba za wszelką cenę chronić, aczkolwiek chłopaki mają sporo ataków… Często hasło: ksiądz, to raczej negatywny temat. Zastanawia mnie to, dlaczego tak się negatywnie wypowiada na temat tych „czarnych” – czy rzeczywiście są tacy źli i nie ma wśród nich dobrych, górujących przykładów? Choć sporo jest w tym kręgu rzeczywiście „czarnych charakterów”, to wydaje mi się, że bez większego wysiłku, udałoby się każdemu z was, powiedzieć jednak coś pozytywnego o którymś z nich. Poniższa historia jednego z księży, w moim odczuciu, przejawia się często trudnymi kolorami życia. Zwróć jednak uwagę na pozytywne kolory w tej historii życia i pomyślcie o tym, co pozytywnego ukrywa się za słowem ksiądz i jego życiem. Być może ta historia pozwoli wam zobaczyć coś z innej perspektywy. Historia życia tej osoby, jak i też innych, które występują w majowym temacie, pozwalają nam zrozumieć bardzo ważną rzecz, a mianowicie – każdy kolor, jakąkolwiek historię opisuje, jest szczególnym darem, a człowiek który się nim posługuje, musi koniecznie to zrozumieć, aby wypełnić swoje życie w najlepszy sposób, jaki tylko jest to możliwe. Próbą tego miesiąca jest nie tylko przedstawienie kilku osób, nie tylko przybliżenie ich kolorów codzienności, ale nade wszystko to, by ZATRZYMAĆ SIĘ BY ZROZUMIEĆ DRUGĄ OSOBĘ, kimkolwiek ona jest.  Poznajmy zatem dziś kolejny kolor, księdza i jego codzienność… Pamiętam... czytaj dalej

Miejsca nas zmieniają.

Czy jest jakieś miejsce za którym tęsknisz, do którego chciałbyś powrócić? Przezywamy w różnych miejscach ciekawe historie, które wpływają na nas bardzo mocno. Niekiedy, jedno miejsce, jedna historia, ustawia całe nasze życie. Nasze życie jest przygodą. Niekiedy uczestniczymy w tym tylko, co przyniesie nam życie, a niekiedy sami stwarzamy różnego rodzaju okazje, które czynią z naszej codzienności rzeczywiście ciekawszą przygodę. Mamy takie pragnienie, by coś przeżyć, zobaczyć, poczuć. Nie wystarczy nam tylko to, by o czymś usłyszeć, czy zobaczyć jakiś filmowy reportaż. Chcemy na własnej skórze o czymś się przekonać, coś sobie też przy okazji udowodnić. To, w jaki sposób stwarzamy naszą codzienność, świadczy o naszych pragnieniach, umiejętnościach i charakterze. Miejsca ddo których wędrujemy, by coś przeżyć, uczą nas, naszego życia nowych doświadczeń. Odkrywamy dzięki takim miejscom, nie tylko to, kim jesteśmy, ale nade wszystko to, kim możemy być, kim możemy i powinniśmy się stać. Kolejny kolor życia, to „wolontariat na misjach”. Spójrzmy na tą przygodę życia. Może na nowo odkrywając swoje miejsce, swoje szanse na życie. Zawsze myślałam, że to ja mam marzenie aby pojechać na wolontariat. Dać innym siebie i swoją miłość, nieść radość i nadzieję. Jednak już po pierwszych dniach spędzonych w Kenii okazało się jakie to było mylne myślenie. To wcale nie było moim marzeniem, to było marzeniem tych których spotkałam.  O wyjeździe do Afryki tak całkiem na poważnie myślałam już od dłuższego czasu. Aż w końcu zapadła decyzja dokąd i kiedy pojadę. Nie jechałam z żadną organizacją, także wszystko musiałam pozałatwiać sama. Po roku przygotowań i załatwiana mnóstwa rzeczy z niedowierzaniem i lekkim strachem bo przecież wyjeżdżałam sama, znalazłam się w niewielkiej miejscowości w... czytaj dalej

Zamknięte, ale otwarte.

Patrząc na nie z boku, czasami ich życie nas zdumiewa, a innym razem przeraża. Pełne poświęcenia, z niezwykłą energią, zawsze widoczne i wyodrębniające się z tłumu. Z tego świata, ale czy na pewno? Pewnie wielu z nas, w najmłodszych latach, pierwszy kontakt z rzeczywistością Kościoła nie miało dzięki księdzu, a raczej dzięki siostrom zakonnym. Dziś temat modny, choć bardziej z tego powodu, że są często niedoceniane, czy przez niektórych nawet niewłaściwie traktowane, a nie ze względu na ich służbę Bogu. „Mrówki Boga” – dziwnie mi się jakoś skojarzyło, ale chyba to ze względu na ich działanie to porównanie staje się właściwe.  Zastanawiający jest temat powołania. W wyobraźni wielu ludzi bardzo ograniczony. Powołanie to nie tylko stan duchowny, zakonnik lub zakonnica. Powołanie to misja, którą swoim życie ma wypełniać człowiek. Tutaj swoje miejsce znajdzie każdy. Powołanie jest na pewno darem, bo różnorodność niepowtarzających się kolorów, wciąż mnie zdumiewa. To dar, który ma gdzieś swój początek; gdzieś konkretnie dojrzewa i gdzieś, w jakimś czasie, przychodzi moment rodzenia owoców. W różnych odcinkach czasu przychodzą też różne ciemności i nowe promienie. Poznajmy inny świat, inne kolory.   Dziś, czytając poniższy tekst, chciałbym cię zaprosić do świata kolorów Siostry Miłosierdzia.   Życie ma tyle barw, ile potrafisz w nim dostrzec. Każdy jest ważny, spełnia swoją określoną rolę- nadaje naszemu życiu niejako kierunek „ w kolorach życia” jest ukryte piękno naszego rozwoju, wzrastania, upadania, podnoszenia się i ciągłego odkrywania siebie na nowo. W moim życiu stopniowo w świetle Słowa Bożego mogę odkrywać mój dar bycia człowiekiem, kobietą, siostrą, nauczycielką, matką. Kiedy cofnę się nieco do przeszłości to przypomina mi się temat mojego wypracowania z 4... czytaj dalej

Strategia życia razem.

Małżeństwo przez wielu niestety jest traktowane jako niemodne. Młodzi patrzą na tę rzeczywistość z przymrużeniem oka. Czyżby nie mieli pięknych obrazów małżeństwa, właściwych wzorców? Może właśnie to jest ten problem? Poznajcie kolejny kolor życia.   Wybór sposobu życia jest dziś dla każdego człowieka nie lada trudnością. Co zdecydować; jaki wybór podjąć – dylematy wielu młodych osób konfrontują się z ich własnymi ideami, jak i też z osobami dorosłymi, które je otaczają. W wielu przypadkach trudno na kogoś liczyć, a szczególnie na pomoc w rozeznawaniu swojego życiowego powołania. Choć trudno rozeznać swoje życie i poddać je bardzo ograniczonej metodzie „plusów i minusów”, to jednak chciałbym was, właśnie w takie zadanie wciągnąć.  Zanim zaczniesz czytać dalej, weź do ręki kartkę, długopis i zrób tabelkę: po jednej stronie narysuj  „+” a po drugiej stronie „-„. Temat tabelki: moja przyszłość – być może małżeństwo. Wiem, że to banalny sposób, ale lepiej zacząć chociażby od słabych metod, niż nie myśleć wcale. Ufam, że zrobiłeś powyższe zadanie i właśnie trzymasz w dłoni, jakieś rezultaty swojej pracy – może jesteś przekonany, a może właśnie okazało się, że masz więcej minusów – wątpliwości, obaw, niż realnych planów do realizacji. Szukanie jest bardzo ważnym elementem dla naszej codzienności. Patrząc na życie innych, można bardzo wiele się nauczyć. Szukając wzorów, przykładów życia codziennego, być może odnajdziemy potrzebną nam odwagę, by we właściwy sposób zdecydować o swoim życiu. Zachęcam was byście poznali kolejny kolor życia, z perspektywy męża, ojca. Może to krótkie podsumowanie, stanie się i dla was jakąś inspiracją. Zawsze twierdzę, że żywe świadectwo daje znacznie więcej, niż jakakolwiek teoria. Ważne, abyśmy podejmując decyzję, wybór, czuli to jako zaproszenie,... czytaj dalej

Krok w przyszłość?

Powaga sytuacji, czy odpowiedzialność za przyszłość? Co sprawia, że atmosfera wokół egzaminu dojrzałości jest taka napięta? Spróbujmy w tym czasie szczególnym dla maturzystów poznać kolor życia jednej z takich osób.   Każdy z nas przeżywał w swoim życiu, jakieś pierwsze ważne i odpowiedzialne wydarzenie. Tych wydarzeń jest pewnie całe mnóstwo, wszystko zależy od tego, jak podchodzimy do życia, jakie ono jest i czego pragniemy tak faktycznie od swojego życia. Ci, którzy podchodzili do matury, z czasem mówią o tym wydarzeniu z charakterystycznym zmiękczeniem: „matura to bzdura – później dopiero się zaczyna!” Ciekawe, jak zmienni potrafimy być i jak ogromny wpływ mają na nas kolejne przeżywane przez nas historie. Oczywiście matura jest jednym z wielu poważnych wydarzeń w życiu człowieka, które mają wpływ na naszą przyszłość. Matura jednak mija, a życie zostaje. Czy zdajemy sobie sprawę, że ważne wydarzenia to kolejny krok w naszą przyszłość? Z perspektywy wielu dorosłych spotykam się z różnymi opiniami na temat młodych osób. Co faktycznie przemawia za tym, jacy oni są? Życie – codzienne historie, które tworzą poprzez swoje czyny i słowa. Zatem, to jacy są maturzyści zobaczymy faktycznie po egzaminach – w tym jakie podejmą dalsze decyzje i wybory.  Spójrzmy na jedną maturzystkę, która chce nam pokazać co w tych dniach dzieje się w jej życiu, jakie kolory dominują teraz i wokół wydarzeń związanych z egzaminem dojrzałości. Kolejna osoba, kolejna historia i kolejny kolor.   Pytając maturzystę o kolor przeważający w jego życiu, należy  liczyć się z faktem, że nie udzieli on żadnej sensownej odpowiedzi. Ciągły stres, lęk i niepokój o przyszłość powodują, że młoda osoba wskazuje zwykle te najciemniejsze kolory – czarny, szary…nie... czytaj dalej

5/2018 – kolory życia

Każdy z nas ma swoją niepowtarzalną historię. Dominujące cechy, umiejętności, zadania – kolory życia. Wszystko to stanowi naszą codzienność. „Dziennik z podróży” – czyli kolory życia. (wstęp)  Nauczyć się innych? (osoba niepełnosprawna) Krok w przyszłość (kolory maturzystki) Strategia życia razem (kolor męża, ojca) Zamknięte, ale otwarte (kolor zgromadzenia zakonnego) Miejsca nas zmieniają (kolor wolontariuszki w Afryce) Nie taki znowu czarny (kolor księdza) Świat innej wrażliwości (wrażliwa artystka)  ... czytaj dalej

„Dziennik z podróży” – czyli kolory życia.

Prosta, wydawałoby się historia o polskim fotografie, zainspirowała mnie do tematu i kolejnych artykułów. Jaka jest historia i kolor twojego życia? O co w tym temacie chodzi?   Film pt. „Dziennik z podróży” to opowieść o tajemnicach fotografii, o surowym procesie, ale taże o naturalnej i uniwersalnej potrzebie człowieka do tworzenia. Tadeusz, główna postać filmu, odczuwa proces starzenia się, niedomagania własnego ciała i umysłu. Jest to moment, w którym próbuje podsumować i poukładać wiele spraw. Odwiedza swoich przyjaciół, dawne miłości. Przygląda się swoim błędom. Zastanawia się, co doprowadziło go do tego, że jest sam. W kompanie podróży, młodym Michale (15 lat) zaczyna dopiero budzić się świadomość „tworzenia” siebie. Próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Wchodzi w dorosłość. Przysłuchuje się poważnym rozmowom. Wszystko to wpływa na jego życie. Podróż „dziadka z wnuczkiem” – prosta historia, mobilizująca do zatrzymania i refleksji. W filmie liczy się sama droda, rozumiana dosłownie i metaforycznie. Film uzmysłowił mi na nowo, że ważna jest tak podróż przez własne życie. Najlepiej, gdy taką przygodę przebędziemy wraz z Kimś, Mistrzem naszego życia. To On wskaże nam ważne punkty naszego życia, które pokolorowały naszą codzienność – życie, barwami których kompozycja jest naszą indywidualną charakterystyką.  Ta niezwykle prosta, filmowa podróż  przekonała mnie, że każdy z nas powinien odbyć fizyczną podróż, albo przynajmniej duchową, w głąb siebie, swoich przeżyć, doświadczeń, by odkryć kim jest się naprawdę. Tu nie chodzi o jakieś kwestie psychologiczne, a raczej o dotarcie do tego elementu, który został nam podarowany, nam i dla naszego życia. Każdy spotkany przez nas człowiek, to niebywała historia, którą poprzez różne relacje z tymi osobami, możemy poznawać i przyjmować jako dar dla... czytaj dalej

Nauczyć się innych?

Znasz i rozumiesz świat osób niepełnosprawnych? Ile razy ci się zdarzyło myśleć, że wiesz bardzo wiele o innych osobach, ale w innych sytuacjach przekonywałeś się, że sprawy dla ciebie wyglądają zupełnie inaczej, niż dla osób, z którymi jesteś?   Mamy różne myśli i wydaje nam się, że jesteśmy wstanie wyobrazić sobie jak funkcjonują w świecie osoby niepełnosprawne. Ale pewnie są kwestie, w których zadajesz sobie pytania: ciekawe jak to jest? Jak oni robią tą rzecz? Nasze wyobrażenia są niekiedy pomocą, ale czasami bywają powodem powiększającego się dystansu pomiędzy tym, jak my myślimy o jakiejś sprawie, a jak jest rzeczywiście; powiększamy dystans pomiędzy nami, a osobami niepełnosprawnymi. Czasami to, w jaki sposób myślimy, mówimy i postępujemy względem niepełnosprawnych, wytwarza niekiedy kolejne, niepotrzebne bariery. A jakie bariery ma, widzi, osoba niepełnosprawna? To słowa jednej z osób, która pomoże nam poznać swój kolor życia, kolor życia osoby niepełnosprawnej. W mojej niepełnosprawności największymi barierami są:  – bariery architektoniczne (progi, schody, brak poręczy, krzywe drogi itp.)  – brak sklepów w danym miejscu zamieszkania z obuwiem ortopedycznym (jakby po prostu w danym sklepie z obuwiem nie można było zrobić półki także dla niepełnosprawnych)  – bariery społeczne ( zakładanie, że osoba niepełnosprawna fizycznie jeśli już coś może zrobić, to raczej na siedząco.  Wiele razy spotykam się ze zdziwieniem, że zatańczę i do tego mam poczucie rytmu, że idę na plażę, że noszę sukienki i pokazuję nogi, że sprzątam, że ugotuję… Dziwna mentalność, że przy osobach chorych nie używa się słowa CHORY, NIEPEŁNOSPRAWNY, NIEWIDOMY. Przecież te słowa nie obrażają. Pozwalają nazwać pewien stan rzeczy. Pozwalają zobaczyć różnice – trzeba je czasami nazwać, powiedzieć głośno. Zdarzało mi się... czytaj dalej

Kwadrans – lekcje życia.

Twoja codzienność, nie jeden raz jest cudem. Pozostają w naszym życiu historie, które oddziaływały i nadal wpływają na nasze życie. Są to tzw. lekcje życia – historie poprzez które czegoś się dowiedzieliśmy, czegoś nauczyliśmy. Coś było ważne dla nas, w jakimś momencie naszego życia. Bardzo to przeżyliśmy. Historia życia potoczyła się dalej i o wielu sprawach może już zwyczajnie nie pamiętamy. A powinniśmy? Wszystkie historie, mające miejsce w naszym życiu, coś pozostawiły. Niektórym zawdzięczamy bardzo wiele, bo może np. kolejne sytuacje, które udało nam się wcielić w życie, mają swój początek może właśnie w innym wydarzeniu. Ważną rzeczą, którą powinniśmy wciąż odkrywać, to znaczenie kolejnych chwil naszej codzienności. Oczywiście nie sposób zapamiętać wszystkie wydarzenia, ale przynajmniej niektórym powinniśmy nadać szczególne miejsce – w jakiś sposób wyróżnić je spośród wszystkich. Przypominając sobie różne wydarzenia, zastanów się przez chwilę, którym mógłbyś nadać właśnie ten szczególny przydomek – „lekcja życia”. Są wydarzenia, które po prostu pamiętamy. Są obecne w naszych myślach z jakiegoś konkretnego powodu. Nie musimy wysilać się, by powrócić do tych historii i ze szczegółami je opisać. Dlaczego? Co jest właśnie powodem tego, że ta a nie inna historie szczególnie pamiętasz, często przypominasz, może o nich mówisz? Samo jednak wspomnienie – przywoływanie różnych zdarzeń, nie jest chyba wystarczającym powodem – jest coś głębszego, co stoi za tymi wydarzeniami i dlatego do nich powracamy. Co jest głębszym znaczeniem tych właśnie historii? Może to jest dobry powód, aby zrobić niekiedy taki właśnie „kwadrans – lekcji życia” i popatrzyć na historię swojego życia, dostrzegając te wydarzenia, które mogłyby nosić miano lekcji życia. Oczywiście te wydarzenia, często oceniane są z jakiegoś dystansu czasu, stąd patrzymy... czytaj dalej

Kwadrans z Biblią.

Są sprawy priorytetowe, które powinny przede wszystkim towarzyszyć nam w życiu. Świat chrześcijaństwa, który chcemy realizować, ale niekiedy nie wiem jak czynić postęp. Dialog z Bogiem wydaje się sprawą najważniejszą.   Często powracam do tematu Słowa, nie tylko z powodów osobistych, ale nade wszystko dlatego, że jest to realnie sprawa priorytetowa dla naszego życia, dla wiary. Pismo Święte pewnie każdy z nas ma w swoim domu, ale niekoniecznie potrafimy wygospodarować czas, jak i znaleźć motywacje, by rozpocząć zwyczaj codziennej lektury. Wydaje nam się, że skoro zaczniemy to robić, to powinniśmy tej czynności poświęcić nie wiadomo ile czasu. Zacznij od kwadransa, który usytuujesz w odpowiednim momencie dnia. Ma to być czas dla ciebie dogodny, ale nie dopuść jednak do sytuacji zniechęcenia, byś zbyt szybko nie zaczął się usprawiedliwić i szukać wymówki, aby z tego zwyczaju zrezygnować, lub się go w ogóle nie podjąć. Spróbuj postępować według konkretnych punktów: 1. Masz miejsce, czas, Pismo Św.? 2. Od czego chcesz zacząć? Nie ulegaj presji stwierdzeń, że któraś część ksiąg jest trudniejsza a inna łatwiejsza. (może warto sięgnąć do Liturgii Słowa z poszczególnych dni) 3. Czytając kolejne wersety – zwróć uwagę na to, że w tym momencie rozmawiasz z Bogiem. Stwórz atmosferę modlitwy, a nie klimat czytelni. 4. Nie chodzi o to być przeczytał dużo, ale o to, by twoje serce przy czymś się zatrzymało. Jeśli cię coś zatrzyma, nie śpiesz się, trwaj przy tym jak długo tylko chcesz. 5. Połącz te Słowa z jakimś wydarzeniem z twojej codzienności, aby ci łatwiej było ten fragment zapamiętać. 6. Spróbuj kontynuować ten kwadrans, zwracając uwagę na to, co ci pomaga, a co przeszkadza, by kolejne... czytaj dalej

Kwadrans Miłosierdzia.

Okazje niekiedy już są, ale warto się zastanowić jak je w ogóle wykorzystać. Niekiedy coś trwa zbyt długo, a nas nie stać na tak wiele czasu. Dlaczego nie szukać jakiejś alternatywy? Od godziny 15:00 następuje szczególny czas. Jest to godzina śmierci Chrystusa. Stąd z objawień Pana Jezusa wiemy, że to szczególny czas, który można wykorzystać, aby zjednoczyć się z cierpiącym Chrystusem. Godzina miłosierdzia to nade wszystko czas rozważania męki Chrystusa i wynagradzania Mu za nasze grzechy. Czas jest ważny, ale jak to niekiedy z nami bywa, nie mamy takiej możliwości, by codziennie poświęcić tyle czasu. Czy to jednak powód, by całkowicie sobie odpuścić i zrezygnować z tej pięknej praktyki? Nie rezygnuj, ale wykorzystaj tyle czasu ile możesz. Kwadrans miłosierdzia być może stanie się jakąś alternatywą, propozycją właśnie dla ciebie. Chodzi o zbliżanie swojego serca do serca Jezusa, by realizować tą szczególną rzecz, jaką jest możliwość zjednoczenia się z Chrystusem. Oczywiście nie musisz tego czasu poświęcać na koronkę do Miłosierdzia Bożego. Możesz ten czas poświęcić na coś innego, np. na to, by spojrzeć na mękę Chrystusa z perspektywy jakiegoś konkretnego wydarzenia, znaku… Może wystarczy jak na chwilę wejdziesz do kościoła, jeśli masz taką okazję, bo go mijasz. Może utkwij swój wzrok na krzyż, który wisi gdzieś w twoim pokoju, tak zwyczajnie bez słów… Miej świadomość, że ma to być czas, w którym pozwolisz Bogu na to, by cię dotknął miłosierdziem. Wystaw się na Jego działanie!... czytaj dalej

Boży kwadrans – IV/18

Boży kwadrans.     Mamy różne zwyczaje. Są też te, które dotykają naszego życia duchowego. W tym miesiącu chciałbym cię zaprosić do tego, by się zatrzymał – porozważał i zastanowił się nad tym, jak ważny jest czas refleksji. Boży kwadrans – idea. 5 palców x3 minuty Kwadrans do Nieba. Kwadrans miłosierdzia. Kwadrans z Biblią. Kwadrans – lekcje życia. podsumowanie tematu projektem – 7 kwadransów  ... czytaj dalej

Boży kwadrans.

Czy masz czas, w którym zastanawiasz się nad życiem, przyszłością, nad zadaniami, które masz realizować? Może potrzebne jest ci właściwe źródło, które możesz właśnie odkryć. Miniony czas, dosłownie kilka sytuacji, sprawiły, że się zatrzymałem. Wciąż jakieś obowiązki, zadania do spełnienia, myśli do uczesania. Wszystko to mogło ze spokojem poczekać, potrzebowałem zatrzymania. Zauważyłem, że to, co mnie najczęściej zatrzymuje, tak oczywiście pozytywnie, to ludzie, których obecność w moim życiu zawdzięczam woli Bożej. Ich historie, doświadczenia, sprawiają, że człowiek odczuwa wewnętrzną potrzebę zwolnienia z życiem, albo całkowitego zatrzymania się. To nie kwestia szoku, uczuć, czy sentymentów. To temat, który dzięki nim się pojawia dociera mocniej niż kiedykolwiek do serca, umysłu i ma swoją chwilę, swój głos. Ostatnio, może właśnie z racji jakości wydarzeń, zwróciłem bardziej uwagę właśnie na to „zatrzymanie”. Nasuwa mi się tutaj pierwszy, bardzo ważny wniosek. Jeśli coś cię porusza, budzi w tobie jakąś myśl; zachęca do działania… broń Boże, nie odkładaj tego na bok, nie porzucaj, nie gaś. To „pierwsze poruszenie” to piękna motywacja, za którą warto pójść z całym swoim życiem. To, nazwane przeze mnie „zatrzymanie” to ważna cegiełka w budowie, którą w tym właśnie momencie możesz rozpocząć. Nie zaczynaj od NIE! TO, że obecnie czytasz moje przemyślenie, to dobry znak. Coś cię ciekawi. Czegoś szukasz. Ludzie, którzy zbyt często mówią NIE, mają w sobie właśnie brak ciekawości, brak głodu poszukiwania. Bywa, że zaczynamy rozważanie jakiś spraw w naszym życiu, od zbudowania fortecy wokół siebie. Wyłączenie się z zewnętrznych spraw bywa niekiedy ucieczką, a niekiedy ludzkim egoizmem. Zamknę oczy i sprawy nie ma.  Na dłuższą metę, nie da się tak żyć. Takim działaniem możemy odebrać sobie wiele szans,... czytaj dalej

5 palców x 3 minuty.

Ta metoda nie jest czymś nowym, ale jej znajomość znacznie ułatwia uporządkowanie np. Naszej modlitwy. Jak w życiu można ciekawie posłużyć się tą metodą? Papież Franciszek ma często w zwyczaju dzielić się prostymi, aczkolwiek bardzo skutecznymi i pomocnymi propozycjami. Jego metoda modlitwy przy pomocy pięciu palców jest tego konkretnym przykładem. Prześledźmy najpierw znaczenie – sens tej metody w ogromnym skrócie. 1. Kciuk – najbliższy nam palec. Stąd jego znaczenie, by myśleć i przejmować się losem najbliższych nam osób. Modlić się za tych, którzy są bliscy naszemu sercu, drodzy dla naszego życia. 2. Palec wskazujący – on wskazuje, posługujemy się nim, by coś wskazać, dlatego ma przypominać nam o tych, którzy coś w naszym życiu wskazują – nauczycieli, księży, bohaterów. Te osoby potrzebują naszej modlitwy, by mogły wskazywać nam właściwą drogę postępowania. 3. Palec środkowy – najdłuższy, najwyższy, powinien przypominać nam o naszych rządzących. To od nich zależy los naszego kraju i naszej osoby. Ci, którzy nami kierują szczególnie potrzebują Bożej mądrości. 4. Palec serdeczny – najsłabszy palec. Przypomina nam, by pamiętać o najsłabszych, chorych, błądzących, nie radzących sobie z problemami. Przypomina nam też, że powinniśmy modlić się za nasze rodziny, małżeństwa, bo na tym palcu najczęściej małżonkowie noszą obrączki. 5. Mały palec – najmniejszy ze wszystkich, tak mały jak my powinniśmy być wobec Boga i ludzi. „Ostatni będą pierwszymi…” To ten palec symbolizuje nas, nasze pragnienia, potrzeby. Ten palec zrozumiemy lepiej, gdy będziemy w modlitwie pamiętali o pozostałych czterech palcach. Schemat nie jest trudny do zapamiętania, wręcz przeciwnie, może stać się twórczy dla nas, jeśli postaramy się jeszcze bardziej uściślić, co może skrywać się za symbolem kolejnych palców. Możemy... czytaj dalej

14 dni do Wielkiego Piątku

Oczekując jakiś świąt, raczej myślimy o wypoczynku, niż o jakimś konkretnym zaangażowaniu. Choć tak wszyscy domyślają się, że i tak będzie trzeba znów sprzątać i gotować. A co by się stało gdybyśmy spróbowali w inny sposób przeżyć święta Triduum?   Jak każdego roku, zbliżające się święta wywołują lawinę myśli na temat tego, jak się przygotować, co zrobić, by ten czas wykorzystać we właściwy sposób, jak zrozumieć tę tajemnicę, by czerpać z niej konkretne owoce. Pewnie wielu z was pomyśli, że ma już wystarczającą ilość obowiązków, więc dołożenie jakiś kolejnych, to raczej już lekka przesada. Chciałbym jednak zaproponować coś duchowego, nie wymagającego aż tak bardzo nakładu czasu czy wysiłku, a obiecuję, że będzie to dla was na pewno zajęcie bardzo owocne. Propozycja na czas ostatnich 14 dni przed Wielkim Piątkiem. Pójdźmy drogą krzyżową – niech codzienną dynamikę dnia, wypełni kolejna stacja drogi krzyżowej.    Gdziekolwiek spotka cię godz. 15:00. Ustaw sobie najlepiej w komórce przypomnienie o tej godzinie. Wiemy, jak ważna i symboliczna ona jest. Zatrzymaj się dosłownie chwilę o tej godzinie na rozważeniu kolejnej stacji drogi krzyżowej. Szukaj inspiracji dla kolejnych chwil swojego życia. Postaraj się, uczynić tę stację swoim przewodnikiem w ciągu całego dnia. Dobrze by było, znaleźć wieczorem czas na zrobienie również podsumowania. Dobrze byście zwrócili uwagę na to, by rzeczywiście ta konkretna stacja, była odniesiona do waszej codzienności, do konkretnych sytuacji, które obecnie przeżywacie. Gdy zobaczycie tę stację w swoim życiu, wydaje mi się, że łatwiej będzie wam ją zrozumieć i przeżyć. Nie pozostawaj tylko na rozważaniu, ale pójdź głębiej i zobacz drogę krzyżową w swojej codzienności.   14 dni… Pozostało nam tyle właśnie do Wielkiego... czytaj dalej

Wielkopostny szlak.

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”… „Pamiętajcie, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”… Która z tych ścieżek zostanie ci zaproponowana na Wielki Post? A może odkryliście jeszcze inny drogowskaz? Oczywiście gorący czas dla mnie jest już jednak wcześniej, bo za nim ruszy tak naprawdę Wielki Post, to szukam i realizuje już zazwyczaj jakiś pomysł. Oczywiście miłe są niekiedy też zaskoczenia, dlatego pomyślałem sobie o tym, czym ewentualnie zaskoczy mnie, tym razem środa popielcowa i jaki drogowskaz zostanie mi podarowany – zadany.  Może warto by było, w duch takiego szczególnego zaufania, pójść za sugestią Bożego Ducha w tym szczególnym czasie. Już niebawem rozpocznie się czas wielkopostnego szlaku. Trwający czterdzieści dni czas, nie licząc niedziel, pełen jest różnych propozycji duchowych, które mają nas uwrażliwić na Boga oraz na nas samych. Drogi krzyżowe, Gorzkie żale, rekolekcje, brak zabaw – to wszystko dla jednych może być bardzo wymagające i trudne do zrealizowania, ale na pewno dla wszystkich ma być to czas odkrywania tajemnicy męki, śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Wielki Post jest szansą, dzięki której możemy spróbować wejść w tajemnicę. Możemy ją oczywiście, w jakimś szczególnym ujęciu odsłonić przed sobą i zatrzymać się nad tym, co Bóg nam w tym czasie podaruje. Charakter tego czasu, skłania nas do refleksji nad męką i śmiercią Chrystusa w perspektywie Zmartwychwstania. Możemy próbować zrozumieć jakieś osobiste sprawy, ale także możemy się zatrzymać nad jakimiś szczególnymi prawdami wiary, które zbliżą nas do Chrystusa i umocnią naszą z Nim przyjaźń. Droga Wielkiego Postu może prowadzić nas różnymi szlakami, ale cel wydaje się być oczywisty – wspiąć się z Chrystusem na Golgotę i mieć odwagę pójść dalej, by odkryć to,... czytaj dalej

Tajemnice mojego życia.

W Twojej codzienności pewnie też sporo się dzieje. Masz niekiedy wrażenie, że coś cię przerasta, że czegoś nie rozumiesz? Tajemnica zaprasza do głębszego świata, do odkrywania siebie z innej zupełnie strony. Mam kilka takich spraw, które mają miejsce w moim życiu, które są owiane atmosferą tajemnicy. Należą do tej rzeczywistości osoby, które niekiedy trudno mi jest zrozumieć, nie tylko z powodu wieku, czy poglądów, ale przede wszystkim z powodu nastawienia do różnych spraw. Są to też sprawy, w których często uczestniczę, a których też do końca nie rozumiem, bo są dla mnie tajemnicą. Nie będę skupiał się szczegółowo na jakiejś jednej, konkretnej osobie lub sprawie, ale chciałbym w was wzbudzić pytania, na które może sami spróbujecie sobie odpowiedzieć. Nazwę tę rzeczywistość „młodzi ludzie”. Spotykam ich najczęściej w szkole. Zastanawia mnie, dlaczego mimo wszystko mało jest w nich optymizmu. Wiecznie zmęczeni, po całonocnych „zadaniach”; przymuszenie do obecności w szkole, w pracy, na praktykach – raczej pragną od świata tylko jednego – świętego spokoju. Zadowolenie można przeważnie dostrzec wówczas, gdy nie muszą niczego robić. Oczywiście pewne sprawy mnie nie dziwią, ale zastanawiam się i jest to dla mnie tajemnicą, gdzie podziały się ambicje niektórych i ich optymizm. W wielu sytuacjach bardziej walczę z ich zniechęcenim niż z jakimiś poglądami, czy podejściem do spraw. Niekiedy aż do przesady, mocno stąpają po ziemi. Może życie, może trudności ich przygniatają? Może dlatego, że nie potrafią sobie z czymś poradzić, a przy okazji czegoś od siebie jeszcze wymagać? Jest to dla mnie wciąż tajemnicą, jak różni bywają ludzie, jak różne jest ich podejście do świata, do pracy, do Boga… Druga tajemnica dotyczy prostej sprawy. Mijając ludzi,... czytaj dalej

Bóg jest po mojej stronie.

Czy to czego pragnie dla Ciebie Bóg, jest też Twoim planem na życie? Ilu z nas traktuje wolę Bożą jako „intruza” burzącego nasze plany na codzienne życie. Zanim przejdę do rozważania, chcę cię zaprosić, abyś zastanowił się – jaka jest wola Boże względem twojej osoby. Czego pragnie od Ciebie i tylko od Ciebie Bóg, byś się tego podjął w życie. To kim jesteś, jacy jesteśmy, co robimy, czym się interesujemy – zdobywamy dzięki tworzeniu naszego życia dzień po dniu. Możemy jednak sobie pogdybać – co by było, gdybyśmy urodzili się np. w innym kraju, bardziej bogaci lub biedni, mając inne możliwości? Czy bylibyśmy tymi samymi osobami, jakimi jesteśmy? A czy to, jacy obecnie jesteśmy, jest prawdą, jest właściwą wersją mojego życia? Oczywiście powyższe pytania są raczej odpowiedzią wobec tego, co MY robimy ze swoim życiem – jak nim dysponujemy. Człowiek, który pragnie rozpoznać, jak a jest wola Boża, myślę że często może zadawać pytanie: co chciałby Jezus, bym w tym momencie uczynił. Nasz stosunek względem woli Bożej, może być trojaki. Pierwszy obraz to rozstaje dróg, gdzie jedna droga to jest Boża propozycja, a druga moim wyborem. Każda z tych dróg wiedzie w zupełnie innym, własnym kierunku. Drugi obraz to dwie, równoległe do siebie drogi. Biegną one w swojej bliskości, jednak widać, że choć prowadzą w jednym, tym samym kierunku, to są od siebie w dużym stopniu niezależne. Trzeci obraz to węzły dróg na autostradzie, które choć są bardzo zawiłe, to jednak łączą ze sobą wszystkie te drogi –  Bożą propozycję i mój plan. Powinniśmy użyć odpowiedniego narzędzia, jakim jest DAR ROZUMU, aby przeniknąć tajemnicę, jaką jest dla nas niekiedy... czytaj dalej

Życiowy cel.

Przychodzą w życiu takie momenty, w których zadajemy sobie pytanie – co dalej? Co mam robić w życiu? Odnosi się to względem niekiedy najbliższej chwili, a niekiedy względem dalekiej przyszłości. Nasza codzienność bywa tajemnicą. Z dnia na dzień odkrywamy różne tajniki naszej codzienności – zarówno te, dotyczące naszej osoby i naszego środowiska, jak i też osób biorących udział, w różnym stopniu, w naszym życiu. Dzięki różnym doświadczeniom, poznajemy siebie i odkrywamy np. na co nas rzeczywiście stać. Nie dokonuje się to jednorazowo, ale odsłaniamy kolejno, różne części naszego życia, niekiedy bardzo skomplikowanej układanki. Zastanawiałem się ostatnio, w odniesieniu do swojej osoby, kiedy tak naprawdę zakończy się ten proces odkrywania. Jeśli mam być szczery, to tak naprawdę, wolę opcję powolnego odkrywania tajemnicy swojego życia, powolnego odkrywania nowych szans i możliwości. Dlaczego tak? Dla mnie to okazja do lepszego przeżywania swojej codzienności i głębsze włączenie się w różnego rodzaju wydarzenia, które mają miejsce w mojej codzienności. Oczywiście pojawiają się momenty, w których stwierdzam: „Szkoda, że teraz to dopiero wiem; czemu to tak późno odkryłem itp.” W imię takiego rozumowania, dla mnie chwila tłumaczy chwilę, a więc, by rozpoznać co zrobić, czemu się oddać, potrzeba uważnego rozeznawania każdej chwili życia. Nadal oczywiście pozostaje dla mnie tajemnicą to, co będzie się działo np. za rok – co odkryję, co zrozumiem i w co będę wówczas zaangażowany. Ufam jednak, że podążając do tego punktu, będę coraz bardziej odkrywał tę chwilę i to, co w niej, z mojej strony będę realizował. Nasze predyspozycje również bardzo często odkrywamy w kontekście sytuacji, które przeżywamy. To właśnie niekiedy jakieś konkretne wydarzenie, mobilizuje do uruchomienia konkretnych zdolności, myśli i konkretnych... czytaj dalej

Dwa stosy.

Jakbyś miał ułożyć dwa stosy – jeden symbolizujący wszystkie wykorzystane dary, a drugi te stracone, zmarnowane, to który z tych stosów mógłby być w twoim przypadku największy? Bardzo podoba mi się krótka historia bł. Chiary Luce badano, dotyczące jednego wydarzenia z jej dzieciństwa. Jej mama widząc ile Chiara ma zabawek, powiedziała do niej, że byłoby dobrze, gdyby się nimi podzieliła z bardziej biednymi dziećmi. Początkowo Chiara nie była chętna, by to zrobić. Jednak po jakimś czasie z jej pokoju słyszalny był głos: „jedno dla mnie, jedno dla nich”. Zaciekawiona sytuacją mama weszła do pokoju i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła dwa stosy zabawek – stare po jednej stronie, a po drugiej drugiej stronie nowe zabawki. Mama przyniosła worki i widzi, jak Chiara pakuje nowe zabawki do worka. Zdziwiona, pyta Chiarę, czy jest tego pewna. Chiara odpowiedziała: „nie można tym dzieciom dać starych zabawek, trzeba właśnie dać te najlepsze, nowe”. Ułożenie takich stosów może udzielić nam różnych lekcji. Bo do zmarnowanych sytuacji mogą dołączyć również te, w których człowiek uczestniczył, a nie tylko te, których nie zauważył, czy nie chciało mu się w nie angażować. Choć nie możemy do pewnych spraw powrócić, czy podjąć się ich po raz kolejny, to nawet te zmarnowane dary, mogą jednak stać się jeszcze w jakiś sposób dla nas, na nowo, darem. Nie przekreślajmy zupełnie minionych, czy zmarnowanych okazji. To, co w wyniku jakiś sytuacji straciliśmy, też może nas czegoś nauczyć, a na pewno uwrażliwi nas na aktualne okazje, szanse do wykorzystania. Chyba, że kompletnie przekreślimy wszystko i postawimy wysoki mur wokół własnego życia. Możemy zawsze podzielić się zdobytym przez nas doświadczeniem z innymi, by innych... czytaj dalej

Dlaczego ja?

Na ile sytuacji, w twoim życiu się zgadzasz, a wobec jakich jesteś zbuntowany i zadajesz to pytanie: „dlaczego ja?” Może dlatego, że jakiegoś daru nie rozumiemy, trudno nam jest zrozumieć, że to w ogóle jest dar. Najtrudniejszy moment w codzienności? Kiedy pragnienia zderzają się z rzeczywistością i okazują się skrajnie różne. Czy oczekując od jakiejś sytuacji konkretnych, upragnionych przez ciebie efektów, w prosty sposób zgadzasz się na to, co faktycznie przyniesie twoja codzienność? Nie wiem jak często z taką sytuacją masz do czynienia, ale pewnie masz swoje doświadczenia z takimi sytuacjami. Młody człowiek rozpakowuje prezent, który otrzymał na wigilię. Widać po nim, że liczy na spełnienie się jego prośby. Jednak po otwarciu do końca prezentu, jego mina zrzedła i pojawiło się ogromne rozgoryczenie. Oczekiwania były inne, a rzeczywistość stała się jeszcze inna. I to, brzmiące bardzo dramatycznie pytanie: „dlaczego ja?” Ta sytuacja, może nie ma aż takiej wartości życiowej, ale i tak trudno przyjąć właśnie te sytuacje, które w jakimkolwiek stopniu są przeciwne naszym pragnieniom, oczekiwaniom. Może to nie jest jakieś dziwne, ale pytanie: „dlaczego ja?” pojawia się wobec tych zdarzeń, które są trudne, wymagające, oczekujące od nas jakiejś ofiary – poświęcenia. Nigdy to pytanie nie pada natomiast w sytuacjach, gdy nam się poszczęści, gdy coś otrzymujemy dobrego… Najwyraźniej, to co trudne w naszym życiu, nie rozumiemy jako dar, ale raczej jako karę. Przez taki sposób myślenia, sami czynimy sobie krzywdę, bo to, co trudne, czy wręcz bolesne, natychmiast wywołuje w nas bunt – sprzeciw. Taki punkt widzenia tych sytuacji sprawia, że nawet sobie nie wyobrażamy, że w tym, co trudne, możemy znaleźć coś pozytywnego, jakiś dar, który może nas... czytaj dalej

Dar – I/2018

W tym roku planuje zająć się szczególnie tematem darów, w różnym ujęciu. Ufam, że ten temat w różnych odsłonach wam się spodoba i będzie mieli okazję coś na nowo odkryć.  Wiesz jakim cudem jesteś? Masz w sobie coś, czego inni nie mają. To jest dar.   Największy dar. Pakiet startowy. Promocja na dary. Dar codzienności – ciekawe lekcje. Dlaczego ja? Dwa stosy.  ... czytaj dalej

Największy dar.

Ufam, że rozglądasz się w swoim życiu i dostrzegasz różne dary – te które są w tobie, te które istnieją wokół ciebie. Ich ilość jest zdumiewająca, ale jeśli byś miał stwierdzić, który jest dla ciebie najcenniejszy, to potrafiłbyś go wskazać? Za mną jest już jakaś historia życia. Przeżyłem wiele, bardzo różnych doświadczeń, które miały na mnie i mają nadal, ogromny wpływ. Jest też wiele rzeczy, które nie potrafię zrozumieć, ani nazwać, ponieważ nie wiem, co miałyby znaczyć te historie dla mnie. Często minione doświadczenia, poznajemy dzięki wydarzeniom, które mają miejsce w teraźniejszości i stają się one dla nas cennym darem – choć starym, to jednak nowym. To, co obecnie wydaje się być dla mnie najcenniejsze, nie musi być takie do samego końca mojego życia. Trochę to niekiedy przypomina stale aktualizującą się listę, ważnych  dla nas spraw. Tak jak priorytety zmieniają się nam pod wpływem wydarzeń, w których uczestniczymy, tak lista „największych darów” możemy aktualizować w kolejnych latach naszego życia, dzięki temu, co uda nam się przeżyć, odkryć. Ale niekiedy mamy taki szczególny dar, który czujemy, że jest dla nas najcenniejszy i że jego wartość nigdy nie ulegnie zmianie. Oczywiście trudno nam jest zrobić jedną listę, największych darów, bo czujemy, że zestawienie duchowych darów z fizycznymi – materialnymi, jakoś zbytnio nam nie pasuje. Same listy, tak naprawdę nie są ważne. Istotne jest to byśmy mieli świadomość istnienia tego najcenniejszego daru w naszym życiu. Myślę, że i ty zdajesz sobie sprawę z tego, że w bardzo prosty sposób można utracić dary, przede wszystkim z powodu strachu, by ich użyć. Oczywiście to nie dar jest kruchy, ale człowiek, który ma możliwość posługiwania się... czytaj dalej

Pakiet startowy.

Warto mieć coś na początek. Mamy w rzeczywistości duchowej taki właśnie pakiet startowy, który otrzymujemy w sakramencie Chrztu, jak i też później w sakramencie Bierzmowania. Co z nim zrobić w takim razie? Wydaje mi się, że każdy z nas ma swoje własne skojarzenia z darami. Jednym z wielu, które mam, jest właśnie skojarzenie z darami Ducha Świętego.  Trzy sakramenty: Chrzest, Bierzmowanie, Komunia Święta – to sakramenty wprowadzające – inicjacji chrześcijańskiej. Posiadanie ich sprawia, że pełniej możemy się angażować w swoje życie, odkrywać głębszy wymiar naszej codzienności – relacji, myśli i działań.  Dary, które otrzymujemy od Ducha Świętego są jakby „pakietem startowym”, który wprowadza nas w przygodę życia. Mamy te dary, ale czy zdajemy sobie sprawę z ich obecności, funkcji i możliwości? Zwróćmy uwagę na dwie szczególne funkcje darów: 1. Podtrzymują życie moralne chrześcijan 2. Dopełniają i udoskonalają cnoty tych, którzy je otrzymują Te dwie chociażby funkcje, podpowiadają mi, jak ważne jest to, aby współpracować z Duchem Świętym i Jego darami. Wiedząc co te dary mogą uczynić we mnie, dla mnie, ważne by było posiadać właściwe rozeznanie w tych darach – wiedzieć czego wymagają, do czego konkretnie nas zobowiązują. Kombinacja w łączeniu i posługiwaniu się darami, zbliża nas do Boga, do właściwej realizacji wiary, ale również prowadzi do zrozumienia sensu naszego życia, misji którą mam wypełniać, oraz do poznania i przyjęcia woli Bożej względem każdego z nas. Obecność darów, to nie kwestia zadań, które za nimi stoją, a raczej łaska, która spływa na każdego człowieka, który „dotknie przynajmniej tych darów”. Jeśli coś się w nas tli – jakaś myśl, pragnienie, jakiś cel, to dary obecne w nas, mogą podtrzymać życie... czytaj dalej

Promocja na dary.

Z życiem jest trochę jak z zakupami. Zamiast produktów, w koszyku wkładasz tam odkryte wokół siebie dary. Co znajdziesz w swoim koszyku? Obraz zakupów nie trzeba jakoś wam szczególnie przedstawiać. Idziemy by kupić to, czego najbardziej nam brakuje, co jest koniecznie dla przyrządzania różnych rzeczy. Koszyk z czasem się zapełnia, a my szczęśliwi wracamy do domu. Po powrocie do domu, zakupy odkładamy w odpowiednie miejsca i z czasem korzystamy z nich, w miarę potrzeby. W życiu codziennym otacza nas wiele darów, a przeżywając różne historie – doświadczenia, stajemy się ich posiadaczami. W innych sytuacjach sięgamy „w odpowiednie miejsce po nasze zakupy” i w jakiś konkretny sposób, zaczynamy posługiwać się naszymi darami, stwarzając nowe historie, nowe doświadczenia. Dary przechowujemy w różnych miejscach. Niektóre odkładane są w naszej pamięci i ubogacają naszą wiedzę i doświadczenie. Inne skrywamy w naszym sercu, pozwalając, by w nas promieniowały dobrymi uczuciami i emocjami. Inne jeszcze wkładamy w nasze dłonie, praktycznie zaraz po ich otrzymaniu, by wprowadzić je w czyn, starając się nimi posłużyć jak narzędziami, Właściwą postawą jest ta, kiedy dar rzeczywiście służy, czy to nam, czy innym. Nie ważne. Byleby tylko rzeczywiście działał, a nie pozostał gdzieś w niedostępnym miejscu lub został całkowicie zaprzepaszczony. Dary funkcjonują w nas tak długo, jak długo staramy się nimi rzeczywiście posługiwać. Kiedy ich nie wykorzystujemy, grozi nam, że je w jakiś sposób utracimy i trudno będzie na je w jakikolwiek sposób odzyskać. Dary to nie tylko przedmioty, nie tyko jakieś doświadczenia. Darem są dla nas spotkane osoby, wydarzenia w których uczestniczymy, obrazy z życia wzięte, które nas otaczają, słowa które ktoś do nas wypowie, chwila relaksu przy dobrym... czytaj dalej

IV Niedziela Adwentu – Łk 1,26-38

IV Niedziela Adwentu – Łk 1, 26-38  Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.  Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądz pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą».  Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.  Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».  Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?»  Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».  Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł. 1. Zwróć uwagę na: Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. … Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. 2. Odniesienie do… Bóg działa w życiu Maryi, ale pragnie również odnaleźć się w twoim i tam również realizować swój plan. 3. Co wynika z tego fragmentu Rozważając fragment o Zwiastowaniu, można snuć wiele rozważań, dlatego... czytaj dalej

Nadzieja – dobrym kierunkiem.

Każdy z nas ma złożone w sercu przez Boga szczęście. Nadzieja odpowiada dążeniu do tego szczęścia. Jaki kształt przybrało to ostatnio w moim życiu?  Zderzając się z codziennością, człowiek nabija sobie nie jeden raz ogromnego guza. Nie ma co udawać – bywa niekiedy bardzo ciężko i nie sposób poradzić sobie tak zwyczajnie, po ludzku. Poddać się? Bez przesady, to żaden sposób na przeżycie codzienności.  Kiedyś czytałem, że biegacze (szczególnie ci długodystansowi) trafiają na tzw. „ścianę”. Moment, w którym ciało odbiera całkowicie siły na to, by biec dalej. Potrzeba w tym momencie ogromnej walki ze swoimi myślami, aby biec dalej. Fizyczny, psychiczny, bunt całego organizmu, który wywołany jest pewnymi brakami substancji w organizmie (jak chcecie poznać więcej, proponuje przeczytać fachowe artykuły) uniemożliwia człowiekowi uczynienie kolejnego kroku. Myślę, że nie trzeba być biegaczem, by i w życiu trafić na podobą ścianę, która odbiera nam siły do realizacji różnych obowiązków, planów, życiowych celów. Tutaj właśnie wkracza na scenę nadzieja. Mając w sercu, złożone przez Boga szczęście, podpowiada nam ono, że mam iść dalej, że mam pokonać obecną trudność, by zrobić chociażby jeden krok, ale naprzód. Już kiedyś o tym wspominałem, ale o to by tutaj właśnie chodziło, używając szczęścia i nadziei – znudzony tym, co nie do końca było pozytywne w moim życiu, uczyniłem krok – próbę odkrywania i realizowania pozytywnych kierunków. Pojawia się tutaj ciekawy schemat pt. „składniki nadziei” PRAGNIENIE DOBRA NADPRZYRODZONEGO CZYLI BOGA Wielokrotnie zdziwieni jesteśmy naszymi osiągnięciami. Wybitne plany i cele, a rezultat mizerny. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ pragnienia, które posiadamy są bardzo ludzkie, a często bardzo przyziemne. Jeśli nie wznosimy się na wyżyny naszych możliwości to i osiągnięcia też nie sięgają daleko.... czytaj dalej

III Niedziela Adwentu – J 1,6-8.19-28

III Niedziela Adwentu – J 1, 6-8. 19-28  Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię.  Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości.  Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz».  A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?»  Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała».  Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. 1. Zwróć uwagę na: Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię.  Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego.  2. Odniesienie do… każdy z nas ma swoje przesłanie – po to zostaliśmy powołani do istnienia. Możemy dać właściwe świadectwo życiem. 3. Co wynika z tego fragmentu Przewodnikiem po adwencie znów jest Jan Chrzciciel. On rozpoznaje swoje szczególne zadania i stara się je spełnić w sposób właściwy i konkretny. Wielkość Jana leży w tym, że jest świadkiem; jego działanie całkowicie podporządkowane jest misji Jezusa. Jego postać i postawa, przypomina nam dziś... czytaj dalej

II Niedziela Adwentu – B – Mk 1,1-8

II Niedziela Adwentu – Mk 1, 1-8  Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: «Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego». Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordanie, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». 1. Zwróć uwagę na: «Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego 2. Odniesienie do… każdego, który poszukuje wolności od swoich grzechów; który pragnie doświadczyć przebaczenia 3. Co wynika z tego fragmentu Każdy z nas stając przed Bogiem, w swojej codzienności, za każdym razem staje przed pewnego rodzaju „nowością”. Wydarzenia, w których uczestniczymy zapowiadają rozwój wydarzeń. Początki są niekiedy niejasne, ale stają się zrozumiałe z perspektywy końca. Podobnie jak w naszej codzienności, podobnie dzieje się w sferze naszej wiary. Nie wszystko rozumiemy i nie jesteśmy wstanie sobie wyobrazić, ale dotyka nas Ewangelia – Dobra Nowina, przyniesiona przez „różnych posłańców” i ukazuje szczególną wiadomość – jestem kochany przez Boga; On pragnie mi wybaczyć. Dobrą Nowiną jest Boże miłosierdzie. On pragnie, by ten szczególny rodzaj miłości do nas dotarł i dotknął naszych serc, umysłów, naszej duszy.  Głos woła nadal... czytaj dalej

I Niedziela Adwentu – B – Mk 13,33-37

I Niedziela Adwentu – Mk 13, 33-37  Jezus powiedział do swoich uczniów: «Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie». 1. Zwróć uwagę na: – Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. – Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 2. Odniesienie do… słudzy, odźwierny – symbolicznie każdy z nas, komu został powierzony „dom” – przestrzeń naszej codzienności. 3. Co wynika z tego fragmentu Mieć oczy otwarte i czuwać. Żyjemy w świecie, który wieloma „błyskotkami” mydli nam oczy. Złudzeni pozorami, możemy zabłądzić, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że zmierzamy w nieodpowiednim kierunku. Różnego rodzaju propozycje, mogą, ale nie muszą być zagrożeniem odejścia od tego, co właściwe, a co jest wolą Boga przeznaczoną dla nas. Zadania: mieć otwarte oczy i czuwać, odnoszą się do każdego z nas, któremu na czymś zależy. Wierni chrześcijanie, żyją w perspektywie oczekiwania nadejścia ostatecznego spotkania z Bogiem. Poniekąd jesteśmy podobni do apostołów – oni oczekiwali wybawienia Narodu Wybranego – co dokonało się w powszechnym geście Miłości na krzyżu. My natomiast zostawiając za sobą krzyż, przeżywając tajemnicę Zmartwychwstania, oczekujemy kolejnego nadejścia Zbawiciela – w tym jednak przypadku, już ostatecznego. Oczekujemy momentu , w którym... czytaj dalej

w butelce…

Odnalezienie przesłania swojego życia, niektórym zajmuje całe życie. Inni mają je na wyciągnięcie ręki, ale nie zdają sobie z tego sprawy. Jeszcze inni, realizują coś, ale nie do końca wiedzą, w czym tak naprawdę uczestniczą. Wiem, że wstęp jest dość enigmatyczny, jak zresztą cała moja przygoda z nadzieją. Jak to było z moim odkryciem nadziei. Wracam tak naprawdę pamięcią do dawnych lat, bo było to mniej więcej w 2003 roku. Zostałem wyświęcony i otrzymałem dekret na pierwszą parafię do Chodzieży. Pierwsza podróż życia – odkrywanie tajników życia kapłańskiego. Oczywiście, co jest też z tym związane – bycie z innymi osobami. Tak rozpoczęły się różne akcje z młodzieżą. Po dłuższym czasie, szczególnej współpracy i przeróżnych działań, pojawił się pomysł. Może warto, aby prowadzić coś w internecie – rozważać codziennie słowo i podawać innym krótką refleksję, jako codzienny kierunek. Jak nazwać ten kierunek działań, jak go realizować. Pojawił się wśród młodzieży temat, niestety nigdy nie zrealizowany – gazetki młodzieżowej. Pojawiła się okładka, pomysł na to, jak to zacząć, a co najważniejsze, pojawił się też szczególny – wspólnie ustalony nagłówek – tytuł gazetki, a była nią… NADZIEJA. Pomysł był super, ale chyba zbyt mało sił do tego, aby go zrealizować. Jednak cel spodobał mi się na tyle, że miałem już gotowy nagłówek dla swojej strony. Stąd pojawiła się Nadzieja, czyli la speranza. Oczywiście to nie jedyny motyw powstania strony. Na początku mojego kapłaństwa, stwierdziłem, że dobrze by było, nadać temat pobytowi w tej konkretnej parafii. Pierwszy pomysł, który pojawił się w mojej głowie, to były cnoty. Dlaczego nie skupiać się i nie mówić, jak najwięcej o nich, w poszczególnych parafiach, starając się... czytaj dalej

po prostu Nadzieja.

Ile razy słyszałeś, bądź sam używałeś tego słowa, w kontekście różnych sytuacji? Nadzieja – to słowo, które ma wiele oblicz. Czy znasz je? Kiedy czytam różne definicje słowa: nadzieja, zamiast odnajdywać odpowiedź i jakąś jasność, mam wrażenie, że temat coraz bardziej się zaciemnia. Wynika to chyba przede wszystkim z ludzkiego rozpatrywania tego tematu. Choć nadzieja wydaje się jedna, to jednak kwestia jej interpretowania, ogromnie wpływa na to, w jaki sposób jest ona przez nas realizowana. NADZIEJA JEST OCZEKIWANIEM CZEGOŚ WOBEC PRZYSZŁOŚCI. Każdy z nas powołując się na nadzieję, oczekuje czegoś od przyszłości. Jeśli jednak ujmiemy to z perspektywy ludzkiej, zakładamy tylko to, że chcielibyśmy, by coś się wydarzyło wobec naszej potrzeby.  Przeżywając ból, mamy nadzieję, że on minie – nie wiemy, że tak się stanie, jedynie mamy takie oczekiwanie. Zatem po ludzku, nadzieja jest oczekiwaniem lepszej przyszłości, której jednak nie jesteśmy pewni. Jeśli nasze oczekiwanie się spełni, wówczas mówimy o wypełnieniu naszej nadziei. Tylko, czy ona rzeczywiście była prawdziwa i wypełniła się? Ludzka nadzieja jest tylko pragnieniem, oczekiwaniem spełnienia się, naszych pragnień. Zatem grozi nam życie pustą nadzieją, za którą niczego nie ma – nadzieja bez pokrycia. Trochę okradamy się z prawdziwej nadziei, kiedy próbujemy żyć jej tylko namiastką.  Co się dzieje tak naprawdę, gdy żyjemy tylko ludzką nadzieją? W pierwszym rzędzie, niestety sami sobie nie wierzymy. Ile razy np. kupowaliście los w grze z dużą kumulacją i mieliście mieszane myśli – tym razem uda mi się – a za chwilę – ja nie mam szczęścia, pewnie mi się znów nie uda. I za chwilę pojawia się to stwierdzenie – mam nadzieję, że mi się jednak uda wygrać. Druga... czytaj dalej

Patrz dalej.

W życiu codziennym, zderzamy się z różnymi trudnościami. Próbujemy stawić im czoła i w jakiś sposób sobie poradzić. Czy nadzieja może nam w tym, w jakiś sposób pomóc? Kiedy dotyka nas trudne doświadczenie, bardzo często jest nam trudno zobaczyć coś więcej niż tylko tą trudność. Wydaje nam się, że ktoś zamknął nas w jakimś pokoju, z którego nie ma wyjścia. Pozbawieni perspektyw, jeszcze silniej odczuwamy przeżywaną trudność. Jeśli „pozwolimy”, by ta trudność urosła w naszym myśleniu do niewyobrażalnej wielkości, wówczas odczuwamy przeciążenie sytuacją – wciąż o niej myślimy, stale ją odczuwamy, a wszystko co dzieje się wokół nas, stale nam o tym przypomina. Wydaje nam się, jakby poza tą sprawą, nic innego nie istniało. Myślę, że bez przesady opisałem stan, który wielu z nas odczuło podczas dokonującego się w naszej codzienności, jakiegoś mniejszego lub większego dramatu. Nie ma gotowego rozwiązania, a jedynie początek od którego możemy pójść w bardzo różne strony. Właśnie moment przeżywanego dramatu, potrzebuje Nadziei. Staje się ona jak światło w ciemności. Nawet delikatny promień, stanowi już jakiś punkt odniesienia, jakiś dla nas początek. Nie przeżywam obecnie jakiś dramatów, ale doświadczam często sytuacji, które są mi przeciwne, burzą mój wewnętrzny porządek. I po ludzku wiedzę, jak łatwo wpaść w pułapkę – by zatrzymać się i grzebać w jakiejś sytuacji. Wówczas trudno jest zachować pokój i czekać na jakieś rozwiązanie. Nadzieja, w takiej sytuacji, staje się początkiem. Dla mnie pojawienie się nadziei to moment, w którym odpuszczam – zostawiam jakąś sytuację za sobą. Przestaje się nad nią zastanawiać, rozdrapywać i szukać ewentualnych powodów. To tak, jakbym idąc drogą, zostawił tę trudność, gdzieś przy drodze i postanowił iść dalej, bez zbędnego... czytaj dalej

Bliźni – spotkanie z Bogiem.

Jak człowiek może stać się dowodem na istnienie Boga? Jak nauka Jezusa o bliźnim, może sprawić, że na swojej drodze spotkamy Boga? Często przypominam sobie myśl biblijną: „gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich” i staram się żyć tymi słowami w sposób konkretny.  Nauka Jezusa prowadzi do spotkania z Bogiem, ale ta droga prowadzi przez kilka punktów, a jednym z nich jest właśnie BLIŹNI. „Byłem nagi… spragniony… głodny… chory… itd. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Czy w innym miejscu: „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” W zasadzie całą tą myśl, można by było przedstawić samymi fragmentami. Warto do nich sięgnąć – rozważyć. Jednak poszukajmy klucza, aby to wszystko zrozumieć i złożyć w jedną całość. Każdy człowiek jest ważny dla Boga, bo jesteśmy Jego umiłowanym stworzeniem. Dzięki bliźniemu, mogę odkrywać obecność Boga. By wcielić Słowo w czyn, Ewangelię w życie, potrzebujemy człowieka, wobec którego skierujemy nasze działanie. Wcielona miłość, musi mieć konkretny kierunek. Kochając bliźniego – nasza miłość nie zatrzymuje się tylko w tym punkcie, ale idzie dalej, odkrywając Boga. Bliźni, kimkolwiek jest, jest pomocą abyśmy mogli czynić dobro, przebaczać, pomagać, nawracać się… Dzięki bliźniemu mogę swoje życie skierować ku Bogu, Jemu oddać się całkowicie i odkryć Go również w drugim człowieku, nie tylko w sobie.  Po wspólnocie, Słowie, Eucharystii, dotarliśmy do momentu, gdzie przestrzenią, w której mogę znaleźć Boga jest każdy człowiek. To ciekawe, że skoro jest On we mnie, że jest w drugiej osobie, to powinienem Go odkrywać również POMIĘDZY NAMI. Widząc Boga w człowieku, pomaga mi to, zobaczyć w każdej osobie Boga. To zadanie jest dla... czytaj dalej

Pan z wami.

Była już wspólnota, Słowo… Kolejną przestrzenią, w której mogę odkryć obecnego Boga, jest Eucharystia. Zwracam uwagę na proste i szczególne sformułowanie, które istnieje w Eucharystii, które może nam pomóc odkryć, że On jest. Dziś jest jedno, bardzo ważne wydarzenie, które chrześcijanie opuszczają bardzo często. Jakie są powody takiego zachowania? Wydaje mi się, że jednym z wielu powodów, przez które, różne osoby nie chodzą na Eucharystię, to brak zrozumienia tego wydarzenia. Monotonia, powtarzalność, monolog księdza, brak dynamiki, nuda… – to wytłumaczenia, które można najczęściej usłyszeć w sprawie nie uczestnictwa we Mszy. Mają odwagę wyrazić swój sprzeciw, ale czy mają odwagę znaleźć chociażby jeden powód, aby w niej uczestniczyć i pójść samemu za tym argumentem. Ja mam dwa zasadnicze powody. Jednym z nich jest to, że mogę być blisko Boga, mogę Go słuchać i się Nim karmić. Kolejnym z nich jest fakt, że Eucharystia jest dla mnie jak latarnia – oświeca przeszłość, teraźniejszość i przyszłość i pomaga zrozumieć życie, ale również umożliwia mi stawiać sobie nowe cele do zrealizowania. Lubię ten jeden, szczególny element w Eucharystii, który jest u początku kolejnej części Mszy, jakby refren pomiędzy kolejnymi zwrotkami tego szczególnego wydarzenia. Mam na myśli tytuł tego artykułu: „Pan z wami”. Zwróciłeś uwagę na to zdanie? Wiesz ile razy i kiedy występuje? Pomyśl chwilę o tym, zanim przeczytasz dalej. Od samego początku Eucharystii, kapłan przypomina, albo ogłasza tę szczególną prawdę – że Bóg jest, że jest obecny w tym momencie. Niby takie proste zdanie, ale zawiera w sobie szczególną, ważną prawdę, która nieustannie powinna ożywiać naszą wiarę. To ciekawe, że tak krótkie sformułowanie, może nieść tak wiele pozytywnego ładunku. Każdy ważny punkt Eucharystii, rozpoczyna... czytaj dalej

Niedziela – 26.11.2017 – Mt 25,31-46

34 Niedziela – Chrystusa Króla – Mt 25, 31-46 Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;  byłem spragniony, a daliście Mi pić;  byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;  byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;  byłem chory, a odwiedziliście Mnie;  byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;  byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;  byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;  byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;  byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”. Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko,... czytaj dalej

Moja Chwila – odc. 19 – na granicy: ksiądz i ubogi

MOJA CHWILA Dziś inaczej – tutaj. Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że bardzo mało osób było chętnych by wejść na mój kanał i cokolwiek obejrzeć. Może to kwestia nieciekawych tematów i braku zainteresowania, a może po prostu łatwiej jest obejrzeć coś, co jest od razu pod ręką, czyli na FB. Spróbujmy zatem po ciszy, wejść w nową chwilę. Dziś odcinek pt. „na granicy – ksiądz i... czytaj dalej

Słowo stało się ciałem.

Co może wnieść w nasze życie rozważanie Słowa Bożego? Czy to okazja do spotkania z Bogiem, czy tylko kolejna możliwość zdobycia jakiejś wiedzy? „Słowo stało się ciałem i zamieszkało pomiędzy nami” – zostawiło namiot pomiędzy ludźmi – tak niektórzy dosłownie tłumaczą obecność Słowa, które stało się ciałem. Moment ten w konkretny sposób przedstawia nam obraz WCIELENIA. To, że Bóg w miłości postanowił dać nam swojego Syna, aby nas zbawił, dlatego stał się człowiekiem. Słowo, wydaje się być ważnym narzędziem, którym posługujemy się w zasadzie w każdej sytuacji. Wiemy, że transportuje ono wiele treści – prawdę, emocje, informacje. Każde wypowiedziane przeze mnie słowo jest moje, jest w symboliczny sposób mną. Czytając czyjąś książkę, list, wiadomość, mam do czynienia z kimś konkretnym, z osobą, która te słowa napisała. W przypadku Boga, to jeszcze więcej, to pewność, że Słowo to On, a czytanie Jego słów, to realne spotkanie z Bogiem. To niezwykłe, gdy w pierwszych wiekach chrześcijaństwa pomiędzy Słowem, a Eucharystią, stawiano znak równości – czyli czytanie Słowa, było jak spożycie Eucharystii. Jak przyjrzymy się temu jak Żydzi traktują Słowo, myślę, że będziemy mogli się od nich bardzo dużo nauczyć. Niezwykły szacunek, noszenie Słowa w trakcie modlitwy na czole i ręce, na wysokości serca… Zwoje traktowano z niezwykłą miłością – całowanie, przechowywanie za zasłoną itp. Dziś możemy, będąc w kościele tę niezwykłą tradycję – uroczyste wnoszenie Słowa, honorowe miejsce dla Słowa w czasie liturgii, całowanie przez kapłana po odczytaniu, błogosławienie Ewangeliarzem, osobne miejsce odczytywania – zwane ołtarzem Słowa… To zewnętrzne oznaki, a jest ich znacznie więcej. Jest też oczywiste, duchowe znaczenie – czytanie przed Wigilią, kierowanie się Słowem w swoim życiu codziennym. ... czytaj dalej

Niedziela – 19.11.2017 – Mt 25, 14-30

33 Niedziela zwykła – Mt 25, 14-30   Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Podobnie jest z królestwem niebieskim jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie... czytaj dalej

Uwierzę gdy zobaczę. 

Co daje nam żywe doświadczenie obecności Boga? Co przemawia za Jego obecnością? Chciałbym z wami przyjrzeć się kilku przestrzeniom, na łamach kilku artykułów, w których jako wierzący powinniśmy dostrzegać obecność Boga.  Pewnie kojarzysz tytuł z wydarzenia, w którym uczestniczyli Apostołowie, a w szczególności odnosiło się to do św. Tomasza. Jego prośba wydaje się być logiczna – „dopóki nie zobaczę i nie dotknę, nie uwierzę”. Gdy zmartwychwstały Chrystus znów przychodzi do uczniów, wywołuje Tomasza i każe mu wkładać swoją rękę w Jego rany. Gdy zobaczył, a w szczególności, gdy dotknął, wypowiedział piękne słowa, które dziś mogą pełnić doskonałą formę wyznania wiary: „Pan mój i Bóg mój”.  W kontekście tej historii, można dziś zastanawiać się jak i gdzie mogę zobaczyć Jezusa. Podobnie, jak w przypadku Tomasza, tak również w naszym przypadku potrzebna jest WIARA, jako kluczowa rzeczywistość, by móc dostrzec Jego obecność, jak i też ją przyjąć. Chciałbym w kolejnych artykułach, podkreślić kilka przestrzeni, w których wiara podpowiada nam, że Bóg jest obecny i czeka na nasze przyjęcie.  Pierwsza przestrzeń, bardzo ważna, bo jest fundamentem, na którym możemy zbudować nasze doświadczenie obecności Boga, jest WSPÓLNOTA.  „Gdzie dwaj, albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”. Wspólnota rodząca się pomiędzy osobami, dzięki jedności „stwarza Jego obecność”. Idąc logiką biblijnego fragmentu – tam, gdzie nie ma jedności, tam trudno zobaczyć, odczuć obecność Jezusa. Wspólnota – w tym również oczywiście Kościół – powinien chronić w sobie jedność, pomiędzy poszczególnymi osobami, by On mógł być pomiędzy nami.  Wspólnota stawia zatem konkretne zadanie – dążenie poprzez różne środki do tego, by rzeczywiście – konkretnie, realnie, Bóg mógł być pośrodku takiej wspólnoty. Jakie to... czytaj dalej

Niedziela – 12.11.2017 – Mt 25, 1-13

32 Niedziela zwykła – Mt 25, 1-13 Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: «Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny». 1. Zwróć uwagę na: naszą osobistą gotowość na spotkanie z Bogiem 2. Odniesienie do… moja codzienność jest kluczem do wieczności 3. Co wynika z tego fragmentu Rola druhen zaproszonych na żydowskie wesele była bardzo zaszczytna. Tworzyły one orszak mający towarzyszyć pannie młodej w drodze na ucztę w domu pana młodego. Odbywało się to zawsze wieczorem, dlatego ważną rolę odgrywały tu lampy. Aby takie pochodnie mogły płonąć podczas trwającej wiele godzin uroczystości, konieczne było posiadanie odpowiedniego zapasu paliwa. Obraz wesela był w ST symbolem ścisłej więzi między Bogiem a Jego ludem.  Równa liczba mądrych i głupich, zdaje się sugerować, że od każdego... czytaj dalej

Oswoiłem lwa.

Oswajając coś, wydaje nam się, że to kontrolujemy, że  mamy nad czymś władzę. Kontrola nad swoim życiem, to jedno z wielu naszych pragnień. Czy Boga obecnego i działającego w naszej codzienności, też chcemy oswoić? Mam taką teorię, że „najprostsze rzeczy, są dla nas najtrudniejsze”. Kiedy postawię sobie pytanie: „czy Bóg jest?” pewnie bardzo wiele osób odpowie, że oczywiście, że tak; pewnie też wielu odpowie, że nie. Gdy jednak wnikniemy w głąb odpowiedzi i będziemy szukać jakiegoś wyjaśnienia – nagle to, co dla nas takie oczywiste, staje się trudne dlatego, że brakuje nam konkretnych argumentów. Przyjmujemy pewne rzeczy, jako oczywiste i nawet nie szukamy jakichkolwiek dalszych argumentów. Można łatwo wytrącić nam argumenty z ręki i sprawić, że staniemy bezradni, wobec nawet prostych pytań i sytuacji. Lata wiary wydają się być „oswajaniem lwa”, dostosowywaniem Boga do własnych potrzeb. Wydaje nam się, że jest On potrzebny tylko wtedy, gdy dochodzi do skrajnych sytuacji w naszym życiu, w których niestety nie mamy już kontroli nad sytuacją. W innych sytuacjach, radzimy sobie świetnie sami, bez niczyjej pomocy. Pojawia się w nas bardzo silne przekonanie o samokontroli nad wszystkim. Taka postawa w życiu człowieka, sprawia niestety, że coraz bardziej wyrzucamy Boga z przestrzeni naszego życia, aż do takiego momentu, w którym całkowicie o Nim zapominamy i przestajemy w Niego wierzyć. Dla tych, którym zależy na obecności Boga w ich życiu, oraz dla zagubionych, którzy pragną Go odszukać i na nowo Go poznać, jak i dla wątpiących w Jego działanie i realną obecność przy nas, polecam dwa szczególne zadania. Pierwszym z nich jest próba otwarcia maksymalnie swojego serca podczas Eucharystii, którą w najbliższym czasie przeżyjecie. Bóg tam jest,... czytaj dalej

Niedziela – 5.11.2017 – Mt 23,1-12

31 Niedziela zwykła – Mt 23, 1-12 Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony». 1. Zwróć uwagę na: rozdwojenie, które istnieje w rozumieniu nauki  2. Odniesienie do… jak powinienem faktycznie żyć, wierząc w Boga  3. Co wynika z tego fragmentu Jezus zwraca się do tych, którzy za Nim szli, by nie tracili wiary w Niego, mimo że przywódcy Go odrzucają. Katedra – było to krzesło lub podwyższenie w synagodze, z którego przemawiali nauczyciele, wyjaśniając Prawo. Podkreślało to urzędowy sposób nauczania oraz godność samego nauczyciela. Nauczanie, aby mogło być uznane za prawdziwe, musi być wprowadzone w życie (zastosowane), a nie tylko proklamowane. Czyńcie i zachowujcie wszystko, co wam polecą – uczeń nie zmienia... czytaj dalej

Jesteś? – XI/17

Wielu z was, którzy zaglądacie na tę stronę, nie trzeba przekonywać co do tego, że Bóg jest. Na pewno? A może warto na nowo się nad tym zastanowić. Jesteś? – dowody Wierzę, ale… te wątpliwości. Jak odkryłem Boga. Jak oswoiłem lwa. Uwierzę, gdy zobaczę Słowo stało się ciałem. Pan z wami. Bliźni – spotkanie z Bogiem.... czytaj dalej

Jesteś?

Chcielibyśmy wiele rzeczy udowodnić – również wiarę. Szukamy argumentów, które przekonają do czegoś inne osoby. Czy w kwestii wiary, możemy mieć jakieś argumenty? Po co to pytanie, skoro w Niego wierzę? Może, by rozwiać jakiekolwiek wątpliwości; może po to, by umocnić swoją wiarę; może dla innych, by dać wiarygodne świadectwo. Dobro, które sami otrzymamy, zawsze może posłużyć innym. Pomyśl, ile również dzięki wierze, możesz sam otrzymać i jak wiele możesz wówczas dać innym. Historie, które sami przeżywamy, mogą być ogromnym darem dla innych. Warto te osobiste historie wykorzystać, aby podarować je innym w postaci świadectwa, które wzmocni innych, coś im pokaże i zaproponuje. Chyba warto zacząć naszą wewnętrzną dyskusję od podjęcia się tematu dowodów na istnienie Boga, na przykład według tez, których autorem jest św. Tomasz z Akwinu. Jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy Poruszyciel. Jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza. Jeśli byty przygodne nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świecie i przemijają), musi istnieć byt konieczny. Jeśli rzeczy wykazują różną doskonałość, to istnieje byt najdoskonalszy. Jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porządek w działaniu bytów nieożywionych lub pozbawionych poznania świadczą o istnieniu Boga, kierującego światem nieożywionym. Warto oczywiście się rozejrzeć i poszukiwać jeszcze innych argumentów. Co mnie osobiście przekonuje? Pewnie, przynajmniej niektórzy są ciekawi, co ja osobiście na ten temat sądzę. Mnie osobiście przekonują cztery dowody. Pierwszym dowodem jest dowód chrystologiczny. Według chrześcijaństwa – historyczny Jezus Chrystus jest największym objawieniem istnienia Boga. To, Kim był i wszystko, co zrobił czy powiedział, zaświadcza o istnieniu Boga. Tutaj warto by było poszukać argumentów na istnienie historycznego Jezusa. Drugim dowodem dla mnie... czytaj dalej

Wierzę, ale… te wątpliwości.

To „ale” bywa często bardzo newralgiczne. Każdy przeżywa różne trudności w wierze. Niekiedy mamy wątpliwości i nie wiele nam potrzeba, by niestety przestać wierzyć. Wielu świętych mówiąc o swoim duchowym świecie, wiele razy wspomina o trudnościach, które przeżywali w swojej wierze. Określają to mianem „ciemności duchowych”. To czas bycia przy Bogu, w którym odczuwa się trudności w odkrywaniu właśnie tej obecności. Pojawia się niezwykły ciężar w realizowaniu relacji z Bogiem. Oczywiście to nie „przywilej” świętych, takie odczucia, lecz pewna wskazówka dla nas, jak możemy ewentualnie podobne sytuacje interpretować w naszym życiu. Myślę, że wielu ma podobne doświadczenia – sytuacje, o których wspomnę tym artykule, może nawet przeżyło je w swoim codziennym duchowym doświadczeniu. Chcę wspomnieć o trzech sytuacjach, które mogą się pojawić w naszym życiu duchowym. Trudno mi powiedzieć, czy kolejność jest właściwa, ale nie o to w tym chodzi, ale o odniesienie swojej sytuacji do tego, o czym wspomnę i o odnalezienie dla siebie ewentualnych wskazówek. To, o czym najczęściej słyszę, to doświadczenie właśnie wątpliwości w wierze. Ludzie mimo obecnej modlitwy, praktyki sakramentów – wiary, przeżywają wątpliwości  dotyczące różnych kwestii. Te wątpliwości to wynik często stawianych sobie pytań, na które niestety nie znajdujemy odpowiedzi, bo nie wiemy gdzie ich szukać. To wynik trochę słabej pamięci tego, co było podczas katechezy szkolnej. Czasami to po prostu kwestie, które być może nie były wprost poruszane, albo mimo wszystko są to treści zbyt trudne do samodzielnego rozwiązania. Wiara jednak wymaga wciąż aktualizacji wiedzy. Dlatego, mimo może niechęci, powinniśmy często sięgać do duchowych lektur – wręcz każdy z nas powinien przeczytać kanon duchowych lektur, które bardzo pomogły by każdemu wierzącemu (np. Ćwiczenia... czytaj dalej

Jak odkryłem Boga.

Czasami sytuacja, jakieś konkretne wydarzenie daje nam więcej dowodów, niż jakieś nawet najlepsze naukowe teorie. Pomyśl, ile i jakie sytuacje miały miejsce w twoim życiu, które pozwoliły ci odkryć Boga. Każdy z nas ma jakąś, przynajmniej sądzę jedną, historię w życiu, która nauczyła nas w jednej chwili znacznie więcej, niż to mogliśmy zrobić przez ileś lat życia. Historie różne, które dotyczą pewnie też różnych zdarzeń i uczące nas przeróżnych rzeczy. Historie, w których miałem okazję na nowo odkryć Pana Boga mam kilka. O niektórych już pisałem, opowiadałem. Tej jeszcze nie opowiadałem. Dość wczesne popołudnie. Nieco deszczowy dzień. Jadę do znajomego na imieninowe spotkanie. Zbliżam się do dość ostrego zakrętu – zwalniam. Z naprzeciwka widzę jadącą ciężarówkę, która ścina zakręt. Zjeżdżam bliżej pobocza. I nagle… Tego dnia tknęło mnie coś aby zabrać ze sobą „ręczny krzyż” – rozdawany kiedyś przy okazji roku duszpasterskiego. Położyłem go w samochodzie obok mnie, na miejscu pasażera. Spoglądałem na niego od czasu do czas, rozważając coś w głowie. Przypadek? Nie sądzę! Nagle… wpadam w poślizg. Próbuję manewrować kierownicą, hamować, ale nic z tego. Jest zbyt ślisko! Mój samochód jak kostka w ręku dziecka turlał się we wszystkie możliwe strony. Zatrzymałem się na boku samochodu, od strony kierowcy. Nic nie czuję, to chyba dobry znak, bo nic mnie nie boli. Jakoś udało mi się wysiąść z samochodu. Po dłuższym czasie przyjeżdżają znajomi. Widzę przerażenie w ich oczach. W  skrócie opowiadam im, że dziś pierwszy raz zabrałem ze sobą krzyż do samochodu. Z jeszcze większym przerażeniem, patrząc na mnie, wypowiadają dziwne słowa: „nie wiesz, że krzyż w samochodzie przynosi pecha?” Spojrzałem na siebie, pomyślałem o wypadku i... czytaj dalej

Właściwa pobożność kontra dewocja.

Czy przesadna pobożność może stanowić problem? Niestety spotykamy takich, którzy uważają, że mają monopol na Pana Boga. Ich wyobrażenie jest jedyne i słuszne, a wszyscy inni się mylą. Podczas rozmowy z jedną osobą o „niedoskonałościach chrześcijanina”, niespodziewanie ta osoba, zainsynuowała, że jedną z takich niedoskonałości jest „gorliwość”. Pierwsze co sobie pomyślałem, to: „nie zgadzam się, co ty gościu gadasz”. Nie powiedziałem tego głośno, ale rzuciłem temat na tapetę swoich rozważań. Co mi z tego wyszło? Zobaczymy, czy się z tym zgodzicie. Spotykasz na swojej drodze życia ludzi z pasją, zagorzałych zwolenników jakiś działań? Pewnie tak i jesteś pewnie niekiedy zafascynowany ich działaniem. Ale i w tej grupie osób, można niekiedy znaleźć takich ludzi – pasjonatów, którzy swoim zachowaniem bardziej przypominają niestety szaleńców, niż rzeczywistych fachowców. A w Kościele? Czy tam też spotkasz takich realnych pasjonatów – ludzi prawdziwie oddanych wierze i wspólnocie? Może tak, może nie! Istnieją w tym miejscu skrajne postawy – ludzie, którzy są minimalistami, robią tyle ile muszą i nic ponad to. Można by nazwać ich letnimi chrześcijanami. Są też tacy, którzy wydaje nam się, że chyba mieszkają już w kościele, bo są zawsze i we wszystkim biorą udział. I w tej grupie osób można często spotkać radykałów, skrajnych konserwatystów. Zagorzali katolicy, bardzo skrajni, często przyjmujący niestety postawę WOJOWNIKÓW. Walczą oni z postawami innych ludzi – krytykując, oceniając, stawiając często wymagania ponad normalne możliwości i siły. Mam niekiedy wrażenie, że do ich istnienia pasuje powiedzenie: „świętsi od Papieża”. Wydaje im się, że ich życiowym zadaniem jest oddzielić „zboże od plew” i robią to niekiedy bardzo radykalnie. Takie postawy nie są nowe, one już były obecne za... czytaj dalej

Niedziela – 29.10.2017 – Mt 22, 34-40

30 Niedziela zwykła – Mt 22, 34-40 Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy». 1. Zwróć uwagę na: ułożenie przykazań o miłości. 2. Odniesienie do… czym się kierujesz w życiu codziennym 3. Co wynika z tego fragmentu Spisku końca nie widać. Tytuł „Nauczyciel” w Ewangelii Mateusza prawie zawsze pojawia się na ustach przeciwników Jezusa, sygnalizując podstęp lub konflikt. Postawione przez nich pytanie było przedmiotem gorących dyskusji pomiędzy rabinami, bowiem judaistyczna egzegeza wyodrębniła z Tory aż 613 przykazań, w tym – 365 zakazów i 248 nakazów. Pierwszą liczbę kojarzono z liczbą dni w roku, drugą zaś ‑ z liczbą kości w człowieku; nietrudno odczytać symboliczną wymowę tychże liczb: Prawo Boże ma przenikać i kształtować każdą cząstkę ludzkiego życia Miłość, o jakiej mówi Jezus (gr. agápē), nie polega na „uczuciach religijnych”, lecz wyraża się w dążeniu do poznaniu Boga i całkowitym posłuszeństwie Jego woli posuniętym aż do oddania życia (gr. psychē – dusza, życie), a obejmującym także sferę dóbr materialnych, rzeczy i pieniędzy. Nowość nauki Jezusa nie polega jedynie na wskazaniu dwóch przykazań fundamentalnych dla całego Prawa, ale na takim ich połączeniu ze sobą, że jedno staje się kryterium i sprawdzianem dla drugiego. Miłość stanowi klucz do zrozumienia woli Boga wobec ludzi. 4. Konkretne... czytaj dalej

Nazywać zło złem, a nie fałszywą tolerancją.

Zło jest złem, nawet, gdy wszyscy i wszystko mówi nam, że jest dobre. Czy słowo tolerancja – nie nabrało zbytniego rozpędu i nie przeskoczyło właściwego sobie znaczenia?  Ufam, że ten temat rozciągnięcie na różne sprawy obecne wokół was, ale i też na to wszystko, co dzieje się w waszym wnętrzu. Przykazania, moralność – to kierunki, które podejmujemy w naszym życiu. To są jedynie narzędzia, którymi posługujemy się rozsądzając różne decyzje w naszym życiu. Dzięki różnym prawom, człowiek może orientować swoje życie i wyznaczać sobie nowe cele do osiągnięcia. Mając określone zasady, łatwiej człowiekowi jest zachować bezpieczeństwo przed nowymi sytuacjami – zagrożeniami, które coraz trudniej jest na pierwszy rzut oka, ocenić. Prawa, którymi kieruje się chrześcijanin, nigdy nie są krzywdą dla człowieka, a raczej właśnie, stanowią fundament pewnej stabilności, która w każdej sytuacji daje człowiekowi stały punkt odniesienia.  W wielu dyskusjach, krążących po sieci, zderzają się często opinie osób, które próbują innym narzucić pewien punkt widzenia, zmienić punkt widzenia chrześcijan, próbując ich ośmieszyć, utrwalić stereotyp, że chrześcijanie są konserwatywni, czy zacofani.  To, co najbardziej mnie śmieszy w tych dyskusjach, to próby udowodnienia, że jesteśmy nietolerancyjni. A metodą, którą się w tych dyskusjach posługują inne osoby, jest brak tolerancji wobec chrześcijaństwa. Jak, nie mając tolerancji, można wymagać od innych, aby właśnie oni mieli tolerancję względem takich zachowań.  Dyskusje prowadzą do przewartościowania pewnych zachowań, orientacji, punktów widzenia. Wszelkie wyjaśnienia nie prowadzą do uznania prawdy, nie prowadzą do zastanowienia się nad czymkolwiek, ale próbują wymusić aby człowiek zmienił swoje myślenie. Nawet, gdy zło nazwę dobrem, nie sprawia to, że wszystko się zmienia. Zło nadal nim pozostaje. Trudnością, którą mają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i... czytaj dalej

Kryzys tożsamości.

Sakramenty są jak wytyczona droga do celu. Można ją wykorzystać do ukształtowania tożsamości, osiągając coś bardzo ważnego. Mam prawo wybrać inną drogę, ale czy wówczas czegoś nie utracę? Na człowieka można spojrzeć z bardzo różnych perspektyw. Jesteśmy tak złożonymi istotami, że wciąż, nawet dla samych siebie pozostajemy tajemnicą. Możemy dzięki różnym perspektywom, zgłębiać płaszczyzny życia człowieka. W kościele idziemy drogą sakramentów, swoistą ścieżką życia – od urodzin: chrztu, przez pierwsze duchowe przygody – I Komunia Święta i Sakrament pojednania, przez odkrycie kim jesteśmy i po co żyjemy – Sakrament Bierzmowania, aż do bardzo głębokich decyzji – Małżeństwo lub Kapłaństwo. Towarzyszące nam trudne doświadczenia zderzają się ze szczególną łaską, płynącą z Sakramentu Namaszczenia Chorych. Docieramy do ostatniego momentu – śmierci, często otoczonego Bożym towarzyszeniem – przez udzielenie nam ważnych dla nas posług sakramentalnych. Duchowa ścieżka ma swój rytm, swoje góry i doliny, doświadczenia zdobyte poprzez współpracę z Bożą pomocą. Ten proces współpracowania, poprzez łaskę sakramentów wydaje się być bardzo logiczną całością. A jak ma się to do codziennego życia chrześcijanina?  Jak Ty traktujesz rzeczywistość sakramentów, jak je wykorzystujesz w swoim codziennym życiu? Oczywiście nie wszyscy, ale spora grupa chrześcijan, są jak łapacze promocji – wykorzystują, że coś dają i cieszą się chwile otrzymanym prezentem, a później szukają czegoś ciekawszego – praktyczniejszego i atrakcyjniejszego.  Znów zastanawia mnie kwestia, na ile świadomość konkretnego katolika, umożliwia mu właściwe wykorzystywanie daru – w postaci otrzymanego sakramentu. Inaczej sprawa się ma z sakramentami, które towarzyszą nam bardziej fizycznie w naszym życiu, jak np. Eucharystia, czy Sakrament pojednania, a inaczej ma się sprawa z tymi sakramentami, które mają nas do czegoś konkretnego uzdolnić, jak np. Chrzest, Bierzmowanie... czytaj dalej

Niedziela – 22.10.2017 – Mt 22, 15-21

29 Niedziela zwykła – Mt 22, 15-21 Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?» Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga». 1. Zwróć uwagę na: rozmowę dwóch, skrajnych w poglądach społeczności. 2. Odniesienie do… jak ja postępuję wobec życia, a w szczególności wobec Boga? 3. Co wynika z tego fragmentu  Celem nie jest odpowiedź na pytanie o moralność podatków nałożonych na Izraelitów przez Rzymian – ale wyłącznie kompromitacja Jezusa. Ludzie zranieni pragną odwetu ostatecznego – usunięcia człowieka, który podważa ich autorytet, burzy ich spokój, kieruje przeciw nim gorzkie słowa i ośmiesza ich w oczach ludu. Pochwycić: dosłownie – zastawić pułapkę. Kompromitacja Jezusa jest zaplanowana i przemyślana, wybrano problem delikatny i budzący duże emocje wśród ludzi.  Pochlebstwo jest sposobem na „uśpienie” czujności Jezusa. Uczniowie faryzeuszów i zwolennicy Heroda pragną, aby Jezus myślał, że są pełni dobrej woli. Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?» Odpowiedź „tak” naruszałaby porządek religijny narodu – jak pobożny Nauczyciel może twierdzić, że naród, który jest własnością Boga, powinien płacić podatki Cezarowi, tym samym uznając jego panowanie nad sobą?... czytaj dalej

Niedziela – 15.10.2017 – Mt 22, 1-10

28 niedziela zwykła – Mt 22, 1-10  Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. 1. Zwróć uwagę na: zaproszenie, skierowane do każdego człowieka 2. Odniesienie do… jak ty odczytujesz zaproszenia skierowane do Ciebie od Boga 3. Co wynika z tego fragmentu Nawrócenie zawsze zaczyna się od przemiany myślenia. Jezus do końca nie traci nadziei na nawrócenie przywódców, którzy mając z ustanowienia Boga autorytet, mieli wielki wpływ na serca i umysły pospolitego ludu i jego relacje do Boga. W Izraelu uczta weselna była wydarzeniem wielkiej wagi. Była uroczystością nadzwyczaj okazałą. Normalnie mogła trwać około tygodnia, zaś w przypadku króla o wiele dłużej. Gospodarz, zapraszając gości nie podawał początkowo terminu uroczystości, dopiero kiedy wszystko było gotowe posyłał sługi, aby poinformować wszystkich, że mogą już przybyć. Przybycie na ucztę zatem wymagało od gości... czytaj dalej

Niepotrzebne mury

Albo nasze myśli są zbyt wysoko, albo nasze wyobrażenia zbyt idealistyczne, przez co „Schodząc na ziemię” trafiamy na mury, których żadną siłą nie jesteśmy w stanie rozbić. W świecie, w którym każdy z nas ma jakieś swoje miejsce, możemy odkrywać dwa hasła: SACRUM i PROFANUM. Te dwa pojęcia odpowiadają dwom, skrajnym rzeczywistościom. Każdy człowiek, w mniejszym lub większym stopniu ma wyczucie tych rzeczywistości. Ludzie mają w swoim życiu coś, co możemy nazwać ich świętością – jakaś wartość, stan, cel który unosi się ponad wszystkim. Ale każdy z nas, ma również określoną strefę profanum – grzeszną, a więc coś na co sobie nigdy nie pozwoli, granice, których nigdy nie przekroczy; praw, których nigdy nie złamie. Rozumienie tych pojęć ma ogromny wpływ na nasze życie codzienne, na wskazywanie również innych, nowych rzeczy jako świętych, albo w innym przypadku, jako grzesznych. Trudności pojawiają się wówczas, gdy sytuacje nie są tak przewidywalne i proste do oceny i zaczyna nam się mieszać, co faktycznie jest święte, a co grzeszne. Nagle pojawia się „skala szarości”, która utrudnia nam ocenę. Bo życie to nie tylko dwa bieguny – czarny lub biały. Same pojęcia: świętość i grzeszność, które próbujemy zdefiniować przez nasze doświadczenia życiowe, sprawiają nam niekiedy ogromny kłopot. Bo jeśli idealizujemy to, co skrywa się za pojęciem świętości to coraz trudniej będzie nam realizować samą świętość, jak i też trudnością będzie dla nas to, by do tego „zbioru pt. świętość” dołożyć cokolwiek nowego. W chrześcijaństwie pojawia się niekiedy trudność idealizowania pewnych pojęć, przez co sami wprowadzamy w nasze rozumowanie mury – bariery, które uniemożliwiają nam osiągnięcie jakiegoś stanu. Pojęcie „świętości” zostało przez niektórych chrześcijan sprowadzone do... czytaj dalej

Niedziela – 8.10.2017 – Mt 21, 33-43

27 Niedziela zwykła – Mt 21, 33-43 Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». 1. Zwróć uwagę na: jak postępują dzierżawcy z posłańcami 2. Odniesienie do… jak ty traktujesz wiarę i ludzi 3. Co wynika z tego fragmentu Pod postacią gospodarza kryje się sam Bóg. Wszystko oddaje do dyspozycji ludziom. Jednak człowiek z podejrzliwością patrzy na Boga, Dawcę wszelkiego dobra: czy rzeczywiście Bóg daje mi wszystko? Winnica to alegoria Izraela, ludu, który Bóg wybrał jako swoją szczególną własność. Zakładanie winnicy to praca wymagająca wiele inteligencji, trudu, cierpliwości i... czytaj dalej

niedoskonałości chrześcijanina – X/17

To nie tylko krytyka. Raczej pragnę podsumować obecne w naszym życiu zagrożenia i poszukać ewentualnych wniosków, jak sobie z nimi radzić Czego najczęściej nie robią chrześcijanie. Do kościoła? Po co? Nie teoria, ale konkret – praktyka. Niepotrzebne mury Kryzys tożsamości Nazywać zło złem, a nie fałszywą tolerancją.  Właściwa pobożność kontra... czytaj dalej